Mentionsy
Małżeństwo z koszmaru
Małgorzata Wnuczek to 27 letnia mama i świeżo upieczona mężatka, która wraz z mężem i córką próbuje zbudować wspólne życie w Anglii. Kiedy kobieta niespodziewanie znika w drodze powrotnej z pracy, z początku nikt nie podejrzewa że stało się coś złego. Z czasem jednak na światło dzienne zaczynają wychodzić niepokojące fakty.
Partnerem dzisiejszego odcinka jest PsiBufet. Z kodem promocyjnym OLGAHERRING40 uzyskacie 40% zniżki na pierwsze zamówienie i 25% na drugie!
Zamów tutaj: https://psibufet.pl/olgaherring40
Szukaj w treści odcinka
Nowy rok to nowe postanowienia.
Zmieniamy swoje nawyki, ale może warto wprowadzić zmiany także w życiu naszych psiaków, na przykład w ich żywieniu.
Partnerem dzisiejszego odcinka jest Psi Buffet, czyli zbilansowane posiłki dla psów w jakości human grade, czyli takiej samej jak dla ludzi.
Psi Buffet to aż 8 smaków,
Wśród których nawet największy niejadek znajdzie coś dla siebie.
Każda porcja bogata jest w mięso, warzywa i witaminy i pakowana jest w wygodne opakowania, które łatwo przechowywać.
Jeżeli chcesz karmić swojego przyjaciela zdrowo, a przy okazji mieć mniej na głowie, to sprawdź Psi Buffet.
Jest dostarczany prosto pod drzwi w formie subskrypcji, dzięki czemu nie musisz martwić się, że twojemu psiakowi zabraknie jedzenia.
A jeżeli chcesz dostać 40% rabatu na pierwsze zamówienie i 25% na drugie, skorzystaj z kodu OLGAHERRING40.
Ich szczęście i zdrowie leży w naszych rękach.
Sprawa, o której dzisiaj opowiem, to bolesny, ale i prawdziwy dowód na to, że nigdy nie wolno poddawać się w dążeniu do prawdy.
Z drugiej jednak strony przeraża, jak odległy był finał tej historii i ile czasu musiało upłynąć, by odpowiedzieć na jedno, wydawałoby się proste pytanie – gdzie jesteś?
Dzisiejsza historia, chociaż w końcu niesie odpowiedzi, generuje też kolejne pytania, te trudniejsze, te jeszcze bardziej bolesne.
Jest też dowodem na to, że są takie sprawy, gdzie upór śledczych, ich niezłomność i zdolność do współpracy potrafi skutecznie zburzyć mit o zbrodni doskonałej.
Jest końcówka lat 90.
W Inowrocławiu, mieście położonym niedaleko Torunia i Bydgoszczy, mieszka dwudziestoletnia Gosia, wysoka, szczupła blondynka o niebieskich oczach.
Tu, w mieście Soli, bo słynącym z licznych uzdrowisk i tężni, mieszka ze swoimi rodzicami, mamą Bożeną, tatą Ryszardem, a także ze starszym o dwa lata bratem.
Gosia jest raczej spokojną dziewczyną, może nawet nieco zamkniętą w sobie.
Ma wąskie grono zaufanych znajomych, nie sprawia rodzicom problemów wychowawczych i uchodzi za bardzo ułożoną i dobrze wychowaną dziewczynę.
Gosia kompletnie nie jest zainteresowana imprezami ani dyskotekami i swój wolny czas zdecydowanie woli spędzać w domu.
Jest teraz w ostatniej klasie liceum imienia Kasprowicza w Inowrocławiu i za moment zdaje maturę.
Zależy jej, żeby uzyskać jak najlepsze wyniki.
I dopina swego.
Szkołę kończy z dobrymi wynikami, maturę zdaje na wysokie oceny i idąc za ciosem postanawia uczyć się dalej.
Jako swój kolejny życiowy przystanek teraz wybiera oddalony o 135 kilometrów od Inowrocławia Poznań, gdzie rozpoczyna studia na Uniwersytecie Adama Mickiewicza.
Jako, że w szkole od zawsze interesowała ją geografia, jako kierunek studiów wybiera geologię, ale ten wybór szybko weryfikuje życie.
Geologia okazuje się być dla Gosi dużym rozczarowaniem.
Mimo, że radzi sobie doskonale i nie ma żadnych problemów ze zdawaniem egzaminów, to samo studiowanie już nie przynosi jej satysfakcji i chyba nie widzi się w żadnym z zawodów, jakie oferuje dyplom po ukończeniu tego kierunku.
Gosia jeszcze chwilę walczy ze sobą i daje sobie szansę na polubienie się z geologią, ale kiedy kończy drugi rok studiów już nie ma wątpliwości.
Nie chce wracać po wakacjach na ten kierunek.
Zanim zmarnuje więcej czasu, podejmuje stanowczą decyzję i zostawia za sobą dwa lata nauki i przenosi się na inne studia, może nawet bardziej związane z jej ulubioną geografią, bo tym razem
Wybiera turystykę i rekreację na tej samej uczelni.
Czasami zmiana zdania jest bardzo potrzebna i szybko okazuje się, że tak jest i w tym wypadku.
Przeniesienie się na inny kierunek to strzał w dziesiątkę.
Gosia już od pierwszych zajęć rzeczywiście jest zainteresowana tym, co przekazują wykładowcy i po geologii.
Która tylko ją zmęczyła wreszcie czuje radość kiedy idzie na uczelnię.
Kolejne semestry tylko utwierdzają ją w przekonaniu, że wybrała dobrze i że chyba wreszcie znalazła swoją drogę.
Zmiana kierunku studiów przynosi jeszcze jedną niespodziankę od życia.
Na drugim roku turystyki i rekreacji, czyli na przełomie 2001 i 2002 roku, podczas jednego ze zwykłych studenckich spotkań, Gosia poznaje Darka.
Jest wysoki, ma ciemne włosy i od razu wpada Gosi w oko, zresztą ze wzajemnością.
Zaczyna się od zwykłej rozmowy i wymiany numerami telefonów, spotkań ze wspólnymi znajomymi, aż w końcu para zaczyna spotykać się sam na sam.
Gosia zakochuje się po same uszy, a Darek odwzajemnia uczucie.
Szybko oficjalnie stają się parą, chociaż dla wielu ten związek niemal od początku stanowi niemałą zagwozdkę.
Bo Gosia i Darek są swoimi absolutnymi przeciwieństwami.
Ona bardzo spokojna, wyważona, stroniąca od imprez.
Na pierwszym miejscu zawsze była dla niej nauka.
Darek z kolei to typ imprezowicza.
Lubi się bawić, lubi towarzystwo, korzysta ze studenckiego życia na całego z piwem w ręku.
Można odnieść wrażenie, że Gosia na studiach jest po to, by zdobyć wiedzę i zawód, a Darek...
Darek jest po to, by wydłużyć młodość i beztroski czas.
I to właśnie dlatego otoczenie patrzy na ich relacje ze zdziwieniem i zastanawia się, co będzie dalej.
Czy te dwa światy połączą się?
Czy może Darek wreszcie zmieni się pod wpływem sumiennej gosi i stanie się odrobinę dojrzalszy?
Tylko, że jest kompletnie na odwrót.
Ku zaskoczeniu wszystkich,
Ta cicha i do tej pory skupiona na własnym rozwoju dziewczyna pod wpływem swojego nowego chłopaka kompletnie się zmienia i przejmuje nawyki Darka.
Gosia dołącza do niego i wpada w wir imprez, na których od teraz zawsze pojawia się u boku Dariusza.
Towarzyskie życie i odsypianie studenckich imprez staje się tak absorbujące, że oboje szybko zapominają o studiach i egzaminach, a priorytetem staje się zabawa i wspólne spędzanie czasu.
Niestety, nie da się mieć ciastko i zjeść ciastko, dlatego odbija się to na wynikach w nauce.
Co prawda nie Darka, bo on nigdy nie był najlepszym studentem, ale Gosia przestaje być jedną z najlepszych studentek na roku.
Po jakimś czasie robi się tak trudno, że dziewczyna podejmuje też kolejną decyzję i przenosi się ze studiów dziennych, bardziej angażujących czasowo na studia w trybie zaocznym i na ten sam krok w tym samym czasie decyduje się także Darek.
Para kontynuuje jednak naukę i dalej żyje dość imprezowo, ale mimo wszystko jakoś udaje im się łączyć studia i zabawę.
Najbardziej jednak kwitnie ich relacja.
Oboje nie widzą poza sobą świata i gdy nadchodzi marzec 2003 roku, ich związek przechodzi na kolejny etap, ponieważ para bierze ślub.
Gosia przyjmuje też nazwisko po mężu i od teraz jest
Małgorzatą wnuczek.
Od ślubu wszystko dzieje się już bardzo szybko, bo gdy w czerwcu 2003 roku Małgosia obchodzi swoje 24 urodziny, już ma pewność, że ten rok będzie wyjątkowy.
Nie tylko została żoną mężczyzny swoich marzeń, ale też niedługo zostanie mamą, ponieważ, jak się okazuje, jest w ciąży.
Jeszcze w tym samym roku na świat przychodzi mała Ola, a córeczka Gosi i Darka wywraca ich dotychczasowe życie do góry nogami.
Teraz, gdy w życiu Gosi pojawia się mały człowiek, za którego jest w 100% odpowiedzialna, kobieta zaczyna zdawać sobie sprawę, że musi zacząć żyć inaczej.
Czas stać się odpowiedzialną mamą.
Gosia od tego momentu całkowicie poświęca się macierzyństwu, co przy okazji przynosi jej prawdziwą satysfakcję.
Mała Ola staje się dla niej oczkiem w głowie i sensem życia, a jednocześnie weryfikuje wszystko.
Opieka nad malutkim dzieckiem jest bardzo absorbująca i Gosia nie tylko nie może już imprezować, ale nie ma też za bardzo czasu na naukę.
Łączenie zajęć z opieką nad dzieckiem okazuje się dla niej zbyt trudne, dlatego 24-latka ostatecznie całkowicie porzuca studia.
Szczególnie, że para nie musi gnać w stronę finansowej niezależności.
Otrzymują ogromne wsparcie ze strony rodziców Gosi, pani Bożeny i pana Ryszarda, którzy dla swojej córki i wnuczki zrobią niemal wszystko.
Chcą im ułatwić start w dorosłe życie, dlatego też kupują świeżo upieczonemu małżeństwu mieszkanie w Inowrocławiu.
Chcą być też blisko, dlatego decydują się na nieruchomość, która znajduje się niedaleko ich własnego mieszkania.
Pani Bożena i pan Ryszard chcą, żeby córka, gdy tylko mała Ola trochę podrośnie, mogła pomyśleć o powrocie na studia czy poszukiwaniu pracy.
Chętnie pomogą i już teraz pomagają przy wnuczce, co bardzo ułatwia codzienność Gosi i Darka.
Tak naprawdę ich życie jest niemal sielankowe.
Rzadko kiedy młode małżeństwo przed trzydziestką startuje w dorosłe życie z własnymi czterema kontami i bez kredytu.
Wnuczkowie mają ogromne szczęście i wygląda na to, że może być już tylko lepiej, ale czy na pewno?
Od ślubu Gosi i Darka minęło zaledwie półtora roku, a już zbliżają się wielkie zmiany.
Darek niespodziewanie oznajmia swojej żonie, że wyjeżdża za granicę.
Chce skorzystać z tego, że Polska niedawno przystąpiła do Unii Europejskiej, co otworzyło całą masę nowych dróg i możliwości, a na swój cel obiera Anglię.
Wielu jego znajomych wyjechało tam w ostatnim czasie i wszystkim wiedzie się bardzo dobrze.
Jednak te wielkie słowa wcale nie sprawiają, że Gosia zaczyna skakać z radości.
Wręcz przeciwnie.
Jest pełna obaw, a przede wszystkim jest w szoku, że mąż w zasadzie stawia ją przed faktem dokonanym.
Nie pyta o zdanie, nie próbuje się konsultować.
Po prostu oznajmia, że wyjeżdża, jakby zapomniał, że nie jest już kawalerem.
I gdy Małgosia odtrząsa się z pierwszego szoku, od razu wyraża swoje obawy.
Nie chce, żeby Darek wyjeżdżał za granicę, szczególnie tak daleko.
Małżeństwo z koszmaru.
ze względu na problemy z pracą, ale w tym wypadku Gosi nie przekonują argumenty związane z finansami.
Przecież mają mieszkanie, które zostało im podarowane, spokojnie mogą dorobić się w kraju bez narażania się na rozłąkę.
Poza tym Gosia też chciałaby wrócić do pracy, a bez pomocy męża nie będzie to takie łatwe.
Ma też duże obawy, czy w ogóle Darek poradzi sobie za granicą.
Jednak cały ten sprzeciw Małgosi jest bezcelowy, bo wygląda na to, że Darek podjął decyzję o swoim wyjeździe, zanim w ogóle poinformował o nim żonę.
A o tym, że rzeczywiście tak jest świadczy fakt, że wbrew sprzeciwowi Gosi, mężczyzna po prostu pakuje się i wyjeżdża na wyspy.
I chociaż na początku Gosii trudno jest pogodzić się z decyzją męża, to szybko docierają do niej dobre wieści.
Okazuje się, że Darek chyba wiedział co robi, bo na wyspach od razu znajduje lokum i pracę i to nawet bardzo dobrze płatną.
Wbrew obawom Gosii jest też w stałym kontakcie z domem.
Dzwoni, relacjonuje jak tam jest i brzmi na zadowolonego, co uspokaja 25-latkę.
Gosia zaczyna nawet dostrzegać te dobre strony wyjazdu męża.
Ma nadzieję, że Darek zrobi tak jak obiecywał.
Zarobi dobre pieniądze, odłoży ile się da i wróci do domu.
Jednak z każdym kolejnym tygodniem emigracji swojego męża, Małgosia zaczyna mieć coraz więcej wątpliwości, czy rzeczywiście tak będzie to wyglądało i ma powody, by tak myśleć.
I o ile z początku Darek często dzwonił do żony, wysyłał też co chwilę jakieś pieniądze na ich wspólne konto, tak od jakiegoś czasu wszystkiego jest mniej, zarówno kontaktu, jak i przelewów, a w pewnym momencie Darek wręcz kompletnie przestaje wspierać finansowo swoją rodzinę, co rodzi krępujące dla Gosii sytuacje.
Dwudziestopięciolatka nie pracuje, opiekuje się małą Olą i gdy mąż nie przesyła ani grosza, w końcu zaczyna brakować jej na życie.
Z początku Gosia co jakiś czas prosi rodziców o mniejsze pożyczki, ale kiedy kolejny raz zwraca się o finansową pomoc, pani Bożena i pan Ryszard w końcu dopytują o co chodzi.
Przecież Darek świetnie zarabia za granicą.
A mimo to córka musi prosić ich o gotówkę na pieluchy dla dziecka.
Zmartwieni rodzice chcą ustalić co się dzieje.
Zaczynają nawet podejrzewać, że może coś jest nie tak, ale Gosia nie mówi im całej prawdy.
Gdy jej mama złości się na zięcia, że zostawił żonę i córkę same, a i tak nic z tego nie ma, Małgosia zamiast przyznać się jak jest, jak lwica broni Darka.
Tłumaczy się swoim rodzicom za niego i przy każdej kolejnej prośbie o pożyczkę ma nową wymówkę.
Innym razem Gosia prosi o przelew, bo pracodawca nie płaci Darkowi na czas i wyśle pieniądze z opóźnieniem.
Jeszcze innym razem Darek miał duże wydatki, musiał zamienić mieszkanie na inne i wszystko pochłonęła kaucja.
Gosia nie daje po sobie poznać, że jest źle i że sama nie wierzy w wymówki męża.
Jest oddalona od niego o półtora tysiąca kilometrów, czuje się bezsilna i jest jej trochę wstyd przyznać, jak kiepskie są jej relacje z mężem.
Martwi się przede wszystkim o swoje małżeństwo i nie chce niczego zdradzać, dopóki sama nie wyjaśni z Darkiem całej sytuacji.
Wielkimi krokami zbliża się druga rocznica ślubu Darka i Małgosi, lecz na ten moment nie zapowiada się, by mieli spędzić ten czas razem.
Darek od ponad 3 miesięcy jest w Anglii, a ten krótki pobyt zdążył sprawić, że Gosia nabrała wielu wątpliwości.
W związku z tym podejmuje decyzję o tym, że musi działać.
Prosi rodziców o to, by przez kilka dni zaopiekowali się mamą Olą, po czym pakuje się i wyjeżdża do Anglii, a konkretniej do Leicester, gdzie mieszka teraz jej mąż.
Chcę zobaczyć się z nim twarzą w twarz, wszystko wyjaśnić i jak wierzy, rozgonić czarne myśli.
I najwyraźniej to się udaje, bo niedługo później Gosia wraca z wysp do kraju, a jej rodzice widzą kompletnie odmienioną córkę.
26-latka promienieje, jest szczęśliwa i wygląda na to, że kryzys został zażegnany.
Gosia wraca też z torbą upominków i widać, że na wszystko wydała sporo, co dla rodziców jest sygnałem, że chyba sytuacja z pracą Darka jest już ustabilizowana.
Poza tym nastrój Gosi mówi sam za siebie.
Mija zaledwie miesiąc i nadchodzą święta.
Jest 27 marca, niedziela wielkanocna, a Gosia już od rana chodzi podekscytowana.
Mąż obiecał, że przyjedzie na święta do domu i że wreszcie spędzą trochę czasu razem, ale mijają godziny, aż w końcu kończy się dzień, a Darek nie staje w drzwiach.
Zaniepokojona żona kontaktuje się ze swoim mężem, żeby dowiedzieć się, co go zatrzymało.
Może przyjedzie kolejnego dnia, ale Darek gasi wszelkie nadzieje.
W ogóle nie pojawi się na święta w domu, bo wziął nadgodziny.
Wielu pracowników z racji świąt wyjechało, a dzięki temu on ma szansę zarobić więcej.
Przyjdzie dobry moment i wszystko nadrobią.
Gosia chociaż jest rozczarowana, to rozumie sytuację.
Mąż jest w Anglii dla pracy, a skoro ma okazję się wykazać, to szkoda, żeby ją zmarnował.
Resztę świąt spędza więc z córką i rodzicami, ale nie potrafi się zrelaksować i cieszyć wspólnym czasem.
Ma wręcz wyrzuty sumienia, że oni korzystają z wolnego, a Darek, Darek spędza święta sam i to na dodatek w pracy.
Jednak wszystko zmienia się niedługo później, gdy zupełnie przez przypadek do Gosi docierają szokujące wieści.
Okazuje się, że Gosia kompletnie niepotrzebnie współczuła mężowi, bo ten wcale nie pracował w święta.
Nie miał żadnego dyżuru w pracy ani zleconych nadgodzin.
Święta zamiast z żoną i córką spędził u swojego kolegi, z którym wspólnie imprezowali do białego rana.
Gdy o wszystkim dowiaduje się Gosia, jest zdruzgotana.
Nie może uwierzyć, że mąż wolał pić z kolegą zamiast spędzić czas z nią i z córką.
Znowu wracają wszystkie czarne myśli, a radość z udanego spotkania sprzed miesiąca pryska jak bańka mydlana.
Fatalny nastrój Gosi zauważają też jej bliscy, bo 26-latka momentalnie smutnieje.
Znowu jednak niczym nie chce się dzielić, być może wstydzi się zachowania swojego męża albo tego, że znowu dała się nabrać.
Ukrywa przed panią Bożeną i panem Ryszardem prawdę o świętach w wydaniu Darka, ale sama nie ma zamiaru porzucić tego tematu, chce walczyć.
Gosia głęboko wierzy, że ich sytuację związkową da się jeszcze naprostować i pomimo rozczarowania, kobieta pakuje się i niedługo po świętach, w maju 2005 roku, po raz kolejny leci do Anglii, żeby spędzić czas z mężem i jeszcze raz wszystko wyjaśnić.
Doskonale też widzi, że rozłąka im nie służy, bo ona tęskni za nim, a czy on to odwzajemnia?
Niestety, tym razem po powrocie z wysp Gosia nie jest już rozpromieniona.
Do Polski wraca zdołowana, zdemotywowana, a do tego wszystkiego bez grosza przy duszy.
I tym razem jej fatalny nastrój nie umyka uwadze rodziców, szczególnie, że znowu muszą pomagać córce finansowo.
Gosia za to, jak za każdym poprzednim razem, tłumaczy męża na milion sposobów i wyjaśnia rodzicom, dlaczego akurat tak się stało.
Tylko, że pani Bożenie i panu Ryszardowi coraz trudniej wierzyć w kolejne wymówki i udawać, że żadnego problemu nie ma.
Darek jest już w Anglii od 8 miesięcy, gdy Gosia podejmuje przełomową dla siebie i dla całej swojej rodziny decyzję.
Chce dalej walczyć i jest zdeterminowana, by ratować swoje małżeństwo.
Chce zrobić wszystko, żeby być dalej z Darkiem, ale doskonale widzi też, że związek na odległość im nie wychodzi.
Dlatego oznajmia rodzicom, że zabiera małą Olę i że wylatują wspólnie do Anglii, by tam dołączyć do Darka na stałe.
Mimo że rodzice są bardzo sceptyczni, Gosia jest tak zdeterminowana, że nie zostawia miejsca na dyskusję.
Podjęła już decyzję i czuje, że musi po wielomiesięcznej rozłące na nowo scalić rodzinę i że to jest ich jedyna szansa.
Nie daje też po sobie poznać, że sama ma mnóstwo obaw.
Bardzo słabo zna angielski, Ola jest taka malutka i tam, w Anglii, nie będzie miała pomocy przy dziecku.
Mimo tego jest gotowa podjąć ryzyko i z niespełna dwuletnią córeczką lądują na lotnisku w Leicester z nadzieją na lepsze nowe.
Już za moment odbierze je stąd Darek i wreszcie będą żyli jak rodzina, razem.
Jednak już pierwsze chwile w Anglii okazują się być gigantycznym rozczarowaniem, bo gdy Gosia razem z małą córką wysiadają z samolotu i udają się na parking, wbrew ustaleniom nie zjawia się na nim Darek, a jego kolega.
Myślała, że to mąż się odbierze, że rzuci się mu w ramiona, że wszyscy razem, całą rodziną pojadą do ich nowego domu.
Nie był w stanie przyjechać odebrać kobiet swojego życia, bo wypił za dużo i nie jest w stanie prowadzić samochodu.
Gosia nie może uwierzyć, że to jest ta wymówka.
Jedyne co czuje, to żal i rozczarowanie, ale nie postanawia zawrócić i wrócić do kraju.
Ciągle wierzy, że gdy będzie obok, to będzie inaczej, dlatego rusza na spotkanie z mężem.
I może jest to dobra decyzja, bo kolejne miesiące mijają spokojnie, a Gosia i mała Ola powoli zadomawiają się w innym kraju.
Gdy nadchodzi wrzesień 2005 roku i kończą się wakacje, pani Bożena i pan Ryszard zaczynają bardzo tęsknić za córką i wnuczką.
Nie widzieli ich od dwóch miesięcy i dłużej już nie wytrzymają, dlatego kupują bilety i lecą na wyspy w odwiedziny.
W Anglii zostają na aż trzy tygodnie i czas ten spędzają w rodzinnym gronie.
Urlop na wyspach mija im spokojnie i bez odstępstw od normy poza jedną rzeczą.
Mama Gosi ze względu na ostatnie perypetie uważniej przygląda się zięciowi i coś zaczyna dostrzegać.
Już po kilku dniach pobytu ma nieodparte wrażenie, że Darek trochę za często zagląda do kieliszka, o czym nawet mówi panu Ryszardowi, ale mąż zupełnie tego nie widzi.
Tłumaczy, że przecież to, że napiją się wieczorem nic jeszcze nie znaczy i sugeruje, żeby żona odpuściła szukania dziury w całym.
Zresztą cały pobyt jest naprawdę udany i ostatecznie dziadkowie wracają do Polski z myślą, że Gosia może i dobrze zrobiła przylatując do Anglii.
Mija zaledwie półtora miesiąca od wizyty rodziców Gosi.
Mężczyzna zatrzymuje się w wynajmowanym przez siostrę i szwagra domu, bo tak naprawdę jest tu z dwóch powodów.
Sam chce dorobić, ale też trochę pomóc siostrze, która jest jeszcze trochę zagubiona w obcym kraju.
Jako, że mieszka z małżeństwem, ma okazję poprzyglądać się ich codziennemu życiu i niestety i on zauważa coś niepokojącego.
Podobnie jak pani Bożena, także brat zauważa, że Dariusz pije zdecydowanie za dużo.
A po spożyciu daleko mu do miłego męża i szwagra.
Wieczory, podczas których mąż Gosi opróżnia butelki, przepełnione są zaczepnymi tekstami i wulgarnymi odzywkami.
Obraz idealnej trzyosobowej rodziny z małym dzieckiem zaczyna zyskiwać prawdziwe barwy, a bliscy Gosi coraz wyraźniej widzą to, czego wcześniej chyba nie zauważali albo, co raczej, było przed nimi skutecznie ukrywane.
Wszystkie puzzle wskakują na właściwe miejsce.
Te niezrozumiałe zachowania, nagłe wyjazdy, ogólne posmutnienie Gosi i ciągłe tłumaczenie się za męża wygląda na to, że w tym małżeństwie wcale nie dzieje się dobrze.
Mimo pewnych rys na tym idealnym obrazku, rok 2005 kończy się względnie spokojnie.
Ola i Małgosia nadal przebywają w Anglii i powoli odnajdują się w nowym miejscu.
Idzie też chyba lepsze, bo nowy 2006 rok rozpoczyna się bardzo pozytywnie.
Już na samym jego początku, w styczniu, życie małżeństwa z Polski klaruje się pod kątem finansowym,
Ponieważ Darek wreszcie podpisuje w swojej aktualnej pracy stały kontrakt, co wiąże się z wyższym wynagrodzeniem i spokojem o przyszłość zawodową.
Taka stabilizacja pozwala małżeństwu na kolejny ważny krok, bo gdy nadchodzące miesiące nie są już niewiadomą, mogą pozwolić sobie na zamieszkanie bez współlokatorów.
Gosia przez telefon relacjonuje swoim rodzicom, że już rozglądają się za nowym mieszkaniem na wynajem,
I że nawet mają coś na oku.
Jest radosna i pełna optymizmu, bo będzie to wreszcie namiastka dawnego życia, jakie zostawili w Polsce.
Pani Bożena i pan Ryszard z dużą ulgą przyjmują te wieści.
Może jednak wszystko się ułoży.
Bardzo chcą, żeby Gosia była szczęśliwa.
I gdy wydaje się, że prawidłowy kurs został obrany, dzieje się coś nieoczekiwanego, bo w połowie stycznia 2006 roku do drzwi pani Bożeny i pana Ryszarda puka niezapowiedziany gość.
To Darek w towarzystwie małej Oli.
Teściowie są zaskoczeni widokiem zięcia, ale już za moment sytuacja nieco się rozjaśnia.
Okazuje się, że Darek zjawia się w Inowrocławiu nie bez powodu.
Pyta, czy Gosia mówiła, że planują się przeprowadzić, na co teściowie odpowiadają, że tak.
Wspominała, że podobno mają coś na oku.
Darek od razu podchwytuje temat i kontynuuje go.
Opowiada, że rzeczywiście znaleźli nowy dom, ale muszą najpierw trochę go odświeżyć własnymi siłami, potem umeblować, przenieść rzeczy i naprawić różne drobne usterki.
Nie jest to nowy budynek, dlatego czeka ich dużo pracy, a jednoczesna opieka nad małą Olą i to w warunkach, które z początku na pewno nie będą bezpieczne dla niespełna trzylatki, popychają Darka do tego, by wystąpić do teściów z pewną prośbą.
Chcę, by dziadkowie zaopiekowali się wnuczką przez najbliższe dwa tygodnie, kiedy oni będą próbowali uporać się z przeprowadzkowym chaosem.
Pani Bożena i pan Ryszard oczywiście nie widzą żadnego problemu.
Wręcz przeciwnie.
Cieszą się, że będą mieli okazję spędzić z wnuczką czas, aczkolwiek dziwi ich cała sytuacja.
To, że Darek zjawia się niemal bez zapowiedzi i że Gosia nawet nie zadzwoniła.
A to wcale nie koniec zaskoczeń, bo Darek ma do teściów jeszcze jedną prośbę, która jest już mocno zastanawiająca.
Bo mimo, że Ola ma zostać u dziadków tylko na dwa tygodnie, mężczyzna prosi, żeby zapisali ją do przedszkola.
Ta prośba wydaje się panu Ryszardowi i pani Bożenie trochę na wyrost, bo kto zapisuje dziecko do nowej placówki na zaledwie dwa tygodnie?
Tłumaczy, że Ola zaraz po wakacjach, we wrześniu, została zapisana w Anglii do przedszkola.
Jako jedynaczka ma tam kontakt z innymi dziećmi i razem z Gosią ustalili, że dwutygodniowa przerwa może zaprzepaścić ten czas i adaptację, którą przeszła pomyślnie.
Razem podjęli więc decyzję, że najlepiej będzie, jeśli malutka nie utraci codziennego kontaktu z rówieśnikami.
Jeszcze mogliby nabawić się trudności z powrotem do przedszkola.
Nieco zdziwieni dziadkowie ostatecznie dają się jednak przekonać i rzeczywiście zapisują Olę do jednego z przedszkoli w Inowrocławiu, niedaleko ich mieszkania, a Darek, zadowolony, że misja została spełniona, wraca do Anglii.
W kolejnych dniach małżeństwo rzeczywiście przeprowadza się i kiedy wydaje się, że wszystko powinno się układać, do pani Bożeny i pana Ryszarda docierają bardzo niepokojące informacje z Anglii.
Podczas jednej z rozmów telefonicznych
Gosia wyznaje swoim rodzicom, że przeprowadzka nic nie da.
Wreszcie otwarcie mówi to, co bliscy podejrzewali już dawno, że w jej małżeństwie jest bardzo źle i to już od dłuższego czasu.
Gosia wyznaje, że z Darkiem kompletnie się nie dogadują, a sytuacja jest już na tyle poważna, że nawet rozważa to, żeby odejść od męża.
Tylko, że na słowach się kończy, bo Gosia nie decyduje się na żadne konkretne kroki.
Widać, że chce scalić rodzinę i że bardzo tęskni za córką.
Gdy tylko może dzwoni, pisze smsy, czy na kilka dni zjawia się w rodzinnym domu, by odwiedzić Olę, ale ostatecznie ten dwudygodniowy pobyt dziewczynki w kraju zamienia się w pobyt trwający ponad miesiąc.
W marcu 2006 roku Gosia ponownie pojawia się w Inowrocławiu.
Bardzo stęskniła się za swoją córką i choć radość ze spotkania jest ogromna, to na pierwszy rzut oka widać, że nie wszystko jest w porządku.
Gosia jest nieswoja.
Zachowuje się inaczej, jest nerwowa, widać, że coś ją trapi.
Rodzice mają nawet wrażenie, że Gosia może się czegoś boi?
Wypytują córkę czy wszystko w porządku, czy może mogą jej jakoś pomóc i wtedy Gosia wreszcie otwiera się i przyznaje swoim rodzicom, że jej małżeństwo jest już skończone.
Mieli zamieszkać razem, ale życie wszystko zweryfikowało.
Pobyt Oli u dziadków przedłużył się, bo całe życie pokomplikowało się Gosii.
Nici ze wspólnej wyprowadzki.
Darek i Gosia rozstali się definitywnie i nawet nie mieszkają już razem.
Kobieta wyprowadziła się z ich wspólnego, niedawno co wynajętego domu.
Ich próba ratowania związku zakończyła się fiaskiem.
Gosia dopiero teraz otwiera się i mówi jak było naprawdę.
Opowiada, że od początku, gdy tylko na stałe przyjechały z Olą do Anglii, było źle.
To prawda, Darek rzeczywiście nadużywa alkoholu i bywa po nim nieprzewidywalny.
Kobieta żali się, że liczy się tylko ze swoimi potrzebami i że ma wrażenie, jakby cofnęli się do czasów studenckich, tylko że Darek chyba zapomniał, że ma żonę i dziecko.
Pomógł jej między innymi młodszy o kilka lat mężczyzna o imieniu Piotr, pochodzący z Torunia, którego niedawno poznała.
Gosia uprzedzając pytania rodziców od razu zaznacza, że jest to tylko przyjaciel, ale prosi przy okazji, żeby nie wspominać o nim Darkowi, bo ten nie wie o jego istnieniu.
I lepiej, żeby wszystko przebiegło bez eskalacji konfliktu.
Pani Bożena i pan Ryszard słuchają tych wyznań z ciężkim sercem.
Nie takiego życia chcieli dla swojej ukochanej córki, ale stało się.
Najważniejsze, żeby teraz wszystko się ułożyło.
Namawiają więc Gosię, że może powinna zostać w Polsce.
Tu ma przecież mieszkanie i ich wsparcie.
Gosia co prawda nie mówi nie, ale jeszcze nie teraz.
Po pierwsze, ma w Anglii pracę, wynajęte mieszkanie, chciałaby też jeszcze raz porozmawiać z Darkiem.
Na ten moment na pewno wraca, a jak będzie dalej, czas pokaże.
I kiedy pobyt Gosi w Polsce dobiega końca i zbliża się czas wyjazdu na wyspy, dzieje się znowu coś dziwnego, bo Gosia oznajmia, że wraca do Anglii, ale bez córki.
Tłumaczy, że w wynajmowanym mieszkaniu ze współlokatorami nie za bardzo są warunki na małe dziecko.
Prosi rodziców, żeby jeszcze raz przez moment zaopiekowali się małą dziewczynką, szczególnie, że Ola uczęszcza już na miejscu do przedszkola, w którym bardzo dobrze się czuje.
Rodzice, postawieni przed faktem dokonanym, nie za bardzo mają inne wyjście niż po prostu się zgodzić.
Teraz ta prośba o zapisanie wnuczki do przedszkola nabiera sensu.
Jakby Gosia i Darek wiedzieli, że dziewczynka prędko nie wróci na wyspy.
Dlatego też pani Bożena i pan Ryszard od razu zaczynają odczuwać
że córka chyba znowu nie mówi im wszystkiego, ale Gosia uspokaja ich i obiecuje, że jak tylko poukłada swoje życie, to wróci po Olę.
Rodzice zresztą nie wątpią w te słowa.
Gosia naprawdę całym sercem kocha swoją córkę.
Jest kwiecień 2006 roku i zbliżają się święta wielkanocne.
Pani Bożena i pan Ryszard wyczekują córki, która obiecała, że na święta pojawi się w domu.
Stęskniona Gosia zjawia się w Inowrocławiu, ale ku zaskoczeniu wszystkich nie przyjeżdża sama.
W mieszkaniu rodziców stawia się w towarzystwie Darka i oboje wyglądają na bardzo zadowolonych, co wprawia panią Bożenę i pana Ryszarda w zdumienie.
Gosia i Darek zachowują się wręcz jakby w ogóle się nie rozstali.
Wręcz wołają rodziców na parking przed mieszkaniem, bo chcą pochwalić się nowo zakupionym samochodem.
Gdy na obiad wszyscy już spokojnie siadają przy jednym stole, małżeństwo łapie się za ręce i oznajmia, że wszystko między nimi jest już wyjaśnione i że znowu mieszkają razem.
Od ostatniej wizyty Gosi i deklaracji, że to definitywny koniec, minął zaledwie miesiąc, a zmiana nastrojów jest diametralna.
Dlatego pani Bożena i pan Ryszard z pewną dozą nieufności patrzą na ten niemal teatralny obraz i bardzo szybko na jaw wychodzi, że słusznie wstrzymywali się z okazywaniem radości.
Bo cały pobyt małżeństwa w Inowrocławiu to jedno wielkie nieporozumienie.
Gdy Darek wieczorem po przywitaniu i dobrych wieściach sięga po coś mocniejszego, dosłownie otwiera alkoholowy maraton.
Jest pijany praktycznie non stop, a pod wpływem pokazuje swoją drugą twarz.
Dariusz, gdy się napije, jest agresywny, zaczepny i wszczyna awantury.
Z każdym kolejnym dniem coraz mniej przejmuje się tym, że wszystkiego świadkami są teściowie i jego malutka córka,
A w pewnym momencie całkowicie przestaje się hamować.
Samego siebie przechodzi pod koniec pobytu, gdy do Gosi dzwoni telefon.
To jej przyjaciel Piotr chce złożyć świąteczne życzenia i zapytać co u niej.
Niestety dzwoni, gdy Darek jest pod wpływem, co w takim połączeniu.
Rozpoczyna koszmarną awanturę.
Darek nie powstrzymuje się, zwłaszcza że w domu akurat nie ma pana Ryszarda.
Żąda wyjaśnień, wykrzykuje, jest zazdrosny i wściekły.
Wpada w taki szał, że w pewnym momencie rzuca się na Gosię i zaczyna ją kopać i dusić.
Pani Bożena jest przerażona tym, co widzi.
Gdy pan Ryszard wraca do domu, roztrzęsiona żona od razu relacjonuje co się wydarzyło i do obojga dociera, że to na pewno nie był pierwszy raz.
Momentalnie rozpoczynają rozmowy z Gosią.
Za żadne skarby nie powinna wracać z tym człowiekiem do Anglii.
Namawiają córkę, żeby została w kraju, z nimi i z malutką Olą.
Ma przecież gdzie mieszkać, jej mieszkanie ciągle czeka, puste, bez tego przemocowca i awanturnika.
Niech się o nic nie martwi, oni pomogą finansowo, znajdzie pracę.
Ola ma już przedszkolę, argumentów mają w brud i chcą za wszelką cenę sprawić, żeby już więcej nie wyjeżdżała i została w Inowrocławiu.
Jednak wszystko na nic, bo Gosia robi po swojemu.
Po świętach razem z nim wsiada do samochodu, kompletnie ignorując błagania rodziców i wszystko to co działo się w ostatnich dniach.
Jedzie z mężem z powrotem na wyspy zostawiając córkę u dziadków.
Na odchodne rzuca tylko zdanie, że wszystko będzie dobrze, chociaż jej mina mówi coś zupełnie innego.
Gosia i Darek wracają na wyspy do tego domu, który wspólnie wynajęli w styczniu i z którego Gosia już raz zdążyła się wyprowadzić.
To właśnie wtedy, gdy mieszkali przez jakiś czas osobno, do Darka wprowadził się współlokator, co było sposobem na obniżenie kosztów życia.
Podpisał jednak umowę i od teraz Darek i Gosia wcale nie mieszkają sami, tak jak marzyli, jak było to na początku planowane.
Jednak ta obecność współlokatora nie jest największym problemem małżeństwa, bo jak nie trudno się domyślić, czy w Polsce, czy w Anglii, czy z teściami, czy bez, nie jest ani trochę lepiej.
Darek po powrocie, jak to zresztą ma już w zwyczaju od dawna, sięga po alkohol, a między parą znowu wybuchają kolejne awantury.
Gosia bardzo szybko zaczyna żałować, że wróciła na wyspy z mężem, chociaż poniekąd musiała.
Nadal ma tu zobowiązania, ale teraz ma już serdecznie dość.
Nie zapowiada się, że idą zmiany na lepsze, dlatego tuż po powrocie z Polski kobieta pakuje swoje rzeczy i mimo, że dopiero co z powrotem wprowadziła się do męża, znowu się wyprowadza.
Tym razem przenosi się do miasteczka oddalonego o około 85 kilometrów od Leicester i jest tak zdeterminowana, że podejmuje tu nawet nową pracę.
Ale po dwóch tygodniach daje się ugłaskać i wraca do Darka.
Bo od razu rozumie, że znowu dała się nabrać i że popełniła ten sam błąd.
Niestety Gosia tak bardzo chce walczyć o ten związek, że gdy Darek na moment okazuje skruchę i obiecuje, że zmieni swoje zachowanie, żona za każdym razem w to wierzy.
Jednak teraz, gdy nadchodzi maj, a kolejny miesiąc pokazał, że słowa Darka są puste i bez pokrycia, Gosia jest już kompletnie załamana i mówi definitywne dość.
Przyjaciel Piotr pomaga jej zorganizować trzecią już wyprowadzkę w przeciągu zaledwie pięciu miesięcy i jak ma nadzieję Gosia, jest to już jej ostatnia ucieczka od męża.
Wszystko na szczęście się udaje.
Kobieta pozostaje w Leicester i przenosi się do mieszkania przy Hinckley Road, bardzo blisko swojego miejsca pracy, centrum dystrybucyjnego.
W mieszkaniu od teraz żyje z innymi pracującymi w Anglii Polakami.
Ma tu swój niewielki pokój, kuchnię i łazienkę dzieli ze współlokatorami i chociaż nie jest tak wygodnie jak było kiedy mieszkali przez jakiś czas sami z Darkiem, to tu ma coś czego nie mogła mieć przy mężu.
Spokój i brak awantur.
W tym samym czasie przeprowadza się także Darek.
Niepotrzebne mu tak duże lokum tylko z jednym współlokatorem.
Dla oszczędności wprowadza się do pokoju w mieszkaniu wynajmowanym z innymi współlokatorami, a opuszczenie miejsca, które miało być początkiem lepszego, poniekąd jest przypieczętowaniem decyzji o definitywnym rozstaniu.
Rozstaniu, które było konieczne, bo gdy z każdym kolejnym dniem Gosia zasypia i budzi się bez stresu, dociera do niej, że nie chce powrotu do tego, co było.
Pierwszy raz nabiera odwagi, by spróbować żyć od nowa i przyznać sama przed sobą, że jej małżeństwo jest już skończone.
I to myślenie odmienia Małgosię o 180 stopni, a kobieta wreszcie zaczyna odżywać.
W pracy stawia się wyspana i w dobrym humorze.
Po pracy wychodzi nawet ze znajomymi, teraz ciągle dzwoni do domu i zawsze ma dobry humor i czas na rozmowę.
Gosia wydaje się być spokojna i pełna optymizmu, a za taki stan rzeczy ewidentnie odpowiada fakt, że nie kontaktuje się z Darkiem.
Od ostatecznej wyprowadzki od Darka mija niecały miesiąc, który Gosia spędziła pracując i lecząc rany po rozpadzie małżeństwa.
Gdy nadchodzi wtorek 30 maja 2006 roku, Gosia z samego rana wychodzi z Peter Jackson Logistics przy Sunningdale Road w Leicester po nocnej zmianie, którą właśnie skończyła i razem z koleżanką z pracy wsiadają do autobusu, którym mają wrócić do wynajmowanego mieszkania.
Znajoma wysiada jednak wcześniej, bo chce być od razu w domu.
Kobieta wchodzi do jednego ze sklepów spożywczych i wybiera kilka produktów.
Następnie wychodzi ze sklepu i zaraz wsiądzie do autobusu, którym wróci do wynajmowanego domu i w którym odeśpi noc, którą spędziła w pracy.
Mijają dwa dni.
Jest 1 czerwca 2006 roku.
Dzisiaj jest Dzień Dziecka, dlatego w Inowrocławiu od samego rana z niecierpliwością na telefon z Anglii czeka trzyletnia Ola.
Mama nie dzwoni codziennie.
Zagraniczne połączenia kosztują fortunę, ale w taki dzień jak dzisiaj Małgosia na pewno zadzwoni.
Na rozmowę z córką czekają też pani Bożena i pan Ryszard, którzy chcą dowiedzieć się, jak Gosia sobie radzi i czy na pewno wszystko w porządku.
Ostatni raz z tatą rozmawiała przez telefon 28 maja, a 30 maja wysłała smsa.
Najwyższa pora, żeby znowu się odezwała.
Bliscy spodziewają się telefonu od Gosi albo po południu, albo wieczorem, bo zdają sobie sprawę, że aktualnie kobieta pracuje na nocne zmiany.
Trudno jednak wytłumaczyć to małej Oli, która co chwilę pyta, kiedy wreszcie mama się odezwie.
Jeszcze trudniej jest wyjaśnić, dlaczego mimo że mija popołudnie, a potem wieczór, telefon wcale nie dzwoni.
W końcu robi się już tak późno, że przychodzi czas, gdy mała Ola powinna się położyć.
Dziadkowie przeciągają ten moment, licząc, że może Gosia zaspała, ale w pewnym momencie cierpliwość wszystkich się kończy.
Mama nie zadzwoniła.
Pani Bożena jest bardzo rozczarowana zachowaniem swojej córki.
Sama więc też nie dzwoni z życzeniami, mimo że Gosia to w końcu jej dziecko.
Kobiety więc nie kontaktują się ze sobą ani w dzień dziecka, ani kolejnego dnia, a ten milczący stan rzeczy trwa dalej i wygląda na pojedynek, która z kobiet, matka czy córka, odpuści jako pierwsza.
Gdy jednak nadchodzi niedziela, 4 czerwca, mama Gosi czuje się źle z powodu tego cichego konfliktu i postanawia odłożyć emocje na bok.
Sięga po telefon i wykręca numer do Anglii.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego postanawia w końcu odpuścić.
Gosia ma dzisiaj swoje 27 urodziny.
Pani Bożena chce złożyć życzenia córce i porozmawiać, ale ku jej rozczarowaniu to się nie udaje, bo telefon Gosi nie odpowiada.
Jest wyłączony.
Dlatego pani Bożena podejrzewa, że Gosia wyłączyła go, bo może znowu odsypia po nocnej zmianie.
Wysyła więc córce SMS-a, żeby pozostał ślad po tym, że próbowała się skontaktować, jednak mija wiele godzin, a Gosia
Małżeństwo z koszmaru.
Pani Bożena bije się z myślami co zrobić, ale w końcu, chociaż niechętnie, decyduje się zadzwonić do Darka.
To jedyna osoba, jaka przychodzi jej do głowy, która być może wie gdzie jest i co robi teraz Gosia.
Niestety, mimo nadziei, że zaraz wszystko się wyjaśni, zięć także nie odbiera, ale jakiś czas później, późnym popołudniem, oddzwania,
Ale już na początku rodzice Gosii wiedzą, że będzie to przeprawa, bo wyraźnie słychać, że Darek jest pod wpływem.
Rozmowa z nim jest utrudniona, ale rodzice Gosii są zbyt zmartwieni, by się tym przejmować.
Pytają swojego zięcia, czy wie, gdzie jest Gosia i dlaczego od nich nie odzbiera i jak się okazuje, Darek jakąś wiedzę posiada.
Mężczyzna twierdzi, że Gosia jest na imprezie w Birmingham, gdzie z koleżankami świętuje swoje 27 urodziny i prawdopodobnie właśnie dlatego nie ma z nią kontaktu, bo mówiąc kolokwialnie, zabalowała.
Nie wyjaśnia jednak skąd to wszystko wie, skoro przecież z Gosią rozstali się i nie mieszkają już razem.
Rodzice są zaniepokojeni, ale z drugiej strony nie widzą powodów, dla których nie mieliby wierzyć Darkowi.
Tylko, że mija kolejny dzień, a po nim następny, a Gosia nie odzywa się do bliskich, a jej telefon uparcie milczy.
Rodzice zaczynają szukać racjonalnego wytłumaczenia.
Być może Gosia potrzebuje po prostu oddechu, pewnego rodzaju resetu po ciężkich przeżyciach i ogromnych zmianach w życiu.
Może ten jej wyjazd z koleżankami i brak kontaktu to jej świadomy wybór i muszą dać jej czas, aż wszystko sobie poukłada.
Jednak wszystko zmienia się pod koniec czerwca, kiedy rodzice nie mają z Gosią kontaktu już od trzech tygodni.
Właśnie teraz do Polski jak gdyby nigdy nic przyjeżdża Darek i staje w drzwiach swoich teściów.
Przyjechał do małej Oli, która jest pod opieką dziadków od połowy stycznia, czyli już ponad pół roku.
Darek od progu całą swoją uwagę skupia na córce i niemal ignoruje teściów.
Córka zresztą jest zachwycona jego obecnością, tęskniła, a poza tym tata przywiózł mnóstwo prezentów.
Obraz idealnego ojca szybko pęka jak bańka mydlana, bo już tego samego dnia wieczorem Darek zagląda do kieliszka i nie ma umiaru.
Cały pobyt w Inowrocławiu jest albo pod wpływem, albo odsypia i w ogóle nie spędza czasu z córką.
Pani Bożena i pan Ryszard są zażenowani tym co widzą i doskonale rozumieją Gosię, która miała tego dość.
Gdy więc tylko udaje im się na moment dotrzeć do zięcia, od razu pytają co u niej, dlaczego się nie odzywa i dlaczego nie przyjechała do Oli, na co słyszą odpowiedź, która kompletnie ich paraliżuje.
Darek, jak od niechcenia przyznaje, że tak naprawdę to nie ma z Gosią żadnego kontaktu od kilku tygodni i ani on, ani nikt kogo zna, nie ma pojęcia gdzie jest teraz, ani gdzie była do tej pory.
Rodzice czują, że sztywnieje im każda komórka w ciele.
Są w kompletnym szoku.
Myśleli, że Gosia odcięła się z własnej woli, a nie, że nikt nie wie, gdzie jest.
Dopytują, dlaczego w takim razie nie zgłosił jej zaginięcia, na co Darek odpowiada, że próbował, ale nie przyjęto jego zgłoszenia, jako że wtedy nie mieszkali z Gosią razem.
Jeszcze tego samego dnia, czyli dokładnie 26 czerwca, pan Ryszard i pani Bożena postanawiają działać i wspólnie udają się na najbliższy komisariat, gdzie zgłaszają zaginięcie swojej córki.
Nie są w stanie przekazać zbyt wielu informacji.
Nie wiedzą, kiedy była widziana po raz ostatni, co robiła przed zaginięciem.
Nie mają nawet pewności, gdzie dokładnie mieszkała i czy świętowała swoje urodziny z koleżankami, tak jak przekazał to Darek.
Na większość pytań dyżurnego odpowiadają nie wiem, co jest dla nich frustrujące, a dla policji kompletnie niepomocne.
W domu rodzinnym Gosi panuje fatalna atmosfera.
Pani Bożena i Pan Ryszard rozpoczynają rozpaczliwe szukanie na odległość.
Dzwonią gdzie tylko się da, ale mają kontakt do jej znajomych z kraju.
Nie znają ludzi, z którymi Gosia mieszkała w Anglii w ostatnim czasie, co bardzo wszystko utrudnia i wywołuje bolesne uczucie bezsilności, które zjada ich od środka.
Niestety, kolejne dni przynoszą strach i rozczarowanie, bo Gosia nie daje znaku życia, a policja nie wszczyna wielkich poszukiwań jak z filmów.
Także kontakt z brytyjską policją jest utrudniony przez barierę językową,
A rodzice 27-latki mają wrażenie, że w sprawie nie dzieje się prawie nic.
Nie chcą i nie są w stanie biernie czekać.
O pomoc proszony jest także Darek, który mimo, że widzi, że wszyscy w popłochu szukają Gosi na odległość, sam wciąż przebywa w kraju.
Jego zaangażowanie byłoby nieocenionym wsparciem, dlatego rodzice Gosi błagają go wręcz, żeby pojechał do Anglii i tam, na miejscu, trzymał rękę na pulsie i przypilnował policję, by działała i nie odłożyła sprawy zaginięcia Gosi na bok.
Jednak reakcja Darka na wszelkie prośby jest szokująca.
Nie tylko unika tematu i miga się od pomocy, ale w pewnym momencie wręcz wysyła bezdusznego SMS-a, w którym sugeruje, że Małgosia i tak pewnie nie żyje, a jej ciało rozpuszczone jest w wapnie.
Bez żadnych nowych wieści i bez odzewu od Gosi mija kolejnych kilka tygodni, gdy z rodziną zaginionej wreszcie kontaktuje się brytyjska policja.
Niestety nie mają żadnych przełomowych wieści, a proszą jedynie o wypełnienie dodatkowych dokumentów, które, jak się okazuje, są błędne.
Sprostowanie wszystkiego wymaga zaangażowania osoby, która biegle mówi po angielsku.
A dzwonienie i odkręcanie błędów w dokumentacji kosztuje bezcenny czas.
Czas, który bezpowrotnie przepada i który w tej sytuacji jest na wagę złota i niestety ma to swoje opłakane konsekwencje.
Bo dopiero gdy już wszystkie dokumenty i formalne sprawy są uregulowane, to dopiero wtedy tak naprawdę ruszają czynności poszukiwawcze, a jest już dużo za późno.
Przez opóźnienie niemożliwe okazuje się sprawdzenie monitoringu z okolicy miejsca zamieszkania Gosi czy jej okolic pracy,
Gdy brytyjska policja chce sprawdzić, kiedy po raz ostatni zarejestrowały ją kamery, na jaw wychodzi, że wszelkie nagrania już dawno zostały nadpisane.
Śledztwo powoli rusza, a to co udaje się ustalić, oparte jest głównie na zeznaniach ludzi z otoczenia kobiety i z miejsca jej pracy.
Pewne jest to, że w centrum dystrybucji Gosia pojawiła się na nocnej zmianie z 29 na 30 maja, co potwierdza jej karta pracy.
Potem z samego rana wracała do domu wspólnie z jedną z koleżanek i to właśnie ona, jak ustalają śledczy, jest ostatnią osobą, która z całą pewnością widziała Gosię.
To także jej zeznania mówią o tym, że Gosia pojechała dalej, do centrum miasta, do sklepu, a ona sama wysiadła wcześniej, żeby od razu pójść do mieszkania.
Jej słowa są traktowane za wiarygodne, ponieważ udaje się je potwierdzić.
Na wyciągu z karty rzeczywiście widnieje transakcja z 30 maja na kwotę 4 funtów.
Bo więcej ruchów bankowych nie ma.
Śledczy zastanawiają się więc, czy Małgorzata zniknęła w takim razie 30 maja.
Wiadomo, że dwa dni później, 1 czerwca, nie zadzwoniła do córki z życzeniami z okazji Dnia Dziecka, ale czy faktycznie dlatego, bo już w tamtym momencie była osobą zaginioną?
To próbuje ustalić policja, ale znowu wkrada się gigantyczny chaos informacyjny i kolejne pokłosie późnej reakcji.
Osoby z otoczenia Gosii, z jej pracy czy współlokatorzy nie potrafią przypomnieć sobie konkretnych dat.
Jedni są przekonani, że Gosię widzieli jeszcze w czerwcu, czyli po dniu dziecka.
Są głosy, że Gosia stawiła się nawet w pracy w dniu swoich urodzin, czyli 4 czerwca, czego jednak nie potwierdza jej karta pracy.
Inni z kolei są przekonani, że to właśnie 30 maja widziana była po raz ostatni i trudno teraz rozstrzygnąć nie tyle kto mówi prawdę, a kto po prostu się nie myli.
Policjanci, by ustalić co stało się z 27-latką, rozmawiają ze współlokatorami, ale też zaglądają do mieszkania, w którym w ostatnim czasie przed zaginięciem mieszkała Gosia.
Ku zaskoczeniu wszystkich, jej pokój jest zupełnie pusty.
Nie ma w nim żadnych rzeczy osobistych kobiety, nie ma też jej dużej walizki i wygląda to tak, jakby Gosia po prostu spakowała się i nagle wyjechała.
Ten obraz od razu wygląda dla śledczych dość jednoznacznie.
Gdyby coś się stało jej po drodze, na przykład miała wypadek, to należałoby się spodziewać, że pokój nie będzie pusty.
Czy więc zaginiona tak naprawdę zabrała swoje rzeczy i wyjechała nikomu o niczym nie mówiąc?
Ale z drugiej strony pojawiają się też te niepokojące tropy, które nie pasują do tej wersji.
Bo o ile fakt, że od 30 maja Gosia nie stawiła się już na żadnej kolejnej zmianie w pracy, można wyjaśnić nagłym wyjazdem, to już w połączeniu z faktem, że tego samego dnia zamilkł jej telefon, który milczy do dzisiaj, że od tamtego dnia ani razu nie użyła swojej karty,
Mimo, że nadal są tam środki, czy w połączeniu z tym, że zerwała kontakty z bliskimi, w tym ze swoją zaledwie trzyletnią córeczką, która zawsze była dla niej niezwykle ważna, to wszystko razem jest bardzo niepokojące.
I mimo, że śledczy nie mają żadnych wyraźnych dowodów na to, że Gosi stała się jakaś krzywda, to uważnie przyglądają się dwóm mężczyznom z jej życia, Darkowi i Piotrowi, a także nie wykluczają tego, że Gosia mogła paść ofiarą handlu ludźmi.
Policjanci badają więc dokładnie każdy trop, co prowadzi do tego, że rozmawiają z ponad setką osób, które miały lub mogły mieć kontakt z zaginioną.
Sprawdzają też aż 26 mieszkań, w których mieszkała lub przebywała w ostatnich miesiącach Gosia.
Prześwietlają między innymi Piotra.
Małżeństwo z koszmaru.
Z tego powodu oprócz mieszkania, w którym ostatnio przebywała Gosia, sprawdzone pod kątem śladów kryminalistycznych jest także mieszkanie, w którym przez jakiś czas żyła z Darkiem.
I o ile śledczy niczego nie znajdują, to ich uwagę zwraca fakt, że Darek tuż po zaginięciu żony sprzedał samochód
Mimo, że przecież niedawno go kupił.
Chwalił się nim jeszcze w kwietniu, gdy na święta pojawił się z Gosią w Inowrocławiu i wtedy nic nie zapowiadało, że miał zamiar coś w tej kwestii zmieniać.
Śledczy idą więc tym tropem, bo intryguje ich tak nagłe pozbycie się auta.
Docierają do nowego właściciela i poddają pojazd badaniom, jednak bez efektu.
Nie znajdują niczego, co mogłoby potwierdzić kryminalny wątek, jednak poszlak, że coś tu nie gra, tylko przybywa.
Gdy śledczy rozmawiają z mężczyzną, z którym Darek ostatnio wynajmował mieszkanie, ten zeznaje coś bardzo niepokojącego.
Mówi, że dokładnie tego dnia, gdy zaginęła Małgorzata, Darek wrócił do wynajmowanego mieszkania w koszuli zabrudzonej k***ą.
Współlokator zapamiętał ten fakt, bo było to niecodzienne zdarzenie.
Zapytał nawet Darka, co się stało, ale Darek oznajmił, że sam się skaleczył i że to nic takiego.
Niestety, technikom nie udaje się odnaleźć koszuli, o której mówi świadek i jest to niewątpliwie kolejna konsekwencja tak późno rozpoczętych działań.
Obraz Darka jako osoby, która może wiedzieć coś więcej, nabiera jeszcze wyraźniejszego kształtu, gdy brytyjscy policjanci docierają do poprzednich współlokatorów małżeństwa, a ich relacje wywołują gęsią skórkę.
Świadkowie
Nawet zamykał ją w pokoju, a raz widzieli nawet, jak uderzał jej głową o ścianę.
Te słowa potwierdzają też najbliżsi gosi.
Pani Bożena sama była świadkiem ataku.
Wszyscy widzieli też, że po alkoholu Darek zamienia się w kogoś zupełnie innego.
Jest coś jeszcze, co zasiewa kolejne wątpliwości.
Dziwny SMS od Ole z wapnem, a także fakt, że Darek zostaje przyłapany na kłamstwie i to aż dwa razy.
Policjanci sprawdzają informację o tym, z kim 4 czerwca, czyli w dniu swoich urodzin imprezowała Gosia i odkrywają, że nic takiego ani nie miało miejsca, ani nie miało mieć miejsca.
Gosia nie była z nikim umówiona, nie było planów świętowania jej 27 urodzin.
To wszystko razem sprawia, że brytyjska policja zaczyna dostrzegać tu serię poszlak, które mogą świadczyć o tym, że Gosia wcale nie zniknęła z własnej woli.
Niestety, policyjny nos i przypuszczenia to wciąż za mało.
W sierpniu 2006 roku, czyli ponad dwa miesiące od momentu, gdy Gosia była na pewno widziana, do Polski wraca Darek i znowu staje w drzwiach swoich teściów.
Przyjechał do córki i prosi o to, by mógł się zatrzymać w mieszkaniu pani Bożeny i pana Ryszarda, chociaż małżeństwo nie do końca wierzy w jego intencje, bo Darek jest nerwowy i wygląda jakby szukał schronienia.
Rodzice Gosi nie potrafią jednak odmówić.
To w końcu ojciec ich wnuczki, dlatego zgadzają się, ale nie rozumieją całej sytuacji.
Mężczyzna ma na to jednak odpowiedź.
Rozżalony przyznaje, że w Anglii wszyscy już nazywają go mordercą i to jego obwiniają za zniknięcie Gosi.
Cała społeczność aż huczała od plotek, gdy policja odgrodziła jego mieszkanie i godzinami sprawdzała coś w środku i gdy co chwilę był wzywany na przesłuchania.
Od tamtego momentu zaczęto wytykać go palcami, mimo że w jego opinii żona po prostu uciekła od dawnego życia, a on musi teraz ponosić tego konsekwencje.
Teściowie słuchają tego z pewną dozą zrozumienia, mają jednak świadomość, że tylko on może realnie wpłynąć na poszukiwania.
Pani Bożena i pan Ryszard korzystają z tego, że zięć przebywa pod ich dachem i znowu proszą go o pomoc.
Obiecują też wszystko sfinansować, co też robią i argument pieniężny w końcu dociera do ich zięcia, bo Darek rzeczywiście pakuje się i wraca na wyspy, jak myślą rodzice, by szukać żony.
Niedługo później na jaw wychodzi, że Darka nie ma i nie było w Leicester i że owszem, pojechał do Anglii, ale do zupełnie innego regionu, gdzie na pewno nie szuka Gosi.
Zrozpaczeni rodzice robią co mogą, a przede wszystkim starają się nagłośnić sprawę zaginięcia córki.
Szczerze wierzą, że rzeczywiście gdzieś wyjechała, ale z jakiegoś powodu nie chce kontaktu.
Muszą jednak poznać prawdę, nawet jeśli będzie bolesna, jeśli jej decyzją będzie, że mają dać jej spokój.
W związku z tym pani Bożena i pan Ryszard zgłaszają się do wszelkich programów interwencyjnych i piszą listy do dziennikarzy.
Za sprawą ich zaangażowania powstaje wiele publikacji, a ekipy filmowe pojawiają się w ich mieszkaniu.
O Gosi robi się głośno, szczególnie na portalach dla Polaków pracujących na wyspach i tym samym powoli spływają różne sygnały.
Co jakiś czas ktoś zgłasza, że widział Gosię lub podobną osobę, co za każdym razem rozbudza ogromne nadzieje.
Policja Brytyjska co jakiś czas melduje bliskim, że sprawdzają i szukają Gosi, ale też na ten moment żaden trop nie zostaje potwierdzony.
Śledczy jednak nie poddają się i pobierają nawet od rodziców Gosi materiał genetyczny, który następnie porównują z 23 niezidentyfikowanymi ciałami kobiet znalezionych w Wielkiej Brytanii.
Rodzice zaginionej 27-latki szukają także na własną rękę i z rozpaczy i desperacji decydują się sięgnąć nawet po te niesprawdzone nadnaturalne metody.
Kontaktują się między innymi starocistką, która daje nadzieję i przedstawia wizję, w której Gosia straciła pamięć i została porwana przez jakiegoś mężczyznę, ale żyje.
Najsłynniejszy polski jasnowidz ma za to fatalne wieści.
Mówi wprost, że Gosia nie żyje i że jej ciało spoczywa w jakimś kanale.
Tygodnie bez mamy i córki zamieniają się w miesiące, a miesiące w lata, gdy Gosia nie wraca do domu, nie daje znaku życia, jej telefon nigdy nie loguje się w sieci, a na koncie bankowym bez zmian czeka nieruszonych kilkaset funtów.
Właśnie teraz, za namową brytyjskiej policji, dziadkowie nagrywają wideo z 6-letnią Olą, która kieruje apel do swojej zaginionej mamy.
Na nagraniu rozpowszechnionym w sieci, a także opublikowanym przez brytyjską policję, widać siedzącą przy stole dziewczynkę w jasnych, spiętych w kucyk włosach.
Ma na sobie bluzkę w paski,
Na nosie okulary i mówi.
Jestem Ola, mam 6 lat i nie pamiętam swojej mamy.
Pamiętam jedynie, że ma blond włosy i ciemną bluzkę z łabędziem.
Nagranie porusza, o czym świadczą liczby.
W krótkim czasie ogląda go aż kilkanaście tysięcy osób i jest on zapowiedzią konferencji prasowej, która odbywa się 1 lipca w siedzibie władz hrabstwa.
Na miejscu lokalnej policji towarzyszą także rodzice Gosi, mała Ola i policjant z Polski.
Konferencja prasowa ma uczulić mieszkańców na sprawę tego zaginięcia.
Mija już trzeci rok, a śledczy są w punkcie wyjścia.
Liczą, że może medialne zaangażowanie bliskich i przedstawienie ich bólu skruszy mur milczenia, bo mają poczucie, że ktoś jednak wie o sprawie więcej.
I na chwilę wszyscy wstrzymują oddech, gdy do policji dociera informacja, że zabukowano bilet z Anglii do Niemiec na nazwisko Małgorzata Wnuczek.
Niestety, entuzjazm okazuje się przedwczesny, bo to tylko zbieżność nazwisk.
Nie ma jednak wątpliwości, że brytyjska policja z pełną powagą traktuje zaginięcie Gosi.
Zresztą nie tylko policja, bo historia 27-latki, która rozpłynęła się w powietrzu, porusza całą okolicę Leicester i nie tylko.
O mamie stęsknionej za nią sześciolatki mówią media, piszą internauci.
A każdy abonent brytyjskiej sieci komórkowej, który właśnie przekracza granice swojego kraju, otrzymuje na telefon MMS-a z fotografią przedstawiającą Małgorzatę i z informacją, że jest osobą zaginioną.
Pan Ryszard i pani Bożena z całych sił wierzą, że te wszelkie działania i medialne poruszenie przyniesie skutek.
Zresztą na policję rzeczywiście napływają nowe zgłoszenia.
Brytyjska policja chyba również jest pełna optymizmu i publicznie oświadcza, że szybko tej sprawy nie zamknie.
Przekazuje też oficjalny komunikat, który wydaje się być stanowczym krokiem w stronę prawdy.
Bo to właśnie w 2009 roku brytyjska policja zmienia kwalifikacje postępowania z zaginięcia na śledztwo w sprawie zabójstwa.
I nie są to puste słowa, bo chociaż mijają kolejne lata bez przełomu, to śledczy nie odpuszczają.
Gdy jest 2011 rok, brytyjska policja komunikuje w mediach, że na osobę, która przyczyni się do rozwiązania sprawy zaginięcia Małgorzaty wnuczek, czeka nagroda w wysokości 10 tysięcy funtów.
Przy okazji tego komunikatu opublikowane zostaje również nagranie Gosi i jej malutkiej córki, które nigdy do tej pory nie było pokazywane publicznie.
Znowu, jak miało to miejsce dwa lata wcześniej, media krajowe i brytyjskie obiega nagranie z apelem rodziny – pani Bożeny, pana Ryszarda i już ośmioletniej Oli.
Mama Gosi w krótkim wideo mówi łamiącym się głosem.
Twoja córeczka Olka ma już osiem lat i bardzo za tobą tęskni.
Gdziekolwiek jesteś, daj chociaż znak.
Także przy okazji ponownego apelu bliskich brytyjscy policjanci przekazują, jak wiele zrobili do tej pory.
Zidentyfikowali ponad 2000 osób, które są potencjalnymi świadkami.
Zainicjowali prawie 2500 kierunków śledztwa i zebrali ponad 100 zeznań.
Ostatecznie materiał genetyczny pobrany od bliskich Gosi porównano także z liczbą aż 300 ciał NN.
Mimo włożonej pracy wciąż nie wiadomo co stało się z Gosią, gdzie jest i czy żyje, a w 2013 roku brytyjskie śledztwo zostaje oficjalnie zawieszone.
Jest czerwiec 2023 roku.
Dokładnie 17 lat temu urwał się wszelki ślad Pogosi, gdy nieoczekiwanie wieloletnia cisza zostaje przerwana.
Właśnie teraz, po tylu latach, brytyjska policja wznawia zawieszone od 10 lat śledztwo i w kooperacji z policjantami z Komendy Głównej Policji w Bydgoszczy rozpoczyna intensywne działania.
Szukają czegoś w Leicester, a dokładniej na rzece Soar w rejonie mostu Mill Lane, czyli jakieś pół kilometra od miejsca, gdzie kobieta mieszkała po raz ostatni.
Jak się okazuje, nie są to przypadkowe działania i mają związek z jeszcze jedną przełomową informacją.
Śledczy zdradzają, że w zupełnie innej części Anglii do komendy doprowadzono 39-letniego mężczyznę, który miał zdradzić szczegóły na temat zaginięcia Małgosi.
Chodzi o zacieranie śladów przestępstwa.
Ani polska, ani brytyjska policja nie zdradza jednak nic więcej.
Poza lakonicznym komunikatem, że są przekonani, że ktoś z polskiej społeczności mieszkającej w Leicester zna prawdę.
Natomiast więcej niż słowa, mówią zdjęcia z działań operacyjnych.
Widać na nich zespoły w łodziach, które penetrują wybrany fragment rzeki.
Ewidentnie czegoś tam szukają, najpewniej za sprawą konkretnych wskazówek.
Można więc tylko domyślać się, że otrzymali szczegółowe informacje, które teraz weryfikują.
Przez kolejne dni rzeka jest badana za pomocą kamer i sonaru, a na światło dzienne wypływa coraz więcej szczegółów.
Media donoszą, że Sonar coś wykazał i że trop podjął także specjalnie wyszkolony pies.
Teraz jest już pewne.
Szukają ciała, jak podejrzewają, ukrytego w walizce.
W końcu na jaw wychodzi więcej szczegółów.
Okazuje się, że sprawa Gosi nigdy nie została odłożona na półkę i przez ostatnie lata była badana równie intensywnie przez polskich śledczych.
To właśnie dzięki ich ustaleniom powołano międzynarodowy zespół detektywów, którzy teraz pracują wspólnie, próbując ustalić, co spotkało Małgorzatę wnuczek.
Mimo, że w połowie czerwca zostają wstrzymane i nie udaje się niczego znaleźć, to poszukiwania ruszają ponownie 4 miesiące później, pod koniec września 2023 roku.
Tym razem już nie na rzece, a na jej obrzeżach, gdzie teraz realizowane są prace wykopaliskowe.
Główna oficer prowadząca śledztwo nie chce zdradzać szczegółów, chociaż i tak mówi bardzo wiele.
Otrzymaliśmy informację, że w tym miejscu mogą być zakopane ludzkie szczątki, mówi i od razu nawiązuje do zaginięcia Gosi.
Przez kolejne tygodnie intensywne prace trwają, a okraszają je liczne apele do lokalnej społeczności.
To miejsce, w którym pojawia się wielu spacerowiczów, wiele osób regularnie wyprowadza tu też psy.
Może ktoś coś widział, coś pamięta?
Ewidentnie zakres poszukiwań został zawężony, ale wciąż jest to ogromny i trudny teren.
Mimo wyraźnych wskazówek, to nadal jak szukanie igły w stogu siana.
Nawet kilka miesięcy później, pod koniec października, prace nie ustają, a śledczy informują, że poszukiwania ponownie przenoszą się na rzekę.
Dzieje się tak w związku z odnalezieniem niezidentyfikowanych przedmiotów, o których nic bardziej szczegółowo nie mówi policja.
Sprawiają one jednak, że na rzekę wracają nurkowie.
Ich zadaniem jest sprawdzić teraz, czy te przedmioty mogą mieć związek z zaginioną Małgorzatą i tym samym upewnić działające na miejscu zespoły w tym, że szukają w dobrym miejscu.
Ciągle jednak wokół wielu domysłów i szczątkowych informacji pojawiają się bardzo mocne stwierdzenia, jak to płynące z polskiej prokuratury, że wiodącym wątkiem zaginięcia go siwnuczek jest wątek zabójstwa.
Mimo wielkich oczekiwań, zryw, który rozbudził nadzieję na rozwiązanie zagadki sprzed lat, cichnie wraz z końcem 2023 roku.
Letnio-jesienne poszukiwania najwyraźniej zakończyły się fiaskiem.
Dlatego gdy dwa lata później, w październiku 2025 roku, znowu ruszają prace w terenie, ponownie z inicjatywy polskich śledczych, są one obserwowane wciąż z zainteresowaniem, ale już nieco mniejszym.
Tym razem działania skupiają się most dalej niż ostatnio, w rejonie Great Central Way.
Większość myśli, że i tak zakończą się tak jak dwa lata wcześniej, zamieszaniem zwieńczonym ciszą.
Teraz wszystkich czeka ogromne zaskoczenie, a lokalnych mieszkańców jeszcze większy szok, gdy policja przekazuje wstrząsający komunikat, a brzmi on.
Na nieużytkach porośniętych zaroślami, w płytkim grobie przesypanym ziemią, odnaleziono ludzkie szczątki.
Są to kości, a wraz z nimi ubrania, a także zegarek, który pasuje do tego jaki miała Gosia i jaki zaginął razem z nią i jaki ma nawet na ręce na ostatnich fotografiach.
Dwa miesiące później.
Na ręce śledczych złożone zostają wyniki badań kryminalistycznych, które mówią jasno i rozwiewają wszelkie wątpliwości.
Materiał genetyczny pobrany z kości udowej pozwala stwierdzić, że z całą pewnością odnalezione szczątki należą do zaginionej ponad 19 lat temu Gosi.
Można się tylko domyślać, że święta 2025 roku są dla bliskich Gosi niewyobrażalnie trudne.
Z jednej strony wreszcie znają prawdę, ale z drugiej prawda ta gasi wszelkie nadzieje.
Śledztwo w sprawie zabójstwa Małgorzaty Wnuczek trwa.
Nikomu jeszcze nie postawiono zarzutów, chociaż jak przekazali mediom brytyjscy śledczy, wytypowali osobę podejrzaną o odebranie go się życia i osoba ta przebywa aktualnie w Polsce.
By w ogóle znaleźć się w tym miejscu potrzebne były prawie dwie dekady.
świadków oraz analiza ponad setki zeznań.
Wszystko to potrzebne było, by wreszcie odkryć tajemnicę tylko jednego człowieka.
Sprawa jest jednak nadal otwarta.
Prowadząca śledztwo apeluje do każdego, kto śledzi sprawę słowami.
Przede wszystkim chciałabym złożyć najszczersze wyrazy współczucia rodzinie Małgorzaty.
Choć ta wiadomość kończy niemal 20 lat niepewności i niewiedzy, gdzie jest Małgorzata, wiem, że nie przyniesie to pełnego ukojenia ani nie zakończy ich trwającej żałoby.
Śledztwo w sprawie Małgorzaty pozostaje otwarte i jest nadal prowadzone.
Pozostajemy w kontakcie z naszymi kolegami w Polsce, którym chciałabym podziękować za nieustające wsparcie.
Nadal wspólnie pracujemy.
Nasze śledztwo postępuje i staramy się ustalić, co stało się z Małgorzatą.
I chciałabym ponownie skorzystać z okazji, aby poprosić każdą osobę, która może nam pomóc o kontakt.
Niech ten koszmar wreszcie się skończy i niech pełna prawda o losie Małgosi wreszcie wybrzmi, a sprawiedliwości stanie się zadość.
Z kodem OLGAHERRING40 czeka na Ciebie 40% rabatu na pierwsze zamówienie i 25% na drugie.
Zostaw subskrypcję i śledź mnie na Facebooku i Instagramie, żeby wiedzieć więcej.
Dziękuję wszystkim wspierającym na YouTube i Spotify.
Ten odcinek dedykuję właśnie Wam.
Ostatnie odcinki
-
Małżeństwo z koszmaru
31.01.2026 20:00
-
Kocham Cię na zabój
14.01.2026 20:00
-
Masakra w Rakowiskach
16.12.2025 20:20
-
Gdzie jest polski król kryptowalut?
01.12.2025 19:00
-
Śmiertelny rozwód
04.11.2025 19:00
-
Ostatnie wakacje Magdy Żuk
12.10.2025 18:00
-
Zawinęliśmy go w dywan
17.09.2025 18:00
-
Czekał na nią w krzakach pod domem
21.08.2025 19:00
-
Czy prawda o Kasi wreszcie wyjdzie na światło d...
14.08.2025 15:00
-
Autobus prosto do piekła
29.07.2025 18:00