Mentionsy
Chciał ją ukarać | Anna F., Daniel R.
Ania nie wraca z pracy do domu. Rodzinie nie podoba się postawa jej chłopaka.
-------------------
SŁUCHAJ WCZEŚNIEJ I BEZ REKLAM - WSPARCIE CYKLICZNE:https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg/join
JEDNORAZOWE WSPARCIE PODCASTU: https://buycoffee.to/szkickryminalny
CHESZ USŁYSZEĆ WIĘCEJ HISTORII? ZAPRASZAM NA TIK TOK-A: https://www.tiktok.com/@szkic.kryminalny
KONTAKT: [email protected]
ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/13YFOd5nuZ9dxWOCJIQ86lk1Nzwxx513MuHC0i5qmcxI/edit?usp=sharing
MUZYKA W TLE: Utwór I Am a Man Who Will Fight for Your Honor (autor: Chris Zabriskie) jest dostępny na licencji Licencja Creative Commons – uznanie autorstwa 4.0. https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/Źródło: http://chriszabriskie.com/honor/Wykonawca: http://chriszabriskie.com/
MUZYKA INTRO: Sound ride music - Countdown to apocalypseCredits:Music: Countdown to Apocalypse by SoundridemusicLink to Video: https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s
MUZYKA INTRO 2:"Nyoko - Flowing Into The Darkness" is under a Free To Use YouTube license / redowthered Music powered by BreakingCopyright: • Dark Ambient Music (No Copyright)
MUZYKA POCZĄTEK / KONIEEC: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE
Materiały video zawarte w odcinku pochodzą z dostępnych zasobów Canvy, a także z archiwum własnego. // Scenariusz, realizacja, montaż: Aleksandra Orłowska
Szukaj w treści odcinka
Dzień dobry słuchacze, witam w nowym odcinku.
W związku z tym, że kilka dni temu wyszło Spotify Wrapped, to na wstępie bardzo dziękuję za wszystkie udostępnienia i miło mi, że tyle osób ma mnie w top podcastowej piątce, a na pierwszym miejscu to już w ogóle bardzo miło.
Co do dzisiejszej sprawy, to istotną rolę odgrywają w niej Romowie, społeczność, na temat której krąży wiele stereotypów i pojawiają się one również w tej sprawie.
Czy zasadnie?
Sprawa ogólnie jest, jak zawsze, bardzo przykra.
Wydarzyła się w północno-zachodniej Polsce i słowem wstępu to tyle.
Teraz zapraszam do wysłuchania odcinka.
Jeżeli doceniasz mój podcast, daj łapkę w górę i subskrypcję na YouTube albo wystaw ocenę na Spotify.
Dziękuję za każde wsparcie.
Zaczynamy w Myśliborzu, czyli mieście leżącym w północno-zachodniej Polsce, w województwie zachodniopomorskim, ale też bardzo blisko granicy z Lubuskim.
Więc od razu przechodząc do odległości, do większych miast, to z Myśliborza nawet bliżej jest do stolicy województwa lubuskiego, czyli do Gorzowa Wielkopolskiego, niż do Szczecina.
Do tego pierwszego trzeba pokonać około 40 kilometrów, a do drugiego trochę ponad 70.
Myślibórz zamieszkuje niewiele ponad 10 tysięcy osób, więc to w sumie bardziej takie miasteczko niż miasto.
W centrum mały ryneczek, na obrzeżach blokowiska, tereny zielone, a także rozległe jezioro myśliborskie, które pozostanie nie bez znaczenia dla dzisiejszej historii.
W Myśliborzu mieszka główna bohaterka, czyli Anna F. Historia rozpoczyna się w 2000 roku, Ania ma wtedy 19 lat, niedawno skończyła szkołę, na co dzień pracuje w barze i mieszka nadal z rodzicami, mamą Marianną oraz tatą Aleksandrem.
Ma też starszą siostrę Wioletę.
Chociaż jak wynika ze źródeł, Violetta ma już swoją rodzinę, więc najpewniej zdążyła się wyprowadzić z domu rodzinnego i siostry nie mieszkają razem.
Co do samej Anny, to niestety w internecie nie znalazłam jej zdjęć, natomiast w artykułach jest opisywana jako bardzo ładna kobieta, ma długie czarne włosy, jest szczupła, do tego inteligentna, błyskotliwa i przechodząc już do tematu randkowania, cieszy się dużym zainteresowaniem ze strony mężczyzn.
Gdy zaczyna się ta historia, Anna jest singielką, chociaż od niedawna.
Wcześniej miała chłopaka Mariusza, byli ze sobą łącznie przez trzy lata, więc widać poznali się mniej więcej na początku szkoły średniej.
Układało się między nimi całkiem dobrze, ale niestety do czasu, w momencie gdy Mariusz osiągnął pełnoletność, zaczął wyjeżdżać do pracy do Niemiec...
Te wyjazdy stawały się coraz częstsze, a związek w większości na odległość przestał funkcjonować tak dobrze jak wcześniej.
Ania już nie chciała na niego dłużej czekać, prawdopodobnie to ona podjęła decyzję o rozstaniu, czym Mariusz czuł się bardzo zraniony, ale ostatecznie zrozumiał, że nic nie da się już zrobić.
Z czasem ból po rozpadzie związku minął, uczucia wygasły, a między nimi pozostał jedynie sentyment, bo byli dla siebie pierwszym poważnym związkiem.
Z uwagi na to pozostają w dobrych stosunkach, nie rozmawiają często, ale jeżeli się zdarzy, to nie ma między nimi żadnego napięcia ani nic takiego, a ich relacje można określić jako koleżeńską.
Ania jest otwarta na nowy związek, ale też chyba nie szuka nic na siłę.
Ostatecznie i tak miłość w końcu przychodzi sama, bo to właśnie w 2000 roku w barze, w którym pracuje, poznaje o dwa lata starszego Daniela R.
Daniel wywodzi się ze społeczności romskiej, posługuje się pseudonimem Bezo i ogólnie mówiąc podoba się dziewczynom.
Przystojny, wysportowany, ciemna karnacja i włosy, do tego nosi kontrastujące jasne garnitury, więc wiele kobiet zwraca na niego uwagę.
nie inaczej jest w przypadku Ani.
Jej również on przypada do gustu, a ich więź zaczyna się zacieśniać, gdy widzi, że nie jest to jednostronne i z jego strony też widać to zainteresowanie.
Ona zdecydowanie mu się podoba, umawiają się więc na pierwszą randkę, później na kolejną, jeżdżą wspólnie na imprezy, chodzą na spacery i wszystko by było super, gdyby nie to, że Daniel nie cieszy się zbyt dobrą opinią w mieście,
przez co rodzice Ani nie aprobują tego związku.
W myśli Bożu Daniel zdążył się już dorobić opinii cwaniaka i oszusta.
Do tego, co zdecydowanie nie podoba się rodzicom Ani, skończył jedynie cztery klasy podstawówki, nie ma stałego zajęcia, był też karany za wyłudzenia, a poza tym jest już ojcem, ma czwórkę dzieci z dwoma różnymi kobietami.
W przeszłości zdarzało mu się zażywać narkotyki, zdarzało się też je rozprowadzać, dzięki czemu zdążył sobie wyrobić kontakty z lokalnym półświadkiem, ale Ani taki stan rzeczy zdaje się nie przeszkadzać.
To znaczy ona chyba nie wszystko wie, ale pomimo tego co wie,
I tak chce go nadal poznawać i się z nim spotykać.
On też roztacza przed nią bardzo kuszącą wizję, bo nieraz wspomina jej o tym, jaka jest wyjątkowa dla niego, mówi, że dla niej może się zmienić i poza tym to tylko z nią chce spędzić życie i iść do ołtarza, co akurat w teorii może być prawdą, bo z matkami swoich dzieci żył wcześniej bez ślubu.
Tak czy inaczej Anna słysząc to wszystko szybko się zakochuje i przynajmniej w tej początkowej fazie związku zdaje się nie widzieć świata poza Danielem.
O nowej relacji córki szybko dowiadują się jej rodzice, nie wiadomo czy od samej Ani czy od osób postronnych, w końcu myśli burz to małe miasto, no ale skąd by się nie dowiedzieli to nie są tym związkiem zachwyceni.
O Danielu wypowiadają się w bardzo ostrych słowach.
Nieraz powtarzają córce, że stać ją na kogoś lepszego, niż tu cytuję, cygan bez pracy i wykształcenia.
Ania za bardzo nie wie, jak na to reagować, bo mimo, że jest dorosła, to nadal pozostaje trochę pod wpływem rodziców.
Ciężko jest jej znieść tę sytuację.
Z jednej strony nie chce rezygnować z Daniela, ale z drugiej nie chce też rozczarowywać mamy i taty.
Ogólnie rodzice nie mają w zwyczaju narzucać jej swojego zdania, ale tu widać mają tyle obiekcji i widzą tyle sygnałów ostrzegawczych, że się nie powstrzymują i regularnie wyrażają swoje zdanie.
Do tej pory Ania zawsze starała się żyć tak, żeby nie sprawiać im zawodu, więc ostatecznie szukając kompromisu uznaje, że będą się spotykać z Danielem w tajemnicy.
On zgadza się na takie warunki, odwiedzają albo dzwoni zawsze wtedy, gdy jej rodziców nie ma w domu, często spędzają też czas poza domem, czasem spotykają się również w jakichś wynajmowanych pokojach albo w mieszkaniu jego wujka przy Myśliborskim Rynku, oczywiście gdy ten wujek wyjeżdża, ale jak wynika z kontekstu chyba dość często go nie ma.
W międzyczasie Ania zapisuje się na studia, co drugi weekend musi więc dojeżdżać do Gorzowa, gdzie też każdorazowo Daniel odwozi ją i przywozi, bo to zawsze okazja, żeby spędzić trochę więcej czasu razem.
Po rozpoczęciu studiów zdobywa nową pracę, zostaje zatrudniona w Urzędzie Miasta, natomiast po niedługim czasie w perspektywie przed nią pojawia się długa przerwa od pracy, ponieważ Ania, jak się okazuje, jest w ciąży.
Dziecko jest oczywiście Daniela i teraz to już nie ma wyjścia, musi powiedzieć rodzicom, że mimo ich sprzeciwu cały czas się spotykają, a do tego oni niedługo zostaną dziadkami.
Jak wynika z zapisków w jej pamiętniku, bardzo boi się tej rozmowy i ich reakcji i zasadnie, bo zgodnie z przewidywaniami, oni delikatnie mówiąc, nie są zachwyceni.
Ta złość pogłębia się jeszcze bardziej, gdy tata Ani dowiaduje się, że Daniel jest już ojcem, po tym to są już wręcz załamani, pewnie dlatego, że boją się, że ich córka zostanie przez niego potraktowana tak jak te poprzednie kobiety, czyli zwyczajnie ją porzuci, a ich wnuka Ania będzie musiała wychowywać samodzielnie.
Poza tym Daniel nadal nie ma stałego zajęcia, obawiają się więc, że dodatkowo wpędzi ich córkę w kłopoty finansowe, że po narodzinach dziecka wszystko będzie na jej głowie, ale on, jak twierdzi, ma pieniądze i jest w stanie ją utrzymać.
Z tego, co później opowiadał, da się wywnioskować, że w trakcie ich związku to on kupował Ani wiele rzeczy, prezenty, kosmetyki, a także płacił za wyjazdy na imprezy, więc widać miał środki z jakichś legalnych albo mniej legalnych źródeł.
Co do przyszłej roli rodzica, to wbrew obawom rodziców, on podchodzi do tematu bardzo entuzjastycznie.
Póki co cieszy się, że zostanie ojcem, chce tego dziecka, chce je wychowywać razem z Anią i liczy, że już wkrótce zamieszkają razem.
Póki co nic takiego się jednak nie dzieje, ona zostaje w domu rodzinnym, teraz już co prawda bardziej oficjalnie spotykają się z Danielem, ale też wraz z upływem czasu Ania zaczyna mieć pewne wątpliwości.
Widzi, że on często bywa zaborczy, jest też bardzo zazdrosny, w związku z czym ona czuje, że nie ma w tym związku przestrzeni.
Nie interesują jej inni mężczyźni, nigdy nie dała mu powodów, aby czuł się tak niepewnie, a mimo tego on zdaje się cały czas wychodzić z założenia, że Ania zaraz odejdzie i zwiąże się z kimś innym.
Przez to jest bardzo kontrolujący, co przynosi w ogóle odwrotny skutek od zamierzonego.
Ania, która wcześniej chciała z nim być, zaczyna coraz częściej się zastanawiać, czy na pewno jest on dobrą osobą do spędzenia wspólnie reszty życia i dodatkowo, czy to jest człowiek, z którym ona chce wychowywać dziecko.
Te wszystkie rosterki, zarówno te dotyczące Daniela, jak i te dotyczące relacji z rodzicami, w której nadal panuje napięcie, powodują stres.
Być może to właśnie przez to, a może też z innych powodów, Ania czuje się coraz gorzej, a lekarz orzeka, że ciąża jest zagrożona.
Ona się tego kompletnie nie spodziewała, to, że będzie matką brała akurat za coś pewnego i nie sądziła, że mogą wystąpić jakieś komplikacje, a jednak zmuszona jest brać tabletki na podtrzymanie ciąży.
Osoby z jej najbliższego otoczenia od razu zauważają, że coś jest nie tak, że Ania jakby żyje w innym świecie, nie odpowiada na cześć, a w pracy po prostu przychodzi, robi swoje i wychodzi.
Przez cały czas jest myślami gdzieś indziej, martwi się tą całą sytuacją, chociaż długo to wszystko dusi w sobie, ale ostatecznie decyduje się zwierzyć swojej najbliższej przyjaciółce z pracy, czyli Anecie.
Opowiada jej o swoich obawach, o tym, że panicznie boi się, że straci ciążę i że tak bardzo czeka na to dziecko, ale też czuje się coraz gorzej.
Nie jest pewna, czy te tabletki coś dają, często czuje ból, a ten ból dochodzi do punktu kulminacyjnego w sobotę 10 marca 2001 roku.
Tego dnia Ania budzi się roztrzęsiona, czuje mocne skurcze, chce jej się wręcz wymiotować z bólu, więc ostatkiem sił dociera do łazienki.
To tam zauważa, że krwawi.
Przerażona mówi o wszystkim rodzicom, którzy odwożą ją do szpitala w Gorzowie, gdzie spędza kolejne dwa dni i gdzie niestety dzieje się to, czego tak bardzo się obawiała.
Praci ciążę.
Jej życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo, szybko zostaje wypisana do domu, ale znacznie bardziej niż stan zdrowia martwi ją to, jak o tym wszystkim powie Danielowi.
On niczego nie podejrzewa, nie wie, że Ania trafiła do szpitala, więc w międzyczasie próbuje się z nią skontaktować.
Cały czas wydzwania do niej do domu, ale jej rodzice nie kryjąc niechęci zbywają go.
Nie chcą mu powiedzieć, gdzie jest ich córka, ponieważ jej tata uznaje, że nie ma obowiązku go o niczym informować, a jeśli Ania będzie chciała, to sama mu powie, co się stało w wybranym przez siebie momencie.
Po powrocie do domu ona nie ma jednak siły z nikim rozmawiać.
Zamyka się u siebie w pokoju, kolejne dni spędza w łóżku.
W końcu decyduje się porozmawiać z Anetą.
Dzwoni do przyjaciółki, której opowiada, co wydarzyło się w szpitalu.
Ona bardzo jej współczuje, ale mówi też, że to może jakiś znak, że nie powinna jednak mieć dziecka z Danielem i czas najwyższy od niego odejść.
Tym bardziej, że już wcześniej brała tą opcję pod uwagę, zwierzała się zarówno Anecie, jak i swojej siostrze, że być może będzie wychowywać dziecko sama, bo zwyczajnie boi się Daniela.
Niestety ten strach daje o sobie znać też teraz, bo co prawda przytakuje koleżance, że może faktycznie czas się rozstać, ale też bardzo obawia się tego, jak on zareaguje.
Aneta na to odpowiada, że powinna przede wszystkim myśleć o sobie.
Wstępnie doradza jej, aby wzięła jeszcze L4 na kilka dni i odpoczęła, ale gdy Ania zaczyna się rozklejać i narzekać, że jest jakaś przeklęta i sprawia wszystkim ból, mówi, żeby może lepiej przyszła do pracy i porozmawiają na żywo, a do tego przynajmniej na kilka godzin zajmie czymś głowę.
Tak też się dzieje i jeszcze w tym samym tygodniu, we wtorek 13 marca, Ania przychodzi do urzędu.
Tego dnia po południu ma się widzieć z Danielem, najpewniej w mieszkaniu jego wujka i najpewniej tam dociera, bo jej samochód zostaje znaleziony kilka godzin później, zaparkowany przy Myśliborskim Rynku.
Zostaje znaleziony, bo Ania tego dnia nie wraca do domu, a jej rodzina rozpoczyna poszukiwania.
Bardzo się martwią, w związku z tym nawet mimo napiętych relacji kontaktują się z Danielem, ale on jak twierdzi, nie wie gdzie jest Ania.
Dodaje, że popyta ludzi, sam sprawia wrażenie zdenerwowanego i faktycznie zgodnie z obietnicą zaczyna prowadzić własne rozeznanie.
Wypytuje różnych znajomych na mieście o to, czy może ktoś coś wie, czy ktoś ostatnio widział Anię, prosi, żeby znajomi podpytali też swoich znajomych, a każdemu, kto zdobędzie jakieś informacje, obiecuje zapłatę.
Tylko Aneta jest w miarę spokojna, bo biorąc pod uwagę ostatnie rozterki przyjaciółki, dochodzi do wniosku, że może Ania po prostu potrzebowała czasu i przestrzeni, dlatego zdecydowała się na jakiś wyjazd pociągiem, a nie autem.
Zakłada, że za jakiś czas, gdy wszystko sobie przemyśli, wróci, ale chyba tylko ona wykazuje się takim optymizmem, bo rodzinie Ani zdecydowanie daleko do wiary w tego typu teorie.
Oni są pewni, że córka od tak nie zniknęłaby bez słowa.
Od początku podejrzewają, że Daniel może mieć coś wspólnego z tym nagłym zniknięciem, nie tylko przez wcześniejszą niechęć, ale też przez dziwną rozmowę, jaką odbywają w dniu jej zaginięcia.
Spotykają go wtedy na rynku, a on już swoją postawą sugeruje, że coś jest nie tak.
Ma spuszczoną głowę, dodatkowo trzęsą mu się ręce, a gdy mama pyta go, gdzie jest Ania, on odpowiada tylko – Ania jest.
Na to pani Marianna mówi, że skoro jest, to czemu nie ma jej tutaj z nimi, a on, że jest, ale musi jej szukać.
Rodzice drążą dalej, co takiego się stało, że Ani teraz trzeba szukać, natomiast on nie udziela już żadnej konkretnej odpowiedzi.
Podobnie jak na pytania zadawane przez siostrę Ani, Violettę, która chce wiedzieć, czy Daniel ma jakieś pomysły, gdzie mogą szukać.
Nie wskazuje wtedy żadnego konkretnego miejsca, a gdy jadą na policję, nie wysiada nawet z samochodu.
W ciągu kolejnych godzin Wioletta jeszcze nie raz próbuje go podpytać, czy na pewno nic między nimi nie zaszło.
Może się pokłócili, albo stało się coś innego, co skłoniło Anię do ucieczki, ale on każdorazowo zaprzecza.
W końcu w pewnym momencie siostra nawet nie wie, kiedy Daniel się odłącza, a oni kontynuują poszukiwania, sami przez całą noc, niestety bez żadnych rezultatów.
Niedługo potem rodzina dostarcza policji pamiętnik pisany przez Anię, liczą, że może tam znajdą jakieś wskazówki na temat tego, co mogło się stać, a ogólny obraz, jaki się z niego wyłania, to to, co już wiemy, czyli Ania była wrażliwą osobą, martwiła się tym, że rodzice tak bardzo przeżywają jej związek,
a w pewnym momencie napisała wprost, że musi to przerwać, aby więcej ich nie krzywdzić.
Czy tego 13 marca szła więc do Daniela z jasnym zamiarem zerwania?
Albo może nawet sugerowała mu coś wcześniej, a teraz chciała tylko po raz ostatni spotkać się z nim twarzą w twarz i ostatecznie to zakończyć?
Nie wiadomo, ale uwaga policji znów zostaje skierowana na Daniela.
W końcu jeśli partnerka chciała od niego odejść, to niestety należy brać pod uwagę, że on z kolei chciał się na niej za to zemścić.
Daniel zapewnia jednak, że nic takiego nie miało miejsca, że on traktował ją bardzo poważnie, chciał się przy niej ustatkować i czeka aż Ania wróci.
Wspomina też o tym, że wynajął ludzi do poszukiwań, ktoś z nich powiedział mu, że po zaginięciu Ania była widziana na myśliborskim rynku w towarzystwie innego mężczyzny, z kolei jakaś inna osoba zasugerowała, że widziana ją w Niemczech.
Według Daniela ona musiała więc uciec, uważa, że była to ucieczka planowana, a w przygotowaniach pomógł jej nikt inny jak Mariusz, czyli jej były chłopak.
Jak twierdzi, ludzie mówili mu, że między nimi nadal było uczucie, że Mariusz był co najmniej jej powiernikiem, więc jeśli zasugerowała mu, że potrzebuje pomocy ze zorganizowaniem ucieczki, to on na pewno wyciągnął pomocną dłoń.
Policjanci postanawiają sprawdzić ten trop i tak Mariusz trafia na przesłuchanie, ale już od samego początku zarzeka się, że nic nie wie.
Funkcjonariusze próbują go jednak przekonać do współpracy, tłumaczą, że Ania jest dorosła, że to nic złego, jeśli uciekła, ma do tego pełne prawo, oni chcą jedynie potwierdzenia, żeby zbędnie nie prowadzić działań.
Mariusz ponownie jednak zaprzecza, mówi, że jeśli nie wiadomo, gdzie ona jest, to trzeba jej szukać, bo on z całą pewnością nie pomagał jej w zorganizowaniu żadnej ucieczki, natomiast pytany o swoje teorie i podejrzenia dodaje, że jakoś nie ufa Danielowi.
Po rozmowie przybity opuszcza komisariat i na tym wątek Mariusza się kończy.
W ciągu następnych miesięcy rodzice Ani odwiedzają kolejnych jasnowidzów i po kolei sprawdzają wskazywane przez nich miejsca.
Już bardziej pod kątem szukania ciała, ale żadna ze wskazówek się nie sprawdza.
W międzyczasie Wioletta próbuje jeszcze kilkukrotnie rozmawiać z Danielem.
On każdorazowo zapewnia ją, że Ania na pewno żyje, ale jednocześnie nie ma pomysłu gdzie jej szukać.
W tym samym czasie siostra zaginionej zaczyna otrzymywać głuche telefony, a w myśli Bożu zaczynają nasilać się plotki, że Ania rzekomo została porwana i wywieziona do jakiejś agencji towarzyskiej.
Co wiadomo, jest klasyczną teorią tłumów, gdy ginie jakaś młoda kobieta, ale w tym wypadku to nie jest aż tak bardzo oderwane od rzeczywistości.
A to dlatego, że ludzie mówią, że to porwanie nastąpiło w zemście za długi Daniela, a Daniel faktycznie tych długów ma sporo.
I wiadomo, nie mówimy tu o zadłużeniach w bankach, tylko u ludzi, którzy nie przebierają w środkach, aby odzyskać pieniądze.
Swego czasu on daleko posuwał się w oszustwach, a oszukiwał nie tylko, nazwijmy to, zwykłych ludzi, ale też takich z przestępczego świata.
W okolicy powszechnie znana jest historia o tym, jak pewnego razu, chcąc się szybko dorobić, obmyślił, jak mu się wydawało, sprytny plan i jakimś gangsterom sprzedał kilogram mąki, mówiąc, że to amfetamina.
Jak się łatwo domyślić, prawda szybko wyszła na jaw, nabywcy delikatnie mówiąc nie byli zachwyceni, więc kilku ludzi go ścigało, a porwanie Ani teoretycznie mogło stanowić formę zemsty.
Ta teoria dodatkowo zyskuje na znaczeniu, gdy na policję zgłasza się informator, który twierdzi, że Ania jest przetrzymywana w jakiejś agencji towarzyskiej, o tyle dobrze, że w Polsce, ale gdzieś daleko od Myśliborza, bo na południu.
Mężczyzna był w tej agencji, gdy policjanci pokazują mu zdjęcia Ani i jest pewien, że to ona.
Mówi, że takich kobiet się nie zapomina, ale jego uwagę zwróciła nie tylko wyglądem, ale też zachowaniem, bo miał wrażenie, że nie znajduje się tam z własnej woli.
Oni pytają go, czy między nimi do czegoś doszło, ale on zaprzecza.
Mówi, że dziewczyna stała za barem i fakt faktem uznał ją za bardzo atrakcyjną, ale też zbyt wyniosłą jak dla niego.
Policjanci ze sporymi pokładami nadziei podchodzą więc do zbadania tego tropu, zasięgają informacji u kolegów z tamtej części Polski.
Ci u swoich źródeł dowiadują się z kolei, że we wspomnianej agencji faktycznie pojawiły się ostatnio trzy nowe kobiety.
a jedna z nich jest uderzająco podobna do Ani.
Podobna, bo niestety jak się okazuje po dokładniejszej weryfikacji, to nie jest ona.
Sprawdzają też inne agencje, ale ponownie nie przynosi to żadnego rezultatu, a na fali poszukiwań i tego jak sprawa nagłaśniana jest w mediach, przynajmniej w tamtym regionie, bo na skalę ogólnopolską chyba nie zdobyła rozgłosu, kolejni ludzie próbują coś na tym ugrać.
W momencie, gdy śledczy sprawdzają następne agencje towarzyskie, rodzice Ani dostają dziwny telefon.
Rozmówca mówi szybko, że ich córka jest przetrzymywana w jednej z takich agencji, ale w Niemczech, a jeżeli chcą się dowiedzieć czegoś więcej, to muszą zapłacić.
Zgodnie z jego oczekiwaniami mają zostawić pieniądze w kopercie na ławce nad jeziorem, a on, gdy je odbierze, skontaktuje się ponownie.
Informacja o tej propozycji szybko dociera do policjantów, wskutek czego oni decydują, że trzeba zastawić pułapkę.
Ustalają z rodzicami Ani, kiedy i gdzie dokładnie miałoby nastąpić to przekazanie gotówki, po czym zostawiają w wyznaczonym terminie na tej konkretnej ławce kopertę,
Jednocześnie obstawiają teren, jeden z policjantów przebiera się za wędkarza, który łowi ryby w pobliżu ławki, drugi chowa się gdzieś w krzakach i tak czekają.
Niedługo potem do ławki podchodzi jakiś mężczyzna, bierze kopertę i natychmiast odchodzi.
Błyskawicznie udaje się im go zatrzymać, liczą, że to szczęśliwy traf, ale niestety nic z tego.
Mężczyzna sam od razu przyznaje, że wie tylko tyle co ludzie gadają, chciał po prostu zarobić na całej tej sytuacji i zyskać szybką gotówkę na wakacyjny wyjazd.
Po tej porażce i też przez to, że w ciągu ostatnich miesięcy nie udało się ustalić niczego nowego, śledczy ostatecznie odpuszczają wątek agencji towarzyskiej i koniec końców zataczają koło, bo znów wracają do Daniela.
Zagłębiają się w kulturę oraz zwyczaje Romów, a któryś z nich wspomina o kultywowanej w ich kulturze tradycji porwania, to znaczy przed ślubem rodzina pana młodego organizuje takie ustawione porwanie jego wybranki.
Oczywiście zgodnie z tradycją to nie jest nic niespodziewanego, panna młoda wie, że będzie porwana, jej rodzina również, ale skoro tutaj miałaby być para mieszana, to znaczy Ania nie była Romką, no to policjanci dopuszczają możliwość, że może doszło do czegoś podobnego, tylko rodzina nie do końca wie, jak to ma funkcjonować.
Prowadzący śledztwo to taki młody, bardzo ambitny, ale jeszcze nie tak bardzo doświadczony policjant i on ma bardzo optymistyczne podejście do całej sprawy.
Jest pewny, że Ania żyje i że jest jakieś wyjaśnienie tego, co mogło się stać.
Przykładowo coś w stylu właśnie tego porwania.
Natomiast gdy przełożony w ramach wsparcia daje mu do pomocy starszego starzem kolegę, to ten kolega po zapoznaniu się z aktami nie ma złudzeń.
Jest wręcz pewny, że Ania nie żyje.
Zdecydowanie nie podobają mu się zeznania Daniela, uważa, że on strasznie kręci, a tą wersję potwierdza jeden z informatorów.
Chodzi tu o osadzonego w pobliskim zakładzie karnym, mężczyzna idzie na współpracę z policją i zeznaje, co się mówi w więziennych kręgach, a mówi się, że Ania faktycznie nie żyje, bo jak wyjaśnia, tu cytuję, wykończył ją ten cygan od mąki.
Policjanci wypytują o więcej, interesuje ich motyw, ale tego osadzony nie wie.
Dodaje, że z tego co mu wiadomo, to motywu właśnie nie było, bo ta Ania nawet go nie zdradzała ani nic, więc ciężko powiedzieć.
Przesłuchiwany twierdzi też, że ciało jest w jeziorze.
Niestety tylko jego zeznania to trochę za mało, żeby rozpocząć tak kosztowną akcję poszukiwawczą, tym bardziej, że on nie podaje chyba nazwy jeziora,
więc nawet nie do końca wiadomo, czy chodzi o myśli borskie, czy o jakieś inne.
Niemniej jednak pod wpływem tych zeznań Daniel trafia na ponowne przesłuchanie, tylko że tu znów stara śpiewka, kocha Anię, czeka na nią i tak dalej.
Wśród lokalnej społeczności romskiej w związku z tym wszystkim panuje spore poruszenie.
Oficjalnie są zaskoczeni, że policjanci, jak mówią, gnębią Daniela, bo przecież on tak szalał za swoją dziewczyną.
Natomiast policjanci widzą to inaczej.
Uważają, że Romowie tak naprawdę go kryją, a w całej społeczności panuje zmowa milczenia.
Nie mają na to jednak żadnych dowodów, ani na to, ani zresztą na winę samego Daniela, więc na długi czas śledztwo staje w martwym punkcie.
W ciągu następnych ponad dwóch lat pojawiło się wiele nowych wskazówek zarówno tych mniej, jak i bardziej wartościowych.
Mniej więcej rok po zniknięciu Ani do domu myśliborskiego leśnika puka pewien wędrowiec.
Otwiera mu akurat żona leśnika, która tak się składa, że jest dalszą krewną Ani i to właśnie z nią mężczyzna odbywa rozmowę.
Mówi jej, że ma informacje o zaginionej dziewczynie, którymi ona jest widocznie zainteresowana, natomiast gdy dopytuje go o więcej, on żąda gotówki.
Krewna obiecuje, że zorganizuje potrzebną kwotę, od razu ustalają więc termin następnego spotkania, ale mężczyzna na nie nie przychodzi.
Ani na to spotkanie, ani na żadne inne, bo nigdy później się już nie pojawia.
Kobieta zgłasza ten cały incydent policji, przekazuje im też opis mężczyzny, ale niewiele to wnosi, bo ten opis jest bardzo ogólny.
Mężczyzna koło trzydziestki, wysoki blondyn, bez znaków szczególnych.
Kolejne pół roku później do policjantów z Myśliborza dzwoni funkcjonariusz z komendy w Poznaniu.
Podekscytowany mówi, że znaleźli Annę, której oni szukają.
Rzekomo pracuje jako salowa w jednym z poznańskich szpitali.
Zgadza się imię, nazwisko oraz rysopis, więc to musi być ona.
Chwilę po tej rozmowie na komisariacie w Myśliborzu zjawia się tata Ani, który chce tylko spytać, czy wiadomo coś nowego, a policjant w całej tej euforii mówi mu, że chyba właśnie znaleźli jego córkę.
Później bardzo żałuję przekazania tej informacji, bo po dokładnym sprawdzeniu okazuje się, że rocznik się nie zgadza, wspomniana kobieta jest o kilka lat starsza od poszukiwanej Ani, więc znów ślepy zaułek, a policjant dostarczył rodzicom jedynie złudnych nadziei.
Mijają lata, a kolejne fałszywe zgłoszenia się nie kończą.
Już w 2003 roku pewna kobieta zgłasza, że na swojej działce w Pyrzycach w zachodniopomorskim znalazła czaszkę, to znaczy bardziej jej wnuk niż ona.
Początkowo to zignorowano.
Pomyślała, że może to być jakaś stara czaszka, jeszcze z czasów wojny, ale ostatecznie zdecydowała się to zgłosić, bo doszła do wniosku, że to może jednak ktoś, kogo szuka policja.
Po przeprowadzeniu badań w zakładzie medycyny sądowej okazuje się, że czaszka na pewno nie jest tak stara, jak kobieta myślała.
Jej właścicielka, bo wiadomo już, że była to kobieta, zmarła 13 lat wcześniej, więc to nie mogła być Ania, ale i tak trochę straszny motyw.
Swoją drogą nawet jeśli te lata by się zgadzały, to jakimś sposobem udaje się też ustalić, że ta kobieta miała jasne włosy i oczy, więc to dodatkowo wyklucza związek ze sprawą Ani, no bo ona miała jednak taki ciemniejszy typ urody.
Po tylu fałszywych sygnałach w końcu nadchodzi prawdziwy przełom, ale rodzina musiała na niego czekać aż dwa i pół roku.
Ten przełom nadchodzi dokładnie 8 grudnia 2003 roku, kiedy to w domu rodziców Ani dzwoni telefon.
Odbiera jej tata, któremu rozmówca od razu zadaje pytanie, czy nadal szuka pan córki?
On oczywiście potwierdza, zapewnia też, że jeżeli dzwoniący ma jakieś informacje mogące pomóc w śledztwie, to jest on otwarty na współpracę, na co męski głos w słuchawce odpowiada, że jest coś, co musi mu powiedzieć, mianowicie policja zataja przed nim pewne fakty.
Pan Aleksander dopytuje, jakie fakty, ale dzwoniący nic już nie zdradza, dopowiada tylko, że odezwie się pod koniec tygodnia i na tym rozmowa się kończy.
W międzyczasie o wszystkim zostaje poinformowana policja, a na telefonach państwa F zostaje zainstalowany podsłuch.
Policjanci chcą być w ten sposób gotowi na kolejne połączenia.
Niestety to na nic, bo mężczyzna już nie odzwania, a zrozpaczony ojciec nabiera przekonania, że to kolejny oszust.
Nie da się zaprzeczyć, że tak to wygląda, ale trzy tygodnie później ten sam mężczyzna niespodziewanie dzwoni ponownie.
Teraz zaczyna rozmowę od żądań, twierdzi, że wie gdzie jest Ania, ale za ujawnienie informacji chce zapłaty 10 tysięcy złotych.
To ma być taka zaliczka, a gdy Ania się odnajdzie, chciałby drugie tyle.
Pan Aleksander oświadcza, że jest w stanie zorganizować gotówkę, ale potrzebuje jakichś dowodów, że mężczyzna nie wprowadza go w błąd.
W końcu wcześniej wielu oszustów próbowało się na nim dorobić.
Rozmówca odpowiada na to, że dowody będą i że odezwie się za kilka dni po nowym roku i to wtedy ustalą termin spotkania.
Słowa dotrzymuje, faktycznie oddzwania 5 stycznia i tym razem od razu podaje wymogi co do ich spotkania.
Pan Aleksander ma być sam i nie ma nagrywać tej rozmowy.
Jeżeli chodzi o termin, to on właściwie chce się spotkać od razu, pyta czy tata Ani mógłby wyjść nawet teraz, na co on odpowiada, że trochę się obawia i czy nie mogliby mimo wszystko chociaż części tej rozmowy odbyć telefonicznie, żeby wiedział po co idzie, ale rozmówca się nie zgadza.
Mówi, że nie może tego przekazywać przez telefon, więc ostatecznie pan Aleksander ulega i umawiają się na przystanku autobusowym przy ulicy Łużyckiej w Myśliborzu.
Nie do końca wiadomo, jak to wychodzi, że policja dowiaduje się o tym spotkaniu dopiero, gdy ojciec zaginionej sam ich informuje.
Być może, gdy tamten mężczyzna nie zadzwonił w ustalonym terminie, to zdjęli podsłuch i nie założyli go ponownie.
W każdym razie pan Aleksander przekazuje im inną godzinę niż ta, na którą faktycznie się umówił.
Mówi, że mają się spotkać trochę później niż rzeczywiście ustalili, nie wiadomo dlaczego tak, ale prawdopodobnie z jednej strony chciał się zabezpieczyć i było mu na rękę, że ta policja w razie czego w pewnym momencie się pojawi, a z drugiej miał obawy, że nie będą działać wystarczająco dyskretnie, jego informator się spłoszy i niczego nowego się nie dowie, stąd jednak wolał, żeby przyjechali trochę później.
Funkcjonariusze w ogóle nie podejrzewają, że on będzie działał na własną rękę, więc po prostu mu wierzą.
Obiecują, że będą na miejscu o wyznaczonej godzinie i tym sposobem on początkowo na przystanku zjawia się sam, bez żadnej obstawy.
Mimo ustaleń ma ze sobą dyktafon i nagrywa rozmowę od samego początku, kiedy to podchodzi do niego młody mężczyzna, który zaczyna od tego, że Ania z całą pewnością nie żyje.
Kontynuując mówi, że nie może mu zdradzić skąd wie, ponieważ zwyczajnie się boi, ale pan Aleksander dopytuje, czy w takim razie może chociaż zdradzić, czy jego córka została zabita na zlecenie, a jeżeli tak, to czy Mariusz ma z tym coś wspólnego.
Słysząc imię Mariusz, mężczyzna od razu zaprzecza, ale gdy pada pytanie o Romów, odpowiada może.
Ojciec drąży więc dalej, pyta gdzie jest ciało, ale wtedy mężczyzna się wycofuje, twierdzi, że nie może już nic powiedzieć, bo tu zresztą nie ma co gadać, tylko trzeba działać.
Jak mówi, potrzebuje 2000 zł na broń, aby rozprawić się z zabójcami Anny, bo jak podsumowuje tutaj cytat Sprawiedliwości pan nie dojdzie, tu trzeba kulkę, łeb za łeb.
Pan Aleksander jest coraz bardziej zdenerwowany, oczekuje konkretnych informacji, ale mężczyzna jest już niezbyt rozmowny.
Po naciskach dodaje, że boi się nie tylko Romów, ale też policji, bo oni nic nie robią, a jako przykład podaje sytuację, gdy jakieś 3-4 dni po zaginięciu Ani, gdy to zaginięcie było już oficjalnie zgłoszone, poszedł na komisariat z jej torbą.
Twierdzi, że znalazł ją w śmietniku, nie chce powiedzieć w którym i skąd w ogóle wiedział, żeby w nim szukać, ale tak czy inaczej dał policjantom tą torbę, a oni wywieźli go z nią na wysypisko.
Tam wysadzili z samochodu, kazali wyrzucić torbę, a jeden z funkcjonariuszy, jak dodaje, wysoki rangą, nakazał mu milczeć albo kulka w łeb.
Natacie Ani robi to jakieś wrażenie, ale jednocześnie nadal nie do końca wierzy.
Pyta, czy ma jakiś dowód na to, że faktycznie znalazł tę torbę i ku jego zaskoczeniu mężczyzna wyciąga z żywopłotu, przy którym stoi portfel.
Podaje mu go, mówiąc, że ten portfel był w torbie.
Nie wiem, czy tata rozpoznaje go w tamtym momencie, ale Wioletta, gdy go później ogląda, od razu go poznaje i jest w stu procentach pewna, że to jest portfel jej siostry.
Pan Aleksander jeszcze w trakcie spotkania dopytuje o inne rzeczy.
Mówi, że w torbie powinny być dokumenty i klucze do auta, ale na to mężczyzna odpowiada tylko, że te rzeczy leżą w wodzie i nikt ich już nie znajdzie.
Potem odwraca się i odchodzi, mówiąc na odchodne, że odezwie się w środę, pewnie w domyśle po pieniądze na tą rzekomą broń.
Policja dojeżdża na miejsce już po spotkaniu, więc jedyne co otrzymują to opis – młody, wysoki blondyn.
Któryś z nich kojarzy ten opis z opisem przekazanym półtora roku wcześniej przez żonę leśnika.
Widać tu jakieś podobieństwo, pojawiają się podejrzenia, że to może być ten sam człowiek, ale równie dobrze to może być po prostu zbieg okoliczności, no bo też nie jest to jakiś bardzo dokładny opis.
Dodatkowo mają też to nagranie rozmowy, które tata Ani im przekazuje i tu w końcu nadchodzi ten przełomowy moment, bo jeden z policjantów rozpoznaje głos.
Rozmawiał z tym mężczyzną już wcześniej, ponieważ jak wyjaśnia reszcie, to jest taki miejscowy cwaniak, nosi przezwisko Kura.
Jego adres mają w aktach, więc niezwłocznie jadą do jego mieszkania, gdzie ku swojej radości go zastają.
Kura jest lekko podpity, ale współpracuje.
Zostaje zatrzymany, jak informują go policjanci, pod zarzutem wyłudzenia pieniędzy i tak ogólnie bez zbędnych dyskusji wsiada z nimi do radiowozu.
Kolejne dwa dni spędza w areszcie.
Przez ten czas nie da się od niego niczego wyciągnąć, uparcie milczy, ale w końcu po tych dwóch dniach samotności w celi pęka.
Wyznaje, że Ania nie żyje, tak jak już mówił, a wie to stąd, że osobiście wrzucił jej zwłoki do jeziora.
Policjanci pytają go, czy to w takim razie on zabił, ale on zaprzecza, mówi, że to nie on, tylko cygan.
Potem składa wyczerpujące zeznania, więc przechodzimy do rekonstrukcji.
Wobec tego, jak to wszystko przebiegło i kim tak naprawdę jest zatrzymany?
Hura to tak naprawdę 30-letni Krzysztof I, który od wielu lat przyjaźnił się z Danielem.
Znali się właściwie od dzieciństwa.
Daniel jest od niego o kilka lat młodszy, ale nie przeszkadzało im to we wspólnych zabawach na podwórku.
Razem dorastali, a wraz z dorastaniem zmieniały się ich zabawy, jako nastolatkowie wspólnie zaczęli imprezować, a Daniel nieraz mówił o nim, że Krzysztof to taki chłopak, który niczego się nie boi.
I faktycznie Krzysztof do bojaźliwych nie należy, nie ma też w sobie takiego lęku przed konsekwencjami w przypadku ewentualnego złamania prawa, więc ogólnie do norm prawnych ma bardzo swobodne podejście.
Żyje z kłusownictwa, zajmuje się tym właściwie od dzieciństwa, nie ma też z tego co wiadomo żadnego stałego zajęcia, dlatego często wpada w problemy finansowe.
Nie inaczej było w marcu 2001 roku, potrzebował wtedy gotówki, więc niespodziewana propozycja szybkiego zarobku, jaką złożył mu kolega Daniel, była dla niego wręcz jak manna z nieba.
Daniel bez owijania poprosił go o pomoc w pozbyciu się Anny.
Po wszystkim mieli też okraść mieszkanie jej rodziców, powiedział mu, że państwo F mają w środku dosłownie walizkę pieniędzy, do tego biżuterię, a także akcję jakiegoś zakładu, więc mogą się tym wszystkim podzielić, a dla Krzysztofa to będzie zapłata za wykonaną robotę.
Pytany o to, dlaczego w ogóle chce się jej pozbyć, Daniel wyjaśnia, że dowiedział się, że Ania była w szpitalu i poroniła, chociaż tak szczerze to on w to nie wierzy.
Według niego ona usunęła ciąże celowo, a zmusili ją do tego jej rodzice.
Tutaj dodam, że dokumentacja medyczna w ogóle tego nie potwierdziła, a rodzina Ani jednogłośnie stwierdziła, że ona od dłuższego czasu źle się czuła i to poronienie było samoistne.
Daniel ma jednak swoje teorie na ten temat, a że aborcja w kulturze romskiej jest zbrodnią, to jak mówi, Ania musi za nią ponieść karę.
Poza tym ma podejrzenia, że ona chce go zostawić, do czego absolutnie nie zamierza dopuszczać.
Krzysztof zgadza się uczestniczyć w jego planie, więc 13 marca rano idą razem do sklepu, kupują taśmę klejącą oraz gumowe rękawiczki,
Krzysztof zabiera też z domu magnetofon, z całym tym ekwipunkiem ruszają do mieszkania przy rynku, a że wujka Jerzego tamtego dnia nie ma w domu, to mają wolną przestrzeń do działania.
Ania z pracy jak zawsze wyszła o 15.30 i od razu podjechała samochodem na Myśliborski Rynek.
Była punktualnie tak jak się umówili.
Po wejściu do mieszkania zdjęła płaszcz, pocałowała Daniela, po czym zauważyła, że nie są sami.
W mieszkaniu był też Krzysztof, którego ledwo znała.
Była trochę zaskoczona zarówno jego obecnością, jak i tym, że Daniel miał na rękach gumowe rękawiczki.
ale szybko podszedł do zlewu, więc wyglądało to tak, jakby mył naczynia i tylko na chwilę się oderwało.
W międzyczasie Ania skierowała się w stronę rozłożonego tapczanu.
Chciała usiąść, ale nie zdążyła, bo jeszcze gdy stała, otrzymała pierwszy cios w plecy.
Daniel przewrócił ją na łóżko, następnie zarzucił apaszkę na szyję i zaczął dusić.
Krzysztof w międzyczasie podgłośnił muzykę, tak żeby sąsiedzi nie słyszeli krzyków, a także przytrzymywał jej nogi, aby nie mogła wstać ani się bronić.
Gdy przestała dawać oznaki życia, Daniel zdjął jej całą biżuterię.
Bransoletkę szybko przejął Krzysztof, który podarował ją później swojej dziewczynie, ale ta, gdy dowiedziała się o pochodzeniu prezentu, wyrzuciła go do jeziora.
Po zdjęciu biżuterii ciało Ani okleili taśmą, a następnie zapakowali do szafki kuchennej.
Tą szafkę też dodatkowo okleili, przykryli dywanem, po czym wynieśli na korytarz, a następnie do bramy.
Tam stał już wcześniej przygotowany przez Krzysztofa wózek, zapakowali więc szafkę na niego, a on go chwycił i ruszył w drogę.
Daniel w tym czasie wrócił do mieszkania, gdzie miał posprzątać.
Krzysztof szedł z tą szafką praktycznie przez całe miasto, po drodze mijał go nawet policyjny radiowóz, policjanci spojrzeli na niego z zainteresowaniem, ale ostatecznie uznali chyba, że nic ciekawego się nie dzieje i pojechali dalej.
Krzysztof dojechał więc nad jezioro Myśliborskie już bez żadnych przeszkód, tam ukrył szafkę w zaroślach, a następnie zawrócił, ponieważ planował po nią wrócić dopiero później, gdy się ściemni.
Daniel w tym czasie wysprzątał mieszkanie, usunął ślady pozostawione na tapczanie, a także wyrzucił do śmietnika torebkę z rzeczami osobistymi Ani.
Czekając aż się ściemni zaczęli organizować obciążenie, bo wiedzieli, że ciało będą chcieli zatopić.
Z tym obciążeniem nie ma problemu, bo Daniel miał w tamtym czasie swoją siłownię.
Chyba taką przydomową, ale udostępniał ją innym.
Jak mówi w trakcie zeznań, pół myśli Boża u niego ćwiczyło, więc widać miał trochę sprzętu.
I to z tej siłowni zabrał dwa talerze, takie jakie się zakłada na sztangę.
Dodatkowo zorganizowali też worek z gruzem, a gdy już aura była sprzyjająca, ruszyli z tym wszystkim ponownie nad jezioro.
Znał jezioro Myśliborskie wręcz rewelacyjnie, więc to on wyznaczył miejsce zatopienia zwłok.
Dociążone talerzami i workiem ciało Ani wrzucił w miejscu, gdzie jest bardzo głęboko, a do tego dno jest mocno zamulone.
Uznał, że tam nikt go nie znajdzie i cóż, miał rację.
Po zakończeniu tej akcji nad wodą Krzysztof jeszcze raz wrócił na rynek i już bez Daniela skierował się do pobliskiego śmietnika, skąd wyciągnął torebkę Ani.
Nie jest wyjaśnione dlaczego to zrobił, ale zapewne miała to być jakaś forma zabezpieczenia, a jak pokazują późniejsze wydarzenia, było to zasadne, bo Daniel ze swoich obietnic się nie wywiązał.
Już po zabójstwie ich relacje znacząco się pogorszyły, a poszło głównie o pieniądze.
Daniel powiedział Krzysztofowi, że człowiek, który miał okraść mieszkanie państwa F, zawiódł go, więc z tej walizki pieniędzy nic nie będzie.
Krzysztof liczył jeszcze, że mimo tego kolega zapłaci mu chociaż zamilczenie, ale jak się szybko okazało, to były złudne nadzieje, bo Daniel nie zamierzał mu płacić ani złotówki.
On naciskał, mówił, że ma dość milczenia, że Ania śni mu się po nocach, ale na nic się to nie zdawało.
Dopadały go coraz gorsze wyrzuty sumienia, a jego stan psychiczny z dnia na dzień się pogarszał.
Jak mówi, latem 2002 roku, czyli trochę ponad rok po zabójstwie, był już tak zeschizowany, że chciał ją odszukać na własną rękę, to znaczy wyłowić ciało i w sumie co dalej?
Trudno powiedzieć, a on nie wyjaśnia.
W każdym razie namówił jakiegoś kolegę, aby ten popłynął z nim łódką, powiedział, że będą szukać ławicy, kolega wziął echosondę, kilka godzin sprawdzali jezioro, ale niczego nie znaleźli.
Wtedy Krzysztof uznał, że zwłoki musiały popłynąć z prądem i nic już się więcej nie da zrobić, ani ich odzyskać, ani zarobić na tym planie Daniela, na co przecież tak bardzo liczył.
Ostatecznie wymyślił, że zorganizuje sobie gotówkę na własną rękę.
Nadal miał ten portfel albo całą torebkę, bo trudno stwierdzić czy ta historia, którą on przedstawił panu Aleksandrowi była prawdziwa.
W sensie ta, że zaniosł torebkę na policję, a policjanci wywieźli go na wysypisko.
W każdym razie jeszcze w trakcie tamtego lata udał się do żony leśnika, o której wiedział, że jest krewną Ani.
Gdyby mu zapłaciła, zamierzał jej powiedzieć, gdzie są zwłoki.
Tylko jak pamiętamy, on na drugim spotkaniu się nie zjawił, bo w międzyczasie policja go zgarnęła za alimenty, w których płaceniu miał takie zaległości, że ostatecznie trafił do więzienia.
W międzyczasie Daniel zorientował się, że kolega coś kombinuje na boku i zaczął mu wysyłać listy z pogróżkami, ale takimi sprytnie ukrytymi, bo wiadomo w więzieniu one mogły być kontrolowane.
Krzysztof jednak od razu orientuje się o co chodzi, a gdy dostaje od Daniela zdjęcie swojego syna, to sygnały stają się już naprawdę wyraźne, ma przestać gadać albo coś się stanie jego dziecku.
Od tego momentu zaczął naprawdę bać się zarówno Daniela, jak i innych Romów, natomiast z drugiej strony nadal próbował też grać na siebie.
To znaczy w sumie albo grać, albo jednak podświadomie cały czas dążył do wyjawienia prawdy, bo tak naprawdę tacie Anny on sporo zdradził jeszcze przed tym, zanim on mu cokolwiek zapłacił.
Policjanci do momentu spisania jego zeznań nie mieli pojęcia, że Ania poroniła.
Jak później mówią prasie, według nich poszukiwania trwały tak długo, bo rodzina zataiła przed nimi ten fakt.
Natomiast tu, żeby było jasne, poszukiwania trwały ileś tam, dlatego, że po prostu w pewnym momencie je przerwano, a nie dlatego, że znaleziono ciało Ani, bo tego ciała nigdy nie znaleziono.
Chociaż po tym jak prawda wyszła na jaw, dokładnie przeczesano jezioro, poszukiwania prowadziła ekipa marynarki wojennej z Gdyni, a także wyspecjalizowani płetwonurkowie, ale mimo tego nie udało się znaleźć ani samej poszukiwanej, ani należących do niej rzeczy.
Jak mówią eksperci, jezioro Myśliborskie ma 17 metrów głębokości, z czego dno pokrywa blisko metrowy muł.
W związku z tym żaden człowiek ani żaden sprzęt nie są w stanie sprawdzić tego dna w 100%, a nawet jeśli miałoby to być zrobione na większą skalę niż było, to koszty byłyby ogromne.
Sąd nie wyraża więc zgody na kolejne przeszukiwania, a rodzinie Ani pozostaje gdybanie co się mogło stać.
Zgodnie z dołączoną do akt sprawy opinią ciało mogło na przykład zakonserwować się w mule, albo też mogły je zjeść jakieś drapieżniki, na przykład węgorze lub szczury wodne.
Wracając do Daniela, to zostaje on zatrzymany krótko po tym, jak Krzysztof składa zeznania.
Do całej sprawy podchodzi prześmiewczo, a jeszcze w drzwiach wyjściowych czule żegna się ze swoją nową dziewczyną, mówiąc jej na odchodne, że niedługo do niej wróci.
Na komendzie powtarza to wszystko, co na poprzednich przesłuchaniach, ale wszystkie jego zeznania, jak już wiemy, okazały się kłamstwem.
Daniel początkowo nie ma świadomości, że Krzysztof tak bardzo pogrążył go zeznaniami, ale policjanci szybko go uświadamiają.
Niestety, mimo że wersja Krzysztofa brzmi dla nich wiarygodnie i spójnie, to on niedługo potem ją odwołuje.
Mówi, że jednak wcale tak nie było i od tego momentu raz się przyznaje do winy, raz nie, raz obciąża Daniela, raz nie.
A to działanie prawdopodobnie podyktowane jest strachem, bo Krzysztof boi się zemsty Romów.
Tej zemsty boi się też Wojciech T., przesłuchiwany w sprawie w charakterze świadka.
Wojciech siedział z Krzysztofem w jednej celi w areszcie w Choszcznie.
Założenie było takie, że ma wyciągnąć od niego jakieś informacje, których Krzysztof nie wyznał w trakcie przesłuchania.
i przekazać je policji, tylko nie wiem czemu nie zainstalowano im w celi podsłuchu, a Wojciech te informacje gromadził w odręcznych notatkach.
W pewnym momencie Krzysztof znalazł te notatki, więc cały plan legł w gruzach, a Wojciecha trzeba było przenieść do innej celi.
To przeniesienie miało mu zapewnić bezpieczeństwo, przynajmniej za więziennymi murami, bo po tym, gdy wyszedł na wolność, takich przywilejów już nie było.
Po wyjściu z aresztu kilkukrotnie został pobity przez Romów, właśnie w zemście za tę próbę współpracy z policją, a jedno z tych pobić było tak brutalne, że nawet trafił do szpitala.
Napastnicy w trakcie zajścia mówili mu, że to za Beza, Bezo to przypominam pseudonim, którym w niektórych kręgach posługiwał się Daniel, i grozili, że Wojciech skończy tak jak Ania.
Te groźby tak naprawdę zaczęły się jeszcze w areszcie, gdzie odsiadujący wyrok Romowie ostrzegali go, żeby nawet nie próbował wracać do myśli Boża, bo tego nie przeżyje.
Jeszcze przed procesem Daniel i Krzysztof zostają wysłani na obserwacje psychiatryczne.
Według biegłych Daniel nie jest upośledzony, ma za to osobowość nieprawidłową, ale nic nie wskazuje na to, aby w momencie popełniania zbrodni był pijany albo czymś odurzony.
Z całą pewnością był świadomy tego, co robi, mógł kierować swoim postępowaniem, dlatego może być sądzony.
Podobna opinia jest na temat Krzysztofa, natomiast u niego dodatkowo pojawia się dopisek, że jego poziom umysłowy mieści się w granicach normy, ale sprawność intelektualna oscyluje gdzieś w dolnej granicy.
Tak czy inaczej, obaj mogą być sądzeni, więc przechodzimy do wątku procesu.
W trakcie kolejnych rozpraw sędzia bardzo interesuje się kwestią tuszowania zbrodni, to znaczy chce ustalić, czy może ktoś z bliskiego otoczenia Daniela przez cały czas wiedział o tym, co się działo, ale cały czas też go ukrywał.
Na tapetę zostaje wzięty oczywiście ten jego wujek, w którego mieszkaniu doszło do zbrodni, ale on wszystkiego się wypiera.
Mówi, że nie zauważył, że z jego mieszkania zniknęły przedmioty.
Dodaje, że jeśli na podłodze były jakieś odciski po szafce, to dlatego, że widać żona przesunęła ją w trakcie porządków, ale tak ogólnie to nie zauważył braku ani szafki, ani dywanu.
Zaprzecza też, aby miał udostępniać Danielowi swoje mieszkanie i niezmiennie okazuje mu wsparcie.
Nawet na sali sądowej pod koniec jednej z rozpraw podchodzi do niego i głaszcze go po głowie.
Podobne zeznania składają inni lokatorzy tego mieszkania, czyli Bogumiła i Patryk, prawdopodobnie żona oraz może syn albo jakiś krewny wujka Jerzego.
W każdym razie oni również zeznają, że zgodnie z ich obserwacjami z mieszkania nic nie zniknęło.
W trakcie procesu zeznaje też sąsiad Jerzego, Henryk J., który mówi, że on owszem zaobserwował, że Daniel w pewnym momencie przyprowadzał do mieszkania jakąś dziewczynę, ale to nie była Anna.
Jest pewny, bo tamtą dziewczynę kojarzy, jak mówi, ona pracuje w pobliskim sklepie monopolowym.
Skład sędziowski trochę się dziwi tym zeznaniom.
Henryk nagle wplata do opowieści zupełnie nową postać, o której nikt wcześniej nie słyszał, a poza tym, jak sędzia zauważa, zachowuje się dziwnie.
W pewnym momencie pyta go więc wprost, czy boi się Romów, ale on kategorycznie zaprzecza.
Nowy wątek pojawia się też w zeznaniach Daniela, który tworzy zupełnie nową linię obrony.
W trakcie procesu do niczego się nie przyznaje, a fakt obciążenia ciała ciężarkami z jego siłowni tłumaczy tak, że ćwiczyło u niego mnóstwo osób i praktycznie każdy mógł te ciężarki zabrać, więc to może ktoś z nich zabił Anię.
Już na sam koniec procesu, gdy przychodzi moment na mowy końcowe, sędzia pyta Daniela o co wnosi w tym ostatnim słowie, ale on odpowiada krótko o nic.
Krzysztof w odpowiedzi na to samo pytanie mówi, że prosi rodzina o wybaczenie tego co się stało.
Ale oni, jak później wyznają, nie są w stanie wybaczyć sprawcom.
Dla nich to nadal jest ogromny ból, a wieloletnie cierpienie się nie zakończyło, bo tak naprawdę nadal nie odnaleźli zwłok Ani, więc też nie mogli wyprawić jej pogrzebu.
Do tego dochodzi fakt, że zabójcy, gdy już przeszli do tej fazy, gdzie ciągle zmieniali zeznania, zaczęli też wymieniać inne miejsca, gdzie rzekomo ukryli ciało, więc tak naprawdę nie ma stuprocentowej pewności, że zwłoki faktycznie leżą w Jeziorze Myśliborskim.
A nawet jakby była, to jak mówiłam, koszty takich poszukiwań są bardzo wysokie, sąd się na nie nie zgadza, rodziny nie stać na prywatne finansowanie, więc nie pozostaje im nic innego jak żyć ze świadomością, że nigdy nie wyprawią ani normalnego pogrzebu, co z pewnością jest dla nich bardzo bolesne.
Sprawa ma swój finał w styczniu 2006 roku, czyli prawie 5 lat po zbrodni.
To wtedy Sąd Okręgowy w Szczecinie skazuje Daniela i Krzysztofa na 25 lat pozbawienia wolności, czyli na tyle, ile domagał się prokurator.
Bliscy Ani nie są zachwyceni tym wyrokiem, według nich sprawcy powinni zostać skazani na dożywocie, a mama Ani w nerwach dodaje, że dobrze jakby się znalazł ktoś, kto zrobiłby im to samo, co oni jej córce.
Od wyroku zostaje złożona apelacja, ale sąd apelacyjny podtrzymuje wcześniejszy wyrok i tak ta cała sprawa dobiega końca.
Jeżeli chcesz otrzymywać wcześniejszy dostęp do materiałów i oglądać odcinki bez reklam, możesz wesprzeć mój kanał na YouTube.
Możesz też jednorazowo wesprzeć mój podcast stawiając mi kawę na ByCoffee2.
Wszystkie linki są w opisie.
Za każdą formę wsparcia bardzo, bardzo dziękuję.
Ostatnie odcinki
-
Gdzie zniknęła Mirella? Przez 26 lat zamknięta ...
21.01.2026 19:10
-
6 najgłośniejszych Polskich spraw kryminalnych ...
12.01.2026 19:50
-
U mnie zawsze jest do dna | Elżbieta W. Marek G...
13.12.2025 18:00
-
Chciał ją ukarać | Anna F., Daniel R.
06.12.2025 19:00
-
Zniknął w trakcie rejsu ekskluzywnym wycieczkow...
29.11.2025 18:00
-
Gdzie zniknęła matka i dwóch synów? | Władysław...
21.11.2025 19:15
-
Wszyscy zostali zmanipulowani | Renata i Tomasz N.
07.11.2025 19:00
-
Sąsiad z klubu Mensa - co było w butelce Coca-c...
24.10.2025 18:20
-
Była jedną z kilkudziesięciu ofiar? Ciało ukrył...
17.10.2025 19:07
-
Skazano go mimo braku dowodów | Piotr Mikołajcz...
10.10.2025 20:00