Mentionsy

Express Biedrzyckiej
24.10.2025 12:40

Wojna na konwencje, wewnętrzne tarcia w koalicji i powrót sprawy Pegasusa. EXPRESS BIEDRZYCKIEJ

W najnowszym odcinku Dominika Długosz (Newsweek, Onet) i Tomasz Żółciak (Money.pl) analizują gorący polityczny weekend. Na pierwszy ogień idzie pojedynek na konwencje – skromne zjednoczenie Koalicji Obywatelskiej w kontrze do wielkiej pokazówki siły Prawa i Sprawiedliwości. Czy "herbata od mieszania staje się słodsza" i czy zmiana nazwy z koalicji na partię cokolwiek zmieni? Dziennikarze zagłębiają się również w wewnętrzne problemy koalicji i przyjrzą się nowej odsłonie sprawy Pegasusa. Zapraszamy do słuchania!

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 718 wyników dla "Prawa i Sprawiedliwości"

Oto są w studiu Ekspresu Biedrzyckiej Dominika Długosz, Newsweek i One Trano.

Dzień dobry, witam.

I Tomasz Róciak, Mani.pl.

Dzień dobry.

To może od tego gorącego politycznie weekendu zacznijmy, bo rzeczywiście szykują nam się wydarzenia.

Pytanie, jaki kaliber?

tych wydarzeń, jeżeli chodzi o ciężkość polityczną będzie.

No bo wiemy, że platforma znika ze sceny, łączy się z inicjatywą polską Barbary... Inicjatywa polska, to jest chyba... Inicjatywa polska.

Nie jest przymiotnik, tak?

Inicjatywą polska Barbary Żabackiej.

Boże, ja całe życie w błędzie.

Na szczęście w ogóle nas to już przestaje obchodzić.

I z nowoczesną.

Grzegorz Schetyna powiedział u mnie ostatnio, że...

Herbata od mieszania nie robi się słodsza, choć oczywiście bardzo dobrze, że się wszyscy jednoczą, bo w jedności siła.

Dominika.

No nie robi się słodsza, zupełnie się nie robi słodsza, to kompletnie nic nie zmienia.

Znaczy połączenie Adama Szłapki i Barbara Nowackiej z Donaldem Tuskiem nie zmienia nic ani dla Adama Szłapki.

To po co to jest robione?

Wiesz co, dlatego, że jest to naturalny ruch i ja to rozumiem, że przestaje być komplikacja już choćby w wyborach na przewodniczącego Platformy, czy koalicjanci mogą głosować, czy nie mogą głosować, z podziałem subwencji i tak dalej, i tak dalej.

No to są różne, oni musieli iść jako koalicja zawsze, bo byli koalicjami, teraz będą jedną partią.

To, co było, staje się faktem.

Gdybym była złośliwa, zapytałam się, czy boją się o to, że nie próbują progów.

wyborczego, ale no nie.

Nie, to po prostu chodzi tak o takie techniczne historie, które tam są.

A poza tym naprawdę, no to już oni się tak już wymieszali.

Oni się już tak wymieszali, że to jest naturalna historia.

Ja myślę, że właściwie dużo wyborców zapomniało, że w ogóle to jest jeszcze nowoczesna inicjatywa polska.

Tomku, Koalicja Obywatelska to będzie nazwa, czy jednak coś zupełnie nowego?

Jakie są plotki, słuchajcie, na mieście tak zwanym?

To jest śmieszna historia, bo ja mam wrażenie, że finalnie to będzie taka historia z życia chrząszczy politycznych.

To znaczy zwykłego ludzia to kompletnie nie obejdzie, zwłaszcza jeżeli to się skończy tak, jak niektórzy twierdzą, że ma się skończyć.

Czyli nawet wczoraj pytałem jednego z posłów nielicznych, bo teraz na wiejskie trochę taka umieralnia się zrobiła.

Byłam tam i tam strasznie się... No bo PiS już myślami coraz częściej ciałem w Katowicach.

Platforma gdzieś tam się rozpieszła i też myślę, że gdzieś tam w okolicach wału Miedzeszyńskiego trzeba będzie jej szukać.

Natomiast pytałem się właśnie o ten rebranding.

Jest absolutnie tak, jak mówicie, że to będzie de facto usankcjonowanie obecnego stanu.

Czyli jest Platforma i właściwie jakiś tam plankton, którego mało kto kojarzy poza tymi, którymi go reprezentują.

I że to będzie zmiana z Koalicji Obywatelskiej na Koalicję Obywatelską.

Zmiana z koalicji na koalicję.

Ja mówię, ale jak to?

Panie redaktorze, bo to jest tak, że koalicja obywatelska to jest nazwa klubu.

To jest koalicja.

A nie partii.

A nie partii.

To może powinna być koalicja obywatelska 2.0.

I teraz będzie właśnie to zunifikowane, wystandaryzowane.

No świetnie.

Z drugiej strony, słuchajcie, my sobie troszkę dworujemy, natomiast rezygnacja z nazwy, która już gdzieś się w głowach wyborców odłożyła i nie trzeba wprowadzać i przyzwyczajać do nowej, jest dość logicznym zachowaniem.

Jest dość logicznym zachowaniem, chociaż ja bym jednak wolała, żeby była to chrześcijańska Unia Jedności albo Stowarzyszenie Umarłych Poetów, czy tam, nie wiem, bo przynajmniej byłoby to jakieś coś nowego na polskiej scenie politycznej, ale oczywiście, że masz rację, koalicja obywatelska jest w głowie wyborców, nie ma co tego zmieniać, bo platformie niepotrzebny jest rebranding w tej chwili w sensie zmiany kompletnie logo, nazwy i wszystkiego.

Nie ma czasu.

No i tego serduszka słynnego, który... Ale wiecie, nie ma czasu, ale też nie ma powodu i sensu.

No bo przy na przykład obecnych sondażach, które niektóre już dają w okolicach 40% w zaskoczeniu niektórych, to jaki jest tutaj sens jakiegoś totalnego rebrandingu?

Nie ma żadnego, więc... Nie ma takiej potrzeby.

Dobrze, to idziemy dalej.

brakiem zmiany nazwy i połączeniem jeszcze bardziej niż dotychczas trudne słowo dykcyjnie w piątek już.

Czy to coś przyniesie nam to spotkanie?

Ja państwu chciałabym przeczytać to zaproszenie, które zostało rozesłane do członków Platformy Obywatelskiej.

To nie jest długo, to ja dlatego państwu przeczytam.

A kto cię przysłał?

Mam tutaj takie, na Whatsappie taka grupa jest, nie?

W programie przewidujemy krótkie wprowadzenie i dyskusje panelowe, między innymi o tym, jak technologia zmienia polską szkołę, o inwestycjach w gospodarkę morską, przemysł kosmiczny czy energetykę jądrową oraz rozwoju polskich kolei.

Koniec, kropka.

To tłumaczy coś, co ja zasłyszałem ostatnich dniach.

To znaczy, początkowo, nie wiem, czy twoje informacje też są takie, ale początkowo założenie było takie, że to jest tylko taki kongres jednoczeniowy.

To jest tylko jeden dzień.

Zjednoczamy się.

Krótko, w dźwięźle, robimy, nie gadamy i tak dalej.

Bez jakiejś agendy programowej.

Ale dowiedzieli się pewnie jak szeroko idzie PiS.

Dowiedzieli się jak szeroko.

A PiS to jest jednak 20 sesji plenarnych.

Ponad 120 paneli chyba.

Prelegentów to może jeszcze więcej.

100 sesji.

Więc rozmach tam jest bardzo duży.

Plus jeszcze ta coraz bardziej słynna, mam wrażenie, książeczka, czy książka, to miszcze wręcz bym powiedział.

To jest ponad pół tysiąca stron.

Ja widziałem wersję 550.

Ale ja widziałam jeszcze 420.

O czym mówicie?

Książka w PiSu, gdzie pokazują przede wszystkim prelegenci z jakimi postulatami tam idą.

I ja rozumiem, że każdy wyborca PiSu przeczyta te pół tysiąca stron.

Oczywiście, że nie.

Nie, ale dobrze by było, żeby druga strona też przynajmniej coś pokazała, jaka jest myśl przewodnia, skoro już idzie w jakiś zakres programowy, jakieś dyskusje, jakieś debaty czy panele.

No to fajnie by było pokazać jakiś rozkład jazdy, w jaką stronę...

Tak, to robimy, nie gadamy, więc może po prostu na to położymy.

Żeby też nie było wątpliwości, że 500 stron, 130 paneli, ani nikt nie usłyszy, ani nikt nie przeczyta, ani nikt nie będzie wiedział, co tam padło.

O rozmach chodzi, takie wrażenie pewnie.

Ale wiecie co?

Pokazuje to i to jest cel Jarosława Kaczyńskiego.

My jesteśmy gotowi.

My mamy pełen pakiet.

Mieszkania, feminizm nowoczesny.

Feminizm?

Nawet nie chcę wiedzieć, kto tam występuje.

Ja nie pamiętam nazwisk.

Media, sądownictwo, energetyka, podatki.

I PiS pokazuje, my mamy pełen pakiet dla wyborców.

No i bardzo ciekawe nazwiska wśród niektórych panelistów.

Coś wiesz chyba na ten temat?

No tak, tam w ogóle jest bardzo ciekawie.

Wśród panelistów mnie to rozczuwają niektóre rzeczy.

Adam Hoffman będzie mówił o gospodarce.

Pamiętają państwo takiego polityka?

Adam Hoffman będzie mówił o gospodarce.

To jest w ogóle bardzo ciekawy panel, bo tam na przykład występuje były szef KGHM-u z nim na tym samym panelu.

Ten, który kupił te pierdyliardy maseczek i one się nie nadawały do niczego.

Ale podobno, i to jest w ogóle najciekawsze, Daniel Obajtek bardzo walczył, żeby Adam Hoffman mógł wystąpić.

A to ciekawe.

Na konwencji.

No będzie Jacek Kurski, tłumaczył czym jest wolność mediów.

Z Dorotą Kanią.

Będzie panel o nowoczesnych finansach publicznych prowadzony, czy tak, moderowany przez Matusza Morawieckiego.

Więc no tam dużo będzie ciekawych rzeczy, ale a propos tej książeczki, ja nie uważam, że to jest bez sensu.

Ja właśnie uważam mniej więcej to, co ty powiedziałaś.

To znaczy, to jest taka mgławica propozycji, trochę taki poligon doświadczalny.

PiS wrzuci teraz 150 propozycji.

A niektóre są naprawdę daleko idące.

Jeżeli mamy na przykład propozycję jednego z prelegentów, konkretnie Marka Dietla, byłego szefa giełdy, wprowadźmy dochód podstawowy dla każdego Polaka 500 zł miesięcznie, zlikwidujmy kwotę wolną.

No to wiecie, to jest jakby to zbilansować, to jest 90 miliardów.

Ale wiecie, wrzuca się pewne propozycje i patrzy się przez dwa lata, jak one rezonują.

Tym bardziej, że to Jarosław Kaczyński lubi wypuszczać pewien balonik trudny i sprawdzać, jakie są akcje.

I potem sobie ukłuje z tego program.

Ja tego, szczerze mówiąc, nie rozumiem.

Instytut Sobieskiego, to jest think tank, który jest związany z prawem i sprawiedliwością.

Bardzo prawicowy.

Tam byli politycy Prawa i Sprawiedliwości.

Działają w tym think tanku.

Dużą część tych paneli przygotował.

Tam są ludzie z Instytutu Sobieskiego, którzy... To będzie Bartosz Marczuk mówił na przykład o demografii.

Wiceszef Instytutu.

I Instytut pracuje.

Instytut Obywatelski, czyli think tank Platformy Obywatelskiej, od trzech lat, nie, od dwóch lat, od wyborów, właściwie nie robi niczego.

A stamtąd się wynalazł Andrzej Domański, tak?

Tak, ale tam w ogóle nie ma żadnego życia.

Nawet na stronie, bo ja poszłam sprawdzić, czy ten list to prawda jest, czy może na stronie Instytutu Obywatelskiego, który rozesłał te listy, jest jakaś informacja więcej.

aktualności są od 2023 roku.

Prawo i Sprawiedliwość pokazuje tym misiem swoje możliwości i pokazuje, że jest przygotowane, że ma kim pracować, ma ekspertów, ma analizy, ma raporty.

Ja nie mówię o sensie tych analiz i raportów.

Mówię o tym, żeby Borca zostaje zasypany ofertą, która się zamieni w program partii.

Z drugiej strony

No nie bardzo.

Z drugiej strony jest 58 priorytetów rządu, które momentami są tak wsobne i tak techniczne, że mogą ekscytować co najwyżej takich jak my, którzy nie mówię, że mają znać to na blachę jako dziennikarze polityczni, ale muszą się przynajmniej jakoś tym orientować.

Natomiast samo stwierdzenie 58 priorytetów niesie w sobie znamiona pewnego oksymoronu.

Przede wszystkim niesie ze sobą rację umiejętności posługiwania się poprawną polszczyzną, bo priorytetów

Więc widać po prostu, że Platforma nadgania i próbuje doprowadzić do sytuacji, w której obie te imprezy po prostu się zniosą, jak to się mówiło w kampanii często.

Druga strona medalu jest taka, to PiS straci w sondaże, a koalicja obywatelskiej rośnie.

PiS musi, koalicja może.

Zróbmy pauzę na chwilę, bo chciałabym, żebyśmy posłuchali właśnie wypowiedzi premiera Donalda Tuska w kontekście kolejnych wyborów, wyborów w roku 2027 i tych, trzeba przyznać, naprawdę niezłych ostatnich notowań Koalicji Obywatelskiej.

Ja nigdy nie przyjmowałem tych proroctw.

Też parę lat temu, pamiętacie?

Tusk ma sufit, po co Tusk wraca?

On tylko zaszkodzi.

Dla mnie to było bardzo motywacyjne, jak się domyślacie.

I cieszę się, że wtedy, dwa lata temu, udowodniłem, że to nieprawda.

A ten sondaż, moim zdaniem, jest sygnałem czy znakiem, że...

że dajemy radę i że tak naprawdę to nie jest tylko kwestia sympatii czy antypatii partyjnych, ale wszystkie bez wyjątku dane pokazują, że dzisiaj Polakom żyje się wyraźnie lepiej.

I to jest skok nieporównywalny z jakimkolwiek okresem w naszej historii.

Oczywiście my jesteśmy bardzo spolaryzowani.

Jak ktoś kocha Kaczyńskiego, to na Tuska nie może patrzeć i nawet nieważne jest, ile mu wzrosło wynagrodzenie.

Wiecie, że tak jest.

Ale uczciwa ocena tych dwóch lat to jest ocena właśnie tych ludzi, którzy mając różne emocje dzisiaj mówią lepiej, żeby rządziła koalicja obywatelska czy szerzej koalicja 15 października.

Ja jestem, jeśli pytacie mnie o zdanie, ja nie lubię

takich rzeczy robić i rzadko to robię, ale mogę przejmować zakłady, jeśli chcecie.

Nie na duże kwoty, ale my wygramy wybor w 2027 roku i nie oddamy władzy Kaczyńskiemu, czy Świętkowskiemu, czy Ziobrze, czy tak tym przemiłym, sympatycznym Pawełom.

No optymizmem powiało od premiera.

Pytanie, czy to jest polityczna gra, czy rzeczywiście on ma plan na te dwa lata?

Ja nie wiem, czy ma plan, ale na pewno jest zdeterminowany.

Natomiast to, że wygrają wybory, wcale nie oznacza, że będą rządzić.

To podobnie jak z PiS-em w 2023.

PiS dwa lata temu wygrało wybory, a w tej chwili sytuacja zaczyna wyglądać na sytuację identyczną, a rebur trochę z innych powodów, bo PiS po prostu nie miało możliwości koalicyjnych, bo tak obraziło wszystkich po drodze, że nie miało.

A tutaj koalicyjni, ewentualnie partnerzy nie przekraczają progów wyborczych.

I za chwilę to oni zaczną krzyczeć jedna lista i zaczną mówić do Donalda Tuska, weź nas ze sobą, bo właściwie troszeczkę nie mamy gdzie pójść.

I to oni się będą prosić o jedną listę, którą Tusk apelował przed poprzednimi wyborami.

Ale ja słyszę z otoczenia Donalda Tuska, że on przez te dwa lata...

Był w jakoś takim nastroju chyba refleksyjno-nostalgicznym i że nie do końca wiedział, co chce zrobić jako premier.

Im bliżej wyborów, tym bardziej jest, jak mówię, zdeterminowany i gotowy do walki z prawem i sprawiedliwością.

To jest polityk akcyjny po prostu w dużej części.

Tylko ja mam wrażenie, że on toczy tę samą bitwę.

Cały czas, że to jest ta sama bitwa.

No bo on tej bitwy do końca jeszcze nie wygrał.

Że na razie nie ma propozycji, która by otwierała zupełnie nowe pole narracyjne dla koalicji 15 października.

Tylko z drugiej strony, czy da się, Tomek, otworzyć nowe pole narracyjne w sytuacji, w której się jeszcze nie dało rady posprzątać wszystkiego, co się odziedziczyło po poprzednikach?

Trudna sprawa.

No trudna sprawa, bo przecież to nikt inny jak Donald Tusk ostatnio zaczął serwować taką narrację.

Co więcej, podchwycano przez pozostałych koalicjantów, na przykład z PSL, że on ma tyle władzy, która pozwala mu realizować taki odsetek propozycji, które składał w kampanii.

Dostałem 30%, robię 1 trzecią.

Więc to jest bardzo taka wygodna narracja, trochę zdejmująca z niego samego odpowiedzialność za pewne rzeczy lub ich brak.

Więc trudno tutaj.

Koalicja na pewno musi najpierw odzyskać jakąś sterowność, musi się poukładać.

My czasami zapominamy o jednej dość oczywistej rzeczy.

Mamy iluś tam, mamy czterech koalicjantów i w każdym trwają wybory wewnętrzne, w każdym trwa wewnętrzna kampania.

Jeżeli te napięcia wewnętrzne są w każdej z partii, no nie ma opcji, żeby nie odczuła tego cała koalicja.

PSL i Lewica w grudniu, Polska 2050 w styczniu.

I Platforma Grudzień-Styczeń.

To wszystko tam się kotłuje.

Przecież nawet w Platformie sytuacja nie jest do końca spokojna, bym tak to określił.

Bo ostatnio Grzegorz Schytyna widziałem w jednym z wywiadów, raczyłby zauważyć, że trochę jakby zapomniano o strukturach partyjnych, o takim działaniu podstaw, że mamy szefa partii, który jest premierem, no jest zajęty byciem premierem.

Mamy sekretarza generalnego, który jest zajęty byciem

szefem MSW-a i trochę jego zdaniem zaniedbano te sprawy stricte partyjne.

Więc to, co będziemy obserwować teraz, ten kongres zjednoczeniowy, no ja rozumiem, że to ma stalić, tylko ja zawsze też w takich sytuacjach przypominam sobie słowa Jarosława Flisa, który mówi, że kto dużo obejmuje, gorzej ściska.

No i pytanie, czy wszyscy będą zadowoleni z tego nowego układu?

No owszem, w kampanii była mowa o tym, że ci mniejsi koalicjanci Platformy mieli mniej do powiedzenia, jeżeli w ogóle cokolwiek mieli do powiedzenia, jeżeli chodzi o wybór kandydata na prezydenta, więc teraz mogą chcieć czegoś więcej w zamian za to zjednoczenie.

Więc tutaj sytuacja jest bardzo dynamiczna.

Chyba najbardziej dynamiczna oczywiście będzie w Polsce 2050, w tym całym procesie, bo tam najbardziej to trzęsienie ziemi jest odczuwalne w całej koalicji zresztą.

No to trochę o koalicjantach w tej chwili.

Skoro już wywołałeś temat Polski 2050, to najpierw weźmy na tapet pana marszałka Szymona Hałowni, któremu ktoś chyba zrobił nieprzyjemny psiku, spuszczając w obieg informacyjny kwestie dotyczącą ewentualnych starań o stanowisko ambasadora Polski w Stanach Zjednoczonych.

Kto tak bardzo nie lubi pana marszałka Szymona Hołowni, Dominika?

Nie mam pojęcia, ale mam wrażenie, że to jego koledzy z jego własnego klubu, partii.

Czyli oni sami wzajemnie się przegryzają sobie tętnice.

Tam już ostatnio jest taki, naprawdę to jest dość szokujące, znaczy szokujące, nie tak, żeby mnie coś szokowało w polityce, ale jest to...

Takie refleksyjne dość, jak się rozmawia z ludźmi, którzy jeszcze kilka tygodni temu byli absolutnymi sojusznikami Szymona Hołowni, absolutnie frakcyjnie przy Szymonie Hołowni.

Przekonywali, że Szymon Hołownia jest liderem, który potrafi, umie, zrobi.

Po czym dzisiaj, jak się z nimi rozmawia, to oni mówią, nie, Szymon to się na lidera w ogóle nie nadaje.

Kompletnie, nie, nie, nie, nie, nie, nie.

I to takie jest przekręcenie.

Ale też nie mamy zbyt wielu przyjaciół, pani Katarzyna Pełczyńska.

Ale ja nie wiem, czy ja mogę mówić na temat pani.

A, tak, bo mieliśmy wielką awanturę w tym tygodniu.

Obrażona jest na ciebie pani ministra Pełczyńska-Nałęcz, jak sądzę.

Dla mnie to tam połowa jest obrażona, więc jakoś z tym radzę.

Ale pani Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz też ma bardzo wielu przeciwników w partii.

Te głosy na nią się dzielą i w Naradzie Krajowej, i w klubie.

tak pół na pół mniej więcej, więc to jest wygrana jednym, dwoma głosami.

To też nie będzie spacerek, więc tam naprawdę, naprawdę dużo się dzieje i wiele osób, bo Ryszard Petru już się zgłosił, prawda?

Ale on nie chce chyba być szefem partii, on raczej chce...

On chce wrzucić trochę rzeczy do debaty.

Joanna Mucha chyba ma w planie zgłoszenie się.

Paulina Henik-Kloska, Paweł Ślis, Michał Kobosko.

Kobosko będzie startował?

Podobno myśli.

Myśli.

Ale chyba dojdzie do wniosku, że... W tym parlamencie europejskim mówię, że dobrze cię... Słuchajcie, partia liczy 840 osób, z czego w całej Polsce jest 600.

I ma przynajmniej pięciu kandydatów na szefa.

Ale nie jest to, ja się nie zgadzam z tymi, którzy twierdzą, że osoba, która się stara o stanowisko lidera Polski 2050 jest syndykiem masy upadłościowej.

Bo to jest 30 szabel jeszcze przez dwa lata tej kadencji Sejmu.

To jest bardzo duży argument w rozmaitych negocjacjach.

No to jest przede wszystkim, jak to Szymon Hołownia określa, pakiet kontrolny.

Dzisiaj koalicja ma 241 szabel.

No właśnie.

Więc odejście... Dziesięciu.

Choćby części z tej grupki powoduje już kolejną komplikację.

Czasami mówi się o tym, że to może się skończyć...

Nawet jeżeli Polska 250 przetrwa, te 31 szabel po dojściu Gomoły, to może się na przykład pojawić taki rozłam 2 trzecie do 1 trzecie, że ta 1 trzecia gdzieś tam ucieknie sobie na bok.

Może stworzy coś nowego, może to będzie tymczasowo jakieś koło.

To będzie bardzo zresztą ryzykowny ruch, no bo na dwa lata przed wyborami robić coś takiego i skazywać się na jakiś taki być może polityczny niebyt, no to jest... Wymaga dużo odwagi, a być może trochę...

Braku pomyślunku, bo zawsze na jakąś łajbę trzeba się załapać, kiedy statki odpływają.

Co też pozwala jednak, jak sądzę, premierowi Tuskowi czekać na to, czy to stanowisko Katarzyny Pełczyńskiej na łącz wicepremiera da, czy nie da.

On po prostu policzy szable, ile osób w razie czego zostaje z Pełczyńską, ile przechodzi do Koalicji Obywatelskiej.

I tak to się zapewne skończy.

Ale wiesz co, poza wszystkim to też jest dość ryzykowne, dlatego że póki się Polska w 2050 nie poukłada wewnętrznie, no co, on da wicepremiera, pani Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz, która nie zostanie szefową Polski 2050, przyjdzie Joanna Mucha na przykład.

I powie, że chce stanowisko w rządzie.

I powie, że ona chce stanowisko wicepremiera, bo jest szefową tej partii.

No to co, to kolejna rekonstrukcja, kolejna podmianka, znowu gadamy tylko o sobie.

A cały czas słuchajcie, mówimy o partii, która szła do polityki mówiąc, że nie idzie po stołki.

To jest w ogóle najzabawniejsze, bo właściwie opinia publiczna jest zajmowana przez Polskę 2050 właśnie głównie rozmowami na temat tego, kto i jakie stanowisko obejmie.

Politycy Polski 2050 ci powiedzą, że to nie przez nich jest zajmowane.

Nie, to przez nas zapewne.

To jest efekt tego, że przy negocjowaniu umowy koalicyjnej przyjęto perspektywę dwuletnią.

Tam się tak zafiksowano na punkcie tego, że Hołownia będzie marszałkiem.

Nie, Hołownia wierzył, że wygra wybory prezydenckie.

Zgoda, ale jakby został prezydentem, coś trzeba byłoby zrobić z marszałkiem i poukładać się w politykę.

Jeszcze jeden ciekawy wątek jest w całej tej historii.

Zaczęłam od tego stanowiska ambasadora, dopytując kto i co tutaj panu Hołowni chce niedobrego zrobić, bo to chyba tylko szkodzi mu ta dyskusja.

Ale zwróćcie uwagę, jaka była reakcja Polacu prezydenckiego, jaka była reakcja Karola Nawrockiego, który w obecności prezydenta Litwy

na konferencji prasowej na Litwie mówił o tym, że marszałek Hołownia byłby na pewno lepszym kandydatem niż Bogdan Klich.

Wsparł Hołownię.

I zastanawiam się, czy ta plota nie wyszła właśnie z poładzu prezydenckiego.

Nie, ja nie mam tej wiedzy, więc... Mi się wydaje, że ta plotka wyszła... Chyba wspomniałaś o tym.

I mam podobny przysług, że to wyszło z reguł partii.

A czemu Rolna Brodki tak ochoczo się w to zaangażowała?

Bo to jest taka konfiturka.

To jest super, jak można wbić klin.

poróżnić koalicjantów.

Między Tuska a Hołownię i powiedzieć, że się będzie tego Hołownię wspierać.

To, co robią politycy Prawa i Sprawiedliwości bardzo szeroko rozumienie, jakie obóz prawicy politykom Polski 2050 jest takie psychologicznie urocze.

Oni ich tak trochę potrzymają za rękę, trochę pomiziają, tak powiedzą smuteczek, jak ten Tusk was nieładnie traktuje.

Albo na kolacyjki do pana europosła Bielana.

Wyżalisz się, wypłaczesz.

No i stwarza się wrażenie, że tylko oni rozumieją Polskę 2050.

To teraz Polskie Stronnictwo Ludowe, które też niespecjalnie chyba ma powody do radości.

Tam też wybory przecież, lada chwila, ale tutaj raczej pozycja Władysława Kośnieka-Kamysza niespecjalnie jest zagrożona.

Natomiast mamy kolejne badanie i to już jest trend.

To już nie są pojedyncze sondaże, tylko to już jest trend, który pokazuje, że PSL naprawdę będzie miało kłopot z przekroczeniem progu wyborczego, jeżeli nic się nie zmieni.

Czy to jest waszym zdaniem w ogóle możliwe, że ludowcy pierwszy raz od nie wiadomo jakiego czasu nie znaleźliby się w parlamencie?

Eee... Niemożliwe.

Nie, nie wierzę w takie scenariusze.

Nie wierzysz?

No znacie ten słynny żart, kto wygra wybory, nie?

Nasz przyszły Alicjant PSL-u.

Alicjant PSL-u.

Nie, to partia ze sto dwudziestoparoletnią historią.

Odbiją się od tego dna sondażowego?

50 tysięcy członków, no pewnie mniej lub bardziej aktywnych.

Oni wiedzą, jak się odnaleźć.

Myślę, że sobie to poukładają.

Zawsze oni, znaczy do pewnego momentu pewnie będzie twierdzenie, że jesteśmy niedoszacowani i tak dalej, i tak dalej.

Natomiast gdzieś niektórzy przybąkują już w jakichś scenariuszach.

Na razie to bym traktował w kategorii trochę takiej radosnej twórczości niektórych, że może jakąś wspólną listę po prostu trzeba będzie stworzyć.

A, nie, nie.

Władysław Kośniak-Kamysz mówi nie.

To jest wspaniała sprawa.

PSL będzie startowało w wyborach samodzielnie, bo jest samodzielną partią polityczną.

To wszystkie wrzucanie wszystkich do jednego worka w sondażach jest bardzo fajne i daje pozytywny efekt.

Tak jak Rafał Trzaskowski 60% do tej pory w ubiegłym roku nie został prezydentem, pomimo zwycięstw we wszystkich możliwych sondażach.

8 na 10 sondaży dzień przed wyborami dawało zwycięstwo Rafałowi Trzaskowskiemu.

Czy ja zauważyłam daleko idącą satysfakcję u pana Władysława Kośnia-Kamysza, kiedy mówił o porażce Rafała Trzaskowskiego, czy się je czepią?

Zupełnie niepotrzebnie.

Minimalnie.

Ale Polskie Stronnictwo Ludowe, ja nie wiem, wiesz co, bo ja tak sobie myślę, w 2015 byśmy nie powiedzieli, że może być Sejm bez Lewicy.

I Polskie Stronnictwo Ludowe też może być w tej sytuacji.

Ja wierzę, że oni się będą próbowali odbudować, tylko to nie będzie gigantyczne odbudowywanie się.

Jeśli przekroczą 5%, to powinni odetchnąć z ulgą.

bo więcej w elektoracie nie ma.

Ja rozumiem strategię Władysława Gośniaka-Kamysza.

Oni wierzą w PSL-u głęboko, w ten konserwatywno-prawicowy, w odbicie wahadła, które w tej chwili jest wszędzie na świecie i rozumiem, że on chce iść jako partia konserwatywna, która jest w opozycji do Prawa i Sprawiedliwości, tylko że dużą część jego elektoratu w tej chwili zasysa nie PiS-a, a Konfederacja.

Nie mam przekonania, że oni mają propozycje dla tych wyborców.

Ich takim strukturalnym, fundamentalnym problemem jest to, że PSL stał się z biegiem czasu partią taką trochę dla nikogo.

W sensie ja nie wiem, o jakiego oni wyborcy zabiegają.

Rolników przejęło Prawo i Sprawiedliwość.

O przedsiębiorców walczy, w zależności kto jaką nogą wstanie, Konfederacja, raz Platforma, innym razem PiS coś oferuje.

Polska 2050 przecież też taka przedsiębiorcza była, ta twarz, kiedy np.

była walka o to, jakie zmiany przeprowadzić w składce zdrowotnej itd.

Więc tutaj nie ma za bardzo gdzie się wcisnąć.

Wartości konserwatywne to też przejdzie już ktoś inny,

PSL chce być z jednej strony nowoczesny, z drugiej strony konserwatywny.

Z jednej strony dla rolników, z drugiej strony atrakcyjny dla wyborców wielkomiejskiego.

Ja nie wiem, na kogo oni chcą być.

Bardzo często to też pokazała kwestia m.in.

składki.

Było tak, że koalicjanci wrzucali jakieś swoje propozycje, były jakieś utarczki, ścierały się te poglądy.

PSL stał sobie z boku i zawsze deklarował, że ma swoje propozycje, tylko jakoś nigdy z nimi nie wychodził jakoś wszem wobec.

Więc pytanie, jak ta partia się dookreśli?

Kosiniak-Kamysz mówił tutaj, jak rozumiem, o idei jednej wspólnej listy wszystkich po tej stronie sceny.

Ja bardziej miałem na myśli na przykład to, że oni się przytulą na przykład do Platformy.

Bo jeżeli Kosiniak może dzisiaj tak sobie mówić, że atakujemy 10%, bo jest dwa lata do wyborów i jeszcze 150 rzeczy może się zdarzyć do tej pory.

Natomiast idea jednej listy moim zdaniem nie wyjdzie z bardzo prostego powodu, nawet jeżeli wszyscy się dogadają.

to głównie zyskiwacz oczywiście będzie na tym Platforma, jako ten dominujący gracz, ale wystarczy jeden odłam i to wszystko straci sens.

A tym jednym odłamem może być Razem, które w życiu nigdy, przenigdy nie przystąpi do czegoś takiego, jeżeli chce zachować tą swoją taką tożsamość nieprzejednanych... Oni mogą rozważyć płycie z powrotem z Lewitą, ale nie z Tuskiem.

Wystarczy taki rozłamowiec, że tam szpil ferderber i po prostu ta idea jednej listy właściwie traci sens.

Dobrze, to teraz już kończąc te wątki przedwyborcze i rozmaitych pomysłów programowych, to jeszcze Tomek, bo ja zupełnie zapomniałam o tym, o czym napisaliście z Grzegorzem Osieckim.

Ale już sobie przypomniałam, dzięki Marcinowi Pszczółkowskiemu, który jak zwykle trzyma rękę na pulsie, bo on na 100 tysięcy na trzecie dziecko.

O co tutaj chodzi w ogóle?

No to jest jedna z tych bardzo przypasnych, spektakularnych propozycji.

100 tysięcy na trzecie dziecko dla każdego?

No to ja wrócę do tej propozycji, o której mówiłem na początku naszej rozmowy.

Jeżeli Marek Dietl proponuje dochód podstawowy 500 złotych,

Dla każdego dorosłego Polaka z jednoczesnym zlikwidowaniem kwoty wolnej, no to mamy koszt 160 miliardów minus powiedzmy jakieś 50-60 miliardów, to lądujemy gdzieś, to się bilansuje na jakichś 90 miliardach kosztu takiego netto.

Dzisiaj Andrzej Domański jak słyszy kwota wolna, która miałaby kosztować...

50-60 miliardów, to tak, myślę, że on już sobie mierzy po prostu puls.

Więc to są takie propozycje, które okej, ja traktuję póki co z przymrużeniem oka, one mogą się podobać, tylko nawet w PiS-ie już... To jest tak śmieszne, bo teraz będzie kto da więcej.

Nawet w PiS-ie, jak się rozmawia z takimi bardziej, nazwijmy to, światłymi ludźmi w PiS-ie, którzy zdają sobie sprawę np.

czym jest deficyt, czym jest dług, ile wynoszą te parametry itd.

Pieniądze się drukuje w Narodowym Banku Polskim, tak?

Tam też nastąpiła zmiana tego paradygmatu, który mamy w polskiej polityce od 2015 roku.

Czyli, że pieniądze zawsze są, zawsze się znajdą i na wszystko wystarczy.

Poczekaj, bo tam 100 tysięcy na trzecie dziecko, jeszcze plus 200 tysięcy na mieszkanie.

Kto da więcej?

To są propozycje, chociażby ten bon, to jest propozycja Bartosza Marczuka, z tego co pamiętam.

To jest tak nieodpowiedzialna polityka, że to się naprawdę nóż w kieszeni otwiera.

Ja bym to cały czas traktował w kategoriach, wrzucamy pomysły, zasypujemy pomysłami, patrzymy co się podoba.

Zobaczymy, czy to się nas robi.

Ale jak się rozmawia tak serio już poza kamerami z politykami PiSu, nie ma tam jakiegoś spodziewania, że ta impreza weekendowa to będzie jakiś game changer i że ktoś zrzuci jakąś bombę polityczną, typu jakieś nowe 500+, coś na miarę nowego 500+.

Nie, ale jest to wyłącznie pokazanie, zaczynamy kampanię wyborczą, jesteśmy gotowi do przejęcia władzy, będziemy robić wszystko, żeby tę władzę przejąć.

Koniec, kropka.

Pamiętajcie też, ja tylko dorzucę, że nie kto inny jak Donald Tusk pokazał w ostatniej kampanii, że bardziej chodzi o to, żeby przelicytować, a nie zawsze, żeby dowieźć.

Znaczy, jak PiS coś proponował w kampanii, Tusk mówił, ja to zrobię bardziej, więcej.

Strach się bać, gdzie my się znajdziemy za dwa lata, natomiast powiedziałam, że...

co oczywiście z przymrużeniem okaże pieniądze, drukuje się w Narodowym Banku Polskim, choć za czasów Prawa i Sprawiedliwości.

W tej książce PiSu na ten kongres tam jest powiedziane, że ten, kto przejmie władzę po 27 roku, będzie w bardzo trudnej sytuacji, bo jeżeli chodzi o możliwości fiskalne państwa, no nie będzie tej przestrzeni, żeby realizować jakieś spektakularne obietnice.

Oni sami to przyznają.

Więc skoro NBP nam przyszło do głowy, to dwa słowa od Was na temat tego całego zamieszania z nową pracą dla byłej pierwszej damy Agaty Kornhauser-Dudy.

Oczywiście jak zwykle wina dziennikarzy, złe języki, to nieprawda, nic się takiego nie wydarzyło, a nazwisko to tak w ogóle przechodziło stragarzami obok całej listy mailowej pracowników Narodowego Banku Polskiego.

Zupełnie Was serio pytam, było coś na rzeczy czy nie?

Oczywiście, że było.

Ja nie mam żadnych wątpliwości.

Widzieliśmy to przez 8 lat wielokrotnie.

Ale to oni liczyli na to, że to nie wyjdzie?

Nie tak szybko.

Że wyjdzie później?

Nie tak szybko po prostu.

Jak już będzie można jakąś odprawę dać na przykład.

W moim przekonaniu było to po prostu tak, że pani, była pierwsza dama, była w pewnym procesie rekrutacyjnym.

To znaczy w momencie...

kiedy zakłada się maila, zleca się badania medycyny pracy, robi się szkolenie BHP i tak dalej.

I to wyszło w tym momencie, dlatego można było to jeszcze cofnąć i udawać, że tego nigdy nie było, bo ta umowa nie została podpisana.

Gdyby wyszło dwa dni później, to prawdopodobnie ta umowa już byłaby podpisana.

Ja widziałam to wielokrotnie przez osiem lat, ukrywanie doradców, ukrywanie ludzi, którzy brali pieniądze.

To było na porządku dziennym, więc nie widzę powodu, żeby nie wierzyć dziennikarzom.

Jako jeden ze współautorów tego zamieszania, bo to pisaliśmy o tym i my i TVN24, to ja mam wrażenie, że tu było coś na rzeczy i być może to jest klasyczna historia, w której

Były podjęte jakieś przygotowania.

Nie wiem, na jakim etapie one były, bo może to było tak, że kiedy media się o tym dowiedziały, ten scenariusz już był na etapie wycofywania.

I stąd taka nerwowa reakcja w MBP, że przecież miało nie wyjść, a nie dość, że nic z tego nie miało być sfinalizowane, a i tak wyszło.

Nad zarządzaniem kryzysem ktoś tam powinien ewidencję popracować w Narodowym Banku Polskim.

Ja bym chciał zwrócić uwagę właśnie na tą komunikację MBP.

Właśnie brak komunikacji.

Nawet osoby, które nie darzą NBP jakimś szczególnym szacunkiem, widziałem, że często brały stronę NBP, że wzięły za dobrą monetę to, co NBP komunikował w tej sprawie, że no przecież jednoznacznie żeśmy zaprzeczyli, a media cały czas powielają te fejki.

No przepraszam bardzo, jeżeli my przez ileś godzin uprawiamy ping-pong z NBP-em, pytając w bardzo prosty sposób, czy pani była prezydentowa, była, jest lub będzie zatrudniona w NBP na jakiejkolwiek funkcji lub podejmie się jakiejkolwiek współpracy, na jakichkolwiek warunkach i ciągle słyszymy jak mantrę, że nie jest zatrudniona.

Przez ileś godzin.

I tutaj zwracam uwagę na czas teraźniejszy.

I nie można było przez pół dnia wydobyć prostej informacji, czy były w ogóle jakiekolwiek ruchy.

Więc ja mam wrażenie, że komunikacja NBP bardzo sprytnie wybierała sobie elementy tej całej historii.

się ustosunkowywała, kreując pewien obraz i szkalując dziennikarzy.

Naprawdę, informacje pochodziły z bardzo wiarygodnych źródeł, źródeł, nie jednego źródła.

Nie bez przyczyny i my widzieliśmy screeny z wewnętrznych systemów NBP i tutaj bym akurat na miejscu pana Glapińskiego się trochę przejął tą historią, że takie rzeczy potrafią wyciec.

I jednak ta komunikacja, która była wówczas uprawiana, nie przekonuje mnie, że tam nie było nic na rzeczy.

A co więcej, mam nieśmiałe wrażenie, że historia może mieć dalszy ciąg.

Nie chcesz, a rozumiem.

Przeczytamy niedługo w Madi.pl.

Natomiast zupełnie serio pytam teraz o jeszcze jedną rzecz, która wyszła przy okazji znów tego tematu.

Wywołana poniekąd trochę przez samego Radosława Sikorskiego, który napisał, tylko to nie było w sprawie pani Agaty Dudy, tylko byłego prezydenta Andrzeja Dudy, że nie rozumie o burzingu, bo prezydent Duda też tam jakieś nowe prace podjął w rozmaitych spółkach, które okazało się też chyba promował już jako prezydent, więc tam myślę, że też dużo rzeczy może jeszcze się po drodze pojawić.

Natomiast chodzi o pewien sposób wynagradzania i pierwszych dam, i byłych prezydentów, które powinny być, jak rozumiem, według sugestii pana ministra Sikorskiego, godne.

W momencie, kiedy oni są młodymi ludźmi jeszcze, chcą pozostać na rynku pracy, chcą coś robić, prawda?

Agata Duda była wyłączona z możliwości zarobkowania przez 10 lat.

I teraz też wraca pytanie dotyczące tego, czy ktoś kiedyś odważy ustalić pensję dla pierwszych dam.

I czy waszym zdaniem coś takiego powinno mieć miejsce?

Dominika jako pierwsza, proszę.

O tej trudnej sytuacji to ja książkę napisałam, więc mam to przemyślane bardzo dokładnie.

Tak, pierwsza dama powinna dostawać pensję.

Nie mam przekonania, czy prezydent powinien dostawać większą emeryturę niż dostaje, bo on ma możliwości pracy.

Tylko może niekoniecznie w firmach, z którymi wcześniej miał związek, jest prawnikiem.

Nie widzę kogo, dla którego miałby nie pracować.

Jego opinia jako prawnika troszkę się mogła podupać przez te 10 lat.

Ale sam sobie na to pracował, więc to nie jest niczyja wina specjalnie.

Pierwsza dama powinna dostawać pensję, bo i tak cud,

że za czasów Agaty Kornhauser-Dudy zaczęliśmy z budżetu państwa płacić ZUS pierwszej damie, bo jeszcze poprzedni prezydenci płacili go z własnej kieszeni swoim żonom, bo ona naprawdę nie może pracować przez te 10 lat.

Możemy sobie coś tam poudawać, możemy się pooburzać, że przecież ma dwie ręce, jest młodą kobietą, może pracować.

Nie, nie może.

Bo wiecznie przy niej jest sob, bo jeśli jest nauczycielką, a w ogóle jeśli jest urzędniczką, tak jak pani Marta Nawrocka, no to w ogóle nie może pracować.

Bo ma zapisane w ustawie, że nie może mieć konotacji politycznych.

Pomijam to, co się działo w kampanii wyborczej.

Tak na ostatnią chwilę parę decyzji zostało podjętych.

Wybieramy polityków coraz młodszych na prezydenta.

Oni naprawdę mają potem jeszcze dużo życia do emerytury przed sobą.

I ja też nie widzę powodu, dla którego się oburzać, że prezydent sobie szuka pracy, chociaż podobno robi to bardzo ostentacyjnie i bardzo w wielu miejscach dopytuje o te pieniądze, które mógłby zarobić.

To takie jest trochę... Mógłby odczekać.

Pół roku chociaż.

Ja powiem jeszcze zasadnie.

Uważam, że to jest wręcz skandal, że przez tyle lat ta sprawa nie została uregulowana.

Mam na myśli wynagrodzenie dla pierwszej damy.

Prezydent jest w zupełnie innej sytuacji, bo to przede wszystkim jest jego ścieżka kariery, jego droga życiowa.

I jego wybory po prostu, w konsekwencji jego wyborów odczuwa ta jego osoba, jego partnerka.

I prezydent, przecież 5 czy 10 lat prezydentury to jest czas, który można wykorzystać dobrze lub nie.

Niedobrze.

Jeżeli wykorzysta się dobrze, to się buduje swój kapitał i potem taki prezydent jest rozchwytywany.

Aleksander Kwaśniewski do dziś się nie może... Jakie pieniądze zarabia dzisiaj Barack Obama i jego małżonka?

Przyjeżdża na impakt i wystawia taki rachunek, że głowa boli.

Więc jak widać, da się.

Tylko to trzeba zbudować odpowiedni kapitał.

Więc ja nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy tutaj prezydenta tego czy innego traktować jakoś inaczej.

Jako takiego misia pluszowego, który... Biedaczek ma 50 lat.

Biedaczek, tak?

To jest kwestia jak posterował swoją prezydenturą.

Natomiast pierwsza dama, to że łaskawie zaczęliśmy z budżetu płacić składki, no to naprawdę to jest dopływ zboży.

To jest śmieszne.

A mówimy o osobie, która zawiesza swoją karierę zawodową, nie wiadomo czy będzie miała powrót do tej kariery.

Pozostaje często w cieniu, nawet jeżeli przyjmuje inny model bycia pierwszą damą niż poprzednia pierwsza dama.

Zresztą, no kurczę, jeżeli widzimy ustępującego prezydenta i prezydentową, która wychodzi do ludzi z kancelarii, którzy po tych 10 latach chcą usłyszeć coś miłego, a słyszą, to już jest koniec, możemy iść.

I była najszczęśliwsza na świecie.

Najszczęśliwsze 5 minut Agaty Kornhauser-Dudy w ciągu tych ostatnich 10 lat, mam wrażenie.

Ja myślę, że wielu pracowników Pałacu Brazylskiego też odetchnęło z ulgą.

Ale to pokazało, w czym, jak rozumiem, tkwiła, czy jak się czuła Agata Kornhauser-Duda.

A potem, jeżeli mamy takie sytuacje, jak ta z NBP, że gdzieś są jakieś przesłuchy, że się szuka jakiejś ciepłej posadki,

to budzi po prostu niesmak.

Andrzej Duda jeszcze, przepraszam, jedno pół zdania.

Mógł też pokierować inaczej swoją karierą polityczną.

A teraz nawet jego partia nie chce mieć z nim nic wspólnego.

Można było to załatwić po prostu inaczej.

Dobrze, to teraz dwa słowa na temat, a nawet pewnie więcej niż dwa, rozliczeń rozmaitego rodzaju.

Zacznijmy od Pegasusa, bo wiemy, że jest akt oskarżenia wobec pana byłego ministra Wosia.

Wiemy też, że prokuratura postanowiła zabezpieczyć jego majątek.

Postanowienie jest o tak zwanym zastosowaniu środków zapobiegawczych oraz zabezpieczeniu majątkowym wobec Michała Wosia.

Decyzja została podjęta w toku śledztwa w sprawie nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości, czyli wydania 25 milionów na zakup Pegasusa właśnie z tegoż funduszu.

I sam Woś stwierdził, że, cytuję, nie jest milionerem, więc tego majątku za dużo nie zajmą.

Na kontach bankowych zostawiłem całe 12 groszy, niech sobie to Żurek z Tuskiem wezmą.

No ale po pierwsze te przepisy to są autostrwa, ziobry i wosia.

Na co zwróciła uwagę prokurator Wrzosek mówiąc o kwestiach dotyczących konfiskaty rozszerzonej.

12 groszy uważam za akurat całkiem błyskotliwy dowcip.

Bo Kazik Staszewski, 12 groszy.

Ale poza wszystkim, pan Michał, bo ja bym chciała jeszcze wrócić do książeczki.

500 stron książeczki.

Pan Michał Woś napisał tam cały fragment dotyczący sądów i w tym fragmencie dotyczącym sądów, to nie jest długie, bo pan Michał jakoś tam napisał to w punktach, przynajmniej w tej wersji książeczki, która do mnie dotarła, napisał to w punktach i on tam był łaskaw napisać, że po prostu, nie chcemy się szukać, proszę państwa,

że po prostu wszyscy sędziowie, którzy brali udział w reżimie Tuska, powinny zostać wyrzuceni z pracy i nie będą mieli prawa do stanu spoczynku.

Koniec kropka.

Przy czym pierwszy punkt tego całego opracowania pana Michała Wosia brzmi, musimy skończyć z kastowością i podziałem w środowisku sędziów.

A potem będzie ich wszystkich wyrzucał z pracy.

Więc to też jest dobra droga, którą pokazuje Michał Woś.

Wiesz co, tylko ja dzisiaj przeczytałam rano, bo ja nie miałam czasu, by przeanalizować tego aktu oskarżenia, przeczytałam to, co napisała Bianka Mikołajewska.

Wierzę, że zrobiła to bardzo dokładnie i ona mówi, no trochę ten akt oskarżenia jest tak napisany, żeby się nie utrzymał, że tam są argumenty.

które sąd bardzo łatwo obali, a ta konfiskata rozszerzona jest jednym z nich, dlatego że jest to zdecydowanie za daleko idący środek z powodów, które został nałożony na WOS-a.

Dodam jeszcze, że tam jest poręczenie majątkowe w kwocie 200 tysięcy złotych i dozór policyjny, stawiennictwo w odpowiedniej komendzie w odstępach 14-dniowych.

Więc mam wrażenie, że też może być trudny akt oskarżenia jest, no ale jak wiemy jeszcze droga sądowa cała.

Tam przede wszystkim chyba jest taka konstrukcja, że przywłaszczył sobie te 25 milionów.

Dla mnie to jest dziwna konstrukcja, ale może... No nie jestem prawnikiem, więc może czegoś tutaj nie do końca...

Rozumiem, natomiast... To jest dość oczywiste, że sobie nie przywłaszczył, tylko kupił Pegasusa za to.

To nie jest kwestia, że sobie oczywiście przywłaszczył, to nie jest tak, że to wpłynęło na jego konto, no po prostu w ten sposób pokrętny, zgoda, pokrętny na tyle, że główny rzecznik dyscypliny finansów publicznych, wówczas wiceminister finansów, pan Patkowski z PiSu, stwierdził, że to było niezgodne z przepisami, że to zostało po prostu przelane na...

z jednego miejsca w drugie i w ten sposób zakupiono, CBA sobie zakupiła system.

Przy okazji dowiedzieliśmy się, gdzie pan Woś ma konto w banku, bo postanowił wrzucić.

Nieładnie, panie ministrze, nieładnie.

Postanowił wrzucić dowód tego, że 12 groszy.

Też mam wrażenie,

Też mam takie nieodparte wrażenie, że bardzo ostro zdokręcana mu śruba.

To znaczy, ja nie wiem, jak on się zachowywał w całym tym postępowaniu, bo przecież to porączenie 200 tysięcy wzięło się stąd, że podobno nie stawiał się w miejscu o czasie na te dozory policyjne.

I to była swoista kara za to, że on tego nie dopilnował.

No ale umówmy się, to jest osoba publiczna, to jest poseł, ma zdjęcie imunite.

Nie uciekł do góry.

Nie uciekł tak jak Romanowski do Budapesztu i nie robi z gęby cholewy.

Mniej więcej wiadomo, gdzie przebywa.

Jedyne, co mnie dziwi w tej całej historii, to jest to, że on przynajmniej publicznie, no ja rozumiem, że nie może mieć, ale ja bym chyba już przestał mieć jakąś sympatię do własnego szefa, który tak go koncertowo po prostu zdenuncjował.

No bo potem Zbigniew Ziobro ma takie naleciałości już od czasu studiów, żeby donosić na kole.

Świetnie po prostu to zorganizował Ziobro.

Ja tylko roztaczałem nad tym parasol, rozdysponowałem zadania, zadaniowałem tych młodych wilków.

Oj Dominika, miałeś rację.

Przepraszam Tomku, że ci wchodzę w słowo bez.

Zdążyłem Żurkowi zostawić 12 groszy.

Waldek, tylko nie płacz proszę.

Boże, co to w ogóle jest za poziom komunikacji?

No, to jest poziom komunikacji świadczący o tym, że już tylko takie argumenty zostały, bo jednak mówimy o człowieku, który w tym momencie, o ile nie pożyczy sobie, nie wiem, gotówki od znajomych czy od rodziny, on nie jest w stanie pójść do McDonalda i sobie cheeseburgera kupić.

Ma zajęty dom, samochód i konto.

Ale pensja z Sejmu wpływa na konto, nie?

Ale rozumiem, że ona będzie każdorazowo zajmowana na poczcie tych 25 milionów.

Ja rozumiem jego nerwowość, bo sam byłbym mocno zestresowany.

Chciałbym wiedzieć, co minister Woś myśli sobie o postępowaniu szefa, który wprost wchodzi i mówi, że on zlecał zadania, ale decyzje podejmowali inni.

Dominika Wielowiejska w tym tygodniu napisała coś, z czym...

To jest takie dość proste, natomiast bardzo do mnie przemówiło, dlaczego Michał Wojt do tej pory nie zapytał Ziobry Zbyszek, a właściwie dlaczego ty tego nie podpisałeś?

No o tym mówię, że to jest niesamowite.

No dobrze, ale a propos Pegasusa, jeszcze było głośno w kontekście inwigilacji pośredniej córki premiera.

I prawdopodobnie żony premiera.

Córka, czyli Katarzyna Tusk-Cudna ma już status pokrzywdzonej w całej tej sprawie.

No i oczywiście afera, że Donald Tusk chciał to wykorzystać, że skłamał, że nie była podsłuchiwana, a mówi, że była.

No ostatecznie była.

I nie udawajmy, że było inaczej.

Nie miała zainstalowanego Pegasusa w swoim telefonie.

Natomiast przez to, że jej adwokat miał, no to po drodze złamano tajemnicę adwokacką.

Nagrane materiały nie zostały skasowane, tylko zatrzymane przez służbę.

I jak wy to widzicie?

Moim zdaniem to jest klucz tej historii, że takie są przepisy.

Mój małżonek też w zeszłym tygodniu czy 10 dni temu był przesłuchiwany dokładnie jako świadek w sprawie Pegasusa, bo też się okazało, że jego rozmowy z jedną z osób robionych Pegasusem też gdzieś tam się plątały.

Ale to jest clue tego, co się wydarzyło w przypadku Katarzyny Tusk.

Jej rozmowy nie zostały skasowane.

Jej rozmowy z Romanem Giertychem trafiły na prywatne nośniki i zostały wyniesione z CBA.

To jest clue tej historii.

Przestańmy mówić, że się nic nie stało.

Oczywiście, że cel był jeden.

w tych rozmowach znaleźć cokolwiek, dwa słowa, którymi można uderzyć w starego.

No to jest bardzo, bardzo, bardzo proste, że a może się uda pokazać, nie wiem, że Katarzyna Tusk narzeka, że ojciec się nie chciał dziećmi zająć i będzie można zrobić belkę w telewizji Republika, że Tusk nie jest takim dobrym dziadkiem, jak się wydaje.

Wtedy to jeszcze w TVP Info.

Tak, Jacek Kurskiego.

To jest klucz tej historii i to samo dotyczy Romana Giertycha.

Jasne, użycie Pegasusa w ogóle generalnie rzecz biorąc w większości tych spraw nie powinno mieć miejsca, bo to jest narzędzie do walki z terrorystami, ale ja gdzieś tam głęboko rozumiem, że służby lubią mieć takie narzędzia, potrzebują takich narzędzi i chcą ich używać.

Ale to, że te rozmowy nie zostały skasowane, kiedy było już jasne, że nie ma związku z Polnordem, że nie ma związku z żadnymi sprawami, które prokuratura chce wytoczyć przeciwko Giertychowi, tylko są normalnymi rozmawiami klienta ze swoim adwokatem, to jest skandal.

To jest absolutnie... To nigdy się nie powinno wydarzyć, a jeżeli rzeczywiście udział w tym brał obecny prezes Trybunału Konstytucyjnego... Bogdan Święczkowski.

Jestem sobie w stanie to wyobrazić.

Nie wiem, jak się odmienia skandal.

Jeszcze większy skandal.

Tomkuś, śmiesznie starzeje się ten tekst polityków Prawa i Sprawiedliwości, że Pegasus taka konsola do gier.

Tak, jestem tak stary, że sam pamiętam, jak spędzałem godziny grając w Pegasusa.

Natomiast moje zdanie jest praktycznie identyczne.

Podpisuję się pod tym, co powiedziałaś, Dominiko.

Wydawało się na początku, jak ta historia się pokazała parę dni temu, tu chyba wpis premiera dał impuls do tej całej serii zdarzeń i komentarzy, no to, że tutaj jest właśnie taki problem, że jednak ten Pegasus był instalowany właściwie hurtem, może nawet trochę przypadkiem i to było bardzo niepokojące.

Jeżeli mam się czepiać, to czepnąłbym się tego wpisu premiera, że jednak od kogoś takiego w takiej sytuacji, w takiej historii oczekiwałbym trochę precyzyjniejszych komunikatów, bo czytając literalnie wpis premiera, ten pierwszy, można było odnieść wrażenie, że tak, Pegasus był zainstalowany na telefonach mojej córki i mojej żony.

Potem, więc ja w tym kontekście wolałem widzieć to, na przykład co komunikował Tomasz Siemoniak, który komunikował tę sprawę dużo bardziej precyzyjnie, w bardziej stonowany sposób, no tak jak państwowiec, no jest ministrem koordynatorem do spraw służb, więc no nie wypada mu iść w takich tematach za bardzo w przekaz polityczny.

Ale Donald Tusk pisał o tym, że była podsłuchiwana, nie myli się.

Problem jest rzeczywiście trochę...

W innym miejscu tej historii to, o którym powiedziałaś, że to, że Giertych był inwigilowany, to nie jest żadna tajemnica.

Czym był inwigilowany, to też nie jest tajemnica.

Za co był inwigilowany, to też jest chyba średnia tajemnica.

Pamiętamy, że on był wzywany do prokuratury chyba w Lublinie w charakterze podejrzanego, a nie w charakterze świadka.

Więc tam dużo było pretekstów do tego, żeby był inwigilowany.

Pytanie właśnie, co z osobami, które gdzieś tam wpadły w tę wirówkę czy w krąg ten giertychowy i trochę przypadkiem wpadły w tę sieć Pegasusową.

No to jest przypadek właśnie córki premiera.

Tylko właśnie tutaj mamy tajemnicę adwokacką i to jest normalne, że takie osoby po pewnym czasie służby informują, że były gdzieś tam w kręgu zainteresowań, trochę mimochodem, bo była jakaś osoba, interlokutor był.

Ale to, że to trafiło na 15 płyt CD czy DVD, zostało wyniesione, trafiło do ówczesnego prokuratora Święczkowskiego.

I Święczkowski dzisiaj twierdzi, że wszystko było okej, właściwie nie wiadomo po co to wszystko było.

Przepraszam, że wejdę w słowo na sekundę, ale tam się działy jeszcze inne rzeczy w sprawie wyjaśnienia kwestii Pegasusa.

Przecież kluczowe dowody w sprawie państwa Brejzów

zostały zniszczone za czasów Zjednoczonej Prawicy.

Jeszcze płyta, gdzie były zgrane te wszystkie pierwotne, oryginalne materiały, została zniszczona.

W tej historii jest potencjalny dalszy ciąg.

To znaczy, po co to zrobiono?

Jaki był plan na to?

Bo ja zgadzam się z tym, że to mogło być

Nawet nudne nagrania.

Ja nie wiem, o czym oni rozmawiali.

No Giertyk był nadwornym prawnikiem rodziny Tusków, więc no pewnie ogadywali jakieś sprawy.

Akurat te rozmowy z Katarzyną Tusk dotyczyły podobno naruszania dóbr osobistych przez media po prostu.

Więc podejrzewam, że to nie było jakieś nie wiadomo jak istotne z państwowego punktu widzenia.

Ale liczyli na to, o czym mówiła Dominika.

Ale no znam co najmniej dwie telewizje i pewnie ze dwa portale, które bardzo chętnie, z zupełnym przekonaniem,

Przypadkiem natknęłyby się na takie płyty leżące gdzieś na śmietniku i zupełnie bezinteresownie to opublikowały.

To się wydarzyło przecież całkiem niedawno.

Jedna z tych telewizji opublikowała rozmowy Donalda Tuska z Romanem Giertychem z 2018 roku.

W tych rozmowach nie było kompletnie nic.

Kompletnie.

rozmowy Pawła Grasia i tak dalej.

Tylko ja jeszcze jedno zdanie chciałam powiedzieć.

Była taka metoda stosowana jeszcze przed Pegasusem, przez służby z uwielbieniem i premedytacją, że właśnie podsłuchujesz osobę, która ma coś tam, są zarzuty wobec niej, jest w toku postępowanie, sprawdza się, ale doskonale wiesz, że od tej osoby trafisz do innych osób.

ludzi, którzy się z nią kontaktują i że możesz w ten sposób na jakiś czas założyć podsłuch również tym osobom, które się z nią kontaktują.

Więc to była metoda stosowana jeszcze przed Pegasusem i najwyraźniej ona po prostu tam jeszcze cały czas była.

I na koniec jeszcze tego wątku Pegasusa i przede wszystkim pana ministra Wosia, bo dużo o nim mówiliśmy, byłego wiceministra Wosia,

Byłego wiceministra sprawiedliwości Michała Wosia.

Artykuł 300, paragraf drugi kodeksu karnego.

Kto w celu udaremnienia wykonania orzeczenia sądu lub innego organu państwowego udaremnia lub uszczupla zaspokojenie swojego wierzyciela przez to, że...

Usuwa, ukrywa, zbywa, darowuje, niszczy, rzeczywiście lub pozornie obciąża albo uszkadza składniki swojego majątku, zajęty lub zagrożony zajęciem, bądź usuwa znaki zajęcia, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat.

To taki przepis kodeksu karnego.

A propos tych 12 groszy, którymi tak bardzo szczyci się pan minister.

I wchodzimy już w ostatni zakręt, drodzy państwo, podsumowania tygodnia.

Zakręt parlamentarny i dwie sprawy, które zostaną, zobaczymy, podjęte przez koalicję 15 października.

Krótko o związkach partnerskich, słuchajcie, bo jeszcze nie było okazji, żeby to dokładnie przeanalizować.

Dokładnie pewnie też nie możemy, bo na razie założenia do projektu, nawet jeszcze nie ma gotowego projektu.

Ale jak rozumiem, z jednej strony trudno to ocenić, bo...

Te założenia prawdopodobnie były pisane tak, żeby podpisał je Karol Nawrocki, mówiąc wprost.

Po drugie, są daleko niewystarczające.

I teraz jak to wyważyć?

Bo wiemy, że nie żyjemy w utopii, że gdyby ten projekt był taki, jak powinien być, to nigdy w życiu nie miałby szansy na podpis prezydenta.

Z drugiej strony rozumiem tych, którzy są bardzo daleko rozczarowani.

Powiem tak, jak ja tylko czytam tytuł tej ustawy, to od razu mi się robi słabo od tego, bo to nie jest żadna ustawa o związkach partnerskich, tylko to jest ustawa o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wzajemnym pożyciu.

I nie ma to nic wspólnego ze związkami partnerskimi.

Politycznie rozumiem.

No nie, no nie.

PSL postawiło na swoim.

To trochę powrót do tego, dla kogo jest PSL, jaką jest partią i dla kogo jest, bo wyborcy PSL-u są znacznie mniej konserwatywni niż politycy PSL-u.

To jest, to wychodzi z badań, tu nie ma o czym dyskutować.

Natomiast Polskie Stronnictwo Ludowe...

Stoi na straży instytucji, której nic nie zagraża, a jeżeli coś zagraża, to właśnie brak rozwiązań, które pomogą ludziom, którzy nie chcą wziąć ślubu.

Ja nie wiem, minęła jedna czwarta XXI wieku, a to trzeba ludziom tłumaczyć.

No szlak mnie trafił, przepraszam.

No jak widać trzeba, niestety trzeba.

Wiecie, tutaj myślę, że znowu brniemy w ślepą uliczkę z tym tematem.

I tak Nawrocki nie potrafi.

Czyli jak to się mówi, rubelka nie zarobiła cnotę, nie, cnotę straciła, rubelka nie zarobiła, tak się mówi.

No tak, znaczy... Jedno z ulubionych powiedzeń Jarosława Kaczyńskiego to jest.

To jest taki problem, że kręcimy się w kółko, bo to jest projekt, wokół którego jest często roztaczona taka historia, że przecież to nie jest tylko dla par jednopłciowych, żeby nie odstraszać prawicy i prezydenta, to jest dla osób, które też są w związkach heteroseksualnych.

A nie mają z jakichś powodów ochoty czy potrzeby brania ślubu, tak?

No dobrze, to wtedy, jeżeli idziemy z takim projektem do prezydenta, no to tam usłyszą, koalicja usłyszy, że no nie, sorry, ale to jest próba wprowadzenia instytucji konkurencyjnej wobec małżeństwa.

Od PiSu nie będzie.

No dobrze, no to w takim razie koalicja mogłaby powiedzieć, to w takim razie robimy krok wstecz i zróbmy coś takiego, ale tylko dla par jednopłciowych, bo państwo ich w tym momencie nie widzi.

Nie widzi ich.

No to idziemy z takim projektem, to co powie Pałac?

No nie, nie będziemy robić przecież takiego wyłomu tylko dla par jednopłciowych.

Jesteśmy konserwatywni, wartości, rodzina i tak dalej.

Więc nie ma jakby...

W obecnym układzie politycznym, od której strony by koalicja nie próbowała tej sprawy załatwić, będzie nie załatwiona ta sprawa.

I myślę, że póki mamy takiego lokatora w pałacu przez pięć lub dziesięć lat, puty tej sprawy załatwić się nie da, bo wiemy już, jakie zdanie Karol Nawrocki i jego współpracownicy najbliżsi mają w stosunku właśnie do tych założeń zaprezentowanych przez ministra Kotulę, przez Kosiniaka-Kamysza, przez Urszulę Pasławską.

Wydawałoby się, że to są rzeczy, które rzeczywiście z perspektywy koalicji tam się pojawiają takie przymiotniki, że to jest kadłubkowa ustawa w stosunku do tego, czym pierwotnie miała być, w stosunku do tych ambicji, które temu przyświecały.

Jest, ale inaczej nie było podpisane przez politykę.

Teraz i tak nie będzie.

Finalnie chodzi o to, żeby był podpis.

I w pałacu message jest mniej więcej taki, że to jest właśnie za dużo, że dlaczego tam są na przykład takie przywileje, które są charakterystyczne dla małżeństw, czyli na przykład wspólne rozliczenie.

Co z tego, że tam z definicji będzie rozdzielność majątkowa, a nie wspólność tak jak jest w małżeństwie, że to jest na odwrót.

Więc to jest to, co odróżnia małżeństwo od związków partnerskich, ale... Ale kto by logicznie rozpatrywał, prawda?

Więc...

Podejrzewam, że Karol Nawrocki, załóżmy, że tam jest dla uproszczenia dziesięć propozycji dotyczących właśnie tych różnych spraw, które można byłoby załatwiać, będąc w związku partnerskim, może na dwie, trzy się zgodzi, Paweł.

Ale to jest tylko, to będzie erzac, erzacu związków partnerskich i tym nikt nie będzie zainteresowany, bo Kalicja nic na tym nie zyska, a Pawas nie będzie zgodny.

Ja tylko chciałam przypomnieć, że my jesteśmy zobowiązani jako członek Unii Europejskiej do regulacji kwestii ustawowo dotyczących związków partnerskich.

Jesteśmy jednym z ostatnich, jeżeli nie ostatnim, w Unii Europejskiej, który nie ma uregulowanej tej kwestii.

Nie, są jeszcze dwa kraje, zdaje się, Węgry i Białoruś.

Nie, Węgry mają.

A tak, Węgry mają, to znaczy Białoruś.

Ale nie, nie, ja mówię o Unii Europejskiej.

To, co powiedział Tomek, państwo nie widzi rodzin par nieheteronormatywnych, co naprawdę najwyższa pora, żeby je zobaczyć.

Tak po prostu, zwyczajnie, nie ma tutaj mowy.

Ja bym chciała, żeby była mowa o równości małżeńskiej, ale to jest moje osobiste zdanie.

Wiem, że to jest niemożliwe politycznie, ale naprawdę nie może państwo nie widzieć części swoich obywateli.

Jak widać może, niestety.

Ale wiem o czym mówisz, wiem, że mówimy o tym, jak to powinno wyglądać.

No niestety to chyba jeszcze długa droga przed nami.

Jeden z największych krajów Unii Europejskiej w XXI wieku.

Dobrze i na koniec jeszcze to, o czym wczoraj poinformował wczoraj bodajże wicemarszałek Piotr Zgorzelski, czyli zmiana wajchy, jeżeli chodzi o koncepcję dotyczącą tego, co zrobić z Trybunałem Konstytucyjnym, bo pamiętam, że koalicja mówiła najpierw, że nie będzie wystawiać swoich kandydatów, bo nie będzie autoryzować działania Trybunału Konstytucyjnego.

Teraz sprawa się zmieniła.

Mają zostać wystawiani kandydaci do Trybunału Konstytucyjnego przez koalicjantów po to, żeby w 27 roku...

Sędziowie wyznaczeni przez PiS stracili większość.

Co tu się wydarzyło, że ta zmiana wajchy nastąpiła?

Moim zdaniem to jest wstęp do przygotowania trochę wyborców i własnych działaczy do tego, co się wydarzy w sprawie KRS-u.

Dlatego, że w sprawie KRS-u za chwilę kończy się kadencja.

Trzeba będzie KRS obsadzić na mocy przepisów, które się oprotestowywało przez 8 lat.

Ale to sprawi z kolei, że KRS za dwa lata będzie KRS-em obsadzonym przez obecną władzę.

Nie chcę użyć sformułowania przez ludzi obecnej władzy, bo głęboko wierzę, że będzie inaczej, ale przez obecną władzę.

I jeżeli nadal Koalicja Obywatelska bojkotowałaby Trybunał Konstytucyjny, bojkotowałaby KRS, to nie ma już żadnego ruchu.

A w tej chwili ma szansę wybrać, tam chyba zaraz można w tym Trybunale większość uzyskać.

Wydaje mi się, że to nawet nie trzeba czekać do 27-go, nie wiem, czy to przyszły rok.

Wydaje mi się, że to jest, już za moment będzie większość w Trybunale.

Czyli z punktu widzenia takiej politycznej logiki, to jest logiczne.

Marszałek Zgorzelski nie odkrył tu Ameryki.

Ja nie chcę deprecjonować newsa.

Natomiast o tym planie to już się mówiło od dawnego czasu.

Mieliśmy przecież próbę wyjścia z taką ustawą, która miała de facto

taki charakter konstytucyjny, jak na nowych zasadach wybierać członków Trybunału.

Tam była taka metoda dwóch kroków, że w pierwszym kroku to chyba miało być trzy piąte, a więc z udziałem opozycji, a dopiero w drugim kroku już bez udziału opozycji, żeby nie było klinczu.

No na to nie było zgody, więc wiadomo było, że koalicja będzie musiała w pewnym momencie zacząć uzupełniać wakaty.

Te wakaty już tam występują, natomiast to, że koalicja ich nie uzupełnia, to jest takie

Takie taktyczne przeczekanie, bo na co czeka koalicja?

Koalicja czeka na moment, aż będzie można tam naraz wstawić właśnie większość.

Większość z piętnastki, tak?

Żeby już tam móc od wewnątrz wprowadzać swoje porządki, zdusić Święczkowskiego i mieć wpływ na to, jak ta instytucja działa albo nie działa.

Tylko z tym się oczywiście wiążą dylematy.

Co z wynagrodzeniami w takim razie dla TK, zwłaszcza dla tej ósemki, która już będzie legitna, a co z tymi, którzy tam jeszcze pozostaną nielegitni?

Co z publikowaniem wyroków TK?

Od którego momentu zaczniemy je publikować?

To są takie dylematy rzeczywiście, na które koalicja musi przygotować jakąś polityczną opowieść.

Tak samo będzie z KRS-em.

To będzie też uzupełniane w reżimie obecnych przepisów, bo wiadomo, że nie da się te ustawy zmienić.

Co do tych nominatów do TK.

No tutaj jest oczywiście jeden problem.

A co zrobi Karol Nawrocki?

Bo przecież ktoś musi odebrać ślubowanie od tych osób.

Teoretycznie można założyć, że prezydent nie ma tutaj nic do gadania.

Co najwyżej może sobie wybrać porę dnia lub nocy, kiedy odbierze ślubowanie.

Ale narracja będzie taka, że są niewybrani.

Ale wiecie, żyjemy teraz w tak niepewnych politycznie czasach i pojawiają się już takie interpretacje przepisów, które do tej pory wydawały się jasne przez całe lata.

Niestety, ja jestem w stanie sobie wyobrazić scenariusz, w którym Karol Nawrocki mówi, że on się nie zgadza na tę nominację i on nie odbierze ślubowania.

No i pytanie, gdzie lądujemy wówczas?

Odpowiedziałabym, ale nie wypada.

Dziękuję bardzo za to spotkanie.

Dominika Długosz, Newsweek Polska, Tomasz Żółciak, Mani.pl, Kamila Biedrzycka.

Pozdrawiamy Państwa, dziękujemy za cały ten tydzii wracamy w poniedziałek o godzinie 9.07.

Do zobaczenia.