Mentionsy

Zbrodnie Prowincjonalne
23.01.2026 07:00

"JOLKA" I WAMPIR [2/2]: Wyznania nositorby (1970)

Sezon grzewczy, płatna miłość kotłowniach centralnego ogrzewania i Wampir, uprowadzający radomskie nierządnice. Oto opowieść o operacji o kryptonimie „Jolka” prowadzonej przez radomską milicję w latach 70.

Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠

⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠https://anchor.fm/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠  

Źródła: ⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠⁠https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/jolka-i-wampir⁠

Gościnnie w roli Józefa Nositorby: Michał Huczek

Muzyka:

Purple Planet Music - Lazy Days

Creep - Emmit Fenn

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 76 wyników dla "Józef M."

Tak pisał z aresztu do swojej żony Józef M. podejrzany o zamordowanie sześciu prostytutek z Radomia podczas dwóch sezonów grzewczych 69 na 70 i 70 na 71.

To jest do Krystyny, koleżanki zaginionej Elżbiety i ostatniej osoby, która widziała ją przed zaginięciem.

Ostatecznie Krystyna niechętnie przyznała, że mężczyzną, z którym odeszła tamtej nocy Elżbieta był Józef M. I całe towarzystwo trafiło tym sposobem do aresztu.

Pierwotnie wszyscy twierdzili, że są niewinni, nic o tym nie wiedzą, ale z czasem zaczęły się pojawiać nowe informacje o wydarzeniach minionych sezonów grzewczych i jedni zaczęli zeznawać przeciwko drugim.

Jej gach Józef też nie był lepszy.

Józef urodził się w 1927 roku i mieszkał we wsi Stara Wola, niedaleko Radomia.

Krystyna do niczego się nie przyznawała i robiła wszystko, żeby jak najbardziej zaciemniać obraz tej sprawy, podobnie zresztą jak Józef.

Józef po swoim zatrzymaniu najpierw twierdził, że jest niewinny i że w ogóle nie wie o kim mowa i nic nie wie o zaginionych kobietach.

Kiedy Józef usłyszał, że prokuratura o tym wie, zdecydował się ostatecznie opowiedzieć o pewnym wieczorze jesienią 1970 roku.

Józef przez cały ten czas, przez całą drogę niósł torebkę Jolki jako zabezpieczenie, żeby mu nie uciekła, zabierając pieniądze.

W libacji uczestniczyli Jan G., znany na mieście pod pseudonimem Grochówka, Krystyna, Elżbieta i dwóch mężczyzn, których Józef nie znał.

Po jakimś czasie Józef chciał sfinalizować transakcję, za którą zapłacił z góry i która nadal nie doszła do skutku, ale Jan G. powiedział, żeby Jolka została jeszcze w kotłowni, a Józef niech sobie idzie.

Z jakiegoś powodu Józef się temu nie sprzeciwił, a kobieta mu powiedziała...

No więc Józef wyszedł z kotłowni i sterczał jak głupek na ulicy z damską torebką pod pachą.

Józef dalej stał jak głupek, minęła godzina, Jolki dalej nie było.

Z jakiegoś powodu Józef nie poszedł do kotłowni, żeby zobaczyć dlaczego nie przyszła, czy powiedzieć jej, że zabiera pieniądze i wraca do domu, czy jeszcze raz spróbować zrealizować ich wcześniejsze plany, nie.

Na koniec przesłuchania Józef stwierdził, że ilekroć widział, jak jakaś kobieta zostawała sama z Janem G. i Krystyną, to później ta kobieta znikała.

Tak miało być z Jolką we wspomnianych wcześniej historii, ale podobnie miało też być z Marianną i Janiną P. Józef był przekonany, że tych dwoje wspólnie mordowało kobiety.

Kiedy prokurator zwrócił Józefowi na to uwagę, ten nie umiał odpowiedzieć nic sensownego.

Jakieś dwa tygodnie po przesłuchaniu, podczas którego opowiedział tę historię, 25 lipca 1976 roku, Józef napisał do swojej żony list, który wysłał poza oficjalnym więziennym obiegiem, czyli przekazał go pewnie jakiemuś innemu więźniowi, który wychodził na wolność.

Stary numer, więzień był pewnie podstawiony przez milicję i od razu z tą wiadomością poleciał gdzie trzeba i w tym grypsie Józef, który najwidoczniej nie podejrzewał zupełnie podstępu, zawarł instrukcję dla swojej żony, co ma mówić, żeby wyciągnąć go z więzienia.

I tak oto brzmi ten tekst, który Józef napisał żonie i kazał jej się go nauczyć na pamięć i zaraz następnego dnia iść do sekretariatu prokuratury i poprosić o widzenie z prekuratorem, jak to on określa, który prowadzi jego sprawę, przy czym to, co ona ma powiedzieć, to oczywiście jest kłamstwo, o czym on sam mówi.

Józef, który sobie to wszystko dokładnie przemyślał, dodał jeszcze, że jak nie będzie mogła tego wspamiętać, to żeby przepisała swoim charakterem pisma na kartkę i dała prokuratorowi i powiedziała, że jest nerwowa i się bała, że nie będzie umiała mu tego dobrze przekazać, jak się zdenerwuje, dlatego sobie wszystko zapisała, przy czym podkreśla, żeby to przepisała i przypadkiem nie dała tej kartki napisanej jego charakterem pisma.

Ten szczwany plan się jednak nie powiódł, jako że władze przechwyciły jego korespondencję i nie wiem, czy jego żona ostatecznie poszła do tego prokuratora, czy też prekuratora, czy nie, ale jej wyznanie nie mogło Józefowi na tym etapie już pomóc.

I dalej Józef mówi tak.

Jeśli chodzi o to, co wydarzyło się po morderstwie, to według zeznań Józefa wyglądało to następująco.

Także od razu wiedzieli, że to co mówił Józef to bzdura.

Otwór w piecu, który znajdował się w tej kotłowni miał 35x28 cm.

Na to Józef jakoś nie wpadł.

Więc już zaznając kolejny raz, Józef twierdził, że nie widział jednak, jak Jan palił ciało kobiety, że zaraz po tym, jak się przekonał, że kobieta nie żyje, to się wystraszył i uciekł z tej kotłowni i nie widział, co mężczyzna dalej robił z ciałem.

Ale ponieważ nigdzie go później nie było, no to założył, że musiał je spalić, bo kiedy po dwóch godzinach Józef wrócił do kotłowni razem z Elżbietą...

No ale logika nie była najmocniejszą stroną Józefa i jednym swoim kłamstwem zaprzeczał poprzedniemu.

Jeśli chodzi o grochówkę, którego również aresztowano, mniej więcej w tym samym czasie co Józefa,

Do żadnej z tych rewelacji się w żaden sposób nie odnosił, nie wchodził w polemikę, w przeciwieństwie do Józefa nikogo nie próbował oskarżać, nie rzucał żadnych podejrzeń, twierdził, że po prostu nic nie wie o żadnej z tych osób, ani żadnej z tych sytuacji.

Twierdził, że ani Józefa, ani Adama B. w ogóle nie znał.

Był jakimś, nie wiem, sutenerem, czy Alfonsem, czy kimś takim.

Podczas kolejnych przesłuchań Józef zaczął się wycofywać z części rzeczy, które już powiedział.

Ona też należała do tego grona, co reszta też prowadzała się z Józefem M. i Grochówką i też przepadła bez śladu.

No a jeśli chodzi o Józefa, to na koniec odwołał on w ogóle już

Udowodnijcie, czy to ja tam byłem.

No i to by było tyle, jeśli chodzi o wyznania Józefa nositorby.

Bo z tego, co nawet mówił Józef, wynikało, że nie było jej przy zabójstwie Jolki i nawet o nim nie wiedziała.

Z tego, o co mówił Józef, można było wywnioskować, że Jolka mogła wiedzieć o którymś z wcześniejszych zabójstw kobiet, czyli Haliny albo Ireny, bo w tamtym czasie tylko te dwie kobiety zaginęły i że Grochówka chciał Jolkę uciszyć.

Oczywiście zeznań Józefa poważnie traktować nie można, bo już się przekonaliśmy, że przez większość czasu kłamał, zmyślał i szukał sposobu, żeby się jakoś z całej tej sprawy wymiksować, obciążając innych.

Pewne było tylko to, że Józef miał torbę Jolki po tym, jak kobieta zaginęła i że wszedł w jej posiadanie w jakiś nielegalny sposób, bo w przeciwnym razie czemu miałby kłamać w tej sprawie?

Józef zdobył tę torbę w jakichś okolicznościach, o których ewidentnie nie chciał mówić, to jest pewne.

Wyglądało na to, że Krystyna koniecznie chciała skierować uwagę wszystkich właśnie na to miejsce, podczas gdy Józef wskazywał inne i gdzie tu sens.

Są ludzie, którzy lubią stawiać się w centrum jakichś sensacyjnych wydarzeń, a potem się okazuje, że nie mieli z nimi tak naprawdę nic wspólnego, tylko chcieli ich zaimponować innym.

Jeśli chodzi o swoją czteroletnią amnezję związaną z tym, że to właśnie Józef odszedł pamiętnej nocy z ulicy Żeromskiego razem z Elżbietą, to Krystyna tłumaczyła to tak, że wcześniej od kilku lat go nie widziała, więc go nie rozpoznała.

Poza tym ona pije dużo wódki i jej się trochę we łbie od tego miesza, ale później w 1974 roku znowu spotkała Józefa i wtedy on ją rozpoznał i rozmawiali jak starzy znajomi, a potem poszli do jej mieszkania, żeby uprawiać seks za standardową stawkę 100 zł.

że spotkała Józefa już wcześniej, że on był właśnie tym mężczyzną, z którym odeszła Elżbieta, kiedy widziała ją po raz ostatni i dopiero w tym 1974 roku sobie to uświadomiła.

Okazało się też gdzieś tam po drodze, że Józef Nositorba ma domek letniskowy w miejscowości Rajec.

Krystyna bywała tam razem z nim.

Domek był o tyle interesujący, że gdyby Józef wywoził ciała swoich ofiar z Radomia i gdzieś je ukrywał, no to taka działka byłaby idealnym miejscem.

że nie było nic wiadomo na temat jakiegokolwiek auta, które Józef posiadał albo chociaż okazjonalnie pożyczał i umiał prowadzić.

Zwykle poruszał się po prostu komunikacją miejską, transportem publicznym.

W rajcu Józef zawarł znajomość ze Zbigniewem, który cytując zeznania jego żony jeździł do rajca i uczył grać na akordeonie dwóch cyganów.

No i wtedy, cytując jej zaznania, Józef w tym czasie zwracał się do Krystyny tymi słowami.

Latem 1970 roku Krystyna namawiała też żonę Zbigniewa na wyjazd do Rajca, do domku Józefa w Lesie, ale kobieta za każdym razem odmawiała, nie umiała podać konkretnej przyczyny, ale mówiła, że bała się tam jechać.

Także to tyle, jeśli chodzi o zeznania Józefa i Krystyny.

że mają wrażenie, że to pamiętają, że to widziały i potrafią być przekonane, że same tam były i widziały i słyszały, a potem się okazuje na przykład, że działo się to przed ich urodzeniem.

A do tego też jest zupełnie jasne i wynika to z listu Józefa do żony, że podejrzani jeszcze próbowali manipulować faktami i kłamali zupełnie świadomie, żeby pozbyć się kłopotu.

Józef kilkukrotnie twierdził, że wskaże milicji miejsce ukrycia zwłok kobiet, ale za każdym razem się albo z tego wycofywał, albo jeśli już dochodziło do wizji lokalnej, to nic podczas tej wizji lokalnej nie znajdywano.

Więc ostatecznie Krystyna, Józef, Grochówka i Adam spędzili w areszcie po 3-4 lata.

Najdłużej siedział Józef, bo został aresztowany jako pierwszy i siedział aż do umorzenia sprawy.

W 1977 roku wydawało się, że w sprawie nastąpił przełom.

Poza tym, że Józef M. wysłał swój gryps do żony gryps, w którym swoją drogą wspomina o tym, że ich syn właśnie został aresztowany podczas tych wydarzeń czerwcowych.

Józef Nositorba odwołał wszystkie swoje zaznania, od Krystyny nie dowiedziano się żadnych konkretów.

Milicja nadal próbowała udowodnić, że to Krystyna typowała kobiety ze swojego otoczenia, trudniące się nierządem.

Następnie ona sama lub z pomocą Józefa sprowadzała je do wybranych kotłowni albo w inne ustronne miejsca i tam Grochówka je zabijał, a nosi torba pomagał mu w zacieraniu śladów i pozbywaniu się ciał w ten lub inny sposób.

Co do Józefa, to jedynym konkretem, jaki łączył go ze sprawą, była ta torebka Jolki.

To zdarzenie mogło nie mieć w ogóle nic wspólnego z jej zabójstwem.

Sprawcy nie wykryto, a akta trafiły do archiwum.

Wydaje się, że Krystyna i Józef coś wiedzieli o tym, co działo się w Radomiu, że wiedzieli więcej niż powiedzieli milicji, ale może tylko się tak wydaje, może ich kłamstwa i te różne sugestie, że coś wiedzą, ale nie powiedzą, wynikały tylko z tego, że byli parą skrajnie zdemoralizowanych ludzi, którym wprowadzanie milicji w błąd sprawiało satysfakcję.

Jak było naprawdę, niestety Wam w tym odcinku nie powiem.

prokuratury generalnej i dwa wycinki z życia radomskiego, ale i tak podaję te źródła pod linkiem.