Mentionsy

Szkic Kryminalny
10.01.2023 18:00

Opolskie: On za mną idzie (Krapkowice, 2015)

Nastolatka wychodzi na sobotni spacer z koleżanką i nigdy z niego nie wraca. Co się stało w małym miasteczku na Opolszczyźnie?

--------------------------

Przygotowany materiał jest streszczeniem informacji  z ogólnodostępnych źródeł.

ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/1Pcq6ov8_-svk4R1fsMMVXK1eVaX-GKLIqI--w0B3jxk/edit?usp=sharing

MUZYKA TŁO: Arthur Vyncke - Uncertainty https://www.youtube.com/watch?v=0RRWCxfkmtA&t=0s

MUZYKA INTRO: Soundridemusic - Countdown Cinematic Trailer https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s

MUZYKA POCZĄTEK: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE

YT: https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 348 wyników dla "Instytutu Genetyki Sądowej w Bydgoszczy"

Dziś opowiem Wam o sprawie swego czasu dość głośnej i medialnej, więc może część z Was będzie ją kojarzyć.

Mimo tego, że sprawca został odnaleziony i ukarany, to sprawa jest dość zagadkowa, ponieważ pojawiają się uzasadnione wątpliwości, czy to jedyna osoba odpowiedzialna za popełnienie zbrodni.

Słowem wstępu to właściwie tyle, więc nie przedłużając zapraszam Was do wysłuchania historii z województwa opolskiego pod tytułem On za mną idzie.

Przenosimy się do Krapkowic, miasta leżącego w województwie opolskim.

Tradycyjnie, żebyście mogli sobie lepiej wyobrazić umiejscowienie, to droga z Krapkowic autem do centrum Opola zajmuje około 30 minut, a do przejścia granicznego z Czechami niecałe 40 minut.

Miejscowość zamieszkuje około 16 tysięcy osób, więc zalicza się ona do kategorii małych miast.

W mojej ocenie na tle innych miast Krapkowice wyróżniają się całkiem malowniczym rynkiem, dość bogatym w roślinność jak na polskie standardy.

W mieście można znaleźć też kilka zabytków, m.in.

ruiny zamku czy cmentarz żydowski.

I to właśnie w Krapkowicach mieszka bohaterka dzisiejszej historii, 15-letnia Wiktoria.

Dziewczyna jest jedynaczką i razem z mamą Aliną i tatą Krzysztofem zajmuje jedno z mieszkań w bloku na osiedlu 30-lecia.

Mama Wiktorii pochodzi z Warmii, a dokładniej z okolic Biskupca.

W pewnym momencie życia przeprowadziła się do Krapkowic, być może stamtąd pochodzi tata Wiktorii, albo zmieniła miejsce zamieszkania ze względu na pracę, albo jeszcze z innego powodu.

W każdym razie Wiktoria urodziła się już po przeprowadzce i od urodzenia mieszkała w Krapkowicach.

Mimo to często razem z rodzicami odwiedza Warmię, gdzie mieszka jej babcia i kilka innych członków rodziny ze strony mamy.

Dziewczyna jest z tym regionem bardzo związana i nieraz powtarza rodzicom, że gdy tylko skończy szkołę, to się tam przeprowadzi.

Jest to dość prawdopodobne, ponieważ Victoria jest osobą bardzo wytrwałą i jeżeli obierze sobie jakiś cel, to zawsze dąży do jego realizacji.

Ponadto jest rozsądna, raczej spokojna i towarzyska.

Ma wiele koleżanek, z którymi lubi spędzać czas wolny, a jakiś czas temu spotykała się też z chłopakiem o imieniu Dawid.

Natomiast rozstali się i Wiktoria zaczęła spotykać się z Darkiem.

Jeżeli chodzi o wygląd, to nastolatka ma długie, ciemnobrązowe włosy i jest dość wysoka, bo ma 1,75 m wzrostu.

Poza tym ma szczupłą, wysportowaną sylwetkę, a to dlatego, że sport jest ogromną pasją Wiktorii i sporo czasu spędza na treningach.

Dziewczyna uczęszcza do trzeciej klasy publicznego gimnazjum numer dwa imienia Powstańców Śląskich w Krapkowicach.

Chodzi do klasy o profilu sportowym i trenuje piłkę ręczną, grając głównie na pozycji bramkarki.

Razem ze swoją drużyną często jeździ na turnieje, gdzie reprezentuje szkołę.

Poza piłką ręczną, Wiktoria bardzo lubi również piłkę nożną, aczkolwiek to bardziej z pozycji kibicki.

Jej ulubioną drużyną jest Real Madryt, co zresztą bez problemu można odgadnąć gdy tylko wejdzie się do jej pokoju, urządzonego w całości w kolorystyce barw klubowych drużyny.

Ściany są pomalowane na niebiesko, a wszystkie meble są w kolorze białym.

Na łóżku leży narzuta z herbem Realu Madryt, a tuż nad łóżkiem powieszona jest flaga klubu.

Poza drużyną zagraniczną Wiktoria jest również kibicką lokalnego klubu sportowego Jeziorak z Iławy, czyli ponownie z rodzinnych okolic jej mamy.

Flagę tego klubu również ma powieszoną w pokoju.

7 marca 2015 roku przypada w sobotę.

Korzystając z tego, że to dzień wolny od szkoły, Wiktoria umawia się na spotkanie z koleżanką, nazwijmy ją na przykład Sandra.

Po obiedzie dziewczyna ubiera ciemnoszare leginsy.

koszulę tego samego koloru, a na wierzch narzuca ulubioną skórzaną kurtkę.

Żegna się z rodzicami i wychodzi do Sandry.

Dziewczyny przez kilka godzin chodzą po krapkowicach.

Następnie Wiktoria odprowadza koleżankę do Gogolina, gdzie ta umówiła się ze swoim chłopakiem.

Gogolin to miasto oddalone od Krapkowic o kilka kilometrów.

Po dotarciu do Gogolina i odprowadzeniu Sandry pod dom jej chłopaka, Wiktoria oznajmia, że drogę powrotną również zamierza pokonać pieszo.

Szła tą trasą już wielokrotnie i czuję się na niej bezpiecznie, ponieważ przez większość czasu idzie się wzdłuż ruchliwej drogi wojewódzkiej, szerokim i dobrze oświetlonym chodnikiem.

Nie jest to żadne odludzie, bo wzdłuż trasy cały czas jeździ sporo samochodów.

Jedynie na ostatnim odcinku, kilkanaście minut od osiedla, na którym Wiktoria mieszka, trzeba skręcić w las.

Jest tam ścieżka biegnąca wzdłuż nieczynnej linii kolejowej, po przejściu której zaczyna się zabudowa osiedla.

Siłą rzeczy, skoro to las, to na tym odcinku nie ma żadnego oświetlenia.

Mimo tego trasa jest bardzo popularna i gdy ktoś z mieszkańców pobliskich bloków ma potrzebę pójścia do Gogolina, to kieruje się właśnie tą drogą.

Niedaleko są też ogródki działkowe, więc działkowicze często skracają sobie drogę idąc właśnie leśną ścieżką.

Przed godziną osiemnastą Wiktoria żegna się z Sandrą, koleżanka na odchodne mówi jej, żeby napisała smsa jak dotrze do domu i po tym dziewczyny rozstają się.

Wiktoria rusza w stronę Krapkowic, ale ma ochotę jeszcze pospacerować, najlepiej z kimś, więc pisze smsa do innej koleżanki, nazwijmy ją Ania.

W SMS-ie pyta, czy może Ania ma ochotę wyjść na chwilę na dwór i wspólnie przejść po okolicy.

O 18.04 Wiktoria dociera na rynek w Gogolinie i spokojnie idzie w kierunku domu.

W tamtym momencie rejestrują ją kamery monitoringu, na których widać błysk wwietlacza telefonu, który dziewczyna trzyma w ręku.

W tamtym momencie dostaje wiadomość od Ani, która odpisała, że nie chce jej się już wychodzić z domu i na spacer pójdą innym razem.

W związku z tym Wiktoria dalej podąża sama w kierunku domu, gdzie planowo powinna dotrzeć około godziny 19.00.

W międzyczasie, aby było jej raźniej, wymienia wiadomości z Anią.

Po około 20-30 minutach treści SMS-ów zaczynają być dość niepokojące.

Wiktoria sugeruje, że ktoś ją śledzi.

Z treści, a także z przedziału czasowego, w jakim wiadomości były wysyłane, można wywnioskować, że Wiktoria szła wtedy przez nieoświetlony odcinek leśny.

Ania przez jakiś czas nic nie odpisuje, a ostatnia wiadomość, jaką Wiktoria jej wysyła, to on za mną idzie.

Potem telefon milknie, a około godziny 20 zostaje wyłączony.

W tym czasie rodzice są już dość mocno zaniepokojeni, bo raz, że córki nie ma od kilku godzin, a dwa, nie można się do niej dodzwonić.

Zaczynają prowadzić poszukiwania na własną rękę i odwiedzają kilka koleżanek córki w nadziei, że może u którejś z nich ją znajdą.

Niestety poszukiwania okazują się bezskuteczne, a żadna z dziewczyn nie wie, gdzie Wiktoria może się znajdować.

Rodzice prawdopodobnie nie wiedzieli wtedy, że ich córka wybrała się na spacer do Gogolina, więc możliwe, że nie udało im się wtedy porozmawiać z Sandrą, która widziała Wiktorię jako ostatnia.

Sprawę zgłaszają więc policji, a mundurowi pierwsze o co pytają to o możliwość ucieczki.

Chcą się dowiedzieć, czy może Wiktoria miała jakieś kłopoty i czy wcześniej zdarzało jej się znikać bez uprzedzenia.

Rodzice stanowczo zaprzeczają, mówią, że córka jest osobą odpowiedzialną i zawsze, gdy miała wrócić później niż o ustalonej godzinie, dzwoniła, żeby ich uprzedzić.

Ucieczka jest też niemożliwa z praktycznego punktu widzenia, ponieważ dziewczyna miała tylko iść na spacer i zostawiła w domu zarówno dokumenty, jak i pieniądze.

Policjanci przyjmują zgłoszenie, jednak nie nadają mu priorytetu tzw.

pierwszej kategorii.

Prawdopodobnie uznają, że Wiktoria jest już w wieku nastoletnim, a nie dziecięcym.

Dodatkowo jest osobą zdrową, nikt jej nie zagrażał, więc scenariusz ucieczki jest prawdopodobny nawet bez pieniędzy i dokumentów, ponieważ mogła np.

zatrzymać się gdzieś w pobliżu i niedługo się znajdzie.

Mija jednak kilka dni, a dziewczyna nie wraca i nie daje żadnego znaku życia.

Policjanci postanawiają sprawdzić logowania jej telefonu do stacji BTS.

W ten sposób nie można określić dokładnego miejsca pobytu danej osoby w momencie, kiedy telefon się zalogował do stacji, ponieważ stacje bazowe nie stoją na każdym metrze kwadratowym, tylko w jakichś odległościach.

Wyrysowuje się linie zasięgu wskazujące mniej więcej ostatnie miejsce pobytu i w ten sposób okazuje się, że telefon Wiktorii logował się ostatni raz w okolicach ronda Gogolin, czyli wiadomo, że pokonała większość trasy do domu, został jej jedynie ten odcinek leśny lub też jego część.

Przy sprawdzaniu telefonu udaje się dotrzeć również do treści SMS-ów, jakie Wiktoria wysyłała w dniu zaginięcia i są one co najmniej niepokojące, bo to wtedy okazuje się, że dziewczyna wysyłała koleżance wiadomości o tym, że ktoś ją śledzi, a Ania wiedząc o zaginięciu, które było wtedy już dość nagłośnione,

Do tej pory nikogo nie poinformowała o ostatniej rozmowie z Wiktorią i o tym, że była ona dość zastanawiająca.

Nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego tego nie zgłosiła.

Wspomina jedynie, że uznała tą informację za nieistotną.

Rodzice są przerażeni, ponieważ zaczynają mieć coraz poważniejsze obawy, że ich córce ktoś zrobił krzywdę.

Ujawnienie treści ostatniej rozmowy skłania również policjantów do zmiany priorytetu poszukiwań na pierwszą kategorię ze względu na obawę, że osoba poszukiwana może być w niebezpieczeństwie.

Śledczy zaczynają analizować treści tych smsów i tak pojawiają się podejrzenia, że to nie Wiktoria je pisała.

W ich ocenie wiadomości brzmią trochę sztywno, a poza tym według nich gdyby Wiktoria czuła się zagrożona i nie mogła z jakiegoś powodu zadzwonić, napisałaby pomocy, a nie on za mną idzie.

Tylko, że według mnie, jeżeli ktoś za nią w tamtym momencie jedynie szedł, nie zagadywał i nie groził, to dopiero sygnalizowała problem i na bieżąco opisywała, co się dzieje, a nie prosiła o pomoc, gdyż nie była w ogóle pewna, czy tej pomocy potrzebuje.

Pojawia się też teoria, że znała tego człowieka, ponieważ pisała on za mną idzie, a nie ktoś za mną idzie.

Ale w tym wypadku równie dobrze mogło to wynikać po prostu z kontekstu.

Wcześniej pisała, że śledzi ją jakiś chłopak w dresie, a później w kolejnej wiadomości on za mną idzie, w domyśle cały czas ten sam chłopak.

Oczywiście nie można z całą pewnością stwierdzić, że pisała to Wiktoria, ale jest to raczej dość prawdopodobne.

Jak to często bywa w przypadku zaginięć, wraz z nagłaśnianiem sprawy zaczyna napływać coraz więcej sygnałów od świadków, którzy twierdzą, że widzieli Wiktorię.

11 marca w środę, czyli 4 dni po zaginięciu, znajomy dziewczyny informuje rodziców, że widział ją w Opolu.

Skoro był to znajomy, to trochę dla mnie niejasne, dlaczego wiedząc o jej zaginięciu nie podszedł do niej i nie zagadał.

Jedyne wytłumaczenie, jakie widzę, to że w tamtym momencie jakimś cudem nie wiedział, że Wiktoria jest uznawana za osobę zaginioną.

W każdym razie chłopak powiedział, że dziewczyna podążała jedną z opolskich ulic, wyraźnie smutna, ponieważ szła ze spuszczoną głową.

Opis ubrania się zgadza, ale jest jeden szczegół, który skreśla wszelkie nadzieje, że faktycznie była to Wiktoria.

Chłopak opisał, że gdy ją widział, miała włosy splecione w warkocz, a wiadomo, że ona bardzo nie lubiła tej fryzury i nigdy nie zaplatała włosów.

Najczęściej nosiła włosy rozpuszczone, ewentualnie spięte w koka albo w kitkę.

Pojawiają się też inne sygnały, m.in.

od dwóch świadków, którzy potwierdzili obecność Wiktorii na pewnej imprezie w Opolu.

Tymi świadkami są barman oraz taksówkarz.

Po weryfikacji trop okazuje się fałszywy.

Prawdopodobnie sprawdzono nagrania z monitoringu, gdzie dziewczyny nie było, więc może świadkowie pomylili ją z kimś podobnym.

Kolejne dwa dni później w piątek.

Na policję dzwoni starsza kobieta, mieszkanka Głogówka.

Głogówek to małe miasto leżące około 20 kilometrów od Krapkowic.

Kobieta informuje śledczych, że widziała Wiktorię, gdy ta chodziła bez celu po rynku w Głogówku.

Niestety po weryfikacji ponownie okazuje się, że to fałszywy trop.

Mimo szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej, prowadzonej zarówno przez policjantów, ale także przez zaangażowane grupy mieszkańców Krapkowic i okolic, nie udaje się trafić nawet na najmniejszy ślad Wiktorii.

Policjanci przesłuchują kolejnych świadków, licząc, że może w ten sposób uda się trafić na jakąś przełomową informację.

Mama nastolatki podkreśla, że jej córka nie miała żadnych wrogów,

i była bardzo lubiana w szkole.

Za to koleżanki Wiktorii zeznają, że jakiś czas temu, może dwa, trzy tygodnie wcześniej, dziewczyna opowiadała im o jakimś chłopaku, który za nią chodził.

One go nie widziały, ale z opowiadań koleżanki wiedzą, że jej nie zaczepiał, tylko chodził i obserwował.

Z rysopisu wynika, że chłopak niczym szczególnym się nie wyróżniał i zawsze był ubrany w dres.

Niestety jest to dość oszczędny opis, mogący pasować do wielu osób, więc nie udaje się zidentyfikować tajemniczego chłopaka.

W związku z brakiem jakiegokolwiek przełomu w śledztwie, rodzice Wiktorii kontaktują się z Krzysztofem Rutkowskim i proszą go o pomoc w odnalezieniu córki.

Liczą, że detektyw nagłośni sprawę na tak dużą skalę, że w końcu zgłosi się jakiś świadek, który przekaże cenne informacje.

Krzysztof Rutkowski przyjmuje zlecenie i wkrótce wraz ze swoją ekipą przyjeżdża do Krapkowic, gdzie zaczyna prowadzić działania.

Od zaginięcia Wiktorii minęło 11 dni.

To właśnie wtedy pracownicy krapkowickiej przepompowni ścieków dostają informację o awarii.

Nie wiem jaka dokładnie to była awaria, ale pracownicy uznają, że trzeba sprawdzić zbiornik z nieczystościami.

Umieszczony jest w ziemi, a żeby go otworzyć należy podnieść ciężką, zamykaną na kłódkę klapę.

Po otwarciu klapy i sprawdzeniu zawartości zbiornika pracownicy doznają szoku.

W środku znajdują się zwłoki i to w dość mocno posuniętym stanie rozkładu.

O swoim odkryciu niezwłocznie informują policjantów, którym od razu nasuwa się, że niestety może być to zaginiona Wiktoria.

Po dotarciu na miejsce robią zdjęcie jej głowy, butów, a także łańcuszka, który miała na sobie.

Zdjęcia zostają okazane rodzicom i pani Alina oraz pan Krzysztof rozpoznają buty i łańcuszek jako te należące do ich córki, ale nie rozpoznają jej twarzy ze względu na stopień rozkładu zwłok.

W związku z tym do Instytutu Genetyki Sądowej w Bydgoszczy zostaje wysłana próbka DNA.

Wyniki przychodzą kilka dni później, w poniedziałek 23 marca i nie pozostawiają wątpliwości, że zmarła to zaginiona przed dwoma tygodniami Wiktoria.

Zostaje zlecona sekcja zwłok, która pozwala ustalić przyczynę zgonu.

Biegli wskazują, że było to uduszenie, natomiast co istotne, uduszenie w mechanizmie utonięcia.

Oczywiście nie ma wątpliwości, że Wiktoria do zbiornika nie weszła sama, tylko ktoś ją wrzucił, więc można powiedzieć, że sprawca nie naciskał na szyję ani na klatkę piersiową.

Oznacza to tyle, że gdy wrzucił dziewczynę do zbiornika, ona nadal żyła.

Informacja o nowych ustaleniach szybko przedostaje się do mediów, a makabryczne szczegóły wzbudzają ogromny strach wśród lokalnej społeczności.

Pogrążeni w żałobie rodzice w rozmowach z prasą podkreślają, że w ich opinii sprawca jest kimś z miejscowych, poniewwejście na teren przepompowni i w ogóle wiedza, że w okolicy jest takie miejsce, świadczą o tym, że ta osoba dobrze zna teren.

Mieszkańcy obawiają się, że morderca zaatakuje ponownie, dlatego większość rodziców decyduje się na odprowadzanie lub odwożenie dzieci do szkoły.

Apel wygłasza również ówczesny burmistrz Krapkowic Andrzej Kasiura.

Prosi o wzmożoną czujność, szczególnie w godzinach wieczornych, a także o to, aby w miarę możliwości ograniczyć wyjścia po zmroku albo przynajmniej nie poruszać się w pojedynkę.

Rozpoczynają się także spekulacje na temat tożsamości sprawcy.

Mieszkańcy Krapkowic wymieniają się coraz to nowszymi przypuszczeniami na temat tego, kto może stać za tą makabryczną zbrodnią.

W tych domniemaniach pewien mężczyzna przewija się wyjątkowo często.

Mężczyzna miał trudne i burzliwe dzieciństwo, ponieważ przez cały dziecięcy i nastoletni okres mieszkał w domu dziecka w Strzegowie, czyli wsi oddalonej od Krapkowic o niecałe 60 kilometrów.

Po osiągnięciu pełnoletniości w połowie 2011 roku Marcin przeprowadził się do Krapkowic i trafił pod opiekę Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie.

Zgodnie z jakimiś przepisami właśnie ta instytucja musiała mu zapewnić wsparcie pieniężne, a gmina mieszkanie komunalne.

Nie wiem, czy takie regulacje dotyczą wychowanków domu dziecka, czy może Marcinowi jeszcze z innego powodu się to należało.

W każdym razie miał dobre podłoże do tego, żeby zacząć układać sobie życie na nowo.

Pierwsze lata po przeprowadzce upłynęły spokojnie i nic nie wskazywało na to, że Marcin może stanowić zagrożenie.

Mężczyzna niczym się nie wyróżniał, nie przejawiał też skłonności do agresji.

Niestety później sytuacja diametralnie się zmieniła, bo okazało się, że Marcin ma problemy psychiczne, jest bardzo niestabilny, a dodatkowo żyje sam, więc też od nikogo nie ma wsparcia w leczeniu.

W 2014 roku zaczęły wzbudzać niepokój wpisy i komentarze publikowane przez Marcina w internecie.

Mężczyzna udzielał się na wielu portalach społecznościowych, najczęściej na Facebooku, gdzie groził przypadkowym nastolatkom, że je zabije lub wykorzysta seksualnie.

Opisywał też różne fantazje dotyczące kilkuletnich dzieci.

Jego wpisy były regularnie zgłaszane przez użytkowników, a następnie usuwane przez administratorów stron.

Na szczęście nie tylko w internecie podejmowano działania i wyciągano konsekwencje, ponieważ sprawą zainteresowała się również policja i ośrodek pomocy społecznej.

W efekcie na początku 2015 roku Marcin został skierowany na przymusową terapię w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Opolu.

Do Krapkowic wrócił po dwóch miesiącach i już 4 marca ponownie zaczął publikować kontrowersyjne treści.

Na swoim profilu zamieścił m.in.

zdjęcie zwłok, a także groźby i niecenzuralne opisy.

W związku z tym odpowiednie instytucje ponownie wystąpiły o przymusowe leczenie, a w sprawie Marcina zainterweniował również Maciej Sonik, starosta powiatowy.

W jednej z rozmów pan Sonik poinformował, że został złożony wniosek o ubezwłasnowolnienie, ale rozpatrzenie takiego wniosku trwa, więc 7 marca, gdy Wiktoria zaginęła, Marcin nadal przebywał na wolności.

Nic jednak nie wskazywało na to, aby miał on coś wspólnego z zabójstwem nastolatki.

Mimo to na jednej z konferencji prasowych Krzysztof Rutkowski zasugerował, że Marcin w jego opinii mógł zabić Wiktorię.

Ta uwaga za wiele nowego nie wniosła, bo detektyw nie przedstawił żadnych dowodów na poparcie winy Marcina.

Jedyny efekt jaki ta informacja wywołała to eskalacja paniki i wzmożony niepokój wśród mieszkańców Krapkowic.

Detektyw przedstawił również profil psychologiczny zabójcy i tutaj przytoczę cytat pochodzący z portalu nto.pl.

Dlatego apeluję o ostrożność, bo nigdy nie wiadomo, kiedy sprawca może ponownie zaatakować.

Polska kryminalistyka zna przypadki takich seryjnych morderców.

Trochę nierzetelna mi się wydaje ta wypowiedź, bo oczywiście polska kryminalistyka zna przypadki seryjnych morderców, ale trudno w ogóle mówić o seryjnym, gdy jest jedna ofiara.

I dodatkowo to podkreślanie, że sprawca działał na tle seksualnym, a sekcja zwłok przecież niczego takiego nie wykazała.

Na konferencji detektyw Rutkowski podkreślił również, że przekazał policji informacje o dwóch podejrzanych.

Jednym z nich był właśnie Marcin, którego śledczy przesłuchali i okazało się, że na dzień zaginięcia ma niepodważalne alibi, natomiast tożsamość drugiego podejrzanego nie została ujawniona.

Podobno pojawiła się też jakaś propozycja nagrody pieniężnej dla osoby, która wskaże sprawcę.

Informacje o nagrodzie przekazał sam Krzysztof Rutkowski, ponieważ obiecane 50 tysięcy złotych miało niby być sponsorowane właśnie przez niego.

Wydaje mi się to mało prawdopodobne, żeby faktycznie detektyw wypłacał całą nagrodę z własnej kieszeni, więc potraktujcie to bardziej jako ciekawostkę, a nie pewnik.

W każdym razie wątek Marcina zakończył się tak, że wykluczono jego udział w sprawie, a także ponownie skierowano go na terapię.

Co do wniosku o ubezwłasnowolnienie, to nie znalazłam informacji jak został on rozpatrzony.

Sprawę skomentował również polski kryminolog i wiktymolog prof. Brunon Hołyst.

Jestem bardziej skłonna uwierzyć w profil psychologiczny stworzony przez niego, a nie przez Krzysztofa Rutkowskiego.

Prof. Hołyst powiedział, że w jego opinii sprawca nie był przypadkową osobą i miał silny stosunek emocjonalny z ofiarą.

Niekoniecznie było to obustronne, to znaczy Wiktoria nie musiała odczuwać z nim więzi, ale sprawca miał do niej dość silne uczucia.

Według kryminologa miejsce ukrycia zwłok również nie było przypadkowe i miało to być w jakiś sposób upokarzające.

Przykładowym motywem mogą być niespełnione nadzieje miłosne, natomiast informacji jest trochę za mało, żeby wyciągać pewne wnioski, więc to jedynie przypuszczenia.

Mimo to, bardziej prawdopodobna jest wersja, że Wiktoria nie była przypadkową ofiarą, a atak akurat na nią był celowy.

W czwartek, 26 marca, ma miejsce ostatnie pożegnalne spotkanie, a także modlitwa w intencji wiktorii.

Ceremonia odbywa się w kaplicy cmentarnej w Otmencie, czyli jednej z krapkowickich dzielnic.

W wydarzeniu bierze udział około 200 osób i są to nie tylko rodzina i znajomi nastolatki, ale także wiele obcych osób, które brały udział w poszukiwaniach, a także ci, których poruszyła tragiczna historia Wiktorii i chcą ją pożegnać.

Przyjaciele dziewczyny tworzą krótkie filmiki upamiętniające ją i publikują je w serwisach społecznościowych.

Uczniowie gimnazjum numer 2, do którego dziewczyna uczęszczała, mogą liczyć na wsparcie psychologiczne mające im pomóc przepracować całą sytuację.

Ponadto organizowane są różne spotkania z pedagogami, apele dotyczące bezpieczeństwa m.in.

w sieci.

a także cykliczne spotkania z policją, gdzie uczniowie również omawiają kwestie bezpieczeństwa, a także tego, jak reagoww sytuacjach zagrożenia.

Wkrótce inicjatywa zostaje przejęta także przez inne krapkowickie szkoły, ze względu na to, że sytuacja odcisnęła duże piętno na całej społeczności.

Wcześniej celowo użyłam sformułowania pożegnalne spotkanie, a nie pogrzeb, ponieważ pogrzeb Wiktorii nie odbywał się w Krapkowicach, a na Warmii ze względu na szczególne przywiązanie dziewczyny do tego regionu.

Ceremonia miała miejsce dzień po uroczystości w Krapkowicach, czyli 27 marca w piątek.

W jednej z rozmów mama Wiktorii powiedziała, że w ten sposób spełniła ostatnią wolę córki, która zawsze chciała przeprowadzić się na Warmię i tam zostać na stałe.

Mimo tego, że ceremonia pożegnalna to czas smutku i zadumy, to po niej nastroje krapkowickiej społeczności stają się coraz bardziej zaognione.

Opinia publiczna oczekuje ujęcia i ukarania sprawcy, a członkowie społeczności patrzą na siebie nawzajem z coraz większą podejrzliwością.

Tak jak wspominałam we wstępie, sprawa była bardzo medialna, więc też szeroko komentowana w internecie.

I to właśnie na forach internetowych, a także w różnych serwisach społecznościowych coraz mocniej zaczyna wybrzmiewać teza, że zabójcą może być pan Krzysztof, tata Wiktorii.

Podobno w dzień zaginięcia między nim a córką doszło do kłótni i właśnie to miało być rzekomym motywem.

Inną osobą podejrzewaną przez internautów jest Dawid, były chłopak Wiktorii.

Para zerwała ze sobą jakiś czas wcześniej, a Wiktoria zaczęła spotykać się z Darkiem, więc Dawid mógł być zazdrosny i dlatego zdecydował się odebrać życie byłej dziewczynie.

Śledczy chyba również brali pod uwagę motyw zazdrości, ponieważ Dawid był kilka razy przesłuchiwany, a także pobrano od niego próbkę DNA.

Badania nie potwierdziły jednak jego udziału w sprawie.

Finalnie pan Krzysztof, zmęczony całą internetową nagonką, zwraca się do detektywa Rutkowskiego z prośbą o przeprowadzenie badania wariografem.

Chęć wzięcia udziału w badaniu zgłasza również Dawid, ponieważ z tych samych względów co tata Wiktorii chce udowodnić swoją niewinność.

Badanie zostaje przeprowadzone w połowie kwietnia, a jego wyniki są dość jednoznaczne.

Na konferencji prasowej zostaje jasno powiedziane, że zarówno Dawid jak i pan Krzysztof nie mają związku z zaginięciem ani z zabójstwem.

Mimo intensywnie prowadzonego śledztwa w kwietniu nie opublikowano już żadnych nowych informacji na temat sprawy.

Wraz z początkiem maja na płocie ogradzającym teren krapkowickiej przepompowni ścieków pojawia się krzyż zbity z dwóch pomalowanych na biało desek.

Tuż pod krzyżem ktoś powiesił zdjęcie zmarłej nastolatki z podpisem na zawsze w naszej pamięci.

Nie wiadomo kto był autorem krzyża, natomiast pomysł został przyjęty przez mieszkańców, którzy cyklicznie zaczęli ustawiać dookoła zapalone zgnicze.

W efekcie powstało miejsce upamiętniające Wiktorię.

W społeczności nadal narasta złość i poczucie niesprawiedliwości, a mieszkańcy liczą na to, że sprawca wkrótce poniesie zasłużoną karę.

Niespodziewany przełom nadchodzi już kilka dni później, 5 maja.

To wtedy śledczy z Opola zatrzymują 17-letniego mieszkańca Gogolina, czyli tego miasta, do którego Wiktoria odprowadzała koleżankę w dzień zaginięcia.

Chłopak ma na imię Artur, a w Gogolinie mieszka razem z tatą oraz partnerką taty Edytą.

Jego mama opuściła rodzinę, gdy Artur był kilkuletnim dzieckiem, więc chłopak przez większość życia był wychowywany jedynie przez tatę.

Rodzina nie jest zbyt zamożna, a sąsiedzi regularnie widują, jak Artur z jednym z kolegów zbiera złom.

Jest to jego sposób na zorganizowanie sobie dodatkowej gotówki, ponieww domu nie może liczyć na zbyt częste otrzymywanie kieszonkowego.

Niestety Artur ma dość burzliwą przeszłość i zdarzało mu się praktykować również nielegalne sposoby na wzbogacenie się, mianowicie dokonywał drobnych kradzieży.

Nie były to jakieś wartościowe przedmioty, głównie słodycze.

Zdarzało się to jednak na tyle często, że chłopak aż sześć razy stawał przed sądem dla nieletnich.

Sąd najczęściej umarzał postępowanie ze względu na niską szkodliwość czynu, natomiast Artur przebywał pod nadzorem kuratora.

Zastosowano środek wychowawczy właśnie ze względu na dużą częstotliwość skradzieży, a także na fakt, że chłopak dość regularnie wagarował.

Mimo tych problemów wychowawczych nie zdarzało mu się zachowywać agresywnie, dlatego gdy do drzwi mieszkania zapukali policjanci, tata Artura był pewien, że syn ma być przesłuchany w charakterze świadka, bo może po prostu coś słyszał na temat zabójstwa Wiktorii.

W ogóle nie brał pod uwagę, że Artur jest zatrzymany jako podejrzany o dokonanie zabójstwa.

Po dotarciu na komisariat, policjanci rozpoczynają przesłuchania, a Artur składa obszerne wyjaśnienia, w których opisuje swoje ostatnie spotkanie z Wiktorią.

7 marca zobaczył ją niedaleko sklepu przy ulicy Kamiennej w Gogolinie.

Nastolatka kierowała się w stronę Krapkowic, a w międzyczasie rozmawiała przez telefon i pisała smsy.

To wtedy Artur miał wpaść na pomysł, że ukradnie jej telefon, aby potem albo samemu go używać, albo sprzedać.

Uznał jednak, że centrum miasta to nie najlepsze miejsce na dokonanie kradzieży, poniewWiktoria może go zapamiętać i w ten sposób zostanie ujęty.

Dodatkowo godzina była jeszcze dość wczesna, więc w okolicy kręciło się sporo osób.

W związku z tym Artur zaczął śledzić Wiktorię, czekając na dogodną okazję, aby wyrwać jej telefon.

Gdy znaleźli się na leśnej ścieżce obok nieużywanych torów kolejowych, uznał, że to idealny moment na atak.

Gdy był już tylko metr za nią, wyciągnął rękę, by zabrać telefon, jednak Wiktoria była świadoma, że ktoś ją śledzi i kątem oka zauważyła wyciągniętą rękę, złapała ją i wykręciła.

Okazało się jednak, że Artur ma więcej siły, więc odepchnął ją od siebie, a potem dziewczyna upadła i uderzyła głową o tory, po czym straciła przytomność.

Wtedy Artur zabrał jej telefon i zaczął uciekać w stronę domu.

Mniej więcej w połowie drogi do Gogolina, jak to sam określił, coś go ruszyło i zawrócił, aby sprawdzić, co się dzieje z Wiktorią.

Gdy wrócił na miejsce, gdzie przed chwilą doszło do szarpaniny, zobaczył, że dziewczyna nadal leży na ścieżce w tej samej pozycji, w jakiej ją zostawił.

W związku z tym uznał, że najwidoczniej zmarła wskutek uderzenia głową o tory, co jest zastanawiającą tezą, bo przecież nie tak trudno sprawdzić, czy ktoś np.

W ogóle nie sprawdzał w żaden sposób czynności życiowych, tylko uznał, że musi pozbyć się ciała.

Przypomnę, że zgodnie z wynikami sekcji zwłok, Wiktoria w tamtym momencie nadal żyła.

Artur rozpoczął poszukiwania odpowiedniego miejsca, by ukryć ciało i chodząc po lesie doszedł do przepompowni ścieków.

Potem wrócił po Wiktorię i ponownie pokonał drogę do przepompowni ciągnąc ją po ziemi.

Zgodnie z jego zeznaniami w trakcie przemieszczania dziewczyna nie dawała żadnych znaków życia.

Po dotarciu na miejsce umieścił ciało we wcześniej wspomnianym zbiorniku i zamknął klapę.

Nie wiadomo ile czasu mu to wszystko zajęło, ale być może gdyby policjanci od razu rozpoczęli poszukiwania i skierowali się do lasu, to historia zakończyłaby się zupełnie inaczej.

Po pozbyciu się ciała Artur ruszył w stronę domu, a po drodze wyrzucił wcześniej ukradziony telefon do strumyka.

W mieszkaniu od razu się umył, przebrał, a także wyczyścił kurtkę z śladów krwi.

Albo może trafniej mówiąc, wydawało mu się, że wyczyścił kurtkę, poniewwłaśnie ta kurtka okazała się później kluczowym dowodem w sprawie.

Na podpince zabezpieczono ślady krwi Wiktorii, a na nagraniach z monitoringu było widać, że dokładnie to okrycie wierzchnie Artur miał na sobie 7 marca.

Spanikował, dlatego chciał pozbyć się ciała i wszelkich dowodów wiążących go ze sprawą.

Dodał również, że w momencie zdarzenia był pod wpływem narkotyków, ale nie wiem czy to w jakiś sposób potwierdzono i czy w ogóle jest możliwość wykonania testu potwierdzającego, że ktoś brał narkotyki dwa miesiące wcześniej.

Dwa dni po zatrzymaniu Artura, to jest 7 maja, sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu ze względu na obawy matactwa, a także wysoki stopień brutalności przestępstwa.

Siedemnastolatek został skierowany na obserwację psychiatryczną, gdzie biegli potwierdzili, że był poczytalny w momencie popełniania zbrodni.

Odbył również rozmowę z panią psycholog, natomiast szczegóły tej rozmowy omówię później przy procesie sądowym.

Tego samego dnia, gdy sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu, strażacy wypompowali część wody ze strumyka płynącego nieopodal przepompowni ścieków, a później przeszukiwali to miejsce za pomocą wykrywacza metalu.

Nie ma oficjalnych informacji, czego dokładnie szukali, natomiast prawdopodobnie telefonu, bo Artur wyrzucił go mniej więcej w tamtym miejscu, albo ewentualnie metalowego narzędzia zbrodni, jeżeli przyjęto założenie, że utrata przytomności nastąpiła wskutek uderzenia w głowę, ale może czymś innym, a nie po upadku na tory.

Gdzieś też czytałam wzmiankę, że według zeznań Artura, gdy wrócił na miejsce zbrodni, Wiktoria leżała twarzą do ziemi i to się trochę wyklucza z tą wcześniejszą wersją, ponieważ sugeruje bardziej upadek po uderzeniu czymś w tył głowy, a nie upadek po odepchnięciu, bo gdy kogoś odpychamy, to raczej ta osoba leci do tyłu i upada na plecy.

Aczkolwiek to tylko takie luźne spekulacje, ponieważ nie wiadomo z której strony czaszka była stłuczona, więc możemy jedynie zgadywać.

Przechodząc do pewniejszych i zasadnych wątpliwości, to rodzice Wiktorii w rozmowach z mediami wielokrotnie podkreślają, że według nich Artur nie działał sam.

Oglądając zdjęcia i nagrania związane z tą sprawą, trudno się z nimi nie zgodzić.

Według zeznań Artura musiał on ciągnąć nieprzytomną dziewczynę po lesie, potem sam przerzucić ją przez ogrodzenie mierzące od 1,5 do 2 metrów, a następnie otworzyć ciężki metalowy właz i wrzucić ją do środka.

Wiktoria, przypomnę, była dość wysoka, miała ponad 1,70 m wzrostu i ważyła pomiędzy 50 a 60 kg.

Jak ktoś ogląda na YouTube, to widzi zdjęcie, reszta musi mi uwierzyć na słowo.

W każdym razie jest takie zdjęcie, że prowadzi go dwóch policjantów.

On jest od nich wyraźnie niższy i mimo, że ma na sobie luźne ubrania, to wydaje się dość szczupły, a ten proces pozbywania się ciała, który opisywał, brzmi jak jednak duży wysiłek wymagający sporej siły.

Śledczy zdecydowali więc o przeprowadzeniu eksperymentu, w trakcie którego Artur miał przenieść manekina o podobnym wzroście i wadze jak Wiktoria.

Po przejściu drogi do przepompowni manekin był cały poszarpany.

a na ciele ani ubraniach Wiktorii takich śladów nie było.

Bardziej wyglądało to tak, jakby ktoś ją przeniósł na rękach, a Artur prawdopodobnie nie miał do tego wystarczającej siły, poza tym zeznał coś zupełnie innego.

Kolejną zagadkową kwestią jest umieszczenie ciała w zbiorniku, ponieważ na jednym z nagrań ten zbiornik widać i klapa jest zablokowana kłódką.

Jak to się stało, że Arturowi mimo to udało się otworzyć zbiornik?

Poza tym przed znalezieniem zwłok teren przepompowni był przeszukiwany aż trzy razy i nie natrafiono na żaden ślad.

Pojawiają się więc przypuszczenia, że może ciało zostało tam podrzucone później.

Odnośnie przerzucania ciała przez płot, to w materiale uwagi jest taki fragment, gdzie Krzysztof Rutkowski pokazuje, że w ogrodzeniu jest dziura i to przez nią sprawca mógł wrzucić ciało.

Tylko, że to nie jest taka dziura powiedzmy wycięta na stałe albo powstała wskutek stałego odgięcia siatki, tylko jest to po prostu miejscowo luźna siatka, którą jak się przytrzyma to faktycznie jest dziura, ale jak się puści to ona wraca na miejsce i pozornie wygląda jakby tej dziury nie było.

Z praktycznego punktu widzenia musiałaby być więc jakaś druga osoba podtrzymująca siatkę, podczas gdy ta pierwsza wrzucałaby ciało.

O ile w ogóle by się zmieściło, bo patrząc na nagranie wydaje mi się, że miejsca jest dość mało, ale może na żywo inaczej to wygląda.

Ponadto, pomijając już to wszystko, to fakt, że w momencie nagrywania materiału jest jakaś dziura w siatce, nie jest równoznaczny z tym, że była tam również w momencie popełniania zbrodni, tym bardziej, że te wydarzenia dzieli zapewne jakiś czas, pewnie kilka miesięcy.

W związku z tymi wszystkimi wątpliwościami, policjanci zatrzymują jeszcze jednego podejrzanego, również mieszkańca Gogolina, jednak na przesłuchaniu okazuje się, że podejrzany ma alibi i zostaje zwolniony do domu.

Później nie natrafiono na żadne inne tropy prowadzące do domniemanego drugiego sprawcy.

Początkowo prokuratura stawia Arturowi zarzut dokonania rozboju oraz spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego skutkiem była śmierć Wiktorii, ale później ta kwalifikacja zostaje zmieniona na zabójstwo.

Akt oskarżenia trafia do sądu 18 kwietnia 2016 roku, a pierwszy wyrok zapada 5 miesięcy później, 27 września 2016 roku.

Wyrok zapada przed sądem okręgowym w Opolu i w sprawie orzeka sędzia Jarosław Mazurek, a rodzice Wiktorii występują w roli oskarżycieli posiłkowych.

Po około 20 minutach od rozpoczęcia rozprawy dziennikarze opuszczają salę rozpraw, ponieważ sąd podejmuje decyzję o wyłączeniu jawności na czas całego postępowania dowodowego, czyli zeznań oskarżonego, świadków, a także biegłych.

Wniosek o wyłączenie jawności złożyła pani prokurator prowadząca sprawę, natomiast poparli go zarówno obrończyni Artura, jak i rodzice Wiktorii.

Jawność włączono ponownie na czas wygłaszania mów końcowych oraz ogłaszania wyroku, stąd mamy kilka informacji o przebiegu procesu.

Psycholog wskazała, że Artur posiada osobowość skrajnie dyssocjalną, czyli charakteryzującą się m.in.

niskim poziomem empatii, a także lekceważeniem norm społecznych, co przejawia się w jego przypadku np.

Osoby z tym zaburzeniem dążą do szybkiego zaspokajania swoich potrzeb, nie uwzględniając w tym potencjalnych kosztów ani dobra innych.

Dodatkowo w dość ograniczony sposób wyciągają wnioski z przebytych doświadczeń, szczególnie z odbytych kar,

co poniekąd wyjaśniałoby, dlaczego Artur mimo tylu procesów przed sądem dla nieletnich nie zmieniał swojego zachowania.

Biorąc to wszystko pod uwagę, biegła psycholog nie zaproponowała żadnego systemu terapii, jaki mógłby pomóc Arturowi,

ponieww jej ocenie poziom zaburzeń osobowości w jego przypadku jest tak znaczny, że szanse na pozytywne zmiany są bardzo małe, a rokowania terapii praktycznie żadne.

W mowie końcowej obrończyni Artura podkreśliła, że sprawcę mimo wszystko trzeba wychować, a nie szukać zemsty, natomiast pełnomocnik rodziców Wiktorii, a także pani prokurator,

Wnioskowali o najwyższy możliwy wyrok, czyli 25 lat pozbawienia wolności, a także wypłatę za dość uczynienia w kwocie 100 tys.

zł dla każdego z rodziców.

Artur nie mógł zostać skazany na dożywocie, ponieww momencie popełniania zbrodni nie miał skończonych 18 lat.

Co do wypowiedzi samego oskarżonego, to przed ogłoszeniem wyroku przeprosił rodziców Wiktorii, jednak według nich nie były to szczere przeprosiny, ponieważ ich zdaniem chłopak kogoś krył.

Gdyby szczerze okazywał skruchę, wyjawiłby całą prawdę również na temat ewentualnego wspólnika.

Wyrok wywołał duże poruszenie na sali sądowej, ponieważ sąd skazał Artura na 14 lat pozbawienia wolności z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po odbyciu już 7 lat kary.

W zakresie zadośćuczynienia sąd przychylił się do wniosku pełnomocnika rodziców i zasądził, że Artur musi zapłacić po 100 tysięcy złotych każdemu z nich,

a także dodatkowo łącznie 4400 złotych tytułem zwrotu kosztów poniesionych na opłacenie pełnomocnika.

Co ciekawe, kompletnie w opozycji do przedstawionej opinii biegłej, sąd orzegł, że Artur ma odbywać karę w systemie terapeutycznym.

Uargumentowano to tak, że chłopak ma deficyt w zakresie kwestii osobowościowych i wymaga terapii, która pozwoli na przystosowanie go do samodzielnego życia w społeczeństwie.

Jeżeli ktoś z Was nie wie, to przykaże odbywanej w systemie terapeutycznym, skazany przebywa w więzieniu, ale na specjalnym oddziale i musi realizować odgórnie ustalony plan terapii.

Gdy ten plan się zakończy, skazany jest przenoszony na zwykły oddział.

Do sądu apelacyjnego wpływają aż trzy odwołania.

Pierwsze od obrończyni Artura, która chciała, aby zmieniono kwalifikację czynu ponownie na rozbój, czyli tak jak było na początku.

W takim wypadku Artur mógłby zostać skazany maksymalnie na 8 lat więzienia.

Kolejne odwołania złożyli pełnomocnik rodziców Wiktorii, a także pani prokurator.

Im z kolei zależało na zwiększeniu wymiaru kary do 25 lat pozbawienia wolności, czyli tak jak wcześniej wnioskowali.

Wyrok przed sądem apelacyjnym we Wrocławiu zapada 4 miesiące później, 11 stycznia 2017 roku, a w sprawie orzeka sędzia Edyta Gajgał.

W trakcie procesu mocno wybrzmiewa argumentacja oskarżenia, poparta opinią psychologiczną.

Z opinii biegłych jasno wynika, że Artur jest skrajnie zdemoralizowany, a rokowania terapii są nikłe.

Kara w systemie terapeutycznym wobec tego w jego przypadku jest bezcelowa.

Tym bardziej, że wcześniej stosowano już środek wychowawczy w postaci nadzoru kuratora i nic to nie dało.

Artur w tamtym czasie niezmiennie kradł, a także regularnie zażywał narkotyki.

Sąd ostatecznie przychylił się do tej argumentacji i biorąc to pod uwagę zwiększył karę do 25 lat pozbawienia wolności, podkreślając, że dla Artura ważne są w życiu tylko dwie wartości – korzyści materialne i ochrona własnej osoby.

Obrończyni Artura podjęła ostatnią próbę walki o zmniejszenie wyroku i wniosła skargę kasacyjną.

31 stycznia 2018 roku przed Sądem Najwyższym zapadł ostatni wyrok w sprawie.

Jest to jedyny wyrok opublikowany online, tych wcześniejszych nie ma, natomiast wyrok Sądu Najwyższego w uzasadnieniu zawiera różne wzmianki na temat tego, co działo się na poprzednich rozprawach, dlatego też udało mi się mniej więcej odtworzyć chronologię wydarzeń.

W sądzie najwyższym przewodniczącą składu sędziowskiego była sędzia Barbara Skoczkowska i bez zbędnego przedłużania kasacja została oddalona.

Tym samym wyrok sądu apelacyjnego został podtrzymany, a Artura skazano na 25 lat pozbawienia wolności.

Nie znalazłam informacji po jakim czasie może ubiegać się o zwolnienie warunkowe, ale zapewne po 15 lub 20 latach, więc w najlżejszym wariancie zostało mu jeszcze 7 lat, o ile zaliczono areszt na poczet kary, ale to jest najczęściej zaliczane.

Chętnie bym jeszcze rozwinęła wątek opinii psychologicznej, ale chyba mam trochę za małą wiedzę na ten temat, więc tylko powiem, że dyskusyjne wydaje mi się stwierdzenie, że rokowania psychoterapii są żadne i może pomóc tylko trwała izolacja w przypadku osoby, u której i tak nie zastosowano tej trwałej izolacji.

Artur tak czy inaczej wyjdzie na wolność za kilka lub kilkanaście lat i wróci do życia w społeczeństwie.

Zrezygnowano całkowicie z psychoterapii, która może by coś dała, może nie, ale byłaby jakaś minimalna szansa na zmianę, a tak to prawdopodobnie powrót do punktu wyjścia.

Charakterystyka jego zaburzeń brzmi trochę tak, jakby była duża szansa na to, że po wyjściu na wolność znów będzie łamał prawo, bo też nie zna żadnego innego stylu życia.

Chociaż może się mylę i może Artur przejdzie resocjalizację z pozytywnym skutkiem.

Z opisów to tyle.

Na koniec tradycyjnie zapraszam Was do wysłuchania ostatniej części, czyli dodatkowych informacji.

Dodatkowe informacje i zagadkowe wątki.

Wartość telefonu, który Artur chciał ukraść Wiktorii określono na 400 zł.

Każdy motyw do zabójstwa jest zły, ale w przypadku tak prozaicznych i głupich motywów zbrodnie są jeszcze bardziej bulwersujące.

Z zeznań Edyty, partnerki taty Artura, wiemy, że gdy w telewizji emitowano materiał o Wiktorii i szukano sprawcy, Artur był bardzo oburzony i razem z tatą dywagowali, co zrobiliby osobie, która dokonała zabójstwa.

Niektóre źródła zawierają też wzmianki, że Artur brał czynny udział w zorganizowanych poszukiwaniach Wiktorii.

Wróćmy na chwilę do zeznań koleżanek Wiktorii.

Podobno przez kilka tygodni chodził za nią jakiś chłopak w dresie.

Charakterystyka mogłaby pasować do Artura, ale tak jak wcześniej mówiłam, również do wielu innych osób.

Natomiast jeżeli to był on, to tak się starał i śledził ją przez tyle czasu tylko po to, żeby ukraść telefon, czy stało za tym coś więcej?

A jeżeli to nie był on, to ciekawe kto i czy to ma jakiś związek ze sprawą, szczególnie w obliczu wątku tego domniemanego, niezidentyfikowanego pomocnika w zbrodni.

Ciekawe, czy opinia profesora Hołysta miała w sobie ziarno prawdy i faktycznie miejsce ukrycia ciała nie było przypadkowe, a sprawca odczuwał jakąś więź z ofiarą.

Moim zdaniem brzmi to dosyć prawdopodobnie, ale każdy z Was pewnie będzie miał na ten temat inną opinię.

Jeżeli chcecie, możecie napisać w komentarzach.

0:00
0:00