Mentionsy
Mazowieckie: Będę walczył za tych co nie mogą (1990) | Bogdan Kacmajor, Janusz Ochnik
Młody chłopak z Elbląga twierdzi, że ma dar uzdrawiania ludzi. Gdy o jego talencie dowiadują się kolejni potencjalni pacjenci - spirala zaczyna się nakręcać. W tym samym czasie inny chłopak ubiega się o miejsce w szkole wojskowej. Co łączy ich historie? 00:01:26 Część 1 - Bogdan 01:04:38 Część 2 - Janusz
--------------------------
Przygotowany materiał jest streszczeniem informacji z ogólnodostępnych źródeł. | ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/1ubpbUKXsXMh6ZKWUKQhm1prx4BFOh9bD4luFRoPcm0Q/edit?usp=sharing JEDNORAZOWE WSPARCIE PODCASTU: buycoffee.to/szkickryminalny KONTAKT: [email protected] MUZYKA TŁO: Arthur Vyncke - Uncertainty https://www.youtube.com/watch?v=0RRWCxfkmtA&t=0s MUZYKA INTRO: Soundridemusic - Countdown Cinematic Trailer https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s MUZYKA POCZĄTEK: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE YT: https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8RszbgSzukaj w treści odcinka
Janusz.
Nie wiadomo ile dokładnie lat ma Janusz Ochnik w 1990 roku, kiedy tu rozgrywają się kluczowe wydarzenia, ale da się wywnioskować, że jest w swoich wczesnych latach dwudziestych, więc na świat musiał przyjść w drugiej połowie lat sześćdziesiątych.
W drugiej połowie lat 60. jedno z puławskich małżeństw, państwo Ochnikowie, witają na świecie swojego syna, któremu dają na imię Janusz.
Poza Januszem w rodzinie są też inne dzieci.
Później jeszcze jedna siostra, a po Januszu urodził się jego młodszy brat.
Ochnikowie mieszkają na obrzeżach Puław.
Dom ochników jest ogrodzony wysokim murem, nie nawiązują oni jakichś bliskich relacji z sąsiadami i generalnie wydają się bardzo zamknięci w swoim własnym gronie.
Natomiast sam fakt izolowania się w sumie nikogo nie krzywdzi, więc sąsiedzi szanują sposób bycia ochników,
Mówiłam wcześniej, że życie ich nie oszczędzało, więc już przechodząc do tragedii numer jeden, to tak jak wspominałam przed Januszem, jego mama urodziła córkę.
Pani Ochnik załamała się po tym wydarzeniu tak bardzo, że przez długi czas musiała leczyć się w szpitalu i tym samym nie bez znaczenia pozostało to pewnie dla osobowości dorastających chłopców oraz drugiej córki.
Co do innych aspektów osobowości już samego Janusza, to jest on przede wszystkim inteligentnym chłopakiem, ale też chorobliwie ambitnym.
Tak czy inaczej Janusz przybiera taką postawę, że we wszystkim czego się podejmuje musi być najlepszy, czy to w nauce, czy w jakichś testach sprawnościowych, bez znaczenia.
Jedno ze źródeł podaje, że krótko po wkroczeniu w dorosłość, czyli w relatywnie młodym wieku, Janusz zawarł związek małżeński, a razem z żoną szybko doczekał się dziecka.
Perspektywa jest taka, że żona Janusza będzie musiała początkowo radzić sobie z wychowaniem dzieci sama, bo on ma do odbycia służbę wojskową i w przeciwieństwie do Bogdana z poprzedniej historii nie zamierza się od tego uchylać.
Jednym ze sposobów odbycia służby jest wstąpienie w szeregi lubelskiej milicji i właśnie na taką drogę decyduje się Janusz.
Kolejną próbę Janusz podejmuje więc rok później, w 1989 roku, kiedy to składa papiery do innego miejsca, już znacznie dalej od domu.
Janusz, który ogólnie mówiąc jest zafascynowany wojskiem, jest też oczywiście chętny na taką drogę kształcenia oraz odbycia służby.
Powinno, ale albo Januszowi rok później testy poszły lepiej, albo co bardziej prawdopodobne selekcja była mniejsza i członkowie komisji postanowili trochę przymknąć oko.
A trzeba przyznać, że Janusz to nie jest kandydat, którego można by określić jako jednego z tych znikłym potencjałem, bo poza testami psychologicznymi wydaje się on kandydatem wręcz idealnym.
Między innymi za marszobieg z bronią, wzorowe pełnienie warty i pomoc koleżeńską, bo mimo jak pamiętamy zamkniętego usposobienia, Janusz stara się być dobrym kolegą.
Jedna to warstwa bardziej oficjalna, czyli właśnie pomaganie sobie na zajęciach, wymienianie się notatkami, wspólna nauka do egzaminów i na tym polu Janusz radzi sobie naprawdę dobrze, ale druga warstwa to z kolei wszystko co poza tym.
I w tych kwestiach status Janusza jako kolegi ma się znacznie gorzej.
I niestety Janusz w tej luźniejszej sferze nadal pozostaje tym samym zamkniętym na ludzi i nad wyraz poważnym chłopakiem, co z kolei przekłada się na jego wyobcowanie z grupy.
Nic groźnego, ale na dłuższą metę, dla każdego pewnie byłoby to irytujące, a dla Janusza to nawet nie na dłuższą metę, tylko każdorazowo, od samego początku.
Śmiech wywołują nie tylko same żarty, ale też groźby wypowiadane przez Janusza, który po każdym dowcipie rzuca frazami typu doigrasz się, wszystko idzie na twój rachunek albo za to co zrobiłeś powinieneś umrzeć.
Nikt nie bierze tych gruźb na poważnie, Janusz wzbudza jedynie rozbawienie i takie politowanie wśród tłumu, a także nakręca do dalszego działania dwóch głównych prowodyrów tych wszystkich sytuacji, czyli Andrzeja Dąbrowicza i Dariusza Pudyma.
Oni i Janusz mieszkają w jednej sali i to właśnie ci dwaj koledzy, pewnie też przez to, że są najbardziej w zasięgu, najczęściej robią mu psikusy.
Gdy Janusz traci już cierpliwość, zaczyna im powtarzać, że mógłby ich za to zabić, ale na nich nie robi to żadnego wrażenia.
Teoretycznie Janusz mógłby to zgłosić przełożonemu, ale w praktyce w wojsku wiadomo jak jest.
Kilka dni po wizycie komisji, na początku maja Janusz na przepustce odwiedza dom rodzinny.
Tego dnia Janusz ma objąć Wartę po raz piąty w trakcie swojej kilkumiesięcznej nauki w szkole w Zegrzu.
Sama ta dokładność akurat może nikogo nie dziwi, bo Janusz już nieraz pokazywał, jak pedantyczne ma podejście do pełnionych obowiązków.
Mianowicie polecenie było takie, że o 2.30 w nocy 19 maja Janusz zastąpi na jednym z posterunków swojego kolegę Matejczyka.
Ta podmianka miała polegać na tym, że Mazur przejmie wartę tam, gdzie pierwotnie miał stanąć Janusz, z kolei Janusz pójdzie na miejsce, gdzie miał stać Mazur.
A Mazur miał stać przy wartowni, którą pewnie znacie jako taką budkę, gdzie stoi jeden żołnierz, ale w tym wypadku wartownia to był bardziej taki mały budynek, coś takiego jak teraz widzicie na zdjęciu, i Janusz miał stanąć przed tym budynkiem.
Mariusz był w tamtym momencie jedynym uzbrojonym żołnierzem, który mógłby mu jakoś pokrzyżować plany, o czym Janusz doskonale wiedział, dlatego jego jako pierwszego postanowił unieszkodliwić.
Gdy spojrzał na Janusza, usłyszał polecenie – oddaj mi swój karabin.
Gdy Janusz usłyszał sprzeciw, oddał co najmniej dwa strzały w głowę, spowodował tym złamanie kości czaszki, a także uszkodzenie mózgu, co ostatecznie doprowadziło do śmierci Mariusza.
On, co dziwne, mimo że był dowódcą, to podobno nie był uzbrojony, ale może miał możliwość natychmiastowego wezwania posiłków, bo jego Janusz również uznał za zagrożenie.
Nigdy wcześniej się nie spotkali, Janusz nie mógł więc żywić do niego urazy.
No ale znali się czy nie, Janusz uznał go za zagrożenie, więc jego również zastrzelił.
W sali panowało już jakieś poruszenie, chłopcy musieli słyszeć wcześniejsze strzały, a także usłyszeli zbliżające się kroki, więc gdy Janusz wszedł do środka, niektórzy próbowali uciekać, ale on widząc to oddał serię ostrzegawczą w sufit, czym wszystkich uciszył.
Część pocisków trafiła w kaloryfer, którego odpryski raniły innych zgromadzonych, czemu Janusz nie poświęcał już większej uwagi.
Natomiast podchorąży, widząc, że Janusz ma broń i celuje w jednego z kolegów, wypuścił samochód.
Kierowca słuchał poleceń wydawanych przez Janusza, który najpierw kazał mu jechać w stronę Warszawy, ale później zmienił zdanie i poinstruował go, aby zawrócił na Wyszków.
Ostatecznie Janusz podjął więc decyzję o uwolnieniu zakładników i porzuceniu auta.
Kolega Janusza zeznaje, że zabrał on kilka magazynków, ale gdy się rozdzielali, powyrzucał je gdzieś w polu.
Grupy poszukiwawcze jadą pod wyszków, gdzie ochnik był widziany po raz ostatni.
Skradziona broń to jednak nie największy problem, zdecydowanie ważniejszym celem jest namierzenie Janusza, którego jak nie było, tak nie ma.
Cztery dni po ataku 23 maja za pośrednictwem Gazety Wyborczej kierownictwo zapewnia, że poszukiwania będą trwały aż do skutku, a Janusza łącznie szuka ponad 2000 żołnierzy, 40 snajperów, 4 helikoptery i kilka specjalnie wyszkolonych psów.
Ta twarz ostatnio co rusz pojawia się w różnych dziennikach telewizyjnych, bo jest to nikt inny jak gorączkowo poszukiwany przez wojsko od kilku dni Janusz Ochnik.
Gajowy stara się zachować spokój, nawet gdy widocznie spanikowany Janusz przykłada mu lufę do pleców, mówi do niego spokojnym głosem, jak do syna, tłumaczy, że szuka go tyle osób, że on nie ma już wielkich szans i najlepiej jakby się poddał.
Stara się podejść go tak na miękko, daje mu swoją czapkę, aby się trochę ogrzał, kanapkę oraz piwo, które ma w schowku w samochodzie, a te wszystkie drobne gesty sprawiają, że Janusz nabiera do niego zaufania i pozwala zabrać się do domu.
Małżeństwu Gróżlewskich po tych wydarzeniach w pamięci szczególnie zostaje hasło, które Janusz miał zapisane na jednym z butów.
W trakcie obserwacji psychiatrycznej biegli stwierdzają, że w chwili popełnienia przestępstwa Janusz był chory psychicznie, nie miał zdolności kierowania swoim postępowaniem i na ten moment nadal stwarza zagrożenie dla porządku prawnego.
Prokurator wnosi więc o umieszczenie Janusza w zakładzie psychiatrycznym, a sąd w 1992 roku przychyla się do tej rekomendacji.
Janusz trafia na oddział zamknięty w szpitalu psychiatrycznym w Lublinie.
Wszystkie te wydarzenia, zabójstwo, głośne poszukiwania, a później postępowanie sądowe, to był bardzo trudny czas dla rodziny Ochników.
Rodziców Janusza wytykano w puławach palcami, zdarzało się, że przychodnie spluwali na widok jego matki, której w tej sytuacji było trudno jakkolwiek się bronić.
Mówiłam na początku, że główni antybohaterowie obu spraw, czyli Bogdan i Janusz, będą mieli szansę się poznać, więc przechodzimy do tego wątku.
Jest marzec 1994 roku, a Janusz od dwóch lat przebywa na oddziale zamkniętym.
Janusz zostaje na nie skierowany wraz z sześcioma innymi pacjentami.
Gdy okazuje się, że to Janusz, niezwłocznie zawiadamia policję.
Policjanci analizują ten dzień godzina po godzinie i w końcu dochodzą do wniosku, że wybrał on sobie dobry dzień na ucieczkę, bo ze względu na to, że był to dzień Wagarowicza, po ulicach kręciło się więcej ludzi niż zazwyczaj, głównie młodzieży, a nawet fakt, że Janusz miał na sobie szpitalne ubranie mógł nie zwracać szczególnej uwagi, bo jako, że to taki specyficzny dzień, to pewnie ludzie zakładali, że przebrał się dla żartu.
Męski głos mówi do słuchawki – Ochnik był na cmentarzu.
Ochnik jedzie dalej.
Tak jak bezpośrednio po zdarzeniu, Janusz zaszył się gdzieś tak, że cały sztab ludzi nie może go namierzyć.
Pan Józef pisze do wszystkich możliwych instancji, kwestionując opinie biegłych i stara się udowodnić, że Janusz był zdrowy w chwili, gdy strzelał do swoich kolegów, a choroba mogła ujawnić się pod wpływem stresu, jaki przeżył, gdy ukrywał się w lesie.
Jak mówi, nie chce się mścić, ale opinia sądu według niego była niesprawiedliwa, bo Janusz powinien siedzieć w więzieniu, a nie na oddziale szpitalnym, z którego może zostać wypisany właściwie w dowolnym momencie.
Zdjęcie Janusza trafia do wszystkich jednostek policyjnych, zarówno w województwie mazowieckim, jak i w województwach graniczących z nim.
Został wtedy umieszczony na tym samym oddziale co Janusz, który nie pozostawał obojętny na jego niezwykle sugestywny wpływ.
Było widać, że panowie nawiązali ze sobą silną więź, dlatego według ordynatora Janusz mógł szukać schronienia w siedzibie Sekty Niebo.
A możliwe, że nawet nie było to konieczne, bo Janusz mógł sobie przecież zorganizować jakiś transport.
Policja w żadnym pomieszczeniu nie trafia nawet na ślad Janusza, więc odpuszczają temat, ale mimo wszystko sekta jest pod obserwacją, chociaż nie wnosi to niczego nowego.
Podchodzą do niego, bo myślą, że to może ktoś z domowników próbujący uniknąć konfrontacji, ale ku swojemu zaskoczeniu, gdy przyglądają mu się dokładniej, odkrywają, że to poszukiwany Janusz Ochnik.
Jak się okazuje, ordynatorska intuicja się nie myliła, bo Janusz faktycznie przez te wszystkie miesiące przebywał w niebie, ale kilka dni wcześniej został stamtąd wydalony, więc błąkał się po okolicy, nie wiedząc, co ze sobą zrobić.
Niestety rok później, w 1995, na rodzinę Ochników spada kolejna tragedia, bo młodszy brat Janusza popełnia samobójstwo.
Ta historia ma swoje zakończenie 5 lat później, w 1999 roku, kiedy to do sądu zaczynają wpływać kolejne wnioski lekarzy o zwolnienie Janusza z oddziału.
Jeden właśnie 10 lat temu, w momencie popełniania zbrodni, a drugi 5 lat temu, po przerwaniu leczenia, gdy Janusz uciekł ze szpitala.
W ich ocenie Janusz zachowa ciągłość leczenia nawet dobrowolnie, będąc na wolności.
Janusz każdorazowo na przepustkach odwiedzał rodziców, więc też można wywnioskować, że pozostawał z nimi w dosyć dobrych kontaktach.
To lekarze również uznają za sygnał na plus, bo zgodnie z ich interpretacją oznacza to, że Janusz nabrał takiego zaufania do siebie i do tego, że będzie w stanie prawidłowo funkcjonować w społeczeństwie.
Po kolejnych wnioskach sąd w końcu decyduje się rozpatrzyć sprawę i 21 stycznia 2000 roku podejmuje decyzję, że Janusz może opuścić szpital i tak jego historia dobiega końca.
Ostatnie odcinki
-
Gdzie zniknęła Mirella? Przez 26 lat zamknięta ...
21.01.2026 19:10
-
6 najgłośniejszych Polskich spraw kryminalnych ...
12.01.2026 19:50
-
U mnie zawsze jest do dna | Elżbieta W. Marek G...
13.12.2025 18:00
-
Chciał ją ukarać | Anna F., Daniel R.
06.12.2025 19:00
-
Zniknął w trakcie rejsu ekskluzywnym wycieczkow...
29.11.2025 18:00
-
Gdzie zniknęła matka i dwóch synów? | Władysław...
21.11.2025 19:15
-
Wszyscy zostali zmanipulowani | Renata i Tomasz N.
07.11.2025 19:00
-
Sąsiad z klubu Mensa - co było w butelce Coca-c...
24.10.2025 18:20
-
Była jedną z kilkudziesięciu ofiar? Ciało ukrył...
17.10.2025 19:07
-
Skazano go mimo braku dowodów | Piotr Mikołajcz...
10.10.2025 20:00