Mentionsy

Smaki z Plusem
26.12.2025 14:00

O ratowaniu jedzenia

To nie będzie rozmowa o frytkach z ziemniaczanych skórek (choć to dobry pomysł na ich pyszne wykorzystanie), ale o tym, co działa i nie działa w naszych domach, firmach i sklepach. O tym, że jadłodzielnie to nie „resztki z pańskiego stołu”, a zabranie do domu niedokończonego posiłku z restauracji to żaden wstyd. O tym, jak nie marnować i gdzie szukać pomysłów na uratowanie jedzenia, w tym odcinku „Smaków z Plusem” opowiada Sylwia Majcher – dziennikarka, edukatorka ekologiczna, autorka książek takich jak np. „Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku”

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 190 wyników dla "Warszawskie Targowiska Nie Marnują"

Smaki z plusem Agnieszki Morawskiej Czas świąt kojarzy nam się z obfitością, ale żeby ta obfitość nie zamieniła się w przesyt, a przesyt nie sprawił, że zmarnujemy to, na co tak ciężko pracowaliśmy, warto wprowadzić kilka zasad.

Nie tylko od święta.

Według najnowszych badań aż 83% Polaków przyznaje, że w okresie świątecznym wyrzuca jedzenie.

W skali roku statystyki robią jeszcze większe wrażenie i zaraz do nich wrócę.

Dziś o tym, jak nie marnować żywności.

Dziennikarka, edukatorka ekologiczna, autorka książek takich jak na przykład Gotuję, nie marnuję, Kuchnia Zero Waste po polsku.

Od lat edukujesz o tym, jak nie marnować żywności, ale gdy spoglądasz na te statystyki, to nie masz czasami wrażenia, że trochę jesteś jak ten syzyf, który te kule kamień pcha pod górę.

Mam takie wrażenie też, ale jestem jednak wciąż optymistką i nie poddaję się z tą kulą, dlatego że to potrzeba czasu.

My jesteśmy takim pokoleniem, które wciąż korzysta z tego dobrobytu i wypełnia braki, które były przez kilka pokoleń.

W związku z tym nie nasyciliśmy się jeszcze.

Jeszcze ten skromniejszy świąteczny stół czy imprezowy stół wydaje się taki nieprzystawalny do naszego na przykład samopoczucia, więc to ma takie konotacje i psychologiczne i finansowe i też związane jest z tradycją, która nie do końca jest uzasadniona i nie da się tego zmienić.

Święta za nami, przed nami Nowy Rok, później Święto Trzech Króli i to jest ten taki długi czas, w którym sobie pozwalamy na więcej, żeby pojawiało się na naszym stole.

To pokazuje taką ogromną skalę tego i eksperci to przeliczyli, że można byłoby na przykład wypełnić tym 85% powierzchni Pałacu Kultury, przepraszam, nie Pałacu Kultury, a Zamku Królewskiego w Warszawie.

No i właśnie znamy wszyscy to nie kupuj na zapas i niby wiemy, ale jednak coś się takiego dzieje, że kupujemy więcej.

Ja też trochę nazywam wszystkich obronie kupujących więcej, dlatego że jesteśmy atakowani, bez powodu używam właśnie słowa atak, ze wszystkich stron, że powinniśmy kupić więcej, że powinniśmy mieć jeszcze to i tamto, że to się do nas uśmiecha.

Sztaby ludzi pracują właśnie nad tym, żeby ten nasz koszyk się wypełniał po brzegi.

Te koszyki są coraz większe też w tych sklepach i kiedy jest mniej rzeczy, to nam się wydaje, to jeszcze mi czegoś brakuje, idę do kolejnej alejki.

Te alejki niby z powodu są ułożone właśnie tak, żeby te nasze zachowania w sklepach były konkretne, czyli żeby...

ściągać z jednej półki, z drugiej półki, a jeszcze tutaj pieczywo, bo ładnie pachnie, a coś tam może nam się przydać.

Więc to jest taka walka też trochę niezależna od nas, podprogowa, podprogowy przekaz i nie ma się co dziwić, że właśnie on się kończy tym nadmiarem.

zastanowić się po prostu, zrobić taki rachunek niesumienia, ale rachunek właśnie tych naszych strat i skupić się na tym, bo często powodem tego marnowania i niewykorzystywania tych produktów jest to, że my sobie nie zdajemy sprawy z tego, że to jest tak dużo.

Jakbyśmy mieli taką wagę kuchenną i chociaż przez trzy dni posmierzyli, ile tych resztek wyrzucamy, tych resztek, które są atrakcyjne i można by je wykorzystać, gdyby nie minął termin ważności, albo gdyby się nie popsuły, bo gdzieś tam na dnie lodówki zostały ukryte, albo gdybyśmy nie kupili tak

takiego kompletu 2 plus 1, to doszlibyśmy do wniosku, że rzeczywiście coś jest nie tak, a my nie robimy tego takiego remanentu, nie robimy monitoringu naszych zakupów.

to właśnie także zacząć od mierzenia, zastanowić się, co najczęściej wyrzucamy.

Prosta rzecz, małymi krokami, nie od razu tutaj robimy wielką rewolucję w naszej kuchni, tylko skupić się na tym produkcie, który najczęściej trafia do kosza.

To samo się dzieje przed wolnymi weekendami, wystarczy, że jeden dzień są sklepy nieczynne, no to wtedy półki w piekarniach są puste, a po świętach czy po tych wszystkich wolnych weekendach znowu pełne są kosze w śmietnikach, bo my nie lubimy czerstwego pieczywa.

Skoro tego pieczywa wyrzucamy tak dużo, to może raz po prostu kupmy o bochenek mniej, o bułkę mniej i zobaczmy, co się wydarzy.

Najczęściej się nie wydarzy nic, w ogóle nie odczujemy tego braku.

które będą nam ułatwiały to, że nie będzie trzeba robić zakupów, uzupełniać tych braków.

Potraktujmy sklep jak swoją lodówkę, szafki kuchenne i dobra, nie mogę zrobić jarzynowej z tym, tamtym i nowym, ale może zamiast właśnie marchewki dodam ziemniaki, a może zamiast ziemniaków sprawdzę, czy mam kaszę i wyjdzie jakaś inna zupa, inna kompozycja.

Nie musimy się sztywno trzymać tego pierwszego planu, tylko właśnie sięgnąć po to, co już mamy.

Tu też się trzeba zatrzymać, bo też nam się cały czas wydaje, że musimy mieć dużo, żeby było intensywnie i atrakcyjnie na talerzu.

Nie, właśnie im skromniej, zresztą takie są też trendy na 2026, że im skromniejsze to danie, tym bardziej wybrzmiewa prawdziwie jego smak.

I to jest super opcja, żeby wypełnić zamrażarkę, ale też nie na zawsze.

To nie jest taka szafka, która tam będzie magicznie przechowywała naszą żywność.

W zależności od tego, co to jest, to tak mniej więcej do Wielkanocy powinniśmy się tego pozbyć.

Bo spokojnie możemy i bigos, i kapustę z grzybami, i z groch.

Bo jeśli zostało nam 5 litrów barszczu i zamrozimy 5 litrów barszczu, to go po odmrożeniu też najprawdopodobniej nie zjemy i wylejemy, bo uznamy, że drugi raz nie powinniśmy mrozić ze względu bezpieczeństwa, to też ma swoje uzasadnienie.

Lepiej w ten sposób niż odwrotnie.

To jest też świetna sprawa, żeby się dzielić, żeby się tego nie wstydzić.

Ja na wszystkich warsztatach, wszędzie, gdzie się pojawiam, mówię o podstawowej rzeczy, że niemarnowanie jedzenia jest powodem do dumy, nie do wstydu, bo mamy też zakorzenione gdzieś

Nie, to właśnie świadczy o naszej świadomości, czyli naszym bogactwie.

I wszystkie też rozwiązania prawdy zmierzają właśnie ku temu, żeby to dzielenie się było naturalne.

Nie wszystko się da.

Z czerstego pieczywa można zrobić brownie.

Zamiast mąki używamy właśnie namoczonego w mleku, mleku roślinnym albo w soku pieczywa i powstanie nam świetne brownie.

To znowu nie chodzi o to, żeby przerwać resztki w resztki, tylko żeby coś z tego wyszło, co będzie mogło nam smakować, co będzie atrakcyjne.

zupę, uwaga, sałatki jarzynowej, bo sałatka jarzynowa to jest jeden z najczęściej marnowanych świątecznych smaków i to brzmi kontrowersyjnie, czyli robimy tę zupę tydzień po świętach, ale jeśli to by było następnego dnia po świętach, to jeszcze da się to zrobić i wcale nie jest tak dziwne to połączenie, jeśli przeanalizujemy ten skład sałatki jarzynowej.

I mamy fajną kremową zupę, do której możemy wykorzystać również czeszce pieczywo w postaci grzanek.

Nasz mózg też nie lubi nudy, dlatego po tych świętach już mamy dosyć tego jedzenia, jeśli rzeczywiście go było dużo.

Także kreatywność to jest ten klucz do sukcesu i kombinowanie, bo też badania marków żywności pokazują, że właśnie brak pomysłu na wykorzystanie tego, co nam zostaje, to jest jedna z głównych przyczyn, oprócz oczywiście za dużych zakupów, marnowania żywności.

To jeszcze wrócę na chwileczkę do tego dzielenia się jedzeniem, bo coś takiego się wydarzyło, te lodówki, które początkowo powstawały, takie sąsiedzkie lodówki dla sąsiadów, właśnie, jeżeli mi coś zostało, ja to zanosiłam do lodówki, sąsiad, który akurat miał na to ochotę, to zjadał.

A teraz od pewnego czasu jest coś takiego, że jest takie piętnowanie trochę tego, jestem biedny, dlatego jem to, co się zostawiło w lodówce.

To jest taki trochę nieskuteczny pomysł na niemarnowanie żywności.

To też zły przekaz i też staram się podkreślać wszędzie, gdzie mogę, że ideą naczelną założyciela jadłodzielni, niemieckiego aktywisty, było uratowanie jedzenia przed zmarnowaniem, nie karmienie biednych.

ma i tych takie przekazy, że jakiś polityk coś włożył do lodówki, ale też zabrał i od razu jest atak, że przecież jego stacie wyliczenie, ile tam ma pensji, a odbiera prawie że kęs jedzenia najbiedniejszym, no to nie o to chodzi.

Chodzi o to, żeby jedzenie chronić przed zmarnowaniem.

Mogą to robić i ci najbogatsi, i ci najbiedniejsi.

Tutaj nie chodzi w ogóle o to, kto ile ma.

Chodzi o to, żeby jak najmniej jedzenia trafiło do kosza, a jak najwięcej na nasze talerze.

To znaczy my możemy właśnie po tych świętach na przykład włożyć coś, co było u nas na świątecznym stole,

kuchnia polska, jeśli chodzi o te świąteczne smaki, jest niesamowicie obfita.

Ja nieustająco jestem zachwycona tym i zaskoczona, jak dużo smaków, których ja nie znam, się pojawia.

W zależności od tego, w jakim regionie, czy z jakiego regionu jesteśmy, czy skąd są nasi przodkowie, takie tam są smaki.

I możemy poznać coś innego, co nie będzie dla nas nudne, bo my mieliśmy na przykład pierogi, a ktoś miał gołąbki z kapusty, ale z farszem takim, jak na placki ziemniaczane.

Też mnie trochę zaskoczyło, to jakaś wschodnia tutaj interpretacja kulinarna albo taki pudding, ja to nazywam puddingiem, ale po śląsku to jest moczka, czyli ten chleb pieczywo jasne namoczone w mleku, też fajnie smakuje i to możemy odkryć i to może być, jak mówi jedna z wolontariuszek, moja koleżanka wolontariuszek właśnie jadłodzielni z wrocławskiego foodsharingu, taka lodówka to jest jak jajko niespodzianka, nigdy nie wiesz na co trafisz, zawsze może być dobre, więc odczarujmy to, nie jest tylko dla najbiedniejszych, to jest dla wszystkich.

Trzeba się też odważyć, bo nie myśleć o tym, że jestem biedny, dlatego korzystam z tej lodówki.

To nie o to chodzi.

Nie, jestem bogaty, bo jestem bogaty właśnie w tę świadomość, że wiem, że jedzenie to jest zasób.

Wiem, że ktoś musiał to jedzenie najpierw wyprodukować dla nas, później przygotować i szkoda, żeby trafiło do kosza, żeby stracić i tę energię ludzką, ale też te zasoby planety, które mamy, które nie są też nieograniczone.

Marnowane jedzenie jest na trzecim miejscu, jeśli chodzi o emisję gazów cieplarnianych, zaraz po Stanach Zjednoczonych i Chinach.

To pokazuje, jak dużo rzeczywiście emituje żywność, która nie trafia na nasze talerze.

To jeszcze jest takim przykładem marnowania, niemarnowania jedzenia.

Bardzo często słyszymy w domach, jedz, bo się zmarnuje to raz, a dwa też, zobacz, ty nie jesz, a dzieci w Afryce głodują.

To jest chyba jeden, mi się wydaje, że to jeden z takich najgłupszych przykładów niemarnowania jedzenia, bo to nie jest dobre.

To jest też marnowanie jedzenia, zmuszanie nas do jedzenia, ale przykład w ogóle tego, że dzieci w Afryce głodują, nietrafiony kompletnie.

Oczywiście dzieci tam głodują, ale też głodują dzieci za naszą ścianą, bo w Polsce według danych Głównego Urzędu Statystycznego prawie 2 miliony ludzi nie ma szans na to, żeby każdego dnia zjeść ciepły posiłek, więc nie musimy sięgać tak daleko.

Ale te porównania też, oprócz tego, że mogą wzbudzić jakieś nasze wyrzuty sumienia, nie zmienią naszego nawyku.

My nie wciśniemy w siebie więcej.

To już teraz po świętach trudniej, ale można o tym pomyśleć.

Właśnie ta refleksja jest ważna, żeby się skupić na tym, no dobra, dlaczego po raz kolejny wyrzucam.

Dlaczego po raz kolejny zrobiłam tak dużo, zrobiłam tak dużo, że nikt tego nie chciał jeść, a nie kreowanie, zrzucanie odpowiedzialności na kogoś, bo ani ten ktoś nie zje, ani to jedzenie magiczne z naszego stołu nie zniknie.

Lepiej szukać właśnie takiego rozwiązania.

Nie wstydzić się chociażby tego, że jak zapraszamy gości, to poprosić, żeby przynieśli swoje opakowania.

To też jest ważne, bo to też wciąż pokutuje taki przekaz, że tak jak mówisz, to jest dla najbiedniejszych.

I nie wszyscy mają tę odwagę w sobie.

Ona z konferencji ramówkowej jednej z telewizji właśnie wzięła jakieś ciastka na wynos i potem się pojawiły nagłówki, że jej nie stać na to, żeby kupić ciastka, bo wynosi jest właśnie z takiej imprezy.

Tak właśnie trzeba robić.

I potem podchodzą do mnie takie panie w fantastycznych garsonkach i mówią, dziękuję pani za to.

bo ja nie będę musiała jutro rano robić śniadaniówki dzieciom, bo mam tutaj gotowe.

Dziękuję pani za to, bo ja nie będę musiała mężowi obiadu przygotować, bo ja będę miała jutro do odgrzania na ten obiad.

A sama bym nie pomyślała, a byłoby mi głupio.

Mam dosłownie przed chwili też taką informację na bieżąco, takie sprężenie zwrotne.

Pierwszego dnia był taki sam catering jak drugiego i pierwszego dnia szef tej firmy nie wypowiedział słów do pracowników i do tych gości tego spotkania, żeby zebrali żywność, to co zostanie na wynos i bardzo dużo jedzenia zostało.

Nikt nie zabierał jakiejś pojedynczej osoby.

Drugiego dnia w pierwszym takim swoim przemówieniu do gości podkreślił, że to jest jedzenie, które jest zapłacone, należy do nas, będą opakowania, proszę zabierać.

Nic nie zostało tym razem.

Więc o to właśnie chodzi, żeby taki obrazek się pojawiał, żeby uciec od tego wstydu.

Bo ten problem dotyczy nie tylko takiego kraju jak nasz, czy wszystkich tak naprawdę bogatych krajów.

I Unia Europejska mobilizuje wszystkie kraje też do tego, żeby ograniczyć marnowanie jedzenia o ponad połowę, więc tych rozwiązań się szuka.

w takim manualu kelnerskim musi zaproponować klientowi to, żeby to jedzenie zabrał i jeszcze restauracja płaci za opakowanie.

Chociaż nawet za to opakowanie mogę dopłacić, ale faktycznie, żeby nie było nikomu głupio poprosić o to, żeby zapakować, bo każdy się gdzieś tam trochę czai.

To kelner powinien proponować.

Jeśli to kelner wyszedłby z taką inicjatywą, tak jak tutaj na tym spotkaniu służbowym, na tej konferencji, szef firmy powiedział pracownikom i gościom swoim, a to byli naprawdę gości z różnych branż, możecie, weźcie, bo to jest nasze, to nie było żadnego oporu.

Albo jak jedna osoba zaczyna brać, to inni też bardzo chętnie to robią.

Ja już też podkreślam często, że dobra, jak nie chcesz dla tego ratowania jedzenia, to zrób dla własnej wygody.

I to się też fantastycznie sprawdza.

I też tak właśnie tym, którzy mają oporę, mówię, weź to tam jutro córce nie musisz robić śniadaniówki, weź to jutro sobie tam rano odgrzejesz i będzie gotowe.

Jak mamy już konkretny cel na wykorzystanie tego, to też łatwiej jest nam to zabrać bez takich wyrzutów.

Podjęłaś przykład Francji, to ja jeszcze tylko wrócę do tych statystyk, które są u nas, bo jeśli chodzi o te najnowsze badania Banku Żywności w Polsce, 63% Polaków potwierdza, że zdarza im się marnować jedzenie.

I niby są te wszystkie programy, które zobowiązują chociażby markety do tego, żeby przeceniać żywność, której data ważności się kończy, ale to wciąż jest gdzieś za mało albo nie robimy tego tak, jak powinniśmy.

I potem te pomysły były przedstawiane na forum w komisji i odbyło się głosowanie.

W każdej z tych prac przejawiał się ten element edukacyjny, że ta edukacja jest niezwykle ważna.

Duńczycy na przykład wprowadzając taką edukację obowiązkową, kulinarną z tymi elementami, mocnym naciskiem na niemarnowanie jedzenia, pokazali, że się da, bo udało im się w ten sposób ograniczyć marnowanie żywności o ponad 25%, więc to ma sens.

One się odbywają, bo też Ministerstwo Rolnictwa ma obowiązek właśnie ze względu na te wyznaczniki unijne przygotowywać takie kampanie, ale ja się muszę ich sama jako specjalistka doszukać gdzieś tam na stronie.

Czasami trafię w jakichś mediach na to, ale to są naprawdę ułamki i nie ma takiego szerokiego pomysłu na coś takiego, więc to się odbywa właśnie w szkołach w momencie, kiedy gmina chce coś zorganizować i są gminy, które robią to fantastycznie.

Warszawa, przygotowywałam taki projekt Warszawskie Targowiska Nie Marnują, gdzie właśnie wyszliśmy do ludzi tam, gdzie się robi zakupy, żeby od razu był pomysł.

Wrocław, Wrocław nie marnuje.

Może też efekt taki, żeby zmobilizować też i centra handlowe, wielkie sieci spożywcze do tego, żeby jednak te produkty, które trafiają na tę półkę z przecenami, one nie były już produktami, które za chwilę, za dwie godziny stracą przydatność do spożycia, bo to też jest chyba jeden z powodów, dla których to się marnuje i tak.

Znowu ja tu jestem optymistką, bo śledziłam przez ponad 8 lat dwie kadencje Sejmu i Senatu Parlamentu, co się dzieje z ustawą o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności, jak mocne było lobby, które nie chciało, żeby ta ustawa weszła w życie.

Dzięki nam, czyli Pospolitemu Ruszeniu, nie mnie, tylko optymistom.

temu, że już kiedy było wiadomo, że ustawa znowu nie przejdzie, będzie wzięta pod uwagę, nastąpiła taka mobilizacja, powstała petycja, która trafiła do prezydenta, no trzeba było wtedy zareagować.

I rzeczywiście rzutem na taśmę przeszła przez Senat, Sejm wróciła do Senatu i została podpisana przez prezydenta, czyli właśnie dlatego, że oddolna inicjatywa nastąpiła.

Natomiast w tej ustawie po tych już pięciu latach działania zauważono, że jest niejasno określone, co jest stratą.

I sklepy nadwyrężają tę definicję straty, bo właśnie w momencie, kiedy coś się przeterminuje, sklep nie może tego wprowadzić do obiegu ze względów prawnych.

I często czekały sklepy do ostatniej, czy czekają, bo jeszcze nie ma nowelizacji tej ustawy, do ostatniej chwili, żeby wydać w tym ostatnim momencie na tę półkę, a potem wrzucić w straty.

To ma się zmienić, bo Najwyższa Izba Kontroli przeanalizowała właśnie te statystyki ze sklepów, są uwagi i teraz trwają prace nad tym, żeby była nowelizacja, która to zmieni.

To jest plus, gdzie ja biję brawo, z czego się ogromnie cieszę, że jeszcze parę lat temu mieliśmy tylko takie wymuskane jabłuszka, wszystko było takie wypolerowane, marchewki to były wszystkie równe, piękne, a tak nie wygląda natura.

Paradoksalnie w tej chwili Brytyjczycy mają kampanię dotyczącą tego, że gorzej wyglądające warzywa i owoce są okej, bo mamy susze, nie tylko w Polsce, ale w ogóle w całej Europie.

Rolnictwo boryka się z problemami związanymi ze zmianą klimatu, co ma wpływ na właśnie jakość tej żywności, na ilość tej żywności, bo nie da się wyprodukować już tak jak wcześniej.

I nie da się też zrobić tego, żeby ta żywność była po prostu taka wspaniała, piękna, tylko wraca się właśnie do natury i pokazuje, że ta natura jest świetna w różnych wydaniach.

drogie, ale właśnie kiedy im się zbliża termin ważności i trafiają na typu OK, ja mogę sobie wtedy skompletować swój ulubiony zestaw, nie bojąc się tego, że termin nawet jak minie, do następnego dnia nic mi się nie wydarzy, bo też data ważności to jest kolejny problem, z którym Polacy się borykają i przez datę ważności, przez to, że ona upływa, wyrzucają jedzenie, niekoniecznie słusznie.

To jeszcze właśnie na koniec, zmierzamy już do końca naszej rozmowy, jeszcze żeby nie bać się tych rzeczy, które teoretycznie są po terminie ważności, ale one są wciąż dobre.

Taki ryż, masło, nie no masło może być, ale to trzeba powąchać.

Trzeba powąchać, ale masło też taki błąd, który się często popełnia, chociaż nie lubię tego słowa błąd, ale dobra, to niekoniecznie dobrze to robimy.

Kupujemy na przykład, często są promocje, że trzy kostki tam taniej i nie otwieramy każdej z kostek, bo po otwarciu to masło zaczyna tracić na swojej jakości, więc albo sobie otwórzmy jedną i podzielmy na mniejsze kawałki, zafolujmy tak, żeby ono dalej było dobre, albo część można zamrozić.

Masło się fantastycznie mrozi i bez problemu rozmraża, a

I tak ją powinniśmy traktować w przypadku tych właśnie produktów suchych, bo tam gdzie są te mniej trwałe mięso czy świeży nabiał, no to tutaj może lepiej uważać.

Natomiast badania robione w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego pokazują, że wszystkie takie rzeczy jak mleko, śmietana, UHT, właśnie makarony, kasze, wszystkie te sypkie produkty dużo dłużej są świeże i dobre przede wszystkim, dobre i bezpieczne dla nas niż sugeruje data ważności.

przekonać, skoro nawet jeśli nie jest to do końca dobre dla producenta, no bo podać ważności, skoro ona jest najczęstszym powodem wyrzucania, można wyprodukować kolejny produkt, ale jednak producenci tutaj, ci, którzy uczestniczą w tej kampanii, zrozumieli, że walor edukacyjny jest bardzo ważny i da się zjeść dużo później.

Jakieś takie rzeczy jak szkolatki, jakieś ciastka, soki konserwowane, one mają często datę ważności określoną na 2-3 lata i naprawdę jak miesiąc później sok, który był zamknięty wypijemy, nic się nie wydarzy.

Miód ma datę ważności na 3 lata średnio określoną, a to jest konserwant, czyli nie ma prawa nam się popsuć, jeśli nie był oczywiście zabrudzony itd., itd.

Czy olej, oliwy, też dużo dłużej, pod warunkiem, że były dobrze przechowywane, czyli nie przy piekarniku, my w

W kuchni lubimy przechowywać wszystkie produkty w towarzystwie miejsc, w których zmienia się temperatura, a potem narzekamy, że nam się popsuło albo nie smakuje, albo traci swoją jakość.

To jest też kolejny błąd właśnie to przechowywanie.

Albo nie wszystko powinno być w lodówce.

Jeśli ktoś z Państwa, ktoś z Was trzyma kawę w lodówce, ziemniaki w lodówce i chleb w lodówce, a to się naprawdę bardzo często dzieje, to jedna rzecz, którą można dzisiaj od razu zrobić, włączyć plan tutaj naprawczy, wyjmujemy z lodówki kawę tylko wtedy, kiedy chcemy, żeby nam zabrała ten nieprzyjemny aromat, który ewentualnie mamy w lodówce.

To jeszcze takie dobre przykłady tego niemarnowania żywności.

Też one się świetnie rozwijają, czyli pokazują, że weszły na dobry grunt i ludzie z nich korzystają nie tylko po to, żeby ratować jedzenie przed zmarnowaniem, ale żeby zaoszczędzić aktywność.

Ale żeby zobaczyć coś atrakcyjnego, co jest w restauracjach, do których nie poszliby na co dzień, albo do piekarni jakiejś, gdzie rzemieślniczy bochenek chleba kosztuje 20 zł.

Tutaj można kupić taką paczkę dużo taniej, czy z jakiejś super cukierni.

To jest to rozwiązanie.

Można zjeść takie prawdziwe, dobre jedzenie, takie smaki, które znamy ze swojego dzieciństwa, za fajne pieniądze.

I weszły też już do tych aplikacji takie rzeczy jak kwiaty, jak jakieś deserowe, różne takie niespodzianki.

Naprawdę fajnie to się rozwija i bardzo mi się to podoba, bo to jest moda właśnie na niemarnowanie.

Kreowanie mody na niemarnowanie i niech to wybrzmiewa jak najszerzej.

Jadłodzielnie, czyli właśnie te lodówki.

Też się tego nie boimy, nie wstydzimy się przede wszystkim.

Niemarnowanie jedzenia z powodem do dumy, nie do wstydu.

I zabieranie jedzenia z

To powinno być rzeczywiście po stronie restauracji, że to kelner zachęca, bo ułatwiłoby to.

W niektórych restauracjach w menu pojawia się taka informacja, że jesteśmy tutaj zero waste albo jesteśmy eco, nie zjadłeś, zabierz, poproś o zapakowanie na wynos.

Mi się nie zdarzyło, żeby kelner na mnie popatrzył w jakiś dziwny sposób, a nie mam wypisane na twarzy, że się tym zajmuję, tylko dlatego chcę to zabrać.

Nigdy mi się to nie zdarzyło, nawet jak to był kawałek pizzy, jakaś drobna rzecz.

Tak ułatwia życie, szczególnie jak się ma dzieci, ale nawet jak się nie ma tych dzieci.

Następnego dnia rano człowiek wstaje, to już też powtarzam po raz kolejny, człowiek rano wstaje, nie myśli co zjeść, bo po prostu ma.

Tym bardziej, że mu smakowało, bo jeśli nie smakowało, no to okej, ale jeśli coś smakowało, no to po co masz dawać i jedzenie, dobre jedzenie i jeszcze swoje pieniądze.

Więc nie wstydzimy się te trzy rzeczy.

Korzystamy z aplikacji, jadłodzielnie i zabieramy z restauracji.

To jest coś, co możemy zrobić właśnie z restauracji, czy w ogóle z takich eventów, na których jesteśmy.

Jeśli my decydujemy o organizacji takich eventów, no to można od razu też, jesteśmy menedżerami w jakichś firmach, to od razu można też to włożyć w komunikację taką szerszą, zachęcić pracowników, żeby zabrali swoje opakowania, że to jedzenie, bo zawsze zostanie, bo zawsze jest zrobione więcej, a to, co wyszło na salę, nie może wrócić do kuchni zgodnie z...

Nie będzie tak, że ktoś to później sprzeda komuś innemu.

Bo jak już wspomniałaś, to jest jedna z przyczyn, dlaczego to jedzenie się marnuje, bo nie mamy pomysłów.

Jest bardzo dużo książek kulinarnych w tej chwili, ale też ja jak autorka książek kulinarnych podkreślam, że nie trzeba się sztywno trzymać przepisu, niech przepis będzie tylko inspiracją.

Nie boimy się zamienników, to znaczy nie mamy czegoś, wymieniamy na coś, co mamy i sprawdzamy, co nam z tego wyjdzie.

Rzadko się zdarzy, że ta kombinacja nasza, którą nam intuicja podpowiada, będzie nietrafiona.

Może w ten sposób stworzy się nowy przepis w rodzinie, który będzie później powtarzany.

Możemy korzystać z tego, co teraz jest tak szalenie modne, czyli czata.

Ja zrobiłam sobie na przykład zdjęcie swojej lodówki, wrzuciłam do czata i on mi od razu wyrzucił pięć pomysłów na wykorzystanie tego, co ja mam w tej lodówce i to nie były wcale głupie pomysły.

Właśnie, bo to jest... Nie, nie, to naprawdę były fajne pomysły, a też z premedytacją w tej lodówce nie pokazałam mu za wiele rzeczy, więc możemy też wpisać po prostu kilka rzeczy i on nam skomponuje jakiś przepis.

Pytanie to, co to było na przykład?

Te przepisy były w ogóle krótkie, co też od razu zachęcało, bo patrzyłam i widziałam, że nie są skomplikowane, a często ta komplikacja odstrasza.

Był jakiś makaron, bo też chyba chodziło o wykorzystanie wasz...

posypanie serem, bo widział ser żółty w lodówce, proponował makaron, a jak nie makaron, to od razu pojawiła się alternatywa w postaci ryżu albo kaszy do tego dania.

Oczywiście ten prompt, jak sobie tam odpowiednio opracujemy, to on będzie też bardziej odpowiadał na nasze potrzeby, ale myślę, że to jest jedno z takich ułatwień, z których warto korzystać przy niemarnowaniu i może doprowadzić nas do sukcesu.

Bo bez sensu jest też, oprócz tego, że wyrzucamy jedzenie, wyrzucać po prostu do śmietnika swoje pieniądze.

Już w niektórych sklepach pojawiły się takie w wózkach miejsca na tę listę zakupów.

To jest ekstra, żeby właśnie ta lista była, bo ta lista jest takim naszym drogowskazem w sklepie, ale też Brytyjczycy to policzyli o 20% na jednych zakupach można zaoszczędzić tylko dlatego, że mamy tę listę.

To życzę nam wszystkim, żeby ten nadchodzący rok był dla nas rokiem nie wyrzucania, nie marnowania jedzenia.

Smaki z plusem Agnieszki Morawskiej.

Ostatnie odcinki