Mentionsy

Ślady Zbrodni
08.03.2025 20:00

Zamordował ją na schodach prokuratury

Natalia stara się uwolnić od przemocowego partnera. Prosi o pomoc policję i prokuraturę. System jednak nie działa. Kiedy idzie złożyć kolejne zeznania, były partner czeka na nią przed wejściem do prokuratury.----------Współpraca i kontakt: [email protected] lub [email protected]ąca: Olga Herring Opracowanie: Olga Herring i Michał MuzyczukReżyseria: Michał MuzyczukProducent: Olga HerringZdjęcia: Łukasz Śledź i Dawid GołąbZdjęcia lotnicze: Dawid GołąbDźwięk: Łukasz ŚledźMontaż: Monika MaruszczakKoloryzacja: Monika Maruszczak----------Wpadnij do nas:https://instagram.com/kanal.sladyhttps://www.tiktok.com/@kanal.sladyhttps://www.facebook.com/kanal.slady----------#olgaherring #truecrime #natalia #specjalska #swinoujscie

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 833 wyników dla "Szkole Morskiej w Świnusiu"

On powiedział, wiesz co, tata zabił mamę.

Nasz najsłodszy, najmniejszy brat mówi do mnie, wiesz co, tata zabił mamę, czy ty wiesz?

Moja mama została zamordowana pod budynkiem prokuratury.

Wszystko działo się przede wszystkim na oczach mojego 8-letniego brata.

Włamał się, wchodząc przez balkon na pierwsze piętro i rzucił ultimatum.

Trzymał ich jak zakładników.

Ja naprawdę mogę to powiedzieć świadomie, że szkoda, że nie ma kary śmierci w Polsce.

Zarzuca się mi, że piję alkohol, handluję brudną bielizną w internecie, że mam dziecko.

Ta rodzina cały czas gnębi, przecież tam są cały czas rozprawy.

Ona mi mówi, jak on mnie zabije, obiecaj mi, że się zajmiesz brunem.

Czyli zatrzymałaś słowa?

Zależy mi na tym, żebyście dzisiejszy odcinek obejrzeli z otwartym sercem i podniesioną głową.

Otwarte serce będzie wam potrzebne, żeby objąć ogrom tragedii, jaka spotkała wspaniałe kobiety oraz będącego pod ich opieką małego mężczyznę.

Ważne jest też, żebyście poczuli grozę ich życia, która była dziełem mężczyzny dorosłego, przemocowca, który zgotował swojej rodzinie piekło.

Podniesiona głowa będzie za to niezbędna, żeby zrodziła się w was słuszna złość, taka sama jaka zrodziła się we mnie.

Złość wymierzona w system, który nie pomógł nękanym kobietom i pozwolił na to, żeby wydarzyło się najgorsze.

Dziś śladów zbrodni nie trzeba szukać, bo są na widoku i przedłużają cierpienie.

Ciężko mi o tym mówić.

Moja mama została zamordowana pod budynkiem prokuratury w centrum miasta.

Kolejny raz się wytłumaczyć.

Żeby nas uratował.

Żeby uratował mnie, żeby uratował mojego brata.

Wszystko działo się przede wszystkim na oczach mojego 8-letniego brata.

I naprawdę było to straszne.

Historia, o której chcę Wam opowiedzieć, wydarzyła się w Świnoujściu w 2022 roku, w ciepły majowy dzień.

Dosłownie dwie minuty spacerem od jednej z najpiękniejszych bałtyckich promenad.

Deptak powoli zaczynał wypełniać się gwarem turystów, szukających pierwszych oznak nadchodzącego lata, ale dla Darii i Pauliny tamto słoneczne popołudnie już na zawsze będzie dniem, kiedy bezpowrotnie zniknęła najważniejsza kobieta w ich życiu,

Jak wyglądał wtedy ten dzień z twojej perspektywy?

Z perspektywy mojej był normalnym dniem.

14.40, mama podjechała pod blok rowerem, bo gama taki kultowy miała czerwony rower, więc całe miasto wiedziało, że to mama i właśnie przez to zmienia rower na taki czarny.

z już czarnym, nowym rowerem podjechała, dała mi to co miała dać i powiedziała, kocham Cię, pa, przyjadę.

wię, ale bardzo mocno Cię kocham.

I że przyjedzie, że jedzie, powiedziała jaki ma plan na dalszy dzień, czyli że jedzie złożyć zeznania do prokuratury.

Oczywiście padło pytanie, czy jechać z nią.

wi, że nie, że zostań w domu.

Tak, że jedzie złożyć, że później odebrać mojego brata, a później, że zostanie z nim na wywiadówce u niego w szkole, więc że trochę jej nie będzie, żebym się też nie martwiła, że trochę im się zajdzie dłużej niż zwykle.

To była 14.50, jak powiedziała kocham cię, pa i pojechała.

w okolicach 17.

Przeglądając Facebooka, mój teraz były chłopak, wtedy ówczesny, powiedział do mnie zdanie, że wiesz co, coś zobaczyłem, ale to nie może być prawda, nie oglądaj tego.

Ja mówię, no co to jest, pokaż, pokaż.

To był zrepostowany post naszego portalu miejskiego i świnoujście o tym, że było morderstwo pod prokuraturą.

Zdjęcie leżącej torebki i tego czarnego, przeklętego roweru.

Było zdjęcie na prokuraturę, na chodnik, na krew, na torebkę, którą niosła pani policjantka i na ten cholerny rower.

I ja po prostu, jakby mnie ktoś obuchem w głowę uderzył, że to przecież nie może być prawda, że przecież to głupota, że na pewno nie, że przecież zadzwonię do niej, będzie dobrze.

Zadzwoniłam raz, drugi, trzeci.

Ona podjeżdża rowerem, schodzi z niego i wtedy on ją atakuje.

W centrum miasta, wśród turystów, jest ciepło.

Prokuratura znajduje się nad morzem, niemalże nieopodal promenady jest wielu przechodniów.

Wyjmuje nóż, tak?

I atakuje w biały dzień na oczach swojego dziecka i swojej matki.

Była zdziwiona tym, że widzi ich razem, prawda?

Akurat w tym miejscu wszystkich.

Tak, no to się działo w chwilę, więc ona po prostu przyjechała, przywitała się z Brunem i on zaatakował.

Tak, nie ma szans żadnych, to jest 7 ciosów, no więc już tutaj przyjazd karetki niczego nie zmienia.

Po sekcji dowiedzieliśmy się, że ciosów było kilkanaście, że samych śmiertelnych ciosów było 7, co w ogóle dla mnie jest niewyobrażalną już w ogóle ilością, bo jak bardzo trzeba kogoś nienawidzić, żeby zadać 7 ciosów śmiertelnych.

Nie wyobrażam sobie tego, jak bardzo trzeba z taką zawziętością uderzać, żeby uderzyć kilkanaście razy i żeby zrobić to tak rozlegle, żeby siedem ciosówwnocześnie było śmiertelnych.

Mój brat stał pięć metrów.

Mój brat opowiadał później, że widział, co się stało, że słyszał mamę krzyczącą.

Później ja się już też dowiedziałam, że mama błagała o litość.

Że ludzie w oknach to słyszeli, tam są w ogóle pensjonaty, że ludzie słyszeli, jak mama błagała o litość, żeby przestał, żeby tego nie robił.

Więc z tej całej szarpaninie zdążyła jeszcze błagać o litość i żeby zostawił dzieci.

Być może odebrać życie chciał sobie też Mateusz, czy to jest prawda?

Był taki moment, w którym on po zabójstwie podcina sobie nadgarstek, ale nie udało mu się.

Też wiem z relacji Bruna, że tamtego dnia Bruno chciał zajrzeć do jego torby, a ten mu nie pozwolił.

Czyli planował to?

W materiale dowodowym są wypowiedzi ludzi, którym chwalił się, zobaczycie, co zrobię, jutro zobaczycie, załatwię to, załatwię ją, jeszcze mnie popamiętacie, ja wam pokażę.

No mówię to w sklepie kolegom przechodniom, więc jakby to było... – Niech nie zareagował i nie ostrzegł.

Nikt nawet nie zadzwonił do Natalii i nie powiedział, że on mówi takie okropne rzeczy.

Nie, bo dotychczas on cały czas takie rzeczy robił, publikował te różne treści, pisał te maile z pogróżkami, więc jakby ona w tym celu szła na prokuraturę, żeby powiedzieć po raz kolejny ten człowiek,

Komplikuje mi życie, utrudnia mi funkcjonowanie, nęka mnie, wysyła mi takie maile.

Te wszystkie wiadomości zresztą były przekazywane policji, ponieważ ona mi je przesyłała, a sobie je kasowała i później mnie prosiła, abym ponownie przesłała te wiadomości do pracownika policji, funkcjonariusza, więc ja to zrobiłam, więc te maile zostały przekazane odpowiednio wcześniej.

Czyli to była codzienność Natalii od wielu miesięcy, tak?

I przyjechali Państwo tutaj z policji, przyjechało dwóch panów, pani, która niosła torebkę, w ogóle mamę na zdjęciu.

Pani mówi, że tak, to wszystko prawda, że mama nie żyje.

Tak, że nie żyje, że to wszystko prawda.

Ja tak mówię, to Państwo już mogą iść.

Ja stoję, nawet ich nie wpuściłam do domu, tylko w progu.

Ja mówię, to jak to prawda, to Państwo sobie mogą już iść, bo już nie potrzebuję Państwa.

Teraz dla mnie to jest takie zabawne, że w ogóle miałam tyle krzepy, odwagi, żeby powiedzieć to do nich tak wprost, bez żadnych per pan.

Ale na tamten moment byłam w tak dużym szoku, że to, że oni to już powiedzieli, dla mnie to była wystarczająca praca, którą wykonali, że mogliby już sobie pójść.

Po prostu, bo co, więcej mi pomogą.

Mieli mi pomóc wcześniej, a nie później.

17 maja 2022 roku Natalia Specjalska została z zimną krwią zamordowana przez Mateusza i to na oczach ich dziecka, siedmioletniego Bruna.

I chociaż za moment od tej tragedii miną trzy lata, Mateusz wciąż nie usłyszał wyroku za swój bezlitosny czyn.

Kim była Natalia, której Mateusz tak nienawidził, a którą tak kochali jej najbliżsi?

Opowiedz mi, jaką siostrą była Natalia?

Wspaniałą, idealną.

Przede wszystkim była ode mnie o wiele starsza, więc mogła w pewnych momentach stanowić dla mnie pewnego rodzaju mamę, opiekunkę.

Zawsze mogłam na nią liczyć, zawsze była po mojej stronie, zawsze dbała o moje dobro, o moje bezpieczeństwo.

Chyba taka, jaka powinna być siostra, taką właśnie była osobą, czyli taką właśnie bliską, pomocną, życzliwą, otwartą, ciepłą.

Tak ją wspominam.

Jak myślisz o swojej mamie, to co widzisz?

Na pewno widzę kobietę, kobietę o dużym, dużym sercu do pracy z uczniami, dużej empatii, dużej miłości do mnie, do mojego brata, do pracy z ludźmi i do innych ludzi, bo moja mama była do szpiku kości po prostu dobra, dobroć płynęła, wypływała po prostu w każdym możliwym sposób z mojej mamy.

Była wspaniała, była najlepsza, jaka mogła być i później już nigdy nie spotkałam osoby, która byłaby tak dobra i tak też trochę naiwna w tym wszystkim, bo ona była dobra i nie oczekiwała nigdy niczego w zamian.

Chciała wszystkim pomóc, tak?

Tak, chciała wszystkim pomóc, chciała dla wszystkich dobrze, nieważne kto to był, zawsze dla wszystkich chciała dobrze.

Wtedy byłyśmy jeszcze młode wariatki, tak mogę powiedzieć, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Natalia uśmiechnięta, zawsze wesoła i w sumie od tamtej pory miałyśmy kontakt.

Tylko, że ja później wyjechałam do Niemiec, bo ja w wieku 19 lat wyjechałam do Niemiec.

No i wiadomo, że ten kontakt był trochę mniejszy, ale i odwiedziła mnie w Berlinie i to, i później się tak ciągnęło.

Przeprowadziła się do Świnoujścia, skąd ja pochodzę, więc no, znałyśmy się ponad 20 lat.

No wiadomo, że każdy wiek ma swoje prawa, wiadomo, że się bawiłyśmy, ona lubiła zabawę, w Szczecinie się spotykałyśmy, ale zawsze była bardzo

taka zasadnicza, że jak się trzeba było uczyć, to się uczyła, studiowała, dążyła do celu, chciała, nie?

Pomimo naszych tutaj zabaw, imprez, no bo miałyśmy 18-19 lat, prowadziłyśmy fajne życie, miałyśmy dużo koleżanek, też miałyśmy taką mamę, wspólną koleżankę, byłyśmy razem w Berlinie, też tam wtedy była taka słynna Love Parada, także zawsze była roześmiana i zawsze była

uśmiechnięta, kochała żartować, jak to młode dziewczyny, także zawsze była pełna, pełna życia.

Co ty robisz, Władzia?

Co je Władzia?

Władzia je jedzonko dla piesków.

Jak Ty pojawiłaś się na świecie, to Natalia w tą dorosłość zaczęła wchodzić.

Czy Ty pamiętasz ten moment, tą jej ścieżkę życiową?

No, jakieś takie moje najwcześniejsze wspomnienia właśnie wiążą się z jej znajomymi z okresu studiów, z jej koleżankami.

A gdzie studiowała?

Studiowała w Szczecinie na ówczesnej Akademii Morskiej.

W każdym razie

Miała świetnych znajomych.

Była towarzyska.

Bardzo towarzyska, była bardzo lubiana.

No raczej zazwyczaj otaczała się gronem koleżanek.

A co studiowała na dzisiaj Politechnice?

Ochronę środowiska i logistykę.

I poszła w tym kierunku?

Tak, została nauczycielką właśnie logistyki w Szkole Morskiej w Świnusiu.

Czyli od razu po studiach w zasadzie znalazła pracę, tak?

Tak, od razu po studiach tak naprawdę pojawiła się jej pierwsza córka Daria.

I wtedy poświęciła niespełna rok na opiekę nad córką i też wtedy znalazła pracę.

I w tej szkole pracowała przez jak długi czas?

Do śmierci tak naprawdę.

Czyli jej życie to była szkoła tak napraww dużej mierze.

W kontakt z ludźmi, z młodzieżą.

A jak ją odbierały właśnie dzieciaki?

Z tego co wiem, ja też uczęszczałam do tamtej szkoły i nie byłam jej uczennicą, ale gdzieś tam z rówieśnikami rozmawiałam, no to była nowoczesną nauczycielką, taką bliską uczniom, chyba taką właśnie łagodną.

Wydaje mi się, że nie.

No wiadomo, z niektórymi gdzieś tam mogły być jakieś niesnaski, ale raczej przez większość była lubiana.

Bo mama też była dużym, dużym wsparciem dla tych uczniów.

Takim naprawdę traktowała i traktowała ich.

bardzo dobrze, ale oni traktowali ją jak taką nauczycielkę, przyjaciółkę.

Chłopak zerwał dziewczyną, to ona przychodziła się wypłakać.

Były jakieś koleżanki się pokłóciły, to przychodziły do mamy porozmawiać.

Były też takie sytuacje, mama opowiadała, że urodził się brat i przyszła taka dziewczyna i mówi

Więc naprawdę przeżywali dużo pięknych chwil razem w tej szkole, podczas zajęć, podczas przerw.

Kiedyś pamiętam taką anegnotę, zapytałam się jej, jak ty dajesz radę, bo to przecież nastolatki, nie wchodzą ci tam na głowę w tych klasach i w ogóle.

Ona mówi...

Że mówi, nie, jakoś czuję się przy nich też młoda, no ale wiadomo, muszę być autorytetem, ale bardzo lubię to, co robię.

To pamiętam to zdanie, jak powiedziała.

I myślę, że to jest wyznacznikiem, jeżeli ktoś wykonuje pracę, którą kocha, tak?

Zresztą dostała wszystkie chyba najwyższe odznaczenia, jakie mogła dostać jako pedagog, tak?

Natalia spełniała się w pracy, ale jej życie nie było usłane różami.

Stosunkowo szybko musiała zmierzyć się z losem młodej samotnej mamy, bo nigdy nie miała szczęścia w miłości.

To był taki szczęśliwy czas dla Natalii.

I związkowo, jeżeli chodzi o tę sytuację, że pierwsze dziecko jednak, to było dla niej coś, co chciała, prawda?

Strasznie chciała mieć, jak chyba każdy, szczęśliwą rodzinę.

i miała taki syndrom pomocy, no bo niestety w tej miłości trafiała na mężczyzn, którymi jakby ona musiała się opiekować, albo ona musiała coś wnosić do tego związku, a oni jednak tego nie uszanowali, nie uszanowali jej dobroci, tego serca, tylko jakoś, szukam dyplomatycznego słowa,

No nie, wybory mężczyzn, nie, nie miała szczęścia.

Przychodzi na świat Daria, pierwsze dziecko, ale ten związek Natalii i ojca Darii, no nie jest taki, jakby tego chciała, prawda?

Oni nie byli chyba tak dopasowani, aby móc na dłuższą metę tworzyć relacje.

Ja w pamięci mam i zawsze będę mieć Natalię taką właśnie dzieci na pierwszym miejscu, że wszystko dla nich, uśmiechnięta, fajna.

Zresztą widać to po Darii, jak wyrosła na piękną, mądrą kobietę, jak się wysławia, jak się zachowuje, jest bardzo dojrzała.

Także to jest wszystko Natalii praca.

A jak wspominasz swoje dzieciństwo?

Moje dzieciństwo było tak naprawdę naznaczone gdzieś tam kobietami.

Wychowywała mnie babcia, wychowywała mnie Paulina, moja ciocia i wychowywała mnie mama.

Więc u mnie zawsze byłam wychowana przez kobiety, u mnie bardzo było mało mężczyzn, którzy mnie wychowali, więc jestem bardzo w takiej erze kobiecej, bardzo silnej, bo jednocześnie jak wychował mnie kobiety, no to wychował mnie tak, żebym sobie poradziła w tym świecie pełnym trudności, więc taki obraz to jest silna kobieta.

Widzę swoje dzieciństwo, to jest wychowanie przez silne kobiety, pełen takich beztroski, dobra i dobrych wspomnień.

I większość czasu Natalia wychowuje Darię sama.

Ale przechodzi zmiana w 2013 roku, tak?

Co się wtedy dzieje?

W 2013 roku latem poznaje Mateusza i wchodzi w nim w relację.

Pamiętasz ten dzień, kiedy ty go poznajesz po raz pierwszy?

Oni poznali się na takiej imprezie na plaży, na której ja też byłam i wtedy mieli pierwszy kontakt ze sobą.

I później, po jakimś czasie, ona przedstawiła go oficjalnie mnie, mojemu ówczesnemu chłopakowi.

On przyszedł do domu, zamieniliśmy parę słów i od tamtej pory był jakoś tam.

w jej życiu.

I jakie było twoje odczucie co do niego?

Oboje wtedy właśnie z moim ówczesnym chłopakiem tak spojrzeliśmy się na siebie i tak wyczuliśmy, że coś jest nie tak z tym człowiekiem.

No ale uznaliśmy, że może to po prostu pierwsze wrażenie, że jest jakiś taki dziwny.

Ale później z upływem czasu, jak miałam kontakt z nim, to wciąż czułam takie dziwne uczucie.

Nie sposób je opisać słowami.

Nie było swobody przy nim, tak?

Tak, takie napięcie wyczuwałam cały czas i coś było nie tak, coś tam, coś nie pasowało.

Przychodzi 2013 rok i pojawia się męski pierwiastek w waszym życiu.

Tak, pojawił się Mateusz.

Pojawił się niespodziewanie, bo nikt się nie spodziewał.

Ja też byłam dość mała, więc nie do końca wiedziałam, jak to wygląda.

Teraz z perspektywy czasu już wiem, jak to było.

Pojawił się nagle i tak naprawdę pojawił się on i bardzo szybko pojawił się mój brat.

W 2014 roku pojawia się ich syn i to tak naprawdę pieczętuje ten związek, mam wrażenie, że to był moment, w którym ona upewniła się w tym, że chce z tym człowiekiem dalej tworzyć związek.

Ale około tego czasu tutaj ojciec Bruna trafia do więzienia.

wi jej, że w tym więzieniu znajduje się, stuje błędy młodości, że zaraz wyjdzie, że będzie wszystko dobrze, że ułożą sobie życie, że razem zamieszka, stworzą rodzinę.

Jemu tak naprawdę dodawane są kolejne jakieś tam wyroki.

Też na początku było mówione, że do pracy.

Okazało się, że miał detalgi z prawem, że była bardzo dużo tych wszystkich przestępstw na koncie, które później się zebrały do tego, że odsiadywwyrok jeden, drugi.

i tak naprawdę na przestrzeni czasu i też wychowywania mojego brata, to on był bardziej gościem w naszym domu, jego mieszkańcem.

Czyli bywał tylko tak?

Bywał, nie był, tylko bywał i był bardzo rzadko.

Mój siostrzeniec rośnie, tworzymy razem z siostrą i z Darią jakąś tam grupę swoją, rodzinną.

A Mateusza w tym nie ma, tak?

No nie ma, bo fizycznie go po prostu nie było w tym czasie.

Ja pamiętam Natalii słowa, że on gdzieś wyjeżdżał za granicę, że go cały czas nie było, no i że w tej ciąży była sama.

Nigdy, ja już nie pamiętam słów takich pozytywnych od Natalii, w sensie takim, że o Jezu, zrobiliśmy coś razem, nie wiem, poszliśmy do kina, czy byliśmy na spacerze w parku.

I jak długo trwał taki stan, że on jest taki bierny, nieobecny gdzieś tam, czy w więzieniu, czy za granicą?

No bo to było z przerwami.

On wracał na chwilę, wyjeżdżał, ukrywał się.

A czemu się ukrywał?

Bo był poszukiwany.

No ale moja siostra ciągle liczyła na to, że on wróci, że wszystko będzie dobrze, że stworzą razem rodzinę i że będzie dobrze.

Zawsze pakował się w jakieś problemy, bo na przykład Natalia do mnie dzwoniła, jak został zabrany przez policję w Niemczech, jako że ja mieszkam w Niemczech i mówię po niemiecku, dzwoniła do mnie, żeby umawiać na wizyty na przykład, żeby pisać pismo do placówki więzienia, żeby mogli przyjechać na widzenie.

My rozmawiałyśmy na wszystkie tematy.

Ja jej powiedziałam, w ogóle to nie jest mężczyzna dla ciebie.

To w ogóle nie jest twoje IQ, to nie jest w ogóle twój poziom.

Może nie, że ona go broniła, ale właśnie to, że mamy dziecko, ale chce poczekać, chce dać szansę, każdy zasługuje na szansę, wiesz, ludzie się zmieniają.

Także taka nieustanna nadzieja w niej.

Na początku na pewno była też trochę gdzieś tam zaczarowana, otłoniona tym, co on jej przedstawił, ale nie sądzę, żeby to było to.

Jednak myślę, że ta chęć miłości, stworzenia rodziny, pełnej rodziny, żebyśmy wszyscy mieli pełną rodzinę, to było to, co jej przyświecało w kontakcie z nim i budowaniu relacji.

A czy dla twojej mamy to nie było trudne, że go nie ma, że w zasadzie jest w związku, ale ten związek jest, no właśnie on istniał, on był na odległość, na telefon, na listy, jak to wyglądało?

Z mojej perspektywy to na pewno była taka miłość, relacja na odległość, na odległość w postaci tego, że on odbywał bardzo dużo kar różnych w...

w więzieniach, w więzieniach w Polsce, za granicą, więc to była taka miłość trochę na zasadzie od widzenia do widzenia, od możliwości telefonu do telefonu, to była taka miłość bardzo specyficzna.

To nie był stały dom, to nie były stałe emocje, to nie był jakiś stały rytuał życia domowego, że jest nim mężczyzna.

Ja to tak nazywam, to jest bardzo brutalne teraz z takiej perspektywy, ale od odsiadki, od odsiadki, do tego, co się wydarzy, wydarzy kolejnego złego, no to on chwilę jest,

i z powrotem.

Natalia była dla niego, czekała z tym małym dzieckiem, pracowała, pomimo co jest może jeszcze ważnym aspektem, przecież miała swoją regularną pracę.

Zawsze w lato, gdzie dzieci miały wolne, to chyba jest ważne, zawsze chodziła gdzieś dorabiać, pracowała.

Nie była osoba, która właśnie liczyła na innych ludzi.

Zawsze jeździła, ja to pamiętam, jeździła rowerem do Albeku na stronę niemiecką.

Pracowała ciężko w gastronomii.

Co tu mówwięcej?

To jest zastanawiające, bo przecież Natalia, piękna kobieta, wykształcona, nigdy żadnego zatargu z prawem.

Później, ale na początku jednak ta chęć stworzenia tej takiej stabilnej rodziny dla syna,

Była najważniejsza.

Jak on już przebyww więzieniu i oni mieli możliwość korespondencji czy rozmów telefonicznych, to ona uświadamiała sobie, że po prostu nie sposób o porozumienie.

Problemem w relacjach Natalii i Mateusza jest nie tylko nieobecność mężczyzny, ale też jego stosunki z Darią.

Dziewczyna od początku nie widzi w nowym partnerze mamy człowieka, z którym można zbudować solidną więź.

Przeświecała mu taka zasada, że chce mnie wychować, że skoro ja nie mam na co dzień swojego taty gdzieś tam w swoim życiu, to że on zastąpi mi ojca, ale w taki negatywny sposób, nie że będzie wsparciem, oparciem, tylko chciał mnie karać.

Chciał mnie wychowywać bardzo pod takim sztywnym rygorem właśnie kar.

W większości kar, to nie tak, że były kary i nagrody, tylko było bardzo dużo kar.

Za, moim zdaniem, i też innych osób, zachowania bardzo normalne.

Byłam nastolatką, byłam dzieckiem też na początku i to nie były żadne złe zachowania, tylko trzeba było karać.

On uważał, że trzeba mnie karać, bo wtedy będę się go słuchać, będę go akceptować.

Bo to się rozbijało o to, że ja nigdy jego osoby nie zaakceptowałam w moim życiu, ale tym również też w życiu mojej mamy.

w życiu mojego brata, w naszym domu, ja go nie akceptowałam.

Ja znam bardzo dużo miłości, bardzo dużo dobroci, właśnie takiego domu ciepłego.

A pojawił się Mateusz, który wszedł z krzykiem, wszedł z agresją, wszedł właśnie z takim naprawdę ciężką energią, takiego krzywdzącą mnie.

A jak to wyglądało z perspektywy twojej mamy?

no tej miłości, rodziny, a z drugiej nie było tej akceptacji tego lubienia się w domu.

Myślę, że na pewno było to właśnie rozdarcie takie emocjonalne między tym, że właśnie ja go nie akceptowałam i tym, że no jednak mama chciała mi stworzyć pełną rodzinę, też byliśmy we dwoje, pojawił się mój brat, więc patrzyła na to z perspektywy takiej, tak jest moje zdanie, że dopóki krzywda mi się nie działa, nic takiego...

Też go nie było bardzo dużo, więc tak naprawdę to, że go nie lubiłam, czy nie akceptowałam, przejawiało się tylko w momencie, jak się pojawiał.

Pojawiał się bardzo rzadko.

Myślę, że w ciągu siedmiu lat pięć razy był, tak naprawdę.

Tylko w takich etapach był na dwa tygodnie, był na miesiąc, był na dwa miesiące.

W pewnym momencie wszystko się zmienia, bo wychodzi z więzienia i wraca do domu na stałe.

Tak, wrócił na stałe, to był bodajże styczeń 2021 rok.

Oczywiście jak wrócił, to jeszcze była taka rozmowa, że ja na pewien czas, żeby dać mu się oswoić, bo to była dla niego pewnie nowa sytuacja pod względem tego, że bardzo dużo czasu był w zamknięciu, wyjechałam.

Więc dopóki mnie nie było w domu, z tego co wiem, było dobrze.

Ja w końcu wróciłam z moich przymusowych wakacji i zaczęły się tak naprawdę pierwsze te przejawy takiej właśnie dyktatury.

przemocowych zachowwzględem mnie, co już przestało się podobać mojej mamie, więc moja mama już też kiełkowała się w niej właśnie myśl, żeby się z nim rozstać, bo zobaczyła, że po tych odsiadkach on nie jest taki, jak ona sobie wyobrażała, że to nie wygląda tak, jak ona chciała, żeby było i do czego dążyła przez te tam ostatnie sześć lat, więc tak naprawdę on się pojawił na stały.

I nie wygląda to tak, jak wyobrażała sobie to moja siostra i jak na pewno życzyłaby sobie tego, ponieważ pojawiają się spory.

Spory dotyczą budżetu domowego, wychowania dziecka, sposobu tego wychowania.

I ja namawiałam ją, żeby tam zostawiła go, żeby sobie jakoś temu użyła życie, żeby się odcięła od tego.

No ona mówiła, że on nie da mi żyć, już dobra, już niech jest jak jest, już tam on mi nie da spokoju, ja już po prostu chcę święty spokój.

Bo oni jak tam rozmawiali jakieś tam, oni zarzucą zdrady, różne jakieś tam rzeczy, to... Zazdrosny był chorobliwie?

Więc ona mówiła, dobrze, to jak tak chcesz, to się rozstańmy, daj mi spokój.

Co było takimi pierwszymi przejawami?

Pierwsze przejawy to była przemoc fizyczna względem mnie.

Były gdzieś tam sytuacje właśnie popchnięcie, naplucie mi w twarz.

Naplucie w twarz.

Dotknął mnie, dla młodej kobiety to było dużo, dotknął mnie palcem w biust.

Oczywiście ubrany i byłam normalnie ubrana, ale dotknął mnie w miejsce, w którym gdzieś nie powinien żaden mężczyzna obcy i niechciany dotyk się pojawił.

Oczywiście mama stawała w mojej obronie, więc też był ten taki zgrzyt, że mama stawiała ponad wszelkie dobro, tak naprawdę dobro moje.

Nieważne co się działo, moje dobro miało być zaopiekowane, więc były sytuacje właśnie takie spięcia, gdzie on właśnie mnie popechał, więc mama stawała między nami, więc też mama trochę obrywała tak naprawdę przez to wszystko.

Zaczęło się od przemocy słownej.

Pojawiła się później, tak jak się dowiedziałam, przemoc fizyczna względem mamy.

I słowna, bo pojawiały się takie określenia, że... Bo się go bałam bardzo.

Tak już tam zaczęło się dziać źle, więc zaczęłam się go bać, więc zamykałam się na noc w pokoju, bo się po prostu bałam, co zrobi.

To powiedział takie słynne zdanie, że nieważne jak się zamknę i co zrobię, to on i tak mnie dorwie.

I że po co mi te drzwi zamknięte, skoro i tak jak będzie chciał mi zrobić krzywdę, to wejdzie tam i mi to zrobi.

Od początku nie mieli dobrego kontaktu z Darią, więc tam zawsze były jakieś zgrzyty, o tym wiem.

No i tutaj znowu musimy powiedzieć, Natalia wybierała dzieci ponad partnerem, co też pokazuje, jaką była mamą.

Bo są różne kobiety, prawda?

Są różne kobiety, które, nie wiem, z miłości zapominają o tych dzieciach i w ogóle, ale dla niej naprawdę dzieci były priorytetem.

Jak zaczęły się kłótnie z Darią i on tam zaczął coś pyskować i w ogóle, ona stawała w jej obronie.

I to też później doprowadziło tak naprawdę do rozstania, którego on nigdy nie zaakceptował.

w kwietniu bodajże, dochodzi do takiego już poważnego konfliktu, w którym dochodzi do rękoczynów i wtedy moja siostra decyduje się na zgłoszenie sprawy na policji.

Dokładnie to Daria, w wyniku kłótni jakiejś błahej.

Czyli dziecko tak naprawdę.

I Natalia staje w jej obronie, no i w związku z tym uznaje, że granica została już na tyle przekroczona, że należy tę sprawę zgłosić.

Zamykając się w pokoju, bo bałam się, co zrobię, jak się dowie, że dzwonię na policję.

Zamiast zadzwonić na policję, najpierw zadzwoniłam do cioci, żeby nie wyszło to, że ja dzwonię, która zadzwonię na policję.

Bo tak się bałyśmy i mama mnie prosiła szeptem, żebym zadzwoniła na policję.

Jest interwencja policji.

Jak ty to widzisz ze swojej perspektywy?

mnie nie ma na miejscu, więc ja bezpośrednio nie biorę w tym udziału, ale dostaję telefony od Darii właśnie, która płacze, skarży się, boi się, no i to wzmaga we mnie jakieś tam nerwy.

Prosi o to, abym wzywała policję, co też robię.

Wtedy rozumiem, że jedyne, co należy zrobić w tej sytuacji, to absolutnie odciąć się od tego człowieka, od jego rodziny, od całej tej sytuacji.

I od tamtej pory nakłaniam siostrę do tego, aby robiła wszystko, aby do tego doprowadzić.

Zgadza się ze mną, też chce do tego doprowadzić, ale jest już po pierwszych spotkaniach z policją i dociera do niej, że to niewiele da.

To też policjant nam powiedział, który przyjechał od nas do domu, wyprowadzali go, było dwóch i policjant powiedział takie zdanie, że musi pani iść pierwsza, bo jak on pójdzie, to pani nie będzie miała szans.

że wyprowadzając go, bo my powiedzieliśmy, co się wydarzyło i on powiedział przy tych policjantach, że nas znajdzie, że nam zrobi krzywdę, że jeśli my nie pójdziemy pierwsze, to będzie przeklana sprawa.

Więc my, tak jak stałyśmy, jak oni tylko odjechali spod bloku, my poszłyśmy na policję złożyć zeznania.

I tam nas przywitał pan, policjant, który powiedział, o, znęty.

Tak dla niewtajemniczonych wytłumaczę, że znęty to jest żargon policyjny, w którym się mówi na kobiety, które przychodzą składać zeznania na mężów, partnerów przemocowych.

I przeważnie on to powiedział, bo on nam to wytłumaczył, bo my byliśmy też w tym wszystkim tak w szoku, że zapytałyśmy, co to za określenie, że te znęty, to przeważnie to są kobiety, które przychodzą, składają zeznania i po czasie, jak mąż przeprosi i wróci, kupi nowego mopa.

On wygadał taki przykład.

To wszystko, to co mówię, to słowa pana policjanta.

To one wracają i odwołują to wszystko.

I on tak nazwał naszą sprawę.

Od początku powiedziałam, że o znęty.

I się poprawił, bo kolega akurat wszedł.

Ale powiedział to zdanie.

W początku zostałyśmy sklasyfikowane do kategorii znęty.

I teraz nie nazwałabym swojej sytuacji znętą.

No i stratą najważniejszą.

Była taka straszna sytuacja, kiedy był na mamie i on powiedział, że jak ona mu nie da, to on pójdzie do pokoju obok do mnie.

Że drzwi, które są zamknięte, już nic nie dadzą.

Że jak ona mu nie da, to weźmie ode mnie.

I to był tak naprawdę czynnik zapalny, który już zaczął się dziać takie straszne sytuacje, które nie były zwykłą przemocą, tylko to już było takie znęcanie nad nami, nad psychiką moją i mojej mamy.

Myślę, że to był ten moment już taki zapalny w kwietniu, kiedy zaczęło się naprawdę dziać źle, bardzo źle.

Zmuszał ją do pewnych rzeczy, tak.

No nie, są to naprawdę ciężkie tematy.

Ona mi to mówiła.

Ja jej mówiłam, idź zgłoś na policję, co się dzieje, tak nie powinno być.

Powiedziała, co się wydarzyło w sypialni, powiedziała, jak się zachowuje.

No i tutaj powstały pierwsze groźby.

Wycofaj zeznanie, albo ci zrobi krzywdę, albo pozabije dzieci, pozabije ciebie, no nie wiem.

Natalia złożyła na policji zawiadomienie o groźbie, dokonanym na niej przez Mateusza.

To był składowy wielu czynników.

Więc tam też chodziło po prostu o prześladowanie, o nękanie, o przemoc domową.

Chciała po prostu prawnie tak to wszystko zakończyć.

I po tej sytuacji został zgłoszony gwałt.

Został, zanim list zakończył, wystawiony i zakaz zbliżania.

Z automatu to się wydarzyło?

Z automatu został on poszukiwany i został założony ten zakaz zbliżania, że na 50 bodajże metrów nie mógł się pojaww naszej okolicy.

Oczywiście też chciał odbierać mojego brata ze szkoły, więc też był problem taki, że gdzieś tam naprawdę utrudniał to, bo się pojawiał, a jednocześnie miał zakaz zbliżania, więc to był taki problem, że miał prawo do mojego brata.

I wtedy tak naprawdę zaczęła się nasza przygoda.

Przygoda to jest złe określenie, ale tak naprawdę przygoda z policją, prokuraturą, sądami, zeznaniami i mówieniem światu to, co nas dotyka.

To był początek, tak naprawdę teraz już wiem, że to był początek kuli śnieżnej.

który w kwietniu 2021 roku tak naprawdę skończył się tym, że mama została zamordowana.

To był początek i to trwało rok, prawie ponad rok.

Rok gehenny, rok stresu, rok niewyobrażalnej krzywdy, której doświadczałam ja, doświadczała moja mama.

Doświadczył też po części Bruno, bo Bruno był naocznym świadkiem wielu sytuacji.

i był też takim towarem, towarem spornym, towarem to jest bardzo brzydkie określenie, ale takim... Karta przetargowa.

Tak, kartą przetargową, takim zapalnikiem, ponieważ Bruno był jego dzieckiem.

Mateusz nie akceptuje tego, że po swoich okrutnych czynach jego związek z Natalią nie istnieje.

Jest żądny zemsty i postanawia zrobić wszystko co w jego mocy, żeby doprowadzić Natalię do ruiny.

Chce pozbawić ją największej pasji, która jest jednocześnie jej pracą.

Co z tego, że ona zgłasza to na policję, kiedy ten człowiek stoi pod oknami, kiedy wysyła jej maile z pogróżkami, kiedy po prostu robi wszystko, żeby uprzykrzyć jej życie.

Mam na myśli tutaj wysyłanie donosów do pracodawcy, do ministerstwa, że źle wykonuje swoją pracę, że nie dba o dzieci, jakieś takie różne tego typu sprawy.

Regularnie dostaje maile, dostaje jakieś tam wiadomości, zgłoszenia od znajomych, że publikuje coś na swoich portalach społecznościowych.

Przychodzi do pracy mojej siostry, pomawia ją, oczernia ją, jej znajomych, jej koleżanki, mnie, Darię.

On się wkradł, to pamiętam, wkradł się na jej maila, telefon,

tak czasami się rozmawia prywatnie z koleżanką, coś się chce powiedzieć.

Wszyscy mamy tendencję czasami do odgadywania albo powiedzenia, jak się czujemy, a niekoniecznie może użylibyśmy te same słowa gdzieś na zewnątrz, bo to się ma przyjaciół.

I on to wszystko tak poskręcał, poprzekładał, poucinał, wysyłał te wiadomości, które nielegalnie nabył.

Właśnie do szkoły, nachodził ją tam, tak jakby za wszelką cenę chciał zniszczyć jej dobrą reputację.

Co wysyłał na przykład do pracy?

Do pracy mamy przedstawwłaśnie te nagrania, które dostał nielegalnie, o tym, co mama mówi o swojej pracodawczyni, o dyrektorce szkoły.

Z jej koleżanką, tak jak sobie po prostu prywatnie rozmawiają.

Tak, prywatnie po pracy rozmawiają i on to jej przedstawił.

Przedstawił również pismo, wystosoww ogóle pismo, żeby sprecyzować, co on wysyłał do tych mediów i do...

do Ministerstwa Infrastruktury, któremu podlegała mamy praca na tamten moment, wysłał pismo takie, które stworzył, z listą punktów, które były tak naprawdę zaniedbaniami mamy i przestępstwami.

Więc tam była lista bodajże chyba prawie 15 czynów zabronionych albo takich niemoralnych, które dokonała moja mama i na skutek których moja mama nie powinna stracić pracy, nie powinna pracować z młodzieżą.

Ona się musi z tego tłumaczyć, prawda?

Czyli przychodzi taki list ze skargą, z wymyślonymi oskarżeniami, a Natalia musi się stawiać przed pracodawcą i z tych absurdów się tłumaczyć.

Przed pracodawcą, przed po prostu ludźmi, przed znajomymi, przed rodzicami uczniów, przed wszystkimi.

Więc okropna sytuacja nawet dla zwykłego po prostu anonimowego człowieka, a co dopiero dla osoby publicznej, która pracuje w szkole.

takie bolesne wręcz, krępujące może nawet.

On zabierał po kolei wszystko, co mógł, sięgał coraz to bardziej po rzeczy, które zabierały z niej życie, zabierały z niej energię i w ogóle chęć do życia zabierał po kolei.

Każdy najpierw zaczął burzyć to, co mieliśmy w domu, zaczął jej psuć.

Jak już wiedział, że nie ma co psuć i tak naprawdę, że już nie damy się aż tak, to zaczął psuć w pracy.

Powiedział, że od razu pierwszą rzeczą po domu jest praca.

Jest praca z dziećmi, więc zaczął tam psuć.

Tam już zaczął tak psuć naprawdę źle.

Mama już się na tym ostatnim etapie bardzo źle czuła w pracy względem tego, że...

No wszyscy wiedzieli, tak?

Wiedzieli, jakie są gdzieś tam zarzuty wobec niej stawiane.

Wszyscy wiedzieli, że one są nieprawdziwe, ale jednocześnie wiedzieli, że ktoś się odważył to powiedzieć.

No i wiemy, jak działają plotki, tak?

Ktoś powiedział, a to w sumie to widziałem, albo w sumie to jest możliwe.

I generowało się plotki, które nie były prawdziwe na podstawie tego, co on właśnie jej zarzucił.

Więc dla niej to było najbardziej takie bolesne, że... Bez żadnych dowodów, po prostu ludzie też zaczęli zadawać pytania.

Zaczęli zadawać pytania, które bolały, bo jak ktoś pyta, czy sypiałaś z uczniami za oceny, kobietę, która całe życie dążyła do tego, żeby po prostu uczyć...

Czy to prawda, że te obrzydliwe plotki miały miejsce?

Tak, i to często ludzie pytali o takie konkretne rzeczy, które naprawdę były straszne i były bardzo krzywdzące.

I to było myślę, że to, że ona w tym w ogóle musiała uczestniczyć, to było na pewno obłaczające dla niej bardzo, że to w ogóle się wydarzyło.

To jest tak, jak jest piękny kwiat, który rośnie i kwitnie, jest kolorowy,

I ktoś go nie podlewa i ten kwiat więdnie.

Ktoś z boku widział, jak ona po prostu traci tą radość z życia.

Ja też przez pewien czas liczyłam na to, że po prostu mu się znudzi, ale będąc dziś na swoim miejscu, w tej sytuacji, w jakiej jestem, rozumiem, że tam nigdy nikomu się nie znudzi.

To jest jakby... Mówisz nikomu.

W liczbie mnogiej.

To jest jakby ich cel, aby niszczyć, aby doprowadzać do tego.

Czyli oni wiedzieli, że Mateusz robi takie rzeczy?

Tak, wiedzieli.

Te pisma do ministerstwa, do szkoły pisała również jego mama.

Ale wiecie, że to było od nich?

Tak, to zostało już zweryfikowane.

Czyli to jest udowodnione, że ona, matka Mateusza, również wysyłała donosy nieprawdziwe na Natalię.

To były same oszczerstwa, to było też zamierzone takie zburzenie mamy poczucia własnej wartości.

Mama zaczęła wątpić jeszcze bardziej w siebie, niż wcześniej wątpiła przez to wszystko, to teraz poczuła się już w ogóle tak naprawdę źle.

I od tamtego momentu zaczęła być cieniem swojej osoby.

straciła tę taką iskrę, taki blask i taką jeszcze końcówkę tego, co tam nadzieli, że będzie dobrze, bo ona jeszcze mówiła, że będzie dobrze, że dam radę, że się ułoży, naprawdę będzie okej, to po tamtej sytuacji straciła wszystko.

Tą radość z życia i tą iskrę w oczach, tą iskrę z oczu straciła, ale cały czas walczyła, ja bym powiedziała, jak lwica, taka prawdziwa mama o te dzieci, o ich dobro, tak?

No w zasadzie nie radzi sobie, bo dzwoni do mnie, opowiada o tym, płacze, rozmawia ze swoimi koleżankami.

No jedyne, co mogłam powiedzieć, to zgłaszaj na policję, ale ona mówi, policja nic nie zrobi.

Nie traktują mnie jak nastolatkę, która się związała z nieodpowiednim mężczyzną.

Nikt nie traktuje mnie poważnie, mówią przestań, on się nudzi, zaraz mu przejdzie, nie reaguj na to.

Pewnej nocy Mateusz postanowił zafundować swojej partnerce, jej córce i swojemu małemu synkowi prawdziwy koszmar.

On pisał cały czas wiadomości, dzwonił, uprzykrzał, gdzieś tam się kontaktował, więc kontakt był.

On się nie pojawiał, ale kontakt był.

Tak naprawwszystko się zaostrzyło w taki już dość mocny sposób.

Kiedy włamał się noc do domu, dzień po moich 17 urodzinach, w listopadową noc włamał się do domu, wszedł do domu w okolicach 5 nad ranem.

To był listopad, więc było ciemno.

Włamał się, wchodząc przez balkon na pierwsze piętro, robiąc dziury w drzwiach balkonowych i włamując się do pokoju, w którym byłam ja.

I to, że byłam ja, myślę, że zburzyło cały jego plan i uratowało nas wszystkich, bo on wchodząc do pokoju, otwierając drzwi balkonowe, uderzył w łóżko, na którym spałam ja z moim bratem.

Próbował mnie obezwładnić, w ogóle rzucił się na mnie, myślał, że mnie obezwładni, ale chyba go przestraszył tak naprawdę mój krzyk, bo krzyczałam tak, że myślę, że nigdy w życiu bardziej nie miałam siły i motywacji, żeby krzyczeć, co też obudziło mamę, ale myślę, że...

Finalnie chyba żaden sąsiad tego nie słyszał, ale ja liczyłam bardzo mocno, że ktoś to usłyszy z zewnątrz i nas uratuje.

Miał trytytki właśnie, miał nóż, miał kaliser benzyny, który został na balkonie.

On to wszystko przyniósł.

Nie wiem po co to przyniósł, co miało mu to dać, ale przyniósł.

Na początku w ogóle zebrał nas w pokoju.

I rzucił ultimatum, że mama ma wybrać, czy on zabije mnie na jej oczach i mojego brata.

Gdzie wiemy, że nie ma ratunku, bo on powiedział, że jak tylko krzykniemy przez okno, przez balkon, to nas pozabija.

Jak zabrał nam telefony, powiedział, że jak tylko gdzieś zadzwonimy, to nas pozabija wszystkich.

Żeby przestał, żeby sobie poszedł, żeby wyszedł.

Że po prostu zostawił nas w spokoju.

Przerażona to jest mało powiedziane, bo ja mogę powiedzieć, że ja byłam przerażona na tamten moment.

Ona jako kobieta, która była matką, która kochała swoje dzieci ponad wszystko.

to jasne nie wyobrażam skali bólu i strachu, jaki ona musiała przeżywać.

Trzymał ich jak zakładników.

I ja pamiętam to tylko dlatego tak dobrze, bo ja byłam w Świnoujściu niedługo po tym.

I siedziałam, i ona mi to opowiadała, i patrzyłyśmy na ten balkon.

I ja mówię, weź tam połóż jakieś kuszki, jakieś rzeczy, że w razie jak wejdzie jeszcze raz, żebyś miała hałas.

No widzicie, ja nawet mówić o tym nie mogę, bo nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak oni się tam mogli czuć.

Jak wybrnęliście z tej sytuacji?

Tak, mama go wybłagała, żebyśmy my nie musieli na to patrzeć.

I on nas zamknął na ponad dwie godziny w pokoju naszym, gdzie byliśmy na początku, gdzie tak naprawdę ja sama z bratem i nic nie słyszałam, bo rozmawiali tak cicho specjalnie, żebym nie słyszała.

Nie wiedzieliście, co się dzieje za drzwiami?

Nie, ja nie wiedziałam.

Mój brat był mały, naprawdę miał 5 lat.

Mój brat był w takim szoku, że to wszystko się dzieje, że odlatywał mi na rękach.

że było okej, rozmawiałam z nim, mówię, będzie dobrze, będzie dobrze, nie ma go.

I tak przez dwie godziny po prostu na takim standby'u po prostu się budził, siadał, mówił, tata jest.

Ja mówię, tak jest.

I przez dwie godziny po prostu ja czekałam, jak na chwilkę, co będzie dalej.

I tak naprawdę przez dwie godziny, jak my byliśmy zamknięci, nie wiem, co ona mu obiecała, co on jej zrobił, co on jej powiedział, że ona po tym wszystkim, w okolicach, nie wiem, siódmej rano prawie, przyszli do pokoju we dwoje,

I powiedział, że mnie przeprasza, że przepraszał, że wszedł, że więcej tak nie zrobi.

I że już sobie idzie, że wszystko już jest wyjaśnione.

I że mogę iść do szkoły, i że mogę brata zaprowadzić do przedszkola.

Ja w takim wielkim szoku...

Po prostu wyszłam z domu i zamiast też, też byłam w szoku, ale też była taka zasada u nas w domu, nie wpisana, że nie mówi się o tym, co się dzieje w domu.

Działa nam się bardzo duża krzywda.

Czy nikt nie wiedział, co wy przeżywacie?

Ja nie byłam śmiała, żeby powiedzieć nauczycielce, żeby powiedzieć w szkole, dyrekcji, pedagogowi, nikomu nic nie powiedziałam.

Tak naprawdę jedną, co musiałam wiedzieć, to była Paulina.

bo gdzieś tam trochę uczestniczyła w tym tak biernie, ale jednak była w tym wszystkim wciągnięta.

Wiedziały jakieś najbliższe osoby z mojego otoczenia, ale też nie wszystkie, bo też nie mówiłam gdzieś tam znajomym, tylko tak najbliższy naprawdę jakiś chłopak i takie osoby.

Wiedziały też nie wszystko, bo też nie mówiłam wszystkiego, bo to było tak straszne, że nie mówiłam wszystkiego.

Ja wyszłam z tego domu i nikomu nic nie powiedziałam.

I do tej pory jestem w szoku i do tej pory żałuję tego, że nie powiedziałam, że nie wykorzystałam tych 10 minut, które były takie, że mogłabym zadzwonić na policję, żeby przyjechali, żeby go zabrali.

No i po prostu wyszłam, odprowadziłam brata do szedszkola, ja poszłam do szkoły.

I tak naprawdę do godziny 17 nie wiedziałam, co się dzieje dalej.

Dostałam tylko informację od mamy, że on wyszedł, że on już jest w pracy i że zobaczymy się w domu.

I widzicie się tego samego dnia wieczorem.

I mama mnie informuje, że odwołała wszystkie zeznania.

Że była na policji, że odwołała zeznania, że tak jak chciał, tak zrobiła i że on już nie będzie poszukiwany właśnie zagrożenia.

i że da nam w końcu spokój.

Dała się zastraszyć, prawda?

On dopiął swego.

Dopiął swego, ale ją rozumiem w jednym momencie, no bo to się tak jak mówi z pistoletem przystawionym do głowy, no to co zrobić, tak?

Czy on odpuszcza wtedy rzeczywiście?

On przestaje być poszukiwany przez policję.

Dostaje jedynie dozór policyjny, czyli ma stawiać się na komendzie, składać podpis.

Wtedy już po tym włamaniu, to ja już poczułam taki realny strach.

I już naprawdę bałam się, że coś on im zrobi.

Natalia koresponduje ze siostrą Mateusza, która przekazuje informację, zobaczysz, wszystko się jeszcze zacznie.

Wariaci nie mają moralności.

I dał wam spokój?

Później się pojawiał w bardzo nasilonej już takiej kwestii, gdzie właśnie bardzo ubiegał się o kontakt z Brunem jeszcze bardziej niż wcześniej.

Zabierał go do siebie, zabierał go na weekend.

I tak naprawdę gdzieś tam się jeszcze wygrażał, ale już tak troszkę bardziej.

Kręcił się w okolicach domu, kręcił się w okolicach mojej siłowni, gdzie chodziłam na zajęcia.

Pojawiał się.

Pojawiał się bardzo blisko nas.

Tak, żebyśmy widziały, że on jest.

To nie tak, że on zniknie, że da nam spokój, tylko on tak cały czas tego, że nie był w domu, nie krzywdził nas w domu, to miło wszystko dawał nam takie poczucie osaczenia.

Jak już w końcu udało jej się zasnąć, to wielki nóż leżał po prostu obok na poduszce, bo tak bardzo się bała.

Założyłyśmy alarm, zaczęłyśmy robić nasz dom taką twierdzą, żebyśmy były w końcu bezpieczne i żeby się nie pojawiała taka sytuacja drugi raz.

To już wtedy był moment, kiedy nie czułyśmy się bezpiecznie, tak napraww miejscu, które powinno być naszą oazą, takim spokojem.

To już było miejsce takie naprawdę skażone i zagrożone, bo jak wiedziałyśmy, że w nocy był w stanie wejść do naszego mieszkania, wejść do naszych pokoi i nam grozić i mówić, że nikt nam nie pomoże i nas pozabija,

To już nigdy nie czułyśmy się pewne.

Mama w tym czasie dzwoniła gdzieś do MOPR-u, do tych instytucji takich pomocowych.

Dzwoniła i prosiła o miejsce do spania dla siebie i dwójki dzieci, bo boi się spać w domu.

To był okropny czas dla mnie, więc nawet nie chcę sobie wyobrażać, jaki to był okres dla niej.

Ciężko sobie to uzmysłowić, że można kogoś nękać tyle czasu, a ostatecznie zabić.

Nękać, zmęczyć, prześladować, oskarżać, oczerniać, niszczyć komuś życie.

Można robić sobie to bez konsekwencji.

Pytanie, co robią służby, które są przecież powołane do tego, żeby w takich sytuacjach chronić ofiary i zneutralizować przemocowca?

Służby, które w tamtym czasie i na przełomie 2021 i 2022 roku miały możliwość i powinny powstrzymać Mateusza.

Sprawa została wycofana, ale cały czas działa się sprawa o znęcanie, więc my na bieżąco dostarczałyśmy dowody tego, co się tam działo.

Tych wszystkich oszczerstw, tych pism, że tego, co tam wysyłał, tego, co mówił, że chodził gdzieś tam, się zbliżał do nas za blisko.

Wszystko było na bieżąco raportowane, zdawane policji.

Z tym, że bardzo długo to trwało.

Bardzo długo to trwało.

W międzyczasie oczywiście mama zgłosiła, po pewnym czasie, jak już było źle, zgłosiła, że było włamanie.

Był taki moment przełomowy, kiedy mama mówiła, wiesz co, musimy powiedzieć, co się wydarzyło wtedy.

I poszłyśmy powiedzieć na kolejne takie dozeznania, powiedzieć, co się wydarzyło i powiedzieć, że nas zastraszało, że mama wycofała te zeznania, dlatego że się bała, że była ta sytuacja.

Na komendach spędziłyśmy trochę czasu i zaczęły się pierwsze dziać w prokuraturze już takie zeznania, poważniejsze, gdzie już zaczęły stawać tam tworzone też dla niego artykuły, te, które zostały naruszone.

I tak naprawwszystko to trwa.

Trwa.

Mama prosi o pomoc, mama mówi, żebyśmy poszły razem złożyć zeznania, więc ja idę złożyć zeznania też.

I tak naprawdę znajdujemy się w maju.

Znajdujemy się w maju, kiedy są urodziny Mateusza, kiedy moja mama wyjeżdża do dalszej rodziny na taki weekend z moim bratem i Mateusz podchodzi pod mój blok, czyli złamał ten zakaz zbliżania do mnie, podchodzi pod blok, dzwoni na policję i mówi, że moja mama uprowadziła jego syna.

że go uprowadziła i że brat nie jest w tym miejscu, w którym powinien być, że przecież miał być pod miejscem zamieszkania.

Oczywiście policja dzwoni do mamy z pytaniem, gdzie jest, dlaczego dziecka nie ma w domu.

No ale jednocześnie wiedzieli, że to, że postanowienie sądowe, że dziecko jest przy mamie, jest tak bardzo elastyczne na zasadzie, że nie musi być w tym miejscu zamieszkania, tylko może być gdziekolwiek, byleby było z matką to dziecko.

Więc temat upada, ale w ogóle sam fakt tego, że on ma zarzucone różne czyny, a jednocześnie ma czelność dzwonić na policję, rozmawiać z policjantami pod moim domem, łamiąc zakaz zbliżenia.

Policja odjeżdża i w tym momencie on podchodzi pod nasze okna i stoi i się patrzy.

Ja byłam sama w domu.

Więc podchodzi pod okna i widzi, że ja się na niego patrzę i się patrzy na mnie.

No i ja oczywiście, będąc przerażona, bo wiedziałam, co się wcześniej działo, a byłam sama w domu, a mnie nie było, zadzwoniłam na policję, powiedzieć, że państwo przed chwilą, bo gdzieś tam ja to widziałam, że państwo byli przed chwilą u nas pod domem

że taka i taka sprawa, no i że ten mężczyzna ma zakaz zbliżania generalnie do mnie i stoi pod oknami.

Więc na tym sprawa stanęła i to było dokładnie na 10 dni przed śmiercią.

system zawiódł, bo Natalia chodziła, to myślę, że to powinni też ludzie usłyszeć, ci, co nie znają tej historii, że ona robiła wszystko, co obywatel powinien robić, żeby się bronić.

Robiła screenshoty wszystkich pogróżek, chodziła na policję, prosiła o pomoc, tak?

I pamiętam taką właśnie nadzieję, mówi do mnie, to było pisane wszystko, Gosia, wiesz co, chyba teraz naprawdę mi uwierzyli, bo nie widziałam ich tak przejętych, chcą nam pomóc, nigdy nie myślałam, że bezpieczeństwo będzie tak dla mnie ważne, żeby w ogóle czuć się bezpiecznym w nocy, ale chyba się przestraszyli.

Ja pamiętam, to jest napisane, ja to mam napisane w

I ta wiara taka właśnie w ten system, w tą policję.

A tutaj nie będę używać brzydkich słów, co wyszło z tego, tak?

Przecież to nie był atak z zaskoczenia, to był atak zapowiadany wiele miesięcy.

Ogromny mam żal, ponieważ całe to postępowanie było prowadzone opieszale, wręcz żałośnie.

Poszukiwany człowiek był w tym samym mieście, wysyłał maile, wiadomości, inny sposób było go namierzyć.

No, wstyd.

Mnóstwo, między innymi jak stał pod oknami.

Dzwoniliście wtedy na policję, tak?

Natalia opowiadała, że policja po prostu nie traktuje tej sprawy poważnie.

Na to człowiek ma złość, że ponad chyba półtora roku przecież te różne rozprawy, adwokaci i co?

Siostra w tamtym czasie jechała do prokuratury złożyć zeznania, kolejne już.

Też warto nadmienić, że to wszystko było bardzo rozciągnięte w czasie, wielokrotnie powtarzane.

Prokuratorzy zmieniali się, to było bardzo chaotycznie prowadzone.

To trwało cały czas i to próbowała po prostu zakończyć.

Udała się właśnie tego dnia do prokuratury.

Tam pod drzwiami, pod bramą czekała na nią matka Mateusza z Brunem i on.

Pod drzwiami prokuratury?

Mateusz prawdopodobnie chciał uczestniczyć w tych zeznaniach.

A jego matka, nie wiadomo dlaczego tam była, odebrali wspólnie Bruno ze szkoły.

Skąd wiedzieli, że idzie wtedy Natalia składać zeznania?

Nie wiem, skąd.

Prawdopodobnie Mateusz uzyskał te informacje od być może swojego pełnomocnika.

Dlaczego w ogóle do tego doszło?

Dlaczego on miał w ogóle informację, że ona tam będzie, kiedy to on jest oprawcą?

Ona wiedziała, co się święci?

Czy ona wiedziała, że on coś planuje?

Czy wiedziała?

Ja uważam, że tak.

Czy wiedziała?

wnież jak było to włamanie, to on dzwonił do niej mówiąc, że jestem u Natalii.

Tak jakby była wtajemniczona w jakieś jego myśli i plany?

Oni rozmawiali tak, że ona wiedziała, że on jest u nas, że chce nam zrobić krzywdę.

I nie zareagowała wtedy.

Nie zadzwoniła na policję, nie uratowała nas.

Nie uspokajała go nawet?

Zamiast mówić, żeby wyszedł, żeby nas zostawił albo na miejscu tej kobiety, bym zadzwoniła na policję po rozłączeniu się.

A tymczasem my jeszcze byliśmy trzy godziny zamknięci w domu ponad od tamtego telefonu.

Nie było nikogo, kto by przyszedł nas uratować, zawiadomiony przez nią.

Wiemy co stało się 17 maja 2022 roku pod budynkiem prokuratury w Świnoujściu.

Mateusz zadaje Natalii kilkanaście ciosów nożem, a potem pozoruje chęć odebrania sobie życia.

Niestety dla Natalii nie ma ratunku, kobieta umiera na miejscu, a na to wszystko patrzy ich siedmioletni synek Bruno oraz matka Mateusza.

Z okien za to całe zajście obserwują pracownicy prokuratury, a przecież mieli w ręce narzędzia, które mogły zapobiec tej tragedii.

Przykład Natalii jest takim bolesnym przykładem, że nie wolno nigdy bagatelizować takich sytuacji.

Tak się zdarzyło, tak się działo, nikt nie reagował, tak się to skończyło.

Czy ty czujesz żal do wymiaru sprawiedliwości od tego etapu, kiedy nie miałyście pomocy, kiedy byłyście jawnymi ofiarami przemocy domowej, fizycznej, psychicznej, gruźb?

Tak, na pewno mam żal, na pewno mam duży żal, że...

Nikt nie zareagowwtedy, kiedy mama prosiła o pomoc.

Tak, kiedy mówiła, że boi się spać w domu z dziećmi.

Okazało się również, że było zgłoszenie pań przedszkolanek, że mój brat po tym łamaniu chodził w przedszkolu i mówił różne dziwne rzeczy.

I one to zgłosiły do MOPR-u, że jest taka sytuacja w domu, że najprawdopodobniej w domu jest przemoc.

Nikt tego nie zweryfikował, nikt.

sytuacja ze znęcaniem w kwietniu, kiedy go wyprowadzili, też nikt nie zaoferował niebieskiej karty pomocy, wsparcia.

Nikt nie stwierdził, że może dobrym pomysłem byłoby po prostu nas ochronić.

Ona musiała walczyć.

Ona, bo system zawiódł.

Musiała chodzić, zdenerwować, tłumaczyć się.

Tym bardziej dziwi mnie to, że to jest człowiek z przeszłością.

Bo to nie jest uważany menadżer wielkiej firmy, pan profesor, tylko to jest recydywista, który miał już namazane w papierach, że tak powiem.

Ten cały system zawiódł, no zawiódł.

No to jest przecież jakaś w ogóle parodia.

Tamtego dnia tracicie na zawsze Natalię.

Tak, zdecydowanie mam takie poczucie, że nie można pokładać nadziei w tym, że

że ktoś nas uratuje, w sensie nas jako ludzi, jeśli znajdujemy się w takiej sytuacji, że ta policja nie ma wielkiej mocy, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest bierna, że można człowieka zabić i jeszcze rościć sobie prawa i jeszcze utrudniać życie innym ludziom, będąc już w więzieniu.

Śmierć Natalii nie była końcem koszmaru, bo bardzo szybko okazało się, że rodzina mordercy ma swoje zamiary względem małego Bruna.

Zamiary, które nie uwzględniały ani dobra dziecka, ani dobra najbliższych mu kobiet.

Powiedziano mi, że mój siostrzeniec jest na komendzie.

Z tego względu, że Daria była niepełnoletnia, nie mogła pełnić na nim opieki, to czeka po prostu na policję.

No tak się nie stało, ponieważ Bruna tam nie było, został oddany w ręce babci.

I jak się dowiedziałam, że jest w rękach już tutaj rodziny Mateusza, to dotarło do mnie, co mnie czeka.

I już procesowo, sądownie ubiegałam się o tutaj odzyskanie go, o opiekę nad nim.

Szybko bardzo sąd zareagował, wydał postanowienie o odebraniu małoletniego.

Nie udało się to tak łatwo, ponieważ mama i siostra Mateusza

uprowadziły go, wyjechały z nim za miasto, więc musiałam wtedy też liczyć na pomoc policji, która opieszale działała, więc napisałam post na Facebooku i po tym poście dopiero uzyskałam informację, że mogę pojechać odebrać Bruna.

To też była jakaś taka abstrakcja, gdzie ja tego znowu systemu nie rozumiem, że dzieje się tragedia, ojciec zabija na oczach własnego syna matkę i policja nie ingeruje, tylko pozwala dziecku odejść z babcią.

To takie małe dziecko potrzebuje opieki, nie wiem, psychologa, ludzi wyspecjalizowanych, tak?

Także to jest kolejny moment, gdzie człowiek nie rozumie tego prawa, tego systemu.

Jak można po prostu pozwolić odejść z miejsca zbrodni?

Udało mi się uzyskać prawo do Bruny.

Ustanowiony.

Mogę decydować, co się z nim dzieje.

Mieszkamy razem, jest wszystko dobrze.

Ale mimo to jestem świadoma, że ta wojna się nie skończy i że jeszcze będzie mi dane wiele razy tłumaczyć się z różnych dziwnych rzeczy.

No więc jakby nie mogę zamknąć tego tematu.

To widać dzisiaj w tych wszystkich rozprawach, w tych wszystkich, że mają taką

taką złość, taką nienawiść do tej rodziny, do Natalii, do dzisiaj obecnie do Pauliny, do Darii.

Taką w ogóle, to jest taki bardzo słaba ocena całej sytuacji.

No ja osobiście miałam też przed drzwiami prokuratury w Szczecinie, niestety też miałam delikatne spięcie z mamą Mateusza, bo padło zdanie, że to przez was

To znaczy oni też wypierają winę Mateusza?

Oni nie wypierają winy, no bo tu jest jakby fakt taki dokonany, tak?

Było morderstwo, są dowody, są nagrania, ale wypierają fakt tego, że on to mógł zrobić celowo.

Nie, na pewno, że ja go doprowadziłam do tego.

To jest cały czas ta sama narracja w zasadzie sądowej, że ja musiałam tym swoim zachowaniem, jestem tak straszna, że to ja musiałam go tak umotywować, że to zrobił.

Jest mi przykre, że po tym wszystkim, co przeszłam, po tym horrorze, z którego po prostu wyszłam, dalej muszę stać i słuchać, jak obrzucają mnie i moją mamę i całą naszą rodzinę błotem.

I muszę mieć wysoko uniesioną głowę, bo jak tylko na chwilę przestanę i zwątpię w siebie, to oni to wykorzystają, tamta strona.

Paulina zostaje postawiona przed faktem nagle, że nie ma jej siostry,

Dostaje dwójkę dzieci.

Robi to świetnie do dzisiaj.

Naprawdę cześć i chwała i duży respekt.

Bo to nie jest tak, że Natalia została zamordowana i życie toczy się dalej.

Bo fajnie by było, jakby oni mogli dojść do spokoju, przejść to wszystko, mieć spokojną żałobę.

Przecież tam są cały czas rozprawy, apelacje.

Czy kończy się ten kontakt z jego strony i walka z nim, która przecież trwała tyle miesięcy?

Mateusz wciąż domaga się swoich praw.

wi o domniemywanej niewinności.

Wysyła listy, zawiadomienia, zgłoszenia.

Wspólnie ze swoją rodziną, tak jak wspominałam wcześniej.

Dalej go wspierają.

Natomiast niezrozumiałe jest odczernianie ludzi, czy oskarżanie ich o molestowanie dzieci, czy handel narkotykami, czy bielizną, czy jakieś tam... Bo to się zaczyna po śmierci Natalii, tak?

Ataki skierowane w ciebie.

Czyli to, co przeżywała Natalia, wraca do ciebie.

Mimo, że sprawca jest za kratami.

Zarzuca się mi, że piję alkohol, że handluję brudną bielizną w internecie, że piję dziecko, że podjęłam się tej opieki tylko ze względu na wynagrodzenie, bo będąc rodziną zastępczą otrzymuje się środki na pokrycie kosztów.

Więc tak, ja dzisiaj wiem, z czym się mierzyła moja siostra, z tym, że ja nie pracuję w szkole i codziennie nie mam do czynienia z osobami, które się pytają, czy to prawda, że piję alkohol w zamian za coś.

To jest szalenie trudne, ponieważ jako rodzina zastępcza współpracuję z Warszawskim Centrum Pomocy Rodzinie, między innymi te osoby są ze mną w kontakcie, sprawdzają jak ja się zajmuję dzieckiem, kontrolują mnie, ja regularnie dostarczam im opinie psychologiczne, badania lekarskie.

Oni wiedzą co ja robię i jak ja to robię, mają wgląd w edukację Bruna.

I te donosy docierają do tych właśnie ludzi i oni podważają moją wiarygodność.

I pytają się mnie, dlaczego ja piję alkohol, dlaczego robię nagie zdjęcia, dlaczego to wszystko, czym ja mówwielokrotnie.

Więc to jest okropne, bo ja po prostu tego nie robię i ja tracę swój czas i swoją energię na tłumaczenie się z takiej rzeczy i nie chcę tego robić, nie zasługuję na to i po prostu męczy mnie to.

W tym wszystkim najważniejsze pytanie brzmi, jak czuje się Bruno?

Chłopczyk, który na własne oczy widział, jak tata odbiera życie mamie.

Tak nie wyobrażam sobie tego, że on tam był, że on jej powiedział cześć, że ona się z nim przywitała, jak podjechała, że on tam był i że to wszystko, co się działo, to on był cały czas tam.

Wszystko widział od momentu sytuacji, która się wydarzyła, od tego, że Mateusz podciął sobie rękę, kładąc się obok mojej mamy i chyba taplając się po prostu w tej sytuacji, tak wiem naprawdę, więc on tam był.

To był naprawdę spory okres czasu, 20 minut takiej naprawdę trudnej sytuacji i makabrycznej, gdzie on stał.

Mam największy żal o to, że on tam był.

Rząd później mi mówił, że jak go odebraliśmy w końcu po walce, po szarpaniu się z babcią mojego brata o opiekę nad nim, on powiedział, wiesz co, tata zabił mamę.

Wszedł do samochodu.

Mój siedmiolatek, najsłodszy, najmniejszy brat mówi do mnie, wiesz co, tata zabił mamę, czy ty wiesz?

Tak, przede wszystkim babcia utrzymywała informacje.

Tam był problem taki, że Paulina dostała zgodę sądu, postanowienie, że to ona się Brunem ma zająć.

I oni utrzymywali informacje dla MOPR-u, dla tych wszystkich służb, które próbowały go odebrać, że mój brat nie wie, co się stało.

Że mój brat myśli, że moja mama jest w szpitalu, że ona jeszcze żyje, że ona jeszcze wróci.

A tymczasem, mimo tego, że był karmiony, wiedział, co się stało, bo wsiadł do samochodu bez żadnej rozmowy, powiedział, a czy ty wiesz, co się stało mamie?

I dla mnie to było otwarcie po prostu tego samego piekła, co przeżyłam kilka dni wcześniej na nowo.

Bo te słowa były tak... To były najbardziej najtrudniejsze słowa, jakie mogłam usłyszeć od niego kiedykolwiek.

Myślę, że powiedział wprost.

Taki mały, bezbronny blondasek mówiący, że tato zabił mamę.

Ja mówię, a to mama jest u aniołków, wiesz?

A on mówi, że tak.

Że jej nie ma i nie będzie i nie wróci.

Do tej pory jestem przy zdaniu, które miałam od początku, że to była świadoma egzekucja mamy na oczach mojego brata.

że on celowo sprowadził mojego brata, który został odebrany przez niego wcześniej, celowo sprowadził go tam, żeby mój brat tam był.

No właśnie, bo przecież twoja mama wychodząc mówiła, że idzie po twojego brata.

A potem na wywiadówkę.

Wtedy z nim, z Mateuszem.

Został wcześniej przez nich odebrany.

Do tej pory nie wiem i się nie dowiedziałam.

Dlaczego oni go odebrali wcześniej?

Dlaczego został zaprowadzony na spacer?

Bo mojemu bratu było powiedziane, że idą na spacer nad morze.

Dlaczego został zaprowadzony tam?

Jak ma się twój siostrzeniec?

On był świadkiem najtragiczniejszej rzeczy, jaką może zobaczyć dziecko.

To jest coś, czego ciężko wyobrazić sobie, żeby mógł udźwignąć dorosły człowiek, a co dopiero dziecko.

Bruno reagował na tę sytuację

Ale z perspektywy już prawie trzech lat mogę powiedzieć, że idziemy w dobrą stronę, że on po pracy z psychologiem, po takiej otwartej komunikacji ze mną, z Darią,

Wie, że mam nie ma, ma momenty, że chce o tym porozmawiać, bardzo często jednak tych momentów nie ma i blokuje je mówiąc, że o mamie nie rozmawiamy, w co ja mówię, że wtedy to jest okej, ale są momenty, że mówi, że tęskni, że jest świadomy, że jej nie ma, że coś się stało, wie, że tata to zrobił.

Wie, że tam babcia, niemiłe rzeczy się działy z nią, z jej udziałem niefajne, ale żyje, ma kolegów, chodzi do szkoły, ma pasję.

Odnalazł się, dla mnie to jest takie nowe, ale odnalazł się bardzo w Kościele i w wierze do Boga, co myślę, że jest dobre, że to właśnie go ratuje, że tam mama nad nim czuwa, że on sobie bardzo dobrze radzi.

wię, dużo lepiej niż ja czy ciocia.

Bruno sam wprost mówił, że nie chce mieć kontaktu ani z dziadkami, ani z tatą.

Nie dziwię mu się.

Jak patrzymy na to tak uchodno, nie dziwię mu się.

Doświadczył najgorszej straty, bo doznał straty mamy w sytuacji naszej wiadomej, którą widział.

To w ogóle jest inny wymiar.

Ale doświadczył też straty taty, bo jednocześnie ojciec, który gdzieś tam bywał, no nie był, ale bywał, no to teraz nie istnieje.

I Bruno jest świadomy tego, że tego taty nie będzie.

Że dostanie wyrok, że go nie będzie, że zrobił nam krzywdę, że zabrał nam mamę, że tak naprawdę już nie będzie nigdy miał taty.

Więc dla niego to była strata najgorsza, jaka może być, bo nie ma już żadnego rodzica biologicznego.

A co z Mateuszem, który wciąż nie usłyszał wyroku za zabicie matki swojego dziecka?

Kiedy Mateusz już trafił za kratki, doszło do procesu, czy on chociaż na sali sądowej powiedział dlaczego?

Cokolwiek?

On cały czas dąży do złagodzenia tego wyroku, do uniewinnienia wręcz.

Cały czas mówi o domniemywanej niewinności, więc jakby to wskazuje na to, że on nie poczuwa się do winy.

Jak może się nie poczuwać?

Przecież zrobił to na oczach wielu ludzi.

Nie ma wątpliwości, że to on jest oprawcą.

Co jego zdaniem się wydarzyło tamtego dnia?

Zwala winy na system, na prokuraturę, na to, że Daria była jakimś prowodyrem tych kłótni.

Szuka winy wszędzie, tylko nie w sobie.

Czyli nie ma żadnej skruchy w nim, żadnego żalu, przemyśleń, refleksji, nic.

I to jest właśnie, myślę, ważne dla widzów, dla innych ludzi, że ta tragedia nie skończyła się na śmierci Natalii.

To piekło dalej trwa.

No zaraz miną trzy lata, a on siedzi w więzieniu, nie ma jeszcze wyroku i apeluje cały czas.

I pisze, i opowiada.

Nie, to jest straszny człowiek.

Ja naprawdę mogę to powiedzieć świadomie, że szkoda, że nie ma kary śmierci w Polsce.

Jak wygląda sprawa teraz, jeżeli chodzi o ten aspekt prawny?

Jesteśmy na takim etapie, że sprawa karna, proces wciąż się toczy, jest w toku.

Sprawa pozbawienia praw rodzicielskich,

Mateusz został pozbawiony praw rodzicielskich, a ja zostałam ustanowiona opiekunem.

I to już jest pewne?

To już jest pewne.

Dla nas to jest duży kamień z serca, bo już wiemy, że tak naprawdę naszej rodzinie nic nie grozi w taki sposób.

Gdzieś tam zabrania go w jakieś miejsce.

od nas z daleka, tego najbardziej się bałyśmy, że nie będzie z nami, że nie będzie z nami mieszkał, że będzie u obcych ludzi i będzie u ludzi, którzy spowodowali śmierć jego mamy.

To było takie przyświecające nam w walce o niego, że nie chcieliśmy dopuścić do tego, żeby wychowywali go ludzie, którzy przyczynili się do tego, że jego własna mama nie żyje i do tego, że on tam był.

Nie wyobrażam sobie tego, że on miał teraz mieć kontakt z dziadkami, którzy gdzieś tam popierali działania Mateusza.

Kolejna sprawa o uprowadzenie małoletniego jest, również wyrok został wydany, ale jest to wyrok jeszcze nieprawomocny.

I jeszcze jest kolejna sprawa dotycząca zaniechań policji, która też trwa.

To jest z waszej strony złożona skarga i zażalenie?

Czyli prokuratura złożyła skargę, bo jednak... Założyła sprawę, tak.

Toczy się postępowanie, może tak to nazwijmy.

Wyjaśniające, tak?

Wyjaśniające tutaj.

Czyli Mateuszowi jeszcze nie usłyszał żadnego wyroku, tak?

Ani jednego, nawet w sądzie pierwszej instancji?

Dlaczego to tyle trwa?

Prawdopodobnie dlatego, że zgłaszane są z jego strony różne materiały dowodowe.

Każdy taki wniosek trzeba rozpatrzyć, opowiedzieć się, wyjaśnić.

Świadkowie się pojawiają.

Tak to wygląda.

To po prostu tak musi zostać przeprocesowane.

Czyli ciągle musicie do tego wracać, ciągle są jakieś... My tak naprawdę nie musimy uczestniczyć w tych rozprawach.

Mnie osobiście tak naprawdę ten wyrok nie ma dla mnie takiego znaczenia jak sprawa rodzinna, bo ten wyrok nie zwróci mi siostry.

Kwestia tylko, czy zostanie kilka lat w tym więzieniu, kilkanaście, czy zostanie w nim może na zawsze.

Więc tylko to mnie interesuje, kiedy

będę musiała się znowu martwić.

Czy on był poczytalny w chwili tego zdarzenia?

Czyli wiedział, co robi?

To nie jest chory człowiek i jest po prostu złym człowiekiem.

A jaka będzie sprawiedliwość?

Jaka kara jest sprawiedliwa w tej sytuacji?

Kara nigdy nie będzie współmierna do tego, co ja przeszłam, bo dla mnie to były dwa lata wyjęte z życia.

Dwa lata piekła, horroru, które jak teraz o tym Boga mówię, są dla mnie nierealne, że ja w tamtym momencie byłam, że Boga istniałam jako osoba w tamtym momencie, żyłam, funkcjonowałam, chodziłam do szkoły.

miałam znajomek i że ja w ogóle potrafiłam w tej złej sytuacji jakkolwiek funkcjonować razem z mamą.

Kara nie będzie nigdy współmierna.

Dla mnie to jest tak naprawdę, najbardziej chciałabym w żywocie, żebym miała pewność, że się nigdy nie pojawi.

Ale właśnie, dla mnie najważniejsze jest to, żeby on się nigdy w życiu mojego brata, mojej cioci, ani moim nie pojawił.

Nieważne jaki będzie wyrok, niech on się nigdy w życiu nie pojawi w moim zasięgu, bo się boję.

I wiem, że jeśli dostanie zbyt mały wyrok, to on się tu pojawi.

On zapuka do drzwi.

Nie wierzysz w to, że się zmieni, że zrozumie, że kara go utemperuje, że nie wróci do nas?

Nie, ja się najbardziej boję, że zrobi mi krzywdę.

Jest to mój największy lęk, z którym się budzę codziennie rano.

Że idąc na zajęcia, idąc do pracy, że w końcu on wyjdzie, ja go spotkam albo spotkam kogoś z jego rodziny właśnie niedobrze nastawionych do nas i że coś mi zrobią.

No ja życzę naprawdę spokoju, bo to jest takie ważne w życiu.

My sobie nie zdajemy sprawy.

Bezpieczeństwo i spokój ducha.

Pieniądze nie, jakieś takie dobrobyty materialne, to w ogóle nie.

Po prostu najzwyczajniej bezpieczeństwo i spokój.

To, co my, normalnie ludzie, bierzemy za takie oczywiste, tutaj nie jest oczywiste.

Tego nie powinien doświadczyć nikt.

Natalia nie wróci.

Jej śmierć zostawiła wielką czarną dziurę w sercach jej najbliższych, którzy nigdy o niej nie zapomną.

Pielęgnują wspomnienia o niezwykłej kobiecie, która przeżyła piekło, ale mimo to nigdy nie dała się złamać.

Pojechała po prostu prosić o pomoc i nie wróciła.

To powiedzenie, że wrócę o 17 już nie istnieje.

Nie wróciła i nie wróci nigdy.

Tak samo kawa stojąca na blacie bardzo długo mnie prześladowała, bo jak wychodziła rano do pracy, to pewne rzeczy pozostawiała po sobie.

Otwartą szafę, ubrania gdzieś tam w koszu na pranie, kosmetyki w łazience, niedopitą kawę na zlewie.

To mnie prześladowało przez najbliższy czas, w którym byłam w tym domu.

że przecież ona wróci, że przecież drzwi się otworzą, że przecież wejdzie, że przecież zostawiła to, zostawiła tamto.

I to nawet myślę, że nie po pogrzebie, bo tak naprawdę taką żałobę po niej, że ona wyszła i nie wróci.

Przechodziłam niedawno, po dwóch latach, dopiero do mnie dotarło, że to jest to, że to są te emocje i że to jest ta strata, która mnie najbardziej boli i że to jest ten moment, żeby pozwolić tym emocjom wejść, żeby je wpuścić.

Przeczytałam takie zdanie, które myślę, że od pół roku mnie strasznie przyświeca, że żałoba...

Że to jest ta tęsknota, że to są te emocje, że tak naprawdę... że to nie są złe emocje, że to nie są jakieś negatywne, tylko to jest ta miłość, którą ja nie mogę wyrazić.

Że to jest ta żałoba tak naprawdę, że to nie jest tylko tak, jak ludzie mówią, żałoba, żałoba.

To są te emocje, które przez dwa lata nie znalazły odbiorcy.

Natalia była dobrą, naprawdę dobrą, wspaniałą mamą, super przyjaciółką i szkoda, że to się stało.

wiła bardzo dużo o mnie, dobre rzeczy do uczniów, dzieliła się bardzo dużą ilością rzeczy o swojej rodzinie, o sobie, z uczniami.

Są historie, które do mnie wracają po czasie, że słyszałam, że jak byłaś mała, to coś tam, coś tam.

Potem jak mój brat był, to właśnie też była historia, że moja mama na przykład siedziała na zajęciach i mówiła, że zjadłabym makaron ze szpinakiem.

I jest osoba, taka dziewczyna, która właśnie kochana napisała do mnie, że teraz je makaron ze szpinakiem i myślę, że moja mamie, że pamięta, że pani Natalia to siedziała na lekcji i mówiła, ale bym zjadła, nie macie ochoty na obiad.

No i to jest wspaniałe, że w ogóle ona żyje w sercach tylu osób.

Tylu osób mi nieznanych, bo to, że jestem świadoma pewnej grupy, to jest jedno, ale że żyję w sercach innych osób i żyję w takim obrazie, w jakim żyję we mnie.

Czyli wspaniałej nauczycielki, wspaniałej osoby, dobrej, ciepłej osoby, która mimo tego, że przeżywała

To dalej była tą wspaniałą osobą, którą wszyscy znaliśmy na przestrzeni lat.

Dalej była taka sama dla uczniów.

Dla mnie była tak samo dobra, jak wcześniej i nigdy nie starała się naprawdę to, żebym ja nie odczuła tego, co się dzieje złego w domu i starała się jak najlepiej, żebyśmy mieli najlepszy dom, jaki możemy dać.

Że mimo tej przemocy, mimo tego wszystkiego, tych strasznych rzeczy, tych włamań, ona starała się, żebyśmy żyli dalej jako rodzinę i starała się łudzić tak naprawdę na to, że będzie jeszcze gdzieś pięknie, że kiedyś z tej burzy wyjdzie słońce, że kiedyś będziemy żyć w spokoju, że kiedyś będziemy żyć razem, że będziemy żyć w czwórkę, że będzie dobrze.

Te ostatnie dni życia mojej siostry były już dni, tygodnie w zasadzie, były już tak napięte, tak już pełne obaw.

I ja rozmawiałam z Natalią, ona mi mówiła, jak on mnie zabije, obiecaj mi, że się zajmiesz Brunem, że nie pozwolisz, żeby mu się stała krzywda.

No i jakby z tą dewizą idę.

Nie mam problemów wychowawczych.

Naprawdę świetnie spędzamy razem czas.

Naprawdę.

Czyli dotrzymałaś słowa?

Ciężko odnaleźć sens w śmierci Natalii, ale można próbować poszukać nauki, jaka płynie z tej makabrycznej historii.

Chciałabyś, żeby ta śmierć Natalii coś zmieniła, coś przyniosła, jakiś efekt, prawda?

Ja bym chciała, żeby do tego w ogóle nie doszło.

Ale jeżeli tego nie możemy cofnąć, to chociaż żeby ludzie, którzy będą oglądać ten program, żeby ludzie byli bardziej czujni, żeby przyjaciele takich ludzi, którzy znajdują się w takich sytuacjach, nie odwracali się od nich, żeby się starali im pomagać, żeby jakaś taka wspólnota w tym społeczeństwie, bo myślę, że w dzisiejszych czasach ludzie są bardzo mało empatyczni.

I takie sprawy powinny nas bardziej uczulić, zrobić bardziej wrażliwym na zło innych.

Jaki czujesz ty cel tego, że o tym mówisz, że poruszasz te najtrudniejsze tematy?

Co byś chciała, żeby zmienił, dał coś ten materiał, twoje słowa, twoja tragedia, jaką doświadczyłaś?

Tak naprawdę to, żeby chyba ludzie uważali, z kim się zadają, kogo wpuszczają do domu, komu pozwalają być w swoim życiu, z kim budują rodziny.

Bo u nas to była największa, to wszystko to była chęć budowania rodziny.

Chęć założenia pełnej rodziny, ze sobą, która się w ogóle do tego kompletnie nie nadawała, jak później...

wyszło, wykazała jeszcze takie zachowania przemocowe.

Na pewno chciałabym przekazać osobom, które zmagają się ze stratą, stratą trudną, ale stratą taką nawet najbliższej osoby w takich w miarę standardowych sytuacjach, że ta strata zawsze jest trudna i że trzeba sobie pozwolić na te emocje, że to nie jest tak, że trzeba się zamknąć i nie myśleć, tylko trzeba sobie pozwolić na te emocje, trzeba o tym mówić.

Bo nie mówienie o tym, że się przeszło tak trudne dzieciństwo, życie albo sytuacje, nie spowoduje tego, że my będziemy silniejsi.

To właśnie płacz, emocje, powiedzenie o tym na głos będzie dla nas lepsze i uwalniające.

Chciałam, żeby po prostu osoby, które doświadczyły takich sytuacji jak ja, nie bały się mówić o tym.

Ja bardzo długo bałam się powiedzieć, że hej, jestem ofiarą przemocy, doświadczyłam tak trudnej sytuacji, ale dalej jestem silnym człowiekiem, dalej jestem wartościowym człowiekiem, dalej jestem osobą, która ma bardzo dużo do zaoferowania i która po prostu chce być kochana, a to, że przeszło bardzo trudne rzeczy w życiu, mnie tylko wzmocniło.

Więc nie ma się czego wstydzić, że to się przeszło, bo to są rzeczy naprawdę niezależne od nas i to są rzeczy, które

Na wskutek niektórych decyzji innych ludzi, czasami niezależnych od nas, często jeśli jest się dzieckiem, to decyzje rodzica na nas wpływają.

I nie można się wstydzić tego, że się to przeszło, bo każda taka sytuacja nas umacnia, a tym bardziej przemoc w rodzinie powinna być nagłaśniana.

Ja do tej pory żałuję, że ja nie poprosiłam wcześniej.

Lubię żyć tą myślą, że może gdyby służby odpowiednio zareagowały, gdybym ja wcześniej poprosiła, gdyby ktoś nas ochronił, to byłoby inaczej.

Myśl taka jest, że to nawet nie chodzi o Mateusza i o jego czyny, ale dużo osób zawiniło po drodze i dlatego ja jestem w takiej sytuacji, w jakiej jestem.

Silne kobiety i mały mężczyzna byli świadkami niewyobrażalnej tragedii.

Nie będę udawać, że wiem, jak to jest przeżyć taki koszmar.

Wiem też, że nigdy nie zapomni o Natalii, swojej wspaniałej mamie, dla której zawsze, mimo tak wielu trudności i życiowych rozczarowań, to dzieci były na pierwszym miejscu i to one dawały jej siłę i nadzieję, że w końcu wszystko się ułoży.

Dalej próbują mu udowodnić, co zrobił, a ja dalej muszę prosić o to, żeby dostać sprawiedliwość za to, co się stało.

Na każdej sprawie muszę udowadniać, że to ja byłam ofiarą, że to moja mama była ofiarą i że to nie tak, że my coś zrobiłyśmy źle.

Bądźcie bezpieczni, uważajcie na siebie zawsze.

Taki reportaż jak ten powstał m.in.

dzięki Waszej pomocy, pomocy naszych wspierających.

W imieniu całej ekipy dziękuję, że jesteście.

Jeżeli to Wy potrzebujecie naszej pomocy albo znacie kogoś, kto chciałby nagłośnić swoją sprawę,