Mentionsy

Druga Wersja // podcast popularny
15.09.2025 15:55

Jak ADHD układa życie, dojrzewa i obrasta strategiami, czyli dziewczynki na lewo, chłopcy na prawo #217

Dlaczego u dzieci ADHD wygląda inaczej, niż u ich rodziców. Czy z tym zaburzeniem neurorozwojowym się rodzimy i czy można uchronić przed nim potomstwo. Jak bardzo objawy ADHD u chłopców mogą być inne, niż te u dziewczynek. Co dzieje się w mózgu człowieka z diagnozą, co diagnoza zmienia i dlaczego jest ich coraz więcej. Dlaczego trzeba się leczyć, jak robić to skutecznie i czy trzeba bać się leków. O szukaniu specjalisty, terminach i coraz większej liczbie lekarzy. 

// prof. Agnieszka Słopień // specjalistka psychiatra dzieci, młodzieży oraz dorosłych, certyfikowana psychoterapeutka, kierowniczka Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, konsultantka krajowa w dziedzinie psychoterapii dzieci i młodzieży

--------

Wesprzyj nas. Pomożesz tworzyć podcast i zmienisz świat:

- abonament, czyli duża wdzięczność: www.patronite.pl/drugawersja

- kawka w podziękowaniu za odcinek: www.buycoffee.to/drugawersja

-------- My na www: www.drugawersja.pl  My na Spotify: https://spoti.fi/3MWjX9v My na fejsie: www.facebook.com/drugawersja My na YT: https://www.youtube.com/@podcast_poznanski My na insta: www.instagram.com/druga.wersja My na tiktoku: https://www.tiktok.com/@drugawersja

[ilustracja: SzI]

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 802 wyników dla "Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu"

To jest poniedziałek i wrzesień, więc dwie niezbyt dobre wiadomości na początek.

No, jeszcze było dzisiaj rano chłodno i zimno i tak już będzie coraz częściej.

Aż do wiosny.

I liście lecą z drzew, liście lecą z drzew.

No, czyli...

Czyli idziesz w tą bardziej optymistyczną stronę.

Staram się.

Starasz się?

Staram się.

To tego się trzymajmy.

Jeszcze kawę postaw i możemy gadać.

Trzymajmy się tego, że jeszcze jest lato, parę dni.

Zastanawiam się, czy nienawidzę poniedziałków.

Chyba nie mam tej... Nie masz tego?

Nie mam tego w sobie.

Ale umówmy się, że to nie jest najfajniejszy dziw tygodniu, nie?

Chciałem powiedzieć, że są gorsze, ale w sumie, który jest gorszy?

Jak ktoś jest pracoholikiem, to piątek może być dla niego fatalny.

Tacy są, myślisz?

Myślę, że są, ale coraz rzadziej spotykani.

Że to jest mit?

Pracoholika?

Kto kiedyś spotkał pracoholika, niech podnieś rękę i naciśnie przycisk.

Czterodniowy tydzień pracy.

Zdaje się, że do dzisiaj były zapisy na program ministerialny.

Zapisałeś się?

Ale to co, ja jako przedsiębiorca chciałem zapisać?

Że od dzisiaj będziesz pracował cztery dni w tygodniu.

I co wtedy?

Nie nadajesz się.

No, ja się bardzo nadaję właśnie.

Wtedy rząd dokłada na taki program pilotażowy troszkę pieniędzy.

Ale musisz się zobowiązać, że nikogo nie zwolnisz.

No, nie zwolnię nikogo.

Że będziesz... No.

Nie łapię się.

Jednak niestety, wiesz, to tak... Pracujemy w zawodach, gdzie czterodniowy tydzień pracy i tak nie działa.

Ośmiodniowy.

Bardziej.

Ośmiodniowy.

Znaczy ja liczę na to, że tak.

Twoi pracodawcy.

No i tak to dla mnie nic nie zmienia.

Bo ty na jakimś tam koni jeździsz, menedżerskim pewnie.

I wiśna wiodę.

No właśnie.

Wystarczająco już o tych nieszczęściach wrześniowych i poniedziałkowych, co?

To o czym dzisiaj?

Proszę Państwa, dzisiaj rozmawiamy o ADHD.

To jest temat, do którego ja już też przymierzałem się od dłuższego czasu, bo w wielu dyskusjach, czy to o dzieciach, czy wśród znajomych, ADHD przewija się coraz częściej.

Tak, dzieciom się często przypisuje.

Dzieciom się przypisuje, ale też dorośli odkrywają u siebie przerówne cechy, które mogą być łączone z ADHD.

I fachowczynik, z którym dzisiaj rozmawiam, absolutnie potwierdza tę tezę, że tak właśnie się dzieje.

Czyli nie rozwieliście, a liczyłem na to, że powiecie, że ADHD nie istnieje.

Nie powiemy tego.

Że to jest wymówka.

Słuchaj, ziemia jest okrągła, jeżeli byśmy chcieli iść w tym kierunku, jeżeli ty byś chciiść w tym kierunku.

Nie, nie, nie.

Dobra, dziękuję ci bardzo.

Już twojego komentarza nie potrzebuję.

Nie?

Umówmy się, że wrócimy po tym wstępie i po rozmowie, tak?

No i tak, tam nikt nie będzie mnie słuchał.

Chciałem takie prawdy życiowe wymyślić.

Dobrze, dziękujemy Ci bardzo.

Proszę Państwa, moją gościnią dzisiaj jest pani profesora Agnieszka Słopień, czyli kierowniczka Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu i przy okazji konsultantka krajowa w dziedzinie psychoterapii dzieci i młodzieży.

Nic nie dodam.

Nie oczekiwałem, tylko byłem ciekaw, jak zareagujesz, jak na ciebie spojrzę, ale nie zareagowałeś.

Nie mam ADHD.

Bardzo słusznie.

A nie.

No ja też chyba nie.

Ale to już... Fachowcy by zdiagnozowali pewnie inaczej.

Słuchaj, włączam, tak?

Włączaj.

Jak to możliwe, że przez tyle lat nie wiedzieliśmy o istnieniu ADHD?

Przecież to się nie pojawiło z nikomu.

Trudno powiedzieć, czy przez tyle lat nie widzieliśmy o istnieniu ADHD.

W 80-tych latach dopiero się zorientowali Amerykanie, że mamy ADHD.

Myślę, że już nawet wcześniej się zorientowali, że mamy ADHD.

Natomiast myślę, że to jest tak, że wcześniej to było bardziej zarezerwowane dla dzieci i młodzieży.

Przede wszystkim dla dzieci.

I przez bardzo długi czas właściwie myślano o tym, że ADHD się wyrasta.

Czyli pojawiają się dzieci, mają objawy, natomiast jak młodzież, to już nie ma takich objawów i generalnie u dorosłych to już właściwie znika.

Dopiero pod koniec ubiegłego wieku faktycznie zaczęto zwracać uwagę na to, że to nie jest tak, że to znika.

Że owszem, te objawy u dzieci są zdecydowanie bardziej nasilone.

Nasilone czy widoczne?

bardziej nasilone.

Bywają niektóre przynajmniej bardziej nasilone, o tak bym powiedziała, bo jeżeli chodzi o ruchliwość, to zdecydowanie ona jest bardziej nasilona u właśnie młodszych dzieci.

Natomiast u młodzieży już zdecydowanie tego mniej widać, bardziej się to przeradza w taki niepokój i podobnie jest u osób dorosłych.

Więc myślę, że dopiero właśnie wtedy zaczęto zwracać uwagę, że te objawy jednak mają tendencję do przetrwania.

A szczególnie jeżeli chodzi o całą koncentrację uwagi i o impulsywność, to zdecydowanie u wielu pacjentów po prostu ma tendencję do przetrwania w okresie dorosłości.

To na jakim etapie w tej chwili jesteśmy, jeżeli chodzi o ADHD wśród ludzi generalnie, młodych, starych?

ADHD uważamy za zaburzenie neurorozwojowe, czyli takie, które bardzo często pierwsze objawy są widoczne w dzieciństwie, niekoniecznie we wczesnym dzieciństwie, ale mimo wszystko w dzieciństwie.

Natomiast objawy zostają iwidoczne w okresie dorosłości.

I teraz diagnozuje się to ADHD po prostu u dorosłych.

Tak, od jakiegoś czasu się diagnozuje.

Szczególnie sprzyjają temu kryteria DSM-5, które pojawiły się w 2013 roku i tam była możliwość tego, że objawy są poniżej 12 roku życia.

a nie poniżej siódmego, tak jak to było wcześniej.

I poza tym pojawiły się też takie kryteria, które umożliwiały rozpoznanie właśnie ADHD u młodzieży i dorosłych.

Natomiast ostatnie lata to jest taki bardzo duży boom na rozpoznawanie ADHD właśnie u dorosłych.

Natomiast to nie jest coś takiego, co pojawiło się wyłącznie teraz.

To znaczy, że więcej osób się tym zajmuje, więcej osób o tym mówi, więcej osób rozpoznaje.

Natomiast to, że faktycznie można było to rozpoznawać u osób dorosłych, to było już wiadomo trochę wcześniej.

To, że diagnoz jest więcej, to dlatego, że my więcej wiemy o ADHD, że lepiej możemy diagnozować, czy dlatego, że po prostu świat się też zmienia?

Myślę, że wszystko po trochę.

I też na pewno jest tak, że zdecydowanie widzimy, jak objawy ADHD utrudniają funkcjonowanie też dorosłym osobom.

Jak to wpływa na ich takie funkcjonowanie społeczne, na reakcje emocjonalne, na utrzymanie pracy, na wypadkowość.

na różne zaburzenia współwystępujące.

I dlatego wiemy o tym, że faktycznie diagnoza i często leczenie przynajmniej niektórych objawów jest zdecydowanie potrzebne.

Nawet w okresie dorosłości.

Co się wcześniej działo w takim razie z tymi ludźmi, którzy mają dziś objawy ADHD?

Jak oni byli diagnozowani 20, 30, 50 lat temu?

No najczęściej byli diagnozowani, jeżeli faktycznie dalej mieli problemy.

Czyli w ogóle byli diagnozowani?

No byli, niekiedy tak, ale głównie dominowały wszystkie współwystępujące zaburzenia.

Czyli pacjenci mieli nieprawidłowy rozwój osobowości, na przykład rozwój osobowości antyspołecznej.

Czyli to są takie osoby, które faktycznie popełniały często przestępstwa.

To były takie osoby, które miały objawy depresyjne, szczególnie kobiety.

Objawy lękowe.

To były takie osoby, które uzależniały się od różnych substancji psychoaktywnych, bo w jakiś tam sposób radziły sobie z tym, jak funkcjonowały.

A na pewno narkotyki powodowały, że funkcjonowali lepiej, że lepiej się koncentrowali, że byli bardziej wydolni, bardziej zorganizowani.

Więc głównie zwracano uwagę na te wszystkie dodatkowe... Na objawy tak naprawdę.

Tak, na objawy.

Mniej zwracano uwagę na to, że faktycznie te osoby kończyły szkołę poniżej swoich możliwości.

Dlatego, że faktycznie te objawy wpływały na ich funkcjonowanie w szkole.

Na to, że dostawali zdecydowanie gorsze oceny, bo na przykład nie koncentrowali się, nie potrafili sobie zorganizować czasu pracy.

I kończyli szkołę wcześniej.

No tym się nikt specjalnie nie przejmował, bo te osoby gdzieś tam były w stanie pracować, ale poniżej swoich możliwości.

To co dało zdiagnozowanie tego, że ci ludzie mają ADHD?

Co zmieniło?

Zmieniło to, że faktycznie no nie...

To trudno powiedzieć, bo to myślę, że bardzo często jest tak, że to wszystko na siebie się nakłada.

Natomiast na pewno jest tak, że niekiedy na przykład dorośli, bo ja też jestem psychiatrą dorosłych,

Leczymy depresję i jakby pewne objawy znikają faktycznie, bo na przykład po zastosowaniu farmakoterapii czy psychoterapii pewne objawy zostają, ale pewne ciągle trwają.

Czyli właśnie to, że pacjent niekoniecznie się koncentruje, że niekoniecznie dobrze jakby organizuje sobie czas pracy, że jest konfliktowy w pracy i to ciągle jakby wpływa dalej na jego funkcjonowanie.

Więc rozpoznanie w tym momencie jest taką poprawą jego po prostu złego funkcjonowania jakości życia.

I to, że on jest bardziej wydolny, bo on już wtedy nie ma odjawów depresyjnych.

On po prostu ma to, co właściwie miał od zawsze.

I co często jakby wpływało na to, że on inaczej reagowi otoczenie inaczej na niego reagowało.

Czyli ludzie nauczyli się po prostu żyć z tym ADHD, dlatego te objawy były mniej widoczne dla świata zewnętrznego.

Wyrabiali sobie jakieś strategie przetrwania.

No oczywiście, że tak.

Na przykład narkotyki.

No tak, na przykład narkotyki, ale też strategie takie, no nie zawsze to były powiedzmy takie zagrażające strategie, bo czasami jest tak, że osoby z ADHD też uczą się uczyć na przykład.

Uczą się uczyć same.

Czyli w jakiś inny sposób.

Bo na przykład w trakcie nauki przemierzają kilometry.

Bo im to pomaga jakby się zorganizować.

Nie wiem, niektórzy piszą, niektórzy słuchają, bo zdecydowanie dla nich to jest lepsze.

Słuchawki wyciszające chociażby.

To, co rozmawialiśmy przed chwilą, że możemy założyć słuchawki i odcinamy się od świata.

I trochę tak jest, że w tym momencie odcinają się od świata, łatwiej im się skupić.

Czyli opracowali sobie strategie, które są akurat strategiami takimi dobrymi, niezagrażającymi.

Bo oczywiście niektórzy poszli w takie strategie, które niekoniecznie... Są dla nich bezpieczne.

Ani dla zdrowia, ani dla życia.

Ani dla zdrowia, ani dla życia.

Bo to mogą być samokleczenia, bo to mogą być narkotyki.

Więc w tym momencie na pewno działają na szkodę własną.

No i otoczenia też.

Skąd się bierze ADHD?

Z tym się człowiek rodzi?

Środowisko?

Czy my możemy w jakikolwiek sposób, na przykład w okresie ciąży, czy jeszcze przed ciążą, zminimalizować prawdopodobieństwo, że dziecko będzie miało ADHD, czy po prostu się rodzimy tacy, a nie inni?

Na pewno jest tak, że jeżeli chodzi o telelogię, to jest złożone.

Natomiast jednak uważa się, że w większości to są takie uwarunkowania genetyczne.

Czyli nie uciekniemy.

Czyli nie uciekniemy.

Ale to jest tak, że z drugiej strony czynniki środowiskowe, czyli na przykład alkohol w czasie ciąży, zdecydowanie może spowodować u pacjenta objawy takie właśnie z kręgu ADHD.

Czyli jakby niektóre czynniki środowiskowe jednak mogą miwpływ na to, że pacjent tak, a nie inaczej się rozwija.

Natomiast na ten moment uważa się, że to jest po prostu biologiczne, tak jak to właśnie się mówi, że to jest zaburzenie takie neurorozwojowe, czyli po prostu się rodzimy trochę z innym jakby funkcjonowaniem ośrodkowego kładnorybaka.

To może powiedzmy trochę o podstawach.

To jest zaburzenie neurorozwojowe.

Co się dzieje w mózgu człowieka z ADHD innego niż w stereotypowym mózgu?

Zwraca się uwagę zarówno na dopaminę, jak i noradrenalinę.

Generalnie to jest tak, że dopamina to jest taki neuroprzekaźnik, który od samego początku budził zainteresowanie.

Czyli i sama dopamina, i receptory, transporter, geny.

Dlatego, że u pacjenta z ADHD uważano, że właśnie są niedobory dopaminy, które powodują to, że jego mózg jakby nie jest w stanie wyhamować.

Czyli przez to... Domaga się bodźców.

Ale też to, że to z hamowaniem powoduje to, że ci pacjenci na przykład szybciej robią niż myślą.

Czyli na przykład bardzo to jest też widoczne u dzieci.

Czyli faktycznie już w trakcie wykonywania czynności przychodzi taka refleksja, że może niekoniecznie było to na miejscu.

I faktycznie to głównie zwracano uwagę na to.

Wiemy teraz już, że nie tylko dopamina, ale też noradrenalina

która jest z tym połączona, też może wpływwłaśnie na te procesy takie trochę też hamowania.

Jest jakaś różnica między ADHD u kobiet i mężczyzn.

Generalnie gdzieś tam krążą takie opinie, że jest to jednak trochę inne zaburzenie.

Inaczej się zachowują faceci, inaczej kobiety.

Zdecydowanie jest tak, że objawy są różne.

Zdecydowanie.

Zdecydowanie są różne.

Aczkolwiek znam dziewczynki, które mają objawy takie klasyczne.

Mająckiego ADHD.

Klasyczne, jak generalnie sobie wyobrażamy pacjentów z ADHD.

Bo przez bardzo długi czas wyobrażaliśmy sobie, że to są pacjenci biegający, przeszkadzający, wchodzący na stoły, gdziekolwiek.

Dziecko nie może usiedzieć.

Nie może usiedzieć.

Zwracano uwagę na to, że jest impulsywne, że konfliktowe, że bardzo często dochodzi do bujek.

Trochę mniej już brano pod uwagę koncentrację, dlatego że te wszystkie objawy nadruchliwości i impulsywności były na pewno nie pierwszym.

No i to jest takie klasyczne.

Natomiast później już od lat wiemy, że faktycznie te objawy mogą być różne, bo są tacy pacjenci, u których dominują objawy zaburzeń koncentracji uwagi.

A są tacy pacjenci, u których dominuje tylko na przykład nadruchliwość i impulsywność.

I dziewczynki wpisują się w to pierwsze, czyli zdecydowanie częściej u nich dominują problemy z koncentracją uwagi.

Czyli najczęściej to są spokojne osoby, takie bujające w obłokach.

Tak często jest tak, że sprawiają wrażenie takich nieobecnych, jakby nierozumiały, co się do nich mówi.

Kilka razy trzeba do nich mówić, wprost trzeba do nich mówić, czyli właściwie tylko to widzimy.

Natomiast mniej jest tej impulsywności, czyli to są zdecydowanie osoby... Przeciwieństwo chłopaków.

Przeciwieństwo chłopaków, zdecydowanie rzadziej wchodzące w konflikty.

I ta ruchliwość też nie jest tak mocno wyrażona, bardziej to jest taki niepokój jak u młodzieży, albo taka konieczność postukiwania czegoś, gryzienia ołóww, ruszania nogami.

Ale niekoniecznie dominuje właśnie to, szczególnie u młodszych, wchodzenie na przykład, nie wiem, wstawanie, przeszkadzanie, to zdecydowanie to jest rzadziej u dziewczynek.

A kiedy najwcześniej można zauważyć coś takiego u dzieci?

zacząć podejrzewać, że dziecko może mieć ADHD?

Generalnie to jest tak, że zawsze wszystko odnosimy do etapu rozwoju, więc staramy się, żeby jednak mimo wszystko u takich dzieci w okresie przedszkolnym nie diagnozować ADHD.

Dlatego, że to są jeszcze ciągle dzieci, które...

Koncentrują się na krótko.

Biegają, krzyczą.

Biegają, krzyczą, no mają taką potrzebę, nie wiem, eksploracji otoczenia i to jest takie zwyczajne.

Natomiast faktycznie czasami już w tym wieku widać, że to jest takie nadmierne w porównaniu z rówieśnikami.

Że to zdecydowanie utrudnia na przykład temu młodemu człowiekowi funkcjonowanie w grupie.

Czyli na przykład, że nie może się powstrzymać.

że nie może się powstrzymać, że rozwala na przykład zabawę, że przeszkadza dzieciom, przez to dzieci się od niego odsuwają.

I tutaj już na tym etapie widać na przykład, jak to może wpływać na taki aspekt społeczno-emocjonalny tego pacjenta.

Dlatego, że już są pierwsze takie sygnały, że jest odrzucany.

A rodzice dostają sygnał od innych rodziw.

Zrób coś z nim.

No tak, no bo gdzieś tam zawsze to najtrudniejsze są te objawy takie agresywne.

To jest tak, że faktycznie jeżeli dziecko jest takie konfliktowe, bije inne dzieci, no to troszeczkę trudno...

Nie zareagować, bo myślę, że jeżeli to trafi na pacjenta lękowego, że na przykład pacjent z ADHD cały czas go bije, no nie tylko z ADHD, ale generalnie druga osoba bardzo często go bije, no to też może spowodować różnego rodzaju trudności.

I gdzieś to jest zrozumiałe.

Natomiast faktycznie zbyt szybko przypina się łatkę, bo można by było zastosowinne strategie, nie wiem, no...

zwiększyć tą na przykład jego aktywność i potrzebę ruszania się.

Najczęściej właśnie u takich małych dzieci przedszkolnych to zdecydowanie widać tą potrzebę poruszania się i tą taką impulsywność.

Natomiast zazwyczaj już w okresie tych powyżej piątego roku życia, szóstego, szczególnie sześć, siedem, końcówka przedszkola, dlatego że widzimy już wtedy na etapie zerówki, że pacjenci, na przykład dzieci,

Dzieci wykonują różnego rodzaju zadania, czyli siedzą i muszą się skoncentrować, coś narysować, coś poprzyklejać i to jest ogromna trudność już dla pacjenta, bo on musi siedziw jednym miejscu, musi siedzieć przy ławce, chociaż na chwii to jest bardzo, bardzo trudne.

I faktycznie to jest tak, że niekiedy u tych dzieci sześcioletnich, często jeżeli te objawy są nasilone, to faktycznie w tym momencie rozpoznajemy ADHD.

Ale czasami jest tak, że te objawy, szczególnie tej nadruchliwości, one nie są aż tak bardzo wyrażone.

I często jest tak, że te objawy są widoczne na późniejszych etapach, czyli na przykład właśnie przed tym dwunastym rokiem życia, kiedy wzrastają wymagania w stosunku do pacjenta.

I w tym momencie widzimy, że on sobie nie radzi.

Czyli czwarta klasa na przykład, słabetna, kiedy trzeba już po prostu się zacząć uczyć.

Tak, no w czwartej klasie trzeba się uczyć, ale też wcześniej na przykład widać już, że pacjent ma trudności ze zrozumieniem na przykład zadań z treścią.

I nie dlatego, że, bo też pacjenci z zaburzeniem ze spektrum autyzmu też mają trudności ze zrozumieniem zadań z treścią, ale to jest trochę inaczej.

Natomiast tutaj pacjenci po prostu nie są w stanie doczytać do końca.

I faktycznie to też jest kolejna trudność, która powoduje, że rodzice szukają pomocy albo nauczyciele, którzy zwracają na to uwagę, gdzieś tam kierują do uzyskania tej pomocy.

Ale oczywiście mamy też pacjentów takich młodzieżowych, którzy do nas trafiają.

Zawsze musimy się zastanowić nad tym, dlaczego w tym momencie akurat trafiają.

czy faktycznie te objawy pojawiły się, bo jeżeli się pojawiły powyżej 12 roku życia, to możemy miwątpliwości, czy one się faktycznie pojawiły, czy po prostu najzwyczajniej nie były widoczne, bo na przykład pacjent sobie radził i był w stanie jakby te objawy trochę obejść, czyli albo jak teraz bardzo często się mówi o tym maskowaniu,

Czyli generalnie potrafił tak zrobić, żeby inni nie zauważyli tak wyraźnie.

Dla pacjenta no niedobrze.

Dla pacjenta niedobrze, dlatego że po pierwsze wkładają w to bardzo dużo wysiłku i to jakby dodatkowo generuje problemy.

No i tak naprawdę nie mają tej adekwatnej pomocy.

No i oczywiście mamy dorosłych, którzy przychodzą dlatego, że widzą, że na przykład nie radzą sobie albo trafiają z powodu różnego rodzaju innych trudności.

Czyli czasami faktycznie z rozpoznaniem jakimś albo dlatego, że właśnie nadużywają narkotyków.

albo na przykład z powodu depresji, zaburzeń lękowych, ale też dlatego, że najzwyczajniej nie są w stanie utrzymać pracy.

Że w pracy zawsze wchodzą w konflikt, że ten początek jeszcze jakoś sobie radzą, ale później dochodzi bardzo często do konfliktów.

Tak samo mają trudności z utrzymaniem relacji, relacji takich partnerskich i bardzo często w tym momencie trafiają.

I dopiero, nie wiem, psycholog, psychoterapeuta czy psychiatra, zbierając wywiad i patrząc na historię tego pacjenta, dopiero może gdzieś zobaczyć, że tak naprawdę tą trudnością jest właśnie to ADHD.

Kiedyś mówiliśmy o tym, takie przetrwałe ADHD, ale no wiadomo, że to jest takie ADHD, które jest u osób dorosłych i wpływa na codzienność jego.

I to się leczy.

I to się leczy.

W jaki sposób?

W tej chwili?

Znaczy to jest tak, bardzo jesteśmy gdzieś tam aktualnie, znaczy może nie bardzo my jesteśmy, ale mówi się dużo o farmakoterapii.

Natomiast należy pamiętać o tym, że farmakoterapia, czyli chociażby leki pierwszego rzutu u nas w Polsce, czyli metylofenidat albo pochodne amfetaminy, czy atomoksetyna, czyli lek drugiego rzutu,

A co to znaczy pierwszego i drugiego rzutu?

To znaczy, że to są takie leki, pierwszego rzutu to są takie leki, które powodują poprawy nawet u 70% pacjentów.

Czyli to jest tak, że one mają najlepsze badania.

Drugiego rzutu to są takie leki, które powodują też poprawę.

Natomiast mimo wszystko w porównaniu na przykład z tymi pochodnymi amfetaminem, metelofenidatem, mniejszą.

U mniejszej grupy ludzi.

Mają troszeczkę mniej badań, natomiast też są podawane wtedy, jeżeli na przykład z jakiegoś powodu pacjent nie może brać tych leków pierwszego rzutu.

Natomiast pierwszego rzutu zawsze się od tego zaczyna, to jest jakby rekomendowane i tak dalej.

Natomiast należy pamiętać, że leki owszem są potrzebne, ale nie zawsze muszą być stosowane i bez tych wszystkich jakby oddziaływań takich terapeutycznych, środowiskowych.

często nie udaje się uzyskać poprawy albo objawy wręcz nasilają się.

Bo można sobie wyobrazić, że jeżeli skupimy się tylko na przykład, nie wiem, no...

na leczeniu farmakologicznym pacjenta, bez jakby oddziaływań, chociażby odpięcia mu tej łatki, którą ma przypiętą w szkole, to nie uzyskamy do końca poprawy.

Bo nawet jeżeli pacjent faktycznie, my widzimy z naszej perspektywy, czyli na przykład psychiatry, że pacjent się poprawił, to nikt tego w szkole nie zauważy.

Czyli zmiana szkoły.

Najczęściej.

Bo odpiąć łatkę, jak pani sobie zdaje pewną sprawę, z tego w szkole podstawowej szczególnie, to jest chyba niemożliwe.

To jest bardzo trudne i faktycznie różnie to bywa w różnych szkołach.

Myślę, że od wielu czynniw to zależy, bo absolutnie nie zależy to tylko włącznie od nauczycieli, od takiego systemu edukacji, ale też od dzieci w klasie, od ich rodziw.

No naprawdę od wielu, wielu czynniw to zależy.

Od tego, co się działo wcześniej, jak te objawy wpływały na innych, bo po prostu część dzieci się boi tego pacjenta, niezwyczajnie.

Więc czasami faktycznie pacjenci zmieniają szkołę i tam zaczynają dobrze funkcjonować bez tej takiej wcześniejszej historii.

Takim dzieciom mówi się o tym od razu, że mają ADHD?

Ja jestem zdania, że dzieci powinny wiedzieć, co się z nimi dzieje.

Dla nich myślę, że nie do końca jest ważne, czy my to nazwiemy ADHD, spektrum, czy cokolwiek.

Natomiast one muszą wiedzieć, co się z nimi dzieje, jakie my widzimy trudności.

I dlaczego właściwie oni są ciągani, bo często jest tak, że dla nich, z ich perspektywy, to oni są po prostu ciągani po wielu specjalistach.

To jak im nie mówić?

Wszystko zależy od tego, jakim to przedstawimy.

Bo najważniejsze jest to, żeby dzieci, młodzież, no ale też pewnie dorośli, tylko dorośli już sobie sami decydują.

Ale dzieci i młodziwiedziały o tym, że to nie jest dlatego, że ktoś ich chce ukarać, bo tak na to patrzą.

Jak na przykład na oddziale, to już niekoniecznie wszyscy pacjenci za DHD, ale na przykład pytamy pacjentów, dlaczego jest w szpitalu, to pierwsza odpowiedź, ja jestem tutaj za myśli samobójcze.

albo za samookaleczenia.

Nikt nie jest przyjmowany za, tylko dlatego, że jest to powód ich trudności i faktycznie są przyjmowani.

Tak samo pacjenci to traktują wizytę ambulatoryjną, że ktoś widzi u nich coś złego, że są gorsi.

że funkcjonują nie tak, jak sami by chcieli wielokrotnie, bo mają często refleksję, że to niekoniecznie jest tak, jakby chcieli.

No i po prostu ktoś ich tam przyprowadził.

No to jak im nie mówić, dlaczego?

No muszą wiedzieć, oni muszą mieć jakąś sprawczość.

No tak, pytam trochę dlatego, że spotkałem się z taką sytuacją, że te dzieciaki potem tłumaczą wszystko tym.

Słuchaj, mam ADHD, więc ja mogę to, tamto i wamto.

Ja taki po prostu jestem, sorry, nie będę się starać, nie będę próbować, nie będę robić tego i owego, bo mam ADHD.

No to już bardzo duża rola, myślę, że po pierwsze i rodziw, terapeutów.

No generalnie to nie jest tak, że jak mam ADHD, to wszystko mogę.

Jak mam ADHD, to faktycznie pewne rzeczy mogą mi sprawiać trudność, ale to nie jest tak wytłumaczenie na wszystko.

To nie jest wytłumaczenie na to, że... No to my wiemy dorośli.

Tak, my wiemy.

A dzieciak próbuje manipulować nami na wszystkie sposoby.

No dobra, ale to jest... Dlatego jest dzieckiem.

Natomiast to od nas dorosłych będzie zależało, jak będziemy traktować.

Bo okej, ja rozumiem, że faktycznie w pewnych aspektach jest mu trudniej i trzeba zastosować specjalne strategie, ale to nie jest tak, że mogę brać narkotyki, dlatego że mam ADHD.

No nie.

Albo biinne osoby, często już w sposób taki bardziej zaplanowany, a niekoniecznie impulsywnie, bo jest duża różnica między tym, że ja na przykład chcę kogoś pobić, a tym, że na przykład uderzę kogoś, bo nie wiem, wydawało mi się, że on mnie popchnął na korytarzu.

I robię to bez myślenia, impulsywnie.

Czyli to nie jest tak, że zawsze w każdym przypadku można powiedzieć, że na przykład to jest ADHD.

Nie.

I generalnie dlatego myślę, że tutaj bardzo duża jest rola właśnie dorosłych terapeutów opiekujących się tym pacjentem.

Nauczycieli.

Właśnie, chciałbym to zapytać, bo przecież nauczyciele widzą zupełnie inne dziecko, niż my widzimy to dziecko w domu.

Pani się ma współpracować z tymi ludźmi, a to nie zawsze jest możliwe i nie zawsze chyba też im wierzymy nawet w to, co oniwią.

To nie jest tak, że my im nie wierzymy.

Ja akurat jestem, od zawsze pracuję w zespole.

I uważam, że praca w zespole jest podstawą.

Że taka praca indywidualna, tylko wyłącznie na przykład, nie wiem, pracujemy w gabinetach, każdy sobie.

To nie jest dobra pomoc, szczególnie w przypadku dzieci i młodzieży, bo każdy z nas wie wycinek i tak na dobrą sprawę nie komunikujemy się ze sobą, a ciągle jakby opiekujemy się jednym pacjentem i to jest niedobre dla tego pacjenta.

Natomiast ze szkołą jest taka trudność, że tak naprawdę systemowo nie mamy takich możliwości łatwego przepływu informacji między edukacją, między ochroną zdrowia, między wymiarem sprawiedliwości.

To jest tak, że wielokrotnie na przykład, żeby dostać informacje ze szkoły, po pierwsze musimy uzyskać zgodę rodziw, oficjalne pismo napisać, co zdecydowanie utrudnia kontakt.

Dlatego, że to się wtedy dzieje o wiele wolniej niż jakbyśmy mogli na przykład tak jak lekarz z lekarzem porozmawiać o trudnościach pacjenta, takich, które są nam potrzebne do diagnozy.

I to jest duży problem, który gdzieś tam teraz jak się zaczęła reforma psychiatrii, w ogóle psychiatrii zaczęła się, ale mówię o psychiatrii dzieci i młodzieży,

To też jest właśnie taki duży nacisk na to, żeby to zmienić, żeby faktycznie ten przepływ informacji był lepszy.

Bo przez zespół, rozumiem pani zespół, terapeuty, nauczyciela, rodziw, tak dalej, tak dalej.

Wszystkich, którzy się stykają z dzieckiem.

No dokładnie tak.

I to działa?

Gdziekolwiek?

To działa na, powiedzmy, jeżeli sobie ktoś na ten moment lokalnie wypracuje taki zespół.

Jeżeli ma w ogóle takie myślenie, że to jest potrzebne.

Bo generalnie, jeżeli jest taka otwartość na to, żeby ze sobą rozmawiać, a nie mówić, no bo psychiatrzy to nic nie wiedzą.

Pediatra też nic nie wie, a nauczyciel to w ogóle gdzieś tam urwał się z choinki.

Jeżeli będziemy tak do siebie podchodzić, to faktycznie też takie informacje będziemy przekazywać pacjentowi.

I w tym momencie robimy chaos.

Więc zdecydowanie powinniśmy sobie wierzyć, powinniśmy ze sobą rozmawiać.

Faktycznie powinniśmy się zacząć rozumieć, bo myślę, że my też bardzo często posługujemy się innym językiem.

My mamy jakby, nie wiem, jako psychiatrzy, psychoterapeuci, psycholog ma jakby trochę inne oczekiwania w porównaniu na przykład z rodzicami czy nauczycielami.

A jeszcze do tego jest pacjent, który ma swoje własne oczekiwania.

I w tym momencie musimy jakoś to pogodzić, po to, żeby właśnie lepiej opiekować się tym pacjentem.

Także mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni.

Okej, mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni, ale póki co.

Pewno pierwszym takim sygnałem jest sygnał od wychowawcy.

Coś się dzieje z pani synem, z pana córką.

Proszę coś z tym dzieckiem zrobić.

Jakie są pierwsze kroki?

Ja myślę, że pierwsze kroki to jest zdecydowanie psycholog.

Niekoniecznie psychiatra.

Wiadomo, że to jest tak...

Tak to stworzone, że faktycznie psychiatra stawia rozpoznanie.

Czyli on może to powiedzieć, że tak to jest ADHD.

Natomiast są psycholodzy kliniczni, którzy zdecydowanie mają bardzo duże wiedzę na temat tego, jak diagnozować, co powinni zrobić, jakie badania dziecku zrobić, jak zrobić wywiad.

I faktycznie bez jakiejś współpracy psychologa i psychiatry nie da się postawić tego rozpoznania.

Bo wiadomo, że w tym momencie musimy pomyśleć o tym, czy te objawy, które widzimy, bo musimy pamiętać o tym, że widzimy pewne objawy, czy to jest na pewno ADHD.

Dlatego, że takie objawy mogą mieć pacjenci na przykład w spektrum autyzmu.

Takie objawy mogą mieć pacjenci, tak jak mówiłam, na przykład z płodowym zespołem alkoholowym.

Takie objawy mogą mieć pacjenci, którzy doświadczyli różnego rodzaju traumy.

Takiej poważnej i fizycznej, zaniedbania, seksualnej.

Bo są takie dzieci, które doświadczyły już przed trzecim rokiem życia, przed piątym rokiem życia faktycznie przemocy ze strony dorosłych.

I w tym momencie psycholog, a szczególnie psycholog kliniczny, psychiatra ma takie umiejętności, żeby dokonać tej diagnozy różnicowej.

Jest to niezmiernie istotne, dlatego że jest trochę inne oddziaływanie.

Jeżeli stwierdzimy, że na przykład te objawy są wynikiem traumy, no to jednak podstawą jest psychoterapia.

Objęcie pacjenta terapią, objęcie całej rodziny terapią.

I to jest bardzo ważne.

Natomiast błędem by było w tym momencie zapisywanie pacjentowi na przykład leków.

No bo tak naprawdę leczymy to, co widzimy, ale przy czym nie leczymy.

Więc to jest niezmiernie istotne.

Więc pierwszym krokiem, ja myślę, że doświadczony psycholog kliniczny, który powinien pacjenta po prostu zbadać.

Jak szukać takiego specjalisty?

To jest dosyć modne w tej chwili.

ADHD przewija się, jak się wbije w wyszukiwarkę, to się wychodzą setki, całe listy ludzi, którzy twierdzą, że specjalizują się w diagnozowaniu.

To jest tak, że wiadomo, że zawsze musimy sprawdzić kompetencje tych ludzi i przede wszystkim to, co jest ważne, żeby oni na pacjenta patrzyli całościowo.

Okej, wywiad, który bardzo często się robi, czyli nie wiem, u dorosłych na przykład DIVA, no to jest wywiad, który faktycznie jest skupiony na różnego rodzaju objawach.

No wiadomo, że w zależności od tego, kto to robi i jakie ma pojęcie ogólne właśnie o chociażby diagnostyce różnicowej, no to on często jest w stanie wychwycić różne takie trudności pacjenta.

Trzeba pamiętać, że wszystkie badania takie, które sprawdzają nasze umiejętności koncentracji, no też muszą być, czyli chociażby to, co na przykład u młodzieży, u dorosłych jest często mokso, to też trzeba brać pod uwagę to, w jakim momencie to jest robione.

Bo jeżeli ja bym pewnie zrobiła sobie po dyżurze takie badanie,

to na bank bym miała problemy z koncentracją uwagi.

Więc faktycznie to, co jest bardzo istotne, żeby te osoby, które diagnozują, miały taką uważność na kontekst, na całość, na to, kiedy się faktycznie, nie tylko na samą diagnozę i skupienie się na objawach, ale na tym, co może się pod tym kryć.

No bo nawet, nie wiem, dziecko doświadcza przemocy aktualnie, to on też może funkcjonować jak dziecko z ADHD.

Więc dlatego to jest bardzo istotne, żeby sprawdzić, jaka ta osoba ma doświadczenie.

Myślę, że to jest trudne dla rodziw, bo myślę, że rodzice nie powinni się tym zajmować, a niestety muszą.

Natomiast pewnie trochę będzie inaczej, jeżeli ustawowo zostanie uregulowany zawód czy psychologa, psychoterapeuty.

No myślę, że jeszcze trochę patrząc na to, jak się to toczy, bo w tym momencie będziemy wiedzieć, czy psycholog, który ma wpisane na przykład, że jest psychologiem ze specjalnością kliniczną,

Czy on faktycznie ma specjalizację z psychologii klinicznej?

Bo to są dwie różne rzeczy.

Bo psycholog, który sobie pisze, że ma na przykład specjalność kliniczną, to znaczy, że on na studiach miwłaśnie specjalność psychologii klinicznej.

I to nie jest specjalizacja.

Więc faktycznie czasami te słowa są bardzo ważne i pod tym kryją się różne umiejętności.

Bo jeżeli idziemy do psychiatry dzieci i młodzieży, no to mamy jakby jedną ścieżkę kształcenia.

I wiemy, że to jest psychiatra dzieci i młodzieży, który ukończył jakieś tam szkolenie.

Po medycynie.

I ma faktycznie specjalizację.

Wiadomo, że każdy z nas ma jednak jakąś tam drogę i wiemy o tym, że część na przykład bardziej jest ukierunkowana na osoby nastoletnie, a część na przykład na małe dzieci.

Nie wszyscy psychiatrzy, dzieci, młodzieży mają doświadczenie z takimi malutkimi dziećmi.

Ale są tacy, którzy jak najbardziej mają.

Natomiast tutaj faktycznie, jeżeli chodzi o psychologów, to mają oczywiście wykształcenie, bo skończą studia.

Niekoniecznie medyczne.

Nie, no generalnie po prostu studia psychologiczne.

Natomiast faktycznie nie zawsze to, że ktoś podaje, że ma specjalność kliniczną, oznacza właśnie tego specjalistę psychologii klinicznej.

Bo specjalista psychologii klinicznej to jest odpowiednia specjalizacja po studiach po prostu najzwyczajniej.

Tak jak psychiatry dzieci i młodzieży.

I tak trwa cztery lata, więc to jest bardzo ważne.

No a jeżeli chodzi o psychoterapeutów, to jest jeszcze większe zamieszanie.

Także no, niestety na ten moment to rodzice muszą posprawdzać, jakie ten ktoś ma umiejętności.

Sami musimy szukać.

O Pani, jakie są terminy?

W tej chwili bym chciał się umówić.

Nie przyjmuję nowych pacjentów.

O właśnie.

A da się gdziw Poznaniu wbić do psychiatry tak właśnie z ulicy?

Myślę, że z ulicy, jeżeli coś jest takiego zagrażającego, to faktycznie na szybko jest Izba Przyjęć Psychiatrii, która działa 24 godziny.

Tam jest zawsze psychiatra.

To jest pomoc daraźna, ale o tak, powiem, od kilku lat zdecydowanie po pierwsze wzrasta ilość psychiatrów, dzieci i młodzieży, dlatego że zwiększyły się miejsca rezydenckie w całym kraju.

Jeszcze niedawno było tam niewiele ponad 300, a teraz już jest prawie 400 psychiatrów dzieci i młodzieży ze specjalizacją.

My mamy na przykład w Klińce 20 miejsc rezydenckich, na oddziale młodzieżowym w Klińce dorosłych mają 12, a jeszcze są takie oddziały na Bystre i w Kozie Głowa, które też mają miejsca specjalizacyjne.

Czyli pewnie za kilka lat będzie jeszcze łatwiej.

Każdy z tych młodych ludzi, którzy jest na rezydenturze, oni po pierwszym roku, oczywiście za zgodą kierownika specjalizacji, oni mogą już pracoww poradni.

I faktycznie jest trochę lepiej, bo oni pracują po prostu w różnych poradniach w Poznaniu i też pod Poznaniem.

I o wiele łatwiej się dostać.

To jest ciężkie, ale na pewno nie jak kilka lat temu.

Więc faktycznie można się dostać do pradni.

Podzwonić, znajdzie się w wolnym miejscu.

Znajdzie się w wolnym miejscu.

Ale to taki termin na za tydzień, czy na za miesiąc, czy na za pół roku?

Jest pani w stanie to określić?

Nie jestem w stanie określić wszystkich miejsc, natomiast nadal to jest niestety kilka miesięcy.

czy kilka miesięcy mamy przed sobą, czakania po prostu.

No dobrze, no to na razie póki co jeszcze nie brzmi to tak specjalnie optymistycznie, ale z tego, co paniwi, za kilka lat będzie lepiej.

Ja myślę, że o tak, nie brzmi to optymistycznie, ale to się zmieniło, bo mówię, że faktycznie po pierwsze jest więcej tych miejsc, więcej jest specjalistów i nie tylko prywatnie, bo ja akurat teraz mam na myśli to, co jest faktycznie w NFZ.

Czyli prywatnie właściwie można załatwić sobie termin od razu gdzieś u kogoś?

Nie.

Ale to nie jest kilka miesięcy, tylko raczej pewne kilka tygodni.

Myślę, że to zależy od specjalisty.

Każdy z nas ma jakieś swoje możliwości fizyczne, ograniczenia i nie możemy przyjąć więcej pacjentów, szczególnie, że tak naprawdę pracujemy w różnych miejscach.

Więc na pewno myślę, że tak tydzień to nie.

Jeszcze nie.

Kilka.

Zostajemy przy tych kilku.

Dobrze, zakładamy ten optymistyczny wariant, że mamy diagnozę, wychodzimy od specjalisty i co dalej?

Wszystko zależy od tak naprawdę potrzeb pacjenta.

To jeszcze najpierw zapytam, jak długo trwa taka diagnoza?

To jest jedno spotkanie, dwa, trzy, pięć?

Różnie.

Tak naprawdę różnie.

Dlatego, że to, co powinno być ujęte w tej diagnozie, to na pewno cały wywiad rozwojowy, informacje ze szkoły, badanie psychologa.

bo musimy wiedzieć też, na jakim poziomie intelektualnym pacjent funkcjonuje, jakie ma dodatkowe trudności.

Czyli tak naprawdę jedno spotkanie to na pewno nie.

Chyba, że ktoś przychodzi do psychiatry z pakietem badań, ale to i tak nie można tego traktować jako jedno spotkanie, bo jednak bardzo ważne jest to, jak inni widzieli pacjenta.

Więc to trochę trwa.

Niekiedy rodzice na przykład mają takie myślenie, że na przykład pójdę do psychiatry, ale nie pokażę wcześniejszych informacji, żeby ten psychiatra był na świeżo.

Był taki najbardziej obiektywny.

No ale to jest tak, że nie da się.

Nie mamy takich możliwości, żeby przejrzeć i zobaczyć, co się działo wcześniej z pacjentem.

Dla nas te informacje wcześniejsze są bardzo ważne.

I ważne jest oczywiście, żeby krytycznie do nich podejść, ale nie skrytykować.

Tylko po prostu brać pod uwagę, ale żeby to było jednak takie krytyczne, bo szukamy różnych trudności, co możemy jeszcze na przykład znaleźć tam.

Więc pytał pan się ile, no to na pewno nie jedno spotkanie.

A przerwałem pani w momencie, kiedy mówiła pani z czym wychodzi pacjent.

No, pacjent wychodzi z diagnozą.

Po pierwsze musimy pomyśleć, w jakim wieku jest pacjent i czego potrzebuje pacjent, bo inaczej trochę będzie, jeżeli to jest pacjent, który ma głównie problemy z koncentracją uwagi i nie ma na przykład trudności z zachowaniem, a taki, który ma trudności z zachowaniem.

Nie wszyscy dostają leki.

Czasami jest tak, że jakby oddziaływania takie terapeutyczne, czyli właśnie to i indywidualne, rodzinne i czasami też takie w grupie, czyli trening umiejętności społecznych, jak pacjenci na przykład uczą się jak funkcjonoww tej grupie.

Czasami jest potrzebny trening zastępowania agresji, więc tak na dobrą sprawę te oddziaływania są uzależnione od tego, co pacjent potrzebuje, nie od diagnozy.

Ja postawię na przykład rozpoznanie ADHD dziewczynce, która ma tylko problemy z koncentracją wagi, postawię rozpoznanie pacjentowi, który właśnie ma cały spektrum objawów.

Natomiast ta dziewczynka potrzebuje zupełnie czegoś innego.

Ale jednocześnie wiemy już o tym, że z powodu różnych jakby zawirowań takich środowiskowych pojawiły się u niej dodatkowe trudności.

Czyli na przykład, nie wiem...

trudności w relacji z rodzicami, trudności w relacji w grupie i ona będzie potrzebowała czegoś innego.

Także, żeby pamiętać, że ta terapia i oddziaływania to nie są uzależnione od diagnozy.

Czyli to, co teraz mówi się o tym i myślę, że to jest takie bardzo dobre.

żeby jednak w szkole ta pomoc była uzależniona od diagnozy funkcjonalnej.

Czyli nie od rozpoznania, a od tego, jak pacjent funkcjonuje.

Bo na przykład teraz, jeżeli mamy pacjenta z rozpoznaniem schizofrenii, który źle funkcjonuje, bo ma różne trudności, on na poziomie szkoły niczego nie dostanie.

Ale pacjent na przykład z autyzmem, który bardzo dobrze funkcjonuje, dostanie cały pakiet oddziaływań.

Więc w tym momencie myślę, że ta równowaga czasami jest zaburzona.

A jednocześnie pacjent dostaje pomoc uzależnioną od diagnozy, a nie od tego, co on potrzebuje.

Tabletka nie wszystko załatwi.

Nie.

A bać się tabletek?

Bać się farmakologii?

Nie.

To jest tak, że jeżeli pacjenci na przykład, jeżeli to jest prowadzone tak według wszystkich standardów, to są dość dobrze tolerowane leki.

Wiadomo, że musimy uważać, no bo to jednak to nie jest, no to zawsze jest chemiczne.

Ale wiemy, jak to działa.

Czyli wiemy o tym, że może powodować na przykład metylofenidat, pochodne amfetaminy mogą powodować zdecydowanie problemy z apetytem.

Jeżeli to jest małe dziecko, jeszcze szczupłe dziecko, no to musimy uważać na to, ile ono je, dlatego że przecież jest na etapie wzrastania.

Zbieramy wywiad dotyczący jakichś powikłań takich kardiologicznych, chociażby w rodzinie, bo wtedy jesteśmy bardziej uważni.

Natomiast tak na dobrą sprawę u większości pacjentów te leki są dobrze tolerowane.

Jednocześnie musimy pamiętać, że lecząc ADHD zapobiegamy wszystkim powikłaniom, czyli wszystkim tym zaburzeniom współwystępującym.

Więc czasami jest tak, że było takie myślenie, że przecież nie dam dziecku narkotyków.

Pochodna amfetamina brzmi dosyć dramatycznie.

brzmi dramatycznie, ale być może zapobiegnę temu, że dziecko będzie samo sięgało po narkotyki.

Dlatego, że ono będzie starało się jakby dostarczyć sobie różnego rodzaju właśnie tą dopaminę, żeby inaczej funkcjonować.

Albo będzie, nie wiem, no ulegało wypadkom.

Albo już będzie szukało jakichś, nie wiem, ekstremalnych sportów.

Nie mówię, że ekstremalne sporty są złe i one mogą dostarczać adrenalinę, są fajne w ogóle.

Ale traktowane w odpowiedni sposób.

Ale czasami jest tak, że to jest na granicy właściwie takiego, nie wiem, no właściwie życia.

Więc w tym momencie lecząc pacjenta zapobiegamy tym powikłaniom.

Więc dlatego ja uważam, żeby nie bać się leków.

Wszystkim tym takim wtórnym trudnościom, czyli to, że pacjent jest na przykład odrzucany przez rówieśniw.

To jest tak, że jak jest odrzucany przez rówieśniw, to on dostaje informacje o sobie.

Jesteś głupi.

Zresztą pacjenci tak później mówią o sobie.

I jakby powoduje nam to wtórne różnego rodzaju trudności.

Więc nie, nie bać się leków.

Tylko nie jest tak, że leki wszystko załatwią.

A tabletki są na całe życie?

Niekoniecznie.

Nie.

A poza tym jest tak, że często stosujemy je, no możemy je stosować na przykład w sposób taki przewlekły, w sensie takim, że codziennie pacjenci dostają, ale czasami jest tak, że ci, którzy faktycznie mają tylko problemy z koncentracją uwagi, oni dostają w momencie, jak na przykład tego potrzebują i się uczą.

I to wystarcza?

Wystarczy.

To nie są takie leki, do których, nie chcę użyć słowa uzależnienie, bo to może być złe słowo, ale do których się tak przyzwyczajają, że po prostu bez nich nie mogą żyć?

No to już myślę, że... Inny mechanizm.

Inny mechanizm i tutaj jest oczywiście praca z psychiatrą, psychoterapeutą, rozmowa.

Faktycznie niektórzy boją się odstawienia leków, ale to rzadziej jest pacjenci z ADHD, że oni się boją odstawienia tych leków.

Boją się odstawienia tego, co się wydarzy, tego powrotu do tego, co było?

Rzadziej pacjenci z ADHD.

Zdecydowanie częściej pacjenci lękowi albo ci, którzy przeżyli depresję, to faktycznie boją się odstawienia leków.

Czyli dla pacjentów z ADHD nie jest problem po prostu odstawić leki wtedy, kiedy uważasz, że one nie są potrzebne, na przykład na wakacje?

Najczęściej nie.

Przynajmniej u większości dzieci to swoją drogą, ale młodzieży i takich młodych, dorosłych to najczęściej nie jest problem.

Natomiast jeżeli oni mają trudności w byciu impulsywnym, czyli faktycznie bez tych leków są bardziej rozrażnieni, wchodzą w konflikty, to oni wolą na wakacje brać leki.

Szczególnie jak jadą na jakieś obozy, bo wiedzą, że to im zdecydowanie pomaga.

Ale rzadziej jest tak, że boją się odstawić leki.

A dorośli, którzy słyszą diagnozę ADHD, oni się cieszą?

Chcą się pozbyć tego problemu?

Lubią siebie w takim stanie?

Nie.

Najczęściej ci, którzy przychodzą, to nie lubią siebie w takim stanie.

Już tak nie chcę.

No tak, dlatego, że najczęściej przychodzą, dlatego, że mają dodatkowe trudności.

Rzadziej jest tak, że przychodzą, dlatego, że akurat teraz wszyscy mówią o ADHD i dlatego, że chcą sprawdzić, czy nie mają ADHD, bo jak obserwują to, co się działo z nimi wcześniej, no to faktycznie myślą o tym, że to mogło być ADHD i to jest bardziej dla nich takie poznawcze.

Faktycznie czasami jest tak, że ta informacja powoduje to, że trochę sobie odpuszczają różnego rodzaju błędy z przeszłości.

Tak przynajmniej to nazywają, że błędy z przeszłości.

Że są w stosunku do siebie tacy mniej krytyczni albo bardziej siebie rozumieją.

I to im tak jakoś układa w głowie.

Ale także z różnych powodów przychodzą.

można się nauczyć żyć trochę innym życiem.

Tak, ale bardzo często te osoby już mają... To nie jest dla nich trudne.

Mają już opracowane jakieś strategie i bardziej, no w zasadzie takie poznawcze i przychodzą, żeby dowiedzieć się.

Jest coś takiego, w czym ADHD pomaga?

Jakieś zawody, w których fajnie być ADHD-owcem?

Jakkolwiek źle to zabrzmi.

Pewnie tak.

Myślę, że wszystkie zawody, które wiążą się z ruchem zdecydowanie tak.

Pacjenci są często kreatywni.

Faktycznie mają mnóstwo pomysłów.

Potrafią wiele zrobić i mniej się męczyć niż pozostali.

Także myślę, że pewnie różne zawody.

Słyszałem taką historię człowieka, u którego dziecka zdiagnozowano ADHD.

Dziecko dostało tabletki i on wziął tą tabletkę, usiadł w fotelu i powiedział, a to wy tak się czujecie, tak po prostu możecie sobie siedzii nic nie robić.

I wtedy stwierdził, okej, muszę iść do specjalisty.

Dlatego, że faktycznie u młodzieży i dorosłych bardzo często jest tak, że nie ma tej ruchliwości, ale jest taki stały niepokój.

Taki wewnętrzny niepokój.

Przynajmniej tak pacjenci opisują.

I faktycznie, jeżeli taka potrzeba ciągłego robienia czegoś, taki niepokój.

I być może to jest tak, że dla niektórych jest to uciążliwe.

Myślę, że nie dla wszystkich jest to uciążliwe.

Dla niektórych jest to fajne.

Właśnie niektórzy mogą w ogóle sobie nie zdawać sprawy, że tak jest, prawda?

Że jest coś we mnie takiego, bo jakby człowiek się rodzi z takim poczuciem i przez całe życie idzie z czymś takim.

No dobrze, ale to jest tak, że ja myślę sobie, że jeżeli ten pacjent funkcjonuje dobrze, akceptuje siebie, nie ma jakby większych trudności w takim funkcjonowaniu społeczno-emocjonalnym, utrzymaniu pracy, jest w stałym związku.

Dlaczego my chcemy mu koniecznie coś zdiagnozować?

Szczególnie, że on siebie akceptuje.

Zawsze może być trochę lepiej.

Ale to trochę jest niezgodne z kryteriami, dlatego że to jest tak, że faktycznie różnego rodzaju zaburzenia powinniśmy stawiwyłącznie wtedy, kiedy to wpływa na funkcjonowanie pacjenta.

Natomiast myślę, że jeżeli my będziemy mu wymawiać różnego rodzaju rozpoznanie, a on funkcjonuje dobrze i siebie akceptuje, no to to jest trochę się robi mało etyczne.

A to, że my żyjemy w takim zwariowanym świecie, może w jakikolwiek sposób prowokować objawy ADHD?

Nasilać?

Może prowokować albo nawet imitować objawy.

Że faktycznie to chociażby u dzieci, młodzieżywi się o używaniu różnego rodzaju mediów.

Mediów społecznościowych, jakichś urządzeń cyfrowych.

które generują bardzo dużo bodźców, dostarczają mnóstwo dopaminy.

I faktycznie to jest tak, że u niektórych tych pacjentów, u niektórych tych dzieci widzimy to, że mają objawy ADHD.

dopóki mi się faktycznie nie zabierze wszystkich urządzeń elektronicznych.

Może nie od razu wszystko zabierać, ale generalnie nie ograniczy się tego.

Jeżeli faktycznie oni będą mieli mniej tego chaosu.

Bo w tym chaosie to jest tak, że mamy szybko podane, mnóstwo informacji i ciągle jesteśmy bombardowani różnymi bodźcami.

Tak samo dorośli.

Więc to nie jest dobre dla nas.

Więc dużo się mówi o tej higienie cyfrowej, o tym, żeby jednak, nie wiem, wrócić do takich zwykłych naszych aktywności.

Nie wiem, spędzać czas na dworze, uprawiać sport, dobrze się odżywiać, spać w nocy.

W kółko to samo.

Tak, w kółko to samo.

Takie zwyczajne.

Chodzić po lesie, patrzeć właśnie na to, że jest coś innego.

I że to się toczy, to się wolniej toczy.

I czasami jest tak, że u niektórych dzieci widzimy, że te objawy po prostu ustępują.

Że one są przebodźcowane i przez to my obserwujemy na przykład objawy ADHD.

Czyli można się nabawić objawów ADHD, czyli zaburzeń właściwie tych neurorozwojowych, korzystając z urządzeń elektronicznych i z tej całej dopaminy, która nam się wlewa do głowy.

Może to nie jest tak, że my się nabawiamy ADHD, tylko bardziej jest tak, że my mamy objawy, tak?

My mamy objawy, które wycofując te czynniki środowiskowe, eliminujemy, tak?

Czyli to nie jest tak jak w zaburzeniu neurorozwojowym, bo zaburzenie neurorozwojowe jest od samego początku i te różne jakby dodatkowe aktywności, ten chaos, on może nasilać objawy.

Natomiast tutaj możemy po prostu własnym postępowaniem imitować różnego rodzaju zaburzenia.

Tak bym raczej powiedziała.

Bo wycofując te czynniki środowiskowe powodujemy, że to znika.

Albo przynajmniej się bardzo poprawia.

Czyli to jest takie ADHD nabyte na chwilę.

No chyba, że to będzie dotyczyło małych dzieci.

Wtedy trochę zmienimy rozwój ich osierckowego układu nerwowego.

Szczególnie tu się dużo mówi o tych najmłodszych dzieciach, szczególnie przed trzecim rokiem życia.

Czyli możemy tym dzieciom wszczepić ADHD poprzez iPada i telewizję, TikToka.

Tak trochę upraszczając, ale możemy spowodować, że będą miały większe trudności w funkcjonowaniu w przyszłości, takie poznawcze.

Czyli co, zabieramy elektronii wyganiamy na podwórko.

Wyganiamy na podwórko.

Ale z kolegami, którzy nie mają tego ze sobą.

I to jest ciężkie.

O tak, to jest ciężkie, bo wszyscy mają ze sobą coś.

Wszyscy mają ze sobą coś.

Czyli po prostu musimy się nauczyć z tym żyć odpowiedzialnie.

Dokładnie tak.

Czyli mamy w perspektywie dekadę, dwie albo i pięć nauki odpowiedzialnego posługiwania się urządzeniami elektronicznymi.

No tak fajnie by było, natomiast myślę, że to jest tak, że wchodzą nowe technologie, na które też pewnie nie jesteśmy przygotowani, a jeszcze nie umiemy się posługiwać tym, co już mamy.

I które nas jeszcze głębiej wciągają w to wszystko.

dziecie mieć pracę.

Generalnie staramy się też mówić o tym, że jednak właśnie to, co jest bardzo ważne, to zapobieganie występowaniu różnego rodzaju trudności.

Bo wiadomo, że część trudności nie jesteśmy w stanie wyeliminować, bo właśnie zaburzenia neurorozwojowe, czy pojawienie się schizofrenii, czy zaburzenia afektywnego dwubiegunowego, to często nie jesteśmy w stanie temu zupełnie zapobiec.

Natomiast pewne jakby zaburzenia, które my obserwujemy tak naprawdę tabunami na oddziale stacjonarnym, to tak jesteśmy temu w stanie zapobiec na wczesnym etapie.

Czyli wracamy do iPadów i urządzeń elektronicznych dawanych w wieku trzech lat.

Nie tylko.

Mnóstwo innych czynniw, które powodują to, że dzieci funkcjonują tak, jak funkcjonują.

Czyli chociażby to, że często mówi się o tym, że one są samotne, że mają mnóstwo, mają mnóstwo materialnych rzeczy, ale niekoniecznie emocjonalnych.

emocjonalnych, to jest tak, że niektóre rzeczy rozdrabniamy na czynniki pierwsze i ciągle się zastanawiamy i analizujemy i psychologicznie różne, nie wiem, próbujemy zrozumieć, ale tak napraww ogóle z nimi nie rozmawiamy.

Nie słyszymy, co one do nich mówią.

Kolejny raz jest tak, że owszem, zmieniliśmy język,

zmieniliśmy swoje teorie, ale nadal ich nie słuchamy.

I bardzo często pacjenci o tym mówią, że oni są sami.

Nie mają z kim rozmawiać.

Teraz mają sztuczną inteligencję, która nas zastąpi.

To jest tak, że sztuczna inteligencja nie jest w stanie wychwycić wszystkich niuansów i są już opisywane sytuacje, gdzie sztuczna inteligencja doprowadziła do samobójstwa.

Dlatego, że tak naprawdę sztuczna inteligencja to jest pewien algorytm, który odpowiada na to, co do niego mówimy i często jest tak, że odpowiada tak, jak chcemy.

I nie mam nad tym żadnej kontroli jako rodzice na przykład.

Mamy mniejszą kontrolę, ale to jest tak, że nie zgadzam się do końca, że nie mamy kontroli, bo czasami rodzice mówią, no ja zupełnie nie mam kontroli.

Faktycznie jest mniejsza kontrola, ale wystarczy czasami jednak zainteresować się tym, co dziecko robi.

Bo zazwyczaj jest tak, że jak w realnym świecie rodzice wiedzą, z kim się kumpluje.

Fajnie by było się zainteresować, z kim się kumpluje na przykład w tym mniej realnym świecie.

Bo mają teraz, bardzo często dzieci mają znajomości takie międzynarodowe na przykład.

no to fajnie by było porozmawiać na ten temat.

Wiadomo, że w którymś momencie jest duża różnica pokoleniowa i na przykład, nie wiem, na oddziale, no ja niekoniecznie już wszystkie gry wiem, w co grają.

Nie wie pani, na pewno.

Zdecydowanie nie.

No ale mam młodych rezydentów, którzy zdecydowanie bardziej się orientują.

Szybciej wyszukują.

Zresztą nie jest tak, że ja nie jestem techniczna, ale generalnie nigdy mnie jakoś gry nie pociągały.

Zresztą nie grałem jak byłem młoda.

Nie było komputerów.

iPhone'ów nie było.

Także, ale młodzi rezydenci pomagają w znalezieniu, zrozumieniu na przykład różnego rodzaju gier, bo oni też przecież byli młodzi i grali.

Więc ja myślę, że to jest ważne, żeby faktycznie też zainteresować się tym światem tego dziecka.

Mamy coś optymistycznego na koniec?

Optymistycznego mamy to, że jednak coś nam się udało w tej reformie.

Mnóstwo powstało takich tak zwanych pierwszych poziomów, czyli gdzie jest głównie psycholog, psychoterapeuta.

Są drugie poziomy, gdzie powstają oddziały dzienne.

Chociażby w Poznaniu powstały oddziały dzienne w ciągu ostatnich kilku lat.

Teraz za chwilę będzie otwarcie u nas oddziału dziennego i poradni.

Więc ja myślę, że trochę jest optymistycznie.

Powiedzmy, że kilka lat temu na oddziale było 38 pacjentów.

Dzisiaj było 31 pacjentów.

Jest to optymistyczne.

Więcej oddziałów?

Więcej pacjentów?

Nie.

Zależy jak liczyć.

Wszystko zależy od tego, kto gdzie i kiedy liczy.

Ja myślę, że przede wszystkim to jest tak, że też kładziemy nacisk i edukacja kładzie nacisk.

Ministerstwo teraz kładzie nacisk na faktycznie profilaktykę.

I to jest bardzo ważne.

Żebyśmy zapobiegali.

Dzieciaki nie chcą się zapisywać na lekcje z edukacji zdrowotnej.

To jest tak, że myślę, że niestety edukacja zdrowotna wpisała się w różnego rodzaju przepychanki polityczne.

Myślę, że to jest niepotrzebne zupełnie, dlatego że faktycznie tam jest duży nacisk na to, o czym ja mówiłam.

Ta część oczywiście taka bardziej psychologiczno-psychiatryczna jest tylko elementem, ale tam też jest o otołości, o różnych innych zagrożeniach.

Więc tak na dobrą sprawę to jest właśnie ta profilaktyka, której chcemy.

wienie o zagrożeniach, jak rozpoznać to, co nam zagraża w otaczającym świecie.

Na przykład chociażby to, że ktoś chce nas wykorzystać.

Też seksualnie wykorzystać.

Czyli podsumowując, wszyscy powinni chodzić na te zajęcia?

Każdy dzieciak powinien się zapisać?

Nie powinien się wypisywać?

Nie powinien się wypisywać.

Pani profesor Agnieszka Słopień, kierowniczka Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu i konsultantka krajowa w dziedzinie psychoterapii dzieci i młodzieży.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Bardzo dziękuję.

Mam nadzieję do usłyszenia.

Dziękuję bardzo.

No dobrze, to teraz możesz o tej płaskiej ziemi.

Nie wiem, podrzucił mi ktoś filmik na Facebooku, krąży z jakiegoś reality show polskiego.

Tam dwie niunie rozmawiają.

Dziewczyny.

Znaczy dziewczyny, tak.

Jedna niunie.

Jedna mówi o tym, czym się różni jezioro od morza.

Definicja dosyć zawiła, a później zaczyna powątpieww kulistość ziemi.

No i?

I słuchasz tych idiotek.

I idzie to w jakimś kierunku?

Tak, idzie w takim kierunku, że słuchasz tych idiotek.

Że się łapiesz za głowę, że rośnie sobie pokolenie kretynów.

Takie rozmowy w programach telewizyjnych to jest telewizyjne złoto.

Cholera, to trochę jak z tym powiem, że nie sądziłem, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie wymyślono internetu i to trochę tak.

Udowadniają nam codziennie, że niestety nie jest ze wszystkimi tak dobrze, jak nam się kiedyś wydawało.

Tak i mi się powoli kończy ta...

Wyrozumiałość?

Tak, wyrozumiałość.

Mi się kończy dla ludzi, którzy mają inne postrzeganie świata, bo można mieć poglądy na wiele spraw, ale właściwie nauka jest zbudowana na wątpliwościach, tylko że te wątpliwości powinny być podparte czymś, a nie podparte wątpię, że 2 plus 2 jest 4.

Myślę, co na ten temat myślę i myślę, że ma rację, że kwestionować mogą ci, którzy wiedzą, co kwestionować.

To jest trochę tak, jak ja czasamiwię w pracy, że coś mi się nie podoba, ale musi tak zostać, bo nie mam lepszego pomysłu.

Chociażby.

A jak masz pomysł, to go czymś musisz podeprzeć i tyle.

No tak, no fachowcy mówią, że jeżeli chcesz eksperymentoww jakiejkolwiek dziedzinie, to najpierw naucz się podstaw, a potem sprawdź, czy już ktoś tego wcześniej nie zrobił, a dopiero wtedy zabieraj się za podważanie podstaw i wymyślanie rzeczy, których nikt nie wymyślił.

tej całej bzdurostwerze, która na przykład podważa kulistą ziemi itd., itd., do szerzenia tych poglądów służą narzędzia komunikacji, które działają tylko i wyłącznie dlatego, że w swojej fizyce, w swojej mechanice działania zakładają kulistą ziemi na przykład.

Czyli wykorzystujesz technikę, która opiera się na teoriach, które poważasz.

Ciekawe, nie?

Myślę, że oni mają argument na to, wiesz?

No tak, tak, bo oni tego nie wiedzą po prostu.

To tak jak, wiesz, tydzień temu drony wleciały do Polski i nagle miałeś 5 milionów ekspertów w internecie, którzy wiedzieli, skąd one przyleciały i wiedzieli lepiej od rządu, wiedzieli, jak się powinno bronić przed dronami, jak wygląda dron, jak on lata i tak dalej.

A 99,9% z nich nie wiedziało nic.

I nawet nie wykonało ruchów, żeby kawałek tej wiedzy zdobyć, chociaż ta wiedza jest naprawdę dostępna.

No tak, no bo oni dostaliwiedzę od tych, od których dostają wiedzę przez cały czas, codziennie i regularnie.

Tak, no najprościej sprzedać wiedzę.

Wiedzę.

Wiedzę, no właśnie nie wiedzę.

Ludzie przyjmują informacje według tego, jak one długie są.

Jeżeli informacja zawiera...

więcej niż 5 rozmoważniw zdań, to już dla wielu ludzi jest za trudna do przyjęcia.

Więc jeżeli powiesz, że tam... Ziemia jest płaska, kropka, to im łatwiej przyjąć... Koniec.

No, koniec.

Właśnie.

Ziemia jest kulista, bo to tamto i owamto.

No nie, to za trudne, bo nie czytamy tego, co jest po bo.

No i wiesz...

Zawsze był na świecie ten procent ludzi, którzy mieli lepszą wiedzę, którzy byli lepiej wykształceni, którzy lepiej z tego korzystali, którzy pchali świat do przodu.

I to nigdy nie była większość, tylko mniejszość.

I nam się wszystkim wydawało, że skoro wiedza w XX wieku stała się tak ogólnodostępna, to nagle jako świat, jako ludzkość zmądrzejemy globalnie.

No tak, oni byli cenieni jako mędrcy.

Cieszyli się szacunkiem i generalnie ludzie im wierzyli.

A w tej chwili ludzie stwierdzili, że płacą na mędrcy, jak przecież normalny szary człowiek wie lepiej.

Możesz zostać bogatym człowiekiem, nie będąc mądrym człowiekiem.

W ogóle fenomen mediów społecznych.

To mi pochlebia bardzo.

Tak, ostatnio zauważyłem fenomen mediów społecznościowych, gdzie modelki tzw.

piękni ludzie są dalej cytowani, bo coś na Instagramie napisali.

Mniej lub bardziej mądrego.

Ale podstawą do tego cytowania nie jest to, co oni powiedzieli, tylko że stali się znani dzięki swojej urodzie.

Ja nie mówię, że to są głupi ludzie.

Tylko często to są takie mądrości z gatunku podręcznikowych mądrości.

Tymczasem za rogiem mogą się czaić znacznie mądrzejsi ludzie, których nie czytamy, bo nie są znani.

Dlaczego my mamy tendencję do przypisywania mądrości ludziom, którzy są znani, lubiani albo po prostu ładni?

Często są znani i lubiani dlatego, że są ładni.

No bo są znani.

No właśnie.

I wydaje nam się, że my ich znamy, więc łatwiej się słucha kogoś znajomego, nawet jeżeli nam się wydaje tylko, że to jest znajomy, niż obcych ludzi, którzy jeszcze są, powiedzmy sobie, mniej atrakcyjni.

Obawiam się, że w dzisiejszych czasach Einstein by nie zrobił kariery.

No był dziwny, nie?

Był dziwny, chociw swoich czasach był celebrytą.

No, ale był celebrytą upewwśród tych mądrych i wykształconych.

No albo przynajmniej tych, którzy rozumieli, że to jest facet, który ma coś mądrego na powiedzenie.

Dobrze, ale kto wiedział, że istnieje taki Einstein?

No już wiesz, po II wojnie światowej stał się naprawdę znaną postacią.

No dobrze, tak nam się wydaje.

No, nieprzypadkowo jego zdjęcia obiegały świat.

Słuchaj, a jak można stać się było znanym, jak nie było internetu?

Prasa była, panie.

Telewizja raczkowała.

Wtedy gazetę kupował każdy.

Prawie każdy.

No prawie.

Każdy, kto potrafił czytać.

Tak ci się tylko wydaje.

Jako przedstawiciela prasy.

Chciałbyś, żeby te korzenie twoje były takie solidne i duże i wielkie.

Zapominajmy o tym.

Ale ile czytało procent te gazety przez społeczeństwo?

Ja pamiętam, to pamiętam czasy nie tak odległe, kiedy nakłady jednej gazety w Polsce były wielkości tego, jak dzisiaj wszystkie razem gazety mają.

No bo popłynęliśmy, ale nikt nie słuchał, całe szczęście.

To był 217 odcinek, proszę Państwa, podcastu, druga wersja.

Ze mną Różnowiał Reszek, Woli Góra.

A ze mną Michał Czajka.

I dla tych, którzy dobrnęli do tego momentu, mamy wielkie słowa podziękowania i czego jeszcze?

Uznania.

Uznania, absolutnie.

Wiem, że ty musisz mnie słuchać, ale...

No tak, no nie mam wyjścia trochę.

A ja ciebie to jeszcze raz będę musiał tego posłuchać, bo będę musiał to zmontować.

No nie, zaraz to współczucie.

No ale też potem tak słucham, wiesz.

I dlatego przekleństwa przechodzą.

Dlatego przechodzą tak różne rzeczy, tam nazwy, film i przekleństwa.

Więc spoko.

Dziękuję bardzo.

Słyszymy się co dzisiaj jest poniedziałek, czyli w czwartek.

Do usłyszenia.