Mentionsy

Dobra Podróż
18.01.2026 07:09

Sztuka jako narzędzie protestu, czyli artywizm - Cecylia Malik | Sztuka w mieście #5

Cecylia Malik to malarka, artystka wizualna i aktywistka ekologiczna, której działalność realnie wpływa na kształt przestrzeni publicznej, szczególnie w Krakowie. Jak sztuka pomogła ocalić pewien uroczy zakątek od zakusów dewelopera? Jak zostaje się „artywistką?” I czym różnią się działania artystyczne od „zwykłych” protestów?  Porozmawiamy o Siostrach Rzekach, obronie Wisły i Białki, o Wodnej Masie Krytycznej i po co wspinać się na drzewa.


https://www.cecyliamalik.pl

Link do filmu Siostry Rzeki: https://vimeo.com/885570036


Muzyka: Sutari

https://www.sutari.pl/


Projekt „Sztuka w mieście - podcast o współczesnej sztuce Polskiej” jest współfinansowany ze środków Krajowego Planu Odbudowy w ramach Inwestycji A2.5.1.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 348 wyników dla "PO"

To jest Sztuka w Mieście, podcast o prawdzie, dobrze i pięknie, które przecież nie jedno ma oblicze.

W tej serii podcastów będziemy rozmawiać ze światowej sławy twórcami street artu, mecenasami i znawcami sztuki, performerami i architektami, próbując odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, by przestrzeń dookoła nas była po prostu lepsza.

Zapraszamy w artystyczną podróż po Polsce i świecie.

Sztuka w mieście to miniseria podcastów w ramach Dobrej Podróży.

W naszych artystycznych podróżach byliśmy ostatnio w Warszawie, Poznaniu, Chinach, Wielkiej Brytanii i na Bliskim Wschodzie.

Porozmawiamy o tym, czym są piękne protesty i jak dzięki nim można realnie wpływać na kształt miasta.

Porozmawiamy o obronie pięknych zakątków Krakowa, o siostrach rzekach, spinaniu się na drzewa i wyrzucaniu krakowskich szopek z balkonu kamienicy.

Poproszę tutaj jeszcze rzekę Loare, rzekę Elfrac, rzekę Walbone.

A ja bym cię nazwał artywistką, bo takie określenie usłyszałem w jednej z rozmów z tobą, chociaż to w polskim języku za bardzo nie funkcjonuje.

No tak, ja też stosunkowo niedawno poznałam to określenie.

No, czasem go pisałam jako znacznik na Instagramie, bo rzeczywiście można tak to nazwać, co robię, ale nie jest mi potrzebne do niczego to określenie.

Aktualnie także uczę na uczelni młodych studentów rysunką malarstwa sztuki w przestrzeni społecznej.

I co, no i moją pracą naukową jest robienie sztuki i robienie wystaw, więc można powiedzieć, że sztuka jest moim zawodem, ale tak z serca jestem aktywistką.

Ja w sumie aktywistką jestem od jakiegoś czasu, można powiedzieć od 16 lat.

A wcześniej po prostu malowałam obrazy i robiłam wystawy obrazu, sprzedawałam je.

No i w pewnym momencie tak się to połączyło.

Ja bym właśnie chciał się skupić na tym, czym zajmujesz się od dłuższego czasu, jak sam powiedziałeś, czyli właśnie na tym aktywizmie.

który realizujesz poprzez sztukę w przestrzeni miejskiej.

A właśnie tematem tego podcastu, tej serii podcastów jest to, jak sztuka może kształtować przestrzeń, nasze miasta, miejsca, w których żyjemy, jak może sprawiać, żeby te miasta, żeby te miejsca były lepsze.

Zaprosiłem cię dlatego, że twoje akcje mają bardzo bezpośredni wpływ na kształtowanie tej przestrzeni miejskiej.

Jest to też moje pierwsze doświadczenie połączenia sztuki i aktywizmu.

W latach 90. po transformacji zlikwidowano tą kąpalnię.

I tam po prostu powstał Zakrzówek.

Powstało niesamowite zupełnie miejsce.

Po prostu pojawiło się jezioro.

Najpierw najlepszą plażę zagarnęli sobie nurkowie, jakby pomału wypychając tych mieszkańców.

Następnie władze miasta Krakowa, może trochę onieśmielone wyzwaniem, którym jest nagle po prostu jezioro i duże tereny zielone.

To były też takie czasy właśnie początku lat dwutysięcznych.

Taki totalny kult kapitalizmu nowego, świeżego w Polsce.

No i władze miasta pomyślały sobie, że świetnie by było jakby jakiś prywatny inwestor ogarnął ten teren.

przypominających Beskid Niski, z roślinnością naskalną, z drzewami, z pięknym widokiem na Wawel, bo tam też są wzniesienia, pagórki.

Był tam też projektowany kanał ulgi dla Wisły, czyli jakby taki kanał, gdzie miałaby być zbierana woda powodziowa, gdyby była wielka woda w Wiśle.

Chcę tylko to powiedzieć, że po prostu to był teren, który nigdy nie był pod zabudowę.

Były też dokumenty w Akademii Nauk, żeby tam utworzyć Naturę 2000, bo występował tam bardzo rzadki motylek modraszek.

Niemniej jednak miasto nie kupiło tego terenu, tylko kupił cały obszar portugalski inwestor, który planował zrobić tam bloki i z powodu, że miał jakieś układy w Radzie Miasta, układy z mediami, z decydentami, nie przejmował się tym, że były inne plany i zaczął po prostu pracować nad tym, żeby te tereny przekształcono pod zabudowę.

Oczywiście, no i tam w, nie wiem, w 2003, nie pamiętam, w którym tam, w szóstym czy piątym roku mieszkańcy z okolicy zaczęli się jakoś organizować, protestować, zbierać podpisy, powstało Stowarzyszenie Zielony Zakrzówek.

Nazbierano tysiące podpisów przeciwko zabudowie tego miejsca, bo zaraz koło jeziora miały powstać bloki ekskluzywne.

Potem ja zaprzyjaźniłam się z tymi ludźmi.

Gazeta Wyborcza pisała tylko po prostu najgorzej o nich.

Wtedy byłam po prostu młodszą niż teraz artystką.

Trzecia praca podstawówki, czwarta.

I zrobiłam wcześniej bardzo ważne, zrobiłam dwa ważne projekty, które mnie tak popchnęły w tym kierunku.

Jeden to był mój pamiętnik fotograficzny pod tytułem 365 drzew.

zrobiłam sobie taki rok w moim życiu, w którym zrobiłam coś, co nie wiedziałam czym jest, bo nie wiedziałam, czy to jest ćwiczenie na silną wolę, czy to jest po prostu ćwiczenie na dobre mięśnie, czy po prostu jest sztuką.

I postanowiłam codziennie wchodzić na inne drzewo.

Postanowiłam codziennie wchodzić na inne drzewo, bo chciałam trochę uciec.

No ja po prostu jako matka musiałam schodzić z tych drzew, ale rzeczywiście dotrzymałam obietnicy i dałam obietnicę przyjaciołom, że codziennie będę wchodzić na inne drzewa.

No a z powodu, że jestem artystką, to po prostu okazało się, że nie maluję obrazów, tylko jestem bohaterką swoich obrazów.

Zaczęłam kreować po prostu fotografie, które po prostu bardzo pięknie wyglądały.

Jeżeli pozwolisz, zamieszczę je na Facebooku odnośnie naszej rozmowy.

Tak, no i przez to, że ja chodziłam po tych drzewach, to ja też odkryłam social media.

Bo jakoś tak po prostu się to złożyło, że ja równocześnie zapisałam się na Facebook wtedy i zobaczyłam, o, taki Facebook.

I po prostu zaczęłam publikować codziennie, jak wchodzę na jedno drzewo.

I po prostu bardzo szybko dużo ludzi chciało to oglądać.

Więc zyskałam bardzo dużo nowych znajomych i do moich znajomych dołączyli po prostu obrońcy przyrody.

Tacy jak na przykład nasz najlepszy obrońca przyrody w Krakowie, Mariusz Waszkiewicz z Towarzystwa na rzecz ochrony przyrody, jaki po prostu najbardziej skuteczny obrońca, który 300 rozpraw rocznie robi w obronie drzew i przyrody.

On po prostu dawał mi lajka pod każdym drzewem i dyskutował z innymi ekologami, przyrodnikami, czy ja dobrze określam gatunki drzew.

Pewnego dnia zadzwonił do mnie Jacek Bożej z klubu Gaja, jakie to jest świetne, że chodzę po tych drzewach.

I ja po prostu przez ten projekt poznałam ludzi z całej Polski, które zajmują się ochroną przyrody.

Po prostu byłabym sobie normalnie malarką, malowałabym swoje obrazy i zdziwiłabym się, że budują bloki w takim cudownym miejscu.

to ja zobaczyłam, że on właśnie dał mi tą informację, że są plany zabudowy takszówka i sobie pomyślałam wtedy, jak to?

Spotkałam się z nim, on mi opowiadał o tym miejscu, w którym mi zaświtał w głowie ten motylek modraszek, który mógłby po prostu jakoś tutaj zadziałać.

W 2010 roku moi rodzice artyści, tato skrzypek opery, kompozytor, poeta, rzeźbiarz, moja matka rzeźbiarka, ja mam pięć sióstr artystek, które tam mieszkały jeszcze i musieli się wyprowadzać, tak jak bardzo wielu mieszkańców Krakowa.

Kamienice zostały sprywatyzowane i po prostu odzyskali je właściciele, często je posprzedawali.

Nie było na to stać i musieli po prostu szukać czegoś tańszego gdzieś indziej.

Justyna zaproponowała, żeby zrobić o tym projekt artystyczny, o gentryfikacji, o tym, że mieszkańcy się wyprowadzają.

No i zrobiliśmy taką wystawę polsko-niemiecką, która działa się właśnie w tym opustoszałym mieszkaniu, która poruszała ważny temat społeczny i to było dla mnie też takie doświadczenie, że sztuka mówi o czymś dotyczącym ludzi, o czymś politycznym nawet.

Justyna wtedy zrobiła taki głośny performance, ja jej pomagałam w nim.

Poprosiłam moją mamę, żeby stawiła trochę mebli i ja tam załatwiałam, żeby nikt nie parkował tego dnia.

I po prostu poleciały meble, gitary, szopki krakowskie z balkonu, jako taki właśnie bardzo mocny gest wyprowadzki.

to bycie codziennie w przyrodzie, potem też ten projekt, taka współpraca z Justyną, z robieniem takiego dużego projektu spowodowało, że jak ja dowiedziałam się, że jest plan zabudowy Zakrzówka, to pomyślałam, że w takim teamie z Justyną to możemy zrobić coś mocnego i zaproponowałam Justynie, żebyśmy nie robiły już projektu artystycznego, tylko żebyśmy po prostu normalnie zrobiły protest.

No i w sumie się powiedziała, że tak, że fajnie.

Ja poznałam Stowarzyszenie Zielony Zakrzówek.

Same przygotowałyśmy 100 par skrzydeł z pomocą rodziny i przyjaciół, a na zakrzywek przyszło ponad 500, około 600 osób przebranych za motyle i to był jeden z największych cudów w moim życiu.

Ale po prostu jakoś tak to był taki moment, kiedy po prostu kompletnie przestało mi na tym zależeć.

Ten projekt z chodzeniem po drzewach, w którym też jakby już się nie trzymałam, że muszę malować obraz, tylko po prostu robiłam coś, co mi w duszy gra, po prostu bawiłam się i jakoś po prostu to się przemieniło w sztukę.

To, co mi dało nagrodę za tą wielką pracę, bo myśmy to robiły za darmo, za swoje pieniądze to robiłyśmy, nie miałyśmy żadnego grantu, myśmy nakupiły tych farb, tektur, taka nieprawdopodobna praca przez ten czas.

Ja tak totalnie chciałam, sobie wyobrażałam, jakie to będzie piękne, jak ja zobaczyłam, że my mamy sytuację jak w bajkach, jak na Władca Pierścieni czy Avatar, jakaś taka po prostu obłędna sytuacja, tylko że to nie jest film, to nie jest książka, to się dzieje naprawdę.

I też to, że zaczęłam chodzić na rady miasta, na rady dzielnic, dyskusje z urzędnikami, z dziennikarzami, coś kompletnie nowego, że w sumie już od tamtego czasu, no już poszłam tą drogą.

Nie, tam jest, no niestety nie jest tam, nie ma tam Natury 2000, tylko po prostu część jest chroniona przez rdość, a tak to jest po prostu kupione i jest zrobiony tam miejski park.

Kraków ma za mało miejsc zielonych, za mało terenów rekreacji i tam po prostu jest totalny tłok.

mi to zresztą właśnie pomagało, taka wiara, że się uda, że wspólnymi siłami zrobimy coś wspaniałego.

Zawsze ta praca aktywistyczna jest wykorzystywana przez urzędników i polityków, potem przekręcana.

My za darmo robimy jakąś taką wielką PR-ową robotę, którą oni potem jakoś zużywają tak, jak im pasuje.

Pierwszy sukces po tym 2010 roku zmniejszyliśmy osiedle o połowę.

A drugim sukcesem było to, że po raz pierwszy potraktowali poważnie obrońców przyrody.

Potem spróbowali nas oszukać.

Kilka lat później, w 2014 roku, w miastach było nowe plany zagospodarowania przestrzennego i chciało znowu tam przemycić możliwość większej zabudowy.

I Jola Kapica ze Stowarzyszenia Zielonych Zakrzywek i Mariusz Waszkiewicz w 2014 roku powiedzieli, hej, musimy znowu bronić Zakrzywka.

I ja wtedy nie powiedziałam, ale wiecie, ja już mam inne sprawy zawodowe.

Tylko po prostu czułam, że ja nie mogę ich teraz zostawić.

I zmobilizowałam po prostu swoich znajomych, przyjaciół, że robimy znowu akcję.

Wtedy zrobiliśmy taką akcję niesamowitą, bo zrobiliśmy taki zakrzywek pod Urzędem Miasta.

Postanowiliśmy, że będziemy tam, że zrobimy okupację Urzędu Miasta, że w środę będą radni się na Rady Miasta, a my z wtorku na środę spaliśmy pod Urzędem Miasta w śpiworach.

Modraszki poszły spać.

No w skrzydełkach byliśmy tak do drugiej w noc, skakali, robiliśmy tam, przyszła pani wiceprezydent, która robiła te plany, przyszło mnóstwo polityków, a my po prostu po całym, na całym placu graliśmy w dmuchanej piłki, w badmintony, w gumę do skakania, mieliśmy materace do pływania, zrobiono taką makietę Zakrzówka i po prostu była taka totalna impreza i rano, jakoś tam, nie wiem, o 6 przyjechał Polsat nas filmować.

O piątej rano już jakiś kolega Janek Szpil zresztą robił jogę dla modraszków, a potem witaliśmy wszystkich urzędników, którzy szli do Urzędu Miasta.

I on nas wyśmiał, ale kilka miesięcy później ogłosił, że kupuje połowę Zakrzówka i że robi tam park.

Z jednej strony takie rzeczy, zmiany się dzieją, kiedy ludzie są solidarni, wytrwali, nie poddają się.

A władza postępuje w taki sposób.

Ale on kupił tylko tą część, gdzie i tak deweloper nie mógł kupować, ogłaszając na całą Polskę, jak to kupuje cały Zakrzówek.

No i potem były następne lata,

gdzie musieliśmy po prostu wypromować tą łąkę.

Aleksander Miszalski, aktualny prezydent miasta Krakowa, wtedy w 2018 roku był przewodniczącym klubu PO i on przyszedł.

W ogóle w tej całej historii Zakrzówka było widać, że wszyscy urzędnicy, którzy podejmowali decyzję w sprawie Zakrzówka, nigdy tam nie byli.

I Aleksander Miszalski po raz pierwszy przyszedł w swoim życiu na łąkę, za którą jego klub zawsze głosował, żeby ją zabudować.

No więc to był taki bardzo duży krok, w który zaczęła się już ochrona, już radni PO i PiS-u przegłosowali, że nie ma zabudowy na tej łące.

Po czym?

W 2020 roku była ostatnia walka, znowu szydełka modraszkowe, znowu totalna awantura i musieliśmy się awanturzyć o to, że teraz Zarząd Zieleni Miejskiej, czyli miejska jednostka, o którą też się staraliśmy, żeby w ogóle powstała, żeby po prostu nie zniszczyła tego Zakrzówka urządzając go.

No, ale Zakrzywek spowodował, że poznałam bardzo ważną osobę, bo pomagał mi ornitolog Kazimierz Walasz, który był takim wtedy dla nas wielkim znawcą przyrody.

I on zaprowadził mnie do lasu Łęgowego i nad rzeki, gdzie się rozpoczęły moje nowe wielkie przygody.

Ciebie jako wykładowczynie na uniwersytecie pytam, zadaję to poważne pytanie, czym jest sztuka przede wszystkim, na początek?

I to jest też taka dziedzina, która podlega jednak zupełnie innym rygorom.

Nie to jak nauka, gdzie wszystko musi być tak totalnie sprawdzalne i musi być możliwość powtarzania.

Taka, że po prostu dajesz siebie 100% albo więcej.

Powiedzmy jest...

I ty w ogóle nawet nie myślisz przez chwilę, tylko po prostu ściągasz pachlą tą farbę i robisz nowe.

I to po prostu, to jest takie pragnienie, żeby było piękne, albo żeby było takie właśnie, jak chcesz.

Tylko po prostu dajesz siebie wszystko i robisz absolutnie jak możesz najlepiej.

Sztuka to jest też taki sposób komunikowania się.

Ty pomalujesz plenerze, robisz jakąś pracę, fotografujesz przyrodę, doświadczasz wtedy tej natury i spotykasz ją i ją doświadczasz dużo głębiej niż robiąc cokolwiek innego.

Bardzo wiele osób mówi, jak rysuje komuś portret,

Że po raz pierwszy wrzucisz się u przyglądu naprawdę.

Zazwyczaj jest tak, że jak coś malujesz, rzeźbisz, systemujesz, to po raz pierwszy tak naprawdę się temu przyglądasz, tak żeby zapamiętać.

Więc jest właśnie takim sposobem spotkania z drugą osobą, z naturą, ze światem, ale też ze sobą.

bo też doświadczaniem po prostu może jakichś równoległych światów całkiem dobrym narzędziem do tego jest sztuka.

W moim przypadku, ktoś może zarzuci, że nie o to chodzi, bo powiem banalne słowo, bo ja na przykład często mówię, że moją dziedziną sztuki jest to, że robię piękne protesty.

No nie chcę tu po prostu filozofować na temat, czym jest piękno w ogóle sztuczalnie.

Znaczy nie chodzi mi po prostu o takie kiczowate piękno, po prostu, że coś jest ładne.

Bo może po prostu dużo jest kiczu na świecie i takiej po prostu, no tak, dlatego, że jest bardzo dużo kiczu.

Kiedy coś jest piękne, kiedy jest sztuką, a kiedy jest po prostu tylko ładne.

Więc tak, na pewno to, że protest, który jest piękny, ale piękno jest nie tylko, jak to wygląda wizualnie, co oczywiście jest dla mnie bardzo ważne, to bardzo lubię, jak coś pięknie wygląda, ale piękno musi być w koncepcie, w tej myśli, którą to opowiada.

Obojętnie do czego, tylko dlatego po prostu, że to umiesz dobrze zrobić.

To, że to jest tą sztuką i że to jest piękne od środka stanowi to, że robisz to w imię jakiejś wyższej idei, powiedzmy, a nie w celach komercyjnych, tak?

Robię to w sprawie, w którą całkowicie wierzę, która jest dla mnie po prostu najważniejsza.

Robię to z miłości, z w jakiś sposób bardzo ważnych rzeczy dla mnie.

I po prostu używam piękna, bo po prostu jestem artystką i to jest mój zawód.

Tak, no musi być właśnie musi po prostu być kilka poziomów, być jakaś poetyka dla mnie, że to nie jest takie po prostu jednoznacznie banalne.

No i na przykład dam ci to, mogę ci opowiedzieć po prostu jak skonstruowana była akcja protest w obronie Wisły przeciwko budowie zaropionej w Siarzewie siostry... Poproszę.

Tam są po prostu eksperci z całej Polski zajmujący się obroną przyrody, obroną rzek.

Pomysł na Siostry Rzeki pojawił się u mnie, jak razem z przyjaciółką Gochą Cieską Maz w Muzeum Autograficznym w Toruniu znalazłam figurkę.

Czyli po prostu zobaczyłam taką bajkę, rzeźbę, która przedstawiała pewną taką bajkę z personifikowaną Wisłę i jej dopływy, zlewną Wisłę.

I wtedy tak po prostu przyszedł mi do głowy,

Samo to w sobie, pomysł, że na ratunek Wisły przyjdą rzeki, to nie jest taki zwykły protest.

To nie jest taki zwykły protest, że chcesz powiedzieć ludziom, że rzeki przyjdą, serio.

I następnie, że to byłoby wspaniałe, gdyby rzeki zaszumiały wodami, po prostu przyszły, zalały tego Marka Gróbarczyka, który cały czas chce budować zaporę, żeby się nachapać jakichś pieniędzy, niszcząc przyrodę.

I myśliłam po prostu bajkę.

Na samym się głowiłam nad tym, jak zrobić, żebyśmy wyglądały jak rzeka i przyszedł mi do połowy pomysł z tą tablicą na mostach, że każda dziewczyna, która będzie reprezentowała jakąś rzekę, a to też byłby wybór z powodów estetycznych, wymyśliłam, żeby to były dziewczyny.

Po prostu w języku polskim rzeka jest rodzaju żeńskiego.

Ja po prostu wcześniej robiłam akcję matki Polki na wyrębie, którą robiły tylko matki karmiące.

Inaczej już po prostu pomyślałam sobie, że po prostu rozszerzymy w ogóle na wszystkie babki.

No i jednak, co tu dużo mówić, ja po prostu używam strategii zabawy w tych wszystkich akcjach.

No więc zaproponowałam po prostu dziewczynom, koleżankom, że bawimy się, że jesteśmy rzekami.

No i dziewczyna się to bardzo spodobało.

Potem dziewczyny.

Pomyśl, się kąpałaś i się całowałaś.

Do jednej przyjaciółki, która pięknie śpiewa, zaproponowałam jej, słuchaj Agata, ty będziesz Wisłą, będzie to wyglądało tak, wchodzisz do rzeki i wołasz swojej siostry.

Pomagała mi rozkręcić się z rzeki Ania Grajewska, moja przyjaciółka, z którą też razem robiłyśmy matki polki na wyrębie.

No i pięknie to wyglądało, że rzeki razem się zjednoczyły, razem śpiewały w obronie Wisły, że walcząc się nie poddamy, nie będzie na Wiśle tam.

Jeszcze tylko dopowiem, żeby słuchacze mieli jakieś wprowadzenie, bo nie powiedzieliśmy przed czym tą Wisłę trzeba było bronić, przed różnymi zagrożeniami, między innymi zapora w Siarzewie.

O tym szerzej mówiliśmy w odcinku numer 77, więc odsyłam tam już słuchaczy, czemu stawianie tam na Wiśle i innych polskich rzekach może niekoniecznie jest najlepszym pomysłem.

Ale to jest akcja, która wyszła daleko poza granicę Krakowa.

Jesteś krakuską z urodzenia i pokoleniową krakuską.

I większość tych swoich rzeczy robisz w Krakowie lub też Małopolsce.

bo pytałaś się mnie po prostu, gdzie w tym jest sztuka.

Tego się kompletnie nie spodziewałam, dlatego, bo myślałam, że to jest akcja lokalna, bo w Polsce są niebieskie tablice z białym napisem.

To jest takie bardzo lokalne nasze i też rzeka w rodzaju żeńskim jest w języku polskim.

Myślałam, że ta praca, ona nie będzie pokazywana za granicą, że to mi nie zależy i ja po prostu bronię tutaj Wisły, ale że to nie będzie taka praca, którą jak 365 drzew, czy Matki Polki na Wyrębie, które wcześniej nie robiłam, to sobie były takie znane i już były pokazywane za granicą.

Czy to będzie praca taka dla Polski tylko, a okazało się...

że to po prostu działa uniwersalnie, że nie trzeba zbyt dużo mówić, ale jak po prostu stoi kobieta albo aktywista, bo poznałam też aktywistę z Mezopotamii dawnej, z nad rzeki Eufrat i Tygrys, walczący, żeby nie wybudowano im tam zapór, on poprosił o rzekę Eufrat.

To był tak samo wzruszony jak sołtyska w Myscowej, która mówiła jestem Wisłoką, nie zgadzam się na zbiorniką Ty Myscowa i poczułam po prostu, że to jest właśnie moc sztuki.

Jakiegoś takiego po prostu obrazu, takiej prostej instrukcji na performance, która bardzo dotyka ludzi.

Jakoś po prostu są zruszeni, poruszeni jak trochę...

No więc po prostu to jest tylko jakby jakiś taki obrazek, jakiś happening, tylko też danie ludziom możliwości takiego dużo głębszego przeżywania.

Zazwyczaj gadam po prostu o sprawach aktywistycznych, które są jakieś takie prostoracjonalne i łatwiejsze do wytłumaczenia.

I to, co na końcu też powiedziałaś właśnie, co też się przewija w rozmowach z artystami, że właśnie sztuka ma coś w tobie budzić, ma gdzieś tam serducho poruszać.

Jacek Engel, Marta Majka-Wiśniewska 30 lat bronią Wisłę przed zaporą w Sierżewie i totalnie walczą o najtrudniejsze sprawy w Polsce.

Dla nich jest atrakcyjne, co na przykład ja proponuję, razem z Siostrami Rzekami.

I to też powoduje takie związanie się emocjonalne jeszcze mocniejsze z tą przyrodą i z krajobrazem właśnie przy sztukę.

Sztuka po prostu pozwala jakoś też mocno doświadczyć.

Dobrze, więc teraz opowiem o takiej po prostu akcji bardzo lokalnej, która się udziała niedawno, bo pół roku temu.

Wiesz, w tych moich historiach one są, to jest wszystko jedna historia, bo one wszystkie są jak domino, wszystkie są ze sobą połączone.

Tego na przykład, żeby opowiedzieć się o Madraszkach, musiałam powiedzieć o drzewach i ulicy Smolensk, bo bez tych dwóch projektów nie byłaby Madraszka.

Tak, ale ja też dziękuję za ten wstęp właśnie, bo w tych podcastach chcę zawsze dawać też ludziom instrukcję obsługi, jak samemu wpływać na świat po prostu, żeby być lepszym na przestrzeń dookoła nas.

Lasy łęgowe to są podmokłe lasy, które znajdują się między rzeką a wałami.

Są odpowiednikiem lasów deszczowych.

Po prostu rosły wzdłuż wszystkich rzek.

Po prostu taka była przyroda, że wzdłuż każdej rzeki były lasy łęgowe.

Wierzbowe, topolowe, ze stawami, z bardzo bogatą bioróżnorodnością.

Podobno jakieś 3%.

bo tereny nad rzekami zostały osuszone pod uprawy albo zamieszkane, zostały przez ludzi wykorzystane i tak jak mokradła zniknęły, to też zniknęły z naszego krajobrazu lasy łęgowe.

W Małopolsce zostało zaledwie kilka takich lasów i jeden z nich jest w Krakowie właśnie nasz las łęgowy.

Ja chodziłam do tego lasku jeszcze w dzieciństwie, jak po prostu, ja to nazywałam go cegielnią, tam były takie młode wieżby i były stawy i był dla mnie takim super miejscem do zabawy.

A potem do niego wróciłam dopiero po Zakrzówku, jak poznałam Kazimierza Walasza.

Poznałam cudownego ornitologa, który się absolutnie zachwycił procesem na Zakrzówku.

On jako przyrodnik kierował zespołem przyrodników badających teren dla dewelopera, wyobrażasz to sobie.

Wiedział już o tym i on w ogóle nie mógł po prostu otwarcie protestować.

No i on potem chodził, roznosił ulotki dla Zakrzewka i sprawdzał mi wszystkie teksty.

W każdym razie Kazimierz Walasz powiedział mi, Cecylia, dla nas przyrodników najcenniejszym przyrodniczo terenem jest las Łęgowy w Przegrzałach, którego cały czas wody polskie chcą wyciąć.

bo niby podniesie falę powodziową o centymetr, jakaś wierzba zablokuje most.

To są takie starodawne poglądy.

Następnie postanowiono, że będą budować obwodnicę Krakowa, która właśnie przetnie las Łęgowy.

No i tak ciągle po prostu musimy bronić tego lasu łęgowego.

I w tym roku, w kwietniu, kilka miesięcy po śmierci Kazimierza Walasza, namówiliśmy się z taką grupą krakowskich aktywistów, też z radnym Łukaszem Maśloną, z przyjaciółmi Kazia Walasza, że jako taki hołd dla niego postaramy się, żeby miasto uchwaliło użytek ekologiczny w tym miejscu.

A ja uświetniłam to wydarzenie w taki sposób, że zorganizowałam apel dla Lasy Łęgowego.

Ja sobie pomyślałam, że to byłoby takie piękne, żeby na rynku przy dźwięku trąbki wciągnąć na maszt.

Robiłeś podcast już o prawach natury, o osobowości prawnej dla rzek, mokradeł i gór.

I dlatego właśnie pomyślałam sobie, że to jest niby takie oczywiste, ale w ogóle nie jest.

I dlatego na mojej chorągwi zrobiłam napis Las Łęgowy ma prawo istnieć i po prostu zrobiłam taką kompozycję ze stworzeń, z drzew, z liści otoczony taką wielką złotą ramą.

Ten napis też jest świecący, więc jest taki bardzo przypomina takie po prostu sztandary jakichś wielkich uroczystości.

Ludzie nie chcą wcale po prostu tego podziwiać sztuki.

Rozumiem naprawdę sztukę ludową, czyli nie taką sztukę, w której... Właśnie to bardzo odradza w XXI wieku, bo ludzie zobaczyli, że to nie chodzi o to, żeby słuchać muzyki, oglądać filmów i podziwiać jak się ludzie dobrze bawią na scenie, tylko żeby samemu się dobrze bawić.

I dlatego teraz jest coraz więcej takich happeningów, typu wspólne kolędowanie na ulicach, jakieś inicjatywy sąsiedzkie, gdzie ludzie po prostu razem coś robią.

I były takie obszary twórczości, które zaproponowałam.

Czyli to niesamowite, bo tam jest po prostu, nie wiem, 30 rodzajów po prostu warzek.

Ale tam jest tyle po prostu gąsienic, gędraków, płazów, gadów, ptaków.

i tak już to jest ponad 100 gatunków chronionych w tym mieście lęgowym, więc dzieci miały listę i miały wydruki z atlasów i malowały po prostu przepięknie wszystkie ptaki i stworzenia i na listewkach po prostu miały to przynieść na happening i tych klas było kilka z pięć klas i jeszcze jedne takie warsztaty, była jedna radna

Władysław Kasior robił takie po prostu wspaniałe, niesamowite chorągwioasamblarze, z którymi robił procesje, na przykład święta kwitnące jabłoni, strażacy w mundurach szli z takimi cudownymi chorągwiami w tym pejzażu zakopiańskim.

No i moi studenci się właśnie inspirowali tymi sztandarami, ale po prostu każdy miał tam, byli na spacerze, na plenerze w tym lesie łęgowym.

Do tego wszystkiego po prostu sztandar otoczyła takie półkole właśnie z 30 sztandarów zrobionych przez moich studentów i kilka artystów i artystek też.

No i cała masa po prostu dzieciaków i ludzi.

I potem dali się wszyscy namówić do czegoś, co nie wierzyłam, że mi się uda namówić, żebyśmy z rynku poszli z tym wszystkim do Lasu Łęgowego.

No i ponad godzinę, jeszcze był wiatr, deszczandary, trzepotały, szliśmy po prostu taką procesją, a w tym czasie mój mąż Piotrek od zadań specjalnych, zadanie dla Piotrka, zrobić maszt, który nie wywróci się na wietrze z tak ciężkim materiałem.

Pojechał z moim przyjacielem Bartolomem Okoczenaszem, z którym mamy właśnie stowarzyszenie i razem robimy wodne masy krytyczne.

Pojechali wcześniej i w stawie takim porośniętym rzęsą wodną, takim zupełnie bajkowej scenerii, w stawie wmontowali ten obraz, manifest lasu rągowym ma prawo istnieć.

W przestrzeni po prostu, tylko w przyrodzie.

Właśnie tam był zamontowany ten sztandar i można było go przez cały dzień podziwiać na spacerach.

Powiedziałaś, że to zostało wpisane jako użytek ekologiczny, tak?

Ale to jest po prostu jakaś droga.

To jest po prostu zawsze tak.

Jest dużym utrudnieniem i przede wszystkim, wiesz, w tym aktywizmie najważniejszą rzeczą jest, to jest jedna droga, to jest po prostu ta formalna obrona przyrody.

Po prostu to jest niesamowite, bo ja z tym sztandarem potem powiesiłam go, dwa miesiące później powiesiłam ten sztandar z balkonu na Radzie Miasta Krakowa.

I pani radnej Hańderek z Lewicy, która miała się wypowiadać, dałam laskę z zimorodkiem prześlicznym.

Wiesz, to jest po prostu szok, bo oni kilka lat wcześniej uważali, że to są bezwartościowe krzaki.

To jest tak, że po prostu takimi działaniami można po prostu zbudować świadomość wartości czegoś.

To praca nie tyle na tym, żeby ich zablokować przy pomocy prawa, bo zawsze potem mogą przyjść inni politycy i to zmienić, tylko żeby nastąpiła taka przemiana, że już sami ci urzędnicy będą obrońcami.

A powiedz mi, co po tych protestach zostaje?

W sensie, jakie jest życie po życiu właśnie na przykład tego sztandaru, o którym powiedziałaś, warkoczy dla białki, jakie robiłaś też dla rzeki Białki, ryb, które też tworzysz.

Ja tak sobie pomyślałem, że jedną z rzeczy, które zostały po tych twoich akcjach obrony Zakrzówka jest brak.

No ale człowiek jak chodzi po parku i nie widzi bloków, to dla niego to nie jest znak, że tam była akcja artystyczna.

Za darmo w internecie, polecam.

Muzeum Sztuki w Łodzi ma najlepszą kolekcję polskiej sztuki współczesnej i tym samym ten projekt, ten koncept, że kobieta jest rzeką, że te tablice stały się wyrazem obrony rzek,

I film, który o tym opowiada i ten strój kąpielowy, który ja uszyłam i ja w nim byłam, ale zarazem dałam instrukcję, że inne kobiety też haftowały strój kąpielowy w ogromie rzek, że to po prostu stało się częścią polskiej sztuki, którą będą mogli ludzie oglądać i która już jest jakby nasza wspólna, jest dla wszystkich.

Więc z jednej strony kupuję to świetne muzeum, jestem bardzo z tego szczęśliwa, bo ja to wymyślałam, gdzie nie miałam priorytetu sztuki, miałam priorytet po prostu zrobienia czegoś mocnego, co zaangażuje ludzi i będziemy razem bronić rzeki.

I ja też musiałabym to mu powiedzieć w muzeum.

Oczywiście bardzo bym nie chciała, że to... Ja sygnuję te, które robię ja, żeby móc po prostu też traktować je jako sztukę.

podarować komuś albo sprzedać jako sztukę, ale też jakby jest część, którą mogą sobie ludzie robić i powiem ci, że ludzie w całej Polsce już te tablice stały się symbolem obrony rzek w bardzo wielu miejscach, także stało się to takim dobrem dla wszystkich.

może po prostu dołączyć i przybyć.

Na pewno też posiadanie takiej tablicy z imieniem Rzeki bardzo budzi świadomość.

Była też otwarcie wystawy, w ramach tego festiwalu było otwarcie wystawy po deszczu.

I powiedziała nam, że Olga Tokarczuk bardzo by chciała zostać, chciałaby zostać siostrą rzeką.

No to ja pojechałam z Grażynką Smalej, z cudowną siostrą Rzeką Swelinią i z Małgą Grygierczyk, która jest Rzeką Sołą.

Pojechałyśmy na ten festiwal, robiliśmy warsztaty dla kobiet, też performance.

I miałyśmy informację, że Olga Tokarczuk nie chce oficjalnie występować w performance.

I ona powiedziała, że tak.

I po prostu tak zupełnie płynnie wzięła udział w performansie, który polegał na tym, że najpierw ja mówiłam jestem białka, płynę z Tatr, w moich wodach są pstrągi, otaczaki, dołączam do Wisły.

Potem Garzyna mówiła o tym, jak swe linia się łączy, że się wszystkie łączymy.

Olga wzięła po prostu tabliczkę i spontanicznie powiedziała jestem Odrą, wielką rzeką.

To było po prostu takie cudowne.

Ta akcja powstała w 2018 roku, a ona dalej żyje.

I tak samo poprosili nas aktywiści z nad Eufratum o właśnie takie wsparcie artystyczne, że z jednej strony to może być już kolekcja muzeum, ale z drugiej strony to żyje i cały czas służy budowaniu świadomości, że trzeba po prostu bronić rzeki, że są dla nas taką wielką wartością.

Powiedz mi o wodnej masie krytycznej, bo to jest taka rzecz, którą każdy, czy Krakus, czy nie Krakus, może sobie przyjechać w czerwcu do Krakowa.

I zobaczyć, czy to jest dla ciebie też akcja artystyczna, czy to jest stricte odpowiednik rowerowej masy krytycznej, tylko że raz do roku i na rzece, a nie na ulicach.

Gdyby to był odpowiednik rowerowej Masy Krytycznej, no to po prostu byłyby kajaki, czy tam łódki, materace.

Jednak też powstają dzieła sztuki.

Powstają pływające rzeźby i płynące performancy.

Spłynęłam ręcznie robioną łódeczką, którą zrobił mi mąż Piotrek, taką małą łódeczką ze sklejki, wszystkimi krakowskimi rzekami, żeby poznać dziką przyrodę Krakowa.

Prawdopodobnie jako pierwsza osoba, tak jest napisane na stronie.

No i ten projekt na pewno spowodował, że po prostu zaczęłam się naprawdę bardzo zaangażowała w sprawy rzek.

I wtedy poznałam też przez projekt Szek Rzek poznałam cudowne kobiety.

I poznałyśmy jeszcze Martynę Niedośpiał, no i razem wymyśliłyśmy, żeby na pokaz, pierwszy pokaz filmu Sześć Rzek, żeby ludzie popłynęli.

Żeby to nie było tak, że po prostu idą, oglądają.

Ja sobie wymarzyłam, żeby pokazać film Sześć Rzek pod mostem.

Żeby ludzie poczuli ten klimacik taki pod mostem.

Pod mostem grunwaldzkim namówiłam krakowskie biuro festiwalowe, żeby mi ekran zorganizowali.

miałam świadomość, że prawie każdy Krakus, każdy kadr, który będzie widział, będzie widział to po raz pierwszy.

Bo ja też te wszystkie miejsca doświadczyłam po raz pierwszy.

Po prostu nie ma dowodu dostępu.

Też ludzie poznają imiona rzek krakowskich.

I zaczęłyśmy namawiać znajomych, przyjaciół, wszystkich ludzi, żeby po prostu szukali kajaków, pontonów i żebyśmy po prostu popłynęli razem.

No i potem na tej głodnej masie krytycznej, którą traktowałam w pewnym sensie jako happening, bo była pierwsza i też towarzyszyła premierze filmów.

Ale jeśli wtedy nie było dzieł sztuki, poznałam cudownych ludzi.

Powiedział, że bardzo lubi na oceanie pływać, ale w Krakowie też można.

To po prostu było coś niesamowitego.

Ta sztuka tutaj nie tylko, że to fajnie wygląda, tylko po prostu jest tak naprawdę odzyskiwaniem przestrzeni, że rzeka staje się też nasza.

Po raz pierwszy widzimy Wawę ze środka Wisły.

Widzimy, że nie jest straszne, ale po prostu bardzo zupełnie inne doświadczenie.

Postanowiliśmy, że będziemy to robić co roku i zaczęliśmy zapraszać do tego artystów.

Wodna masa krytyczna ma taką formę, przetrwała bardzo wiele lat, w sumie też połączyła naszą przyjaźń i dzięki tej wodnej masie krytycznej bardzo dużo się wydarzyło innych happeningów i akcji, bo my zawsze się spotykamy tą grupą, żeby przygotowywać tę wodną masę.

No ona po prostu właśnie łączy to, że jest kilku artystów, którzy robią pracę, ale też jest bardzo partycypacyjna, bo każdy może zbudować swoją jednostkę pływającą.

I można w niej uczestniczyć na bardzo różne sposoby.

Można po prostu mieć kajak i sobie płynąć.

A można dwa tygodnie, czy tydzień przed wodną masą przyjść do nas pod skład solny aktualnie i zazwyczaj udaje nam się zdobyć jakieś tam nieduże pieniądze, dzięki którym kupujemy materiały dla wszystkich, po czym i organizujemy lawety, które dowiozą nad Wisłę te obiekty pływające.

No i potem dzieje się bajka, jak wodujemy na Wisłę te nasze pływające cuda i płyniemy razem Wisłą w Krakowie.

Fajnie, że powiedziałaś właśnie, że można ciebie spotkać w składzie solnym w Krakowie, tak?

Nie, my wtedy kupujemy dla wszystkich po prostu.

Jeździmy po sklejkę, po rzeczy, mamy baniaki i budujemy razem te tratwy.

Budynek składu solnego to jest zabytkowy budynek na krakowskim podgórzu, w którym od bardzo wielu lat, od dwudziestu paru lat, mają pracownie artyści.

Po prostu budynek w dosyć złym stanie technicznym, należący do miasta i z tego powodu po prostu nie był remontowany.

I tam miało powstać nowe wielkie muzeum, a skład solny miał być częścią tego muzeum.

Po prostu jest tutaj bardzo dużo artystów.

Działa się na przykład Wodne Masy, mają Baza Siostru Rzeki, Stowarzyszenie Cezury Wiórka, Wspaniały Malarz Podbogatka, Świetna Malarka Gaja Barcikowska, Supermalarka Ania Chmiel, Szkoła Muzyczna Outpost, Galeria Skład Solny i bardzo wiele świetnych osób ma tam pracownię i działa i płaci czynsz i dba o budynek.

Czyli jest w sumie oddolna instytucja kultury, która miasta nic nie kosztuje i że to trochę głupie tak wyrzucić tych ludzi po to, żeby robić coś nowego, nie wiadomo czy potrzebnego.

O którym swoją drogą był poprzedni odcinek.

Na dole na parterze w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, gdzie właśnie tematem były społeczności.

Właśnie dlatego, że było to takie imponujące dla nich, że jakaś społeczność obroniła swoje miejsce, bo to się bardzo rzadko zdarza.

I tą szczęśliwą historię opowiadaliśmy.

Tam zresztą pokazywaliśmy skład Sony przez wodną masę, bo wszystkich z całego budynku zaprosiliśmy, żeby zbudowali wspaniałe obiekty na wodną masę.

A następnie te tratwy zostały przewiezione wielkim tirem do Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i przez wodną masę opowiadaliśmy i o wodnych masach i o po prostu składzie solnym.

Może nie aż taki wielki, ale spory, gdzie miała powstać właśnie ta instytucja.

No i pomyśleliśmy, że w takim razie skoro nie będzie powstawała, to świetnie byłoby tam zrobić park.

bo na podgórze jest mało takich terenów zielonych.

Tam ludzie sobie chodzą z pieskami i tak naprawdę bardzo potrzebne jest takie miejsce wytchnienia.

No i po prostu jako skład solny razem zgłosiliśmy do budżetu obywatelskiego projekt, żeby powstał tam park.

Nie uzyskaliśmy znacznej ilości głosów, ale było to wysoko i mamy obiecane, są jakieś pieniądze w mieście, żeby jednak pomalutku realizować ten projekt.

Na koniec już chciałbym cię prosić o krótki poradnik.

Dziesięć rad dla wszystkich tych młodych, ambitnych artystów lub też nieartystów, którzy właśnie zmagają się z takimi samymi problemami w całej Polsce i nie tylko w Polsce.

To jest tak jak na podwórku, że zawsze w jakiejś piaskownicy jest jakaś ekipa, z którą się świetnie bawi i inni też by się chcieli z nimi bawić.

Poszukać przede wszystkim osoby, dla których też to jest ważne.

No, a następnie trzeba zrobić zespół z ludzi, którzy mogą po prostu też coś jakby wnieść do tej sprawy.

Na przykład jak robiliśmy akcję Warkocze Białki, to okazało się, że chociaż społeczność lokalna tam generalnie nie interesowała ich obrona białki przed regulacją, to jednak był klub wędkarzy, którzy chcieli mieć tej białce w stronie.

No więc trzeba po prostu ich skrzyknąć.

No i dobrze jest mieć też jakichś ekspertów, ludzie, którzy wiedzą po prostu w jaki sposób to można tak na poziomie prawa jakby rozkminić, wygrać, albo mogą służyć autorytetem, mogą dać jakieś świetne wskazówki, czy dobry tekst napisać.

No i każdy może po prostu coś wnieść.

Masz jakieś nowe plany, o których możemy powiedzieć?

Chciałabym go pokazać Muzeum Kasiora.

Więc chcę to po prostu zrobić, bo nie jestem tak naprawdę artystką galeryjną.

prezentować sztukę w pejzażu, w takim miejscu, gdzie ona powinna być, nad Odrą.

I chcę teraz zrobić jeszcze, no bo tak trochę się zajmowałam ostatnio i bardzo mnie to fascynuje, to połączenie lasu z wodą.

Że drzewa są strażnikami źródeł i że jeżeli chcemy chronić wodę, musimy chronić lasy i że to wszystko jest połączone.

Z architektki stała się po prostu, zrobiła studia ochrony środowiska i pracuje w otopie na pełny etat.

uświetniałam ceremonię przecinają czerwonej wstęgi, jak w marcu Ania otwierała swój rezerwat w miejscu, gdzie miały po prostu polecieć buki wspaniałe, a jest teraz rezerwat dla wszystkich.

I teraz Ania, mamy taką współpracę z Anią, że ona po prostu chce jeszcze nagłośnić sprawę lasów społecznych.

żeby część lasów koło Krakowa wyłączona została z niej gospodarka leśna.

Żeby po prostu nie było wszędzie tej plantacji drzew i wycinania drzew.

I rozpoczęłyśmy działania w takiej wspaniałym lesie, w Puszczy Dulowskiej, między Krakowem a Krzeszowicami, gdzie jest taka knieja i gdzie rośnie największa paproć w Europie, Długosz Królewski.

Lubią tam wisień taki plener, ale chcę też zrobić po prostu sztandar cudowny dla Puszczy Dulowskiej.

To życzę powodzenia.

Mam nadzieję, a nawet podejrzenie, że być może się spotkamy kiedyś przy okazji którejś z tych akcji.

Bardzo serdecznie się pozdrawiam.

Na koniec chciałbym powiedzieć, że oni coś w Krakowie mają z tymi motylami.

Półtora roku temu spotkałem się w jednej z kazimierskich knajp z Szymonem Opryszkiem, który z kolei poleciał do Meksyku, opisać historię porwania pewnego obrońcy motyli monarchicznych.

Co zaprowadziło go między innymi do księgowego kartelu narkotykowego, czy na granicę polsko-białoruską po tej białoruskiej stronie.

No, bycie obrońcą motyli w Ameryce Południowej okazuje się być bardziej niebezpieczne niż w Polsce.

Polecam rozmowę z Szymonem w odcinku nr 123, bo te historie znalazły się w jego świetnej, naprawdę świetnej książce o wodzie.

A tym, którzy chcieliby jeszcze więcej o Wiśle posłuchać, polecam odcinek nr 130, w którym spływam sobie nią na odcinku warszawskim i rozmawiam z Janem Piotrowskim, między nimi o tym, czy jest czysta i dlaczego wysycha.

Jeśli podobał Ci się ten odcinek, to oczywiście tradycyjnie, jak zawsze, proszę o łapki w górę, komentarze, udostępnienia i tak dalej, bo to pomaga w tej nierównej walce z algorytmami i sprawia, że treści po prostu niosą się szerzej.

Podcast Sztuka w mieście jest współfinansowany ze środków Krajowego Planu Odbudowy w ramach inwestycji A2.5.1.

0:00
0:00