Mentionsy

Zbrodnie z wyższych sfer
06.07.2025 16:00

Egzekucja w górach. Tragedia Ani i Roberta

Nie każda wakacyjna przygoda kończy się dobrze. Olga Herring przedstawia mrożące krew w żyłach wakacyjne historie. Tym razem - historia tragicznej w skutkach wyprawy w góry studentów Roberta i Ani. Nowy odcinek co niedzielę.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 198 wyników dla "Koła Naukowego Gleboznawstwa i Ochrony Środowiska"

Hybrydowa, oszczędna, dostarczająca wrażenia z jazdy.

Wsiądź za kierownii przekonaj się.

Nadbałtycka plaża, mazurskie jezioro, a może górski szlak.

Kto z nas nie ma czasem ochoty na to, by rzucić wszystko i ruszyć w długą, pieszą wycieczkę?

Na uczęszczanej ścieżce, w szczycie sezonu i z ukochaną osobą u boku czujemy się wolni, spokojni i bezpieczni.

Aż trudno uwierzyć, że w takich okolicznościach można trafić na potwora.

gdy wakacyjny raj zamienia się w piekło.

Olga Hering prezentuje Wakacje z koszmarów.

Jest 1997 rok i właśnie zaczynają się wakacje, na które szczególnie czekają Robert i Ania, studenci Akademii Rolniczej we Wrocławiu.

Już od kilku lat są parą, która świetnie się dogaduje i może stoi za tym fakt, że są swoimi kompletnymi przeciwieństwami.

Ania to drobna i szczupła szatynka, ale wyjątkowo żywiołowa i zawsze wszędzie jej pełno.

Ćwiczy też sztuki walki i słynie z ciętych ripost.

Robert za to to wysoki, długowłosy chłopak w okularach, bardzo spokojny i wręcz wycofany.

Ma duszę wrażliwca i artysty i jeżeli trzeba podjąć jakąś decyzję albo sprostać jakiemuś wyzwaniu, to z reguły pałeczkę przejmuje drobna Ania.

Para pod względem charakterów to dwa przeciwne bieguny, ale łączą ich wspólne pasje, a dokładniej miłość do natury i do długich, pieszych wędrówek.

Oboje nie wyobrażają sobie miesiąca bez wypadów góry, a każdą taką wycieczkę dokładnie dokumentuje Ania, która kocha fotografię i zawsze robi mnóstwo zdjęć swoim aparatem, Zenitem TTL.

Kiedy więc zaczynają się wakacje 97 roku, Ania i Robert od pierwszych dni są w podróży.

Odwiedzają Podlasie, biorą udział w spływie kajakowym na Czarnej Hańczy, ruszają też do Międzylesia, rodzinnej miejscowości Roberta, ale tak naprawdę najbardziej czekają na 18 sierpnia.

To wtedy rozpocznie się pierwszy wakacyjny obóz Koła Naukowego Gleboznawstwa i Ochrony Środowiska.

któremu przewodniczy Ania i do którego także należy Robert.

W małej miejscowości Karłowo, położonej w Parku Narodowym w Górach Stołowych, już za moment spotkają się ze swoimi przyjaciółmi i znajomymi ze studiów.

W kolejnych dniach będą nocować w urokliwej starej leśniczówce, a za dnia będą wspólnie wędrować po górskich szlakach i wykonywać prace badawcze.

Pod opieką wykładowców wytyczą nowe trasy i poznają historię parku.

Przed nimi też dużo zabawy.

Wspólne śpiewanie, wieczorne ogniska i rozmowy.

Robert i Ania są naprawdę podekscytowani tym wyjazdem i nie mogą się go doczekać.

Dlatego na obóz wyruszają już trzy dni przed czasem, bo 15 sierpnia.

Do plecaka pakują malutki namiot, zabierają karimaty i kompletują zapas jedzenia.

Czeka ich długa trasa.

Startują z Różanki i by dostać się do Karłowa będą musieli przemaszerować górskimi szlakami blisko 60 kilometrów.

Na samym początku wyprawy wchodzą na popularny niebieski szlak i kierują się w stronę Gdusznik Zdroju, gdzie po nocy spędzonej w namiocie na chwilę odwiedzają hotel Trapper i w schronisku kawałek dalej jedzą obiad.

Potem znowu wracają na szlak i kolejną noc spędzają pod gołym niebem, a gdy budzą się z samego rana, jest już 17 sierpnia, co oznacza, że jutro rozpocznie się obóz naukowy w Karłowie.

Para planuje dotrzeć na miejsce jeszcze przed nocą, dlatego o świcie ruszają na szlak prowadzący w stronę Leśniczówki.

Około 10 rano udaje im się dotrzeć do miejsca z telefonem, skąd Ania dzwoni do swojej mamy, żeby zameldować się i powiedzieć, że wszystko w porządku.

Nie da się tego zresztą ukryć.

Ma głos pełen zapału i radości i informuje mamę, że jeszcze dzisiaj dotrą do Karłowa.

Jednak gdy mija kilka godzin i nadchodzi późny wieczór, w Leśniczówce są już niemal wszyscy uczestnicy obozu.

Wszyscy, poza Anią i Robertem.

Wielu też nie kryje zdziwienia.

Para deklarowała, że dotrze dzisiaj do Leśniczówki, ale robi się naprawdę późno.

Ania znana jest jednak ze spontanicznego działania.

Może zmienili plany, a jako, że nikt z nich nie ma dostępu do telefonu, to nie udało się przekazać tej informacji dalej.

I na to też wygląda, bo gdy nadchodzi niedziela 24 sierpnia i jednocześnie szósty dzień obozu, Ani i Roberta nadal nie ma.

I wszyscy rozumieją, że chyba postanowili spędzić końcówkę wakacji inaczej.

Ich nieobecność nie daje jednak spokoju obozowiczom.

Dlatego gdy jeden z uczestników wraca do domu wcześniej, dzwoni do bliskich Ani.

Chce dowiedzieć się, dlaczego para ostatecznie nie pojawiła się w Karłowie.

A ten niepozorny telefon wywołuje fale paniki.

Mama Ani jest zaskoczona.

Była przekonana, że córka od kilku dni spędza czas w górach stołowych.

Kontaktuje się więc z rodziną Roberta, ale i oni nic z tego nie rozumieją.

Także myśleli, że Ania i Robert są od tygodnia w Karłowie.

Coś tu jest nie tak, dlatego bliscy ustalają, że muszą działać.

Ojciec Roberta od razu jedzie na komisariat i zgłasza zaginięcie dwójki studentów.

Zostaje też zapewniony, że uruchomione zostaną odpowiednie procedury.

Tata Ani wsiada za to w samochód i rusza do Międzylesia, by połączyć siły z tatą Roberta, a wieczorem obaj mężczyźni próbują ustalić, co już zrobiono.

Szybko jednak okazuje się, że nikt nawet nie zaczął szukać ich dzieci.

Rodzice zaczynają działać na własną rękę.

Kontaktują się z okoliczną jednostką gopru.

której dowódca jako pierwszy traktuje sprawę poważnie.

Przyznaje, że to niepokojące, że ostatni raz młodzi dali znak życia ponad tydzień temu.

Góry są nieprzewidywalne i mogli ulec wypadkowi.

Gdy nadchodzi 26 sierpnia, wreszcie rozpoczyna się akcja poszukiwawcza i to z prawdziwego zdarzenia.

W Leśniczówce w Karłowie pojawia się policja.

a w południe na szlak, którym prawdopodobnie przemieszczała się para, w asyście trzech psów poszukiwawczych rusza 13 doświadczonych ratowników GOPR.

Dzielą się na cztery grupy i wyruszają w teren.

Wsparciem są też strażacy, pracownicy Parku Narodowego i okoliczny leśniczy.

Dowódca akcji sugeruje, że istnieje duża szansa, że Robert i Ania spadli z jakiejś skarpy i być może utknęli w miejscu, z którego nie mogą się samodzielnie wydostać.

Minęło już jednak wiele dni, dlatego trzeba działać szybko.

Kolejnego dnia, 27 sierpnia, wreszcie pojawia się nadzieja na przełom, bo pies należący do leśniczego łapie trop.

Po kilkunastominutowym marszu zaprowadza poszukujących na skaliste zbocze narożnika, które góruje nad Lisią Przełęczą i tu się zatrzymuje.

Kiedy go prowcy zaczynają zbliżać się do miejsca, które wskazuje im pies, mają już fatalne przeczucie.

W powietrzu unosi się mocny duszący zapach zepsutego mięsa, a po chwili oczom ratowników ukazuje się przerażający widok.

Zaledwie kilka metrów od szlaku leży ciało mężczyzny, a 10 metrów dalej drugie, najpewniej kobiety.

Zwłoki nie są w żaden sposób ukryte, po prostu leżą w niewielkim odstępie od siebie.

By potwierdzić rodzące się przypuszczenia, do leśniczówki wysłany zostaje radiowóz, który następnie przywozi na miejsce jednego z wykładowców Akademii Rolniczej, który potwierdza, to ciała Ani i Roberta.

Gdy w leśniczówce żal miesza się z niedowierzaniem, na zboczu narożnika rozpoczyna się śledztwo, a pierwsze oględziny przynoszą niepokojące wnioski.

Studenci nie ulegli żadnemu wypadkowi, a zostali brutalnie zamordowani.

Zarówno Robert, jak i Ania są częściowo rozebrani.

Ktoś ściągnął ich bieliznę, jak i spodnie do kolan.

Nie mają też butów, a przy ciałach brakuje rzeczy osobistych.

Przeraża fakt, że ktoś celowo odebrał im życie na turystycznym szlaku i to na dosłownie ostatniej prostej, bo zaledwie 800 metrów od obozu, do którego zmierzali.

Pytanie, dlaczego do tego doszło?

Już następnego dnia, 28 sierpnia, pojawiają się wstępne wyniki sekcji zwłok, które znowu szokują.

Zdaniem biegłych studenci zostali dosłownie poddani egzekucji.

W głowie Roberta ujawniają rany postrzałowe, jedną wlotową z tyłu głowy i wylotową w oczodole oraz kolejną dokładnie między oczami.

Ania zaś zginęła od jednego strzału w sam środek czoła, najpewniej gdy leżała na wznak na ziemi.

Strzały były celne i skuteczne, a ten kto je oddał nie zawahał się ani na sekundę.

Niejasny jest jednak motyw.

Ania i Robert nie mieli wrogów.

Nie doszło też do wykorzystania seksualnego, co mogła sugerować zsunięta odzież.

Sytuację komplikuje fakt, że ciała odnaleziono tak późno i wiele potencjalnych dowodów zostało zatartych.

Nie wyklucza się jednak motywu rabunkowego, bo brakuje kilku rzeczy.

Między innymi zaginęły plecaki pary.

Jednak nie było tam nic szczególnie wartościowego.

Śledczy spekulują, że być może para była świadkiem czegoś, czego nie powinna zobaczyć.

Jako możliwych sprawców wymieniają gangi narkotykowe lub licznych w tym rejonie kłusowników, chociim dłużej śledczy przyglądają się sprawie, tym dostrzegają więcej luk we wszystkich teoriach.

Najważniejsze jest więc, by odnaleźć świadków i policja trafia do pierwszego z nich.

To trzynastoletni chłopiec, który przebywał w ośrodku Sawanna u podnóża szczytu, na którym doszło do tragedii.

Chłopak pamięta, że 17 sierpnia spokojnie czytał książkę, gdy około godziny 17 ciszę przerwał huk przypominający wystrzał.

Zaraz po nim usłyszał przeszywający krzyk kobiety i kolejne dwa huki.

Jak się okazuje, dokładnie to samo usłyszała trójka turystów będących w tym samym czasie po drugiej stronie zbocza.

Te zeznania pozwalają odtworzyć to, jak przypuszczalnie para straciła życie.

Najpierw sprawca oddał strzał z przyłożenia w tył głowy Roberta.

Ania musiała widzieć śmierć swojego chłopaka.

Próbowała uciekać, ale zabójca dogonił ją i przewrócił lub sama upadła.

Wtedy strzelił jej prosto między oczy, a potem wrócił do Roberta i oddał strzał dobijający.

To była zimna egzekucja, a wszystko wydarzyło się w mniej niż minutę.

Kolejnego dnia, 30 sierpnia, policja odnajduje plecaki oraz ekwipunek Ani i Roberta.

Są rozcięte z boku i brakuje w nich gotówki aparatu fotograficznego Zenit TTL o numerach 81028187 i damskiego zegarka ze specjalnym grawerem z napisem 25 lat ZWP.

Brakuje też dowodu osobistego Roberta oraz paszportów i legitymacji studenckich pary, a także dziennika Ani.

w którym zapisywała przemyślenia i wydarzenia dnia codziennego.

Na miejscu porzucenia plecaków udaje się za to odnaleźć łuski pocisków.

Pochodzą z pistoletu kalibru 9 mm, z którego najprawdopodobniej dokonano egzekucji na studentach.

Szczegółowa ekspertyza wykazuje, że mogły zostać wystrzelone z czechosłowackiego pistoletu CZ-28, wykorzystywanego przez funkcjonariuszy czeskiej i słowackiej Straży Granicznej.

Są jednak biegli, którzy mają inne zdanie i sugerują, że zabójstwa dokonano z któregoś z wariantów pistoletu Walther PP, który produkowano jeszcze w czasach nazistowskich Niemiec.

Jeszcze tego samego dnia, bo 30 sierpnia, policja publikuje portret pamięciowy osób zapamiętanych przez świadków i być może związanych ze sprawą.

Pierwszy poszukiwany to mężczyzna, który mierzy 180 centymetrów wzrostu, ma około 40 lat i owalną twarz.

Jest też mocno opalony, ma krótkie falujące włosy w kolorze jasnego blondu, nosi kilkudniowy jasny zarost, a gdy był widziany, na nogach miał czarne kalosze, brudne spodnie i koszule oraz, jak wspominają świadkowie, mamrotał do siebie i było czuć, że od dawna nie brał prysznica.

Opis mężczyzny jest tak charakterystyczny, że komunikat niemal natychmiast przynosi efekt i okazuje się, że poszukiwany człowiek doskonale znany jest czeskiej policji.

To włóczęga o imieniu Emil, który często kręci się w okolicy szlaków górskich, ale który, jak ustalają, nie ma nic wspólnego ze sprawą śmierci studentów.

Jest jednak jeszcze drugi portret i tego mężczyznę świadkowie opisali jako człowieka mierzącego 180 centymetrów wzrostu, mniej więcej 40-letniego, o krótkich, falowanych włosach w kolorze jasnego blondu, z lekkim zarostem i z okularami z przyciemnionymi szkłami na nosie.

Ten portret rzekomo także opisuje znanego policji Czecha, który w ostatnim czasie zbiegł z więzienia po tym jak osadzono go za handel bronią.

Ale nie da się nie zauważyć uderzającego wręcz podobieństwa, jeśli chodzi o te dwa rysopisy.

Zgadza się wiek, wzrost, a nawet bardzo charakterystyczne włosy, ale chaos panujący podczas trwającego śledztwa sprawia, że nie udaje się ustalić, czy pierwszy i drugi rysopis nie dotyczy przypadkiem tej samej osoby, ale może kompletnie innej i wytypowany trop okazuje się prowadzić donikąd.

Miesiąc po zbrodni odbywa się rajd ku pamięci Anny i Roberta.

Ponad stu studentów i przedstawicieli władz Akademii Rolniczej, a także nieznajomych ludzi rusza w czterogodzinny marsz, by dotrzeć na parking przy Lisiej Przełęczy, gdzie odprawiona zostaje msza w intencji zamordowanej pary studentów.

Po niej w zaroślach 30 metrów od szlaku odsłonięta zostaje tablica pamiątkowa.

Obok niej stają dwa krzyże połączone łańcuchem i tabliczka z napisem Byli młodzi, wrażliwi, pełni radości życia.

Zginęli od kuli zabójcy dnia 17 sierpnia 1997 roku na turystycznym szlaku w górach, które tak ukochali.

Żałoba odbiera siłę bliskim Ani i Roberta, ale nie odbiera motywacji śledczym, którzy docierają do kolejnych świadków, a jest nimi małżeństwo z Oleśnicy, które nocowało w hotelu Trapper w Dusznikach.

Dokładnie tym hotelu, w którym para zatrzymała się na chwilę, by później w schronisku obok zjeść obiad.

Małżeństwo 16 sierpnia, czyli na dzień przed zbrodnią, widziało Anię i Roberta w hotelu recepcji.

Nie byli jednak sami.

Towarzyszył im młody, na około 20 lub 25-letni mężczyzna, blondyn z włosami do ramion.

We trójkę zachowywali się swobodnie i wyglądali jakby się znali od dawna.

Kim więc był ten młody człowiek i czy ma on znaczenie dla sprawy, bo potem nie był już widziany w Towarzystwie Studentów.

Ania i Robert zostali zapamiętani przez jeszcze innego świadka.

Pracownicę stacji benzynowej, u której studenci w dniu swojej śmierci kupili kartę telefoniczną.

To tam z budki Ania wykonała ostatni telefon do swojej mamy.

Godzinę później parę studentów widziano w małym barze przy niebieskim szlaku prowadzącym w stronę Karłowa, a ostatnią osobą, która widziała Anię i Roberta żywych, była kobieta, która zbierała w tamtej okolicy jagody.

I mimo tylu świadków, mimo tego, że doszło do zbrodni w środku lata na popularnym szlaku, sprawa o kryptonimie Narożnik utyka w martwym punkcie, a możliwe wersje wydarzeń tylko się mnożą.

Może zostali z kimś pomyleni, albo znaleźli się w złym miejscu i o złym czasie i zginęli przez kompletny przypadek, co utrudnia rozwiązanie tej makabrycznej zagadki.

A co jeśli zobaczyli coś, czego nie powinni?

Byli świadkami jakiejś nielegalnej transakcji z udziałem gangu albo działalności kłusowników?

Jako zadeklarowani przyjaciele przyrody mogli zareagować i przypłacić swoją interwencję życiem.

Policja sprawdza osoby karane lub podejrzane o kusownictwo i dokonuje przeszukań.

Szukają przedmiotów, których nie odnaleziono przy ofiarach, czy broni, która mogła być narzędziem zbrodni.

Niestety, bez efektu.

Gdy lista hipotez powoli zaczyna zataczać koło, śledczy na nowo analizują te najbardziej prawdopodobne wersje wydarzeń.

W tym zwracają uwagę na zbrodnię, jaka miała miejsce na początku lat 70., gdy w Bieszczadach, także na szlaku, zastrzelono młode małżeństwo.

Okazuje się, że zabójca dwa lata przed morderstwem Ani i Roberta wyszedł na wolność, ale ze względu na przedstawione przez niego alibi został wyeliminowany z podejrzanych.

Mimo takiej decyzji, tej decyzji sprzeciwia się jednak prowadzący śledztwo, bo zauważa podejrzane luki w wersji mężczyzny, ale nie ma wsparcia ze strony przełożonych, przez co wątek zabójcy sprzed lat zostaje porzucony na dobre, a niedługo później, bo pod koniec grudnia 98 roku śledztwo zostaje umorzone przez prokuraturę, a wraz z tą decyzją oficjalnie rozwiązana zostaje grupa zadaniowa Narożnik.

Dopiero dwa lata później zapada decyzja o wznowieniu śledztwa, a Związek ma to z nowym wątkiem, który prowadzi do neonazistów.

Śledczym udaje się ustalić, że co rok przyjeżdżają oni w okolice gór stołowych z Polski, Niemiec, Anglii, Czech, Słowacji i Szwecji, by w ramach międzynarodowego zlotu spotykać się w tutejszych lasach.

Jak się okazuje, dokładnie 17 sierpnia 1997 roku, czyli w dniu morderstwa Ani i Roberta, miała miejsce dziesiąta rocznica śmierci nazisty Rudolfa Hessa, co tym bardziej kieruje policję w stronę fanatyków.

By dowiedzieć się więcej, śledczy przeprowadzają akcję obserwacyjną podczas kolejnego zjazdu i wprowadzają w środowisko funkcjonariusza pod przykrywką,

ale nie udaje się zdobyć żadnych informacji poza tą, że w 1997 roku w tych rejonach nie było żadnego zlotu.

Mimo wszystko wątek neonazistów powraca rok później i zostaje zaprezentowany w popularnym programie kryminalnym, a emisja wywołuje reakcję.

Z inspektorem prowadzącym sprawę kontaktuje się emerytowany milicjant, który prowadzi ośrodek wypoczynkowy w okolicy Gór Stołowych.

Mężczyzna ma istotne wieści, bo doskonale pamięta, że w wakacje 1997 roku w jego ośrodku nocowała grupa neonazistów.

Pamięta również, że mężczyźni mieli za sobą jakąś broń krótką i dużo skorodowanej amunicji.

I gdy pada ta informacja, śledczy dębieją.

Amunicja, z której zginęli studenci, także była skorodowana, czego nie podawano do publicznej wiadomości.

Czyżby więc nie był to zwykły zbieg okoliczności?

By się tego dowiedzieć, śledczy rozpoczynają poszukiwania mężczyzn, którzy kilka lat wcześniej spędzali czas w hotelu byłego milicjanta i wszystko wskazuje na to, że udaje im się ich namierzyć.

Szef śledztwa za wszelką cenę nie chce zmarnować takiej okazji i decyduje się na obławę, ale w ostatniej chwili wszystkie plany i ustalenia zostają odłożone w kąt.

Naczelnik wydziału blokuje skrzętnie zaplanowaną akcję, bo jak twierdzi, nie ma sensu kontynuować śledztwa, które niedługo później, bo w marcu 2003 roku już po raz kolejny zostaje oficjalnie zamknięte.

Sprawa podwójnego zabójstwa pod narożnikiem zaczyna być badana na nowo 12 lat po zbrodni w 2009 roku, kiedy rozwiązania zagadki podejmuje się wrocławski zespół do spraw niewykrytych zabójstw, czyli tzw.

Archiwum X. A przy okazji ponownego powrotu do sprawy wraca też temat zaginionego aparatu marki Zenit, który sprawca lub sprawcy zabrali zamordowanej Ani.

Zainteresowanie aparatem nie maleje, bo zarówno on jak i zegarek z charakterystycznym grawerem zdają się być jedynymi tropami, które w sposób pewny można powiązać ze zbrodnią.

Odnalezienie ich może okazać się tym brakującym ogniwem, które potem jak po nitce do kłębka zaprowadzi policjantów prosto do mordercy.

I w 2022 roku rodzi się nadzieja.

Na internetowym portalu z ogłoszeniami wystawiony na sprzedaż zostaje aparat o dokładnie tych samych numerach jak poszukiwany sprzęt.

Informacja o ogłoszeniu, nick sprzedawcy, a także jego numer telefonu i miasto zamieszkania zostają przekazane do archiwum X, ale w sprawie nie pojawia się przełom.

Zamiast niego śledczy wykonują nieco zaskakujący dla obserwujących sprawę ruch.

Pojawiają się z nakazem przeszukania w mieszkaniu śledczego, który sprawę prowadził od początku i który badał ją też na własną rękę.

W ramach akcji zarekwirowane zostają jego notatki, klisze fotograficzne, tablety, komputery, telefony, nośniki danych, a nawet kasety VHS ze starymi filmami.

Mężczyzna otrzymuje też oficjalny zakaz publikowania materiałów na temat sprawy zabójstwa Ani i Roberta.

Nikt nie rozumie, skąd takie kroki, chociaż wiele sugeruje, że być może śledczy są po prostu bardzo blisko rozwiązania zagadki i gdy jest koniec stycznia 2024 roku, sieć obiega artykuł o obiecującym tytule.

Archiwum X ogłosi przełom w sprawie zabójstwa studentów na narożniku.

I jak z niego wynika, podobno policja dotarła do wiarygodnego świadka, który przyznał się do udziału w morderstwie Anny i Roberta, ale znowu od tych sensacyjnych wieści minęło ponad półtora roku i nie widać, by zanosiło się na obiecywany przełom.

Co więc spotkało Annie i Roberta w ciepły sierpniowy dzień na popularnym turystycznym szlaku?

Na pewno na swojej drodze spotkali kogoś bezwzględnego i pozbawionego ludzkich uczuć.

Według opinii psychologów z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, zabójca to prosty człowiek w typie samotnika, który doskonale odnajduje się w terenie i dobrze zna się na broni.

Mimo samotniczego trybu życia i społecznego wycofania, najpewniej ma jednak żony i dzieci.

Wbrew przekonaniu śledczych, psychologowie z Krakowa twierdzą, że motyw zbrodni mógł mieć podłoże seksualne, jednak za mało jest zebranych danych, by cokolwiek stwierdzić z całą pewnością.

Niemal 28 lat temu, 17 sierpnia 1997 roku,

Świat stracił dwoje wartościowych, dobrych ludzi.

Wrażliwych, pełnych pasji, którzy naprawdę chcieli żyć, ale dar życia został im brutalnie odebrany, a sprawca nadal nie poniósł konsekwencji.

Trudno uwierzyć, że właśnie ta zbrodnia nadal pozostaje niewyjaśniona.

Przecież para straciła życie w biały dzień, na turystycznym szlaku, w szczycie sezonu.

A ich ostatni krzyk słyszało sporo osób.

Miejsce, w którym zginęli Ania i Robert.

Każdego roku mijają tysiące turystów maszerujących pieszo czy podróżujących tu na rowerach.

Wielu z nich nawet nie wie, jak te piękne, nieco dzikie okolice kryją w sobie mroczną tajemnicę, której do tej pory nie udało się odkryć.

Olga Herring udowadnia, że urlop to nie tylko rajskie plaże.

Wszystkie odcinki znajdziesz na RMF On.