Mentionsy

Dyżurne tematy
Dyżurne tematy
04.06.2026 05:28

Poza porodem - Izabela Dembińska | Dyżurne tematy #11

Czy praca położnej to tylko ciąża i poród?


Na to pytanie odpowiada gościni naszego odcinka – Izabela Dembińska, jedna z najbardziej rozpoznawalnych położnych w Polsce.


Autorka książek, edukatorka, twórczyni kursu „Świadomy ruch i oddech w porodzie” oraz największego profilu położnej w mediach społecznościowych.


Rozmawiamy o zawodzie położnej, ale też o kobietach, zmianach i szukaniu własnej drogi.


Poruszamy m.in. pytania:


– czy położna może towarzyszyć kobiecie nie tylko w ciąży?


– jak zmienia się ten zawód w czasach kryzysu demograficznego?


– dlaczego część pacjentów szuka pomocy poza medycyną?


– jak budować zaufanie w świecie social mediów?


– jak pozostać w zgodzie ze sobą, pracując pod presją oczekiwań?


To szczera rozmowa o kobiecej sile, odpowiedzialności, medycynie i odwadze do tworzenia własnej ścieżki.


Instagram Izabeli: @polozna_izabela_dembinska

Instagram Anny: @higienicznawoda


Podcast producenta stylowej odzieży medycznej dla profesjonalistów www.uniformix.pl


Znajdziesz nas na YouTube, Spotify i Apple Podcasts 🎙️

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 342 wyników dla "K i"

Nagranie odcinka nastąpiło przed opublikowaniem przez Ministerstwo Zdrowia projektu ustawy o zawodzie pielęgniarki położnej.

Ja to jakoś tak w podcaście od razu wychwyciłam, że chciałabym być tak dobrą położną, jak jestem popularną.

Porodówki się zamykają, demografia spada, a nie pojawia się nic nowego na horyzencie, wręcz ta ścika jest nam jeszcze bardziej zamykana.

Co się stało w medycynie z medycyną, a może raczej z medykami, że ludzie idą do

Nie sztuką jest zakazać ludziom korzystać z takich usług albo wyłączyć te usługi z obiegu, tylko sztuką jest odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego ludzie odchodzą od nas, a idą tam.

Dyżurne tematy to podcast, w którym przyglądamy się człowiekowi pod medycznym skrapsem.

To pielęgniarka Anna Woda i zapraszam na rozmowę o tematach, które dyżurują w nas, medykach.

Dzięki.

Dlatego, że byłam twoją pacjentką, o czym nie wiesz, ale ja to zawsze podkreślam.

W czasie ciąży razem z tobą ćwiczyłam i brałam udział w twoim kursie, który jest tak popularny, a który teraz już ma ostatnią edycję, prawda?

Tak, po sześciu latach, 73. edycja właśnie ruszyła i to jest ostatnia edycja.

Po sześciu latach, miesiąc w miesiąc, dzień w dzień, tak naprawdę trzy razy w tygodniu łączenia się na żywo z kobietami.

Jak się okazało, po czasie nie tylko z Warszawy, z Polski, ale też z różnych ciekawych zakątków świata.

Wielki, wielki sukces tego kursu, ale to coś się kończy, coś się zaczyna.

Zaraz będziemy mówić o twoich nowych projektach.

Ja to jakoś tak w podcaście od razu wychwyciłam, że chciałabym być tak dobrą położną, jak jestem popularną.

Wierzę w to, że jesteś i myślę, że wiele pacjentek elektrycznych położnych myśli tak samo jak ja.

Jak się czujesz jako położna, ale też jako, nie boję się tego określenia, bizneswoman?

Bo prowadzisz wiele obszarów, szkolenia to nie jedyny obszar, chociaż na pewno ważny, ale też jesteś autorką książek, jesteś przede wszystkim praktykującą położną, a prowadzisz największy położniczy, największy profil położnej na Instagramie.

I tak myślę, jak zachęcić trochę, albo jak ostrzec osoby, które, położne przede wszystkim, które też myślą o czymś więcej, oprócz praktyki, gdyby chciały szukać takich przestrzeni, jakie umiejętności trzeba w sobie mii rozwijać, żeby prowadzić swój biznes jako położna?

Wiesz co, i to jest ciekawe, bo ja się dopiero teraz tego uczę, po tylu latach pracy

Na swoim, że tak powiem, nawet zanim zostałam położną, też już pracowałam na swoim jako instruktor pracy z ciałem kobiet, w ogóle kobiet w ciąży, studiując psychologię.

Zawsze gdzieś jakby praca etatowa mi nie wychodziła, w sensie jakby nie mogłam się nigdy odnaleźć w takiej formie zatrudnienia.

I to wiesz, jakby nie chodzi nawet o ten papierek formalnościowy zatrudnienia, bo my możemy mieć B2B, które i tak realizujemy tak jak taką umowę prawie że o pracę, jeżeli chodzi o sposób wykonania tej pracy.

Trochę to leciało, chyba teraz tak mogę powiedzieć, bo mocno z tym w obecnym czasie pracuję, leciało to na takiej potrzebie serca i dzikości zrobienia czegoś.

I tak naprawdę

Ja działalność prowadzę ponad 10 lat, w tym też jako położna własną.

Obecnie przekształciłam się w dużo inny podmiot prawny i wraz z tym uczę się tego, jakie trzeba mieć umiejętności, że już podejście lecę na sercu misji dzikości, zbawię świat.

I też mocno mnie gdzieś tam wypaliło, bo widzę, że już tej dzikości takiej nie ma, tej może nie tyle misji, ale tego napędu, a pojawia się dużo więcej spokoju i struktury w tym, co robię.

Więc nieraz jak dostaję takie pytania, to jest mi bardzo trudno odpowiedzieć, bo musiałby ktoś z boku usiąść i opisać to,

I kiedy za to bierze się na przykład mój mąż, który obserwuje strukturę działalności mojej, to on mówi, tu jest jeden wielki chaos.

On nie wie jak to w ogóle funkcjonuje, ale funkcjonuje i współpracują też inni ludzie przy tym.

Ale teraz już przychodzi etap nadania struktury, może dlatego, że ja też już jestem po czterdziestce i zmienia się wszystko.

Natomiast myślę, że duża odporność, duża kwestia związana z tym, że musimy być otwarte i nawet lubić pewną nieprzewidywalność pracy.

Że jeżeli mamy umysł takiego typowego etatowca, oczywiście nie ujmując nikomu, bo wiem, że czasem takie określenie może być dla kogoś trudne,

Tak, że jednak lubimy mieć zleconą pracę, nie ma w nas takiej kreacji do działania, potrzeby, tylko świetnie wykonujemy polecone nam czynności od tej do tej godziny, to może być to bardzo trudne.

Tak jak mi jest bardzo trudno pracować w taki sposób właśnie etatowy, bo ja muszę widzieć sens w tym, co robię.

Jak nie ma sensu,

I to jest może jedyna spójna tego całego czasu, który jest za mną, a ten nowy przede mną, że jeżeli w mojej pracy nie ma sensu tego, co robię, to ta praca nie działa, ale ona też nie przynosi korzyści finansowych.

Mam na myśli demografię położnych, która wynika z demografii urodzeń też w Polsce.

Zamykane są kolejne porodówki i obserwuję, jak położne poszukują też obszarów nowych albo na nowo odkrytych dla siebie i ty kończysz ważną część, jeśli chodzi o twoje szkolenie, ale otwierają się nowe przestrzenie.

Wiesz co, ja w ogóle bym chciała nawet moim koleżankom, wszystkim, jako grupie zawodowej, w której sama jestem jako położna, przypomnieć, bo my chyba same czasem o tym zapominamy, że my jesteśmy specjalistką nie tylko od kobiety w ciąży, tylko od kobiety w ogóle, co nam daje bardzo szerokie spektrum działania.

Tylko jakoś tak przez lata się to mocno zabetonowało, że położna to jest w ogóle poród,

A nawet może nie poród, no bo jak to lekarza nie ma przy porodzie, tylko położna jest, to budzi często zdziwienie, że przy prawidłowym porodzie ten lekarz tak naprawdę nie musi być obecny.

I ja myślę, że przede wszystkim musimy sobie najpierw przypomnieć to, że my się zajmujemy kobietą na każdym etapie życia, że my też się zmieniamy, przechodzimy różne etapy jako położne kobiety, bo poza tym, że jesteśmy położnymi, jesteśmy kobietami.

U mnie jest tak, że mnie moje doświadczenia napędzają do właśnie pewnych zmian, chęci zmian, czy dzielenia się tymi rzeczami z innymi kobietami.

Najpierw to była aktywność fizyczna, później aktywność fizyczna w ciąży, później własny poród, który zainspirował mnie bardziej do zostania położną i wspierania kobiet w tym aspekcie przygotowywania się do porodu.

Zaczynam się mierzyć z pewnymi rzeczami, które są związane z tzw. okresem coraz bliżej menopauzalnym, jeszcze nie samej menopauzy.

Ja też zaczynam się czuć bliżej tych kobiet.

Te kobiety zaczynają do mnie przychodzić.

No i to zaczyna mi pokazywać kierunek, gdzie ja też się zaczynam bardziej odnajdywać, bo pomimo, że wiele ciężarnych z młodego pokolenia nadal do mnie przychodzi, to ja też już widzę, że my jesteśmy z innych światów coraz bardziej.

I fajnie, że one przechodzą, bo dają mi też pewną świeżość i jakby pozwalają mi utrzymać się jakby w tym świecie ciężarnych, obecnych.

Ale też już widzę, że ja po prostu inaczej się komunikuję z kobietami, które są na tym etapie, którym jestem ja i mają podobne problemy fizyczne, biologiczne, zdrowotne, egzystencjonalne.

I jakoś tak, wiesz, widzę, że to życie trochę mnie samo prowadzi, więc ktoś by mógł powiedzieć z boku, że aha, szybko się adaptuje i wyczuwa niszę, tak?

Tak samo pojawiłam się w internecie, znaczy byłam w nim zawsze, ale ten największy rozwój mojej pracy internetowej pojawił się w okresie pandemii, ale ja się tam naprawdę nie pchałam.

Bliskie mi osoby z kręgów zawodowych wiedzą, że jestem pierwszą, która krzyczała w życiu do internetu, chyba że na zasadzie tu byłam na szkoleniu, tu coś.

Ale wymusiły trochę to kobiety na mnie.

Jakby ta historia, już często o niej opowiadałam, że była ta najsłynniejsza choroba świata, przerwały nam się karnety w przychodni na ćwiczenia dla kobiet w ciąży, a dziewczyny chciały dalej kontynuować te ćwiczenia.

Był lockdown, wszystko pozamykane, nie mogłyśmy, więc one trochę przymusiły.

No i stanęło na tym, że dobra, zrobimy próbnie, ale cicho, szanim, komu nie mówimy, to jest w naszym kręgu tutaj czterech tych dziewczyn.

No i to tak runęło, że runęło w dobrym słowu, dlatego zaczęła, że się eksplodowało.

Nie wiem, chyba z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że tak.

Jakby ktoś chciał zdublikować moją ścikę zawodową pod kątem nie tylko merytorycznym, ale też może jakimś takim biznesowym, to ja nie wiem, czy ja bym nie była tego w stanie opisać, ale ktoś z boku może tak.

Na pewno robisz to dobrze i myślę, że to jest duża umiejętność, nawet jeżeli jest to intuicyjna, żeby wyczuwać nisze, żeby szukać tych obszarów.

Natomiast jak słucham twojej wizji, to mi to brzmi jako też, i to jest piękne, gdzie jako medyczka

Podążasz za swoją pasją i szukasz nowych obszarów, które ciebie interesują.

I myślę, że to jest bardzo piękne, bo wraz z tym, jak zmienia się świat wokół nas, zmieniamy się zawodowo.

I ja się jako pacjentka z kolei czuję w tym bezpiecznie, no bo okres menopauzy też przede mną.

I patrząc obecnie na to, co jest mi w stanie ochrona zdrowia, menopauzę zaproponować, to ogromnie trzymam kciuki za rozwój położnych, bo systemowo, popraw mnie proszę, jeśli się mylę, ale system nam nic nie proponuje tak naprawdę, jeśli chodzi o menopauzę.

No o menopauze i w ogóle też rozmawiamy o tym w momencie, kiedy pojawił się nagły komunikat Ministerstwa Zdrowia na temat kwestii związanej z medycyną estetyczną czy zabiegów estetycznych.

Nie mówię o chirurgii, nie mówię o tym kierunku medycyny estetycznej, gdzie się stosuje leki, które może przypisywać tylko lekarz.

No właśnie tak, porodówki się zamykają, demografia spada.

A nie pojawia się nic nowego na horyzencie, wręcz ta ścika jest nam jeszcze bardziej zamykana, bo tak, do medycyny estetycznej nie, co jest abstrakcją, bo przecież my, nasz zawód z zasady przerywa ciągłość tkanek.

Menopauzalnie teoretycznie tak, Fundacja przeci

Kulczyk Foundation ruszyła z pięknym programem pilotażowym dla położnych jako specjalistki od edukacji w zakresie transformacji menopauzalnej.

Razem z naczelną Izabela Dembińska.

Ja nie mogę się doczekać, żeby się pojawiła kolejna edycja i mam wrażenie, że nie wiem czy się jej doczekam.

Mam nadzieję, że tak.

Ale od tamtej pory nie ma koszyka świadczeń.

I oczywiście mi jest może łatwiej mówić, bo ja nie pracuję w sektorze NFS-etowskim.

Ale, abstrahując od tego, myślę o kobietach, które nie mają możliwości na indywidualne, komercyjne wizyty upołożne, edukacyjne.

I znowu jesteśmy pozamykane.

Był pilotaż, świetny program merytoryczny ze świetnymi specjalistkami z okresu menopauzalnego.

Wyszkolono mnóstwo położnych, które są, też znajdują się na stronie, można się z nimi skontaktować.

No i co z tego, że jest usługa, jak NFZ jej nie finansuje.

Tak i to wyklucza wiele pacjentek.

Nie każdy odnajduje się w swojej działalności, nie każdy chce brać na siebie, nie chcę mówić tego ciężaru, ale tej takiej odpowiedzialności prowadzenia, nie wiem, własnego gabinetu, własnej praktyki,

Indywidualnych wizyt, bo nie każdy się w tym odnajduje, więc jakby jest mi tak trochę przykro patrząc, że z jednej strony podkreśla się piękno zawodu położnej, ale z drugiej strony na każdym kroku trochę nam się przecina skrzydła i ja jestem też myślę jedną z pierwszych osób, które nie lubią krzyczeć, że robi nam się pod górę.

Ale ten ostatni komunikat dotyczący tej medycyny estetycznej też wywołał we mnie taką trochę złość, bo tam nawet nie padło słowo o położeń.

Tam padło słowo o pielęgniarkach, o fizjoterapeutach i się zastanawiam, kim my jesteśmy w ogóle dla systemu.

Gdzie zdrowie kobiet jest zdrowiem przynajmniej połowy populacji.

Zwłaszcza populacji, która się starzeje.

Tak i ja jestem pielęgniarką, ale współpracuję bardzo blisko z wami położnymi i od was uczę się waszego zawodu i faktycznie to o czym mówisz często wybrzmiewa, czyli potrzebujemy nowych obszarów.

I okej, opieka menopauzalna, ale koszyk świadczeń.

Ciągle słabo jest wyceniona przecież świadczenie laktacyjne, opieki w laktacji, opieki w środowisku i medycyna estetyczna na razie zamknięta.

Już nie mówiąc o opiece takiej przedkoncepcyjnej, okresu przygotowywania się do ciąży, ale myślę też znowu o

Chociażby edukacji takiej realizowanej przez położnej u położnych, które specjalizują się w niepłodności.

No bo też nam się to kojarzy tylko z lekarzem.

A my naprawdę tutaj ogrom wsparcia ze strony położnej dla tych par może być realizowany i edukacyjny i przygotowawczy.

Do tego okresu, czy inseminacji, czy do in vitro.

No i tych obszarów jest mnóstwo, już nie mówiąc o pracy chociażby, no tutaj nie wchodząc w konflikt naszych zawodów, ale oddziały neonatologiczne, gdzie te położne no też przecież są specjalistkami od opieki nie tylko nad kobietą w ciąży, ale również nad noworodkiem.

Myślę od razu, co można z tym zrobić i teraz od razu tak naturalnie kieruję się do pracy społecznej, do tych inicjatyw oddolnych.

Czy masz sobie taką przestrzeń w tych projektach, które nadchodzą, czy na razie skupiasz się na, właśnie może więcej o tym, o okresie menopauzalnym?

W jakim kierunku teraz będziesz szła?

Wiesz co, ja myślę, że niezależnie czy ja będę w okresie ciążowym, czy menopauzalnym, pewien jakby core mojej pracy będzie ten sam.

To znaczy, ja tak jak głównie zajmuję się okresem okołoporodowym, poprzez przygotowywanie kobiet, przez pracę z ich ciałem do porodu, bo dla mnie to ma taką nadrzędną, kluczową

Kwestie niż tam edukacja z zakresu pakowania torby do porodu, bo to po prostu to są takie rzeczy, które można przeczytać w internecie.

Ja wolę pracować ruchem i myślę, że ten czas okresu menopauzalnego to będzie też coś, na czym mi zależy, czyli ten zdrowy lifestyle w tym okresie.

Jak wiele my zmianą nawyków, lifestylem, a sama też tego doświadczam,

Możemy zmienić nawet w kwestii wyników parametrów badań naszych.

To nie mówię, że wszystko zmienimy żywieniem, jeżeli chorujemy na choroby przewlekłe, ale jakby zanim sięgniemy po pewien rodzaj medykalizacji, my możemy wiele na tym etapie też zmienić.

No i pojawia się ten syndrom pustego gniazda, gdzie ja bym chciała, żeby jednak kobieta zobaczyła, że ten okres około menopauzy, to jest okres pewnego rodzaju dojrzałości i w końcu tego czasu dla siebie, gdzie to jest czas na narodziny kobiety, która już urodziła.

Ale to ciekawe, bo my najczęściej myślimy o kobiecie dużo wcześniej, a tu mówisz o narodzinach kobiety później.

Kobiety kobiety, takiej wiesz, dojrzałej.

Jak ja to mówię, to jest taki fajny czas plus czterdzieści.

Plus czterdzieści myślę w dalszych też kategoriach, bo plus czterdzieści jest inne niż plus pięćdziesiąt czy plus sześćdziesiąt.

I myślę inne w kontekście nie, że ciało starsze i bardziej nie domaga, tylko inne w kontekście pewnej takiej mądrości życiowej, mądrości wiedzy, samoświadomości na swój temat albo w ogóle czasu na to, że ja się mogę dopiero takimi tematami zająć.

I wiesz, kobieta na każdym etapie jest nowa.

Inna jest, kiedy jest dziewczynką, kiedy jest dziewczynką miesiączkującą, kiedy staje się nastolatką, kiedy staje się kobietą w ciąży, kobietą po porodzie i później jeszcze okres właśnie menopauzalny, okołomenopauzalny, bo to jest duży przedział czasu.

A później, kiedy jest kobietą w okresie senioralnym, tak zwany silwerw.

I na każdych tych etapach można tak, ja to tak widzę, popatrzeć na to jako na poród.

Nie wyścig do bycia zwiętłym kwiatem w wazonie, nieatrakcyjnym, młodsze są fajniejsze, kobieta staje się niewidzialna w tym okresie.

Mi się złość taka pojawia na takie kojarzenie tego okresu.

Bo ja będąc w kręgu też kobiet w tym wieku, akurat w takim kręgu się otaczam, czy znajomych, czy właśnie takich podopiecznych, które do mnie zaczynają przychodzić, że my na siebie patrzymy jak na takie czarownice trochę.

Tak się cieszę, że o tym mówisz, bo ja tak prywatnie, zbliżając się do czterdziestki, potrzebowałabym potem móc porozmawiać z innymi kobietami o tej akceptacji swojego ciała, o tym, jak ono się zmienia, nawet takie zwerbalizowanie.

I jak tak o tym mówisz, to aż bym miała ochotę teraz już wyłączyć kamery, usiąść z takimi właśnie w pozytywnym sensie czarownicami, w jakimś takim kręgu kobiet,

Ale dla mnie obecność położnej w takim kręgu byłaby szczególnie ważna.

Oczywiście wartość rozmowy jest ogromna, ale chciałabym, żeby tam była medyczka, która też byłaby w stanie wskazać mi, bo podzielenie się to jedno, ale spojrzeć też na to zdrowie tak holistycznie, ale właśnie jako na kobietę, która mnie zrozumie.

No ja tutaj, wiesz co, bardzo muszę podziękować doktor Agnieszce Nalewczyńskiej, która jakoś tak właśnie, to jest to, co mówiłam na początku, samo się pojawia, tak?

Ja jakby nie pukam do miejsc i nie proszę, żeby ktoś mnie przyjął do pracy, czy nie wysyłam, nie rozsyłam CV, po prostu wiem, że przyjdzie moment, kiedy ktoś się pojawi, jeżeli to jest to, mam robić to, co mam robić, to pojawi się

Ktoś, pojawi się sytuacja, coś, co mnie do tego poprowadzi.

Jeżeli nie, to znaczy, że tak nie jest.

Tak było też z położnictwem.

Córka, narodziny córki, która mnie poprowadziła.

Później na farta chyba zdany egzamin po pięciu latach od matury, pisemny z biologii na jeszcze wtedy Akademii Medycznej bodajże, a może już uniwersytet, nie pamiętam.

I też tak uznałam, pójdę na ten egzamin z głupia Franc, nie będę się uczyć już biologii do matury, bo jak mam być położną, to będę.

I nie mówię, że prześlizgać się jakby, bo uczyć się trzeba, rozwijać wiedzę, merytorykę zdobywać, ale trochę dać sobie taki luz, że jakby ja dużo uwagi na to poświęcam, żeby mnie poprowadziło tam, gdzie mam być, tam, gdzie będę przydatna i potrzebna w takiej formie, w jakiej będę to mogła realizować.

I właśnie jakby Agnieszka też jakby się w moim życiu pojawiła, nawet nie wiem skąd, nawet mam wrażenie, że nie wiem jak to się stało, że my się ze sobą skontaktowałyśmy, pomimo, że jakby kojarzyłam ją z przestrzeni internetowej.

Ja mówię, no tak, ale co?

Potrzebuję położeń, która zajmie się kobietami w okresie menopauzalnym.

Ja sobie, no tak, ale ja nie wypiszę HTZ-u, nie zrobię tego.

Ja jestem lekarzem ginekologiem i ja po prostu nie mam tyle czasu też na wizycie aż, żeby móc kobiety z tego całego obszaru przeedukować.

Jest tak ważnych tyle elementów właśnie w codziennym trybie życia,

Na który trzeba kobietom poświęcić czas, którym warto o tym powiedzieć, o odżywianiu, właśnie zmianie nawyków, suplementacji, nawet edukacja z zakresu hormonalnej terapii menopauzalnej.

I oczywiście nie wypiszę, ale mogę z nią porozmawiać, rozpatrzyć opcje, powiedzieć o dolegliwościach okresu

A każda z nas, myślę się, w głębi duszy ma takie lęki.

Czy brzydkie, to myślę, to kwestia, co my z tym zrobimy, bo to też nie chodzi o to, żeby się pacyfikować tutaj strasznie medycyną estetyczną, bo to piękno... Właśnie to jest to, że ja bym chciała, żeby kobiety w tym okresie menopauzalnym odkryły

Naprawdę to piękno, które pochodzi ze środka i nie chodzi mi o takie wiesz wysiechtane słowo, że piękno pochodzi ze środka, ale żeby to namacalnie poczuć, o pewien rodzaj wzbudzenia w sobie albo odzyskania witalności.

Taki komfort, słowo, które mi się nasuwa, jak słyszę, jak o tym opowiadasz, to takiego nowego komfortu, bo myślę, że my ten komfort wewnętrzny definiujemy mocno mimo wszystko przez fizyczność też.

Nawet tak jak odczuwamy samą siebie.

Znaczy wiesz, ta fizyczność jest istotna, tylko ja sobie myślę, taka gdzikiedyś chodziła po internecie taka rolka, bardzo taka do mnie przemówiła.

Przecięty obraz na pół, na jednym obrazie była starsza kobieta, która pchała balkonik.

A na drugim kobieta w tym samym wieku, która dziarsko szła z torebką, z zakupami, widać, że tu zaokrąglony kawałek mięśnia na ręku, wyprostowana, aktywna.

Kobiety w tym samym wieku.

I to mi pokazało, że my też możemy być tą aktywniejszą kobietą poprzez zmianę życiowych nawyków, poprzez odkrycie siebie.

No i jakby wiadomo, menopauza, okres menopauzalny jest okresem wielopoziomowym.

To nie jest tak, że tylko położna nam pomoże, bo czasem to będzie bardziej praca z dietetykiem, czasem z psychologiem, gdzie no wiemy, że nie dość, że te zmiany takie jak mgła mózgowa, które się pojawiają, uderzenia gorąca, to też wiesz, dużo jest takich rzeczy związanych myślę z myślami egzystencjonalnymi.

Tak, bo jak pada hasło menopauza, to myślę wiele osób, że jest też popkultura, czy w ogóle taki przekaz medialny, menopauza, uderzenia, gorąca, koniec.

Tak trochę odnosząc się jeszcze do, zostając trochę w tych nowych obszarach i w opiece menopauzalnej, ale odnosząc się do twojego profilu na Instagramie.

Bo przepięknie edukujesz i kobietę, ale też myślę, świetnie promujesz położnictwo w tej samodzielności.

Ale wiem też, że masz bardzo ciekawą grupę odbiorców, bo kiedyś zapytałam Cię o hejt.

Jaki jest przepis, bo myślę, że może położne, które będą chciały tworzyć też i edukować w mediach społecznościowych.

Jaki jest twój przepis na taki sukces?

Wiesz co, chyba taki, że dałam sobie zgody na to, żeby być sobą też w tych mediach.

Czyli wiadomo, trzeba rozumieć social media, trzeba rozumieć algorytm, trzeba rozumieć, co się klika i się zastanowić, czy jest to warte.

Robienia tego pod kątem tylko i wyłącznie zasięgów.

No bo nic się tak nie klika jak aferki, jak sztuczne wzbudzanie aferek.

Jeżeli mam takie podejście, że zależy mi na zasięgach i będę wrzucała treści kontrowersyjne, oceniające,

No to ten zasięg będzie rósł, bo nawet komentarz hejterski jest komentarzem dla zasięgu.

I myślę, że trzeba się nad tym zastanowić, bo oczywiście można w tych social mediach wybrać taką drogę, a można pracować w taki sposób, żeby mieć trochę mniejsze zasięgi.

Ale być, wiesz, jakby spojrzeć sobie w lustro kolejnego dnia rano, ale przy tym też mieć jakąś sprzedaż, jeżeli sprzedaję swoje produkty, tak?

Jeżeli je tworzę, sprzedaję, bo nie oszukujmy się, ja bardzo też nie lubię takiego określenia, że w internecie to się tylko sprzedaje.

No trzeba rozumieć, że jest to też praca, poświęca się na to bardzo duży czas też koszty.

To nie jest tak, że to, że Instagram jest dostępny bezpłatnie, to tworzenie treści edukacyjnych jest kompletnie bezpłatne.

Ja jakby ktoś by potrzebował, to mogę wystawić wypływy z konta, które wiążą się z kosztami prowadzenia social mediów.

I nagle się okazuje, że no...

To jest inwestycja, nie tylko czasu, bo zawsze wystawisz fakturę od social mediów pracując w nich.

Albo finansową, albo finansową i czasową, albo tylko czasową, ale jeżeli tylko czasową, to i bardzo często też frustracyjną.

Zdrowotną dla siebie, bo myślę, że każdy, kto pracuje z tym narzędziem, bo zawsze podkreślam, że to jest narzędzie, którego używamy do komunikacji, zna tę ciemną stronę i ile potrzeba zasobów psychicznych, żeby dobrze te granice sobie poukładać, bo ten układ dopełniony energiczny

Można się też uzależnić i od tych dobrych stron Instagrama, od tych złych, więc cieszę się, że da się to poukładać tak, żeby mieć przyjemny odbiór, dobry i spełniać te podstawowe cele edukacyjne, bo dlatego ja się nie boję powiedzieć, że mam twoją pacjentką pośrednio, bo ty jako położna edukujesz w internecie.

Myślę, że to nadal budzi sprzeciw środowiska, że edukacja to taka klasyczna, w cudzysłowie twarda, kiedy siedzimy z pacjentką, edukujemy, a czy ta przestrzeń internetowa nadal jest postrzegana jako takie trochę czary mary, czy jednak już jest uznana za taką przestrzeń edukacyjną?

Ja myślę, że jest, bo coraz więcej już jest mnóstwo medyków, którzy edukują w bardzo fajny sposób.

Raczej bym postawiła teraz na to, żeby edukować społeczeństwo, jak działają social media.

Nawet nie jak weryfikować treści, bo dla przeciętnego Kowalskiego

Weryfikowanie treści medycznych jest praktycznie niemożliwe w social mediach.

Wiemy, że i osoby z wykształceniem medycznym, również lekarskim potrafią mówić farmazony, ale nic nie działa tak jak Kittel, doktor przed nazwiskiem.

Wiemy, że osoby, które są niemedyczne przekraczają kompetencje i edukują w zakresie medycznym.

Czy stosują jakieś terapie lecznicze, namawiając do odstawienia chociażby leczenia farmakologicznego.

Natomiast trzeba rozumieć, właśnie społeczeństwo powinno rozumieć, jak działają social media, że to, że ma dużo zasięgu, jest dużo klikalne, ma biały fartuch, nie oznacza, że takie jest.

I można edukować, przypominając jednocześnie osobom, że nie wszystko jest zero-jedynkowe,

Wiesz, social media na nas wymuszają, żeby dawać hukowe treści, tytuły.

Czyli pięć sposobów na ochronę krocza.

I okej, mogę dać taki tytuł rolki,

Ale wsad powinnam mieć merytoryczny, bo jak dam inny tytuł rolki, no to przytnie mi zasięgi.

Więc żeby umieć budować, to ja muszę rozumieć, jak to działa.

I oczywiście, gdybym ja się skupiła tylko i wyłącznie na takich aferkach internetowych i wzbudzaniu kontrowersji cały czas, to ja podejrzewam, że ja bym miała dzisiaj może z 200 albo 300 tysięcy followersów.

Ale mi na tym nie zależy, bo ja lubię wstać i się uśmiechnąć rano do lustra, a nie robić sobie z twarzy, wiesz... Mnie to na przykład zaskakuje, że ktoś wrzuca kontrowersyjną treść, sam zaprasza ludzi do jakiegoś hejtu, nawet ciężko powiedzieć czy hejtu, do udzielania komentarza, tak?

Bo dla mnie, jeżeli ktoś komuś nie jedzie K i H i nie wyzywia go, tylko po prostu nie zgadza się i komentuje, to nie jest rodzaj hejtu.

A na drugi dzień płacze, że został hejtowany, no to na litość boską, to jakby... Wiesz, ja patrzę na social media, na niektóre konta, jak na taki rodzaj zwierciadła o tej osobie.

Bo jest bodziec, jest reakcja i jest odpowiedź na ten bodziec, na tą reakcję też tej osoby.

I znów i nakręcam, i nakręcam.

I ja nie chcę takich social mediów.

Ja wiem, że one takie są, wiem jak działają, jakie są tam mechanizmy.

Bardzo dobrze wydaje mi się, dlatego też nie mam takich zasięgów, jak bym mogła mieć.

Ale fajnie mówisz o tym jako o wyborze.

Posługujesz tym narzędziem, dokonuje takiego wyboru świadomie.

Chcę mieć taką grupę odbiorców i w związku z tym spotykam się z tym i z tym.

Więc myślę, że to jest bardzo cenna wskazówka.

Słuchają nas też, mam nadzieję, pacjentki, więc chciałam trochę zdradzić coś, co ze mną zostało z twojego wykładu po InstaKongresie, który jest skierowany do medyków, ale mówiłaś tam o patient-centered care i patient experience, kierując się do medyków.

Dlaczego tak ważne, żeby wczuć się w rolę pacjentki, rodziny i spojrzeć na to, co my robimy z taką ogromną tkliwością i czułością na perspektywę pacjenta?

I powiedziałaś zdanie, które zostanie ze mną już do końca życia.

Układ nerwowy reaguje na bodźce, a nie na dobre intencje.

No tak, to w kontekście porodu.

Tak sobie myślę, że nie wiem, może to jest moja jakaś taka fantazja, ale raczej zakładam, że każdy z nas, który idzie do zawodu medycznego, niezależnie z jakiego obszaru, czy lekarskiego, czy właśnie pielęgniarskiego, położniczego, czy innych zawodów medycznych,

Ze swoim doświadczeniem, ze swoją wiedzą wiadomo, że w naszych zawodach perspektywa ja i moje doświadczenie bierze górę najczęściej.

Do tego dołóżmy jeszcze element strategii pokoleniowej, międzypokoleniowych zmian medyków.

I ja sobie zawsze tak na jednym ze szkoleniów, które prowadzę, rozmawiam, to jest szkolenie dla dól i więc to jest zawód niemedyczny, ale jakby w wytycznych szkoleniach jest to, że one muszą poznać strukturę funkcjonowania szpitala.

To znaczy, kim jest położna, kim jest koordynująca bloku, nie wiem, kim jest szef dyżuru, tak, żeby to było jasne, jak w ogóle oddział funkcjonuje.

I jest tam taka scenka do odegrania,

I generalnie chodzi o to, że w tej, w tej scence mamy sobie rodzącą kobietę, no i mamy sytuację, że zbiera się cały zespół przy tym porodzie, czyli jest i położna, jest położna na drugi okres asystująca, jest lekarz, lekarz stażysta, przyjdzie neonatolog, położna neonatologiczna, gdzieś tam jakaś salowa się jeszcze pojawi, jakaś studentka położnictwa.

No i jak patrzymy na ten zestaw ludzi w tej sali porodowej i tą rodzącą, to każdy jest tam z dobrą motywacją.

Każdy chce jej pomóc, tylko każdy na swój sposób, ze swoim doświadczeniem, ze swoim takim, myślę, prywatnym backgroundem, bo wszyscy jesteśmy ludźmi i to zawsze bierze górę nad nami.

Ze swoimi frustracjami też, które czasem nie jesteśmy świadomi, że wychodzą, ale dam sobie palec uciąć, że każdy chce tam dobrze.

Tylko każdy z tych osób chcąc dobrze rozumie to inaczej.

Bo intencją jest to, że każdy z ludzi, którzy jest w tej sali porodowej chce pomóc.

Nawet to, że chce, żeby się zdrowo urodziło dziecko, żeby nie było sprawy w sądzie i prokuratora i po prostu oskarżenia szpitala o błędy w postępowaniu, to też jest jakaś dobra intencja, która może być zupełnie sprzeczna z potrzebami kobiet, bo jej zależało na czymś i tak jakby też na zdrowo urodzonym dziecku, ale przy tym, żeby ten poród był taki

No również taki dla niej z perspektywy kobiety, z poszanowaniem.

No i właśnie chodzi o to, że intencja jest intencją, a bodźcem jest to, co każdy z nas wprowadza do tej sali porodowej.

Ktoś może jakby myśląc, że robi dobrze powiedzieć, proszę się nie wydzierać, może pani wziąć znieczulenie, albo na przykład powiedzieć do kobiety, kiedyś to rodziły, a te młode wydziwiają.

No jakby ja rozumiem tą osobę, która tak mówi,

Poza porodem – Izabela Dembińska Dyżurne tematy.

Podejrzewam, że dasz radę, tylko w taki nietoporny sposób, tak?

Tyle lat kobiety rodziły, urodzisz.

Czyli intencja była dobra, ale pacjentka usłyszała, kiedyś, jak powiedziałeś, kiedyś kobiety rodziły i było dobrze, czyli usłyszała na przykład, ona mogła usłyszeć umniejszenie swojej sytuacji.

Czyli intencja była dobra, ale tym bodźcem były słowa, które padły.

Dokładnie, bo już aż nie chcę mówić o takich bodźcach, chociaż wiem, że to może nie być wiadomo, bo ja się tego ciągle cały czas też uczę, że nie wszyscy wszystko wiedzą, a mi się wydaje, że już wszyscy to wiedzą.

I to jest jakby, to jest moje przekleństwo, że muszę sobie przypominać, że nie każdy wie to, co gdzieś tam mogę wiedzieć ja, ale mi się wydaje, że każdy

Nie wiem, ktoś nie przygasi światła.

Ktoś, to co mówiliśmy według standardu opieki, zapukać do sali porodowej i przedstawić się.

Tak, może zaapelujmy wspólnie jako pielęgniarka i położna, pukajmy do sali pacjentów.

Ale uwaga, zapukać to nie znaczy zapuki wejść.

Mówię, że mamy czekać na odpowiedź pacjentki, ale dać dosłownie te pół sekundy przerwy.

Tak, bardzo fajnie Mateusz się razem na tym dał takie porównanie, że jak zapraszamy gościa do swojego domu, to oddajemy mu wtedy ten pokój, więc oddajmy pacjentom salę.

I dajmy im chociaż chwilę na reakcję.

Myślę, że to jest szczególnie na oddziałach położniczych istotne, bo kobiety są wtedy tak w wrażliwym momencie.

Teraz odnoszę to też do mojej sytuacji, gdzie tym bardziej każdy skrawek intymności, którą można stworzyć, jest na wagę naprawdę nawet nie złota.

Ale wiesz, myślę, że to są takie rzeczy też wtórne do bodźców, jakimi są słowa.

No i to, jak my się komunikujemy.

Słowa zostają, myślę, że potrafią ranić bardzo głęboko, nawet nie wiem, czy nie bardziej.

I to mówione w dobrej motywacji, bo ja rozumiem często, że to może być, tylko wiesz, to jest tak jak z tymi teściowymi czasami, czy z własnymi mamami.

A jak ja się zawsze śmieję, jak moja mama przychodzi do nas w odwiedziny i zawsze już jest tak, że nawet dzieciaki to wiedzą i z tego jest taka anegdota rodzinna, że

I oczywiście ta wizytacja, no bo tak moja mama jakby chce pomóc, no w zasadzie ja ci posprzątam, ja ci poukładam, ja ci zrobię to, ale ja tego nie potrzebuję, bo po prostu ja się później nie odnajdę.

Ale ja inaczej nie mówię, ja chcę tak.

Okej, też mnie to triggeruje, ale też jakby staram się ją rozumii czasem jest trudno to tak, żeby ona była zadowolona i ja, nie?

Ja myślę, że to jest w naszej pracy dość takie istotne, żebyśmy my umieli patrzeć z wielu perspektyw, a nie zamykali się tylko na swoją ja i moje doświadczenie, ja i tylko aspekt medyczny, bo w medycynie wiemy, że czynniki pozamedyczne są czynnikami, które mają też wpływ na czynniki medyczne.

Ani nie odlecieć na miotle, ani po prostu też nie dostać tylko w trybie Evident Based Medicine, bo Evident Based Medicine nie wszystko na ten moment jest w stanie udowodnić.

Zobaczymy, co będzie za kilka lat.

Ja się śmiałam kiedyś, że bardzo jestem dużym przeciwnikiem takich samozwańczych naturopatów, którzy nie mają nic wspólnego z naturopatią, bo to też musimy o tym powiedzieć.

Ale właśnie tworzą te teorie spiskowe.

Natomiast wiesz, historia jak popatrzymy wstecz, też potrafi pokazać, że niejedna teoria spiskowa została udowodniona po latach.

Więc jakby taki wiesz, być pośrodku tego wszystkiego.

Co jest myślę dość dużym wyzwaniem w dzisiejszym świecie, kiedy informacji jest tak wiele.

Więc myślę, że my jesteśmy chyba ostatnim pokoleniem, które jeżeli zobaczyło zdjęcie, to jeszcze to było zdjęcie.

Oczywiście pojawiał potem Photoshop, ale to co się dzieje teraz jeśli chodzi, że ja tak naprawdę nie wiem, czy to co widzę jest prawdziwe, czy nie.

Ale właśnie a propos tych zmian, czy jest coś, co mogłabyś polecić studentkom w procesie teraz nauki, na co z perspektywy czasu uważasz, że warto zwrócić więcej uwagi, a co może trochę, jakby jak położyć te akcenty z perspektywy czasu?

Niezależnie jakim studentem, jakiego kierunku medycyny jesteśmy, mówię tutaj o lekarskim i właśnie tych innych zawodach medycznych, komunikacja.

Komunikacja, asertywność to jest dla mnie takie nadrzędne clue tego co, jeżeli mamy super kufer merytoryczny,

To właśnie drugim kufrem, który powinien być taką przeciwwagą, równowagą, to jest komunikacja, asertywność.

Myślę też o tych alternatywnych metodach leczenia, że warto sobie tą perspektywę tu poszerzać, nie od razu negować zero-jedynkowo, że to nie działa, bo tego nie ma w Eat&Paste Medicine.

Ale się zaciekawiać na tej zasadzie.

Bardzo się cieszę, że czasem spotykam takich lekarzy, którzy są mocno na tej ścieżce medycznej, naukowej, evident-based medicine, ale mają w sobie coś takiego, to jest ciekawe, muszę się temu przyjrzeć, poczytać o tym.

Czyli mówisz o takich pozafarmakologicznych też aspektach procesu zdrowienia, tak?

Tak, który ma za zadanie nie przeszkadzać w tym procesie medycznym leczenia, ale może go jakkolwiek wspomóc.

I wiesz, ja tutaj nawet myślę o alternatywnych metodach leczenia jako to, że my mówimy o zmianie nawyków naszego pacjenta.

Od tego się wiesz powinna w ogóle zaczynać rzecz, bo co z tego, że my pacjenta na fasze ruchujemy lekami, to wiesz teraz tego doświadczamy w kierunku też leczenia otyłości.

Mamy leki nowej generacji na otyłość słynne i super, zapewne są przypadki, w których trzeba i są niezbędne do zastosowania, ale niech to idzie razem w parze ze zmianem stylu życia, odżywiania, aktywności ruchowej.

Takie holistyczne podejście do zdrowia, zresztą wiesz co, myślę, że już też tyle razy to mówiłam, ale powiem jeszcze raz.

I wiesz, jak zobaczyłam, że łącznie styl życia i środowisko determinują nasze zdrowie w ponad 70%,

A potem cały studia, uczyłyśmy się tak naprawdę o 10% jako opiece zdrowotnej, no może jeszcze 6% ta genetyka, to gdzie 16% i ponad 70% i miałam takie, ale czemu ja w czasie 5 lat pielęgniarstwa, o tym stylu życia, czy o tym środowisku i potem zostałam pielęgniarką rodzinną, po tym jak przestałam pracować w szpitalu i musiałam wykonać gigantyczną pracę,

Żeby tak swoją wiedzę poszerzyć, żeby móc faktycznie pacjentom z tego obszaru, stylu życia i środowiska zaproponować wszystko.

Dokładnie.

I jakim ja jestem w tym ekspertem.

Dokładnie, ruch.

Ale na przykład na jednej z wizyt, i to była wizyta patronażowa pielęgniarki rodzinnej u dziecka, czyli po trzecim miesiącu życia.

I mama zapytała mnie, ponieważ to dzielnica starsza, duża ilość smogu, zapytała mnie jakie są metody oczyszczenia powietrza, bo ona chciałaby, biorąc pod uwagę to co się dzieje,

Ja z nią byłam zachwycona, a z drugiej strony wrócę do pani i wtedy faktycznie zaczęłam poszerzać swoją wiedzę na temat kwestii smogu.

I teraz oczywiście, że teoretycznie wiemy, jaka jest szkodliwość tego smogu, ale co ja jako pielęgniarka rodzinną mogę zaproponować, żeby temu przeciwdziałać.

I to też fajnie, jak pacjenci nas uczą.

Uczą i konfrontują.

Że naprawdę potrafi przyjść tak świadoma, nie mówię przeedukowana, ale świadoma osoba, która potrafi mi zadać takie pytanie z obszaru wiesz, dotyczącego ciąży, ale którym ja się nigdy w życiu nie zajmowałam, czy wpływu na ciążę, że ja nie wiem co odpowiedzieć, nie?

Ja myślę, że to też jest okej, żeby się przed sobą przyznać, że nie wiem.

Tak, że po prostu nie wiem, nie negować i nie powiedzieć tej pacjentce, pacjentowi nie, tak, bo nie, bo nie, tylko ze sobą się skonfrontować i mieć właśnie też tą taką asertywność, ale taką umiejętność w sobie przyznania się, wie pani co, ja muszę doczytać i sprawdzić, bo ja nigdy o tym nie słyszałam.

Ale mieć w sobie na tyle też dojrzałości, żeby wiedzieć, że to doświadczenie, które mam i tą wiedzę, która mam pozwala mi na tyle to zweryfikować, że nadal będę autorytetem i nadal będę profesjonalistą, który zaproponuje, czy będzie w stanie

Odpowiedzieć na to pytanie, bo ilość mojej wiedzy i umiejętności pozwoli mi to faktycznie adekwatnie zweryfikować, bo myślę, że tam, gdzie gdzieś pojawiają się nasze kompleksy, czy nie potrafimy w takiej prawdzie stanąć przed sobą jako profesjonalista, to się tak odbija strasznie na pacjencie, który usłyszy właśnie może jakiś zły tekst i to zostanie

I to też będzie osłabiać, myślę, taką późniejszą chęć do kontaktu z opieką zdrowotną w ogóle, z taką kulą śnieżną.

Właśnie jeszcze wracając do tych wszystkich, może nie tyle teorii spiskowych, ale do tych takich pseudo lekarzy, pseudo medyków,

Samozwańczych naturopatów, którzy wiesz, nie mają nic wspólnego z naturopatią, no bo żeby wypowiadać się o naturopatii, to też trzeba mieć o niej pojęcie, a nie wrzucać wszystkich do jednego worka.

Tutaj słynny nasz, w cudzysłowie, lekarz naturopata, który no tak siedział w areszcie przynajmniej.

W medycynie z medycyną, a może raczej z medykami, że ludzie idą do naturopatów.

I teraz nieważne jakich, czy tych z wykształceniem, czy tych samozwańczych, czy do alternatywnych metod.

Bo nie sztuką jest zakazać ludziom korzystać z takich usług albo wyłączyć te usługi z obiegu, tylko sztuką jest odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego ludzie odchodzą od nas, a idą tam.

Ja sama jestem też pacjentką i też się łapię za głowę.

W wielu aspektach.

Ta komunikacja, myślę, że ta komunikacja, o której mówisz i o której myślę też tutaj w naszych rozmowach w podcaście bardzo często, do tego się sprowadza też taki konsensus w naszych rozmów, że

Ta komunikacja, może w dobie tak wielu informacji, tym bardziej jakość tej komunikacji staje się tak istotna.

I pomiędzy nami, i do pacjentów, i pomiędzy profesjonalistami, a medykami.

Bo być może każdy z nas po prostu szuka bezpieczeństwa i zrozumienia.

I jeżeli miałabym tak ad hoc sobie odpowiedzieć na postawione przez ciebie pytanie, dlaczego ktoś woli naturopatę od profesjonalisty medycznego, to być może dlatego, że tam się faktycznie poczuje wysłuchany i zrozumiany.

No i może być to z ogromną szkodą, bo jednak to zachowanie równowagi czasami dobrym słowem, oczywiście nie chcę tutaj nagle umniejszać tej komunikacji, ale z drugiej strony czasami dobrym słowem, a nie uleczymy, a substancją czynną.

To jest myślę dużą sztuką, tylko my w takim chyba zachwycie tą medykalizacją... My lubimy szybkie efekty.

Medycyna jest takim dla mnie niesamowitym zjawiskiem, bo z jednej strony jest to taka dziedzina nauki szalenie mądra, no jak dziedzina nauki, pomagająca, ale też umiejąca mocno założyć nam w tej naszej wszechwiedzy i specjalizacji klapki na oczy.

A to jest, o słuchaj, to jest myślę, że poruszyłaś teraz bardzo celnie rozmowę, temat na kolejną rozmowę.

Jak szukać tego balansu w tym, żeby tych klapek sobie nie zakładać, a jednocześnie czasem potrzebujesz tego celu.

W sensie, że można pójść tak szeroko, że można się naprawdę w tej drodze zawodowej pogubić.

No wiesz, to jest jeszcze temat związany ze zmianą pokoleniową.

Wiesz, ja sama nawet pamiętam ze studiów, jak trzęsłam się na praktykach, bo...

Nie, to już nie było na praktykach, to była moja pierwsza praca w szpitalu, gdzie położna na patologii ciąży wzięła mnie do szafki z lekami i zaczęła odpytywać z tych leków, na co który jest.

Akurat traf chciał, że ja znałam odpowiedzi na wszystkich i nie była z tego zadowolona, bo o co chodziło?

Żeby ci pokazać, gdzie jest twoje miejsce.

Takie zachowania przemocowe.

I wiesz, ja się też nie dziwię czasem, jakby temu, że my się w tym utwierdzamy, bo jeżeli ja przychodzę do takiego gniazda i w nim funkcjonuję, to żeby, nie wiem, jakbym była mocna, to w pewnym momencie elementami tego gniazda przesiąknę.

A zwracają się do ciebie na Instagramie położne z takimi doświadczeniami?

O mobbingu, o tym, że właśnie jest takie oczekiwanie, że jeszcze wśród studentek, że z jednej strony już pracujący personel oczekuje, że ona coś będzie wiedziała, ale z drugiej strony nie chce jej dać przyzwolenia, żeby cokolwiek zrobiła i padają jeszcze komentarze, że wy z tych studiów wychodzić się nic nie umiecie i wiesz, koło się zamyka.

To czego dobrego szukać w studiach położniczych?

Obserwowania tego, jaka nie chcę być, jak nie chcę pracować.

Podstawowej wiedzy, która jest nam niezbędna do tego, żeby dalej się rozwijać i otrzymać to prawo zawodu.

Nie wiem, jak teraz to kształcenie wygląda.

Poszukiwania, jakby zaczepiania się do praktyków, do dobrych mentorów.

Ale ci źli też się z perspektywy czasu, jak sama patrzę, przydają.

Jako taki anty przykład, tak?

Gdybyś mogła dać jedną, dwie rady właśnie studentkom, to co by to było?

Może powiem ze swojej perspektywy, jak byłam studentką, czego mi brakło, co bym sobie dzisiaj zapewniła na pewno.

Z jednej strony mentora zawodowego, żeby móc się do tej osoby, jakby z nią skomunikować, ale mówiąc o mentorze zawodowym, interesuje mnie taki mentor, który jest merytoryczny i przy tym jest też ludzki.

Czyli zarówno może być dla mnie mentorem w aspekcie zawodowym, jak i bycia człowiekiem.

Nie mówię o sferze prywatnej, ale bycia człowiekiem.

Albo czasem spotykamy takie osoby, Boże, to jest mój autorytet świetny, ale po prostu

Słoma z butów pod kątem zachowania, dumy, wyższości.

Ja się nie chcę od takiej osoby uczyć, ja się chcę uczyć od osoby, która jest spójna.

Myślę, że ta spójność to jest taka piękna puenta i faktycznie też takiej spójności w drodze do dyplomu i po dyplomie myślę, że warto życzyć i w ogóle studentom i studentkom wszystkich kierunków medycznych, bo myślę, że w naszej rozmowie wyszło, jak nie jest łatwe bycie medyczką, medykiem, jak wiele jest tych perspektyw, wątpliwości, pytań,

Dziękuję Ci, że dzielisz się swoją perspektywą i swoją drogą, bo ona bardzo inspiruje i nowe rozdziały przed Tobą, więc trzymam ogromnie kciuki za nowe obszary, które będziemy, mam nadzieję, ja na pewno, obserwować i uczyć się i śledzić dalej.

Dziękuję za zaproszenie.

Bardzo dziękuję.