Mentionsy
200. Seria dziwnych zdarzeń | Marcin Szcześniak
Jak naprawdę wyglądały ostatnie godziny życia Marcina? Czy niedziałający monitoring to przypadek? Co stało za dziwnym zachowaniem 29-latka?Zagłosuj na 5NZ w Best Stream Awards: https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSfW4c53EEWboTAuXwydgbw7R5RLFDHmBV08siRJnD5pbD7wYQ/viewformNajnowsze i archiwalne numery Magazynu Kryminalnego Newsweek kupisz tu: https://literia.pl/prasa/newsweek-magazyn-kryminalnyResearchJudyta GołębiowskaMontażJudyta Gołębiowska, Justyna Mazur-KudelskaMasz dla mnie sprawę? Wyślij ją mailem: po[at]piateniezabijaj.plMożesz mnie spotkać:Grupa: http://www.facebook.com/groups/PiateNieZabijaj _______Słuchaj na:Spotify: https://spoti.fi/2WM488O Apple Podcasts: https://apple.co/3CELhCr Tidal: https://bit.ly/3tUkXAw Google : https://bit.ly/3I7v5L6 YouTube: http://bit.ly/2Ur9Cbw _______Muzyka wykorzystana w odcinku:Wstęp: Resolver - AmuletCzołówka: Doug Maxwell - Heartbeat of the HoodTło: Luke Atencio - CounselTyłówka: The Inner Sound - Jesse GallagherMusicbed SyncID:MB01TFL0BRK5AZQWybrane źródła:https://interwencja.polsatnews.pl/reportaz/2015-09-24/wyszedl-z-komendy-policji-i-zaginal_1470143/#:~:text=Marcin%20Szcze%C5%9Bniak%20ma%2029%20lat,p%C3%B3%C5%82tora%20promila%20alkoholu%20we%20krwihttps://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/trojmiasto/ojciec-oskarza-policje-o-smierc-syna-prokuratura-umarza-postepowanie/w8hd8n8#:~:text=Zatrzymanie%20i%20tajemnicze%20zagini%C4%99ciehttps://kartuzy.info/artykul/final-sprawy-marcina-n798533#https://wiadomosci.wp.pl/trojmiasto/sa-wyniki-sekcji-zwlok-29-letniego-marcina-szczesniaka-mezczyzna-mogl-sam-sie-powiesic-6027384082396289a#:~:text=29,Badania%20potwierdzi%C5%82y%20wcze%C5%9Bniejszehttps://kartuzy.info/artykul/sledztwo-ws-smierci-n799186#:~:text=Pocz%C4%85tkowo%20policja%20podawa%C5%82a%2C%20%C5%BCe%20dy%C5%BCurny,wsp%C3%B3lnego%20z%20zagini%C4%99ciem%20jego%20synahttps://expresskaszubski.pl/pl/11_wiadomosci/20190_policjant-z-kartuz-w-polsacie-o-mozliwych-okolicznosciach-smierci-29-latka.html#:~:text=Wst%C4%99pne%20ustalenia%20prokuratury%20wskazuj%C4%85%2C%20%C5%BCe,wskazuje%20na%20mo%C5%BCliw%C4%85%20wersj%C4%99%20wydarze%C5%84https://expresskaszubski.pl/pl/11_wiadomosci/20207_powstanie-specgrupa-do-zbadania-okolicznosci-smierci-29-latka.html#:~:text=Chodzi%20zw%C5%82aszcza%20o%20materia%C5%82%20w,zw%C5%82oki%20obawiaj%C4%85c%20si%C4%99%20konsekwencji%20s%C5%82u%C5%BCbowych
Szukaj w treści odcinka
O 10, jak to mieli w zwyczaju, wspólnie z kolegami zasiadają do drugiego śniadania.
Jednak tuż po przerwie dzieje się coś niepokojącego.
Marcin bez słowa wyjaśnienia opuszcza miejsce pracy i oddala się w nieznanym kierunku.
Na budowie zostawia wszystkie swoje rzeczy.
W niewielkiej warmińskiej wsi, która nazywa się Borki, w powiecie bartoszyckim, mieszka Marcin.
Marcin Szcześniak to 29-letni mężczyzna prowadzący na pozór spokojne życie.
Przez ostatnie miesiące jednak Marcin mieszka i pracuje na Pomorzu, gdzie już jakiś czas temu zatrudnił się jako pracownik budowlany.
Jego aktualna praca znajduje się w okolicach Trójmiasta, a dokładniej na budowie w miejscowości Chwaszczyno pod Gdynią.
Ta decyzja o wyjeździe za pracą nie była dla niego łatwa, ale chciał zarobić na utrzymanie i zdobyć doświadczenie.
A rodzina Marcina, dokładnie rodzice Grażyna i Roman Szcześniakowie oraz rodzeństwo od początku wspierają go w jego planach i mimo dzielącej ich odległości stale utrzymują bliski i regularny kontakt.
Z relacji rodziny też wynika, że Marcin należy do osób spokojnych i bezkonfliktowych.
Nigdy nie sprawiał wcześniej problemów wychowawczych, nie popadał też nigdy w konflikty z prawem, a w pracy także cenią go i uważają za solidnego pracownika.
Marcin jak zwykle zjawia się o poranku na placu budowy.
O 10, jak to mieli w zwyczaju, wspólnie z kolegami zasiadają do drugiego śniadania.
Jednak tuż po przerwie dzieje się coś niepokojącego.
Marcin bez słowa wyjaśnienia opuszcza miejsce pracy i oddala się w nieznanym kierunku.
Na budowie zostawia wszystkie swoje rzeczy.
Współpracownicy są oczywiście zaskoczeni, ale początkowo myślą, że może poczuł się źle albo musiał coś pilnie załatwić, że zaraz wróci.
Zresztą koledzy starają się po prostu go zrozumieć i przede wszystkim ani się nie denerwują, ani nie panikują.
Wszyscy zakładają, że zapewne Marcin za chwilę wróci.
Też nie są jakoś sfrustrowani, że go nie ma.
Zaraz pewnie pojawi się z powrotem.
Ale kiedy mijają kolejne godziny, a Marcina wciąż nie ma, to po południu zaczynają krążyć pierwsze takie niepokojące wieści.
Około godziny piętnastej ochrona jednego z ogrodzonych terenów w Faszczynie, nieopodal miejsca budowy, zauważa dziwnie zachowującego się mężczyznę.
Według relacji świadków kręci się on przed bramą strzeżonego obiektu, trzymając w jednej ręce nóż, i to duży nóż, a w drugiej kamień.
Wygląda na przerażonego, ale i pobudzonego.
Głośno krzyczy, że ktoś chce go zabić, domaga się wezwania policji.
Jego zachowanie jest agresywne i irracjonalne, jakby znajdował się pod wpływem czegoś, albo alkoholu, albo narkotyków.
Więc pracownicy ochrony podchodzą do niego, ale robią to ostrożnie.
Udaje im się przekonać Marcina, żeby odłożył zarówno nóż,
jak i kamień, co zapobiega rozwojowi tej niepokojącej sytuacji i też wytrąca mu broń, którą mógłby potencjalnie kogoś zaatakować.
Chwilę później na miejsce dociera wezwany patrol policji z pobliskiej miejscowości Szemud.
Mundurowi próbują uspokoić Marcina, ale on wciąż zachowuje się nieswojo.
Wykrzykuje chaotyczne oskarżenia, że rząd, rodzina i policja go zdradzili.
W pewnym momencie rzuca się w kierunku porzuconego noża, jakby chciał znów chwycić go do ręki, ale policjanci na szczęście reagują błyskawicznie, obezwładniają go siłowo i zakuwają w kajdanki.
Na miejsce zdarzenia przyjeżdża następnie patrol z Komendy Powiatowej Policji w Kartuzach i to właśnie do tej jednostki oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od domu Marcina zostaje przewieziony właśnie Marcin radiowozem około godziny 16 jeszcze tego samego dnia.
I właśnie w trakcie tego transportu dzieje się coś zaskakującego.
Według zeznań funkcjonariuszy Marcin nagle łagodnieje, nawet dziękuję policjantom za uratowanie mu życia.
Mówi, że gdyby go nie zatrzymali, to ktoś mógłby go zabić.
Trudno powiedzieć, co dokładnie ma na myśli w tamtej chwili, bo zdaje się, że też nikt nie do końca rozumie te słowa.
Tak czy inaczej, po kilkunastu nerwowych minutach radiowóz z Marcinem dociera do komendy w Kartuzach.
I tak jak Marcina zabierali do tego radiowozu, to kiedy wysiadają z tego radiowozu, Marcin jest o 180 stopni inny, w sensie jego zachowanie.
Zgodnie z procedurą, przed osadzeniem zatrzymanego na noc w, tutaj daję cudzysłów, policyjnym areszcie, musi spadać go lekarz.
Ten lekarz nie stwierdza żadnych przeciwwskazań, żeby Marcin mógł trafić do celi,
Jest co prawda lekko pobudzony, szczególnie policjanci mówili, że był pobudzony w areszcie.
Fizycznie nie ma poważnych obrażeń.
Jest oczywiście też zbadany alkomatem i wychodzi mu wtedy obecność tego alkoholu na poziomie około 1,5 promila.
Około godziny 18.45 policjanci przyjmują Marcina do pomieszczenia dla osób zatrzymanych, tak to się nazywa, w skrócie PDOZ.
Na nagraniach z monitoringu wewnętrznego widać, że podczas tej procedury zachowuje się spokojnie, nikomu nie obliża, nie szarpie się.
Funkcjonariusz, który ma wtedy dyżur odnotowuje, że 29-latek nie sprawia żadnych problemów i nie wymaga szczególnego nadzoru.
Marcin sam mówi policjantom, że czuje się dobrze i że nie potrzebuje pomocy lekarskiej.
No i wszystko wygląda na to, że pożar zostaje ugaszony, nawet można odnieść wrażenie, że emocje opadły, zatrzymany Marcin po prostu trzeźwieje po ciężkim dniu, że po alkoholu po prostu zachowywał się bardziej agresywnie i że jutro wszystko wróci do normy.
To jutro przychodzi, jest wtedy sobota, 18 lipca 2015 roku, tuż przed południem zastępca oficera dyżurnego zagląda do celi, sprawdzić czy Marcin już wytrzeźwiał.
I tak jak można było przypuszczać, 29-latek jest trzeźwy, spokojny, przytomny, nawet wydaje się być zawstydzony wydarzeniami poprzedniego dnia.
Policjant sporządza wniosek o ukaranie go mandatem za wybryki w chwaszczynie.
Marcin przyznaje się do winy i pokornie przyjmuje 100 zł mandat za te swoje wykroczenia.
Funkcjonariusz nawet zagaja rozmowę, bo chce zrozumieć, co w ogóle było powodem tak dziwacznego zachowania dzień wcześniej.
Wtedy Marcin tłumaczy się silnym zdenerwowaniem po kłótni z szefem na budowie, dodaje, że w przypływie frustracji kupił alkohol i wypił pół litra wódki.
Wtedy z jego ust padają słowa, po alkoholu to mi odwala.
No i zapewne Marcin chciał jakoś się wytłumaczyć.
Jest też szansa, że sam nie do końca pamięta co zrobił, bo to zachowanie było bardzo, bardzo niepokojące.
Około godziny 11.20 Marcin Szcześniak zostaje zwolniony z policyjnego aresztu.
Towarzyszy mu wtedy funkcjonariusz, który prowadzi go korytarzem do wyjścia.
Wszystko też wskazuje na to, że Marcin jest już całkowicie spokojny, no po prostu wyjdzie, przemyśli swoje zachowanie, już taka sytuacja nie będzie miała więcej miejsca.
Nie zdradza nawet jakichś oznak nerwowości czy pobudzenia, wręcz przeciwnie, rozmawia rzeczowo z policjantem, pyta też o drogę na dworzec autobusowy w Kartuzach.
Myślę, że chce jak najszybciej wrócić do domu, w domu człowiek się czuje najbezpieczniej.
Policjant z dyżurki wskazuje mu zresztą jak dojść pieszo do centrum miasta, Marcin wtedy się żegna i odchodzi we wskazanym kierunku.
Mijają godziny, ale Marcin nie dociera ani do domu, ani do swojego miejsca zakwaterowania.
18 lipca, czyli w dniu, w którym opuścił ten komisariat, jego współpracownicy z budowy orientują się wtedy, że nie wrócił na noc.
Więc informują rodzinę, dzwonią do brata Marcina i przekazują mu niepokojącą wiadomość, że od poprzedniego dnia nie mają z nim kontaktu, no bo na tamten moment koledzy z pracy wiedzą tylko tyle, że Marcin po prostu wyszedł nagle z pracy.
Nie wiedzą, co się potem stało.
Rodzina Szcześniaków oczywiście natychmiast podejmuje działania, ponieważ rodzice mieszkają setki kilometrów dalej, no to to zaginięcie zostaje zgłoszone w komendzie policji w Bartoszycach.
Jeszcze tego samego dnia, 18 lipca po południu, Komenda Powiatowa Policji w Kartuzach otrzymuje poprzez Ogólnokrajowy System Policyjny komunikat o zaginięciu Marcina Szcześniaka i dyżurny natychmiast odpowiada kolegom z Bartoszyc, że poszukiwany przebywał w ich areszcie, ale został już zwolniony.
W efekcie czego akcja poszukiwawcza po prostu zostaje odwołana, bo centrala uznaje, że skoro zaginiony się odnalazł, bo przecież był w rękach policji, no to nie ma powodu do alarmu, bo zapewne w tym momencie, w którym to zaginięcie zostało zgłoszone, to Marcin już jest wypuszczony i pewnie wraca do domu, więc nie jest zaginiony.
I niestety to jest pierwszy z serii niefortunnych zbiegów okoliczności, które...
Zaważą na późniejszym przebiegu wydarzeń.
Mija cały weekend, a Marcin nadal nie nawiązuje kontaktu z bliskimi.
Ojciec Marcina, Roman Szcześniak osobiście jedzie do Kartuz i zgłasza ponowne zaginięcie syna w tamtejszej komendzie.
I teraz sprawa jest traktowana poważnie, bo policjanci w Kartuzach wszczynają pełnoprawną akcję poszukiwawczą.
Zgodnie z procedurami zaginięcia Marcina zakwalifikowano do kategorii drugiej.
Sporządzono szczegółowy plan poszukiwań.
Zarejestrowano też Marcina w Krajowym Systemie Informacji Policji jako osobę poszukiwaną.
Informacja o zaginięciu trafia wtedy do wszystkich patroli pełniących służbę w okolicy.
I teraz staram się zrozumieć i też trochę przedyskutować z Wami zakwalifikowanie go do kategorii drugiej, czyli tej takiej...
Nie turbo ważnej i pilnej zagrożenie życia i zdrowia, tylko Marcin dzień przed zaginięciem spożywał alkohol, trafił na izbę zatrzymań, więc jest szansa, że po prostu oddalił się z miejsca tego zatrzymania i na przykład poszedł pić dalej.
Następnego dnia, już 21 lipca, ruszają intensywne poszukiwania w terenie.
Policjanci wtedy przeszukują kartuzy, szczególnie okolice dworca oraz trasy, którymi Marcin mógł się przemieszczać.
Rozpytywani są oczywiście taksówkarze oczekujące na postojach, może któryś z nich wiózł młodego mężczyznę.
Funkcjonariusze wtedy penetrują pobliskie ulice, zaułki, zaglądają nawet do krzaków i zarośli na obrzeżach miasta, no bo Marcin znowu mógł po prostu napić się dużej ilości alkoholu i po prostu gdzieś spać.
Tropów jednak nie było.
24 lipca policja postanawia rozszerzyć poszukiwania na teren, gdzie Marcin pracował i po raz ostatni wpadł w szał, czyli do Chwaszczyna.
Mundurowi rozmawiają wtedy z mieszkańcami tej miejscowości, także przepytują współpracowników Marcina z budowy, licząc na to, że może komuś się zwierzył z planów lub problemów, ale te działania również nie przynoszą żadnych rezultatów.
Policja natomiast zabezpiecza bardzo ważny dowód, mianowicie nagrania z kamer monitoringu na komendzie w Kartuzach, chodzi o kamery zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, z 17 i 18 lipca.
Okazuje się jednak, że akurat tamtego dnia, czyli 18 lipca, kamery zewnętrzne miały awarię, w związku z czym nie zarejestrowały wyjścia Marcina z komendy.
Jednak na jednym z urządzeń udało się uchwycić niezidentyfikowaną postać, która oddalała się w stronę pobliskiego lasu i oczyszczalni ścieków.
Kamera ta obejmowała fragment terenu wokół komendy i na nagraniu widać sylwetkę zmierzającą w głąb zarośli w kierunku jeziora klasztornego dużego.
Obraz jest na tyle niewyraźny, że nie da się potwierdzić tożsamości osoby, ale rodzina od razu podejrzewa to co najgorsze, że to mógł być Marcin, który zamiast na dworzec poszedł w przeciwną stronę ku odludnemu terenowi wokół jeziora.
I ta świadomość mrozi krew w żyłach, bo jeśli to faktycznie był Marcin, to dlaczego poszedł w takie miejsce?
Nie wiadomo.
6 sierpnia 2015 roku, kiedy mijają ponad dwa tygodnie od zaginięcia, komenda w Kartuzach organizuje zakrojoną na szeroką skalę akcję poszukiwawczą w terenie.
Tego dnia 29 policjantów przeczesuje lasy ciągnące się od Kartuz w kierunku miejscowości Prokowo.
Szczególnie koncentrując się na rejonie Jeziora Klasztornego Dużego, przeczesują wtedy obie strony drogi z Kartus do Kolonii, sprawdzają zagajniki, zarośla nad brzegami jeziora, zaglądają do trudno dostępnych mokradeł.
I mimo bardzo trudnych warunków funkcjonariusze naprawdę starają się metr po metrze wykluczyć obecność zaginionego.
Wydaje się to naprawdę niepojęte, żeby dorosły mężczyzna, który też ma jakieś ograniczone środki do życia, który jest w zupełnie obcym miejscu, mógł się tak po prostu rozpłynąć w powietrzu na też tak niewielkim obszarze.
10 sierpnia policja sięga po inne metody, mianowicie zaczyna przeglądać monitoring miejski oraz prywatny z różnych miejsc, w których potencjalnie mógł Marcin przechodzić.
Zabezpieczono nawet nagrania z autobusów komunikacji takiej regionalnej, firmy Gryf dokładnie, bo przecież Marcin nie musiał wsiadać do taksówki, mógł po prostu wsiąść do któregoś z autobusów jako anonimowy pasażer.
I niestety analiza wideo nie dostarcza żadnego pewnego śladu.
Równolegle do mediów lokalnych trafia komunikat o zaginięciu ze zdjęciem Marcina.
Informacja zostaje rozesłana do wszystkich jednostek policji na Pomorzu oraz do Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku.
Tak na wszelki wypadek, gdyby Marcin jakimś sposobem opuścił powiat kartuski, bo policja naprawdę zakłada, że to się raczej nie wydarzyło.
Sprawdzane są szpitale na terenie całego województwa, no bo przecież mógł trafić jako nieprzytomny, jako na przykład osoba nikomu nieznana, NN.
Sprawdzono ośrodki dla bezdomnych, Monar, bo podejrzewano, że mógł być po prostu pod wpływem środków odurzających.
Nawet sprawdzono też rejestry NFZ-u i Urzędu Pracy w rodzinnych Bartoszycach.
Przesłuchano i wypytano wszystkich znajomych i kolegów Marcina, by ustalić, czy po prostu mógł planować samowolne zniknięcie.
Żaden z tych tropów nie daje odpowiedzi na pytanie, gdzie jest Marcin.
Mnie oczywiście od razu zastanawia, czym Marcin płacił zazwyczaj, czy ta praca na budowie była legalna, czy była na czarno i czy na przykład dostawał pieniądze do ręki w postaci gotówki, bo wtedy faktycznie tych pieniędzy nie da się namierzyć, no nie da się namierzyć tych wypłat, ale też nie da się namierzyć tego, gdzie Marcin mógł przebywać i wypłacać pieniądze, czy gdzieś nimi płacić, gdyby to była karta, no to można taki ślad.
No chyba, że posługiwał się kartą i od momentu zaginięcia tej karty nie użył, więc tego mi akurat brakuje takiej informacji, ale zakładam, że policja to sprawdziła, no bo to jest najłatwiejszy ślad.
No i można by było pomyśleć, że te działania policji są dobre i skuteczne, że właściwie robią wszystko, co możliwe, żeby odnaleźć zaginionego Marcina.
Ale w tamtym okresie rodzina Marcina miała inne odczucia, co też jest zrozumiałe, że rodziny mogą mieć takie poczucie.
Natomiast trudno jest rozstrzygnąć tak na dobrą sprawę, bo to są emocje kontrafakty.
Działania policji, mimo że były zakrojone na szeroką skalę, to nie przynosiły żadnych widocznych rezultatów.
Przede wszystkim ojciec Marcina był od początku niezadowolony z działań policji.
Uważał, że te działania poszukiwawcze nie zostały dobrze pokierowane.
Przede wszystkim też zarzucał policjantom, że wypuścili Marcina z aresztu, choć formalnie wtedy był już osobą poszukiwaną.
I rzeczywiście tak było, że to zgłoszenie zaginięcia nastąpiło
jeszcze kiedy Marcin był w tym areszcie.
A dopiero potem ktoś z Bartoszyc poinformował i zobaczył, że był poszukiwany, czy że jest poszukiwany i dopiero potem zgłosił to właśnie tej jednostce, która przyjęła zgłoszenie o zaginięciu i tak wtedy wszyscy się dowiedzieli o tym, że Marcin przebywał w tym areszcie, ale że został już wypuszczony.
I rzeczywiście, z perspektywy rodziny wyglądało to fatalnie.
Ojciec dowiedział się w Bartoszycach, że syn wyszedł z kartuskiego aresztu o 16, czyli o czasie, gdy według rodziny już go szukano.
Natomiast policjanci w Kartuzach przekazali mu później informację, że zwolnienie nastąpiło około 11 przed południem.
Te tłumaczenia policji, że część nagrań z monitoringu komendy przepadła, bo była burza, bo tak się tłumaczyli, że była burza i że po prostu uszkodziły się wtedy.
Kamery, w sensie pewnie tam coś z zasilaniem.
Co więcej, całe to zniknięcie Marcina staje się jeszcze bardziej podejrzane w momencie, kiedy z Romanem Szcześniakiem kilka dni po zaginięciu
kontaktuje się pewna kobieta.
Twierdzi ona, że w nocy z 17 na 18 lipca słyszała dobiegające z budynku kartuskiej komendy krzyki i odgłosy szamotaniny.
Rodzina oczywiście pyta o te kwestie policję, jednak nie uzyskuje żadnych konkretów.
Kim po pierwsze była ta tajemnicza kobieta?
Czy rzeczywiście słyszała krzyki Marcina za zamkniętymi drzwiami aresztu?
Też pewnie słyszała je z zewnątrz, albo nie wiem, gdzie ona była.
Tego nie udało się wyjaśnić, a śledczy nigdy nie zdołali ustalić tożsamości tej osoby, więc mniemam, że ona nie siedziała na komendzie tej policji, no bo pewnie by była jakoś wylegitymowana.
Jak się wchodzi na komendę, to się zazwyczaj jest legitymowanym, jeśli się siedzi.
Wieczorem pod drzwiami, nie wiem, no dziwne, dziwne, dziwne.
Jest wczesny ranek około 9.00.
Tego dnia pewien grzybiarz zapuszcza się w głąb lasu, bo to jest wspaniały okres na grzybobranie.
Ten las jest nieopodal oczyszczalni ścieków w kartuzach.
To jest zalesiony teren w pobliżu brzegu jeziora klasztornego dużego, który latem był już przeszukiwany przez policję.
Mężczyzna zauważa coś nietypowego, leżącego w krzakach.
No i myślę, że Was teraz nie zaskoczę, jeśli powiem, że to ludzkie ciało.
Chwilę później na miejsce przybywają policyjne radiowozy, technicy kryminalistyczni.
W gęstwinie około 300 metrów od ogrodzenia oczyszczalni ścieków funkcjonariusze dokonują oględzin makabrycznego odkrycia.
Ciało leży wśród drzew, niedaleko brzegu jeziora, w miejscu gęsto porośniętym krzakami.
Ciało jest ułożone w pozycji niemal leżącej.
Górna część pleców opiera się o konary niewielkiego drzewa.
Widać też, że ciało jest przez coś podtrzymywane.
Wtedy policjanci dostrzegają, że jest to pętla wisielcza, prowizorycznie zrobiona ze sznurówek od butów.
Dwie zwykłe sznurówki zostały związane ze sobą w jeden dłuższy sznur, którego jeden koniec zacieśnięty jest na szyi denata, a drugi przywiązany do gałęzi drzewa nad nim.
Wygląda to tak, jakby ofiara powiesiła się dość nisko nad ziemią, być może klęcząc albo nawet leżąc, bo ciało się osunęło i praktycznie spoczywa na ziemi.
Stan tych zwłok wskazuje na to, że śmierć musiała nastąpić dawno temu.
Ciało jest w zaawansowanym stopniu rozkładu, tak bardzo, że na pierwszy rzut oka nawet trudno powiedzieć, czy to mężczyzna, czy to kobieta, w jakim w ogóle wieku.
Tkanki miękkie są rozłożone, częściowo też obnażone już są wtedy kości.
Czaszka i kończyny w wielu miejscach są zeszkieletowane.
Ale mimo to śledczy znajdują przy zwłokach kluczowy przedmiot, czyli portfel, a w tym portfelu dokumenty tożsamości.
I właśnie w ten sposób jeszcze przed badaniami DNA ustalona zostaje tożsamość zmarłego.
I niestety potwierdza się najczarniejszy scenariusz, czyli że znalezione szczątki należą do zaginionego Marcina Szcześniaka.
Oględziny miejsca zdarzenia sugerują, że najprawdopodobniej doszło do śmierci w wyniku samodzielnego odebrania sobie życia.
Nie znaleziono żadnych śladów wskazujących, aby doszło do zabójstwa.
Raczej wygląda na to, że Marcin postanowił po prostu sobie sam odebrać życie.
Głównym argumentem przemawiającym za tym jest też to, że ciało Marcina leżało w tym miejscu od wielu tygodni.
Najprawdopodobniej od czasu śmierci.
Zlecona też zostaje sekcja zwłok.
Ciało Marcina zostaje zabrane do zakładu medycyny sądowej, gdzie specjaliści przeprowadzają dokładną autopsję, szereg badań dodatkowych.
Biegli orzekają, że śmierć Marcina miała charakter gwałtowny i najprawdopodobniej była wynikiem ucisku pętli na szyję.
typowego dla mechanizmu powieszenia.
Podejrzewam, że znaleźli charakterystyczne wtedy dla takiej śmierci złamania kości, grdyki, krtani itd.
Innymi słowy wszystko wskazuje na właśnie powieszenie samodzielne, samoistne.
Co więcej, pozycja ciała jest też oparta o pień i według biegłych to nie wyklucza takiej formy samobójstwa.
Co niezwykle istotne, sekcja nie wykazuje na ciele Marcina żadnych obrażeń wskazujących na udział osób trzecich.
Biegli próbują również określić przybliżony czas zgonu, ale jedyne, co są w stanie ustalić, to to, że śmierć nastąpiła co najmniej kilka lub kilkanaście tygodni przed odnalezieniem zwłok.
Więc teoretycznie wszystko się zgadza.
To stwierdzenie kilkanaście tygodni wcześniej może potwierdzać, że Marcin wyszedł z komendy i postanowił targnąć się na swoje życie, ale rodzice Marcina do dzisiaj nie wierzą w tę teorię.
Okazuje się, że bardzo chętnie rozmawiają z mediami o swoich podejrzeniach i szybko właśnie dzięki nim ukazują się artykuły podważające taki rodzaj śmierci.
Po pierwsze rodzinie najbardziej rzuca się w oczy fakt awarii kamer monitoringu, dokładnie w tej chwili, gdy Marcin opuszcza komendę.
No i to rodzi pytania, czy to rzeczywiście przypadek, czy ktoś celowo uszkodził ten sprzęt lub go wyłączył, żeby nie było żadnych śladów.
Policja oczywiście początkowo tłumaczy się gwałtowną burzą 18 lipca, która po prostu miała spowodować przepięcie elektryce i utratę tych nagrań.
Jednak niezależne sprawdzenie pogody przez rodziny wykazuje, że żadnej burzy wtedy nie odnotowano.
Po drugie rodzina zarzuca policji początkowe odwołanie akcji poszukiwawczej, brak przepływu informacji też od rodziny.
Ojciec Marcina do dziś wypomina policjantom, że wypuścili jego syna z aresztu nie informując nikogo, mimo że w praktyce był już wtedy zgłuszony jako zaginiony.
I w jego opinii mogło to narazić Marcina na niebezpieczeństwo.
Po trzecie, ważnym tropem czy argumentem staje się kobieta, która w dniu zatrzymania Marcina miała słyszeć krzyki dobiegające z komendy, no ale nie mamy tożsamości tej kobiety i ona nic nie zeznawała, nie ma żadnego protokołu, to jest po prostu to, co mówi ojciec Marcina.
świadczący o tym, że teoria o samobójczej śmierci Marcina może być nieprawidłowa, bo okazuje się, że na łamach serwisu informacyjnego Polsatu 3 października 2015 roku, czyli dzień po odnalezieniu ciała Marcina, w wiadomościach powołano się na anonimowego funkcjonariusza policji z Kartus, który stwierdził, że Marcin odebrał sobie życie na komendzie,
a policjanci mieli w obawie o konsekwencje ukryć jego ciało i upozorować samobójstwo w lesie.
Niestety tego odcinka wydarzeń nie da się już dzisiaj nigdzie znaleźć.
Informacja o tym pojawia się tylko w jednym źródle
Jak wiadomo na reakcję oficjalną nie trzeba było długo czekać.
Policja i prokuratura kategorycznie zaprzeczają tej wersji wydarzeń.
Policja stwierdza, że Marcin cały i zdrowy opuścił mury komendy.
Co więcej, służby też podkreślają, że nagrania z wewnętrznych kamer w pełni dokumentują pobyt Marcina w celi i moment, gdy wychodzi korytarzem do wyjścia.
No i rzeczywiście według policji zachował się zapis monitoringu wewnętrznego, na którym widać Marcina wychodzącego z pomieszczeń dla zatrzymanych.
poza samym brakiem nagrania z ulicy, no nie ma dowodu, by w ogóle wracał do środka.
Więc no gdzie miał odebrać sobie życie na korytarzu?
Gdzie nawet nie miałby pewnie do czego się przywiązać?
Poza tym, gdyby odebrał sobie życie na komendzie, no to przecież byłby zapis z monitoringu, no więc w jaki sposób mieliby policjanci mieć z tego tytułu problem, prawda?
Jeśli by doszło do samobójstwa.
Funkcjonariusze też zapewniali, że absolutnie nie stosowali wobec Marcina przemocy ani podczas interwencji, ani podczas pobytu w tej izbie zatrzymań.
Według nich też nie doszło do żadnych zaniedbań.
Patrole szukały Marcina tak intensywnie, jak tylko to było możliwe.
Oficjalne śledztwo musiało odnieść się do tych wszystkich rewelacji i zarzutów i początkowo sprawę podzielono.
Prokuratura rejonowa w Kartuzach zajęła się wyjaśnianiem okoliczności śmierci Marcina, ale osobno prokuratura w Kościerzynie badała, czy kartuzcy policjanci nie przekroczyli uprawnień lub nie zaniedbali obowiązków w poszukiwaniach.
Jednak z uwagi na powagę sprawy też całe śledztwa została objęta przez prokuraturę okręgową w Gdańsku, żeby zapewnić też obiektywność i rzetelność postępowania.
Śledczy brali pod uwagę wszystkie możliwe wersje, również te sensacyjne, te, które płynęły z mediów, więc zlecili dodatkowe czynności.
Przede wszystkim próbowano zidentyfikować wspomnianą kobietę, która dzwoniła bezskutecznie oraz wezwano biegłego z zakresu informatyki, żeby spróbował odzyskać utracone nagrania monitoringu.
Niestety odzyskanie skasowanych czy uszkodzonych danych okazało się niemożliwe.
Materiał zewnętrznej kamery przepadł na dobre.
Jestem ciekawa, czy w ogóle jakikolwiek się zapisał.
To tak na marginesie oczywiście, nie żebym kwestionowała, ale zastanawiam się, czy w ogóle doszło do jakiegokolwiek zapisu.
Podrobiazgowej analizie dowodów prokuratura zaczęła stopniowo wykluczać teorię o udziale osób trzecich, bo żadna ze zgromadzonych poszlak nie potwierdziłaby, ktokolwiek pomagał Marcinowi w targnięciu się na własne życie albo go do tego nakłaniał.
Ponadto stwierdzono też, że funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji Kartuzy nie przekroczyli swoich uprawnień i dopełnili swoich obowiązków w toku poszukiwań.
Nie dopatrzono się też po ich stronie ani przestępstwa, ani nawet dyscyplinarnych zaniedbań.
Sprawa śmierci Marcina Szcześniaka zostaje oficjalnie zamknięta, bo 16 sierpnia 2016 roku prokuratura umorzyła śledztwo po raz pierwszy, uznając, że nie doszło do przestępstwa, tym bardziej zabójstwa Marcina, ani też nie doszło do nadużycia uprawnień przez policjantów.
Po tym umorzeniu rodzina składa oczywiście zażalenie i swoim uporem zdołała doprowadzić do wznowienia postępowania.
Jednak kolejne uzupełnione o dodatkowe dowody śledztwo również nie przyniosło przełomu i 21 lipca 2017 roku Prokuratura Okręgowa w Gdańsku ponownie umorzyła postępowanie w tej sprawie.
Rodzice Marcina Szcześniaka do dzisiaj nie wierzą w przyjętą przez śledczych i prokuraturę wersję o tym, że ich syn sam postanowił odejść z tego świata, bo ich zdaniem nic nie wskazywało na to, że Marcin byłby w stanie czegoś takiego dokonać.
Z drugiej strony bardzo często zdarza się, że najbliżsi wypierają taką informację i nie wierzą w taki obrót sprawy.
Zresztą najlepszym tego przykładem jest sprawa Mateusza Kaweckiego z jednego z pierwszych odcinków podcastu Piąty Nie Zabijaj, co też przy okazji dwusetnego odcinka, jaki dzisiaj wypuszczam w świat, warto ten odcinek przypomnieć.
Niestety też myślę, że warto tutaj wspomnieć o tym, że depresja ma często uśmiech na twarzy i wiele osób jest absolutnie nieświadomych tego, że ich bliski, mąż, brat, żona, matka, kolega z pracy chorują na depresję.
Bardzo często mężczyźni nie przyznają się, że mają ten problem i że chorują albo w ogóle nie sądzą, że może ich to dotyczyć.
W tej sprawie jest kilka takich znaków zapytania, które ja mam w głowie.
Pierwszy to jest taki, gdy Marcin mówi policjantom, że pokłócił się z szefem, czy że szef go zdenerwował, dlatego tak się dziwnie zachowywał.
Natomiast mnie też zastanawia to, czy w ogóle zweryfikowano to, czy ktokolwiek to potwierdził, ale wydaje mi się, że chyba koledzy to wykluczyli, bo raczej by wiedzieli o takiej kłótni.
Czy w ogóle wytłumaczono w jakikolwiek sposób to bardzo dziwne zachowanie Marcina, gdy krążył z nożem i z kamieniem?
Ja sobie tak myślę, że po prostu może był w stanie jakiejś psychozy, a potem może po prostu targnął się na swoje życie, nie wiem.
Bardzo zagadkowa sprawa, jestem bardzo ciekawa, co Wy na ten temat sądzicie.
Dajcie znać, szczególnie tutaj mówię do osób, które znają się na takich właśnie psychologicznych aspektach, co Waszym zdaniem mogło się wydarzyć.
zakładając, że tu doszło do jakichś psychicznych problemów, czy kłopotów, czy jakiegoś wydarzenia psychicznego, to co Waszym zdaniem jest najbardziej prawdopodobne w tej sytuacji.
Dziękuję Wam dzisiaj bardzo za uwagę, dziękuję za to, że byliście ze mną przez 200 ostatnich odcinków, oczywiście będziemy się słyszeć jeszcze i jeszcze i jeszcze, więc nie składam broni,
A zachęcam Was do tego, żeby chociażby z okazji tych 200 odcinków zasubskrybować kanał, dać łapkę w górę, zaobserwować albo dodać do obserwowanych na platformach podcastowych, na których słuchacie, czyli Spotify, Apple Podcast, Google Podcast itd., itd.
Będę Wam za to bardzo, bardzo wdzięczna.
Tymczasem proszę Was o to, żebyście dbali o siebie, byli bezpieczni.
Ostatnie odcinki
-
220. Wybaczyć zabójcy. Igor Wyszyński-Karłoski
31.01.2026 23:00
-
Sprawa Krzysztofa Gonciarza
28.01.2026 07:12
-
219. Krzysztofa można było uratować wiele razy....
25.01.2026 19:39
-
218. Kto umrze pierwszy? Artur Bryliński i Sław...
18.01.2026 22:30
-
217. Kryminalne podsumowanie 2025 roku
01.01.2026 18:21
-
216. Ostatnie święta | Danuta G. | Klenica
28.12.2025 17:50
-
215. Nie ten człowiek, nie ten dowód | Monika B...
21.12.2025 17:00
-
214. A ja sobie będę dalej żył | Robert Banach ...
14.12.2025 17:55
-
213. Prawdziwy „dom dobry”. Honorata K.
07.12.2025 21:56
-
212. Dwa ciosy w ciszy. Ilona Borysowicz
30.11.2025 18:00