Mentionsy

Szkic Kryminalny
07.11.2025 19:00

Wszyscy zostali zmanipulowani | Renata i Tomasz N.

Martwy mężczyzna zostaje znaleziony tuż obok cmentarza. Wygląda jakby umarł z wychłodzenia po tym jak za dużo wypił, ale uwagę policjantów zwraca jeden szczegół.

SŁUCHAJ WCZEŚNIEJ I BEZ REKLAM - WSPARCIE CYKLICZNE:https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg/join

JEDNORAZOWE WSPARCIE PODCASTU: https://buycoffee.to/szkickryminalny

CHESZ USŁYSZEĆ WIĘCEJ HISTORII? ZAPRASZAM NA TIK TOK-A: https://www.tiktok.com/@szkic.kryminalny

KONTAKT: [email protected]

ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/13YFOd5nuZ9dxWOCJIQ86lk1Nzwxx513MuHC0i5qmcxI/edit?usp=sharing

MUZYKA W TLE: Utwór I Am a Man Who Will Fight for Your Honor (autor: Chris Zabriskie) jest dostępny na licencji Licencja Creative Commons – uznanie autorstwa 4.0. https://creativecommons.org/licenses/by/4.0/Źródło: http://chriszabriskie.com/honor/Wykonawca: http://chriszabriskie.com/

MUZYKA INTRO: Sound ride music - Countdown to apocalypseCredits:Music: Countdown to Apocalypse by SoundridemusicLink to Video: https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s

MUZYKA INTRO 2:"Nyoko - Flowing Into The Darkness" is under a Free To Use YouTube license / redowthered Music powered by BreakingCopyright: • Dark Ambient Music (No Copyright)

MUZYKA POCZĄTEK / KONIEEC: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE

Materiały video zawarte w odcinku pochodzą z dostępnych zasobów Canvy, a także z archiwum własnego. // Scenariusz, realizacja, montaż: Aleksandra Orłowska

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 339 wyników dla "R"

Dzień dobry słuchacze.

Znacie może taką serię kryminałów Pomoc Domowa Fridy McFayden?

To nie jest współpraca jakby co, ale mówię o tym nie bez powodu, bo dzisiejsza sprawa przypomina mi właśnie historię z tej książki.

Ogólnie to jest popularna seria, wyszły już chyba trzy części.

Jak ktoś nie czytał to polecam, bo jest bardzo wciągająca, a specyfika tych książek jest taka, że tam nic nie jest takie jak się wydaje.

W pierwszej kolejności ma się wrażenie, że jakaś osoba jest tą złą, ale w końcu wszystko i tak się obraca i wychodzi na jaw, że manipuluje ktoś zupełnie inny.

I jak pisałam scenariusz do dzisiejszego odcinka, to miałam wrażenie, że zachodzi tu podobny mechanizm, bo sprawa, którą Wam dzisiaj opiszę, spokojnie mogłaby stanowić bazę do kolejnej części pomocy domowej.

Nic w niej nie jest takie, jak się wydaje i na tym w sumie poprzestanę, więcej nie zdradzam, zapraszam do wysłuchania dzisiejszego odcinka.

Jeżeli doceniasz mój podcast, daj łapkę w górę i subskrypcję na YouTube albo wystaw ocenę na Spotify.

Dziękuję za każde wsparcie.

Jest początek lat dziewięćdziesiątych, a my przenosimy się do Krakowa.

Myślę, że miasto doskonale wszystkim znane, nie ma potrzeby dodatkowych opisów, więc od razu przechodzimy do sprawy.

W Krakowie mieszka Renata, w tamtym momencie młoda kobieta, trochę po dwudziestce, niedawno skończyła szkołę pielęgniarską i pracuje w zawodzie, jest pielęgniarką w jednym z krakowskich szpitali.

To właśnie w pracy Renata poznaje swojego przyszłego męża, Tomasza.

Dokładne okoliczności tego, jak na siebie trafili, nie są znane, natomiast Tomasz raczej nie pracował w tym szpitalu.

Może bardziej trafił tam w roli pacjenta, w każdym razie znacznie młodsza od niego Renata, bo on jest wtedy po trzydziestce, od razu wpada mu w oko.

Zaczynają się ze sobą spotykać, rodzi się między nimi coraz silniejsza więź, a po kilku miesiącach znajomości zamieszkują razem.

W 1992 roku biorą ślub, niedługo potem na świat przychodzi ich pierwszy syn, później kolejny i później może jeszcze kolejny.

To zależnie od źródeł, niektóre podają, że synów było dwóch, inne, że trzech.

W każdym razie już w pierwszej ciąży Renata rezygnuje z pracy.

Tomasz w tamtym momencie rozkręca swoją firmę, ma przedsiębiorstwo wielobranżowe, jak to określono w źródłach.

Później zaczyna zajmować się też instalacjami elektrycznymi, a interes idzie mu naprawdę dobrze.

Zarabia tyle, że spokojnie może utrzymać całą rodzinę.

Druga wypłata nie jest im koniecznie potrzebna, więc Renata, skoro jest taka możliwość, decyduje, że na razie poświęci się wychowywaniu dzieci.

Tak lecą lata, Tomasz zarabia coraz więcej i nawet niczego sobie nie odmawiając, rodzina jest w stanie sporo zaoszczędzić.

Mając do dyspozycji te oszczędności i regularne wpływy, podejmują decyzję o budowie domu.

Dom ten budują w Baranówce, miejscowości leżącej zaledwie kilka kilometrów od obrzeży Krakowa i inwestują w to naprawdę sporo.

W efekcie nieruchomość jest bardzo przestronna, nowocześnie urządzona.

A Renata nieraz w rozmowach ze znajomymi podkreśla jaką jest szczęściarą, że ma rodzinę i mogą mieszkać w tak pięknym domu.

Do tego nie musi pracować, może poświęcać dużo uwagi swoim dzieciom, więc po prostu żyć nie umierać lepiej nie mogła trafić.

Niestety wraz z upływem czasu uczucie między małżonkami zaczyna się wypalać.

Sytuacji zdecydowanie nie poprawia fakt, że Tomasz bardzo często sięga po alkohol.

Co prawda nie wpędza ich to jeszcze w jakieś duże kłopoty finansowe, bo przy tym nadal sporo zarabia, ale niezaprzeczalnie jego nauk jest powodem częstych kłótni.

Chodzi tu o to, że bardzo często się upija, ale mimo wszystko nie zaniedbuje codziennych obowiązków.

Chyba ma jakieś własne problemy, bo nie wygląda to tak, jakby pił po prostu dla towarzystwa tylko i wyłącznie na spotkaniach biznesowych.

Tak czy inaczej Renata powoli zaczyna mieć tego dość.

Zwłaszcza, że Tomasz po alkoholu bywa nerwowy, bardzo ciężko jest się z nim dogadać, a atmosfera w domu robi się trudna do wytrzymania.

Od lat nie pracowała, ciężko po takiej przerwie wrócić na rynek pracy, a Tomasz jaki by nie był, to póki co gwarantuje jej i dzieciom wygodne życia.

To jest więc taka mieszana relacja, bo ona z jednej strony nieszczególnie chce już z nim być, ale z drugiej strony dla komfortu swojego i synów jeszcze to ciągnie, mając nadzieję, że Tomasz w końcu się zmieni.

Niejednokrotnie robi mu wyrzuty, te nie przynoszą jednak zamierzonego rezultatu, wręcz przeciwnie, a problem rośnie do takich rozmiarów, że coraz trudniej go maskować.

W końcu i na firmie Tomasza jego uzależnienie odciska piętno.

Alkohol spożywany w takiej ilości wprowadza trwałe zmiany w mózgu, więc on nawet gdy jest trzeźwy, to nie jest już tak lotny, skoncentrowany czy przebojowy jak wcześniej.

Nie pilnuje wielu spraw, nie zdobywa nowych klientów, zaniedbuje wiele aspektów, a interes zaczyna podupadać.

Kończą się środki, brakuje pieniędzy na inwestycje i innowacje, żeby sprostać rosnącym oczekiwaniom rynku, a przez kondycję finansową firmy oraz zadłużenia banki odmawiają udzielania kredytów na bieżącą działalność.

Tomasz zaczyna więc wypytywać znajomych, kilkoro z nich decyduje się mu pomóc i udzielić pożyczki, ale to nie wystarcza na trwałe rozwiązanie problemów.

Długi więc rosną, a pieniędzy na ich spłatę brakuje.

A skoro na to brakuje, to na konsumpcję tym bardziej.

Poziom życia rodziny drastycznie spada, kończą się wcześniej regularne wycieczki zagraniczne czy wyjścia do drogich restauracji.

Do tego Tomasz nie jest już tak popularny jak wcześniej i nie liczy się tak bardzo w towarzystwie, więc też nie dostaje tylu zaproszeń na bankiety czy bale, co Renacie bardzo się nie podoba.

Wprost okazuje swoje niezadowolenie, bo teraz problemem jest nie tylko uzależnienie męża od alkoholu, ale też to, że zostaje ona oderwana od dotychczasowego stylu życia na wysokim poziomie, do którego zdążyła się już bardzo przywiązać.

Gwoździem do ich relacyjnej trumny jest wydarzenie z 2003 roku, bo to właśnie wtedy Tomasz po raz pierwszy wchodzi w zatarg z prawem.

Zostaje złapany w trakcie jazdy po alkoholu, później ta sytuacja powtarza się jeszcze kilkukrotnie, a relacje między małżonkami, jak to zostało określone w źródłach, z zimnych stają się lodowate.

Renata częściowo pewnie przez rozczarowanie tym wszystkim, a częściowo, żeby go w cudzysłowie zaszantażować i pokazać, że problem jest naprawdę poważny, zabiera dzieci i się wyprowadza.

To nie jest taka stała wyprowadzka, tylko jak to bywa w tego typu konfliktach małżeńskich, wyprowadza się, on coś tam jej obiecuje, ona wraca, zostaje i tak aż do następnej kłótni.

Ich związek zdecydowanie należy do burzliwych.

Wygląda to tak, jakby oboje źle na siebie wpływali, bo Renata licząc, że mąż wróci jeszcze na dobrą drogę i będą żyć jak dawniej, nie podejmuje żadnych bardziej radykalnych kroków w kierunku wzięcia za siebie odpowiedzialności i zorganizowania sobie życia na nowo.

Z kolei Tomasz, nie umiejąc ani podjąć leczenia, ani zakończyć związku, żyje razem z nią w tym schemacie wyprowadzek i powrotów.

Przez to wszystko pije tak naprawdę coraz więcej, czuje, że całkowicie traci kontrolę nad swoim życiem, a na efekty nie trzeba długo czekać, bo w 2005 roku po raz kolejny zostaje zatrzymany za jazdę po pijaku i to już jest o jeden raz za dużo.

Zostaje zabrany na komisariat, tam musi złożyć zeznania, a w aktach sprawy można przeczytać, że wyraźnie żałował swojego zachowania.

Policjantom wyjaśnił, że wie, że źle zrobił, ale to wszystko przez kłopoty rodzinne, bo już od dłuższego czasu nie może przestać myśleć o tym, że jego żona go zdradza.

Tomasz początkowo nie ma żadnych dowodów na to, że Renata ma kochanka, po prostu takie ma przeczucia, natomiast jaki powód jego zmartwień by nie wystąpił, no to prowadzenie po alkoholu jest przestępstwem.

Ostatecznie trafia więc przed sąd, ma to miejsce na początku 2006 roku, kiedy Tomasz ma 46 lat i to właśnie wtedy po raz pierwszy ma być sądzone.

Sąd biorąc pod uwagę powtarzalność jego zachowania i to, że mimo stosowania innych środków nadal stwarzał zagrożenie na drodze, wskazuje go na karę więzienia i to nie w zawiasach.

Tomasz bezwzględnie ma spędzić w zamknięciu kilka kolejnych miesięcy, a w trakcie tej odsiadki poznaje nowego kolegę, czyli Mariusza R.

Prawdopodobnie Mariusz jest trochę młodszy od Tomasza, ale panowie od razu odnajdują wspólny język.

Mariusz też ma żonę i dzieci, chociaż między nim a jego żoną układa się chyba trochę lepiej niż między Renatą a Tomaszem.

Natomiast fakt faktem oni mają też znacznie krótszy staż.

On i jego żona Magda poznali się w 2000 roku.

Ślub wzięli trzy lata później, więc na tamten moment są małżeństwem od około trzech lat.

Co jeszcze wiadomo, to że Mariusz ma znacznie bogatszą kartotekę niż Tomasz i też dłuższy wyrok do odsiedzenia, a w więzieniu chyba nie jest po raz pierwszy, bo na koncie ma sporo różnych przewinień, m.in.

włamania, oszustwa czy handel narkotykami.

Tomasz w więzieniu sprawuje się dobrze, więc ostatecznie nie spędza tam dużo czasu.

Jeszcze w pierwszej połowie 2006 roku wychodzi na wolność, Mariuszowi też już niewiele wtedy zostaje, a więź, która narodziła się między nimi w trakcie wspólnego pobytu w celi jest tak silna, że nawet po tym jak Tomasz opuszcza mury więzienia, utrzymują kontakt.

Tomasz regularnie przychodzi na widzenia do Mariusza, przynosi mu potrzebne rzeczy, a nawet na jego prośbę nawiązuje kontakt z Magdaleną, której od czasu do czasu pomaga.

Gdy Mariusz w końcu wychodzi na wolność, relacje jeszcze bardziej się zacieśniają, bo całe ich rodziny się ze sobą zapoznają.

Nawet Renata, która po kolejnej, dłuższej wyprowadzce znów wróciła do Baranówki, angażuje się w tą znajomość.

I zresztą nie tylko ona, bo jej synowie też szybko zaprzyjaźniają się z dziećmi Magdy oraz Mariusza.

Regularnie u siebie nocują, spotykają się po szkole i ogólnie spędzają razem sporo czasu.

Co do Magdy i Renaty to nawiązuje się między nimi taka specyficzna więź oparta na podziwie i powiedzmy inspiracji.

Magda ma wtedy dwadzieścia kilka lat, więc starsza od niej o dziesięć lat Renata robi na niej spore wrażenie.

Uważają wręcz za ideał kulturalną, inteligentną i elegancką kobietę, do której pod wieloma względami chciałaby się upodobnić.

Niestety z biegiem czasu ten obraz ma się znacznie zmienić.

Można by pomyśleć, że pobyt w więzieniu sprawi, że Tomasz zrobi jakieś kroki w kierunku zmiany.

Może sięgnie po pomoc w kwestii uzależnienia, w końcu w zamknięciu nie mu głupić, więc to już jest jakiś mały krok naprzód.

Niestety zmierza to w zupełnie przeciwnym kierunku.

Może przez jakiś czas jest lepiej, ale tylko przez jakiś czas, bo niestety znów dzieje się coś, co cofa go do punktu wyjścia.

On i Renata definitywnie się rozstają, ona zabiera synów, występuje o alimenty, a sąd na ten wniosek przystaje.

Tomasz jest zobowiązany do płacenia określonej kwoty na dzieci, tylko że i z tym jest problem.

Już jego stare długi nadal się za nim ciągną, a tu dochodzą kolejne wynikające z alimentów.

Po tym jak przestaje płacić, sprawa szybko trafia do sądu, a z sądu do komornika, który przeprowadza egzekucję.

Tomasz w jej wyniku traci firmowy samochód, jakby nie było jedno z istotnych narzędzi, dzięki któremu może jeździć do klientów i zarabiać, więc sytuacja robi się już naprawdę trudna, a nauk nie pomaga mu wyjść z problemów.

Finał tego tragicznego położenia nadchodzi pod koniec listopada 2006 roku.

Jest listopadowy poranek, a pewna kobieta pracująca w kolei, Irena C., wracając z pracy wybiera drogę prowadzącą obok cmentarza Prądnik Czerwony na obrzeżach Krakowa.

Tuż obok cmentarza zauważa leżącego pod płotem mężczyznę.

Mężczyzna ten wygląda na nieprzytomnego, a gdy podchodzi bliżej widzi, że nie daje żadnych oznak życia.

Dzwoni pod numer alarmowy, już 15 minut później na miejsce podjeżdżają ratownicy medyczni wraz z lekarzem i dokładnie o godzinie 7.27 lekarz stwierdza zgon.

Przy mężczyźnie nie znajdują żadnych dokumentów, jego tożsamość jest więc nieznana, ale na oko stwierdzają, że jest on po czterdziestce.

Jak później odnotowują policjanci, mężczyzna leżał na poboczu wąskiej drogi prowadzącej do cmentarza.

Irena, gdy spojrzała na niego, w pierwszej chwili uznała, że śpi.

Było od niego też czuć alkohol, więc pomyślała, że widać wypił za dużo poprzedniego dnia i nie zdołał dotrzeć do domu.

Ale że było naprawdę zimno, to też wystraszyła się, że może zamarznąć.

Zadzwoniła więc po karetkę, a gdy już rozmawiała z dyspozytorem, okazało się, że śmierć najpewniej już nastąpiła.

Lekarz stwierdzający zgon wstępnie podaje, że przyczyną śmierci było wychłodzenie, a jego tezę poniekąd potwierdzają późniejsze badania toksykologiczne.

Okazuje się, że mężczyzna miał we krwi około 4 promile alkoholu, co uznawane jest za dawkę śmiertelną.

Do tego od wielu godzin przebywał na mrozie, więc któryś z tych czynników albo oba razem doprowadziły do zatrzymania krążenia.

Policjanci dokonują standardowych oględzin miejsca zdarzenia.

Lokalizacja jest im dobrze znana, bo okolice pomiędzy cmentarzem a Fortem Batowice to ulubione miejsce libacji tych, którzy są zainteresowani piciem alkoholu w plenerze.

Co najważniejsze, mężczyzna znacznie odbiega wyglądem od osób, które spotykali wcześniej w podobnych okolicznościach.

Najczęściej byli to bezdomni, osoby zaniedbane w poniszczonych ubraniach, a ten człowiek jest czysty i elegancko ubrany.

Ma koszulę, spodnie od garnituru, kurtkę, a do tego jest ogolony i ma równo przycięte włosy.

Uznają jednak, że nauk nie wybiera.

W końcu osoby z powiedzmy wyższych sfer też miewają uzależnienia.

Mężczyzna mógł się zapuścić w tą okolicę przypadkiem i skończyło się tak jak widać.

Co dla nich najistotniejsze to, że nie ma żadnych obrażeń świadczących o pobiciu czy walce.

Jedyne co widać to delikatne zasinienia na nadgarstkach, ale że nie ma żadnych innych ran, to ostatecznie uznano je za nieistotne.

Wygląda na to, że przebieg zdarzeń jest znany, więc ciało zostaje tymczasowo przewiezione do zakładu medycyny sądowej na wypadek, gdyby tego mężczyzny ktoś szukał.

Kilkanaście dni po odkryciu zwłok, 4 grudnia 2006 roku, do jednego z krakowskich komisariatów wchodzi elegancko ubrana kobieta, która jak mówi, martwi się zniknięciem swojego męża.

Okazuje się, że to nikt inny jak Renata, która od razu wyznaje, że ona i mąż właściwie nie są już razem, ale jeszcze się nie rozwiedli, mieszkają osobno, ona ze swoim partnerem, a on prawdopodobnie sam w ich dawnym domu.

Sąsiedzi poinformowali ją, że właśnie w tym domu już od kilku dni bez przerwy pali się światło, słychać też odgłosy grającego radia, a Tomasza nigdzie nie widać, dlatego chciałaby zgłosić zaginięcie.

Policjanci uznają, że w pierwszej kolejności to trzeba jechać sprawdzić ten dom.

Razem z Renatą kierują się więc do baranówki.

Nie wiadomo, czy ona ma jeszcze aktualne klucze i po prostu nie chciała wchodzić sama, czy Tomasz zmienił zamki, więc musieli wchodzić siłą.

W każdym razie w środku go nie ma.

Wtedy policjanci uznają, że może dobrze byłoby odwiedzić jeszcze zakład medycyny sądowej.

W końcu w ostatnim czasie pojawiły się tam zwłoki NN, więc może Renata rozpozna w nich swojego męża.

Szybko okazuje się, że to był dobry trop, bo Renata widząc zwłoki od razu wybucha płaczem.

Potwierdza, że jest to Tomasz, pyta kiedy będzie mogła odebrać ciało, żeby zorganizować pogrzeb, uzyskuje wszystkie niezbędne informacje, a na odchodne policjanci informują ją, że w ciągu najbliższych dni ma przyjechać na komisariat, żeby złożyć zeznania.

Nigdy się tam jednak nie pojawia, ale też nie stanowi to chyba większego problemu.

Policjanci widać uznają, że nie jest to najwyższy priorytet, bo nikt jej ponownie nie wzywa, a sprawa jakoś się rozchodzi.

Tomasz zostaje pochowany w rodzinnym grobowcu i to mógłby być koniec tej sprawy, gdyby nie jedna z uczestniczek zdarzeń, sąsiadka Tomasza, Aneta.

Ona też prowadziła poszukiwania, zastanowiło ją to, że Tomasz tak nagle zniknął, sprawdzała różne miejsca, aż w końcu trafiła do zakładu medycyny sądowej, gdzie dowiedziała się, że jej sąsiad nie żyje, a jego ciało zidentyfikowała żona.

Dowiedziała się o tym tak naprawdę w sekrecie, pracownik na stronie przekazał jej informację, bo jak twierdził, żona zastrzegła, aby nikogo już o tym nie informować.

Kto ma wiedzieć, temu ona osobiście miała przekazać te przykre informacje, a tak to nawet gdyby rodzina pytała, to prosiła, żeby pracownicy nikomu nic nie mówili, a tym bardziej zakaz miał dotyczyć osób niespokrewnionych.

W związku z tym niewiele osób w ogóle wiedziało o pogrzebie, więc też niewielu w nim uczestniczyło.

Tym bardziej, że po tym jak wieść o śmierci Tomasza i tak rozchodzi się po okolicy, a sąsiedzi pytają kiedy organizowany jest pogrzeb, Renata specjalnie podaje im złą godzinę.

Na ceremonię docierają więc tylko naprawdę nieliczni, a dla Anety są to wyraźne sygnały, że coś tu jest nie tak.

Ona już od dłuższego czasu obserwowała Tomasza, widziała, że dzieje się z nim coś dziwnego, był zastraszony, a dzień przed tym jak znaleziono go na cmentarzu widziała jak wychodził z domu w towarzystwie dwóch osób.

Niestety było wtedy ciemno, nie widziała ich twarzy, ale o swoich wątpliwościach opowiada policji, a oni niestety nie zwracają na to większej uwagi.

Dla nich sprawa jest już jasna.

Mimo wszystko kilka miesięcy później w lutym przypominają sobie o Renacie, która miała zgłosić się na przesłuchanie w listopadzie, ale nigdy tego nie zrobiła.

Wysyłają jej ponowne wezwanie i po nim ona już zjawia się na komisariacie, tłumacząc przy tym, że miała dużo spraw na głowie przez pogrzeb i w ogóle i jakoś wyleciało jej to z głowy, ale teraz może porozmawiać.

Pytana o Tomasza opowiada przede wszystkim o jego uzależnieniu.

Mówi, że mąż nadużywał alkoholu, ale nie tylko, bo brał też sporo leków psychotropowych.

Już wcześniej był o nią zazdrosny, natomiast pod wpływem używek ta zazdrość stała się wręcz chorobliwa.

Do tego doszły agresywne zachowania zarówno wobec niej jak i dzieci, a sytuacja stawała się coraz cięższa do zniesienia, więc ona wraz z synami w końcu się wyprowadziła.

Wraca też temat rzekomego romansu.

Jak mówiłam, Tomasz poruszał tę kwestię już gdy został zatrzymany za prowadzenie po alkoholu i tu Renata potwierdza, że mąż faktycznie miał takie obawy.

Jak mówi, uroił to sobie, a w jego wyobrażeniach ta sytuacja urosła do ogromnych wręcz rozmiarów.

Kontrolował ją na każdym kroku, sprawdzał bilingi i ogólnie mówiąc znęcał się nad nią nie tylko fizycznie, ale też psychicznie.

Nie tylko wyrzucał z domu, ale też groził śmiercią i nie dawał pieniędzy na życie.

Jak się okazuje, sprawa w pewnym momencie trafiła nawet do prokuratury, ale po przesłuchaniu świadków postępowanie umorzono.

Członkowie rodziny Tomasza i Renaty zeznali, że Tomasz owszem upijał się, bywał wulgarny, ale nikt nigdy nie był świadkiem, aby zachowywał się agresywnie wobec żony czy dzieci.

Renata też nigdy nie zgłosiła się na obdukcję, więc nie było dowodów potrzebnych do dalszego prowadzenia postępowania.

Jak się okazuje nie tylko to postępowanie umorzono, bo po jej zeznaniach i po tym jak przedstawiła dokumenty potwierdzające uzależnienie męża, to postępowanie dotyczące śmierci Tomasza również umorzono.

Śledztwo zostaje umorzone dokładnie 5 miesięcy po zdarzeniu, czyli w marcu 2007 roku.

Długo wyglądało na to, że sprawa właśnie w taki sposób się zakończy, ale nieoczekiwanie, trzy lata później, w 2010 roku, śmiercią Tomasza zainteresowało się krakowskie archiwum X. Sprawie nadano kryptonim Cmentarz, od miejsca znalezienia zwłok, a policjanci zdecydowali się ruszyć tę sprawę ponownie, ze względu na pewne detale, które zwróciły ich uwagę.

Tak jak mówiłam, Tomasz w momencie znalezienia był czysty, elegancko ubrany i ogolony.

I to jeszcze by przeszło, ale śledczych z Archiwum X zastanawiają jego buty.

Buty, które jak wszystko były wyczyszczone na błysk, bez żadnych śladów błota na wierzchu.

A jak to się ma więc do teorii, że przed śmiercią kręcił się on gdzieś po okolicy?

Upił się, a wracając do domu upadł na błotniste, gliniaste podłoże, na którym go znaleziono?

Przechodząc tam wcześniej musiałby sobie te buty przecież ubrudzić, a skoro to się nie stało, to może oznaczać, że zmarł gdzieś indziej, a w to miejsce ktoś go po prostu przywiózł.

Do tego dochodzi jeszcze marynarka, która zapięta jest krzywo, pomimo tego, że cała reszta ubioru jest wręcz idealna, tak jakby Tomasz ubierał się w pośpiechu, albo też ktoś inny ubierał go w pośpiechu.

Śledczy zagłębiają się więc w tą sprawę, w ciągu kolejnych miesięcy weryfikują akta, zeznania świadków, a także dogłębniej sprawdzają przeszłość Tomasza i tak natrafiają na bardzo interesujący trop.

Otóż jak się okazuje kilka miesięcy przed śmiercią Tomasz został spadkobiercą dużej i wartościowej nieruchomości pod Krakowem.

Wartość majątku szacowana jest na kilkaset tysięcy złotych, a Tomasz odziedziczył go po swojej zmarłej mamie.

To jest już wyraźny punkt zaczepienia, bo tak duże pieniądze zdecydowanie mogą stanowić motyw.

Policjanci w pierwszej kolejności biorą sobie na celownik Magdę i Mariusza.

Z wiadomych przyczyn zależy im na rozmowie z nimi, ale nie jest to w stu procentach wykonalne, bo okazuje się, że Mariusz już od jakiegoś czasu nie żyje.

Zostaje więc Magdalena, którą śledczy przesłuchują po raz pierwszy wiosną 2010 roku.

Pytana o męża odpowiada, że sam odebrał sobie życie, a co do Renaty, to Tomasz miał rację.

Ona faktycznie miała romans, spotykała się z mężczyzną o imieniu Artur, z którym obecnie najprawdopodobniej pozostaje w związku.

Gdy policjanci dopytują ją o szczegóły, odpowiada, że teraz już nie mają kontaktu, natomiast wcześniej, jak jeszcze regularnie rozmawiały, koleżanka przyznała jej się wprost, że romansuje z Arturem.

Jej mąż niczego sobie więc nie uroił, tak jak próbowała to przedstawić przed policją i co więcej Renata ma też na koncie inne duże przewinienie.

Już po ich rozstaniu zapłaciła jakimś mężczyznom 3000 zł za to, że pobiją Tomasza i odzyskają zaległe alimenty.

Do tego Magda dokładnie opisuje jak przebiegła rekrutacja sprawców, a wie to doskonale, bo miało to miejsce w mieszkaniu jej i Mariusza w Nowej Hucie.

O samej śmierci Tomasza niewiele mówi, skupia się na pobiciu.

Ale dodaję jeszcze, że gdy był organizowany pogrzeb, to Renata wymyśliła, że pochowa Tomasza w majtkach z logiem Playboya.

Była tym bardzo rozbawiona i chętnie dzieliła się ze wszystkimi tym, jak uważała świetnym żartem, więc widać śmierć męża jej za bardzo nie dotknęła.

Zeznania Magdy rzucają cień podejrzeń na Renatę, a jej sytuacja dodatkowo się pogarsza, gdy na przestrzeni kolejnych miesięcy policjanci analizując akta trafiają na zignorowane wcześniej zeznania sąsiadki, 27-letniej Anety S. Aneta zeznawała kilka dni po tym, jak Renata zidentyfikowała zwłoki w prosektorium, dokładnie 8 grudnia 2006 roku.

Jak powiedziała, rozmawiała z Tomaszem cztery dni przed jego śmiercią.

Wiedziała o jego uzależnieniu, ale jak jej wyznał, i też zresztą ona sama to ostatnio zauważyła, od jakiegoś czasu pił znacznie mniej, więc to w jaki sposób zginął było dla niej zastanawiające.

Poza tym nie mówił nic konkretnego, wspominał, że jest skonfliktowany z żoną i musi płacić alimenty, o czym Aneta wiedziała, bo wcześniej właśnie z tego powodu został pobity, co też zauważyła.

Swoją drogą to trzy tysiące, które Renata zapłaciła mogłoby się wydawać sporą sumą za odzyskanie alimentów.

Co do samego pobicia, to Aneta opowiada, że Tomasz, gdy go spotkała po tym incydencie, był cały posiniaczony, miał rozdarte ubrania, a do ataku doszło, gdy jechał rowerem do sklepu.

Po tym zdarzeniu czuł się zastraszony, wielokrotnie nocował poza domem, a jeżeli chodzi o wątek śmierci jego mamy, to zmarła ona, gdy Renata i Tomasz byli jeszcze razem.

Mimo tego żona nie pojechała z nim na pogrzeb, uznała, że nie jest to tak istotne jak jej osobiste plany i zamiast pogrzebu miała wybrać się na wesele.

Podsumowując, to nie sprawiała w takim razie wrażenia zbyt czułej czy empatycznej osoby, dlatego Anetę bardzo zaskoczyło, że tak nagle wszczęła poszukiwania.

Wcześniej Tomasz w ogóle jej nie obchodził, nie utrzymywali kontaktu, z wyjątkiem rozmów na temat alimentów, a nagle ona codziennie zaczęła przyjeżdżać do baranówki, bo niby się martwiła, wypytywała czy ktoś widział jej męża i czy wie co się z nim dzieje, więc dla Anety podejrzanie to wyglądało.

Rozmowę z policjantami kwituje słowami, że śmierć Tomasza to według niej nie był wypadek i nie nastąpił z przyczyn naturalnych, tylko był to skutek przestępstwa.

Śledczy coraz bardziej skłaniają się w stronę tezy o przestępstwie, a w poszukiwaniu kolejnych tropów ktoś z nich odkrywa, że w zakładzie medycyny sądowej nadal przechowywane są tzw.

bloczki parafinowe, czyli kawałki tkanek Tomasza zabezpieczone w parafinie.

Zostają one przekazane do badań i to właśnie te badania wykazują, że przed śmiercią Tomasz musiał zażyć trzy różne środki psychotropowe.

Mało komu lekarze przepisują takie dawki, więc jest to kolejna wskazówka, że w sprawę mogły być zaangażowane osoby trzecie, a leki zostały podane Tomaszowi wbrew jego woli.

Po prawie trzech latach żmudnych działań i dopasowywaniu kolejnych elementów układanki, policjanci w końcu mają odpowiednie argumenty dla prokuratora.

On po długim wahaniu zgadza się na ekskumację zwłok, a śledztwo oficjalnie rusza ponownie.

Renata, która w tym momencie ma status pokrzywdzonej w sprawie.

5 marca grób zostaje otwarty, a szczątki Tomasza wydobyte na zewnątrz.

Śledczym zależy na ponownym przebadaniu tkanek, aby już ostatecznie potwierdzić, że mężczyzna został otruty i ten pomysł okazuje się być strzałem w dziesiątkę, bo w kosmykach włosów oraz w innych tkankach eksperci wyodrębniają ślady mocnych leków.

Jeden z tych leków budzi ich szczególne zainteresowanie, bo jest to specyfik praktycznie niedostępny w Polsce.

Na przesłuchanie ponownie trafia Magdalena, która tym razem przyciśnięta do muru zdradza dużo więcej niż za pierwszym razem, a po jej zeznaniach śledztwo wkracza na nowe tory i już definitywnie można stwierdzić, że Renata nie jest tak krystaliczną postacią, jak to się mogło do tej pory wydawać.

Magdalena przede wszystkim uzupełnia informacje o romansie, mówi, że jej koleżanka poznała Artura już jakiś rok albo dwa lata przed tym, jak ostatecznie rozstała się z Tomaszem, to do niego w pewnym momencie się wyprowadziła z dziećmi i to u niego później systematycznie pomieszkiwała.

Tomasz zdecydowanie nie miał więc urojeń, a mimo, że zaczął pić z innych powodów, to nieudany związek i brak poczucia kontroli nad własnym życiem z pewnością dodatkowo go dobijały.

Co do Artura, to sprawia on wrażenie trochę podobnego do Tomasza, między nim a Renatą też jest różnica wieku, jest od niej o 7 lat starszy i też ma kryminalny rys w życiorysie, a był sądzony za to samo co Tomasz, czyli za jazdę po alkoholu.

Ponadto ma trójkę dzieci, ale nie wiadomo czy z nim mieszkają, czy są już dorosłe, a co do jego wykształcenia to jest technikiem ekonomistą.

Tomasz w pewnym momencie chyba dowiedział się o romansie, był wściekły na żonę, a najbardziej uderzyło go to, że wyprowadzając się zebrała też synów.

Potem doszła kwestia wysokich alimentów, on nie chciał zgodzić się na wskazaną przez nią sumę i wtedy zaczęły się groźby.

Mimo wszystko, jak może pamiętacie, ona w końcu do niego wróciła, było to na przełomie 2005 i 2006 roku, czyli kilkanaście miesięcy przed śmiercią Tomasza.

Przeprosiła go wtedy za wszystko, zapewniała, że już więcej go nie zdradzi i nigdy więcej nie nadwyręży jego zaufania.

Tomasz jej uwierzył, dał jej szansę i jak ustalili, mieli zacząć budować wspólną relację na nowo.

Ta wiara i zaufanie nie trwały jednak długo, bo już kilka tygodni później Tomaszowi zaczęło się wydawać, że jego żona znów coś knuje.

Dokładnie takiego sformułowania użył, zwierzając się ze wszystkiego jednemu ze swoich kolegów i dobrze przeczuwał, bo to nagłe nawrócenie Renaty nie miało nic wspólnego z wielkimi uczuciami, to była chłodna kalkulacja.

Renacie przypomniało się wtedy, że nad Tomaszem rozpościera się kusząca wizja pokaźnego spadku.

Jego mama była już w podeszłym wieku, a miała duży dom i sporo ziemi na wsi, na której Renacie bardzo zależało.

Oczywiście nie chciała mieć tego domu czy ziemi dla samego faktu posiadania, chciała to sprzedać, bo to dałoby jej sporą sumę pieniędzy i pozwoliło wrócić do wystawnego życia, jakie przed laty prowadziła, przynajmniej w jej głowie tak to wyglądało.

Dlatego zaczęła szantażować Tomasza, znów zagrała dziećmi, powiedziała, że jeśli on chce mieć kontakt z synami, to ma przepisać dom na nią.

W przeciwnym razie zniknie z nimi na dobre.

Pomijając aspekt etyczny, to głupie żądanie na tamten moment, bo póki mama Tomasza żyła, to i tak ona była właścicielką nieruchomości.

Syn nie mógł jej na nikogo przepisywać, dlatego że wtedy ten dom po prostu nie należał do niego.

Mama też z tego co wiadomo nie brała pod uwagę wcześniejszego przekazania go synowi, zaplanowała, że odziedziczy go on dopiero po jej śmierci, ale ta śmierć nadeszła dużo szybciej niż się wszyscy spodziewali.

Niedługo potem mama Tomasza zmarła, w kontekście późniejszych wydarzeń podejrzewano nawet, że może Renata pomogła jej odejść, ale ostatecznie wykluczono tą wersję i przyjęto, że odeszła z przyczyn naturalnych.

Niemniej jednak taki obrót spraw był Renacie bardzo na rękę.

Nie kryła zadowolenia, bo w tych okolicznościach przejęcie kontroli nad wymarzoną nieruchomością było już bliżej niż dalej.

W międzyczasie Tomasz, jak wiemy, trafił do więzienia, a nadzieje Renaty pozostawały złudne, bo pobyt w zamknięciu nie wpłynął na jego zmianę stanowiska.

Mimo gruźb nie chciał przepisać na nią domu, zamierzał sprzedać go samodzielnie, a środki przeznaczyć na to, co uzna za stosowne.

Był w tym bardzo zdecydowany, więc Renacie zaczął się palić grunt pod nogami.

Z jednej strony wiedziała, że nie może do tego dopuścić, bo będzie to koniec jej nadziei na lepszą przyszłość, a z drugiej to też niewiele mogła już zdziałać, bo wszystko zależało od woli Tomasza.

Widząc, że nic więcej nie ugra, poinformowała go w końcu, że odchodzi, wyprowadziła się do Artura, ale w międzyczasie nieustannie obmyślała plan.

Przechodzimy do tamtego listopadowego dnia, więc teraz tak naprawdę, co się wtedy stało?

Zeznania Magdaleny szokują wszystkich, nikt nie spodziewał się jak brutalny przebieg miał tamten wieczór, a tym razem ona ze szczegółami opisuje co się stało.

Wszystko zaczęło się od wyjazdu Magdaleny, która umówiła się ze swoją przyjaciółką jeszcze z czasów studiów, że spędzą razem piątek oraz sobotę 24 i 25 listopada.

Miała u niej nocować, więc w piątek pożegnała się z Mariuszem, spakowała potrzebne rzeczy i wyszła z ich domu na osiedlu stalowym we wschodniej części Krakowa.

Cały piątek minął jej spokojnie, razem z przyjaciółką miło spędziły czas, ale atmosferę zburzyła wieczorna rozmowa z Mariuszem.

Mąż niby nie mówił niczego konkretnego, chciał sprawdzić jak Magda spędza czas, ale ją zaniepokoił ton jego głosu.

Brzmiał jakby był pijany albo pod wpływem narkotyków, poza tym bardzo niejasno jej odpowiadał, jak uznała brzmiał jakby coś kombinował.

Ze względu na jego przeszłość uznała, że w takiej sytuacji może będzie lepiej jak wróci do domu.

Pożegnała się więc z koleżanką i skierowała się z powrotem do swojego mieszkania.

Tam już na wejściu natknęła się na Artura, partnera Renaty, który był kompletnie roztrzęsiony.

Głos mu drżał, był cały czerwony na twarzy, a do tego palił papierosa za papierosem.

Gdy weszła w głąb mieszkania do salonu, od razu zobaczyła, co było powodem takiego zdenerwowania, bo na podłodze leżał nieprzytomny Tomasz, był ułożony na kocach oraz kołdrze, a wokół niego krążyła ubrana w lateksowe rękawiczki Renata, która, jak wywnioskowała Magdalena, sprawdzała jego funkcje życiowe.

W pokoju był również Mariusz, bardzo zaskoczony tym, że Magda tak szybko wróciła.

Widać był pewien, że cała akcja odbędzie się poza zasięgiem jej wzroku, a tu taka niespodzianka.

Ona nerwowo próbowała ustalić, co tam się działo i tak poznała kolejne elementy makabrycznego planu.

Zaczęło się od spotkania w domu w Baranówce.

Renata odwiedziła Tomasza razem z Mariuszem, w trakcie spotkania w trójkę pili alkohol, a także rozmawiali o sprzedaży domu, bo Tomasz, jak powiedział, znalazł kogoś, kto chciałby nabyć posiadłość.

W sumie nie zostało wyjaśnione pod jakim pretekstem oni się tam pojawili, w końcu Tomasz miał wtedy pozostawać w słabych relacjach z Renatą, mówiąc wprost bał się jej, więc dziwne, że zaprosił ją do domu, ale może obecność kolegi Mariusza jakoś złagodziła sytuację.

Nie spodziewał się jednak, że kolega działa w zgodzie z jego żoną, a drink, jaki mu podał, różnił się od tych, które pili oni.

Dokładnie był wzbogacony o środki psychotropowe.

Posiedzieli trochę u niego, a gdy on był już wyraźnie zamroczony, zaprowadzili go do samochodu i przewieźli do Nowej Huty, do mieszkania Mariusza i Magdy.

Tam chcieli kontynuować swój plan, ale pojawiła się przeszkoda, bo powoli kończyły im się leki, na które Tomasz swoją drogą zdawał się reagować bardzo opornie.

Renata zadzwoniła więc do Artura, aby do nich dołączył i przy okazji przywiózł kolejne tabletki.

On zjawił się po niedługim czasie, ale gdy zobaczył w jakim stanie jest Tomasz, od razu chciał to wszystko przerwać.

Bardzo się zdenerwował, Renata próbowała go uspokoić, a potem kategorycznie oznajmiła, że już nie ma odwrotu, ona i Mariusz muszą zakończyć to, co zaczęli.

Tomasz był kompletnie przerażony, no ale ostatecznie przybrrolę obserwatora, nie brał udziału w truciu Tomasza, ale też nie przeszkadzał.

Stał w przedpokoju, cały się trząsł i kompletnie nie radził sobie z tą sytuacją, co zresztą widać było po nim już na pierwszy rzut oka, gdy do mieszkania weszła Magda.

Po jej przyjściu Renata i Mariusz kontynuowali realizację planu i coraz bardziej zatruwali organizm Tomasza.

On już w ogóle nie reagował na to, co się dzieje, więc bez problemu byli mu w stanie wlewać do ust spirytus.

Robili to przy użyciu dziecięcej butelki ze smoczkiem.

Jak Magda zauważyła, znajdował się w niej płyn koloru zielonego, a to dlatego, że alkohol wymieszany był z lekami.

To wszystko wyglądało naprawdę makabrycznie i zarazem obrzydliwie, ale oni niezrażeni działali dalej, licząc na to, że koniec jest już blisko.

Magda nie była w stanie na to patrzeć, było jej tak niedobrze, że wyszła do łazienki, a po chwili dołączyła do niej Renata.

Tłumaczyła jej, że musi to zrobić, bo inaczej Tomasz przepije cały majątek, za grosz mu nie ufa i próbuje tylko chronić siebie oraz dzieci.

Dodała, że to już nawet nie jest człowiek, a oni tylko mu pomagają w i tak zbliżającej się śmierci.

Zaplanowała wszystko tak, żeby wyglądało to całkowicie naturalnie i nie zwróciło uwagi śledczych i cóż, jak widać udało się, bo lekarz nie miał żadnych podejrzeń.

Policjanci początkowo też, a te, które pojawiły się później i tak były związane bardziej z wyglądem niż z samym sposobem zgonu.

Cała akcja trwała znacznie dłużej niż zakładali, łącznie kilka godzin, bo organizm Tomasza, co by nie mówić, przyzwyczajony do alkoholu, bardzo długo się bronił.

W końcu, gdy puls zaczął słabnąć, uznali, że to czas, aby go przetransportować.

Renata go ubrała, przy tej okazji krzywo zapinając marynarkę jak pamiętamy, a następnie razem z Mariuszem wzięli go pod ręce i wyprowadzili do windy.

Czuli przypływ ulgi, gdy zobaczyli, że w windzie nikogo nie ma, a w trakcie jazdy na dół winda nie zatrzymała się na żadnym z pięciu pięter.

Dopiero jak potem opowiadał Mariusz, przy wyjściu z budynku natknęli się na jakiegoś sąsiada, ale nie doszło do wpadki, bo w sumie na pierwszy rzut oka wyglądało to tak, jakby prowadzili pijanego znajomego, któremu po prostu chcą pomóc wrócić do domu.

Sąsiad nawet zapytał, czy jakoś im pomóc, ale oni wiadomo, odmówili i poszli prosto do samochodu, gdzie umieścili Tomasza na tylnym siedzeniu.

Zawieźli go w znane nam już okolice fortu Batowice, a następnie ułożyli na ziemi tak, żeby wyglądał, jakby się przewrócił zamroczony alkoholem.

Po powrocie do mieszkania zaczęło się generalne sprzątanie.

Co się dało, to wyprali, czego się nie dało wyprać, wyrzucili.

Smoczek od butelki pocieli na drobne kawałki i spłukali w toalecie.

Według jej zeznań było to relanium oraz klonazepam.

A dlaczego Mariusz był w to wszystko czynnie zaangażowany, skoro wcześniej on i Tomasz byli tak zżyci i się przyjaznili?

Renata obiecała Mariuszowi udział w zyskach, powiedziała, że gdy tylko odziedziczy majątek i sprzeda dom, to sporo mu zapłaci, tylko problem w tym, że od samego początku te ustalenia były dosyć mętne.

Mariusz się chyba nie zorientował, że ona nie jest najbardziej godną zaufania osobom na świecie.

Nie ustalił z nią żadnych konkretów, ani kwoty, ani terminu, ale akurat o termin trudno, bo to wszystko zależało od tego, kiedy Renata dostanie spadek i jak szybko uda się jej go spieniężyć.

Ta upragniona chwila jednak w końcu nadeszła, a ona jako jedyna spadkobierczyni dostała dom, który tak jak planowała, sprzedała.

Mariuszowi wspomniała, że transakcja była na kwotę 200 tysięcy złotych i z tego damu połowę, bo oni chyba właśnie tak wstępnie ustalili, że podzielą się pół na pół, tylko że tak naprawdę, jak później wyszło, ten dom został sprzedany za ponad 600 tysięcy złotych.

Mariusz w końcu zauważył, że nie można jej ufać.

Gdy Renata potwierdziła, że transakcja doszła do skutku, zaoferował, że pojedzie z nią podpisać umowę notarialną, aby nikt jej nie oszukał.

Natomiast ona bez zaskoczeń kategorycznie odmówiła, a na podpisanie umowy pojechała sama.

Potem kontakt z nią się urwał i tym sposobem stało się jasne, że ona nie zamierza dzielić się z Mariuszem.

On początkowo cierpliwie czekał, ale z czasem zaczął coraz bardziej naciskać, a Magda do niego dołączyła, bo chociaż od początku ten plan się jej nie podobał, to mimo wszystko oczekiwała, że skoro jej mąż podjął takie ryzyko, no to dostanie za to odpowiednią zapłatę.

Wydzwaniali do niej, ona ich blokowała, Mariusz zaczął ją więc nachodzić, pojawiły się nawet jakieś groźby, ale Renata niewiele sobie z nich robiła, bo jak się później okazało, w tamtym momencie obmyślała już kolejny plan.

Ponad rok po śmierci Tomasza w styczniu 2008 roku zjawiła się na komendzie, policjantów poinformowała, że jeden z jej synów został porwany, a porywacze przetrzymują go w swoim krakowskim mieszkaniu.

Chodzi oczywiście o mieszkanie Magdy i Mariusza, w którym policjanci faktycznie znaleźli chłopca.

Nic mu nie było, nie miał żadnych obrażeń czy uszczerbków na zdrowiu, ale w związku z zeznaniami złożonymi przez jego matkę musiał zostać przesłuchany, oczywiście w obecności psychologa dziecięcego.

Ku zaskoczeniu wszystkich chłopiec zeznaje, że nie było żadnego porwania, mama sama odwiozła go do cioci i wujka, a on już nieraz tam bywał i czuł się tam dobrze.

Ona po tym, jak się dowiedziała, jaką wersję wydarzeń przedstawiło jej dziecko, zmieniła front.

Z płaczem oświadczyła, że zmyśliła tę historię, żeby pozbyć się małżeństwa R, ponieważ od jakiegoś czasu oni ją prześladowali.

Jak wyznała, jej mąż, gdy jeszcze żył, zaciągnął u nich dług na 100 tysięcy złotych, a teraz oni żądają od niej spłaty zaległości.

Dodaję też, że już po śmierci męża, w trakcie sprzątania jego rzeczy, natknęła się na listę osób, którym Tomasz był winien pieniądze, starała się systematycznie spłacać te zaległości, ale nikt nie dopomina się o zwrot tak agresywnie jak Magdalena i Mariusz.

Policjanci wypytywali o dane tych osób z listy, Renata im je podała, a oni chyba nawet podjęli kontakt z niektórymi osobami i faktycznie ustalili, że Tomasz był u nich zadłużony,

Uznali, że skoro on nie żyje, to pieniądze po prostu przepadły, więc widać tu jakąś nieścisłość w zeznaniach, bo po co Renata miałaby wydawać chociażby małe kwoty na coś, czego i tak nikt nie wymagał.

Mimo wszystko zarówno prokuratura, jak i później sąd wierzą jej, a Mariusz przez swoją kryminalną przeszłość w związku z nowymi oskarżeniami znów trafia za kratki.

Magdalena też bierze udział w procesie, ale ona prawdopodobnie dostaje tylko wyrok w zawiasach, chociaż tak czy inaczej plan Renaty ponownie okazał się sukcesem.

Pozbyła się Mariusza na następne dwa lata i tyle wystarczyło, bo wiedziała, że bez niego Magda zapewne nie będzie się o nic upominać.

Ten proces Mariusza przebiegł bardzo szybko, bo też on nieszczególnie się bronił.

W końcu jakby miał wyjawić całą prawdę, to musiałby obciążyć siebie jeszcze bardziej i opowiedzieć policjantom o swoim udziale w zabójstwie Tomasza.

Wolał więc siedzieć cicho i po prostu odsiedzieć kolejne dwa lata.

W końcu to nie pierwszy raz.

A czego nikt nie wiedział do czasu ponownego złożenia zeznań przez Magdę?

Że obecność syna Renaty w ich mieszkaniu, od czego to wszystko się zaczęło, to nie był przypadek.

Renata bardzo sprytnie wykorzystała sytuację.

Wcześniej, tak jak powiedział jej syn, sama go do nich zawiozła, a zrobiła to pod wpływem wcześniejszych ustaleń z Mariuszem, że dziecko będzie zastawem, gwarancją, że ona zapłaci mu ustaloną kwotę.

Ta propozycja wyszła od niej, Mariusz się na nią zgodził, więc ona zaprowadziła do niego syna, a następnie od razu udała się na policję.

Magda pytana o to, dlaczego ani wtedy, ani później, gdy policja ją przesłuchiwała, nie wyjawiła prawdy, odpowiedziała, że milczała, bo chciała chronić swoje dzieci.

I tak już została z nimi sama, bała się, że gdy cała prawda wyjdzie na jaw, też pójdzie do więzienia, a z dwojga złego lepiej, żeby siedział tylko jeden rodzic, a nie oboje.

Mariusz w trakcie pobytu w zakładzie karnym miał sporo czasu na przemyślenie ostatnich lat swojego życia.

Nieraz wspominał wtedy Tomasza, to jak razem siedzieli w celi, jak szybko się zaprzyjaźnili, jak kolega przychodził do niego na widzenia i jak pomagał jego żonie.

W związku z tym zaczęły go dręczyć coraz silniejsze wyrzuty sumienia, które sięgnęły Zenitu, gdy wyszedł na wolność.

Z jego psychiką było już wtedy naprawdę źle.

Miał do siebie żal nie tylko o to, że zabił Tomasza, ale też o to, że tak naprawdę było to po nic.

Koniec końców Renata i tak go oszukała i nic z tego nie miało.

Szukając dla siebie pomocy próbował zaangażować się w religię, chodził do kościoła, pojechał nawet do Częstochowy, aby tam się wyspowiadać, ale wypowiedzenie wszystkiego na głos wbrew jego przewidywaniom i tak mu nie pomogło.

O tym wyjeździe wiedział tylko jego brat, później opowiedział o tym Magdalenie, ale było już za późno na pomoc, bo miesiąc przed trzecią rocznicą śmierci Tomasza, w październiku 2010 roku, Mariusz się powiesił.

Po złożeniu zeznań Magda zostaje poddana obserwacji psychiatrycznej, biegli uznają ją za osobę wiarygodną, a dodatkowo prawdziwość jej słów potwierdzają badania wariografem oraz eksperyment procesowy.

A skoro jej wersja zostaje uznana za prawdziwą, to Renata i Artur w końcu zostają zatrzymani.

Mieszkają wtedy w Sandomierzu, ale policja nie ma większych problemów z namierzeniem ich.

Żadne z nich nie przyznaje się do stawianych zarzutów, ale to bez znaczenia, bo materiał dowodowy, jakim dysponują śledczy, i tak jest wystarczający.

7 listopada 2014 roku prokurator kieruje więc do sądu akt oskarżenia, a niedługo potem rozpoczyna się proces.

Na sali oskarżeni zgodnie powtarzają, że nie przyznają się do zabójstwa.

Co prawda w ciągu przesłuchań Renata miała jakiś moment słabości i częściowo się wtedy przyznała, więc zostało to wyciągnięte, ale tłumaczy, że miała na myśli coś innego i że nie zabiła swojego męża.

W trakcie procesu bardzo obciąża swoimi zeznaniami Mariusza, który już i tak nie może się bronić.

Mówi, że miał on decydującą rolę i to on podejmował działania, które ostatecznie doprowadziły do zgonu Tomasza.

Zeznania świadków i zebrane dowody świadczą jednak o czymś zupełnie innym, a z odtworzonej rekonstrukcji wynika, że Renata nie tylko wymyśliła cały plan i zaangażowała w niego innych,

Z opinii biegłych i opisanego uzasadnienia wynika, że została ona mocno dotknięta alkoholizmem męża i to w dużym stopniu zmieniło jej osobowość, co można poniekąd uznać za okoliczność łagodzącą, ale jedyną w tej sprawie, bo ta, kto Renata wykazała się przede wszystkim wyrachowaniem oraz sprytem, była ukierunkowana głównie na osiągnięcie korzyści majątkowej

i nie ma wiele na swoją obronę.

Arturowi zarzucono właściwie tylko to, że nie udzielił pomocy, chociaż jak zeznała Magda, jako jedyny chciał wezwać pogotowie, gdy usłyszał, że Tomasz zszedł, ale ostatecznie nie zrealizował tego zamiaru, więc niewiele to znaczy.

Później dodatkowo utrudniał postępowanie, bo przez te wszystkie lata krRenatę i za to Sąd Okręgowy w Krakowie skazuje go na trzy lata więzienia.

Z kolei głównej sprawczyni za zaplanowanie tego wszystkiego i realizację planu z zimną krwią sąd wymierza karę 12 lat pozbawienia wolności.

Później sąd apelacyjny zmniejsza nieco wyrok Arturowi, natomiast u Renaty wymiar kary pozostaje bez zmian i taka jest ostateczna decyzja, bo w październiku 2017 roku kasacja w Sądzie Najwyższym została odrzucona.

Jeżeli chcesz otrzymywać wcześniejszy dostęp do materiałów i oglądać odcinki bez reklam, możesz wesprzeć mój kanał na YouTube.

Możesz też jednorazowo wesprzeć mój podcast stawiając mi kawę na BuyCoffee2.

Za każdą formę wsparcia bardzo, bardzo dziękuję.