Mentionsy
#280 - O prorokach, grypie i uprawianiu ryżu (odcinek-słuchowisko)
Zapraszam na słuchowisko Brzmienia Świata, w którym nie brakuje proroków, wizjonerów i ludzi, którzy potrafili pociągnąć za sobą tłumy.
(00:00:00) Powitanie
(00:00:50) Słuchowisko
(00:38:43) Podziękowania
Wszystkie głosy, które usłyszycie w tym odcinku należą do fizycznych, rzeczywiście istniejących osób i nie zostały wygenerowane maszynowo przez algorytmy.
✅ Wspieraj Brzmienie Świata na Patronite: https://patronite.pl/brzmienie-swiata
🔔 Zasubskrybuj kanał: https://youtube.com/@BrzmienieSwiata?sub_confirmation=1
🎧 Posłuchaj na innych platformach: https://ffm.bio/brzmienieswiata
Instagram: https://instagram.com/brzmienieswiata Facebook: https://facebook.com/brzmienieswiata X: https://x.com/paweldrozdradio WWW: https://paweldrozd.pl
#BrzmienieŚwiata #PawełDrozd
Szukaj w treści odcinka
Dzień dobry, cześć, witajcie.
Nazywam się Paweł Drost, a to jest podcast, który od ponad pięciu lat istnieje dzięki hojności słuchaczy.
Jeśli cenisz wartościowe treści przygotowane zgodnie z najwyższymi standardami, dołącz do zbiórki na patronite.pl.
To dzięki niej co tydzień powstaje nowy odcinek.
Ten jest 280 i jest słuchowiskiem.
Głos, który w nim usłyszycie należy do fizycznej osoby i nie został wygenerowany maszynowo przez algorytmy.
Muzyka Brzmienie świata.
Król patrzył przed siebie.
Widział wzgórza, którymi władał jego ojciec, a wcześniej ojciec jego ojca.
Widział zielone doliny zamieszkane przez dumnych i wytrwałych poddanych.
Widział rozległe pole, na których wkrótce trzeba będzie zebrać plon, a po drugiej stronie liczące tysiące sztuk stada bydła.
Patrzył na to wszystko wiedząc, że czas podjąć decyzję, od której będzie zależało wszystko.
Król od dawna stawiał opór najeźdźcom z południa.
Początkowo obcych było niewielu i wojownicy Khosa mogli sobie z nimi poradzić.
Byli też coraz lepiej uzbrojeni.
Przypływali z dalekiej Europy i w poszukiwaniu ziemi uparcie szli przed siebie.
To, że ta ziemia miała już właścicieli, obcym nie przeszkadzało.
Ziemia ludu Khosa zaczęła się kurczyć.
Jak długo będą w stanie walczyć?
Jak długo będą w stanie powstrzymywać sąsiadów, których apetyt na ziemię wydawał się tylko rosnąć?
Król miał jednak nadzieję.
Dzięki dziewczynie.
To ona zna rozwiązanie.
Nabrawszy wewnętrznej siły, król mocniej ścisnął nóż.
Spojrzał na duże stado krów, leniwie skubiących trawę.
Potem rzucił okiem na kilkudziesięciu ludzi stojących obok.
Oni również nie mieli pustych rąk.
W ich oczach dostrzegł niepewność.
Zdecydowanym krokiem podszedł do najbliższej krowy, a w powietrzu błysnęło ostrze.
Kiedy religia staje się religią?
Kiedy dany ruch religijny zaczyna cieszyć się ogólnym szacunkiem, a kiedy spoglądamy na niego jak na kuriozum, dziwiąc się, że ktoś może w coś takiego wierzyć?
Buddyzm, judaizm, hinduizm, chrześcijaństwo oraz islam.
Za tymi religiami stoją miliardy wyznawców.
Może więc chodzi o skalę?
Im religia większa, tym bardziej wiarygodna?
Z drugiej strony, każdy system wierzeń miał gdzieś swój początek, a liczba wiernych była wtedy bardzo ograniczona.
A może znaczenie mają tradycja, długa historia czy rozbudowana wewnętrzna struktura?
Jeśli bowiem dana wspólnota funkcjonuje setki, tysiące lat, a jej istnienie wpływa wciąż na całe kraje, regiony czy kontynenty, trudno nie nadać jej większego znaczenia.
Na te pytania nie ma łatwych, jednoznacznych odpowiedzi.
Unikając wartościowania czy uprzedzeń, można natomiast pochylić się nad historią świata, która obfituje w niezliczone ruchy religijne.
Wiele z nich już nie istnieje, niemniej w swoim czasie realnie zmieniały życie setek tysięcy ludzi.
Niemal zawsze wszystko zaczynało się od charyzmatycznego lidera.
Nie wiemy, jakie motywacje nimi kierowały.
Mogło to być autentyczne przekonanie o słuszności realizowanej misji.
Mógł to być też efekt uboczny indywidualnych poszukiwań, które z czasem ewoluowały i wymknęły się spod kontroli.
Czasem w grę wchodziły też problemy natury psychicznej lub złożona sytuacja społeczna, która mobilizowała do niekonwencjonalnych działań.
Pewne za to jest, że nasze dzieje pełne są ludzi nazywających się prorokami, wysłannikami Boga lub ubogów, odkupicielami, boskimi obrońcami ludzkości albo bogami po prostu.
W tym odcinku przyjrzymy się dziejom kilku ruchów religijnych, które na przestrzeni ostatnich pięciu stuleci zostawiły swój ślad na kartach historii.
Część pierwsza Wszyscy bracia Jezusa
500 kilometrów na północ od Tokio leży wieś Shingo.
Mieszka tam nieco ponad 2000 ludzi, którzy parają się przede wszystkim rolnictwem.
W bambusowym lasku, nieopodal pól ryżowych, znajduje się kopiec z wbitym w ziemię krzyżem.
Napisy oraz ulotki miejscowego biura turystycznego informują jasno, że jest to grób Jezusa Chrystusa.
Odpowiedzi na naturalne w takiej sytuacji pytania przynoszą wystawione w miejscowym muzeum rękopisy autorstwa pewnej japońskiej rodziny.
W zasadzie są to kopie, ponieważ, jak można się dowiedzieć w muzeum, oryginały zostały zniszczone w czasie II wojny światowej.
Zgodnie z treścią tych dokumentów, Jezus z Nazaretu, mając lat 21, odwiedził Japonię.
Na wyspach przez 12 wiosen studiował religijne pisma i uczył się języka japońskiego.
Gdy miał 33 lata, powrócił do ojczyzny z krótkim przystankiem na terenie współczesnego Maroka.
W Judei został aresztowany i skazany na ukrzyżowanie.
Jednak na krzyżu zapisł nie on, lecz jego brat.
Tak, Jezus miał brata o imieniu Isukuri, w niektórych wersjach tej opowieści nawet dwóch braci.
Isukuri poświęcił się za Jezusa, by ten mógł uciec, a uciekł do dobrze mu już znanej Japonii.
Podróż trwała cztery lata i wiodła przez Syberię.
Po dotarciu na miejsce, w którym dzisiaj znajduje się wieś Shingo, Jezus przebrał japońskie imię, ożenił się z Japonką i zaczął uprawiać ryż.
Z tego związku narodziło się troje dzieci, od których pochodzi żyjąca do dziś we wsi rodzina Sawaguchich.
Japoński Jezus był po japońsku długowieczny i zmarł w wieku 106 lat.
Jego szczątki zostały pochowane tam, gdzie dziś znajduje się oznaczony grób.
Domniemane dokumenty świadczące jakoby o związkach Jezusa z Japonią są powszechnie uznawane za wymysł lub fałszerstwo.
To jednak nie przeszkadza turystom z kraju i ze świata odwiedzać nietypowego gromu.
W Japonii chrześcijaństwo wyznaje nie więcej niż 1% społeczeństwa, a wyspiarskie podejście do wierzeń religijnych jest miejscami dość swobodne.
Legenda o Jezusie uprawiającym ryż, który dodatkowo miał brata,
nikomu nie przeszkadza.
Dzięki tej legendzie zwyczajna wieś daleko od dużych miast zyskała znaczenie.
Same korzyści.
Tymczasem nieco wcześniej w nieodległych Chinach inny brat Jezusa zmienił losy całego kraju.
W XVII wieku Chiny znalazły się pod kontrolą dynastii mandżurskiej Qing.
Nowi władcy przeprowadzili szereg reform, które ustabilizowały i wzmocniły państwo.
Był to czas gwałtownego rozwoju gospodarczego, rozwoju kulturalnego oraz podbojów terytorialnych.
Jednak pod koniec XVIII wieku...
Chińskie imperium zaczęło borykać się z głębokimi problemami wewnętrznymi, korupcją, przestępczością czy klęskami głodu.
Zarządzanie ogromną populacją liczącą blisko 400 milionów ludzi było ponad siły Pekinu.
Jednocześnie do granic kraju coraz częściej pukali przedstawiciele europejskich potęg, domagając się współpracy.
Okazało się, że Chiny, niegdyś regionalny lider, stały się słabe i zacofane.
Udowodniły to wojny opiumowe, w wyniku których Europejczycy narzucili Chinom korzystne tylko dla nich traktaty.
Autorytet i realna władza dynastii Qing chwiały się w posadach, a tradycyjne ideały konfucjańskie znalazły się w defensywie w obliczu fali nowych religijnych i ideologicznych prądów z zachodu.
Honcho Chuen należał do grupy etnicznej Hakka.
Rodzina liczyła na to, że dzięki swojej inteligencji Honcho Chuen, zawodu nauczyciel, zostanie urzędnikiem państwowym, co zapewni rodzinie wyższy status.
By jednak takim urzędnikiem zostać, trzeba było zdać niezwykle wymagający egzamin.
Na przestrzeni 10 lat Honcho Chuen podchodził do niego trzykrotnie i trzykrotnie wracał na tarczę.
Najpewniej presja rodziny i niemożność sprostania oczekiwaniom sprawiły, że Honcho Chuen załamał się.
W tym stanie, jak sam twierdził, doznał wizji.
Spotkał się w niej z dwoma postaciami.
Pierwszą był czcigodny starzec, który przekazał mu miecz i pieczęć.
Nakazał też, by Honcho Chuen tępił zło.
Drugą postacią był znacznie młodszy mężczyzna, który uczył go jak niszczyć demony.
Po pewnym czasie Honcho Chuen wrócił do zmysłów i w 1843 roku po raz czwarty spróbował szczęścia na egzaminie.
Była to kolejna i ostatnia już porażka.
Przypomniał sobie, że niegdyś czytał książkę, której autorem był chiński misjonarz.
W książce tej zostały wyłożone podstawy chrześcijańskiej wiary.
A więc, pomyślał Honcho Chuen, ten starzec, którego spotkałem w mojej wizji, był Bogiem, a młodszy mężczyzna był jego synem, Jezusem.
Honcho Chuen uznał, że wizja miała na celu zbawienie Chin, a on sam jest bratem Jezusa, który ma do wypełnienia misję.
Honcho Chuen oszczył się i przez dwa miesiące uczył się nowej religii od mieszkającego w kantonie amerykańskiego pastora.
Zaczął też propagować dobrą nowinę w kręgu rodziny i znajomych.
Wśród nich był jego przyjaciel Feng.
Peng stał się gorliwym zwolennikiem chińskiego brata Jezusa i założył wspierającego stowarzyszenie Czcicieli Boga.
Kończo Chuen tymczasem skupił się na starotestamentowej wizji stwórcy surowego i karzącego niepokornych.
Ci za to, którzy wykażą się oddaniem i posłuszeństwem, mogą liczyć na nagrodę w niebie.
Nie było tu miejsca na współczucie czy wybaczanie win.
Do religijnych idei Hon Chu-chuen dodał postulaty, które wynikały z fatalnej sytuacji chińskich chłopów i robotników.
Część z tych postulatów można by nazwać socjalistycznymi lub wręcz komunistycznymi.
Hon Chu-chuen nawoływał bowiem do zniesienia podziałów na klasy społeczne.
a nawet do zniesienia własności.
Ziemia miała być przydzielona wszystkim sprawiedliwie.
Opowiadał się za równouprawnieniem płci i przeciwko prostytucji, hazardowi i używkom, w tym przeciwko paleniu opium.
Był też gorącym przeciwnikiem konfucjanizmu oraz panującej dynastii.
Był głęboko przekonany, że w Chinach trzeba wprowadzić zmiany, a narzędziem tych zmian miała być siła.
Hasła głoszone przez społecznego i religijnego wizjonera trafiły na bardzo podatny grunt.
W połowie 1850 roku na południu Chin wybuchło powstanie, a w styczniu kolejnego roku 37-letni Honcho Chuen, niedoszły urzędnik i brat Jezusa, ogłosił się królem niebiańskiego królestwa wielkiego pokoju – Taiping Tianguo.
Stąd nazwa powstanie Taipingów.
Lokalna rebelia o ograniczonym zasięgu błyskawicznie zamieniła się w ogromny ruch społeczny.
W szczytowym momencie armia Taipingów liczyła ponad milion żołnierzy, w tym kobiet, ponieważ sformowały własne oddziały zgodnie z zasadą równości.
Żołnierze Honchochuena byli bardzo zdyscyplinowani i zmotywowani.
Można wręcz powiedzieć, że byli fanatycznie oddani sprawie, co na polu walki ma ogromne znaczenie.
Słynęli też z niespotykanego wręcz okrucieństwa wobec tych, których uznawali za wrogów.
Ich ofiary liczone były w setkach tysięcy.
W 1853 roku rebelianci zdobyli bardzo ważne miasto Nanking i tam założyli stolicę nowego utopijnego państwa.
Kolejnym celem był sam Pekin.
ale wojska dynastii Qing zdołały obronić miasto.
Mimo tego powstanie Taipingów notowało kolejne sukcesy.
W sukurs zagrożonemu imperium przyszły europejskie mocarstwa.
Dostarczyły między innymi broń.
Pomoc wynikała z wyrachowania.
Taipingowie zagrażali wygodnemu dla Europy status quo oraz nawoływali do zerwania spaleniem opium, a to uderzało w europejską strategię zalewania tym narkotykiem chińskiego państwa.
Pekin zdołał sformować silną i dobrze przygotowaną armię.
Wstąpiły do niej rzesze Chińczyków, szczególnie wyższych klas, które obawiały się radykalizmu Taipingów.
W końcu szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na stronę sił cesarstwa.
Pomogły w tym wewnętrzne walki w gronie liderów powstania.
Dochodziło tam nawet do bratobójczych walk, w których ginęły tysiące Taipingów.
Gdy jeden z ministrów Honcho Ch'uena wykazywał zbytnią ambicję polityczną, prorok kazał go zabić.
Postępujący chaos organizacyjny Taipingów wykorzystały wojska cesarskie.
W połowie 1864 roku odbiły Nanking, a sam Honchuchuen odebrał sobie życie.
Walki z Taipingami zakończyły się w roku 1868, choć sporadyczne starcia zdarzały się jeszcze w kilku kolejnych latach.
Dynastia Qing odniosła zwycięstwo, jednak Taipingowie zadali jej ranę, która okazała się śmiertelna.
W trakcie powstania taipingów duża część kraju została zniszczona, pociągając za sobą nędzę i brak perspektyw dla obywateli.
Życie straciło 20 milionów ludzi.
Niektóre szacunki mówią nawet o 30 milionach.
W regionach objętych szczególnie zaciętymi walkami populacja zmniejszyła się o 1 trzecią.
Kraj osłał jeszcze bardziej.
niezdolny zarówno do reformy, jak i do zatrzymania naporu zachodnich mocerstw oraz, nieco później, Japonii.
Dynastia Qing zakończyła swoje rządy w 1912 roku i tym samym cesarstwo przeszło do historii.
Część II
grzeszne ciało.
Na przełomie XVII i XVIII wieku Rosja przeżywała niespokojny czas.
Zapalnikiem społecznego niepokoju, który przetaczał się przez cały kraj, był Piotr I. Ten ambitny władca objął tron w wieku 10 lat.
Oczywiście wtedy jego praktyczna władza była ograniczona, aż w końcu przejął ster Rosji jako pełnoprawny car.
Rosji, która tkwiła w miejscu, podczas gdy świat pędził do przodu.
Do takich właśnie wniosków doszedł Piotr I, gdy w 1697 roku wraz z liczną świtą wyruszył w ponad roczną podróż po Europie.
Celem nie był wypoczynek, lecz zdobywanie wiedzy.
Piotr I zamierzał poznać sekrety sukcesu potęg takich jak Niderlandy, Austria czy Anglia.
To tam znalazł nowoczesność, której brakowało Rosji.
Po powrocie do ojczyzny, car zdecydował się zreformować państwo.
Nie chciał przy tym godzić się na kompromisy.
Rosja miała stać się wiodącym świecie mocarstwem.
Kto stanął na drodze ku realizacji tego planu, tego czekała surowa kara.
Reformy dotyczyły niemal wszystkiego.
Zmieniono model gospodarki państwa oraz jego administracji, która miała ułatwić sprawne zarządzanie rozległym krajem.
W armii wprowadzony został jasny system rang wojskowych, a o awansie wojskowej hierarchii decydowało nie urodzenie, lecz osiągnięcia i umiejętności.
Car zarządził również reformę pisma oraz kalendarza.
Obowiązującym stał się kalendarz juliański.
Zmiany nie oszczędziły nawet wyższych klas społecznych.
Bojarzy, a więc kluczowa część rosyjskiej szlachty,
zostali zmuszeni do golenia bród.
Tymczasem broda w prawosławnej obyczajowości była znakiem zarówno męstwa, wysokiej rangi, jak i pobożności.
Nakaz golenia bród postrzegany był niemal jak zamach na wiarę, na ruską tożsamość.
Poza tym car nakazał, by bojarzy nosili obce im zagraniczne stroje oraz by na carskim dworze zachowywali się jak ich odpowiednicy z zachodniej Europy.
W pogoni za nowoczesnością car postanowił wybudować nowe, wspaniałe miasto – Petersburg.
To zamierzenie wymagało ogromnych sum pieniędzy, dlatego Piotr I znacząco podniósł podatki.
Część z nich miała finansować budowę nowej potężnej armii.
Armia ta wymagała ludzi, dlatego car wprowadził przymusową, trwającą nawet kilkadziesiąt lat służbę wojskową.
W praktyce dla wielu żołnierzy była to służba dożywotnia.
Zmianę tę odczuli przede wszystkim chłopi.
Generalnie ich los nie był wtedy do pozazdroszczenia, choćby przez obowiązujący system poddaństwa.
Związanie chłopów z ziemią nie było w Rosji niczym nowym, jednak w okresie panowania Piotra I system przybrał szczególnie opresyjną formę, która bliska była niewolnictwu.
Chłop nie mógł decydować o tym, co robi, gdzie mieszka, z kim zakłada rodzinę.
A jeśli został wcielony do armii, żegnał się z dotychczasowym życiem.
Wychodząc z domu, zwykle widział bliskich po raz ostatni.
Wizjonerska i jednocześnie bardzo radykalna oraz pozbawiona skrupułów polityka Piotra I zachwiała społecznymi podwalinami państwa.
Rosjanie w obliczu szybkiej modernizacji na wzór zachodnioeuropejski poczuli, że tracą grunt pod nogami.
Ich świat, to co wydawało się pewne, swojskie i niezmienne, znikał.
Z mariażu, poczucia beznadziei, zmieniającej się nagle tradycyjnej obyczajowości oraz powszechnej niesprawiedliwości w rosyjskim społeczeństwie zaczął rodzić się sprzeciw.
Z jednej strony wybuchały desperackie bunty, a nawet wielkie powstania, jak trwające w latach 1773-75 powstanie Pugaczowa.
Ale bardziej wyszukaną formą protestu była ucieczka z doczesnego świata pełnego zła do świata duchowego.
Ten świat definiowany był przez rosyjskie prawosławie.
Jednak nawet ta podpora społecznego ładu w XVII wieku została poważnie zachwiana.
20 lat przed wejściem na tron cara Piotra I Nikon
patriarcha rosyjskiego kościoła prawosławnego, zdecydował się na reformę liturgii.
Jego zdaniem, za sprawą wielowiekowych przeinaczeń, rosyjskie prawosławie zanadto oddaliło się od swojego bizantyjskiego wzoru.
Reforma nikona nie spodobała się znaczącej grupie zarówno wiernych, jak i duchownych.
Dla nich prawosławna wiara była nierozerwalnie związana z ruską obrzędowością.
Wszelkie zmiany były zamachem na wiarę jako taką.
Więcej nawet.
Atakiem na Boży Ład i apokaliptyczną zapowiedzią nadejścia antychrysta.
W odpowiedzi na reformę patriarchy Nikona w rosyjskim kościele prawosławnym doszło do rozłamu.
Wyłonili się z niego staroobrzędowcy.
Byli to wierni prawosławni, dla których jedyną prawdziwą i właściwą religią była ta sprzed reformy Nikona.
Zaczęli gromadzić się w zwarte wspólnoty.
Często migrowali w miejsca na tyle odległe, by tam mogli w spokoju praktykować to, co uważali za słuszne.
W ten sposób mogli ukryć się przed szatanem, który ich zdaniem właśnie nadchodził.
Staroobrzędowcy zostali uznani za heretyków, a państwo rozpoczęło brutalne i systemowe prześladowania.
Miejscami przypominały one znane z Europy Zachodniej metody świętej inkwizycji.
Liderzy trafiali na stos.
Szerogowi przedstawiciele wspólnoty tracili domy, majątki i często wolność.
Towarzyszyło im przekonanie, że koniec świata jest bliski.
albo wręcz, że są tego końca świadkami.
W tych okolicznościach część staroobrzędowców decydowała się na najbardziej skrajną formę ucieczki ze złego świata i poprzez oczyszczający ogień odbierała sobie życie.
Samo spalenia miały często masową formę.
Ginęły całe wsie, a ofiary można było liczyć w tysiącach, jeśli nie dziesiątkach tysięcy.
Staroobrzędowcy nie uznawali duchownych wyświęconych po reformie patriarchy Nikona.
Gdy ich duszpasterze zaczęli naturalnie przenosić się na łono Abrahama, pojawił się praktyczny problem.
Skąd wziąć popa, skoro starego już nie ma, a nowego nie możemy wyświęcić?
Odpowiedź na ten dylemat...
doprowadziła do kolejnego rozłamu.
Część staroobrzędowców uznała, że z braku innej możliwości przyjmie do swojej wspólnoty kapłanów wyświęconych według nowych zasad.
Tymczasem druga grupa wiernych doszła do wniosku, że skoro nowych kapłanów już nie będzie, to trzeba będzie sobie radzić bez nich.
W ten sposób doszło do podziału na popowców i bezpopowców.
I nie był to podział ostatni.
Istnieli więc choćby bezpopowcy Filiponi, bezpopowcy Fiedosiejewcy oraz bodaj najbardziej skrajny odłam bezpopowych staroobrzędowców – Skopcy.
Historia Skopców, choć bezpośrednio związana z rozłamem w rosyjskim kościele prawosławnym, korzenie ma w czasach nieco wcześniejszych.
Na kilka lat przed reformą patriarchy Nikona w Rosji powstała religijna wspólnota chłystów.
Przyjmuje się, choć nie brakuje tu znaków zapytania, że chłyści swój początek wzięli od pewnego dezertera z rosyjskiej armii.
Ów człowiek obwieścił, że wcielił się w niego Bóg, a swojego zastępcę obwołał nowym wcieleniem Chrystusa.
Ta boska para miała zebrać wokół siebie 12 mężczyzn na wzór apostołów oraz jedną kobietę na wzór Bogu Rodzicy.
Po śmierci lidera jego następcy przejmowali jego funkcję jako kolejni bogowie lub chrystusowie.
Wiara i obrzędowość chłystów spowita była mgłą tajemnicy.
Wiele też zależało od danej wspólnoty, która za sprawą miejscowego lidera, który lokalnie pełnił rolę Chrystusa,
miała własny, lokalny charakter.
Wiadomo, że chłyści wierzyli w możliwość bezpośredniego kontaktu z Duchem Świętym oraz kierowali się też bardzo surową obyczajowością.
Odrzucali alkohol oraz wiele produktów żywnościowych.
Często byli wegetarianami.
Uznawali też wstrzemięźliwość seksualną za cnotę, podobnie jak umartwianie ciała, np.
poprzez biczowanie.
Charakterystycznym obrzędem chłystów był rodzaj rytualnego grupowego tańca, którym znaczenie miał trans.
W trakcie tańca wierni doznawali duchowego oczyszczenia.
Mogli też doświadczyć mistycznego kontaktu z Bogiem.
Uznaje się, że to z grona chłystów pochodził założyciel wspomnianych wcześniej skopców.
Ten ruch religijny powstał w drugiej połowie XVIII wieku.
Była to bodaj najbardziej radykalna grupa spośród bezpopowych staroobrzędowców.
Radykalizm ten był tak daleko posunięty, że niniejszym ostrzegam, iż szczegóły, o których zaraz powiem, mogą być bulwersujące.
W zakresie wierzeń i obrzędowości Skopcom było bardzo blisko do chłystów, jednak byli mniej skłonni do kompromisów.
Na podstawie osobliwej interpretacji kilku fragmentów Biblii Skopcy uważali, że największymi grzechami człowieka są pożądanie i akty seksualne.
Grzechy te wynikają z ułomności ludzkiego ciała, które zostało zmienione po tym, jak Bóg wyrzucił Adama i Ewę z raju.
Ciało to należało więc naprawić.
Niektórzy skopcy byli przekonani, że tylko w ten sposób można zapewnić sobie przepustkę do raju.
Kastracja dotyczyła zarówno mężczyzn, jak i kobiet.
Wierni mogli zdecydować się na wariant niepełny, zwany małą pieczęcią, lub na wariant z religijnego punktu widzenia najlepszy – wielką pieczęć.
co oznaczało całkowitą kastrację, a w przypadku kobiet również amputację piersi.
Decyzje podejmowali sami wierni, wedle własnego uznania.
Im dalej posunięty był zabieg, tym większy status można było uzyskać wśród anielskich zastępów.
Podkreślając znaczenie kastracji w życiu religijnym, skopcy wskazywali czasem na analogię do rytuału obrzezania, który wcześniej istniał w judaizmie.
Grupa Skopców zgromadzona wokół swojego lidera początkowo była liczebnie bardzo ograniczona.
Na spowolniony rozwój ruchu wpływała nie tylko trudna do przyjęcia skrajna doktryna, ale także szczególnie silne prześladowania ze strony rosyjskiego państwa.
Skopców oskarżano o wszystko co najgorsze, o przeprowadzanie makabrycznych rytuałów zabijania ludzi, a nawet chęć obalenia carskiej władzy.
Mimo tego ostatecznie ruch rozwinął się zarówno w Rosji, jak i poza jej granicami, gdzie wierni uciekali przed represjami.
Ważnym ośrodkiem Skopców była np.
Rumunia.
O ekstremalnym ascetyzmie Skopców wspominał na kartach kilku swoich powieści Fiodor Dostojewski, zwykle w kontekście skrajnej religijnej obsesji i próby odrzucenia ludzkiej cielesności.
Ruch religijny Skopców z czasem podzielił się na wiele niezależnych wspólnot.
Część z nich zdecydowała się na złagodzenie doktryny.
Niezwykle trudno jest określić liczbę wszystkich wiernych.
Szacunki wahają się od kilku, kilkunastu tysięcy do ponad stu tysięcy ludzi.
Za koniec historii Skopców uznać można pierwszą połowę XX wieku.
Część trzecia.
Moc oczyszczenia.
XIX wieku była dla ludu Khosa czasem niezwykle trudnym.
Jedną z głównych przyczyn był sąsiad, kolonia brytyjskich osadników, którzy coraz chętniej wkraczali na kohański tereny i burzyli spokój autochtonów.
Właśnie zakończyła się dwuletnia wojna z osadnikami.
Ósma z kolei.
Na domiar złego udręczeni Khosa borykali się także ze skutkami ostrej suszy.
Na polach marniały uprawy.
a bydło było dziesiątkowane przez tajemniczą zarazę, najpewniej pochodzenia europejskiego.
Wiara w lepsze jutro znikała, tak jak ziemia, którą zagarniali dla siebie osadnicy.
Wtedy, w 1856 roku, przemówiła nonc couve se.
Początkowo nikt jej nie słuchał.
W końcu co mogła mieć do powiedzenia niczym niewyróżniająca się piętnastoletnia sierota?
Tym bardziej, że mówiła rzeczy dziwne.
Twierdziła, że przemówiły do niej duchy z przeszłości.
Obiecywały, że wkrótce Ludkosa zazna szczęśliwości.
Potężni przodkowie bowiem powrócą, a wtedy rozgromią europejskich najeźdźców, aż ci będą musieli uciekać za morze.
Ludkosa otrzyma tyle zwierząt i bogactw, ile tylko zapragnie.
Martwi ponownie będą żywi.
Powstaną nowe domy, a czas spokoju i dobrobytu zapanuje na ziemi.
To wszystko, owszem, jest w zasięgu ręki, ale jak mówili przodkowie, wcześniej lud kosa musi się oczyścić.
Musi zabić całe swoje bydło, a pola puścić z dymem.
Proroctwo piętnastoletniej dziewczyny dotarło do uszu króla Sarili Kahintsy.
Król, jak mało kto, zdawał sobie sprawę zagrożenia płynącego ze strony białych osadników.
Gdy więc poznał proroctwo, postanowił zrealizować żądanie przodków.
Wyciął w pień swoje stada i zniszczył uprawę.
Dał przykład, za którym poszli później jego poddani.
W krótkim czasie ziemie ludu Khosa spłynęły krwią kilkuset tysięcy zwierząt.
Niewielu rolników zdecydowało się zignorować proroctwo.
Duchy przodków miały przyjść rok później, jednak nie przyszły.
Pozbywszy się źródła pożywienia, ludzie stanęli w obliczu głodu.
W końcu, z braku innych możliwości, Kossa zwrócili się o pomoc do swoich wrogów – osadników z brytyjskiej kolonii przylądkowej.
Na skutek proroctwa i spowodowanego przez niego głodu, już wcześniej osłabiona społeczność Kossa zmalała liczebnie co najmniej o połowę.
Ci, którzy przeżyli w poszukiwaniu środków do życia, często zostawali robotnikami lub służącymi w brytyjskiej kolonii.
Sama Nongkuwuse twierdziła, że przepowiednia nie wypełniła się, ponieważ nie wszyscy Kosa spełnili żądanie duchów.
A nie była to jedyna prorokin swojego ludu.
W I wojnie światowej wzięło czynny udział kilkaset tysięcy Afrykańczyków, a co najmniej półtora miliona pracowało na frontowych zapleczach.
Pod koniec 1918 roku ci ludzie w końcu mogli wrócić do domów.
Dla części z nich jednak walka o życie rozpoczęła się na nowo.
Tym razem na niespodziewanym froncie.
Okazało się, że przywieźli ze sobą chorobę.
Historia zapamięta ją jako grypa hiszpanka.
Od stycznia 1918 roku wirus zbierał już tragiczne żniwo w obu Amerykach, w Europie, Azji oraz w Australii.
Dotarł też do Afryki.
Najpierw na północ.
Zaatakowana była również Afryka Zachodnia, m.in.
tereny dzisiejszej republiki Sierra Leone, Gany, Kamerunu i Nigerii.
Później wirus spustoszył obecne RPA oraz Afrykę Wschodnią, głównie w rejonie obecnej Kenii i Etiopii.
Rozprzestrzenianie się choroby ułatwiła sieć kolei.
Śmiertelność Hiszpanki w Afryce była bardzo wysoka i wahała się od 4 do nawet 6% populacji.
Jedynie Afryka Subsaharyjska była regionem względnie bezpiecznym.
Ci, którzy przeżyli w ogniskach zachorowań, mogli uznawać się za szczęściarzy lub za boskich wybrańców, tak jak to było w przypadku Nkwenkwe.
W czasie pandemii Nkwenkwe była kobietą nieco ponad 40-letnią.
Była chrześcijanką.
Gdy grypa przetoczyła się już przez teren dzisiejszego RBA, Nkwenkwe obwieściła ocalałym, że miała wizję.
W owej wizji Bóg przekazał jej, że choroba była nasłaną przez niego karą, a ludzie muszą zmienić swoje postępowanie i dokonać moralnego oczyszczenia.
W trakcie swoich kazań, których nie mogła czytać, ponieważ była analfabetką, nawoływała do unikania picia alkoholu.
Przestrzegała też przed oddawaniem się tradycyjnym praktykom i zwyczajom.
Kwenkwe szybko gromadziła wokół siebie coraz większą grupę czarnoskórych zwolenników.
Władze kolonii początkowo uznały to zjawisko za pozytywne.
Liczyły na to, że będzie to element cywilizowania autochtonów.
Jednak z czasem uznano, że wyznawcy prorokini są na tyle liczni i skupieni wokół jednej idei, że mogą stanowić zagrożenie.
Poza tym Nkwenkwe wzywała do solidarności.
Potrafiła łączyć ludzi niezależnie od podziałów społecznych czy etnicznych, które władzom kolonialnym zawsze były na rękę.
W końcu w 1923 roku Prorokini została aresztowana.
Gdy jej zwolennicy rozpoczęli masowy protest, władze zmieniły nieco strategię.
Kobietę uwolniono, ale natychmiast umieszczono potem w szpitalu psychiatrycznym pod błahym pretekstem.
Do tego szpitala kilka razy pielgrzymowali jej zwolennicy.
Najbardziej wytrwali pieszo pokonywali setki kilometrów.
Ich działania nie przyniosły skutku.
Kwen Kwe zmarła w 1935 roku, nigdy nie odzyskawszy wolności.
Obrzezanie mężczyzn kojarzone jest z judaizmem oraz islamem.
To forma religijnego obowiązku.
Mimo tego w Stanach Zjednoczonych, gdzie Żydzi i muzułmanie stanowią mniej niż 3-4% populacji, obrzezanie jest praktyką powszechną, niezależną od wyznawanej religii.
Ocenia się, że od 70% do nawet 80% mężczyzn z obywatelstwem USA jest obrzezanych.
W 1972 roku w Watykańskiej Bazylice św.
Piotra doszło do ataku.
Napastnikiem był Węgier Laszlo Tutt, a ofiarą Pieta, słynna rzeźba Michała Anioła.
Mężczyzna, krzycząc, że jest powstałym z martwych Jezusem Chrystusem, zaczął uderzać młotkiem w posąg.
Poważnie uszkodzona została postać Maryi.
Las Lutut został obezwładniony i oddany w ręce policji.
Później uznano go za niepoczytalnego.
Naprawa rzeźby zajęła kilka miesięcy.
Obecnie Pieta znajduje się za ochronnym, specjalnie wzmocnionym szkłem.
Pandemia grypy w Afryce doprowadziła do głębokiego kryzysu społecznego.
Jednym z jego przejawów było załamanie się rolnictwa.
Brakowało rąk do pracy, uprawami nie miał kto się zajmować.
Głód stał się problemem wielu.
Mając pamięć do doświadczenia, w Nigerii wprowadzono uprawę manioku.
Była to roślina, która mogła zastąpić powszechne na miejscu bataty.
a była od nich łatwiejsza i szybsza w uprawie.
Na wielu afrykańskich polach pojawiły się także nowe, szybciej rosnące odmiany fasoli i kukurydzy.
Uciekający przed prześladowaniami w Rosji staroobrzędowcy szukali schronienia również na ziemiach polskich.
Najczęściej osiedlali się na Suwalszczyźnie.
Ślady ich obecności są tam wciąż dobrze widoczne.
Dziś liczbę wiernych praktykujących w Polsce staroobrzędową formę prawosławia ocenia się na kilkaset osób.
To był 280. odcinek Brzmienia Świata.
Napisz komentarz na Spotify, na YouTubie lub innej platformie, na której słuchasz podcastów.
Twoja opinia ma znaczenie.
Od pięciu lat Brzmienie Świata istnieje dzięki słuchaczom i dla słuchaczy.
Wasza hojność umożliwia nagrywanie kolejnych rozmów i opowieści wartych wysłuchania.
Dziękuję.
Dziękuję też patronowi Światoczułemu, firmie Ergo Ubezpieczenia Podróży.
Paweł Drost, czyli ja, mówi Wam dobrego dnia.
Ostatnie odcinki
-
#288 - O Wietnamie, tunelach i bambusowej dyplo...
31.01.2026 06:00
-
#287 - O Chinach, kolekcjonerach sztuki i 4 sek...
24.01.2026 06:00
-
#286 - O pseudohistoriach, 10 plemionach i prze...
17.01.2026 07:56
-
#285 - O megakościołach Afryki, prorokach-milio...
10.01.2026 06:00
-
#284 - O Botswanie, Kalahari i płaceniu deszcze...
03.01.2026 06:00
-
#283 - O Bułgarii, czałdze i kapsułach pamięci ...
20.12.2025 06:00
-
#282 - O Turcji, haremach i Imperium Osmańskim...
13.12.2025 06:00
-
#281 - O flocie cieni Rosji, biurokracji i Wysp...
06.12.2025 06:00
-
#280 - O prorokach, grypie i uprawianiu ryżu (o...
29.11.2025 08:27
-
#279 - O Japonii, porwaniach i szukaniu kropek ...
22.11.2025 06:00