Mentionsy
Za Horyzontem. Tomasz Drozdek i jego muzyczne ścieżki
Szukaj w treści odcinka
Kto raz uczestniczył w wyprawie, włóczył się po bezdrożach świata, odkrywał miejsca nieznane, korzystał z gościny tubylców, poznawał smak zdobywania, ten nigdy już nie zadowoli się spacerem.
Tam, gdzie inni wbijają wzrok, zaczyna się jego podróż.
Dobry wieczór Państwu.
Zapraszam do wspólnego podróżowania za horyzontem.
Trwa karnawał.
Ciekawa jestem, czy wiele osób spośród naszych słuchaczy celebruje ten czas, czyli oddaje się zabawie, bo to przecież zabawka.
Kiedyś karnawałowe soboty były roztańczone, a my, tak pomyślałam sobie dzisiaj, możemy popodróżować z muzyką, czyli znaleźć muzyczne tropy za horyzontem.
To okazuje się nie jest trudne, ponieważ muzyka inspiruje, muzyka jest inna w każdej kulturze, w każdej stronie świata.
Bardzo często przywozimy jako pamiątkę z podróży właśnie muzykę, a ja dzisiaj ten wieczór spędzę na podróżowaniu z muzyką właśnie etniczną.
z osobą, którą Państwo bardzo dobrze znają, z muzykiem, który potrafi zagrać właściwie na każdym przedmiocie, ale też w każdym przedmiocie potrafi znaleźć instrument.
Tomasz Drozdek dzisiaj powiedzie nas w podróż za horyzontem.
Kompozytor, multi-instrumentalista etniczny, kolekcjoner rzadkich instrumentów z różnych stron świata.
Ciekawa jestem, czy też...
Grając na instrumencie z odległych obszarów naszej planety, odbywa się równocześnie podróż?
Oto jest pytanie, które dzisiaj zadamy naszemu przewodnikowi.
No to w drogę!
Można powiedzieć, że rozpoczęliśmy już podróż, bo dzisiejsza nasza podróż jest muzyczna.
Z takimi skojarzeniami to Afryka, prawda?
Naszym dzisiejszym przewodnikiem za horyzontem jest Tomek Drozdek, multi-instrumentalista.
Troszkę się wystraszyłem tej odpowiedzialności, bo nie wiedziałem, że będę przewodnikiem.
Myślałem, że tu przyjdę coś powiedzieć.
I to dla wszystkich słuchaczy, którzy postanowili ten czas spędzić za horyzontem.
Wszyscy kochamy podróże, ale tak właściwie mamy niewiele okazji, żeby tak podróżować.
W głąb wyobraźni.
Ten sposób podróżowania, który ja sobie w życiu wybrałem, tak?
Bardzo bym chciał, ale to już nie jest możliwe.
Prawdopodobnie z tego, co pamiętam, zachodnia Afryka, kraje Afryki Zachodniej, ale jak się pomyliłem, to przepraszam bardzo znawców, bo chodzi o to, że generalnie to, co robię jest na swój sposób trudne, bo najczęściej ludzie, których znam, moi znajomi, przyjaciele, którzy zajmują się wielością instrumentów, najczęściej wchodzą w jakąś dziedzinę, czyli na przykład mam kolegę, który specjalizuje się w instrumentach Indii,
Znam kogoś, kto się specjalizuje w instrumentach dętych, a mi tak odbiło, że stwierdziłem, że mnie interesuje wszystko.
No i też potem są instrumenty, o których potrafię zrobić, mógłbym osobną audycję, serię audycji zrobić, a są takie, o których niestety wszystkiego nie pamiętam.
To znaczy znasz życiorysy swoich instrumentów?
Nie wszystkich pamiętam, ale trochę znam.
Niektóre instrumenty mają też życiorysy nietypowe, bo...
Są to instrumenty bardzo nietypowe, na przykład tu rozmawiamy o podróżowaniu, można powiedzieć o afrykańska kalimba, okaryna, jeden z najstarszych instrumentów świata, japoński flet szakuhachi, drumle, kolejny najstarszy instrument świata, piszczałka wielkopostna góralska, bansuri indyjskie, czy też tajemniczy instrument o nazwie flet nosowy.
Ale na przykład mam w zbiorze instrument, po prostu jak się na niego spojrzy, to widać, że jest to stary czajnik.
Taki na gaz, taki z gwizdkiem.
Nie, ponieważ chodzi o to, że moje podróże polegają też na tym, że oprócz tego, że fascynuje mnie instrument, prawdziwe instrumenty etniczne,
To również fascynuje mnie to, w jaki sposób przedmioty mogą się stawać instrumentami.
Szukasz dźwięków.
Tak, szukam dźwięków i na przykład właśnie takie dzieją się różne wycieczki, na przykład do kuchni czasem po prostu.
I autentycznie jeden z instrumentów, nawet tutaj w Radio Katowice kiedyś podczas koncertu z Grzegorzem Płonką nawet solo na tym instrumencie grałem na czajniku.
Także i tutaj wracam do tego wątku życiorysu i w tym przypadku ten życiorys jakby trochę ja sam napisałem temu instrumentowi.
Ale taki prozaiczny jest to życiorys, prawda?
Ale tutaj przed nami jeszcze leżą takie instrumenty przypominające klucze, wytrychy może nawet.
Tak, to jest właśnie instrument, który się nazywa drumla.
Zacznę od drumli basowej.
I dla porównania mam tutaj sześć drumli, zagrałem na największej z nich, a teraz zagram na najmniejszej z nich.
I to jest właśnie jeden z najstarszych instrumentów świata.
Jest tak stary, że nie wiadomo gdzie powstał.
Tak jak na przykład o Kalimbie można powiedzieć kontynent afrykański.
A o drumli nie da się tego powiedzieć.
Okaryna to są w ogóle czasy prehistoryczne.
I kiedy tylko już człowiek nauczył się wypalać glinę w najbardziej prymitywny sposób, czyli wkładającym do ogniska, już były jakieś okaryny.
Zresztą wszyscy, którzy podróżują, wiedzą, że okaryny można znaleźć pod każdą szerokością geograficzną.
No właśnie, można ją usłyszeć zarówno u nas w Beskidach.
Tak, to jest okaryna z Żywiecczyzny.
No właśnie.
I okaryna jest dla mnie o tyle fascynującym instrumentem, że sam zacząłem też okaryny robić swoje.
Wypiekać.
Tak, wypiekać.
Dzisiaj akurat nie mam, ale też jest to jakiś taki wątek mojego życia na razie.
Bardzo z boku moich możliwości czasowych, ale już jakieś sukcesy w tej dziedzinie odniosłem w postaci zrobionych instrumentów, które już poszły w świat.
Ja okarynę przywiozam sobie z Ameryki Południowej.
Myślę, że nasi słuchacze mają okaryny jeszcze z innych miejsc na świecie.
Powiem, że Tomek Drozdek jest autorem solowego projektu Tetno z kropką po T. Ale jak ktoś nie zauważy tej kropki, może przeczytać tętno.
Puls świata.
Chodziło o to, że w tej nazwie chciałem ukryć wiele rzeczy.
Etno wiadomo po co.
Te, bo... Tutaj może to być zaskoczenie, bo również tam jest słowo techno w takim znaczeniu, że ja również w swojej muzyce używam współczesnych brzmień elektronicznych, a w muzyce słowo techno ma o wiele szersze znaczenie.
No jednak momentami dość prymitywna, mechaniczna muzyka grana w klubach.
Techno to określenie, które oznacza w ogóle wykorzystywanie technologii w muzyce.
Techno to może być również nietypowa muzyka ambientowa i tak dalej.
Mnie to wszystko, mówiąc kolokwialnie, kręci.
Ja w swoich nagraniach też takie rzeczy wykorzystuję.
I nawet jeszcze bardziej chcę to eksplorować.
Także w tych moich podróżach naprawdę one są i po świecie, ale i też... Są odkrywcze, bo eksploracja przecież służy do odkrywania.
Ale one są właśnie i po tych częściach świata, dzięki tym instrumentom, ale też, to jest bardzo ważne, bo moje podróże też często są bardzo wsobne do siebie, do umysłu, do duszy, do ducha, do duchowości, do Boga.
Podróżujesz po kraju, ponieważ można powiedzieć, że podróżujesz szlakiem swoich koncertów.
Koncertów, spektakli, różnych wydarzeń.
Ciekawa jestem, czy podróżowałeś też po świecie?
Myślisz, że pokochałbyś taką jakąś poniewierkę, wędrówkę?
No obecnie podróżuję służbowo głównie.
Rodzinnie, wakacyjnie, ale na razie tak nieśmiało.
W tym roku znowu pojedziemy w Beskid Sądecki, być może nad Polskie Morze.
Za chwilkę urodzi nam się kolejne dzieciątko, więc też nie mamy teraz tak możliwości nagle skoczyć w drugi koniec świata.
Ale też służbowo zdarzyło mi się być w Hiszpanii.
gdzieś tu za granicą, w Czechach, tutaj bliżej.
Wuczyłem się trochę na zasadzie wzięcia plecaka z grupą ludzi i pójścia gdzieś w celu sprawdzenia, co się wydarzy.
Ja absolutnie wiem, że gdyby dało się w życiu robić mnóstwo rzeczy, gdyby nie było bezlitosnego zjawiska o nazwie czas, to z pewnością chciałbym się też temu oddać, ale cieszę się, że mogę to robić dzięki muzyce właśnie.
No właśnie, my podróżujemy razem z tobą właśnie w różne części świata, takie zmiksowane, że właściwie są to nie tyle części świata, co części naszej wyobraźni, która uruchamia się dzięki twojej muzyce.
Gdybyś miał wybrać, to która z tej muzyki światowej, w którym miejscu zlokalizowana przyciągnęłaby cię najbardziej?
W każdej... To jest trochę... Ja tu się znowu trochę odwołam do tego, co robimy wspólnie z Grzegorzem Płonką.
A z nim wykonujemy tradycyjne pieśni śląskie.
Grzegorz jest specjalistą od przywracania do życia tych pieśni, prawda, zapomnianych i pokazywania piękna, prawdziwej muzyki śląskiej.
I ja pamiętam, jak się poznaliśmy z Grzegorzem, to było, miałem pokaz instrumentów podczas imprezy folkowej w Tychach.
Grzegorz przyszedł, ja wiedziałem już, kim on jest.
On mnie pierwszy raz dopiero zobaczył.
Oczywiście.
I powiedział, zobaczył te instrumenty i mówi, że nagrywa taką płytę właśnie i czy może jakieś instrumenty bym mu użyczył.
No mówię, wiesz, to jest takie niekomercyjne.
No ale ja chętnie w tym wezmę udział.
Chętnie w tym wezmę udział.
I pamiętam, to było dla mnie bardzo pozytywnie zaskakujące, jak powiedział, graj na czym chcesz.
Ponieważ tak naprawdę wszystkie podstawowe problemy, o których jest mowa, tematy, o których jest mowa w pieśniach ludowych, są wszędzie takie same.
Muszę się przyznać, że słyszałam fragmenty waszej ostatniej płyty.
I tutaj właśnie będzie można usłyszeć instrumenty świata w naszym górnośląskim repertuarze.
Tak, i na przykład w jednej z pieśni śląskich wyraźnie słychać, oczywiście nie każdy może to rozpoznać, ten instrument, ale w jednej z pieśni śląskich przyszło szybko do głowy słuchać chińską cytrę guzeng.
I właśnie o to chodzi.
I teraz odpowiadając na to pytanie, dla mnie, rozwlokłem bardzo tę odpowiedź, jaki region świata?
Każdy, w którym jest prawdziwa, szczera muzyka.
Ja w ogóle muzykę dzielę tylko na prawdziwą i szczerą i na taką, której nie ma.
Bo muzyka zrobiona nieszczerze, nieprawdziwie, nie z ducha, nie jest muzyką.
Jest rzemiosłym jakimś pokazaniem, że ktoś potrafił wziąć instrument i wydobyć z niego dźwięki, a prawdopodobnie jeszcze miał całkowicie inne cele.
A dziewuszka bosonuszka kozy na ugory gno A dziewuszka bosonuszka kozy na ugory gno
Mnie absolutnie fascynuje wszystko, co jest od człowieka, z jego serca, z jego duszy, co dotyka, co wzrusza, czy to będzie z Indii, czy to będzie z Afryki.
Czyli taka mózga pierwotna.
Tak, bo ta pierwotność, też w pewnym momencie to zrozumiałem, ta pierwotność jest cały czas.
Nawet jeśli człowiek wymyśla kolejne fuzje muzyczne, tę muzykę etniczną, łączy z różnymi rzeczami, ja też to na co dzień robię, bardzo różne mieszanki.
to i tak na końcu chodzi o pewną pierwotność, którą mamy w genach, która przechodzi przez pokolenia, która jest w naszej duszy, w podświadomości i to też tak, ja w ogóle mam, to jest takie często zaskoczenie, moje muzyczne korzenie są rockowo-metalowe i przez wiele lat zajmowałem się tylko muzyką metalową, grałem na perkusji w zespole metalowym i do dziś też, co jest ważne, ta część muzyki jest dla mnie istotna.
To nie tak, że nagle zacząłem zajmować się innymi rzeczami i przestałem słuchać muzyki metalowej.
Słucham jej też i czasem grywam, ale w pewnym momencie właśnie szukałem czegoś więcej.
I to był taki czas, kiedy jakbym ktoś puścił muzykę ludową, to w ogóle mnie to nie dotykało i nie dotyczyło.
Poprzez poszukiwania właśnie te podróże z instrumentami, dzięki tym instrumentom, poprzez szukanie różnych rzeczy, otwieranie się na nowe zespoły, nagle okazało się, że nie można, nie można nie dojść do muzyki ludowej.
do muzyki etnicznej, do muzyki pierwotnej nie da się.
Ja mówię o sobie.
I wszystko dla mnie łączy się z pewną właśnie tą pierwotnością.
Tym, że pierwsza muzyka to było to, że ktoś krzyknął, nie wiem, że ktoś zobaczył, że gliniane naczynie wydaje dźwięki i tak dalej, i tak dalej.
Że nagle w jakąś szczelinę w jaskini wieje wiatr i to zaczyna wydawać dźwięki, które są jakąś muzyką i się zaczął zastanawiać człowiek, co zrobić, żeby
samemu takie dźwięki stworzyć.
I ta pierwotność dla mnie jest istotna w każdym aspekcie działania muzycznego, jakie współcześnie człowiek podejmuje.
To może zróbmy użytek z tych instrumentów przed nami.
Nazwałabym je fujarki?
Jest tu właśnie indyjski flet bansuri, dwie polskie góralskie piszczałki wielkopostne i japoński flet shakuhachi.
dołożę dwojnicę, to też taki element słowacki, polski i flet nosowy, który de facto jest akcentem właśnie afrykańskim.
Żeby wydobyć dźwięk z tego instrumentu, trzeba zadąć nosem w jedną część, a drugą część przystawić do ust i cała jama ustna staje się rezonatorem.
Ciekawa jestem, kto ci o tym powiedział, bo to jest tak, grać na tych instrumentach to jest jedna rzecz, ale wiedzieć jak, to druga.
Kiedy go wziąłem w ręce, po prostu musiałem zobaczyć, znaczy ja wiedziałem z internetu jak to zrobić, ale oczywiście pierwsze próby były nieudane, jak z wieloma instrumentami i to jest osobny wątek w ogóle przełamywania różnych barier, granic i kompleksów dzięki muzyce, dzięki instrumentom, ale to nie na tę audycję.
Ale no tak było, że po prostu wziąłem flet nosowy, zacząłem próbować i nagle zaczęło działać.
No i potem już wystarczy tylko trochę poćwiczyć i już coś tam się dzieje więcej.
Ciekawie, naprawdę.
Myślę, że nie trzeba dużej wyobraźni, żeby znaleźć się oto nagle gdzieś w Afryce.
Ty jesteś muzykiem z wykształcenia?
Nie, jestem z wykształcenia filologiem języka angielskiego.
Również mam jakiś tam akcent studiów tłumaczeniowych, podyplomowych.
Potem też studiowałem zarządzanie kulturą, aż w końcu zacząłem się zajmować w życiu muzyką na poważniej.
W wieku pięciu lat, kiedy zająłem na konkursie piosenki przedszkolaka drugie miejsce.
A potem w wieku sześciu lat moja mama widziała, że bardzo lubię śpiewać piosenki.
Śpiewałem jej, na przykład jechaliśmy gdzieś do miasta, zostawialiśmy w samochodzie z mamą.
Tata szedł tam na pocztę coś załatwiać, a ja mamie śpiewałem piosenki.
Powiedziałam, że oczywiście, że tak.
I potem przez sześć lat bardzo się męczyłem, bo nie byłem zbyt pracowity i ambitny.
Czyli takie mam wykształcenie muzyczne, ale to jest takie właściwie, to nie jest wykształcenie.
To jest szkoła podstawowa, którą skończyłem w wieku lat dwunastu.
No i potem był motyw na keyboard, była moda na keyboardy, podkłady grały same itd., różne rzeczy przychodziły, gitara.
W wieku szesnastu zacząłem grać na prekusji, na zestawie prekusyjnym, to trwa do dziś.
A tak naprawdę kolekcjonowanie instrumentów to jest...
Czyli nawet nie jedna czwarta, bo też już nie będę mówił o wieku, ale... Ale to znaczy, że jeżeli mieszka w kimś jakaś pasja, to ona znajdzie drogę, żeby nią podążyć.
Oczywiście.
Tu jest jeszcze bardzo ważne, ja uważam, że 50% tego wszystkiego, co się dzieje, tego, że się tym zajmuje i tak dalej, to jest moja żona, która mnie absolutnie do tego zachęciła.
I wszyscy mówili tam po kolei, a zobaczysz, skończysz studia, to przestaniesz się muzyką zajmować.
W sensie takim muzykowaniem hobbystycznym.
Ożeniłem się dość późno, w sensie dość późno.
Moi koledzy 10 lat wcześniej się nawet ożenili.
Rodzi się czwarte.
Nie, ale to też jest, no wiadomo, to jest też jakieś tam porozumienie nasze, ale tak jak mówię, to, że żona w pewnym momencie mi powiedziała,
Wiesz co, jak masz się tym zajmować, to weź to rób na poważnie.
Weź się tym zajmij tak konkretnie, jeśli w ogóle coś ma z tego więcej być.
W sensie twojego tworzenia i tak dalej.
No i tak się stało, że jednocześnie jest to w tym momencie mój zawód.
Szeroko pojęta działalność, bo to właśnie i koncerty, i coraz częściej jestem muzykiem sesyjnym, coraz częściej jestem zapraszany na płyty.
Teraz kolej, w tym roku już trzy płyty nagrałem i czekają mnie jeszcze trzy albo cztery.
No bo już wiemy, że na jesień ukaże się twoja płyta razem z Grzegorzem Płonką, nagraną u nas w Radiu Katowice.
Poza tym jesteś kompozytorem, więc ukazują się twoje autorskie płyty.
Tak, to bardzo zobowiązujące jest to słowo, bo kompozytor mi się jednak kojarzy z kimś właśnie...
Znaczy ja układam melodię, ale to kompozytor właśnie to jest no, gdzieś trzeba było kategorie takie dać.
Tworzę muzykę na pewno, tworzę swoją muzykę, swoje płyty.
No dwa razy mi się zdarzyło tworzyć muzykę do adaptacji powieści radiowych.
Gdzieś tam kolejne pytania, propozycje są, jakieś wątki filmowe były, też się coś tam na horyzoncie pojawia.
A oprócz tego jeszcze prowadzę też swoje autorskie warsztaty muzyczne skierowane do wszelakich grup wiekowych.
I też okazuje się, że to cieszy się coraz większym zainteresowaniem.
No tak, bo jest to podróż, a podróż jest zawsze fantastyczna, zawsze poznawcza, no i zawsze dostarczająca pięknych przygód.
Jesteś kolekcjonerem instrumentów.
To znaczy, wcześniej była perkusja i instrumenty perkusyjne, ale to jeszcze nie był ten etap, kiedy ja wiedziałem, że chcę tych instrumentów mieć bardzo dużo.
Przez wiele lat była tylko perkusja, potem właśnie, potem pierwszym instrumentem innym było właśnie afrykańskie dżiembę, czyli jeden z najbardziej popularnych afrykańskich bębnów, który właściwie już na całym świecie jest znany.
Albo w Polsce jest bardzo fajne słowo przeszkadzajkarz.
I to są te przeszkadzajki, w takim bardzo dobrym znaczeniu tego słowa, które mają tworzyć właśnie te klimaty, te kolorki dodatkowe.
I nagle stwierdziłem, kurczę, przecież ja grałem kiedyś na instrumencie melodycznym.
I zacząłem, wtedy pracowałem akurat w Ośrodku Kultury pod Częstochową.
Mieszkałem przez kilka lat też w Częstochowie, w Ośrodku Kultury w Lachowni.
No i zacząłem z powrotem grać na pianinie.
I mówię, no brakuje mi tych rzeczy melodycznych.
I wtedy zacząłem myśleć o tym, żeby grać na instrumentach właśnie jakichś nietypowych.
I okazuje się, że wtedy jeszcze ukulele było bardzo nietypowym instrumentem.
Ukulele, które teraz niektórzy wręcz mają dość ukulele w muzyce popularnej.
Ja je wtedy sprowadziłem z Anglii, bo w Polsce nie bardzo się dało jakieś porządne ukulele zdobyć.
I wtedy przypomniało mi się, że wiem o istnieniu takiego instrumentu jak lira korbowa.
Nie pamiętam skąd dokładnie, wiem, że w jednym z polskich filmów takich czarno-białych tytułu, kompletnie nie pamiętam, widziałem go w telewizji jako dziecko, jest taka scena, jak właśnie w deszczu idzie dziad, lirnik i gra na lirze i śpiewa.
I nagle tak mówię...
Tak, lira korbowa i wpisałem, no ja nie wiedziałem w ogóle, no szukałem sklepu z lirą korbową i oczywiście za chwilę się dowiedziałem, że nie ma czegoś takiego jak sklep z lirą korbową i pewnie nigdy nie będzie, bo to jest instrument.
Archiwalny instrument.
Znaczy nie, to jest instrument, który absolutnie już jest też instrumentem współczesnym.
Ja na przykład mam bardzo współczesną wersję liry korbowej, ale chodzi o to, że jest to instrument robiony przez lutników.
Okazało się, że jest w Polsce człowiek, który robi te liry, że jest uczniem człowieka, dzięki któremu lira korbowa w Polsce w ogóle przetrwała.
Bo to jest polski instrument ludowy też, lira korbowa od XVII wieku.
No i tak, i później kolejny krok to było właśnie zamówienie liry korbowej, na którą czekałem ponad rok.
A teraz ile masz tych różnych mniejszych i większych instrumentów?
Nie, właśnie chcę kiedyś zrobić jakąś inwentaryzację, ale no tak licząc wszystkie drobnostki, grzechotki, no nie wiem, na przykład drumla.
No mówię, drumla mam ich sześć, prawda?
Mówię o karyna, mam ich...
No więc jakby to wszystko zliczyć, jakiś czas temu przekroczyłem liczbę trzystu, ale nie wiem, ile teraz jest.
Cały czas przybywa, cały czas przybywa.
Coś nowego się co chwilę pojawia.
I to są, tak jak mówię, bardzo różne instrumenty, bo i elektroniczne też.
Toteż chciałabym na zakończenie przedstawić Państwu innego muzyka, który podróżuje muzycznymi tropami przez całą naszą kulę ziemską, wzdłuż i wszerz, ponieważ lansuje taki pogląd, że rytm mieszka w każdym z nas.
To jest prawda, ale to jest prawda do odkrycia.
W związku z tym ja mam dla Państwa propozycję, która jest zaproszeniem do wspólnego odczuwania rytmu.
Łączy nas rytm, proszę Państwa, i Krzysztof Nowakowski, perkusjonista, będzie nas o tym przekonywał.
Będziemy oddawać się różnym karnawałowym rytmom.
Ciekawe, czy Śląsk ma własny
Karnawałowy rytm, no o tym przekonamy się na najbliższym podwieczorku, na który bardzo serdecznie Państwa zapraszam.
28 stycznia proszę sobie zrobić wolne popołudnie i o godzinie 17 przybyć do Muzeum Miejskiego w Siemianowicach Śląskich na podwieczorek.
Ten podwieczorek będziemy spędzać w poszukiwaniu rytmu, karnawałowego rytmu w nas z Krzysztofem Nowakowskim.
który również podróżuje muzycznie.
Oczywiście, wszystko właściwie wokół, jak się tak zamkniemy oczy, to kipi rytmem.
No my żyjemy w rytmie.
W rytmie serca.
No właśnie, to jest podobno najbardziej oswojony rytm i te wszystkie melodie, które odbywają się właśnie w tym takim, rytm serca to jest około 70, tak?
To może ja mam po solówce perkusyjny.
I to wtedy też jest rytm przyspieszony.
No widzisz, czyli ten rytm jest wpisany w nasze życie, więc im więcej o nim wiemy, tym lepiej, bo można się dopasować do rytmu, na przykład takiego oczekiwanego, relaksującego.
Liczymy oddechy wtedy, prawda?
Tak, to jest prawda.
Albo weźmy na przykład, Beata, czy ty lubisz czekoladę?
Uwielbiam.
To mamy czekolada, słodki krem, czekolada, truskawki, czekolada, słodki krem.
Kończymy nasze dzisiejsze podróżowanie, podróżowanie muzyczne.
Proszę w karnawale częściej oddawać się muzyce niż zwykle.
Wszak to czas zabawy.
Do usłyszenia w kolejnej podróży.
Ostatnie odcinki
-
Za Horyzontem. Hanna Zasada, Jacek Prowadzisz i...
31.01.2026 17:47
-
Za horyzontem. Polscy Himalaiści - patroni szkoły
24.01.2026 20:15
-
Za Horyzontem. Tomasz Drozdek i jego muzyczne ś...
17.01.2026 20:15
-
Za Horyzontem. Przez Hindukusz do Nepalu
10.01.2026 18:02
-
Za Horyzontem. Kalejdoskop 2025
03.01.2026 15:04
-
Za Horyzontem. Ararat z Agnieszką Nowak-Brzezińską
20.12.2025 15:52
-
Za Horyzontem. Z Rysiem Wareckim pod górę
13.12.2025 07:21
-
Za Horyzontem. Szlakiem Mikołaja
06.12.2025 20:15
-
Za Horyzontem. Albania
22.11.2025 20:15
-
Za Horyzontem. Śladem Michaliny Isaakowej do Br...
15.11.2025 20:15