Mentionsy

Szkic Kryminalny
29.10.2024 18:54

Łódzkie: Różne warianty rodzicielstwa (2020) + Promocja książki „Ed Gein” M. Czornyja

Dwoje nastolatków podejmuje pracę wakacyjną w lokalnym supermarkecie. Gdy jedna strona chce zerwać kontakt, druga zaczyna co raz bardziej naciskać.

--------------------------

Przygotowany materiał jest streszczeniem informacji  z ogólnodostępnych źródeł. | ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/11IIJaySH4iXpm36jlsO9j5WoyYJVXHoM2YAUHB3jwn4/edit?usp=sharing LINK DO KSIĄŻKI "ED GEIN. RZEŹNIK Z PLAINFIELD": https://www.empik.com/ed-gein-czornyj-max,p1522041067,ksiazka-p?utm_source=google&utm_medium=cpc&utm_campaign=20012519509&utm_id=20012519509&utm_term=empik_ksiazka&gclsrc=aw.ds&gad_source=1&gclid=Cj0KCQjwj4K5BhDYARIsAD1Ly2pzIVOVjkLj7BNXpzNHfJAStFaI4VjAt11cCGUHtTC38maur1uMagAaAkFIEALw_wcB JEDNORAZOWE WSPARCIE PODCASTU: buycoffee.to/szkickryminalny KONTAKT: [email protected] MUZYKA TŁO: Arthur Vyncke - Uncertainty https://www.youtube.com/watch?v=0RRWCxfkmtA&t=0s MUZYKA INTRO: Soundridemusic - Countdown Cinematic Trailer https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s MUZYKA POCZĄTEK: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE YT: https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 318 wyników dla "Zakładzie Medycyny Sądowej w Łodzi"

Pewnego dnia kilkuletni chłopiec wybiera się ze swoim tatą do pracy.

Tata jest grabarzem, więc wspólnie z synem kierują się na cmentarz, gdzie spotykają kolegę, z którym tego dnia tata ma wykonywać prace porządkowe.

On się waha, bo zwyczajnie się boi, natomiast tata, podsycany przez kolegę komentarzami na temat tego, jak strachliwego ma syna i czego to by nie zrobił jego własny syn, ciągnie chłopca siłą w stronę grobu, a następnie wrzuca go do wykopanego dołu, aby przełamał strach.

Chłopiec początkowo płacze, ale gdy siedzi w środku przez kolejne godziny, nawiązuje kontakt z nowym przyjacielem, Nelsonem, który zostaje przy nim przez wiele kolejnych lat.

Brzmi to jak zwiastun mocnej traumy i być może tak było, ale jest to też niestety zwiastun mocno makebrycznej sprawy kryminalnej.

Kontynuację tej historii możecie przeczytać w książce pod tytułem Ed Gein.

Wydawnictwa Filia.

Autorem jest Max Czorny, czyli pisarz specjalizujący się głównie w powieściach.

Dlatego też książka nie ma takiego typowo reporterskiego stylu, a bardziej powieściowy, co w mojej ocenie jest dużą zaletą.

Jest pierwszoosobowa narracja, zdarzają się dialogi, jakieś wewnętrzne rozważania głównego antybohatera, więc mi czytało się bardzo dobrze i szybko, bo książka była po prostu wciągająca.

Premiera już za nami, więc kto zainteresowany może zamawiać, link w opisie, a teraz przechodzimy do odcinka.

Nie wiem nawet za bardzo jak wam zapowiedzieć tą sprawę, bo jest ona wybitnie absurdalna i w ogóle nie powinna się zdarzyć.

I nie mówię tego w takim kontekście jak zawsze, czyli że nie powinno się zdarzyć, bo są to tak złe czyny, że nie powinny mieć miejsca, tylko tutaj dosłownie nie powinno się to wszystko zdarzyć.

Jak wysłuchacie całość, to będziecie wiedzieć o co chodzi.

W każdym razie proszę po prostu słuchać uważnie i przygotować się na zwroty akcji.

Jak widać po tytule zostajemy w województwie łódzkim, nadal niedaleko Łodzi, z której sprawę omawiałam w poprzednim odcinku, bo dziś przenosimy się do Pabianic.

Jeżeli skierujemy się na południowy zachód Łodzi, a następnie miniemy graniczącą z miastem wieś Ksawerów, to wyjedziemy w Pabianicach, czyli w miejscu, gdzie rozegrały się wydarzenia, o których dzisiaj Wam opowiem.

Pabianice to miasto zamieszkiwane przez trochę ponad 60 tysięcy osób, więc należy do tych średnich według przyjętej w Polsce klasyfikacji i nic więcej chyba mówić nie trzeba.

Jak to w średnich miastach jest wszystko co potrzebne do życia, a jak nawet czegoś nie ma to można sobie podjechać do Łodzi, z którą jest bardzo dobre połączenie.

Tym samym przechodzimy do wydarzeń, jest rok 2019, a w Pabianicach mieszka 18-letni Adrian R. Nie wiadomo w której dokładnie części miasta zamieszkuje, ale jest to takie osiedle domków jednorodzinnych, więc pewnie cicha i spokojna okolica.

Adrian jest jedynakiem, mieszka z mamą oraz tatą i tak patrząc z zewnątrz to wygląda na to, że jego rodzinie całkiem dobrze się powodzi.

Z obserwacji znajomych wynika, że on dużo podróżuje, ma zawsze fajne, modne ubrania, dobry telefon, więc pewnie jego rodzice zarabiają tyle, że mogą sobie pozwolić na kupowanie synowi kosztownych prezentów.

Interesujące nas wydarzenia rozpoczynają się w czerwcu 2019 roku, kiedy to Adrian kończy drugą klasę technikum, dokładnie jest to technikum należące do zespołu szkół numer dwa w Pabianicach.

W szkole radzi sobie naprawdę dobrze, miewa drobne problemy z przedmiotami ogólnokształcącymi, np.

z matematyką albo z językiem polskim, natomiast z przedmiotów zawodowych zawsze uzyskuje oceny bardzo dobre i celujące.

Między innymi ze względu na to i też pewnie ze względu na nienaganne zachowanie cieszy się w szkole dobrą opinią.

Nie przejawia zachowań agresywnych, nie wszczyna bujek, jest lubiany, nie wagaruje, więc nauczyciele nie mają mu nic do zarzucenia.

Jeżeli chodzi o osobowość Adriana, to poza tym, że jest on po prostu zmotywowany do nauki i ogólnie mówiąc do działania, jeżeli wyznaczy sobie jakiś cel, to jest też energiczny, dokładny, dba o szczegóły i po prostu wierzy w swoje możliwości.

Są to cechy, które niewątpliwie pomagają mu odnosić sukcesy w szkole, ale niestety nieco gorzej sytuacja układa się w domu.

Ma raczej nie najlepsze stosunki z rodzicami, a jakby tak podsumować ich relacje w kilku słowach, to charakteryzuje się ona przede wszystkim brakiem obustronnego zaufania.

Często dochodzi do kłótni, rodzice nieustannie podejrzewają, że syn nadużywa alkoholu albo innych środków odurzających, mimo że nie ma ku temu wyraźnych przesłanek.

Adrian nie chodzi pijany, ani nic w tym stylu, więc bardziej niż przez jakieś sygnały wprost wychodzące od niego, rodzice są chyba przeczuleni przez to, że to taki powiedzmy imprezowy wiek i syn może teoretycznie wpaść w jakieś nieciekawe towarzystwo.

Niestety przez tą nieustanną podejrzliwość ich relacja jest mówiąc wprost trudna, a nie poprawia jej fakt, że ojcu zdarza się stosowwobec syna przemoc fizyczną.

Gdy w 2019 roku Adrian osiąga dorosłość, różne zakazy nakładane przez jego rodziców zaczynają być trochę absurdalne.

Nie mówię oczywiście, że po osiemnastce ma robić w domu nie wiadomo co, skoro nadal z nimi mieszka i jednak wypada się jakoś dostosowywać do domowników, żeby wszystkim żyło się komfortowo, ale tak na dobrą sprawę to oni nie szczególnie mają prawo zabraniać mu na przykład wyjść ze znajomymi, a właśnie to robią.

Przed jednym z planowanych wyjść, kiedy to rodzice nie chcą go wypuścić z domu, dochodzi nawet do tak ostrej awantury, że Adrian decyduje się wezwać policję.

Nie wiadomo jak ta sytuacja zostaje rozwiązana, aczkolwiek takie wydarzenia chyba dobrze obrazują całą dynamikę ich relacji.

W przypadku tej rodziny brak zaufania działa w dwie strony, bo spodziewając się zbyt wygórowanych czy emocjonalnych reakcji na swoje niepowodzenia, Adrian niechętnie dzieli się z rodzicami tym, co się u niego dzieje.

Jeżeli ma jakieś problemy w szkole albo w życiu towarzyskim, to w większości im nie mówi i zazwyczaj stara się po prostu uporać ze wszystkim samodzielnie.

W czerwcu 2019 roku tak się składa, że przychodzi przez trudne chwile, bo on i jego dziewczyna Claudia, z którą spotykają się już od jakiegoś czasu, mają akurat poważny kryzys w związku.

Nie wiadomo, co to dokładnie oznacza w ich przypadku, czy np.

dużo się kłócą, czy dochodzi też w końcu do zerwania, ale tak podsumowując, nie jest między nimi za dobrze, Adriana to bardzo obciąża, ale raczej niechętnie dzieli się tym z rodzicami.

Korzystając z faktu, że rozpoczynają się wakacje, postanawia podjąć pracę na te dwa miesiące, aby odłożyć sobie trochę pieniędzy.

Szuka ogłoszeń, do których nie jest wymagane wykształcenie oraz duże doświadczenie i tak trafia na ofertę pracy w jednym z pabianickich marketów.

Nie wiadomo czym dokładnie się tam zajmuje, ale pewnie wykłada towar, może trochę sprząta.

Takie standardowe obowiązki, które nie wymagają większych kwalifikacji ani skomplikowanego szkolenia.

Praca jak wiele innych, ale to właśnie tam dochodzi do bardzo znaczącego wydarzenia w kontekście tej sprawy, bo Adrian poznaje pewną dziewczynę.

Jest jego rówieśniczką, więc też ma 18 lat, nazywa się Marta K. I teraz kilka słów o niej.

Marta mieszka na osiedlu o nazwie Piaski przy ulicy Niecałej, czyli w zachodniej części Pabianic.

Razem z mamą i młodszą siostrą zajmują mieszkanie na pierwszym piętrze w jednym ze znajdujących się przy Niecałej bloków.

Rodzice Marty, Katarzyna i Grzegorz, rozstali się kilka lat temu, a po ich rozstaniu nastolatka zamieszkała właśnie z mamą.

Gdy miała 13 lat, Katarzyna zaszła w drugą ciążę, tym razem z mężczyzną, który wymieniony jest wyłącznie w wyroku sądowym, więc znamy jedynie jego inicjały, JM, dlatego też wymyślę mu imię i będę go dalej nazywać na przykład Januszem.

Niestety w przypadku paru innych postaci będę musiała zrobić tak samo, bo wyrok był najobszerniejszym źródłem, z jakiego korzystałam, więc wiele wątków i osób nie została nawet wspomniana nigdzie indziej, a w wyrokach dane są zanonimizowane.

Ale to będę Wam jeszcze mówić na bieżąco, jeżeli zdarzy się tak, że któreś imię będzie wymyślone.

Janusz i Katarzyna doczekali się córki, Zuzanny, ale ich związek również nie przetrwał próby czasu, więc dziewczynka podobnie jak Marta została z matką, no i ze starszą siostrą.

Zarówno Marta jak i Zuzanna mają dość regularny kontakt ze swoimi ojcami, jednak z uwagi na fakt, że to z Katarzyną mieszkają, to też z nią są najbliżej i ona jest najlepiej poinformowana odnośnie tego, co się u nich dzieje.

W 2019 roku, kiedy Marta świętuje swoją osiemnastkę, Zuzia kończy sześć lat i z tego co wiadomo, siostry mimo różnicy wieku dogadują się całkiem dobrze.

Wiadomo, że jest to tyle lat różnicy, że trudno o relację przyjacielską.

Jest pogodną i towarzyską dziewczyną, ma sporo koleżanek, z którymi relacje podobnie jak te z rodziną są dla niej bardzo ważne, ale mimo tej towarzyskości oraz otwartości na ludzi jest też domatorką i odchodzenia na imprezy bardziej ceni spędzanie czasu w kameralnym gronie.

W sąsiedztwie jest znana z pozytywnego usposobienia do życia oraz tego, że jeśli trzeba, to zawsze wyciąga pomocną dłoń.

Jako przykład podana jest sytuacja, gdy córka sąsiadki uległa wypadkowi, a Marta regularnie do niej chodziła, aby dotrzymać towarzystwa i po prostu pomóc.

Nie wiadomo, jak wygląda kwestia jej edukacji, czy chodzi do liceum, czy do technikum, natomiast to, co jest pewne, to, że nie jest w żadnym stałym związku.

Jeszcze w trakcie roku szkolnego miała chłopaka, w którym była bardzo zakochana, ale niestety przeżyła zawód miłosny.

Była tym faktem naprawdę załamana, na tyle, że świeżo po rozstaniu w trakcie jednej z rozmów z przyjaciółką mówiła nawet o zamiarach odebrania sobie życia.

Ostatecznie do takiej próby nie doszło, skończyło się tylko na słowach, bo Martą kierowały silne emocje, które koleżance udało się jakoś załagodzić.

Z czasem Marta przeszła nad tym rozstaniem do porządku dziennego, a po tym jak już uporała się z trudnymi emocjami, zaczęła się spotykać z nowym chłopakiem.

Żadne dane na jego temat nie są znane, oprócz tego, że jego imię zaczyna się na literę H, ale to i tak nieważne, bo nie wyszło im, związek nie rozwijał się dalej, więc po jakimś czasie spotykania się ze sobą kontakt się urwał.

Pod koniec czerwca Marta, podobnie jak Adrian, zaczęła szukać pracy, być może na wakacje, a może na dłużej i tak trafili do tego samego marketu.

Związek z Klaudią zdaje się już nie rokować, więc gdy Adrian poznaje atrakcyjną Martę, to od razu swoją uwagę skupia na niej.

Od początku wpada mu w oko i zresztą z wzajemnością, bo on również się jej podoba.

Zaczynają ze sobą dużo pisać, a Marta jest coraz bardziej oczarowana tym, jaki Adrian jest czuły i jak dobrze im się rozmawia.

Po kilku tygodniach wspólnie udają się na jakąś imprezę, w trakcie której dochodzi między nimi do zbliżenia.

Wiadomo jak to bywa po takich imprezowych przygodach, czasem następuje po nich natychmiastowe ochłodzenie relacji, ale nie w tym przypadku, bo oni nadal pozostają w dobrych stosunkach, a ich wzajemne zainteresowanie niesłabnie.

Nie wiadomo, czy tak oficjalnie mówili o sobie, że są parą, ale na pewno często spotykają się zarówno w pracy, jak i poza nią.

Tym samym wszystko zdaje się iść w dobrą stronę, ale niestety pod koniec wakacji relacja nagle się rozpada.

To wtedy Marta informuje Adriana, że ma mu coś ważnego do zakomunikowania.

Umawiają się więc na spotkanie, w trakcie którego ona mówi, że jest w ciąży, a ojcem dziecka musi być on.

On jest w kompletnym szoku i niestety wbrew jej oczekiwaniom nie reaguje nawet dobrze, już nie mówiąc o jakimkolwiek entuzjazmie.

Jest wręcz załamany, bo co teraz?

Gdzie w tym wszystkim ma być czas na dziecko?

Przybiera taką taktykę, że wypiera to całkowicie, mówi, że to z pewnością nie jest jego dziecko i generalnie Marta ma mu dać spokój.

Oczekuje, że on nawet jeśli w przyszłości nie będzie się chciał opiekować dzieckiem ani mieć z nim kontaktu, to chociaż będzie regularnie dokładał się do jego utrzymania.

Po pierwsze chce, aby wspólnie sfinansowali zakup wyprawki, a po drugie uważa, że Adrian powinien w przyszłości płacić alimenty.

On widząc, że w jednej relacji zaczęły się problemy i chcąc wrócić do takiej bardziej bezpiecznej opcji, odnawia relację z Klaudią, której nie wiadomo czy początkowo zwierza się ze swojej wakacyjnej przygody.

Ale nawet jeśli jakoś wylatuje mu to z głowy, to szybko wyręcza go Marta.

Ona opowiada nie tylko swoim znajomym, że jest w ciąży, a ojcem dziecka jest Adrian, ale też z pomocą mediów społecznościowych odnajduje Klaudię i ją również informuje o tym fakcie.

Klaudia, co oczywiste, nie jest zachwycona.

Też nie wiadomo, jaki dokładnie oni mieli ze sobą układ, czy zerwali, czy zrobili sobie przerwę, ale z zastrzeżeniem, że nie będą szukać nikogo innego.

W każdym razie Adrianowi po pierwszym szoku jakoś udaje się wybrnąć.

Przekonuje ją, że Marta to już zakończony temat, więc ona decyduje się do niego wrócić i stanąć po jego stronie.

Kilkanaście dni po tym, jak Adrian dowiedział się o tym, że ma zostać ojcem, zaczął się kolejny rok szkolny, więc poza problemami z Martą doszło mu jeszcze zamartwianie się szkołą.

Chociaż tej kwestii stara się nie zawalić, więc angażuje się w naukę i niezmiennie dostaje bardzo dobre oceny.

Takie działanie jest konieczne, bo już i tak między nim a rodzicami jest wiele spięć, więc nie chcę nawet myśleć o tym, co by było, gdyby opuścił się w szkole, już nie mówiąc o przyznaniu się do tego, że rok przed ukończeniem szkoły zostanie ojcem.

To w ogóle nie wchodzi w grę, więc póki co stara się radzić sobie z tym problemem samodzielnie.

Kilka tygodni później koleżanka Marty wysyła mu zdjęcie z USG, które on analizuje wspólnie z Klaudią i w ich ocenie płód przedstawiony na zdjęciu wydaje się trochę zbyt duży w stosunku do czasu, w którym rzekomo się rozwija.

Budzi to jakieś wątpliwości, ale mimo wszystko, wydaje się, nie jest równoznaczne ze stuprocentową pewnością.

Adrian jakoś powoli oswaja się więc z myślą, że może zostanie ojcem, trochę schodzi z tonu względem tej początkowej postawy, natomiast niezmiennie jest to wizja bardzo trudna do zaakceptowania.

Liczy, że mimo wszystko może jeszcze uda się to odkręcić i tak zaczyna namawiać Martę na usunięcie ciąży.

Deklaruje, że pokryje koszty i generalnie wszystko zorganizuje.

Pierwotnie, z tego co rozumiem, miało się to odbyć poprzez dostarczenie środków poronnych, które zorganizowaliby on i Klaudia, natomiast później była mowa o zabiegu, który miał być wykonany zapewne gdzieś poza granicami Polski.

Marta nie zgadza się jednak ani na jedną, ani na drugą opcję i w trakcie wielu rozmów kategorycznie odmawia, bo jak podkreśla, chce urodzić to dziecko.

W związku z tym Adrian zmienia taktykę.

Proponuje wsparcie finansowe, którego Marta oczekuje, jeśli tylko ona oficjalnie nie będzie przyznawać, że to on jest ojcem.

W papierach nie wpisze nikogo, będzie utrzymywać, że jest jedynym rodzicem Zuzi, za co on będzie jej co miesiąc przelewał jakąś kwotę, żeby tylko to wszystko nie wyszło na jaw.

Na taki układ ona również się nie zgadza, bo zgodnie z tym, co mówi, jest pewna, że to dziecko Adriana, a obawia się, że fakt nie ujęcia go w papierach od razu może później stanowić jakąś przeszkodę w ewentualnym ubieganiu się o alimenty.

Nie wiadomo, czy Marta sama z siebie jest taka nieugięta, czy może jest trochę podburzana przez mamę, bo ogólnie po tym, jakby znała prawdę, sytuacja w jej domu również prezentuje się nieciekawie.

Katarzyna, gdy dowiaduje się o tym, że córka jest w ciąży i to jeszcze z chłopakiem, z którym spotykała się od kilku tygodni i który teraz wszystkiego się wypiera, raczej nie jest zachwycona.

W ich rozmowach padają mocne słowa, mówi, że Marta zmarnowała życie sobie i wszystkim dookoła, więc też pewnie wywiera presję, aby od razu uregulowała jakoś sprawy finansowe.

Na szczęście z czasem zaczyna chyba trochę łagodniej podchodzić do sytuacji, próbuje nawet sama porozmawiać z Adrianem i pisze do niego na Messengerze proponując spotkanie.

Oferuje, że może sama spotkać się z jego rodzicami, aby porozmawiać o przyszłości dziecka, ale on stanowczo odmawia.

Głównie dlatego, że mimo upływających tygodni wszystko udaje mu się utrzymać w sekrecie i chce, żeby tak pozostało.

Odpisuje więc tylko, że to sprawa wyłącznie między nim a Martą i na tym temat się kończy.

Pod koniec października 2019 roku, jakieś dwa miesiące po tym jak Marta ujawniła, że jest w ciąży, ona i Adrian spotykają się na strzelnicy, aby porozmawiać.

Trudno powiedzieć skąd pomysł na takie miejsce, może było w miarę ustronne i uznali, że tam się na nikogo nie natkną.

W każdym razie Adrian zabiera ze sobą swoją przyjaciółkę P, czyli powiedzmy, że Patrycję.

Zwierzał jej się wcześniej ze swoich problemów i ona doradziła, aby rozstrzygnął wątpliwości poprzez zrobienie badań potwierdzających ojcostwo.

Przed porodem takie badania robi się z krwi matki, więc Marta musiałaby się na nie dobrowolnie stawić.

Jeżeli z badań wyjdzie, że to on jest ojcem, to będzie się martwił co dalej, a jeśli okaże się, że to nie jego dziecko, to problemu już nie będzie.

wi, że to jest zły pomysł, szczególnie jeśli ona już stanowczo powiedziała, że tego nie chce.

Na tym spotkaniu Adrian chce więc omówić kwestię badań, a Patrycję zabiera najpewniej po to, aby to ona przedstawiła Marcie ten pomysł.

Może liczy, że inna kobieta lepiej do niej trafi, a że Klaudia nadal ma bardzo mieszany stosunek do całej sprawy, no to zabiera koleżankę, osobę postronną, emocjonalnie niezaangażowaną, więc też co do zasady mającą spokojniejsze podejście.

Niestety spotkanie kończy się tak, że spokojne to ostatni przymiotnik, jakim można by je określić, bo rozmowa szybko przeradza się w awanturę, Marta krzyczy na Adriana, on na nią, wyzywają się, aż w końcu dochodzi do rękoczynów.

To Marta uderza jego, później chce też zaatakować Patrycję, którą Adrianowi jakoś udaje się obronić, ale na tym spotkanie bez żadnych ustaleń się kończy.

A tak wracając jeszcze do tych testów, to czy na pewno Marta nie ma żadnych wątpliwości?

Jakieś chyba jednak ma, ale zwierza się z nich tylko jednej przyjaciółce, JB, więc nazwijmy ją Joanną, której, jak wynika z zabezpieczonych rozmów na Messengerze, pisze, że jest jakieś 10% szans, że ojcem dziecka jest ktoś inny.

Mowa prawdopodobnie o tym chłopaku, którego imię zaczyna się na literę H i z którym spotykała się przed poznaniem Adriana.

Joanna słysząc o tych wątpliwościach od razu sugeruje wykonanie testów na ojcostwo, na co nie wiadomo jak Marta reaguje.

A dlaczego zwierzyła się ze swoich wątpliwości tylko tej jednej koleżance?

Może po prostu najbardziej jej ufała, jest to jeden z możliwych powodów, ale drugi jest taki, że Joanna mieszkała najdalej.

Nie w Pabianicach, nawet nie gdzieś pod Pabianicami, tylko w jakiejś zupełnie innej okolicy, więc dzieliła je spora odległość, a spora odległość w tym przypadku jest równoznaczna z byciem z dala od centrum wydarzeń.

W związku z tym Marta mogła nie mieć obaw, że koleżanka przypadkiem się wygada, bo pewnie w ogóle nie miała styczności z jej pabianickimi znajomymi.

W grudniu 2019 roku Adrian, który nadal nie rozwiązał sprawy, rozważa coraz bardziej desperackie kroki.

Pewnego dnia pisze Klaudii, że myśli nawet o zabiciu Marty oraz dziecka i że chciałby to zrobić poprzez ugodzenie jej nożem w brzuch.

Na szczęście nie przystępuje do działania, temat zatrzymuje się na etapie rozważań, a Adrian całkowicie poświęca się nauce, jednocześnie mając z tyłu głowy, że to już za kilka miesięcy Marta urodzi.

Ta nauka to chyba nie tylko obowiązek dla niego, ale też taka bezpieczna odskocznia i m.in.

dlatego w 100% się w nią angażuje.

Na efekty tego zaangażowania nie trzeba długo czekać, bo w lutym 2020 roku zostaje mu przyznane stypendium od Marszałka Województwa Łódzkiego za wyjątkowo dobre wyniki w szkole.

Jest to na pewno powód do dumy, ale on nie spoczywa na laurach, wręcz przeciwnie, ma apetyt na więcej.

Po ukończeniu technikum z całą pewnością chce iść na studia, aby cały czas się rozwijać, jednak na drodze do tego znajduje się dość istotna przeszkoda.

Jakoś na przełomie marca i kwietnia 2020 roku Marta rodzi córeczkę, której daje na imię Agnieszka.

Na początku kwietnia rejestruje ją w Urzędzie Stanu Cywilnego, a w dokumentach w polu z danymi ojca wpisuje Adriana.

Agnieszka rozwija się prawidłowo, jest ładną i pogodną dziewczynką, ma ciemnobrązowe oczy oraz skręcone włosy w tym samym kolorze, a Marta bez reszty poświęca się opiece nad nią.

Nie wiadomo swoją drogą co ze szkołą, czy łączy naukę z opieką nad córką, czy rzuciła szkołę, no bo jeśli szła takim normalnym tokiem, nawet jeśli chodziła do liceum, to powinna być w trakcie ostatniego roku w klasie maturalnej.

Z drugiej strony mówimy przecież o roku pandemii, więc mogło być też tak, że zajęcia miała po prostu zdalnie i przy opuszczeniu części z nich oraz z pomocą mamy jakoś dawała radę wszystko zgrywać.

W każdym razie po narodzinach córki bardzo mało wychodzi z domu, co w sumie zrozumiałe.

Przy Agnieszce jest sporo pracy i też kwiecień 2020 roku to czas, kiedy większość ludzi siedziała w domach.

Przez ten natłok obowiązków trochę rzadziej kontaktuje się z Adrianem, a też i on sam z siebie takiego kontaktu nie podejmuje.

Na ogół nie jest szczególnie zainteresowany córką, bo nadal ma wątpliwości, czy to w ogóle jego dziecko, aczkolwiek, co ciekawe, zdarzają się momenty jakiegoś rozbudzenia jego ojcowskich uczuć.

Ma kilka zdjęć Agnieszki, bo Marta co jakiś czas mu coś wysyła i bywa, że pokazuje córkę znajomym, opisuje jak wygląda, jak rośnie, a temu pokazywaniu zdjęć towarzyszy niewątpliwie duma.

Niestety nadal nie łączy się to z chęcią pomocy Marcie i z chęcią partycypacji w kosztach, bo kluczowa kwestia, czyli formalne potwierdzenie ojcostwa, nadal nie została uregulowana.

Faktem jest, że powinna być, tym bardziej, że koleżanki i rodzina Marty po pojawieniu się na świecie Agnieszki rozpoczynają jakiś szturm na Adriana, próbując zmusić go do podjęcia działań.

Nieraz zdarza się, że jej przyjaciółki kontaktują się z nim, a gdy on nie odpowiada, to z Klaudią, której powtarzają, że jej chłopak zrobił dziecko innej, a teraz nie chce wziąć za nie odpowiedzialności.

Z Adrianem kontaktuje się też babcia Marty, która pisze mu, że tak się nie robi, że powinien zainteresować się swoją córką itd.

Ogólnie każdy oczekuje, że dołoży się przynajmniej finansowo do utrzymania Agnieszki, czym on jest coraz bardziej rozdrażniony i też odczuwa coraz większą presję, aby jakoś rozwiązać tę sprawę, mimo że do tej pory próbował to wszystko wyprzeć.

Niestety całokształt sytuacji wpływa na jego wyniki w nauce, które zaczynają się pogarszać.

Trudno mu się skupić, jest rozkojarzony, więc nauka schodzi gdzieś na boczny tor.

W końcu znów powraca temat testów, które, jak Adrian proponuje, mogą zrobić gdzieś prywatnie, aby było szybciej.

Ona wstępnie się zgadza, ale później cały czas ma jakąś wymówkę, a to, że jest przeziębiona i nie może przyjść, a to jeszcze inny powód.

I tak ten temat znów jakoś się rozmywa, mimo że Marta jest też regularnie namawiana do zrobienia testu przez swoją przyjaciółkę Joannę.

Jej widać nie wyszła z głowy rozmowa, w trakcie której Marta podzieliła się z nią swoimi wątpliwościami, więc uważa, że trzeba to jak najszybciej wyjaśnić, żeby mieć pewność, czy w ogóle kieruje roszczenia do odpowiedniej osoby.

Być może marnuje czas nie tylko swój, ale też Adriana.

On niezmiennie ma po swojej stronie Klaudię, która ma zmienny stosunek do całej tej sytuacji, bo czasem nadal ma pretensje i żal, że Adrian przez swoje działania znalazł się w takim położeniu, ale z drugiej strony, gdy ma styczność z Martą, zdarza się, że przekazuje jej jakieś drobne upominki dla Agnieszki.

Niezmiennie podkreśla też, że nawet jeśli okaże się, że to Adrian jest ojcem, to nie zaważy w żaden sposób na ich związku, ale z całą pewnością nie może on odstąpić od formalnego potwierdzenia ojcostwa, bo to pierwsze zdjęcie USG jakie dostali nadal nie daje jej spokoju.

Wtedy uważała, że zarodek był na nim za duży i teraz ma podobne przeczucia.

Tak minął właściwie kolejny rok szkolny i następne wakacje, więc mamy wrzesień 2020 roku.

Adrian rozpoczyna naukę w klasie maturalnej, więc to czas najwyższy, aby znów trochę bardziej zaangażował się w naukę, ale już na początku roku dzieje się coś, co kompletnie wytrąca go z równowagi.

Marta postanawia wystąpić na drogę sądową i założyć sprawę o ustalenie ojcostwa.

Trochę jest to zastanawiające, dlaczego wcześniej nie wyszło im to zrobienie testów, które on chciał samodzielnie opłacić, a teraz ona sama wychodzi z taką formalną inicjatywą, ale może uznała, że jak zrobią prywatnie test i nawet potwierdzi on, że Adrian jest ojcem, to co?

On nadal może uniknąć obowiązków.

Może też bała się, że jeżeli on będzie sprawował nad tym pieczę, to znaczy on ustali miejsce, termin i będzie płacił, to ten wynik testu będzie przez niego jakoś kontrolowany?

No trudno powiedzieć.

W każdym razie z tej drugiej strony, jeżeli test zostanie wykonany tak oficjalnie, na zlecenie sądu, to nikt nie będzie mógł sabotowwyniku i też już nie będzie odwrotu.

Pozew staje się więc faktem, ale do jego złożenia Marta potrzebuje adresu Adriana, a że takimi danymi nie dysponuje, to udaje się do niego do szkoły, gdzie bez ogródek wyjaśnia, jakich informacji chce i do czego są jej potrzebne.

Sam adres nie zostaje jej ujawniony, ale ta wizyta w szkole pozostaje nie bez znaczenia.

Nauczyciele niezwłocznie informują Adriana o zajściu i robi się z tego niemałe zamieszanie.

Do szkoły zostają zaproszeni jego rodzice, którzy właśnie w ten sposób i dopiero teraz dowiadują się, że zostali dziadkami, albo bardziej, że są takie podejrzenia, bo Adrianowi szybko udaje się jakoś załagodzić sytuację.

Na spotkaniu z rodzicami i wychowawcą tłumaczy, że to jest pomyłka, że w szkole jest jeszcze jeden uczeń o takim samym nazwisku jak jego, bo to prawda, jest taki uczeń, i że to być może o niego chodzi, tym bardziej, że to podobno jakiś znajomy Marty.

Nauczyciele mogą spróbować z nim to wyjaśnić, a jak to nie on, to Adrian nie ma pomysłu o kogo może chodzić.

To pogrętne tłumaczenie w pierwszej chwili jakoś przechodzi, ale no, jak widać, bardzo mu zależy na zatajaniu prawdy przed rodzicami.

Tak jak Wam mówiłam wcześniej, on nie chce się im zwierzać nawet z przewinień powiedzmy mniejszego kalibru, a fakt, że został ojcem dziecka praktycznie obcej dziewczyny na pewno nie zostałby lekko przyjęty i spowodowałby wybuch emocji.

Już wkrótce się o tym przekonuje, bo Marcie jakimś sposobem udaje się zdobyć ten jego adres, więc też składa pozew.

Gdy do domu przychodzą dokumenty z sądu, Adrian wie, że już nie może tego dłużej ukrywać.

Rodzice, tak jak przewidywał, reagują bardzo źle.

Dochodzi do awantury, w trakcie której grożą, że jeśli okaże się, że to jego dziecko, to ma sobie szukać nowego miejsca do mieszkania, bo zamierzają wyrzucić go z domu.

Co do treści samego pozwu, to Marta wnosi o potwierdzenie ojcostwa oraz o przyznanie alimentów na córkę w kwocie 1500 zł miesięcznie.

Pierwsza rozprawa ma miejsce trochę ponad miesiąc później, 26 października.

W jej trakcie Adrian oświadcza, że nie przyznaje się do tego, że jest ojcem Agnieszki K., natomiast wyraża zgodę na pobranie materiału DNA do badań.

Po dotarciu do domu robi jednak research, w trakcie którego sprawdza, jakie są możliwości w zakresie zaprzeczenia ojcostwu, to znaczy, czy da się od tego, jakoś mówiąc kolokwialnie, wywinąć, jeśli wynik badania DNA wyjdzie pozytywnie.

I jak wiadomo, tak niezbyt jest to możliwe, więc Adrian odczuwa coraz większy strach przed tym, jak posypie się jego życie, gdy wynik okaże się nie być po jego myśli.

Boi się wręcz panicznie tego, co będzie dalej, co zrobi, jeśli rodzice faktycznie wyrzucą go z domu, jak skończy szkołę, co dalej z jego ambitnymi planami podjęcia studiów i jak da radę utrzymać siebie i jeszcze dodatkowo opłacać alimenty.

W trakcie kolejnych tygodni zostaje ustalony termin badań.

8 grudnia 2020 roku Adrian ma się stawić na pobraniu próbki i w końcu wszystko zostanie rozstrzygnięte.

Z jakiegoś powodu Adrian i Marta umawiają się na spotkanie, chcą chwilę porozmawiać, Adrian przychodzi do jej bloku, ale w jej mieszkaniu jest mama, więc Marta wychodzi do niego na klatkę schodową.

Atmosfera jest tak napięta, że już po chwili rozmowy dochodzi do zaciekłej awantury, w trakcie której Marta uderza go w twarz.

On w takich sytuacjach, z tego co wiadomo, raczej jej nie oddaje i ogólnie poza wyzwiskami nie przejawia agresji czy impulsywności, z wyjątkiem jednej sytuacji sprzed wielu miesięcy, kiedy to groził Marcie, mówiąc, aby uważała, gdy wraca do domu, bo może jej się coś stać.

Nie wiadomo, czy ona wzięła to na poważnie, w każdym razie w grudniu już raczej się go nie boi, skoro sama rozpoczyna rękoczyny.

Bardziej ją po prostu drażni, działają sobie nawzajem na nerwy i nie umieją niczego spokojnie ustalić.

7 grudnia 2020 roku wypada w poniedziałek.

Marta ten dzień spędza w domu, czekając na wtorek, kiedy to wszystko ma się w końcu wyjaśnić.

Ten poniedziałek zapowiada się całkiem zwyczajnie.

Około dziewiątej mama wychodzi do pracy, więc Marta zostaje z Agnieszką i siedmioletnią Zuzią, która z jakiegoś powodu tego dnia nie poszła do szkoły.

Godzinę później Katarzyna dostaje od córki dwa filmiki na Messengerze, pod którymi Marta pisze Patrz mamo, Agusia zaczęła raczkować.

Jednocześnie Marta co jakiś czas wymienia też wiadomości z Joanną, a także jeszcze jedną przyjaciółką, której pisze, że ma się chyba dziś spotkać na chwilę z Adrianem.

Przyjaciółka jej to odradza, no bo co mają więcej ustalać przed jutrzejszym badaniem, a poza tym, jak mówi, ma złe przeczucia.

Marta ją uspokaja, że wszystko w porządku i że w ogóle to nie jest pewne czy on przyjdzie, bo umówili się tylko wstępnie, a akurat zapowiedział się też ojciec Zuzi, który chce wpaść w odwiedzinę.

Nie zamierza ich przyjmować jednocześnie, bo wiadomo jak się dogaduje z Adrianem i uznaje, że po co Janusz ma w ogóle patrzeć na te ich kłótnie.

Ostatnią wiadomość do koleżanki wysyła o 12.24, a potem odkłada telefon.

Z tej konwersacji wynika, że w sumie nie wiadomo co z tym spotkaniem, ale gdy jakoś przed 13.00 dzwoni domofon, a Marta otwiera komuś drzwi, to mówi do Zuzi, że przyszedł Adrian i ma się iść chwilę sama pobawić u siebie w pokoju.

Zuzia zgodnie z poleceniem zamyka się u siebie, wyciąga zabawki, a przez szybę w drzwiach widzi, że faktycznie ktoś przyszedł, ale nie jest w stanie określić kto.

Widać tylko niewyraźny kształt.

Nie umie tego rozpoznać również po głosie, bo gość rozmawia z Martą ściszonym tonem, a zresztą jest skupiona na zabawie, a nie na treści rozmowy.

Jest już po godzinie 13, a w oknie życia znajdującym się w pabianickim centrum medycznym rozlega się alarm.

Do tej pory w tym okienku taka sytuacja miała miejsce zaledwie dwa razy, ale nikt nie ma wątpliwości co to oznacza.

Jakiś przechodzień włożył do okna dziecko.

Jak się szybko okazuje w okienku jest dziewczynka siedząca w foteliku samochodowym.

Na pierwszy rzut oka wygląda na zadbaną i najedzoną, jest ubrana w ciepłe i czyste ubrania, zawinięta w kocyk, a jedyne co wzbudza wątpliwości to jej wiek.

To nie jest noworodek, a właśnie dzieci w takim wieku zazwyczaj trafiają do tego typu okienek.

Dziewczynka na oko ma kilka miesięcy, co najmniej pół roku, ale więcej na jej temat na pewno powie lekarz.

Od razu zostaje objęta opieką, trafia do szpitala, a gdy lekarz zaczyna zdejmować kocyk, aby ją przebadać, okazuje się, że zarówno na nim, jak i na samym foteliku są ślady krwi.

Krew, jak zostaje ocenione, nie może należeć do niej, bo dziecko nie ma żadnej rany, więc budzi to wątpliwości.

W związku z tym oraz z faktem, że dziewczynka ma aż 8 miesięcy, jak określił lekarz, komunikat o jej znalezieniu zostaje przekazany do mediów.

Sprawa wydaje się podejrzana, dlatego też pracownicy szpitala decydują się ją nagłośnić.

Może być tak, że dziecka ktoś szuka, a media tylko ułatwią dotarcie do zapewne wystraszonej rodziny.

W tym samym czasie Zuzia, która nadal bawi się sama w pokoju, czuje, że musi iść do toalety.

Marta co prawda kazała jej siedzieć u siebie, ale zamierza wyjść tylko na chwilkę i zaraz wrócić.

Gdy otwiera drzwi, nie może zrozumieć, co się stało.

Jej siostra, z którą jeszcze niedawno rozmawiała, teraz leży na podłodze, nie rusza się, a wokół niej rozlewa się ciemna plama krwi.

Jej pierwszą myślą jest to, żeby zadzwonić do mamy, ale najpierw rozgląda się jeszcze, gdzie jest Agnieszka, bo chce sprawdzić, czy jej nic się nie stało.

Niestety siostrzenicy nigdzie nie ma, więc nie czekając już na nic, bierze komórkę i wykonuje pierwsze połączenie.

Niestety Katarzyna nie odbiera, więc Zuzia dzwoni do taty, który na szczęście po kilku sygnałach się odzywa.

Córka z trudem mówi, że potrzebuje pomocy, na co on obiecuje, że niedługo będzie i faktycznie najszybciej jak może przybiega do mieszkania.

Gdy widzi Martę, natychmiast dzwoni pod numer alarmowy.

Dyspozytor informuje, że na miejsce niezwłocznie wysyła karetkę, a jednocześnie instruuje Janusza, w jaki sposób w międzyczasie może jej pomóc.

Zadaje kilka dodatkowych pytań i tak po szybkiej weryfikacji okazuje się, że Marta jeszcze daje jakieś oznaki życia, więc jest szansa, że uda się ją uratować.

Janusz zaczyna ją reanimować, a w międzyczasie Zuzi udaje się połączyć z mamą, której mówi tylko – Adrian chyba zabił Martę, ona leży w pokoju, jest dużo krwi.

Dodaje też, że nigdzie w mieszkaniu nie ma Agnieszki.

Katarzyna słysząc to niezwłocznie wychodzi z pracy, a następnie jedzie do mieszkania.

Gdy wbiega na górę, kątem oka widzi, że są już sanitariusze, a reanimacja Marty nadal trwa.

Niestety niedługi czas po tym rodzice otrzymują tragiczne wieści, mianowicie Marty nie udało się uratować, zmarła w wyniku wykrwawienia.

Z sekcji wykonanej w Zakładzie Medycyny Sądowej w Łodzi wynika, że sprawca zadał jej cios nożem o prawie 20-centymetrowym ostrzu.

Celoww szyję i ugodził ją tylko raz, ale na tyle celnie, że spowodował ogromne szkody.

Niemniej jednak, według biegłego, gdyby reakcja była szybsza, Martę prawdopodobnie udałoby się uratować.

W sprawę od początku angażuje się policja, która zaczyna badać wszystkie opisane wątki.

Gdy tylko w mediach pojawia się informacja o tajemniczej dziewczynce znalezionej w oknie życia, policjanci od razu domyślają się, że może to być zaginiona Agnieszka.

Gdy Katarzyna jedzie zobaczyć dziewczynkę, przypuszczenia się potwierdzają, bo to bez wątpienia jej wnuczka.

W międzyczasie policjanci podejmują pierwsze ustalenia, zgodnie z którymi Adrian jest oczywiście głównym podejrzanym.

Raz, że jego imię zostało wymienione przez Zuzię.

Dwa, pojawia się na nagraniu z monitoringu osiedlowego, na którym widać, że niesie fotelik z Agnieszką.

I trzy, zapamiętała go sąsiadka, której uwagę zwróciło to, że niósł w foteliku dziecko bez czapeczki, a jest przecież grudzień.

Po niedługim czasie Adrian zostaje więc zatrzymany, on i jeszcze jeden mężczyzna, ale o tym drugim nie ma żadnych informacji i też szybko zostaje on zwolniony, bo okazuje się, że nie ma nic wspólnego ze sprawą.

Po wykonaniu badań, bez zaskoczeń, okazuje się, że na kocyku i foteliku, w którym siedziała Agnieszka, znajdowała się krew Marty.

Ślady jej krwi zabezpieczono również na ubraniach oraz na plecaku Adriana, a także na jednym z noży, który znaleziono w jego mieszkaniu.

Długość ostrza noża pasowała do danych przesłanych przez biegłego wykonującego sekcję, więc no cóż, wniosek nasuwa się sam.

Widać, że Adrian próbował się pozbyć śladów, bo nóż jest umyty, ale na tyle niedokładnie, że w zagłębieniach krew pozostała.

Adrian, gdy przyszedł do mieszkania przy niecałej, prawdopodobnie nie zauważył, że w środku jest Zuzia.

Marta kazała jej iść do pokoju tuż po tym, gdy zadzwonił domofon, więc minęli się o te kilka sekund i w sumie to chyba dobrze.

To znaczy może jest szansa, że gdyby wiedział o obecności świadka, to nie zaatakowałby Marty, ale jest też szansa, że gdyby wiedział, to po prostu zaatakowałby również samą Zuzia.

W każdym razie, skoro myślał, że Marta jest sama z córką, to uznał, że zostawienie Agnieszki w mieszkaniu po zabójstwie jest równoznaczne z zostawieniem jej samej sobie na kilka godzin.

Dlatego najpewniej zabrał ją ze sobą, a następnie oddał w miejsce, gdzie jak uznał, ktoś się nią zajmie.

Do centrum medycznego podjechał samochodem, a po wizycie w okienku życia wrócił do domu, gdzie jak widać po logowaniach na komputerze był już o 13.45, być może nawet wcześniej.

Po tych samych logowaniach widać, że mimo tragedii jaką spowodował, oddał się właściwie zwyczajnym zajęciom, tak jakby wcześniej nic takiego się nie stało.

Sprawdził e-dziennik, chwilę popisał z Klaudią, a później grał z kolegami w gry.

Z Klaudią rozmawiali o szkole, nie wtajemniczał jej w swój plan i tak plan, bo jak ustalono w toku śledztwa, skoro zabrał ze sobą nóż, to musiał planować zabójstwo.

Sam fakt, że go zachował jest dość niestandardowy, bo sprawcy mają raczej tendencję do wyrzucania narzędzi zbrodni w trudno dostępnych miejscach, ale jak ustalono zrobił tak najprawdopodobniej dlatego, że nóż miał dużą wartość.

Zatrzymano go już jakieś dwie godziny po zdarzeniu, około 14.30.

Jak potwierdziły badania, ani on, ani Marta w trakcie zdarzenia nie byli pod wpływem żadnych substancji odurzających.

Podczas takiej wstępnej rozmowy z policjantami, Adrian pod dużą presją i też pewnie pod wpływem paniki w związku z tym, co się dzieje, przyznał się do winy.

Ta wersja o jego winie nie utrzymuje się jednak zbyt długo, bo już na pierwszym oficjalnym przesłuchaniu wycofuje swoje zeznania.

wi, że jednak się nie przyznaje, nie chce współpracować, a na większość zadawanych pytań odpowiada milczeniem albo zasłania się niepamięcią.

Oczywiście poza samym Adrianem przesłuchiwani są też inni świadkowie i tak powoli klaruje się motyw, jakim się kierował, to jest Marta chciała go zmusić do płacenia alimentów, więc on postanowił ją zabić.

Z oczywistych względów badań genetycznych zaplanowanych na 8 grudnia nie udaje się wykonać, ale ostatecznie w jakimś późniejszym terminie i tak od Adriana zostaje pobrany materiał genetyczny.

Po porównaniu go z materiałem pobranym od Agnieszki, okazuje się, że Adrian nie jest jej ojcem.

Gdyby poczekał ten jeden dzień dłużej i tak okazałoby się, że wszystko rozwiązało się po jego myśli, a Marta nadal by żyła.

A kto w takim razie jest ojcem?

Pojawiają się podejrzenia, że to ten H, o którym na początku Wam mówiłam, czyli chłopak, z którym Marta spotykała się przed Adrianem, ale czy udaje się go namierzyć i potwierdzić ojcostwo?

Do końca procesu na pewno nie, bo w wyroku ta kwestia jest nierozstrzygnięta, a później to już nie wiadomo.

Po śmierci Marty na portalu pomagam.pl zostaje zorganizowana zbiórka pieniędzy na Agnieszkę, która w tak tragicznych okolicznościach straciła mamę.

O zbiórce informują jakieś mniejsze lokalne serwisy informacyjne, więc cieszy się ona popularnością i ostatecznie udaje się zebrać 28,5 tysiąca złotych.

Od tego trzeba odjąć prowizję dla serwisu, więc około 26 tysięcy trafia na konto Katarzyny, której sąd rejonowy w Pabianicach powierzył opiekę nad Agnieszką.

I niestety teraz kolejny przykry zwrot akcji, bo Katarzyna oficjalnie zostaje opiekunką Agnieszki pewnie jeszcze w grudniu, ewentualnie na przełomie grudnia 2020 i stycznia 2021, a już ostatniego dnia kwietnia 2021 roku do prokuratury rejonowej w Pabianicach wpływa obciążające ją zawiadomienie.

Zawiadomienie zostaje złożone przez kancelarię adwokacką reprezentującą Grzegorza, czyli tatę Marty, a zgodnie z jego treścią Katarzyna ma się dopuszczać psychicznego i fizycznego znęcania nad wnuczką, to jest mają szarpać, poniżać, wypowiadać się obraźliwie na jej temat i regularnie na nią krzyczeć.

Po otrzymaniu zawiadomienia prokuratura przekazuje informacje do Miejskiego Centrum Pomocy Społecznej, które z kolei zawiadamia Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie.

Obie instytucje delegują pracowników, którzy mają sprawdzić jak wygląda sytuacja w mieszkaniu przy niecałej, w jakim stanie jest Agnieszka i czy nie trzeba jej stamtąd zabrać.

Interwencja ma miejsce 7 maja i wypada chyba nie najlepiej, bo w jej wyniku Agnieszka zostaje zabrana do placówki opiekuńczo-wychowawczej, a następnie trafia do rodziny zastępczej.

Urzędniczki podjęły taką decyzję, ponieważ na jej ciele zauważyły ślady sugerujące stosowanie przemocy, dokładniej mówiąc miała liczne sińce, co mogło być równoznaczne z potwierdzeniem informacji zawartych w zawiadomieniu.

Co więcej, da się zauważyć, że dziewczynka jest bardzo otwartym dzieckiem, lgnie do ludzi, chce się przytulać i ogólnie widać, że potrzebuje kontaktu fizycznego, ale wyklucza w tym swoją babcię, do której wykazuje dystans.

Prawdopodobnie właśnie przez strach.

Z mieszkania zostaje zabrana również Zuzia, której zawiadomienie nie dotyczyło, ale sytuacja jest na tyle niepokojąca, że pojawiają się podejrzenia, że ona również może być ofiarą.

Zuzia trafia pod opiekę Janusza, jest przesłuchiwana w obecności psychologa, ale po niedługim czasie wraca do Katarzyny.

W toku śledztwa nie stwierdzono, aby wobec niej też była stosowana przemoc, więc mogła wrócić do domu.

Mimo tego Miejskie Centrum Pomocy Społecznej chce ją mieć na oku, więc trzy razy w tygodniu matka jest zobligowana do przyjmowania asystenta, który ma za zadanie nadzorować sytuację oraz stan Zuzi.

Ostatecznie w październiku 2021 roku Katarzynie postawiono zarzuty.

Jak ustalił jeden z serwisów informacyjnych ma ona odpowiadać z wolnej stopy, więc nie przebywa w areszcie, a Agnieszka na stałe trafia pod opiekę Grzegorza.

Wracając do Adriana, to przed rozpoczęciem procesu zostaje on skierowany na obserwację psychiatryczną oraz odbywa kilka spotkań z psychologiem.

Z opinii wynika po pierwsze, że jest osobą silnie przekonaną o swoich racjach i z taką tendencją do przeceniania własnego znaczenia.

a po drugie w sytuacjach stresowych ma skłonności do kumulowania w sobie negatywnych emocji i generalnie trudno mu jest okazywać te negatywne emocje, więc nie rozładowuje na bieżąco napięcia.

W związku z tym emocje się w nim gromadzą, aż w końcu dochodzi do wybuchu, kiedy to traci nad sobą kontrolę.

Opisane trudności mogą skutkować tym, że nie umie on przewidzieć, jakie będą efekty podejmowanych przez niego działań, aczkolwiek według opinii biegłych psychiatrów, jeżeli chodzi o planowanie zabójstwa, to wszystko robił metodycznie i celowo, więc też wiedział, jakie będą tego skutki.

W związku z tym może być sądzony.

Proces rozpoczyna się 9 grudnia 2021 roku i trwa przez kolejny rok.

Grzegorz występuje jako oskarżyciel posiłkowy, z kolei Katarzyna swoimi zeznaniami próbuje jak najbardziej obciążyć Adriana.

Opowiada rzeczy, o których wcześniej nie wspominała, np.

że on nieraz groził Marcie i przez to po urodzeniu Agnieszki ona bała się wychodzić z domu.

Sąd chyba nie bierze tego pod uwagę, ze względu na to, że te informacje pojawiają się pierwszy raz od początku śledztwa, a poza tym okres po narodzinach Agnieszki, czyli marzec i kwiecień 2020 roku, to czas, kiedy ogólnie wyjścia z domu były utrudnione, więc ciężko to jednoznacznie rozstrzygnąć, czy Marta nie chciała wychodzić przez sytuację w kraju, czy z uwagi na jakieś groźby.

Adrian nie przyznaje się do postawionych mu zarzutów, odmawia składania wyjaśnień i wyraża zgodę jedynie na to, aby odpowiedzieć na pytania obrony.

Przedstawia też mowę końcową, w której stara się jak najbardziej umniejszyć swoją winę, tutaj cytuję.

Każdego dnia nie wiedziałem, co się wydarzy.

Czy znowu dostanę jakieś groźby?

Czy znowu ktoś będzie mnie śledził?

Obawiałem się ataku z otoczenia, w którym Marta przebywała.

Nie miałem żadnego wsparcia.

Proszę o jak najmniejszy wymiar kary.

Wyrok zapada 4 stycznia 2023 roku.

Sąd uznaje Adriana za winnego i skazuje go na karę 12 lat pozbawienia wolności.

Ponadto jest on zobowiązany do wypłacenia zadośćuczynienia w kwocie łącznej 200 tys.

Jeżeli materiał Ci się spodobał i chcesz wesprzeć dalszą podcastową działalność, możesz postawić mi kawę na buycoffee2.

Serwis nie wymaga rejestracji, można płacić blikiem, link jest w opisie.

Za wszystkie dotychczasowe kawy bardzo, bardzo dziękuję i do usłyszenia.

0:00
0:00