Mentionsy

nic na siłę
06.07.2025 16:24

77 Moje dziecko się poddaje - jak budować w nim wytrwałość?

Myślę sobie, że każdy z nas bardzo chce, aby dziecko umiało być cierpliwe, potrafiło dokończyć to, co zaczęło, nie poddawało się za szybko, nawet kiedy coś jest trudne.

Żeby miało w sobie tę wewnętrzną siłę i pewność: „Poradzę sobie, dam radę, spróbuję jeszcze raz”. Chcemy żeby miało w sobie taki miks odwagi, wytrwałości i odporności psychicznej.

Jak pomóc dziecku zbudować narzędzia, które pomogą mu rozwijać się i radzić sobie w świecie, który przecież nie zawsze jest łatwy?

O tym właśnie mówię w tym odcinku. Zapraszam do odsłuchu. 🥰💪

Jeśli odcinek Ci się podobał zostaw ocenę i komentarz. Prześlij też dalej ten odcinek, do innych rodziców w potrzebie. Dzięki!

Trzymaj się! Razem damy radę z tym rodzicielstwem!

Dziękuję Janet Lansbury, Marty Collado, Jess VanderWier za to, czego się od nich uczę!

Widzimy się też na moich pozostałych kanałach:

Instagram: https://www.instagram.com/nic_na_sile_

TikTok: https://tiktok.com/@nic_na_sile

YouTube: https://youtube.com/@nic_na_sile

Chcesz wesprzeć mnie w tworzeniu treści? Postaw mi kawkę!

https://buycoffee.to/nicnasilej


Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 279 wyników dla "PR"

Zaproponowałam wam ten temat w ankiecie.

poradzę sobie, dam radę, jeszcze spróbuję.

Przegrywa.

Jak pomóc dziecku zbudować narzędzia, które pomogą mu rozwijać się i radzić sobie w świecie, który przecież nie zawsze jest łatwy, ten świat.

jest najważniejsze i od tego warto zacząć, to wprowadzić strategie, które budują po prostu pewność siebie.

Ja wiem, że wielu z nas zmaga się z poczuciem własnej wartości, z takim niskim poczuciem własnej wartości, dlatego myślenie o tym, jak zbudować ją u dziecka, może wydawać się mega przytłaczająca, ale mam dla was taką świetną wiadomość.

Pewność siebie waszych dzieci może kwitnąć, podczas gdy wy sami pracujecie nad swoją pewnością siebie.

wprowadzając takie małe, świadome nawyki, możecie pielęgnować w dzieciach poczucie siły i wartości.

Wybierzcie sobie jedną z nich i testujcie ją przez kolejny tydzień.

Zobaczcie, jak się z tym czujecie, a potem, jeśli macie ochotę, no to próbujcie kolejnych.

Taka pozytywna gadka z samym sobą, bo dzieci się uczą poprzez modelowanie, poprzez to, co my pokazujemy.

Spróbuję po prostu jeszcze raz.

Na przykład, że zrobisz coś, jakieś danie z trudnego przepisu, albo nauczysz się jakiejś nowej umiejętności.

Opowiadaj, jak planujesz, jak próbujesz, jak przechodzisz przez ten cały proces, jak wyciągasz wnioski z jakichś drobnych porażek.

Mów przy tym właśnie, na głos, żeby to dziecko słyszało.

To ciągłe próbowanie naprawdę działa.

Za dawnych czasów technika, czy coś to się nazywało, to człowiek tam szył takich praktycznych umiejętności i się dowiadywał.

No dobra, to jeszcze raz spróbuję tą igłę w tym miejscu wbić.

Pokazuje właśnie, że to ciągłe próbowanie naprawdę działa i za każdym razem jestem w stanie być lepsza w tym, co robię.

Czyli pierwsza to jest strategia, że pokazujecie poprzez swoje działanie, czyli pozytywna gadka z samym sobą, jeszcze podsumowując i też takie pokazywanie tej pewności siebie we własnym działaniu.

Chodzi o to, żeby skupiać się bardziej na tym procesie, a nie tylko na tym efekcie końcowym.

Wiem, no jasne, że chcemy, żeby naszym dzieciom wszystko wychodziło i żeby miały same sukcesy te nasze dzieci, ale pomyśl, jak skupisz się na tej całej drodze, na tym jak on czy ona się stara, to bardziej zmotywujesz swoje dziecko do działania niż jakby miało ono tylko odhaczyć zadanie i mieć je po prostu z głowy.

Dlatego spróbuj takiego podejścia, zamiast takiego automatycznego, o, jaki ładny rysunek, jak dziecko przyniesie ci właśnie jakiś rysunek, powiedz coś w stylu, wow, normalnie widzę, ile pracy w to włożyłaś, jesteś z siebie dumna?

Czuję cię różnicę, doceniasz ten cały wysiłek, to co dziecko siedziało i ten proces myślowy, który miało, a nie tylko oceniasz ten obrazek.

Ale znajdź, wykospodaruj tą taką chwilę, żeby po prostu z tym dzieckiem się pobawić, kiedy coś robi, czy to buduje coś z klocków, czy gra na czymś, czy po prostu rysuje.

I rzucaj takimi tekstami, które doceniają ten trud na przykład.

Albo na przykład widać, że masz do tego taką mega zajawkę.

I wtedy buduje się taka pewność siebie, która się nie posypie przy pierwszej, lepszej porażce.

Dzieci znacznie chętniej próbują nowych aktywności.

I zdobywają nowe umiejętności, kiedy czują się po prostu bezpiecznie.

Kiedy wiedzą, że mają swoją bezpieczną przestrzeń.

To musicie zdawać sobie sprawę.

Kluczem jest po prostu pozwolić dziecku rozwijać się we własnym tempie, a jednocześnie delikatnie stwarzać mu okazję do wychodzenia ze swojej strefy komfortu, jak to coachowie mówią.

Dawać szansę na takie próbowanie nowych rzeczy, czy to nowych smaków, zapachów, nieznanych dotąd zabaw, czy zdobywania jakichś zupełnie nowych umiejętności.

No i jak to robić w praktyce?

Dzieci potrzebują takiego codziennego przypominania o waszej miłości.

O takie gesty i słowa, które sprawiają, że dziecko czuje się w Waszym domu takie widziane, słyszane i doceniane.

Po drugie, jak jeszcze stwarzać tą bezpieczną przestrzeń na budowanie tej pewności siebie, to bądźcie tacy obecni.

Spójrzmy naprawdę w oczy.

No nikt z nas nie jest w stanie być w stu procentach obecny przy swoim dziecku przez cały czas.

Zamiast tego skupcie się na takich jakościowych chwilach, na momentach, w których wasze dziecko staje się absolutnym priorytetem, ważniejszym niż wszystko inne.

No ja to nazywam takimi momentami stuprocentowej uwagi, kiedy spędzacie ten wartościowy czas z dzieckiem i odkładacie ten telefon.

Może spróbujcie wyznaczyć jedną godzinę w tygodniu, taką świętą godzinę, podczas której to dziecko wybiera, co będziecie razem robić.

Wasze dziecko poczuje się wtedy takie niezwykle docenione, wiedząc, że jesteście wtedy w pełni dla niego i że potraficie ochronić ten Wasz wspólny czas przed rozpraszaczami z całego świata.

Nie udoskonalam tego, co tam proponuję.

Pokazuję jej tym, że to, co zaproponowała, jest wystarczające.

Chodzi o to, aby nauczyć się z nimi rozmawiać, odpowiadać im z życzliwością i przeformułowywać tę taką surową krytykę w bardziej taką logiczną, wyważoną odpowiedź.

Zawsze zachęcam właśnie do tego, aby spróbować mówić do siebie tak, jakbyśmy to mówili do najlepszej przyjaciółki, przyjaciela.

Kiedy dzwoni do was przyjaciółka i mówi, że czuje się jakoś okropnie z powodu czegoś, co się stało, jestem pewna, że bez trudu znajdziecie w sobie współczucie dla niej.

Nie definiujecie jej wartości przez taki pryzmat jednego małego potknięcia.

Tylko jest potknięcie, to już jesteśmy po prostu fatalni.

No a teraz właśnie spróbujcie odwrócić tę sytuację i zaoferujcie sobie dokładnie to samo współczucie.

No i jak to wygląda w praktyce?

Oto kolejne dwa takie konkretne ćwiczenia, które wypowiadacie znowu na głos przy dziecku.

Może to zabrzmieć na przykład tak.

Nie jestem w tym zbyt dobra i zawsze czuję się przez to fatalnie.

Będę próbowała dalej.

przyjdzie wam wspierać w ten sposób właśnie dziecko.

I może pewnego dnia usłyszycie, jak mówi ono, nie jestem w tym dobry, ale to nic, muszę po prostu więcej poćwiczyć.

No aż mi tak po prostu serce rośnie z dumy, jak to słyszę, jak podbiega i coś mi mówi, że coś nie wyszło, ale ona jeszcze będzie próbowała.

Znaczy nie odpędzać, ale bardziej godzić się z nimi i je przeformułowywać.

Pozytywne afirmacje naprawdę działają.

Ale prawda jest taka, że im częściej powtarzamy sobie te pozytywne komunikaty na swój temat, tym bardziej stają się one prawdą, no i w którą zaczynamy wierzyć.

To ma brzmieć jak wy właśnie, jak taka wersja was, która doskonale wie, jak pocieszyć przyjaciela, który ma doła.

Tyle, że tym najlepszym przyjacielem musicie być dla siebie przede wszystkim wy.

Jeśli chcecie właśnie sprawiać, że ta pewność siebie dziecka jest duża, po prostu większa, rośnie, rozwija się i pomoże mu po prostu działać w późniejszym życiu.

które pomogą mu rozwijać się i radzić sobie w świecie, który przecież nie zawsze jest łatwy.

Musimy przestać bać się frustracji dziecka.

No i tutaj wam trochę nowości sprzedam w tym podcaście.

Przede wszystkim musimy zdawać sobie sprawę, że frustracja to część procesu.

Czasem coś nas przerasta, mamy ochotę rzucić wszystko w cholerę i odpuścić.

I czasem naprawdę to robimy.

I to też jest okej, bo jeśli jesteśmy gotowi wrócić do tej rzeczy później, to wrócimy i spróbujemy jeszcze raz.

Jedna z rzeczy, które trochę nieświadomie przeszkadzają naszym dzieciom w budowaniu wytrwałości, to my sami.

Jako rodzice bardzo często mamy ogromną trudność z tym, żeby znieść emocje dziecka, szczególnie frustrację, zwłaszcza kiedy widzimy, że ono przecież mogłoby coś zrobić, że dałoby radę, gdyby tylko spróbowało jeszcze raz.

To dzięki niej ono może się przekonać.

Było ciężko, ale jakoś przez to przeszłam.

I to, co byłoby idealne, chociaż niełatwe, to dać dziecku przestrzeń, żeby to wszystko wyraziło.

A my zamiast naprawiać, po prostu to przyjmujmy, pokazujmy swoją spokojną postawą, to jest okej, to jest część procesu.

Trzeba mieć przestrzeń na to, żeby poczuć, nie dam rady, nie chcę, nie mam siły na to.

Trzeba dojść do ściany, dać się przytłoczyć, odłożyć na bok i wiedzieć, to jest okej, że teraz tego nie robię.

To jest dokładnie ten moment, który jeśli go nie zgasimy, nie przestraszymy się jego, pozwala nam to potem wrócić do tej czynności i iść dalej.

Na pewno znajdziesz w swoim życiu przykład.

Ja miałam mnóstwo takich momentów, na przykład jak pracowałam w agencji PR, organizowałam jedno z największych takich wydarzeń gamingowych w Polsce.

Byłam tak przytłoczona zadaniami i jeszcze ktoś mi z zespołu zachorował.

Robić dużo, bo to już naprawdę był lada moment, miał być to wydarzenie.

Że naprawdę, żeby w czymś wytrwać, trzeba czasem nie chcieć wytrwać w tym konkretnym momencie.

W tym konkretnym momencie, gdzie ten poziom frustracji jest strasznie wysoki i on już nas naprawdę, naprawdę blokuje.

I to jest właśnie coś, co możemy też przekazać naszym dzieciom.

Ten prezent, że nie trzeba być gotowym od razu.

bo miałam i czasem nadal mam takie perfekcjonistyczne ciągoty, szczególnie w sprawach, które są dla mnie ważne.

To tak naprawdę, bo tak naprawdę przez całe życie sukces w różnych dziedzinach zależy właśnie od tego, czy umiemy znieść frustrację.

Za każdym razem, kiedy robimy coś, co nie wychodzi od razu, kiedy się z czymś zmagamy, kiedy coś nas przerasta i trzeba się po porażce pozbierać, to wszystko wymaga odporności, wielkiej odporności.

bo nigdy nie miały okazji się przekonać, że potrafią same przez to przejść, że frustracja ma początek, środek i koniec.

No na przykład powiedzmy, a już tutaj trochę zdradzę, o ten puzel jest naprawdę trudny, o kurka ten słoik tak mocno się zassał.

Ciekawe co się stanie, jak spróbujesz jeszcze raz.

Mogę być sfrustrowany i nadal próbuję.

Mamy to w ogóle nie przeraża.

Czyli mnie chyba ta frustracja, czyli ta frustracja chyba jest po prostu normalna.

I to właśnie jest ta umiejętność, którą naprawdę dzieci będą nieść przez całe życie.

Zwłaszcza wtedy, kiedy mamy ochotę wkroczyć, ratować sytuację, coś poprawić, coś dokończyć za dziecko.

Nawet jeśli wiemy, że frustracja jest okej, że to część procesu, to i tak ręka nam się wyciąga w stronę dziecka.

Oj, pomogę jej, przecież i tak jej nie wychodzi.

Jeśli my nie wierzymy, one też przestają wierzyć.

Nie przez to, co robimy za nie, ale przez to, że potrafimy uwierzyć, zanim one jeszcze to zrobią.

U nas było tak na przykład z jazdą z rowerem.

Sypkowi bardzo zależało, bardzo, żeby Adela próbowała i próbowała.

oczami właśnie wyobraźni widział też, jak śmiga z Adelą na jakieś rowerowe wycieczki i to sprawiało, że wywierał na nią sporą presję.

I co z tego, że ustalili coś dzień przed, a dla dzieci ważnych jest moment tu i teraz, to jak się czują i co w ogóle odczuwają w tym konkretnym momencie.

Nawet jeśli próbowała, to robiła to raz, frustrowała się, mówiła, że nie chce.

Daj znać, kiedy będziesz chciała spróbować.

Raz z nią spróbowałam z jakąś tą szarfą pod pachą, nadwyrężyłam się w ogóle i zrezygnowałam.

Ona też nie była zadowolona w ogóle z tej zabawy, więc to nie sprawiało jej żadnej przyjemności.

I nastał taki dzień, Adela zdecydowała się sama, że chce spróbować, no i pojechała.

Ono naprawdę chce opanować te umiejętności, nie po to ćwiczy, żebyśmy my to zrobili za nie.

Kolejna rzecz, która może nam umknąć, to sposób, w jaki przekazujemy dziecku różne komunikaty, często zupełnie nieświadomie.

Od najmłodszych lat uczymy dzieci, chociaż sami tego nie zauważamy, że cel jest ważniejszy niż proces.

A przecież to dla dziecka w tym momencie rozwoju to wcale nie jest najważniejsze.

Ale to się dzieje, bo przekazujemy dzieciom nasze dorosłe spojrzenie.

I to są fajne emocje, jasne, ale co tak naprawdę przekazujemy w tym momencie?

Przekazujemy, że to właśnie wynik jest ważny, że to właśnie to sprawia, że jesteśmy dumni z naszego dziecka i tak się cieszymy, a to z kolei tworzy presję, a presja wiadomo tylko pogłębia frustrację.

To nie tylko taki nacisk wewnętrzny, który dziecko samo sobie zaczyna narzucać, ale też ten, który czuje od nas, nawet jeśli o nim nie mówimy tak wprost.

Dziecko czuje, że jeśli nie wygra, nie zrobi czegoś, to nie tylko przegrało grę, ale też coś straciło.

Wyobraźmy sobie na przykład nawet niemowlaka, który leży na macie i próbuje dosięgnąć piłki.

O nie, prawie ją miał, a teraz się zdenerwuje.

A co by było, gdybyśmy po prostu obserwowali?

Zamiast projektować takie własne napięcie, po prostu jesteśmy z tym, co się dzieje.

Nie ma napięcia, nie ma presji, nie ma musisz to złapać, żeby było dobrze.

To jest po prostu nierealne.

A przecież dzieci naturalnie mają w sobie radość z procesu.

Zabierają się za coś, próbują, eksperymentują.

A my, jeśli tylko potrafimy się na chwilę zatrzymać, możemy im tego nie zabierać, nie zakłócać, nie dawać temu presji.

Naszym zadaniem jest po prostu tego nie zepsuć.

Ostatnia Adela właśnie postanowiła zrobić dla Sepka taki przyubornik na długopisy i ołówki z rolek po papierze toaletowym.

No nie zrobię tego za ciebie, ale możemy razem zastanowić się, jak ten problem rozwiązać.

Co, gdzie ma być przyklejone do siebie i jak to ma wyglądać.

Próbować i próbować.

no to mama przytrzymaj mi te dwie rolki, a ja to skleję z podstawą.

No i robię najmniejszą rzecz, jaką mam robić, dając Adeli informację, że to, co robi, to proces, że teraz jest na takim etapie, że może te rolki skleić w taki i taki sposób i tak je powycinać, a gdy tylko poświęci na coś więcej czasu, to jest w stanie rozwinąć tę umiejętność.

To właśnie sprawia, że dzieci są w stanie wchodzić w proces nauki, frustrować się, zadawać sobie te same pytania, które my zadajemy im, gdy z nimi rozmawiamy.

Kto mnie ogląda na YouTubie, to pewnie widzi, jak po prostu ze mnie spływa.

To pomoże im właśnie samodzielnie rozwiązywać problemy i działać już bez naszej pomocy, gdy będą starsze.

Kieruj się tym, normalizuj tą frustrację, przekazuj komunikaty nastawione na proces, a nie wynik.

Upewnij się właśnie, że to dziecko naprawdę chce coś zrobić i odpuść, kiedy ono odpuszcza.

To będzie trochę kontrowersyjne, bo przecież miałam Wam doradzić, co robić, żeby dziecko się nie poddawało.

Dziecko zaczyna coś robić i nagle przestaje, traci zainteresowanie, przychodzi do czegoś innego, a my wciąż jesteśmy mentalnie przy tym niedokończonym zadaniu.

No hej, już prawie skończyłaś, no dokończ to, przecież to już było prawie gotowe.

Lubimy zamykać sprawy, osiągać cele, mieć efekt.

do tego, że dziecko wie, czego najbardziej potrzebuje w tym konkretnym momencie, bo to właśnie dzieci są mistrzami uczenia się i mówią, jak mówią ludzie, którzy naprawdę się na tym znają, jak chociażby właśnie Alison Gopnik, która bada rozwój maluchów.

Bo to właśnie ta wewnętrzna motywacja prowadzi do prawdziwej wytrwałości.

A niekoniecznie to, że uczymy dziecko skupić się na celu, bo to często prowadzi do perfekcjonizmu, a nie do autentycznego zaangażowania.

Ale jakbym chciała zaprosić cię, a ja właśnie chciałabym cię zaprosić na spojrzenie na to trochę inaczej.

Może warto przestać traktować rezygnację jak porażkę czy słabość.

Bo prawda jest taka, że czasem rezygnacja wymaga naprawdę odwagi.

I że czasem, trzymając się kurczowo jakiegoś zajęcia, a niechcący uczymy dziecko, że nawet jak coś jest męczące, frustrujące, przytłaczające, nie sprawia przyjemności, to trzeba zacisnąć zęby i wytrzymać, i to robić.

Tylko czy naprawdę chcemy tego uczyć właśnie nasze dzieci, zwłaszcza w przypadku rzeczy, które miały być przecież przyjemne, miały być pasją, jak na przykład gra w piłkę, zajęcia taneczne, czy cokolwiek innego.

Na takie właśnie zajęcia patrzymy zawsze przez pryzmat tego, że poszło już dużo tutaj czasu naszego i pieniędzy, co nie?

Może dziecko ma po prostu trudniejszy moment, może pokłóciło się z kimś z grupy, może poziom trudności nagle skoczył, przestało się czuć pewnie.

Może przestało być najlepsze, a wcześniej tak świetnie dawało sobie radę i to sprawiało mu radość.

Albo klasyk, może po prostu jest zmęczone.

Czy dziecko chce zrezygnować, bo ta aktywność przestaje je rozwijać?

Bo jeśli rezygnujemy na przykład z lekcji pianina tylko dlatego, że mamy gorszy czas, to możemy niechcący odciąć się od czegoś, co w dłuższej perspektywie byłoby dla nas dobre.

Czegoś, co mogłoby dać dziecku przestrzeń na taki oddech, ekspresję, poczucie sprawczości.

Warto pamiętać, że dzieci tak samo jak dorośli potrzebują tych różnych przestrzeni, w których mogą rozwijać swoje różne strony.

Jesteśmy inni w pracy, inni w domów, wśród przyjaciół.

I jeszcze jedno, są w roku takie momenty, kiedy dzieci częściej czują się takie przeciążone.

Na przykład początek roku szkolnego, o to czas na adaptację, dużo stresu, nowych twarzy, zadań, jakiś nowy rytm.

Albo końcówka roku, kiedy wszystko się nawarstwia, dzieci są już po prostu wykończone.

Więc kiedy dziecko mówi ci, chcę zrezygnować z tej gry w piłkę, chociaż kurczę, się podobało przecież.

to zanim odpowiesz ok, albo nie musisz chodzić dalej, warto się zatrzymać i po prostu zapytać, co tak naprawdę za tym stoi.

Jak wyglądają jego przyjaźnie?

To prosty, ale ważny właśnie krok, który pozwoli ci spojrzeć na całą sytuację z takich kilku perspektyw.

Wiesz, pamiętam, że jeszcze niedawno naprawdę lubiłaś te zajęcia.

No słyszę cię, widzę, że naprawdę nie chcesz teraz tego robić.

Myślę jednak, że musimy porozmawiać o tym wspólnie, bo to jest po prostu ważny temat.

Lub powiedz tak wprost, no teraz to nie jest najlepszy moment, bo gotuję obiad, ale bardzo mi zależy na tej rozmowie.

Bo dziecko czuje, że traktujesz jego decyzję poważnie, a jednocześnie tworzysz przestrzeń na taką spokojną rozmowę, kiedy oboje będziecie gotowi.

Po pierwsze, przypomnij sobie tę myśl.

Nie chcemy przecież, żeby nasze dzieci trwały w czymś, co je unieszczęśliwia, ale z drugiej strony chcemy też, żeby czasem umiały przetrwać trudności, nie rzucały wszystkiego po pierwszym kryzysie, żeby rozwijały w sobie ten tak zwany growth mindset, czyli podejście, to trudne, ale próbuję dalej.

Jak znaleźć ten balans między tym, żeby dziecko czegoś się nauczyło, a tym, żeby nie wymuszać na nie czegoś, co jest po prostu przytłaczające.

Jednym ze sposobów na rozpoczęcie tej rozmowy jest po prostu podzielenie się własną historią.

Najprostsze.

Przypomnij sobie...

Albo przeciwnie, zrezygnować, bo czułaś, że to nie dla ciebie.

Może to była jakaś praca, w której czułaś się niedoceniana.

Może projekt, który dawał ci stres zamiast satysfakcję.

Albo coś, co kiedyś kochałaś, ale już cię po prostu coś, co kiedyś kochałaś, ale teraz już nie sprawia ci tej radości.

To pozwala dziecku poszuć, że jego rozterki są normalne, że to nie jest jakieś widzimisię, to część po prostu życia.

Bo wiesz, dla wielu dzieci powiedzenie rodzicowi, właśnie chcę zrezygnować, to wcale nie jest prosta sprawa.

One naprawdę mogą się obawiać, że cię zawiodą.

Mogą się bać, że będą za to, nie wiem, ukarane, albo że się zdenerwujesz, bo przecież,

Płaciłaś za te zajęcia, woziłaś je co tydzień, poświęcałaś czas, więc zanim wejdziesz w decyzję i dyskusję, stwórz przestrzeń na rozmowę, która nie będzie oceną, tylko wspólnym rozważaniem, wspólną rozkminką.

Co się dzieje, dlaczego to przestało sprawiać ci radość, co ci to dawało, a teraz co ci to zabiera.

A przecież dzieciństwo i dorastanie to czas wielu takich zmian, prób, eksperymentów i ważne, żeby uczyć się, że czasem zmiana kierunku to nie słabość, to dojrzałość.

Pod warunkiem, że jest przegadana, przemyślana i wsparta.

Wydaje mi się, że już też się przygotowuje mentalnie.

Nie wiem, ja dalej chyba chcę przyspieszyć trochę w czasie.

Nie mam pojęcia, ale już sobie po prostu dużo rzeczy słucham o nastolatkach, powiem wam.

Co konkretnie możemy zrobić, kiedy nasze dziecko przeżywa frustrację?

Jak się zachować, żeby nie przeszkadzać, tylko wspierać?

Jak wejść w tryb ufam Ci, zamiast naprawię to za Ciebie?

Mam dla Was trzy proste kroki, które mi pomagają.

No, super proste.

Ale zanim do nich przejdę, to tylko jedno przypomnienie.

Przypomnijcie sobie, jak wasze dziecko, gdy było niemowlakiem, uczyło się turlać, nie wiem, sięgać, czołgać, czworakować, siadać.

Dzieci są niesamowicie wytrwałe, ale tylko wtedy, kiedy mają przestrzeń taką emocjonalną i fizyczną, żeby próbować.

My po prostu musimy tego nie zgasić ludziska.

Po pierwsze, jeśli dziecko nas prosi o pomoc, albo nawet nie musi nic mówić, ale widzimy, że ma trudności, to zaczynamy od tego, od wsparcia emocjonalnego.

I teraz uwaga, to nie znaczy, że mamy zacząć wygłaszać przemowę motywacyjną.

Nie, wręcz przeciwnie.

Zwłaszcza jeśli te słowa zaczynają przeszkadzać dziecku w byciu tu i teraz.

To, co robimy, to po prostu uznajemy to, co się dzieje po prostu.

Nie muszę komentować każdej miny, ale jestem w trybie widzenia po prostu.

Możemy powiedzieć coś prostego.

A żeby się czuły wspierane, muszą czuć, że jesteśmy naprawdę obecni.

I po prostu nadal nic nie robię.

ale nie rezygnuje i możemy mu zaproponować pomoc słowną.

Znowu z takiego miejsca, gdzie wierzymy, że frustracja to coś zdrowego, coś, co dziecko może przeżyć i przejść przez to.

Na przykład jak Adela była takim dwuletnim maluchem, to zaczęła się wspinać na liny.

Mówiłam wtedy do niej, jestem obok, pomogę Ci, jeśli chcesz spróbować.

Bez presji, bez tonu, zrób to, dasz radę, już powinnaś to umieć, albo popatrz, jak tutaj chłopiec się wspina.

Może spróbuj ją delikatnie postawić tutaj.

Po prostu przekazujemy takie pytanie.

Tak, żeby troszeczkę dziecku dać czas, żeby przebywało w tej frustracji.

One potrzebują tej przestrzeni.

Widzę, że to naprawdę trudne.

A co gdybyś spróbowała tak?

Więc staram się jej pomagać, ale angażuję się w ten proces najmniej jak się da.

Po prostu słowem.

Moje ręce nadal są przy mnie.

No i jeśli dziecko nadal próbuje, jeszcze nie odpuściło, jest zaangażowane, a moc się biorą górę, no to wtedy możemy zaoferować pomoc fizyczną, ale znowu najmniejszą możliwą.

Dziecko próbuje otworzyć słojek, nie otwieramy go do końca, tylko możemy delikatnie poluzować tą nakrętkę, tak żeby ono ciągle miało szansę poczuć ten ruch, ten wysiłek.

Nie przez to, że my to zrobimy za nie.

Dziecko się wspięło gdzieś wysoko i teraz próbuje zejść.

To było coś, co Adelę blokowało przez długi czas.

Łaziła wysoka, a potem włączało jej się takie jęczenie i obawa przed zejściem.

Wiadomo, że druhowo włącza mi się tryb, zrobisz to Adela, no dawaj, no przecież weszłaś.

Zaczęłam wtedy pomagać inaczej, na przykład delikatnie przestawiając jej stopę na niższy stopień.

Mówiłam, przesunę Ci teraz nogę, o tutaj, niżej, żebyś poczuła tę linkę pod spodem, pod sobą.

Bo przy takich aktywnościach, jak wspinanie się, dzieci często nie tylko odpala się im frustracja, ale też zazwyczaj się po prostu boją.

Na przykład jeszcze taki kolejny, puzzle.

Za bardzo mi zależało, to znaczy, że w tej przestrzeni mogła budować tu swoją autonomię i poczuć się sobą.

Może już zauważyliście właśnie ten mój schemat, że u mnie jest odpowiadanie pytaniem na pytanie, aby jak najwięcej Adelę zaangażować w proces i uruchomić jej głowę.

Na przykład podpowiadam, to może poukładajmy te kawałki według kolorów.

Albo starsze dziecko, praca domowa, projekty z przyrody albo wypracowanie.

My sobie z Adelą robimy takie wspólne projekty.

Na przykład chcemy zrobić wędkę.

Czasem właśnie przez to, że słyszysz, czego na pewno nie chcesz zrobić, na przykład wykonanie prostej wędki z patyka i sznurka, tak jak mama powiedziała, zaczynasz rozumieć,

Więc często właśnie usłyszenie kilku propozycji, które do mnie pasują, sprawiają, że sami wymyślamy propozycję, która nam pasuje.

I tak właśnie ona zrobiła sobie wędkę z jakiegoś tam ołówka, nitki, przyczepiła do tego goziki do tego i okazała się, że to miała być wędka dla lalek i w ogóle jest zadowolona ze swojego osiągnięcia.

Albo jeszcze jeden przykład.

Możemy przytrzymać jeden klocek, żeby łatwiej było ułożyć kolejny na górze.

To wszystko są przykłady właśnie tej pomocy fizycznej, która nie odbiera dziecku tego doświadczenia i nauki.

My tylko robimy miejsce, dosłownie i w przenośni na to, żeby dziecko mogło powiedzieć.

Te trzy proste, ale bardzo właśnie głębokie kroki.

Kiedy nie boimy się jej, wręcz przeciwnie, traktujemy ją jak coś normalnego i zdrowego i potrzebnego.

Tu trzeba zaufać, bo często ten niepokój, że dziecko za szybko rezygnuje, to tak naprawdę nasz lęk.

A wiecie co, im więcej presji z naszej strony, tym większe prawdopodobieństwo, że rzeczywiście się podda.

Im bardziej pomagamy, staramy się za bardzo, tym bardziej odbieramy przestrzeń dziecku do działania.

I zaufać, że czasem samo zacznie próbować dłużej, więcej, odważniej.

Jak wracacie z roboty, jesteście zmęczeni i musicie zająć się czymś, co was przytłacza.

Zaufanie, zaufanie do procesu.

Na przykład Adela rysuje jakąś postać, a nie wychodzi jej tak, jakby chciała.

To się naprawdę często zdarza i co ciekawe, czasami sami nieświadomie to nakręcamy, bo dziecko mówi, narysuj mi coś, no i co robimy?

Bo przecież mama umie, tata lepiej rysuje, a ja, no ja boję się, że mi nie wyjdzie tak ładnie jak im.

Sebek na przykład zaczął rysować rano ręką, aby jego obrazki nie wyglądały tak idealnie.

Albo jeśli dopiero przerywasz ten wzorzec, no to możesz powiedzieć coś.

A teraz to jest coś, co ty możesz spróbować.

Możesz to powiedzieć z uśmiechem, ciepło, bez presji.

Coś bardzo prostego.

Niech to będzie zaproszenie, a nie twój pokaz możliwości, artysto.

Możesz też zaproponować coś takiego.

No to chodź, potrzymasz moją rękę i poprowadzisz ją.

Ale zanim do niego przejdziesz, warto najpierw zrobić pierwszy krok, to emocjonalne wsparcie.

A może po prostu postaw kredkę na karsce i zobaczymy, gdzie sama będzie chciała pójść.

Ale nic więcej, nie przejmuj kontroli, bo najważniejsze to zaufać, że dziecko wróci do rysowania, jak już ten cały stres zniknie, ta cała presja bycia idealnym, że musi być ładnie albo poprawnie i wróci do tego, tylko trzeba dać dziecku na to przestrzeń i czas.

Dużo wam przekazałam tutaj tego, co się nauczyłam od tych moich wszystkich idoli, Janet i Marty Kolado i Jess van der Weer, chyba tak się ona czyta.

Napiszcie komentarze, jaki element tego podcastu wam się podobał, czy na Spotify, czy wysyłajcie do mnie przez Instagrama.

Może oni mają, wasi znajomi, podobne problemy i sobie tak stworzycie sieć wsparcia.