Mentionsy

Dobra Podróż
18.01.2026 07:09

Sztuka jako narzędzie protestu, czyli artywizm - Cecylia Malik | Sztuka w mieście #5

Cecylia Malik to malarka, artystka wizualna i aktywistka ekologiczna, której działalność realnie wpływa na kształt przestrzeni publicznej, szczególnie w Krakowie. Jak sztuka pomogła ocalić pewien uroczy zakątek od zakusów dewelopera? Jak zostaje się „artywistką?” I czym różnią się działania artystyczne od „zwykłych” protestów?  Porozmawiamy o Siostrach Rzekach, obronie Wisły i Białki, o Wodnej Masie Krytycznej i po co wspinać się na drzewa.


https://www.cecyliamalik.pl

Link do filmu Siostry Rzeki: https://vimeo.com/885570036


Muzyka: Sutari

https://www.sutari.pl/


Projekt „Sztuka w mieście - podcast o współczesnej sztuce Polskiej” jest współfinansowany ze środków Krajowego Planu Odbudowy w ramach Inwestycji A2.5.1.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 666 wyników dla "Muzeum Sztuki w Łodzi"

To jest Sztuka w Mieście, podcast o prawdzie, dobrze i pięknie, które przecież nie jedno ma oblicze.

Chcemy, żeby nasze miasta były bardziej przyjazne, ładniejsze i ciekawsze, a jedną z dróg do osiągnięcia tego celu jest sztuka.

W tej serii podcastów będziemy rozmawiać ze światowej sławy twórcami street artu, mecenasami i znawcami sztuki, performerami i architektami, próbując odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, by przestrzeń dookoła nas była po prostu lepsza.

Ja nazywam się Kuba Rybicki.

Zapraszamy w artystyczną podróż po Polsce i świecie.

Sztuka w mieście to miniseria podcastów w ramach Dobrej Podróży.

W naszych artystycznych podróżach byliśmy ostatnio w Warszawie, Poznaniu, Chinach, Wielkiej Brytanii i na Bliskim Wschodzie.

No i w paru innych miejscach.

Dziś będziemy głównie w Krakowie, gdzie żyje i działa Cecylia Malik.

Malarka, artystka wizualna, aktywistka ekologiczna, założycielka i liderka kolektywu Siostry Rzeki, autorka filmów dokumentalnych oraz książek dla dużych i małych.

Współzałożycielka Stowarzyszenia Centrum Sztuki Współczesnej Wiewiórka, w ramach którego organizuje m.in.

wodną masę krytyczną.

Cycylia jest wykładowczynią na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Komisji Edukacji Narodowej.

Porozmawiamy o tym, czym są piękne protesty i jak dzięki nim można realnie wpływać na kształt miasta.

Na końcu dostaniecie też manual, jak samemu zorganizować skuteczny protest, nawet niekoniecznie artystyczny.

Porozmawiamy o obronie pięknych zakątków Krakowa, o siostrach rzekach, spinaniu się na drzewa i wyrzucaniu krakowskich szopek z balkonu kamienicy.

Oraz o pierwszym historii spływie wszystkimi krakowskimi rzekami.

No i o sztuce oczywiście.

Ile jest w tych akcjach sztuki i jaką odgrywa ona rolę?

Jako ścieżkę dźwiękową wykorzystałem fragmenty filmu Cycylii Siostry Rzeki, do którego link oczywiście zamieszczę w opisie tego odcinka.

Poproszę tutaj jeszcze rzekę Loare, rzekę Elfrac, rzekę Walbone.

Słuchajcie, nad Wisłę przybyły nawet rzeki z innych krajów, bo rzeki na całym świecie się jednoczą, żeby nasuwać rzekę Wisłę i wolne rzeki.

Jestem artystką, aktywistką, mamą Ignasia Antka Urszuli, krakowianką.

A ja bym cię nazwał artywistką, bo takie określenie usłyszałem w jednej z rozmów z tobą, chociaż to w polskim języku za bardzo nie funkcjonuje.

Niestety, bo bardzo ładne słowo, ale może nie funkcjonuje dlatego, że bardzo mało osób zajmuje się czymś takim jak ty.

Czyli, jak sama nazwa wskazuje, łączeniem sztuki z aktywizmem.

No tak, ja też stosunkowo niedawno poznałam to określenie.

No, czasem go pisałam jako znacznik na Instagramie, bo rzeczywiście można tak to nazwać, co robię, ale nie jest mi potrzebne do niczego to określenie.

Jestem zawodową artystką.

Jakby ktoś miał zapytać, jaką mam pracę, no to właśnie taką.

A co to znaczy być zawodową artystką?

To jest full-time praca, którą wykonuję od bardzo wielu lat.

Studiowałam sztukę, jestem malarką z wykształcenia.

Wchodziłam do liceum plastycznego, także całe moje zawodowe wykształcenie jest właśnie sztuką.

Aktualnie także uczę na uczelni młodych studentów rysunką malarstwa sztuki w przestrzeni społecznej.

I co, no i moją pracą naukową jest robienie sztuki i robienie wystaw, więc można powiedzieć, że sztuka jest moim zawodem, ale tak z serca jestem aktywistką.

No bo czasami robię rzeczy, które nie są aktywizmem jako artystka.

Ja w sumie aktywistką jestem od jakiegoś czasu, można powiedzieć od 16 lat.

A wcześniej po prostu malowałam obrazy i robiłam wystawy obrazu, sprzedawałam je.

No i w pewnym momencie tak się to połączyło.

Ja bym właśnie chciał się skupić na tym, czym zajmujesz się od dłuższego czasu, jak sam powiedziałeś, czyli właśnie na tym aktywizmie.

który realizujesz poprzez sztukę w przestrzeni miejskiej.

A właśnie tematem tego podcastu, tej serii podcastów jest to, jak sztuka może kształtować przestrzeń, nasze miasta, miejsca, w których żyjemy, jak może sprawiać, żeby te miasta, żeby te miejsca były lepsze.

Zaprosiłem cię dlatego, że twoje akcje mają bardzo bezpośredni wpływ na kształtowanie tej przestrzeni miejskiej.

I żeby zacząć z dużej rury, chyba taką najbardziej wpływającą na kształt miasta, twoją akcją była obrona Zakrzówka w Krakowie.

No tak, obrona Zakrzówka jest dobrym przykładem.

Jest to też moje pierwsze doświadczenie połączenia sztuki i aktywizmu.

Co to jest Zakrzówek?

Zakrzówek to jest turbusowe jezioro otoczone wapiennymi skałami i łąkami i laskami.

W zasadzie w centrum Krakowa.

W latach 90. po transformacji zlikwidowano tą kąpalnię.

Zostało wielkie wyrobisko w ziemi, które zaczęło się napełniać czystą wodą.

I Kraków otrzymał od natury jezioro.

No i tereny dookoła tego jeziora są też bardzo atrakcyjne, bo Kraków jest miastem leżącym na terenie Bielańsko-Cyńskiego Parku Krajobrazowego.

W sumie na samym końcu Juru Krakowskiej-Częstochowskiej, co jest ważne, że Kraków jest na skałach wapiennych.

Także Wawel jest wzniesiony na wapiennych skałach.

Mamy góry, jest to wzgórze św.

Bronisławy, Lasek Wolski, Krzemionki, ale też takim miejscem właśnie z wapiennymi skałami, blisko Wisły.

To wszystko była Dolina Wisły.

W moim dzieciństwie były skałki Pana Twardowskiego.

Właśnie na tyłach tych skałek Pana Twardowskiego była ta kopalnia.

I tam po prostu powstał Zakrzówek.

Powstało niesamowite zupełnie miejsce.

Jak się tam pójdzie, to jakaś taka Chorwacja w centrum miasta.

Białe skały, turkusowa woda.

I Krakowianie zaczęli korzystać z Zakrzówka w 90-tych latach.

Po prostu pojawiło się jezioro.

Rzeczywiście niesamowite, bo jest bardzo głębokie i ma taki naprawdę super turkusowy kolor.

No, ale zaczęły się tam dziać różne rzeczy na tym Zakrzówku.

Najpierw najlepszą plażę zagarnęli sobie nurkowie, jakby pomału wypychając tych mieszkańców.

Następnie władze miasta Krakowa, może trochę onieśmielone wyzwaniem, którym jest nagle po prostu jezioro i duże tereny zielone.

To były też takie czasy właśnie początku lat dwutysięcznych.

Taki totalny kult kapitalizmu nowego, świeżego w Polsce.

No i władze miasta pomyślały sobie, że świetnie by było jakby jakiś prywatny inwestor ogarnął ten teren.

I chociaż Kraków mógł kupić cały ten obszar, bo rodzina, która była właścicielami Zakrzówka, tego jeziora, ale też takich ślicznych łąk,

przypominających Beskid Niski, z roślinnością naskalną, z drzewami, z pięknym widokiem na Wawel, bo tam też są wzniesienia, pagórki.

Ten cały teren rodzina chciała sprzedać za bardzo niewielką kwotę, takie 7 milionów, tak wartość kamienicy w tamtych czasach.

W planach urbanistycznych Krakowa od lat, od bardzo wielu lat w urbanistycznych wszystkich dokumentach planistycznych była tam zieleń.

Był tam też projektowany kanał ulgi dla Wisły, czyli jakby taki kanał, gdzie miałaby być zbierana woda powodziowa, gdyby była wielka woda w Wiśle.

Chcę tylko to powiedzieć, że po prostu to był teren, który nigdy nie był pod zabudowę.

Były też dokumenty w Akademii Nauk, żeby tam utworzyć Naturę 2000, bo występował tam bardzo rzadki motylek modraszek.

Później okazało się, że wielkie siedliska wężak nie wąsza, a inne, że w ogóle wspaniała przyroda.

Niemniej jednak miasto nie kupiło tego terenu, tylko kupił cały obszar portugalski inwestor, który planował zrobić tam bloki i z powodu, że miał jakieś układy w Radzie Miasta, układy z mediami, z decydentami, nie przejmował się tym, że były inne plany i zaczął po prostu pracować nad tym, żeby te tereny przekształcono pod zabudowę.

To bardzo klasyczna historia w ogóle, tak brzmi, słyszałem ją wielokrotnie.

Oczywiście, no i tam w, nie wiem, w 2003, nie pamiętam, w którym tam, w szóstym czy piątym roku mieszkańcy z okolicy zaczęli się jakoś organizować, protestować, zbierać podpisy, powstało Stowarzyszenie Zielony Zakrzówek.

Nazbierano tysiące podpisów przeciwko zabudowie tego miejsca, bo zaraz koło jeziora miały powstać bloki ekskluzywne.

Ale wtedy jakby władze Krakowa ignorowały.

Oni już stracili nadzieję, byli nazwani ekoterrorystami, ekoeszołomami, był jakiś okrągły stół.

Gazeta Wyborcza pisała tylko po prostu najgorzej o nich.

Wtedy byłam po prostu młodszą niż teraz artystką.

Już z wujką dzieci, z Antkiem i z Urszulką w takim wieku.

Trzecia praca podstawówki, czwarta.

I zrobiłam wcześniej bardzo ważne, zrobiłam dwa ważne projekty, które mnie tak popchnęły w tym kierunku.

Jeden to był mój pamiętnik fotograficzny pod tytułem 365 drzew.

zrobiłam sobie taki rok w moim życiu, w którym zrobiłam coś, co nie wiedziałam czym jest, bo nie wiedziałam, czy to jest ćwiczenie na silną wolę, czy to jest po prostu ćwiczenie na dobre mięśnie, czy po prostu jest sztuką.

Nie definiowałam tego, ale wymyśliłam sobie, że mam taki czas, że nie mogę wysiedzieć w pracowni, że muszę coś zrobić.

I postanowiłam codziennie wchodzić na inne drzewo.

Postanowiłam codziennie wchodzić na inne drzewo, bo chciałam trochę uciec.

Tak jak mój ulubiony bohater książkowy Cosimo, który miał ulubioną książkę Baron Drzewołaz.

Cosimo uciekł na drzewa i obiecał wszystkim, że nigdy do końca życia nie dotknie skopą ziemi.

No ja po prostu jako matka musiałam schodzić z tych drzew, ale rzeczywiście dotrzymałam obietnicy i dałam obietnicę przyjaciołom, że codziennie będę wchodzić na inne drzewa.

No a z powodu, że jestem artystką, to po prostu okazało się, że nie maluję obrazów, tylko jestem bohaterką swoich obrazów.

Zaczęłam kreować po prostu fotografie, które po prostu bardzo pięknie wyglądały.

To są w ogóle świetne zdjęcia z tej akcji 365 drzew.

Jeżeli pozwolisz, zamieszczę je na Facebooku odnośnie naszej rozmowy.

Tak, no i przez to, że ja chodziłam po tych drzewach, to ja też odkryłam social media.

Bo jakoś tak po prostu się to złożyło, że ja równocześnie zapisałam się na Facebook wtedy i zobaczyłam, o, taki Facebook.

O co tu w ogóle chodzi?

Ale właściwie to się bardzo nadaje do robienia takiego pamiętnika.

I po prostu zaczęłam publikować codziennie, jak wchodzę na jedno drzewo.

To były też oczywiście inne Facebook, inne czasy.

Więc zyskałam bardzo dużo nowych znajomych i do moich znajomych dołączyli po prostu obrońcy przyrody.

Tacy jak na przykład nasz najlepszy obrońca przyrody w Krakowie, Mariusz Waszkiewicz z Towarzystwa na rzecz ochrony przyrody, jaki po prostu najbardziej skuteczny obrońca, który 300 rozpraw rocznie robi w obronie drzew i przyrody.

On po prostu dawał mi lajka pod każdym drzewem i dyskutował z innymi ekologami, przyrodnikami, czy ja dobrze określam gatunki drzew.

W pewnym momencie Adam Wajrak zaczął dawać mi lajki.

Pewnego dnia zadzwonił do mnie Jacek Bożej z klubu Gaja, jakie to jest świetne, że chodzę po tych drzewach.

Ja dzięki temu dowiedziałam się o tym, że są plany zabudowy Zakrzówka.

Ja bym o tym nigdy nie wiedziała.

Po prostu byłabym sobie normalnie malarką, malowałabym swoje obrazy i zdziwiłabym się, że budują bloki w takim cudownym miejscu.

A przez to, że moim znajomym na Facebooku stał się Mariusz Waszkiewicz, który monitorowwszystkie sprawy,

to ja zobaczyłam, że on właśnie dał mi tą informację, że są plany zabudowy takszówka i sobie pomyślałam wtedy, jak to?

Takszówka?

W tego najcudowniejszego miejsca?

Spotkałam się z nim, on mi opowiadał o tym miejscu, w którym mi zaświtał w głowie ten motylek modraszek, który mógłby po prostu jakoś tutaj zadziałać.

I miałam jeszcze doświadczenie takiego fajnego projektu artystycznego, znaczącego, który też był czymś zupełnie nowym dla mnie.

Namówiłam do niego moja siostra Justyna, Justyna Krykę.

I zrobiłyśmy taki projekt w 2010 roku.

To jest adres do mieszkania, w którym mieszkała moja rodzina.

W 2010 roku moi rodzice artyści, tato skrzypek opery, kompozytor, poeta, rzeźbiarz, moja matka rzeźbiarka, ja mam pięć sióstr artystek, które tam mieszkały jeszcze i musieli się wyprowadzać, tak jak bardzo wielu mieszkańców Krakowa.

Kamienice zostały sprywatyzowane i po prostu odzyskali je właściciele, często je posprzedawali.

zagranicznym inwestorom i czynsz, na przykład z tysiąca w bardzo krótkim czasie zamienił się na trzy tysiące normalnych ludzi, którzy pracowali w budżetówce profesorów i innych, bo tam mieszkał też profesor historii sztuki, kamienicy.

No i moi ludzie też przegrali taką rozprawę z innymi lokatorami i właśnie się wyprowadzali.

Justyna zaproponowała, żeby zrobić o tym projekt artystyczny, o gentryfikacji, o tym, że mieszkańcy się wyprowadzają.

No i zrobiliśmy taką wystawę polsko-niemiecką, która działa się właśnie w tym opustoszałym mieszkaniu, która poruszała ważny temat społeczny i to było dla mnie też takie doświadczenie, że sztuka mówi o czymś dotyczącym ludzi, o czymś politycznym nawet.

Justyna wtedy zrobiła taki głośny performance, ja jej pomagałam w nim.

wyrzucanie mebli z balkonu.

Poprosiłam moją mamę, żeby stawiła trochę mebli i ja tam załatwiałam, żeby nikt nie parkował tego dnia.

I po prostu poleciały meble, gitary, szopki krakowskie z balkonu, jako taki właśnie bardzo mocny gest wyprowadzki.

No i te dwa projekty artystyczne, 365 drzew,

to bycie codziennie w przyrodzie, potem też ten projekt, taka współpraca z Justyną, z robieniem takiego dużego projektu spowodowało, że jak ja dowiedziałam się, że jest plan zabudowy Zakrzówka, to pomyślałam, że w takim teamie z Justyną to możemy zrobić coś mocnego i zaproponowałam Justynie, żebyśmy nie robiły już projektu artystycznego, tylko żebyśmy po prostu normalnie zrobiły protest.

Ona była taka zaciekawiona, protest, ja tak no, wymarzyło mi się, wyobraź sobie,

Gdyby tak tłum ludzi z Krakowa przebrał się za motylki modraszki.

Jakby to wspaniale wyglądało.

Taki flashmob motyli modraszków.

No bo to był taki prawny argument za obroną tego miejsca.

No i w sumie się powiedziała, że tak, że fajnie.

Ja poznałam Stowarzyszenie Zielony Zakrzówek.

Namówiłam ich na to.

No i dałyśmy sobie miesiąc czasu na namówienie Krakowian, żeby się przebrali za motylki modraszki.

I jakoś tak skutecznie działałyśmy właśnie w tych nowych social mediach.

Robiliśmy warsztaty z ich skrzydeł, no bo trzeba było zrobić strasznie dużo skrzydeł.

wi bardzo dużo ludzi i trzeba było zrobić bardzo dużo tych skrzydełek motylich.

My z Justyną, nie wierząc w to, że ludzie to zrobią...

Same przygotowałyśmy 100 par skrzydeł z pomocą rodziny i przyjaciół, a na zakrzywek przyszło ponad 500, około 600 osób przebranych za motyle i to był jeden z największych cudów w moim życiu.

Coś w ogóle nie w stylu moich znajomych artystów.

I że na pewno teraz wszyscy znajomi artyści będą się śmiali ze mnie, że robię kiczowate akcje.

Ten projekt z chodzeniem po drzewach, w którym też jakby już się nie trzymałam, że muszę malować obraz, tylko po prostu robiłam coś, co mi w duszy gra, po prostu bawiłam się i jakoś po prostu to się przemieniło w sztukę.

To, co mi dało nagrodę za tą wielką pracę, bo myśmy to robiły za darmo, za swoje pieniądze to robiłyśmy, nie miałyśmy żadnego grantu, myśmy nakupiły tych farb, tektur, taka nieprawdopodobna praca przez ten czas.

Ja tak totalnie chciałam, sobie wyobrażałam, jakie to będzie piękne, jak ja zobaczyłam, że my mamy sytuację jak w bajkach, jak na Władca Pierścieni czy Avatar, jakaś taka po prostu obłędna sytuacja, tylko że to nie jest film, to nie jest książka, to się dzieje naprawdę.

To są naprawdę Krakowianie, starsze panie, pływalcy, wspinacze na skałach, ubrani w skrzydełka.

Było to tak mocne doświadczenie,

I też to, że zaczęłam chodzić na rady miasta, na rady dzielnic, dyskusje z urzędnikami, z dziennikarzami, coś kompletnie nowego, że w sumie już od tamtego czasu, no już poszłam tą drogą.

Okej, long story short, uratowaliście ten zakrzówek.

On został kupiony najpierw część przez prezydenta miasta.

Ostatecznie tam zostało to wpisane w Natura 2000, tak?

Z jednej strony ja się cieszę, co się stało, bo to było straszne, że to jest prywatne, ale z drugiej strony mamy też bardzo duży żal, że oni to za bardzo urządzili, że za bardzo to promują, w sensie takim, że...

Prezydent musi się wychwalić, co to nie zrobił.

Kraków ma za mało miejsc zielonych, za mało terenów rekreacji i tam po prostu jest totalny tłok.

Także moje dzieci, dla których w sumie też to robiłam, które kochały Zakrzywek, nas urszula taka duża z pretensjami do mnie, że ona nie ma teraz miejsca na Zakrzywku.

Wiesz, no bo to jest taka piękna historia ta nasza obrona Zakrzówka, która też wyniknęła w dużej mierze z takiej naiwności.

Często, żeby być aktywistą trzeba być trochę naiwnym.

mi to zresztą właśnie pomagało, taka wiara, że się uda, że wspólnymi siłami zrobimy coś wspaniałego.

Zawsze ta praca aktywistyczna jest wykorzystywana przez urzędników i polityków, potem przekręcana.

My za darmo robimy jakąś taką wielką PR-ową robotę, którą oni potem jakoś zużywają tak, jak im pasuje.

Wiesz, to było bardzo wiele lat ten zakrzówek.

Pierwszy sukces po tym 2010 roku zmniejszyliśmy osiedle o połowę.

A drugim sukcesem było to, że po raz pierwszy potraktowali poważnie obrońców przyrody.

Potem spróbowali nas oszukać.

Kilka lat później, w 2014 roku, w miastach było nowe plany zagospodarowania przestrzennego i chciało znowu tam przemycić możliwość większej zabudowy.

I wtedy już z nową ekipą, już nie z Justyną, tylko z Bartolomeo Koczenaszem, z którym aktualnie działam do dziś i założyliśmy stowarzyszenie CSW Wiurka, w ramach którego to działają Siostry Rzeki i robimy wodne masy krytyczne.

Z Kubą Wysołowskim, z moim mężem Piotrkiem, z Martą Salą, z taką nową ekipką w 2014 roku zrobiliśmy nowe, nowe, wielkie protesty modraszków.

To jest taka historia, która sprawdza się we wszystkich aktywistycznych rzeczach, w całej tej mojej drodze.

Ta sztuka była niesamowicie ważna.

Ona zrobiła bajkę, zrobiła zabawę, w której mogli wszyscy brać udział.

Wszyscy mogli tworzyć i robić coś pięknego.

Ale to miało sens dlatego, że był taki Mariusz Waszkiewicz, który znał przepisy i procedury.

Było Stowarzyszenie Zielone Zakrzywe, które przez cały czas monitorowało sprawy przez te lata, kiedy myśmy już robili inne rzeczy.

I Jola Kapica ze Stowarzyszenia Zielonych Zakrzywek i Mariusz Waszkiewicz w 2014 roku powiedzieli, hej, musimy znowu bronić Zakrzywka.

I ja wtedy nie powiedziałam, ale wiecie, ja już mam inne sprawy zawodowe.

Tylko po prostu czułam, że ja nie mogę ich teraz zostawić.

Nie zostawiliśmy się nigdy.

I zmobilizowałam po prostu swoich znajomych, przyjaciół, że robimy znowu akcję.

Wtedy zrobiliśmy taką akcję niesamowitą, bo zrobiliśmy taki zakrzywek pod Urzędem Miasta.

Postanowiliśmy, że będziemy tam, że zrobimy okupację Urzędu Miasta, że w środę będą radni się na Rady Miasta, a my z wtorku na środę spaliśmy pod Urzędem Miasta w śpiworach.

W tych spiedłach motylków, tak?

No w skrzydełkach byliśmy tak do drugiej w noc, skakali, robiliśmy tam, przyszła pani wiceprezydent, która robiła te plany, przyszło mnóstwo polityków, a my po prostu po całym, na całym placu graliśmy w dmuchanej piłki, w badmintony, w gumę do skakania, mieliśmy materace do pływania, zrobiono taką makietę Zakrzówka i po prostu była taka totalna impreza i rano, jakoś tam, nie wiem, o 6 przyjechał Polsat nas filmować.

O piątej rano już jakiś kolega Janek Szpil zresztą robił jogę dla modraszków, a potem witaliśmy wszystkich urzędników, którzy szli do Urzędu Miasta.

I wtedy pani wiceprezydent Elbeta Kotterba obiecała mi, że zakładają...

Komisję Dialogu Obywatelskiego do spraw środowiskowych i właśnie wtedy wzięli wskazane osoby przez nas.

Drugą rzeczą było, że Jacek Majchrowski opublikował, czy nasz prezydent opublikoww swojej gazetce, że hippisi robią protest, bo nie chcą płacić nurkom za kluczyk na Zakrzówek, czy nas obśmią, ale tak naprawdę myśmy mu zanieśli takie przepiękne zdjęcia Zakrzówka, prosząc go, żeby zrobił tam park.

Że będzie ojcem takiego wspaniałego parku.

I on nas wyśmiał, ale kilka miesięcy później ogłosił, że kupuje połowę Zakrzówka i że robi tam park.

I tu taki cynizm władzy.

Z jednej strony takie rzeczy, zmiany się dzieją, kiedy ludzie są solidarni, wytrwali, nie poddają się.

A władza postępuje w taki sposób.

Prezydent zrobił dokładnie to, co wymyśliliśmy.

ale zrobił coś strasznego, bo kupił jezioro i skały, czyli teren, na którym i tak by nikt nie mógł wybudować, zarazem wspierając finansowo dewelopera, który chciał wybudować bloki na łące obok.

Zamiast kupić łąkę, gdzie deweloper ma budować, ocaliłby wtedy cały teren.

Ale on kupił tylko tą część, gdzie i tak deweloper nie mógł kupować, ogłaszając na całą Polskę, jak to kupuje cały Zakrzówek.

gdzie musieliśmy po prostu wypromować tą łąkę.

I pamiętam, to było w 2018 roku, wtedy miałam nosidełko małego Ignasia, znowu modraszki się zebrały.

Aleksander Miszalski, aktualny prezydent miasta Krakowa, wtedy w 2018 roku był przewodniczącym klubu PO i on przyszedł.

W ogóle w tej całej historii Zakrzówka było widać, że wszyscy urzędnicy, którzy podejmowali decyzję w sprawie Zakrzówka, nigdy tam nie byli.

I Aleksander Miszalski po raz pierwszy przyszedł w swoim życiu na łąkę, za którą jego klub zawsze głosował, żeby ją zabudować.

I tak stanął na tej łące i tak to tu mają być te bloki, takie żywione, to tu mają być te bloki, a ja, no, tutaj.

I on wtedy wyciągnął 100 złotych i mi dał na farbę.

No to była taka procesowa.

No więc to był taki bardzo duży krok, w który zaczęła się już ochrona, już radni PO i PiS-u przegłosowali, że nie ma zabudowy na tej łące.

W 2020 roku była ostatnia walka, znowu szydełka modraszkowe, znowu totalna awantura i musieliśmy się awanturzyć o to, że teraz Zarząd Zieleni Miejskiej, czyli miejska jednostka, o którą też się staraliśmy, żeby w ogóle powstała, żeby po prostu nie zniszczyła tego Zakrzówka urządzając go.

No, ale Zakrzywek spowodował, że poznałam bardzo ważną osobę, bo pomagał mi ornitolog Kazimierz Walasz, który był takim wtedy dla nas wielkim znawcą przyrody.

Zresztą w ogóle to był jeden z najlepszych znaww przyrody Krakowa.

I on zaprowadził mnie do lasu Łęgowego i nad rzeki, gdzie się rozpoczęły moje nowe wielkie przygody.

Dobrze, ale zatrzymamy się tutaj troszeczkę, bo mnie ciekawi, gdzie jest sztuka w tym wszystkim.

Co to jest sztuka przede wszystkim?

Ciebie jako wykładowczynie na uniwersytecie pytam, zadaję to poważne pytanie, czym jest sztuka przede wszystkim, na początek?

No na pewno, tak jak mówię studentom i też dla mnie, to jest taka przestrzeń wolności.

Czasami na przykład się słyszy, że więźniowie robili jakieś prace z chleba albo pisali gdzieś na ścianach.

Jak już nie masz żadnej wolności, to w sztuce ją masz.

Nie to jak nauka, gdzie wszystko musi być tak totalnie sprawdzalne i musi być możliwość powtarzania.

W sztuce jest dużo większa wolność.

No więc na pewno jest przestrzenią wolności w naszym życiu, gdzie nie wszystko jest możliwe.

Nie wszystko możemy zrobić, ale w sztuce możemy.

Dla mnie sztuka to też jest zabawa.

Taka prawdziwa, najbardziej zajebista zabawa.

Taka naprawdę na serio.

Taka, że po prostu dajesz siebie 100% albo więcej.

Nie liczysz pieniędzy, nie liczysz ile śpisz, nie liczysz zysków.

Przy malowaniu obrazu na przykład jest tak.

Wiele razy tak miałam.

I wszyscy malarze na pewno tak robią.

Powiedzmy jest...

500 złotych farby na tym obrazie wielkim.

I ty w ogóle nawet nie myślisz przez chwilę, tylko po prostu ściągasz pachlą tą farbę i robisz nowe.

I to po prostu, to jest takie pragnienie, żeby było piękne, albo żeby było takie właśnie, jak chcesz.

W sztuce, jak robisz sztukę, to już tak nie kalkulujesz, że to jak w firmie, że musisz tyle włożyć, to tyle musisz z tego zyskać.

Tylko po prostu dajesz siebie wszystko i robisz absolutnie jak możesz najlepiej.

Więc dla mnie sztuka to jest przyczyn wolności, to jest taka najlepsza zabawa, która daje ci szczęście.

Sztuka to jest też taki sposób komunikowania się.

Ja tego doświadczyłam wiele razy.

Ty pomalujesz plenerze, robisz jakąś pracę, fotografujesz przyrodę, doświadczasz wtedy tej natury i spotykasz ją i ją doświadczasz dużo głębiej niż robiąc cokolwiek innego.

Bardzo wiele osób mówi, jak rysuje komuś portret,

Że po raz pierwszy wrzucisz się u przyglądu naprawdę.

Zazwyczaj jest tak, że jak coś malujesz, rzeźbisz, systemujesz, to po raz pierwszy tak naprawdę się temu przyglądasz, tak żeby zapamiętać.

Więc jest właśnie takim sposobem spotkania z drugą osobą, z naturą, ze światem, ale też ze sobą.

No na pewno jest też duchowością.

bo też doświadczaniem po prostu może jakichś równoległych światów całkiem dobrym narzędziem do tego jest sztuka.

Czym w takim razie te twoje akcje, czy one się w ogóle czymś różnią od jakiegoś flashmoba, czy też zwykłego protestu?

Jaka jest różnica między artystycznym protestem, a zwykłym aktywizmem?

W moim przypadku, ktoś może zarzuci, że nie o to chodzi, bo powiem banalne słowo, bo ja na przykład często mówię, że moją dziedziną sztuki jest to, że robię piękne protesty.

Bo ktoś mówi, piękne, piękne, zresztą mnóstwo ludzi mnie krytykuje i obgaduje właśnie za to, że one są ładne, ale mogłyby być też okrutne, straszliwe.

Ale nawet brzydkie rzeczy mogą mieć w sobie jakieś piękno.

No nie chcę tu po prostu filozofować na temat, czym jest piękno w ogóle sztuczalnie.

Znaczy nie chodzi mi po prostu o takie kiczowate piękno, po prostu, że coś jest ładne.

Bo może po prostu dużo jest kiczu na świecie i takiej po prostu, no tak, dlatego, że jest bardzo dużo kiczu.

No tak, ale są takie granice, wiesz, no.

Bo to nie chodzi o to, żeby ten protest był ładny, bo piękno nie jest tylko w estetycznej stronie wizualnej.

Właśnie to o to chodzi.

No, bo właśnie świetnym przykładem tego są Siostry Rzeki.

Więc tak, na pewno to, że protest, który jest piękny, ale piękno jest nie tylko, jak to wygląda wizualnie, co oczywiście jest dla mnie bardzo ważne, to bardzo lubię, jak coś pięknie wygląda, ale piękno musi być w koncepcie, w tej myśli, którą to opowiada.

Czyli jakby w tym manifestie, żeby to było sztuką, a nie tylko... No mnóstwo jest flashmobów, nie?

Ułóżmy się tam w jakiś napis.

Ja bardzo nie lubię takich PR-owych akcji.

Czasem ktoś mi mówi, no mogłabyś czymś takim pracować, a najbardziej wszystkiego bym nie chciała.

Nie chciałabyś pracować... W takiej PR-owej na przykład firmie pracować.

Że możesz zawsze coś kreatywnego, fajnego wymyśleć do byle jakiej idei, no nie?

Super, to teraz, o właśnie, chcę się do tego złapać.

To, że to jest tą sztuką i że to jest piękne od środka stanowi to, że robisz to w imię jakiejś wyższej idei, powiedzmy, a nie w celach komercyjnych, tak?

Robię to w sprawie, w którą całkowicie wierzę, która jest dla mnie po prostu najważniejsza.

To jest dla mnie tak super ważna, nie?

Robię to z miłości, z w jakiś sposób bardzo ważnych rzeczy dla mnie.

I po prostu używam piękna, bo po prostu jestem artystką i to jest mój zawód.

W zasadzie każde dzieło sztuki można bardzo różnie interpretować.

Ma jakby wiele warstw.

Tak, no musi być właśnie musi po prostu być kilka poziomów, być jakaś poetyka dla mnie, że to nie jest takie po prostu jednoznacznie banalne.

No i na przykład dam ci to, mogę ci opowiedzieć po prostu jak skonstruowana była akcja protest w obronie Wisły przeciwko budowie zaropionej w Siarzewie siostry... Poproszę.

Tutaj akcja była również robiona ze świetnymi ludźmi.

I to, co ja mogę dołożyć jako koalicjantka z koalicji Ratujmy Rzeki, którą kocham, to właśnie jakby sztukę mogę dołożyć.

Pomysł na Siostry Rzeki pojawił się u mnie, jak razem z przyjaciółką Gochą Cieską Maz w Muzeum Autograficznym w Toruniu znalazłam figurkę.

Figurkę ludową przedstawiającą Wisłę i jej dopływy.

Czyli po prostu zobaczyłam taką bajkę, rzeźbę, która przedstawiała pewną taką bajkę z personifikowaną Wisłę i jej dopływy, zlewWisłę.

I wtedy tak po prostu przyszedł mi do głowy,

że może by zrobić taki protest w obronie Wisły, że na ratunek Wisły nie przyjdą ludzie, tylko przyjdą rzeki.

Samo to w sobie, pomysł, że na ratunek Wisły przyjdą rzeki, to nie jest taki zwykły protest.

To nie jest taki zwykły protest, że chcesz powiedzieć ludziom, że rzeki przyjdą, serio.

I następnie, że to byłoby wspaniałe, gdyby rzeki zaszumiały wodami, po prostu przyszły, zalały tego Marka Gróbarczyka, który cały czas chce budować zaporę, żeby się nachapać jakichś pieniędzy, niszcząc przyrodę.

Tą rzeźbę uruchomiła we mnie jakieś takie bajkowe myślenie.

I następnie zaczęłam się zastanawiać, jak można byłoby to zrobić, że rzeki przyszły.

dziewczyny, mojej koleżanki, mogłyby reprezentować te rzeki i udzielać im głosu.

Na samym się głowiłam nad tym, jak zrobić, żebyśmy wyglądały jak rzeka i przyszedł mi do połowy pomysł z tą tablicą na mostach, że każda dziewczyna, która będzie reprezentowała jakąś rzekę, a to też byłby wybór z powodów estetycznych, wymyśliłam, żeby to były dziewczyny.

Bo bardzo dużo chłopaków, przede wszystkim w kraju co do rzeki, to więcej było.

Mam kolegów obrońców rzek wspaniałych.

Dziewczyny są ładniejsze, to umówmy się.

Po prostu w języku polskim rzeka jest rodzaju żeńskiego.

Ja po prostu wcześniej robiłam akcję matki Polki na wyrębie, którą robiły tylko matki karmiące.

Inaczej już po prostu pomyślałam sobie, że po prostu rozszerzymy w ogóle na wszystkie babki.

Ale to to ja w takiej zabawie.

Dziewczyny bawimy się, że jesteśmy rzekami, nie, ale dla chłopaków, nie, wy nie, wy musicie wymyślić coś swojego.

No i jednak, co tu dużo mówić, ja po prostu używam strategii zabawy w tych wszystkich akcjach.

No więc zaproponowałam po prostu dziewczynom, koleżankom, że bawimy się, że jesteśmy rzekami.

No i dziewczyna się to bardzo spodobało.

Chyba się upadł na niebiesko, trzeba wymyślić jaką się ma rzekę.

Potem dziewczyny.

Wisła, Wisła.

Nie, nie, nie, nie może być 500 Wisł.

Pomyśl, się kąpałaś i się całowałaś.

Ale do wysokości zupełnie była w takiej zabawie, wiesz.

Do jednej przyjaciółki, która pięknie śpiewa, zaproponowałam jej, słuchaj Agata, ty będziesz Wisłą, będzie to wyglądało tak, wchodzisz do rzeki i wołasz swojej siostry.

Agata wchodzi do rzeki i woła.

Soła, trwęca, warto, lido, przybywajcie.

Pomagała mi rozkręcić się z rzeki Ania Grajewska, moja przyjaciółka, z którą też razem robiłyśmy matki polki na wyrębie.

I pamiętam, że przed pierwszym happeningiem wśród rzek totalnie starałyśmy się, żeby 100 dziewczyn się zgłosiło, żeby było 100 rzek nad Wisłą.

No i pięknie to wyglądało, że rzeki razem się zjednoczyły, razem śpiewały w obronie Wisły, że walcząc się nie poddamy, nie będzie na Wiśle tam.

Ważne jest też to, że to nikogo nie obraża.

Jeszcze tylko dopowiem, żeby słuchacze mieli jakieś wprowadzenie, bo nie powiedzieliśmy przed czym tą Wisłę trzeba było bronić, przed różnymi zagrożeniami, między innymi zapora w Siarzewie.

O tym szerzej mówiliśmy w odcinku numer 77, więc odsyłam tam już słuchaczy, czemu stawianie tam na Wiśle i innych polskich rzekach może niekoniecznie jest najlepszym pomysłem.

Ale to jest akcja, która wyszła daleko poza granicę Krakowa.

Jesteś krakuską z urodzenia i pokoleniową krakuską.

I większość tych swoich rzeczy robisz w Krakowie lub też Małopolsce.

Więc ja bym chciał wrócić do tej sztuki, która się dzieje w mieście, a na rzece i na rzekach w Krakowie też robiłaś bardzo dużo ciekawych akcji.

bo pytałaś się mnie po prostu, gdzie w tym jest sztuka.

Kobieta stojąca z tablicą z imieniem rzeki, czyli jakby wcielająca się w rzekę, to jest zrozumiałe w ogóle w Europie, bo ja to robiłam nad Tybrem, nad Padem, nad Laguną Mar Menor, malowałam tablicy dla ludzi z całej Europy, dla takiego networku europejski, działaczy zajmujących się wodą.

Tego się kompletnie nie spodziewałam, dlatego, bo myślałam, że to jest akcja lokalna, bo w Polsce są niebieskie tablice z białym napisem.

To jest takie bardzo lokalne nasze i też rzeka w rodzaju żeńskim jest w języku polskim.

Myślałam, że ta praca, ona nie będzie pokazywana za granicą, że to mi nie zależy i ja po prostu bronię tutaj Wisły, ale że to nie będzie taka praca, którą jak 365 drzew, czy Matki Polki na Wyrębie, które wcześniej nie robiłam, to sobie były takie znane i już były pokazywane za granicą.

że to po prostu działa uniwersalnie, że nie trzeba zbyt dużo mówić, ale jak po prostu stoi kobieta albo aktywista, bo poznałam też aktywistę z Mezopotamii dawnej, z nad rzeki Eufrat i Tygrys, walczący, żeby nie wybudowano im tam zapór, on poprosił o rzekę Eufrat.

i jak ją trzymał i mówił jestem rzeką Eufrat i nie zgadzam się na niszczenie rzek.

To był tak samo wzruszony jak sołtyska w Myscowej, która mówiła jestem Wisłoką, nie zgadzam się na zbiorniką Ty Myscowa i poczułam po prostu, że to jest właśnie moc sztuki.

I czegoś bardzo mocnego doświadczają w tym momencie.

No więc po prostu to jest tylko jakby jakiś taki obrazek, jakiś happening, tylko też danie ludziom możliwości takiego dużo głębszego przeżywania.

No więc tyle.

Zazwyczaj gadam po prostu o sprawach aktywistycznych, które są jakieś takie prostoracjonalne i łatwiejsze do wytłumaczenia.

O łatwych sprawach możesz rozmawiać gdzie indziej, a mnie interesuje głębia.

I to, co na końcu też powiedziałaś właśnie, co też się przewija w rozmowach z artystami, że właśnie sztuka ma coś w tobie budzić, ma gdzieś tam serducho poruszać.

Aktualnie bardzo dużo, przez wiele lat robiliśmy mnóstwo akcji wspólnych z Fundacją Green Mind.

Jacek Engel, Marta Majka-Wiśniewska 30 lat bronią Wisłę przed zaporą w Sierżewie i totalnie walczą o najtrudniejsze sprawy w Polsce.

To, że właśnie jak ludzie biorą udział w takim happeningu, to w pewnym sensie wizualizują swoją miłość.

I to też powoduje takie związanie się emocjonalne jeszcze mocniejsze z tą przyrodą i z krajobrazem właśnie przy sztukę.

Sztuka po prostu pozwala jakoś też mocno doświadczyć.

Dobrze, więc teraz opowiem o takiej po prostu akcji bardzo lokalnej, która się udziała niedawno, bo pół roku temu.

W sumie nadal się czegoś dzieje.

Wiesz, w tych moich historiach one są, to jest wszystko jedna historia, bo one wszystkie są jak domino, wszystkie są ze sobą połączone.

Tego na przykład, żeby opowiedzieć się o Madraszkach, musiałam powiedzieć o drzewach i ulicy Smolensk, bo bez tych dwóch projektów nie byłaby Madraszka.

Tak, ale ja też dziękuję za ten wstęp właśnie, bo w tych podcastach chcę zawsze dawać też ludziom instrukcję obsługi, jak samemu wpływać na świat po prostu, żeby być lepszym na przestrzeń dookoła nas.

I ty troszeczkę dałaś właśnie w tym wstępie przykład swojej drogi, jak zostać artywistką, jak robić takie akcje.

Więc im więcej takich praktycznych tipów, tym lepiej.

No to było właśnie tak, że Las Łęgowy w Szakowie nad Wisłą, blisko, całkiem blisko Wawelu, mamy niesamowity Las Łęgowy.

Co to jest Las Łęgowy?

Lasy łęgowe to są podmokłe lasy, które znajdują się między rzeką a wałami.

Czyli w międzywalu lasy łęgowe są najbogatszymi siedliskami, jeśli chodzi o biorównorodność w naszym klimacie.

Są odpowiednikiem lasów deszczowych.

Po prostu rosły wzdłuż wszystkich rzek.

Po prostu taka była przyroda, że wzdłuż każdej rzeki były lasy łęgowe.

Wierzbowe, topolowe, ze stawami, z bardzo bogatą bioróżnorodnością.

Właśnie przez to, że jest mokro, że jest mnóstwo martwego drewna, ludzie za bardzo tam nie chodzą.

No i takich lasów zostało bardzo mało.

bo tereny nad rzekami zostały osuszone pod uprawy albo zamieszkane, zostały przez ludzi wykorzystane i tak jak mokradła zniknęły, to też zniknęły z naszego krajobrazu lasy łęgowe.

W Małopolsce zostało zaledwie kilka takich lasów i jeden z nich jest w Krakowie właśnie nasz las łęgowy.

Ja chodziłam do tego lasku jeszcze w dzieciństwie, jak po prostu, ja to nazywałam go cegielnią, tam były takie młode wieżby i były stawy i był dla mnie takim super miejscem do zabawy.

A potem do niego wróciłam dopiero po Zakrzówku, jak poznałam Kazimierza Walasza.

Poznałam cudownego ornitologa, który się absolutnie zachwycił procesem na Zakrzówku.

On jako przyrodnik kierował zespołem przyrodników badających teren dla dewelopera, wyobrażasz to sobie.

Miał takie zlecenie, żeby zobaczyć, jakie tam zwierzęta żyją, jakie są skały, jaka jest roślinność.

Wiedział już o tym i on w ogóle nie mógł po prostu otwarcie protestować.

Ale całym sercem uważał, że to absolutnie trzeba obronić.

wił mi, że nawet nie tyle dla przyrody, co dla ludzi, bo jest tak niesamowity krajobraz.

No i on potem chodził, roznosił ulotki dla Zakrzewka i sprawdzał mi wszystkie teksty.

I się jakoś tak zaprzyjaźniliśmy niesamowicie.

Z Kazimierzem Walaszem.

Takim wielkim autorytetem.

On zmarł w tamtym roku, wiesz.

I też dlatego tak o tym mówię, bo cały Kraków niesamowicie docenia tego człowieka.

Może wiesz, nawet będzie ulica Kazimierza Walasza.

W każdym razie Kazimierz Walasz powiedział mi, Cecylia, dla nas przyrodników najcenniejszym przyrodniczo terenem jest las Łęgowy w Przegrzałach, którego cały czas wody polskie chcą wyciąć.

bo niby podniesie falę powodziową o centymetr, jakaś wierzba zablokuje most.

To są takie starodawne poglądy.

Od tego czasu minęło kilkanaście lat i już ten las Łęgowy jest ciągle zagrożony.

Następnie postanowiono, że będą budować obwodnicę Krakowa, która właśnie przetnie las Łęgowy.

Będzie dotykała praktycznie Zakrzówka, most nad Wisłą i wielkie pale z lasu Łęgowy i gigantyczny ślimak na rozjazd samochodu właśnie w tym miejscu.

Więc parę lat później zauważyły wielkie protesty.

No i tak ciągle po prostu musimy bronić tego lasu łęgowego.

I w tym roku, w kwietniu, kilka miesięcy po śmierci Kazimierza Walasza, namówiliśmy się z taką grupą krakowskich aktywistów, też z radnym Łukaszem Maśloną, z przyjaciółmi Kazia Walasza, że jako taki hołd dla niego postaramy się, żeby miasto uchwaliło użytek ekologiczny w tym miejscu.

I się zmobilizowaliśmy i rzeczywiście został uchwalony użytek ekologiczny Las Łęgowy w Przegorzałach.

A ja uświetniłam to wydarzenie w taki sposób, że zorganizowałam apel dla Lasy Łęgowego.

Pierwsza raz taka forma, apel na rynku krakowskim.

Tak jak na rynku krakowskim Kościuszko przysięgał, że zawsze będzie wierny ojczyźnie i zawsze będzie jej bronił.

Ja sobie pomyślałam, że to byłoby takie piękne, żeby na rynku przy dźwięku trąbki wciągnąć na maszt.

wielką chorągiew, taką uroczystą chorągiew.

No i wymyśliłam, jak zrobić tą chorągiew.

Na chorągwi jest napis Las Łęgowy ma prawo istnieć.

Proste zdanie, ale nie takie oczywiste.

Robiłeś podcast już o prawach natury, o osobowości prawnej dla rzek, mokradeł i gór.

I między innymi właśnie w prawach natury pierwsze prawo mokradeł to jest prawo do istnienia.

W tym zapisie.

I dlatego właśnie pomyślałam sobie, że to jest niby takie oczywiste, ale w ogóle nie jest.

I dlatego na mojej chorągwi zrobiłam napis Las Łęgowy ma prawo istnieć i po prostu zrobiłam taką kompozycję ze stworzeń, z drzew, z liści otoczony taką wielką złotą ramą.

Ten napis też jest świecący, więc jest taki bardzo przypomina takie po prostu sztandary jakichś wielkich uroczystości.

ale żeby było naprawdę też partycypacyjnie, bo clue też takich wszystkich rzeczy jest wciągnąć do tej sztuki jak najwięcej ludzi.

Ludzie nie chcą wcale po prostu tego podziwiać sztuki.

Ludzie chcą w niej brać udział.

Ja jestem ludową artystką.

Rozumiem naprawdę sztukę ludową, czyli nie taką sztukę, w której... Właśnie to bardzo odradza w XXI wieku, bo ludzie zobaczyli, że to nie chodzi o to, żeby słuchać muzyki, oglądać filmów i podziwiać jak się ludzie dobrze bawią na scenie, tylko żeby samemu się dobrze bawić.

Sztuka jest zabawą, prawda?

I dlatego teraz jest coraz więcej takich happeningów, typu wspólne kolędowanie na ulicach, jakieś inicjatywy sąsiedzkie, gdzie ludzie po prostu razem coś robią.

Właśnie w tych wszystkich happeningach jest przestrzeń, że nie ma publiczności, tylko wszyscy ludzie robią coś pięknego.

I były takie obszary twórczości, które zaproponowałam.

Razem z koleżankami, obrończyniami Lasu Łęgowego, Gosia Spasiewicz-Bulas i Martyno Niedośpiał, dotarłyśmy do szkół i robiłyśmy warsztaty w szkołach, gdzie dzieci robiły atlas tej biorównorodności.

Czyli to niesamowite, bo tam jest po prostu, nie wiem, 30 rodzajów po prostu warzek.

Ale tam jest tyle po prostu gąsienic, gędraków, płazów, gadów, ptaków.

i tak już to jest ponad 100 gatunków chronionych w tym mieście lęgowym, więc dzieci miały listę i miały wydruki z atlasów i malowały po prostu przepięknie wszystkie ptaki i stworzenia i na listewkach po prostu miały to przynieść na happening i tych klas było kilka z pięć klas i jeszcze jedne takie warsztaty, była jedna radna

i jeszcze w Radzie Dzielnicy Gosia Spasiewicz-Bula zrobiła według tej instrukcji warsztaty, więc to była taka jakby część włączająca.

A ja jeszcze wciągnęłam moich studentów, którzy przez miesiąc pracowali nad koncepcją i każdy zrobił swój sztandar dla wybranego gatunku, gdzie inspiracją dla nas były sztandary Władysława Hasiora.

Władysław Kasior robił takie po prostu wspaniałe, niesamowite chorągwioasamblarze, z którymi robił procesje, na przykład święta kwitnące jabłoni, strażacy w mundurach szli z takimi cudownymi chorągwiami w tym pejzażu zakopiańskim.

No i moi studenci się właśnie inspirowali tymi sztandarami, ale po prostu każdy miał tam, byli na spacerze, na plenerze w tym lesie łęgowym.

No więc przygotowaliśmy niesamowicie malowniczy, piękne wydarzenie.

Więc na rynku krakowskim było wzniesienie na maszt sztandaru.

Las Łęgowy ma prawo istnieć.

Przemówienia radnych, działaczy, aktywistów.

Do tego wszystkiego po prostu sztandar otoczyła takie półkole właśnie z 30 sztandarów zrobionych przez moich studentów i kilka artystów i artystek też.

Między innymi moja mama zrobiła swój sztandar, Monika Tomaszewska, wspaniała artystka.

No i cała masa po prostu dzieciaków i ludzi.

I potem dali się wszyscy namówić do czegoś, co nie wierzyłam, że mi się uda namówić, żebyśmy z rynku poszli z tym wszystkim do Lasu Łęgowego.

Żeby Krakowianie doświadczyli, jak blisko centrum miasta jest ta wspaniała przyroda, którą mamy.

No i ponad godzinę, jeszcze był wiatr, deszczandary, trzepotały, szliśmy po prostu taką procesją, a w tym czasie mój mąż Piotrek od zadań specjalnych, zadanie dla Piotrka, zrobić maszt, który nie wywróci się na wietrze z tak ciężkim materiałem.

I on w pracy u siebie, gdzie jest tam menadżerem w fabryce utrzymania ruchu, organizuje, że panowie mu spawają jakiś taki wielki krzyżak i zrobi z drewna taki wspaniały maszt.

Pojechał z moim przyjacielem Bartolomem Okoczenaszem, z którym mamy właśnie stowarzyszenie i razem robimy wodne masy krytyczne.

Pojechali wcześniej i w stawie takim porośniętym rzęsą wodną, takim zupełnie bajkowej scenerii, w stawie wmontowali ten obraz, manifest lasu rągowym ma prawo istnieć.

Także jak wszyscy doszli z rynku z tymi chorągwiami do tego lasu,

w którym były jeszcze spacery przyrodnicze, to właśnie stała taka realizacja sztuki w przestrzeni publicznej.

W przestrzeni po prostu, tylko w przyrodzie.

Właśnie tam był zamontowany ten sztandar i można było go przez cały dzień podziwiać na spacerach.

Więc taka sztuka.

Powiedziałaś, że to zostało wpisane jako użytek ekologiczny, tak?

To jakby zamyka sprawę?

Czy dalej tam mogło coś gdzieś budować?

Nie zamyka całkowicie sprawy.

Zamknąłby, wiesz, rezerwat.

To jest po prostu zawsze tak.

Jest dużym utrudnieniem i przede wszystkim, wiesz, w tym aktywizmie najważniejszą rzeczą jest, to jest jedna droga, to jest po prostu ta formalna obrona przyrody.

I od tego są ludzie wspaniali, którzy to robią.

Rozkminiają te wszystkie legislacyjne rzeczy, zmieniają prawo i starają się, ale druga rzecz to nie zadziała bez zmiany świadomości.

Po prostu to jest niesamowite, bo ja z tym sztandarem potem powiesiłam go, dwa miesiące później powiesiłam ten sztandar z balkonu na Radzie Miasta Krakowa.

I pani radnej Hańderek z Lewicy, która miała się wypowiadać, dałam laskę z zimorodkiem prześlicznym.

Jak będzie przemawiała, wysiłam go.

I miałam jakieś tam mowy przygotowane, bo przemawiałam.

I radni się w ogóle nie interesowali tym, co ja mówię.

Następnie jednogłośnie przegłosowali użytek ekologiczny.

Wiesz, to jest po prostu szok, bo oni kilka lat wcześniej uważali, że to są bezwartościowe krzaki.

To jest tak, że po prostu takimi działaniami można po prostu zbudować świadomość wartości czegoś.

tymi działaniami na rzek, na Wisły, zaczynają oni czuć, że to jest jakaś sprawa, że to jest ważne, że to może oni mogą to właśnie uratować.

To jest wspaniałe nasze dziedzictwo, bogactwo.

To praca nie tyle na tym, żeby ich zablokować przy pomocy prawa, bo zawsze potem mogą przyjść inni politycy i to zmienić, tylko żeby nastąpiła taka przemiana, że już sami ci urzędnicy będą obrońcami.

A powiedz mi, co po tych protestach zostaje?

Czy to w przestrzeni publicznej, czy to w jakichś galeriach sztuki?

W sensie, jakie jest życie po życiu właśnie na przykład tego sztandaru, o którym powiedziałaś, warkoczy dla białki, jakie robiłaś też dla rzeki Białki, ryb, które też tworzysz.

Ja tak sobie pomyślałem, że jedną z rzeczy, które zostały po tych twoich akcjach obrony Zakrzówka jest brak.

Brak bloków.

No ale człowiek jak chodzi po parku i nie widzi bloków, to dla niego to nie jest znak, że tam była akcja artystyczna.

Jak to żyje dalej, te twoje dzieła, które tworzysz przy okazji tych różnych akcji?

Za darmo w internecie, polecam.

Można oglądać, jak się narodziły Siostry Rzeki, jak to wszystko było wymyślone i pierwsze akcje.

Film Siostry Rzeki i 24 tablice, czyli dopływy lewe i prawe dopływy Wisły oraz strój kąpielowy wyhaftowany

Safe River, w którym byłam u ministra Marka Grubarczyka, żeby mu wręczyć apel w obronie rzek, kupiło Muzeum Sztuki w Łodzi do kolekcji.

Muzeum Sztuki w Łodzi ma najlepszą kolekcję polskiej sztuki współczesnej i tym samym ten projekt, ten koncept, że kobieta jest rzeką, że te tablice stały się wyrazem obrony rzek,

I film, który o tym opowiada i ten strój kąpielowy, który ja uszyłam i ja w nim byłam, ale zarazem dałam instrukcję, że inne kobiety też haftowały strój kąpielowy w ogromie rzek, że to po prostu stało się częścią polskiej sztuki, którą będą mogli ludzie oglądać i która już jest jakby nasza wspólna, jest dla wszystkich.

Więc z jednej strony kupuję to świetne muzeum, jestem bardzo z tego szczęśliwa, bo ja to wymyślałam, gdzie nie miałam priorytetu sztuki, miałam priorytet po prostu zrobienia czegoś mocnego, co zaangażuje ludzi i będziemy razem bronić rzeki.

Ale druga rzecz, drugi muzeum, może jeszcze ważniejszym, to naprawdę bardzo wiele kobiet ma w domu tablice z imionami rzek.

I ja też musiałabym to mu powiedzieć w muzeum.

Oczywiście bardzo bym nie chciała, że to... Ja sygnuję te, które robię ja, żeby móc po prostu też traktować je jako sztukę.

podarować komuś albo sprzedać jako sztukę, ale też jakby jest część, którą mogą sobie ludzie robić i powiem ci, że ludzie w całej Polsce już te tablice stały się symbolem obrony rzek w bardzo wielu miejscach, także stało się to takim dobrem dla wszystkich.

Więc bardzo wiele osób w domu ma już swoją tablicę z imieniem rzeki, co znaczy, że należy do sił z rzek i na wyzwanie, że trzeba stanąć do obrony

Na pewno też posiadanie takiej tablicy z imieniem Rzeki bardzo budzi świadomość.

Na przykład miałyśmy taką piękną przygodę w tym roku na festiwalu Góry Literatury na Zamku Sarny.

Była też otwarcie wystawy, w ramach tego festiwalu było otwarcie wystawy po deszczu.

Zaprosiła nas na tą wystawę Jaga Hupało.

I powiedziała nam, że Olga Tokarczuk bardzo by chciała zostać, chciałaby zostać siostrą rzeką.

No i że Olga Tokarczuk chciałaby być odrok oczywiście.

No to ja pojechałam z Grażynką Smalej, z cudowną siostrą Rzeką Swelinią i z Małgą Grygierczyk, która jest Rzeką Sołą.

Pojechałyśmy na ten festiwal, robiliśmy warsztaty dla kobiet, też performance.

I miałyśmy informację, że Olga Tokarczuk nie chce oficjalnie występoww performance.

Było za dużo tych wszystkich atrakcji i że chciałaby tak nieoficjalnie, żebyśmy zrobiły jej taką ceremonię siostrzaństwa przy łączeniu do sióżek.

A tymczasem, w czasie przed naszym performansem, ona zobaczyła już, że ja niosę tą tabliczkę i tak, to dla mnie?

To jest takie cudowne, wiesz?

Może chciałabyś z nami zaśpiewać?

I ona powiedziała, że tak.

I po prostu tak zupełnie płynnie wzięła udział w performansie, który polegał na tym, że najpierw ja mówiłam jestem białka, płynę z Tatr, w moich wodach są pstrągi, otaczaki, dołączam do Wisły.

Potem Garzyna mówiła o tym, jak swe linia się łączy, że się wszystkie łączymy.

Olga wzięła po prostu tabliczkę i spontanicznie powiedziała jestem Odrą, wielką rzeką.

I zawołała siostry rzeki na barykady.

To było po prostu takie cudowne.

Ta akcja powstała w 2018 roku, a ona dalej żyje.

I tak samo poprosili nas aktywiści z nad Eufratum o właśnie takie wsparcie artystyczne, że z jednej strony to może być już kolekcja muzeum, ale z drugiej strony to żyje i cały czas służy budowaniu świadomości, że trzeba po prostu bronić rzeki, że są dla nas taką wielką wartością.

Nie ma życia w ogóle bez wody, ale też taką wartością duchową dla mnie bardzo ważną.

Oj, wado, wado.

Powiedz mi o wodnej masie krytycznej, bo to jest taka rzecz, którą każdy, czy Krakus, czy nie Krakus, może sobie przyjechać w czerwcu do Krakowa.

Tak, w czerwcu ona się odbywa?

I zobaczyć, czy to jest dla ciebie też akcja artystyczna, czy to jest stricte odpowiednik rowerowej masy krytycznej, tylko że raz do roku i na rzece, a nie na ulicach.

Wodna Masa Krytyczna w Rakowie.

Gdyby to był odpowiednik rowerowej Masy Krytycznej, no to po prostu byłyby kajaki, czy tam łódki, materace.

Jednak też powstają dzieła sztuki.

Powstają pływające rzeźby i płynące performancy.

Zresztą pierwsza Wodna Masa Krytyczna w Rakowie towarzyszyła premierze filmu Sześć Rzek.

W 2011 i 2012 realizowałam projekt artystyczny Sześć Rzek.

Spłynęłam ręcznie robioną łódeczką, którą zrobił mi mąż Piotrek, taką małą łódeczką ze sklejki, wszystkimi krakowskimi rzekami, żeby poznać dziką przyrodę Krakowa.

Prawdopodobnie jako pierwsza osoba, tak jest napisane na stronie.

Czyli motyw eksploracyjny tutaj też mamy.

Tak, była to wspaniała przygoda.

Właśnie Kazim Walasz był moim przewodnikiem i miałam przygody nie gorsze niż na drzewach.

Wpadałam do tych brudnych rzek i uczyłam się ich, dowiadywałam się bardzo dużo.

No i ten projekt na pewno spowodował, że po prostu zaczęłam się naprawdę bardzo zaangażowała w sprawy rzek.

I wtedy poznałam też przez projekt Szek Rzek poznałam cudowne kobiety.

Zaprzyjaźniłam się dzięki temu projektowi z Małgorzatą Nieciecką-Mac, siostrą Rzeką Iłżanką, która wtedy była dziennikarką Radia Studenckiego Radiofonia.

Prowadziła swój program radiowy Temat Rzeka o Wiśle właśnie.

I teraz jest w ogóle świetną dziennikarką, pracuje w dwójce, w TV Pro Kultura, robiliśmy razem programów w Suwisturiadu, no w ogóle kocham go.

I poznałyśmy jeszcze Martynę Niedośpiał, no i razem wymyśliłyśmy, żeby na pokaz, pierwszy pokaz filmu Sześć Rzek, żeby ludzie popłynęli.

Ja sobie wymarzyłam, żeby pokazać film Sześć Rzek pod mostem.

Wiadomo, takie echo, ale tak trochę strasznie, coś tam kapie, zawsze jest jakaś taka syfnie.

No i w ogóle taki klimat.

Pod mostem grunwaldzkim namówiłam krakowskie biuro festiwalowe, żeby mi ekran zorganizowali.

Chciałam, żeby ekran był na przęście, żeby się tylko odbijało w wodzie.

miałam świadomość, że prawie każdy Krakus, każdy kadr, który będzie widział, będzie widział to po raz pierwszy.

Bo ja też te wszystkie miejsca doświadczyłam po raz pierwszy.

Bo w bardzo mało miejsc nad rzekami mamy dostęp z miasta.

Przepływają przez jakieś zakłady produkcyjne, wiesz, wzdłuż torów kolejowych.

W ogóle nam się dostać często nie da.

Czy przez jakieś ogródki działkowe.

Po prostu nie ma dowodu dostępu.

No i widziałam wtedy takie, no, coś nowego.

Też ludzie poznają imiona rzek krakowskich.

I że spłyniemy wszyscy na to łódeczkami.

I z Gocha wymyśliła nazwę.

Małgorzata Niedzielska-Matz wymyśliła nazwę Wodna Masa Krytyczna.

Wspaniałą.

I zaczęłyśmy namawiać znajomych, przyjaciół, wszystkich ludzi, żeby po prostu szukali kajaków, pontonów i żebyśmy po prostu popłynęli razem.

Ta pierwsza Wodna Masa Krytyczna odbywała się w ogóle w ramach Festiwalu Sztuki w Przestrzeni Publicznej, Festiwalu Art Boom.

Parę lat temu jeszcze w Krakowie był regularnie taki bardzo fajny Festiwal Sztuki w Przestrzeni Publicznej.

No i potem na tej głodnej masie krytycznej, którą traktowałam w pewnym sensie jako happening, bo była pierwsza i też towarzyszyła premierze filmów.

Ale jeśli wtedy nie było dzieł sztuki, poznałam cudownych ludzi.

Właśnie przyszedł Bartolomiej Okoczenarz od deski surfingowej.

To był świetny przyszedł koleś z deską surfingową na Wisłę w Krakowie.

Powiedział, że bardzo lubi na oceanie pływać, ale w Krakowie też można.

Super osoby na materacach do pływania.

To po prostu było coś niesamowitego.

Gdzie normalnie nie dotykają Wisły w Krakowie.

Pływają jakieś dwa turystyczne stateczki.

To było tak naprawdę odzyskanie miasta.

Ta sztuka tutaj nie tylko, że to fajnie wygląda, tylko po prostu jest tak naprawdę odzyskiwaniem przestrzeni, że rzeka staje się też nasza.

Po raz pierwszy widzimy Wawę ze środka Wisły.

Widzimy, że nie jest straszne, ale po prostu bardzo zupełnie inne doświadczenie.

Postanowiliśmy, że będziemy to robić co roku i zaczęliśmy zapraszać do tego artystów.

Wodna masa krytyczna ma taką formę, przetrwała bardzo wiele lat, w sumie też połączyła naszą przyjaźń i dzięki tej wodnej masie krytycznej bardzo dużo się wydarzyło innych happeningów i akcji, bo my zawsze się spotykamy tą grupą, żeby przygotowywać tę wodną masę.

No ona po prostu właśnie łączy to, że jest kilku artystów, którzy robią pracę, ale też jest bardzo partycypacyjna, bo każdy może zbudować swoją jednostkę pływającą.

I można w niej uczestniczyć na bardzo różne sposoby.

Można zbudować gdzieś u siebie w ogrodzie swoją własną tratwę.

A można dwa tygodnie, czy tydzień przed wodną masą przyjść do nas pod skład solny aktualnie i zazwyczaj udaje nam się zdobyć jakieś tam nieduże pieniądze, dzięki którym kupujemy materiały dla wszystkich, po czym i organizujemy lawety, które dowiozą nad Wisłę te obiekty pływające.

No i potem dzieje się bajka, jak wodujemy na Wisłę te nasze pływające cuda i płyniemy razem Wisłą w Krakowie.

Fajnie, że powiedziałaś właśnie, że można ciebie spotkać w składzie solnym w Krakowie, tak?

I nawet właśnie dostać jakieś małe hajsiki na budowę własnej jednostki.

Nie, my wtedy kupujemy dla wszystkich po prostu.

Jeździmy po sklejkę, po rzeczy, mamy baniaki i budujemy razem te tratwy.

Czyli to od razu można wejść w ten świat z ulicy.

A właśnie, skoro mówimy o składzie solnym, na Instagramie widziałem, że tam jednym z twoich nowych projektów to był w budżecie obywatelskim miasta Krakowa stworzenie parku solnego.

Jak się z tym sprawa ma?

Stworzenie parku solnego koło składu solnego ma związek z obroną tego miejsca.

Budynek składu solnego to jest zabytkowy budynek na krakowskim podgórzu, w którym od bardzo wielu lat, od dwudziestu paru lat, mają pracownie artyści.

Po prostu budynek w dosyć złym stanie technicznym, należący do miasta i z tego powodu po prostu nie był remontowany.

Artyści sobie tam wynajmowali niedrogo pracownię.

Ale niedawno od jakiegoś czasu miasto zaczęło mieć nowe plany, że ten budynek zostanie wcielony w nową wielką instytucję Centrum Literatury Planeta Lem.

I tam miało powstać nowe wielkie muzeum, a skład solny miał być częścią tego muzeum.

No ale my ogłosiliśmy w 2023 roku, że ta planeta jest już zasiedlona.

Po prostu jest tutaj bardzo dużo artystów.

Działa się na przykład Wodne Masy, mają Baza Siostru Rzeki, Stowarzyszenie Cezury Wiórka, Wspaniały Malarz Podbogatka, Świetna Malarka Gaja Barcikowska, Supermalarka Ania Chmiel, Szkoła Muzyczna Outpost, Galeria Skład Solny i bardzo wiele świetnych osób ma tam pracownię i działa i płaci czynsz i dba o budynek.

Czyli jest w sumie oddolna instytucja kultury, która miasta nic nie kosztuje i że to trochę głupie tak wyrzucić tych ludzi po to, żeby robić coś nowego, nie wiadomo czy potrzebnego.

No i jakoś tak udało nam się przekonać prezydenta, urzędników, wczesną panią ministrę kultury.

Zorganizowaliśmy dużą debatę o przyszłości kultury.

O którym swoją drogą był poprzedni odcinek.

No właśnie, skład solny miał wystawę we wrześniu, od września do listopada.

Prezentowaliśmy wszystkich twórców i nie tylko twórców i organizacje, które mają przestrzenie w składzie solnym.

Na dole na parterze w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, gdzie właśnie tematem były społeczności.

Właśnie dlatego, że było to takie imponujące dla nich, że jakaś społeczność obroniła swoje miejsce, bo to się bardzo rzadko zdarza.

I tą szczęśliwą historię opowiadaliśmy.

Tam zresztą pokazywaliśmy skład Sony przez wodną masę, bo wszystkich z całego budynku zaprosiliśmy, żeby zbudowali wspaniałe obiekty na wodną masę.

Także płynęliśmy razem 14 czerwca.

A następnie te tratwy zostały przewiezione wielkim tirem do Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i przez wodną masę opowiadaliśmy i o wodnych masach i o po prostu składzie solnym.

Ale jedną z części tej obrony został wielki teren koło tego składu.

Może nie aż taki wielki, ale spory, gdzie miała powstać właśnie ta instytucja.

No i pomyśleliśmy, że w takim razie skoro nie będzie powstawała, to świetnie byłoby tam zrobić park.

bo na podgórze jest mało takich terenów zielonych.

Tam ludzie sobie chodzą z pieskami i tak naprawdę bardzo potrzebne jest takie miejsce wytchnienia.

To jest też zaraz obok zabłocia, które się totalnie zabudowało, gdzie nie ma niemalże metra wolnego.

No i po prostu jako skład solny razem zgłosiliśmy do budżetu obywatelskiego projekt, żeby powstał tam park.

Opiekował się tym projektem przede wszystkim Marcin Pater ze składu solnego, który ma tam studio nagrań.

Nie uzyskaliśmy znacznej ilości głosów, ale było to wysoko i mamy obiecane, są jakieś pieniądze w mieście, żeby jednak pomalutku realizować ten projekt.

Także wiele nam to zajęło czasu i energii, ale to jest też takie wspaniałe, że jednak będziemy dalej w składzie solnym, będzie tam sztuka, będzie przestrzeń dla aktywizmu i będzie taki bezinteresowny fragment miasta.

Ty jesteś w ogóle diabel nieskuteczna w tych protestach.

Przynajmniej tych, o których mówisz tutaj.

Dziesięć rad dla wszystkich tych młodych, ambitnych artystów lub też nieartystów, którzy właśnie zmagają się z takimi samymi problemami w całej Polsce i nie tylko w Polsce.

Jak zorganizować piękny protest, który właśnie w dodatku będzie skuteczny.

No to pierwsza rzecz, to trzeba sobie zorganizować jakąś ekipkę małą.

Może to być nawet jeden przyjaciel, czy przyjaciółka, sąsiadka, trzeba mieć kogoś.

To jest tak jak na podwórku, że zawsze w jakiejś piaskownicy jest jakaś ekipa, z którą się świetnie bawi i inni też by się chcieli z nimi bawić.

Zawsze jak jest kilka osób, które robi coś, to bardziej zaraża, żeby się dołączać.

Bycie właśnie w takim teamie, to dodaje siły, bo to jest bardzo trudne i się bardzo ma dużo wątpliwości, jak się zaczyna coś takiego robić.

Jednego dnia myślisz, masz euforię, tak, uda się, a drugiego dnia masz załamy, że to wszystko nie ma w ogóle sensu.

I zawsze wtedy tego drugiego dnia ta druga osoba właśnie ma wtedy siłę.

Więc na pewno moją psową radą to jest, żeby nie wyruszać na taką przygodę samemu.

Więc zrobić sobie jakąś taką paczkę, namówić kto by tam jeszcze chciał.

Poszukać przede wszystkim osoby, dla których też to jest ważne.

No, a następnie trzeba zrobić zespół z ludzi, którzy mogą po prostu też coś jakby wnieść do tej sprawy.

Ale zazwyczaj to są osoby, które mają też taki sam interes, żeby to bronić.

Na przykład jak robiliśmy akcję Warkocze Białki, to okazało się, że chociaż społeczność lokalna tam generalnie nie interesowała ich obrona białki przed regulacją, to jednak był klub wędkarzy, którzy chcieli mieć tej białce w stronie.

że zawsze się znajdzie jakaś ekipa, jakieś osoby, które też tak uważają.

No więc trzeba po prostu ich skrzyknąć.

No i dobrze jest mieć też jakichś ekspertów, ludzie, którzy wiedzą po prostu w jaki sposób to można tak na poziomie prawa jakby rozkminić, wygrać, albo mogą służyć autorytetem, mogą dać jakieś świetne wskazówki, czy dobry tekst napisać.

No i każdy może po prostu coś wnieść.

Artyści są bardzo przydatni, zwłaszcza artyści, którzy mają taki charakter animatorów kultury.

No to to są świetne kompetencje do organizowania takich rzeczy.

Masz jakieś nowe plany, o których możemy powiedzieć?

No to ja jestem jeszcze w trakcie tych moich apeli, bo teraz robiłam ten sztandar dla apela swengowego.

Będziemy montować film z tej akcji.

Chciałabym go pokazać Muzeum Kasiora.

Mam teraz wystawę w Berlinie razem z niemieckim artystą o Odrze.

I zrobiłam właśnie sztandar dla Odry i kilka takich księg Odry i moim marzeniem myślałam o tym nieutworzonym parku narodowym Dolnej Odry, który zablokował Nawrocki i na wiosnę, czy jakąś wczesną wiosnę zamierzam wznieść tamten sztandar na tych rozlewiskach.

Więc chcę to po prostu zrobić, bo nie jestem tak naprawdę artystką galeryjną.

Bywam w galeriach czasem, ale to nie jest moje miejsce i naprawdę jestem szczęśliwa, jak właśnie mogę...

prezentować sztukę w pejzażu, w takim miejscu, gdzie ona powinna być, nad Odrą.

I chcę teraz zrobić jeszcze, no bo tak trochę się zajmowałam ostatnio i bardzo mnie to fascynuje, to połączenie lasu z wodą.

Że drzewa są strażnikami źródeł i że jeżeli chcemy chronić wodę, musimy chronić lasy i że to wszystko jest połączone.

Współpracuję tutaj z koleżanką Anią Trait, która też jest siostrą rzeką.

ale zarazem obroniła drzewa koło swojego domu.

Chcieli wysiąść ani tej buki koło domu.

I ona się wkurzyła.

I doprowadziła do tego, że założyła rezerwat przyrody.

Zmieniła zawód.

Z architektki stała się po prostu, zrobiła studia ochrony środowiska i pracuje w otopie na pełny etat.

wietniałam ceremonię przecinają czerwonej wstęgi, jak w marcu Ania otwierała swój rezerwat w miejscu, gdzie miały po prostu polecieć buki wspaniałe, a jest teraz rezerwat dla wszystkich.

Przecinała Ania wstęgę, a myśmy zrobiły tam piękny happening, który to wzmocnił.

I teraz Ania, mamy taką współpracę z Anią, że ona po prostu chce jeszcze nagłośnić sprawę lasów społecznych.

żeby część lasów koło Krakowa wyłączona została z niej gospodarka leśna.

Żeby po prostu nie było wszędzie tej plantacji drzew i wycinania drzew.

I rozpoczęłyśmy działania w takiej wspaniałym lesie, w Puszczy Dulowskiej, między Krakowem a Krzeszowicami, gdzie jest taka knieja i gdzie rośnie największa paproć w Europie, Długosz Królewski.

Wspaniałe miejsce.

Lubią tam wisień taki plener, ale chcę też zrobić po prostu sztandar cudowny dla Puszczy Dulowskiej.

To jest takie moje artystyczne marzenie w najbliższy czas.

Wspaniale.

To życzę powodzenia.

Mam nadzieję, a nawet podejrzenie, że być może się spotkamy kiedyś przy okazji którejś z tych akcji.

Dziękuję ci pięknie za rozmowę.

Bardzo serdecznie się pozdrawiam.

Na koniec chciałbym powiedzieć, że oni coś w Krakowie mają z tymi motylami.

Półtora roku temu spotkałem się w jednej z kazimierskich knajp z Szymonem Opryszkiem, który z kolei poleciał do Meksyku, opisać historię porwania pewnego obrońcy motyli monarchicznych.

Co zaprowadziło go między innymi do księgowego kartelu narkotykowego, czy na granicę polsko-białoruską po tej białoruskiej stronie.

No, bycie obrońcą motyli w Ameryce Południowej okazuje się być bardziej niebezpieczne niż w Polsce.

Polecam rozmowę z Szymonem w odcinku nr 123, bo te historie znalazły się w jego świetnej, naprawdę świetnej książce o wodzie.

A tym, którzy chcieliby jeszcze więcej o Wiśle posłuchać, polecam odcinek nr 130, w którym spływam sobie nią na odcinku warszawskim i rozmawiam z Janem Piotrowskim, między nimi o tym, czy jest czysta i dlaczego wysycha.

Jeśli podobał Ci się ten odcinek, to oczywiście tradycyjnie, jak zawsze, proszę o łapki w górę, komentarze, udostępnienia i tak dalej, bo to pomaga w tej nierównej walce z algorytmami i sprawia, że treści po prostu niosą się szerzej.

Podcast Sztuka w mieście jest współfinansowany ze środków Krajowego Planu Odbudowy w ramach inwestycji A2.5.1.

0:00
0:00