Mentionsy

Baj Example
15.01.2026 13:43

56. Wychowują piątkę dzieci w edukacji domowej i budują społeczność rodzin. Jak to działa

👉 Sprawdź nasz newsletter (już ponad 20 tys. rodziców, nauczycieli i edukatorów):wydawnictwoelement.pl/newsletter/

O tym, jak wygląda codzienne życie rodziny z piątką dzieci w edukacji domowej – i co naprawdę oznacza budowanie społeczności.

Społeczność rodzin, które nawzajem wspierają się w edukacji domowej, to marzenie wielu rodziców.

Kiedy pojawia się myśl o rezygnacji z tradycyjnej szkoły, szybko przychodzą też pytania: jak to pogodzić z pracą, kto pomoże z nauką, gdzie dzieci znajdą przyjaciół i czy damy sobie z tym wszystkim radę sami?

Wspólnota ludzi, którzy myślą podobnie, wspierają się w nauce i pomagają dzieciom budować relacje, wydaje się naturalną odpowiedzią na te wątpliwości.

Jednak gdzie taką społeczność znaleźć? A jeśli zdecydujemy się tworzyć ją sami – z jakimi wyzwaniami się to wiąże?

Często wydaje się, że wystarczy grupa ludzi i dobra wola. W praktyce wiele inicjatyw rozpada się po kilku miesiącach, a rodzice zostają z poczuciem przeciążenia, chaosu i rozczarowania.

Między marzeniem o edukacyjnej wiosce a jej codziennym funkcjonowaniem jest sporo trudnych tematów: odpowiedzialność, pieniądze, zaangażowanie i pracownicy.

Jak stworzyć społeczność, która naprawdę działa? Czy to nie jest praca na pełen etat? Czy da się to pogodzić z pracą zawodową i życiem rodzinnym? I co z dziećmi – nauką, egzaminami i relacjami?

Sonia i Dariusz Brauhoffowie wychowują piątkę dzieci w edukacji domowej i od lat tworzą Stowarzyszenie Arte Educare – formalną społeczność rodzin, opartą na wychowaniu przez sztukę.

W tej rozmowie opowiadają bardzo konkretnie:
jak powstała ich społeczność i jak wygląda jej codzienne funkcjonowanie,jak łączą edukację domową, pracę zawodową i prowadzenie stowarzyszenia,z jakimi trudnościami się mierzą i co faktycznie im pomaga.Mówią też o odkrywaniu talentów i pasji: Sonia jest kompozytorką, a Dariusz muzykiem NOSPRu i przedsiębiorcą, a w przeszłości był także profesjonalnym sportowcem. Dzielą się tym, jak sztuka, muzyka i sport wpływają na ich sposób myślenia o edukacji i życiu rodzinnym.

To rozmowa o odpowiedzialności, codziennych wyborach i budowaniu edukacji w zgodzie z własnymi wartościami.

🔗 Linki z odcinka:
Stowarzyszenie Arte Educare – https://arte-educare.pl/Strona Soni Brauhoff – https://soniabrauhoff.com/



Sprawdź nasz newsletter! Już ponad 20 tys. odbiorców -> https://wydawnictwoelement.pl/newsletter/

Zobacz nasze książki i wydarzenia na żywo -> https://wydawnictwoelement.pl 

Obserwuj nas na:
FacebookuInstagramieYouTube

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 471 wyników dla "Ruch i Rytm"

Sonia i Dariusz Brauchow są dzisiaj moimi i waszymi gośćmi.

I Klara.

Rodzice, piątki dzieci od niedawna, które wychowują się w edukacji domowej.

I twórcy stowarzyszenia Arte Educare.

o którym przede wszystkim dzisiaj chcę z wami porozmawiać.

Dzisiaj chcę przede wszystkim rozmawiać z wami o tworzeniu społeczności dla rodzin w edukacji domowej.

To jest temat, który jest ważny dla nas osobiście, bo sami takiej społeczności potrzebujemy.

Jest ważny dla wielu innych rodziców, bo wiemy to z kontaktów, z newslettera, z naszej konferencji.

Wy to robicie i chcę się dzisiaj dowiedzieć od was, w jaki sposób to robicie, jak to działa, jak się sprawdza.

Jesteście oboje artystami.

Sonia jest kompozytorką muzyki klasycznej.

Dariusz jest muzykiem Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, popularnego NOSPR-u.

A przez 10 lat byłeś profesjonalnym piłkarzem.

Grałeś w Ekstraklasie w futsalu.

Dokładnie tak.

I oprócz tego jesteś także przedsiębiorcą.

Można tak powiedzieć.

Więc oprócz tych tematów związanych z tworzeniem wioski będę chciał dzisiaj porozmawiać z wami o talentach i odkrywaniu talentów w sobie samych i w dzieciach.

Ja nazywam się Aleksander Baj, a to jest podcast Baj Example.

Te talenty miały być takim dodatkowym tematem dzisiejszej rozmowy, ale nie mogłem się powstrzymać, jak sobie myślałem dzisiaj o tej rozmowie z Wami, żeby Was o to nie zapytać, w jaki sposób Wy odkryliście swoje talenty i kiedy poczuliście, że chcecie za tym podążać.

Soniu, czy Ty możesz pierwsza powiedzieć, kiedy odkryłaś, że muzyka jest Twoim talentem i że to jest coś, co chcesz i będziesz robić w życiu?

Z pewnością było to już w dzieciństwie, dosyć wczesnym.

Rodzice zauważyli, że sporo tam muzyki jest gdzieś we wnętrzu.

No i posłali mnie do szkoły muzycznej, tak jak również moich trzech braci.

I wspólnie jeździliśmy do szkoły.

No i tam już się to zaczynało.

Prowadzenie nauczycieli, ale też bardzo dużo pomogła mi improwizacja, którą zawsze uwielbiałam.

I sama improwizowałam w domu, harmonizowałam różne pieśni, piosenki, ale chyba takim punktem wyjściowym do

do tej miłości, do muzyki, był moment, kiedy poproszono mnie jako dziewięciolatkę, żebym zagrała na nabożeństwie majowym na organach w kościele.

No oczywiście musiałam się przygotować.

Pamiętam, jak tata jechał, kupił ze mną śpiewnik księdza Mioduszewskiego.

No i wtedy zaczęłam rzeczywiście sama harmonizować pieśni.

I bardzo mi się to spodobało.

Szkoła muzyczna szła jakby swoim torem.

Skończyłam pierwszy stopień, później dojeżdżałam codziennie z miejscowości spod Góry Świętej Anny z Żerowej.

Dojeżdżałam do Opola, więc to jest jakieś w jedną stronę 40 kilometrów.

Więc to też był duży wysiłek jak dla takiej dziewczynki dwunastoletniej, żeby jechać, poświęcić czas, poświęcić siły.

I to się działo właśnie przez sześć lat, a później już wybrałam studia muzyczne w Poznaniu, a później w Katowicach.

Nie miałaś takich obaw albo myśli, że z muzyki nie da się wyżyć i trzeba jednak robić coś innego?

Nie.

Zawsze to była wielka pasja i wierzyłam, że ta praca przyjdzie sama.

Jeżeli coś się bardzo kocha, to to właśnie będzie.

Na początku pracowałam w przedszkolu, ucząc rytmiki z dziećmi, a później już poszło to w kierunku kompozycji.

No i teraz rzeczywiście od czasu do czasu te zamówienia przychodzą i dziękuję, że są.

No okej, czyli coś, czego wielu być może by pozazdrościło.

To jest taka pewność od młodych lat, że to jest coś, w czym chcesz się doskonalić, że to jest kierunek, w którym chcesz iść.

Darku, jak to było u ciebie?

Bo ty w pewnym momencie musiałeś dokonać wyboru muzyka czy sportu.

Tak, zgadza się, zgadza się i może zacznę od środka historii, nie od początku, bo rzeczywiście był taki moment, gdzie musiałem decydować, czy zdawać na studia muzyczne, czy na AWF.

Termin był taki sam.

No ale z racji tego, że tej muzyce poświęciłem znacznie więcej czasu,

I od samego początku w tym kierunku też rodzice mnie kształtowali.

Przez dopilnowywanie, ale od samego początku w tych placówkach artystycznych byłem, czyli w przedszkolu, w pierwszym stopniu, w liceum.

Więc mnóstwo wysiłku, pracy oczywiście przy satysfakcji olbrzymiej.

No trzeba było włożyć w to wykształcenie, w tą edukację, a w tym czasie sport jakby temu towarzyszył.

Futsal akurat w tamtych czasach, w tamtym okresie.

nie był tak profesjonalną dyscypliną jak obecnie, więc można to było łączyć.

Treningi odbywały się kilka razy w tygodniu wieczorną porą, mecze w weekendy już w późniejszym czasie.

A do pewnego czasu tych 16-17 lat to była tylko zabawa z piłką bardziej niż takie profesjonalne podejście i nigdy

W klubie takim z prawdziwego zdarzenia nie grałem i nie trenowałem.

Mały epizod w Stadionie Śląskim, ale to raptem kilka tygodni.

Czyli miałeś jednak takie przekonanie, że chcesz poświęcić karierę muzyce?

Zgadza się, zgadza się i z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że to była bardzo dobra decyzja.

Aczkolwiek przez wiele później jeszcze lat łączyłem te dwie profesje.

Nawet jak jeszcze w nos przegrałem, to jednocześnie byłem nauczycielem w perkusji w dwóch szkołach pierwszego stopnia.

w Rudzie Śląskiej w Dąbrowie Górniczej, a jednocześnie już takim, można powiedzieć, profesjonalnym bardziej futsalowcem byłem, już nie takim osiedlowym, czy gdzieś tam w takich bardziej amatorskich ligach grającym.

No tak, no i gdzieś tam szybko mnie zauważono, więc była ta przygoda dosyć fajna, bo i Mistrzostwa Polski, i gra w Lidze Mistrzów, niewiele, ale jednak występów reprezentacji Polski, więc na pewno bardzo ciekawa przygoda.

która zakończyła się operacją, nie jedną, bo 4 ma w wieku 30 lat i próbowałem jeszcze wrócić do uprawiania tego sportu w takim pełnym zakresie, ale już to się nie udało.

Natomiast też z perspektywy czasu patrzę na to jako coś takiego opatrznościowego, bo

gdyby nie ta kontuzja i dalej to uprawianie sportu, taki profesjonal, to mojej kochanej małżonki bym prawdopodobnie nie poznał.

No i to życie się przewartościowało w pewnym momencie całkowicie.

I to też myślę, że na bardzo, bardzo, bardzo duży plus.

A w twoim przypadku nie było takich myśli albo głosów z zewnątrz, że tu sport, tu muzyka, no a gdzie coś takiego, z czego można utrzymać rodzinę?

Na pewno te myśli gdzieś krążyły.

To na pewno jest gdzieś tam trochę szerszy problem, nie tylko mój, ale młodzieży.

Myślę, że niewiele jest takich osób, które już potrafią sobie zaplanować tą przyszłość na etapie liceum, czy gdzieś tam nawet studiów.

A nawet jak się jest na studiach już gdzieś tam ukształtowanym, to...

często się studiuje po prostu, a co będzie dalej zobaczymy.

Ja w jakichś zespołach już grałem w trakcie studiów, miałem już też okazję grywać w NOSPRZE jako osoba doangażowana, więc nie było to tylko studiowanie, ale też jakby taka praktyka muzyczna w zespołach.

Mieliśmy też z drugim perkusistą i z rytmiczkami przez kilka lat też taki

zespół Ruch i Rytm nazywający się, więc próbowałem gdzieś coś takiego, co gdzieś ten pieniądz też by przyniósł.

Audycje muzyczne grałem po różnych domach kultury, po szkołach innych, więc jakaś tam aktywność była, natomiast

No, nie ukrywam, że ta stała praca w nosprze daje taką stabilizację i jednak pewność.

To jest zupełnie coś innego niż gdzieś granie takie od święta.

Potem pojawiły się wasze dzieci i zastanawiam się, co was skłoniło do tego, żeby zdecydować się na edukację domową i czy fakt, że sami...

podążyliście taką niestandardową ścieżką kariery, że jesteście artystami.

Miał na to wpływ, że chcieliście waszym dzieciom dać też więcej przestrzeni na przykład na sport i sztukę albo w ogóle na swobodne rozwijanie swoich talentów.

To już było moim pragnieniem od czasów studiów.

Pamiętam, jak powiedziałam to jednej osobie, że chciałabym edukację domową prowadzić w przyszłości.

Oczywiście to spotkało się z dużym zaskoczeniem i taką niepewnością.

Bo oczywiście to jest niełatwy styl życia i wręcz bardzo trudny.

I trzeba mieć pomysł, jak to zrobić.

No i właśnie to już chodziło za mną od tamtych czasów.

No i później jak urodził się nasz pierwszy syn, no to oczywiście mieliśmy taki dylemat, czy przedszkolę, czy jednak w domu, później kolejne dzieci, ale jakby w głębi serca cały czas było to pragnienie i poszliśmy za tym.

Jednak nie wiedzieliśmy, co ze szkołą zrobić.

No i tutaj pamiętam ten dzień, kiedy wypisaliśmy sobie różne ścieżki tej edukacji szkolnej naszego syna.

pierwszego i były to edukacja domowa jako sami, edukacja domowa z kimś, z jakąś pomocą nauczycieli albo edukacja w grupie jakiejś.

Jakby nie braliśmy pod uwagę szkoły w ogóle.

No i zaczęliśmy myśleć o grupie, tym bardziej, że też czuliśmy, że

Powinniśmy działać społecznie, żeby nie zatrzymywać niektórych pomysłów, niektórych myśli, niektórych uczuć tylko dla siebie, ale chcieliśmy po prostu się tym dzielić.

Zaprosiliśmy grupkę na początku naszych przyjaciół, dzieci naszych przyjaciół do tego projektu i to było bardzo nieformalnie, bo w naszym domu się spotykaliśmy, przychodził nauczyciel też, a ja prowadziłam zajęcia muzyczne.

Ale zauważyliśmy, że to było dosyć trudne dla naszych dzieci, ponieważ one były na naszym terenie, czuły się gospodarzami i nie było to takie bardzo obiektywne prowadzenie.

Postanowiliśmy zapytać księdza proboszcza, czy użyczyłby nam salek obok kościoła naszego parafialnego.

No i za zgodą księdza proboszcza właśnie już od tamtych sześciu lat prowadzimy Arte Educare.

Później zatwierdziliśmy formalnie, zatrudniliśmy nauczycieli.

No i co roku ta wizja się rozszerzała, można powiedzieć poprawiała, żeby powolutku już było tak, jak widzieliśmy to na początku.

Jak to dalej widzimy?

No bo życie tak zmienia się, jest płynne i są różne potrzeby, też różne osoby do nas przychodzą.

I chcieliśmy właśnie to zrobić w oparciu o wartości chrześcijańskie oraz o sztukę.

I tutaj szukaliśmy takich osób, które by pasowały do tych dwóch wytycznych, można powiedzieć, jeżeli chodzi o nauczycieli.

A jeżeli chodzi o rodziny, które do was przychodziły?

To rodziny, tak się składa, że one pasowały do tych wytycznych, ponieważ to są rodziny, zazwyczaj tak, rodziny na edukacji domowej są zazwyczaj wielodzietne, zazwyczaj wierzące, zazwyczaj szukające piękna, nie wiem...

uprawiające właśnie muzykę albo sport.

Więc to wszystko jakby się tak składało i dalej składa.

Oczywiście mamy taką zasadę, że zanim przyjmujemy rodziny do nas, rozmawiamy z nimi.

Rozmawiamy o tych wartościach, na których nam zależy i niektórzy mówią, to nie dla nas.

Więc też mamy takie rozmowy, zdarza się.

Też nie wykluczamy oczywiście kogoś, kto chce spróbować, a nie miał do czynienia z chrześcijaństwem na przykład.

To o czym mówicie, to mam wrażenie, jest marzenie wielu rodzin.

Właśnie taka społeczność.

No sami wiem to i z naszego doświadczenia, ale też właśnie z rozmów z innymi, którzy myślą o edukacji domowej albo w tym są, że jeżeli ktoś... Różne są powody, dla których rodziny chcą się zdecydować na edukację domową, ale jeżeli o tym myślą, no to największym wyzwaniem jest to właśnie, gdzie dzieci będą miały społeczność swoją, gdzie będą poznawały innych ludzi.

No i kto nam w tym pomoże?

No bo wiele rodzin nie czuje się na siłach, żeby wziąć to w całości na siebie.

No i taka mała społeczność osób, w której się znamy, taka edukacyjna wioska, to jest marzenie wielu osób, ale jest to też trudne.

Wy od samego początku wzięliście to na siebie?

I czy to pozwoliło wam w ogóle łączyć z waszą aktywnością zawodową?

Czy musieliście zrezygnować z pozostałych projektów albo jedno z was i poświęcić się w całości działalności stowarzyszenia?

Jeszcze powiem tak, dopowiadając może w poprzednim wątek i to, o co pytałeś, że ważne było i cały czas jest, żeby to, co budujemy, budować na takich pozytywnych wartościach.

Nie na tym, że system jest byle jaki, dlatego nie chcemy chodzić do szkoły.

Bardziej to rzeczywiście wypływało z wnętrza i myślę to...

To bardzo, bardzo buduje, czyli ten fundament jest taki pozytywny, nie negatywny.

A druga rzecz, która też mi tak przychodzi na myśl przy tych początkach, które były.

Nie pamiętam, ktoś nam to powiedział, że o wiele łatwiej będzie...

taką grupę utrzymać, jeżeli ten projekt będzie sformalizowany.

Czyli nie na zasadzie, dobra, spotykamy się wśród rodzin, bo też są takie koncepcje, czyli spotyka się kilka rodzin i jedni rodzice biorą jakieś jedne obowiązki, przykarniają dzieci i ten materiał.

razem przekazują i gdzieś jest takie wspólne działanie, ale bez tego takiego fundamentu formalnego.

To, co Sonia powiedziała, to tak naprawdę fajnie brzmi, ale zanim tę decyzję podjęli, to naprawdę było dużo rozmów z innymi ludźmi i też ten projekt cały od początku powierzaliśmy Panu Bogu i opatrzności, bo to było za duże

Przedsięwzięcie na takie ludzkie siły, bo teraz się odnoszę do tego, co powiedziałeś.

Nasze życie było dosyć intensywne cały czas i ta praca zawodowa, moja, Sonii, tu już dzieci się pojawiły i to trzeba było...

I przemodlić i też modliliśmy się o jakieś znaki.

To prowadzenie właśnie, spotykanie z tymi osobami, gdzie Sonia kogoś spotyka, mówi o tym.

Spadali nam z nieba nauczyciele.

Ja kiedyś uczyłam, ja byłam nauczycielką klas 1-3.

Czy ktoś, kto już stowarzyszenie prowadził.

czy ktoś, kto księgowością się zajmował, czy stroną prawną potem, tak?

Więc ci ludzie byli koło nas i też grzechem by było nie skorzystać z tego, bo widzieliśmy, że przy tym, co mamy, czy przy chylności właśnie księdza proboszcza, gdzie przy pierwszym razem powiedział, no jasne, nie ma problemu, są salki, stoją puste, działajcie.

Jakby nie było czegoś takiego, co by nas mogło zahamować.

Natomiast w późniejszym czasie, gdzie jednak sporo i czasu i wysiłku to kosztowało, no potrzebowaliśmy trochę takiej modyfikacji, czyli osoby, która przede wszystkim odciąży Sonię.

Przede wszystkim odciąży Sonię, bo dosyć dużo spraw i drobnych i dużych się przewijało przez nas, bo różnego rodzaju problemy pojawiały się po drodze.

Więc pierwsze co?

Telefon do Sonii.

I tych telefonów było coraz więcej, coraz więcej spraw i to nie działa na zasadzie załatwię sprawę, odłożę telefon i koniec.

Szczególnie ta psychika kobieca jeszcze musiała popracować, jeszcze musiała to przemyśleć i nie mogła tych spraw zostawić niedokończonych, więc to było dosyć duże obciążenie też psychiczne.

Więc mamy od dwóch lat wspaniałą osobę, koordynatorkę Magdę, która tutaj jest taką pośredniczką pomiędzy rodzinami a nami, czyli Sonia bardziej dba o

te założenia, które są, żeby one były realizowane, o taką wizję, o to, żeby rzeczywiście to stalać, ale na poziomie podstawowych tych rzeczy, no to mamy właśnie Magdę, która koordynuje działania.

A z twojej perspektywy, Soniu, czy ty musiałaś zrezygnować z jakichś konkretnych swoich aktywności, które miałaś wcześniej na rzecz prowadzenia stowarzyszenia?

Trudno tu mówić o rezygnacji, raczej starałam się to wszystko łączyć, czyli macierzyństwo z twórczością oraz z prowadzeniem stowarzyszenia.

Ale rzeczywiście po trzech latach był taki już duży kryzys, w sensie było tak dużo pracy,

że będąc na spacerze pewnego dnia, spotkałam panią, która była psychologiem firmy.

Nie wiem, jak się to dokładnie nazywa, ale podejmując z nią tę rozmowę, ona mówi, że to jest tak jak prowadzenie firmy, prowadzenie stowarzyszenia, że powinniśmy mieć koordynatorkę albo koordynatora.

No i zaczęliśmy się na to otwierać, zaczęliśmy się też modlić o to,

No i wyobraź sobie, że moja koleżanka zaprosiła przyjaciółkę, zaprosiła mnie do tego, żebym dragowała na jej ślubie z holi.

No i w tej z holi była Magda, która od razu jakby podpadła mi w tym, że ona będzie się bardzo nadawała do tej roli.

No i rzeczywiście, tak jak Darek wspomniał, tak jest.

A ciekawi mnie też aspekt finansowy tego, no mówiąc wprost, bo wiem, że w przypadku wielu takich projektów jest to wyzwanie, że rodzice wiedzeni takim entuzjazmem i taką wiarą decydują się na to,

znajdują grupę, która jest skłonna się włączyć, zaangażować, a po jakimś czasie projekt nie wychodzi, bo właśnie zabrakło na czynsz albo zabrakło na to, żeby zatrudnić dodatkowe osoby, albo kilka rodzin zrezygnowało i nagle to przestaje się spinać.

Czy dla was ten aspekt finansowy był wyzwaniem albo problemem w którymś momencie?

stowarzyszenie też ma pracowników, zatrudnia kilka osób, więc jakby trzeba w każdym miesiącu na te wynagrodzenia zarobić.

Cały czas jest to wyzwaniem.

Cały czas właśnie tutaj księgowa z naszą koordynatorką czuwają nad tym, żeby to pospinać.

Niestety rodzice muszą płacić za zajęcia u nas.

Chcieliśmy to zminimalizować do jak najmniejszych kosztów, ale te koszta są.

Tym bardziej, że jako stowarzyszenie nie dostajecie subwencji edukacyjnej, bo są zapisane do szkoły.

Do innych szkół.

Chcemy, może się udaje, może nie.

To już musieliby nauczyciele sami powiedzieć, ale tutaj jak najbardziej zadbać o kadrę, żeby to kadra miała satysfakcję, miała radość i przede wszystkim właśnie

miała stosowne wynagrodzenie.

No a reszta osób, które pracują wokół stowarzyszenia, no to już jakby w naszym przypadku to jest praca społeczna.

Tak i warto też powiedzieć, że dzięki przychylności księdza proboszcza mamy umowę użyczenia salek, czyli nie płacimy za korzystanie z takiego miejsca.

Jedynie musimy tutaj regulować kwestie ogrzewania.

w tym okresie zimowym i tak naprawdę te pieniądze, które do nas spływają z tych opłat od rodziców, przeznaczamy na wynagrodzenie dla nauczycieli.

I tutaj też, tak jak Sonia powiedziała, to jest bardzo ważny aspekt, bo...

Chcemy docenić pracę nauczycieli, szczególnie, że mamy wpływ, to jest też bardzo takie pozytywne, że mamy wpływ i taką decyzyjność na to, kogo zatrudniamy, z kim będziemy współpracowali, z kim...

te nasze dzieci będą przebywały.

Więc chcemy docenić tą pracę i myślę, żeby dwie strony były tutaj zadowolone, czyli my z tej pracy nauczycieli, a żeby nauczyciele też dobrze się u nas czuli i godnie za swoją pracę mogli zarobić.

Natomiast

Rzeczywiście, wiemy, że to dla rodzin obojętnie jakie pieniądze nie musieliby na to ułożyć, to przy zazwyczaj rodzinach wielodzietnych zawsze to będzie wydatek, zawsze to będzie koszt.

I też w planach mieliśmy to, żeby w przyszłości ten koszt był jak najmniejszy.

Mamy tego świadomość.

Nie wiem Soniu, czy chciałbyś coś dodać do tych elementów organizacyjnych, bo mam też do Was pytania dotyczące wychowania przez sztukę.

Czy chcesz coś jeszcze powiedzieć, jeżeli chodzi o samo prowadzenie tego, zaangażowanie, połączenie z innymi Waszymi aktywnościami, no albo jeżeli chodzi o te sprawy finansowe?

Zawsze moim dylematem było to, jak połączyć działalność stowarzyszenia w sensie nie naszej aktywności, ale uczestnictwa naszych dzieci w stowarzyszeniu.

To znaczy już tak bardzo praktycznie.

Ile dni w tygodniu?

Czy dzień po dniu?

Czy na przykład wtorki, czwartki?

Czy wtorki, środy, czwartki?

Może czwartki, piątki?

No i badając to zjawisko jakby przez lata i dopytując się też rodzin czy innych osób, niekoniecznie z naszego środowiska, ale też ze środowiska konkretnie warszawskiego, tutaj uznaliśmy, że w tym roku, tak się też poskładało z nauczycielami, ale że w tym roku będzie to czwartek, piątek.

I rzeczywiście nasze dzieci od poniedziałku do środy złapały bardzo fajny rytm w domu, czyli nie jest to rwane, że we wtorek gdzieś wychodzą, w środę znowu wracają, znowu trzeba wracać do rytmu, który już był w poniedziałek rozpoczęty.

I w tym roku właśnie poniedziałek, środa to jest praca w domu, a czwartek, piątek praca w stowarzyszeniu.

No to jest też ważna rzecz i chciałem do tego nawiązać, no bo to, o czym mówicie, bo dzieci są w stowarzyszeniu dwa dni w tygodniu.

Na swoje jakieś robocze potrzeby nazywam to edukacją hybrydową, chociaż wiem, że to może być mylnie rozumiane, bo edukacja hybrydowa często osobom kojarzy się z tą edukacją, która miała miejsce w czasach COVID-u, czyli że dzieci tam mają część zajęć, część lekcji online.

Natomiast nasze dzieci też są...

W edukacji domowej dwa dni w tygodniu spędzają w placówce, trzy dni są w domu i robią swoje rzeczy.

Mam wrażenie, że też obserwujemy to, że coraz więcej szkół wychodzi naprzeciw takim potrzebom, a to znaczy, że tych potrzeb jest coraz więcej, że rodzice chcą to w jakiś sposób połączyć.

I wydaje się, że jest to taki pod wieloma względami zdrowe rozwiązanie, że dziecko przez dwa dni w tygodniu jest w placówce, czy trzy dni czasem przez pozostałą część tygodnia jest w domu i robi swoje rzeczy.

I z tego, co mówiliście, to u was też to nie było tak, że to było założenie od początku, tylko wyszliście naprzeciw temu, co słyszeliście, że rodzice tego potrzebują.

Tak, ale tak najbardziej to obserwowałam swoje dzieci, no bo nie jestem w innych domach i nie wiem jak to tam funkcjonuje, mogę tylko usłyszeć.

Ale właśnie widziałam po naszych dzieciach, że one zaczynają, im są starsze, tym zaczynają być bardziej samodzielne w tej edukacji.

I prowadzić swój plan na siebie, na edukację, na to, jak chcą zdobywać wiedzę albo realizować podstawy programowe, bo to są też dwie różne rzeczy.

No właśnie.

I z tych obserwacji bardziej moich to tak wynikało.

To znów nawiązałaś do tematu, o który chciałem was zapytać, to znaczy nauka, a podstawa programowa i to, czym dzieci się zajmują.

Zacznijmy od wychowania przez sztukę.

Co przez to rozumiecie, dlaczego wychowanie przez sztukę i jak to się odbywa w stowarzyszeniu?

To jest tak bardzo naturalne od początku naszego rodzicielstwa, że nie mogło być inaczej w arte educare.

Też arte, czyli sztuka i educare tak naprawdę w tłumaczeniu to jest wychowanie, czyli wychowanie przez sztukę.

Bardziej skupiałabym się tutaj na tym, że wychodziłabym od tego, że

że w początku każdej sztuki, każdej twórczości, można tak powiedzieć, jest zachwyt.

Jeżeli my ten zachwyt mamy nad dziećmi, nad tym, co z nimi robimy, my ich zarażamy tym zachwytem, to nie ma siły.

W pewnym momencie dotrzemy do sztuki.

Dotrzemy do muzyki wysokiej, do malarstwa, do tańca, do wszelkiej działalności związanej z pięknem.

I to chcieliśmy także przekazać w Arte Educare.

Przede wszystkim nakreślamy tę wizję naszym nauczycielom, ale też tak się składa, że właśnie oni przychodzą do nas już z pewnym doświadczeniem związanym ze sztuką.

Jest to, tak jak mówię, bardzo, bardzo naturalne, a podstawa programowa musi być realizowana.

Do tego też podpisujemy takie umowy ze szkołą i w ogóle jesteśmy zapomizani do 18 roku życia wykształcić te nasze dzieci, prawda?

Ale to bardzo, bardzo się staramy, żeby to nigdy nie było w formie takiego...

obowiązku związanego ojejku znowu ta nauka tylko nawet przykład z dzisiaj przepraszam ale powiem ze swojego podwórka i po prostu takie jakie życie jest dzisiaj jest poniedziałek każdy nauczyciel wie i każdy rodzic na edukacji domowej wie że poniedziałki są najtrudniejsze w tygodniu no bo trzeba wejść i tak dalej

No i przykład z rana, no nasze dzieci jeszcze w okresie takim świątecznym były bardzo, no wiadomo jak my wszyscy w okresie świątecznym funkcjonujemy.

Nie udało się jeszcze tego rytmu w zeszłym tygodniu złapać, więc w tym już zrobiliśmy sobie wczoraj jakiś zarys tego, co chcemy robić i tak dalej.

No ale dzieci wstały, tak jak zawsze, no i o nie, nauka, tak?

I mówię, ojejku, ja tak nie chcę, ja chcę właśnie to zrobić z jakąś radością.

No i przez jakiś czas było no nie, no nie, nie, nie.

Spotykałam się z tym właśnie nie.

Ja mówię, no nie, no musi być jakieś wyjście, tak w sobie cały czas myślę, tak, no musi być jakieś wyjście, więc tą klarą na rękach sobie chodzę i mówię, no Panie Boże, znajdź jakiś sposób, no i na rozluźnienie tego wszystkiego, no i mówię, no przecież nawet każdy ma przecież w podstawie programowej z tej naszej trójki dzieci w edukacji domowej już obowiązkowej, każdy ma...

Jest mowa o trójkącie.

No jeżeli jest mowa o trójkącie, no to ten najstarszy, który właśnie był tak bardzo na nie i z ochotą by się jeszcze raz położył do łóżka, to mówię, wiesz co, a może połóż się na podłogę.

No dobra i mama w ogóle co tu wymyśliła, tak?

Proszę drugie dziecko i trzecie, żeby się położyło na podłogę i zrobiły trójkąt.

No to teraz każdy jest na innym poziomie mierzenia tego trójkąta.

Powiedziałam ile mają centymetrów, policzyliśmy obwód trójkąta, policzyliśmy skalę, policzyliśmy kąty i tak dalej.

Więc to tak bardzo rozluźniło tą atmosferę, że oni sami usiedli później do tego co było zaplanowane i zaczęliśmy już normalną taką pracę regularną.

Więc takie cały czas szukanie jakiegoś pomysłu i pójście może czasem nie tak bardzo na siłę, tylko właśnie rozluźnienie tej atmosfery, bo nie ma edukacji bez relacji, to wiemy.

I wiemy, to wszystko nie ma edukacji bez radości i bez zachwytu.

Już jest bardzo ciekawe dla mnie to, co powiedziałaś, bo od razu mi się to skojarzyło z Arno Sternem, tatą Andrę Sterna, który nigdy nie chodził do szkoły.

Arno z kolei jest twórcą pracowni malarskich Malord i po pierwsze dla niego też fundamentem edukacji był zawsze zachwyt i entuzjazm dziecka.

I kiedy on mówił o tym, czego dzieci potrzebują, on się zdecydował razem z żoną, postanowili dwójki swoich dzieci nie posyłać do szkoły, właśnie dlatego, żeby dać dzieciom się zachwycać, ale też on mówił takie zdanie, że dziecko do prawidłowego rozwoju potrzebuje właściwie tylko trzech rzeczy i to jest muzykowanie, malowanie i tańczenie.

A reszta przyjdzie sama.

I w takiej wierze, w takiej postawie wychowywali swoje dzieci.

No i jest dla mnie to o tyle ciekawe, że z własnego doświadczenia wyprowadziliście też taki sam wniosek.

Natomiast dobrze, że powiedziałaś też o tej podstawie programowej, bo jestem ciekaw, jak do tego podchodzicie i prywatnie, i w Arte Educare.

Czy na ile...

Może tak, jakie kompetencje chcecie, żeby dzieci w procesie edukacji opanowały?

Takie, które mają być potrzebne w przyszłości.

Z pewnością na każdym etapie zastanawiam się nad tym na nowo.

Tak jak mam w głowie po prostu podstawę programową klas 1-3, gdzie to się sprowadza do czterech rzeczy.

Pisania, czytania, liczenia i opowiadania.

Jeżeli ja to cały czas mam w głowie, to mogę codziennie przez obserwacje prowadzić to dziecko jako przewodnik.

I jeżeli na przykład w zeszłym roku mieliśmy taką sytuację, wprawdzie nasz syn już był w czwartej klasie, ale wykorzystaliśmy umiejętności z poprzednich lat, gdzie uczyliśmy się kaligrafii elementarnej, ale wykorzystaliśmy to poprzez pisanie unciałą.

I z tym pojechaliśmy też na egzamin, na historię i syn nasz po prostu był mocno w to zaangażowany, żeby rzeczywiście poopowiadać o tym, co to jest uncjała.

jakie to są przysłowia, kiedy była używana, kiedy powstało Pismo Święte, właśnie pisane unciałą.

Więc obserwujemy te nasze dzieci i próbujemy wdrożyć to, co my wiemy w ich życie.

Na przykład przypomina mi się sytuację, kiedy Darek zaczął grać tokatę na naszym instrumencie tutaj w domu, tokatę Demolbacha.

I nasz wtedy siedmioletni syn się mocno tym zachwycił właśnie i chciał, żeby Darek go nauczył.

Nauczył się Franciszek tego utworu i tak bardzo był tym pochłonięty, że...

W zasadzie wykorzystaliśmy wiedzę, która się tam znajduje w tym utworze, wiedzę muzyczną i on w wieku dziewięciu lat o wiele, wiele więcej wiedział o muzyce, o teorii muzyki, o różnych aspektach muzycznych niż nauczyłby się tego powiedzmy w jakiejś placówce, która jest oparta na podstawie programowej.

Co też jest dobre, ale tutaj miał naturalne rozszerzenie tej wiedzy już w tak młodym wieku.

I w wieku dziewięciu lat zagrał tą tokatę na organach w Nosprze.

Więc to też był dla niego taki owoc tej pracy jego i tego samozaparcia, które podjął.

Czasami siedział bardzo długo, żeby właśnie wyćwiczyć.

Tak, to jest... Wspaniale się obserwuje dzieci, które jeżeli czymś się zachwycą, to rzeczywiście są w stanie opanować wszystko, co się z tym wiąże i na tym zachwycie jakąś rzeczą, którą dziecko chce zrobić, możemy zbudować naprawdę bardzo dużo.

Natomiast czy wy kładziecie nacisk na podstawę programową, na to, co...

No tak, na to, co jest gdzieś tam odgórnie powiedziane, że dzieci powinny wiedzii potrafić.

Czy jest to dla was taki obowiązek, który trzeba spełnić, ale nie przywiązujecie do tego dużej wagi?

Mamy ze szkoły wytyczne, które powinniśmy zrealizować jako powiedzmy minimum, żeby wiedzieć na danym etapie i to realizujemy.

Jeżeli się czegoś więcej dzieci dowiedzą, to też o tym mówią na egzaminach, tak jak mówię o...

historii, o tych przysłowiach łacińskich na przykład.

No i realizujemy podstawy, oczywiście, że tak, bo to dla nich samych, ale też dlatego, żeby my jako rodzice podjęliśmy się spełniania tego obowiązku edukacyjnego.

Podręczniki są takim też uzupełnieniem, można powiedzieć, że nie polega to na tym, że po prostu strona po stronie zapoznajemy się z tym i w ten sposób przekazujemy to dzieciom.

No tylko, no właśnie, patrzymy trochę szerzej.

Prawdą też jest to, że nasze dzieci może nie są na początku tej drogi, już w trakcie, ale mimo wszystko dużo jeszcze przed nimi.

Więc mamy tą świadomość, że

tych obowiązków będzie coraz więcej, materiał będzie coraz trudniejszy i z tym trzeba będzie się za chwilę zmierzyć z przedmiotami, które wymagają takiego większego pochylenia się nad tym.

To jest bardzo duże wyzwanie.

Już teraz widzimy, że nie jesteśmy w stanie każdemu dziecku poświęcić tyle czasu, ile byśmy chcieli w tej edukacji, bo już jest piątka.

Więc to jest bardziej kwestia tutaj umiejętności zarządzania, bo jak jestem poza domem i Sonia te obowiązki przejmuje przedpołudniowe powiedzmy, no to jest jedna dla tej piątki, która jest w różnym wieku.

Więc fizycznie nie ma możliwości, żeby wszystkim przekazać tyle, co by się chciało.

Dlatego tutaj to łączenie, czy wspomaganie się rzeczywiście stowarzyszeniem, ale też, co jest istotne, cały czas praca nad tym, żeby dzieci coraz lepiej same się potrafiły uczyć i same chciały się uczyć.

Bo bez tego nie ma szans, żeby nad każdym stać i w jakiś sposób teraz kombinować i myśleć, czy dojdę do tego, czy nie dojdę do tego, czy dziecko będzie chciało, czy nie będzie chciało i to się można zamęczyć z drugiej strony.

Ja wiem, że Sonia uzupełnił, to jest może takie męskie patrzenie trochę, ale takie też praktyczne.

No bo to za chwilę z tym się będziemy zderzali.

Ale oczywiście Sonia sobie doskonale radzi, ale jest jedna.

My zaobserwowaliśmy z kolei u naszej najstarszej córki, która jest teraz w czwartej klasie.

że ona rzeczywiście bierze za tą swoją naukę odpowiedzialność i jest to dla nas bardzo budujące i pierwszy raz poczułem, że może niektóre moje obawy są nieuzasadnione, kiedy nasza córka przyszła do nas z wydrukowanymi tymi wymaganiami programowymi do egzaminu, które też dostaliśmy od szkoły, gdzie ona ma tam odznaczone, co ona już wie i potrafi i nie ma problemu, a co nie wie i co się trzeba douczyć i ona przychodzi do mnie taka trochę niepewna, mówi jak ja sobie to mam zaplanować, żebym ja zdążyła do egzaminów.

I dla mnie to jest świetne, bo widzę, że ona już myśli z wyprzedzeniem o tym.

I jak obserwuję coś takiego, to jestem spokojniejszy.

To znaczy myślę sobie, że dzieci naprawdę dużo biorą na siebie i mam też taką informację od osób, od innych rodzin, które są w edukacji domowej, że jednak często to jest tak, że dzieci biorą tę odpowiedzialność na siebie i jeżeli potrzebują wsparcia, to się im tak punktowo tego wsparcia udziela.

My na przykład rozmawiamy o tym też z dziećmi, że kiedy one narzekają na to, że trzeba się nauczyć i do egzaminu coś tam zdać, a ich to nie ciekawi, to my mówimy, że ja to rozumiem, że ciebie to nie ciekawi, tylko jeżeli dalej chcesz iść tą drogą i mieć tyle czasu na swoje rzeczy, ile masz, to nie za bardzo mamy inną opcję.

Czy wy widzicie też w waszej rodzinie to, że te dzieci biorą za to odpowiedzialność, że dużo zrobią same?

że mają po prostu świadomość tego, że są jakby częścią takiego projektu, z którym muszą współpracować.

Tak, to myślę, że Sonia tutaj więcej powie.

Ja tylko na samym wstępie tego tematu powiem, że czasami jak wchodzę po południu po pracy do domu i Sonia mi właśnie jakąś taką ciekawą informację powie, że wreszcie to gdzieś zatrybiło, ja tylko robię znak, że mówię chwała Bogu.

Bo rzeczywiście to są takie przełomowe momenty, że nam się wydaje rodzicom,

że właśnie tego elementu brakuje.

Kiedy to nastąpi?

A tu nagle, może kochani, ty powiesz parę przykładów.

Przypomniała mi się tylko taka sytuacja z września, bo we wrześniu rodziliśmy Klarę i oznajmiłam naszym dzieciom, że w tym roku będą musieli sobie znaleźć sami jakąś drogę, jakiś sposób na to, żeby się uczyć.

Wiadomo, że ja nie będę na każde zawołanie, że będzie Klara, która też czasami może i płakać itd.

No i w pewnym momencie nasz najstarszy syn zaczął nastawiać budzik na piątą godzinę rano.

I myśmy w pierwszym momencie nie wiedzieli, o co chodzi, ale później nam mówi, że on się uczy dwie godziny, czyli do siódmej się uczy, tak sobie rozpisuje to wszystko, co ma zrobić.

Później idzie spać, o dziesiątej się budzi, jak my już z kolei wstajemy.

On ma ciszę sobie rano.

No i później pracuje dalej albo coś, nie wiem, ćwiczy, gra, cokolwiek.

Więc znalazł sobie taki sposób, oczywiście to nie trwało zbyt długo, ale doświadczył tego i może kiedyś do tego wróci.

Uczyło mu się świetnie.

Tak i coraz większa właśnie świadomość tego, bo tych przedmiotów przybywa, egzaminów przybywa i ta świadomość tego, że jednak na ten egzamin trzeba pojechać.

I wie, ma już świadomość czasu, że jak za późno coś się weźmie, to po prostu może nie zdążyć.

I właśnie piękne jest to, że przychodzi sam i mówi, mamo, żeby zdążyć, to muszę zrobić to, to, to i to, bo inaczej będą problemy.

I to jest super, to jest właśnie to, co powiedziałeś, branie tej odpowiedzialności za tą swoją edukację.

One też wiedzą, że im wcześniej pojedziemy na egzamin, tym wcześniej mają wakacje, więc tak ich bardzo mobilizuje.

A w Arte Educare dzieci też mają zajęcia związane z przygotowaniem się do podstawy programowej.

I powiedzmy już o tych dzieciach od czwartej klasy w górę, bo w przypadku młodszych jest to trochę łatwiej, ale te dzieci w klasach 4-8, bo liceum nie ma jeszcze w RT Educare, jak wygląda ich harmonogram w stowarzyszeniu?

Tak się składa, że nie mamy siódmej i ósmej klasy jeszcze.

Mamy 4-6 dzieci właśnie w tych klasach.

Także są prowadzone zajęcia dwa razy w tygodniu i podzieliliśmy to na bloki humanistyczne i blok matematyczny.

Mamy właśnie nauczyciela od polskiego i historii i mamy od matematyki.

Nie mamy biologii ani geografii, to dzieci sobie w domu już same ogarniają.

Mamy jeszcze do tego katechezę i mamy gimnastykę.

No i oczywiście w tych dniach też jest spacer do lasu, taki godzinny, powiedzmy, nie?

Różnie to bywa.

Czasami nauczyciel przyniesie coś, co może dzieciom zaproponować, także w formie gry albo różnych zabaw, także ruchowych powiedzmy, a czasem dzieci przychodzą z pulą pytań, którą mają do zrealizowania na egzamin i wtedy przy wsparciu nauczyciela

I wspólnym, swoim właśnie nawzajem, między dziećmi wsparciu też rozwiązują te zadania.

Ale mamy jeszcze w Arty coś takiego, wprowadziliśmy to już trzeci rok działa, że w każdej porze roku, czyli cztery razy w roku mamy występy tak zwane.

Występy są podzielone na dwie części.

Pierwsza część to jest to, co się dzieje w arte.

Przedstawiamy rodzicom, dziadkom, wujkom, dziocom, ktokolwiek chce przyjść, posłuchać, popatrzeć.

I wtedy nauczyciele też bardzo często realizują tę naukę czy podstawę programową, wtapiają w przedstawienia.

w tańce, w cokolwiek właśnie związanego ze sztuką.

Bardzo zręcznie to robią i wspaniale.

A w drugiej części tych występów dzieci pokazują to, co robią w domu.

Oczywiście kto chce.

Jest to w bardzo dobrej, miłej atmosferze, zawsze się na to cieszą.

Czy to będzie piosenka, wiersz, gra na instrumentach, powiedzenie czegoś, czy opowiadanie o czymś.

I myślę, że to jest bardzo fajne dla dzieci, dla rodziców, żeby zobaczyć po prostu taki owoc pewnego etapu pracy.

Jeszcze chciałem, bo Sonia może dopowie ten wątek, bo to jest też myślę bardzo istotne, czyli jakaś taka wymiana spostrzeżeń między rodzicami i nasza jeszcze właśnie z kadrą.

Wiemy, że każda rodzina troszkę inaczej funkcjonuje, mimo że mamy podobny fundament i świadomość rodziców, że chcą w tym uczestniczyć.

Ale każde dziecko mimo wszystko jest trochę inne i gdzieś tam wymaga troszkę tego indywidualnego podejścia.

I dzięki temu też się udaje, myślę, nauczycielom mieć tak realnie większy wpływ na to, żeby jak najlepiej tę wiedzę przekazać.

A jak wygląda ten element wychowania przez sztukę w Arte Educare?

Czy dzieci mają zajęcia, które sobie wybierają, czy to są zajęcia, które wy proponujecie związane właśnie z muzyką czy sztukami plastycznymi?

Na początku tak myśleliśmy, że zatrudnienie tutaj dodatkowych osób od plastyki, od muzyki, od teatru, mieliśmy takie zajęcia też.

To jest właśnie, że to jest właściwa droga do tego, żeby tą sztukę realizować i tak było na tamten czas.

Ale później zaobserwowałam, że dzieci troszkę ten czas miały poszarpane.

Czyli przechodziły od sali do sali, jakby to było takie mało płynne.

I zaproponowaliśmy takie działanie, żeby...

To wszystko, co można zrobić przez sztukę, robił jeden nauczyciel, jedna osoba.

Czyli żeby dziecko miało poczucie bezpieczeństwa przy jednej osobie i od początku dnia do końca dnia ten nauczyciel wplata różne działania artystyczne.

zajęcia, po prostu ogólnie rzecz biorąc, tak przez te pięć godzin.

Jak to robi nauczyciel, to my już nie wnikamy, my oddajemy, my ufamy i widzimy, że to działa, że każdy ma swój styl i to jest piękne, że każdy jest inny, każdy nauczyciel.

No i dzieci chłoną to, co robi nauczyciel, tą atmosferę i te działania i tak dalej.

Ale rzeczywiście zachęcamy nauczycieli do tego, żeby dzieci dużo malowały, dużo śpiewały.

Praktycznie 80% dzieci z Arte chodzi do szkoły muzycznej, więc dużo tych dzieci też gra na instrumentach.

Szczególnie na fortepianie mamy pianino, dwa pianina w Arte.

Więc one sobie w przerwach grają.

To jest bardzo miłe, jak się przychodzi i ktoś tam sobie po prostu gra.

No to jest takie wielkie.

Ale to też musimy być cały czas czujni i otwarci na wprowadzenie zmian, bo na początku tak nie było.

Były te zajęcia muzyczne typowo.

Teraz jak dzieci rzeczywiście do szkół muzycznych chodzą,

No tak, zmieniło się troszeczkę, ponieważ dzieci dorastają, już też widzimy ile mają poza artę zajęć niektóre dzieci, czy w Pałacu Młodzieży, czy w szkołach muzycznych, dlatego te potrzeby już się zmieniły naszego tutaj działania.

Często jest tak, że decydujemy się na edukację domową po to, żeby dzieci miały więcej przestrzeni na inne rzeczy.

Bo wydaje mi się, że rzadko jest tak, że rodzice decydują się na edukację domową dlatego, że uważają, że zrobią to samo, co szkoła, lepiej w domu.

I myślę, że w waszym przypadku to też nie to było główną motywacją.

Więc chciałem zapytać, jakie to są te inne rzeczy, którymi zajmują się wasze dzieci, jeżeli chcecie się podzielić tym, co oni rozwijają, w jaki sposób to robią i jeżeli też wiecie, jak to robią inne dzieci ze stowarzyszenia, bo być może macie takie relacje, to co dzieci, czym się zajmują i jak wygląda te trzy dni w tygodniu, kiedy one nie są w stowarzyszeniu?

Trudno powiedzieć, co rozwijają, bo to nie ten, nasze myślenie chyba powinno pójść nie w stronę efektu, bo my nie jesteśmy w stanie zobaczyć tej przyszłości, jesteśmy w stanie się domyślić.

To moje pytanie nie było o efekt, tylko o aktywność.

Ok, właśnie.

Jesteśmy w stanie zaobserwować, co one robią, tak jak w domu.

Przede wszystkim...

Jest ogrom tej muzyki w naszym domu.

Tutaj improwizacja jest największą sztuką u nas na instrumentach.

Klara jeszcze nie, ale czwórka pozostałych bardzo często muzykują.

improwizują teraz kolędy, cały czas grali, więc to jest ich taka mocna, mocna strona i dużo czasu temu poświęcają.

I właśnie sobie myślę, że gdyby były w szkole, to by tego nie było.

I tak mi się wydaje, że to jest troszeczkę...

To, co mówił Arno Stern o formulacji, on to mówił w malarstwie, ale ja to widzę, że w muzyce też to działa, czyli dzieci wyrażają tą swoją ekspresję, każdy na swoim etapie, na swój sposób.

Franciszek już będzie bardziej zaawansowany, ten najstarszy.

Helenka też, Janek jeszcze inaczej, a ten najmłodszy Nikodem no...

Będzie jeszcze inaczej wyrażał tą swoją muzykalność.

Czy w tańcu bardziej, czy właśnie w poruszaniu się itd.

Więc to pochłania nasze dzieci bardzo.

Na pewno mają dużo czasu na czytanie.

Na pewno mają dużo czasu na ruch.

gdzie to jest też dla nich bardzo ważne i czują potencjał, że im to wychodzi, że mogą się ruszać dobrze, w sensie jakaś salta, gwiazdy i tak dalej stanie na głowie co chwileczkę.

Więc dajemy temu też przestrzeń.

Pewnie zapytasz kiedy to robimy albo kiedy się uczymy skoro one cały czas stoją na głowie.

No na przykład nasz syn nauczył się czytać stojąc na głowie, bo był kinestetykiem i na to mu pozwoliliśmy.

Nauczył się tabliczki mnożenia przez robienie salta, bo mógł zrobić jedno salto, ale jeszcze trzeba było przy tym pomyśleć o wyniku mnożenia.

Więc to jest to, o czym też mówi profesor Kaczmarzyk, żeby pozwolić dzieciom na ruch podczas edukacji.

Uwielbiają być w naturze, uwielbiają być na dworze, na ogrodzie.

Zrobili sobie kopalnię gliny na naszym ogrodzie i właśnie syn pojedzie ze swoją tabliczką glinianą i swoim alfabetem na egzamin też, nawiązując tutaj do ludów pierwotnych.

Lubią gotować.

Także to studnia bez dna, można powiedzieć.

Tak, dużo się dzieje w naszym domu rzeczywiście.

Natomiast ja też zrozumiałem, że pytasz o to, co poza domem też robimy, w sensie zajęć takich popołudniowych.

Tutaj to nasze działanie determinuje szkoła muzyczna popołudniowa.

No i to już są dwa, trzy popołudnia tak naprawdę.

Mieliśmy w pewnym czasie sporo zajęć w Pałacu Młodzieży.

Tych możliwości, alternatyw jest mnóstwo i można naprawdę trochę się w tym pogubić, bo jak sobie każdą rzecz tak po kolei weźmiemy, no to...

I my w pewnym momencie też powiedzieliśmy stop.

Zamieniamy większą część tego na budowanie relacji i więzi w domu i między nami.

Oczywiście pewne rzeczy zostawiamy, jak gimnastyka czy basen.

W późniejszym czasie, jeżeli rzeczywiście pojawiłyby się następne jakieś pasje, to na tym fundamencie można już budować.

A nic nie zastąpi, uważamy, tej relacji między nami i międzyrodzeństwem w rodzinie.

Mamy świadomość, że tego czasu wspólnego będzie...

Coraz mniej, a nie coraz więcej.

I o jednej rzeczy jeszcze chciałem powiedzieć, która też jest dla nas ważna i myślę, że powinna być najważniejsza, a ona czasami jest gdzieś tam upychana czy spychana na torboczny.

Mianowicie duchowość dzieci.

W tym całym pędzie staramy się też dbać o tę stronę duchową dzieci, o ten rozwój duchowy.

Czyli jak możemy, żeby uczestniczyć we mszy

wykorzystujemy tam, gdzie możemy, to, żeby ten kontakt z duchowością, z kościołem, z religią był i żeby był ten kontakt też żywy, bo dzieci biorą z nas przykład i jeżeli my o tym też rozmawiamy, mówimy to jest w naszym domu, to dzieci gdzieś tam tym żyją.

No i też dzisiejszy przykład, bardzo ciekawy.

Janek sześcioletni mówi, tato, będziemy mieli w domu relikwie Szarbela, świętego Szarbela.

Ja mówię, jak to możliwe?

No, że znajoma przyniesie.

Ja mówię, no to super.

Ale tato, ja bym tak chciał, żeby najlepiej tak całe jego ciało było i ten jego grób.

Nie możemy zawłaszczyć całego Szarbela dla nas.

Możemy wymyślić jakąś kiedyś do Libanu pielgrzymkę albo do jakichś miejsc, z którymi był związany.

No ale właśnie to jest to, że tym żyją.

Jak mamy figurki, to nie mamy tylko figurek zwierząt, którymi też się lubią bawić, ale figurki świętych, czy opowiadania o świętych.

Tak jak Sonia na początku uczyła ich pisać na podstawie właśnie cytatów z Pisma Świętego, tylko żeby to właśnie było naturalne, nie gdzieś nisu.

Widzę tutaj bardzo dużo takiej mądrości.

Chcę to powiedzieć tak wprost, że to są bardzo świadome wybory z waszej strony, jeżeli chodzi o to, co dzieci robią i czym się zajmują, a z czego świadomie rezygnujecie na rzecz innych rzeczy.

I wierzę, że to przynosi owoce.

I zgodzę się z tym, że jeżeli ten fundament...

w aspekcie tym dotyczącym wiedzy, ale też dotyczącym innych umiejętności jest budowane od młodego wieku, to na tym fundamencie dzieci potem będą mogły budować to, w jakim kierunku będą chciały dalej się rozwijać.

Klara jest znowu z nami, dzielna, kolejna odsłona tego naszego spotkania.

Mam do Was ostatnie pytanie.

Często pytam rodziców, którzy też mają wiele różnych zobowiązań, gdzie znajdują w tym czas dla siebie i na swoje pasje.

W Waszym przypadku wydaje się, że jest troszkę, no może nawet łatwiej, ponieważ Wasza praca jest Waszą pasją, ale czy macie takie w tygodniu, w miesiącu, takie rzeczy, czas, który przeznaczacie tylko dla siebie, na swoje rzeczy, dla siebie nawzajem, na dbanie o Waszą relację?

Czy macie jakieś pasje, które rozwijacie poza tym, co robicie zawodowo?

Ja powiem tak, czas biegnie, zmieniamy się.

Inaczej do pewnych rzeczy podchodziłem przynajmniej ja rok temu, pięć lat temu, dziesięć lat temu.

Całkowicie to inaczej wygląda, to życie też się przewartościowuje.

I ja myślę, że jeżeli jesteśmy zaangażowani w macierzyństwo, w ojcostwo i w tą relację przede wszystkim małżeńską, ta rodzina jest, można powiedzieć, naszą pasją.

możemy trochę ołtarzu tej pasji poświęcić swoje ambicje, z czego możemy zrezygnować, żeby znowu nie wpaść z drugiej strony, że mam coraz mniej sił, coraz więcej zmęczenia, bo to wszystko kosztuje, a co mam dla siebie?

Myślę, że bardzo ważne jest, żeby mieć wsparcie małżonka w tym, co robimy.

Żeby Sonii chociaż dać małą przestrzeń na komponowanie, czy nawet na zapisywanie pewnych myśli.

Żeby z tym nie była sama, bowiem jako artystka potrzebuję też...

tego uzewnętrznienia, budowania, tworzenia.

Jeżeli tego nie ma, to wiem, że też może trochę gasnąć, mimo że priorytety są inne.

Czyli próbujemy łapać i dawać sobie też ten czas przez jakiś taki dialog.

Myślę, że dla mnie takim odetchnięciem jest codzienna medytacja.

Taka półgodzinna.

Modlitwy w ciszy.

To bardzo umacnia, bardzo dużo daje takiej siły na kolejne wyzwania.

No i te pasje, które były kiedyś, one się zamieniły, mówię o twórczości, o komponowaniu, teraz w twórczość dla dzieci.

Bardzo, bardzo wam dziękuję za podzielenie się tym, co robicie, tym, jak to robicie.

Myślę, że ogromna dawka inspiracji dla rodzin, dla rodziców i dla osób, które chcą angażować się też w edukację pozaszkolną.

Gdzie można was znaleźć?

Można was znaleźć na stronie Arte Edukare?

Czy gdzieś jeszcze mówicie o swojej działalności?

Tam też są namiary na nas, także jeżeli ktokolwiek będzie miał jakieś pytania, to chętnie udzielimy porad, odpowiedzi.

Linki znajdziecie w opisie tego odcinka, jak zwykle.

A jeżeli interesują was takie treści, między innymi to, w jaki sposób tworzyć społeczności dla rodzin w edukacji domowej, to ja z kolei bardzo was zapraszam do naszego newslettera, gdzie raz w tygodniu wysyłamy tego rodzaju informacje.

Szczegóły także w opisie odcinka.

Soniu, Darku, jeszcze raz ogromne dzięki.

Bardzo dziękujemy.

Free audio post-production