Mentionsy
Wysypisko. Wycieczka do Załęczańskiego Parku Krajobrazowego
Wakacje kończą się nieubłaganie, dziś zatem trochę o zmianach jakie czekają nas i nasze dzieci w edukacji ekologicznej. Powiemy też o nieodpłatnych poradach prawnych dla beneficjentów Programu „Czyste Powietrze", o którym wraz z WFOŚiGW opowiadamy Państwu w naszych audycjach, zaprosimy na wyprawę do Załęczańskiego Parku Krajobrazowego. Przypomnimy kilka zasad związanych z wyprawami po skarbu lasu i będzie też ostatnia już część naszej wakacyjnej opowieści o żubrach.
Audycja jest dofinansowana ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.
Szukaj w treści odcinka
Wysypisko.
Audycja dobrze posegregowana.
Wakacje kończą się nieubłaganie.
Dziś zatem trochę o zmianach, jakie czekają nas w edukacji ekologicznej.
Powiemy też o nieodpłatnych poradach prawnych dla beneficjentów programu Czyste Powietrze.
Zaprosimy na wyprawę do Załęczańskiego Parku Krajobrazowego.
Przypomnimy kilka zasad związanych z wyprawami po skarby lasu i będzie też ostatnia już część naszej wakacyjnej opowieści o żubrach.
Ja się nazywam Katarzyna Głuchiuszkiewicz, nasz program realizuje Rafał Drabek.
Witamy!
Jak uczyć o zmianach klimatycznych młode pokolenie?
Jak przygotowywać ciekawe lekcje terenowe?
Czy w końcu jak mówić o ochronie środowiska na lekcji polskiego albo na fizyce?
Tego wszystkiego uczyli się nauczyciele z województwa śląskiego i mimo iż mamy wakacje, to nauczyciele już myślą o nowych lekcjach przyrody.
Przypomnijmy teraz kilka faktów związanych z Akademią Klimatyczno-Środowiskową dla nauczycieli.
Będzie się podpisane umowy pomiędzy Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska i
projekt tegoroczny będzie realizowany.
To brzmi górnolotnia w siedzieniu.
Uruchamiamy akademię, która będzie trwała do końca grudnia.
W ramach tej akademii chcemy przekazać wiedzę i kompetencje nauczycielom w zakresie kryzysu klimatycznego, ale też nowych metod, jak skutecznie mówić o tym kryzysie klimatycznym, jak trafiać do młodych ludzi, jak uruchamiać także emocje, język wartości.
Projekt ten jest wyjątkowy, ponieważ obejmuje nauczycieli wszystkich przedmiotów, czyli nie zamykamy się tylko do przedmiotów przyrodniczych, ale będziemy także mówić o zmianach klimatu na języku polskim, na WF-ie, na religii, w klasach 1-3 i to nas cieszy, że ma ten projekt taki wymiar interdyscyplinarny.
Zakończenie tego projektu to stworzenie platformy dla wszystkich nauczycieli.
Z tej platformy będą mogli skorzystać wszyscy nauczyciele z całego regionu i mamy nadzieję, że inne szkoły, oprócz tych, które biorą udział w pilotażu, a tych szkół jest blisko 20, przyłączą się i od przyszłego roku będzie tych szkół coraz więcej, tak abyśmy rzeczywiście mogli budować na Śląsku realną zmianę na rzecz myślenia właśnie ekologicznego, środowiskowego,
szacunkiem na przyrodę.
Jak ważny jest to projekt dla śląskich nauczycieli?
Trudno znaleźć słowa, które by dostatecznie dobrze i mocno podkreślały, jak to jest ważne dla polskich szkół, śląskich szkół.
Aleksandra Dyla, śląska kurator oświaty.
Przyszedł do mnie pan profesor Skubała i pani doktor Ochwat i mówili o tym pomyśle, to muszę powiedzieć, że to była miłość od pierwszego wejrzenia.
Wszyscy we trójkę uznaliśmy, że koniecznie trzeba coś z tym zrobić, zwłaszcza, że doświadczenia Katowic były bardzo dobre i ruszenie tych osób, które mogłyby się w to zaangażować było przeolbrzymie.
Dziś mamy Radę Klimatyczno-Środowiskową, która liczy prawie 30 osób.
Więc proszę sobie wyobrazić, jak ważne to jest jednak zagadnienie dla Śląska, zwłaszcza tutaj u nas.
Takie miejsce posturbanistyczne, gdzie no żyliśmy do niedawna z kopalń, z hut, a teraz musimy się chcąc przeobrazić.
Raz, że kopalnie, huty to jest już melodia przeszłości i trzeba od tego dochodzić, a dwa, że wykorzystanie tych zasobów innych poza węglem i stalą jest absolutnie konieczne.
Przecież wiadomo, że my musimy po prostu z zasobów czerpać rozsądnie, dobrze, właściwie, żeby na tej planecie Ziemi żyć jak najdłużej i jak w najlepszych warunkach.
Więc to, że koncept prowadzenia tych zagadnień do szkół właśnie nie w odrębnym przedmiocie, to jest chyba klucz.
Nie w odrębnym, który pewnie by się spotkał z jakimś oporem, że kolejny przedmiot, coś do zaliczenia, więc nie chcieliśmy, żeby przeleciały te treści jako niechciane.
Stąd pomysł, żeby jednak realizować to w trakcie lekcji, tak niejako przy okazji.
i w bardzo praktyczny sposób.
Dzieci lubią coś robić, wykonywać, tańczyć, chodzić po lesie, więc w ten sposób chcemy zainfekować, myślę, to chyba dobre słowo, te dzieci w taką naturalną potrzebę dbania o najbliższe środowisko.
Dlaczego Pani się zdecydowała, żeby wziąć udział w tym projekcie?
Bo ja myślę, że edukacja klimatyczna i taka edukacja ekologiczna jest niezwykle ważna.
wśród dzieci i młodzieży, a poza tym my mieszkamy w pięknym takim otoczeniu Zamku Olsztyńskiego na Jurze Krakowsko-Częstochowskie i ja myślę, że to otoczenie też stwarza taką możliwość, że można wiele lekcji przyrody organizować w terenie.
Mamy i jaskinie, i zamek, i piękne rezerwaty, także no jak najbardziej.
Wychodzimy z założenia, że wszystko zaczyna się u podstaw.
Wymyśl hasła, myśl globalnie, działaj lokalnie.
Wierzymy, że każda zmiana wymaga inicjatyw oddolnych, a nauczyciele są tymi, którzy mogą kształtować postawy już od najmłodszych lat, dlatego cieszymy się, że nasza szkierza udział w projekcie.
To, co nas też zaciekawiło w tym projekcie, to jest to, że tworzymy nowych tematów, tylko wkładamy te treści ekologiczno-środowiskowe w to, co już jest.
W te teksty na przykład, bo ja jestem polonistą, które omawia się na lekcjach, więc na pewno to wzbudzi zainteresowanie i ciekawość, a i też lekcje będą bardziej atrakcyjne, jeżeli będzie się na przykład analizując grzybobranie z pana Tadeusza, jak się weźmie koszyk i pójdzie do lasu.
Ten projekt jest kolejnym etapem tworzenia edukacji klimatycznej w mieście, czyli uczenia o tym, jak postępują zmiany klimatu, jak możemy im przeciwdziałać, jak należy się na nie przygotować.
Prof. Ryszard Koziołek, rektor Uniwersytetu Śląskiego.
Słuchaczami są nauczyciele, pierwsza grupa nauczycieli, którzy rozpoczynają program pilotażowy, bo to właśnie nauczyciele są najważniejszym elementem całej tej układanki.
Oczywiście wszystko musi się zacząć od rzetelnych badań, ale potem trzeba je wprowadzić w społeczeństwo, a zwłaszcza w to młode czy wstępujące społeczeństwo, czyli uczniów szkół podstawowych, szkół średnich, którzy później...
zmienią ewentualnie swoje nawyki konsumenckie i podejmą mądre decyzje co do sposobu życia, który może zmienić klimat.
Ten pomysł narodził się w Katowicach, gdzie uczniowie już mieli taką edukację klimatyczną w ramach lekcji w siódmych klasach.
Pomysł okazał się tak dobry, że będzie realizowany szerzej.
To nagranie przygotowała Joanna Opas.
Ja natomiast spotkałam się z Sebastianem Pypłaczem ze Stowarzyszenia BoMiasto, aby trochę nie ukrywam ponarzekać na to, jak niewiele mówiliśmy w poprzednich latach.
W edukacji, o ekologii właśnie.
Moimi Państwa gościem jest redaktor naczelny Śląskiej Opinii i współzałożyciel Stowarzyszenia Bo Miasto Sebastian Pypłacz.
Dzień dobry.
Dzień dobry.
Przedmiotem, którym dziś się zajmiemy będzie klimat, chociaż w zasadzie naukowcy są zgodni, że nie ma takiego przedmiotu jak nauka o klimacie, a szkoda, prawda?
Bardzo szkoda i to pokazują wszystkie nasze doświadczenia z młodzieżą, bo to po pierwsze jest temat, który młodzieży żywo interesuje z różnych powodów.
Po pierwsze, bo to często wiąże się z jakimś młodzieńczym buntem i można sobie wyjść i pokrzyczeć jakieś hasła, ale po drugie to są rzeczy, które wiążą się z ich przyszłością, więc i młodzież jest tego bardzo świadoma.
Ale z drugiej strony system edukacji w ogóle na to nie odpowiada i każde właśnie takie spotkanie z młodzieżą pokazuje takie podstawowe braki wiedzy młodzieży.
Połączenie takie interdyscyplinarne wszystkich przedmiotów, które są ściśle związane z nauką o ziemi i otaczającym nas świecie jest bardzo dobrym pomysłem.
Tylko czy to się sprawdzi na polskim gruncie?
Myślę, że się sprawdzi, tylko podstawy powinni napisać eksperci.
Mamy fajną grupę w Polsce naukowców, nauka o klimacie, którzy od lat prowadzą takie działania oddolne.
Piszą książki, piszą właściwie podręczniki, które można wprost wykorzystać do mówienia o transformacji energetycznej, czy to po prostu o klimacie.
Realizują materiał audio-video.
Też zdarzyło mi się z nimi współpracować, więc trochę tak reklamuję, bo
bo też tam jakieś materiały u nich publikowałem, ale oni zawsze pilnują tego, żeby ten materiał po pierwsze był sprawdzony pod względem naukowym, ale też żeby był przystępny po prostu dla ludzi, dla odbiorców, żeby to nie było takie typowe, naukowe, ciężkostrawne coś.
Ja naszym słuchaczom w magazynie Wysypisko opowiadałam o programie edukacyjnym, jaki jest w Katowicach wdrożony dla szkół i dla klas siódmych w szkołach podstawowych.
Grupa osób zebrana wokół m.in.
prof. Piotra Skubały i dr Magdaleny Ochwat wymyśliła bardzo fajną rzecz, mianowicie połączenie np.
humanistyki z nauką o klimacie, ale to przecież nie tylko humanistyka.
W każdym z tych elementów można przemycić jakieś...
prawdy związane z klimatem, bo tych półprawd to my mamy bardzo dużo wokół siebie.
Tak, my też razem z Kobą Miasto i razem z Polską Zieloną Siecią prowadzimy taką kampanię, robimy takie hasło Zielone Kołnierzyki, czyli chodzi o to, żeby promować zawody i kierunki studiów, które mogą prowadzić do tego, żeby pracować w zielonych, to trochę jest bardzo szerokie dla nas w miejscach pracy, które gdzieś pozytywnie wpływają na klimat albo będą wpływać pozytywnie na klimat.
I to są bardzo różne kierunki i bardzo różne dziedziny.
Jest tam właśnie humanistyka, bo zakładamy, że właśnie, żeby mówić o klimacie, to nie potrzebujemy tylko naukowców, ale potrzebujemy też ludzi, którzy tą wiedzę przetłumaczą dla ludzi, którzy nauką o klimacie się na co dzień nie zajmują.
Dlatego potrzebujemy ekspertów z każdej dziedziny właśnie.
Dokładnie tak.
Ja znalazłam taki zatrważający raport, że edukacja klimatyczna w Polsce, Czechach, Słowacji i na Węgrzech praktycznie nie istnieje.
Dotarcie do młodych ludzi, często zanurzonych w cyfrowym świecie, bywa trudne i przypomina przecieranie nowych szlaków.
Tak mówił Rafał Rykowski, ekspert polskiej zielonej sieci.
I faktycznie zaczęłam sobie analizować dane napływające i z Czech, i z Słowacji, i trochę z Polski.
No i jest ta cisza klimatyczna.
I jest ta cisza klimatyczna, ale to właśnie z jednej strony jest taka cisza systemowa.
System edukacji nie jest przygotowany na to, żeby o klimacie mówić.
Znaczy mówimy w przedszkolu, tylko to jest wtedy nauka o środowisku, mówimy o podstawy, jakieś segregowanie nakrętek i tak dalej.
Tak, myślę, że to nie jest jakaś wiedza, która przyniesie systemową zmianę.
A z drugiej strony młodzi wchodzący na rynek pracy oczekują na przykład od firm tego, że one będą dążyły do zareemisyjności.
To akurat w raporcie też z Polskiej Zielonej Sieci padło, że generacja Z przy wybieraniu miejsca pracy jednym z ważniejszych rzeczy, którym się kierujemy jest to, czy dana firma wspiera jakieś działania związane z walką, z kryzysem klimatycznym.
A czy to nie jest tak, że Zetki mają troszkę przesytu już tego informacyjnego i stwierdzają, a wyście nas nie straszcie?
Trochę tak i takie badania też są, które pokazują, że zbyt dużo wiedzy w młodym wieku, takiej wiedzy właśnie pozaszkolnej.
Szkoła, kiedy przekazywałaby tą wiedzę w poprawny sposób, to nie straszyłaby młodych.
A kiedy oni tą wiedzę pozyskują z różnych źródeł, czasami naukowych, czasami od znajomych, czasami od organizacji porządowych, które są trochę bardziej radykalne i są skierowane może do starszych osób i mówią, że do organizacji mówią, że za chwilę naprawdę będzie koniec świata, to ci ludzie mogą się przejąć i to wpływa na ich zdrowie przychylne także.
A już za kilka minut ostatnia część opowieści o żubrach.
Wysypisko
Audycja dobrze posegregowana.
Przez kilka tygodni podczas wakacji mogli Państwo słuchać opowieści o żubrach, puszczy i zwyczajach zwierząt w lesie.
Dziś przyszedł czas na ostatnie spotkanie z historiami nadleśniczego Mariana Pigala.
Okazuje się bowiem, że hodowla to ogromny obowiązek i odpowiedzialność.
Hodowla jest hodowlą, to jest wszystko fajne, ale żubry codziennie muszą coś zjeść.
Około 40 kilogramów tej paszy treściwej żubry w ciągu dnia musi zjeść.
I to jest tak, że tam jest ograniczona pojemność tego środowiska naturalnego, a w związku z tym, jak my byśmy zostawili tylko żubry przyrodzie w tych warunkach, no to to jest za mały teren dla takiej liczebności.
I my musimy im ten skład, tę dietę uzupełniać.
Zwykle robimy to w sposób taki, że...
Nie narzucamy się z tym dokarmianiem.
Natomiast w przypadku, jak zaczynają się intensywne mrozy, zaczyna się ostra zima, to wtedy podajemy im głównie siano, bo to jest dla przeżywacza najlepszy pokarm.
ale też jakąś drobną, może kukurydzę, jakiś jęczmień i owiec, o, co żubry bardzo uwielbiają, i żołędzie, które nam na przykład zbierają chętnie dzieci ze szkoły, żołędzie i kasztany, i później przekazują, my to dla zwierzyny, powiedzmy tutaj tej leśnej, ale też i dla żubrów, chętnie do korytek wsypujemy i one chętnie to jedzą.
Czyli 40 kilogramów ziana, żołędzi, kasztanów, owsa.
Owsa, tak jest, no to jest trochę...
Ale mamy też i pomoc, bo to nie jest tylko cały ciężar po naszej stronie nadleśnictwa.
Korzystamy też ze środków pomocowych i tutaj duże podziękowania dla Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach, który zawsze na nasz wniosek i prośbę odpowiada i wspiera nas finansowo.
I też Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Warszawie, do którego składamy wnioski o pomoc w remontach, w infrastrukturze, w budowie tych urządzeń, które służą do dokarmiania, do utrzymywania magazynów na siano itd.
Dostajemy środki pomocowe, za które pracujemy.
Oczywiście dziękujemy, ale cały ciężar hodowli tej myśli i koncepcji spoczywa na nas.
To nie byłoby możliwe, gdybyśmy nie korzystali z osłony naukowej.
Tu trzeba powiedzieć, że ten ośrodek pszczyński jest takim ośrodkiem, który ma też narzucony po części charakter naukowy, ale on też służy do wypracowania wzorców dla innych ośrodków.
które prowadzą te hodowle, bądź też są nowe zakładane, bo pracownicy z Nadleśnictwa Kobiór biorą też udział w różnych zespołach roboczych, które opracowują koncepcję budowy na przykład nowych zagród, nie tylko w Polsce, ale i za granicą.
Do nas przyjeżdżają Słowacy, przyjeżdżają Czesi, Hiszpanie.
którzy pytają, my ich tam uczymy, pokazujemy, jak to wygląda, na czym te szczegóły hodowli żubrów polegają.
No i też mamy dobrą opiekę naukową.
Tutaj muszę wspomnieć panią profesor Wandę Olech-Piasecką z SGGW w Warszawie, która jest takim, można powiedzieć, całym mentorem życia żubrów w Polsce, chociaż nie tylko, bo ona ma koncepcję zawsze szerszą niż tylko taki ośrodek jeden.
że potrafi to w całość spiąć w Polsce, jak te hodowle wyglądają, gdzie tworzymy nowe, opiniuje różne rzeczy.
Dlaczego tu, a nie tam, tak?
To wsparcie naukowe jest bardzo potrzebne.
Nawet bym powiedział, że niezbędne.
Przy tak bardzo trudnym temacie, jakim jest hodowla żubrów.
Czyli z jednej strony wsparcie naukowe, ale z drugiej strony wasza praktyka powoduje to, że te żubry rozwijają się i w województwie śląskim, i w Polsce znakomicie.
Tak, ale tutaj ten taki, można powiedzieć...
Stół porozumienia, czyli taki dialog, który jest, bo naukowcy, ci, którzy się zajmują, chętnie słuchają właśnie praktyków, ci, którzy codziennie pracują przy tych żubrach, przy tym dokarmianiu, przy tych obserwacjach, no ale też praktycy są czuli na wskazania tutaj świata nauki.
No i cały blok weterynaryjny, bo tu już wspomniałem o tych zagrożeniach, doświadczeniach, o tej pryszczycy w Jankowicach, no to powoduje, że musimy też dobrze tutaj słuchać rad całego zespołu weterynaryjnego.
My mamy takie szczęście, bo w okresie powojennym pierwszym takim hodowcą, który był, no to był pan Chławiczka, który zaraz po wojnie zajął się tym i syn jego dzisiaj sprawuje nadzór weterynaryjny, czyli człowiek, który się wychował z żubrami, bo tam właśnie w tym ośrodku
żył, te żubry zna od dzieciństwa.
Dzisiaj się nimi zajmuje, opiekuje pod względem weterynaryjnym.
Bywa tam kilka dni w tygodniu, w każdą niedzielę, sobotę.
No i przy okazji rozwinął pasję fotografowania, no bo to też ma taką możliwość spotykania tych żubrów w niecodziennej sytuacji.
Sam ciągle mówi, że na przestrzeni wielu lat żubry ciągle coś nowego pokazują.
On na nowo odkrywa te żubry.
My też zresztą czasem ze zdziwieniem obserwujemy pewne zachowania, pewne wskazania.
na przykład teraz przy tych suszach, jak one pięknie potrafią rytm dobowy prowadzić, żeby nadmiernie nie tracić tej wody.
Żubr nie musi codziennie pobierać wody.
On ma taki system, taką zdolność wytrzymywania dość długo bez wody, ale też nie przemieszczają się niepotrzebnie.
One wiedzą, na którą łączkę trzeba dzisiaj pójść i chyba pamiętają, kiedy dokładnie to było ostatnio.
Naprawdę jest to wszystko przemyślane.
Można mieć taki pełny, ekonomiczny
bilans tego ich życia.
No, czyli można powiedzieć jednym słowem, że człowiek czasami powinien się trochę uczyć od żubra.
Jak rano wstajemy, to człowiek robi, odbiera telefony, tutaj, zmienia plany, szybko żyje, miał jechać tam, gdzieś coś ciągle robić, żyjemy w takim dużym pośpiechu, a taką przeciwwagą jest żubr, który dostojny, spokojny, wstaje, on się niby wolno porusza, bo jak się patrzy na żubra, to jego chód, taki step, powoli, z nogę na nogę,
ale nawet z miejsca potrafi przeskoczyć 180 centymetrów ogrodzenie.
No właśnie, czyli my też tak trochę powinniśmy wyhamować z tym biegiem, może trochę...
tak spokojniej żyć, a wiedzieć, że mamy ten potencjał.
No więc właśnie, jak trzeba, to przeskoczymy.
Panie Nadleśniczy, ile żubr waży?
Ja powiedział pan, 180 centymetrów przeskakuje, to frunie.
No właśnie, to on w zasadzie frunie i można powiedzieć, że jakby się bardzo by uparł, to nie ma takiego ogrodzenia, który nie jest w stanie nie przejść.
On będzie nad nim pracował dzień, dwa, trzy i w końcu go rozwali, a jak nie będzie mógł rozwalić, to przeskoczy ostatecznie.
Więc dorosły taki żubr
to jest w granicach nawet 700-800 kilogramów.
Krowa 350-400-450 kilogramów.
To jest ten przedział.
Oczywiście to są wagi osobnicze, bo niektóre są mniejsze, niektóre większe.
No ale to już jest waga.
To już jest waga.
Ile żyją?
Żyją około 20-22 lat, takie najstarsze, które są odnotowywane właśnie w tej księdze rodowodowej, ale załóżmy, że to jest około do 20 lat.
I to nie jest tak, jak na przykład u psa czy u kota, że jeden rok to jest... 7 lat, tak?
Tak, 7 lat życia człowieka.
Można powiedzieć...
że po części to tak byśmy może nie siedem, bo jednak psy do dwudziestu lat nie dożywają.
Powiedzmy, że to jest około piętnastu lat, dwanaście, czternaście, to już jest pociecha naprawdę długa.
A tutaj to około dwudziestu, czyli ten okres, możemy powiedzieć, że to około czterech lat.
No i żubry prowadzą taki naprawdę bardzo przemyślany tryb życia.
Nie ma tam za dużo przypadkowości, chyba że człowiek z boku im się tam po prostu wtrąci.
poukładane, tam jest hierarchia, tam jest spokój, tam jest ta dostojność i taka wielka duma z tego, że jest śrubrem, bo naprawdę te byki, one potrafią wstać, one prezentują się, one pokazują otoczeniu, że są piękne, dorodne i w okresie powiedzmy rui, no to one wszystkim dają do zrozumienia, że one tu rządzą, one chodzą, to są takie, takie po prostu można powiedzieć dominujące osobniki, ale
Żyją właśnie tak, zgodnie z naturą, z przyrodą.
Czyli to wielkie szczęście, że te żubry tutaj na Śląsku się znalazły, że możemy je oglądać, że dzieciaki mogą zobaczyć.
O, to jest żubr, bo niektóre przecież dzieci w ogóle na oczy nie widziały ani krowy, ani konia.
Jak do naszego ośrodka edukacji przyjeżdżają dzieci, no to mamy wielką satysfakcję.
bo te dzieciaczki, one tak są spragnione tego oglądania tych żubrów, tego rozmawiania z tymi żubrami, podziwiania tych żubrów.
My oczywiście przygotujemy różne konkursy i współpracujemy ze szkołami, robimy różne takie programy, audycje związane z żubrem, tak żeby w ciągu roku ciągle coś tam się działo, ale to jest wielkie szczęście, że w takim terenie, w takiej aglomeracji śląskiej
Można było pojechać do Jankowic, można było pojechać do ośrodka edukacji i tam spotkać się z żubrem, oglądać film o żubrze, posłuchać wykładu o żubrach, zadać pytanie tym ludziom, którzy się zajmują.
No to jest jednak naprawdę duże szczęście i przede wszystkim to jest to, że w takiej formule to dzisiaj funkcjonuje, że jest tam możliwość.
Oczywiście żubry są i w innych ośrodkach.
One są na przykład w zoo, można obejrzeć.
Ale to jest inny charakter.
One są tylko, powiedzmy, w celach pokazowych.
No tak, w zoo to jest przecież tam kilka metrów kwadratowych.
I one, tu nie ma tego otoczenia właściwego dla żubra, czyli tego lasu, tego powietrza.
Jeszcze jak ktoś naprawdę chciałby tego żubra sfotografować, bo tam jest możliwość w tej zagrodzie pokazowej, to trzeba przyjechać rano, przed schodem słońca.
One wtedy wychodzą...
Na przykład w zimie są posypane śniegiem, ośnieżone, bardzo ładnie wyglądają, takie dumne z tego.
To jest właśnie ta wartość tutaj na Śląsku, bo zwykle żubry to się kojarzą tak, jakbyśmy zapytali przeciętnego człowieka, gdzie są żubry?
W Białowieży.
O właśnie, ta odpowiedź padła, że to w Białowieży.
A nieprawda, bo tutaj na Śląsku one są i są od wielu, wielu lat.
Bo to jest najstarsza hodowla zamknięta na świecie.
150 lat w tym roku.
My czasami nie zdajemy sobie sprawy, jak bogate w zieleń jest nasze województwo.
Nie zdajemy sobie sprawy, co tutaj dzieje się, co wy robicie dla tej przyrody.
Bo teraz powiedział pan o żubrach, ale przecież...
Wspomnijmy, że tutaj też odnowiono hodowlę głuszca, że głuszca w zasadzie już nie było i teraz tutaj ze Śląska te głuszce wyfrunęły w świat.
No to jest tutaj duże osiągnięcie kolegów leśników z Nadleśnictwa Wisła, bo rzeczywiście pomysł był, wiele lat temu się zrodził.
Ale ten pomysł przełożono na praktykę, więc tutaj ten zubr się rozwija u nas w Jankowicach, w Wiśle, Głuszce, które dają początek wspaniałej hodowi i wspaniałym programowi o znaczeniu już tutaj nawet europejskim.
Bo na przykład niektórzy zaczynają zazdrościć, jak to możliwe, żeby w Lasach Państwowych, gdzie my w zasadzie mamy zajmować się tą codzienną gospodarką leśną,
Nagle rozwijały się takie programy, które są bardzo potrzebne.
I tu jest świetny przykład właśnie z tym górszem, jak te górszce są prowadzone.
To jest najwyższy poziom hodowli.
To nie jest taka przypadkowa hodowla, że ktoś coś tam zrobił, się udało, tylko to jest program na wiele, wiele lat.
I pan Zenek Żońca, który się bezpośrednio tym zajmuje, może być dumny z tego, że to tak mu się udało.
My też wśród przyrodników mamy sporo tutaj gości.
I oni jak do nas przyjeżdżają, to oczywiście odwiedzają żubry i bywają też w Wiśle.
No i są pełni podziwu właśnie dla tego typu działań.
No i to myślę, że tym cały Śląsk się może chwalić, bo to nie jest tylko dorobek leśników.
To jest wszystkich mieszkańców, bo jest i też poparcie społeczne do tego typu działań.
Jest też takie, można powiedzieć, przyzwolenie.
Jest duża przychylność władz samorządowych do tego typu działań.
w ogóle nad zajmowaniem się przyrodą.
Ja nie spotkałem się, szczerze mówiąc, z taką sytuacją, żebym w zakresie, powiedzmy, ochrony tutaj tych lasów, w ogóle całej działalności spotkał się z jakimś nieprzychylnym stanowiskiem samorządu, bądź też innych instytucji, czy też samorządowych fundacji, czy też takich osób postronnych.
Naprawdę jest duża przychylność i to też
Słowa podziękowania ze strony mojej dla tych, którzy nam pomagają, którzy są aktywni.
To jest wielka sprawa, a to jest też takie wspólne nasze dziedzictwo narodowe i nasz dorobek i nasza chyba wartość tutaj społeczeństwa na Śląsku.
Marek Mierzwiak rozmawiał z Nadleśniczym i pomagał nam poznawać te niesamowite zwierzęta.
Audycja dobrze posegregowana.
Kto z Państwa był w Załęczańskim Parku Krajobrazowym?
Ja się przyznaję, nie byłam.
W przeważającej większości ten teren leży w województwie łódzkim, ale jego niewielka część znajduje się właśnie w Śląskiem.
I w tej niewielkiej części usytuowany jest jedyny rezerwat ścisły w granicach parku i zarazem najmniejszy rezerwat w województwie śląskim, czyli Bukowa Góra.
Posłuchajmy, co dziś przygotował dla nas Grzegorz Mach.
Mariusz Wigęza, Leśnictwo Parzymiechy, Nadleśnictwo Kłobuck.
Na swoim terenie mamy rezerwat Bukowa Góra.
Jest to ścisły rezerwat leśny.
To nie jest duża góra, to jest lekkie wywyższenie o niedużej powierzchni z wąwozami.
Jest to również rezerwat, który mieści się w granicach Załęczańskiego Parku Krajobrazowego i jest to najmniejszy rezerwat.
Na dzień dzisiejszy w województwie śląskim.
Jego powierzchnia to jest tylko 69 arów, także jest to bardzo nieduża powierzchnia.
Rezerwat ten został utworzony w roku 1959 w celu ochrony fragmentu kwaśnej buczyny niżowej z udziałem jodły.
W 1985 roku zaplanowano powiększenie rezerwatu poprzez przyłączenie wówczas około 80-letniego drzewostanu z bukami, jodłami, dębami i modrzewiami.
Jednak brak zgody na tego typu działanie doprowadził do zniszczenia części lasów przez wiatry.
Naturalne drzewostany zostały przerzedzone wskutek różnej działalności gospodarczej człowieka.
W ostatnich latach podjęto próbę zwiększenia tego rezerwatu do około 4 ha, powiększając go o ówczesną otulinę, która pełniła rolę otuliny, a w najbliższych latach ma wejść w powierzchnię całego rezerwatu.
To będzie wtedy powierzchnia około 4 ha.
Otulina jest jakby przedłużeniem tego drzewostanu, który występował w tym rezerwacie, czyli są to generalnie drzewostany bukowo-jodłowe z domieszką dębu.
Jeśli chodzi o przyrodę, jest duża nisza źródliskowa z busującymi źródłami i to jest całym urokiem tego wszystkiego.
Tam bierze właśnie początek taki strumyk, który zasila tą pierwszą taką małą rzeczkę, która się nazywa struga.
Jeszcze pamiętam dwadzieścia parę lat temu te źródła lekko wybijały poza taflę wody, natomiast z opowiadań 40-50 letnich do tyłu ta woda wybijała znacząco ponad taflę tej wody.
A teraz jedynie są pulsujące takie fragmenty piasku pod powierzchnią wody, która jeszcze gdzieś tam widać, że ona się wydobywa spod powierzchni ziemi.
Barbara Majchrzak, jestem pracownikiem Uniwersytetu Jana Długosza w Częstochowie.
Celem ochrony jest fragment lasu bukowego.
Sam drzewostan to tak zwana kwaśna buczyna niżowa, chociaż jest ona dość mocno przekształcona antropogenicznie.
Niemniej jednak na tym terenie występują buki.
które liczą sobie ponad 200 lat.
Niektóre są młodsze.
Te starsze, wiele z nich ma ponad 3 metry obwodu.
Poza bukami, tymi starszymi i młodszymi, drzewostan buduje również jodła, świerk, sosna w wieku około 120 lat.
Można również spotkać olszę czarną czy brzozę brodawkowatą.
Teren rezerwatu, pomimo że malutki, jest mocno zróżnicowany fizjograficznie.
To znaczy, występują liczne zagłębienia, doły z wodą, właśnie te miejsca z małymi źródełkami pulsującymi, pagórki.
Wokół tych małych zbiorników wodnych kształtuje się roślinność typowo wilgociolubna.
Możemy zobaczyć na przykład delikatny, piękny skrzyg leśny.
Kwitnie na niebiesko niezapominajka błotna i występują również licznie paprocie, np.
nerecznica krótkoostna, nerecznica samcza, wietlica samicza.
Występują tutaj ponad 70 gatunków różnego rodzaju roślin naczyniowych, przede wszystkim chronionych.
Rośliny związane z sieliskami wilgotnymi rosną na brzegach zagłębień i dołów z wodą.
A jeśli chodzi o drzewostan górny, jeszcze nie tak dawno było około 20 drzew dojrzałych, 300-letnich buków, które na dzień dzisiejszy uległy deprecjacji.
I z tych drzew zostało tylko kilka sztuk, które jeszcze tam są na tej powierzchni.
ale wszystkie są już w formie bardzo rozległej takiej deprecacji drewna i w przeciągu następnych kilku lat prawdopodobnie całkowicie ulegną zniszczeniu.
Zaobserwowaliśmy lęgi Bociana Czarnego i teraz również widzimy w pobliżu, niedaleko od rezerwatu gniazdują też bieliki.
Została wyznaczona strefa ochronna, ale to jest około 2 km od tego rezerwatu dla ochrony bielika.
Bociana Czarnego na dzień dzisiejszy nie obserwowaliśmy już od kilku lat, natomiast pamiętam we wcześniejszych latach potrafił budować gniazda i gniazdował na tym terenie.
Chciałabym powiedzieć Państwu parę słów o bukach.
Podejdźmy może tutaj do jednego z buków rosnących tuż przy granicy rezerwatu.
Gładziutka, jasnoszara, taka srebrna.
Można się bez problemu przytulić.
Liście buku mają blaszkę liściową szerokoeliptyczną, błyszczącą, pofalowaną.
Urwiemy sobie jeden listek.
Proszę bardzo, to patrzymy teraz pod światło i na brzegu tej blaszki liściowej widzimy rzęski, czyli liście buka są orzęsione.
Jeżeli są młode, to wtedy są całe pokryte jedwabistymi włoskami, natomiast na starość, jak to zwykle bywa, łysieją, ale to orzęsienie na brzegu blaszki liściowej pozostaje.
Jeżeli się jeszcze rozejrzymy pod nogi...
Mam tutaj owoce buka.
Mam w ręce tak zwaną kupulę, czyli taką osłonkę, torebkę.
Ona jest lekko kolczasta, jest otwarta, pęka na cztery klapy i tutaj mam jeszcze w ręce właściwe nasiona, czyli tak zwane orzeszki bukowe.
Raz, dwa, trzy.
Trójgraniaste w takiej kupuli może być od jednego do czterech orzeszków.
Dla nas tak zwana bukiew, bo takim mianem określa się te orzeszki bukowe, dla nas bukiew jest trująca, natomiast jest ważnym pokarmem dla wielu zwierząt leśnych.
Lubią zjadać ją dziki, zjadają ją wiewiórki, sujki, myszy leśne.
Wyłowione z ekosieci.
Na spotkanie należy umówić się telefonicznie w godzinach pracy funduszu, czyli od poniedziałku do piątku, od 7.30 do 15.30.
I teraz proszę zanotować sobie numer tej infolinii 32 722 77 01.
Powtórzę jeszcze raz, 32 kierunkowy 722 7701.
Kto nie zdążył zanotować, proszę zerknąć na stronę internetową funduszu.
Tam znajdą Państwo numer telefonu i wszystkie ważne informacje.
No i teraz jeszcze jedna ważna wiadomość.
Tylko do 31 sierpnia trwa przyjmowanie wniosków w programie Czyste Powietrze od osób, które poniosły już koszty inwestycji, a nie zdążyły złożyć wniosku przed zawieszeniem programu w ubiegłym roku.
Okres przejściowy daje możliwość uzyskania dotacji w ramach programu za wydatki poniesione od 28 maja.
ubiegłego roku oczywiście.
To propozycja dla tych z Państwa, którzy z różnych powodów nie zdążyli złożyć wniosku o dofinansowanie przed zawieszeniem poprzedniego naboru 28 listopada ubiegłego roku.
Wnioski składane przez GWD są przyjmowane warunkowo, bo trwa proces zmiany programu i to nie ma wpływu na składanie w systemie wniosków na warunkach okresu przejściowego, ale ostateczna decyzja w sprawie udzielenia dofinansowania będzie mogła być podjęta po finalnym zatwierdzeniu zmian
W programie przez Zarząd Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Wszystkie informacje i szczegóły również na stronie internetowej naszego wojewódzkiego funduszu.
I zmieniamy temat.
Lasy obfitują w jagody i kurki.
Przy drogach nie brakuje sprzedawców oferujących te leśne przysmaki, a wielu mieszkańców wyrusza na zbiory na własną rękę.
I chociaż jagód jest mniej niż prognozowano to na początku lata i wiosną, to wciąż można liczyć na całkiem udane zbiory.
Do lasu najlepiej nie wybierać się w pojedynkę.
Idąc na jagody czy grzyby trzeba się też odpowiednio przygotować, bo każdego roku leśnicy i policjanci poszukują osób, które gubią się w lesie.
Przede wszystkim dostosować odpowiedni ubiór, naładować telefon komórkowy, skorzystać z jakiejś aplikacji, na przykład MBDL, czyli Mobilny Bank Danych o Lasach, żeby mieć mapę elektroniczną.
Tam jest taka funkcja, że można sobie ją ściągnąć w formie offline'owej i korzystać na bieżąco, ponieważ będziemy mieli podkład, że w razie czego, jak będziemy mieli wątpliwość, gdzie jesteśmy, sprawdzimy tak zwane oddziały leśne i numerki, które się tam pojawiają.
Jeżeli taki numerek podamy dla specjalisty, to bez problemu go odnajdziemy.
Jak podkreśla Przemysław Szczawiński, ostatnie opady i mniejsze zagrożenie pożarowe w lasach nie zwalniają z odpowiedzialności.
Leśnicy apelują też o to, by w lasach nie pozostawiać po sobie śmieci.
My jesteśmy sami w tym lesie, a te śmieci to świadczą właściwie o nas.
Idąc do tego lasu, zostawmy go w takim samym stanie, jak go zastaliśmy.
A nawet jakby ktoś jeszcze pozbierał jakieś śmieci po kimś nieodpowiedzialnym, to też się zdecydowanie nie obrazimy, a jeszcze serdecznie podziękujemy.
Wspomniana aplikacja, czyli mobilny bank danych o lasach jest dostępna zarówno na telefony z systemem Android, jak i iOS.
Najładniejsze balkony w Tychach z szansą na nagrody.
W mieście dobiega właśnie końca druga edycja konkursu dla tych, których balkon przypomina mały ogród.
Jak powiedziała rzecznik prasowa Urzędu Miasta w Tychach, to szansa, żeby pochwalić się swoją pasją i miłością do zieleni.
Udział w konkursie jest prosty.
Wystarczy do końca sierpnia zrobić maksymalnie pięć zdjęć swojej przydomowej zielonej oazy i wysłać je na adres mailowy Tyskiego Zakładu Usług Komunalnych.
Na stronie instytucji można znaleźć więcej szczegółów zabawy, której wyniki poznamy w połowie września.
No i gra z bytom.
Tamtejsza oczyszczalnia ścieków w Miechowice zostanie zmodernizowana.
Inwestycja obejmie budowę farm fotowoltaicznych, instalacji pomp ciepła oraz magazynów energii.
Jej celem jest zwiększenie samowystarczalności energetycznej, ograniczenie emisji dwutlenku węgla i poprawa jakości powietrza.
Prace pochłoną niemal 23 miliony złotych, z czego ponad połowa pochodzi ze środków unijnych.
Prace zakończą się w trzecim kwartale przyszłego roku.
Na dziś to wszystko.
Wykorzystajmy jeszcze końcówkę sierpnia na kontakt z przyrodą, no bo od poniedziałku szkoła i różne ważne obowiązki.
Zatem jeszcze wakacyjnie dobrej nocy mówią Rafał Drabek, który audycję jak zawsze zrealizował oraz Katarzyna Głuch-Juszkiewicz.
Audycję dofinansowano ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach.
Za części przedstawione w audycji dofinansowanej ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Katowicach odpowiedzialność ponosi redakcja.
Ostatnie odcinki
-
Wysypisko. Czym oddychamy?
29.01.2026 18:15
-
Wysypisko. Co zrobić z choinką? Opady śniegu or...
22.01.2026 18:15
-
Wysypisko. Zimowe ptaki, północne przyloty i po...
15.01.2026 18:15
-
Wysypisko. Co o mrozach sądzą klimatolodzy?
08.01.2026 18:15
-
Wysypisko. W poszukiwaniu idealnej choinki
18.12.2025 18:15
-
Wysypisko. Gdzie po choinkę?
11.12.2025 18:15
-
Wysypisko. Sól, która powoduje ból na psich łap...
04.12.2025 18:15
-
Wysypisko. Zima
27.11.2025 18:15
-
Wysypisko. Czyste powietrze
20.11.2025 18:26
-
Wysypisko. Od futra po butelki: jak przygotowuj...
06.11.2025 18:15