Mentionsy
ABBA w Studio 2, czyli jaka była telewizja w Polsce w latach 70. XX wieku
7 października 1976 roku po raz jedyny w Polsce wystąpiła słynna szwedzka grupa ABBA. Odbyło się to w Studiu 2 - wówczas przełomowym, nowoczesnym programie telewizji polskiej. Studio 2 stało się jednym z symboli gierkowskiego "otwarcia na Zachód", powiewem trendów zza żelaznej kurtyny. Występowały w nim światowe gwiazdy, można było zobaczyć zachodnie seriale i filmy. Dziś rozmawiam o polskiej telewizji lat 70, a także o tym, jaka była wcześniej i później. A moim gościem jest prof Leszek Pułka, kulturoznawca, medioznawca, dziennikarz, Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego.
Szukaj w treści odcinka
Dobry wieczór, we wtorek 7 października to jest audycja Maciej Zakrocki przedstawia, w której we wtorki zajmuję się historią Polski.
Dzisiaj audycja będzie dla mnie szczególnie ciekawa, bo dotyczyć będzie historii telewizji polskiej, z którą związany byłem i dalej jestem z kilkuletnią przerwą przez prawie 40 lat.
Pretekstem do sięgnięcia akurat po ten wątek naszych dziejów jest nieokrągła 49. rocznica historycznego koncertu zespołu ABBA w Studio 2.
Najpopularniejszym, jak to dzisiaj mówimy, formacie telewizyjnym lat 70.
I to nie tylko w Polsce.
Rzeczywiście było to niezwykłe wydarzenie, bo szwedzki zespół bił wtedy wszelkie rekordy popularności na całym świecie.
Mieć Abbę u siebie, zrobić jej koncert na naszej antenie, to było coś.
O wizycie twórki popularnych Szwedów krążyły plotki i anegdoty.
Mnie została w głowie historyjka z przyjazdu zespołu do hotelu Forum w centrum Warszawy późną nocą.
A tu okazało się, że kuchnia już nie działa.
W Warszawie 1976 roku nie było też otwartych, dobrych restauracji w środku nocy.
Nie było firm przywożących choćby pizzę.
Rozgoryczona, ale też wściekła artystka miała zapytać, ile kosztuje ten hotel.
Nikt nie wiedział, ale też nie bardzo nie wiedziano, o co w ogóle chodzi.
Agneta miała powiedzieć, kupuję ten hotel, otworzę sobie kuchnię i zrobię sobie coś do jedzenia.
Szczerze mówiąc nie wierzę w tę historię, choć o tyle była prawdopodobna, że Abbe na pewno było stać.
by kupić sobie hotel w centrum Warszawy.
A wracając do jej koncertu w Studio 2.
Była to swoista wisienka na torcie ówczesnej oferty programowej telewizyjnej dwójki.
Studio 2 stworzone przez Mariusza Waltera, prowadzone przez znakomite osobowości telewizyjne, o których jeszcze będzie czas powiedzieć.
Było symbolem tamtej epoki, epoki Edwarda Gierka, który otworzył szarą, gomułkowską Polskę ludową na świat.
A telewizja miała wpisać się w ten trend, stąd wiele zachodniego stylu w robieniu programów, liczne zachodnie seriale, filmy, programy rozrywkowe.
Zmienił się, przynajmniej w Studiu 2, język, który stał się swobodny, wesoły, daleki od sztywnej partyjnej narracji władzy.
Rzeczywiście społeczeństwo to pokochało, ucieszyło się z bardziej kolorowego świata, który docierał do nas przez szklany ekran.
Studio 2 oglądały miliony i to w niemal każdej grupie wiekowej.
W pierwszej części audycji spróbujemy dokonać analizy tego fenomenu, zarówno od strony programowej, jak i celu władzy.
Bo przecież to wszystko dalej odbywało się w PRL-u, a więc władza musiała na wszystko wyrażać zgodę.
Ale też skorzystamy z okazji, żeby porozmawiać w ogóle o historii telewizji.
No co tu dużo mówić ważnego elementu, medium w naszej najnowszej historii.
A gościem dzisiejszej audycji jest pan profesor Leszek Pułka, kulturoznawca, medioznawca, dziennikarz z Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego.
Dobry wieczór.
Dobry wieczór Państwu, dobry wieczór Panu.
Pomyślałem, że przed chwilą mówiąc we wstępie, że zaczniemy może od analizy tego fenomenu, jakim było Studio 2, ale właściwie na gorąco, jeśli pan profesor pozwoli, to bym chyba jednak zmienił
tę kolejność, bo skoro Studio 2 i telewizja lat 70. miała być reakcją na szarzyznę epoki Gomułkowskiej, no to może jednak zacznijmy od tej epoki.
Tym bardziej, że to wtedy ta telewizja tak na dobrą sprawę się pojawia.
No właśnie.
I jak ta...
Ekipa Władysława Gomułki.
Jeśli przyjmiemy, że ta telewizja, którą już nieliczni i rzadko mogli oglądać, to jest jednak właśnie czas końca lat 50., początku lat 60., a więc czas Władysława Gomułki.
Jaką rolę dla tego medium widziała tamta władza?
Znaczy, polska telewizja od momentu powstania, czyli od lat 30.
XX wieku, zawsze była telewizją państwową, o czym warto pamiętać.
Ona nigdy nie była prywatna.
Właściwie w tym roku, w grudniu, jeżeli ja dobrze liczyłem, to jest 90. rocznica pierwszych prac nad telewizją w naszej ojczyźnie i one się odbywały w Państwowym Instytucie Technicznym.
Gdzieś ten związek władzy, pieniędzy i medium chyba jednak od początku był.
Oczywiście wojna przerwała całą tę sytuację techniczną przede wszystkim, rozwoju technicznego i technologicznego związanego z telewizją.
Natomiast kiedy ona powstaje, no 50. lata, początek lat 50., no to oglądają wybrani, bądźmy szczerzy.
Tych odbiorników jest tak niewiele.
w pierwszej fazie, kiedy ona się pojawia w ogóle jako jakiś ewenement techniczny.
Pamiętam, Wiech napisał taki fantastyczny felieton Radio z Lufcikiem, tłumacząc swoim czytelnikom ekspresu wieczornego, na czym polega w ogóle idea telewizji.
Ja urodziłem się troszkę za późno, żeby pamiętać pierwsze emisje.
Natomiast z dzieciństwa swego pamiętam dwie rzeczy, że ona oczywiście miała to całe instrumentarium.
przypisane władzy, to znaczy głównie wiadomości telewizyjne, czyli dziennik kultowy, w ogóle program przez cały okres istnienia telewizji do lat współczesnych niemalże, ale z drugiej strony była jednak medium rozrywkowym.
Gomułka, jaki był, wszyscy wiemy, dość specyficzna postać, chyba dziś niezbyt chlubnie postrzegana.
Natomiast ja tu bym troszeczkę zaoponował, co do tej szarzyzny tamtych lat i do relacji pomiędzy telewizją a kulturą.
Bo z jednej strony, ja pamiętam, to był, nie wiem, 63, 64, kiedy moi rodzice kupili pierwszy telewizor i prawdą było, że cała kamienica schodziła się
do mieszkania moich rodziców, żeby oglądać wieczorem nadawane programy.
No i film przede wszystkim fabularny, bo to było klub wieczoru, nie dziennik.
I tu chciałbym na jedną rzecz zwrócić uwagę, że Polacy, jak ja pamiętam, jako dzieciątko, żyli wówczas już w rozdwojeniu jaźni.
Bo z jednej strony mieliśmy rzeczywiście tę narrację partyjną, czyli Trybuna Ludu jako dziennik ludu pracującego,
oczywiście obligowanego do czytania tej gazety we wszystkich możliwych przestrzeniach życia publicznego, ale z drugiej strony mieliśmy przecież fantastyczne zdarzenia w kinie, w teatrze, mieliśmy naprawdę tanie wydania, klasyki literatury światowej, no i mieliśmy coś takiego jak sklepy Baltony, o czym chyba zapominamy, a w 1956 roku powstają właśnie te sklepy, które...
jak później Pewexy, transmitują do naszej rzeczywistości bardzo kolorowe produkty kupowane za dolary na zachodzie.
I pamiętam jeszcze jarmarki takie miejskie, tu na przykład w mojej rodzinnej wrocławskiej przestrzeni, gdzie te towary i produkty z Ameryki najczęściej wysyłane przez tak zwanych górali z Chicago wędrowały do Polski, więc szara i nieszara, to znaczy...
Szara, wejdę w słowo, na pewno była telewizja, bo jeśli przyjmiemy, że te emisje regularne to jest właśnie gdzieś połowa lat 50., no to oczywiście przez 15 lat co najmniej, a może nawet odrobinę dłużej w telewizji było szaro, bo telewizja była czarno-biała.
Ale niech pan zauważy, że takie fantastyczne programy jak Eureka, która była przez wiele lat kultowym programem pokazującym najnowsze technologie.
Jak chociażby cudowny Adam Skłodowy i zrób to sam.
To jest 59 rok, kiedy ten program startuje.
Ja do dziś z rozrzewnieniem wspominam pralkę dla lalek zrobioną z dwóch puszek po kawie Marago z silniczkiem elektrycznym w środku.
No po prostu były to rzeczywiste
jakieś takie programy, które intrygowały, zachwycały, pokazywały mimo wszystko jednak świat techniki, nauka języków obcych, lata 60., to ciągle jeszcze Gomułka, kabaret starszych panów, no trudno powiedzieć, chociaż był czarno-biały, że on był szary, na Boga przecież.
wyprawiali, to czego uczyli Polaków kultury, przede wszystkim wysublimowanych wartości, to była rzecz niezwykła.
Teleecho, o którym ciągle trzeba pamiętać.
No i oczywiście 50. późne lata.
Adam Chamszkiewicz i teatr telewizji.
Ja myślę, że więcej naszych sąsiadów przychodziło w poniedziałki na teatr telewizji, niż po to, żeby obejrzeć dziennik telewizyjny.
Więc z tą szarością, bo ja bym powiedział tak, był to świat na pewno o wiele bardziej czarno-biały niż dziś, gdzie łatwiej się definiowało to, co jest prawdą, a co prawdą nie jest, ponieważ i tak wszyscy słuchali Polskiej Europy i tak wszyscy jej słuchali.
Ale tu muszę jednak właśnie dopytać, ale czy to oznacza, że w jakimś sensie no właśnie ta telewizja czarno-biała tamtej epoki, no ona rzeczywiście odzwierciedlała ten stan, który pan nazwał rozdwojeniem jaźni, bo i tak wszyscy wiedzieli, jaka jest prawda, w związku z czym ten dziennik telewizyjny...
oglądano, ale nie pełnił on jakiejś takiej znaczącej roli w kształtowaniu poglądów i umysłu Polaków, bo właśnie wszyscy oglądali, tutaj szczególnie młodszym słuchaczom może należy wyjaśnić, albo zrób to sam.
Adam Słodowy to taki pan, który właśnie pokazywał, jak w prosty sposób można samemu coś zrobić, czy naprawić.
Rzeczywiście znakomity program, w którym pani Irena Dziedzic, siedząc bardzo kulturalnie, pijąc herbatę z pięknych filiżanek, rozmawiała z ciekawymi gośćmi.
Kabary starszych panów to myślę, że nawet i młodsze pokolenie właśnie.
wie, co to było, bo co jakiś czas przez archiwalne programy wraca się do tych wspaniałych autorów i artystów, którzy tam występowali.
Eureka może mniej jest pamiętana, ale chodzi mi po prostu o to, że skoro ta telewizja powstaje właściwie w momencie wychodzenia ze stalinizmu, właśnie zaraz po tym październiku, no ale też wiemy, że to okienko wolności, czy...
ograniczonej wolności otworzone zostało na chwilę.
No to jeżeli przyjmiemy z czasów rewolucji bolszewickiej, specjalnie tutaj używam tego określenia, kiedy to władza ludowa w rodzącym się Związku Radzieckim uznała, że kino jest najważniejszą, tak, najważniejszą ze sztuk.
Co potem między innymi wisiało jako hasło przy wejściu do szkoły filmowej w Łodzi.
To znaczy, że wtedy takie było narzędzie dotarcia do szerokiej publiczności propagandy wtedy komunistycznej.
Wrócę do pytania, jak władza ludowa w PRL-u postrzegała telewizję jednak jako narzędzie propagandy, czy jednak nie rozumiała siły tego narzędzia, w związku z czym niech tam inteligencja sobie robi teatry czy teleecha.
My ewentualnie coś tam powiemy ludziom w tym dzienniku telewizyjnym, a oni i tak czytają Trybunę Ludu, to będą wiedzieć, o co nam chodzi.
Ja myślę tak, panie redaktorze, że to jest trochę tak, że z jednej strony my doskonale dzisiaj wiemy, że po to istnieje branding, żeby szefowie...
Marek mieli dobre samopoczucie.
Po to się uprawia reklamę, żeby firmy miały dobre samopoczucie.
Ja myślę, że taką rolę spełniała telewizja.
To znaczy dla aparatczyków i dla tych kilku milionów funkcjonariuszy PZPR ta telewizja rzeczywiście mogła być takim transmiterem, nazwijmy, tych objawień, które aktualne biura polityczne czy Komitet Centralny przekazywały jako dyrektywy gospodarcze.
fałszujące zresztą w obrazie najczęściej to, co się w Polsce rzeczywiście wydarzało, no wspomnijmy 68, wspomnijmy 70, ale z drugiej strony, ja patrząc na to jakby z punktu widzenia użytkownika telewizji, to było trochę tak jak, nie wiem, dorastałem, pamiętam, że zawsze oglądaliśmy oczywiście telewizję
no bo była fantastyczna, no powiedzmy szczerze.
Firmy w rodzaju, nie wiem, Znak Zoru, czy bajki Disneya dla mnie nadawane, zresztą ja dobrze pamiętam z Katowic, a nie z Warszawy, od razu pokazywały, że w Polsce jest kilka ośrodków władzy, że jest właśnie ten na Śląsku i on ma do dyspozycji, jak ja rozumiałem wówczas, waluty, za które tego Disneya produkty i tego Zoro kupuje, czy jakieś seriale kryminalne.
Natomiast Warszawa była jednak tym rzeczywiście, nazwijmy to wprost, tym ośrodkiem kompletnie poddanym cenzurze, kompletnie propagandowym w gruncie rzeczy, ale tak się nie daje żyć, mówiąc tak prościej.
Propaganda nie nakarmi ludzi.
Wobec tego mnie się wydaje, że nawet Gomułka, którego traktowaliśmy wówczas, ja jako dziecko oczywiście, czy potem nastolatek,
ale moi rodzice jako figurę polityczną bardzo mocno umocowaną w Moskwie i transmitującą wartości z Moskwy, po prostu przekładającą ją jakoś na polską rzeczywistość, ale oni chyba jednak rozumieli, że ludziom jest potrzebna rozrywka.
I żeby nie pić wódki, czy pan pamięta, bo warto chyba też przypomnieć rolę i funkcję polskiej kroniki filmowej, która była wyświetlana przed każdym seansem kinowym.
I to było jakby też partyjne źródło wyobrażeń o rzeczywistości, które pokazywało też no niestety wady i...
kłopoty, to nie tylko gospodarcze, ale właśnie kłopoty obyczajowe, kłopoty moralne, które się w Polsce zdarzały.
Ja myślę, że nawet wiedząc o tym, że te rozgrywki, które się działy w KC, czy na biurach politycznych, że one były rzeczywiście polityczne, to gdzieś tam jednak Sokorski, jako szef radiokomitetu, chyba potrafił, nie powiem, że balansować, czy tańczyć na linie,
Ale mimo wszystko rozumiał, że ta rozrywka też jest ludowi, pracującemu miast i wsi potrzebna.
Chociaż ona była właśnie na bardzo wysokim, wysublimowanym wręcz poziomie.
Ale na przykład oglądałem specjalnie, nie tak dawno, wielokropek, nie wiem, czy pan pamięta, taki satyryczny magazyn, program.
Pamiętam, pan Kobuszewski i pan Kociniak tam występowali.
Jan Kobuszewski, tak.
I powiem panu, że byłem zdumieniony, jak ostro były programy.
Jak oni ostro rzeczywiście przycinali...
naszym padom narodowym ówczesnym, więc tam pozwalano sobie na bardzo różnym poziomie abstrakcji.
Ja myślę, że naprawdę gdybyśmy usiedli, rozwinęli ramówki tamtych lat i obejrzeli proporcje przede wszystkim, to na pewno zdarzały się też rzeczy, nie chcę powiedzieć szlachetne, ale rzeczy edukujące młodych ludzi, na przykład wspomnę latające kolędy,
i dzienkę całą tą akcję, którą zapoczątkowała telewizja, ale jak wspomnimy, to obok w kioskach leżał Świat Młody w gazetach, które oczywiście były, ale miało koniec Romek i Atomek, który
no też dodawał barw w tej rzeczywistości, więc nie wiem, dookoła świata tytuły prasowe, które też pokazywały inną rzeczywistość, nieco później Kontynenty, kapitalny magazyn podróżniczy, no więc tam się działy naprawdę w grafice, w plakacie cudowne sprawy i ja myślę, że trochę tak było, że władza miała wyobrażenia i te wyobrażenia transmitowała przez programy propagandowe,
dedykowane wojsku na przykład, czy właśnie decyzjom gospodarczym, ale też chyba ktoś, no nie bardzo wiem kto poza Sokolskim, rozumiał, że trzeba dać troszkę, nie wiem, upustu, no tak jak rock and roll polski, czy rock polski pełnił w latach 80. funkcję takiego wentyla, więc chyba ta rozrywka też pełniła na różnych poziomach abstrakcji, w bardzo różnych grupach społecznych
w rolę takiego właśnie wentyla, który spuszczał nieco powietrza.
Aczkolwiek zgadzam się z Panem, kompletnie zideologizowana w tym wymiarze formalnym, w wymiarze przekazywanych wiadomości, oznajmień o przyszłości ojczyzny naszej.
W każdym razie też warto powiedzieć tak już trochę encyklopedycznie, że codzienna emisja programu telewizyjnego w Polsce to jest 1 lutego 1961 roku.
Kolejna ważna data, bo będziemy właśnie przechodzić do tej jednak chyba wyraźnej zmiany.
To jest połowa lipca 69 roku, a więc jeszcze za Gomułki.
Do użytku oddane jest Centrum Radiowo-Telewizyjne w Warszawie przy ulicy Jana Pawła Woronicza.
Adres, który do dzisiaj jest chyba wszystkim dobrze znany.
No i przychodzi jednak właśnie ten moment przesilenia politycznego.
Pan wspomniał o wydarzeniach roku 70, a więc tak, grudzień, dramatyczne, tragiczne wydarzenia na wybrzeżu.
Giną ludzie, władza ludowa strzela do robotników.
No i mamy zmianę ekipy politycznej.
Na czele rządzącej partii staje...
Edward Gierek, polityk ze Śląska, ale o którym już wtedy mówiono, że taki właśnie światowy, zupełnie inny niż większość towarzyszy partyjnych.
No bo chociażby przez fakt, że jako młody chłopak, jako dziecko, po prostu znalazł się na zachodzie Europy, pracował.
jako górnik w kopalni, znał język francuski, no więc już to dawało podstawę, żeby sądzić, że jest on jakoś taki właśnie trochę zachodni.
No i w jego otoczeniu na tym Śląsku pojawia się człowiek, który się nazywał...
Maciej Szczepański, no i to jest facet, który tam na Śląsku właśnie zajmuje się, czy pracuje, jest szefem Wydziału Propagandy i Agitacji Komitetu Wojewódzkiego w Katowicach.
Został redaktorem naczelnym Trybuny Robotniczej.
Ta gazeta zrobiła, jak na tamte czasy, sporą karierę, więc był przez Gierka już tam zauważony i doceniony.
No i kiedy Gierek obejmuje władzę w Warszawie...
Już w 72 roku w październiku wspomniany Maciej Szczepański staje na czele Komitetu ds.
Radia i Telewizji.
Jaki pomysł ma ta nowa władza na Telewizję Polską?
związany ewidentnie z osobą Gierka, czyli pokazywanie przywódcy, no chyba nie wodza, raczej przywódcy jednak właśnie jako człowieka światowego, poprzez te wszystkie klamacje pod tytułem wizyty gospodarskie, przemówienia, które nieustannie wygłaszał, ale także właśnie poprzez to chociażby jak pokazywanie się z politykami światowego formatu.
Pamiętamy pewnie wszyscy pierwszą wizytę Richarda Nixona w Polsce.
Wszyscy to pewnie nie.
Panie profesor Janek, liczę, że mamy trochę młodszych słuchaczy też.
Powinniśmy pamiętać, bo to była ważna wizyta.
Czyli z jednej strony mamy Satrapę, który uprawia rzeczywiście...
Tu robotnicy z nami, pomożecie, pomożemy.
Potem ta sekwencja się zmienia właśnie, aby Polska rosła w siłę i tam te wszystkie takie zabawne hasła.
Ale z drugiej strony, ja tak wie pan, cały czas zerkam na okoliczności ekonomiczne i kulturowe towarzyszące rozwojowi telewizji.
Oczywiście pojawienie się drugiego programu było też pewnym fenomenem, bo żartowaliśmy, że można sobie przełączyć kanał z jedynki na dwójkę i już jest komunikacja wielowątkowa.
No i właśnie za chwilę pojawia się też kolor, panie profesorze, stąd właśnie to moje zestawienie, że szara Polska widziana przez ekran telewizyjny w niektórych domach zaczęła być kolorowa.
I z każdym rokiem coraz tych domów było więcej.
Znaczy ja znowu wracam do swojego pokolenia.
Wie pan, tej zmianie, która była fenomenalna rzeczywiście, pamiętam...
kupowanie, no właśnie, telewizorów kolorowych, nie rosyjskich, bo one były podłe i się paliły, ale właśnie w Pewexie, 72 rok sprawdziłem, otworzono Pewex jako właśnie tę firmę, gdzie można było mniej legalnie, bardziej legalnie za walutą, tak zwane bony Pewexu, kupować właśnie te nowoczesne technologie telewizyjne.
I pamiętam dzień, w którym rodzice przywieźli telewizor Sony do domu, kolorowy pierwszy noc, rzeczywiście wow, to było wrażenie niesłychane.
Natomiast, i znów tu się upieram, nam towarzyszy nie tylko kolor polityczny, nowy jakby kolor polityczny w telewizji, ale jak wspomnimy, fenomen takich grup jak Pink Floyd, Led Zeppelin, całe gatunki muzyczne, które otworzyły młodą kulturę,
także w Polsce i pokazały nam, że świat może być barwny, kolorowy, fantastyczny, że może być nasz przede wszystkim, a nie władzy, to to chyba trzeba o tym pamiętać.
No plus wolne soboty, bo to jest ten moment, który historyczny jakby, który zmusił władzę do właśnie preparowania telewizji.
wypełniającej wolną sobotę.
Ludzie nie byli do tego za bardzo przyzwyczajeni, że przez kolejny dzień w tygodniu nie ma co robić.
Telewizja się świetnie w to wstrzeliła.
Chyba też tak nie błyskawicznie, nie od razu, bo Studio 2 to jest, jeżeli ja dobrze pamiętam, 74. rok, pierwsza emisja, nie najciekawsza jeszcze wtedy, a wolne soboty pojawiły się nieco wcześniej.
My tych barw mamy więcej.
Pan na pewno pamięta mistrzostwa w piłce nożnej z 1974 roku i fenomenalną formę polskich piłkarzy, więc tych barw, tych kolorów w naszym życiu było mnóstwo.
Ale faktem jest, że dostaliśmy przez Szczepańskiego wymyślony, no właściwie nowy nośnik, bo to jest zespół formatów, prawda?
On wymyślił z Mariuszem Walterem, właściwie Mariusz Walter wymyślił, a
Szczepański go w tym wspierał, nie tylko nowoczesne technologie, które przywieziono z zachodu, ale także nowoczesne formaty, które uruchomiono w tej telewizji, których przedtem nie było.
To musiało być atrakcyjne, lud musiał to kupić, odbiorcy musieli to kupić i kupili.
No właśnie, tylko żebyśmy jednak nie tracili z oczu czegoś, co jednak też w tamtej Polsce było.
Czyli jednak propaganda była, jednak w Komitecie Centralnym siedzieli ludzie, którzy za tą propagandę odpowiadali i jej pilnowali.
Niedaleko Komitetu Centralnego na ulicy Mysiej w Warszawie
była siedziba cenzury.
Praktycznie każdy program, scenariusz był zatwierdzany na poziomie cenzora w instytucjach typu telewizja czy polskie radio.
Natomiast to, co na pewno trzeba zauważyć, to że w tamtej propagandzie podjęto decyzję, bo to też jest ten czas, robienia telewizji na żywo, a więc takiej trochę mniej kontrolowanej.
W związku z czym kluczowe było dla Macieja Szczepańskiego, krwawego Maćka, jak niektórzy go nazywali, aby mieć w tej firmie ludzi, na których może w dużym stopniu polegać.
Ale również polegać od tej strony właśnie politycznej.
I stąd się mówi o nim, prawda, krwawy Maciek, bo mnóstwo ludzi jak przyszedł do telewizji wyrzucił.
pojawili się nowi, pojawiły się dość bajeczne, jak na tamte czasy, zarobki, które, co tu dużo mówić, też miały pełnić właśnie rolę takiej formy opłacenia ludzi, którzy będą robić dobrą telewizję, bo to od razu też dodam, znakomitą, świetną warsztatowo, ale jednak taką, która tej władzy raczej będzie mimo wszystko służyć, niż jej szkodzić.
Jest taka piękna anegdota, nie wiem czy pan pamięta, Edward Mikołajczyk wspominał w takim dokumencie o nim, że kiedyś... To też muszę wyjaśnić młodszym słuchaczom.
Edward Mikołajczyk to właśnie jedna z głównych postaci tego programu Studio 2, o którym mówimy.
Właśnie programu, w którym jest on, pani Bożena Walter jako prowadząca.
Pan Tomasz Hopfer z redakcji sportowej, taki szalony sprawozdawca, tam w którymś momencie jeszcze chyba dołączył, no ciągle znany do dzisiaj z programu konkursowego, który jest na antenie.
Tadeusz Sznuk, tak, tak, jeden z dziesięciu, świetny teleturniej.
To jest trochę tak, że jak się dostaje pieniądze, to człowiek się mocniej pilnuje, że ma za sobą chwałego Maćka.
I ta anegdota polegała na tym, że to jeszcze nie było Studio 2, a Mikołajczyk pracował w jakiejś redakcji publicystycznej i pijany nieco Szczepański oparł się o jego plecy, zachwiawszy się, a Mikołajczyk odparował.
Przeprosił go, a Mikołajczyk odparował, że nie ma nic wspanialszego, jak poczuć na sobie oddech prezesa.
I on go wyrzucił w jeden dzień, tak jak wielu innych, no ale potem wrócił do studia, była na szczęście dla tego studia.
Więc ja myślę, że to jest trochę tak.
Gdybyśmy sprawdzili, pewnie w IP nie dałoby się to zrobić.
Uwikłanie bardzo wielu dziennikarzy, redaktorów jednak w jakieś narracje i relacje właśnie polityczne
to ta telewizja Szczepańskiego była na pewno takim samostalującym się mechanizmem, bo przecież to było jasne, że to jest czerwona telewizja.
Ale z drugiej strony ma pan rację, uwolnienie jakby tych scenariuszy zatwierdzanych przez cenzurę, no obligowało dziennikarzy, obligowało prowadzących, a nawet speakerów do tego, żeby zachować
pewną dozę samokontroli, tak to nazwijmy, to też nie jest fajne, powiedzmy sobie szczerze, kiedy człowiek musi pilnować tego, co mówi na antenie, żeby dzień później nie dostać wypowiedzenia z pracy.
A zdarzały się przecież takie sytuacje w tej telewizji w tamtych latach.
Co możemy o tym Studio 2 powiedzieć?
No bo właśnie za chwilę, to jest pretekst do naszej dzisiejszej rozmowy, pojawia się właśnie tam ABBA.
Zespół rzeczywiście absolutnie wtedy na topie.
Od Australii, przez Azję, Europę, po Stany Zjednoczone.
Szalenie popularny.
Wszyscy uwielbiali, słuchali.
No bo oczywiście nie wszyscy, ale tak mówimy.
Zresztą, że ten zespół był wyjątkowy, to świadczą również czasy współczesne.
Chociażby w Londynie jest specjalna arena wybudowana, na której
w której to ludzie mogą oglądać, wrażenie takie jest na żywo, współczesny koncert, aby przy pomocy supernowoczesnych technologii, które pozwalają we współczesność wpleść...
tak samo wyglądających, jak wtedy w latach 70. członków tego zespołu i miejsce to bije też rekordy popularności, co najlepiej świadczy, jak ABBA dużo znaczyła w takiej popkulturze.
No tak, chociażby te dwa filmy z Meryl Streep, Mamma Mia, które też jakby przypominają grupę.
Oni rzeczywiście żyją, funkcjonują, zresztą wydali
Nie tak dawno przecież płytę.
Natomiast, no wie pan, to jest tak, Rolling Stonesi, zagubiłki, można powiedzieć, i dopiero później Abba Zagierka.
No to były fenomeny, to były fenomeny kulturowe z wielu względów, chociażby dlatego, że ja się uśmiecham, ale to jest jedyny znany w historii przypadek, kiedy ktoś zaczyna od Waterloo, a potem już jest tylko lepiej.
Bo tak przecież zaczynali na konkursie Eurowizji w przeciwieństwie do Napoleona.
No tak, to ich słynna piosenka właśnie pod tym tytułem.
Studio 2.
Z tego co pamiętam, mnie zachwyciło z powodu słuchanej przeze mnie muzyki, bo oczywiście jako fan SBB...
Oszalałem z zachwytu, że dżingiel tego programu zaczyna się właśnie fragmentem utworu
tej supergrupy rockowej polskiej z tamtych lat, która towarzyszyła przecież także Czesławowi Niemenowi, więc też była bardzo popularna.
I to był chyba taki sygnał, taki impuls dla nas, dla widzów, że idzie nowe rzeczywiście, że będzie inaczej po prostu, że będzie live, że będzie ostro, że nie będzie tych obowiązkowych krawatów, garniturów i wielu innych sytuacji.
Ale ja myślę, że fenomen studia 2 to są osobowości.
To, że Szczepański uruchomił z Mariuszem Walterem te produkty, bo podejrzewam, że to też jest ich ogromny wpływ, potrafi do tego studia ściągnąć kapitalnych ludzi, których, nie wiem, nazwiska pewnie bez trudu wymieniamy do dzisiaj, ale którzy...
naprawdę z każdej warstwy społecznej, potrafili zaczarować telewizję, pokazać też, że są żywymi ludźmi, reagującymi spontanicznie.
Ja tylko wspomnę program, który mnie zawsze zachwycał i który chyba był takim prototypem tego wszystkiego, co dzisiaj mamy.
Alexander Bardini, znakomity aktor,
To jest taki reżyser, który robił coś zabawnego.
Robił taki casting do kariery, chciałoby się powiedzieć.
Ale uszczypnąć mocno i ostry.
No ale taki był Balin, że bywał ostry.
I uczył młodych aktorów, dziennikarzy.
No i piosenkarzy, amatorów.
I to było najzabawniejsze.
w telewizji, jak się sprzedać po prostu publicznie, żeby zrobić karierę.
Dla mnie tym kluczem jakby były też lekcje języka polskiego, na pewno pan pamięta profesora Pisarka, który uczył nas poprawnej polszczyzny przed Janem Miotkiem, więc...
znakomite reportaże, które przecinały te pasma czystej rozrywki, tak to nazwijmy, turnieje, konkursy, do których zapraszano, no właściwie na przykład w katowickim spotku, jak pamiętam, były jakieś takie wielkie wieloboje gwiazd, które sportu, rozrywki, kultury, które się spotykały właśnie, teoretycznie dla górników, ale przecież oglądała to cała Polska, ale też coś, co
Ten program w sobie miał, czy ten, właściwie to nie program, to za mało powiedziane, bo to jest coś więcej niż program telewizyjny, to był właśnie leci kabarecik Olgi Lipińskiej, który z drugiej strony patrząc pokazywał kompletnie krzywdy dzwierciadle to wszystko, w czym się poruszaliśmy, czym żyliśmy, czego uczyła nas polityka, jak nami zarządzano, co robiły z nami języki propagandy.
I to się jakoś tak naprawdę wszystko spinało w niezwykłą całość, także właśnie poprzez osobowości prowadzących, czyli Tadeusza Sznuka, powtórzmy się raz, Wanda Mikołajczyk czy Walter, bo oni byli tak różnymi osobowościami, że nawet między nimi bardzo często iskrzyło, więc dokuczali sobie, żartowali z siebie, przekonarzali się bardzo często na antenie, a byli
kompletnie innymi osobowościami.
I to wszystko było bardzo bardzo wstrzymane, bo warto o tym pamiętać, że to nie było nudne, że to się działo w bardzo dobrym rytmie.
A co z telewizji jest chyba dość istotne, nie było gadających głów, nie było gadających głów polityków przede wszystkim.
Przypominam słuchaczom, że gościem audycji jest pan profesor Leszek Pułka, kulturoznawca, medioznawca, dziennikarz Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Wrocławskiego.
No tak, to mamy obraz tej dwójki, właściwie Studia 2.
Ja tylko będę z uporem maniaka przypominał, że Telewizja Czasów Macieja Szczepańskiego jednak ciągle też jest telewizją partyjną, pilnującą właśnie interesów władzy, bo oczywiście nie w ramach programu Studio 2, ale przy różnych innych okazjach jest tam, gdzie jest pierwszy sekretarz.
Robi transmisje z tych wszystkich imprez typu dożynki, gdzie właśnie władza ludowa się pojawia i przemawia.
Ze zjazdów partii transmisje całogodzinne.
Również robi chociażby transmisje z wieców w 76 roku po czerwcu, podczas których...
Potępiano warchołów z Radomia i zainscenizowane sceny robiono, w której klasa robotnicza z oburzeniem odnosi się właśnie do wydarzeń w Radomiu czy w Ursusie, gdzie po prostu robotnicy zaczęli walczyć o swoje prawa.
Także gdzieś z tyłu głowy pamiętajmy, że to jest jeszcze też telewizja, która właśnie pełni taką rolę.
No i zresztą to się właściwie za chwilę okaże, że nie spełnia to też tych wszystkich oczekiwań, które ma władza, no bo również telewizja, co było wielkim przedsięwzięciem organizacyjnym, robi transmisję, czy całą oprawę pielgrzymki do Polski papieża Polaka Jana Pawła II.
Na co Maciej Szczepański bierze dużą kwotę, aby wyposażyć telewizję w odpowiedni sprzęt.
A za chwilę, jak już dojdzie do kolejnego przełomu politycznego, będzie odpowiadał za zdefraudowanie ogromnej części tych pieniędzy, które wziął właśnie na obsługę wizyty papieża.
Na marginesie podczas tej wizyty ludzie odpowiedzialni za produkcję obrazka, jak to mówimy w naszym żargonie, no właśnie bardzo pilnowali, żeby owszem godnie pokazać wizytę godnego, znakomitego gościa, ale żeby tak za bardzo nie wyszło, że ta Polska jest taka rozmodlona i zakochana w kościele.
Nad tym również ludzie właśnie od obrazka pracowali.
Więc jakby pan nam tutaj, no powiedzmy w tych kilku minutach zreasumował telewizję lat 70.
Pamiętajmy, że oprócz Radomia i Ursusa, oprócz tych wydarzeń spacyfikowanych przez władze komunistyczne, rodzi się w Polsce drugi obie kultury.
Czyli telewizja znów mimo swoich kolorów i programów nie jest jedynym źródłem informacji, że docierają do Polski wreszcie przemycane książki z Instytutu Literackiego w Paryżu, że robi się coraz ciekawiej, że powstał naprawdę niezależny obieg kultury, wspomnijmy chociażby pismo zapis.
Natomiast czy ja bym ją potępiał?
Właściwie chyba nie potępiamy, tylko wspominamy i zastanawiamy się co ważnego.
Więc myślę, że tak, że przede wszystkim telewizja pokazała, że jest ważnym medium, a naród zrozumiał, że nie jest jedynym medium.
Bardzo prędko to nasze schizofreniczne postrzeganie rzeczywistości owocowało tym, że na przykład ja pamiętam na studiach czytaliśmy oczywiście z ciekawości zwłaszcza czwartkowe wydanie Trybuny Ludu, bo tam było o kulturze.
i potępiano w maksymalnie nieprzyjemny sposób wszystkich pisarzy, którzy do zapisu przystąpili, albo weszli w ogóle, jak Kondicki czy Barańczak, bo obiekt niezależny, ale w tym samym czasie czytaliśmy tygodnik powszechny i to, co się na marginesach tygodnika pojawiało i dopiero z tych dwóch źródeł rozumieliśmy, kto o co gra w kulturze w Polsce, bo o co gra w polityce, żeby się utrzymać, mimo
no coraz bardziej ubożącego mimo wszystko i coraz bardziej zadłużonego kraju.
A ta rozrywka, czy działalność telewizji lat 70., no jednak udawało się mimo wszystko w tym czasie wyprodukować znakomite seriale.
które oglądaliśmy wszyscy.
Pamiętamy, nie wiem, Andrzeja Wajdy, Ziemię obiecaną.
Pamiętamy, do dziś oglądamy namiętnie, nocy i dnie.
Ciągle się pojawia Lalka, która teraz jest realizowana.
Wielanie klimatyzmów, no chyba arcygenialny serial, który był odczytywany, jak pamiętam, jako swoisty pastisz na to, co wyprawia z nami władza.
I wreszcie wspomniałbym czterdziestolatka z dwóch powodów, bo powiada się w źródłach, że to jest jakby serial, który apotezuje tę epokę gierkowską, a mi się wydaje, że niekoniecznie, że on pokazywał w bardzo ciekawy sposób właśnie te mechanizmy pewnego awansu społecznego, no nie zawsze zasłużonego, jeżeli wspomnimy postać Waliniaka, chociażby dzielnego, który kończył Politechnikę Telewizyjną i nie mógł jej skończyć.
telewizja w ogóle jako medium edukacyjne odegrało wtedy swoją rolę.
Uczyła przecież ta telewizja języków obcych między innymi, uczyła wiedzy o świecie współczesnym, więc my taki serial uważamy za jakąś wikłanę w takiej grupie politycznej.
Na pewno pan pamięta dyrektorów, na pewno pan pamięta daleko od szosy.
z kultową postacią Bronki i Leszka, których Leszek zrobił, a nie zrobiła, została na wsi niestety biedna.
One pokazywały, że ta Polska jest naprawdę niejednorodna.
I to jest jakiś paradoks, że przy tym takim pompowaniu rzeczy, przy propagowaniu jedynie słusznych idei politycznych, które zawsze oczywiście, łącznie ze zmianami w Konstytucji, w której się przyjaźniliśmy do śmierci,
ze Związkiem Sowieckim, że ona jednak jako pewien aktor, że ona jednak potrafiła mimo wszystko dziwnym sposobem pokazać trochę prawdy ludziom, którzy wtedy żyli, o ich ambicjach, o ich marzeniach, o niespełnieniach tych ambicji też, czasami przy pomocy kostiumów historycznych, jak chociażby właśnie w karierze Nikodema Dyzmy,
a czasami przy pomocy kostiumów współczesności, gdzie młodzi ludzie nie mogli znaleźć mieszkania dla siebie i być w jakimś sensowym związku w tym kraju.
Więc znakomity Pegas, który przez lata pokazywał polską kulturę, Kamerata, no możemy tych problemów znać bardzo wiele.
I postaci, które je tworzyły, nawet jeżeli były cenzurowane te felietony, w pedażie czy w kameracie, no w kameracie pewnie mniej, bo to muzyka wyrafinowana, to cenzor pewnie się nie znał, ale jednak pokazywano środowiska, pokazywano, że tu żyją twórcy, że tu są ci tej twórczości.
Ja myślę tak, że nikt z nas nie oglądał dzienników telewizyjnych, jeżeli miał ciężkie nerozsądku, no to tego nie robił, bo nie było sensu.
Wiadomości zostały nieprawdziwe.
Też jakoś przestelowane przecież przez oczywiście amerykańską administrację polityczną, ale bliższe temu, co działo się rzeczywiście w świecie.
No więc trudno im powiedzieć.
Z jednej strony, jak mówię, no wszyscy wiedzieli,
że są sklepy z żółtymi świrankami, że Pewex nie dla wszystkich, że władza robi swoje, nie licząc się z nami, ale z drugiej strony mieliśmy beliety na ulicach, jeździliśmy małym siatami i oglądaliśmy te kolorowe telewizje.
To jest strasznie ambiwalentne.
To może ja w takim razie dorzucę tylko, bo powoli patrzę na zegar, będziemy puentować, to znaczy mamy jeszcze jakieś 7 minut, ale no właśnie znowu, żeby jednak nawiązując do tamtej epoki, skorzystam z prezesa Ochuckiego i powiem, chodzi o to, żeby nam te plusy nie przysłoniły tych minusów.
Bo jednakowoż jak tylko zaczęło dochodzić do tego przesilenia końca lat 70. i karnawału Solidarności, no to jednak hasło, które wtedy jest dość powszechne, widoczne na murach było telewizja kłamie.
To jednak podczas strajków sierpniowych w 1980 roku, kiedy pisano słynne 21 postulatów Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej,
to już na trzecim miejscu znalazł się postulat, w którym domagano się przestrzegania zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa i druku, nierepresjonowania niezależnych wydawnic oraz dopuszczenia do mediów przedstawicieli wszystkich.
A podpisanie porozumień to był początek wielkiej batalii Solidarności, która wtedy się narodziła, dostępu do telewizji, na co oczywiście władza nie chciała się zgodzić.
A nawet jak przyjęto w końcu jakąś regulację, to była ustawa z końca lipca 1981 roku o kontroli publikacji i widowisk, jednak tak dalej się nazywała.
No to oczywiście miało być więcej tej wolności, ale z wykluczeniem takich tematów jak nawoływanie czy szydzenie z ustroju, obalenie ustroju, czy szydzenie z ustroju, czy godzenie w konstytucyjne zasady polityki zagranicznej, gdzie właśnie przyjaźń ze Związkiem Radzieckim była wpisana i tak dalej.
No i oczywiście ta telewizja dalej się włączała w tę akcję powoli, coraz bardziej widoczną niszczenia tego, co się wydarzyło w sierpniu 80. roku.
Aż w końcu ona odegrała ponurą rolę 13 grudnia 81. roku.
Z tym, że byśmy się zastanowili...
kto z szarych zjadaczy chleba myślał o wolności słowa, tak naprawdę i tak głęboko, to myślę, że... Pamiętajmy, że ci ludzie bardzo ciężko pracowali.
Moi rodzice, ja sam już potem po studiach, to były naprawdę marne pieniądze i ciężka praca.
Więc mimo wszystko, ja myślę, że telewizja lat 70. była jednak, nie wiem, z jednej strony okienkiem na świat poprzez publicystykę i dokumenty i filmy fabularne, bo jednak ta dominacja kina amerykańskiego bardzo jest widoczna i bardzo wyraźna we wszystkich badaniach naukowych, które opisują telewizję właśnie lat 70.
który trudno w ogóle wartościować, oceniać, bo to było piekło na ziemi, piekło polityczne, zmilitaryzowane, pamiętamy przecież to wszyscy.
Potem oczywiście więzienia dla działaczy Solidarności.
I gdzieś w połowie lat 80. zaczyna się taka rewolta związana z tym, że to, czego nam zabroniono, czyli na przykład
Jak się ogląda ramówki rzeczywiście z lat 81 wzwyż, gdzieś do 85 nawet roku, to bardzo wyraźnie widać, że przy takiej lichej obecności polskiego kina, już na pewno nie kina moralnego niepokoju, zaczęły dominować produkcje bloków wschodnich.
Rosja, Czechy, NRD, jakieś tam Bułgaria, inne dziwne kraje, do Maroka włącznie, chociaż to nie był blok wschodni.
Na niekorzyść właśnie filmów amerykańskich, ale dość prędko nawet, myślę, ekipa Jaruzelskiego zrozumiała, że tak się nie da, że tej telewizji nikt nie chce oglądać.
Dlatego też pamięta pan te wyjścia w czasie dziennika telewizji, tego wychodzenia na spacery z domów, te akcje, którą zapoczątkował chociażby Ronald Reagan, prezydent Stanów Zjednoczonych, Jan Paweł II, zapalania świec w oknach.
bardzo prędko podwyższoną tak zwanego światełka wolności, więc tam było sporo sposobów, oporniki w klapach marynarek, które prawie wszyscy ludzie dobrej woli, wolnym imienia nosili wtedy w naszej ojczyźnie jako znak oporu.
Sprawa popiełuszki, wiele innych gadżetów, które telewizja naprawdę splugawiła w gruncie rzeczy, jak się dziś zastanowimy, ale potem przychodzi właśnie magnetowid i on nam daje to poczucie takiej wolności programowej,
We Wrocławiu, jak pamiętam, pod Halą Stulecia odbywały się giełdy, na których sprzedawano po prostu, no co tu dużo kryć, nielegalne kopie filmów amerykańskich.
I też chyba prędko zrozumiano, że nie da się, że po prostu nie da się wypiąć tej takiej mitycznej wiele, naprawdę dziesiątków lat, właściwie od czasu Sienkiewicza, co najmniej trwającej miłości do Stanów Zjednoczonych, Polaków.
i że po prostu trzeba wrócić do tych starych formuł, tak to nazwijmy.
No a potem to się już chyba potoczyło rzeczywiście dość prędko do obrad okrągłego stołu, łącznie transmitowanych przecież i pokazywanych w różnych rodzajach dzienników.
Natomiast telewizja na pewno ta postanie wojny mocnej wygrała taką niechlubną bardzo rolę.
Gdzieś tam w źródłach spokojnie można odnaleźć na przykład notatniki, tak zwane, no tak chyba lektora to się nazywało, czyli tych urzędników PZPR-owskich, którzy jeździli po wszystkich społecznych instytucjach, od wojska poczynając po duże firmy, mieli takie dyrektywy, co wolno, czego nie wolno.
I to było gorsze jak cenzura, bo tam było wprost napisane...
że potępiamy w każdą aktywność, która prowadziłaby do reaktywacji związków niezależnych, samorządnych, związków zawodowych.
Więc tu telewizja odegrała niefajną rolę i rzeczywiście te narracje były chyba narracjami raczej uchybiającymi jej statusowi.
Zbyt polityczna się stała.
Natomiast lud sobie z tym poradził, żegnał na giełdy.
Na początku te giełdy dedykowane właśnie DVD, odtwarzaczom, a potem komputerom.
I to były nowe światy.
Komiks w latach 80-tych, gdzieś 85-ty, szósty rok, eksplozja komiksu w Polsce, łącznie z Supermarnem i mamy nam znów te okienka.
Jednak wolności.
No właśnie.
Ale to już jest trochę inny temat.
Zresztą komiks to może rzeczywiście zasługuje na to, żeby się kiedyś nim zająć.
Natomiast nieubłaganie nas czas dobiegł do końca i jak w telewizji koniec to koniec, bo o 19.30 muszą wejść kiedyś dziennik telewizyjny, potem wiadomości, a teraz no właśnie program, który...
Nazywa się 19.30, bo to chyba najbardziej znana w Polsce godzina programu informacyjnego.
Pięknie dziękuję.
Był z nami pan profesor Leszek Pułka, kulturoznawca, medioznawca Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego.
Pięknie dziękuję za rozmowę.
Ja dziękuję Państwu, dziękuję Panu.
I podziękowania dla Macieja Stępurskiego, wydawcy audycji i Filipa Hermana, który ją zrealizował.
To usłyszenie jutro o tej samej porze.
Ostatnie odcinki
-
Trzęsienie ziemi na rynku złota i srebra: co da...
03.02.2026 13:40
-
KSeF jest już rzeczywistością. "Pojawia się duż...
03.02.2026 11:40
-
Ponad 330 szkół w całej Polsce zostało zamknięt...
02.02.2026 15:50
-
"Teraz to już nie umiemy rozpoznać, czy to prze...
01.02.2026 11:20
-
Jak wyglądała kapitulacja niemieckiej armii pod...
31.01.2026 16:00
-
"W dni smogowe rośnie śmiertelność na zawały se...
30.01.2026 17:10
-
Nominowana do Oskara i Globa rekonstrukcja zbro...
29.01.2026 14:00
-
"Bez telefonu, bez makijażu, skromne kieszonkow...
29.01.2026 11:00
-
Amerykańskie wojsko przerzuca siły na Bliski Ws...
28.01.2026 05:20
-
Kolejny dyskont wycofuje jaja z chowu klatkoweg...
27.01.2026 19:00