Mentionsy
Śmiertelna manipulacja w domu idealnej rodziny. | Anna i Bernadetta G.
Gdy we wsi Henryków znika 21-letnia Ania, przerażeni mieszkańcy zaczynają wierzyć w krążącą legendę o tajemniczym białym busie. Nikt nie przypuszcza, że pod maską idealnej rodziny kryje się chory plan.
-------------------
SŁUCHAJ WCZEŚNIEJ I BEZ REKLAM - WSPARCIE CYKLICZNE: https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg/join
JEDNORAZOWE WSPARCIE PODCASTU: https://buycoffee.to/szkickryminalny
CHESZ USŁYSZEĆ WIĘCEJ HISTORII? ZAPRASZAM NA TIK TOK-A: https://www.tiktok.com/@szkic.kryminalny
KONTAKT: [email protected]
ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/1jYbNHGVhBlXplPWpmjjrNPSR_KaUzpyanwdvFIhcuDM/edit?usp=sharing
MUZYKA W TLE:
Arthur Vyncke - Uncertaintyhttps://www.youtube.com/watch?v=0RRWCxfkmtA&t=0s
MUZYKA INTRO: Sound ride music - Countdown to apocalypseCredits:Music: Countdown to Apocalypse by SoundridemusicLink to Video: https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s
MUZYKA INTRO 2:"Nyoko - Flowing Into The Darkness" is under a Free To Use YouTube license / redowthered Music powered by BreakingCopyright: • Dark Ambient Music (No Copyright)
MUZYKA POCZĄTEK / KONIEEC: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE
Materiały video zawarte w odcinku pochodzą z dostępnych zasobów Canvy, a także z archiwum własnego. // Scenariusz, realizacja, montaż: Aleksandra Orłowska
Rozdziały (1)
Możesz też jednorazowo wesprzeć mój podcast stawiając mi kawę na BuyCoffee2.
Sponsorzy odcinka (1)
"Możesz też jednorazowo wesprzeć mój podcast stawiając mi kawę na BuyCoffee2."
Szukaj w treści odcinka
Niestety to co najgorsze przyszło w niespodziewanym momencie z rąk najbliższych, a skomplikowane i toksyczne relacje doprowadziły do tragedii, której nikt w okolicy się nie spodziewał.
Jeżeli doceniasz mój podcast, daj łapkę w górę i subskrypcję na YouTube albo wystaw ocenę na Spotify.
To właśnie na obrzeżach Henrykowa mieszka rodzina G, czyli główni bohaterowie dzisiejszego odcinka.
Jeżeli zapytać by kogokolwiek we wsi o to jacy to byli ludzie, wszyscy zapewne powtórzyliby jedno, że państwo G. oraz ich córki to rodzina porządna, szczęśliwa i bardzo się kochająca.
Tą posadę udaje jej się utrzymać od lat, z tego co wiadomo pani Halina lubi swoją pracę, natomiast minusem niewątpliwie są dojazdy.
Placówka, w której pracuje nie mieści się w Henrykowie, ani nawet w pobliskich Ziębicach czy Ząbkowicach, a we Wrocławiu, więc długie dojazdy stanowią dla niej codzienność.
O tyle dobrze, że w Henrykowie znajduje się stacja kolejowa, więc w razie czego jest alternatywa dla samochodu.
Jeszcze dalej do pracy musi dojeżdżać jej mąż, chociaż on nie dojeżdża codziennie, a wyjeżdża w kilkutygodniowe delegacje, bo pan G., aby zapewnić rodzinie godny byt i utrzymać dom, w pewnym momencie decyduje się na podjęcie pracy w Niemczech.
Wyjechał tam głównie dla swoich córek, po to, aby im pomóc, by ułatwić start w dorosłość i zapewnić po prostu lepsze życie.
Wydarzenia, o których opowiem, rozegrały się w 2006 roku.
Gospodarczo w Polsce nie był to najlepszy czas, bezrobocie było wysokie, tu mówimy dodatkowo o realiach wiejskich, więc w Polsce pan G. nie miał szczególnie dobrych perspektyw.
Za granicą może zarobić dużo więcej, a zarobione przez niego pieniądze pozwalają rodzinie żyć na całkiem dobrym poziomie.
Gdy przechodzi się ich ulicą w oczy rzucają się przede wszystkim nowe białe okna w tym domu oraz kontrast pomiędzy nim a domem znajdującym się na sąsiedniej posesji.
Sąsiedni stary dom o pięknej linii, jak większość poniemieckich budynków w tamtym rejonie, powoli popada w ruinę, a dom rodziny G. wręcz przeciwnie.
Lśni białym tynkiem, co sąsiedzi kwitują stwierdzeniem, że budynek wygląda tak samo przyzwoicie, jak przyzwoita jest zamieszkująca go rodzina.
Przed budynkiem widać zadbany ogródek, z tyłu trzymane są zwierzęta, bo rodzina prowadzi też małe gospodarstwo, gdzie hodują świnie, kury oraz perliczki.
Tego wszystkiego pod nieobecność męża pilnuje właśnie pani Halina, to ona można powiedzieć trzyma wszystko żelazną ręką i stara się zarządzać domem.
Najstarsza z sióstr zdążyła już założyć własną rodzinę, mieszka w innej miejscowości i zgodnie chyba z jakąś rodzinną tradycją też pracuje na poczcie.
W okolicach 2006 roku rozważa podobnie jak jej tata podjęcie pracy za granicą, z tym że ona myśli o wyjeździe do Anglii, ale z tego co wiadomo nie robi też żadnych bardziej zdecydowanych kroków ku temu i gdy rozgrywają się kluczowe wydarzenia nadal jest w Polsce.
Starsza, 21-letnia Ania to drobna, filigranowa i bardzo ładna dziewczyna.
Niestety nigdzie nie ma zdjęć żadnej z nich, natomiast są wzmianki na temat ich wyglądu w źródłach, gdzie Anię opisywano jako śliczne chucharko, szczupłą, sympatyczną blondynkę o prostych włosach, zaczesanych zazwyczaj gładko za ucho i dużych, piwnych oczach.
Gdy rozgrywają się kluczowe wydarzenia, jest studentką dziennikarstwa i komunikacji społecznej, studiuje w trybie zaocznym, więc jednocześnie pracuje i mocno koncentruje się na samorozwoju,
Dlatego po pracy popołudniami dużo się uczy oraz czyta.
Jak mówią jej bliscy, Ania wybrała taki, a nie inny kierunek studiów, bo marzy o pracy dziennikarki, ale nie takiej telewizyjnej, nie ma jak to się mówi parcia na szkło, wręcz przeciwnie, jest skromną osobą, która nie lubi być w centrum uwagi.
Jej zawodowym marzeniem nie jest błyszczeć w świetle reflektorów, a bardziej mieć na coś wpływ i realnie pomagać ludziom.
Chce nauczyć się dziennikarskiego warsztatu, aby rzetelnie opisywać ludzką krzywdę oraz problemy z jakimi się mierzą i w ten sposób wpływać na polepszenie ich losu.
W zdobyciu pracy pewnie pomogła jej mama.
Nie wiadomo ogólnie, czy pani Halina jeździ do pracy pociągiem, czy ma swój samochód.
Ale nawet jakby miała i nim jeździła, no to ze względu na inne godziny, Ania rzadko ma możliwość z nią podróżować.
Swojego samochodu też nie ma, więc codziennie jeździ pociągiem, co sumując drogę w obie strony zajmuje jej ponad dwie godziny dziennie.
Anna zarabia raczej słabo, no ale dla niej liczy się przede wszystkim to, że ta praca po pierwsze w ogóle jest, a po drugie jest w instytucji państwowej, więc należy raczej do tych stabilnych.
Sąsiedzi wiedzą, że matka sióstr jest zapobiegliwa, więc przewidują też, że najmłodszą Bernadettę po skończeniu szkoły średniej zapewne również ulokuje na jakiejś posadzie na poczcie.
Tylko czy 17-letnia Bernadetta w ogóle tego chce?
Po jej opisie można wywnioskować, że tak monotonne zajęcie mogłoby nie spełniać jej kryteriów.
Ona i Ania, tak jak wspominałam, znacznie się różnią, zaczynając już od samego wyglądu.
Bernadetta ma znacznie ciemniejszy typ urody, ciemne włosy oraz ciemne oczy, a do tego jest wyższa i nie jest też taka drobna jak Ania, ma bardziej atletyczną sylwetkę oraz więcej siły, z czego doskonale zdaje sobie sprawę.
Ludzie odbierają to bardziej jako żarty, a nie żeby Bernadetta się wywyższała, bo ogólnie postrzegają ją, podobnie jak jej siostrę, jako uczynną i miłą dziewczynę.
Często na przykład pilnowała ona dzieci małżeństwa mieszkającego w okolicy, gdy ich rodzice pracowali poza domem, lubiła to robić i z wzajemnością te dzieci też absolutnie za nią przepadały.
Jej charakter, podobnie jak wygląd, drastycznie różni się od osobowości siostry.
Nauczycielka z liceum ekonomicznego w pobliskim Strzelinie, w którym uczy się Bernadetta, opowiada później w jednym z wywiadów, że ona z nieskrywanym entuzjazmem rwała się do szkolnych występów teatralnych.
Pragnęła zagrać wielką rolę Hamleta, chciała być na scenie zawsze pierwsza, najlepsza i co najważniejsze jedyna.
Bo co jeszcze trzeba o niej powiedzieć, to to, że w przeciwieństwie do Ani, Bernadetta uwielbia być w centrum uwagi.
Mimo, że jest chętna do udziału w szkolnych przedstawieniach, to pod innymi względami szkoła niezbyt ją interesuje.
Bernadetta nie należy do grona pilnych uczennic, ma spore problemy z kilkoma przedmiotami, a w dzienniku z tygodnia na tydzień pojawia się u niej coraz więcej ocen niedostatecznych.
Oczywiście nie ze wszystkiego trzeba być wybitnym, natomiast u niej to są na tyle poważne problemy, że jak prognozują nauczyciele może mieć trudności w ogóle ze zdaniem do następnej klasy.
Do tego na jej temat wśród rówieśników krążą różne plotki, ma ona powiedzmy bardziej kontrowersyjną osobowość niż Ania i wielu osobom podpada.
W okolicy szeptano, że rzekomo uwiodła żona tego kierowcę szkolnego busa i komentowano złośliwie, żeby tylko tego jednego.
Z drugiej strony jeden z sąsiadów podchodzi do tego z rezerwą, mówiąc w rozmowie z mediami, że ani ona nie zachowywała się lepiej, ani gorzej od innych nastolatek z okolicy.
Dodaje, że nieraz słyszał, jak dziewczyny przechwalały się między sobą, czego to nie robiły, ale czy im wierzyć, to inna kwestia.
Sytuacja w domu rodziny G, jak już mogliście się zorientować, wygląda tak, że siostry raczej sporo czasu spędzają same.
Tata często jest za granicą, mama dużo pracuje, też na nocki, w dzień czasami odsypia, więc to Ania, jako ta starsza, czuje się odpowiedzialna za dom.
Bardzo zależy jej na tym, aby siostra wzięła się w garść, poprawiła fatalne stopnie i zdała maturę.
Na razie jednak do studiów daleko, bo jeśli młodsza siostra utrzyma obecny poziom, to nie wiadomo czy w ogóle dotrwa do klasy maturalnej.
Ania bierze więc sprawy w swoje ręce, robi wszystko, żeby ona do tej klasy dotrwała, zaczyna pomagać jej w nauce i systematycznie odrabia z nią prace domowe.
Kiedy mama jest w pracy, Ania mówiąc wprost rządzi w domu i próbuje, podobnie jak pani Halina, dyktować twarde warunki, rób to, nie rób tamtego, nigdzie dzisiaj nie wyjdziesz, bo nie odrobiłaś lekcji itd.
Niestety z czasem te narzucane z góry zakazy i dobre w gruncie rzeczy chęci starszej siostry zaczynają potwornie irytować Bernadettę.
Pomiędzy siostrami dochodzi z tego powodu do licznych kłótni, chociaż równie szybko jak te konflikty wybuchają, tak samo szybko się kończą, ale do czasu, bo w ciągu kolejnych miesięcy dochodzi do splotu różnych wydarzeń, które sprawiają, że napięcie między nimi staje się wręcz permanentne.
Wszystko zaczyna się w listopadzie 2005 roku, to wtedy, pewnego wolnego popołudnia, Ania razem z Bernadettą postanawiają spędzić trochę czasu razem i idą wspólnie do karczmy w Henrykowie.
Gdy tak siedzą i rozmawiają, Ania niespodziewanie zauważa znajomą twarz, to jej były chłopak Dominik O.
Dominik jest od niej starszy, ma wówczas 25 lat i na co dzień mieszka w pobliskiej miejscowości o nazwie Targowica.
Z tego co Ania słyszała, jakiś czas temu wyjechał za granicę, do Włoch, zapewne w celach zarobkowych, ale jak wychodzi w rozmowie, bo witają się i zaczynają rozmawiać, niedawno wrócił na stałe do Polski.
Dominik z wyglądu jest niepozorny, bardzo szczupły, ale nadrabia pewnością siebie i pewnie tym sposobem szybko zwraca uwagę Bernadety.
Ta uwaga jest odwzajemniona, on też wyraźnie na nią spogląda z zaciekawieniem.
W tak młodym wieku, gdy ona nadal jest nastolatką, to sporo.
Ale mimo tego wzajemna fascynacja narasta i szybko przeradza się w coś więcej.
Bernadetta kompletnie traci głowę dla Dominika, jest w nim bardzo zakochana, ale też zachowuje się zaborczo.
Akceptowała w takim sensie, że ona nie miała już do byłego chłopaka żadnych uczuć, wiadomo, że nie budziło jej zazdrości, że on jest w nowym związku, natomiast nie podobało jej się, że spotyka się akurat z jej siostrą.
Po pierwsze dlatego, i tu argument w sumie niezwiązany typowo z samym Dominikiem, bo podobne zastrzeżenia Ania miałaby zapewne do każdego na tym miejscu,
Druga kwestia, i to już akurat związane z Dominikiem, to że ogólnie jego reputacja w okolicy pozostawiała wiele do życzenia.
Tak niezbyt dobrze, bo od teraz obok wiecznych spięć o szkołę i o ceny pojawia się jeszcze jedno ognisko konfliktu, mianowicie chorobliwa zazdrość o Dominika.
Zazdrość o koleżanki to przy tym nic, bo zdecydowanie najgorzej Bernadetta znosi kontakty między Dominikiem a Anią.
Według niej ten sprzeciw siostry nie bierze się z troski o nią, tylko z tego, że ona nadal coś do niego czuje, mają w końcu wspólną historię, o której ona najwidoczniej nie może zapomnieć, a te jej obawy narastają tym bardziej, że Dominik często bywa u nich w domu i gdy przychodzi, to on i Ania się nie unikają, wręcz przeciwnie, utrzymują ze sobą poprawne, koleżeńskie relacje, normalnie rozmawiają, śmieją się itd.
W głowie Bernadetty rodzą się w takich chwilach absurdalne scenariusze, a ich skutek jest często taki, że wybucha złością i bezpodstawnie oskarża Annie, że na pewno po cichu coś knuje i próbuje na nowo odbić jej partnera.
Sytuacja z miesiąca na miesiąc eskaluje, a po zachowaniu Bernadetty widać, że ona jakby nie może w ogóle odpuścić tego scenariusza, że Dominika i Annie mogłoby coś łączyć.
Po ponad pół roku ich spotykania się, w maju 2006 roku, jeden z kolegów Dominika organizuje ognisko.
Oczywiście go zaprasza, on przychodzi z Bernadettą, a ona chcąc mu coś najwidoczniej udowodnić, urządza prowokację, co ostatecznie doprowadza do awantury.
Nie wiadomo o co dokładnie poszło, ale w jednym z materiałów pojawia się taka sugestia, że ta prowokacja polegała na tym, że Bernadetta zaczęła podrywać jakiegoś kolegę Dominika, a gdy Dominik zwrócił jej uwagę, wykrzyknęła z pretensją, że skoro on tyle rozmawia z jej siostrą,
To jej zachowanie zwraca uwagę znajomych Dominika.
Koledzy wprost sugerują mu, żeby jednak rozważył poważnie zakończenie tego związku, bo Bernadetta jest emocjonalnie niestabilna i może mu w przyszłości wywinąć jakiś numer.
On ich wysłuchuje, ale koniec końców chyba dochodzi do wniosku, że nic takiego się nie stało.
Nie kończy więc tej relacji, a niedługo potem Bernadettcie udaje się go zaskoczyć po raz kolejny.
Po tym nieszczęsnym ognisku co prawda się nie rozstają, ale ich kłótnie przybierają na sile.
Pewnego razu Bernadetta, kłócąc się z nim, wykrzykuje z wyrzutem, że on nie ma dla niej w ogóle czasu, że rozmawia albo z jej siostrą, albo ze swoimi kolegami, a ona potrzebuje jego uwagi, bo jak oznajmia, jest w ciąży.
Zaczyna płakać, Dominik próbuje ją uspokoić, a ona, żeby udowodnić mu swoje słowa, wyciąga zdjęcie USG, mówiąc ze łzami w oczach, nasz synek.
Dominika bardzo uderza ta informacja, ma w rodzinie taką trudną historię, jego siostra cierpi na jakąś poważną chorobę mięśni, jej aktualnie już mąż dowiedział się o tym jeszcze przed ślubem, a mimo tego nie zostawił ani jej, ani dziecka, co Dominikowi bardzo zaimponowało.
On swojego dziecka też nie zamierza więc zostawiać, pociesza Bernadettę, najpierw chyba bardziej w takim kontekście, że jakoś sobie poradzą, ale później, po długiej rozmowie, dochodzą do wniosku, że są przecież jeszcze bardzo młodzi i to może nie czas na dziecko, więc będzie lepiej, jeśli Bernadetta usunie ciążę.
Nie wiadomo od kogo wychodzi taka propozycja, ale ona nie ma co do tego pomysłu żadnych większych zastrzeżeń, mówi, że to załatwi i koniec końców niedługo potem informuje Dominika, że wykonała zabieg.
Tak przynajmniej jest w niektórych źródłach, z kolei inne sugerują, że Dominik był pewien, że Bernadetta jest w ciąży przez cały czas, też w momencie, gdy rozgrywały się kluczowe wydarzenia.
W każdym razie po tym wyznaniu jej zachowanie nie ulega jakiejś większej zmianie.
No może oprócz jednego.
Fakt usunięcia ciąży, albo też to, że ona jest w tej ciąży, staje się od teraz nowym argumentem w ich kłótniach.
Podczas licznych sprzeczek Bernadetta prawie każdorazowo wypomina Dominikowi, że wyłącznie dla niego pozbyła się ich dziecka, ukośnik nosi jego dziecko, więc powinien ją traktować w jakiś tam sposób.
Ten sposób wywiera na nim presję i doprowadza do tego, że Dominik zawsze w tych kłótniach ostatecznie nagina się w jej stronę, nawet gdy początkowo nie chciał robić czegoś, czego ona oczekiwała.
Właściwie jest coraz gorzej od kiedy większość swojej energii Bernadetta poświęca na tak intensywne przeżywanie wszystkiego co dzieje się wokół tematu jej związku.
W szkole bywa naprawdę rzadko, regularnie wageruje, a jej zdanie do następnej klasy staje pod naprawdę dużym znakiem zapytania.
Ona boi się więc, że rodzice w końcu odkryją, że ma tyle ocen niedostatecznych, a jeszcze bardziej boi się, co z tego może wyniknąć.
Jest przekonana, że kiedy prawda wyjdzie na jaw, wściekli rodzice z miejsca obwinią o wszystko jej chłopaka, uznają, że to on odwraca jej uwagę od otaczającej rzeczywistości, a wizja tego, że zakażą im się widywać, jest dla niej po prostu niewyobrażalna.
Gdy mama dopytuje o termin zebrania dla rodziców, każdorazowo odpowiada, że jeszcze go nie ustalono, ale pani Halina staje się coraz bardziej dociekliwa.
Na nieszczęście Bernadety stronę mamy trzyma też starsza siostra, która doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ona znacznie opuściła się w nauce.
Co prawda jeszcze się nie wygadała.
Póki co sama próbuje ją pilnować, aby Bernadetta odrabiała lekcje i przygotowywała się do kolejnych sprawdzianów, ale młodsza siostra dopuszcza możliwość, że Ania w końcu nie wytrzyma i po prostu opowie mamie o wszystkim.
Dodatkowo, żeby zniechęcić go do, jak to odczytuje, flirtu z jej siostrą, dopowiada też, że ona wcale go tak nie lubi i że tak naprawdę jest przeciwna ich związkowi.
Zgodnie z jej słowami, Ania ma stanowić przeszkodę w jej życiu, może jej w jakiś sposób zagrażać, albo nawet nie tylko jej, ale też im, bo nie wiadomo, do czego w dłuższej perspektywie udaje się namówić mamę.
W końcu mama liczy się z jej zdaniem, więc gdyby Ania zasugerowała jej, że Bernadetta jednak nie powinna spotykać się z Dominikiem, to kto wie, co by się stało.
Tak mija kilka lub kilkanaście dni, nadchodzi poniedziałek 29 maja 2006 roku, więc swoją drogą będziecie tego słuchać prawdopodobnie w 20 rocznicę tych wydarzeń.
Ojciec dziewczyn w tamtym czasie jest w pracy za granicą, a pani Halina szykuje się i jedzie do Wrocławia, tego dnia ma nocną zmianę na poczcie.
Anna i Bernadetta zostają więc same w domu, a młodsza z sióstr, korzystając z okazji, zaprasza na wieczór swojego chłopaka, mają razem posiedzieć i pooglądać telewizję.
Następnego dnia rano, 30 maja, zaledwie kilka minut po godzinie 5 dzwoni telefon Ani.
Po tych słowach pani Halina kończy rozmowę i zaczyna zbierać się na pociąg powrotny.
Gdy jakieś dwie godziny później wchodzi do domu, Ani już nie ma.
Zakłada, że najwidoczniej się minęły, nie jest to nic zastanawiającego, natomiast po kilkunastu godzinach wraca myślami do starszej córki, bo zaczyna się niepokoić.
Nadszedł wieczór, a zawsze odpowiedzialna i punktualna Ania nie wróciła do domu i co więcej nie odbiera swojego telefonu.
Zaniepokojona mama zaczyna poszukiwania, dzwoni po znajomych, sąsiadach, sprawdza też w końcu w pracy i ku swojemu przerażeniu dowiaduje się, że córka tego dnia w ogóle nie dotarła na pocztę.
Pani Halina pyta Bernadettę czy coś wie, ale ona odpowiada, że spała, gdy siostra wychodziła, więc nic nie wie, dlatego ostatecznie 1 czerwca mama oficjalnie zgłasza zaginięcie policji.
Policjanci w pierwszej kolejności chcą ustalić, o której Ania wyszła z domu i gdzie skierowała się później.
Przepytują sąsiadów, komendant policji wspomina później, że aż sześć razy pytał najbliższą sąsiadkę o to, czy jest absolutnie pewna, że widziała Anię tamtego ranka idącą na stację, ale sąsiadka z pełnym przekonaniem odpowiada, że tak, że dałaby sobie wręcz za to obciąć głowę.
Problem polega na tym, że nikt inny nie widział ani w pociągu, ani nawet na stacji, a tym bardziej nikt ze znajomych nie zauważył jej tego dnia we Wrocławiu.
Póki co funkcjonariusze nie mają żadnego pomysłu co mogło się stać, więc w okolicy błyskawicznie zaczynają rozchodzić się plotki.
Cała społeczność Henrykowa jednoczy się i angażuje w przeczesywanie terenu.
Z Niemiec przyjeżdża też tata dziewczyn, do którego dotarły tragiczne wieści, a rodzinę wspiera również najstarsza córka.
To głównie ona pociesza ją w tych najgorszych chwilach, a do tego aktywnie uczestniczy w całej akcji poszukiwawczej.
Rozpytuje znajomych swoich i sestry, a także rozwiesza na słupach plakaty z wizerunkiem zaginionej.
Przy okazji jednej z wizyt u niego z wielkim oburzeniem opowiada jego mamie o procesie poszukiwań, mówiąc z desperacją, że zamierzają nawet wynająć jasnowidza i do skutku będą szukać Ani.
Do tego narzeka też na służby, mówiąc, że policja jest nieudolna, bo nie potrafią znaleźć jej siostry, dlatego ostatecznie bierze sprawy w swoje ręce i zaczyna jeździć z portretem Ani po lokalnych sklepach, pytając czy może ktoś jej ostatnio nie widział.
W końcu to ona jako ostatnia widziała swoją siostrę, dlatego zakładają, że musi wiedzieć coś więcej.
Przesłuchują ją jako jedną z pierwszych i zauważają, że najmłodsza córka państwa G. bardzo plącze się w zeznaniach.
Wnosi też nowy, ale niezbyt przekonujący wątek, bo twierdzi, że w tych powtarzanych w okolicy plotkach coś jest, dlatego że ona widziała tamtego ranka z okna, jak Ania idzie drogą i nagle drogę przecina jej ten słynny biały bus.
Gdy ją minął, gwałtownie się zatrzymał, a potem siostra jakby zniknęła w jego wnętrzu.
Niby ciekawy wątek, ale dla doświadczonych policjantów te rewelacje wydają się dziwne i wręcz naciągane.
Poza tym zastanawia ich, dlaczego Bernadetta nie wspomniała o tak charakterystycznym wydarzeniu wcześniej.
Zaczynają więc drążyć temat, ale wtedy nastolatka szybko się wycofuje, zmienia front i mówi, że ona tak naprawdę to w sumie niczego nie wie na pewno.
Dodaje jednak nowy szczegół, oświadcza, że nie znała planów siostry na ten dzień, kiedy zaginęła,
Ale wie, że miała się ona tamtego poranka spotkać z ich sąsiadem, Waldemarem, by rzekomo omówić jakieś pilne sprawy.
Niezwłocznie go zatrzymują, a przez kolejne dwa dni, gdy Waldemar jest przesłuchiwany, kilkudziesięciu ludzi z psami i sprzętem metodycznie przeczesuje cały teren wokół Henrykowa.
W końcu dochodzi do przełomowego odkrycia, które jednocześnie sprawia, że rodzina Annie powoli zaczyna tracić nadzieję na pozytywne rozwiązanie sprawy, a to dlatego, że w rzece ktoś z poszukujących znajduje porzucone ubrania ofiary.
Jego udział w tej sprawie zostaje całkowicie wykluczony, bo o żadnym porannym spotkaniu z Anią tamtego dnia nie mogło być mowy w jego przypadku.
Niedługo potem Waldemar zostaje więc wypuszczony na wolność, ale to nie koniec jego wątku, bo jakimś sposobem on dowiaduje się, że to Bernadetta go wskazała.
Pyta z pretensją, dlaczego rzuca na niego fałszywe podejrzenia i wtedy następuje coś, czego nikt w ich otoczeniu się nie spodziewał, bo w trakcie rozmowy Bernadetta prawdopodobnie pod wpływem emocji przyznaje, że ciało Ani od kilku dni leży w lesie, a wie to stąd, że to ona zabiła swoją siostrę i ją tam ukryła.
Zszokowany Waldemar niezwłocznie zawiadamia o wszystkim policję, a funkcjonariusze niedługo potem faktycznie znajdują ukryte w zagajniku ciało zaginionej.
Śledczy nie mają wątpliwości, że to było brutalne morderstwo, a co do pierwszych ustaleń z miejsca zbrodni, to od razu staje się dla nich jasne, że to tak naprawdę nie jest miejsce zbrodni, bo Ania nie mogła zginąć tam, gdzie ją znaleziono.
Zginęła prawdopodobnie w domu, ponieważ ciało było ciasno owinięte w stary dywan.
Gdy najpierw znaleziono to ubranie w rzece, a potem nagie ciało, sprawą zaczęły interesować się media.
Po niedługim czasie na miejscu zjawiła się więc telewizja, by zrelacjonować pierwsze ustalenia na żywo.
Zrozpaczony ojciec krzyczał wtedy do kamery, przeklinając mordercę, który zabił jego ukochaną córkę, ale niestety nie wiedział jeszcze wtedy, do kogo tak naprawdę kieruje te słowa.
On nie wiedział, ale policjanci mieli już pomysł kogo powinni zatrzymać, bo elementy układanki powoli zaczynały się składać w kompletną całość.
Mieli zeznania świadka, ciało i główną podejrzaną, która przyznała się temu świadkowi do tego co zrobiła.
Spodziewają się, że rodzinie trudno będzie zaakceptować taką wersję zdarzeń, dlatego zaczynają nerwowo się naradzać, kto w ogóle powinien pójść i poinformować zrozpaczonych rodziców, że po tym jak niedawno stracili jedną córkę, tak teraz stracą i drugą.
Policjanci zakładają, że to będzie ciężka rozmowa, że rodzice albo wyprą się tej młodszej, albo w ogóle nie uwierzą w oskarżenia, ale tak czy inaczej ktoś musi wziąć na siebie ten ciężar i powiedzieć im prawdę o Bernadettcie.
Na ten krok w końcu decyduje się sam komendant, to on spotyka się z państwem G.
I oznajmia im, że młodsza córka musi zostać zatrzymana, bo są pewne niejasności wobec niej i jej chłopaka, na co rodzice zgodnie z przewidywaniami reagują bardzo nerwowo.
Szczególnie pani Halina, która grozi komendantowi, że złoży skargę na działania ich jednostki, ale koniec końców, pomimo tych protestów, zarówno Bernadetta jak i Dominik zostają zatrzymani.
Na przesłuchaniach ponownie przyznają się, że to oni zabili Annie, ale w ich zeznaniach są pewne rozbieżności, wynikające z tego, kto kogo próbuje chronić.
W trakcie pierwszych przesłuchań jej chłopak bierze większą część winy na siebie i stara się ją bronić, przy czym ona tego nie odwzajemnia, obiera zupełnie inną strategię i z kolei próbuje zrzucić całą winę na niego.
Zgodnie z jej zeznaniami Dominik zdenerwował się jakimś nietaktownym komentarzem Ani i w przypływie furii po prostu rzucił się na nią i ją zaatakował.
Policjanci chyba nie do końca jej wierzą, naciskają dalej, opowiadają też Dominikowi, że jego dziewczyna próbuje go pogrążyć, więc koniec końców oboje trochę bardziej się otwierają i przedstawiają wersję zdarzeń, która brzmi już trochę bardziej wiarygodnie.
A więc wypośrodkowując to co mówili i opierając się na dowodach zebranych przez policję oraz prokuraturę, co tak naprawdę zaszło tamtej nocy w domu państwa G.?
To raczej nie była żadna zbrodnia w afekcie, nikt nie wpadł w szał i nie zabił w cudzysłowie przypadkiem, to od początku był odgórnie przemyślany plan.
Do dziś brakuje racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego oboje w ogóle wpadli na taki pomysł.
Przy czym chyba jeszcze bardziej niż postawa zdesperowanej młodszej siostry, w której ewidentnie rosła jakaś chorobliwa nienawiść do Ani, szokuje tu postawa Dominika, który, z tego co wiadomo, dogadywał się z Anią całkiem dobrze, ich kontakty były neutralne, nie miał powodu, żeby żywić do niej personalną urazę, więc nie wiadomo skąd był tak wysoko zmotywowany, aby odebrać jej życie.
Jak zrekonstruowano, prawdopodobnie był po prostu pod silnym wpływem Bernadetty, która uroiła sobie, że śmierć starszej siostry w magiczny sposób pozytywnie wpłynie na jej życie.
Prowadziła przed Dominikiem kampanię przeciwko Annie, której celem było to, aby on również zaczął postrzegać ją jako przeszkodę.
Kalkulowała, że pogrążeni w żałobie rodzice w ogóle nie przejmą się faktem, że ona będzie musiała powtarzać klasę, a dodatkowo w jej umyśle śmierć siostry oznaczała, że zniknie największa, wyimaginowana przeszkoda dla jej romantycznego związku z Dominikiem.
Owszem, Ania miała oczekiwania wobec Bernadety co do jej edukacji, a Bernadetta z kolei miała dość tego, jak starsza siostra rozstawiała ją po kątach pod nieobecność mamy.
Ale co wszyscy wokół potwierdzają, nigdy nie dochodziło pomiędzy nimi do żadnych poważniejszych awantur.
Gdy przyszedł do ich domu, on, Bernadetta i Ania usiedli przed telewizorem, zachowywali się normalnie, razem oglądali kolejne programy, ale z racji tego, że następnego dnia rano Ania miała wstać na pociąg, to dość wcześnie powiedziała, że idzie spać.
Pożegnała się z siostrą, a jej chłopakowi na sam koniec napomknęła, by za długo dzisiaj u nich nie siedział, bo Bernadetta musi się wyspać przed jutrzejszym ciężkim dniem w szkole.
Wychodząc tak dla żartu, zgasiła im światło w pokoju, w którym jeszcze siedzieli, po czym poszła do siebie, położyła się do łóżka i szybko zasnęła.
Gdy w domu zapanowała cisza, Bernadetta spojrzała na chłopaka i dała mu znak, że nadszedł czas na atak.
W napięciu odczekali jeszcze chwilę, żeby upewnić się, że Ania mocno zasnęła, a w międzyczasie Bernadetta objaśniała Dominikowi swój plan, zgodnie z którym miał on wziąć przygotowany przez nią koc, zarzucić go Ani na głowę i zacząć uciskać, podczas gdy Bernadetta miała ją przytrzymywać.
Gdy już wszystko zostało ustalone, po cichu weszli do sypialni starszej siostry.
Dominik zgodnie z ustaleniem od razu gwałtownie zarzucił śpiącej Ani na twarz gruby koc, by odciąć jej powietrze i stłumić krzyk, a w tej samej sekundzie Bernadetta rzuciła się na nią i całym ciężarem ciała przycisnęła nogi siostry, by ta nie mogła się wyswobodzić.
W teorii realizacja tego planu brzmiała dla nich łatwo, ale rzeczywistość szybko to zweryfikowała.
Po pierwsze Ania natychmiast się obudziła, zaczęła się szarpać i przeraźliwie krzyczeć, a po drugie okazało się, że ma znacznie więcej siły niż Bernadetta zakładała, więc w efekcie młodsza siostra nie była w stanie jej utrzymać.
Ani udało się uwolnić z uścisku, w trakcie szarpaniny cała trójka z wielkim hukiem spadła z łóżka na podłogę i to wtedy ona zrzuciła koc i zobaczyła kto ją zaatakował.
Zaskoczeni oprawcy w panice wybiegli do kuchni, a ona zaczęła płakać i ze złością krzyknęła za nimi, że nigdy im tego nie daruje.
Ania, gdy się trochę uspokoiła, podniosła się z podłogi i przyszła do nich porozmawiać.
Z perspektywy czasu dużo lepszym pomysłem wydaje się ucieczka chociażby do sąsiadów albo gdziekolwiek i wzywanie pomocy, ale jej chyba trudno było zobaczyć w swojej młodszej siostrze bezwzględną morderczynię.
Ona prawdopodobnie uznała tę całą sytuację za bardzo głupi żart, może pomyślała, że to w odwecie za zgaszone światło, chcieli ją nastraszyć, chociaż wybrali bardzo brutalny sposób, no ale zapewne nie umiała im przypisać tak ostatecznie złych intencji.
Stanęła więc tylko przed nimi i z płaczem powiedziała, że nigdy im tego nie wybaczy i że rano powie o wszystkim mamie.
Dodała też, że tak się nie żartuje, po czym odwróciła się na pięcie i wróciła do swojego pokoju, gdzie ponownie położyła się spać.
To był ten moment, w którym Bernadetta i Dominik mogli odpuścić, ale niestety tego nie zrobili.
Dominik to, w ogóle jak wierzyć jego zeznaniom, początkowo myślał, że chodzi jedynie o nastraszenie.
Tutaj cytuję fragment jego wypowiedzi.
Zarzuciliśmy jej koc na twarz, nie widziała kto ją dusi, ale potem jak nas zobaczyła i zaczęła mówić, że nam tego nie daruje...
Kiedy Ania poszła do swojego pokoju, Bernadetta świadoma, że klamka zapadła, wpadła w furię i szeptem powiedziała do Dominika, że teraz to już nie mogą tego tak zostawić.
Właściwie nie wiadomo czego oni się tak bardzo obawiali, chyba jedynie konsekwencji ze strony rodziców, bo tak to raczej było pewne, że Ania nie zgłosi tego na przykład na policję, ale tak czy inaczej uznali, że muszą ją zabić, bo inaczej ich wyda.
Ania po raz kolejny rozpaczliwie się broniła, ale tym razem oni działali bezwzględnie.
Zaczęli ją bić pięściami po całym ciele, głównie skupiając się na twarzy i głowie, a gdy ona nie miała już sił się bronić, chwycili pasek i mocno zaciśnęli go na jej szyi.
Śledczy nigdy nie ustalili tak na 100%, kto dokładnie pociągał za końce paska, może oboje, a może zrobiło to tylko jedno z nich.
W każdym razie co najmniej jedno przyciskało ten pasek, a drugie koc, więc Ania nie miała jak złapać oddechu.
Uciskali jej szyję tak długo, aż przestała się ruszać i wtedy uznali, że skończyli.
Rozebrali ją i całkowicie nagą zapakowali do ogromnego foliowego worka.
Później zapakowane w ten sposób zwłoki ciasno zawinęli w gruby domowy dywan, po czym wrzucili do bagażnika samochodu należącego do pana G. Prawdopodobnie rozebrali ją, aby w przypadku odnalezienia ciała wyglądało to bardziej na motyw seksualny, a nie jakiś inny.
Jeszcze przed wschodem słońca wywieźli ciało do gęstego lasu oddalonego o kilka kilometrów od Henrykowa.
W domu Bernadetta własnoręcznie wyczyściła wszystkie krwawe plamy na dywanie, a zaschniętą już krew z paneli i podłogi drobiazgowo, centymetr po centymetrze zmyła szczoteczką do zębów.
Nie wiadomo, czy oni o tym telefonie zapomnieli, czy zostawili go celowo, bo Bernadetta wiedziała, że rano ma zadzwonić ich mama.
W każdym razie pani Halina zgodnie z ustaleniem zadzwoniła, aby obudzić starszą córkę.
Zmęczona pracą mama nie zorientowała się, że zamiast z Anią tak naprawdę rozmawia z drugim dzieckiem.
Była bardzo zmęczona po tej nocy, więc gdy mama wróciła, ona nadal spała.
Po uzyskaniu wstępnych zeznań, policyjni technicy wchodzą do domu rodziny G. i używając odpowiednich odczynników, zabezpieczają w pokoju Annie ślady krwi.
Prokurator Migacz, który prowadzi sprawę oficjalnie dementuje te oskarżenia, oficjalnie dementuje te domysły, mówiąc, że ani oskarżona, ani wyprzedzając ewentualnie inne wersje ofiara, nie były w tamtym czasie w ciąży.
I jak się okazuje w ogóle nie było żadnej ciąży ani wtedy, ani wcześniej, a zdjęcie USG, które Bernadetta pokazała Dominikowi zostało sfałszowane.
Właściwie nie wiadomo po co to zrobiła, jedyne co się nasuwa to chyba po to, żeby mieć w kłótniach jakiś dodatkowy argument.
Tak czy inaczej pani prokurator ostatecznie mówi Dominikowi jaka jest prawda, jego dziewczyna nigdy nie była w ciąży, czym on zdaje się być kompletnie wstrząśnięty.
Niedługo potem Bernadetta oficjalnie odwołuje swoje pierwsze zeznania i tym razem całą odpowiedzialność za morderstwa i tym razem ponownie całą odpowiedzialność za morderstwo próbuje zrzucić na Dominika.
Wcześniej stawiała się w roli ofiary, ale przyznawała, że po części brała we wszystkim udział, natomiast teraz przedstawia to tak, jakby tamtej nocy w ogóle nie wiedziała co się dzieje.
Mama była w pracy, tato za granicą.
Rozmawialiśmy z Anią, śmieliśmy się, ale Ania go potem zdenerwowała, bo zgasiła nam światło w pokoju.
To był żart, ale jego to rozwścieczyło.
Wyglądał, jakby wpadł w furię.
Potem pomogłam mu ugryźć zwłoki, bo bałam się go.
Dominik, gdy się o tym dowiaduje, w kontrze składa wyjaśnienia, z których wyłania się zgoła inny obraz, taki zupełnie odciążający jego i w stu procentach obciążający Bernadettę, więc teraz dla kontrastu cytat z jego zeznanie.
To ona namawiała mnie od dawna, do tego bym zabił Ankę.
Tego dnia przyszedłem i ona cały czas mi o tym mówiła.
To Bernadetta ją udusiła, ja tylko pomogłem ukryć zwłoki.
Biegli psychiatrzy i psychologowie po badaniach orzekają, że oboje oskarżeni byli w pełni poczytalni w chwili popełniania czynu i doskonale wiedzieli co robią, dlatego mogą za to odpowiadać przed sądem.
W przypadku młodszej Bernadety eksperci zaobserwowali silne skłonności psychopatyczne oraz szereg innych zaburzeń, które w znaczący sposób mogły wpłynąć na to, jak ukształtowała się jej psychika, natomiast jednocześnie nie wpływały one na poczytalność.
Niedługo potem prokurator skierował do sądu akt oskarżenia.
Obojgu oskarżonym groził najwyższy możliwy wymiar kary.
Proces toczy się przed sądem okręgowym w Świdnicy, a atmosfera na sali sądowej jest niewyobrażalnie ciężka.
Pani Halina całkowicie załamała się psychicznie w momencie, gdy policja oficjalnie zatrzymała jej młodszą córkę.
Zdaniem wielu to co działo się potem było po prostu wyparciem z jej strony i sposobem na poradzenie sobie z ogromem zła, które spadło na jej ułożony dom i rodzinę.
Pytana przez dziennikarzy oświadcza, nie wierzę, że Bernatka mogła zrobić coś tak potwornego.
Zresztą mówi tak nie tylko przed dziennikarzami, bo na sali rozpraw przed sędzią i ławnikami również staje w obronie nastolatki i nie wypowiada pod jej adresem żadnego oskarżającego słowa.
W licznych wywiadach, których udziela, łamiącym się głosem podkreśla, że wierzy, że Bernadetta tak naprawdę nie chciała skrzywdzić swojej siostry i wierzy w jej wersję, oczywiście w tą drugą, w której ona całkowicie obwiniła swojego chłopaka.
Spotykali się od wielu miesięcy, ale ona mówiła mi, że to kolega.
To wszystko jego wina, a ona, ona nie mogła inaczej, bała się go, dlatego wzięła część winy na siebie.
Podkreśla, że ma świadomość, że córka zrobiła źle pod tym względem, że powinna jej o wszystkim powiedzieć, o tym, że czuje się zagrożona i pod wpływem strachu ukryła razem ze swoim chłopakiem ciało siostry, ale rozumie, że zwyczajnie się bała.
Sędzia nie jest jednak tak wyrozumiały i nie daje wiary tym drugim zeznaniom Bernadetty.
W uzasadnieniu wyroku uznaje, że w nocy z 29 na 30 maja Dominik i Bernadetta wspólnie i w porozumieniu szczegółowo zaplanowali zbrodnię, a następnie zamordowali Anię, brutalnie bijąc ją pięściami po twarzy oraz głowie oraz długotrwale uciskając za pomocą koca i paska jej szyję.
Obrońca Bernadetty robił wszystko, co w jego mocy, by nakłonić sąd drugiej instancji do zmniejszenia wymiaru kary.
Podkreślał, że jego klientka jest jeszcze bardzo młoda, jej osobowość nadal się kształtuje i wcześniej nie była karana, ale na nic się to nie zdaje.
Po rozpatrzeniu materiału dowodowego i ocenieniu stopnia okrucieństwa, sąd apelacyjny podtrzymuje wyrok w poprzedniej formie.
Nigdy już nie wyjaśnili, co tak naprawdę pchnęło ich do wspólnego popełnienia i zatajenia tak bezsensownej zbrodni, a ta ich wielka miłość, jak to bywa w takich sprawach, z dnia na dzień się zakończyła.
O Dominiku brakuje dalszych informacji, nie wiadomo jak znosi odsiadkę, natomiast Bernadetta regularnie śle długie listy zza krat do swojego domu rodzinnego.
Pisze w nich wyznania miłości, głównie do swojego załamanego stratą taty, być może głównie do niego, bo jemu wybaczenie nie przyszło tak łatwo jak mamie.
Listy spisuje trochę dziecinnym pismem z mnóstwem błędów ortograficznych na kartkach, które ozdabia serduszkami.
W jednym z artykułów jest przytoczony fragment takiego listu, więc kawałek zacytuję.
Pewne jest, że gdyby Ania żyła, skończyłaby w tym roku 41 lat, ale niestety jej życie zostało brutalnie przerwane.
Pochowano ją na cmentarzu w Henrykowie, jej grób jest regularnie odwiedzany przez znajomych i rodzinę, ale nie tylko, bo mieszkańcy okolicy nadal mają w pamięci te ogródne wydarzenia z 2006 roku.
Na jej grobie nigdy nie brakuje róż, bo właśnie te kwiaty Ania lubiła najbardziej.
Jeżeli chcesz otrzymywać wcześniejszy dostęp do materiałów i oglądać odcinki bez reklam, możesz wesprzeć mój kanał na YouTube.
Ostatnie odcinki
-
Śmiertelna manipulacja w domu idealnej rodziny....
29.05.2026 19:00
-
Przerażająca zbrodnia na poznańskim Dębcu. | Be...
22.05.2026 18:00
-
Dla babci był najukochańszym wnukiem, dla ofiar...
10.05.2026 17:00
-
Jej pierwszą ofiarą był Polak. Jak została sery...
10.04.2026 17:15
-
Skazany bez dowodów. Przyznał się by mieć dach ...
25.03.2026 19:10
-
Czy zrobiłaby to swojej najlepszej przyjaciółce...
15.03.2026 17:00
-
Znaleziona w zamkniętym od środka mieszkaniu - ...
26.02.2026 20:00
-
Miała 17 lat gdy się pobrali - Dorota zaginęła ...
05.02.2026 18:48
-
Gdzie zniknęła Mirella? Przez 26 lat zamknięta ...
21.01.2026 19:10
-
6 najgłośniejszych Polskich spraw kryminalnych ...
12.01.2026 19:50