Mentionsy

ZGRZYT by Gimper&Revo
19.10.2024 16:00

KAZAŁ JEJ KRZYCZEĆ ŻEBY KOLEDZY SŁYSZELI 😨 [TRZEBA UWAŻAĆ]

📔 Wysyłajcie swoje historie na maila: [email protected] 🎧 Posłuchaj nas również na Spotify: https://open.spotify.com/show/6ZMo9zeMT6Cf1xitvvKqq6?si=1629805b0d364370 🕒Rozpiska czasowa: (0:00) "Jak ważny jest wygląd w miłości" (16:10) "Mój chłopak określił mi swoją orientację w sylwestra" (35:24) "Zniszczyłem swoje życie przez używki" (52:12) "Zdradziłam swojego chłopaka 6 lat temu" 🔴GIMPER: https://www.youtube.com/@Gimper https://www.instagram.com/gimperowski/ https://twitter.com/t_dzialowy 🔴REVO: https://www.youtube.com/@REVOtoja https://www.instagram.com/revo_toja/ https://twitter.com/REVOtoja 📧 e-mail: [email protected]

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 793 wyników dla "Sądzie Okręgowym w Gdańsku"

Kochałbyś mnie, jakbym... A, poczekaj, bo już jest owady.

Prowadziłbyś ze mną podcast nadal, jakbym był robakiem?

No właśnie mógł być delikatny problem, prawda?

W takim aspekcie to tak.

Powinien nawet by to więcej wwietleń generował.

No widzę, że YouTuber.

No wiadomo, patrzysz ten.

Natomiast no wiadomo, że nawiązujesz do tematów związkowych.

Bo no wiadomo, w jakim jesteśmy programie, prawda?

Trzeba uważać.

Trzeba uważać.

No trzeba uważać, czy ktoś się nie zmienił w robaka na przykład.

Nie, zadawała mi mnóstwo pytań, ale akurat takiego nie dostałem.

Ja Klaudię zapytałem, czy bym nie kochał, jakbym był robakiem i powiedziała, że nie.

Ale nie, no bo to zależy, wiesz, czy tak weźmiesz to dosłownie, czy tak bardziej filozoficznie, nie?

No można w różny sposób.

No właśnie, no.

No, my byliśmy na ten, jakiś czas temu na wyjeździe escape roomowym w Grecji i tam padł taki temat pod tytułem no a gdyby twoja partnerka mega dużo przytyła i strasznie się zaniedbała, to czy dalej byś z nią był?

I zaczęliśmy sobie rozkminiać tego typu kwestie i...

dużo osób powiedziało, że nie.

I jakby argumentując to w taki sposób, że do pewnego momentu i przez jakiś czas, w sensie tak, wspierasz, zachęcasz do treningów, robisz jakieś rzeczy, próbujesz zrozumieć przyczynę problemu, rozmawiasz, ale jeżeli lądujesz nagle, budzisz się trochę w relacji z osobą, gdzie tak mocno ta osoba siebie zaniedbała, to najczęściej

To jest tylko wierzchołek góry lodowej.

Ogromu problemów, które musiały zadziać się po drodze, które doprowadzają do tego, że osoba, która jakby nie miała takich kwestii, nagle dochodzi do tak dużego zaniedbania, abstrahując tutaj już od sytuacji czasami hormonalnych.

Czasami się zdarza, że hormonalnie coś się pokićka, no wtedy to wiadomo, że to jest inna kwestia zupełnie, nie?

No ale mówimy, że ktoś zaczyna po prostu bardzo się zaniedbywać, nie?

I kończy się to w ten sposób.

to do którego momentu, jak długo, wiesz, powinieneś wspierać, a w którym momencie powinieneś stwierdzić, że okej, nie mam tu nic do roboty, bo mówi się, wiesz, że cię nie opuszczasz do śmierci, w zdrowiu i chorobie, no i że to są chyba takie momenty, gdzie powinno się zostać z tą drugą osobą.

Wiesz co, ja na przykład, bo ja na przykład mam coś takiego, że w ogóle, bo gadałem niedokładnie na ten sam temat, ale trochę taka dyskusja, jak była tu Kasiks.

Słucham, tylko przymknę drzwi do studia.

I ogólnie była taka sytuacja, że Kacik raczej miała takie podejście, przynajmniej ja to tak odebrałem wtedy, jak o tym gadaliśmy, że najważniejszy jest charakter i że w zasadzie wygląd nie ma znaczenia lub ma jakieś tam bardzo minimalne.

No i ja się z tym nie do końca zgadzałem, znaczy w ogóle się nie zgadzałem i mówiłem, że to też jest jakimś, moim zdaniem, ten element takiego dbania o siebie też z wyglądu jest elementem dbania o związek, o relacje, że zależy ci na tym, żeby się podobać,

Nie wszystkim, ale tej osobie, na której ci zależy.

I że w związku z tym ja na przykład od tego tak się nie odcinam.

Nie odcinam tego wątku, że tam nie podpisałbym się pod stwierdzeniem, że w relacji wygląd nie ma znaczenia.

Że tak ludzie się dobierają, no bo jest to w jakimś stopniu kwestia wyglądu, charakteru i tak dalej, ale też wyglądu.

No i że za każdym razem i w dalszej części tej relacji i niezależnie do czasu minie, nadal tak to ma wpływ.

Przynajmniej taka jest męska nasza perspektywa.

No być może, ale tak wydaje mi się, że to nawet nie jest jakieś mega kontrowersyjne, tylko że jest to... No oczywiście tak to ma znaczenie.

To wpływa na wiele aspektów waszego życia, bo ja na przykład jak sobie myślę o...

właśnie potencjalnym zaniedbaniem, no na przykład wagowym u partnera, czy w ogóle dbaniu o siebie, no to ja sobie myślę, tak, okej, partner, partnerka przestaje o siebie dbać, to na przykład znaczy często, że na przykład nie uprawia sportu.

No to już odchodzą wam jakieś wspólne aktywności.

Ja bardzo lubię razem w związku uprawiać sport, czy w ogóle relacje, to jest super.

Czyli jakby to powoduje, że nie tylko, że gorzej wygląda, ale też tracicie część wspólnych, fajnych aktywności, które są w ogóle super.

Dwa, jeżeli dochodzi na przykład do takich jakby dużych problemów, no to nagle to w ogóle może wpłynąć na wasze życie, bo ona może mieć trudności z jakimiś czynnościami, że pewne rzeczy zaczynają inaczej wyglądać, już nie tak jak kiedyś.

No i teraz właśnie znowuż pytanie, czy to wynika z problemów hormonalnych zdrowotnych?

No wtedy jest inna kwestia.

No to w sensie jesteś, wspierasz, razem o to walczycie, żeby to się zmieniło.

I tyle, wiesz, że to jest przejściowo sytuacja.

wimy o zaniedbaniu.

Przez jakiś przyczyn, jakby wiesz, no ale to

Wydaje mi się, że najważniejsze jest podjęcie działania...

Już na etapie, jak w ogóle zaczynasz dostrzegać symptomy tego, bo wtedy najprościej jest pomóc tej osobie z tego wyjść, a jak już jest w dupie ta osoba, no to oczywiście jest o wiele trudniej, im bardziej problem jest zaawansowany.

Tak, no ale na przykład ja tak też powiem z takiej perspektywy, że...

Na przykład jakbym wiedział, że po prostu ta osoba trochę tak ma wyjebane w to, to po prostu tak nagle jakiś komfort życia tak wpadł czy coś, że stwierdza nie chce mi się i tyle, że nie jest to mówię żadna kwestia takich rzeczy, tylko no tak o sobie nagle stwierdza, że już jej się nie chce tam nie wiem ćwiczyć, żyć w ogóle i tak dalej, to jakby ten.

no to ja na przykład miałbym takie, że nie do końca, że chciałbym wyjaśnić, jaka jest oczywiście przyczyna, natomiast jakby już to poszło tak dużo dalej, no to też wchodzimy nawet w takie kwestie czysto zdrowotne, że to nie jest dobre całościowo.

Też na przykład patrzę na to z takiej perspektywy, że ludzie czasami odcinają te kwestie takie psychologiczne od tych fizycznych, a ja uważam,

to wszystko jest razem z sobą sprzężone i że na przykład to, w jakiej ktoś jest kondycji fizycznej, ma istotny wpływ, w jakiej jest kondycji psychicznej, a to z kolei przekłada się bezpośrednio na relacje.

Czyli na przykład, jeżeli urośnie u takiej osoby frustracja, jakiś poziom stresu i tak dalej, to potem, nie wiem, każda dyskusja, potem te jebane skarpetki na podłodze są powodem afery nagle, nie?

Tak, bo wiesz też może, zależy oczywiście jak masz to przepracowane, ale jeżeli patrzysz w lustro i nie podoba ci się to, co widzisz, to potem właśnie możesz chodzić sfrustrowany czy sfrustrowana.

Jakieś komentarze w twoim kierunku mogą cię dużo bardziej boleć czy dotykać.

Nagle są problemy w komunikacji.

Nagle może, nie wiem, wiesz, to też prywatne rzeczy seksualne, bo na przykład, nie wiem, się pojawia temat, nie wiem, czy możemy zgasić światło albo nie chcesz odkrywać jakiejś części ciała, bo się jej wstydzisz.

Wiesz, no, ja byłem w takim okresie sylwetkowym, że tak to nazwę, że patrzyłem w lustro i bardzo mi się nie podobało to, co widzę i no jakoś tak mój mózg tak działał, że potem jak szedłem z kimś do łóżka, to byłem w stanie o tym zapomnieć.

że nie podoba mi się moje ciało i że trochę się go wstydzę, że miałem taki etap, ale też widzę, jak dużo mi dało takiej, to daje dużo pewności siebie, jak patrzysz w lustro i mówisz, ale jest zajebiście, nie?

No to jakby fajnie wpływa na mentalność.

Tak, tak, no właśnie dlatego mówię, że te wszystkie aspekty fizyczne też potem mają bardzo duże przełożenie na związek, no i że dlatego ja też patrząc na to z tej perspektywy uważam, że element takiego dbania o siebie i teraz ja to wyraźnie podkreślę, tu nie chodzi o skrajności, tu nie chodzi o to, że nagle masz by...

Tak, i nie chodzi o jakieś, że nie wiem, tam nagle bożyszczem trzeba być, najlepsze wyniki na siłce, kurwa, dociętym jakimś i tak dalej.

W ogóle nie o to chodzi.

Chodzi po prostu o takie nastawienie, że zależy ci na tym, że chcesz się podobać tej drugiej osobie.

Jednej kobiecie będą się, nie wiem, zajebiście podobały, mega docięte sylwetki, a innej bardziej tak dadbot, tak?

Więc, że to też jest różnie i... Też znaczy, też nie musisz się dostosowywać do preferencji jakby partnerów.

partnera partnerki, to jest ważne.

Nie, ale zasadniczo, że zależy na tym, żeby się podobać, gdzieś tam kalkulując również przez to, jak ty się dobrze czujesz.

Ale że masz to wszystko na uwadze, że to jest, też ja uważam, trochę na tym związek polega.

No tak nawet, wiesz, no nie wiem, no powiedzmy ktoś ma jakiś tam odpał, że załóżmy chce się na łysa obciąć, nie?

No to też tak uważam, że można by było pogadać o tym, a nie tak nagle, wiesz, na przykład z dupy wyskoczyć z tym.

I wiesz, okej, może się okazać, że to żaden temat, a może się okazać, że to na przykład jest jakaś istota.

I ona ma prawo do takiej opinii, co też jakby wiesz.

Więc dlatego mówię, że to tak w relacji, dlatego ja jak wcześniej w poprzednim odcinku gadaliśmy właśnie o takich gdzieś tam egoistycznym podejściu na zasadzie ja jestem najważniejszy i tak dalej, no to taki kolejny element uważam, że no można się komunikoww sprawach wyglądu.

Tak, z drugiej strony też jakby nazwijmy wprost, że jest nie okej, jeżeli partner, partnerka dużą presję na was wywołuje w tym temacie, tak?

Czyli coś jej się nie podoba w waszym wyglądzie, a potem robicie sobie dziwne zęby i milion operacji plastycznych.

I nagrywasz odcinek na YouTube'a.

No ale nie no, wiesz, bo to też może zryć głowę.

W drugą stronę myślę, że jakby warto to podkreślić, bo myślę często partnerki, partnerzy...

wiesz, no mogą podświadomie wywoływać taką presję, komentując coś w waszym wyglądzie, zgłaszając uwagi i robiąc wam kompleksy albo naciskając na pewne zmiany i to może być bardzo trudne, nie?

Że, wiesz, jak chodzi za tobą dziewczyna ciągle mówi, a kiedy schudniesz, a pójdź na siłownię, a kiedy o siebie zadbasz i ci tyra łeb, albo w drugą stronę też faceci bardzo często, wiesz, o takie rzeczy się potrafią do lasek przypierdolić, na przykład, że mają włosy na rękach czy coś, to pojebani.

No, a teraz w ogóle ten, po tej sytuacji jakoś wiesz, że się zluzowałem bardziej w tym temacie?

Tak, w przeszłości.

Nadal nie do końca mi się to podoba, ale jakoś tak, bardziej wyjebane zacząłem mieć.

W ogóle ten, taki jestem, że jak wyczuję tam jakieś drapiące włoski na łydce, to mówię, ale drapiesz, kochanie.

Taki ten, naśmiesznie sobie, że nie podoba mi się to, nie jest tak, że to podnieca mnie, no nie, ale mówię, dobra, no, ogram se mema z tego, nie, i będzie, i będzie okej.

Wiadomo, że wiesz,

No jest to jasno wyrażone w relacji, że no wolałbym, żeby nie, ale... Wiesz, no w twoim przypadku nawet publicznie bym powiedział.

Nawet publicznie.

To jest tak szeroko poszło, że to... Ktoś chce się zbliżyć, no to wie.

No to wie.

Wie jak jest.

No ale jak to nie jest tak, że jak tego nie ma, no to nagle powiem, wiesz co, sorry, no nie stanie mi.

To by było delikatnie dziwne.

No nie, no trzeba, wiesz, można o tym rozmawiać, ale myślę, że też warto takiego dystansu złapać, nie?

Tylko też, no wiesz, partnerka, partner musi mieć dystans, no jak wiesz, w trakcie stosunku łapiesz za boczki i mówisz oj ty, ty, ty grubasku mój, to może być...

Różnie może wejść.

Ostatnio też znowu na tych profilach twitterowych, bo tej kini akurat, bo się jej donieśli tutaj, że obgadujemy rzeczy z tego profilu i już było dobrze.

Powinniśmy zrobić sobie serię z jej profilu, gdzie w ogóle obgadujemy.

Zahaczając o te wątki, bo tam też są ciekawe sprawy, ale też tam było, że jakaś kobieta wrzuciła wiadomość, że no właśnie pod kątem tego, że facet jej za bardzo tam już o siebie nie dba, że właśnie włosy mu wręcz tam lecą i tak dalej, no i że jak tu mu zwrócić jakoś tak uwagę, tylko trochę miałem takie wrażenie, że...

tak z tego posta wynikało, moim zdaniem, że chciała mu zwrócić uwagę co do wyglądu, ale potem racjonalizowała sobie to jego zdrowiem.

Czyli wiesz, że tak mu, wiesz co chodzi, że tak mu powiedzieć, no bo to w trosce o twoje zdrowie, chociaż i chodziło o względy wizualne.

Ale tak na zasadzie, no bo tam, wiesz, to jest już nie to samo.

To może wypadałoby trochę zrzucić kilogramów na przykład, nie, czy coś.

Ja dam radę, że lubię mówwtedy, to jest moja metoda i czuję, że ona dobrze działa, że powiedzieć wprost o swoich odczuciach i obawach i to dojebanie rozbraja każdą konwersację.

Czyli przychodzisz i mówisz, ej, chcę ci coś powiedzieć, ale boję się, że ciebie to dotknie i przez to chodzę od tygodnia i ci tego nie mówię, bo kurwa chcę ci to powiedzieć, ale czuję się, że zrobi na ciebie presję, że się chujowo poczujesz i nie wiem, co mam zrobić.

Jak wychodzisz z takim komunikatem, to 99% sytuacji dostajesz odpowiedź nie no powiedz i jakby mówisz, że no ale się boję na przykład powiedzieć, że nie chcę i to...

Partnera, partnerkę mam wrażenie nastraja na takie fale, że dużo mniej wezmą ten komunikat do siebie, bo czują, że to jest coś trudnego i rozumieją, dlaczego dla ciebie to jest trudne, ale rozumieją też, że to jest dla ciebie ważne, ale że troszczysz się o nich jednocześnie przy tym komunikacie.

To strasznie dużo dobrego feedbacku wysyła w Ether i z mojego doświadczenia, nawet jak potem mówiłem coś trudnego dla partnerki, na zasadzie no...

czuję się z tym źle, na przykład, że w ogóle, można to powiedzieć, ej, czuję się w ogóle z tym źle, że mi się to w tobie nie podoba, że czuję, że wiesz, skoro cię kocham, to powinienem wszystko akceptować i w ogóle, ale no mam tak, że mi to nie gra i nie wiem, co z tym zrobić i chciałem, żebyś o tym wiedziała.

No to jak mówisz taki komunikat, no to nie można być na ciebie za to złym, mam wrażenie.

Nadal jest to trudne, oczywiście, ale ja tutaj kocham taką, żeby taką rozbrajającą szczerość wpierdalać w takich rozmowach, bo mam wrażenie, że

I to powoduje, że możesz z mega szacunkiem podać komunikat, ale drugą osobę też nastraja do tego, że ona czuje, wow, to ja też mogę powiedzieć w ten sposób o jakichś swoich rzeczach i odczuciach.

I wiesz, nazywasz bardzo precyzyjnie to, co się w tobie dzieje, to jest zajebiste.

To czekam na relacje ludzi w komentarzach, którzy powiedzą, wiesz co, skorzystając z swojej rady, już nie jesteśmy razem.

Ale na zgrzytkistoriemałpa.gmail.com możecie wysyłać, jak to się skończyło.

Ja się z tym czuję, kochani, ale jesteś gruba w chuj, słuchaj, i co z tym robimy?

No nie chciałem ci tego mówić, wiesz, ale taki youtuber na podcaście powiedział, że może być szczery ze swoimi... Tak, to tak nie róbcie.

Wiadomo, no, wszystko delikatnie i w atmosferze generalnie troski.

No musicie wyczuć, nie?

Ja wolę na przykład delikatniej się komunikować, tak, ten, ale no co kto lubi, nie?

Jak tam właśnie musicie znać partnera.

Ale dużo jest tych rzeczy takich właśnie tego, jak ludzie się tam prowadzą, czy coś.

I nawet nie chodzi o to, jak tam często ludzie mówią, a, bo tam, bo śmierci, bo coś.

Po prostu nie mógłbym być z osobą i jakoś angażować się emocjonalnie w jakąś taką relację z osobą, która umiera na moich oczach, nie?

No tak, znaczy zależy, wiesz, czy pali nałogowo, bo ja już nawet byłem z laską, która po prostu na imprezach sobie lubi, a czasami zapalić, no to był luz.

A jak po seksie sobie papierosa odpaliła, to ja byłem taki, o kurwa, poruchała i se fajka teraz pali w łóżku, ale kocica.

No to było, to było to miło, że nie lubię tego zapachu, nie palę, nie podoba mi się to, no to tak bardzo seksownie wyglądała z tym papierosem i w ogóle...

Że to było ciekawe, ale też wiedziałem, że ona po prostu, nie wiem, czy na imprezie, czy czasami ten, jakoś tak, wiesz, na zasadzie, nie wiem, dwa w tygodniu zapali.

No to nie było to martwiące dla mnie.

Nie robiła tego przy mnie często i, wiesz, no nie było problemu i też, no nie wiem, na przykład przy całowaniu się nie czułem tego, nie?

Tego posmaku w ustach, takiego, że często mówią ludzie, że jest nieprzyjemny posmak.

W sensie już ta osoba to nawet nie czuje, nie?

Ale ktoś z zewnątrz, tak.

Więc, no ale mimo wszystko u mnie to jest też tak trochę, nie wiem.

W sensie takim, że jeżeli ktoś by korzystał z takich rzeczy albo jakichś tam jeszcze mocniejszych używek, to kompletnie nie mój świat na przykład.

Rozumiem, ale za to historia, pierwsza, od której sobie zaczniemy, nie jest o papierosach.

Jest to o innych, trochę trudniejszych rzeczach, które mogą wpłynąć na związek i od tego sobie zaczniemy.

Uwaga, historia na zgrzyt, proszę o anonimowość.

Witam zajebistych prowadzących.

Wspomnieliście, to my.

Wspomnieliście, że już nie wiemy, może po poprzednim odcinku już jesteśmy skancelowani.

Właśnie.

Drugi nagrywamy, a za nim pierwszy jest opublikowany.

W ciemno, zobaczymy.

W ciemno.

Zobaczymy, czy w ogóle to oglądacie.

Może nas już wywieźli na taczkach z internetu.

Wspomnieliście, że relacje międzyludzkie są zawsze fajne i żeby była jakaś historia, co wbije kij w mrowisko między wami, więc chcę się tego podjąć.

Chciałbym pozostać anonimowa, mimo że wy widzicie nazwę mojego e-maila, imię i nazwisko.

Uwaga.

Jestem biseksualną kobietą w stereotypowej relacji romantycznej z mężczyzną gamerem o miękkich, kręconych włoskach.

Jedyny plotwist jest w tym, że mój chłop też jest biseksualny, co ogłosił w Sylwestra w gronie znajomych.

Ała, to bolało, bo ja o swojej seksualności poinformowałem go na swoim początku naszej znajomości, a on dopiero po 15 miesiącach związku i to nie w rozmowie w cztery oczy.

No dziwne.

No to dziwne w chuj.

No może tak, może się wstydził tego i rzucił.

Wszyscy na imprenie podeślą do tego na luzie, bo mają luz ze mną, więc czemu by nie mieli mieć go z nim?

W trzecim miesiącu naszego związku miałem poważny wypadek samochodowy, z którego ledwo się wykaraskałam.

Trzy dni później mój chłopak miał wyjechać do znajomych.

Pytał mnie, czy wolałabym, żeby został ze mną, gdy ja się regeneruję i liżę rany po tym wypadku.

Nie chciałem, żeby odwoływał swoje plany, więc kazałam mu jechać.

Podczas tego wyjazdu najwyraźniej o mnie nie myślał, bo wrócił z opryczką po pocałunku z najlepszym przyjacielem.

o kurwa, dziewczyna w szpitalu po wypadku, jedziesz do znajomych i ją zdradzasz.

To ciekawe, że potem były kolejne miesiące tej relacji, no ale dobra.

Bo ona napisała, że jestem w stereotypowej relacji, ona dalej jest w tym związku.

No, więc to już tak, no, okej.

Podczas tego wyjazdu najwyraźniej mnie nie myślał.

Powiedział mi o tym, gdy wrócił z wyjazdu.

Odbierał mnie wtedy z zajęć na studiach.

Ewentualnie.

Odbierał mnie wtedy z zajęć na studiach.

Byłam w lekkim szoku, ale wtedy nie zrobiłam z tego wielkiej afery.

Na początku relacji jakoś mnie to nie zabolało, więc maknęłam na to ręką.

Wiem, wtedy nie umiałem jeszcze dobrze w komunikację.

To zdecydowanie był pewnie kluczowy moment, kiedy należałoby.

Osiem miesięcy później znów miał się spotkać ze znajomymi.

Kazałam mu jechać, bo nie zmuszam go do uczestniczenia w moich rodzinnych imprezach, jeśli ma inne priorytety.

W dzień jego wyjazdu, kiedy on był już w drodze do znajomków, zwierzyłam się przyjaciółce z poprzedniej sytuacji i powiedziałam, teraz już mnie boli fakt tego pocałunku, mam nadzieję, że tym razem nic takiego się nie wydarzy.

Oj jaka byłam naiwna.

Znowu wrócił z wyjazdu z opryszką.

Dziwnie.

Jednak nie powiązałam tego ze sobą od razu.

Spędzaliśmy miło czas na plaży, gdy mu się przypomniało i postanowił mi to powiedzieć.

Tym razem... To co, leżał sobie i... Może, że nie medytował i ziółek nie pił.

Co jest w ogóle, jaki losowy ten.

Postanowił mi to powiedzieć.

O kurwa.

O kurwa.

No właśnie, no to mówię, to teraz jest większa szansa.

Powiedziałam mu, że bardzo mnie zranił.

On stwierdził, że wcześniej mi to nie przeszkadzało.

Przyznałam, że rzeczywiście, ale co miałam zrobić?

W tamtym momencie nie czułam jeszcze z nim takiej więzi emocjonalnej jak teraz, a w tamtym czasie wciąż przeżywałam wypadek, ponieważ nie minął nawet tydzień.

Temat wrócił w tym roku, gdy rozmawiałam z jego kolegami na Discordzie.

Było to już po Sylwestrze, kiedy ogłosił, że jest bi.

Zwłaszcza, że jego koledzy mówili o tych pocałunkach, jakby były czymś więcej niż tylko buziakami z kolegami.

Dostałam od nich łatkę zazdrosnej dziewczyny.

Tamtego wieczoru znowu się popłakałam.

Po raz pierwszy użyłam słowa zdrada.

Powiedziałam mu, że najwyraźniej wcale o mnie nie myśli, gdy nie ma mnie w pobliżu, bo jestem w zwykłym związku, a nie otwartym i jak on sobie to wyobraża, że będąc ze mną...

wymienia płyny ustrojowe z innymi ludźmi.

Obiecałam sobie i jemu, że skoro już potrafię to nazwać, skoro to tak boli, to jeśli powtórzy się to kolejny raz, będziemy musieli się rozejść.

Czuję do jego znajomych czystą nienawiść i do siebie również zabrak reakcji przy pierwszej tego typu sytuacji.

Jestem na ich wspólnym Discordzie, gdzie jego najlepszy przyjaciel ma nazwę Dziewczyna i tu ksywam mojego chłopaka, że jego dziewczyna... Czyli memują se, kurwa, z tego tematu.

A laskę to boli i jej chłopak o tym wie.

A ja jestem powrotu kolejna zwykłą nazwą wśród innych zwykłych nazw.

Kiedy przypominają mi się te historie, chce mi się płakać, a czasem rzeczywiście płaczę.

Poza tamtą rozmową i kłótnią kilka miesięcy temu nie wiem, co jeszcze mogę zrobić.

Nie lubię konfliktów, dlatego długo unikałam tego tematu.

To jest bardzo ważne zdanie, że powiedziałeś, że nie lubisz konfliktów i do tego wrócimy.

To był błąd, wiem, ale nie umiałam inaczej, bo jestem bardzo stłamszona przez dom rodzinny.

Mój chłopak wiele zrobiłby mi pomóc, bym teraz funkcjonowała lepiej niż pod opieką rodziców.

Czasami myślę, że jestem z nim tylko dlatego, że tak jest bezpieczniej, ale to nieprawda.

On daje mi poczucie bezpieczeństwa, ale czy to nie jest ważne w związku?

Mamy wiele wspólnego, a nasze rodziny są zachwycone tym, jak razem funkcjonujemy.

Wszyscy mówią, że widać, że bardzo się kochamy.

Oj, oj, oj, trudne się wylosowało.

Zazdroszczę na umiejętności cieszenia się z najmniejszych rzeczy i w tej magicznej zdolności czytania sobie w myślach.

I tu mam pytanie do was, chłopaki.

Nie zapominać, to ja pozwolę tak się wpierdolić.

Co jeszcze mogę zrobić, żeby przestać o tym myśleć, przestać nienawidzić siebie i jego znajomych?

Oprócz tych sytuacji raczej nic innego się nie wydarzyło.

Pozdrawiam Was serdecznie i proszę pomijajcie kaktusa ode mnie, Wasza słuchaczka i oglądaczka z grzytu.

Chciałabym dodać, że uczęszczałam na terapię przed i w pierwszych miesiącach związku, ale musiałem ją przerwać z powodów finansowych.

Teraz znów rozważam, żeby na nią wrócić.

Trudne się wylosowało, bardzo wielowątkowe, w sensie trudne z jej perspektywy.

No, na pewno.

Bo tak jakby z boku to myślę, że dosyć... Ale to się wszystko tak domyka, w sensie jak tak połączysz te kropki i te zdania nawet ze sobą, że nawet w momencie wypadku, kiedy ją zdradził, bo ja to tak nazwę wprost, i ona i tak z nim została...

Kiedy i tak z nim została, potem dodała, bo nie lubi się kłócić i jest tam bezkonfliktową, to wszystko tak się domyka.

Ja mam wrażenie, że ona to opisując, nawet sobie trochę w głowie poukładała fabułę, co się wydarzyło.

Takie mam wrażenie.

Nie wiem, czy to dostrzega, ale mam wrażenie, że jak usiadła nad napisaniem tego maila, to w zasadzie tak... I dlatego to jest jakby dobra historia.

Ja też podkreślę to jeszcze raz, że jak wysyłacie do nas rzeczy, to właśnie dopisujcie tego typu szczegóły, bo one są bardzo, mam wrażenie, istotne w analizie.

Mamy tutaj historię osoby, no właśnie, stłamszonej w domu rodzinnym i to wszystkie te rzeczy, o których ty mówisz, droga osobo, moim zdaniem mocno z tego wynikają, czyli rzeczy, które dla ciebie...

Wydają się oczywiste i ciebie definiują.

Myślę, że mogą być dosyć poważną konsekwencją tego, co działo się w twoim domu rodzinnym, czyli że unikasz konfliktów, przedkładasz swojego partnera i jego potrzeby ponad swoje.

To znaczy to, że jesteś w sytuacji, że jesteś po wypadku i podejmujesz decyzję, że mówisz nie, nie, niech sobie jedzie na spotkanie ze znajomymi, a później jak on cię zdradza na tym wyjeździe, to sobie to racjonalizujesz i mówisz, że to nic takiego.

To bardzo mocno może świadczyć, nie musi, ale może, to jest jakaś tam wiadomo opinia randoma z internetu, może świadczyć o tym, że masz tendencję do przedkładania potrzeb i odczuć swojego partnera ponad swoje.

I to jest problem, który powoduje, że podejmujesz takie decyzje, a nie inne i tkwisz w relacji...

w której jesteś raniona i nieszanowana, pomimo tego, że dawno powinnaś prawdopodobnie z niej wyjść.

Tak, i plus... Pozwolę sobie mocny statement rzucić, że ej, co to kurwa jest?

Co to kurwa jest, że jest jakiś temat, który powoduje w tobie tak silne emocje, że płaczesz, typ cię zdradził, zrobił coś, co cię rozpierdala psychicznie i w grupie znajomych na Discordzie robią se mema z tego i ciebie jebają, że jesteś zazdrosną kobietą, bo chłop cię zdradził.

A oni ciebie z tego memują, że na ciebie kładą winę.

Ale zobacz też, jak to cała sytuacja się nakręcała, czyli że ten moment pierwszej sytuacji, kiedy ona nie zareagowała i jemu dała do zrozumienia...

w ten sposób trochę przyzwalając na to, no bo to tak trzeba powiedzieć, że w momencie, w którym tego nie skomentowała, nie było wokół tego jakiejś rozmowy, tylko trochę to zbagatelizowała, bo nie wiedziała, jak się za to zabrać i jemu wysłała taki sygnał na zasadzie, że to nic takiego.

No bo tak to on odebrał, że to nic takiego, bo w jego głowie to, że ona była w szpitalu i w ogóle to tam chyba nie było żadnym czynnikiem.

No to potem też spowodowało jakby kolejne sytuacje, kiedy on też to odebrał, że to nic takiego przecież, podobno ci to pasuje.

I on to zaznaczyła w tej historii, że on takiego argumentu użył, że no przecież ci ten.

Więc ja osobiście tutaj bym się zastanawiał, czy ten gość naprawdę tak myślał i...

był przekonany i wierzył w to, że jej to nie przeszkadza, czy po prostu traktował to jako łatwą wymówkę, czyli ranił ją, wiedząc, że... Nie wybaczy.

No tak, że mu wybaczy i że ma wyjebane trochę w to.

W sensie, czy przyjmujemy wersję, że on krzywdził ją nieświadomie, czy świadomie, no tak o to chodzi.

dużo sytuacji tam zapala żółte lampki, na przykład jakieś, właśnie to, co powiedział do swojej orientacji, że jej w związku nie komunikował tego szczerze, a podzielił się tym gdzieś... Ciągle dla mnie to jest takie niedojrzałe, tak jakby, kurwa, nie wiem, happenings jest tego.

Moim zdaniem to wygląda jakby on nie traktował poważnie do końca tej relacji, ale ja mam... Weszła mi mocna przekmina, nie wiem, czy nie idę za głęboko, ale mi się wydaje, że ta dziewczyna

Ona zdradziła w tej historii bardzo wiele szczegółów.

Ja się zacząłem zastanawiać, tak wiesz, ty mówiłeś swój wywód i ja zacząłem kminić, ej, ona zdradziła strasznie dużo szczegółów, to znaczy ten kolega...

I ci znajomi, jak to usłyszą tu na odcinku, to nie będą przecież kurwa wiedzieć, że to jest o nich.

Ta historia jakby nie będzie anonimowa.

Za dużo szczegółów zostało podanych i ja się zastanawiam, czy to nie jest trochę tak, że ona podświadomie wysyłając to do nas i podając tak dużą ilość szczegółów umożliwiającą identyfikację historii...

Albo prowokuje rozmowę, która go doprowadzi.

Prowokuje rozmowę, bo nie umie jej inaczej otworzyć.

Wiesz, co chodzi.

To jest ciekawy mechanizm.

Jeżeli to nie jest jakoś cwano pozmieniane, to... Chyba, że tam są hardo szczegóły pozmieniane.

Tak, na takie zasadzie, że zachowuje sens, ale coś innego.

Tak, ale jeżeli to są faktyczne szczegóły, no to to absolutnie prowokuje rozmowę i konfrontację.

Ale to też jest trochę nie w porządku, że ona zamiast otworzyć rozmowę, wiesz, wprost w relacji, prowokuje tego typu sytuacje, natomiast no widać po tym, co napisała, że ona psychicznie nie jest w stanie tego zrobić, że jest za słaba w tej relacji.

I też jaki nacisk rodziny, że tak zewnątrz, o zobaczcie, się kochają.

W ogóle to, co twoi bliscy i rodzina uważają o tej relacji, powinnaś mieć głęboko gdzieś.

To jest twoje życie i twoja relacja.

To oni mogą uważać, że to jest najlepsze na świecie dla ciebie, ale oni nic nie wiedzą.

Oni wiedzą, że ty beczałaś, że on cię zdradzał, że w ten sposób podchodził?

O ile wiedzą.

No właśnie moim zdaniem nie wiedzą, dlatego tak podchodzą.

No właśnie, dlatego tak podchodzą.

Czyli znowu zobacz, że na bazie tego trochę braku reakcji, takiego jasnego stanowiska i postawienia się, którego jej wtedy nie była w stanie tego zrobić, nie mogła jakoś tego udźwignąć, też się nie dziwię, no bo jak miała dodatkowe emocje z wypadkiem jakimś.

i że to potem się nakręciło, ale też zobacz, że to potem buduje właśnie jakąś taką fałszywą wizję.

Ten ziomek może używać tego jako wymówki, co pogłębia ten jej problem, jakieś obwinianie się na zasadzie, że to przeze mnie.

I wiesz, i że jak to się znowu nakręca, że taka spirala takich zdarzeń, które potem prowadzą do z jej perspektywy ogromnego nieszczęścia.

Absolutnie powrót na terapię jest doskonałym pomysłem, tak mi się wydaje.

Zobacz w ogóle w jakiej ty jesteś sytuacji, że o tym,

czy zerwiesz, czy nie zerwiesz relacji, decyduje to, co twoja rodzina o niej uważa.

Co oni mają do tego, przepraszam bardzo, w sensie, to nie oni żyją w tym na co dzień, nie oni przeżywają te emocje, to w ogóle nie powinno, znaczy mogłoby być przez ciebie uwzględniane w jakichś, nie wiem, innych sytuacjach może, na pewno nie w tej.

Tylko, że może też trochę sama przed sobą, może też właśnie przed rodziną, z lęku przed oceną, tworzy taką bajkę.

Wiesz, że czasami tak jest, że ludzie chcą pokazywać na zewnątrz, że mają idealne życie, bo chcą, żeby tak wyglądało, bo boją się oceny i ten.

Ja dzisiaj nawet... Właśnie też jakiś temat z Twittera czytaliśmy i właśnie tak Patrycji mówiłem, że ja na przykład w domu to miałem tak, że normalnie z mamą mogłem pogadać, że tutaj, nie wiem, złamane serduszko jakieś, z tatą, że coś tam mnie wkurwiło w szkole, nie wiem, jakaś nauczycielka czy coś, że ja taką bardzo otwartą relację miałem z rodzicami, że mogłem o wszystkich, też o rzeczach, które przeskrobałem, nie?

A to jest zazdro, bo niewiele osób tak ma.

No ja ogólnie, jak tak gadam o różnych rzeczach, jak u mnie w domu było, to się okazuje, że to jest jakiś rzadki przypadek.

Ale rzeczywiście, wiesz, nie było tak, że rodzice, wiesz, zaraz mnie tam karali za to i ten, tylko właśnie na bazie tego zaufania mogliśmy o różnych rzeczach gadać.

I dzięki temu pewnie wielu głupot nie zrobiłem w życiu.

I tutaj też to pokazuje, że na przykład ona nie może, załóżmy, pójść do matki i powiedzieć, że słuchaj, wiesz, no tu była taka akcja, ten stracił i w ogóle nie wiem, jak się zachować i ten, tylko że to się do tego stopnia nakręciło, że wszyscy mają wizję, że oni są zajebistą parą.

No a ona siebie obwinia.

I jakby otoczenie też ją obwinia.

Że to ona jest zazdrosną dziewczyną, bo w ogóle ma o coś problem.

Nie, no w ogóle abstrakcyjna sytuacja.

Ja powiem może też tak.

Zwróć sobie uwagę na to, jak wiele konceptów przyjęłaś za oczywiste, gdzie one wcale nie są oczywiste.

Że oczywiste dla ciebie jest to, że musisz...

Nie wiem, że ważne jest dla ciebie, co ci koledzy na twój temat myślą i ich zdanie.

Że to jest dla ciebie ważniejsze niż twoje uczucia.

I zastanów się, dlaczego tak na to patrzysz.

Zastanów się, dlaczego uwierzyłaś w koncept, że ma znaczenie dla podejmowanych przez ciebie decyzji, co twoja rodzina uważa o twoim związku.

I zastanów się, dlaczego ty wysyłasz do nas maila, pytając jak zapomnieć, czyli przyjmujesz, że oczywisty koncept, kiedy czujesz jakieś emocje, to ty pytasz, jak mogę jeszcze bardziej zrzucić się na drugi plan, bo stają na drodze temu, żeby wszyscy oprócz mnie byli szczęśliwi.

że ty stawiasz siebie bardzo na drugim miejscu i wszyscy inni wokół, w otoczeniu są ważniejsi od ciebie i od twoich uczuć i emocji.

I obwiniasz siebie za to, że w ogóle coś cię zraniło, bo przecież robisz problem.

I widać, że ktoś ci sprasował łeb.

Tak, no musisz się skonfrontować z tym, czy przede wszystkim ten gość jest tego warty, przy czym ja mam wrażenie, że ty już wiesz, że nie.

To znaczy, no co, tak brutalnie powiem, nie?

No powiem brutalnie, ale no takie mam wrażenie, że ty sam masz świadomość, że nie, nawet zahaczając o ten wątek bezpieczeństwa, że on ci nie daje tego poczucia bezpieczeństwa.

No bo nie czujesz się przy nim komfortowo, nie masz do niego zaufania.

No i te sytuacje... Może po prostu z jakichś powodów boisz się odejść i tyle.

I znaczy, no tak, no jakby nie dziwi mnie to nawet, jakby bazując na całej tej opowieści, że ona na przykład nie jest osobą, która potrafiła zerwać relację, tylko właśnie chce ją za wszelką siłę utrzymać, nawet będąc w jakiś tam sposób krzywdzoną i nieszczęśliwą.

Więc tak, no i teraz jeszcze jedna ważna rzecz, no to jest taka, i to też, no może to brutalne, ale...

no prawdopodobnie nikt za ciebie tego stanu nie zmieni.

W sensie, no może być tak, że ten ziomek cię rzuci i jakby trochę ci pomoże, ale równie dobrze może być tak, że on dalej będzie sobie w tym tkwił, bo to dla niego wygodne.

Druga rzecz jest taka, że jeżeli nie przepracujesz sobie pewnych schematów w głowie, to mówi się, że ludzie się zmieniają, problemy pozostają te same, nie?

To nie jest jakby tylko i wyłącznie kwestia tej konkretnej relacji, ale jeżeli nie przerobisz w sobie tego, że tak siebie dajesz na drugi plan, to jest dosyć prawdopodobne, że na przykład kolejna relacja, w kolejnej relacji możesz wejść w bardzo podobne schematy.

Nawet jak na początku ci się będzie wydawało, że on jest zupełnie inny.

Bo to w ogóle nie jest twoja wina, ty to robisz podświadomie, ale twoją winą może być to, że teraz o tym usłyszysz i nic z tym nie zrobisz.

Więc generalnie ja bardzo, bardzo, bardzo, bardzo zachęcam do terapii i bardzo zachęcam, żeby poważnie się zastanowić nad tą relacją, czy aby na pewno chcesz w niej trwać, jeżeli wzbudza ona w tobie tego typu odczucia i twój partner tak podchodzi, a nie inaczej.

Raczej jestem wstrzemięźliwy w tego typu radach, ale tutaj myślę, że dość dużo.

Nie no, wiadomo, że ten, natomiast no nie wiem, no dla mnie taki, wiesz, element tego, że rzucasz tak ważne rzeczy, jak swoje orientacje gdzieś tam, kurwa, na imprezie.

Wiesz, tutaj, że se memujesz z uczuć dziewczyny.

Tak, i jakieś se jajca w ogóle z tego robisz.

W ogóle, że zdradzasz, to już zacznijmy od tego, gdzie u mnie to już by było na dawno temu.

Więc jakby, no całościowo na to patrząc, no tam jest tak dużo elementów, które... I teraz zobacz.

On się przyznał do rzeczy, które ewidentnie po prostu były widoczne i nie miał ich ukryć i mogłyby wywołać pytania.

No skąd nagle z wyjazdu z kolegami jakaś opryszka czy coś, nie?

To wzbudza pytania.

Co robiłeś, wiesz, o co chodzi i w ogóle.

Więc jakby, no, powiedział.

To teraz pytanie, o czym nie wiesz?

Albo o czym nie chcesz wiedzieć może, nie?

I czy na pewno chcesz się na to zgadzać?

No to są trudne tematy, ale myślę, że no musisz mocno wziąć na klatę i tak podjąć męską decyzję, choć to trudne dla ciebie, bo nie lubisz konfliktów i chcesz siebie zapchnąć na drugi plan i czujesz się przerażona, jak myślisz o tym, żeby podjąć jakieś działanie, ale no tak chyba trzeba.

Tak bym powiedział.

Tak, no ja uważam, że trochę w tym aspekcie akurat i w tej sytuacji tak szkoda życia, nie?

Ja uważam, że po prostu trzeba z tego wyciągnąć co najlepsze, ale no generalnie już iść dalej, no.

Też mi się tak wydaje.

Kolejna historia też jest ciężka z tego, co z tego, co widziałem.

Dobra, uwaga.

Dlaczego jest ciężka, to zaraz powiem, ponieważ e-mail zaczyna się słowami... Poczekaj, nie.

Zaczyna się słowami ciężka historia.

Zostało wysłane coś specjalnie maila dla najnowszej.

Uwaga.

Cześć, ten adres e-mail został na chwilę zrobiony, żeby do was napisać.

Chcę opowiedzieć swoją historię.

Danej wiek niektórych osób jest zmieniony.

Jestem w wieku 28-32 lat.

Mam żonę, w cudzysłowie, oraz dziecko w wieku 3-5 lat.

Jestem uzależniony od narkotyków od 12 roku życia.

I nigdy mi to nie sprawiało problemów.

Pieniądze nigdy się mnie nie trzymały i pracowałem bardzo ciężko.

Na początku roku wróciłem do narkotyków.

Po jakichś 3-4 latach przerwy zaczęło się jak zwykle.

W połowie roku jak zwykle w mojej głowie był brak pieniędzy.

Wtedy pomyślałem, że znam ludzi, którzy mi pomogą, żeby zarobić pieniądze.

Trwało to około pół roku.

Przez te pół roku mój nauk narkotykowy wzrósł z raz na miesiąc do pół kilo na miesiąc.

nie wiem trochę czego, ale pół kilo na miesiąc, to mam nadzieję, że co najwyżej marihuana, bo nie wiem, jakie ilości, czego byś musiał przepierdalać, żeby tyle ten... No może to będzie rozwinięte.

I taki nauk trwał około pół roku.

Po prostu nie pamiętam kilku miesięcy swojego życia.

O kurwa, no bo to jest grube.

Wiem tylko, że dużo namieszałem w swoim i swojej rodziny życiu między majem a sierpniem 2023.

Trafiłem do aresztu tymczasowego, byłem tam pół roku, teraz czekam na bransoletę.

Byłem sam do sprawy, do wszystkiego się przyznałem.

Oczywiście zmieniło się to, gdy wyszedłem.

Już pierwszego dnia po wyjściu nie pamiętam.

O pierdole, o kurwa.

Gdy wróciłem do rodziny, dużo jak zwykle naobiecywałem.

Już jestem po wyroku, dwa lata więzienia.

W nawiasie, wyrok wstrzymany, czekam może uda się areszt domowy.

Jestem teraz ze swoją rodziną.

Niestety czasem nauk wygrywa, co mnie bardzo męczy.

Moja żona tego już czasem nie wytrzymuje.

Nie dziwię się.

A ja czuję się, jakbym chciał się nachapać i dalej żyć nałogiem, chociaż wiem, że nie powinienem.

Oczywiście chodzę na terapię dla uzależnionych.

Myślę, że to, co spotkało mnie w zamknięciu, w więzieniu, zmieni mnie, a jednak nie.

Przez to wszystko mam niesamowite fobie społeczne, boję się ludzi, nudzi mnie życie w takim sensie, że po prostu nie wiem, co robić.

Nie mam żadnych pasji, hobby czy cokolwiek.

Moja żona mówi, że powinienem opisać w książce to, co się działo przez okres ostatnich dwóch, trzech lat.

Chociaż nie wiem, czy wy zrozumiecie tą całą historię.

Czy jest to złe, że chce robić sobie dalej krzywdę?

Nie wiem, czy jest to jedna stutysięczna całej historii i dlaczego to napisałem.

Na terapii nie umiem rozmawiać z kimś w cztery oczy, więc chyba dlatego wolałem to może napisać.

Sam się zastanawiam.

Pozdrawiam.

B. Jest to historia prawdziwa.

Dzisiaj w Sądzie Okręgowym w Gdańsku został ustalony dla mnie dozór elektroniczny na dwa lata ograniczenia wolności, do którego przychylił się sędzia oraz prokurator.

Pozdrawiam.

No ludzie mają ciekawe życiorysy.

Ja pierdolę, ale mnie wyjebało.

Nie wiem, czy jesteśmy odpowiednim miejscem

Jeżeli to jest historia prawdziwa, do tego typu rzeczy.

Natomiast to, co jest uderzające, to ilość wątków i problemów, w której jesteś.

Nie wiem, ja czuję, że powinniśmy się przygotować do tego i zrobić jakąś konsultację z psychoterapeutą albo z zespołem, zanim my cokolwiek powiemy.

Nie wiem, czy aż tak, bo ja bardziej mam takie trochę podejście na zasadzie, taką rozkminę miałem, jakie rzeczy ludzie pchają do nałogu, czyli że potem szukają dramatycznej motywacji nawet w postaci więzienia, że myślą, że to go odmieni, gdzieś tam rodzina.

Ale w ogóle zwróć uwagę, od dwunastego roku życia

To jest w ogóle w sensie jak otoczenie twoje, nie wiem, rodzina, znajomi, nie wiem kto tam, oj przepraszam, było cały czas to na ekranie.

W młodym wieku zobacz w ogóle, jak to rozpierdala życie.

I to się wszystko nakręcało znowu po raz kolejny i to jest ta kaskada różnych zdarzeń, natomiast no chyba na przykład mi się tak wydaje, że gdybym był jakimś takim psychoterapeutą, to najbardziej by mnie intrygowało to, jaka jest geneza tego, że ciągle go to pcha w ten nałóg.

I myślę, że to dla wielu osób jest takie pytanie, że to nie chodzi o to, żeby nagle magicznie przestać ćpać,

Tylko, że bardziej jest kwestia zrozumieć, dlaczego to robisz, czego ci brakuje, co cię do tego popchnęło i na tej podstawie wyciągnąć wnioski, nie?

Czyli żebyś zrozumiał ten proces, który się dzieje, a nie nagle stwierdził, że nie wiem, magicznie się to wydarzy.

I teraz to, co on powiedział o tym, że nie potrafi za bardzo tam rozmawiać na terapii, tak, o tych rzeczach z kimś twarzą w twarz, no to też nie wróży zbyt dobrze, bo uważam, że to jest podstawa tego, żeby jednak się odtworzyć przed kimś.

To nie dla, nie wiem, kariery tego terapeuty robisz, tylko jak najbardziej dla siebie, żeby zrozumieć, dlaczego twoje życie tak wygląda i tak się potoczyło.

Ale zobacz, jak ogromny wstyd musisz czuć za swoje życie, że wstydzisz się tego powiedzieć nawet terapeucie, że to zobacz, ile tam emocji musicie kotować, bo to nie jest tak, że jak to robisz...

to wiesz, to nie czujesz, to wiesz, że krzywdzisz swoich bliskich, wiesz, co odpierdalasz i jest ci tak wstyd.

No to czuć w tym mailu, nie?

To czuć, to czuć, że to jest straszne, że ten koncept, że to cię jeszcze drzewa do środka, a zobacz, jak musi cię to rozpierdalać, że jest ci wstyd, wiesz, że robisz źle, wiesz, że krzywdzisz ludzi dookoła, a pomimo tego nadal to robisz.

Ale wiesz co, z jednej strony tak, z drugiej strony jakbym miał szukać czegoś optymistycznego w tym.

to uważam, że to, że on jeszcze ma taką refleksję nad tym, to znaczy, że jeszcze jest szansa.

Ja uważam, że jest szansa dzięki temu, bo gdyby już był tak spaczony tym wszystkim, co się wydarzyło, że miałby wyjebane, to uważam, że byłoby dużo ciężej.

Absolutnie z tego typu rzeczy da się wyjść.

Nie wiem, czy to będzie historia pomocna, bądź w jakikolwiek sposób inspirująca, bądź trafi w to, co dotyczy twojego życia, ale jest myślę, że warta dla ciebie do zapoznania się.

Jest historia Jerzego Górskiego, najlepszy, książka i film na ten temat powstały, który był heroinistą i w momencie, w którym dwójka...

Sorry, moje bawienie się rzeczami.

Który był heroinistą i generalnie był na dnie życiowym.

I on się ocknął w momencie, kiedy osoba, z którą ćpał, przedawkowała i zmarła na jego oczach.

To był moment, w którym on dostał impuls.

żeby pójść, wiesz, na terapię, na odwyk i tak bardzo mocno wejść w ten temat.

Później uzależnił się od sportu, że tak powiem, czyli, wiesz, tę swoją tendencję do nałogów przekuł po prostu na uzależnianie się od czegoś, co w inny sposób dawało te hormony, do których takiego organizmu lgnął, bo to często...

Nasza tendencja do wpadania w nałogi jest trochę określona genetycznie i przez nasze dzieciństwo.

I to są częste historie, że osoby, które wychodzą z nałogów, wchodzą maniakalnie w inne zachowania, które po prostu są dla nich lepsze.

Właśnie typu sport.

Jeżeli mógłbym polecić, to polecam Ci tę historię, że może ona coś Ci pomoże, chociaż to jest wierzchołek góry lodowej i bardzo płytkie podejście do tematu, ale właśnie nie jesteśmy miejscem, które da Ci odpowiedzi i Ci pomoże.

Na pewno terapia, nie tylko chyba odwykowa, taka grupowa, gdzieś tego rodzaju, tylko bardzo intensywna praca z terapeutą.

Może leczenie psychiatryczne, jakieś takie, które jakimiś lekami pozwoli ci się dźwignąć?

Tak, no jak rozumiem, jemu wiesz, zależy na tej rodzinie, no wspominał wielokrotnie o tych osobach, czyli no ma gdzieś tam tę formę motywacji, że są ludzie, na których mu zależy i ogólnie tym elementem, który wspomniałeś, że teraz nie czujesz jakiejś takiej motywacji, że gdzieś tam nie masz zainteresowań i tak dalej, to ja uważam, że...

zdziwiłbym się, jakbyś miał po tym wszystkim, co się wydarzyło, jaki koktajl miałeś hormonalny i wszystkich innych rzeczy, które się działy w twoim organizmie przy tak długim ćpaniu.

Od tak młodego wieku, bo to, że ty podejmujesz decyzje, jakie podejmujesz, to nie wiem, no trzeba by oczywiście psychiatrę specjalistę wziąć.

Nie wiem też, jaka używka, bo tutaj nie padło.

No ale zakładam, że to niesamowicie rozregulowuje ci ośrodek nagrody, cały system hormonalny, cały organizm jest chory po prostu w tym momencie i to...

że ty nie jesteś w stanie znaleźć szczęścia w innych rzeczach i uciekasz w to, to jakby absolutnie jest konsekwencja tego, co się wydarzyło w młodym wieku.

I myślę, to może nie jest pocieszające, co mówię, ale myślę, że jakby pewne zmiany w mózgu pewnie są nieodwracalne.

Natomiast, tak jak ty jakby, Rewo, powiedziałeś, że jakby sam fakt refleksji okresów, bo jak dobrze pamiętam z tego maila, no to jakby miałeś takie okresy, kiedy tego nie robiłeś.

to to jakby jest możliwe do przerobienia.

Czy to będą twoje demony jakby for life?

Tak, to jest prawdopodobnie terapia do końca życia, ale myślę, że jakby jest także przy odpowiednim wsparciu i pracy, no można z tym żyć tak jakby i może po prostu poznać te mechanizmy, które w tobie zachodzą.

i spróbować je zaprzęgnąć do czegoś innego, chociaż walka z narkotykami jest kurewsko ciężka, bo to jest coś, co ma nad tobą taką władzę, że... Tak, ale uważam, że serio, to jest podstawa, że musisz zrozumieć, może nawet, nie wiem, żebyś taką sobie ciekawość wzbudził, nie?

Żebyś czaił, dlaczego to się wydarzyło, bo to jest, moim zdaniem, podstawa do tego, żeby po prostu zacząć żyć inaczej.

Ja czuję, że... Znaczy, jestem tak zgnieciony tą historią, że czuję, że cokolwiek nie powiemy, to to jest takie spizdy,

że dwóch ziomków na YouTubie, że my za krótcy jesteśmy na to.

Trochę tak, ale z drugiej strony, wiesz, są różne jakieś tam dramaty i wydaje mi się, że często ten schemat i takie pewne ogólne prawdy na zasadzie zrozum, dlaczego coś się dzieje, dlaczego w dany sposób postępujesz, że to jest wstępem do zmiany, no to zwykle tak jest.

Nie, no to jest w ogóle mega, że w ogóle po pierwsze widzisz problem, po drugie wysyłasz prośbę o pomoc.

To jest zajebiste, bo ja miałem w swoim otoczeniu osoby uzależnione od narkotyków i największy problem jest taki, że w momencie, w którym zwracasz uwagę, że to jest problem, to jesteś odcinany z grona znajomych.

A w kręgu bliskich pozostają osoby akceptujące, to najlepiej takie, z którymi się dobrze ćpa.

Wydaje mi się, że kilkukrotnie przytaczałem tą opowieść, a może to będzie dobra rada.

Kilkukrotnie przytaczałem już tę opowieść na zgrzycie w kontekście tego, jak nasze otoczenie wpływa na nasze zachowania, że często środowisko, które akceptuje to, co robisz, jest dużym czynnikiem, który utrzymuje cię w tych nawykach.

Więc jeżeli coś może pomóc,

jeżeli miewasz te takie momenty otrzeźwienia, w którym chcesz coś z tym zrobić, polecam użyć tej energii do podejmowania pewnych decyzji, które będą trudne do odwrócenia, które będą cię wspierać w tym, żeby nie tkww nałogu.

To mam na myśli, jak chcesz przejść na dietę, to wypierdol słodycze z chaty.

Że pójść do sklepu po słodycze jest ci trudniej niż wyjąć je z szafki, tak?

Nie wiem, jak masz te momenty otrzeźwienia, wyrzuć wszystko z domu, co masz.

Jeżeli masz, nie wiem, spójrz to w kiblu, wypierdol, zrób tym cokolwiek.

Pierwsza rzecz, czyli nie miej tego w swoim otoczeniu.

Druga rzecz, że pewnie na terapię uzależnień to przerabiasz, ale druga rzecz, moim zdaniem dużym czynnikiem byłoby wykluczenie ze swojego życia wszystkich osób, które...

trzymają Cię w tym nałogu, czyli na przykład ćpają z Tobą, mówią Ci, że to jest nic złego, wspierają Cię w tym, dostarczają Ci towar, masz te momenty trzeźwości, usuwaj te osoby ze swojego życia i spróbuj to zrobić w sposób bezpowrotny, paląc most, bo chodzi o to, żebyś... Bo to jest tak, że będziesz miał te ups and downs, nie?

I chodzi, że w tych momentach, w którym jesteś na górze, możesz podjąć decyzję, żeby uniemożliwić sobie, kiedy będziesz miał trudniejszy moment...

Podjęcie jakichś działań i sięgnięcie po kolejną dawkę.

Żeby na dno znowu się tam zajęłaś.

Dokładnie, wiesz co chodzi.

I jakby na tym często odwyki polegają, że zamykają cię siłowo, żebyś mógł przejść przez ten moment, kiedy twój mózg się leczy i jakby wychodzi z mechanizmu uzależnienia.

Możesz próbować takie decyzje podejmować.

I to myślę, że może być cenna rada, która jakoś pomoże, bo musisz mieć świadomość, że twoje otoczenie...

Ma na ciebie ogromny wpływ, nie?

I możesz próbować świadomie nim zarządzać w taki sposób, żeby ułatwiało ci utrzymywanie się w tej czystości.

Tak, no i wiadomo, że to jest gdzieś tam w tym wszystkim kwestia motywacji i nawet jeżeli, na przykład, nie wiem, sobą jesteś na tyle zawiedziony, że tej motywacji nie czujesz, no to szukaj jej gdziekolwiek indziej, nie?

W sensie nawet w kontekście, nie wiem, że chcesz, żeby twój syn miał lepsze życie niż ty, tak?

To jest dobra motywacja.

Tak, żeby nie miał takich nawyków, albo właśnie, żeby ze względu na wszystkie rzeczy, które działy się wokół ciebie, nie powielał tego schematu.

Więc szukaj motywacji gdziekolwiek, jak nie masz jej, walcz o samego siebie nawet.

To jest dobra motywacja.

W sensie dzieci są często dobrą motywacją do zmian.

Ja też tu podrzucę, to jest szczególnie istotne, że dzieci nie słuchają tego, co mówisz, tylko patrzą, co robisz i to powielają.

Więc jeżeli chcesz naprawdę mu pomóc i o niego zadbać, to tutaj ta walka z samym sobą to będzie dobra metoda.

Więc może to niech będzie jakaś motywacja i jakaś taka iskra może, która cię... Wiem, że dobra, chuj, może to wszystko, wiesz, tak trochę płytko... Że pierdolimy, wiadomo, ale jesteśmy dwójką randomów.

Tak, ale z drugiej strony też mam wrażenie, że niektóre takie prawdy są proste i nie chodzi o to, żeby one brzmiały jakoś super egzotycznie, nie?

Być może ktoś nawet sobie tego słuchał, co tu gadamy, nie ma tak hardkorowej sytuacji, a tak sobie pokminił i mówi w sumie.

Czasami potrzebujemy usłyszeć to jedno zdanie, które nas ruszy i to ono wywoła lawinę.

Często jak na terapii gdzieś pracowałem nad różnymi aspektami, to było tak, że jakiś temat stary mieliłem rok,

I dostawałem to jedno zdanie, które nagle otwierało mi wszystko.

Rzecz, o której ja wiedziałem, logicznie tu w głowie, od długiego czasu nagle, że tak powiem, wchodziła w ciało, osadzała się i czułem takie, że wreszcie tak głęboko zrozumiałem pewien proces.

Tak, czasami to jest dobry timing, że możesz nawet potem, jakbyś przeanalizował swoje życie, że już to słyszałeś, ale w dobrym momencie to wleci.

Od odpowiedniej.

Od odpowiedniej osoby, nie wiem, jakaś jest atmosfera, a ty masz taki, a nie inny dzień, po prostu.

No ale gadając o tym, bo to też jest terapia, gadając o tym, czy ogólnie stawiając na jakiś taki samorozwój, no jest większa szansa, że trafisz na ten moment, po prostu, że to się wydarzy.

Tak, i ja też może szerzej powiem, jeżeli tutaj ktoś jest widzem, słuchaczem i też boryka się z tego typu rzeczami, to też może cię wyciągnąć z tego dla siebie jakieś

No albo coś podrzucić, jeżeli ktoś miał taką historię i możecie coś więcej.

Może i wyszedł na przykład z tego.

Tak, i możecie, macie jakiś bardziej inside ogląd i większe doświadczenie.

Znaczy to nie jest trudne mieć większe od nas, ale no mimo wszystko to i macie jakieś dobre rady, to pewnie ta osoba wysyłająca maila będzie tego słuchać, oglądać, to może przeczyta i może coś od was trafi, nie?

Ale no tak, no taki... To mocno weszło.

Ja się nie spodziewałem, jak zaczynałem... No się rozwijała historia, wiesz, zwykle te historie już ogólnie tam, wiesz, więzienie, coś.

No to już jest tak jakby, a tutaj jeszcze cała opowieść dookoła, nie?

No, więc to jest ciężkie i dziękujemy za podzielenie się, ale to zgniotło.

To zgniotło mocno i mówię, ja się naprawdę poczułem za krótki na te przejścia, jeżeli chodzi o...

Ociężar taki gatunkowy tej historii.

Trochę nie spodziewałem się, że będziemy tego typu rzeczy też tu poruszać.

No różne, no wiesz.

Czasem będzie pewnie bardziej śmiesznie, czasem się coś też ponabijamy, czasem poważniej.

Trochę koty w tle psują klimat, ale musicie wybaczyć.

Uwaga, historia zatytułowana Czy jestem dupkiem?

Drodzy rewo i gimperze.

I to pyta pani, co ciekawe, czy jestem dupkiem.

Wasz nowy podcastowy segment bardzo kojarzy mi się ze słynnym Am I the Asshole z Reddita.

Pewnie wiecie, co to jest, ale na wszelki wypadek krótko wytłumaczę.

Użytkownicy Reddita opisują historie tytułowane na przykład, czy jestem dupkiem, bo przymierzyłam suknię ślubną narzeczonej mojego brata.

Chciałbym więc w podobny sposób rozpocząć moją historię.

Dziękujemy za uwagę, to był podcast Grzyt.

Ja, kobieta 27 lat, zdradziłam swojego byłego 6 lat temu.

Czyli miałeś 21 wtedy, rozumiem, okej.

Nazwijmy go Kamil.

Nasz związek rozpoczął się, gdy oboje mieliśmy po 20 lat.

Był to dla mnie trudny czas, bo pół roku wcześniej zmarł ktoś bardzo mi bliski.

Zaczęłam zaniedbywać studia i własne zdrowie.

Wtedy odnowiłam kontakt z kolegą z liceum i zaczęliśmy się spotykać.

Kamil nigdy nie podobał mi się fizycznie, ale dobrze się nam rozmawiało i pozwalał trochę oderwać się od rzeczywistości.

Czysto egoistycznie wykorzystałam go, aby trochę poprawić sobie humor, a nawet pierwsza go pocałowałam.

Okej, czyli świadomie.

Ja właśnie chciałem powiedzieć, że egoistycznie pewnie z nim weszłaś w związek i go zraniłaś.

Jest świadomość.

Nasze spotkania zaczęły zdarzać się coraz częściej, aż w końcu przerodziło się to w mój pierwszy, powiedzmy, poważny związek.

Zacząłem wkręcać się w te relacje już na tle mniej egoistycznym.

Jednak Kamil zaczął pokazywać swoją prawdziwą twarz.

Mieszkaliśmy w innych miastach i to ja do niego jeździłam co drugi weekend, a on przez cały rok przyjechał do mnie dwa razy.

Oddałam mu dziewictwo, a on bezczelnie chwalił się tym swoim kolegom.

Dochodziło do sytuacji, że będąc u niego w studenckim mieszkaniu, zamknięci we dwójkę w sypialni, otrzymywałem instrukcję, by głośniej krzyczeć, żeby koledzy usłyszeli, jak mocno się ruchamy.

Boże, jaki cringe, kurwa.

Widać, że taki szczeniacki związek w chuj, nie?

Ale dobrze, no bo jakoś tam wie, jak wszystko osadzone.

Wszystko osadzone w konstekście, tak.

Czasami kazał mi przywodzić szpilki, bo lubił, gdy miałem je na sobie podczas stosunku.

No pozwalam sobie, no co?

Trochę znuzować atmosferkę chciałem, no bo ten... Szpilki git.

No nie wiem, tylko się dziwiłem, że tak spropsowałeś od razu.

Kazał mi robić sobie mocny makijaż... A, to jak już kazał... A, no właśnie, poczekaj, no bo kazał mi to nieładnie.

Mógłby w sumie poprosić, bo bardzo lubi.

Kazał mi robić sobie mocny makijaż, po czym sam go rozmazywał i gdy szłam do łazienki mówił, żebym się nie przestraszyła swojego odbicia w lustrze, bo właśnie tak mam wyglądać.

Zmuszał mnie do wysyłania mu nagich fotek, pomimo, że byłam temu mocno przeciwna i bałam się o ich wypłynięcie.

Gdy nie zgadzałam się na to, Kamil obrażał się i mówił, że to oznacza, że go nie kocham.

Dobra, przepraszam, cofam, że spropsowałem cokolwiek.

Wytnijcie to w montażu, zablurujcie mnie.

Nie wycinajcie!

Dla świętego spokoju zacząłem po prostu wykonywać jego polecenia.

Oprócz tego Kamil był chorobliwie zazdrosny.

Gdy nie odbierałam od niego telefonu, dzwonił do mojej siostry pytać, czy przypadkiem nie wyszłam na jakąś imprezę.

Obrażał się na mnie o takie pierdoły, że po pewnym czasie nauczyłam się przewidywać, co chciałby usłyszeć i dawać mu właśnie taką odpowiedź.

Tylko w jednej sprawie nie pozostawiałam mu złudzeń, a mianowicie w perspektywie małżeństwa.

Często mówił, że chciałby, żebym kiedyś została jego żoną.

Odpowiadałam, że nie wierzę w małżeństwo i nie chcę nigdy zostać niczyją żoną.

Pewnego dnia po niecałym roku związku z Kamilem poznałam kogoś, naz

Nie od razu mnie zauroczył, ale przyznam, że coś w nim przykuło moją uwagę.

O, nie spodziewałem się.

Miałem też świetne poczucie humoru i miałem wrażenie, że rozumie mnie jak nikt inny.

Zaczęliśmy coraz więcej rozmawiać, co oczywiście ukrywałam przed Kamilem.

Patryk dawał mi taki spokój, jakiego dawno nie czułam.

Trochę strasznie to brzmi, ale Patryk w tamtym okresie również był w związku.

Ale festiwal.

Po tej nocy umówiliśmy się, że zerwiemy ze swoimi partnerami.

Nie tylko zdradziłam Kamila, ale też okłamałam go w sprawie małżeństwa.

Kilka miesięcy temu złożyłam przysięgę Patrykowi.

Tak więc, czy jestem dupkiem, bo zdradziłam mojego byłego chłopaka?

Pozdrawiam wszystkich.

ale tak strzelę, że będą się o nią kłócić ludzie w komentarzach.

Uważam, że ma aspekty, które wiele osób może w różny sposób interpretować i oceniać.

Oczywiście.

Ale przyjmujemy, że tak właśnie wyglądała.

Ja rozumiem, tylko też chodzi mi bardziej o ten aspekt taki, że na przykład jak ona używa zwrotu kazał w stosunku do tego, jak on mógł to przedstawiać na przykład.

A to, co ona przyjmowała za nakaz, bo chciała się dopasować, a nie chciała się sprzeciwić i tak dalej.

Nie wiemy, jak dokładnie było komunikacyjne.

Tak, natomiast mnie rozbroiło, jakby zacząłem widzieć ten schemat, że w tamtym czasie zmarł jej ktoś bliski i szukając jakiegoś pocieszenia, odwrócenia uwagi, weszła w relację i potem będąc w nieszczęśliwej relacji, szukając rozproszenia, weszła w kolejną relację.

Jeszcze nie kończąc tamtej, to już był swój nogą.

Ale że zacząłem dostrzegać ten schemat, że jak coś się u niej dzieje źle, to wskakuje w jakiś...

Związek, nie?

Znaczy ucieka w coś innego.

I raczej, czy mnie to dziwi?

Nie dziwi mnie to.

Ziobro zaskoczenia, że tak powiem.

Czy schematycznie, relacyjnie ma to bardzo duży sens, co się wydarzyło?

Szczególnie, jeżeli uciekasz z relacji, gdzie jesteś nieszczęśliwa i...

Pojawia się na horyzoncie ten, który jest ostoją bezpieczeństwa dla ciebie.

Ale to się tak wpisuje w te historie redpiloww różnych, że tam często podbijają ten wątek, że kobieta nie zmieni partnera, póki nie ma drugiej mety, wiesz, już zapewnionej, nie?

Okej, ale mówię, że w tych środowiskach to jest tak często mielony motyw, bo też na Twitterze, jak mam te sprawy te około tam związkowe, to też algorytm pcha tam te treści.

Oczywiście, bo się często boją i nie potrafią tego zrobić, są za słabe.

Tak, i że dopiero jak już są pewne... Z jedną nogą tu, drugą tam.

Tak, to wtedy tu zamykają, a tutaj już... Mężczyźni też to robią.

Drodzy redpilowcy, mężczyźni też to robią.

Znaczy, poczekaj, ja to sprecyzuję do tego, że ja mam takie wrażenie, że ona pytając, czy jest z dupkiem, to szuka takiego usprawiedliwienia, że mogła zdradzić, bo ten był dla niej niemiły, nie?

Czy tam, bo ją do czegoś zmuszał w takim sensie, że nie traktował ją poważnie.

Czy powinnaś to zrobić w inny sposób?

Czy byłaś do tego zdolna w tamtym momencie?

No to musisz sama sobie już odpowiedzieć, nie?

Znaczy czy przemocowy partner usprawiedliwia to, co zrobiłaś?

Pewnie nie, że pewnie jakby, jakbyśmy chcieli tak stanąć z boku i bardzo poprawnie to ocenić, to byśmy powiedzieli, że nie.

Czy dziwi mnie mechanizm, że czułaś się, że jesteś zgłębiona, nie masz prawa do własnego zdania i że jesteś spuszowana i że go zdradziłaś?

Nie, nie dziwi mnie, to jest częsty motyw, że to jest sposób, że ludzie, jak są, tak, kaktus jest uroczy, to jest dosyć częsty motyw, że ludzie, którzy są tacy zgnojeni w relacji,

nie umieją z niej uciec inaczej niż w ten sposób.

To jest klasyk, natomiast ja też zwrócę uwagę, że może trochę dostałaś karmę, bo sama się w nią władowałaś z egoistycznych pobudek, nie?

Więc...

No tak, no bo ja bardziej tak rozpatrywałem to też w takim aspekcie, że geneza tej relacji była taka, że ona jest świadoma, co zrobiła i dlaczego w ogóle w to weszła.

Potem się okazało, że się wkręciła i się to rozwinęło.

I... I wkręciła się za bardzo.

Wkręciła się za bardzo, tak.

Może żyjąc trochę wyobrażeniem tego gościa w finale nie wiedziała jak z tego zrezygnować.

Może to był całkiem niezłe rozproszenie mimo wszystko w tej relacji.

No ciekaw jestem jakby tego motywu, że bardzo mocno chciała się dopasowywać do tego typa, że przewidywała jaka odpowiedź mu się spodoba.

Znaczy widać, że on też jest charakterem silnym, który na pewno chce partnerkę w związku, która będzie absolutnie podporządkowana, co też jest pewnie...

jest tematem do przepracowania i nie jest zbyt zdrowe.

Chyba, że to jest jakoś przekoloryzowana historia.

Nie wiemy.

Tylko dlaczego ona w takim razie, czemu ona tego potrzebowała, nie?

Czemu ona tego potrzebowała?

Czemu w to weszła?

Że może to też jej dawało jakieś, wiesz, rozproszenie, nie?

Że te emocje, które to powodowało, też, wiesz, ten aż miała dosyć i stwierdziła, dobra, elo.

Nie wiem, czy tak było w tym przypadku, ale są też takie historie, w których...

Trochę nas to kręci, że nasz partner jest taki silny, a dopiero potem jak to eskaluje, to się orientujemy, o kurwa, to jednak nie jest takie fajne.

Są z jakiegoś powodu te schematy, które istnieją utarte stereotypowo kobiet, które na przykład szukają takich bardzo silnych mężczyzn.

potem trochę się orientują, że ma to też swoją ciemną stronę i dopiero dojrzewają do tego, że być może w takim razie jako stałego partnera warto poszukać kogoś, kto inne rzeczy wnosi do relacji.

Bo tam mi zabrakło też jednego elementu, czy na przykład mimo wszystko jakby realizując te jego fantazje, czy ten seks jej się podobał, nie?

W sensie, wiesz, czy jak ona się czuła po tym wszystkim ostatecznie?

Tak, i pytanie, jak się czuła z tym wtedy, a jak na to patrzy teraz?

No właśnie, nie?

Czy to też, no właśnie.

Nie, że jak to wszystko wpływało, czy właśnie ten element tkwienia w tym jest dla mnie strasznie intrygujący, no bo tutaj nie mamy jakiejś genezy tam, przynajmniej nie wiemy o tym, tak?

Dobra, bo wierzę, że jakby tego rodzaju seks, ostry powiedzmy z dominującym partnerem, jest czymś, co wiele osób może kręcić w jakiś sposób i lubią w ten sposób jakby współżyć, że to jest fajne dla nich.

Jeżeli w tym przypadku nie było jej zgody i ona czuła się do tego przymuszona, no to absolutnie dobrze, że zakończyła tę relację.

Wybrała do tego chujowy sposób, po ludzku, generalnie.

Dobra, jakbym miał ocenić z boku, to bym powiedział, że jest chujowo.

to bym jej powiedział, że wiesz co, kurwa, lepiej tak, niż jakbyś miała w tym siedzieć, chociaż to czuję, że się narażam bardzo na hejtrze, to mówię, ale... No moje stanowisko zna.

No wiesz, że ja w tym tekście z rady... Tak, w idealnym świecie ja bym sobie życzył, żeby ona powiedziała, słuchaj, to, to, to i to mi się nie podoba, zrywam,

dała sobie czas, żeby to przepracować, następnie dopiero zaangażowała się w nową relację i na czysto ze świeżą głową w to weszła.

Nie, no ale nawet w takim aspekcie, że poznajesz kogoś i już wiesz, że tam się skończyło i już na tym pierwszym etapie wychodzisz z tego, nie?

Nie czekasz, aż tam się rozwiniasz, sobie kurwa domek uwijecie i się już odpowiednio razy, tyle razy spotkacie, tylko że już... Tak by było fajnie.

I chcą trzymać linę z dwóch stron i dopiero przeskakują, jak czują się bezpieczni.

Czują się nie dość pewni siebie.

Nie mówię, że to dobrze.

wię, że rozumiem mechanizm.

Wyobraźmy sobie scenariusz, bo ja trochę jak słyszałem o tym, że przeskoczyła do innego gościa, że on się wydawał inny, to mówię, oho, ty też tak miałeś.

No, na pewno.

I teraz wiesz, moim zdaniem...

Ja bym obstawiał scenariusz, że gościa kolejnego, którego pozna, też będzie z nim nieszczęśliwa.

I zastanawiam się, czy to nie jest ta szansa jedna na milion, że ona akurat trafiła, że... Dobrze trafiła.

I wiesz, ale że to jest... Ja dlatego podrzuciłem temat, że tutaj właśnie może nie była kwestia właśnie jakiejś traumy, tylko może braku doświadczenia w relacjach, że faktycznie wrąbała się w coś, co jej nie odpowiadało i po prostu jak wyczuła okazję, to ją wykorzystała i dobrze dla niej wyszło.

Czy zachowała się przy okazji chujowo?

No tak, ale czy jakbym jej powiedział, że powinna cofnąć czas i zrobić to inaczej, nie doradziłbym jej, żeby zrobiła inaczej.

Ale to dlatego, że analiza wsteczna zawsze skuteczna.

Dziś wiemy, że dobrze wyszło, więc możesz z innej perspektywy na to spojrzeć.

Jakby w tamtym momencie się mnie zapytała, co ma zrobić, to bym powiedział, nie no, idź do Kamila, powiedz mu, mordo, nie jestem szczęśliwa, elo.

I poobserwuj trochę siebie i zobacz, czy na przykład fascynacja tym nowym ziomkiem nie wynika z tego, że tu jesteś nieszczęśliwa, on ci daje jakieś emocje.

Czy na przykład nie występuje zasada kontrastu, że ten ziomek jest stosunkowo normalny, a ty go stawiasz na piedestał, bo ty twisz w takiej relacji, która jest toksyczna.

Dokładnie, że wiesz, poobserwuj to sobie, daj sobie czas, tak bym doradził.

Nie wiem, jakby wyszło.

Czy Patryk by poczekał, czy by w tym czasie znalazł inną, a ona by się bujała?

Ciężko powiedzieć.

Ale ja i tak uważam, że wiesz...

no to wiadomo, każdy decyduje o swoim życiu, ale mimo wszystko zamiast liczyć na jakiś, wiesz, złoty strzał, że akurat w twoim wypadku się uda, to jednak bym bardziej stawiał na pewne schematy, w jakich ludzie funkcjonują i to, co powiedziałeś o tym, że na przykład dobrze jest zrobić sobie przerwę pomiędzy jednym związkiem, a drugim, złapać taki dystans, spojrzeć trochę na to z lotu ptaka, a przede wszystkim ustabilizować się emocjonalnie, zanim się wejdzie w coś kolejnego, no to uważam, że to tak zasadniczo dla większości sytuacji i osób to jest najlepsze rozwiązanie.

To jest zdrowsze.

Ale czasami życie pisze taki scenariusz, że stajesz przed wyborem.

Zachować się poprawnie książkowo, czy pójść za emocją, za uczuciem, które się pojawiło.

I to są trudne wybory.

To są trudne wybory.

No bo ona pewnie nie planowała, że się pojawi ten ziomek i się w nim zakocha.

Jesteśmy generalnie emocjonalnymi zwierzami.

Taka jest prawda.

I większość z całych tych zwrotów akcji, wszystkiego, co się dzieje w życiach wielu ludzi, też tak czytam na Twitchu czasami, jak podrzucam takie tematy, to wynika z emocji.

Ludzie właśnie pod wpływem tego coś robią.

No i potem, wiesz, jak się uda...

Jak się nie uda, to wpadasz w jeszcze gorsze gówno i potem piszesz trochę inne maile, nie?

No właśnie.

No i to jest, wiesz, to czy ktoś chce ryzykować i jaką ścieżkę chce wybrać, no to już, wiesz, no zależy.

Czy tam, nie wiem, kto woli, czy biologia, czy Pan Bóg, to tam kto z jakiejś ścieżki woli, ale no tak mi się wydaje, że tak wrzucili te emocje, żeby nudno nie było, nie?

Bo tak jakbyśmy tak szli logiką w całym swoim życiu, to pewnie w większości sytuacji byśmy tak tutaj sobie analizujemy, powiedzieli tak, trzeba zastosować przerwę, zastanowić się.

Fajnie, jak jesteś zdystansowanym ziomkiem rozjebanym przez koty studiu.

i pierdolisz głupoty na YouTubie, to tak se możesz powiedzieć.

Ale nie, no, ale serio, ja zwykle do tego zachęcam, tak samo jak zobacz, że robimy to samo, omawiając jakieś dramy, że ludzie też tam odpalają pochodnie, widły już zabierają, a my mówimy, czekajcie, czekajcie, nie?

Zastanówcie się chwilę.

Tak, bo jest też kwestia, znaczy są też trochę dwie kwestie.

Co jest poprawnie politycznie powiedzieć w społeczeństwie i jaką ludzie mają wizję?

I tutaj czuję na przykład, że potencjalne... Wiesz, że ta decyzja, którą ta dziewczyna podjęła jest absolutnie niepopularna społecznie i spodziewam się w komentarzach raczej, że będzie jebana, że zachowała się jak Sean i zdradziła i że to było nie w porządku, że powinna zrobić inaczej.

Spodziewam się takiego odbioru.

Ale ja na to spojrzę jakby też w taki sposób, że uważam, że to nie jest czarno-białe, że...

Była kurwa słaba w tamtym momencie i może to był jedyny sposób, w jaki potrafiła uciec z gówna, w które się władowała.

Na własne życzenie, bo chciała być cwana i sobie przydybać chłopaka, żeby, wiesz, emocje ten, ale się wjebała wwno.

I często jest tak, że im dłużej trwamy w takiej relacji, tym trudniej nam jest z niej wyjść.

Wiesz, znam historię dobrego kolegi mojego, który był w relacji, w której był wielokrotnie zdradzany, gnębiony, poniżany, bity, był w wielu sytuacjach szantażowany emocjonalnie i on nie potrafił wyjść z tej relacji, przecież on z niej wychodził latami.

Zrywał, wracał, zrywał, wracał.

On się bał powiedzieć, że zrywa.

Nie był w stanie.

Jak przychodziło do tego, że on miał to zrobić, to mu gula stawała w gardle człowieku, rozpadał się emocjonalnie, zaczynał ryczeć.

A to nie był słaby psychicznie ziomek, tylko lata tej relacji go tak zgnoiły i tak mu rozjebały poczucie własnej wartości, że on nie był w stanie.

Ciekawi mnie też zawsze, jaki ładunek emocjonalny za tym stoi.

Czy na przykład, nie wiem, ludzie boją się samotności na przykład.

Na pewno.

Wiesz, że tam jaka mieszanka jest różnych rzeczy.

A wiesz, partner może ci też... To jest dużo rzeczy, że na przykład partner może ci minować poczucie własnej wartości w taki sposób, że dochodzisz do momentu, gdzie naprawdę...

boisz się wyjść z tej relacji.

Partner może cię odcinać od twoich znajomych, bliskich, rodziny.

Wiesz, właśnie tutaj ona mówiła, że on był... Też znam takie historie, gdzie partner jest kontrolujący i tak odcina cię od znajomych, od przyjaciółek, od rodziny, do wszystkiego ma pretensje i ty, jeżeli masz tendencję do bycia ofiarą, to możesz zgadzać się na te koncepty i budzisz się w sytuacji...

Ale powiem ci, że wiesz, może kiedyś jakiś mail będzie pod ten kontekst, to też podrzucę swoją jakąś tam opowieść, natomiast w takim kontekście, wiesz, nie obawiania się tego, że jesteś sam, nie?

To ja uważam, że to jest ogromna wartość i mimo, że to w jakiś sposób to było u mnie, był powiedzmy delikatnie brutalny,

to ja na przykład cieszę się, że miałem takie doświadczenie w życiu, że nie boję się być sam.

Ja uważam, że to jest ogromna wartość, że człowiek nie ma takiej obawy przed byciem samemu.

Myślę, że dużo dobrego, jak ty często opowiadasz o swoim dzieciństwie, to dużo dobrego rodzice ci generalnie wgrali do głowy, że...

Właśnie dzieci, które mają dom, gdzie mogą rozmawiać o emocjach, jest otwarta komunikacja, troska, świadomość, no później mają właśnie stabilne poczucie własnej wartości, brak tego typu lęków, że to dużo bardzo dobrych wzorców, że za to też fajnie jest edukujące, jeżeli tu też jacyś rodzice nas oglądają, podejrzewam, że tak, no to to też fajnie kontrastuje często, zobacz jak wielu rzeczy ty nie musiałeś przepracowywać sobie na terapii.

I dla ciebie to są absolutnie oczywiste koncepty, że tak jest, a jak jakiś pierdolnik w dzieciństwie może ci kompletnie to wypaczyć i później całe życie coś się zapobudzi.

Tak, tylko właśnie to jest też powalone, że w sumie póki nie działałem w internecie, też może takich tematów nie ruszałem, to ja ze swojej perspektywy miałem takie wrażenie, że to tak plus minus, no wiadomo, że nie ten sam scenariusz, ale że większość osób przechodzi.

A potem dopiero, jak się z tym skonfrontowałem w większej skali...

to zrozumiałem, że to jest coś, co tym bardziej warto jakoś docenić.

Absolutnie wygrałeś na loterii.

Akurat w tym aspekcie tak.

Ale też z drugiej strony mam takie wrażenie, że przez to, że miałem na swój sposób w związku z tym wyjątkowe dzieciństwo i w ten sposób myślę, czy mam taką wizję świata,

to dlatego, że popularniejszy jest scenariusz jednak takiego czy innego rozpierdolu, to często się z ludźmi nie mogę jakby na tym polu skomunikować, bo dla nich ja jestem dziwny.

Że mam jakieś takie wartości, w sensie jak się temu przyjrzysz, to może to nie jest takie złe, ale dla tych wszystkich gdzieś tam w jakiś sposób poturbowanych przez życie, to jest takie, że jestem jakiś jebnięty, albo jakiś dalis.

I to też jest coś, czym ja na przykład się tam bardziej tak mierzę w kontekście pogłębiania swojego światopoglądu i konfrontacji z tymi rzeczami, że raczej świat nie jest cukierkowy.

I że raczej jest w tę stronę.

Dlatego też może jak słuchacie czasami, jak ktoś gadał i macie takie, no debil, no to... Już wiecie dlaczego.

Tak miał w życiu.

Także ogólnie historia ciekawa.

Ja bym powiedział, że jest takim dupeczkiem.

No ja powiem tak.

Nie, no ja uważam, że chujowo mimo wszystko.

W sensie rozumiem, że ludzie są na różnym etapie jakichś relacji.

Rozumiem, że mają różną dojrzałość, ale mimo wszystko myślę, że trzeba zamykać jeden etap, żeby zacząć nowy.

Natomiast mimo wszystko uważam, że nie ma usprawiedliwienia dla zdradzania.

I nawet jak się jest w takiej relacji, po prostu trzeba z tego wyjść, zakończyć.

I nawet ja mimo wszystko, mimo tego scenariusza, który tutaj był, że happy end, to i tak zalecam najpierw trochę sobie tam w głowie poukładać.

Zerwać, wziąć rozwód i weź ten, ogarnij się.

Ja wiem, że to może znowu tak brzmi, ale no nie wiem, no mam akurat w temacie z rady zero jedynkowe podejście, że nie umiem tego w żaden sposób usprawiedliwić.

W pełni rozumiem, że ludzie się zmieniają, rozumiem, że mogą się nie dograć i tak dalej, ale po to jest ta możliwość zakończenia relacji, żeby z tego skorzystać i wchodzić z czystą głową w coś nowego.

Dlatego mówię, ten scenariusz, żeby tego nie brać jako coś powszechnego, to jest wyjątkowy scenariusz, bo też bardzo często to jest ten aspekt, że jak nie domkniesz tamtej relacji, a wskakujesz w kolejną, to nadal masz ten pierdolnik.

Oczywiście to jest niezdrowe, też wchodzisz z bagażem do nowej relacji.

I oczywiście, no może trafisz znowu, wchodząc w loterię, w jakiegoś wyrozumiałego partnera, czy partnerkę, która będzie cię w tym rozumieć, wspierać, da ci przestrzeń, ale równie dobrze znowu w teoretycznie relacji, która mogłaby fajnie wypalić, gdybyś dał trochę czasu sobie, no ją spierdzielisz.

Dobra, to ja powiem tak, ja powiem inaczej, że dla mnie w ogóle nie ma znaczenia, czy kolejny związek okazał się szczęśliwy, czy nieszczęśliwy.

I nie popieram tego, co zrobiłaś, ale nie winię cię za to.

To znaczy kumam koncept, że ktoś się czuje stłamszony, zgaszony, dojebany w relacji, że nie ma przestrzeni dla siebie i robi coś chujowego, bo nie umie inaczej z niej uciec.

I jakby mam do tego jakąś dozę wyrozumiałości, że po prostu sam nie wiem, jak bym się zachoww tym temacie.

To oczywiście kompletnie inny temat.

Zupełnie to jest trochę tak, jak dyskutuje się czasami o powstaniu warszawskim i my często z naszej, wiesz, sytuacji tak na chłodno, ze szczęśliwych żyć, oceniamy, czy mądrze ci powstańcy zrobili, czy nie mądrze.

Tylko, że oni to robili w chuj w afekcie.

bo byli, to Boguś Linda kiedyś powiedział, ci ludzie byli wkurwieni, zgnojeni, sfrustrowani i wtedy nie zawsze człowiek robi mądre rzeczy, tylko po prostu czasami chce dać upust tej frustracji i czy to była najmądrzejsza decyzja na świecie w tym momencie do podjęcia?

Prawdopodobnie nie.

A raczej na pewno nie.

Ale czy... I to należy winić dowództwo, że podjęło taką decyzję.

Ale czy byłbym w stanie winić tych ludzi, którzy poszli hura na Niemca walczyć o Warszawę?

Absolutnie nie jestem w stanie ich winić.

Że w tym momencie nie powiedzieli sobie to nie jest racjonalne, kochani, zostańmy w domu.

Nie, oni byli tak wkurwieni, że absolutnie ich rozumiem, pomimo, że to była zła decyzja.

Że to było błędem, żeby to zrobić, ale nie jestem w stanie winić tych osób, bo rozumiem ich emocje.

I tu znamy oczywiście perspektywę jednej strony, ale zakładając wariant, że jest prawdziwa...

No na potrzeby tej rzeczy musimy trochę, bo wiadomo, że znowu byłoby wiele pytań, na przykład jak ten ziomek w tamtym momencie oceniał relację, czy na przykład przez pryzmat jakiejś jej uległości, czy on miał zakrzywionego obrazu tego, co się dzieje.

A bardzo możliwe, że on by powiedział, wiesz co, że on był przekonany, że jej się to podobało, że ona nie komunikowała się, a ona powie, no ja byłam zbyt przestraszona, żeby mówić, a on powie, nie no, wydawało mi się, że jest okej.

Że on w ogóle nie zakłada.

Mogło tak być, więc dlatego wiadomo, mamy gdzieś tam perspektywę jednej strony, ocenę też zwykle z perspektywy czasu, bo nie każda rzecz, tak jak w tym wypadku, jest na bieżąco, tylko też ktoś sobie trochę wspomina, a jakby ze wspomniami też różnie bywa i czasami też podkręcają ludzie.

Tylko śmieszne jest to, że czasami podkręcają tak, że trochę sami sobie odpowiadają, a czasami jest tak, że trochę się usprawiedliwiają.

Tutaj czuć trochę vibe usprawiedliwiania się w tej historii też, ale nie mamy jak zweryfikować tych rzeczy.

Ja tylko o tych złych rzeczach z tym chłopakiem, nie mówię o tym, w czym był dobry.

No czy nie o coś tam rzuciła, że z charakteru się dogrywali, a no tak było tak lakonicznie na zasadzie, no dlaczego w ogóle coś tam się ci wydarzyło.

No, ja lubię też, ostatnia rzecz już, bo powinniśmy kończyć, ja lubię, często jak wchodziłem w nowe relacje, to bardzo uważnie słuchałem, jak potencjalna partnerka wypowiada się o swoich byłych.

to w chuj mówi o tym, jaką ktoś jest osobą, tak mi się wydaje.

I jest pięknym prognostykiem na to, czego możecie się spodziewać.

Bardzo, bardzo polecam zwrócić na to uwagę, bo jak widzicie, że laska na przykład wyłącznie złe rzeczy mówi o swoich byłych i oni byli wszystkiemu winni,

to uważajcie, tak powiem, co do zasady.

Czy wy potem nie zostaniecie tym złym, toksycznym byłem?

Tak, akurat w tym odcinku trudniejsze tematy się tak wylosowały, można powiedzieć.

Ja w ogóle czuję, że tak gęsto tutaj jest.

Ja myślałem, w ogóle planowałem, że to będą takie luźne gadki o... Bo i będą pewnie takie odcinki.

Pewnie będą też takie odcinki.

Ten się taki wylosował.

No nic, ale to mówię, no dzisiaj taki klimat, mamy nadzieję, że ją wszystko sobie przesłuchaliście.

Że to, co powiedzieliśmy, było jakoś wartościowe tam.

Ja czuję dużą wagę w ogóle tych odcinków, żebyśmy głupot nie napierdolili, nie?

Bo to jest odpowiedzialność duża tych, mi się wydaje, że miała być lulzowa taka seria o... Mi się podoba jedna rzecz, że przynajmniej na ten moment, też dwa odcinki, ale mam wrażenie, że nie stajemy po żadnej stronie, jeżeli chodzi o płeć.

A niestety w pewnych programach da się to wyczuć.

Ja też podoba mi się, że pomimo, że mam wrażenie, że obaj kompletnie inaczej funkcjonujemy i inne rzeczy są dla nas ważne w relacjach i inne rzeczy nas bolą, mamy różną wrażliwość na pewne tematy, to są pewne takie uniwersalne pryncypie, co do których się zgadzamy.

które są podstawą tych wszystkich rzeczy, niezależnie od tego, na jakie zasady potem się w związku umawiacie z partnerką.

Nie wiem, jakoś mnie to cieszy, że potem stajemy trochę w jednej linii.

Tak, ostatecznie tak, choć pewnie będą takie tematy, gdzie nie do końca, bo jak nawet ruszaliśmy wcześniej wstępnie, to tak było, że czasami trochę światopoglądowo się ścieraliśmy, że nie do końca tak było.

Natomiast ja jestem cały czas w szoku, jak mi szybko czas leci, jak o tych rzeczach gadamy.

To jest popieprzone, to jest powalone, że tutaj drugi odcinek nagrywaliśmy.

Po tym pierwszym?

I tak samo, nagle patrzę na ten i mówię, już 40 minut.

Zobaczymy też jak wasz odbiór.

I zobaczymy, bo to nam łatwiej będzie jakieś zmiany ewentualne wprowadzać, nie?

No to dziękujemy wam bardzo serdecznie.

0:00
0:00