Mentionsy

Dwie lewe ręce
30.09.2025 17:00

[KOMENTARZ] Hołownia odchodzi. Co zostaje?

Dołącz do społeczności ponad TYSIĄCA (!) Patronów podcastu Dwie Lewe Ręce, który prowadzą Marcin Giełzak i Jakub Dymek. Wspieraj treści, które lubisz i miej wpływ na ich kształt: 👉 https://patronite.pl/dlrPamiętajcie też o tym, aby subskrybować nasze treści, tak aby nie ominął Was żaden nowy odcinek! 🔔 Zasubskrybuj: @dwielewereceZapoznaj się też z ofertą sklepu, gdzie autorskie kreacje w stylu DLR: 🛒 https://patronite-sklep.pl/kolekcja/dwie-lewe-rece/━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━Gwiazda "sejmflixa" i niedoszły grabarz epoki Kaczyńskiego i Tuska. Człowiek, który obiecywał zmieniać politykę na pokolenia, lecz nie wytrzymał w niej całej kadencji. Lider środowiska, które im więcej odnosiło sukcesów, tym bardziej się pogrążało. Szymon Hołownia zapowiedział, że kończy przewodzenie partii, która ma jego nazwisko w nazwie i będzie ubiegał się o stanowisko Wysokiego Komisarza ONZ ds. uchodźców. Nie będzie już także dłużej Marszałkiem Sejmu. W dzisiejszym komentarzu Jakub analizuje bilans pięciu lat projektu Hołowni w polityce. Co poszło nie tak, co zostawi po sobie ten czas i co los Polski2050 i dwóch kampanii prezydenckich jej lidera mówi o naszym życiu publicznym. Pojawią się w tym materiale zatem największe wolty i przejawy hipokryzji Polski2050, jak i obiecujące założenia, pozytywne zmiany w krajowej polityce czy korzystne z punktu widzenia interesu społecznego ustawy. Od jawności cen i sprzeciwu wobec patodeweloperki oraz projektów zmierzających do wzmocnienia pozycji nabywców, najemców i sektora budownictwa społeczego po walkę z reklamą alkoholu czy smartfonami w szkołach. Powiemy też, na ile pomysł wprowadzenia do polityki nowych kadr się Polsce2050 udał i czy można wytrzymać w koalicji z Tuskiem (jak na łódce ze skorpionem). Zapraszamy! A jeśli macie swoją opinię albo chcecie powiedzieć, co uważacie o tym nowym - krótszym - formacie w naszym programie, zostawcie komentarz! ━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━☚ Facebook: https://www.facebook.com/dwielewe☚ Twitter: https://twitter.com/2lewerece☚ Instagram: https://www.instagram.com/dwielewerece_podcast/ Wszystkie teksty Jakuba: ✍ dymek.substack.comJesteśmy też na platformach:🟢 Spotify: https://podcasters.spotify.com/pod/show/dwielewerece🍎 Apple Podcasts: https://podcasts.apple.com/pl/podcast/dwie-lewe-r%C4%99ce/id1635522094Nowa książka Marcina "Wieczna lewica": 📚 https://patronite-sklep.pl/produkt/wieczna-lewica-marcin-gielzak/

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 185 wyników dla "Prawem i Sprawiedliwością"

Miał zmienić polską politykę na pokolenia.

Nie wytrzymał jednej kadencji.

Szymon Hołownia odchodzi nie tylko ze stanowiska marszałka Sejmu, ale polskiej polityki w ogóle.

Będzie starał się o stanowisko wysokiego komisarza do spraw uchodźców Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Panu marszałkowi życzę powodzenia i mówię to zupełnie bez ironii, bo co do zasady Polak na wysokim stanowisku międzynarodowym...

To dobra wiadomość dla naszego kraju.

Zaś w tym komentarzu postaram się odpowiedzieć na pytania, co poszło nie tak, co zostawia po sobie Szymon Hołownia i co jego odejście mówi o naszym życiu publicznym.

Żeby jednak odpowiedzieć na tak postawione pytania, należy cofnąć się do początków projektu Polski 2050.

Z pewnością duża część z was zna moją opinię o Szymonie Hołowni jako o pustym naczyniu, w które można wlać dowolną polityczną treść.

W swojej karierze raz bowiem Szymon Hołownia głosił poglądy bliskie katolickiej nauki społecznej, socjaldemokratyczne, wręcz lewicowe.

Gdy jednak wiatr polityczny wiał z innej strony, Szymon Hołownia w swojej retoryce obcinania finansowania na wydatki socjalne sprzeciwu wobec podnoszenia składki zdrowotnej w temacie granicy czy imigrantów ścigał się z Konfederacją i Prawem i Sprawiedliwością.

Podobnie w sprawie aborcji, religii w szkołach czy kilku innych istotnych sprawach.

No dość jeszcze do tej długiej listy dopisać choćby projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Niewątpliwa charyzma, talent medialny, refleks i dar błyskotliwej riposty pozwalały Szymonowi Hołowni w polskiej polityce bronić poglądów czasami ze sobą zupełnie sprzecznych.

To jednak nie...

Niezależnie jednak od tego trzeba powiedzieć, że u początków tego projektu pewien pomysł albo treść jednak jakaś była, albo przynajmniej były czytelne założenia.

Powołany po udanych dla Szymona Hołowni projekt polityczny Polski 2050 stawiał sobie trzy zasadnicze cele –

przełamania polaryzacji, wprowadzania do polityki środowisk eksperckich i podnoszenia tematów, które z różnych powodów dotychczasowy podział polityczny spychał na margines.

Od ochrony środowiska, przez edukację i zdrowie psychiczne, w szczególności dzieci, politykę społeczną nakierowaną na pomoc osobom z niepełnosprawnościami, aż po transport publiczny i rozwój regionalny.

Bowiem gdy mówimy o roku 2020, czasach zmęczenia polaryzacją w klinczu między Prawem i Sprawiedliwością, a Platformą Obywatelską i opozycji wobec rządów Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego i Andrzeja Dudy,

która była zupełnie niemrawa, Szymon Hołownia jawił się nie tylko jako kandydat na zbawcę opozycji właśnie, ale być może całej naszej politycznej sceny.

Zaś program napisany przez ekspertów i Instytut Pol Strategii 2050 wydawał się być wyjątkowym,

dobrą bazą do wprowadzenia rzeczywiście nowego poziomu fachowości i kadr do polskiej polityki.

Zaś wynik wyborczy w wyborach prezydenckich samego Szymona Hołowni był świetną platformą do dalszych działań.

Ale skoro o platformie mowa, to co było dobrym projektem na czas zmęczenia polaryzacją, nie było już aż tak dobre w czasach zjednoczenia opozycji pod przywództwem Donalda Tuska i czasów logiki totalnego antypisu.

Gdy premier wrócił do polskiej polityki, a opozycja znów zjednoczyła się wokół przede wszystkim hasła wszystko byle nie PiS, pomysł bycia przeciwko bydłubiegunom organizującym polskie życie publiczne został poddany bardzo dużej próbie.

W Polsce 2050, zanim jeszcze przejdziemy do tego, co dzieje się w bieżącej kadencji, udało się jednak osiągnąć bardzo duży sukces.

W kluczowym momencie kampanii 2023 roku bowiem udało się dzięki...

trzeciej drodze i Polsce 2050 Szymonowi Hołowni i Władysławowi Kosiniakowi Kamyszowi zepchnąć w dół wynik wyborczy Konfederacji.

Była to zresztą, jak wielokrotnie mówiłem, jedna z największych operacji propagandowych i jednych z największych sukcesów propagandy w historii III RP, który jeszcze pewnie doczeka się dłuższego pisania.

Gdy bowiem zbliżały się już wybory 23 roku i październikowe rozstrzygnięcie, do mediów wypuszczono informacje, jakoby trzeciej drodze groziło spadnięcie pod próg i wynik poniżej 5%.

Wówczas wyborcy niezdecydowani czy nieprzekonani zostali tym szantażem przekonani do tego, by pójść do urn i powstrzymać rząd PiSu i Konfederacji.

Gdy spojrzymy na wyniki w akregatach sondaży, zauważymy zresztą, jak bardzo w ostatnich dniach wystrzelił wynik tego środowiska, a spadł Konfederacji.

To być może dzięki tej operacji, a zatem także i dzięki Szymonowi Hołowni i projektowi Polski 2050.

Prawo i Sprawiedliwość nie mogło utworzyć rządu po wyborach i dziś premierem jest Donald Tusk.

Ale polityka nie jest dziedziną życia, w której lojalność odgrywa przesadnie dużą rolę, a może raczej precyzyjnie rzecz biorąc, wdzięczność odgrywa zbyt dużą rolę.

I tej wobec Szymona Hołowni, zdaje się, pan premier w ogóle nie czuje.

Bo w tym sukcesie wyborczym tkwiło ziarno porażki.

Nie ona jedyna zresztą od dłuższego czasu stała już na trudnych do utrzymania pozycji bycia przeciwko polaryzacji, faktycznie stojąc na jednym z jej biegunów.

Słowem, będąc przeciwko i Kaczyńskiemu i Tuskowi w koalicji z tym drugim.

Jak mówię, trzecia droga Polska 2050 nie była jedyną partią czy jednym środowiskiem politycznym w tej sytuacji.

Analogicznie było z Lewicą, której sukcesy szły na konto rządu Donalda Tuska, zaś za porażki płaciła sama.

To zresztą doprowadziło do jej rozpadu na pozostającą dziś w opozycji do rządu Donalda Tuska partię Razem i pozostającą w koalicji Nową Lewicę.

Ale ten brak ideowej spójności i beztreściowość projektu Szymona Hołowni, które ujawniły się w późniejszych miesiącach i latach, zemściły się na polityku podwójnie.

Przypomnijmy raz jeszcze te cele, które towarzyszyły Polsce 2050.

Przełamanie polaryzacji, zajęcie się tematami zaniedbywanymi i włączenie środowisk eksperckich do polskiej polityki.

Gdy zawalił się fundament tego projektu, czyli pomysł przełamania politycznego klinczu, stało się szybko jasne, że trudno będzie wznieść filary prawdziwie nowej polityki.

Okazało się, że nie można budować polityki sięgającej pokoleń, gdy nie ma się wartości, a poglądy na daną sprawę wyznacza horyzont niecałych generacji, a kalkulacje polityczne sięgające nie dalej niż najbliższa wyborcza kampania.

Tak właśnie było z Szymonem Hołownią.

I choć jego polityczne zwroty są tematem szeroko omówionym, to być może odejście z polskiej polityki marszałka Sejmu jest dobrą okazją, by przypomnieć najbardziej spektakularny z nich.

Choćby sprawa kryzysu humanitarnego na granicy z Białorusią.

Gdy rządził jeszcze PiS, Szymon Hołownia uważał, że tu cytat, trzeba zakończyć tę obrzydliwość, to znaczy uszczelnianie polskiej granicy i procedurę pushbacków.

Bo funkcjonariusze Straży Granicznej, tu dalej cytuję, hańbiąc orła białego na czapce, samotne, głodne, biedne, opuszczone przez wszystkich poza swoimi najbliższymi dzieci, odwożą na granicę, zostawiając w środku lasu i pustkowia.

Gdy Szymon Hołownia utworzył rząd, deklarował dla odmiany, że ci sami funkcjonariusze Straży Granicznej, których oskarżał o najróżniejsze obrzydliwości...

Powinni strzelać do bandytów.

Nikt nie powinien mieć co do tego żadnych wątpliwości.

Od czasów, gdy zaś mówił, że jest dumny z Franka Sterczewskiego, posła Koalicji Obywatelskiej, który z reklamówkami pełnymi darów biegał pomagać uchodźcom na granicę.

przeszedł do stanowiska, w którym mówił, że kibicuje owej granicy fortyfikacji i w tej sprawie w pełni zgadza się z rządem.

Analogicznie było z 800+.

W kampanii 2023 roku mówił, że trzeba rozważyć odebranie tego świadczenia obywatelom polskim bez pracy, by w 2025 roku, gdy współtworzył już koalicję rządzącą, bronić tego samego tylko dla obywateli Ukrainy.

To już jest prawdziwy elementarz polityki.

Trudno znaleźć jakiś przykład gorszego samobójczego gola niż postulowanie odebrania czegoś obywatelom RP, by bronić tego samego w odniesieniu do...

uchodźców z innego kraju.

Jeszcze bardziej wyrazistym zwrotem była sprawa Centralnego Portu Komunikacyjnego, którego ideę zbudowania Szymon Hołownia wprost wyśmiewał, gdy był w opozycji, zaś stał się gorącym zwolennikiem, gdy wszedł do rządu.

Oczywiście, jasne, polityka jest brutalna, bezideowa i cyniczna i do pewnego stopnia wszystkie partie tak kalkulują.

Tyle tylko, że gwałtowność zwrotów Szymona Hołowni była uderzająca.

Co więcej, paradoksalnie jego medialna charyzma i potrzeba wygłaszania medialnych bonmotów na każdy temat tylko pomogła go pogrążyć.

Właśnie bowiem z tego powodu, że jego...

aforyzmy, bonmoty, błyskotliwe riposty były dobrze zapamiętane, wyryły się w pamięci słuchaczy, to później te zawroty były o tyle trudniejsze.

Skoro bowiem ludzie zdążyli zapamiętać Szymona Hołowni z bardzo gwałtownego sprzeciwu wobec działań na polsko-białoruskiej granicy, czy wyśmiewania pomysłu budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego za czasów rządu Prawa i Sprawiedliwości,

to mieli w zbyt świeżej pamięci te stanowiska, by nie zauważyć, jak gwałtownie od nich odchodzi w kolejnej kadencji.

Co więcej, polityk i środowisko, które tak mocno podkreślało swoją ideowość i przywiązanie do pewnej bardziej społecznej, bardziej...

egalitarnej wizji polityki w pewnym momencie skleiło się wprost właściwie z jednym postulatem.

Postulatem obniżenia składki zdrowotnej.

Co było tym trudniejsze chyba w przypadku środowiska, które pierwotny program swojej partii oparło na podnoszeniu nakładów na ochronę zdrowia i większej trosce o osoby z niepełnosprawnościami.

Wszystko to czyniło Szymona Hołownię nie beneficjentem tego nowego politycznego układu, lecz jego być może największą ofiarę.

Szymon Hołownia w świetle tego być może skazany był na to, by prędzej czy później z polskiej polityki odejść, bo jego pomysł na to, by wykorzystać stanowisko marszałka Sejmu do promocji własnej osoby i zamiany obrad w Sejmflix,

którym, nie wiem czy ktoś jeszcze pamięta te czasy, przez kilka tygodni zachwycały się polskie media, miał ograniczoną datę ważności.

W przeszłości, rzecz jasna, zdarzało się, by marszałek Sejmu wykorzystał tę jakże prestiżową i ważną w naszym ustroju funkcję do wzmocnienia swojej indywidualnej pozycji.

Tyle tylko, że Szymon Hołownia był już wówczas po jednych przegranych wyborach prezydenckich i w drodze do kolejnej prezydenckiej porażki.

To, co było jego siłą w czasach zmęczenia polaryzacją, straciło datę ważności, bo nie można być debiutantem i nową jakością na scenie politycznej więcej niż raz.

Podobny los czekał przecież prezydenta miasta stołecznego Rafała Trzaskowskiego, który czerpał z tego efektu nowości na scenie politycznej w roku 2020, pomimo, że miał za sobą już bogate polityczne CV.

No ale nie można było udawać, że jest tą czystą kartą w roku 2025.

Szymon Hołownia okazał się być też politykiem, podobnie jak cały jego prezydencki, oparty na jego osobie projekt.

mało wiarygodnym, gdy jako zupełnie inne bieguny wyłonili się w tych wyborach prezydenckich kandydaci, którzy mieli dużo mocniejszy mandat do tego, by faktycznie przeciwstawić się rządzącemu w Polsce Duopolowi.

Mówię oczywiście o tak zwanym zjawisku konfederazem i przeniesieniu tej emocji zmęczenia systemem politycznym i klinczem nie na próbę poszukania jakiejś nowej, łagodniejszej, centrowej i retorycznie wygładzonej opcji, jaką jeszcze w 2020 roku prezentował Szymon Hołownia.

ale przeciwnie, poszukanie rozwiązania radykalnie antysystemowego i które nie boi się mocnych słów, jednoznacznych programowych deklaracji i postulatów wywrócenia stolika.

To, wszyscy znamy wyniki wyborów prezydenckich, w oczywisty sposób dołożyło się do bardzo wysokich wyników nie tylko samego Adriana Zandberga i Sławomira Mencena, ale także nawet Grzegorza Brauna.

W sumie ci kandydaci zebrali grubo ponad 20%, a to dygresja, ale także różne losy w tej kampanii prezydenckiej samej Magdaleny Biat i Adriana Zandberga także pokazały, że bardzo trudno jest być jednocześnie w rządzie i przeciwko niemu, jednocześnie przeciwko polaryzacji, a na jednym z jej biegunów.

Czy to jednak wszystko oznacza, że po Szymonie Hołowni w polskiej polityce nie zostanie nic poza wielką dziurą po jego ego?

Uważam, że nie do końca i należy ten obraz trochę zniuansować, nawet pomimo całej mojej krytyki lidera Polski 2050.

Bo z tych wszystkich celów, które Polska 2050 i Szymon Hołownia wchodząc do polskiej polityki sobie stawiali, niektóre udało się zrealizować.

Nawet pomimo tego, jak mówiłem na początku, zawalonego fundamentu obietnicy przełamania politycznego klinczu i zerwania z dotychczasową polaryzacją.

Bo w największym stopniu ta misja, czy plan wprowadzenia...

środowisk eksperckich i do pewnego stopnia polepszenia kadr polskiej polityki, Polsce 2050 się udała.

Owszem, było to środowisko, które w pewnym momencie stało się swego rodzaju szalupą ratunkową czy ligą drugiej szansy, żeby nie użyć mocniejszej metafory, dla polityków, którym nie poszło w innych środowiskach i obozem tak szerokim, że rozciągał się od

wywodzącej się z krytyki politycznej Hanny Gil-Piątek, po dawnego założyciela nowoczesnej Ryszarda Petru i związanego z Konfederacją Artura Dziambora.

Zarazem jednak w tej, jeżeli mamy trzymać się metafory szalupy ratunkowej, na tej tratwie kilka bardziej eksperckich postaci w polskiej polityce udało się jednak wypromować.

Mowa tu chociażby o pełnomocniku rządu do spraw osób z niepełnosprawnościami Łukasza Krasonia, który dzisiaj pilotuje ustawę o asystencji osobistej.

Projekt, który może, choć z opóźnieniem i po wielu trudach, jednak w tej kadencji doczekać się wprowadzenia.

Mowa o wiceministrze Funduszy i Polityki Regionalnej, Janie Krzysztofie Szyszko, który pilotuje sprawy związane z Krajowym Programem Odbudowy i Transformacją Energetyczną oraz wieloma tematami dotyczącymi kluczowych, strategicznych dla polskiego rozwoju inwestycji.

Czy wreszcie, nie ma co ukrywać, numeru dwa, albo może już dzisiaj numeru jeden w Polsce w 2050 roku

pani minister funduszy i rozwoju Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz.

To wszystko nazwiska, które pomimo odejścia Szymona Hołowni z polskiej polityki w niej pozostaną.

Ale skoro o pani minister Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz mowa, to z nią właśnie wiążą się największe obawy o spójność i szansę przetrwania w polskiej polityce partii Szymona Hołowni.

Jej działanie jako minister spotyka się z dużą aprobatą ekspertów i komentatorów, a jej aktywność w kluczowych sprawach naprawdę na tle wielu innych ministrów imponuje.

Z drugiej, ci którzy z nią pracowali mówią dziennikarzom o...

kompletnej niezdolności do zbudowania spójnego zespołu, utrzymania go i zachowania lojalności swoich współpracowników.

Podkreślają oni po prostu, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jest osobą trudną.

Ja tego nie wiem, bo moje kontakty z panią minister ograniczają się do wywiadów.

Była, gościła u nas w podcaście Dwie Lewerence, miałem także przyjemność rozmawiać z nią dla kanału Zero.

Wiem jednak tyle, że to zadanie przetrwania w rządzie i utrzymania spójności środowiska Polski 2050 przy jednoczesnej ambicji przeprowadzania jakże trudnych projektów, które będą spotkały się z oporem lobbystów, sektora bankowego, alkoholowego czy deweloperskiego, uczyni misję Katarzyny Pełczyńskiej na Łęcz podwójnie trudną.

Co nie znaczy, że niewartościową, bo być może dla polskiej polityki

i interesów naszej ojczyzny będzie ostatecznie lepiej, jeśli choć część z założonych przez nią projektów faktycznie przejdzie, a ona sama w rządzie Donalda Tuska, co nie będzie łatwe, utrzyma jakąś samodzielną pozycję.

Powiedziałbym, że pani minister ma dość trudności walcząc jednocześnie z najróżniejszymi lobby, telewizją publiczną, nieprzychylnymi jej mediami.

jak i zazdrosnymi być może o aktywność i rozpoznawalność kolegami z rządu.

Ale ten obraz Polski 2050 należy też zniuansować pod względem trzeciego z celów, o których mówiłem, czyli zajęcia się tematyką, która gdzieś z powodu tej polaryzacji była na marginesie.

Tu także Polska 2050 pomimo...

na jakiej znajduje się to środowisko dzisiaj ma swoje sukcesy.

Projekty legislacyjne dotyczące jawności cen sprzeciwu wobec patodeweloperki i zmierzające do wzmocnienia pozycji nabywców, najemców i sektora budownictwa społecznego to chociażby jedna z tych rzeczy.

Walka z reklamą i powszechną dostępnością alkoholu to kolejna sprzeciw wobec smartfonów w szkołach, czy mocniejszy nacisk na asystencję osobistą należą do kolejnych.

Podobnie jak projekt podatku bankowego, który złożyło Ministerstwo Funduszy i sama pani minister Połczyńska-Nałęcz, choć zaznaczę od razu, że byłoby dużo lepiej, gdyby przeszedł on w tym pierwotnym kierunku.

właśnie proponowanym przez ministerstwo o kształcie podatku od manny z nieba, niż tylko czysto bankowego podatku od nadmiarowych zysków, który proponuje minister Andrzej Domański.

Obok tych, co do zasady wartościowych projektów, były też takie misje, które się nie powiodły.

Od politycznienia telewizji publicznej, czy spółek Skarbu Państwa należałoby na tej liście wymienić pewnie jako pierwsze.

Tym niemniej, pomimo, albo właśnie dzięki odejściu lidera tego środowiska, ostateczny bilans tego, co Polsce wreszcie się udało i wciąż o co jeszcze walczy w rządzie, jest tak niejednoznaczny.

Nie byłbym sobą, gdyby tego nie dodał.

Być może pozostanie przy tej bardziej prospołecznej linii, skupienie się na problemach polskiej prowincji i Polski poza wielkimi ośrodkami, bardzo mocny nacisk na konkretne sprawy, które da się załatwić, był, byłby dla Polski 2050 kartą w polskiej polityce najmocniejszą.

Zaś te zwroty i próba przelicytowania konfederacji czy środowisk liberalnych

w języku obniżania składek, mówienia o tym, że składka zdrowotna na NFZ morduje polskie przedsiębiorstwa, nazywanie całej polityki społecznej Prawa i Sprawiedliwości bezmyślnym rozdawnictwem, tylko obciążyły tę partię i doprowadziły do powszechnego chyba nie tylko wśród komentatorów, ale i samych wyborców niezrozumienia, czy ostatecznie ma być ona środowiskiem, które reprezentuje dotychczas

niewybijające się w polskiej debacie publicznej głosy prowincji, pracowników, sektora publicznego, czy ochrony zdrowia i osób niepełnosprawnych, czy środowiskiem, które jest kolejną, nie zliczę już którą w Polsce, partią przedsiębiorców.

Tak przynajmniej uważam.

Gdyby ta linia, którą dzisiaj reprezentuje pani minister Pałczyńska-Nałęcz, była konsekwentnie realizowanym projektem od niegdyś Instytutu Strategii 2050 do samodzielnej partii w rządzie, mówilibyśmy być może dzisiaj o sytuacji radykalnie innej.

No ale tak to już mają projekty liderskie, że niezależnie od tego, co mówią...

członkowie czy działacze takich projektów, to za ostateczny bilans i ich ocenę odpowiada osobiste powodzenie lidera.

Dziś lider Polski 2050 zawija się z Polski, a jego partia

Czy przetrwanie jego partii jest wciąż w polskiej polityce?

Nie wiadomo.

Zanim jednak skończę, powiedziałem, że postaram się wykorzystać odejście marszałka Sejmu z polskiej polityki jako też pretekst do przedstawienia kilku wniosków nie tylko o samym tym projekcie politycznym, ale także naszym życiu publicznym szerzej.

Te wnioski muszą siłą rzeczy odnosić się do tych sukcesów i tych porażek, które ten projekt polityczny odniósł.

Pierwszy i najbardziej oczywisty z nich to chyba taki, że polaryzacja w Polsce wcale jeszcze nie umarła.

Wbrew temu jak analizujemy wyniki wyborów prezydenckich i jak bardzo komentatorzy nie życzyliby sobie wyłonienia się nowej polaryzacji skupionej wokół z jednej strony Krzysztofa Bosaka, a z drugiej Adriana Zandberga,

To rzeczywistość nie chce się do tych marzeń jeszcze nagiąć, albo inaczej Szymon Hołownia nie wykazał się wystarczającą cierpliwością, by wyczekać na czasy, gdy ta polaryzacja faktycznie odejdzie w przeszłość.

Polaryzacja dzisiaj...

Co więcej, istnieje także w samym obozie rządowym i dotyczy, nie będzie to wielkie zaskoczenie, samego premiera Donalda Tuska.

To podział, czy jest się z Tuskiem, czy przeciwko niemu, dalej, pomimo tych wszystkich zaklęć, rządzi polską sceną polityczną i panuje w samym obozie rządzącym.

Wejście do koalicji z Donaldem Tuskiem, co dojrzali liderzy polityczni powinni wiedzieć, od początku było jak wejście do Łodzi ze Skorpionem.

I przekonał się o tym także sam Szymon Hołownia, podobnie jak przekonała się o tym Lewica.

Zaś sam antypis jako ideologia również był projektem o ograniczonej dacie ważności.

Tak długo, jak najważniejszą misją było zjednoczenie opozycji i przedstawienie obietnicy, która mogłaby przekonać większość...

dającą możliwość uformowania koalicji rządzącej, tak długo wydawać się mogło, że w szerokim obozie antypisu wszystkie różnice, ale i jakieś programowe postulaty się rozpłyną.

Gdy zaś trzeba było ufundować rząd, okazało się...

że sam antypis po prostu jako program nie wystarcza.

Co więcej, gdy raz weszło się do rządu na postulatach antypisu, to trudno utrzymywać, że jest się gdzieś poza tym podziałem.

Wreszcie samo kandydowanie w wyborach prezydenckich jako...

polityk obozu rządzącego występujący przeciwko kandydatowi tegoż obozu nie mogło na dłuższą metę się powieść.

O tym przekonała się także obok samego Szymona Hołowni Magdalena Biejat.

Ta jednak, jak widać, wykazuje się pewną większą cierpliwością, czy patrzy na horyzont, który jest nieco dalej i liczy na to, że będzie mogła w tej koalicji

i swojej macierzystej partii odegrać jeszcze większą rolę.

No ale także jej kariera porażek w wyborach jest po prostu nieco krótsza.

Wreszcie, a propos wniosków, mimo całego cynizmu, bezideowości polskiej polityki i relatywnie krótkiej pamięci polskich wyborców, a przede wszystkim polskich mediów, to jednak...

Fakt posiadania wartości czyni uczestnictwo w polityce łatwiejszym, a wyborcy mimo wszystko czasem jednak wynagradzają konsekwencje.

Tego samemu Szymonowi Hołowni, który skupiony był bardziej na promocji własnej osoby, uczynieniu z Sejmu swego rodzaju machiny do promocji jego Sejmflixowego projektu i kochającego ponad wszystko błyskotliwe riposty

Zaś sam jego projekt wiele ambitnych rzeczy realizował nie dzięki, a trochę pomimo parcia na szkło własnego lidera.

Dziś zaś bez niego, choć to naprawdę nie jest dziedzina, w której ja byłbym ekspertem, Partia Polska 2050 czeka trudny wewnętrzny spór o to, jak ma wyglądać i bitwa o to, by w ogóle zachować jego spójność.

Zaś sam marszałek Sejmu może, do niedawna marszałek Sejmu, może po utopieniu swojej tratwy w Polsce wypłynąć na szersze wody polityki międzynarodowej.

Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Zaś ja, kończąc, życzyłbym sobie, żeby to, gdzie polską politykę jednak udało się dzięki temu projektowi modernizować i te projekty, które po Polsce w 2050 zostały, były trwałym dziedzictwem tej pięciolatki.

którą Szymon Hołownia dla siebie i swojego środowiska w polskiej polityce zainicjował.

Bo akurat z tych projektów i pomysłów legislacyjnych coś dobrego, moim zdaniem, może jeszcze wyniknąć.

Jakub Dymek, dziękuję bardzo.

To wszystko, co przygotowałem na dzisiaj.

Jeżeli ta relatywnie nowa u nas seria komentarzy

jest czymś, co uważacie, że warto kontynuować, zostawcie proszę komentarz, jakiś głos, swoją opinię, recenzję, nawet surową tego, co w ramach tego cyklu prezentujemy.

Pomoże nam to rozwijać ten pomysł i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Zaś, jeżeli nasza misja budowy najbardziej opiniotwórczego, odważnego i niezależnego medium na lewo od centrum jest czymś, do czego chcielibyście się dołożyć,

w bardzo dosłownym, a nie tylko metaforycznym sensie, to będziemy wdzięczni za wasze wsparcie.

Możecie zrobić to na stronie dwielewerence.com i patronite.pl ukośnik DLR, wybierając jeden z progów wsparcia.

Nawet najmniejsze kwoty pomagają nam rozwijać naszą fundację, która pomaga klubom DLR w całej Polsce organizować dyskusje,

wyjazdy, spotkania z gośćmi z Polski i z zagranicy.

Nam pomoże w wydaniu naszej pierwszej papierowej publikacji, czyli rocznika DLR, który chcemy, bo ukazał się jeszcze do końca roku i raportów, w tym przygotowywanego siłami sekcji medycznej naszej Fundacji raportu o pięciu mitach na temat polskiej ochrony zdrowia.

Wasze wsparcie pomaga nie tylko realizować cykle, taki jak ten, cykl komentarzowy, ale także rozwijać te wszystkie działania.

Stąd jeśli po wysłuchaniu tego komentarza znajdziecie chwilę, by zajrzeć na dwielewerence.com i nam w tym pomóc, będę niezwykle wdzięczny.

Zaś kończąc pożegnam się tradycyjnym do zobaczenia i do usłyszenia już niebawem w najbliższym odcinku podcastu Dwie Lewe Ręce.

Dzięki.

0:00
0:00