Mentionsy
Jobbik: od partii narodowej do politycznego upadku - Michał Kowalczyk [tekst audio]
Pozostałe artykuły możesz czytać na 🔴 https://nlad.pl🔴Tekst przeczytasz tutaj https://nlad.pl/jobbik-od-partii-narodowej-do-politycznego-upadku/🗓️ Idea jagiellońska czy idea piastowska? Dołącz do wydarzenia na Facebooku: https://fb.me/e/3NYxPIPVs👉Formularz zgłoszeniowy do Klubu Nowego Ładu: https://nlad.pl/kluby-nowego-ladu/📖 O Polsce i polskości w XX w. 🛒 https://capitalbook.com.pl/pl/p/Nowy-Lad.-O-Polsce-i-polskosci-w-XXI-wieku/623835% od ceny okładkowej na książki wydawnictwa Prześwity z kodem: nowyładKsiążki do nabycia na stronie: https://mtbiznes.pl/🔴 WSPIERAJ NAGRYWANIE KOLEJNYCH FILMÓW http://wspieram.nlad.pl🔥 BONUSY https://www.youtube.com/@nowyladtv/join👉PATRONITE: https://patronite.pl/nowylad 🔔 SUBSKRYBUJ KANAŁ https://bit.ly/SubskrybujNowLadWspierając nas, zyskujesz dostęp do serwera Discord Nowego Ładu – miejsca, gdzie tworzymy zgraną społeczność, dyskutujemy, zbieramy propozycje tematów, gości i pytań do wywiadów. Publikujemy tam przedpremierowe materiały i angażujemy członków w kolejne inicjatywy.Śledź nasze media społecznościowe: 👉 FACEBOOK: https://www.facebook.com/nowylad/ ➡️ TWITTER: https://twitter.com/nowylad👉 GRUPA NA FB: https://www.facebook.com/groups/447189470429350„Idea Piastowska” – najnowszy, 33. numer "Polityki Narodowej" kupisz tutaj:Wersja papierowa:🟫Capitalbook: https://capitalbook.com.pl/pl/p/Polityka-Narodowa-nr-33/6278🟫SklepMN: https://sklepmn.pl/pl/p/IDEA-PIASTOWSKA-Polityka-Narodowa-nr-33/101🟫Empik: https://www.empik.com/polityka-narodowa,p1000265110,prasa-p🟫Propatriae: https://propatriae.pl/PN33🟫Nasz Sklep: https://nasz-sklep.net/PN33Wersja elektroniczna (e-book):🟫Capitalbook: https://capitalbook.com.pl/pl/p/E-book-Polityka-Narodowa-nr-33/6305🟫Propatriae: https://propatriae.pl/ePN33🟫Nasz Sklep: https://nasz-sklep.net/ePN33🟥Nową Książkę Adama Szabelaka kupisz tutaj:https://capitalbook.com.pl/pl/p/Nacjonalizm.-Rewolta-przeciw-wspolczesnemu-swiatu-w-XXI-wieku-Adam-Szabelak-/5898Nową książkę Kacpra Kity o Marine Le Pen kupisz tutaj:🟥 https://debogora.com/product-pol-2721-Saga-rodu-Le-Penow.html🎙️NASZE ROZMOWY👇👉Raport z Frontu (Michał Nowak) w Nowym Ładzie:https://www.youtube.com/playlist?list=PLA1csXPN6R--44vlpLjKSF5lh4E_RDX45👉Rafał Ziemkiewicz w Nowym Ładzie:https://www.youtube.com/playlist?list=PLA1csXPN6R-80jeR1AS2RUtLQ0OpQk3n2👉dr Krzysztof Rak w Nowym Ładzie:https://www.youtube.com/playlist?list=PLA1csXPN6R-8wEJI5py8GaUdrBUwtZETK👉Kacper Kita o Francji:https://www.youtube.com/playlist?list=PLA1csXPN6R-_pMZ5k_D95kq5W8eGuUriK👉Marcin Palade w Nowym Ładzie:https://www.youtube.com/playlist?list=PLA1csXP🟫Capitalbook: https://capitalbook.com.pl/pl/p/Polityka-Narodowa-nr-32/6158N6R-8s0R96U5G3FMsvhA5g8V6_👉Łukasz Warzecha w Nowym Ładzie:https://www.youtube.com/playlist?list=PLA1csXPN6R-8EpSzBfasKu0tGFamYGESz
Szukaj w treści odcinka
Za chwilę wysłuchasz wersję audio najnowszego tekstu z naszego portalu.
Wszystkie artykuły przeczytasz na enlat.pl
Było upalne lato roku 2010, gdy niemała grupa młodzieży wszechpolskiej pojawiła się na festiwalu węgierskiej muzyki tożsamościowej w malowniczej miejscowości nieopodal Budapesztu.
Tam poznaje działaczy oraz polityków silnej wówczas partii Jobbik, jak również ruchu młodych 64 komitatów.
Rockowe i folkowe koncerty wieczorem poprzedzane są konferencjami oraz zawodami sportowymi.
Goście z Polski doświadczyć mogą zaś ogromnej sympatii ze strony zwolenników węgierskiego nacjonalizmu.
W kolejnych latach zacznie się nad Wisłą pewna moda na Węgry.
zwłaszcza w środowisku narodowym oraz kibicowskim.
Mniej więcej po 2010 roku zaczęły pojawiać się coraz liczniejsze gadżety, koszulki, szaliki itd.
o zgodowej tematyce w polsko-węgierskich barwach wraz z symboliką narodową obydwu narodów.
Węgrzy corocznie pojawiali się na Marszu Niepodległości.
Pierwszym posłem Jobbiku 11 listopada w Warszawie był w roku 2010 Istfan Szawaj.
W kolejnych latach były to już niekiedy ogromne delegacje Jobbiku oraz Chwimu.
Rok 2010 to jednak przede wszystkim dojście do władzy Wiktora Orbana.
kiedy to Fideszowi od początku kibicowała niemal cała szeroko rozumiana polska prawica.
Węgierski premier do dziś cieszy się niemałą sympatią także wśród części polskich narodowców.
Wielu, nawet zawczasu kibicujących Jobbikowi w starciach z Fideszem, stara się w nim dostrzegać szefa rządu realizującego realpolitik i stawiającego interes narodowy swojego kraju na pierwszym miejscu.
Polityka Budapesztu budziła podziw, zwłaszcza w kontekście zarzutów, zarówno przed 2015 rokiem, jak i po nadejściu dobrej zmiany, że Warszawa nie prowadzi samodzielnej polityki zagranicznej, a kolejne rządy pomijają interesy rodaków na kresach.
Sympatia wobec Węgier wśród szeroko rozumianej polskiej prawicy jeszcze bardziej wzrosła, kiedy Madziarzy bronili swojej południowej granicy przed tzw.
uchodźcami.
W końcu po zmianie rządu w Warszawie w 2015 roku również nastąpiła intensyfikacja współpracy polsko-węgierskiej na różnych polach.
Chwilowy kryzys miał miejsce na początku 2023 roku, kiedy Węgry nie były zbyt skłonne do potępienia agresywnych działań Moskwy.
W pamiętnym roku 2010 wszechpolacy odwiedzają również Budapeszt, po raz pierwszy spacerując po gmachu parlamentu, pyszniącego się majestatycznie nad Dunajem.
Po wizycie otrzymują od przedstawicieli Jobbiku białe koszulki z konturami naddunajskiego kolosa i podpisem Jobbik in the house.
Węgierski nacjonalizm to wówczas nie tylko Jobbik, lecz także mniejsze organizacje, jak np.
wspomniany wyżej młodzieżowy Narodowo-Radykalny Chwim, Gwardia Węgierska, Madzier Garda, czyli paramilitarna organizacja, która oficjalnie stawiała sobie za cel poprawę bezpieczeństwa Węgrów.
Co więcej, węgierski nacjonalizm to wówczas rozbudowana scena wspomnianej muzyki tożsamościowej.
Jej wykonawcy w kolejnych latach zaczęli pojawiać się w Polsce.
W 2012 roku koncert na warszawskim Ursynowie zagrała Karpatia na zaproszenie świętej pamięci Artura Górskiego, w ten czas posła Prawa i Sprawiedliwości.
To także wielość gadżetów nacjonalistycznych i patriotycznych, wszechobecnych wówczas nad Balatonem.
Jobbik do roku 2014 jako partia nacjonalistyczna.
Ruch na rzecz lepszych Węgier, określany po prostu jako Jobbik, powstał w 2003 roku na bazie istniejącego wcześniej Stowarzyszenia Młodzieży Prawicowej, skupiającego studentów o poglądach nacjonalistycznych.
Od początku wysuwał takie postulaty jak realizacja interesów narodowych, solidarność narodowa, w tym z Węgrami na dawnych kresach, ochrona tradycyjnych wartości i rodziny, sprzeciw wobec ingerencji organizacji ponadnarodowych jak Unia Europejska lub innych państw w sprawy wewnętrzne Węgier.
Czynnikiem napędowym politycznego rozwoju Jobbiku były wydarzenia z 2006 roku.
Wówczas w Budapeszcie trwały tygodniami zamieszki, a szczególnie aktywni byli węgierscy nacjonaliści.
Wśród nich przyszli politycy Jobbiku.
Była to odpowiedź na wyciek taśm ze słowami postkomunistycznego premiera Ferenca Górścianiego z Węgierskiej Partii Socjalistycznej, w którym przyznał się do okłamywania wyborców i manipulacji, obraził też uczucia narodowe Węgrów.
Mówił to na zamkniętym spotkaniu partyjnym nad Balatonem, jednak nie mógł przekonująco wytłumaczyć się ze swoich słów, gdy nagranie rozpowszechniło się wśród węgierskiego społeczeństwa.
Wszystko to zbiegło się z 50. rocznicą wybuchu powstania węgierskiego z jesieni 1956 roku.
Wielu madziarom nie w smak było to, że obchody organizowane były przez rząd składający się, jeśli nie z byłych katów i prześladowców węgierskich powstańców, to przynajmniej z ich spadkobierców.
Jedną z najbardziej znanych scen z zamieszek jest sytuacja, kiedy manifestanci ruszyli czołgiem na kordon policji.
Pojazd był wcześniej elementem wystawy plenerowej poświęconej wydarzeniom z 1956 roku.
Po dolaniu paliwa okazało się, że jest zupełnie sprawny, a więc został chętnie użyty.
Pierwszy sukces wyborczy Jobbiku nadszedł wraz z wyborami do Parlamentu Europejskiego w 2009 roku.
Formacja zdobyła 14,77% głosów, co przy ogólnej liczbie europosłów z Węgier przełożyło się na trzech reprezentantów.
Osobą popularną na Węgrzech lub budzącą przerażenie na lewicy stał się Gabor Wona, prezes formacji od 2007 roku.
Na fali sukcesu partia miała liczyć już 5000 członków, co jest wynikiem imponującym jak na kraj dziesięciomilionowy.
Jobbik wypłynął na powierzchnię wielkiej polityki z powodu kilku czynników.
Zacznijmy od ogólnego kryzysu gospodarczego i społeczno-politycznego na Węgrzech.
Mieszkańcy tego kraju pod koniec lat 80. cieszyli się znacznie wyższym poziomem życia aniżeli Polacy czy Rumunii.
Wystarczy wspomnieć o masowych wyjazdach naszych rodaków nad Balaton w celu handlu oraz zakupu zachodnich towarów.
Stało jednak za tym zadłużanie państwa na ogromną skalę przez ówczesną partię komunistyczną, a dług należało w końcu spłacić.
Lata 90. to dzika prywatyzacja, której głównymi orędownikami byli niedawni komuniści, obecnie formalnie socjaliści, mający wówczas po swojej stronie znakomitą część oligarchii finansowej oraz mediów.
Rząd MSZP i SZDSZ, czyli Związek Wolnych Demokratów, nie tylko zadłużył ogromnie kraj w latach 2002-2006 na realizację kiełbasy wyborczej i wydatki, na które Węgry nie było stać, lecz także szedł do wyborów w 2006 roku na haśle dalszej poprawy warunków życia, w międzyczasie blokując publikację niekorzystnych danych gospodarczych.
Te wybory MSZP wprawdzie przegrało z Fideszem, jednak w koalicji z SZDŚ uzyskało ponownie większość parlamentarną.
Kilka miesięcy później wyciekły wspomniane słowa Gorścianiego.
Znienawidzony przez przytłaczającą większość Węgrów, MSZP rządził jednak aż do 2010 roku, kiedy poniósł totalną klęskę.
Ponad 52% głosów na koalicję Fidesz-KDNP nie tylko umożliwiło powrót do władzy Wiktora Orbana, lecz także w wyniku ówczesnej ordynacji wyborczej i dwóch tur wyborów dało mu większość konstytucyjną.
Jobbik również skorzystał na politycznym bankructwie MSZP.
16,67% głosów to znakomity wówczas wynik.
Na Węgrzech rozpoczął się w okolicach 2006 roku kryzys gospodarczy.
Jednak nie tylko polityczne bankructwo postkomunistów napędzało Jobbik.
To także odżywająca sprawa traktatu z Trianon i rodaków pozostawianych na dawnych ziemiach Węgier.
Byli oni notorycznie ignorowani przez rządy MSZP, po prostu traktowani jako obywatele innych państw.
Kilka słów o Trianon.
Na mocy postanowień traktatu pokojowego z 1920 roku, podpisanego w pałacu Trianon na terenie podparywskiego Wersalu, Węgry po I wojnie światowej utraciły ponad 2 trzecie terytoriów, w tym również zdominowanych przez ludność madziarską.
Traktat ten dla Węgrów nie jest jednak porozumieniem pokojowym, lecz nieusprawiedliwionym rozbiorem Węgier.
Mówimy o dość szerokiej części węgierskiego społeczeństwa, nie tylko o nacjonalistach.
Warto zaznaczyć, że w 2020 roku, w setną rocznicę podpisania traktatu z Trianon, rząd Orbana zorganizował huczne obchody poświęcone tej węgierskiej tragedii narodowej.
Całe dwudziestolecie Węgry, w ten czas pod władzą admirała Miklosia Hortiego, dążyły do rewizji terytorialnych, co też było powodem ich wcale niesielankowego sojuszu z III Rzeszą.
Efektem było odzyskanie, kosztem Czechosłowacji, Rumunii i Jugosławii, części utraconych ziem.
Tylko na kilka lat, gdyż po 1945 roku Węgry ponownie ograniczono do rozmiarów określonych w Trianon, z prawie niedostrzegalnymi modyfikacjami części granic.
Opór wielu Węgrów dotyczący uznania aktualnego stanu granic po upływie stulecia może wydawać się niezrozumiały z perspektywy polskiego czytelnika.
Inna sprawa, że aktualnie nie jest to tak gorący temat jak w okolicach roku 2010.
Przecież polski rewizjonizm terytorialny względem Litwy, Białorusi i Ukrainy jest nawet wśród samych nacjonalistów uważany dość powszechnie jako element folkloru.
Tyle tylko, że wielu Polaków nie ma takiego poczucia pokrzywdzenia przez historię jak Węgrzy.
Utracone kresy wschodnie zrekompensowano ziemiami odzyskanymi.
Polacy z Wilna, Lwowa czy Grodna zamienili swoje miasta na Gdańsk, Wrocław czy Szczecin.
Co więcej, na terenie współczesnej Litwy, Białorusi i Ukrainy mieszka obecnie prawdopodobnie nie więcej niż milion ludzi.
z faktycznie polską tożsamością narodową, co nie jest tak wielką liczbą w stosunku do liczby rodaków na terenach dzisiejszej Polski, około 38 milionów.
Inaczej sprawa ma się z Węgrami, 10 milionów względem około 2,5 miliona w krajach ościennych.
Jobbik był uważany właśnie za partię rewizjonistyczną.
Sam zresztą tego się nie wypierał.
Politycy partii z wieloletnim prezesem Gaborem Woną na czele określali traktat z Trianon mianem dyktatu, obwiniając za to Zachód, co dalej skutkowało antyzachodnią retoryką.
Nie zatem pretensjami wymierzonymi wyłącznie wobec Słowacji czy Rumunii.
Owa trauma trianońska towarzyszy zatem od stulecia Węgrom i odżywa co jakiś czas.
Organizacją silnie wówczas współpracującą z Jobbikiem, z której wywodziła się również część posłów tej partii, był wspomniany już wyżej Chwim.
Skupia on młodzież węgierską nie tylko z terenów współczesnych Węgier, lecz także Rumunii, Serbii czy Słowacji.
Sama nazwa, enigmatycznie brzmiąca dla polskiego czytelnika, nawiązuje zaś do historycznych 64 komitatów, jednostka administracyjna dawnych Węgier sprzed I wojny światowej.
Organizacja wielokrotnie organizowała manifestacje, m.in.
pod ambasadami Rumunii czy Słowacji, a popularnym hasłem, znanym jednak już z okresu międzywojennego, było np.
Vesem Trianon – Precz z Trianon.
Jobbik stale krytykował szeroko rozumiany Zachód, w szczególności Stany Zjednoczone, Unię Europejską czy NATO.
Wielokrotnie podważał sens współpracy euroatlantyckiej, proponował zaś otwarcie Węgier na wschód w celu znalezienia prawdziwych przyjaciół, a może i krewnych.
Szukano ich wśród Turków, Azerów czy Kazachów.
Po 2010 roku przez kilka lat zapanowała w Jobbiku moda na polityczny turanizm.
Zaczęła ona jednak wygasać w okolicy roku 2016.
Zgodnie z turańskimi założeniami Węgrzy są ludem pochodzenia turańskiego, wywodzącym się m.in.
od pradawnych Hunów, z którymi powszechnie utożsamiano w średniowieczu Węgrów, stąd łacińska nazwa Hungaria.
a więc ich krewnymi są przede wszystkim ludy turańskie, do których zalicza się m.in.
Turków, Azerów czy kilka nacji Azji Środkowej.
Politycy Jobbiku chętnie podróżowali nad Bosfor, wyrażali również wsparcie dla Azerów w ich konflikcie z Armenią o górski Karabach, jak również stawali po stronie cypryjskich Turków w konflikcie z greckimi mieszkańcami wyspy.
co budziło irytację względem Jobbiku ze strony nacjonalistów z innych krajów Europy.
Wola współpracy euroazjatyckiej zaprowadziła polityków Jobbiku aż do Moskwy.
Popierano działania Kremla na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w kontekście wojny w Donbasie i konfliktu o Krym.
Uznaniem cieszył się Aleksander Dugin.
Sam Wona odwiedził rosyjskiego ideologa euroazjatyzmu w Moskwie.
Z kolei, kiedy wizytował Bosfor, publicznie opowiadał m.in.
o tym, jak podczas pobytu w Turcji zaczepiali go przypadkowi ludzie, przytulając się do niego i prosząc o wspólne zdjęcia, gdyż miał stać się osobą tak bardzo popularną w kraju półksiężyca.
Oczywiście z racji swoich protureckich wypowiedzi.
Stwierdził również, że przyszłość jest na wschodzie, a fundamentem tego może być współpraca Rosji, Turcji i Węgier, a więc trzech krajów stojących na straży tradycyjnych wartości.
Wyznanie muzułmańskie owych pobratymców miało nie stanowić przeszkody, wszak Wona zapewniał, że jako tradycyjny chrześcijanin ma więcej wspólnego z praktykującymi muzułmanami, aniżeli ze zlaicyzowanymi przedstawicielami społeczeństw zachodnich.
W tych opiniach było tyle przesady, że aż trudno uniknąć pytania, czy zdemoralizowane społeczeństwo rosyjskie, problemy z alkoholem, narkomanią, w końcu przerażająca liczba aborcji, może być uznawane za tradycyjne.
Zresztą przy całej sympatii Węgrów też trudno uznać za takowe, choćby pod względem religijności jest prawie na samym końcu w Europie Środkowej, zaraz za Czechami.
Istotnie, wiele wypowiedzi polityków i obików w tym kontekście było tak przesadzonych, że budziło drwiny nawet wśród działaczy i sympatyków tej formacji.
Polityczny turanizm, choć przez kilka lat był wyraźnie obecny w jej dyskursie, dla części działaczy wydawał się niezrozumiały lub po prostu niepotrzebny.
Dodajmy, w kontekście polityki międzynarodowej, że jednocześnie podkreślano chęć rozwoju współpracy środkowo-europejskiej, przede wszystkim dobrych relacji z Polską oraz Chorwacją.
Sprawę politycznego turanizmu oraz kontaktów z Moskwą pomijano w relacjach z Młodzieżą Wszechpolską czy Ruchem Narodowym.
Zdawano sobie sprawę, że nie zawsze wzbudza to entuzjazm wśród środkowo-europejskich partnerów politycznych.
Mało tego, chorwaccy nacjonaliści, z którymi Jobbik również rozwijał współpracę, od początku wojny w Donbasie i aneksji Krymu konsekwentnie wyrażają poparcie dla Kijowa.
Zresztą wszechpolacy, mimo priorytetowych zawczasu kontaktów z Jobbikiem, również nie starali się za wszelką cenę przypodobać węgierskim kolegom przy doborze zagranicznych partnerów.
Przez kilka lat obiecująco rozwijała się współpraca z nacjonalistami ze Słowacji.
Warto tutaj dodać, że na przynajmniej dwóch edycjach Marszu Niepodległości w niedużej odległości względem siebie maszerowały spore delegacje węgierskich i słowackich nacjonalistów, rozdzielonych delegacjami z krajów neutralnych typu Szwecja, Holandia czy Włochy.
Wróćmy do początku sukcesów politycznych Jobbiku.
Do jego popularności istotnie przyczyniły się także silne napięcia pomiędzy Węgrami a mniejszością cygańską, zwłaszcza na prowincji.
Dokładną liczbę węgierskich cyganów trudno oszacować.
Część jej przedstawicieli uległa częściowej lub całkowitej madziaryzacji, lecz może stanowić od kilku do dziesięciu procent całego społeczeństwa.
W 2007 roku powołano paramilitarną gwardię węgierską, Madzier Garda, która miała oficjalnie dbać o bezpieczeństwo Węgrów, brała również udział w manifestacjach Jobbiku, z którym silnie współpracowała.
Co więcej, część polityków Jobbiku jednocześnie była członkami gwardii węgierskiej, w tym również sam Wona.
Lewica zarzucała organizacji faszystowskie wzorce i neonazistowskie umundurowanie, choć symbolika gwardzistów nic takiego nie zawierała, opierając się m.in.
na pasach arpadów, obecnych przecież w herbie Węgier.
Prawdopodobnie pod międzynarodową presją organizacja została formalnie rozwiązana decyzją sądu z 2009 roku, a przyczyną miała być działalność przeciwko prawom mniejszości narodowych.
Na bazie Gwardii Węgierskiej zaczęły zatem powstawać nowe formacje paramilitarne, m.in.
Narodowa Gwardia Węgierska czy Nowa Gwardia Węgierska.
W swoim szczytowym momencie, rok 2009, Gwardia Węgierska liczyła kilkadziesiąt tysięcy członków, co było ogromną, tym bardziej jak na węgierskie warunki, liczbą.
Popularność formacji wynikała z ówczesnego braku skuteczności państwa w ochronie Węgrów, a pewną ludową reakcją było przystępowanie przeróżnych ludzi z przeróżnych środowisk właśnie do Gwardii Węgierskiej, nie zawsze dokładnie zweryfikowanych.
Trudno zaprzeczyć, że mogli tam łatwo znaleźć się również rozmaici prowokatorzy.
Tymczasem członkowie i sympatycy tej formacji stanowili wówczas część elektoratu i wsparcie dla Jobbiku.
Nie byli to na pewno w przeważającej części uformowani czy świadomi nacjonaliści.
Reasumując, Jobbik w swojej pierwszej kadencji w węgierskim parlamencie lata 2010-2014 był formacją wyraźnie nacjonalistyczną, z perspektywy zewnętrznego obserwatora niekiedy nazbyt eksponującą rewizjonizm terytorialny i mającą niestandardowe podejście do krajów muzułmańskich.
Stając się formacją parlamentarną, nie zmienił jednak radykalnej retoryki w czasie pierwszej kadencji, a wielu obserwatorów węgierskiego życia politycznego konkludowało, że w przyszłości może stać się główną alternatywą lub koniecznym koalicjantem dla Fideszu.
W niektórych sondażach nawet co czwarty ankietowany deklarował chęć oddania głosu na partię Wony.
Dla polskich nacjonalistów, nie mających wówczas jakiejkolwiek reprezentacji w Sejmie, osiągnięcia Jobbiku wydawały się przeogromne i budziły fascynację.
Stąd bazując na wielowiekowej przyjaźni polsko-węgierskiej zabiegano o kontakt z politykami oraz działaczami Jobbiku, którzy chętnie udzielali poparcia polskim kolegom i co roku przybywali coraz liczniej na Marsz Niepodległości.
Ewolucja w stronę partii ludowej.
Wybory z kwietnia 2014 roku przyniosły Jobbikowi świetny, przynajmniej dla zewnętrznych obserwatorów, rezultat 20,22% głosów.
Był to trzeci wynik po koalicji Fidesz-KDNP oraz koalicji kilku partii centrolewicy z wynikiem 25,57% głosów.
Fidesz KDNP uzyskał wprawdzie gorszy wynik niż w 2010 roku, 44,87% głosów, aczkolwiek nowa ordynacja wyborcza umożliwiła podtrzymanie większości konstytucyjnej w parlamencie.
Istotny wpływ miały jednomandatowe okręgi wyborcze.
Według nowej wówczas ordynacji wyborczej na 199 miejsc w jednoizbowym parlamencie aż 106 posłów wybieranych jest z tzw.
Koalicja Fidesz-KDNP zgarnęła z nich pulę aż 96 miejsc.
Centrolewica 10, Jobbik 0.
Uważam, że jeśli w Polsce są nadal osoby, które rozwiązanie problemów widzą w tzw.
Jowach, to sprzyjają tylko największej lub największym partiom i przyczyniają się do zabetonowania sceny politycznej przez czołowe ugrupowania.
Jobbik mimo pozornego sukcesu miał tylko 23 posłów i naturalnie rozpoczęły się dyskusje, jak zmienić istniejący stan rzeczy w kolejnych wyborach.
W maju 2016 roku odbył się kongres wyborczy partii, który zaważył na dalszych losach Jobbiku.
W ogromnej hali ulokowanej w okolicy wzgórz budańskich od początku można było poczuć nerwową atmosferę, a część uczestników ubrana była w stroje podobne do umundurowań Madzier Gardy.
Od jakiegoś czasu narastała opozycja wobec Zwony, który tym razem nie mógł liczyć na całkowite poparcie.
Od wyborów 2014 roku coraz więcej polityków Jobbiku zaczęło skłaniać się ku poglądowi, że po latach radykalizmu, walki o kilkanaście procent głosów, należy ubiegać się również o głosy mniej radykalnych wyborców.
Jednocześnie jedność wewnętrzną w partii podważył konflikt Wony z Elodem Nowakiem.
Prywatnie to mąż posłanki Jobbiku, Dory Duro.
Ten pierwszy zawetował kandydaturę Nowaka na stanowisko wiceprzewodniczącego.
Po raz pierwszy uzyskał to stanowisko w 2009 roku.
To tylko zwiększyło wewnątrzpartyjną krytykę względem Wony.
W czerwcu, czyli już po kongresie, Jobbik usunął Nowaka z frakcji parlamentarnej.
Powodem miała być krytyka wobec kierownictwa partii.
On sam dotrzymał złożonej wcześniej przysięgi na koronę św.
Stefana, że podporządkuje się decyzji szefostwa partii, zatem zrezygnował z mandatu poselskiego.
Formalnie Jobbik jako partię polityczną opuścił w 2018 roku.
z perspektywy zewnętrznego obserwatora wydawać by się mogło że chodzi o wizję jobbiku wszak nowak uważany był na ogół za radykała i skupiał wokół siebie pewną liczbę zwolenników powodem miał być jednak osobisty konflikt z
finalnie na swoim postawił prezes partii.
Według moich rozmówców, byłych działaczy Jobbiku, w ogóle sam pomysł ewolucji partii wyszedł jednak ze strony części partyjnych radykałów, którzy widzieli, że prezentowanie zbyt radykalnych poglądów nie daje szansy na objęcie sterów rządu.
Część z nich miała potem krytykować Wonę za odejście od niedawnych pryncypiów.
Na pamiętnym kongresie partyjnym z maja 2006 roku Wona ponownie został wybrany na prezesa partii i nowy stary prezes wygłosił przemówienie, ogłaszając Jobbik mianem partii ludowej.
Od tego momentu Jobbik miał przekształcić się w formację ludową, prawicową, konserwatywną, wrażliwą społecznie czy partię XXI wieku.
Dyskurs formacji zaczął zmieniać się bardzo szybko pod względem prezentowanych poglądów.
Na przykład w polityce zagranicznej zaprzestano mocnej krytyki Stanów Zjednoczonych, Unii Europejskiej, a nawet Izraela.
Jednocześnie mniej ochoczo wspierano poczynania Rosji na arenie międzynarodowej.
Zakończyła się również turańska przygoda liderów partii, którzy coraz mniej uwagi poświęcali współpracy z Turkami czy Azerami.
Skupiano się na polityce wewnętrznej, zwłaszcza na krytyce Fideszu.
Tutaj warto podkreślić, że argumenty polityczne Jobbikowi w kontekście polityki międzynarodowej odebrał Fidesz.
Jego rząd znajdował się w permanentnym konflikcie z Unią Europejską.
Stosunki z Waszyngtonem były i tak chłodne, tymczasem postawił na współpracę, zwłaszcza na polu gospodarczym, z Rosją.
Mało tego, rząd zaczął realizować oficjalną strategię otwarcia na wschód, nie tylko rozwijając relacje z Turcją czy Azerbejdżanem, lecz także intensyfikując relacje z turańskimi państwami Azji Środkowej.
Doszło do tego, że w 2018 roku sam Orban uczestniczył w ceremonii otwarcia światowych igrzysk nomadów w Kirgistanie.
Węgierski premier mógł obejrzeć zmagania w koczowniczych sportach, na przykład salburun, polowanie z sokołem, zapasach, a przede wszystkim kok boru.
Jest to gra nieco przypominająca polo, lecz dwie drużyny rywalizują za pomocą zwłok dopiero co zdekapitowanego kozła.
Jadąc konno należy je podnieść z boiska i cisnąć do bramki przeciwnika.
Przy okazji swoich azjatyckich podróży Orban przekonywał, że Węgrzy odczuwają pokrewieństwo z tamtymi narodami, co mogło wywołać tylko satysfakcję wśród węgierskich turanistów.
Ci zaś zaczęli otrzymywać finansowe wsparcie od rządu, np.
przy okazji organizacji cyklicznego festiwalu Kurultaj, gdzie pielęgnowane są turańskie tradycje.
Paradoksalnie jeszcze w okolicach roku 2015 publicyści sprzyjający Fideszowi sami wyśmiewali turańskie fascynacje w Jobbiku.
Między innymi pojawiały się karykatury wony w turbanie, w arabskim stroju lub na latającym dywanie.
Próbowano tym samym wykorzystać narastające obawy Węgrów przed muzułmanami.
Konkluzja jest taka, że to Fidesz zrealizował istotną część postulatów Jobbiku dotyczącą polityki zagranicznej.
Tym samym wytrącił z ręki część argumentów partii Wony.
Jobbik zmienił swój dyskurs nie tylko na płaszczyźnie werbalnej, to jest wypowiedzi polityków w parlamencie i mediach, lecz także pod względem wizualnym.
Po 2016 roku na plakatach Jobbiku trudno było już odnaleźć kogokolwiek w stroju Gwardii Węgierskiej.
Próbowano raczej prezentować się jako partia młodych ludzi i tacy pojawiali się najczęściej na partyjnych grafikach.
W szeregi chętnie przyjmowano młodzież.
Dość prężnie działała młodzieżówka Jobbiku, z którą od kilku lat oficjalną umowę o współpracy posiadała Młodzież Wszechpolska.
Brakowało jednak młodzieżówce wymiaru formacyjnego.
Trafiały tam różne osoby, w tym traktujące działalność w niej jako konieczny warunek na drodze ku przyszłej karierze partyjnej, a czasem po prostu jako element wykonywanej pracy, np.
Jednocześnie Jobbik coraz bardziej oddalał się od radykalniejszych formacji i wydarzeń środowiska węgierskich nacjonalistów.
Praktycznie zanikła współpraca z narodowo-radykalnym Chwimem.
Można zaryzykować stwierdzenie, że właśnie maj roku 2016 to data graniczna w historii Jobbiku.
Od tego czasu coraz trudniej uznać partię za nacjonalistyczną, bardziej już za formację centroprawicową, jednocześnie dryfującą ku współpracy z centrolewicą.
Warto podkreślić, że Jobbik zaprzestał ataków na rządzącą do 2010 roku MSZP, która jak się okaże niebawem stanie się niespodziewanym sojusznikiem.
Zresztą na wspomnianym kongresie Wona stwierdził, że odrzuca dotychczasowy podział węgierskiej sceny politycznej na Fidesz i MSZP, a Węgrom proponuje ową partię XXI wieku.
Jobbik skupiał się zatem na atakowaniu Fideszu, zarzucając mu nieradzenie sobie z gospodarką, marną sytuacją ekonomiczną znaczącej części Węgrów, korupcję, nepotyzm, oligarchizację życia publicznego itd.
Jednoczesnej liberalizacji ugrupowania Wony towarzyszyła radykalizacja dyskursu Fideszu, coraz to bardziej zainteresowanego pozyskaniem tradycyjnych wyborców Jobbiku.
W 2016 roku doszło do sytuacji, że z ust jednego z czołowych polityków Fideszu, Janosa Lazara, padła deklaracja, że z czystym sumieniem nie mógłby zagłosować za pozostaniem w Unii Europejskiej.
gdyby na Węgrzech odbyło się referendum, tak jak w Wielkiej Brytanii.
Podczas gdy w tym samym czasie liderzy Jobbiku uznawali już opuszczenie Unii Europejskiej za zły pomysł i skłaniali się ku idei reformy wspólnoty.
Podkreślmy istotny fakt.
Jeszcze kilka lat wcześniej Jobbik był partią wyraźnie antyunijną, tymczasem Fidesz zaczynał jako formacja liberalno-demokratyczna i w pełni popierająca europejski kierunek dla Węgier.
Zatrzymajmy się jeszcze chwilę obok Fideszu.
Wszak partia Orbana w polskim środowisku narodowym budzi pewną sympatię, a przynajmniej szacunek z powodu polityki zagranicznej ukierunkowanej na realizowanie węgierskiego interesu narodowego.
Po powrocie do władzy w 2010 roku w koalicji z KDNP Orban postanowił zdominować swoimi ludźmi ważne sektory gospodarki, jak również środki masowego przekazu.
Na przykład wykupywali oni część mediów dawniej nieprzychylnych Fideszowi i dokonywali zmiany orientacji politycznej redakcji lub wręcz kończyli wydawanie pisma, jak było z postkomunistycznym Nebszabadsak.
Można powiedzieć, że Orban przez 8 lat w opozycji bardzo dobrze odrobił lekcję dotyczącą utraty władzy w 2002 roku, kiedy to musiał mierzyć się z jawną wrogością większości mediów, zdominowanych wówczas przez ludzi powiązanych z MHP i HDSZ.
oraz oligarchów powiązanych z postkomunistami.
Stworzywszy dogodną ordynację wyborczą i własną klientelę oraz zdominowawszy legalnymi metodami media, podporządkował sobie państwo, bez problemu radząc sobie z opozycją, częstokroć skompromitowaną i wewnętrznie skłóconą, w której zresztą, zdaniem samych opozycjonistów, pełno jest agentów Fideszu.
Na Węgrzech nie doszło do przemocy względem przeciwników politycznych.
Orbana można legalnie obrażać na milion sposobów, a reszty nie zapełniły się przeciwnikami politycznymi.
Policja nie jest tak brutalna jak za rządów MSZP, gdy twardo pacyfikowała demonstrantów.
Nie tylko nacjonalistów, lecz wszystkich, którzy jesienią 2006 roku znaleźli się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze.
Unia Europejska nie protestowała, uznała to za wewnętrzne sprawy Węgier.
Partie opozycyjne mogą zorganizować kolejną manifestację, która nic nie zmienia.
Trudno zaprzeczyć, że po pierwszych latach zaciągania pasa przez Fidesz lata 2010 do 2014 w kraju spadło bezrobocie.
Wzrosły płace, stopniowo podnosi się poziom życia oraz bezpieczeństwa publicznego.
Fidesz zaczął zyskiwać nowych wyborców, w tym dawny, tradycyjny elektorat Jobbiku.
Niezwykle korzystny politycznie dla Fideszu okazał się również kryzys imigracyjny, zapoczątkowany w 2015 roku.
Zaczęło się całkiem niewinnie, gdy wiosną granicę węgiersko-serbską pokonywały grupy ludności, w tym również obywatele Kosowa, pragnący dostać się na zachód Europy.
Jednakże z czasem zaczęli przeważać imigranci z Bliskiego Wschodu, jak również Pakistanu czy Afganistanu.
Miejscem ich największego skupienia na Węgrzech stał się dworzec wschodni, Keleti w Budapeszcie, gdzie tygodniami oblegali podziemia wokół monumentalnego gmachu, rozkładając materace, karimaty, a nawet namioty.
Rząd Fideszu zwlekał przez pewien czas z podjęciem decyzji.
W końcu rozpoczął budowę ogrodzenia na granicy z Serbią, a migrantom znajdującym się już na Węgrzech umożliwił dotarcie do Niemiec i innych krajów zachodniej Europy.
Oczywiście skorzystał z okazji, kreując się na obrońcę Europy, czym zyskał ogromną sympatię wśród prawicy w całej Europie, ale także zwolenników na Węgrzech.
Tematem na oddzielny artykuł byłoby omawianie całej kampanii Fideszu przeciwko Brukseli oraz Sorosowi, ale to wszystko sprawiło, że przynajmniej w dyskursie Fidesz przesuwał się coraz bardziej na prawo.
Jobbik znalazł się w trudnej sytuacji.
Sukces rządów po wstrzymaniu napływu imigrantów nie był tej partii na rękę.
Oczywiście musiał popierać jego działania na polu przeciwdziałania nielegalnej imigracji, jednocześnie próbując znaleźć powody do krytyki rządu Urbana.
Takich dylematów kierownictwo Jobbiku miało więcej.
Gdyby nie obrało drogi ku partii ludowej, mogłoby kontynuować dawny kurs, naciskając na rząd w celu realizacji konkretnych postulatów.
Choć to mało atrakcyjna perspektywa dla polityków rządnych władzy.
Tym bardziej, że i tak możliwa była utrata części znudzonych wyborców.
Prawdopodobnie przy Jobbiku trwałby jednak nadal żelazny, nacjonalistyczny elektorat, co pozwalałoby bez problemu na przekraczanie progu wyborczego.
Partia wybrała jednak walkę o całą pulę, a środkiem miało być przyciągnięcie wyborców o różnych poglądach, których łączyło jedno – chęć odsunięcia od władzy Fideszu.
Jobbik od 2018 roku.
Jobbik przystępujący do wyboru w 2018 roku prezentował się już raczej jako partia pozbawiona nie tak wcale dawnego radykalizmu, coraz bardziej otwarta chociaż na taktyczną współpracę z podzieloną wewnętrznie centrolewicą.
Co istotne, część dotychczasowych wyborców kilku partii opozycji demokratycznej zagłosowała teraz na Jobbik w jego nowej postaci, dając się przekonać politykom tego ugrupowania, że stanowią jedyną alternatywę wobec Fideszu i nie są już radykałami.
Jednak ta jedyna alternatywa w kwietniu 2018 roku uzyskała 0,196% głosów i 26 miejsc w parlamencie.
Tymczasem Fidesz uzyskał jeszcze lepszy wynik niż w 2014 roku.
Wzrost o prawie 5 punktów procentowych.
Wyniki pozostałych partii były dla nich wysoce niezadowalające.
Wyniosła 70,22%.
A więc wyborców zmobilizowała nie tylko opozycja, ale przede wszystkim koalicja Fidesz-KDNP.
Wyniki wyborów zostały uznane za klęskę w samym Jobbiku, choć politycy tej formacji zarzucali Fideszowi nierówną walkę, m.in.
poprzez totalną dominację w mediach czy rozpowszechnianie fałszywych informacji dotyczących polityków Jobbiku.
Na przykład już w 2016 roku sympatyzująca z Fideszem TV2 wyemitowała wieczorem program, w trakcie którego przekonywała widzów, że Wona uczestniczył w młodości w homoseksualnych orgiach, czemu sam zainteresowany stanowczo zaprzeczył, twierdząc, że jest heteroseksualnym mężczyzną.
Jakkolwiek kampania wyborcza była brutalna i zapewne nie do końca uczciwa, to wynik Jobbiku istotnie podważył sens obranej dwa lata wcześniej strategii.
Wona, zgodnie z opietnicami przedwyborczymi, w rezultacie porażki wyborczej zrezygnował z dalszej prezesury i od tego momentu pozostaje, krytycznym wobec Fideszu, komentatorem węgierskiego życia politycznego.
W maju 2018 roku Jobbik czekały zatem wybory na nowego prezesa partii.
Rywalizowali w ten czas Thomas Sneider oraz Laszlo Toroczkaj.
Pierwszy, zupełnie nieznany polskiemu czytelnikowi, dołączył do Jobbiku w 2007 roku, a wcześniej działał w Węgierskiej Partii Sprawiedliwości i Życia, MIEP, a w latach 90. miał być czołową postacią w węgierskim ruchu skinheadów.
Od 2009 roku był jednym z kilku wiceprezesów Jobbiku, a od 2010 roku posłem.
Pomimo swojego dawnego radykalizmu w 2018 roku Schneider był zwolennikiem kontynuowania nowej linii politycznej Jobbiku.
Jego kontrkandydatem był Laszlo Toroszkaj, znacznie bardziej znany w Polsce, który również zaczynał swoją polityczną karierę w MIEP.
W młodości był aktywny jako dziennikarz i wydawca, jednak stał się znany jako założyciel wspomnianego Chwim.
W 2006 roku zaś jako uczestnik antyrządowych zamieszek.
Chwimem kierował do 2013 roku, kiedy został wybrany na burmistrza wsi Asothalom jako kandydat bezpartyjny.
Wieś obejmuje jednak całkiem spore tereny przy granicy z Serbią, co jest o tyle ciekawe, że Toroczkaj miał kilkukrotnie zakaz wjazdu do Serbii za swoją aktywność dotyczącą mniejszości węgierskiej w Wojwodzinie.
Sławę międzynarodową zdobył podczas kryzysu migracyjnego w 2015 roku.
kiedy to jako burmistrz Asothalomu organizował patrole wyłapujące nielegalnych imigrantów, chętnie to zresztą dokumentując i przedstawiając się w roli szeryfa pilnującego porządku.
Toroczkaj nie wywodził się zatem ze starego kierownictwa Jobbiku, będąc raczej na uboczu formacji i zajmując się między innymi znacznie radykalniejszym chwimem.
Na marginesie mówiąc, Toroczkaj nie podzielał nigdy turańskich fascynacji, prezentując się jako zwolennik europejskiej solidarności w nacjonalistycznym rozumieniu.
Wielokrotnie gościł na Marszu Niepodległości, jak również w wydarzeniach organizowanych przez Młodzież Wszechpolską i Ruch Narodowy.
Warto podkreślić, że Toroczkaja chyba całkiem słusznie uważa się za pomysłodawcę zbudowania ogrodzenia na granicy z Serbią.
Obecnie już kilka krajów w Europie posiada podobne bariery ograniczające napływ nielegalnych imigrantów, w tym Polska, Litwa czy Łotwa.
Toroczkaj, w przeciwieństwie do Snydera, był zwolennikiem powrotu do korzeni Jobbiku.
Przeproszenia się z dawnymi wyborcami i ponownego ich pozyskania, co byłoby możliwe, wszak on sam cieszy się sporym szacunkiem wśród nacjonalistycznych wyborców.
Trudno mu zarzucić jakąkolwiek zdradę ideałów itd.
Rywalizacja była zacięta.
Niewielką różnicą wygrał je Snyder.
Toroczkaj nie miał ochoty być dalej w obbiku, dlatego wraz ze wspomnianą posłanką Doron Duro utworzył nową, bardziej radykalną formację pod nazwą Ruch Nasza Ojczyzna – Mi Hazang Mozgalom.
Oczywiście do partii dołączył mąż Duro, Elot Nowak, a wkrótce kolejni politycy Jobbiku, zawiedzeni rozwojem sytuacji i skłaniający się ku powrotowi do dobrze znanych haseł.
W listopadzie 2018 roku do naszej ojczyzny dołączyło trzech posłów z Jobbiku, Istvan Apati, Erik Fulop oraz Janos Wollner, dzięki czemu można było założyć oficjalną frakcję w parlamencie.
Inni politycy, choć nie dołączyli do ekipy Toroczkaja, też zaczęli opuszczać Jobbik.
Z ważnych polityków warto wymienić Janosa Bęścika, Istvana Szawajego, Tibora Banem, Gerleja Farkasa i Adama Mirkocziego.
Warto podkreślić, że Szawaj był pierwszym politykiem Jobbiku obecnym na Marszu Niepodległości.
W 2010 jednak nie zabierając publicznie głosu.
Farkas to zaś były prezes młodzieżówki, inicjator oficjalnego sojuszu z Młodzieżą Wszechpolską.
Wcale nie uważany za radykała, jednak nowy kurs okazał się zbyt mocny również dla tego polityka.
Z kolei Mirkoczki to wielokrotny gość na wydarzeniach ruchu narodowego.
Od 2019 roku burmistrz Egeru.
Część z tych osobistości po prostu zaprzestała działalności politycznej.
Inni, jak na przykład Szawaj czy Mirkoczki, nie mają dobrych relacji ani z przywództwem Jobbiku, ani, na ile wiadomo autorowi tekstu, z naszą ojczyzną.
W końcu, po tym jak stracił władzę w partii, styczeń 2020 roku, z Jobbikiem pożegnał się sam Snyder.
Wybory na prezesa wygrał bowiem 40-letni wówczas Peter Jakab, pochodzący z Miszkolca polityk, wcześniej nauczyciel historii oraz samorządowiec.
Jakab w 2014 roku kandydował z ramienia Jobbiku na burmistrza tego sporego, jak na warunki węgierskie, miasta.
Warto dodać, że Jakab ma częściowo żydowskie pochodzenie.
Jego pradziadek miał zginąć w Auschwitz.
Nigdy nie ukrywał swoich korzeni w przeciwieństwie do pochodzącego również z Miszkolca, Xana Szegediego.
Warto podkreślić, że w międzyczasie sam Jobbik zmienił swoją retorykę względem mniejszości żydowskiej oraz Izraela.
Jeszcze w 2012 roku poseł Marton Gięciodzi wywołał niemały skandal w parlamencie Węgier, sugerując, że powinna powstać lista posłów z zagranicznymi paszportami.
Oczywiście chodziło głównie o osoby z obywatelstwem Izraela.
Oskarżany wielokrotnie o antysemityzm, uznany nawet za jednego z czołowych antysemitów świata przez organizacje żydowskie, zarzucać miał też Izraelowi bazowanie na nienawiści rasowej oraz stosowanie metod nazistowskich.
Jednak już w 2016 roku Wona, będący jeszcze prezesem Jobbiku, wysłał przedstawicielom węgierskich Żydów najlepsze życzenia z okazji święta Chanuki, które nie zostały przyjęte przez ich przedstawicieli.
Wspomniany Zazdziąsioi w przyszłości przeprosi za swoje słowa.
Tymczasem Jakab po objęciu prezesury w Jobbiku nie tylko kontynuował kurs zapoczątkowany w 2016 roku przez Wonę, lecz także zwalczał jakikolwiek radykalizm w formacji, chyba że był to radykalny antyorbanizm.
Jobbik opuszczali kolejni czołowi politycy, zarówno z tzw.
starej, nacjonalistycznej gwardii, jak i ci, którzy pojawili się później, choćby Andrea Varga Damm, jedna z twarzy nowego Jobbiku, posłanka w latach 2018-2022.
Doszło do tego, że obecnie na palcach jednej ręki można było policzyć w obliku czołowych polityków tej formacji sprzed dekady.
Oprócz Dziansianiego jest to Daniel Siga Karpat, który, tak jak Snyder, miał być w przeszłości aktywny w środowisku węgierskich skinheadów.
jak aby był zwolennikiem koalicji wyborczej z centrolewicą, najprawdopodobniej licząc, że zostanie desygnowany na kandydata na premiera Węgier wspólnej opozycyjnej listy.
Nowy prezes zdobył pewną popularność w internecie, jednak w rzeczywistości nie cieszył się pozytywnym odbiorem w społeczeństwie.
Nagle flagi działaczy Jebiku, obecne wcześniej licznie na różnych antykomunistycznych obchodach, zaczęły pojawiać się obok sztandarów postkomunistycznej MSZP czy Koalicji Demokratycznej, aktualnej formacji dawnego premiera z ramienia MSZP, Ferenca Dziarzcianiego.
Jobbik zaczął być zaś coraz bardziej pogardzany wśród węgierskich nacjonalistów, w tym pośród jego niedawnych działaczy.
Już w październiku 2019 roku, podczas corocznych obchodów z okazji powstania węgierskiego z 1956 roku, doszło do przepychanek na wiecu Jobbiku z dawnymi kolegami, którzy postanowili wykorzystać okazję i wykrzyczeć, co myślą na temat nowego kursu.
Jakab, jak tylko mógł, rozpychał się na ekranach węgierskich telewizorów, a jego działalność poselska coraz bardziej przypominała happening, a nie wystąpienia przyszłego premiera.
Jedną z jego głośnych akcji było przyniesienie worka ziemniaków na obrady parlamentu, które chciał przekazać samemu Orbanowi, ale zapobiegli temu posłowie Fideszu, którzy wdali się z Jakabem w przepychankę.
Miał to być prezent od zawiedzionych mieszkańców komitetu Borsot Abuj Zemplen.
Jakab stał się jednak wygodnym celem ataków ze strony Fideszu i prorządowych mediów, gdzie wielokrotnie był przedstawiany w stroju klauna oraz pupilka dzierżcianiego.
Co więcej, Jakab robił co mógł, aby pozyskać zagranicznych przyjaciół w Brukseli, fotografując się m.in.
z Donaldem Tuskiem i zapewniając o jego poparciu.
Być może niekorzystny wizerunek przyczynił się do jego przegranej w przetargu na kandydata Zjednoczonej Opozycji na urząd premiera.
Został nim budzący znacznie większy respekt samorządowiec Peter Markizaj, przykładny mąż i ojciec siedmiorga dzieci.
Dość późno zaangażował się w politykę, wcześniej m.in.
wykładał na węgierskich uczelniach.
W 2018 roku wygrał wybory uzupełniające nabór mistrza jako kandydat opozycji.
Uważany za konserwatystę, zawiedzionego Fideszem, Markizaj wydawał się dla opozycji znacznie lepszym wyborem, aniżeli coraz mniej poważny Jakab.
Można śmiało postawić tezę, że nie jest możliwe wygranie z Fideszem bez przyciągnięcia chociaż części prawicowych wyborców.
Część z nich faktycznie wydaje się zawiedziona wieloletnimi rządami Orbana, choć głos na koalicję od Jobbiku do postkomunistów to dość licha propozycja.
Warto dodać, że jednym z pomysłodawców koalicji, wszystkich przeciwko Fideszowi, był Marton Gulias, popularny w węgierskim internecie vloger, znany z różnych akcji antyrządowych.
Kolejne kwietniowe wybory, tym razem z 2022 roku, to kolejny triumf koalicji Fidesz-KDNP, która zdobywa aż 54,13% głosów i 135 mandatów w 199-osobowym parlamencie.
Koalicja kilku partii pod nazwą Zjednoczeni dla Węgier, w której bierze udział Jobbik, zdobywa łącznie 34,44% głosów i 57 mandatów, z czego 10 przypadło Jobbikowi.
Do parlamentu wchodzi również nasza ojczyzna, 5,88% i 6 mandatów, będąc teraz partyjną reprezentacją węgierskich nacjonalistów.
Jeden mandat poselski zyskał przedstawiciel mniejszości niemieckiej.
Jobbik, który jeszcze cztery lata wcześniej był drugą, najpopularniejszą partią nad Balatonem, ponosi polityczną klęskę.
W wyborach 2010 i 2014 roku na tę partię głosował elektorat nacjonalistyczny oraz konserwatywny, z różnych powodów nie przepadający za Fidesza.
Wybory 2018 roku to zbieranie części tradycyjnych wyborców Jobbiku oraz uzyskanie nowych, którzy postrzegali to ugrupowanie jako jedyną alternatywę wobec Fideszu oraz nieudolnej, skłóconej centrolewicy.
Natomiast wynik wyborczy z 2022 roku to tylko przedłużenie wegetacji oraz zapewnienie pracy kilku posłom z Jobbiku i ich asystentom, przed którymi stanęła groźba zupełnego popadnięcia w polityczny niebyt po kolejnych wyborach roku 2026.
Dodajmy, że w lipcu 2022 nowym prezesem partii po dymisji Jakaba został Dziąsiaj, którego polityczna ewolucja to chyba najbardziej przykre zobrazowanie upadku Jobbiku.
Urodzony w rodzinie węgierskich dyplomatów, a raczej ekspertów do spraw handlu, spędził swoje dzieciństwo w kilku egzotycznych krajach jak Egipt, Irak czy Indie.
Wykształcony za granicą, studiował w Irlandii oraz Niemczech, władający biegle kilkoma językami obcymi, pracował przez kilka lat dla międzynarodowej korporacji Ernst & Young i raczej nic nie wskazywało, że zwiąże się z radykalnym wówczas jobbikiem.
Tymczasem w 2010 roku był już uznawany za kandydata tej partii na przyszłego ministra spraw zagranicznych Węgier.
Uzyskiwał mandaty poselskie począwszy od 2010 roku.
Stał się szerzej znany za granicą z powodu wspomnianego wyżej przemówienia z 2012 roku, które sprawiło, że zyskał miano czołowego antysemity na świecie.
Dzionsoai jako polityk Jobbiku skupiał się na sprawach zagranicznych.
Przez wiele lat zaciekle krytykował Unię Europejską, Stany Zjednoczone, Izrael oraz Ukrainę.
Jednocześnie popierał rozwój relacji z Rosją oraz narodami uważanymi za turańskie.
Gościł również wielokrotnie w Polsce.
Między innymi był na Kongresie Ruchu Narodowego.
Zaangażował się we współpracę z polskimi nacjonalistami i proponował utworzenie osi środkowo-europejskiej Polska-Węgry-Chorwacja.
W internecie dość łatwo można odnaleźć wywiady z nim.
Tymczasem w ostatnich latach dokonał radykalnej zmiany poglądów, m.in.
krytykując rząd Węgier za napięte stosunki z Unią Europejską.
Wezwał również do tego, aby uniemożliwić Orbanowi przekształcenie naszego kraju w rosyjskie państwo wasalne.
Jednakże pewnym ukoronowaniem ewolucji może być jego krytyka rządów Prawa i Sprawiedliwości w Polsce, dążących do wyeliminowania, oczywiście wzorem Fideszu, wolnych meliów.
Co więcej, już jesienią 2021 roku na swojej stronie internetowej wezwał do nacisków na Polskę w sprawie zamieszania wokół Trybunału Konstytucyjnego oraz do nietolerowania...
nieliberalnych polityków za rozbijanie struktury budowanej przez demokratów przez ostatnie 70 lat.
Napisał to ten sam człowiek, który zaledwie kilka lat wcześniej krytykował liberalizm i wygłaszał poglądy nacjonalistyczne.
Jego dawne wypowiedzi można łatwo odnaleźć, choć np.
usunięta została anglojęzyczna strona internetowa Jobbiku.
Warto też wspomnieć, że 15 listopada 2022 roku zamieścił post na Facebooku wyrażający solidarność z narodem polskim z powodu rosyjskiej rakiety, która miała uderzyć na polskie tereny przygraniczne.
Pod płaszczykiem owej solidarności była dalej krytyka Orbana i naciski, aby potępił on rosyjską agresję na Ukrainę.
Inaczej należy go uznać za zdradzieckiego poplecznika Putina.
Trudno nie dodać, że to dość podłe wykorzystywanie śmierci dwóch Polaków w celu kolejnego odgrażania się Fideszowi.
Zresztą, jak dobrze wiemy, nie była to rosyjska rakieta.
Oczywiście nie będziemy tutaj omawiać złożonych stosunków Budapesztu z Moskwą, kwestii dotyczących wojny na Ukrainie, jak również rządów Prawa i Sprawiedliwości w Polsce.
Powyższe przykłady zostały jednak przywołane, aby pokazać, że poglądy głoszone przez Dzieszczaniego przynajmniej od dwóch lat tak bardzo skrajnie odbiegają od jego postulatów jeszcze z okolic lat 2015-2016.
Wybór na prezesa partii w 2022 roku wydaje się fatalną decyzją Jobbiku.
Wszak całkiem słusznie może on być uznany za polityka zupełnie niewiarygodnego i gotowego do każdej rewizji poglądów.
Według sondażu z maja 2023 roku koalicja Fidesz-KDNP mogła w połowie 2023 roku liczyć na 40% poparcia.
Partia Psa o dwóch ogonach 11%, Nasza Ojczyzna 9%, Koalicja Demokratyczna 9%, Ruch Momentum 8% i Obik 2%.
Polityka Być Może Inna 2%.
Poparcie dla postkomunistów z MSZP to około 1%.
W momencie pisania tego tekstu nie wydaje się, aby Jobbik mógł cokolwiek Węgrom zaproponować.
Dawny elektorat przeszedł na stronę partii Toroczkaja lub Fideszu.
Zresztą Jobbik wielokrotnie w ostatnich latach zarzucał naszej ojczyźnie, jakoby miała cichy układ z Fideszem lub była wręcz jego agenturą.
Tylko czy kogokolwiek interesują już zarzuty całkowicie niewiarygodnych przywódców Jobbiku?
Co dalej z węgierskim nacjonalizmem?
Jobbik przeszedł drogę od wyrazistej formacji nacjonalistycznej z potężną liczbą działaczy oraz sympatyków do formacji w zasadzie centrowej, w najlepszym razie centroprawicowej, która skłonna jest startować z jednej listy nawet z postkomunistami z MSZP.
Nie będzie przesadą stwierdzenie, że Jobbik dał się pożreć i skonsumować węgierskiej centrolewicy, a pozostali przed nim posłowie wręcz prześcigają się w wierno-poddańczych postawach względem niegdyś tak krytykowanej Unii Europejskiej.
Przykłady kilku polityków Jobbiku są po prostu gorszące i nie wytrzymują prób jakiegokolwiek usprawiedliwienia.
Zapewne lepszym wyjściem w przypadku politycznej klęski jest wycofanie się, choćby czasowe, z życia politycznego, aniżeli takie jawne zaprzeczenie poglądom, które niedawno się samemu głosiło.
Czy jednak popadnięcie w polityczny niebyt Jobbiku oznacza, że węgierski nacjonalizm poniósł klęskę?
Patrząc wyłącznie z perspektywy ugrupowań politycznych, odpowiedź może być twierdząca.
Jednakże koncentrując się na samej istocie idei, tutaj idei realizacji węgierskich interesów narodowych, warto dostrzec przynajmniej kilka zwycięstw.
Jobbik roku 2010, kiedy z władzą żegnali się postkomuniści, postulował m.in.
troskę o rodaków na kresach dawnych Węgier,
nacjonalizację ważnych dla Węgier firm, rozprawę z elitą postkomunistyczną i mediami na pasku obcych interesów, rozwój współpracy turańskiej z takimi krajami jak Turcja, Azerbejdżan czy Kazachstan, ogólne otwarcie Węgier na wschód i wielowektorową politykę zagraniczną.
Wzrost potęgi Węgier na arenie międzynarodowej, zwłaszcza w Europie Środkowej, ochronę tradycyjnych wartości, w końcu ogólną poprawę bezpieczeństwa publicznego.
Obiektywnie należy przyznać, że wszystkie te postulaty zostały, przynajmniej w znacznej mierze, zrealizowane, tyle że ręko ma Fideszu.
Na każdy wyżej wymieniony punkt bez problemu można odpowiedzieć co najmniej kilkoma akapitami potwierdzającymi ten pogląd.
Paradoksem węgierskiej sceny politycznej jest fakt, że Fidesz przeszedł drogę od partii bardzo umiarkowanej, wręcz liberalnej, choć antykomunistycznej, w kierunku partii na pewno konserwatywnej z patriotycznym, niekiedy nacjonalistycznym dyskursem.
Nemzet i Erdek, czyli interes narodowy, jest odmieniany przez polityków Fideszu przez wszystkie możliwe przypadki, a język węgierski ma ich bardzo dużo.
Gdyby sympatycy lub badacze nacjonalizmów w Europie przeanalizowali poszczególne wypowiedzi polityków Fideszu po roku 2010,
A tym bardziej po 2015 to niechybnie wyszłoby, że są bardziej radykalne, a może wręcz wpisują się w ramy nacjonalizmu bardziej niż niejedno ugrupowanie w Europie powszechnie określane jako nacjonalistyczne, począwszy od francuskiego Zjednoczenia Narodowego, dawniej Front Narodowy, pod przewodnictwem Marine Le Pen.
Na pewno niemożliwe byłoby udowodnienie, że obecny Jobbik jest formacją choćby o bardziej narodowym dyskursie aniżeli Fidesz.
Tym samym, o ile Fidesz przeszedł ewolucję w kierunku partii nacjonalistycznej, podkreślam w kierunku, nie twierdzę, że takową się stał, o tyle Jobbik od formacji niewątpliwie nacjonalistycznej przeniósł się na pozycje centrowe, ewentualnie centroprawicowe.
Okazało się zatem, że to Fidesz zrealizował znakomitą część dawnych postulatów Jobbiku, partii, która te hasła porzuciła, stając się partią niewiarygodną zarówno dla dawnych zwolenników, jak i potencjalnego nowego elektoratu.
Obserwacja tych ewolucji politycznych na węgierskiej scenie politycznej prowadzi do konkluzji, że mimo politycznej klęski Jobbiku, węgierski nacjonalizm wcale nie poniósł klęski, a wręcz okazał się, oczywiście pod innymi nazwami, jak np.
wspomniany interes narodowy, istotnym katalizatorem sukcesów Fideszu i wciąż wysokiego poparcia.
Oczywiście wielu aktywistów dawnego Jobbiku zapewne głęboko nie zgodziłoby się z tym poglądem, zarzucając Fideszowi korupcję, oligarchizację życia publicznego, nepotyzm itd.
Zgodzę się z poglądem, że perspektywa zagranicznego obserwatora, choć zaznajomionego co nieco z polityką węgierską, jest inna aniżeli obywatela Węgier, codziennie zmagającego się z różnymi niedogodnościami czy arogancją władzy.
Jeżeli nawet stwierdzimy, że Fidesz faktycznie zawłaszczył państwo węgierskie na wielu obszarach, to trudno zaprzeczyć, iż zrealizował postulaty, które nacjonaliści wysuwali ponad dekadę temu.
Oczywiście ktoś mógłby zaprotestować, że przecież Węgry nie odzyskały dawnych ziem Wielkich Węgier, jednak postulat zmiany granic na niekorzyść np.
Rumunii czy Słowacji należy uznać za element politycznego folkloru.
Mniejszości węgierskie w krajach ościelnych, zwłaszcza w Rumunii czy na Słowacji, cieszą się znacznie większymi prawami aniżeli Polacy na Litwie czy Białorusi.
Co więcej, węgierskie firmy rozpychają się po krajach ościennych, choćby koncern paliwowy MOL czy OTP Bank.
Na marginesie mówiąc, relacje Budapesztu z Bratysławą czy Bukaresztem są całkiem poprawne.
W końcu nawet egzotyczny postulat współpracy turańskiej doczekał się realizacji przez Fidesz, został zaś zupełnie porzucony przez Jobbik.
Tutaj pojawia się kolejna i zarazem ostatnia konkluzja.
Jeżeli ktokolwiek postrzega swoją działalność polityczną tylko poprzez pryzmat osobistego sukcesu wyborczego, dojścia do upragnionej władzy, to być może lepiej, aby od początku znalazł się w szeregach mainstreamowej partii z niemałą szansą na rządy.
Już dekadę temu wydawało się, że nadchodzą rządy nacjonalistów i mimo pewnych sukcesów w poszczególnych krajach są to raczej drobne wyjątki.
Można zaryzykować tezem, że nacjonaliści, ilekroć zdobędą znaczące poparcie wyborców w różnych krajach Europy, stale będą stawać przed dylematem.
Czy wybrać polityczny dryf w stronę centrum i walkę o pełnię władzy, to realizuje od lat np.
partia Marine Le Pen we Francji,
czy może trwać przy swoich poglądach i po opadnięciu politycznych emocji skromnie walczyć o chociażby przekroczenie progu wyborczego, np.
nacjonaliści ze Słowacji.
Osoby o wyraźnie narodowych poglądach to zazwyczaj kilka, kilkanaście procent w społeczeństwie.
Jakiekolwiek rządy nie są możliwe bez bolesnych politycznie koalicji, w których należy troszczyć się o to, aby nie być zjedzonym jako przystawka.
Przykład Ligi Polskich Rodzin.
Inną alternatywą jest bojkotowanie wyborów i skupianie się w niewielkiej, ale radykalnej formacji, co z pewnością pozwoli na ciekawe wspomnienia na stare lata, lecz nie przyczyni się do zmiany rzeczywistości.
Jeżeli jednak nie postrzega się polityki tylko jako drogi do władzy, lecz także jako możliwość realizacji konkretnych postulatów, to działalność zarówno partii politycznej, jak i rozmaitych grup akademickich i młodzieżowych, portali internetowych czy pism ma istotny sens.
Wszystko to może wpłynąć na rządzących, którzy muszą mierzyć się z opinią publiczną i niekiedy rywalizować z nacjonalistami o wyborców.
W tym dostrzegam pewien sukces Jobbiku, choć byłoby to zapewne marne pocieszenie dla jego polityków.
Zachęcamy Państwa serdecznie do polubienia i skomentowania tego nagrania, czym pomogą nam Państwo w docieraniu do nowych odbiorców.
Prosimy również o zasubskrybowanie naszego kanału, aby nie przegapić kolejnych interesujących nagrań.
Prosimy również o rozważenie wsparcia finansowego dla naszej działalności.
To dzięki Państwa zaangażowaniu, w tym przede wszystkim cyklicznemu wsparciu finansowemu, możemy kontynuować naszą działalność i stale się rozwijać.
Wspierać nas Państwo mogą za pośrednictwem serwisu Patronite pod adresem patronite.pl ukośnik nowy lat, a wszelkie szczegóły odnośnie tej, a także innych możliwych form wsparcia znajdą Państwo w opisie tego nagrania.
Ostatnie odcinki
-
Samobójcza empatia – śmierć w obronie najeźdźcó...
03.02.2026 05:00
-
Warzecha: Młodzi zmuszają Tuska do prawicowości...
02.02.2026 11:30
-
Jakub Siemiątkowski - Refleksje nad aktualności...
02.02.2026 09:45
-
Kacper Kita: Deportacje są potrzebne. Czy Trump...
02.02.2026 08:45
-
Studenci z Indii wypchną Polaków z uczelni? Str...
02.02.2026 08:45
-
Jan Wójcik - Czy prawica ma monopol na krytykę ...
02.02.2026 07:20
-
Ból jest wszystkim. Świątynia kości i katastrof...
30.01.2026 06:00
-
Nord Stream vs Polska: czy gazociąg blokuje por...
29.01.2026 13:00
-
Tomasz Grzegorz Grosse - Nowa strategia bezpiec...
29.01.2026 09:40
-
Czy w XIII wieku możemy już mówić o narodzie po...
29.01.2026 09:00