Mentionsy
Oszuści, szaleńcy… i inni dżentelmeni przy stole. O grach i graczach z... charakterem
Bez nich granie nie ma sensu… gry solo to nie nasza bajka, muszą być ludzie, emocje i odrobina szaleństwa. Pomijany często aspekt gracze! Zapraszamy na rozmowę o tym jak są ważni i potrzebni aby zwykła gra zmieniła się w niezapomniane wspomnienia. Zapraszamy do kolejnego odcinka00:23 Wstęp offtopowy01:14 Pytanie do słuchaczy08:41 Po co mi gracze?14:55 Osobowość, doświadczenie, liczba graczy, nastrój31:07 Ulubione cechy graczy46:20 Gry, w których gracze tworzą wspomnieniaBank Heisthttps://boardgamegeek.com/boardgame/289784/bank-heistArcs: Pomór na Rubieżyhttps://boardgamegeek.com/boardgame/363757/arcs-the-blighted-reach-expansionJohn Company https://boardgamegeek.com/boardgame/332686/john-company-second-editionCodexhttps://boardgamegeek.com/boardgame/131111/codex-card-time-strategy-deluxe-setAge of Steamhttps://boardgamegeek.com/boardgame/4098/age-of-steamStationfallhttps://boardgamegeek.com/boardgame/316624/stationfall1:47:54 Podsumowanie i “hype train”Kawkahttps://buycoffee.to/dzentelmeniprzystoleSocjalhttps://www.facebook.com/dzentelmeniprzystole/https://anchor.fm/dzentelmeni-przy-stole
Szukaj w treści odcinka
Zaczynamy z czystą kartą.
A dziś właśnie ze mną taki miły człowiek, Bartek, hej.
i to już był, w sumie chyba ósmy raz byłem, a czwarty raz jako powiedzmy organizator takiego wyjazdu wynajmujemy sobie domek w porach tucholskich na odludziu, jedziemy w czwartek po południu, wracamy w niedzielę po śniadaniu tak naprawdę do naszych rządów, naszych rodzin i gramy, i gramy, gramy, bardzo dużo tam gramy.
No bo są gry solo, mógłbym sobie rozłożyć grę i po prostu bez zawracania głowy w gaciach, że tak powiem, rozegrać sobie jedną, drugą partię.
Po co ci gracze, Bartku?
Dla mnie mam wrażenie, że olbrzymią wartością dodaną są te spotkania jako taka higiena psychiczna, społeczna i emocjonalna, bo też mam tendencję, żeby się najchętniej zaszyć w swojej jaskini i po prostu zdziczeć.
No i tak stwierdzam, że to dla mnie właśnie ważna część życia, właśnie te relacje oparte na wspólnej pasji, że jest z kim pogadać nawet o tych grach, pośmiać się i skrytykować czyjś pomysł na zakup kolejnej gry.
I pozdrawiam z tego miejsca Szymona, bo to oczywiście wtedy to tak trochę inaczej człowiek w trakcie partii reaguje, a inaczej po czasie.
My graliśmy w Pamira 60. partię i po prostu nie schodził nam uśmiech z twarzy i...
Bo jednak transhumanity na przykład jest takim przykładem dla mnie, że tutaj z kolei gracze, którzy grają pierwszy raz potrafią czasami odkryć coś, czego my nie widzimy po dwudziestej którejś partii na przykład.
Wiesz co, ja mam jeszcze taki czwarty, który mi się nasunął, bo to jest coś, od czego zacząłeś, czyli to nastawienie do gry danego gracza.
I rozumiem, że gramy często, żeby wygrać, ale niektórzy, mam wrażenie, traktują to zbyt śmiertelnie poważnie i to potrafi zaburzyć tego yin-yang partii.
Ostatnia przeszpartia w Rising Sun, pamiętam, jak się dwóch graczy dogadało, że jeden wystawi taki rozkaz, a drugi ma po prostu mu nie usuwać, wiesz, figurek przy swoim rozkazie.
Może nie, że nie lubiłem tego, ale tak czasami to irytowało, że dobra, idźmy dalej, zobaczymy jak to będzie i tam sprawdzimy sobie po partii.
Wiadomo, że na szczęście my też do tego jakoś dojrzewaliśmy, chyba też w grupie, że właśnie gramy z reguły kilka partii w ten sam tytuł.
Wtedy to jakby znika ten problem, bo jak już gramy trzeci, czwarty, piąty raz, jak swego czasu w PAMIR graliśmy przez cztery miesiące non-stop, no to nie było już tego problemu.
bo okazuje się, że właśnie dwie, trzy partie zagramy i okazuje się, że ani razu nie graliśmy zgodnie z zasadami i to jest takie też... No ten temat to też sobie pozwolę później poruszyć właśnie naszej krytykackiej natury.
Żona po ostatniej partii w Rise of Science mówiła, że kurde, myślałem, że się zaraz już pobijecie, więc te emocje widziane z zewnątrz,
Ja się zawsze śmieję, że w trakcie gry John Company proszę do mnie się zwracać po imieniu tej rodziny, którą gram, a dopiero po rozgrywce jestem Bartek.
Oczywiście, że się emocje pojawiają, oczywiście, że lubimy wygrywać, oczywiście, że w grach z elementem zdrajcy czasami grana to wymusza, ale na koniec ja to bardzo lubię właśnie mówić, że panowie, koniec rozgrywki, zaczynamy z czystą kartą.
Powiem ci tak, nie spotkałem od dawna, naprawdę od dawna, żadnej gry, która miałaby w takim stopniu obecny syndrom kolejnej partii.
Tam trzeba nauczyć się przestawić takie myślenie na zasadzie, no ale dopóki nie zobaczą moje karty, to nie mogą być w stu procentach pewni, że mają rację.
A co ty mu karty dajesz?
Jeden w drugiego, drugi w trzeciego, trzeci w czwartego i czwarty zaraz... I zostali policjanci i rywale.
z jednej strony prostą, imprezową grę, a z drugiej właśnie dającą nam jeszcze narzędzia w postaci atrybutów, czyli różnych stanów, na przykład daje kartę, nie odzywasz się do końca rozgrywki, albo daje kartę, jesteś otruty w trzeciej rundzie, umrzesz po prostu.
Więc to jest mega super gra, a są karty, które pozwalają zajrzeć na tożsamość innego gracza i wtedy po prostu musisz zmierzyć się z oskarżeniem, nie ma tego znaczka, to jest rywal albo policjant, a ty twardo mówisz weź nie ściemniaj, to jest trudne, ale jednocześnie mega wciągające.
No geniusz tej gry polega na tym, że możesz dużo mówić, ale nie możesz pokazać żadnej z tych kart, nie?
Albo że jak gracz się zachowywał raz, no to w kolejnej partii, okej, to będę go umiał czytać jako otwartą księgę.
No, naprawdę i to tak wciąga, mówię ci naprawdę, ja nigdy nie spotkałem gry z takim syndromem kolejnej partii.
Tutaj taki nawet fragmencik sobie spisałem odnośnie Ołfa, napisał odnośnie kolorów kart w Ołf.
gdzie tutaj kolega Sławek, którego pozdrawiam, jest takim przykładem, że dopiero mu przeskoczyło coś po tamtej, nie wiem, szóstej, siódmej, ósmej partii, gdzie sam przyznawał, że... U mnie w out, wejdę ci w słowo, w out było to samo.
Ja pamiętam na przykład w gabinet graczy tam pisał, pomstował na out i on też próbował kilka partii, no i nie zaskoczyło, więc nie zawsze to jest wyznacznik, że czegoś nam brakuje w naszym guście, tylko po prostu, no ja...
Nie wiem z czego to wynika, ale zupełnie inaczej patrzę na tę grę teraz po tych ostatnich dwóch partiach.
I nagle, wiesz, z tym bagażem tych już sześciu, siedmiu partii nagle się okazało, że kolega mówi, że wow, że to była wreszcie ta gra, że coś przeskoczyło.
i Kamila Warlocka, który no pewnie ma już setki partii w to, no gra banalna.
I kiedy się tą grę poznało lepiej, kiedy tą talię się poznało, okazywało się, że to były trochę takie kryptonimy, które dawały jakby delikatną wskazówkę w sposób często żartobliwy, nie?
No ale i patrzymy na taką osobę jak Kamil, która gra setki partii i się tym bawi, nie?
Karty lore, które dostajemy, które są tak jakby tą wskazówką, ale one też się zmieniają w trakcie, szczególnie jak nam postać umiera i wchodzimy w inne buty.
stopuje, pacyfikuje, no ale i są te karty tych mieszkańców, którzy nam pomagają w tej rebelii.
Kwestia jest tego, że ciężko to opowiedzieć, kiedy właśnie się nie ma pewnie rozgranych tam kilku czy kilkunastu partii, że czasami, i to chociażby ja widzę, nie wiem, wrót, że czasami nie opłaca się, nie wiem, zarobić dwóch funtów, czy tam zarobić trzech punktów, jeżeli mogę na przykład tę grę pchnąć w jakimś kierunku, który za dwie, trzy rundy postawi mnie w zupełnie innej sytuacji.
No właśnie, pytanie o wejście, jeden wejdzie w tą historię dzięki kartom i tekstom na karcie, nie, opisom jakimś tam barwnym, a my jednak w ten sposób jesteśmy w stanie tą przygodę zaakceptować właśnie.
Gdzie warto pójść, gdzie lepiej nie zaglądać.
Jaki ocean lepiej odpuścić, że nie warto handlować na wszystkich oceanach naraz.
Twój kodeks to jest księga, która zawiera te wszystkie karty dostępne w trakcie gry, więcej niż potrzebujesz.
No i twój przeciwnik nie wie, które karty dodajesz, dopóki ich nie zagrasz, tak jak trochę mgła wojny właśnie w RTS-ach.
A znając lepiej grę, widzimy jakie karty wprowadza przeciwnik, jesteśmy w stanie domyśleć się co planuje, on wie co my i takie wiesz, powstaje taka meta gra, no okej, to muszę zejść na inną ścieżkę, zagrać coś szalonego, żeby przełamać pewien schemat, nie?
I to jest piękne w tej grze, że ten zasób tych kart daje nam ogromne pole do popisu, do sprawdzania.
mamy na ręce kartę z cyferkami, o ile możemy podbiec do przeciwnika, czyli tam za ile zadać obrażenia.
My pamiętam, graliśmy w Yomi, bo ma też grę o takim tytule i dla mnie to był czysty fart.
Przez dwie, trzy partie zagrywałem praktycznie każdą kartę przeciwko Piotrkowi
kart zmienia tą grę dramatycznie.
japoński w stylistyce dobrze sprawdził, a tutaj po prostu wygląda jak gdzieś tam projekt z lat wczesnych, dwutysięcznych, no ale jeśli ktoś da szansę i pozna tę grę, ale przede wszystkim tutaj ostatnio też ktoś tutaj nas na Facebooku pisał właśnie, pozdrawiam serdecznie, o 50 partiach w kodeksie, więc widać jak ta gra potrafi zarzeć, jeśli już zaczniemy odkrywać w niej te możliwości.
No mi się to podoba, że ja muszę sam wycenić, na ile ta akcja jest warta w tym rozgrywce.
To już od razu mamy... No tak jak u nas ten Modern Arm czy Ponzi scheme, gdzie licytacje masz sam ze sobą, bo zastanawiasz się ile do sakwy włożyć.
A w Modern Art jest aż pięć rodzajów licytacji.
Modern Art wciąż jest na liście takich, które nie do końca widzę.
Z każdą partią planujemy ją coraz lepiej, nasze plany stają się coraz bardziej złożone, przemyślane, no i zaczyna dochodzić ten blef właśnie, udaję, że jestem tą postacią, a tak naprawdę staram się zrealizować inny cel.
otwartości i chęci bawienia się tym zdobywaniem doświadczenia, ale też otwartości na nierówny wynik gry.
No i tutaj jest ta pokora, o której wspominałem właśnie, czyli no nie skreślanie zbyt szybko tytułu, tylko jeśli rzeczywiście mamy kogoś, kto ten tytuł kocha i tak jakby ręczy za niego, no to warto spróbować jednak dać kolejną szansę.
No warto zaufać naprawdę.
bo te gry często zależą od naprawdę drobnych niuansów, które nam mogą tą rozgrywkę pierwszą popsuć, nie, i to, i warto się tym nie zrażać, tylko po prostu, no, przyjść z czystą głową, sercem na kolejne spotkanie i być może, tak jak tutaj podawaliśmy przykłady, no, na przykład, przykłady i przykłady, Rut, który teraz mam znowu w kolekcji, no,
Bardzo chciałem w takim kontekście takiego spróbowania wreszcie pierwszej partii w Roads and Boats zagrać.
No i dziękujemy za wysłuchanie, a rozmawiali dzisiaj Irek i Bartek.
Ostatnie odcinki
-
Seria Nieustraszeni - most pomiędzy euro a gram...
04.02.2026 08:00
-
Co było grane w 2021!
28.01.2026 08:00
-
Wehrle, zima i świetne tytuły
21.01.2026 09:00
-
Galatolol vs. 2025: filmowe rozgrywki, paskudne...
14.01.2026 08:00
-
Pomór... Arcs po trzech kampaniach. Czy mam dość?
09.01.2026 15:32
-
Złoty melonik 2o25 i inne durne wyróżnienia
07.01.2026 08:00
-
Pamir czy Renesans? Najlepszy pax!
31.12.2025 12:35
-
Agricola, Wehrle i ... Tesla 5000. Planszoholik...
24.12.2025 08:00
-
Co do karpia?!
17.12.2025 08:00
-
Co ogrywa Games Fanatic po Essen 2025?
10.12.2025 08:00