Mentionsy

Cyprian Majcher
11.09.2025 17:00

Nadludzki wyczyn Polaka! 50x IRONMAN – pierwszy na świecie. Jurand Czabański

Jurand Czabański to polski ultra triathlonista i rekordzista świata w 10x IRONMAN. W sierpniu 2025 roku zapisał się w historii jako pierwszy człowiek, który ukończył 50x IRONMANA w formule ciągłej (Continous).


Ekstremalne dystanse, niewyobrażalne obciążenia i codzienna walka z własnym ciałem. W rozmowie Jurand Czabański opowiada o drodze do rekordu świata 10- i 50-krotnego Ironmana, o dyscyplinie, wyrzeczeniach i sile psychicznej, która pozwala przetrwać to, co dla zwykłego śmiertelnika jest czymś co wpisuje się w kanon "to niemożliwe".

__________________________

Więcej materiałów z rozmowy znajdziesz na:

☚ IG: https://www.instagram.com/cyprianmajcher/

☚ FB: https://www.facebook.com/elitementalitypodcast/


✅ Kliknij SUBSKRYBUJ, by nie przegapić kolejnych odcinków.

👍 Zostaw KOMENTARZ i łapkę w górę, jeśli cenisz wartościowe rozmowy.


Podcast dostępny także na:

☚ Spotify http://tiny.cc/elitementalityspotify

☚ Apple Podcast http://tinny.cc/elitementalityapple


__________________________

☚ Partnerem podcastu jest Solve Labs.

Naturalne wspomaganie ciała i umysłu na bazie naturalnych ekstraktów.

Hasło zniżkowe z najwyższą na rynku zniżką: elitementality12

Więcej informacji na stronie https://www.solvelabs.eu


__________________________

☚ Partnerem odcinka jest sklep SFD.

Zdrowa żywność bez cukru i wysokiej jakości suplementy.

Hasło zniżkowe: ELITEMENTALITY

Więcej informacji na stronie: https://sklep.sfd.pl


Komfort rozmowy w podcaście zapewnia YUMISU.


__________________________

📩 Współpraca:

Napisz: [email protected]


ROZDZIAŁY:

00:00:00 - Dzisiaj w odcinku.

00:01:10 - Czy potrafi docenić siebie?

00:05:24 - Porównanie z Robertem Karaś

00:09:12 - Badania antydopingowe

00:12:58 - Wpływ wieku na wytrzymałość

00:14:01 - 50-krotny Ironman

00:17:59 - Wyzwania logistyczne wyzwania

00:22:29 - Wsparcie i wątpliwości w trakcie przygotowań

00:24:44 - Pierwszy etap: pływanie

00:27:54 - Drugi etap: jazda na rowerze

00:34:18 - Regeneracja podczas ekstremalnego wysiłku\

00:37:24 - Trzeci etap: bieganie

00:44:52 - Dieta podczas wyzwania

00:47:43 - Zasypianie podczas jazdy na rowerze

00:54:56 - Refleksje po wyzwaniu

01:02:37 - Rekord Guinnessa w przebiegnięciu USA

01:08:59 - Koszty finansowe wyzwania

01:10:25 - Reakcja ciała po przekroczeniu mety

01:13:18 - Psychiczne konsekwencje wyzwania

01:17:05 - Uzależnienie od ciągłego przekraczania granic

01:18:59 - Granice możliwości człowieka


#ironman #triathlon #podcast

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 83 wyników dla "Ju"

Ty, Jurancik, ale to jest jeszcze 600 ileś kilometrów.

Moim gościem dzisiaj Jurand Czabański.

Ty w międzyczasie, Jurand, zostałeś rekordzistą świata na dystansie dziesięciokrotnego Ironmana i jako pierwszy i jedyny na świecie zrobiłeś pięćdziesięciokrotnego Ironmana.

To nie był jakby mój limit, ale już nie chcę szukać limitów, to już jest wystarczająco.

Ale też nie czujesz, że to co robisz to już trochę wychodzi poza ramy sportu?

To już nie jest związane ze sportem.

A to jest ciekawe, bo ty w naszej ostatniej rozmowie, nie wiem czy pamiętasz, powiedziałeś, że 50-krotny to już byłaby taka granica twoich możliwości.

Przy Ironmanie to już jest tak, że ktoś musi pobić rekord, żeby było o tym głośno.

Ja cały czas jakby czekałem na moment, kiedy mnie zetnie, że nie będę w stanie już dalej kontynuować tego, bo chat GPT, czy tam lekarze, czy inni

To jest duża różnica w ogóle w formule, bo 50-krotne były już zrobione, ale w innej formule.

To na Florydzie już się prawie nam tam udało, ale...

Woda była tak ciepła, że ciężko było w Łecjut nawet pływać.

No wodę już praktycznie skończyłem.

Systemy nie działały, oni dopiero na drugi dzień nam powiedzieli, po drugim dniu, czyli trzeci dzień tak naprawdę, że to już jest koniec, że niestety systemy nie działają itd.

To powiedział, że on już był u prawnika wczoraj, czyli dzień wcześniej i powiedział, że on się dowiedział, że w sumie to my nie możemy mu nic zrobić, no bo on będzie skarżył innych i to proces będzie za długi, więc się nam nie opłaca, więc w sumie to żebyśmy się tak rozstali jak jesteśmy.

Ona miała około 15 stopni Celsjusza i ja bardzo marzłem.

Cały czas tylko polegało wszystko na tym, żeby mnie rozgrzać, rozgrzać, rozgrzać, po czym, wiesz, przez godzinę mnie rozgrzewali, godzinę zasnąłem i nagle słyszę głos, Juran, trzeba wstawać.

Tam niby jest zima, ale normalna temperatura jest około 25-27 stopni Celsjusza, a bardzo jednak spadła.

A propos, Bartek fajnie też napisał, że Juran przepłynął Bałtyk w basenie.

czy napić się zwykłego jakoś napoju, bo było mi tak zimno, że cały czas tylko czekałem, aż dadzą mi coś ciepłego.

Może nie doszło, no bo cały czas jednak jak już nie byłem w stanie normalnie funkcjonować, było mi za zimno, to wychodziliśmy, brałem ciepły prysznic i tak dalej i po czym wchodziłem z powrotem, więc cały czas gdzieś tam byłem monitorowany, sprawdzali mnie, czy ja kontaktuję dobrze i tak dalej.

Ale już nie mogłem trzymać tak mocno ręki.

Ja już się uczyłem na przykład, że jeszcze 4-5 takich obrotów korby i ja już muszę się pochylać.

To było też gdzieś tam przykre, bo raz, że latarnie nie działały, więc było już całkiem ciemno.

Ja już zacząłem jeździć w pewnym momencie z czterema lampkami.

zarwie noc w postaci snu na poziomie 5-6 godzin, czuje, że już ta regeneracja jest ciężka i w ciągu dnia jest osowiały.

I parę dni po już tym całym skończeniu pięćdziesięciokrotnego moja waga spadła do stu pięćdziesięciu kilku.

Przez to, że ja kończyłem w poniedziałek, to jakby tydzień wcześniejszy, wtorek, każdy mi zaczął mówić, że to jest ostatni tak naprawdę, że wtorku przyszłego już nie będzie, że ty już skończysz wtorek, spędzisz w hotelu z rodziną, z przyjaciółmi, celebrując.

Ja im powiedziałem, jakby mojemu sportowi, że ja nie mogę się tam położyć, bo ja już nie wstanę.

Naprawdę, ja chciałem już koniec.

To było takie zderzenie, bo każdy mówi, że już nie będzie kolejnego wtorku.

to ja skończę w poniedziałek, ja już tak naprawdę wtorek mam wolny.

I nagle przychodzi ci myśl, ty Jurancik, ale to jest jeszcze 600 ileś kilometrów.

Po prostu mną wstrząsnęło, że tak naprawdę to jeszcze daleko do końca, nie wiadomo czy skończę, a ja już się rozluźniłem.

wtorek był fatalny, środa już w pewnym momencie, jak już naprawdę rano było źle, po prostu zacząłem się skupiać.

Jeśli zacząłem już rozmyślać, że okej, ale środy już też nie będzie, to od razu, wiesz, skupienie, patrzę na nogi i znowu krok za krokiem, krok za krokiem.

Przyszła ci potem taki moment, że już wiedziałeś, że już to, przyszła ci taka pewność wtedy w głowie, że taki moment, w którym wiedziałeś, że już dasz radę do końca dobiec to i że już nic cię nie powstrzyma?

A sobota była już takim dniem, gdzie ja... Poczekaj, sobota, a w którym dniu ukończyłeś?

200, to już wiedziałem, że doczołgam się.

To już wiedziałem, że... W szczególności, że ja się już dobrze czułem.

Już psychicznie też po tym wtorku już jakby wstałem.

Wiedziałem już, że te 200 kilometrów, ok, to jest dalej gdzieś dystans duży, ale wiedziałem, że to już w najgorszym przypadku przejdę, jeśli będzie fatalnie, ale ja się czułem coraz mocniejszy, wiesz, euforia i tak dalej.

były bardzo duże, wiesz, ja raz się śmiałem, euforia była, jak, nie wiem, biegaliśmy i tam w czterech, pięciu zawodników, bo tam przyjeżdżali z Brazylii też do mnie chłopaki, wiesz, biegliśmy i śmialiśmy się, żartowaliśmy, wiesz, dokuczałem wszystkim, a pięć minut później leżałem na glebie i nie mogłem wstać, bo już, wiesz, nie wiem, co się działo, nagle mi odcinało i koniec, nie, i płaczę, i ja, że ja już nie mogę, że ja już nie wstanę i tak dalej, więc, wiesz, to takie, to ciężko opisać, no.

No i później właśnie przerwa na Asaję, później jest przerwa na obiad, no i już jak kończyłem wszystko...

Tak, o 4.30 już startowałem.

Ja miałem sen już i ja jechałem prosto i on chyba zauważył, że mi głowa całkiem opadła, że położyłem ją na kierownicy i on zaczął krzyczeć do wszystkich, co siedzieli, żeby mnie łapali.

Może dwie godziny snu, od razu... Jedna, tak naprawdę Ania włączała budzik, wstawała, mówiła, Jurandzik, trzeba wstawać.

Nie uważasz też, że takie pętle po prostu są za krótkie, że możesz już do Pożygu mijać po raz dwa tysiące setny raz tą samą przestrzeń w tych samych, nawet pod tym samym kątem skręcając.

Kilometr na początku faktycznie jest to nudne, tak, póki masz siłę, ale później ten kilometr tak naprawdę, ty marzysz, żeby już być blisko teamu, że dostaniesz coś do jedzenia i tak dalej.

w pewnym momencie słabo, ja jakby cieszyłem się, że ja już kończę.

Ja sobie ten kilometr też podzieliłem jakby na części i wiedziałem, że pierwsza część to jest dobiegnięcie do pierwszego checkpointu, później zawrotka, biegłem z powrotem, już widziałem team po prawej stronie, później dookoła jeziora i dopiero ostatnia prosta na drugi checkpoint.

Krótsza już może nie byłaby fajna.

Nie dałbym rady już w pewnym momencie, więc wydłużyliśmy sen o godzinę 15 minut.

Ale, wiesz, to dochodziło do tego, że ja już byłem tak gdzieś tam podrażniony, że jak ktoś koło mnie biegł, to mnie drażnią rządyszy, że on uderza tymi butami o asfalt, wiesz, a dziwnie ręką wymachiwał, wiesz.

A na bieganiu to już ciężko, żeby ktoś za tobą biegał.

To już wiadomo, że ktoś biegał ze mną, tak dalej.

A później już w nocy, jak już było ciemniej, a byłem bardzo zmęczony, to biegaliśmy po trzy kółka jakby.

Wiadomo, że przekroczyłem, już w pewnym momencie irytowało mnie, że wszyscy chcą robić zdjęcia, że było głośno, tak dalej.

Więc marzyłem już w pewnym momencie o tym, żeby po prostu pójść do hotelu i tak dalej, ale cieszyłem się, do tego momentu się naprawdę cieszyłem.

My na to inaczej patrzymy, bo chyba byliśmy tam w środku i byliśmy już na tyle tym wszystkim zmęczeni, że każdy z nas inaczej odreagowywał, każdy inaczej starał się, bo to każdy z nas,

w ogóle spojrzałeś na to, ale to jest też nieprawdopodobne, że dostajesz takie wiadomości, bijesz tak niewiarygodne rekordy i przy tym jesteś tak skromny i uważasz to jako coś takiego, że no był sobie Jurand, zrobił sobie, poszedł sobie pobiegać jak Forest Gump i po prostu sobie poszedłem pobiegać i zrobiłem 50-krotnego Ironmana, ale ty też powiedziałeś takie słowa, że

Nie sądzę, żebym próbował już tak ekstremalnego, bo to jednak jest naprawdę, wiesz, po tym wypadku gdzieś tam się później okazało, że mam żebra połamane.

Więc w pewnym momencie też tak sobie zdałem, znaczy w pewnym momencie po wszystkim, zdałem sobie sprawę, że tak jak na początku rozmawialiśmy, to już nie jest do końca sport, to było gdzieś tam próba...

Że my już nie rozmawiamy tak naprawdę o sporcie, tylko rozmawiamy o tym, gdzie jest ta granica ludzkich możliwości i to, czy zrobisz, czy to jest bieganie, czy to jest rower, czy to jest, nie wiem, jakakolwiek inny rodzaj wysiłku.

Bez takich powiedzmy drastycznych myślę, że stukrotny to już jest taki, że moja psychika by naprawdę była zmiażdżona i to byłoby naprawdę ciężkie.

Ale czekaj, byłaby zmiażdżona, wow, nawet nie chcę tego liczyć, bo wiem, że po prostu byłoby około 400 kilometrów pływania dalej, to już 18 tysięcy na rowerze.

Tak, ale musiał, to już po tym całym tak naprawdę mamy sponsorów i tak dalej, ale dalej sporo pieniędzy musieliśmy w to włożyć, więc ja nie pracowałem bardzo długo, wiesz, mam teraz...

Cały czas ty myślisz, ja pierdzielę, to już miesiąc minął, a ja nic nie zarobiłem, tak?

No tak, bo ja też teraz widzę tą perspektywę, bo jeśli bierzesz udział w zawodach i płacisz wpisowe 90 tysięcy dolarów i bierze tam udział kilkadziesiąt osób, no to to już jest rozkładane.

Szczególności w tym limicie czasowym, bo ja chciałem to zrobić do 50, znaczy ja początkowo chciałem zrobić to w 45 dni, ale już jak się rozbiłem na rowerze, to już wiedziałem, że nie mam szans tego tak zrobić.

Ja na drugi dzień już byłem na siłowni, byłem załamany, trenowałem trzykilowymi ciężarkami, naprawdę miałem duży problem.

Ale fizycznie tak, żeby iść na spacer i tak dalej, byłem gotowy już na drugi dzień.

I już zaczynasz myśleć, a...

o tym, o to może pojadę tu, a może zrobię to, wiesz, zaczynasz wymyślać, czyli nie cieszysz się tym, co zrobiłeś, bo już to osiągnąłeś.

Rozsądek podpowiada, że już powinienem skończyć, a gdzieś tam wyniki nie były super, krwi i tak dalej.

Wiesz, ja już wymyśliłem, że w listopadzie chcę jechać na Atacama Spirits, to jest 6 tysięcy metrów nad poziomem morza w Chile, na rowerze, duży challenge, najwyżej położony wyścig jakby rowerowy na świecie.

I wiesz, ja już rozmawiałem z organizatorami, tak dalej, bo mnie zaprosili i tak sobie myślę, a może walnę to jeszcze?

Już jest ktoś tam coś podpowiedział, już jest euforia.

A mimo tego dopamina mi cały czas podpowiada, jedziemy tam Jurandzik, skopiemy im tyłki.

Cały czas chciałbym przekroczyć mój pułap, żebym czuł, że naprawdę ja walczę, że to już jest tak, że...

umysł, psychika już ci dalej tam nie pomoże, ale nie w kontekście granicy, ale gdybyś hipotetycznie miał zakończyć tą karierę, czy jest jakieś twoje największe marzenie w ultrach, które chciałbyś spełnić?

Tydzień odpoczynku i znowu zaczęły być treningi, więc ten organizm nie był już gotowy.

Bardzo Jurand, dziękuję Ci za rozmowę.

0:00
0:00