Mentionsy

Olga Herring True Crime
04.11.2025 19:00

Śmiertelny rozwód

Partnerem dzisiejszego odcinka jest PsiBufet. Z kodem promocyjnym OLGAHERRING40 uzyskacie 40% zniżki na pierwsze zamówienie i 25% na drugie! Zamów tutaj: ⁠⁠https://psibufet.pl/olgaherring40⁠⁠


Po 16 latach Kinga i Zbigniew postanawiają się rozwieść, wszystko jest ustalone i para ostatecznie dochodzi do porozumienia. Niestety, w dniu pierwszej rozprawy nic nie idzie zgodnie z planem. Rozżalona Kinga nagle znika a trzy dni później nadchodzą kolejne złe wieści.


Reportaż "Śladów": ⁠⁠https://youtu.be/cRxzYa58jSE⁠⁠


📩 Kontakt: [email protected]

Będzie mi bardzo miło jeśli zechcesz obserwować moje media społecznościowe, tam dowiesz się, kiedy pojawi się kolejny odcinek.


Instagram:⁠⁠ https://www.instagram.com/olgaherring.yt/⁠⁠

Fanpage: ⁠⁠https://www.facebook.com/olgaherring.yt/⁠⁠


Źródła: reportaż własny

Pomoc: Iga Świerżewska

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 590 wyników dla "Zakładu Medycyny Sądowej w Poznaniu"

To jest Colin, a to Magnus, nowy członek naszej rodziny.

A to jest partner dzisiejszego odcinka, Psi Buffet, czyli zbilansowane posiłki dla psów w jakości human grade, czyli takiej samej jak dla ludzi.

Psi Buffet bogaty jest w mięso, warzywa i witaminy, a wśród ośmiu rodzajów smaków nawet największy psi niejadek znajdzie swój ulubiony.

Jeżeli chcecie karmić swoje psiaki zdrowo i nie lubicie mieć dużo na głowie, Psi Buffet jest stworzony dla Was, bo dostarczany jest w formie subskrypcji prosto pod drzwi.

Może Psi Buffet to także rozwiązanie dla Waszych psiaków?

Sprawdźcie sami i koniecznie skorzystajcie z mojego kodu zniżkowego OLGAHEARING40.

Otrzymacie dzięki niemu 40% rabatu na pierwsze zamówienie.

Od teraz czeka też na Was nowość.

Kalendarz adwentowy Psi Buffet, czyli 24 przysmaki dla psiaka i mnóstwo dobrej zabawy dla jego opiekuna.

Razem możecie wyczekiwać świąt.

Sprawa, o której dzisiaj opowiem, to historia, która budzi skrajne odczucia.

Bo z jednej strony wydaje się być oczywista.

Takich historii znamy niestety wiele.

Tylko, że tu pojawia się problem nierozwiązanej tajemnicy, niejasnych okoliczności, ale przede wszystkim braku realnej chęci i działań, by wszystko wyjaśnić.

Mamy tu dwie strony.

Bliskich, którzy szukają prawdy i służb, które znają ją bez sprawdzania.

Czy ta historia będzie w końcu miała swój finał?

Okazuje się, że jest na to nadzieja, bo kilka miesięcy temu do rąk bliskich trafiło zawiadomienie o podjęciu na nowo umorzonego postępowania.

Jest 19 października 1976 roku, gdy w Sosnowcu na świat przychodzi Kinga Jakubska.

Kinga jest pierwszym i jedynym dzieckiem Stanisława i Ewy, jej tata jest spawaczem, a mama starszą księgową.

Dzieciństwo i młodość Ewy nie wyróżniają się niczym szczególnym, chociaż zdecydowanie należą do spokojnych i szczęśliwych.

Rodzice są zakochani w swojej jedynej córce, której nigdy niczego nie brakuje, a sama Ewa jest z natury dziewczynką spokojną i grzeczną.

W szkole od zawsze dobrze się uczy i nigdy nie sprawia problemów wychowawczych.

Ma też zainteresowania, które ujawniają się już we wczesnych latach jej życia i które towarzyszą jej i przybierają na sile, kiedy rośnie.

Sporo podróżuje, gdzie może szlifować język w praktyce.

Lubi też sport i przez kilka lat uprawia szermierkę, ale po zakończeniu nauki w liceum ogólnokształcącym myślami i sercem wraca tam, gdzie czuje się najlepiej.

Podejmuje studia na Uniwersytecie Śląskim i wybiera filologię angielską.

I rzeczywiście, ten kierunek wydaje się być dla Kingi uszyty na miarę.

Świetnie się na nim odnajduje i w zasadzie bez żadnego problemu zdaje semestr za semestrem.

W angielskim jest na tyle dobra, że może uczyć też innych, dlatego w czasie studiów zaczyna regularne udzielanie korepetycji, co daje jej dużo satysfakcji, ale też zapewnia pieniądze, które może wydawać tylko na siebie.

Gdy jest rok 1998, a Kinga ma 22 lata, w sprawie zajęć z języka angielskiego odzywa się do niej mama 10-letniej Dominiki, uczennicy drugiej klasy szkoły podstawowej.

Od słowa do słowa kobieta zatrudnia Kingę, by ta pomogła jej córce w nauce języka angielskiego.

Kingę poleciła jej przyjaciółka, która sama jest zadowoloną klientką i dzięki czemu 22-latka otrzymuje kolejne stałe zlecenie.

Lekcje odbywają się regularnie w każdą sobotę w domu dziewczynki w Sosnowcu, w którym także mieszka Kinga, a studentka i mama uczynnicy nawiązują dobre relacje, jednak ograniczają się one głównie do rozmów przed i po korepetycjach.

Także 10-letnia Dominika lubi swoją nauczycielkę.

Zresztą trudno by było inaczej, bo Kinga to wyjątkowo spokojna, cierpliwa i empatyczna osoba.

Dlatego gdy na początku 1999 roku Kinga przygotowuje się, by po raz kolejny udzielić korepetycji Dominice, doznaje szoku.

Tuż przed zajęciami otrzymuje telefon od ojca dziewczynki, że jego żona, a mama Dominiki, zmarła nagle z nie do końca wyjaśnionych przyczyn, najpewniej z przyczyn kardiologicznych.

Mężczyzna dzwoni, by nie była zaskoczona, ale też nie chce, by teraz Dominice wszystko wywróciło się do góry nogami.

Prosi, by pomimo tragedii Kinga nie przestawała udzielać jego córce korepetycji, które są dla niej już elementem cotygodniowej rutyny, tak ważnej, szczególnie w momencie, gdy całe dotychczasowe życie i poczucie stabilizacji legło w gruzach.

Kinga oczywiście doskonale rozumie prośbę i nie ma zamiaru rezygnować z prowadzenia zajęć.

Tak jak zawsze, stawia się w domu dziewczynki co sobotę, a kiedy teraz przyjeżdża na lekcje, Dominice towarzyszy jej tata, Zbigniew, z którym wcześniej raczej nie miała kontaktu.

Mężczyzna, który niedawno został wdowcem, okazuje się być sympatycznym człowiekiem.

Ma 35 lat i jest o 12 lat starszy od Kingi, ale mimo sporej różnicy wieku, nawiązują nić porozumienia.

Kinga bardzo współczuje Zbigniewowi, że w tak młodym wieku został wdowcem i że został kompletnie sam z dzieckiem.

Kiedy więc ma czas, zostaje na kawie po zajęciach, by dotrzymać mężczyźnie towarzystwa i w ten sposób od spotkania do spotkania coś zaczyna iskrzyć.

Zbigniew coraz częściej okazuje, że dobrze czuje się w obecności młodej studentki, a i sama Kinga odczuwa to samo.

Spotkania na kawę przedłużają się, a z czasem stają się spotkaniami nie tylko po zajęciach, ale i bez okazji, aż w końcu na przełomie roku 1999 i 2000 para zaczyna tworzyć związek, a Kinga i Zbigniew zakochują się w sobie po same uszy.

Wszystkiemu temu przygląda się Dominika, która od razu zauważa, że coś się święci i to kompletnie jej się nie podoba.

Nie jest zadowolona z takiego obrotu sprawy.

Nie dość, że nauczycielka, gdy pojawia się na korepetycjach, to zamiast na uczennicy i zajęciach skupia się na jej ojcu, to na dodatek widok taty z inną kobietą jest dla Dominiki bardzo bolesny.

Rana po stracie mamy jest wciąż świeża.

Dziewczynka nie zdążyła sobie poukładać wszystkiego w głowie i po prostu nie chce, by tak szybko i nagle jakaś inna kobieta zajmowała miejsce w sercu jej taty, miejsce, które należało i należy przecież do jej mamy.

Ale miłość nie wybiera.

Chociaż Dominika nie kryje swojej niechęci wobec związku Zbigniewa i Kingi, ci nie mają zamiaru przerywać tego rodzącego się uczucia.

Ponieważ fanami tej relacji na pewno nie są też rodzice Kingi, państwo Jakupscy.

Gdy tylko dowiadują się, że ich córka weszła w związek z wdowcem, z dzieckiem, są zmieszani.

W zasadzie jeszcze nie miała okazji stworzyć żadnej poważnej relacji i ta pierwsza jest już obarczona tak dużym życiowym bagażem.

Po prostu, tak po ludzku, martwią się o córkę i jej życiowe wybory.

Mają obawy, czy intencje Zbigniewa są aby na pewno szczere, czy Kinga odnajdzie się jako macocha już w zasadzie nastolatki.

A wątpliwości jest tylko więcej, gdy pani Ewa i pan Stanisław poznają Zbigniewa osobiście.

Ma to miejsce przy okazji niezbyt przyjemnej sytuacji, samochodowej stłuczki i niestety...

Partner córki nie robi dobrego pierwszego wrażenia.

Już na dzień dobry wydaje się rodzicom Kingi porywczy i impulsywny.

Ich pierwszy kontakt jest daleki od udanego.

Dużą uwagę rodziców zwraca też różnica wieku, o której wiedzieli, ale którą teraz widzą gołym okiem.

Także kultura osobista wybranka Kingi pozostawia wiele do życzenia i zdaniem pani Ewy i pana Stanisława, mężczyzna po prostu nie zna podstawowych zasad dobrego wychowania.

A kiedy rodzice zostają już sami, dzielą się między sobą spostrzeżeniami na temat Zbigniewa i oboje, niezależnie, odbierają go tak samo.

Uważają też jedno, to nie jest mężczyzna dla Kingi, kompletnie do siebie nie pasują, ale przecież Kinga jest dorosła i to nie oni wybierają jej życiowego partnera.

Liczą jednak, że sytuacja się wyklaruje.

Jednak akceptacja nie nadchodzi, ani też Kinga zdania nie zmienia, a wręcz przeciwnie.

Ta pierwsza relacja ma okazać się tą ostatnią, bo gdy nadchodzi 7 września 2002 roku i gdy Kinga ma 26 lat, a Zbigniew 38, para oficjalnie formalizuje swój związek.

Ślub biorą w kościele mariackim w Krakowie i oboje wyglądają na przeszczęśliwych.

Świeżo upieczona żona przeprowadza się też do domu Zbigniewa w Sosnowcu, a niedługo później na horyzoncie zaczynają pojawiać się nowe plany.

Może warto byłoby opuścić Sosnowiec, w którym szczególnie Zbigniewowi przeszkadza smog i przenieść się gdzieś, gdzie bliżej jest do natury i gdzie powietrze jest czystsze.

Wybór pada na oddalone o ponad 80 kilometrów Łodygowice, małą wieś niedaleko Szczyrku, gdzie stoi rodzinny dom Zbigniewa i gdzie po ukończeniu przez Kingę studiów trzyosobowa rodzina ostatecznie się przeprowadza.

Kinga znajduje też pracę w kanadyjskiej firmie produkującej części samochodowe, która swoją siedzibę ma niedaleko Łodygowic, bo w Czechowicach dziedzicach i gdzie zostaje asystentką.

Kinga jest z natury towarzyska i otwarta, a w nowej pracy poznaje mnóstwo ludzi, w tym swoją najlepszą przyjaciółkę, Małgorzatę.

Całkiem dobrą pracę ma też Zbyszek, który jest elektromonterem górniczym i rodzina zdecydowanie nie może narzekać na finanse.

Można byłoby powiedzieć, że ich życie jest bliskie ideału, ale jak to zwykle bywa, nie do końca tak jest.

Po powrotach z firmy, to Kinga zajmuje się domem i opiekuje się nastoletnią już teraz córką Zbigniewa, Dominiką, tylko że dziewczyna nie ułatwia jej tego zadania.

Mimo, że jej ojciec i Kinga są już razem kilka lat, mimo, że są małżeństwem i mieszkają wszyscy razem, to Dominika nadal nie akceptuje Kingi i wciąż ma żal do ojca, że zastąpił jej mamę tak szybko.

Przekłada się to niestety na atmosferę, jaka jest w domu.

Nastolatka jest dla Kingi oschła i niemiła, nie liczy się też z jej zdaniem, w związku z czym kobiety często się kłócą.

Oliwy do ognia dodaje fakt, że Zbigniew niemal zawsze staje po stronie swojej córki, nawet gdy ta nie ma racji.

Kingę boli ta sytuacja, ponieważ chciałaby, żeby między nią a Dominiką było dobrze, przysposobiła ją, chcąc być dla niej mamą.

Chciałaby też czuć wsparcie ze strony męża, ale rozumie, że nastolatka jest w trudnym wieku i że ojciec chce też zrekompensować jej stratę mamy i nową relację, w związku z czym Kinga często zagryza zęby.

Udaje się wypracować pewnego rodzaju kompromis, chociaż o przyjaźni między Kingą a Dominiką nie ma nawet co marzyć.

Kłótnie między dziewczyną a macochą stają się elementem codzienności, do której chyba wszyscy zdążyli się przyzwyczaić.

Codzienności, która jednak ma się w niedługim czasie bardzo zmienić.

Ponieważ niemal 8 lat po ślubie, dokładnie 7 sierpnia 2010 roku, rodzina Kozaków powiększa się, a na świat przychodzi pierwsze wspólne dziecko Kingi i Zbigniewa, ich córka Ewa, która imię otrzymuje po swojej babci.

W tym momencie świat rodziny wywraca się do góry nogami, ale w pozytywnym znaczeniu.

Ewa staje się oczkiem w głowie swoich rodziców, szczególnie Kingi, która w macierzyństwie odnajduje się bardzo dobrze, a rola ta przynosi jej mnóstwo satysfakcji i szczęścia.

W domu oczyszcza się także atmosfera, ponieważ Dominika rusza na studia i wyjeżdża do Hiszpanii, a co za tym idzie, kończą się ciągłe sprzeczki, ale tylko między Kingą a nastolatką, bo za to nasilają się problemy małżeńskie, a ich apogeum nadchodzi wraz z 2016 rokiem.

To właśnie teraz, gdy mała Ewa ma sześć lat, w małżeństwie Kingi i Zbigniewa zaczyna poważnie się psuć.

Zbyszek prawie cały czas chodzi na nocne zmiany, przez co mija się z żoną i niemal się nie widują, a jeżeli już mają wspólnie wolny czas, to nie potrafią znaleźć kompromisu.

Zbigniew jest typem domatora, człowiekiem mało towarzyskim.

A Kinga wręcz przeciwnie.

Lubi otaczać się ludźmi, zwiedzać nowe miejsca, uprawiać sport, chodzić na basen.

Para nie potrafi więc spędzać czasu razem, bo mają zupełnie inne spojrzenie na relaks i przyjemności, przez co z reguły Zbigniew jest w domu, a Kinga poza nim.

W zasadzie wszystko w ich związku można podzielić na moje i twoje, także finanse.

Zbigniew bowiem stosuje wobec Kingi przemoc ekonomiczną i jako, że dom należy do niego, to ona musi pokrywwszelkie rachunki i koszty życia tylko ze swojej kieszeni, żeby udźwignąć wymagania męża.

Zmuszona jest udzielać dodatkowych lekcji angielskiego, przez co bardzo często nie ma już na nic sił, a musi mieć, bo Zbyszek niechętnie pomaga też w domu, o co także Kinga ma pretensje.

To ona musi pracować, sprzątać, opiekować się dzieckiem, a na domiar złego nigdy nie słyszy słów wsparcia czy podziękowania, a fakt, że coraz mniej czasu spędza w domu, budzi w Zbigniewie zazdrość.

Staje się on wręcz chorobliwie podejrzliwy i w pogarszających się stosunkach z żoną nie widzi tego, o czym Kinga ciągle komunikuje.

Dochodzi do sytuacji, że kontroluje swoją żonę i przegląda jej telefon i rzeczy osobiste, wręcz na siłę szukając dowodów na zdradę.

Normalnym staje się jego ciągłe wydzwanianie do Kingi po to, by sprawdzić z kim i gdzie jest.

Małżeństwo staje się dla kobiety ciężarem, a mąż zaczyna kojarzyć się tylko ze smutkiem, rozczarowaniem i ciągłymi pretensjami.

A robi się tylko gorzej, gdy nieoczekiwanie Zbigniew podejmuje decyzję o sprzedaży swojego rodzinnego domu w Łodygowie i zakupie nowego domu w Szczyrku.

Mężczyzna taką decyzję podejmuje bez konsultacji z żoną, co powoduje kolejne spięcia.

Kinga nie chce się wyprowadzać.

Zbigniew stawia na swoim i rodzina przenosi się.

Od tego momentu relacje małżeńskie to równia pochyła.

Kinga nie potrafi poradzić sobie z żalem, który znowu przybiera na sile rok później, gdy w 2017 roku Zbigniew przechodzi na emeryturę.

Wtedy też wpada na nowy pomysł.

Skoro będzie miał tak dużo wolnego czasu, żal go będzie nie wykorzystać.

Mnóstwo ludzi przyjeżdża tu, by jeździć na nartach.

Zbigniew chce więc znowu się przeprowadzić, ale tym razem do naprawdę dużego domu, w którym zamieszkają i w którym będą też równocześnie prowadzić pensjonat.

Ten, w którym mieszkają teraz nie nadaje się na taki interes.

Ma też bardzo małą działkę, której nie sposób zaadaptować na nic specjalnego.

Ale znowu po cichu, bo mężczyzna robi wszystko za plecami żony i nie informując jej, wystawia ich dom w szczyrku na sprzedaż.

Wszystko dzieje się bardzo szybko, bo kupcy na dom znajdują się niemal od ręki, co sprawia, że Kinga o sprzedaży i kolejnej wyprowadzce dowiaduje się w zasadzie w momencie, gdy negocjowana jest już umowa z potencjalnymi nowymi właścicielami.

Kinga już po raz kolejny jest totalnie zawiedziona i rozżalona.

Nie może pojąć, jak można tak ważne dla całej rodziny decyzje podejmoww pojedynkę.

Ma też dość ciągłych przeprowadzek.

Nie jest to zdrowe ani dla niej, ani dla ich teraz już siedmioletniej córki.

Ale znowu wszystko toczy się zgodnie z planem Zbigniewa.

I gdy nadchodzi listopad 2017 roku, rodzina wyprowadza się do nowo zakupionej nieruchomości w Buczkowicach.

Ma aż dwanaście pokoi, sporą działkę i lokal z osobnym wejściem, który można wynajmować.

Jest to więc dokładnie to, czego szukał i co ma być teraz nowym, rodzinnym biznesem.

Część nowo zakupionego domu małżeństwo przerabia na swoje, prywatne mieszkanie, a część na pensjonat, pokoje u Kingi, bo tak nazywa się teraz interes rodzinny.

Pracy nie brakuje, a wręcz przeciwnie, jest jej aż nadto, a Zbigniew

Mimo, że pensjonat był jego pomysłem i mimo, że sam jest już na górniczej emeryturze, angażuje się w prowadzenie biznesu mniej niż obiecywał.

Chociaż to Kinga nadal pracuje zawodowo, a na dodatek codziennie dojeżdża do pracy do Czechowic-Dziedzic, oddalonych o 30 kilometrów w jedną stronę, to niestety po powrocie do domu nie za bardzo może liczyć na męża.

Po pracy to na barkach kobiety spoczywa opieka nad dzieckiem, domem i nad obsługą pensjonatu.

Jak coraz częściej żali się Kinga, Zbyszek traktuje ją jak służącą, co zresztą zauważają jej bliscy, bo Zbyszek...

Coraz mniej hamuje się, jeśli chodzi o zachowanie względem żony.

Nasila się też jego chorobliwa zazdrość i chociaż sam potrafi zniknąć na całą noc bez słowa wyjaśnienia, od Kingi oczekuje meldowania się co chwilę i informowania, gdzie jest i co robi.

Po piętnastu latach małżeństwa związek Kingi i Zbigniewa przechodzi największy do tej pory kryzys, który z dnia na dzień przybiera na sile.

Para oddala się od siebie, a Kinga by uporać się z trudnościami wręcz unika męża i gdy tylko może wychodzi z domu.

Jest taka jak zawsze, pełna życia, głodna kontaktu z człowiekiem, chcąca zwiedzać świat, podczas gdy jej mąż głównie przesiaduje w domu, aczkolwiek wcale o niego nie dba.

Kinga coraz częściej żali się przyjaciółce i rodzicom, że chyba popełniła życiowy błąd, wybierając na męża kogoś tak innego niż ona.

Nie potrafi zrozumieć tego, że Zbigniew cały dzień spędza na kanapie i niczym się nie interesuje, a różnica wieku, która jeszcze kilka lat temu nie przeszkadzała jej, teraz jest dla niej zauważalna.

Niestety, to wcale nie koniec problemów.

Bo Kinga coraz częściej zwierza się swojej przyjaciółce, że mąż znęca się nad nią psychicznie, ale też, że zdarza mu się używwobec niej przemocy fizycznej.

Zbyszek staje się wręcz kompletnie nieprzewidywalny i gdy Kinga chce już zebrać się na odwagę i podjąć jakąś decyzję odnośnie ich relacji, ten od razu zaczyna swą grę.

Wielokrotnie grozi, że jeżeli żona od niego odejdzie, to odbierze sobie życie albo szantażuje ją, powołując się na dobro ich wspólnego dziecka.

Zdarza się nawet, że podczas ostrej wymiany zdań Zbigniew symuluje zawał serca, łapie się za klatkę piersiową i teatralnie pada na ziemię.

W pewnym momencie, gdy to już kolejny raz, Kinga zaczyna dokumentować takie zdarzenia, a w jej galerii w telefonie coraz więcej jest zdjęć leżącego twarzą do ziemi Zbigniewa.

Sytuacja kompletnie wymyka się spod kontroli, gdy napady męża kończą się rękoczynami.

Kobieta coraz częściej zmuszona jest ukrywać siniaki, które nie umykają uwadze jej współpracowników i znajomych.

A o tym, że w małżeństwie jest gorzej niż fatalnie, wie już wiele osób z najbliższego otoczenia pary i wszyscy mówią to samo.

Do takiego samego wniosku dochodzą też Kinga, a nawet Zbigniew, który chyba w końcu zaczyna oswajać się z myślą, że to koniec ich małżeństwa.

Jest przełom 2017 i 2018 roku i wielkimi krokami zbliża się Sylwester, a wraz z jego nadejściem do pensjonatu zjeżdżają się goście z całej Polski, głównie amatorzy narciarstwa, jak i ci, którzy chcą przywitać nowy rok w górskich klimatach.

Na urlop w pensjonacie w Buczkowicach decyduje się też 30-letni Rafał, który na co dzień mieszka w Warszawie.

Impreza sylwestrowa odbywa się w części wspólnej domu.

Są na niej zarówno gospodarze, jak i goście, a wieczór jest bardzo przyjemny, szczególnie dla Kingi i Rafała, którzy podczas tej nocy wpadają sobie w oko.

Dużo rozmawiają, a jednym z tematów jest mąż o 12 lat starszej Kingi, ponieważ nawet obcy człowiek, jakim jest Rafał, zauważa fatalną atmosferę w domu i kiepskie małżeńskie relacje.

To, że Kinga całą imprezę spędza w towarzystwie znacznie młodszego Rafała, oczywiście nie umyka uwady Zbigniewa.

Zresztą żona wcale się z tym nie kryje.

Oboje przecież już od jakiegoś czasu otwarcie mówią o tym, że nie chcą być razem, dlatego nie przejmuje się zazdrosnym spojrzeniem męża i po prostu miło spędza czas.

Rafał w Buczkowicach jest jeszcze tydzień, a od Kingi dowiaduje się o całej jej skomplikowanej sytuacji życiowej, co jednak go nie zraża.

Ostatecznie wymieniają się numerami, a po powrocie do Warszawy Rafał od razu odzywa się do Kingi, co tym samym na dobre rozpoczyna ich relację opartą na codziennych kontaktach.

Przez następne miesiące Kinga i Rafał ciągle ze sobą piszą i do siebie dzwonią, a nawet spotykają się osobiście.

Nowa znajomość być może przypieczętowuje decyzję Kingi, która w końcu wybrzmiewa.

W marcu 2018 roku Kinga informuje Zbigniewa, a także swoją rodzinę i najbliższych przyjaciół, że to już koniec jej małżeństwa i że oficjalnie wnosi pozew o rozwód.

Gdy padają te mocne słowa, Kinga od razu otrzymuje ogrom wsparcia.

Wręcz kibicują córce i deklarują swoją pomoc.

Kingę wspiera też przyjaciółka Gosia oraz Rafał.

Jedyną niezadowoloną z tej sytuacji osobą jest Zbigniew, który mimo wcześniejszych deklaracji teraz jest rozczarowany taką decyzją żony, co z kolei jest zaskoczeniem dla Kingi.

Przecież od miesięcy rozmawiali o tym, że powinni się rozejść, ale najwyraźniej Zbigniew zmienił zdanie.

Czuje się także oszukany w sprawach finansowych.

Dom, który małżeństwo kupiło w Buczkowicach jest aktualnie własnością obojga, mimo że kupili go za pieniądze, które mężczyzna otrzymał za sprzedaż domu należącego jedynie do niego.

Ostatecznie jednak po wielu rozmowach i ustaleniach dochodzą do porozumienia, a tak przynajmniej wygląda sytuacja dla Kingi.

Wygląda, bo rzeczywistego porozumienia nie ma.

Zbigniew, mimo że związek czeka na formalne zakończenie, znowu odprawia sceny zazdrości.

Zaczyna wręcz szukać brudów na żonę, zatrudnia nawet prywatnego detektywa, by ten śledził jej kroki.

Podejrzewa też Kingę o romans i nie da się ukryć, że ma rację, bo Kinga coraz więcej czuje do Rafała, ale z drugiej strony przecież jej małżeństwo już nie istnieje i to kwestia prawdopodobnie miesięcy, kiedy zostanie formalnie rozwiązane.

Ale to, czego Kinga nie wie, to że Zbigniew co innego mówi jej, a co innego robi i chyba wcale nie ma zamiaru łatwo odpuścić.

Swojej starszej córce, Dominice, zwierza się nawet, że wolałby, by do rozwodu nie doszło i że chciałby wszystko naprostować, tylko że Kinga najpewniej kogoś ma.

I gdy te słowa padają, Dominika, która już nie mieszka razem z ojcem i macochą, postanawia przyjechać do Buczkowic i porozmawiać z żoną swojego taty.

Jest wzburzona tym, co słyszy i całą sytuację odbiera nie tak, jak powinna, że od dawna w małżeństwie jest źle i że zarówno Zbigniew, jak i Kinga nie są w nim szczęśliwi.

Tak jak ojciec zawsze stawał po jej stronie, tak teraz ona staje po stronie ojca i w całej tej sytuacji widzi prędzej wyrachowanie Kingi, która jej zdaniem chyba chce zamienić męża na nowszy model, a przy okazji zgarnąć połowę majątku jej taty.

I w ten sposób i z takim nastawieniem 30 marca 2018 roku Dominika zjawia się w Buczkowicach, a między nią a Kingą dochodzi do ostrej wymiany zdań, która ostatecznie ze słownej utarczki przechodzi w rękoczyny.

Dominika w akcie złości rzuca telefonem prosto w twarz Kingi, która zostaje zraniona bardzo blisko oka i w związku z czym trafia do szpitala, gdzie od razu prosi o obdukcję.

Kinga ma bowiem tego dość.

Sytuacja zaszła za daleko i nie wyobraża sobie, by prawie trzydziestoletniej kobiecie miało takie zachowanie ujść na sucho.

Postanawia więc zgłosić pobicie, a swojej pasierbicy mówi, żeby nie pojawiała się już w ich domu, czego jednak kobieta nie słucha, bo niedługo potem, pod nieobecność Kingi, tnie nożyczkami jej bieliznę.

Od tego momentu sytuacja w domu jest bardziej niż napięta.

Dlatego Kinga robi wszystko, by byww Buczkowicach jak najrzadziej, kiedy tylko może wyjeżdża sama lub zabiera córkę do rodziców.

Ze Zbigniewem przenoszą się też do osobnych sypialni i mijają się jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.

Ustalają też co dalej i przynajmniej tu dochodzą do porozumienia, jeśli chodzi o opiekę nad małą Ewą czy o finanse.

Plan jest taki, że mała Ewa zostanie przy matce, że sprzedadzą dom w Buczkowicach i podzielą się pieniędzmi z tej sprzedaży, żeby każde z małżonków mogło kupić coś mniejszego dla siebie.

Wizja zakończenia tego małżeństwa staje się niemal namacalna, szczególnie gdy z pomocą prawnika zaczyna powstawać pozew rozwodowy.

Więź między Kingą a Rafałem zacieśnia się.

Para od stycznia jest w kontakcie codziennie, a także widuje się.

10 lipca Kinga rusza na służbowy wyjazd, a gdy cztery dni później ląduje na lotnisku w Balicach, w Krakowie czeka już na nią Rafał, który przyjechał tu z Warszawy, żeby spędzić z nią weekend.

Także smsy między parą stają się coraz odważniejsze i sugerują, że relacja zacieśnia się.

w przeciwieństwie do relacji małżeńskiej, której już niemal nie ma.

Zresztą 20 lipca 2018 roku w sądzie złożony zostaje pozew o rozwód za porozumieniem stron bez orzekania o winie, a pierwsza rozprawa rozwodowa wyznaczona zostaje na 13 dzień sierpnia.

Już po weekendzie, w poniedziałek, Kinga, jak ma nadzieję, oficjalnie stanie się rozwódką.

Właśnie dzisiaj, razem z małą Ewą, która ma wakacje, pojawiają się w rodzinnym domu Kingi.

Kobieta przyjechała poprosić rodziców o pomoc.

Chce, żeby jej tata, pan Stanisław, towarzyszył jej w tym mimo wszystko niełatwym procesie, a także by był świadkiem.

Kinga prosi też mamę, żeby w tym czasie zajęła się małą Ewą.

Upłynęło trochę czasu, jest nadal zdecydowana na ten poważny krok i ani razu się nie zawahała.

Chce tego rozwodu i jak mówi mamie, chce zacząć żyć normalnie.

Jedyne co ją gryzie to fakt, że mała Ewa jeszcze o niczym nie wie.

Ze Zbyszkiem nie powiedzieli jej, że się rozstają, że mają w planach sprzedać dom.

Dziewczynka co prawda ma już osiem lat i na pewno sama widzi, że między rodzicami nie jest dobrze, ale ta trudna rozmowa dopiero przed nimi.

Rodzice Kingi oczywiście zgadzają się pomóc córce.

Pan Stanisław stawia się w sądzie w Bielsku Białej, a mała Ewa najlepiej jak w tym dniu przenocuje u dziadków.

Będzie pod dobrą i troskliwą opieką babci, Kinga jest więc spokojna.

Jest też przekonana o tym, że wszystko co się zadzieje jest tylko formalnością, a ta pewność siebie wynika z tego, że wszystkie kwestie takie jak podział majątku czy opieka nad dzieckiem jest już omówiona ze Zbigniewem.

I w końcu, gdy nadchodzi 13 sierpnia 2018 roku, Kinga z samego rana odbiera tatę z dworca kolejowego, po czym razem udają się do sądu.

Na korytarzu spotykają się ze Zbigniewem, a atmosfera, jaka panuje, jest spokojna.

Wszyscy razem rozmawiają, chociaż gdy głos zabiera Zbyszek, słychać w jego tonie żal.

Zwraca się nawet do pana Stanisława i mówi – szkoda, że tak wyszło, po czym równie spokojnym tonem oznajmia Kindze, że boli go, że już kogoś ma.

Chwilę później wszyscy wchodzą na salę, a przed sądem najpierw wstaje pan Stanisław, potem Kinga, która odpowiada na pytania i tłumaczy, dlaczego chce się rozstać i dlaczego podtrzymuje swoją prośbę o rozwiązanie małżeństwa.

Na końcu głos zabiera Zbigniew, który potwierdza, że nie dogadują się, że ich wspólne pożycie ustało.

W zasadzie mówi wszystko zgodnie z prawdą i tak jak się umówili, ale nagle, pod koniec, padają słowa, które wszystko zmieniają.

Gdy rozprawa jest już niemal na finiszu, Zbigniew nagle wyznaje, że nie chce się rozstawać i że widzi jeszcze szansę na uratowanie ich małżeństwa.

Dodatkowym problemem uniemożliwiającym otrzymanie przez parę rozwodu jest fakt, że nie poinformowali oni o swoich planach córki.

W takiej sytuacji sąd zmuszony jest oddalić pozew, co sprawia, że Kinga jest kompletnie zaskoczona i wściekła.

Gdy tylko wychodzą z sali sądowej, od razu podchodzi do męża i żąda wyjaśnień.

Nie rozumie, po co tak skomplikował sytuację i przypomina mu, że przecież wszystko było już ustalone.

Nie chce kontynuowwyniszczającego ją związku i nie podziela opinii męża.

Jedyne czego chciała, to odejść w spokoju i we względnej zgodzie.

Wzburzona Kinga nie ma ochoty na rozmowę.

Musi jeszcze zajrzeć do galerii handlowej w Bielsku Białej.

Wdrodzona dworzec, na który jedzie odwieść ojca, nadal jest podenerwowana, a gdy pod dworcem czule się żegna z tatą, na do widzenia stanowczo oznajmia, że nie zniechęciła się i że będzie walczyć o siebie i swoje życie.

Po rozstaniu z panem Stanisławem Kinga jedzie do galerii handlowej Gemini Park w Bielsku Białej, gdzie rejestrują ją kamery.

Na nagraniu widać drobną blondynkę w czarnej sukience, która niesie w ręce siatkę z zakupami.

W międzyczasie kobieta kontaktuje się także ze swoim adwokatem i razem ustalają, że ponowny pozew zostanie wniesiony w grudniu, co nie jest pocieszające.

Szczerze mówiąc była pewna, że dzisiaj zamknie ten rozdział, a zamiast tego przez Zbyszka...

Wszystko rozwleka się w czasie.

Z galerii Kinga dzwoni też do swojej mamy, by poinformować ją o tym, co powiedział prawnik, ale w czasie rozmowy nie jest już smutna ani wzburzona.

Raczej pełna zapału, bo wierzy, że już za drugim razem na pewno jej się uda wydostać z tego toksycznego małżeństwa.

Obiecuje też pani Ewie, u której nocuje dzisiaj ośmioletnia córka, że zadzwoni jeszcze wieczorem.

O 17.56 kobieta rozmawia też z Rafałem, któremu relacjonuje wszystko, co się dzisiaj wydarzyło.

Około godziny 19.00 Kinga opuszcza galerię i kieruje się w stronę domu w Buczkowicach.

O godzinie 19.22 na komórkę żony dzwoni Zbigniew, jednak ta nie odbiera.

Zresztą porozmawiają twarzą w twarz, bo kobieta do domu dociera kilka minut później.

To wtorek, 14 sierpnia.

Z samego rana na telefon Kingi przychodzi SMS od koleżanki z pracy, która pyta czy kobieta dojedzie na BHP, ale Kinga nie odpowiada i ostatecznie nie pojawia się ani na szkoleniu, ani w ogóle w pracy.

Nie odbiera też telefonów nawet od swojego przełożonego, rodziców, ani Rafała.

W ciągu dnia milczy nawet, gdy na jej telefon raz za razem przychodzą kolejne smsy od różnych osób, które pytają czy wszystko w porządku.

Odpowiedzi jednak się nie doczekują.

Kobieta mimo obietnicy nie zadzwoniła wczoraj do córki, nie odbiera też, nie odpisuje, sama też nie pyta co u małej Ewy.

Coś jest nie tak, dlatego decydują się skontaktować ze Zbigniewem, który przekazuje im szokujące wieści.

wi, że Kinga wróciła wczoraj z galerii do domu i niestety trochę się posprzeczali.

Była wzburzona i tak jak stała, tak wyszła na spacer, zostawiając w domu swoją torebkę, oba telefony, prywatny i służbowy, nie zabrała nawet dokumentów.

Ale Zbigniew nie przejął się tym, bo przecież wiele razy znikała, nie tłumacząc mu się, dokąd się wybiera.

Gdy jednak wszystko to słyszy pan Stanisław i pani Ewa, od razu stają na równe nogi.

Jak to Kinga wyszła z domu wieczorem bez niczego i nie wróciła na noc?

To bardzo odpowiedzialna i poukładana osoba i takie zachowanie, nawet pod wpływem wzburzenia, nie jest w jej stylu.

Od razu więc wsiadają w samochód i ruszają na komendę, gdzie zgłaszają całą sytuację.

Gdy rozmawiają z dyżurnym, z Kingą nie ma już kontaktu od doby i to zdecydowanie powód do niepokoju.

Policjanci już na samym początku podchodzą do sprawy poważnie.

Zaraz po przyjęciu zgłoszenia jadą do domu małżeństwa w Buczkowicach, do którego bez żadnych oporów wpuszczali ich Zbigniew, ale nie natrafiają na zaginioną, ani na miejscu nie znajdują najdrobniejszych śladów przestępstwa.

Przed domem stoi też zaparkowany samochód kobiety, a w jego środku nie ma niczego, co mogłoby wzbudzać podejrzenia, ani śladów po szarpaninie, ani niczego innego, co rzucałoby cień podejrzenia, że kobiecie stała się jakaś krzywda.

Za to w domu na stole policjanci dostrzegają torebkę, a w niej telefony Kingi, co potwierdza, że nie sposób się z nią skontaktować.

Zbigniew przyznaje też policjantom, że Kinga już nie raz wyjeżdżała bez słowa i że ma chyba kochanka, a wczoraj, gdy widzieli się po raz ostatni, doszło między nimi do sprzeczki.

A Kinga obrażona wyszła z domu, by się przejść, nie zabierając rzeczy i nie wróciła.

Mężczyzna podejrzewa, że mogła pojechać do nowego partnera, dlatego razem z mundurowymi logują się na jej skrzynkę mailową, by sprawdzić, czy tam z nikim się nie umawiała.

Jednak przede wszystkim znajdują tam liczne potwierdzenia za zakup biletów kolejowych do Warszawy, co zdaje się potwierdzać słowa o romansie.

Jak zauważa przybyła na miejsce policjantka, gdy Zbigniew widzi te potwierdzenia, ma zszokowaną minę, która mówi, że chyba o tym wszystkim nie wiedział.

Wygląda jakby dopiero teraz na ich oczach połączył wszystkie fakty, a do policjantów zaczyna docierać, że chyba nie mają do czynienia z zaginięciem, a ze zwykłą ucieczką od męża do kochanka.

Na wszelki wypadek zabierają jednak ze sobą telefony Kingi.

Zbyszek nie zna do nich pinu, ale być może uda się jej odblokować na komisariacie.

Ostatecznie policjanci opuszczają posesję w Buczkowicach, ale wbrew oczekiwaniom bliskich Kinga nie wraca na noc.

i nie daje znaku życia i gdy nadchodzi kolejny dzień, 15 sierpnia, tym razem to Zbigniew rusza na komisariat i także zgłasza zaginięcie swojej żony.

Gdy opowiada mundurowym o wszelkich okolicznościach, jest rzeczowy i spokojny, ale jeden z policjantów dostrzega, że jest przy tym trochę nieobecny i może zagubiony i chyba ma rację, bo Zbigniew zaczyna dziwnie się zachowywać.

W czasie rozmów z rodzicami Kingi, którzy rozpaczliwie próbują odnaleźć córkę i ustalić, gdzie jest i czemu nie wraca, Zbigniew nie jest zbyt pomocny.

Sam wiele nie robi, a zamiast tego płacze i krzyczy, że jeśli Kinga od niego odeszła, to targnie się na swoje życie.

Nie robi to jednak większego wrażenia na pani Ewie, która zna te zachowania zięcia.

Nie raz była świadkiem teatralnych reakcji Zbigniewa, a także Kinga wiele razy opowiadała o udawanych zawałach czy leżeniu w bezruchu na ziemi.

Jednak tym razem jest inaczej i chyba naprawdę coś jest na rzeczy, bo zniknięcie Kingi przybija Zbyszka jak nigdy.

Także jego córka Dominika zauważa, że coś trafi ojca, chociaż nie wie, że jej macocha zaginęła.

Zaczęło się już od dnia rozprawy, czyli 13 sierpnia, kiedy tata zadzwonił do niej i powiedział, że Kinga nie dostała rozwodu, ale to co najbardziej go zabolało, to jej słowa, w których przyznała, że już od 10 lat go nie kocha, przez co nie może się pozbierać.

Mężczyzną wyraźnie targają silne emocje, dlatego by sobie ulżyć ponownie dzwoni do córki dzisiaj około osiemnastej i od pierwszych słów słychać, że to nie jest zwykła rozmowa.

Głos mężczyzny brzmi słabo, jak pozbawiony energii.

Zbigniewwi, że jest teraz w Wiśle i że wspomina dawne czasy.

że już nie daje sobie z tym wszystkim rady i że ma po prostu dość, a zaniepokojona tymi słowami córka prosi go, by tak nie mówił i najlepiej do niej przyjechał.

Ona wraz ze swoim chłopakiem Marcinem szykują się właśnie na jutrzejszy wyjazd do Czarnogóry, ale teraz ma chwilę czasu, a widać, że tata potrzebuje rozmowy i wsparcia.

Spotykają się tego samego dnia około dwudziestej i rozmawiają głównie o jego małżeńskich problemach, o podejrzeniach romansu.

Jak zauważa Dominika, tata ma na lewym policzku jakieś świeże zadrapanie, ale nie drąży tematu.

Zresztą niedługo potem kończą spotkanie, a Zbigniew odwozi córkę i jej chłopaka na dworzec PKP w Katowicach.

Jeszcze w drodze Dominika zapewnia go, że wszystko będzie dobrze i że musi być dobrej myśli.

załamany rozwodem i tym, że Kinga wszystko już przekreśliła.

Co ciekawe, Dominika nie ma pojęcia, że od dwóch dni Kinga jest osobą zaginioną, ponieważ mimo szczerej rozmowy z ojcem i wspólnie spędzonego czasu, ten w ogóle jej o tym fakcie nie wspomina.

Tego samego dnia, około godziny 23, mężczyzna jeszcze raz dzwoni do córki.

wi, że dzwonił Rafał, chłopak z imprezy sylwestrowej, a Dominika interpretuje to tak, że Zbigniew w ten sposób już na 100% znalazł potwierdzenie na zdradę żony.

To czwartek.

Właśnie teraz do rodziców Kingi zgłasza się lokalna policja z pytaniem, czy może oni znają kod dostępu do telefonów ich córki.

Może tam znajdą odpowiedź, gdzie jej szukać.

I okazuje się, że to bardzo dobry krok, bo pani Ewa zna kot, dzięki czemu chwilę później policjanci ze szczyrku już przeglądają skrzynkę nadawczą i odbiorczą.

Od razu jednak zauważają coś, co bardzo ich niepokoi.

Na telefonie Kingi są wiadomości od osoby podpisanej jako Rafał, czyli mężczyzny, którego Zbigniew podejrzewa o romans z jego żoną.

Ale nie w tym rzecz.

Wiadomości od niego jest kilka, a mężczyzna prosi w nich o kontakt i dopytuje, co się dzieje.

Podobnie jest w przypadku kontaktu należącego do najlepszej przyjaciółki Kingi, co dla mundurowych jest jasnym znakiem.

Nie uciekła ani do kochanka, ani do przyjaciółki, bo przecież w przeciwnym razie nie usiłowaliby się z nią skontaktować od kilku dni.

W tej sytuacji wracają do punktu wyjścia i postanawiają wrócić do domu w Buczkowicach i jeszcze raz porozmawiać ze Zbigniewem, który to od początku nakierowywał ich na wersję o ucieczce do kochanka.

Na miejsce w pojedynkę jedzie policjantka, która była u Zbigniewa 14 sierpnia.

Niestety na ten moment wszyscy funkcjonariusze są zajęci i nikt nie może jej towarzyszyć, ale kobieta postanawia działać sama.

Pod pensjonat podjeżdża około godziny 11 i od razu puka do drzwi wejściowych.

Jednak odpowiada jej głucha cisza i nikt nie otwiera.

Policjantka rusza więc do pierogarni, która znajduje się w tym samym budynku, ale w oddzielnym lokalu z osobnym wejściem i zagaduje do jednej z pracownic na temat Kingi i Zbigniewa.

Dopytuje też, czy widziała dzisiaj mężczyznę, bo niestety, mimo że pukała i dzwoniła, nie doczekała się reakcji.

Pracownica jest z tym lekko zaskoczona, ponieważ jak relacjonuje policjantce, niedawno widziała Zbigniewa jak wychodził gdzieś z reklamówką przewieszoną przez ramię, a potem jak wracał do domu już bez reklamówki, gryząc jabłko.

I było to zaledwie chwilę temu i na pewno Zbyszek od tamtej pory nie wychodził, więc jej zdaniem musi być w środku.

Policjantka idzie więc pod drzwi jeszcze raz i ponownie puka, ale znowu bez odpowiedzi.

Wraca więc do pierogarni i rozpoczyna rozpytanie.

Pyta o Zbigniewa, Kingę, ich relacje i ostatnie dni.

Może kobieta zauważyła coś niepokojącego?

I to pytanie jest bardzo trafne, bo o ile pracownica niewiele może powiedzieć o małżeństwie, poza tym, że to normalni, raczej trzymający się z boku spokojni ludzie, to rzeczywiście ma dwie historie do przytoczenia z ostatnich dni.

Bo o ile Zbigniew raczej ograniczał się do mówienia dzień dobry i krótkiej wymiany uprzejmości, tak w ostatnim czasie coś się zmieniło.

Już od kilku tygodni był przybity i czymś wyraźnie zdenerwowany i gdy tylko wchodził do pierogarni, zagadywał pracownicę i żalił im się, że żona kogoś ma.

Wczoraj natomiast, 15 sierpnia, przyszedł do pierogarni, a pod pachą niósł laptopa.

W pewnym momencie otworzył komputer i jak gdyby nigdy nic, zaczął pokazywać pracownicy maile z biletami PKP do Warszawy.

Zaczął mówić, że Kinga go zdradza,

Jak odebrała to pracownica, mówił to wszystko w taki sposób, jakby chciał się z jakiegoś powodu usprawiedliwić.

Co ciekawe, mówił tylko o romansie i ani razu nie nadmienił, że żona zaginęła.

Nie zapytał też, czy ktoś jej nie widział.

Tego dowiadują się dopiero teraz od policji.

To jednak nie koniec, bo było jeszcze jedno zdarzenie, które zwróciło uwagę pracownicy.

Wczoraj lub przedwczoraj Zbyszek zrobił coś, czego nigdy nie robił.

Wyjechał z garażu zaparkowanym tam samochodem Kingi, zaparkował go przed domem, po czym do garażu wjechał swoim BMW i od razu zamknął bramę garażową.

Dla pracownicy był to kompletnie nowy widok, bo chociaż pracuje tu już jakiś czas, nigdy jeszcze nie widziała, by Zbigniew prowadził samochód swojej żony lub na odwrót.

Małżeństwo dosłownie zawsze jeździło swoimi autami i nigdy się nimi nie wymieniali.

Nie zdarzało się też przyparkowywanie samochodów, dlatego ta z pozoru prozaiczna czynność jednak została zauważona.

Policjantka jest skołowana wszystkim tym, co słyszy i czuje, że dzieje się tu coś dziwnego.

Wychodzi przed pierogarnię, by zebrać myśli, a wtedy podchodzi do niej jedna z najbliższych sąsiadek i informuje ją, że kiedy mundurowa po bezskutecznym pukaniu do drzwi ruszyła w stronę pierogarni,

Drzwi do pensjonatu otworzyły się, wyjrzał przez niej Zbigniew, rozglądając się, w którą stronę poszła policjantka, po czym ponownie schował się w domu.

W tym momencie wszelkie wątpliwości zostają rozwiane.

Zbigniew celowo unika kontaktu z policją, co sugeruje, że wręcz trzeba zadać mu więcej pytań.

Puka jeszcze raz, ale gdy znowu nikt jej nie odpowiada, sięga po telefon i dzwoni po wsparcie dzielnicowego, a niedługo później pod pensjonat podjeżdża radiowóz.

Mimo wsparcia Zbigniew ponownie nie odpowiada na pukanie i wołanie, chociaż wiele wskazuje, że przebywa w domu, w związku z czym zapada decyzja.

Funkcjonariusze decydują się wejść do budynku przez uchylone okno.

By to się udało, rozkręcają zawias okna i wchodzą do środka.

Nikt jednak nie odpowiada na ich nawoływania.

Nikogo też nie ma w żadnym z pomieszczeń.

Policjantka i dzielnicowy zaglądają więc do każdego pokoju po kolei, aż w końcu docierają na strych, gdzie zastają widok, jakiego nikt się nie spodziewał i jaki trudno wymazać z głowy.

Na sznurze wisi Zbigniew, któremu natychmiast ruszają na ratunek, ale jest już za późno.

54-latek jest martwy.

Sprawa totalnie się komplikuje.

13 sierpnia zaginęła Kinga, a zaledwie trzy dni później życie odbiera sobie jej mąż.

W tle jest ośmioletnia dziewczynka, która przebywa u dziadków i jeszcze o niczym nie wie.

A policjantom rozrywa się serce, gdy na telefon zaginionej przychodzi SMS od dziewczynki o treści.

Mama, martwię się o ciebie.

W tej całej historii niepokojący jest jeszcze romans z tajemniczym mężczyzną z Warszawy i sprawa rozwodowa.

Wszystko jest niejasne i konieczne jest poukładanie faktów tak, by rozwiązać zagadkę i przede wszystkim ustalić, gdzie jest Kinga.

Na miejsce zjeżdżają się służby, a policjanci zabezpieczają dom oraz samochody pary, technicy kryminalistyczni zbierają z kolei materiał dowodowy.

Mimo użycia specjalistycznego płynu nie znajdują krwi ani śladów biologicznych, które wskazywałyby na popełnienie w tym obszarze przestępstwa.

Śmierć Zbigniewa zostaje za to zakwalifikowana jako odebranie sobie życia.

Zabezpieczone zostają też trzy telefony, dwa należące do Kingi i jeden do Zbigniewa, cztery laptopy oraz dwa pendrive'y należące do małżeństwa.

Sprawdzone zostają również logowania do stacji BTS, które z kolei przynoszą interesujące informacje.

Telefon Kingi 13 sierpnia po godzinie 20 logował się w Buczkowicach, ale już o 21.49 logował się w Wiśle, w okolicach kopalni suroww skalnych Wisła.

I co bardzo interesujące, w tym samym miejscu logował się telefon Zbigniewa 15 sierpnia, gdy dzwonił do córki mówiąc, że wspomina dawne czasy.

13 sierpnia o 22.47 telefon Kingi logował się już z powrotem w Buczkowicach, co wygląda tak, jakby kobieta wróciła do domu koło 19, była w nim do 20, po czym z nieznanych przyczyn udała się do Wisły, skąd jeszcze przed 23 wróciła do domu.

Ale jak miałaby się znaleźć w Wiśle tak szybko o tak późnej porze, skoro jej kluczyki do samochodu i dokumenty zostały w domu?

Czy fakt, że telefon Zbigniewa logował się dwa dni później do tego samego nadajnika w Wiśle, to aby na pewno tylko przypadek?

Niestety w aktach brak jest informacji o logowaniu telefonu Zbigniewa z 13 sierpnia, ale równie dobrze, jego telefon mógł pozostać w domu.

To wszystko trzeba teraz sprawdzić, ale wnioski nasuwają się już same.

Od policjantów ze Szczyrku śledztwo przejmują kryminalni z Bielska Białej, którzy od razu zakładają, że Kinga wcale nie uciekła do kochanka, a najpewniej nie żyje i że do jej śmierci doszło w wyniku kłótni małżeństwa.

Policjanci tworzą hipotezę, zgodnie z którą wieczorem, gdy Kinga wróciła do domu, między parą rzeczywiście doszło do kłótni.

Był powód, nierozstrzygnięta sprawa rozwodowa, romans oraz słowa, które tak bardzo zabolały Zbigniewa odnośnie tego, że żona nie kocha go już od dekady.

Co jeśli mężczyzna dał się ponieść emocjom i być może w furii zabił żonę?

Czy to dlatego 16 sierpnia, gdy policja zaczęła się nim wyraźnie interesować, postanowił uciec przed konsekwencjami, wymiarem sprawiedliwości, a także dręczącymi go wyrzutami sumienia?

Chociaż brzmi to brutalnie, acz sensownie, nie ma żadnych dowodów potwierdzających taką teorię, bo to tylko domysły i scenariusz, jaki można ułożyć z tych porozrzucanych elementów.

Ale to właśnie ta opcja ostatecznie tak dominuje myślenie śledczych o tej sprawie, że bardzo szybko przestają kłaść jakikolwiek nacisk na poszukiwanie Kingi.

W zasadzie w terenie dzieje się bardzo niewiele.

Funkcjonariusze nie kontaktują się z jej daleką rodziną, nie sprawdzają czy nie zatrzymała się u kogoś znajomego.

Wykluczają jedynie możliwość, by kobieta przebywała u Rafała w Warszawie, który jak wykazują bilingi, gdy rozmawiał z Kingą 13 sierpnia, z całą pewnością przebywwtedy w stolicy.

Śledztwo skupia się więc na sprawdzaniu zebranego materiału dowodowego, w tym ruchów skąd bankowych Kingi w dniach poprzedzających jej zaginięcie.

Kobieta dokonywała typowych płatności, takich jak zakupy w sklepie czy opłacanie rachunków.

Nie wypłaciła większej kwoty ani nie dokonywała podejrzanych przelewów, co mogłoby sugerować przygotowywanie się do ucieczki.

Przesłuchania sąsiadów i najbliższej rodziny także nie wnoszą do sprawy niczego istotnego, podobnie jak analiza połączeń i smsów, skrzynki mailowej czy wyszukiww wyszukiwarce.

Nie ma żadnego punktu zaczepienia, który świadczyłby o tym, że Kinga z własnej woli opuściła rodzinny dom, w tym swoją ukochaną córkę.

Nie ma też bezpośredniego dowodu, że Zbigniew ma coś wspólnego z jej zniknięciem.

Czy więc rzeczywiście?

stała jej się krzywda, a jeśli tak, to gdzie jest ciało i gdzie jest jakikolwiek ślad zbrodni?

Pogrzeb Zbigniewa odbywa się dopiero po powrocie Dominiki do Polski z Czarnogóry i niestety nie jest wolny od awantur.

Pasierbica Kingi jest oburzona tym, że pani Ewa została przez sąd rejonowy w Bielsku-Białej uznana kuratorem swojej córki, to znaczy, że

że została uprawniona do prowadzenia wszelkich spraw majątkowych i niemajątkowych w imieniu zaginionej kobiety.

Rodzice, by nie zaburzać małej Ewie jeszcze bardziej już i tak wyjątkowo potrzaskanego życia, przenieśli się do domu w Buczkowicach i to właśnie oni zajmują się pogrzebem jej ojca, co nie pasuje Dominice.

Uważa, że rodzice Kingi powinni trzymać się daleko od finansów jej ojca i macochy, a nie traktować Buczkowice jako miejsce przeznaczone dla nich.

Nie bierze pod uwagę tego, że ich intencje są absolutnie dobre, że chcą być blisko, żeby skutecznie szukać Kingi, a także być tam, gdzie dla Ewy jest prawdziwy dom.

Dom, który został przeszukany, a nawet poddany badaniom kryminalistycznym, które nie wykazały niczego.

w związku z czym policja rusza tropem logowań telefonów w Wiśle.

Przeszukane zostają okolice kopalni, a także pobliskie zbiorniki wodne, w tym przede wszystkim z użyciem sonaru, łódki i nurków sprawdzone zostaje jezioro Czerniańskie, gdzie śledczy podejrzewają, że Zbigniew mógł ukryć ciało Kingi z racji tajemniczego logowania w tych rejonach.

Niestety lub stety poszukiwania kończą się wynikiem negatywnym.

Po Kinga nie ma śladu, a zaangażowanie policji zaczyna słabnąć.

Wydaje się, że policjanci trzymają się wersji o tym, że Kinga została pozbawiona życia przez męża i nie dopuszczają żadnej innej możliwości, przez co poszukiwania kobiety wyhamowują niemal do zera.

Pani Ewa i pan Stanisław są zrozpaczeni i przerażeni.

Nie wiedzą co dalej i jednocześnie nie zgadzają się z hipotezą przyjętą przez śledczych.

Wierzą w to, że Kinga jednak żyje, ale dopuszczają do siebie wersję, że coś mogło jej się stać z rąk osób trzecich, jednak na miejscu agresora zamiast Zbigniewa widzą jego córkę Dominikę.

Dominika zeznała, że w dniach zaginięcia Kingi była ze Zbigniewem w stałym kontakcie, ale mama zaginionej absolutnie w to nie wierzy.

Pamięta, że w tym czasie córka ich zięcia wydzwaniała do ośmioletniej Ewy, by ta zadzwoniła do ojca, bo sama nie mogła się do niego dodzwonić.

Nie potrafią też zapomnieć o marcowym ataku na Kingę, który zakończył się obdukcją i złość Dominiki na wieść o podziale majątku po rozwodzie.

Rodzice informują policję o swoich podejrzeniach, o tym, że być może desperacki krok Zbigniewa był pokłosiem tragedii, o jakiej się dowiedział, ale nie ma na to żadnych dowodów, jednak bliscy chcą, by także ten wątek został dokładnie sprawdzony.

Tylko, że w sprawie nie dzieje się zbyt wiele, w związku z czym zrozpaczeni rodzice Kingi wynajmują prywatnego detektywa, którego ogłoszenie pani Ewa znajduje w internecie.

Płacą mu 12 300 zł za usługi, z których państwo jakupscy absolutnie nie są zadowoleni.

Jak się okazuje, detektyw nie posiada nawet ważnej licencji, a jego firma zarejestrowana jest na jego matkę, która nie ma z jego działalnością nic wspólnego.

Mężczyzna mimo obietnic nie sprawdza monitoringu, a dostarcza jedynie raport na kilku kartkach A4, w których nie ma nic, czego nie ustaliłaby wcześniej policja.

Dodatkowo zmusza rodzinę zaginionej, żeby pokryła koszty noclegów w luksusowym hotelu spa w Szczyrku, co generuje kolejne koszty.

Ostatecznie rodzice Kingi wytaczają temu mężczyźnie proces.

w wyniku którego musi on oddać znaczną część środków, a sprawa pojawia się również w programie Uwaga stacji TVN.

Niestety, znowu to co najważniejsze, czyli szukanie Kingi, zostaje rozproszone przez piętrzące się problemy.

Państwo jakupscy muszą walczyć o prawdę, walczyć z niesprawiedliwością, opiekować się wnuczką, która z dnia na dzień straciła tatę i mamę, a także dbać o interes córki, jej dom i wszelkie jej zobowiązania, aby, gdy jak wieżą wróci, nie czekały na nią długi i problemy.

Rodzice ciągle wierzą, że córka w końcu stanie w drzwiach i cały ten koszmar wreszcie się skończy, że rzucą się sobie w ramiona i będzie jak dawniej.

Nadchodzą święta 2018 roku, które pierwszy raz rodzice spędzają bez Kingi.

Mama po raz pierwszy nie podarowuje swojej córeczce Ewie prezentu pod choinkę.

Coś, czego nikt nie potrafi zrozumieć, ale przecież w końcu musi się skończyć.

A pierwsza na to nadzieja pojawia się miesiąc po świętach.

Jest wtorek, 29 stycznia 2019 roku, gdy na służbowy telefon Kingi przychodzi dziwna wiadomość.

A niecały miesiąc później, 23 lutego, z tego samego telefonu wykonane zostaje połączenie na numer Kingi.

Po odebraniu telefonu nikt się nie odzywa, a gdy pani Ewa odzwania na ten numer, by spytać o co chodzi, po drugiej stronie słyszy mężczyznę i kobietę, którzy twierdzą, że nie znają żadnej Kingi, a wiadomość najwyraźniej wysłała się sama.

Pani Ewa drąży jednak temat, a po sprawdzeniu historii połączeń wychodzi na jaw, że z numeru tego dzwoniono już do Kingi 2 sierpnia 2018 roku o godzinie 19, a połączenie zostało odebrane i trwało nawet półtorej minuty.

Kobieta, do której należy ten numer telefonu to Hanna, emerytka mieszkająca w Płocku.

Twierdzi też, wbrew temu co wskazują bilingi, że nigdy nie kontaktowała się z numerem należącym do zaginionej kobiety.

Z notacki policyjnej wiemy natomiast, że wobec Hanny prowadzone były już wcześniej postępowania w sprawie uporczywego nękania.

Policji nie udaje się jednak powiązać tego wątku ze zniknięciem Kingi i ostatecznie nie wiadomo, czy kobieta z Płocka wie coś więcej na temat zniknięcia 42-latki, czy była to zwykła pomyłka.

Niestety, ten chwilowy zryw okazuje się być też początkiem końca, bo chwilę później, 28 lutego 2019 roku, śledztwo prowadzone w sprawie bezprawnego pozbawienia wolności zostaje umorzone z powodu niewykrycia spraww.

To ogromny cios, bo przecież minęło zaledwie pół roku i nic jeszcze nie wiadomo.

Mama za moment dziewięcioletniej dziewczynki znika.

Jej ojciec też już nigdy nie wróci.

Kinga to także jedyne dziecko państwa Jakubskich.

Ogrom tragedii jest naprawdę duży i wymaga wyjaśnienia, podczas gdy rodzina zaginionej nie jest informowana o żadnych ewentualnych postępach w poszukiwaniach.

W lipcu 2019 roku pani Ewa dowiaduje się z artykułu w krakowskiej gazecie, że w czerwcu odbyły się poszukiwania jej córki z udziałem psa tropiącego i że znaleziono wtedy w lesie strzępki sukienki należącej do kobiety żywej, co od razu rodzi ogromną nadzieję.

rozczarowujące wieści.

Pani Ewa dowiaduje się, że rzeczywiście takie poszukiwania odbyły się, ale nic nie zostało zabezpieczone.

Dla zrozpaczonej matki to kolejny przykład na lekceważące podejście do sprawy zaginięcia jej córki i sygnał, że policja chyba dopasowuje dowody do przyjętej przez siebie tezy i nie sprawdza wątków mogących prowadzić ich gdzie indziej.

A przecież może Kinga żyje, może z jakiegoś powodu nie chce albo nie może wrócić.

I ten scenariusz staje się wyjątkowo realny, gdy nadchodzi 20 stycznia 2020 roku.

Właśnie teraz, gdy od tajemniczego zniknięcia Kingi mija prawie półtora roku, do rodziców zaginionej dzwoni Sandra Bojar, prowadząca Stowarzyszenie Zaginieni Cała Polska.

Kobieta przekazuje Jakubskim sensacyjne wieści.

wi, że zgłosiła się do niej Aleksandra, studentka z Warszawy, która jest przekonana, że przed momentem widziała ich córkę w tramwaju w stolicy.

Niedawno przez przypadek trafiła na komunikat o zaginięciu Kingi w mediach społecznościowych, a teraz zobaczyła osobę łudząco do niej podobną.

W sercach pani Ewy i pana Stanisława budzi się nadzieja.

Warszawa.

Informują więc natychmiast policję o tym koniecznym do zbadania wątku.

Liczą, że ktoś natychmiast wyśle na miejsce patrol, ale funkcjonariusze nie wykazują oczekiwanej przez rodziców inicjatywy.

Pojawiają się u nich dopiero kilka godzin po odebraniu zgłoszenia i nie wykonują nawet notatki, ale dzięki interwencji pani Ewy udaje się zabezpieczyć nagrania z kamer z pojazdu, które gdy tylko trafiają w ich ręce, powodują szybsze bicie serca.

O godzinie 21.06 lub 20.06, inna godzina jest na nagraniu z zewnątrz, a inna z wewnątrz, do wagonu tramwaju wsiada kobieta w beżowej kurtce i w wysokich czarnych butach.

Ma na głowie jasną czapkę i kaptur, a w ręku trzyma papierową torbę.

Na dłoniach ma białe rękawiczki, a na plecach plecak z brązowymi ramionczkami.

Pani Ewa i pan Stanisław tysiące razy oglądają to nagranie, które jest całkiem dobrej jakości i za każdym kolejnym razem tylko upewniają się w jednym – to Kinga.

Widzą, że to ona, że ma te same rysy twarzy, że ma te same dłonie, tak samo się porusza.

Ma nawet zaciągniętą czapkę na całe czoło, tak jak zawsze nosiła ich córka.

Także studentka Aleksandra jest przekonana, że widziała Kingę.

Nie zna jej, ale gdy widzi więcej zdjęć, gdy kontaktuje się z rodziną Kingi, utwierdza się w przekonaniu, że się nie pomyliła.

I gdy nadchodzi 11 lutego 2020 roku, a rodzice po raz kolejny stawiają się na policji, by drążyć wątek kobiety z tramwaju, nagle i kompletnie niespodziewanie otrzymują informację, która zwala ich z nóg.

Kobieta z tramwaju to nie Kinga.

Są tego pewni, ponieważ już 9 miesięcy temu, 15 kwietnia 2019 roku w rzece w Wiśle odnaleźli czaszkę, która jak już dzisiaj wiedzą należy do Kingi.

Państwo Jakubscy są w szoku.

Dopiero w ich serce wlała się nadzieja.

Zobaczyli swoją córkę na nagraniu, żywą, a teraz ktoś mówi im, że to nieprawda, że jest czaszka.

Dlaczego dowiadują się o wszystkim dopiero teraz, długie miesiące później?

Chcą na własne oczy przekonać się o co tutaj chodzi i już następnego dnia jadą do Cieszyna na rozpoznanie.

Pierwsza wchodzi mama zaginionej kobiety, a do wglądu dostaje zdjęcia czaszki, którym przygląda się i od razu oddycha z ulgą.

Jest przekonana, że ta czaszka, którą widać na fotografiach, nie należy do jej córki.

Jest ona kwadratowa, chociaż nie jest ekspertem.

Jednak jest coś, z czym trudno dyskutować.

W czaszce zachowane są dwa zęby, które swoim kształtem kompletnie nie odpowiadają zębom Kingi.

Są lekko trójkątne i w charakterystyczny sposób rozszerzają się ku dołowi.

Różnicę w wyglądzie można spokojnie zweryfikować ze zdjęciami Kingi.

Pani Ewa prosi, by policjanci odnotowali jej uwagi, szczególnie odnośnie zębów, po czym dzieje się coś dziwnego.

Gdy pani Ewa wychodzi z pokoju, jej mąż nie zostaje już wpuszczony na oględziny.

Ale rodzice nie dają za wygraną.

Chcą, by każde z nich niezależnie wydało swoją opinię i dopiero w czerwcu 2020 roku państwo jakupscy otrzymują zgodę, by zobaczyć czaszkę po raz drugi.

Pani Ewa widzi inną czaszkę niż tą, którą pokazano jej wcześniej.

Ta jest ciemnobrązowa, popękana i przede wszystkim wybrakowana.

Tej brakuje już wszystkich zębów.

Nie ma też żuchwy.

Pan Stanisław także jest skołowany.

Nie widział pierwszej czaszki, ponieważ nie dano mu takiej możliwości, ale żona opisywała mu wygląd poprzedniej.

Chciał przede wszystkim zwrócić uwagę na zęby, które budziły wątpliwości pani Ewy i samemu ocenić, ale nie może teraz, bo ich nie ma.

Państwo Jakubscy nie rozumieją, co się tutaj dzieje.

Proszą o odnotowanie w dokumentach, że to inna czaszka, ale policjanci nie są chętni.

Twierdzą, że mają już w rękach wyniki badań DNA, które dały wynik ekstremalnie mocny, potwierdzający, że to ich córka.

Rodzice są w szoku, a pani Ewa wie, co widziała i czuje się tak, jakby ktoś robił sobie z niej żarty.

Szuka rozwiązania, bo jakim cudem stwierdzono, że to czaszka Kingi, skoro pokazano jej dwie różne, która więc została przebadana, a może obie?

Rodzice zaginionej kompletnie tracą zaufanie do ekspertyzy i rzetelności wykonanych badań.

Mają obawy, że materiał został od nich pobrany nieprawidłowo lub celowo dopasowany do tezy.

Badania nie zostają jednak powtórzone.

Odrzucony zostaje także wniosek o ponowne przekazanie czaszki.

Policja nie chce wykonać także rekonstrukcji wyglądu twarzy na podstawie czaszki i zdjęć Kingi, co rodzi kolejną niepewność.

Cała ta sytuacja nie daje spać pani Ewie i panu Stanisławowi.

Rodzice piszą wniosek z prośbą o ponowne zobaczenie czaszki.

Chcą zdecydować, czy zabrać ją do pochówku, czy też wnioskować o ponowne wykonanie testów DNA.

Poprzednio, przed pobraniem próbek, nikt im nie powiedział, że nie mogą jeść i pić, a jak pamiętają, materiał został pobrany z zębów, a nie z policzka.

Niestety na współpracę się nie zanosi, bo prokuratura odpowiada, że sami zdecydują, czy i kiedy pokażą rodzinie czaszkę.

Mija kolejne pół roku, a w sprawie panuje cisza.

Dla rodziców ich córka wciąż jest zaginiona, a badania, które dla śledczych są definitywnym zamknięciem sprawy, dla nich są niewiarygodne.

W 2023 roku rodzice zgłaszają zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez policję i prokuraturę, a 5 czerwca 2024 roku po raz trzeci już widzą czaszkę, która znowu jest inną czaszką niż dwie poprzednie.

Jest o wiele mniejsza niż poprzednie i znowu ma zęby, a po przyjrzeniu się rodzice po raz kolejny nie mają wątpliwości.

Ich córka nie miała górnej trójki po lewej stronie, która nigdy nie wyrosła.

Miała w jej miejsce założoną licówkę na czwórkę, tak by nie było widać przerwy.

Sami finansowali ten kosmetyczny zabieg i mają co do tego pewność.

Czaszka, która zostaje im pokazana, ma natomiast wszystkie zęby, co jest przecież niemożliwe.

W związku z licznymi wątpliwościami, czaszka rzekomo należąca do Kingi zostaje wysłana na powtórne badania DNA do Zakładu Medycyny Sądowej w Poznaniu, a gdy rodzice otrzymują z tego badania raport, są w szoku.

Ich zdaniem na zdjęciach z ekspertyzy widzą jeszcze inną, tym razem jak to nazywają czwartą czaszkę.

Ta z kolei ma usunięte dwa zęby, trzynasty i dwudziesty trzeci i jak mówi zapis w ekspertyzie do ekstrakcji doszło za życia, a Kinga nie miała nigdy wyrywanych żadnych zębów.

Co więcej w aktach sprawy brakuje dokumentacji medycznej kobiety.

Dla państwa Jakubskich dużo wątpliwości wzbudza także sposób wykonania superprojekcji z wykorzystaniem jednej z czaszek.

Rodzice Kingi, a także ich prawnik mają obawy, że doszło do manipulacji zdjęciami, które zostały wydłużone po to, by zmieściła się w nich badana czaszka.

Metoda superprojekcji została opracowana w latach 30. ubiegłego wieku i polega na nakładaniu półprzezroczystego zdjęcia czaszki na zdjęcie osoby, którą chcemy zidentyfikować.

Następnie porównywane są punkty kraniometryczne, m.in.

oczodoły czy otwór nosowy.

Sprawdza się ich odległość i położenie i ustala, czy są zgodne.

Jeśli główne punkty się pokrywają, można z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że czaszka należała do osoby ze zdjęcia.

Do Zakładu Medycyny Sądowej w Poznaniu wysłana została też płyta z zapisem nagrań z monitoringu w tramwaju, w którym widziana była kobieta przypominająca Kingę.

Rodzice kobiety są przekonani, że na wideo widać ich córkę i mają nadzieję, że ta ekspertyza da jakieś odpowiedzi.

Niestety, czeka na nich kolejne wielkie rozczarowanie.

Bo analiza zdjęć Kingi i monitoringu zostaje wykonana, ale dotyczy złej osoby.

Porównana zostaje nie ta kobieta, na którą wskazali państwo jakupscy i studentka z Warszawy, a kompletnie inna, na którą nikt nie zwrócił uwagi.

Pani Ewa zgłasza się do pani prokurator i wymienia błędy popełnione w analizie dowodów, ale zostaje potraktowana jak zwykły natręt.

Otrzymuje jedynie suchą odpowiedź, że jeśli ma zażalenia to niech złoży skargę, co też mama Kingi robi i wnosi zażalenie na sposób wprowadzenia sprawy przez prokuratora prokuratury rejonowej Bielsko-Biała Południe.

Wskazuje na złą jakość nagrania z monitoringu przekazanego do badania, na to, że zbadano nie tę osobę, co trzeba.

Zaznacza też, że dostrzegalne są błędy w przeprowadzeniu superprojekcji i wspomina o różnych czaszkach, które na przestrzeni lat jej pokazywano.

Pisze też o źle pobranych próbkach do badań DNA i z przykrością stwierdza, że postępowanie pani prokurator wskazuje na brak bezstronności w prowadzeniu sprawy, w związku z czym prosi o przekazanie jej do innej prokuratury.

31 stycznia prokuratura w Bielsku Białej ponownie umarza śledztwo w sprawie pozbawienia wolności Kingi Kozak, a prokurator stwierdza, że kobieta nie żyje, co mają potwierdzać odnalezione w kwietniu 2019 roku szczątki, a dokładniej czaszka.

Jednak ten wątek wciąż budzi wiele wątpliwości.

Bo gdy rodzice Kingi udają się na miejsce, by na własne oczy sprawdzić, gdzie znaleziono szczątki, są w szoku.

Wątpliwości budzi też fakt, że jeśli czaszkę odnaleziono zaledwie 8 miesięcy po tym, gdy ostatni raz widziano Kingę...

to nasuwa się pytanie, co się musiało wydarzyć, że po tak krótkim czasie nie miała na sobie ani grama tkanek miękkich.

Rodzicom udaje się nawet dotrzeć do ludzi, którzy byli na miejscu, gdy czaszkę wyłowiono z rzeki.

Pamiętają oni, jak strażacy mówili między sobą, że to jakaś bardzo stara czaszka, najpewniej przedwojenna.

Trzeba jednak zachować też zdrowy rozsądek.

Jak przekazują eksperci, tak szybkie oczyszczenie szczątków nie jest niemożliwe i zależy od wielu czynników.

Kość potrafi też zmienić kolor w zależności od warunków wysuszenia czy zabiegów, jakim poddana jest podczas badań.

Czasem to, co wcześniej wydawało się inną czaszką, może w rzeczywistości być tą samą, która po prostu na przestrzeni miesięcy na przykład zmieniła kolor.

Jednak trzeba przyznać, że o ile brak tkanek czy zmianę barwy można wytłumaczyć, tak jednak pojawiające się i znikające uzębienie jest do wytłumaczenia już bardziej skomplikowane.

Państwo Jakubscy wiedzą, co widzieli.

Wiedzą też, że przez służby nie są traktowani poważnie, a raczej traktowani są jak ludzie, którzy zaklinają rzeczywistość, byle tylko nie przyznać przed samymi sobą, że ich jedne dziecko nie żyje.

A ta walka jest męcząca i wyniszczająca.

Jak deklarują, gdy będą mieli pewność, przyjmą każdą prawdę, ale na ten moment nie czują, by byli chociaż blisko.

Mimo stojących w opozycji służb walczą o poznanie rzeczywistych losów swojej jedynej córki.

Twierdzą, że służby podporządkowują wszystkie analizy pod postawioną dawno temu tezę o tym, że to Zbigniew pozbawił Kingę życia.

Wierzą w to, że córka żyje, ale z jakiegoś powodu nie chce lub nie może do nich się odezwać.

a do rodziny dochodzą pogłoski, które mogą to potwierdzać.

Pojawia się bowiem hipoteza, że Kinga ma przebyww Wielkiej Brytanii, gdzie ukrywa się, bo obawia się, że zostanie powiązana ze śmiercią męża.

Rodzina ma też dostawać głuche telefony z angielskich numerów, a bliscy do służb mają żal, że te nie sprawdzają innych wątków.

Chcą też, by dokładnie prześwietlono Dominikę, córkę Zbigniewa z pierwszego małżeństwa, która przecież bywała agresywna w stosunku do Kingi i której ta się bała, o czym mówiła najbliższym.

Nietypowym i wartym przyjrzenia się jest też fakt, że to Dominika wniosła o uznanie Kingi Kozak za zmarłą.

Bliscy chcieliby potwierdzenia lub wykluczenia wątku o ewentualnym motywie finansowym.

Nie jest to absolutnie żaden zarzut wobec tej kobiety, ale rzeczywiście próżno szukać w aktach sprawy dowodów na zaangażowanie śledczych w analizę innych wątków.

W kwietniu 2025 roku rodzice zaginionej biorą udział w manifestacji pod Ministerstwem Sprawiedliwości.

W stolicy zbierają się rodziny osób, które zaginęły bądź odeszły, a których sprawy pozostają nierozwiązane z powodu nieudolności lub braku należytego zaangażowania ze strony policji i prokuratury.

Pani Ewa bierze udział w spotkaniu z ówczesnym ministrem Adamem Bodnarem.

Pokazuje mu analizy przeprowadzone w Zakładzie Medycyny Sądowej w Poznaniu.

Opowiada o czterech czaszkach i o badaniach DNA zrobionych przez prokuraturę.

wi o tym, co dzieje się w prokuraturze w Bielsku Białej Południe i prosi o przekazanie sprawy poza województwo śląskie.

Dzień po rozmowie pani Ewy z Adamem Bodnarem sprawa Kingi Kozak zostaje przyjęta do rozpatrzenia przez Sąd Najwyższy.

17 kwietnia wpływają do niego dokumenty wysłane przez Sąd Zbielska Białej, a 31 lipca 2025 roku do rąk państwa jakubskich trafia pismo.

Jest to zawiadomienie o podjęciu na nowo umorzonego postępowania w sprawie pozbawienia wolności Kingi Kozak.

We wrześniu w sprawie ponownie przesłuchani zostali państwo jakupscy, a na listopad wyznaczone zostały terminy kolejnych przesłuchań osób związanych ze sprawą.

Postępowanie jest w toku.

Obserwujemy, co się wydarzy.

Czy popełnione błędy zostaną wyjaśnione i naprawione?

Czy pytania, które gnębią, znajdą wreszcie swoją odpowiedź?

I czy przede wszystkim państwo jakupscy w końcu poznają prawdę i będą mogli zasnąć spokojnie?

Boli mnie jednak fakt, że gdyby nie upór pani Ewy i pana Stanisława, który niestety kosztuje ich zdrowie, czas i ogromne pieniądze, i gdyby nie nasze, medialne i społeczne zainteresowanie,

Sprawa ta byłaby zamknięta bez odpowiadania na te mniej wygodne pytania.

I nawet jeśli wszyscy dostrzegamy logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy, to wciąż nic nie zostało w pełni wyjaśnione.

Jeżeli, tak jak twierdzą służby, Kinga nie żyje, jej bliscy zasługują naprawdę o tym, co się wydarzyło i kto jest za to odpowiedzialny, dlaczego znaleziono tylko czaszkę, gdzie jest reszta ciała, czy naprawdę Zbigniewowi udało się dokonać zbrodni doskonałej?

Warto też zaapelować do osoby, którą uchwycił monitoring w tramwaju w 2020 roku, jeśli nie jest to Kinga.

Jeżeli ktoś z Was kojarzy kobietę w beżowej kurtce lub może sama rozpoznajesz się na nagraniu, daj znać, a może jednak to Kinga.

Na ten moment pozostaje nam czekać na kolejne działania prokuratury i głęboko wierzyć, że teraz, po tych ponad siedmiu latach, tajemnica zniknięcia Kingi Kozak zostanie wreszcie rozwiązana od początku do samego końca z obustronnym przyjęciem do wiadomości prawdy, jakakolwiek by ona nie była.

Odwraca się.

Albo coś wiedział i sobie nie da rady, albo coś, no nie wiem.

Zaczęłam dzwonić, też nie odbierała.

Czyli to wy nazywacie trzecią czaszką, tak?

Tak, to już była trzecia, a do badania poszła czwarta.

Pojawia się jeszcze postać Rafała, gościa pensjonatu w Buczkowicach.

Macie też wnuczkę w domu, prawda?

Musimy się wnuczką zajmować, bo nie ma kto inny się zająć.

Ogłosiła się osoba, która widziała Kingę w tramwaju.

Chcę wiedzieć, czy babka z tramwaju to moje dziecko.

Na tym samym kanale znajdziecie też moją relację ze strajku pod ministerstwem.

Z panią Ewą i panem Stanisławem jestem w stałym kontakcie.

Jeżeli więc posiadacie jakąś wiedzę na temat losów Kingi, proszę o kontakt.

Będę też na bieżąco informować, gdy w sprawie pojawi się przełom lub nowe, istotne informacje.

Śledźcie szczególnie moje media społecznościowe.

Pamiętajcie, że z kodem OLGAHERING40 otrzymacie aż 40% rabatu na pierwsze zamówienie i 25% na drugie.

Zostaw subskrypcję i śledź mnie na Facebooku i Instagramie, żeby wiedzieć więcej.

Dziękuję wszystkim wspierającym na YouTube i Spotify.

Ten odcinek dedykuję właśnie Wam.

Ostatnie odcinki

0:00
0:00