Mentionsy

Szkic Kryminalny
23.11.2024 21:10

Kujawsko-pomorskie: Co się stało w domu przy Czarlińskiego? (2017) | Tatiana Wesołowska

Gdy koleżanka pyta Tatianę czy ta mogłaby wynająć pokój jej koledze - ona bez wahania się zgadza.

--------------------------

Przygotowany materiał jest streszczeniem informacji  z ogólnodostępnych źródeł. | ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/1iRM8-n1kA-dhhR4oEnHflVrTIvBHNoadsT-ChmVm6WE/edit?usp=sharing JEDNORAZOWE WSPARCIE PODCASTU: buycoffee.to/szkickryminalny KONTAKT: [email protected] MUZYKA TŁO: Arthur Vyncke - Uncertainty https://www.youtube.com/watch?v=0RRWCxfkmtA&t=0s MUZYKA INTRO: Soundridemusic - Countdown Cinematic Trailer https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s MUZYKA POCZĄTEK: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE YT: https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 406 wyników dla "Dawida U"

Dzień dobry słuchacze, witam w nowym odcinku i zarazem w nowym województwie, bo dzisiaj łódzkie zamieniamy na kujawsko-pomorskie.

Opowiem o sprawie podesłanej przez jedną ze słuchaczek, której bardzo dziękuję i pozdrawiam.

Historia zabójstwa, którą dziś poruszę była omawiana na kilku innych kanałach z tego co widziałam, ale były to dość krótkie opracowania, więc myślę, że będę miała do powiedzenia coś więcej.

Słowem wstępu to właściwie tyle, więc teraz zapraszam Was do wysłuchania odcinka o jednej z najbardziej makabrycznych spraw kryminalnych w historii Torunia.

Historię zaczynamy od Magdaleny, 25-letniej mieszkanki Torunia.

Niestety nic nie wiadomo o jej przeszłości, o domu rodzinnym i o tym jakie miała doświadczenia, a szkoda, bo może chociaż po części wyjaśniłoby to jej późniejsze postępowanie.

Od razu przechodzimy więc do biegu wydarzeń, czyli 2002 rok, kiedy to Magda zaczyna się spotykać z pewnym mężczyzną, o kilka lat od niej starszym, 31-letnim Robertem.

Ona i Robert poznają się w agencji towarzyskiej, ponieważ w tamtym czasie zajmuje się ona prostytucją, a Robert po prostu przychodzi do niej jako jej klient.

Ta sytuacja ma, można powiedzieć, pozytywne zakończenie, ponieważ zakochują się w sobie, w związku z tym Magda być może porzuca swoją dotychczasową drogę i na stałe związuje się z Robertem.

Mówię o zakochaniu, a nie tylko o zauroczeniu, bo nie jest to jedynie przelot na znajomość, a ich związek trwa przez następne lata.

Niestety trzy lata później, w 2005 roku, wygląda na to, że to koniec łączącego ich uczucia.

Magda poznaje kogoś innego, na nowo przeżywa zauroczenie, a Robert schodzi na dalszy plan.

43-letni Zygmunt, posługujący się pseudonimem Lech, jest pochodzącym z Torunia biznesmenem.

Przez wiele lat mieszkał na Rubinkowie, czyli dzielnicy mieszczącej się we wschodniej części Torunia, natomiast w tym 2005 roku wiadomo, że mieszka już poza miastem, w oddalonej o kilkanaście kilometrów wsi o nazwie Biskupice.

To mieszkanie znajduje się chyba gdzieś na uboczu, bo przy jakimś opuszczonym budynku magazynowym.

Nie bez powodu posługuje się pseudonimem, ponieważ ma powiązania ze światem przestępczym i w ten sposób, co oczywiste, trudniej o jego identyfikację.

Ta jego działalność poza prawem dotyczy przede wszystkim wyłudzeń oraz paserstwa, ale Magdzie zdaje się to jednak nie przeszkadzać, uznaje, że ich relacja dobrze rokuje, więc informuje Roberta, że to koniec.

Po rozstaniu od razu związuje się z Zygmuntem, wyprowadza się do niego do Biskupic i tam zaczyna się ich historia.

Ta historia nie trwa jednak zbyt długo, bo Magda przeprowadza się do Biskupic na początku 2005 roku, a już w czerwcu tego samego roku Zygmunt nagle znika.

Wygląda to tak, jakby dobrowolnie oddalił się z miejsca zamieszkania, bo razem z nim zniknęła jego kurtka, dokumenty, samochód.

Niemniej jednak, skoro nikogo nie poinformował o swoich zamiarach, no to rozpoczynają się poszukiwania.

Lecha szuka nie tylko rodzina, która zgłosiła zaginięcie, ale też śledczy i to nie na prośbę najbliższych, a z własnych motywacji.

Te jego przekręty zaczęły powoli wychodzić na światłodzienne, więc mógł mu się zapalić grunt pod nogami i też policjanci podejrzewają, że uciekł, aby uniknąć konfrontacji, a im z oczywistych względów na tej konfrontacji zależy.

Taką wersję podtrzymuje też Magda, która jest jedną z przesłuchiwanych i która w trakcie tych przesłuchań wspomina, że być może partner wyjechał za granicę właśnie po to, aby nie brać odpowiedzialności za swoje czyny.

Wspomina coś o tym, że możliwym kierunkiem w jakim się udał są Włochy, więc śledczy sprawdzają ten trop, ale niestety Lecha nie udaje się namierzyć.

Po czasie na jednym z toruńskich parkingów zostaje znaleziony jego Nissan, co w sumie nie szokuje, bo jeżeli faktycznie uciekł, żeby uniknąć postawienia przed sądem, no to nic dziwnego, że zostawił auto zarejestrowane na siebie, po którym relatywnie łatwo dałoby się go znaleźć.

Pojawiają się spekulacje, że może w dalszą podróż wyruszył innym samochodem albo skorzystał z jakiegoś transportu publicznego.

Nie udaje się jednak znaleźć żadnych dowodów na takie działanie.

Trudno powiedzieć coś więcej i niestety śledztwo staje w martwym punkcie.

Kilka miesięcy później, już w 2006 roku, za Zygmuntem zostaje wydany europejski nakaz aresztowania, a do zarzutów, o których wcześniej wspominałam, dochodzą również te dotyczące niepłacenia alimentów, bo jak się okazuje miał on dziecko, na które przestał wpłacać pieniądze.

Lecha nie udaje się namierzyć, a na rozwiązanie zagadki jego tajemniczego zniknięcia śledczy i rodzina muszą czekać przez kolejne lata.

Jest rok 2014, więc od zaginięcia Zygmunta minęło blisko 9 lat.

To właśnie w tym roku przez zupełny zbieg okoliczności dochodzi w końcu do wyjaśnienia tej sprawy.

Truńscy policjanci w jakiejś tam losowej sytuacji zatrzymują mężczyznę, który dopuścił się kilku drobnych kradzieży.

Nie grozi mu nie wiadomo jak surowa kara, natomiast w perspektywie jest oczywiście proces sądowy, a mężczyzna chcąc trochę poprawić swoją sytuację zaczyna negocjować.

Mówi, że może zdradzić policjantom pewien sekret, coś co kiedyś podsłuchał, a co może mieć znaczenie dla innego śledztwa.

W zamian oczywiście stawia jakieś żądania, chce łagodniejszego potraktowania itd., jak to bywa w tych sytuacjach.

Policjanci są naturalnie zainteresowani nowymi informacjami i tak dochodzą do porozumienia, więc mężczyzna zaczyna mówić.

Mówi, że jak się pewnie już domyślacie, chodzi o sprawę Lecha, którą do tej pory policja traktowała jak zaginięcie, ale jest to błędem, bo sprawa najpewniej dotyczy zabójstwa.

Zatrzymany mężczyzna podsłuchał kiedyś dwóch znajomych,

Teraz 42-letniego, znanego nam już Roberta oraz o 7 lat od niego młodszego Karola, którzy mieli się kłócić właśnie o kwestię zabójstwa, którego, jak wynikało z kontekstu, obaj dokonali.

Informacje te są niezaprzeczalnie przełomowe, policjantom zależy na tym, aby działać szybko, więc po niedługim czasie na komisariat zostają dowiezieni zarówno Robert, jak i Karol.

Są to dwaj niepozorni mężczyźni, średniego wzrostu, niczym się nie wyróżniają i też po sprawdzeniu kartotek okazuje się, że nie mają na koncie żadnych większych notowanych przewinień.

Po przeprowadzeniu wywiadu okazuje się, że obaj prowadzą spokojny tryb życia, mają rodzinę, pracują i ogólnie w swoich środowiskach cieszą się dobrą opinią.

W trakcie kolejnych przesłuchań okazuje się, że to jednak tylko maska, a mężczyźni mają na sumieniu coś dużego, bo jeden z nich pęka i dokładnie opisuje cały przebieg zdarzeń.

Faktycznie, tak jak przekazał ten pierwszy zatrzymany, Zygmunt został zamordowany i to w dosyć brutalny sposób.

Na początku czerwca 2005 roku Karol i Robert udali się do Biskupic, gdzie jak wiedzieli mieszka ich ofiara.

Korzystając ze swojej przewagi dwóch na jednego, ogłuszyli go spychając go ze schodów, potem kilkukrotnie uderzyli w głowę obuchem siekiery, a następnie wypchnęli go do bagażnika jego własnego Nissana.

Następnie wywieźli go do lasu w okolicach Kopanina.

Zdecydowali się na taką lokalizację, bo to tam wtedy mieszkał Karol, więc dobrze znał teren i wiedział, jakie miejsca nie są przez nikogo uczęszczane, więc też będą mieli możliwość w spokoju dokończyć swój proceder.

Po wyjściu z samochodu Zygmunt próbował im uciec, ale udało im się go powstrzymać.

Gdy znów mieli nad nim przewagę, związali mu ręce, a na szyi zawiązali linkę, której drugi koniec przywiązali do auta.

Dalej nietrudno się domyślić, co się stało, gdy ruszyli.

On pewnie w wyniku uduszenia albo jakichś innych obrażeń zmarł.

Po wszystkim wrzucili ciało do rowu, a kurtkę, dokumenty i trzonek siekiery spalili.

Auto wyczyścili i porzucili na jednym z toruńskich parkingów, a Zygmunt uchodził przez te lata za osobę zaginioną.

Nie da się ukryć, że te informacje bardzo dużo wnoszą do sprawy, ale problem jest taki, że po pierwsze tylko jeden z zatrzymanych przyznaje się do winy, drugi całkowicie się wypiera, przynajmniej na tych pierwszych etapach śledztwa, a po drugie nie wiadomo gdzie dokładnie są zwłoki.

Minęło kilka lat, więc ten, który współpracuje, mimo wszystko ma problemy z doprecyzowaniem miejsca.

Podaje tylko tak ogólnie zarys obszaru, więc śledczy stają przed bardzo trudnym wyzwaniem przekopania lasu w poszukiwaniu teraz już pewnie tylko szkieletu.

Początkowo do szukania zwłok zostają zaangażowane psy tropiące, ale nie przynosi to żadnego rezultatu.

W związku z tym prokuratura wykonuje dość niestandardowy krok, mianowicie prosi o pomoc archeologów z toruńskiego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.

Ci przy pomocy specjalistycznego sprzętu mają robić odwierty, dzięki którym, jak liczy prokurator, uda się trafić na jakiś ślad.

Archeolodzy rozpoczynają pracę w drugiej połowie lipca 2014 roku i podsumowując wykonują blisko 1000 odwiertów, ale z oczekiwanym skutkiem, ponieważ udaje się trafić na kości.

Po wyjęciu całego szkieletu biegły od razu potwierdza, że mężczyzna, którego ma przed sobą, zmarł w wieku zbliżonym do Zygmunta.

Co więcej, w prowizorycznym grobie znajdują się też szczątki jego ubrań, a także jakieś przedmioty osobiste, co z prawie całkowitą pewnością pozwala potwierdzić prawdziwość zeznań zatrzymanych.

Mimo wszystko potrzebne są jeszcze badania, ale już na początku sierpnia zostaje zwołana konferencja prasowa, w trakcie której przedstawiciele prokuratury potwierdzają, że te badania genetyczne, które przeprowadzili dały całkowitą pewność.

To Zygmunt.

Mają więc wystarczający materiał dowodowy, a także głównych podejrzanych, więc mogą formułować akt oskarżenia.

Tym samym w końcu będzie proces.

W trakcie postępowania sądowego już zarówno Robert jak i Karol przyznają się do porwania, chociaż przedmiotem sporu nadal jest to, który ostatecznie popełnił sam akt odebrania życia.

Mimo wszystko obaj okazują skruchę i przepraszają zgromadzonych na sali bliskich Zygmunta, a sąd traktuje ich równo.

Każdego skazuje na 15 lat pozbawienia wolności, z czego o warunkowe zwolnienie mogą się ubiegać po 12 latach kary.

Mimo przebytego procesu zagadką pozostaje motyw zbrodni, który pojawia się w trakcie zeznań, ale brzmi dosyć mętnie.

Obaj oskarżeni mówili o tym, że chcieli nastraszyć Lecha, aby nie łączył ich z zaginięciem jego wcześniejszego auta Forda Scorpio.

To auto zostało skradzione.

Było więc prawdopodobne, że jeżeli Zygmunt dowie się, kto je ukradł, to wykorzystując swoje znajomości będzie chciał się zemścić.

I dlaczego tak naprawdę sami wysunęli mu się na widok?

Od rozwiązania zagadki śmierci Lecha minęły trzy lata, a my przechodzimy już do zupełnie innej postaci, mianowicie do głównej bohaterki dzisiejszego odcinka, czyli do Tatiany.

W 2017 roku Tatiana kończy 39 lat, ale zanim przejdziemy do kluczowych wydarzeń z tego roku, to najpierw kilka słów o niej tak ogólnie, o jej przeszłości i dotychczasowym życiu.

Tatiana przyszła na świat 16 kwietnia 1978 roku i dorastała w rodzinie pełnej, a wychowywali ją mama Danuta oraz tata Janusz.

Pewne jest jednak to, że już bardzo młodo, bo jeszcze w wieku nastoletnim, Tatiana została matką.

Urodziła córkę, której dała na imię Nikola i niestety, jak to często bywa w przypadku rodzicielstwa w tak młodym wieku, związek Tatiany oraz ojca Nikoli nie przetrwał.

Niestety w tym wypadku szczęście również im nie dopisało.

I to w sumie delikatnie powiedziane, bo ich związek zakończył się w bardzo tragicznych okolicznościach.

Ostatecznie po tych wszystkich perturbacjach Tatiana wyszła za mąż za 26-letniego Mateusza P. Skoro zdecydowała się go poślubić, to pewnie była pewna i jego, i tego, że będą razem już na zawsze.

Niestety po latach związku mężczyzna trafił do więzienia za kradzieże.

Nie jest to oczywiście równoznaczne z zakończeniem związku, więc możliwe, że Tatiana nadal pozostawała jego żoną, ale faktem jest, że w domu znów została tylko ona i Nikola.

Przechodząc tym samym do kwestii domu, to Tatiana wraz z córką mieszkają w domu jednorodzinnym przy ulicy Czarlińskiego 39 w Toruniu.

To jest taki stary typ budownictwa, więc dom składa się z części parterowej, gdzie jest ileś tam pokoi, co najmniej dwa, jak wynika z kontekstu, kuchnia, łazienka, a na górze jest strych.

Nieruchomość należy do Tatiany, być może też do jej męża.

W każdym razie nie jest to wynajmowane lokum, tylko własnościowe.

O jej sytuacji mieszkalnej to w sumie tyle, więc przechodzimy już do, powiedzmy, sytuacji towarzyskiej i tutaj skupimy się na jednej koleżance, znanej nam już Magdalenie.

W 2017 roku Magda jest już po czterdziestce, więc jest w wieku zbliżonym do Tatiany, jednak mimo upływu lat jej życie jakoś szczególnie się nie ustabilizowało.

W swoim miejscu zamieszkania cieszy się, ładnie mówiąc, złą sławą.

Jej sąsiedzi wielokrotnie zgłaszają, że w mieszkaniu Magdaleny odbywają się libacje, a im, jak to często bywa, towarzyszą z kolei awantury, zanieczyszczanie otoczenia, dewastacja jakichś części wspólnych i tego typu historie.

Do Magdaleny przychodzi takie towarzystwo, że sąsiedzi zwyczajnie się boją, składają do ZGM-u kolejne prośby o eksmisję uciążliwej lokatorki, ale jak na razie bez skutku.

Jej dzieci chodzą zaniedbane, ma ograniczoną władzę rodzicielską, a poza tym przebywa pod nadzorem kuratora.

Dwoje z jej dzieci zostało umieszczonych w rodzinach zastępczych, natomiast z tego co rozumiem, jakieś jeszcze zostały pod jej opieką.

Trudno powiedzieć.

W każdym razie ich rodzina jest objęta opieką różnych instytucji mających nieść pomoc w takich sytuacjach.

Nie jest opisane co to dokładnie za instytucje, ale pewnie jakiś MOPS czy coś takiego.

Dostają środki finansowe, a poza tym też regularnie odwiedza ich asystent rodzinę.

Co do pracy zawodowej i dochodu, to Magda łapie się jedynie dorywczych zleceń sprzątania mieszkań.

Ma też ten socjal, ale ogólnie sytuacja finansowa nie kształtuje się najlepiej.

Żeby trochę podreperować swój budżet, Magda działa poza prawem i regularnie kradnie.

W każdym razie jej łupy to głównie ubrania i biżuteria.

Nieraz u Tatiany pokazuje rzeczy, które akurat ma na sprzedaż i nawet szczególnie się nie kryje z tym, że te rzeczy są po prostu kradzione, a ona liczy na szybki zarobek.

Z opisu Magda wydaje się taką koleżanką, która ciągle chce podtrzymywać kontakt z jakiegoś powodu, pewnie mając w tym jakiś interes, a druga strona niekoniecznie, ale nie wie jak się z tego wycofać albo nie jest wystarczająco asertywna.

Tak czy inaczej Magda lubi przychodzić bez zapowiedzi, lubi wchodzić do Tatiany bez pukania i tak ogólnie mówiąc panoszyć się w jej domu.

Zarówno Nikola jak i siostra Tatiany, Milena, nieszczególnie lubią Magdalenę.

Raz przez to, że kradnie, a dwa przez to jak traktuje Tatianę.

Kobiety znają się od lat, nie wiadomo jak się poznały, być może w pracy, bo Tatiana też zawodowo zajmuje się sprzątaniem.

Między nimi często dochodzi do konfliktów, ich relacje można określić przede wszystkim jako napiętą, a sama Tatiana czuje, że Magda traktuje ją po prostu lekceważąco i wykorzystuje ją przy każdej możliwej okazji.

Niejasne pozostaje to, czemu po prostu nie ucina kontaktu, natomiast odpowiedzi można szukać w opisie siostry, który przedstawia Milena.

W jednym z wywiadów mówi ona, że Tatiana była osobą bardzo otwartą na ludzi i uczuciową, co oczywiście można uznać za zalety, ale niestety bywała też przy tym po prostu naiwna.

W związku z tym być może Magdzie udawało się każdorazowo ponownie przekonać ją do siebie i tak przez lata ich relacja jakoś się kręciła.

Chociaż nie da się ukryć, nie brzmi to jak szczególnie bezpieczny rodzaj relacji, bardziej taki, że cały czas trzeba się mieć na baczności.

Rodzina Tatiany w jednej z wypowiedzi porównuje nawet Magdę do sroki ze względu na jej zamiłowanie do błyskotek.

Często zwracała ona uwagę na biżuterię Tatiany, której ta miała sporo.

Nie wiadomo w jakim dokładnie kontekście, czy może po prostu ją komplementowała, czy też sprawiała wrażenie jakby chciała sobie coś przywłaszczyć.

ale no to zainteresowanie jej biżuterią po prostu było.

I to właściwie tyle z takiego wstępnego opisu, więc przechodzimy do kluczowych zdarzeń.

W 2017 roku Nikola nie mieszka już z Tatianą.

Jakiś czas wcześniej osiągnęła dorosłość, wyprowadziła się, ponieważ wyszła za mąż i wraz z mężem zostali już rodzicami, synka, któremu dali na imię Marcin.

Odwiedza córkę kilka razy w tygodniu, pomaga w opiece nad Marcinem i ogólnie mimo wyprowadzki utrzymują bardzo dobry i częsty kontakt.

W związku z tym, że Nikola zmieniła miejsce zamieszkania, to jeden z pokoi w domu Tatiany się zwolnił, co nie uchodzi uwadze Magdy.

Gdy pewnego razu przychodzi w odwiedziny do koleżanki, to zaczyna wypytywać o ten wolny pokój i o to, czy Tatiana nie chciałaby trochę zarobić na jego wynajmie.

Tak się składa, że trafiła akurat na podatny grunt, bo Tatiana jest bez pracy, szuka nowego miejsca zatrudnienia, ale dodatkowe pieniądze w takiej sytuacji na pewno by się przydały, więc pyta o szczegóły.

Okazuje się, że partner Magdy, Dawid, ma jakiegoś kolegę, który szuka tymczasowego miejsca zamieszkania, dopóki nie stanie na nogi.

Kolega ma na imię Arkadiusz i ma dość nieciekawą przeszłość, bo wcześniej siedział w więzieniu.

Nie wiadomo, co dokładnie zrobił, ale w wyroku jest wymienione, że były to zbrodnie przeciw komieniu, a także coś związanego z narkotykami.

Nie jest powiedziane, czy Tatiana została o tym poinformowana, czy informacje od Magdy skończyły się na tym, że to jakiś kolega Dawida szuka pokoju i tyle.

W każdym razie z innych danych zawartych w wyroku na temat Arkadiusza to wiadomo jeszcze, że jak to zostało określone, miał negatywny stosunek do podejmowania pracy zawodowej i od młodego wieku zażywał różne substancje odurzające, których zresztą nadużywał.

Odsiadkę za te swoje przewinienia zakończył w 2014 roku, wyszedł na warunkowym, więc też pozostawał pod dozorem kuratora i początkowo regularnie chodził na spotkania.

Podejmował się też różnych prac, ale szybko je porzucał, aż w końcu w 2015 roku zerwał też kontakt z kuratorem i tym samym złamał zasady warunkowego zwolnienia.

Szybko został namierzony i doprowadzony z powrotem do aresztu.

Sąd odwołał swoją wcześniejszą decyzję i Arkadiusz musiał odsiedzieć wyrok do końca.

Po ponownym wyjściu na wolność nie miał się gdzie podziać.

Od dłuższego czasu nie utrzymywał kontaktu z rodziną, ponieważ był z nimi skłócony, więc szukał pewnie oparcia wśród znajomych.

Ogólnie jeszcze dodam, że cała ta trójka, Magda, jej chłopak Dawid i kolega Arkadiusz, nie mogą się pochwalić szczególnie krystaliczną przeszłością, bo wszyscy byli za coś karani, za jakieś mniejsze czy większe przewinienia.

No ale Tatiana może o tym nie wie, a może wie i wychodzi w tej sytuacji ta jej taka zbytnia ufność do ludzi.

Tak czy inaczej, nikomu nie odmawia pomocy, więc Arkadiusz ostatecznie ląduje pod jej dachem.

Co poniekąd istotne dla dalszych wydarzeń, Marta ma syna z poprzedniego związku.

Jego wiek nie jest znany, ale to chyba taki kilkulatek.

Poza Martą Arkadiusza też dość często odwiedza Dawid, co Tatianie raczej nie przeszkadza, bo początkowo to współlokatorstwo układa im się bardzo dobrze.

W trakcie jednej z rozmów z Nikolą opowiada, że Arek jest naprawdę w porządku, pomaga, robi zakupy i używa nawet takiego sformułowania, że jest dla niej jak brat.

Posiadała jakieś informacje, że kobieta niby go zdradza i oszukuje, ale z tego co wiadomo, on mimo wszystko nadal z nią był, więc może Tatiana podzieliła się z nim swoimi wątpliwościami, a on nie wziął tego za bardzo do siebie.

W 2017 roku nie tylko Arkadiusz wprowadza się do Tatiany, bo w drugiej połowie roku czasowo zamieszkuje też u niej jej kuzyn Dawid U.

Będę o nim mówić zawsze z tą pierwszą literą nazwiska, żeby się wam nie mylił, z Dawidem, chłopakiem Magdy, o którym będę mówić po prostu Dawid.

Dawid U jest w jakimś stopniu niepełnosprawny intelektualnie, ale nie jakoś poważnie, bo jest samodzielny i tak dalej.

Po prostu ma orzeczenie o jakimś tam stopniu niepełnosprawności.

Podobnie jak kuzynka szuka pracy, więc być może w związku z tym przeprowadza się do Torunia, bo uznaje, że w większym mieście będzie mu łatwiej znaleźć pracę z orzeczeniem, no więc zamieszkuje razem z nią i razem skupiają się na poszukiwaniu pracy.

Jest piątek 8 grudnia 2017 roku, godziny wieczorne.

Arkadiusz jest akurat sam w domu, a w odwiedziny przychodzą do niego Marta oraz Dawid.

Wizyta początkowo przebiega tak, że Dawid i Arek piją alkohol, w międzyczasie o czymś rozmawiają, natomiast Marta w tym czasie nie pije, bo wzięła ze sobą syna, więc po części się nim zajmuje, a po części uczestniczy w rozmowie.

Niestety w pewnym momencie między nią a Arkiem z jakiegoś powodu dochodzi do wymiany zdań.

To nie jest jakaś krótka sprzeczka, tylko sytuacja eskaluje coraz bardziej, a on jako, że już sporo wypił, no to szybko staje się agresywny i tak jak początkowo tylko na siebie krzyczeli, tak po dłuższej chwili dochodzą do tego rękoczyny.

Dawid jakoś nie kwapi się, żeby jej pomóc, więc gdy Arkadiusz chwyta ją za głowę i uderza o ścianę, Marcie wydaje się, że jest pozostawiona sama sobie, zwłaszcza, że w domu nikogo nie ma.

Po tym uderzeniu dalej się szarpią, aż w końcu Arkadiusz zaczynają ciągnąć za włosy, wychodzą do przedpokoju, po czym wpadają do pokoju Tatiany.

W tym momencie na szczęście dla Marty do domu wracają Tatiana oraz Dawid U, którzy wchodzą właściwie w sam środek awantury.

Właścicielka domu jest w szoku widząc co się dzieje.

Wcześniej chyba do takich akcji nie dochodziło i mimo początkowej niechęci w tej sytuacji staje oczywiście po stronie Marty.

Nie wiadomo jaka dokładnie jest teraz sekwencja wydarzeń, czy Tatiana jakoś wpływa na Arka, czy on widząc, że ma dodatkowego świadka sam się wycofuje.

Tak czy inaczej Marta bierze syna i zostaje z nim w pokoju Tatiany, a Arkadiusz wraca do siebie.

Mimo wszystko sytuacja wyglądała na tyle groźnie i dodatkowo jest potencjał, że Arek może jeszcze wrócić, więc ostatecznie któraś z nich decyduje się zadzwonić na policję.

Źródła podają różne wersje, natomiast w najobszerniejszym i najbardziej wiarygodnym z nich, czyli w uzasadnieniu wyroku, znajduje się informacja, że to Marta zadzwoniła.

Pewnie widząc, że nie jest sama, poczuła się pewniej i też może Tatiana podpowiedziała jej, że to warto zgłosić, dlatego ostatecznie taki telefon wykonała.

W trakcie rozmowy jest, co oczywiste w tej sytuacji, bardzo zdenerwowana, więc też dość chaotycznie przedstawia przebieg zdarzeń.

Wspiera ją Tatiana, która może jeszcze przez telefon, a może już po przyjeździe policjantów na miejsce, w trochę bardziej uporządkowany sposób opowiada, co dokładnie się stało i co widziała po wejściu do domu.

Po ich wezwaniu patrol przyjeżdża na miejsce, ale nie zastaje głównych winowajców awantury, bo Dawid oraz Arkadiusz, którzy chyba podsłuchali jak kobiety dzwonią na numer alarmowy, zdążyli gdzieś uciec.

W związku z tym, że ich nie ma, to Marta właściwie tylko opowiada co się stało, być może składa zawiadomienie, ale na pytanie czy chce, żeby przewieźć ją w inne miejsce odpowiada, że nie.

Teraz chce zostać jeszcze u Tatiany, a później wróci do domu sama.

Niestety, krótko po tym jak patrol odjeżdża, Arkadiusz i Dawid wracają.

Kobiety nie chcą ich ponownie wpuścić do środka, więc oni wyważają drzwi wejściowe, po czym awantura rozpoczyna się na nowo.

Arek wyzywa Martę, ale nie jest tak w pełni skoncentrowany na niej, bo jest też widocznie zdenerwowany i widać zależy mu na tym, aby jak najszybciej się stamtąd ulotnić.

Pyta ciągle, kto dzwonił na psy, a jednocześnie zaczyna w pośpiechu pakować swoje rzeczy, tak jakby zależało mu na bardzo szybkiej ewakuacji.

Dawid zamiast trochę go uspokoić, to jeszcze bardziej podburza atmosferę.

W pokoju nadal stoją szklane butelki po alkoholu, więc zaczyna grozić Marcie, że zaraz jedną rzuci w jej syna, żeby go uciszyć.

Mówi to w dużo bardziej wulgarny sposób, ale tu myślę, obędzie się bez cytowania.

Marta słysząc te groźby bierze je na poważnie, bo w jej ocenie jest realna szansa, że Dawid zaraz zaatakuje chłopca, więc gdzieś z ukrycia ponownie dzwoni na policję.

I tu niestety znów historia się powtarza, bo zanim funkcjonariusze dojeżdżają na miejsce, Dawid i Arek uciekają.

Marta ponownie opowiada co się stało, ale tym razem pod wpływem wydarzeń podejmuje decyzję, że chce już stamtąd jechać, więc w asyście policjantów razem z dzieckiem opuszcza dom Tatiany.

Tatiana zapewne jest w szoku po tym wszystkim, co się stało, ale jako, że Arek i Dawid tego dnia już się nie pokazują, to zarówno ona, jak i jej kuzyn kładą się spać.

Następnego dnia rano, czyli w sobotę 9 grudnia, razem udają się w odwiedziny do Mileny.

Uwaga Mileny od razu zwraca fakt, że siostra już od początku wizyty jest bardzo poddenerwowana, nawet na chwilę nie odkłada telefonu i cały czas wymienia z kimś wiadomości.

Nie chce jednak powiedzieć z kim, w ogóle za wiele nie zdradza skąd u niej takie emocje, więc też sama wizyta nie trwa zbyt długo.

Już przed 12 razem z Dawidem U opuszczają mieszkanie Mileny, po czym wracają na Czarnińskiego.

Jest niedziela, 10 grudnia, godzina chwilę przed siódmą rano.

To wtedy dyżurny policjant odbiera telefon od pracownika jednej z truńskich stacji paliw.

Dyżurny zapisuje wszystkie dane, a następnie wysyła radiowozy zarówno na stację, jak i na wskazany adres.

Tego samego ranka Milena siedzi ze swoim mężem w szpitalu.

Nie jest podane dlaczego, ale być może czekali na przykład na sorze w związku z jakimś drobnym wypadkiem.

Ona odpowiada tylko, że owszem, widziały się wczoraj rano, ale teraz nie wie, gdzie Tatiana może być, a czemu pyta.

Wtedy pan Janusz roztrzęsionym głosem mówi, że dzwoniła do niego policja i twierdzą, że Tatiana nie żyje, ale on nie może w to uwierzyć.

Milena słysząc to jest w szoku.

Przy wyjściu kątem oka widzi policjantów, którzy prowadzą jakiegoś zakrwawionego chłopaka, ale nie poświęca im zbyt dużej uwagi, bo bardzo się śpieszy.

Chłopak ma liczne obrażenia na twarzy, dodatkowo założony kaptur, więc Tatiana nie poznaje, że to jest jej kuzyn, Dawid U, z którym dzień wcześniej odwiedziła ją siostra.

Gdy w końcu dojeżdża pod dom siostry, zastaje tam kilka wozów policyjnych oraz wóz strażacki.

Od zgromadzonych funkcjonariuszy próbuje uzyskać jakieś szczegółowe informacje, ale bezskutecznie.

Póki co nikt nie chce nic powiedzieć, a tym bardziej wpuścić jej do środka.

Niepokojący telefon dostaje również Nikola, do której dzwoni kuzynka mieszkająca niedaleko Tatiany.

Pyta ją, co się dzieje z mamą, bo obok jej domu jest sporo policjantów.

Nikola mówi, że nie wie, ale w takim razie spróbuje się z nią skontaktować.

Dzwoni więc do Tatiany, ale gdy po kolejnym połączeniu słyszy komunikat, że numer jest niedostępny, prosi męża, aby zajął się Marcinem, bo ona musi jechać to sprawdzić.

Gdy dojeżdża na miejsce, widzi, że kuzynka miała rację.

Pod domem faktycznie jest pełno policjantów, którzy podobnie jak wcześniej Milenie, nie chcą udzielić jej żadnych informacji.

Dopiero po potwierdzeniu tożsamości i złożeniu zeznań, w końcu odpowiadają na pytanie, co się stało.

Gdy po otrzymaniu wezwania weszli na strych, znaleźli tam zmasakrowane ciało przykryte kołdrą.

Na miejscu nadal trwa zabezpieczanie śladów, więc póki co nie mogą nikogo wpuszczać.

Ze wstępnych informacji wynika, że dom został doszczętnie zdemolowany, porozrzucano wszystkie rzeczy, poprzewracano meble, ogólnie jest jeden wielki bałagan, ale co znacznie gorsze, zwłoki zostały mocno okaleczone.

Priorytetem jest oczywiście ustalenie, kto może odpowiadać za tak brutalną zbrodnię, więc poza Nikolą zeznania składają też inni członkowie rodziny, m.in.

Jej nikt nie przychodzi do głowy, mówi jedynie o mężu Mateuszu, z którym Tatiana pozostawała w nienajlepszych stosunkach, natomiast on, jak zostaje potwierdzone, niezmiennie siedzi w więzieniu, więc nie mógł jej zaatakować.

W międzyczasie Dawidowi U zostaje udzielona pierwsza pomoc i opada pierwszy szok, więc w końcu można go przesłuchać i całe szczęście, bo to jego zeznania okazują się być przełomowe.

W związku z nimi jeszcze tego samego dnia policjanci zatrzymują Magdalenę, Arkadiusza oraz Dawida.

W trakcie tych gorączkowych poszukiwań wychodzi na jaw, że żadne z nich nie ma stałego adresu zamieszkania, ale mimo tego i tak w ekspresowym tempie udaje się ich namierzyć.

To nie jest jedna z tych spraw, gdzie z podejrzanych ciężko coś wyciągnąć i śledczy muszą się nagimnastykować, żeby znaleźć niepodważalne dowody i odtworzyć przebieg wydarzeń.

Wręcz przeciwnie, bo tutaj Dawid co prawda nie jest zbyt chętny do zwierzeń, Magda też zasłania się niewiedzą w wielu kwestiach, ale Arkadiusz za nich nadrabia.

Bardzo ochoczo opowiada o całym przebiegu wydarzeń, nie umniejszając w tym swojej winy, nawet bardziej podkreślając to, co zrobił, tak jakby się tym szczycił.

A więc przechodząc już do rekonstrukcji, to posłuchajcie, co wydarzyło się w nocy z 9 na 10 grudnia w domu przy Czarlińskiego.

Gdy Tatiana i Dawid U poszli spać, Arkadiusz wraz z Dawidem jakimś sposobem weszli do ich domu.

Prawdopodobnie Arek nadal miał klucze, a poza tym musimy pamiętać, że dzień wcześniej drzwi zostały wyważone, więc mogły się uszkodzić i Tatiana jeszcze nie zdążyła ich naprawić.

Po wejściu do środka od razu skierowali się do jednego z pokoi na parterze, w którym zastali śpiącą Tatianę.

Mieli ze sobą nóż, sznurek i siekierę, a w głowach jasno sformułowany plan.

Arkadiusz na jednym z przesłuchań mówił, tak, zabiłem ją.

Ona umyślnie rozbiła mi związek.

Nie wiadomo, które wydarzenie w jego ocenie miało prowadzić bezpośrednio do rozbicia związku.

Czy to, gdy Tatiana wspominała mu, że Marta może mieć wobec niego nieczyste intencje?

Czy może to, gdy broniła jej, bo on wpadł w jakiś atak szału i ciągnął ją za włosy po pokoju?

Natomiast w tym wszystkim jest chyba jeszcze inny motyw, jak pokazują dalsze zeznania.

Gdy jeden ze sprawców przytrzymywał Tatianę, drugi zaatakował Dawida U. Chcąc się pozbyć problemu i go unieruchomić, aby później im nie przeszkadzał, skrępowali mu ręce oraz nogi kablem, a gdy był już związany i nie mógł się bronić, Arkadiusz kilkukrotnie uderzył go w twarz oraz w brzuch.

Później przywiązał go do jakiejś szafki, zakneblował mu usta, po czym rozpoczął rozmowę z Tatianą.

Dawid U. prawdopodobnie spał w innym pokoju niż ona, więc Tatiana nie widziała, co się z nim stało.

Krzyczała Dawid ratuj, gdy sprawcy próbowali ją również związać, ale kuzyn nie miał żadnego pola manewru.

Nie mógł się uwolnić, żeby do niej podbiec, ani nawet nic odpowiedzieć.

Ona sama za to nie należała do osób, które poddają się bez walki, więc nawet widząc, że może liczyć tylko na siebie i tak próbowała się jeszcze bronić, ale nie miała przy tym zbyt dużych szans.

Tatiana była raczej drobna, więc każdy z nich nawet osobno miał dużo więcej siły niż ona, a jak wiemy działali we dwóch.

Po unieruchomieniu jej Arek zaczął zadawać jej pytania.

Dokładna treść rozmowy nie jest znana, ale tak sumując wszystko, co pojawiło się w źródłach, to chodziło mu najpewniej o wyjaśnienie trzech kwestii.

Po pierwsze wyjaśnienie sytuacji z Martą z poprzedniego dnia.

Był też zły o to, że właścicielka domu stanęła po stronie jego dziewczyny, opowiadała policjantom co dokładnie się stało i jak to określił, buntowała Martę przeciwko niemu.

Druga kwestia, jaką chcieli wyjaśnić to narkotyki, dokładnie chodzi o zaginięcie dużej ilości narkotyków, które mieli zapewne po to, żeby rozprowadzać je dalej.

Ostatni raz widzieli ten zaginiony pakunek właśnie w domu przy Czarlińskiego.

Arek miał to ukryte gdzieś wśród swoich rzeczy, dlatego też wyciągnął bardzo pochopny wniosek, że to z pewnością Tatiana je ukradła.

Mimo, że jak już mogliście usłyszeć, dostęp do jego pokoju miało co najmniej kilka innych osób.

W końcu trzecia kwestia, to w trakcie śledztwa wyszło najaw, że Tatiana miała dostać od miasta jakieś pieniądze za swój dom.

Nie zostało to dokładniej wyjaśnione, ale jej dom generalnie mieścił się blisko centrum, w bardzo dobrej lokalizacji, więc być może miastu zależało na odkupieniu działki pod budowę czegoś nowego.

Natomiast Arkadiusz oraz Dawid usilnie chcą się dowiedzieć, gdzie są te środki.

Tak jakby zakładali, że Tatiana dostała je w gotówce i ukryła je w jakimś powiedzmy ogólnie dostępnym miejscu, na przykład w domu albo na podwórku.

No chyba, że chcieli od niej wyciągnąć dostęp do konta, ale która wersja by tu nie była prawdziwa, to ona i tak nie chciała im udzielić żadnych informacji, co kompletnie wyprowadziło ich z równowagi.

Wspólnie zaciągnęli ją więc na strych, gdzie, jak to określił Arkadiusz, urządzili jej przesłuchanie.

Gdy nie chciała mówić, bili ją, aż w końcu Tatiana przestała dawać znaki życia.

Użyli drewnianej pałki, a później noża, który trzymali na zmianę, bo też na zmianę zadawali ciosy.

W międzyczasie Dawid U. był cały czas związany, słyszał krzyki, ale nie mógł pomóc.

Gdy w końcu zapadła cisza, był pewien, że stało się coś złego.

Tymczasem Arkadiusz i Dawid, jak w amoku, zaczęli masakrować zwłoki.

Próbowali odciąć głowę, potem palce, ograbili ją z całej biżuterii, wyrwali kolczyki, pierścionki, dosłownie wszystko co się dało.

Po wszystkim zaciągnęli zwłoki do innej części strychu, przykryli kołdrą i przystąpili do plądrowania domu.

Odkładali wszystko, co jak im się wydawało ma jakąkolwiek wartość materialną, a następnie wszystkie te przedmioty spakowali na wózek przywieziony przez Dawida.

Szukali też tych zaginionych narkotyków, ale nie wiadomo czy w końcu je znaleźli.

Arek co prawda miał coś tam przy sobie w momencie zatrzymania, ale równie dobrze mogła to być już inna działka, a nie ta wcześniej zaginiona.

W trakcie kolejnych godzin, gdy przeszukiwali dom, dołączyła do nich Magda.

Gdy dołączyła do nich po akcie, Arkadiusz, jakby to była całkowicie normalna sytuacja, zrobił jej herbatę, aby mogła się napić, czekając aż oni wszystko spakują.

W tym czasie Dawid U nie był już związany ani zakneblowany, bo wcześniej Arkadiusz chciał go zaciągnąć na strych, aby pokazać mu, co stało się z Tatianą.

On jednak stawiał opory i nie chciał patrzeć na tak makabryczny widok, więc nie wiem, czy to w końcu doszło do skutku.

Gdy do domu weszła Magda, Dawid U. był kompletnie przerażony.

Próbował z nią rozmawiać i prosił, żeby tylko nie robili mu krzywdy.

Mimo, że nie był związany, bał się uciekać, chociaż wiedział, że to jedyna szansa, żeby jeszcze się uratować.

Gdy Dawid i Arek skończyli sprzątać, to znaczy zebrali wszystkie narzędzia zbrodni oraz wszystkie wartościowe przedmioty, cała czwórka zaczęła się zbierać do opuszczenia domu.

To wtedy Dawidowi U po blisko 10 godzinach przetrzymywania udało się uciec.

Prawdopodobnie zawiązali mu oczy i miał jakoś ograniczone ruchy, bo opisywał to tak.

Czułem, że ciągnęli mnie po schodach.

Zobaczyłem otwarte okno i uciekłem.

Arkadiusz próbował go zatrzymać, uderzył go, ale Dawid U był szybszy.

Prawdopodobnie zrezygnowali z pogoni za nim, bo nie wiadomo było, czy uda im się go złapać, a tylko niepotrzebnie straciliby czas i wzbudzili zainteresowanie świadków.

Po uwolnieniu się Dawid u pobiegł na stację, gdzie jak już wiemy obsługa wyzwała policję, natomiast oni we trójkę udali się do lokum przy ulicy Wybickiego zajmowanego przez Magdalenę.

Tam ona pozwoliła im się ukrywać tak długo jak będzie trzeba, ponadto pomogła w zacieraniu śladów, ponieważ ich brudne od krwi ubrania wrzuciła do pieca.

Później na prośbę Dawida poszła do sklepu, aby kupić im alkohol i papierosy, więc miała przestrzeń do tego, żeby jeszcze zgłosić tą sprawę, a tego nie zrobiła.

Gdy później w trakcie przesłuchania śledczy jej to wypominają, to znaczy mówią, że zacierała ślady oraz mając wiedzę o przestępstwie nie zadzwoniła na numer alarmowy, ona kwituje to słowami, byłam zakochana w Dawidzie.

Nie mogłam zadzwonić na policję, będąc z nim w związku.

Poza tym nie miałam wtedy telefonu i bałam się.

ale z jej pomocą czy bez i tak szybko udaje się znaleźć winnych.

W momencie zatrzymania Dawid i Arkadiusz są pod wpływem amfetaminy.

Gdy trzeźwieją i składają pierwsze zeznania, to ten pierwszy wszystkiego się wypiera i w rozmowach z policjantami głównie milczy, za to drugi bierze na siebie całą winę, choć w jego ocenie jest to chyba bardziej przypisywanie sobie zasług.

Mimo tego, że w tym wszystkim wina Magdy wydaje się zdecydowanie najmniejsza, to Milena otwarcie mówi, że według niej to ona była prowodyrką całego zdarzenia i to ona namawiała swojego partnera, a także jego kolegę do tego, aby zabili jej siostrę, a następnie obrabowali.

W pierwszej chwili może brzmi to jak taka spekulacja podyktowana wyłącznie emocjami oraz faktem, że jak wiemy Milena nie przepadała za Magdaleną.

Natomiast gdy śledczy zaczynają grzebać w przeszłości Magdy i znów zagłębiają się w sprawę Lecha, to okazuje się, że to mogą być nie tylko spekulacje, ale byłby to powtórzony schemat działania.

Na przesłuchanie znów zostają wezwani odsiadujący wyrok za zabójstwo Robert oraz Karol, którzy w obliczu nowych wydarzeń stają się trochę bardziej rozmowni i uzupełniają swoje zeznania, wobec czego wychodzi na jaw, że nie do końca było tak, że oni samodzielnie wpadli na pomysł odebrania Zygmuntowi życia, bo zrobili to pod wpływem Magdy.

Wtedy w 2005 roku, kilka miesięcy po przeprowadzce do Zygmunta, Magdalena doszła do wniosku, że był to błąd i nie chodzi tu tylko o przeprowadzkę, ale też o rozstanie z Robertem.

Nadal coś do niego czuła, podjęła więc kontakt, a on mimo niedawnego rozstania był chętny, żeby ten kontakt podtrzymać.

Co więcej, nie spotykali się tylko na mieście albo w mieszkaniu Roberta, bo bywało też tak, że to on odwiedzał Magdę w Biskupicach, zawsze pod nieobecność Lecha, ale jak się pewnie domyślacie, Zygmunt nie potrzebował dużo czasu, aby zauważyć, że coś się dzieje.

Nigdy nie przyłapał partnerki na gorącym uczynku, ale zaczął podejrzewać, że Magda się z kimś spotyka.

Powiedziała nawet więcej, że Lech ma do niej pretensje i ze względu na jego konotację ze światem przestępczym, ona zwyczajnie się go boi.

Robert chcąc jej pomóc zapytał o możliwe rozwiązania i wtedy ona zasugerowała, że najlepiej byłoby trochę nastraszyć Zygmunta, zasugerować mu, że Magda również ma jakieś znajomości w półświatku, tak żeby poczuł respekt i żeby ona mogła poczuć się pewniej.

Nie wiadomo w sumie, czemu po prostu go nie zostawiła i nie wróciła do Roberta, czy bała się, że on będzie się mścił, czy coś innego, no ale ostatecznie Robert przystaje na jej pomysł, aczkolwiek nie chce go realizować sam.

O pomoc prosi swojego kolegę z pracy, Karola, i to z nim jedzie na kolejne spotkanie z Magdą, w trakcie którego precyzyjnie ustalają plan działania.

Plan wygląda tak, że gdy nadejdzie odpowiedni moment, to znaczy Zygmunt będzie w domu i nie będzie miał zaplanowanych żadnych spotkań, ona da im sygnał.

Wtedy oni go porwą, nagadają mu co trzeba, a następnie gdzieś porzucą.

Ten odpowiedni moment nadarza się na początku czerwca 2005 roku.

Kiedy to, po sygnale od Magdy, Karol i Robert jadą do biskupic, gdzie po wejściu do domu atakują niczego nie podejrzewającego Lecha.

Robert spycha go ze schodów, a Karol kilka razy uderza trzonkiem siekiery.

Mężczyzna przed utratą przytomności prosi jeszcze Magdę o pomoc, ale ona na nic nie reaguje.

Jedyne co robi to wręcza któremuś ze sprawców kurtkę, dokumenty oraz kluczyki Zygmunta, po tym oni zmuszają go, aby wszedł do bagażnika swojego samochodu, a następnie jadą w znanym nam już kierunku, czyli do lasu w Kopaninie.

Po dotarciu na miejsce on błaga ich, aby dali mu porozmawiać z Magdą, w końcu Robert przystaje więc na jego propozycję i wykonuje połączenie, natomiast Magda nie jest zainteresowana prowadzeniem rozmowy z Zygmuntem.

Wspomina, że skoro już to wszystko zaszło tak daleko, to teraz nie można go wypuścić, bo on ma te swoje znajomości, więc na pewno będzie chciał się zemścić.

Robert słysząc to jest zdezorientowany, bo przecież umawiali się na coś innego.

Pyta więc, jak ona to sobie wyobraża, na co Magda rzuca tylko, to ja mam ci mówić, co masz zrobić?

Gdy po rozmowie Robert wraca do Karola, kolega zauważa, że jest wręcz roztrzęsiony.

Przekazuje mu treść rozmowy, na co Karol też zaczyna panikować, zaczyna wykrzykiwać, że są skończeni, że Lech go widział, a on przecież też ma rodzinę, że krzywda może się stać im i jemu i podobnie w przypadku Roberta.

Ten telefon od Magdy nie był więc takim jednoznacznym poleceniem, ale jej sugestie sprawiły, że oni nawzajem zaczęli się nakręcać i tak ostatecznie podjęli decyzję, że Zygmunta trzeba zabić.

Dalszy przebieg zdarzeń już znamy, a po zabójstwie Magda wróciła do Roberta, była z nim w związku przez kolejne lata i może dlatego on w trakcie tego pierwszego śledztwa zdecydował się ją kryć.

Takiego sentymentu nie miał jednak Karol, który na sali sądowej wspomniał o tym, że zamiar zabójstwa podjęli po rozmowie z Magdą.

Może po pierwsze dlatego, że jeśli wspomniał o tym dopiero w sądzie, a wcześniej nie, to sąd nie uznał tego za wiarygodne?

A po drugie Magda zeznawała jako świadek, więc można to było z nią od razu skonfrontować i pewnie wszystkiego się wyparła mówiąc, że oskarżony próbuje zwalić winę na nią.

Toczy się też postępowanie przeciwko Magdzie w związku z podżeganiem do zabójstwa.

Wyrok ostatecznie był łączony, więc o tym później, ale co do wniosków to sąd uznaje, że ona to zabójstwo po prostu zaplanowała.

Od początku chciała tak pokierować Robertem i Karolem, żeby odebrali Zygmuntowi życie, a świadczy o tym przede wszystkim fakt, że od razu oddała im jego kurtkę oraz dokumenty.

Chciała takim działaniem uprawdopodobnić później przedstawianą wersję o tym, że partner rzekomo wyjechał za granicę.

Powiedziała, że nie miała motywu, aby zabić Zygmunta, bo jak się okazuje, mieszkała wtedy u niego ze swoją córeczką i było im tam dobrze.

Fakt, że padły na nią takie oskarżenia tłumaczy chęcią zemsty byłego partnera, natomiast sąd nie jest przekonany do takiej argumentacji.

Opinia dołączona do uzasadnienia wyroku była dość obszerna, więc teraz po kolei, co napisano o każdym z nich.

Zarówno u Arka, jak i u Dawida nie stwierdzono żadnej choroby psychicznej i co najważniejsze, w momencie popełnienia zbrodni mieli oni zachowaną zdolność rozumienia znaczenia własnych czynów oraz kierowania swoim postępowaniem.

U obydwu stwierdzono uzależnienie od alkoholu oraz od amfetaminy.

Obaj znają i rozumieją zasady dotyczące bezkonfliktowego funkcjonowania w społeczeństwie, natomiast ich nie stosują.

Mimo, że potrafią przewidzieć konsekwencje własnych działań, nie korzystają z nabytych wcześniej lekcji, wiedzą, że sporo tracą przez to, jak się zachowują, ale nie zmieniają tego zachowania.

Iloraz inteligencji Arkadiusza określono jako przeciętny, natomiast w tych dolnych granicach normy.

Ma on osobowość antyspołeczną, a w jego działaniach nie ujawnia się empatia.

Ma zaburzoną uczuciowość wyższą i nawiązuje jedynie powierzchowne relacje, w których traktuje ludzi w sposób bardzo instrumentalny.

a źródła swoich niepowodzeń zawsze szuka w innych.

U Dawida wpisano zaburzenia osobowości typu dysocjalnego, czyli w skrócie świadomie nie dostosowuje się on do norm społecznych.

Jego podejście charakteryzuje się też bardzo egocentrycznym sposobem bycia, a dodatkowo nie umie on odraczać gratyfikacji.

We wszystkim co robi, efektów chce na już.

U niej również zdiagnozowano zaburzenia osobowości, ale tu sytuacja nie jest tak jednoznaczna.

Zaburzenia są o typie mieszanym, ma ona cechy charakterystyczne dla zaburzeń dyssocjalnych, narcystycznych i histrionicznych.

Te pierwsze już opisałam, drugie pewnie znacie, bo ostatnio w przestrzeni internetowej określenie narcyz jest już nawet nadużywane, więc przechodzimy do tych trzecich i takie osoby charakteryzują się przede wszystkim dużą dramatycznością oraz emocjonalnością, a także mają tendencję do lekceważenia konsekwencji swoich działań.

Sprawność intelektualna nadal w obszarze przeciętnym, aczkolwiek w górnych granicach.

Magda umie odróżniać dobro od zła, tylko że w praktyce nie za bardzo przejmuje się takim wartościowaniem.

Ma tendencję do podejmowania nieadekwatnych działań i jak już wyznaczy sobie jakiś cel, to często pomija kroki pośrednie, chce od razu osiągnąć to, co sobie założyła.

Relacje, jakie nawiązuje, mają bardzo płytki charakter, nie ma wglądu w emocje swoje ani innych, ale faktem jest, że ogólnie bardzo łatwo jest jej nawiązywać relacje, tylko z czasem ich nie pogłębia.

Koncentruje się w tym wszystkim wyłącznie na zaspokajaniu własnych potrzeb, czyli podobny motyw jak u Arkadiusza i Dawida, ale ogólnie to wszystko to takie ciekawostki, natomiast najważniejszy wniosek jest jeden –

Wszyscy byli poczytalni, więc wszyscy mogą być sądzeni, dlatego też powoli zmierzamy w stronę procesu.

Zarzuty są oczywiste.

Zabójstwo, zbezczeszczenie zwłok, kradzież, pozbawienie wolności Dawida U. Arkadiuszowi dochodzi też to zaatakowanie Marty.

Do listy zarzutów dopisano również to, że posiadał 49 sztuk amunicji bez wymaganego zezwolenia.

Z tego co było w źródłach była to jakaś amunicja myśliwska, a także miał przy sobie znaczną ilość amfetaminy, prawie 44 gramy.

Niestety mijające tygodnie nie wpływają w żaden sposób na refleksje u oskarżonych.

Przynajmniej nie da się tego zauważyć po zachowaniu, jakie prezentują na zewnątrz.

Sprawa jest bardzo medialna, więc co chwila pojawiają się nowe artykuły, okazjonalnie zawierające komentarze rodziny Tatiany.

I tak w jednym z wywiadów Nikola wspomina, że z jakiegoś źródła dowiedziała się, że przebywający w areszcie Arek i Dawid w nowym środowisku ochoczo chwalą się tym, czego dokonali.

Jak mówią, chcieli jej uciąć te palce, żeby nigdy więcej niczego nie ukradła.

Takie zachowanie jest oczywiście skandaliczne, ale nie szokuje już tak bardzo, gdy pozna się szczegóły ich zachowania w trakcie procesu sądowego, bo to było jeszcze gorsze.

Proces rusza na początku 2019 roku przed sądem okręgowym w Toruniu.

Problemy zaczynają się już przed wejściem na salę, bo jako, że sprawa jest bardzo nagłośniona, to na sądowym korytarzu gromadzą się tłumy obserwatorów.

u których emocje z wiadomych względów sięgają Zenitu.

Po chwili dołącza do niej brat, który chce, aby Dawid spojrzał mu w oczy, a on nie zostawia tych zaczepek bez komentarza, więc w odpowiedzi zaczyna w bardzo wulgarny sposób mówić o Tatianie.

To wtedy Sebastian przestaje nad sobą panować i rzuca się na niego z pięściami.

Dawid pada na ziemię, do szarpaniny dołączają kolejne osoby, ale sytuacja nie trwa długo, bo na miejscu są policjanci, którzy szybko interweniują i wyprowadzają Dawida do bocznego korytarza.

Po nim do sądu wchodzą Arkadiusz oraz Magda i o ile wygląd tego pierwszego wzbudza jakieś, powiedzmy, emocje, wrażenie, w sensie jest taki postawny, ma głowę ogoloną na łyso i liczne tatuaże, w tym właśnie na głowie, więc no jakby się go spotkało na ulicy, to można by się go wystraszyć, o tyle Magda wygląda zupełnie niepozornie.

Ma włosy splecone w warkocz, ubrana jest na sportowo i wygląda jak taka zwykła, spokojna kobieta, jakich setki można spotkać na ulicach.

Gdy emocje na korytarzu trochę opadają, to policjanci mogą ich przeprowadzić i wprowadzają ich na salę sądową, gdzie wszyscy oskarżeni trafiają do szklanej klatki przeznaczonej dla szczególnie niebezpiecznych przestępców.

Jeszcze kilka minut przed rozpoczęciem procesu następuje inne, znaczące wydarzenie, bo pewnie wskutek wydarzeń, jakie miały miejsce na korytarzu, rodzina podejmuje decyzję o ujawnieniu zdjęć z miejsca zbrodni.

Dziennikarzom dwutygodnika Teraz Toruń pokazują brutalne fotografie, na których widać, co oprawcy zrobili z ciałem Tatiany.

Gdy prokurator zaczyna odczytywać listę zarzutów, a później listę zadanych obrażeń,

Tymczasem oskarżeni wykazują się wyjątkową arogancją i zachowują się wręcz jak na spotkaniu towarzyskim.

Odwracają się do siebie, wprost śmieją się słuchając kolejnych zarzutów, a później w ogóle nie chcą współpracować.

Dawid odmawia składania wyjaśnień, Magda też, chociaż składa chyba jakieś oświadczenia, w których stara się umniejszać swoją winę.

Pomocy nie wezwała, bo nie miała telefonu, kochała Dawida i to wszystko, co wspominałam wam wcześniej.

Jedynie Arkadiusz zeznaje przed sądem, chociaż nie wiadomo co, ale generalnie w trakcie procesu nie następuje żaden przełom, więc zapewne powtarza to co wcześniej.

Wyroki zapadają kilka miesięcy później, w październiku 2019 roku.

Arek i Dawid zostają wskazani na 25 lat pozbawienia wolności, co budzi ogromne oburzenie, bo chyba wszyscy liczyli na to, że będzie to żywocie.

Magdalena zostaje skazana na 14 lat więzienia, ale to łącznie, bo gdyby nie udowodniono jej tego podżegania do zabójstwa Lecha, zostałaby skazana jedynie na dwa lata za zacieranie śladów, dlatego że w kontekście zabójstwa Tatiany jedynie tyle jej udowodniono.

Odnośnie sprawy Lecha, to jak sąd podsumowuje, nie padła z jej ust wprost sugestia zabicia, ale był to jasny wyraz woli.

Co ciekawe, do skazania Magdaleny za tę zbrodnię w znacznym stopniu przyczyniły się nie tylko informacje od jej byłego partnera, ale też od jej syna, który mocno obciążył ją swoimi zeznaniami.

Utrzymywał z matką bardzo słaby kontakt, tylko sporadycznie rozmawiali przez telefon, bo też patrząc na wcześniejszy opis Magdaleny jako rodzica, mógł nie być z nią za bardzo zżyty.

W trakcie składania zeznań nie miał więc oporów i opowiedział jak nieraz zarówno Robert, jak i sama Magda wspominali o zabójstwie i zawsze w tym kontekście mówili o jej udziale.

Poza karami pozbawienia wolności sąd zobowiązuje też solidarnie Dawida oraz Arkadiusza do wypłacenia zadośćuczynień na rzecz członków rodziny Tatiany i tu kwoty wyglądają następująco.

Dodatkowo za wyrządzoną krzywdę na rzecz Dawida U są zobowiązani zapłacić 40 tysięcy złotych.

Naturalnie to jest tylko wyrok.

To, ile ci wszyscy ludzie dostaną pieniędzy w praktyce, to już jest osobna kwestia.

Z opisu oskarżeni nie wydają się osobami posiadającymi ogromne majątki, które na przykład komornik mógłby spieniężyć, aby wyegzekwować spłatę, ale kto wie, może sytuacja jeszcze kiedyś się zmieni.

Wyrok został zaskarżony przez obie strony, więc sprawa trafiła ponownie do sądu, tym razem apelacyjnego w Gdańsku i drugi wyrok zapadł w grudniu 2020 roku.

Dla Arkadiusza i Dawida bez zmian, 25 lat z możliwością ubiegania się o warunkowe po 20 latach, natomiast zmieniono wyrok dla Magdy, której obniżono karę do 13 lat.

Kasacja w Sądzie Najwyższym została odrzucona.

Zaczęliśmy od Magdaleny i na niej skończymy, bo jej pojawienie się w przestrzeni publicznej sprawiło, że u niektórych pamięć na jej temat odżyła.

W związku z pojawieniem się nowego świadka, media zaczęły kolejno przypominać pewną zagadkową sprawę, która wydarzyła się w Sylwestra lata temu, bo był to przełom 1999 i 2000 roku.

Jako pierwszy materiał na ten temat przygotowuje telewizja TVP.

Dokładnie mowa tu o reportażu przedstawionym w programie Alarm, który zostaje wyemitowany w październiku 2020 roku.

A co w tym odcinku?

Sylwester, więc imprezowe nastroje, ludzie lekko podpici, po mieście kręci się więcej osób niż zazwyczaj, czujecie pewnie ten klimat.

Dla kontekstu w Toruniu jest taki most drogowy imienia Józefa Piłsudskiego.

Teraz są już co prawda dwa mosty, ale w tamtych latach był tylko ten jeden.

Z jednej strony na most wjeżdża się praktycznie z centrum miasta.

A z drugiej strony wyjeżdża się lub też wychodzi na dzielnicy o nazwie Podgórz, plus dodatkowo można też zejść na taką ścieżkę otoczoną drzewami i wychodzi się wtedy na punkcie widokowym, z którego bardzo ładnie widać panoramę Torunia.

Ludzie lubią sobie więc tam krążyć, nietrudno wyobrazić sobie sytuację, gdy jakaś grupka znajomych pod wpływem alkoholu wpada na taki szalony pomysł, żeby się przejść mostem na punkt widokowy, albo nawet z samego mostu spojrzeć na panoramę.

Nie da się na przykład ominąć jakiejś grupy ludzi szerokim łukiem.

I właśnie w towarzystwie większej grupy tamtego dnia bawiła się Magda, która zgodnie z zeznaniami świadka w pewnym momencie wraz ze znajomymi skierowała się na most.

Wszyscy byli bardzo rozbawieni, pewnie pod wpływem alkoholu, szli, śmiali się, krzyczeli, gdy nagle w zasięgu ich rąk pojawił się pewien mężczyzna.

Mężczyzna szedł sam, więc najpewniej wracał już z jakiejś imprezy na starówce i chciał się dostać na drugą stronę rzeki.

Gdy oni go zauważyli, nastąpiło coś strasznego.

Prawdopodobnie postanowili się zabawić jego kosztem i bez żadnego innego widocznego powodu, w sensie nie było widać, żeby się kłócili czy coś takiego, złapali go za ręce i nogi, a następnie z mostu rzucili do Wisły.

Informacje te pochodzą od innej Torunianki, Nadziei Fudali, która wystąpiła w programie Alarm i którą źródła określają jako znajomą zamordowanego kilka lat później Zygmunta K. Niestety ten odcinek Alarmu został już zdjęty z VOD, więc dostępne są jedynie same artykuły opisujące jego treść i w nich jest pewna rozbieżność.

Część podaje, że Nadzieja była naocznym świadkiem tego zdarzenia, a część, że ktoś z jej znajomych był naocznym świadkiem i po prostu przekazał jej tą informację, więc droga tego newsa się wydłuża.

Tożsamość wrzuconego do Wisły mężczyzny nie została podana, ale możliwe, że w tamtych latach został on uznany za osobę zaginioną.

Po doniesieniach dziennikarzy prokuratura wszczęła śledztwo.

Szukano też nowych świadków, ale chyba bez skutku, bo niestety nigdzie nie znalazłam informacji ani o zakończeniu tej sprawy, ani o nowych ustaleniach, więc no cóż, nie możemy mieć pewności ile w tym prawdy.

Jeżeli materiał Ci się spodobał i chcesz wesprzeć moją dalszą podcastową działalność, możesz postawić mi kawę na buycoffee2.

Za wszystkie kawy do tej pory bardzo dziękuję i do usłyszenia następnym razem.