Mentionsy

Ślady Zbrodni
18.01.2025 19:00

Księża zamordowali mi syna

Historia Roberta Wójtowicza mimo upływu trzydziestu lat, wciąż budzi ogromne kontrowersje. Co stało się ze studentem krakowskiego UJ? Czy wokół sprawy panuje zmowa milczenia? ---------- Współpraca i kontakt: [email protected] lub [email protected] ---------- Prowadząca: Olga Herring Research i opracowanie: Olga Herring i Michał Muzyczyk Scenariusz: Michał Muzyczuk Producent: Tomasz Dziedzic Zdjęcia: Dominik Górski i Łukasz Śledź Zdjęcia lotnicze: Tomasz Dziedzic Dźwięk: Tomasz Dziedzic i Łukasz Śledź Montaż i koloryzacja: Monika Maruszczak Produkcja: Keep Rollin' https://keeprollin.pl/ ---------- Wpadnij do nas: https://www.facebook.com/kanal.slady https://instagram.com/kanal.slady https://www.tiktok.com/@kanal.slady ---------- #olgaherring #truecrime

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 109 wyników dla "Robert Wójtowicz"

Jakimi ludźmi są trzej księża, którzy być może od trzech dekad żyją z sekretem dotyczącym tragedii rodziny Wójtowiczów?

Pokój Roberta Wójtowicza wygląda niemal dokładnie tak, jak w 1995 roku.

Dla Lecha Wójtowicza ten mały pokój to namiastka synowskiego grobu.

Innego grobu Robert nie ma i być może nigdy już mieć nie będzie.

Ta historia mogłaby być częścią starotestamentowej Księgi Hioba, ale postać cierpiącego ojca to nie jedyne co łączy sprawę zaginięcia Roberta Wójtowicza z Biblią.

Minęły kolejne zimy, a dziś upływa 30 lat, odkąd Robert przepadł jak kamień w wodę.

W Krakowie spotykam się z Lechem Wójtowiczem, który wciąż jest wierny swoim słowom.

Lech Wójtowicz nie wie, czy zapalić Robertowi świeczkę na wszystkich świętych, czy obchodzić jego urodziny.

Robert kochał grać na gitarze, której gryf jest dziś złamany.

Lech Wójtowicz w pierwszej połowie lat 90. jest kierownikiem budowy przy rosyjsko-kazachskiej granicy.

Od żony i trójki dzieci, z których Robert był tym środkowym, dzieli go 3,5 tysiąca kilometrów.

To Robert poszedł na ślady.

Tutaj w tym segregatorze są nawet dyplomy dla Roberta za bycie rewelacyjnym uczniem z najlepszymi stopniami.

Robert zmienił zdanie.

Lech Wójtowicz zarabia kilka razy więcej niż na podobnym stanowisku w Polsce, ale rozłąka jest dużym wyzwaniem dla całej rodziny.

Czy Robert odpisywał w swoim oddzielnie?

I co pisał Robert?

Bo dla Roberta duchowość, filozofia były ważne, prawda?

Rodzeństwo trzyma się razem, a dla młodszego brata Robert nieraz zastępuje nieobecnego ojca.

Te słowa Józefa Tischnera, największego filozofa wśród księży, musiały trafić wprost do serca poszukującego i wrażliwego człowieka, jakim bez wątpienia był Robert.

Robert w notesie zapisał.

Robert nieustannie poszukuje, ale nie odcina się od głęboko religijnej tradycji swojej rodziny, pisząc tak.

Wójtowicze mieszkają na osiedlu Złoty Wiek, kilka kroków od parafii Maksymiliana Kolbego.

To właśnie w tym zasłużonym kościele Robert znajduje swoje miejsce i ludzi, którzy go rozumieją.

I faktycznie w listach Robert pisał Panu, że znalazł takie swoje miejsce, człowieka, który czuł, że go prowadzi w jakiś sposób.

Lech Wójtowicz wspomina koniec 1994 roku jako szczęśliwy, wreszcie spędzony z żoną, ale dobrze pamięta, że były to także ostatnie chwile przed tragedią.

Pa, Robert.

Pod koniec trzeciego semestru właśnie ta tragedia w rodzinie Wójtowiczu się zdarzyła, że rozłożyła całą rodzinę na chopatki.

Wcześniej rodzina Wójtowiczów, choć rozdzielona, żyje codziennymi sprawami, a jej członkowie normalnie funkcjonują.

Mówię, że uspokójcie się, bo może się wszystko to ułaży, może się wszystko wyprostuje, może wszystko się wyjaśni, może Robert wróci.

Ale miał też się Robert pojawić tego dnia na uczelni, prawda?

Komenda rejonowa Policji Kraków Wschód poszukuje zaginionego mieszkańca Nowej Huty, Roberta Wójtowicza, który wyszedł z domu na osiedlu Złoty Wiek i do dziś nie powrócił.

Cały Kraków wiedział, że szukacie Roberta.

Czyli z tego by wynikało, że w piątek się zadziało coś, co zaważyło na tragicznym losie dalszym i Robusia, i rodziny Wójtowiczów.

Funkcjonariusze szybko ustalają, że wyjście Roberta z domu w dniu zaginięcia nie było spowodowane wyłącznie wizytą w bibliotece, lecz również spotkaniem z nieznanym mężczyzną.

Tropem, na który zostaje nakierowana policja jest plotka o sekcie, do której miał rzekomo przystąpić Robert.

Skierowała ją do sekty koleżanka, którą znał także Robert.

Paszport zaginął razem z Robertem.

Zginął razem z Robertem.

Poziom ryzyka stania się przez Roberta ofiarą przestępstwa był znacznie podwyższony ze względu na znaczną podatność na wpływ innych osób, zainteresowanie nurtami religijnymi i kryzys egzystencjalny wynikający z zaburzonej fazy rozwoju emocjonalnego i społecznego.

Mijają kolejne dni, Robert nie wraca do domu.

Robert wyjechał z kolegą do Niemiec, pracuje w Niemczech, jest mu dobrze.

Robert nie żyje.

Psycholog, do której chodził Robert, określiła go jako jednostkę o wybitnym umyśle, jednocześnie typ zagubionego w społeczeństwie samotnika.

Robert nie jest osobą towarzyską.

Posłuchajcie, co zrobił niedługo po zaginięciu Roberta jego najbliższy kolega i sami sobie odpowiedzcie.

Kolega Roberta?

Chodzi oczywiście o cierpienie, a według mistrza, zaginionego Roberta Wójtowicza, cierpienie zawsze niszczy, cierpienie nie uszlachetnia.

A jednak Robert Wójtowicz, gdy jeszcze studiował medycynę, pisał Im większą będę miał wiedzę z innych, najróżniejszych dziedzin życia i nauk, tym lepszym będę lekarzem, jeśli jednocześnie nabędę umiejętność kojarzenia faktów i wyciągania odpowiednich wniosków.

Ten brak zwłok, jeżeli ja się zajmowałem tą sprawą ponad 20 lat po zaginięciu Roberta Wójtowicza, już więc miałem pewność, że jeżeli nie zostały znalezione zwłoki, to samobójstwo w pierwszej kolejności trzeba wykluczyć, bo to nie ma takiej możliwości, żeby zwłok nie znaleziono.

Czyli nadzieja na to, że Robert jednak żyje, że wybrał życie z dala od rodziny?

Jeżeli są zwłoki ukryte, to świadczy tylko o tym, że to zrobiły osoby, które policja mogła powiązać z osobą Roberta.

Już pamiętam, że byłem po przeczytaniu pierwszy raz akt sprawy, kiedy spotkałem się z tatą Roberta i powiedziałem mu wprost,

Jeżeli pan się zaznajomia, ma pan takie prawo z aktami śledztwa, pan się dowie, w jakich okolicznościach i dlaczego zginął Robert.

Nawet zostało publicznie ogłoszone, że zaginięcie Roberta tak naprawdę jest ciemna liczba zabójstw i Robert został zamordowany przez kogoś.

W 2013 roku Maria Mazurek z Gazety Krakowskiej pisze o zaginionym przed 18 laty Robercie i kontaktuje Lecha Wójtowicza z Bogdanem Michalcem.

Ale ta wszczyna śledztwo dopiero wtedy, gdy Karolina Gawlik i Dawid Serafin publikują na Onecie reportaż o śmierci Roberta, rezultat śledztwa dziennikarskiego.

Wójtowicze byli modelową polską katolicką rodziną, bardzo blisko związaną z kościołem, otoczoną humanistycznym przekazem Józefa Tischnera i patriotycznym duchem Kazimierza Jancarza czy Tadeusza Isakowicza Zaleskiego.

Wróćmy do roku 1995, do pierwszych dni po zaginięciu Roberta i do zachowania opiekuna duszpasterstwa w Mistrzejowicach, Krzysztofa oraz jego brata Józefa.

Policjanci prowadzący sprawę rozpytali pewnego księdza, który opiekował się duszpasterstwem, w którym Robert bardzo czynnie uczestniczył na co dzień.

I dziwnym trafem tego samego dnia dyżurny otrzymuje anonimowy telefon, że widziano Roberta właśnie w samochodzie tej sekty.

Czy ksiądz Krzysztof i całe duszpasterstwo brało udział w poszukiwaniach Roberta, kiedy zaginął?

Mama Roberta opowiadała, że chyba trzy miesiące po zaginięciu żyli u Roberta.

Ona zamówiła mszę właśnie za Roberta, żeby się odnaleźć i tak dalej.

Jaką wersję prezentował ksiądz Krzysztof, w którym zaginiony Robert widział duszpasterza z prawdziwego zdarzenia?

Mówił, że nie zna Roberta?

Nie przypomina sobie takiego Roberta Wójtowicza.

A przecież Robert pisał w listach, że chodził do niego rozmawiać.

On jednocześnie dystansował się od Roberta jako

Potem okazuje się, co też zaznają inni, że on Sylwestra, na trzy tygodnie przed zaginięciem Roberta,

spędził razem właśnie z członkami duszpasterstwa, był tam Robert, i oni przegadali kilka godzin podczas tego Sylwestra razem, więc ciężko mi sobie wyobrazić, poza tym w tym duszpasterstwie nie było zbyt wiele osób, więc ciężko mi sobie wyobrazić, że ksiądz Krzysztof nie wiedział.

To, co też mi się rzuciło w oczy, że ksiądz Krzysztof w ponad 20 latach idealnie był w stanie odtworzyć, co robił 20 stycznia 1995 roku po zaginięciu Roberta.

Oczywiście mi dali tajemnica służbowa, ja nie będę mógł ze szczugałami opowiadać, ale no te osoby, no jedna z tych osób ku mojemu zdziwieniu podała dokładny harmonogram dnia zaginięcia Roberta.

Ale to w końcu przyznał, że znał Roberta i że jednak go kojarzy?

Zeznał do protokołu, że Robert nachodził księdza Krzysztofa i zadręczał go pytaniami.

Robert na bal karnawałowy w duszpasterstwie miał zupełnie inną koncepcję, co się przebrać.

Co ciekawe, o tym fartuchu, że tak Robert miał się przebrać, zeznaje potem ksiądz Krzysztof w zeznaniach.

A skoro wie o tym fartuchu, to znaczy, że z tym Robertem musiał się widzieć w dzień zaginięcia, tak?

Ksiądz Krzysztof z dużym prawdopodobieństwem może stwierdzić, że ma bardzo duży udział w zaginięciu Roberta.

W opowieści o zaginionym synu i cierpiącym ojcu pojawia się zatem trzeci ksiądz, przyjaciel Krzysztofa i Józefa w czasach, gdy zniknął Robert.

Ja zastanawiam się, jakimi ludźmi są trzej księża, którzy być może od trzech dekad żyją z sekretem dotyczącym tragedii rodziny Wójtowiczów.

Natomiast kiedy wchodziliśmy na temat Roberta, on od razu zaczynał się jąkać, dukać, mieszać, pocił się.

Roberta, jak go wspomina, no bo on też chodził na cudzysłów, chłasterstwo.

Kurczę, wszystkich pamięta z imienia, nawet wie co niektórzy teraz robią, a tego jednego Roberta jakoś tak nie pamięta.

No bo tam było tak mało osób, wszystkich ksiądz zna, Roberta ksiądz nie zna.

Zrobił się cały czerwony, wstał, a jest bardzo masywny, wziął taki pęk kluczy, rzucił nim o stół, zaczął krzyczeć, zaczął mówić tak, bo my zabiliśmy Roberta, owinęliśmy go w dywan i wywieźliśmy samochodem, znaczy tramwajem, bo Krzysiu nie miał wtedy samochodu.

Natomiast to, co powiedział Józef, idealnie współgrało z wynikami badań wariografu, którym się poddał, że mniej więcej tak właśnie mogła wyglądać jakby ta sekwencja, że Robert zostaje zabity na plebanii, w jakiś sposób jest owinięty w dywan i wywieziony samochodem.

Okazuje się, że pogłoski o powiązaniu księży ze zniknięciem Roberta Wójtowicza krążyły w krakowskim kościele od dawna, a ksiądz Józef podobno już dwa lata po zaginięciu opisywał Roberta jako tego, który został zabity w parku w Mistrzejowicach.

Wydaje się, że ponad ćwierć wieku od zaginięcia prawda o losach Roberta Wójtowicza może wreszcie wyjść na jaw.

Że jakby Robert nie żyje i właściwie jest pochowany i po co drążyć, tak?

Powiedzieli, że Robert nie żyje.

A nieodżałowany ksiądz Tadeusz Izakowicz-Zalewski był zawiedziony duchownymi i zdziwiony wytrzymałością Lecha Wójtowicza.

Jedynie co, to modły do naszego Pana Boga Ojca, żeby zesłał łaskę i miłosierdzie na tego sprawcę, tego czynu, który wyrządził taką ogromną krzywdę i Robusiowi, i rodzinie Wójtowiczów.

Czy może sobie ktoś wyobrazić, żeby w świat poszła informacja, że duchowni są zamieszani i są winowajcami nieszczęścia rodziny Wójtowiczu, że zamordowali misty na robusie?

Prokuratura Okręgowa w Krakowie umarza postępowanie w sprawie zabójstwa Roberta Wójtowicza.

Jaki oni by w ogóle mogli mieć motyw, żeby zrobić krzywdę Robertowi?

Śmierć Roberta?

Mam taką teorię, że Robert w tamtym okresie naćwu byłby to był oszołom taką poszukującą swojej tożsamości.

Na pewno Robert w jakiś sposób był na jego punkcie

Ciekawe, w aktach śledztwa znajduje się też wytypowane miejsce, gdzie może być ukryte ciało Roberta.

Dwa lata temu Lech Wójtowicz mówił

Lech Wójtowicz, kiedy Robert zaginął, miał około 50 lat.

30 lat życia nadzieją, że kiedyś pójdzie na cmentarz, przeczyta napis na grobie Robert Wójtowicz, położy świeczkę, zapali, pomodzi się, porozmawia ze swoim synem i od 30 lat jest tego pozbawiony.

A tych zwłok Roberta nie ma, więc być może ktoś po tym programie wskaże jakąś wskazówkę, że te zwłoki się znajdą.

W styczniu minie 30 lat, jak już nie macie znaku od Roberta.

Kim był 23-letni Robert Wójtowicz, który być może już na zawsze pozostanie zaginionym synem?

Robert szukał swojej drogi, żeby stać się mądrzejszą i pełniejszą wersją samego siebie.

Zgodnie z tym, co wskazywał ksiądz Tischner, którego tak bardzo Robert lubił słuchać.

Wczytuję się w notatki Roberta i wiem, że był człowiekiem, którego chciałabym poznać, z którym chciałabym porozmawiać.

0:00
0:00