Mentionsy
Kultura w cieniu „ciepłej wody z kranu”. Podsumowanie 2025 roku w polskiej kulturze
W świątecznej odsłonie „Dłuższej Rozmowy” Jakub Janiszewski i Karolina Felberg podsumowują rok 2025 w polskiej kulturze, który – choć literacko określony mianem „smuty” – obfitował w głośne skandale i przełomowe otwarcia. Krytyczka analizuje „zwrot ludowy” w prozie oraz podwójny sukces nagrody Nike dla Elizy Kąckiej, nie szczędząc przy tym gorzkich słów pod adresem mechanizmów rynkowych i „towarzyskiego fokusu” elit literackich. W świecie teatru rozmówcy przyglądają się wielkim zmianom dyrektorskim, fenomenowi „Nepo Kids” oraz absurdalnemu sporowi o „kanapki z hajsem” między Dorotą Masłowską a Heleną Englertówną. Usłyszycie także o „Krzyżakach” Jana Klaty zrealizowanych w estetyce ustawki kibolskiej, która brutalnie odczarowuje narodowe mity o wzniosłości wojennego etosu. Ważnym punktem audycji jest otwarcie nowego gmachu Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie – od kontrowersji wokół architektury „pudełka na buty”, przez historię rzeźby Aliny Szapocznikow z odrąbanymi rękami, aż po imponującą wystawę sztuki kobiet. To bezkompromisowy przegląd wydarzeń, w którym artystyczne uniesienia ścierają się z socjologicznymi „patologiami” i próbami politycznego zawłaszczania instytucji kultury.
Szukaj w treści odcinka
Świąteczno-noworoczna Karolina Felberg, która podsumuje dla Państwa kulturę w rozmaitych aspektach, tegoroczną.
Co się wydarzyło ciekawego w literaturze Polski w minionym roku, jak sądzisz?
Apetyty miałam bardzo duże, ponieważ tak mi się wydawało, że właśnie mija 25 lat bez tego pierwszego wieku, że będziemy mieli jakieś takie, nie wiem, no, że będą jakieś takie te ćwiartki, nie?
I niestety, ale to był jakiś taki czek bez pokrycia.
Dwie rzeczy, które bym wymieniła, to jest tak, troszkę fajniejszej, dojrzalszej literatury spod znaku zwrotu ludowego się pojawiło w tym roku, bo mieliśmy w poprzednich latach raczej do czynienia z autofikcjami, czyli jakieś takie, wiesz, opowieści o tym, że ja awansując coś tam.
Natomiast w tym roku wreszcie się pojawiły takie prawdziwe powieści, fabuły.
Fabuły, które realizują te schematy już nie tylko autofikcjonalnie czy autonarracyjnie, ale po prostu rozwijają jakieś naprawdę spektakularne opowieści.
jakby historyzującą, fabułę historyzującą, i tu mam na myśli wyjarzmioną Renaty Bożek z pierwszej połowy dwudziestego piątego roku, jak i pod koniec wakacji ukazała się z kolei książka pieśni łaciatek krów Łukasza Staniszewskiego, twórcy z Warmii, który napisał powieść w nurcie realizmu magicznego, właśnie taką z podznaku zwrotu ludowego.
To bym jeszcze dorzuciła, ale już tak trochę awansem, sprzed kilku tygodni, właściwie z końcówki 25 roku, tu właśnie autofikcję, ale ciekawą, może nie najlepszą, może nie jakoś tam super spełnioną, ale jakoś ciekawą i zapowiadającą,
To jest taka opowieść o białostockiej rodzinie, która właściwie jest białoruską rodziną, rodziną prawosławną, rodziną z bierzeńcami na pokładzie.
Bierzeńcy to z kolei taki temat niewygodny dla Polaków, bo to się nagle okazuje, że migracje są stare jak świat i dotyczą...
Nas od zawsze i powroty z migracji, to nie były tylko repartianci po II wojnie światowej, ale to były znacznie wcześniejsze historie i trzeba się temu przypatrzeć i ta nasza gościnność była wielokrotnie wystawiana na próbę i różnie wyglądało, więc bierzeństwo jako taki fenomen z lat nastych XX wieku
opowiedziana oczema dziewczyny młodszej ode mnie.
Może to jest troszeczkę szczupła i jakaś taka, nawet bym powiedziała, jak na wielki talent, moim zdaniem, Natalki Suszczyńskiej szczupła i wątła jeszcze rzecz, ale zapowiadająca coś, co tu się może jeszcze ciekawszego urodzić.
W każdym razie tak bym podsumowała ten rok, jako rzeczy ciekawe spod zwrotu ludowego i niestety to tyle.
I najważniejszym wydarzeniem dla mnie dwudziestego piątego roku to jest podwójne Nike, bo zarówno Nike jurorów, jak i Nike czytelników dla wczoraj byłej Złoda Zielono Elizy Kąckiej.
Rzecz naprawdę wybitna, jak się okazuje, ale jednak z poprzedniego roku, z dwudziestego czwartego.
dziwaczności, jednak nominacja siódemka dla Ignacego Karpowicza, no to był taki też jakiś taki spod brzydkich praktyk Gazety Wyborczej i tego towarzystwa, które ma fokus na samych siebie, prawda?
Miała dobre recenzje tylko i wyłącznie w magazynie książki, gdzie pracuje bliska osoba i na tego Karpowicza.
Jak zwykle było grząsko, jak zwykle mogło się skończyć źle, ale na szczęście w tym roku się nie dość, że było bez żadnego skandalu, pierwszy raz po prostu od lat, może dlatego, że Masza Potocka wreszcie nie ma w żyli, chociaż Masza Potocka wydała autobiografię razem z panem Trzaskowskim, z panem Dudą, także i ona napisała autobiografię.
Nie mam pojęcia.
Maszyn Potockiej w Siedowisz z kim spała.
Ale wracając do tego Nike, to chciałam jeszcze też powiedzieć, że książka wczoraj była izolowana zieloną.
W jaki sposób to wygląda?
Od lamentu kobiecego po...
najwspanialsze rzeczy takie, wiesz, z porządku nowych języków, języków nowej wrażliwości, języków nieneurotypowej wrażliwości, jakichś jednak mikrozapisów tego wielkiego spotkania z tym wielkim innym, jakim jest dziecko w spektrum.
I tam też warto sobie, kto nie jest w stanie zdzierżyć słowa pisanego, bo osoby neuroróżnorodne, neuroatypowe,
A z czego wynika ta, powiedziałbym, smuta literacka, twoim zdaniem?
Tak, bo o ile w czasach burzy i naporu, jakichś wielkich przetasowań, a to wybucha wojna kinetyczna za naszymi granicami, a to jest jakaś pandemia czy coś innego, co nas wszystkich trwoży i zasmuca i tak dalej, a to mamy rządy,
Trudno mi powiedzieć, to znaczy wydaje mi się, że może się okazać, że istnieją też takie... Chcę dowalić politykom, nie chcę dowalać pisarzom, no bo nie chcę powiedzieć, że się skończyli i nie pojawiło się nic nowego.
wydają autofikcje, nie wydają powieści, wielkiej literatury.
Już nie będę czytała, wiesz, Mateusza Górniaka, który kolejną książką pokazuje mi absurd w języku i surrealizm w języku, bo to jest ciekawe jako chwyty, ale to ja nie wiem, czy to jest literatura dla wszystkich, czy to jest porządnie przeczytane przez nas wszystkich.
Wiesz, w zeszłym roku, w 2024, tak, pojawiła się taka rzecz, nie wiem, czy pamiętasz, taka nowość, nie?
Dostał mnóstwo nominacji i z połowa tego się przeobróciła w nagrody, słusznie, niesłusznie, to też jak kto woli, ale na przykład, jak zapytałam o nakłady, tam nie było oszałamującego nakładu.
Czyli to nie jest tak, że cała Polska to kupiła, a skoro ten nakład sprzedany nie był oszałamiający, zwłaszcza na tę ilość nagród, a jeszcze wiadomo, że część z nas kupiła tę książkę i postawiła na półce, czyli to jest książka słabo przeczytana.
Było raptem parę pogłębionych recenzji, raptem parę pogłębionych wywiadów.
Nawet, żeby pokazać tego tam, nie wiem, wtórność, to się, nie wiem, cokolwiek.
Tkwimy w jakimś tam czymś, nie umiemy o tym opowiadać.
Więcej czasu poświęciliśmy na podobną do pięciu poprzednich książek Doroty Masłowskiej, prawda?
Magiczna rana, która w zeszłym roku wyszła i przyćmiła właśnie, dużo rzeczy przykryła i przyćmiła, no bo i na pewno zjadła połowy rynku, bo ta książka się sprzedała i nawet właśnie w znacznie wyższym nakładzie niż ta książka nagradzana przez tyle kapituł Jula Łyskawy, więc to jest taki paradoks.
że więcej czasu poświęcamy na książki, które już dobrze znamy, na muzykę, którą już dobrze znamy, o niej jakoś umiemy rozmawiać.
Każda gazeta miała recenzję, albo przynajmniej notkę, albo coś tam, a nie umiemy stawić czoła rzeczom jakoś nowym, świeżym, nazwiskom jeszcze nierozpoznanym, narracją jeszcze nie przyklepanym, niewypowiedzianym, nieopowiedzianym, nienazwanym.
I w efekcie ja się nie dziwię, że rok po czymś takim mniej za bardzo mamy o czym rozmawiać, bo zobacz, jak sobie pomyślisz
I co róz już nie mamy za bardzo o czym porozmawiać nawet w podsumowaniu roku.
Ale żeby nie było tak, że nie mamy co polecić, to zobacz, myśmy sami gadali tutaj parę razy, tylko patrz, o literaturze powszechnej, o fajnych przekładach, które wyszły, prawda?
o Kairosie, o biografii X. Pewnie też, gdybyśmy mieli więcej czasu i czasu antenowego i więcej samozaparcia, to byśmy pogadali o paru książkach z pauzy, czyli wydawnictwa, które się specjalizuje wyłącznie w prozie powszechnej, obcojęzycznej, czyli czytamy tam tylko przekłady.
I to ratuje w gruncie rzeczy ten rynek czytelniczy w Polsce.
Ale rozumiem, że myśmy się umówili na podsumowanie literatury polskiej.
O, może bym wspomniała, bo ona wyszła w 25 moim zdaniem, ta biografia Borowskiego.
Jakub Janiszewski przy mikrofonie, ze mną w studiu Karolina Felberg, to jest audycja świąteczna, robimy więc podsumowanie, podsumowanie roku w kulturze, w tych przynajmniej kawałkach tej kultury, którymi się ekscytujesz i na które patrzysz wnikliwie, a patrzysz między innymi na teatr.
Dobrze, zacznę zupełnie niekonwencjonalnie od tego, żeby powiedzieć, iż w teatrze najciekawsze rzeczy to były zjawiska, znów, nie artystyczne, tylko socjologia i kultura teatru, czyli zmiany na stanowiskach dyrektorskich, które mają rzekomo obfitować w przyszłości jakimiś nowymi otwarciami, może zmianami paradygmatów w niektórych teatrach, bo...
Jednak w momencie, kiedy Łysak ze swoim silnym politycznym teatrem przenosi się prawdopodobnie do Jaracza w Łodzi, no bo tam teraz objął stanowisko, a na jego miejsce do powszechnego przychodzi Maja Kliczewska, która słynie z zupełnie innego teatru, też zaangażowanego politycznie, ale w inny sposób.
I tutaj właśnie takim przykładem spektaklu, o którym warto wspomnieć, bo wygrał właśnie, dostał Grand Prix Boskiej Komedii, która się dopiero co skończyła, więc może warto przypomnieć, co dostało Grand Prix w tym roku, są tkocze.
Czyli spektakl Maji Kleczewskiej na podstawie tekstu Gerharda Hauptmana, spektakl zrealizowany
I w Tkoczach widzimy pokłosie tej rewolucji pracowitości, czyli tak naprawdę życie pracowników tej najniższej kategorii, robotników, robotników fizycznych i ich właściwie zmagania się z czym?
Powiedz mi, co to jest za temat na 25. rok XXI wieku w Polsce?
W momencie, kiedy chyba wszystko, co na sobie nosimy, przypominam tytuł Tkocza, pochodzi z Chin, dziwaczne.
Zwłaszcza, że premiera Tkoczy została wykorzystana do tego, żeby postulować wyższe płace.
Ale to śmiesznie wyszło, to potem jakaś z tego wyszła chryja dzika i cały cykl wpisów na Facebooku takich dość wstrząsających.
O czym to wszystko jest, to są takie zagadki, więc powiedziałabym tak, nie było w tym roku wybitnych spektakli i ja nie będę tutaj opowiadać, co było.
creme de la creme polskiego teatru, ale pokażę parę zjawisk, ale za każdym z tych zjawisk będzie tak naprawdę stało coś socio i jakieś pato, niż jakieś takie wielkie moje uniesienia estetyczne, bo tych, tak jak i w literaturze, jak na lekarstwo.
Tutaj muzyka Cezarego Duchnowskiego, a muszę o nim wspomnieć, bo wspaniała.
Teraz czekamy na to, jak się rozwinie sytuacja w Teatrze Powszechnym im.
ze dwie czy trzy premiery, już była jej sublokatorka, czekamy na kolejne, zaraz będzie tam wchodził Białaszek, czyli Nadzieja Polskiego Teatru, bo to najmłodsze pokolenie, to są te zetki, które rapują na przykład Pana Tadeusza, tak Białaszek zarapował Pana Tadeusza w zeszłym roku, właśnie w tym roku, w dwudziestym piątym.
w Teatrze Polskim w Poznaniu.
Mnie się ten spektakl zupełnie nie podobał.
Oprócz tego, że tam był chwyt i zobaczyliśmy pana Tadeusza na polskim blokowisku, to tam się nic ciekawego nie wydarzyło, ale jestem ciekawa, co zrobi na przykład Białaszek z Hamletem właśnie na scenie u Kleczewskiej.
Jestem ciekawa, jak będzie wyglądał powrót Krzysztofa Garbaczewskiego na polskie sceny, który właśnie wraca w 26 roku i ma realizować też u Kleczewskiej złego Tyrmanta, albo coś innego, ale w programie był zły Tyrmanta.
w 1925 roku przez Teatr Narodowy, gdzie ze stanowiska dyrektora po 10 latach odszedł Jan Englert, kończąc swoje kadencje liczne spektaklem Hamlet, w którym objawił się młody aktor Hugo jako nadzieja nowego teatru, ale też było sporo zamieszania wokół Heleny Englertów, córki Jana Englerta, która jednego rozczarowała, drugiego zachwyciła w roli Ofelii, ale wielu osób zbulwersowała
Tym, że w ogóle wystąpiła w ojcowskim przedstawieniu, no bo jak to, nepotyzm i tak dalej.
A teraz mamy nepo dzieci, prawda?
Nepokicy i tamte wszystkie, bo mamy teraz tę kulturę po prostu, wiesz, jednak mamy już naprawdę silną klasę średnią, właśnie jesteśmy zamożnym.
Dwudziesta gospodarka na świecie?
Jesteśmy awangardą gospodarczą świata.
No i mamy te NEPO sytuacje i to była jedna z tych NEPO sytuacji i tutaj nie wiem, co ty o tym sądzisz.
Ja powiem tak, wszystko się skończyło po prostu jakimś nieporozumieniem głębokim, bo Dorota Masłowska, którą wspomnieliśmy w poprzedniej sekcji, oskarżyła Helena Englertówna o kradzież.
kanapek z hajsem, które, jak się okazuje, Dorota też zapożyczyła.
A powiedz mi, czy ty uważasz, bo są takie dwie interpretacje.
Jedna głosi, że ona to zrobiła po to, żeby Helenę wypromować, bo to jakaś kumpela, tak ludzie myślą, a druga właśnie mówi o tym, że sorry, Dorota Mazłowska naprawdę myśli, że wymyśliła te kanapki i że to jest jej.
Ale co więcej, jeśli kogoś tutaj promować, to wiesz, no właśnie się odbyła premiera Magicznej Rany w Teatrze Studio, która, jak wiemy, ma ogromne problemy z frekwencją, więc jakby nawet na tych swoich najbardziej hot tytułach, więc jakby myślę, że po prostu, no wiesz, każdy ruch wokół osoby i nazwiska jest jakoś tam...
Jakby w kulturze, w której obecnie żyjemy, gdzie książka nawet wybitna ma jakieś trzy tygodnie przed sobą i potem umiera śmiercią naturalną, musi zrobić miejsce kolejnym, a spektakl, no to właściwie oprócz setu premierowego i tak samo w kinie, oprócz tego weekendu otwarcia, no to zapomnij, tak?
potem już wszystko jest passe i już nikt na nic co ma dwa tygodnie nie idzie.
Więc wróćmy do Jana Klaty, który objął po Englercie stanowisko w Narodowym, zrobił tam termopile polskie, sam siebie powtarzając i powtarzając mnóstwo różnych gagów, gestów i scen min i tak dalej, gęb, bo właśnie Jan Klata to taki jest reżyser, który sam siebie reprodukuje i z tymi termopilami to ja mam problem, to już może niech sobie sami słuchacze ocenią, czy warto, czy nie warto,
Natomiast na pewno warto, i tu zachęcam, bo jednak jeżeli coś było wydarzeniem roku, jeszcze do tego wszystkiego, jakoś w ten rok, który miał być rokiem jakichś podsumowań, czegoś, no bo ćwiartka wieku nam minęła i jakoś tam rocznicowo zafunkcjonował, no to ta wspaniała, przeurocza premiera, która się odbyła we wrześniu w Teatrze im.
Przypominam, że to jest teatr, który wybudowali Niemcy, Polakom, nie Polakom, Warmiakom, Prusakom, nie wiadomo komu, ludności, która w plebiscycie zagłosowała za Niemcami, za rządami niemieckimi.
Więc spodzience, ludność.
Scena finałowa, nie spoileruję, wszyscy, którzy mieli to zobaczyć, już to widzieli.
Między krzyżakami a Polakami, ustawka kibolska i wiesz co, mnie to cieszy.
Nie, to było i jest z porządku bandytyzmu.
Jak najbardziej ustawka kibolska to jest to dekorum, w którym powinniśmy patrzeć na przemoc.
Ale skoro jesteśmy przy teatrze, ty bardzo porządnie się tutaj obłożyłaś papierami i notatkami, ja ci chcę tak trochę zamieszać w tym, bo przecież w teatrze było strasznie dużo takich skandali na poziomie ktoś udzielił wywiadu.
Mieliśmy rok wywiadów, po prostu wywiadów.
I Kleczewska, i została... Bo to się właściwie pojawiły te wywiady w piśmie, które ma nową redakcję, ma nowego redaktora naczelnego.
Tomasz Plata postawił na klikalność i słusznie.
bo dzięki temu z pisma, które wodziło w papierze w dwustu czy trzystu egzemplarzach się sprzedawało, mamy taką klikalność na poziomie kilka tysięcy za każdy tekst, więc fajnie, że tam jest trochę ruchu.
Dwadzieścia parę lat na polskiej scenie.
Był szefem Poznańskiej Malcy, nie?
Z pomysłów, przypominam, postanowił założyć tam chór.
Z nowych pomysłów.
Ten, który zniszczył, zniszczony został rękami nominata Glińskiego jako Teatr Polski i się tam rozpadł na Teatr Polski we Wrocławiu i Teatr w Podziemiu i jakby Zadara próbuje z tego coś teraz scalić, coś sklecić i warto może w 26 roku jeździć tam i wspomagać ich.
Ale przypominam, że jeżeli chodzi o rok w kulturze, to 25 będzie rokiem ambiwalencji.
Gdyż po pierwsze z powodu tego, że
Upolityczniony Urząd Marszałkowski Kielecki w Świętokrzyskim nie pozwolił objąć stanowiska Jackowi Jabrzykowi, który wygrał konkurs na nowo wyremontowany, więc gratka.
Teatr imienia Stefana Rzymskiego w Kielcach, Urząd Marszałkowski obsadzony ludźmi PiSu, nie pozwala i koniec.
I nie ma na to żadnego argumentu, ale nie pozwala i już.
Analogiczna sytuacja jest w Warszawie, gdzie Urząd Marszałkowski pod egidą pana Struzika nie pozwolił objąć Agnieszce Celendzie, która wygrała konkurs
Mianował tam swoje, jako PO, Beatę Michalet, radną PO.
Byli jej koledzy z PO.
Łącznie z tym, że na przykład ona jest, jako radna PO, jest w Komisji Kultury Miasta Stołecznego Warszawy i nagle się okazało, że podlegające Komisji Kultury, Biuro Kultury, ma tam swojego wysłannika, który głosuje uwaga na kogo.
Jeżeli chodzi o kulturę polską, i PiS, i PO są z siebie warci.
Są G-warci, jeżeli chodzi o to, w jaki sposób chcą transparentne konkursy robić i ustawiać nam świat.
Bo to się minister kultury postawiła.
Jakub Janiszewski przy mikrofonie, ze mną w studiu Karolina Felberg i przechodzimy do trzeciej części naszej rozmowy o kulturze polskiej, takiej świątecznej rozmowy.
Mianowicie zaproponowałaś ten temat, to jest ciekawe, nigdy nie rozmawialiśmy o sztukach wizualnych.
Chciałaś powiedzieć tak na koniec tej naszej rozmowy o Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie na Mesenie.
Wiesz co, za mojego życia powstał jeden teatr w Polsce, od dziury w ziemi do instytucji, która obecnie żyje i to jest Gdański Teatr Szekspirowski.
Bardzo mało budujemy obiektów kulturalnych tak od zera, od dziury w ziemi, od pomysłu, prawda?
Ale muzeów zbudowaliśmy sporo.
Zbudowaliśmy bardzo dużo filharmonii i sporo muzeów.
I jednym z tych przypadków jest MSN-a, o którym chcemy tutaj teraz rozmawiać w tej trzeciej części, ponieważ rzeczywiście to jest wydarzenie 2025 roku na 100%.
Otwarte dla publiczności, także sobie pooglądać, z jakich tynków został wybudowany i posłuchać, czy to są tynki ekologiczne, czy nie, to już jest historia z 24 roku, bo tam to chłuszne wow było, ale rzeczywiście pierwsze obiekty, pierwsze wystawy, pierwsze wydarzenia kulturalne, już takie stricte
te muzealne, czyli wystawy, miały miejsce w 2005 roku i na początku to były te z czterech modułów złożona wystawa niestała, która miała nam pokazać, co my tam mamy, bo wiadomo, że to muzeum ma parę tysięcy obiektów.
Na wystawie zobaczyliśmy 150 obiektów, z czego połowa to było wypożyczenia.
Nagle się okazało, że lepiej wypożyczać niż pokazywać, co mamy w magazynach.
Więc nagle się okazało, że tak naprawdę myśmy nawet na otwarciu, nie, wiesz, bo to jest takie dziwne, Muzeum Sztuki Nowoczesnej, to jest muzeum, to powinno być tak, jak w każdym innym muzeum, że mamy stałe wystawy, a oprócz tego jakieś czasówki, prawda?
Czyli zawsze każdy Polak może sobie pojechać i na bank, jak pójdzie do Muzeum Narodowego w Warszawie, to sobie zobaczy tą bitwę pod Grunwaldem.
Każdy dziecko powinno ją zobaczyć.
Chociaż w dodatku, że ma imponujące rozmiary i czemu nie.
Jak pojedziesz do Luwru, to ją zobaczysz, co nie jest takie oczywiste.
Ale Monalizę jeszcze chyba chronią w odpowiedni sposób, chyba tam nawet są jakieś kordony sanitarne, że nie można podejść na bliżej niż 2 metry.
Ale to jest, wiesz, to jest taki, to niezwykłość akurat Monalizy polega na tym, że to jest taki nieoglądalny obraz, on jest za szybą, zawsze tam jest tłum ludzi, więc właściwie widzisz performance oglądania Monalizę, a nie samą Monalizę.
To jest takie muzeum narodowe, w jakiś sposób tam francuskie.
Identyczna sytuacja masz, wiesz, w muzeum, no w każdym muzeum masz po prostu wystawę stałą, na którą jako turysta, czy jako obywatel, który chce zobaczyć tego hełmuńskiego, czy tam mamy jakieś bociane, czy inne rzeczy, może pojechać i wie jak w ciemno, że tam to jest.
I ja myślałam, że tak będzie z tym Muzeum Sztuki Nowoczesnej, że ja będę mogła, za każdym razem, kiedy mnie odwiedzi, bo ja jestem warszawianką, mieszkam w Warszawie i mnie tutaj odwiedza moja rodzina, prawda, spoza Warszawy, czy moi przyjaciele, czy tam przyjeżdżają jakieś przyjaciele z Berlina, czy jakieś inne z Chicago, ja zawsze będę mogła zaprowadzić do Muzeum Sztuki Nowoczesnej i powiedzieć, wiesz, a tu mamy tam takie Katarzyny Kozyry, to ja cię powiem, kim jest Katarzyna Kozyra, a tutaj mamy sekcja, wiesz, art.
Tak to możesz sobie Dom Narodowego i batejkę pokazać.
I że ja będę mogła sobie tak chodzić i tak pokazywać, zwłaszcza, że przypominam, że za czasów PiSu ta sekcja Muzeum Narodowym, która była tą sztuką współczesną, tą właśnie, wiesz, kodającą się m.in.
Będziemy mieli od rządów liberalnych po skrani prawicowej i na odwrót.
Ta pierwsza wystawa cztery razy, czyli opowiadająca o
o tym, co mamy w tej kolekcji, że mamy tam troszkę tej nowoczesnej, poznowoczesnej właściwie duchowości czy mistyki.
Powiedzmy, że abakany są jej wyznacznikiem, tak?
Była tam też sekcja dotycząca sztuki krytycznej, takiej polityczno-społecznej i tak dalej.
Pokazano troszkę rzeczy, które powstawały w okresie transformacji albo przy okazji protestów ulicznych, których mieliśmy szereg z różnych powodów w ostatnich dziesięcioleciach, dwóch czy trzech.
Wojny też się toczą cały czas na całym świecie, więc na przykład było tam, były jakieś tam wspaniałe dzieła związane, nie wiem, z gazą czy z czymś, z jakimś regionem zapalnym, czy z jakimiś rewolucjami, czy sztuka azjatycka była pokazywana na zasadzie wypożyczeń, bo to nie są kupione rzeczy.
Rzecz się zaczynała od tej narracji, czym jest tak naprawdę Warszawa i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w samym sercu tej Warszawy, na placu w Defilad, przypominam, stoi ten budynek.
Budynek wzbudza kontrowersję, bo mamy ten wspaniały nasz, nie wiem, wielopiętrowy tort, jakim jest Pałac Nauki i Kultury, a pod nim ten dziwny, płaski tort, jakim jest właśnie taki ten prostokąt, czy biały
Pudełka na buty, tak, czyli MSN i teraz ten MSN ma te wielkie, ogromne okna, które wychodzą na ten Pałac Kultury i jak się wchodzi do MSN-u, to pierwsze co, to widzimy tą rzeźbę Aliny Szepocznikow, tą słynną rzeźbę, która została wyniesiona tuż po, znaczy w trakcie transformacji ustrojowej, ale tuż po
Tak, upadku PRL-u, czyli ten polski i radziecki robotnik ze sztandarem, prawda, któremu ten duet zapleciony właśnie w jakimś uścisku przyjaźni, braterstwa i tak dalej został wyniesiony.
I ten sztandar on stracił, ten pomnik.
I teraz taki z amputowanymi rękoma, no bo ta przyjaźń ma takie amputowane właśnie ręce, przyjaźń polsko-radziecka.
Jest raczej nienawiść polsko-rusyjska.
I masz tę opowieść o tym.
Tam nawet w trakcie tej wystawy... Co jest uważam świetnym pomysłem.
I nawet w trakcie tej wystawy powiewał, bo sztandaru nie dołączono chłopakom, robotnikom polsko-radzieckim, ale obok powiewał sztandar, który stworzył Nikita Kaban, ukraiński twórca współczesnych sztuk wizualnych, który to sztandar był zrobiony z...
Jakby mamy ten ukraiński sztandar, który jest tam poprzybijany kulami i tak dalej, no wiesz, nie?
Tak się skończyła przyjaźń polsko-radziecka, czy w ogóle ten blok sojuszniczy Układu Warszawskiego.
Jakby tu mamy tą Szapocznikow, a tu mamy tego Kaban.
Teraz nie ma już tego sztandaru, on tam już nie powiewa, chociaż Sapocznikow cały czas stoi i rozumie, że tam będzie stała na zawsze.
I jeszcze archiwum Ewy Kulik jest tam na zawsze, że tak powiem.
I jakby taka kanciapka, w której jest archiwum Kulik, będzie tam powsze czasy, obojętnie jakie są wystawy w Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
Kwestia kobieca, zaraz o niej opowiem.
Miasto kobiet, zaraz o niej opowiem.
oraz właśnie na drugim piętrze mieści się pokłosie Biennale Kijowskiego, które się teraz właśnie odbywało w tym roku w Kijowie i tam na przykład jedna z salek jest poświęcona Nikicie Kabanowi w całości, to znaczy bardzo dużo tam jest rzeczy i tam można sobie obejrzeć, jak to jest, co się teraz stało, się nazywa ta wystawa ukraińska, ta kijowska z tego pokłosie Biennale Kijowskiego się nazywa
Pokazuje właściwie, to może ja o tym powiem dwa słowa, bo tam pada słowo kolonializm, że to jest postkolonialna sytuacja, bo właściwie się okazuje, że ten strefa zgniotu, ten moment, gdzie są teraz wojny, to jest właśnie od Ukrainy po Bliski Wschód.
Ja bym nie powiedziała, że to jest postkolonialne.
Ja bym powiedziała, że to jest imperialne.
Jeżeli chodzi o miasto kobiet i kwestie kobieca, to kwestie kobieca, imponująca rzecz, to trzeba obejrzeć, to jest do 3 maja, proszę Państwa, i to jest sztuka kobiet od 1550 roku do 2025.
Czy mamy czas, żeby coś więcej powiedzieć, czy już nie?
Ostatnie odcinki
-
Trzęsienie ziemi na rynku złota i srebra: co da...
03.02.2026 13:40
-
KSeF jest już rzeczywistością. "Pojawia się duż...
03.02.2026 11:40
-
Ponad 330 szkół w całej Polsce zostało zamknięt...
02.02.2026 15:50
-
"Teraz to już nie umiemy rozpoznać, czy to prze...
01.02.2026 11:20
-
Jak wyglądała kapitulacja niemieckiej armii pod...
31.01.2026 16:00
-
"W dni smogowe rośnie śmiertelność na zawały se...
30.01.2026 17:10
-
Nominowana do Oskara i Globa rekonstrukcja zbro...
29.01.2026 14:00
-
"Bez telefonu, bez makijażu, skromne kieszonkow...
29.01.2026 11:00
-
Amerykańskie wojsko przerzuca siły na Bliski Ws...
28.01.2026 05:20
-
Kolejny dyskont wycofuje jaja z chowu klatkoweg...
27.01.2026 19:00