Mentionsy
Historia narodzin polskiej broni pancernej i pierwsze walki przeciwko bolszewikom
Jeżeli podoba Ci się odcinek możesz nas wesprzeć w serwisie
🔶PATRONITE.PL🔶
https://patronite.pl/Podcastwojennehistorie
Albo postawić nam symboliczną kawę w serwisie 🔷BUYCOFFEE.TO🔷
https://buycoffee.to/podcastwojennehistorie
Szukaj w treści odcinka
Witamy w kolejnym odcinku podcastu Wojenne Historie.
Witają Was Kamil Kawalec i Norbert Bączyk.
Co tydzień przybliżamy Wam szereg zagadnień oraz obalamy wiele mitów związanych z II wojną światową.
Nasze odcinki powstają na bazie własnych, długoletnich badań naukowych, wertowania tysięcy stron, zarchiwizowanych meldunków wojskowych, wreszcie publikowania książek i artykułów.
Ten podcast istnieje dzięki zaangażowaniu i niezwykłej hojności naszych patronek i patronów, za co im bardzo dziękujemy.
Jeżeli ty też uważasz, że warto zostać naszym patronem, możesz wesprzeć nas wpłatą w serwisie Patronite pod adresem patronite.pl łamane na podcastwojennychistorie.pl
Norbert, zaproponowałeś dzisiaj, żebyśmy porozmawiali na dość nietypowy temat, czyli o tym, jakie doświadczenia wyciągnęliśmy z użycia czołgów w wojnie polsko-bolszewickiej.
Zatem nie mogę zacząć tego odcinka inaczej niż od pytania, jakie właściwie my mieliśmy doświadczenia w zakresie użycia czołgów w tej wojnie, no i co w ogóle zrobiliśmy z tymi wnioskami i doświadczeniami w latach 20. i 30.
To jest Kamilu bardzo ciekawe zagadnienie, dlatego że my możemy być dumni z naszych doświadczeń w użyciu czołgów w latach 1919-1920, bo wtedy miało miejsce pierwsze użycie w walce pierwszych polskich jednostek pancernych.
Jak widać, historia polskich wojsk pancernych ma już ponad 100 lat.
I myśmy zaczynali tą przygodę z pierwszym pułkiem czołgów.
My zaczynaliśmy historię polskiej broni pancernej naprawdę na bogato i naprawdę z przytupem.
W roku 1921 mogliśmy właściwie uchodzić za jedno z najpotężniejszych państw w zakresie posiadanej broni pancernej.
Oczywiście mówię to z pewnym przymrużeniem oka, no bo ciężko porównywać potencjał pancerny Stanów Zjednoczonych ówczesny, Wielkiej Brytanii i Francji z jakimkolwiek innym państwem.
Ale jeżeli odłożymy na bok te trzy i tylko te trzy mocarstwa zwycięskie, to już na tle Japończyków, Włochów,
czy pogrążonej w wojnie domowej Rosji, nie mówiąc o Niemcach, którym wszystkie czołgi zakazano, zabrano, no to by przecież byliśmy małą, ale jednak potęgą pancerną.
Mając jeden pułk czołgów, mając około 100 czołgów, należyliśmy do światowych potentatów.
I posiadaliśmy także jeden z ówcześnie najbardziej rewelacyjnych, rewolucyjnych czołgów, dzisiaj uważany za klasyczny,
czyli francuski czołg Renault FT.
To był czołg lekki, to był czołg masowy, to był czołg, który tak naprawdę zdefiniował na nowo pojęcie tego rodzaju broni, bo oczywiście czołgi wymyślili Brytyjczycy, ale Francuzi bardzo szybko przejęli od nich pałeczkę w konstruowaniu najnowocześniejszych czołgów świata.
Innymi słowy,
Pod koniec I wojny światowej najnowocześniejsze czołgi świata powstawały nie w Wielkiej Brytanii, tylko we Francji.
Zarówno pod względem zadań i rozwiązań technicznych.
No ale czy te nasze czołgi w ogóle w jakimś szerszym zakresie brały udział w wojnie z bolszewikami?
My mieliśmy piękną kartę od pierwszych walk z użyciem czołgów w czasie walk pod Bobrujskiem latem w sierpniu 1919 roku, potem w ramach walk o Dyneburg na Łotwie, a potem cała seria bojów z roku 1920 na obszarze Ukrainy.
Na obszarze Białorusi, Polski, walki o Grodno, Łomża, Warszawa, Radzymin, Lwów, Ciechanów, Mława.
Polska broń pancerna naprawdę zapisała piękną i chwalebną kartę.
I my czołgów używaliśmy w wojnie z bolszewikami niezwykle odważnie.
To też był pewien rodzaj fenomenu, że dostaliśmy formalnie czołg wsparcia piechoty, czołg wolnobieżny.
Z jego takimi, a nie innymi parametrami taktyczno-technicznymi, a więc pojazd raczej dedykowany określonym zadaniom taktycznym o charakterze absolutnie niemanewrowym na dużych odległościach, tylko taktyczna walka piechoty na małej przestrzeni.
Do tego formalnie projektowano czołg Renault FT.
A my pokazaliśmy, że nawet z takiej konstrukcji możemy wycisnąć więcej, że taki czołg możemy puścić w bój,
I on się będzie toczył nawet na odległość 30-40 km, czasami nie mając wyboru, bo będzie się toczył na obszarze kontrolowanym przez przeciwnika.
Innymi słowy, nasze czołgi potrafiły wychodzić z okrążenia na tyłach Armii Czerwonej i jechać sobie...
teoretycznie na obszarze kontrolowanym przez nieprzyjaciela kilkadziesiąt kilometrów, docierając do własnych linii.
I to też pokazuje, jak specyficzny charakter miała wojna polsko-bolszewicka, gdzie nie obowiązywały w żaden sposób standardy drugowojenne, w tym sensie,
że można było plutonem bądź kompanią czołgów przemieszczać się na gąsienicach na obszarze kontrolowanym przez nieprzyjaciela i przebić się nawet kilkadziesiąt kilometrów.
A drugą bardzo często stosowaną formą walki przy użyciu naszych czołgów
było ich użycie bojowe z platform kolejowych.
Innymi słowy, tworzyły części pociągów pancernych.
Jako nawet niesprawne, na wagonie kolejowym osadzone, na platformie kolejowej, prowadziły walkę opartą o kontrolę i walkę o sieć linii kolejowych.
Bo pamiętajmy, wojna polsko-bolszewicka to jest starcie małych sił na wielkich przestrzeniach.
I to jest starcie, gdzie żadna ze stron nie posiada specjalnych środków przeciwpancernych.
Czołg jest absolutną nowością, tak techniczną, jak i mentalną.
Czołg przeraża, czołg zdumiewa.
Czołg to nawet nie jest samochód pancerny, bo wydaje się, że nie ma słabych punktów.
Bo nie można tak po prostu przestrzelić gąsienicy.
W samochodzie pancernym to też wiadomo, zależy jeszcze od typu opony.
Tak, że nie każdą można było przestrzelić.
Skutecznie oczywiście.
Ale chodzi o to, że czołgi budziły zdumienie, grozę i przerażenie przeciwnika.
Były odporne na ogień ręcznej broni piechoty, na ogień karabinów maszynowych.
co czyniło je właściwie niezniszczalnymi, bo jedynie artylerią polową można było je niszczyć, ale trafienie z artylerii polowej bezpośrednio w czołg, kiedy nawet intencjonalnie bolszewicy chcieli z armat ogniem na wprost zniszczyć nasze czołgi, nie było rzeczą prostą.
Nawet czołg wolnobieżny ciągle manewrując był niezwykle trudnym celem, co skutkowało tym, że my mając koniec końców 120 czołgów Renault FT straciliśmy tych czołgów bezpośrednio w działaniach bojowych 7,
a w ogóle tylko 10, a z tych 7 straconych w działaniach bojowych tak naprawdę góra 2 czołgi zostały stracone w walce, a 5 albo porzuciliśmy, albo spaliliśmy, nie mogąc ich ewakuować.
Innymi słowy, efektywność bojowa czołgów w roku 1919 i 1920
była oszałamiająca.
Były to maszyny, których nie można było obezwładnić na polu walki.
Oczywiście one były używane mądrze.
To nie jest tak, że jakby czołgi godzinami tkwiły w ogniu artylerii polowej, to nie zostałyby zniszczone.
Ale też pamiętajmy, słabe wyszkolenie bolszewików, niski stopień nasycenia artylerią, brak środków przeciwpancernych.
To wszystko koniec końców powodowało, że jak się spojrzy na końcowe, finalne statystyki pododdziałów I Pułku Czołgów,
Ten pułk walczył latem 1919, jesienią 1919, niecały czas przebywał na froncie, a potem wiosną i latem 1920.
Walczyliśmy siłami plutonów, kompanii.
Najwyższa organizacja na szczeblu polowym to był batalion.
Pułk miał charakter jednostki organizacyjnej, kwater mistrzowskiej.
Pułk jako taki nie walczył na polu walki.
Ale koniec końców myśmy mieli w czasie wojny polsko-bolszewickiej zaledwie czterech zabitych bądź zmarłych z ran żołnierzy tego pułku.
Z czego kilku z nich z tych czterech zginęło w czasie przebywania poza czołgami.
Tak naprawdę tylko kapral Franciszek Brzeszczyk.
zginął bezpośrednio porażony w czołgu.
Czyli pułk miał w maszynach bojowych de facto jednego zabitego.
Czterech zabitych, dwudziestu trzech żołnierzy rannych, a trzydziestu dwóch z kolei odznaczonych krzyżem orderu wojennego wirtuty militari piątej klasy.
Krzyżem walecznych odznaczono trzydziestu jeden.
Czyli było więcej wirtuty militari czy krzyży walecznych niż rannych, nie mówiąc o zabitych.
Straty w czołgach były niższe niż dziesięć procent.
Realne straty bojowe to maksymalnie dwa czołgi.
To pokazuje, jak nietypowa, zupełnie nowa, awangardowa broń w warunkach zupełnie nietypowej wojny przynosiła fantastyczny efekt.
I aż dziwi, kiedy my spojrzymy na nasze doświadczenia z 1919 i z 1920 roku, że prawidłowo nie potrafiliśmy wyzyskać tych doświadczeń.
że w późniejszym etapie funkcjonowania Wojska Polskiego czołgi zeszły na drugi plan.
Oczywiście ktoś może powiedzieć, że Wojsko Polskie tego okresu, 1920 roku, mające dwadzieścia kilka dywizji czteropółkowych, dywizji piechoty.
I mające jeden, dosłownie jeden pułk czołgów w strukturze dwubatalionowej.
No to te czołgi zawsze były jakimś tam mikroskopijnym dodatkiem do Wojska Polskiego.
Ale przecież czołgi wykazały niezwykłą skuteczność.
rajdy jednostek mieszanych czy motorowych ze sławnym rajdem na Kowel wykazały potencjał, jaki tkwi w wojskach pancernych zmechanizowanych, jaki tkwi w manerze wojsk zmechanizowanych, nawet na obszarze o niskiej jakości i wątłej jakości dróg.
Bo przecież czołgi polskie walczyły na wschodzie, walczyły na Łotwie, na Białorusi, na Ukrainie, w Polsce, obszaru zaboru rosyjskiego.
A mimo to wszędzie wykazały się niezwykłą skutecznością.
Tylko, że to były doświadczenia szczebla kompanii, szczebla plutonu i my nie zanegowaliśmy znaczenia czołgów, ale one pozostały w strukturze naszego wojska jako broń pomocnicza, mimo że, tak jak mówię, lata 1919-1920, one mogły być początkiem czegoś zupełnie innego.
Norbert, ale jak to się w ogóle stało, że my Polacy w 1920 roku byliśmy, jak to powiedziałeś, europejską potęgą pancerną?
Nie bójmy się tego określenia.
Otóż w roku 1917, po upadku caratu, otwiera się okienko polskiej współpracy z mocarstwami zachodnimi i to okienko skutkuje od razu procesem formowania Wojska Polskiego, na przykład we Francji.
Armia francuska jest w 1917 i w 1918 roku najnowocześniejszą armią świata.
Wszyscy się od nich uczą, Amerykanie się od nich uczą.
Zawstydzają Niemców.
Metodyczna, nowoczesna wojna materiałowa oparta o najnowsze rozwiązania techniczne, w tym czołgi.
I to nie byle jakie czołgi.
Dlatego, że Francuzi...
bardzo przytomnie mają świadomość tego, że wojna to system i że wojnę toczy państwo.
Że nie jest sztuką zbudować 10 superczołgów, które zepsują się prędzej czy później albo zostaną obezwładnione w warunkach frontu zachodniego.
Że sztuką jest połączyć efektywność armii z efektywnością przemysłu.
Że ilość to też jakość.
Francuzi wdrażają czołg lekki, awangardowy czołg lekki Renault FT.
No ale co takiego awangardowego było w tym małym dwuosobowym czołgu?
Jego awangardowość polega przede wszystkim na tym, że jest to czołg masowy i jest to czołg kompaktowy.
Czołg masowy oznacza wyprodukowanie do listopada 1918 roku...
prawie 3200 takich czołgów, a kolejnych 1300 znajduje się na liniach produkcyjnych.
Koniec końców Francuzi produkują ponad 4500 czołgów Renault FT w bardzo krótkim czasie.
No i ten czołg Renault FT, zwany także Renault 18 KM u nas.
Dzisiaj możemy powiedzieć, że jest to konstrukcja klasyczna.
Ten czołg jest punktem odniesienia konstrukcyjnego dla wszystkich czołgów współczesnych.
Główne uzbrojenie w obrotowej wieży, podział na przedział bojowy, na przedział napędowy.
No i to jest na początku lat 20.
XX wieku absolutnie doskonały czołg.
Potem będziemy mówić, że w roku 1939 czy 1940
Była to już konstrukcja zupełnie przestarzała, bo tym bardziej, że pamiętajmy, że Wojsko Polskie miało te czołgi na swoim wyposażeniu przez cały okres międzywojenny i użyło je w walce także w roku 1939.
Ale były to już oczywiście wówczas czołgi niezwykle zużyte.
I jak to się mówi w terminologii wojskowej, zdeklasowane, to znaczy ich parametry taktyczno-techniczne nie przystawały w żaden sposób do wymagań pola walki w roku 1939, ale były rewelacyjne w roku 1920 i to też jest ciekawa uwaga.
w kontekście tego, jak zmienił się świat w wymiarze technicznego pola walki w ciągu niespełna 20 lat.
I biada była tym, którzy zostali mentalnie i technicznie na roku 1920.
Słowem, pod pewnymi względami myśmy się właśnie w tym roku 1920 zatrzymali.
Ale tak jak powiedziałem, jest rok 1917, potem jest rok 1918.
Francja ma zupełnie nowy, rewelacyjny czołg, który masowo wprowadza do służb.
Kilka lat później, w 1925 roku, major Wojska Polskiego Henryk Romiszowski napisał taką książkę Zasady użycia czołgów.
Bo myśmy w latach 20. i w latach 30. mieli przecież własną, polską, wbrew pozorom całkiem bogatą literaturę poświęconą wojskom pancernym.
Mieliśmy bogatą literaturę poświęconą naszym czołgom w wojnie bolszewickiej.
zasadom użycia czołgów i w roku 1925 major Henryk Romiszowski w zasadach użycia czołgów tak opisywał czołg Renault FT.
Krótki opis czołga Renault 18KM, to jest 18 koni mechanicznych.
Wojsko Polskie posiada lekkie czołgi Renault.
Czołg ten ma kadłub złożony z płyt pancernych, wewnątrz którego znajdują się mechanizmy poruszające, broń, amunicja i miejsce dla obsługi, kierowcy i strzelca.
W górnej części kadłuba znajduje się wieża, obracająca się na kulkowym łożysku dookoła swej osi.
W wieży tej umieszczona jest broń, karabin maszynowy Hotchkiss lub armata 37 mm.
Celowanie i obserwacja odbywa się za pomocą lunety z podziałką.
Luneta jest przymocowana do broni.
Czołg posuwa się za pomocą gąsienic, to jest łańcuchów bez końca.
No i Major opisuje to w ten sposób.
Każde ogniwo gąsienicy jest płytą.
Przy należytej szerokości płyty i długości opierającego się o ziemię łańcucha osiąga się dużą styczność wozu z gruntem, a co zatem idzie dużą siłę pociągową czołga do 30-50 kg oraz stosunkowo niewielkie ciśnienie na kwadratową jednostkę gruntu do 1 cm2.
Mechanizm czołga jest następujący.
Czterocylindrowy benzynowy typu samochodowego silnik za pomocą głównego sprzęgła porusza skrzynię przekładni, dwa stożkowe boczne sprzęgła, których wał zakończony jest kołem zębatym.
Koło to za pomocą całego szeregu przekładni zębatych zmniejsza, to jest zwalnia, obroty do pożądanej ilości, przez co ostatnie koło zębate porusza się dość powoli.
To ostatnie koło obraca koło zębate wiodące łańcuch gąsienicowy.
Łańcuch gąsienicowy opiera się na dole na rolkach dolnych, na górze jest podtrzymywany przez rolki górne.
Z przodu łańcuch jest skierowany przez wolne koło, które może być nieco przesuwane w tył i w przód, przez co gąsienica może być mniej lub więcej naciągana.
Całe urządzenie łańcuchów gąsienicowych wraz z kołami, rolkami i resorami nazywa się dźwigarem.
No i wtedy, w 1925 roku, 100 lat temu, takie opisy, no to był opis ówczesnego absolutnego high-tech, najbardziej zaawansowanych rozwiązań, które bardzo szybko były zastępowane przez coraz nowsze, przez coraz bardziej trwałe i coraz bardziej wydajne.
Ten postęp techniczny pędził wówczas w sposób imponujący, ale postęp techniczny bez połączenia z możliwościami finansowymi, a więc skalowania tego postępu poprzez jego rozwiązania,
produkcję masową nie ma większego znaczenia.
Nie jest sztuką mieć sam postęp, sztuką jest go wprowadzić do produkcji seryjnej, znaczy nie postęp, tylko fizyczne efekty tego postępu.
A więc major Romiszowski dokładnie opisywał szczegóły pracy silnika, przekładni, systemu przeniesienia napędu czołgu
Nie każdy to rozumiał.
Ludzie na prowincji, ludzie na wsi bali się samego widoku czołgów.
Brali je za diabelskie pomioty.
Bano się silników, ryku silników samochodowych.
Mówiono, że od areoplanów krowy przestaną dawać mleko.
Niektórzy żołnierze pierwszy raz na oczy widzieli buty, kiedy trafiali do służby.
Inni pierwszy raz w życiu w koszarach widzieli schody.
To może nam się dzisiaj wydawać śmieszne i absurdalne, ale w gruncie rzeczy było straszne.
Z jakiej biedy musieliśmy się dźwigać i dlaczego nie zdołaliśmy się z niej poddźwignąć.
A więc mieliśmy czołgi, pisaliśmy o nich książki, bo te czołgi wydawały się czymś takim jak dzisiaj niemalże lot na księżyc.
I Romiszowski poświęca dużo uwagi zawieszeniu czołgów Renault.
Było ono wówczas rewelacyjne i dodaje.
Należy zaznaczyć, że czołgi angielskie nie posiadają takiego elastycznego złączenia, skutek czego podczas ruchu ulegają wstrząśnięciom.
W czołgu Renault kierowca siedząc w przedniej części czołgu może dowolnie zmieniać szybkość biegu za pomocą przestawienia rączki.
Czołg Renault posiada cztery szybkości.
Pierwszą od 1 do 1,5 km na godzinę, drugą od 2 do 3, trzecią od 3 do 5, czwartą od 5 do 7-8 km na godzinę oraz tylny bieg równy pierwszej szybkości.
Do wyłączenia głównego sprzęgła oraz homowania służą pedały.
Jeden z nich wyłącza główne sprzęgło, drugi zaś prawy naciska hamulce taśmowe znajdujące się na bocznych sprzęgłach.
Kierowanie w tę lub inną stronę odbywa się w czołgu w ten sposób, że za pomocą obracania rączek wyłącza się jedno z bocznych sprzęgiel przez co jedna z gąsienic przestaje pracować, druga zaś pracując w dalszym ciągu obraca czołg.
Czołg może pełzać po pochyłościach do 45 stopni, przebywać ściany o wysokości pół metra i przeprawiać się przez wodę o głębokości 70 centymetrów pod warunkiem, że dno jest dość twarde.
Czołg przekraczarowy to jest okopy szerokości od 1,7 do 2 metrów, przy czym w celu zwiększenia zdolności przekraczania z tyłu przymocowany jest do czołgu ogon.
Przypuszczanie silnika w ruch odbywa się wewnątrz i z zewnątrz za pomocą obracania korby.
Przy puszczaniu silnika w ruch z zewnątrz należy zdjąć ogon.
Rozmiary czołga Renault.
Opancerzenie.
Ściany pionowe, wieżyczki 22 mm, górna część wieżyczki 17 mm, ściany pionowe kadłuba czołga 16 mm, ściany górne 8 mm, spód 6 mm.
Małe rozmiary czołgu Renault pozwalają mu na dobre zastosowanie się do terenu i zwiększają zwrotność.
Szybkość 7,5 km na godzinę wystarcza dla działań z piechotą.
Przerzucanie na duże odległości musi się odbywać przy pomocy kolei żelaznej lub samochodów ciężarowych.
Stosunkowo mała waga, to jest 6,5 tony, znacznie to ułatwia, bo czołg nie wymaga specjalnych lor i ciągników.
Załadowanie może się odbyć na lory dowolnego typu lub na ciężarowy samochód o nośności 6,5 ton.
To ostatnie z wielką zaletą, mającą duże znaczenie taktyczne.
Promień działania czołga wynosi 50 km, zapas benzyny na 10 godzin pracy.
No i tutaj w tej książce zasady użycia czołgów.
Wyrażona jest tajemnica sukcesu czołgu Renault FT.
Dlaczego nie potężne brytyjskie czołgi, ale właśnie francuski Renault FT stał się konstrukcją klasyczną?
Bo przecież kiedy ja tutaj czytam o tym, że czołg może pokonywać takie pochyłości, forsować przeszkody wodne o określonej głębokości, że ma wieżę,
że ma tak, a nie inaczej skonstruowany system przeniesienia napędu, że się nim tak kieruje.
To wszystko dzisiaj jest oczywiste dla każdego, kto interesuje się czołgami.
Ale Francuzi 100 lat temu, ponad 100 lat temu, oni połączyli kompaktowe rozmiary z bardzo jasnymi i zrozumiałymi zasadami funkcjonowania takich czołgów.
Uprościli pod wieloma względami konstrukcję takiego czołgu.
Nadali mu, jak powiedziałem, kompatybilne rozmiary, rzecz fundamentalna z przyczyn logistycznych, finansowych i produkcyjnych.
I tym wygrali.
Troszeczkę jak z historią motoryzacji.
To nie jest przypadek, że Polskę po II wojnie światowej motoryzował mały samochód Fiat 126P Maluch, że Francuzi mieli swojego Citrana 2CV, a Niemcy Garbusa.
Nie żadne dzisiaj tak zaawansowane samochody, tylko wówczas proste konstrukcje jak Fiat 500 we Włoszech.
Masowe, tanie, łatwe w serwisowaniu, a jak masowe, to właśnie także tanie.
To był klucz do sukcesu także na polu walki.
No i czołg Renault FT, Renault 18KM.
No i trzeba było tą technikę połączyć z taktyką.
Romiszowski o taktyce czołgów...
W dziale Zasady ogólne pisał tak.
Czołgi są wybitnie zaczepnym środkiem walki, którego zadaniem jest wspierać piechotę na polu walki i ułatwiać jej ruch naprzód.
Będąc tworem wojny pozycyjnej, bardziej nadają się one do walki na froncie ustalonym.
aniżeli do działań w wojnie ruchowej.
Dotyczy to jednak przeważnie sprzętu zbudowanego podczas wojny światowej, gdyż niektóre typy powojenne, posiadające duży promień działania i znaczną szybkość, nadają się do zastosowania w warunkach wojny ruchowej.
Sposób taktycznego użycia w pierwszym rzędzie zależy od cech danego typu czołga.
Tutaj taka uwaga, wtedy odmieniało się nie czołgu, tylko czołga.
A więc sposób taktycznego użycia w pierwszym rzędzie należy od cech danego typu czołga.
O tym nie należy nigdy zapominać i zawsze należy brać pod uwagę posiadany sprzęt.
To co będzie omawiane w niniejszym rozdziale dotyczy czołgów w ogólności.
To jest może być uważane jako odnoszące się do wszystkich istniejących typów, jednak specjalnie brano pod uwagę czołg Renault.
Głównym zadaniem czołgów jest wspieranie piechoty w natarciu.
Piechota jest jedyną bronią zdolną do utrzymania zdobytego terenu.
Od jej wytrwałości zależy wynik obrony.
W wyniku tego zastosowanie czołgów nie powinno wprowadzać żadnych zasadniczych zmian w zaczepnej i obronnej taktyce piechoty.
Zadaniem czołgów, tak samo jak artylerii,
ciężkich karabinów maszynowych i miotaczy bomb, to jest moździerzy, jest zwiększenie siły ognia piechoty.
Dzięki opancerzeniu zabezpieczającemu przeciwko pociskom karabinów maszynowych i karabinów ręcznych, zdolności prowadzenia potężnej walki ogniowej, ruchliwości i moralnemu wrażeniu, jakie wywierają na przeciwnika, oddają czołgi piechocie znaczne usługi przy zdobywaniu nieprzyjacielskich punktów oporu i niszczeniu poszczególnych stanowisk karabinów maszynowych.
Stosowanie czołgów w obronie polega na użyciu ich w przeciwnatarciu lub w przeciwuderzeniu.
W przeciwuderzeniu działają czołgi przeważnie z piechotą, lecz mogą też działać samodzielnie w przeciwnatarciu zawsze z piechotą.
W razie koniecznej potrzeby mogą osłaniać odwrót piechoty.
Zasadniczo są one jednak bronią zaczepną.
Samodzielne użycie czołgów zależy od typu czołga i nie zawsze może mieć zastosowanie.
Dalej Romiszowski, oczywiście opierając się na przetłumaczonych francuskich regulaminach, bo one były dla nas punktem wyjścia.
Pisze, że czołgi walczą na poziomie plutonu, kompanii, góra batalionu.
Że czołg jest bronią wsparcia piechoty.
Nie do dalekich rajdów kawaleryjskich, tylko do wsparcia piechoty w działaniach zasadniczo zaczepnych.
I że na polu walki najważniejsze jest pluton i kompania.
I pisał on tak.
Przed rozpatrzeniem samej walki oraz działań przygotowawczych należy poznać, w jaki sposób grupuje się czołgi do walki i jak one manewrują.
Już wyżej powiedziano, że ze względu na ogień artylerii przeciwnika używa się czołgów masowo.
Nie wpływa to jednak na skład najmniejszej taktycznej jednostki czołgów, to jest plutonu.
Pod masowym użyciem rozumie się wprowadzenie do walki dużej ilości kompanii lub batalionów działających na szerokim froncie.
Nie jest bynajmniej masowym użycie to, że pluton składa się z kilku czołgów, które zawsze działają razem.
Jednak nazywa się często pytanie, dlaczego pluton składa się nie mniej jak z czterech i nie więcej jak z sześciu czołgów i czym jest warunkowane to minimum i maksimum czołgów w plutonie.
No i potem major wyjaśnia, że są to zagadnienia taktyczne, walka w parach, możliwość realizacji różnorodnych zadań taktycznych.
Ale najważniejszy wniosek jest taki, że czołgi muszą być używane w masie, to znaczy ta masa jest uzależniona od zadania taktycznego na poziomie batalionu piechoty.
powinna walczyć kompania, czasem tylko pluton czołgów.
Na poziomie dywizji powinno być to wsparcie co najmniej batalionu, ale używanego w określonych warunkach regulaminowych, np.
natarcia w pasie kilkuset metrów.
To nie chodzi o to, żeby rozrzucić czołgi na obszar całej dywizji, tylko komasować je przy własnych działaniach ofensywnych na wybranych kierunkach.
Innymi słowy, te francuskie regulaminy dla czołgów Renault FT podkreślały masowość, taktyczny charakter czołgów,
i ich znaczenie w warunkach wojny materiałowej i metodycznej.
Wszystko to absolutnie nie mogło mieć żadnego zastosowania w warunkach polskich, a jednak czołgi sprawdziły się nad wyraz, dlatego że my w 1919 i w 1920 roku
Tak naprawdę używaliśmy czołgów niezgodnie z francuskimi regulaminami i co zaskakujące czołg Renault FT, czołg wolnobieżny, okazał się zaskakująco wdzięczny do adaptacji do wojny manewrowej.
Oczywiście w ograniczonej skali, ale jednak.
Bo tak na przykład francuskie instrukcje nakazywały, aby po trzech dniach marszu, czyli przebyciu 75 kilometrów,
Nie więcej, jak widzimy, niż 25 km dziennie.
Przeprowadzać obsługę techniczną i to w wymiarze pół dnia, a po 150 km marszu dwu-, trzydniową konserwację sprzętu.
Wykonanie remontu kapitalnego powinno nastąpić po 300 godzinach pracy silnika bądź po przejechaniu 1000 km.
Potrafiliśmy te czołgi przeciążać, ale mimo to nie traciliśmy ich w walce.
Potrafiliśmy w ciągu doby dokonywać przemarszy na odległość nawet 40 kilometrów.
Zresztą ja tutaj mówię o 25 kilometrach.
Można było z tego czołgu wycisnąć dziennie według instrukcji 30, czasami nawet 50 kilometrów.
My, jak powiedziałem, nagminnie robiliśmy nie raz, nie dwa, po 40 kilometrów.
ale były i dłuższe przemarsze.
Pamiętajmy, jak prymitywne były wówczas czołgi.
8-10 godzin pracy jednostki napędowej to był absolutny maks, a mimo to w warunkach kompletnej improwizacji niewielkie nasze kadry dawały radę i narzuciliśmy czołgom Roneo FT...
pewien rodzaj wojny manewrowej o charakterze wymuszonym, a kiedy te czołgi już jednak zawiodły pod względem technicznym, wsadzaliśmy je na pociągi i używaliśmy jako elementów improwizowanych pociągów pancernych.
Ale nas w tej improwizacji ratował charakter wojny.
To znaczy, gdybyśmy próbowali przez 30 dni z rzędu cisnąć w tego Renault FT, tak jak cisnęliśmy w niego w wybrane dni,
to byśmy ten czołg zajechali.
Po miesiącu on by się do niczego nie nadawał.
Natomiast nasze czołgi walczyły skokami.
Walczyły tylko w okresie kilku dni, po czym były wycofywane do rezerwy bądź przegrupowane na jeden odcinek.
To powodowało, że można było je stosować w sposób bardziej elastyczny.
W warunkach, gdzie my zawsze mieliśmy jakieś zaplecze, możliwość wycofania czołgów na tyły, rotacji kompanii,
Koniec końców mieliśmy także centrum remontowe w Łodzi, gdzie taki czołg wymagający generalnego przeglądu trafiał na miesiąc do naprawy.
Czyli mieliśmy zaplecze i mieliśmy możliwość łapania oddechu.
W użyciu czołgów mieliśmy doświadczenia jakże diametralnie odmienne od tego, co będzie nas spotykać w roku 1939.
Walczyliśmy w warunkach, mówię o użyciu czołgów, w warunkach zgoła komfortowych.
No ale kiedy w ogóle te czołgi Renault FT trafiły do Wojska Polskiego?
No i kiedy powstał ten nasz pierwszy pułk pancerny?
Jest rok 1917, jest rok 1918, powstaje polska armia we Francji.
Najpierw powstają jednostki szczebla pułku, potem powstają jednostki szczebla dywizji, wreszcie...
Korpusy nowoczesnej armii z lotnictwem towarzyszącym, z artylerią samodzielną wsparcia, z jednostkami łączności, chemicznymi, saperskimi i z czołgami.
Ta nowoczesność roku 1918 dotyka nas szczęśliwie w czasie formowania tzw.
błękitnej armii.
Pierwsza dywizja, pierwsza dywizja strzelców polskich, potem kolejne.
Druga, trzecia, szósta, siódma.
Pięć dywizji piechoty plus dywizja szkoleniowa.
Powstają I, II, III, VI, VII Dywizja Piechoty, formuje się I Korpus Polski, a potem III Korpus Polski.
Powstaje Błękitna Armia.
I ona powstaje tak, jak np.
potem będzie powstawała Armia Polska w Anglii, w Wielkiej Brytanii, a nawet bardziej powstaje tak, jak potem będzie powstawała Armia Polska w ZSRR, tzw.
Ludowe Wojsko Polskie.
I Dywizja Piechoty, Kościuszki, potem I Armia Wojska Polskiego, II Armia Wojska Polskiego.
Otóż regulaminy i sprzęt jest francuski i kadra też jest francuska.
I mundury są nawet na początku francuskie z polskimi insygniami.
Chodzi o to, że Polacy to najpierw masa, ochotnicy bądź jeńcy z armii austriackiej i niemieckiej, którzy wstępują do Wojska Polskiego.
Tymi żołnierzami zarządza francuska kadra oficerska według francuskich regulaminów i francuskich prawidł.
Tak jest z błękitną armią generała Hallera.
Francuzi mają potężną armię i mają silne wojska pancerne, mają półki czołgów, a właściwie półki artylerii szturmowej, dlatego że jest to artyleria szturmowa, jest to broń wsparcia piechoty.
15 marca 1919 roku wydane są rozkazy o sformowaniu dla pięciu polskich dywizji piechoty pięciu kompanii czołgów.
Nie było możliwości formowania tych jednostek według stuprocentowych regulaminów francuskich.
Dlatego, że taka kompania francuskich czołgów powinna mieć 9 czołgów Renault z karabinami maszynowymi, 15 czołgów z armatami, kaliber 37 mm.
ale także pluton trzech czołgów wsparcia, tak zwanych czołgów 75BS z działami kaliber 75 mm.
Czyli zobaczmy jak nowoczesna jest struktura francuskiej kompanii czołgów.
Oni na poziomie kompanii mają czołgi z karabinami maszynowymi, z armatkami, lekkimi, małymi armatkami do niszczenia gniazd karabinów maszynowych, kaliber 37 mm.
To nie są armaty przeciwpancerne,
Niech ten kaliber nas nie zwiedzie.
To są takie małe działka do niszczenia gniazd karabinów maszynowych.
Ale jest też czołg radio i są czołgi z armatami 75 mm do wsparcia bezpośredniego.
No ale to jest system na bogato, a to jest wiosna 1919 roku.
Wojna jeszcze się nie skończyła, chociaż jest już zawieszenie broni.
Francuzi jeszcze w pełni nie wygrali.
Traktat wersalski nie został jeszcze podpisany.
W związku z czym skąpią nam pełnej techniki walki.
Sami mają wciąż określone niedobory.
Nasze kompanie...
nie będą dokładnym odzwierciedleniem francuskich, mimo że powstają na bazie francuskich kompanii 505 Pułku Artylerii Szturmowej.
340, 341, 42, 44 kompanii dział szturmowych czołgów francuskich.
A więc francuski pułk czołgów, 505.
Pułk Czołgów, częściowo przekształca się stopniowo w Polski I Pułk Czołgów.
Właśnie 15 marca 1919 roku.
To jest data rozkazu dowództwa Armii Polskiej w sprawie formowania I Pułku Czołgów.
Ponieważ my mieliśmy pięć dywizji piechoty, jak powiedziałem, pierwszą, drugą, trzecią, szóstą i siódmą, zapada decyzja, aby do każdej dywizji przydzielić na czas walki taktycznie jedną kompanię czołgów.
Na poziomie organizacyjnym te kompanie, które na polu walki będą walczyły jako kompanie wspierające dywizję, mają mieć organizację batalionową i pułkową.
Pułk, a nawet de facto batalion, to dowództwa organizacyjne, kwatermistrzowskie.
Walczą kompanie, przydzielone poszczególnym dywizjom, a w pasie tych dywizji oczywiście przydzielone poszczególnym pułkom, a w pasie tych pułków na przykład przydzielone określonym batalionom.
Oprócz dwóch batalionów, co ciekawie pierwszego i trzeciego, pierwszy pułk czołgów,
Miał mieć pięć kompanii czołgów w I i III Batalionie.
Do tego dochodziły oczywiście jednostki wsparcia i zabezpieczenia.
Na dowódcę pułku wyznaczono francuskiego oficera, majora Jules Marais.
On i reszta francuskiej kadry dostawali od tej chwili podwójny żołd.
Polski, francuski, a w polskim wojsku dostawali wyższe stopnie.
Marais był podpułkownikiem, dowódcą I Pułku Czołgów.
Jak powiedziałem, kadra była francuska.
Z początku nawet część szeregowych była Francuzami.
Polaków trzeba było przyuczyć do czołgów.
Francuska kadra uczyła Polaków, wcześniej np.
żołnierzy armii niemieckiej, bądź ochotników z Ameryki, bądź jeńców z armii austriackiej, z obszarów Galicji, w użyciu najnowszych czołgów, najnowocześniejszego sprzętu bojowego.
I tak jak powiedziałem, Francuzi nie dali nam czołgów łączności radiowej.
Nie dali nam czołgów wsparcia z armatami 75 mm.
Dostawaliśmy czołgi z karabinami maszynowymi i małymi działkami kaliber 37 mm.
Oficjalnie formowanie pułku zaczęło się 22 marca 1919 roku.
Natomiast pierwsi żołnierze stali się żołnierzami pułku 28 marca.
Czyli możemy traktować marzec 1919 roku jako początek historii polskich wojsk pancernych w rozumieniu wojsk czołgowych, bo samochody pancerne jako takie funkcjonowały już wcześniej.
W kwietniu 1919 roku francuskie kompanie 505 Pułku przekształcono oficjalnie w kompanie polskie.
Pierwszą, drugą, trzecią, szóstą i siódmą.
Też w kwietniu 1919 roku na obszarze Francji nastąpiła koncentracja pułku, ściągnięcie wszystkich kompanii w jedno miejsce.
Koniec końców dostaliśmy 72 czołgi z armatkami, 48 czołgów z karabinami maszynowymi, 10 samochodów osobowych, 13 samochodów półciężarowych, 18 samochodów ciężarowych, 5 ciągników kołowych z przyczepkami.
Dwa ciągniki gąsienicowe, 10 motocykli, 8 rowerów, 8 kuchni polowych, też na kołach, 8 przyczepek warsztatowych.
Stan pułku to 45 oficerów, 34 Francuzów, pierwszych 11 Polaków, 112 podoficerów i 684 szeregowych, połowa podoficerów, większość oficerów, a nawet 300 szeregowych to byli Francuzi.
No i Francuzom śpieszyło się.
Chodzi o to, że wiosną 1919 roku rozpoczął się przerzut błękitnej armii z Francji do Polski przez Niemcy.
Jechały pociągi z żołnierzami polskimi i francuskimi przez znienawidzone Niemcy.
Przez pokonane Niemcy, które jednak jeszcze nie zawarły traktatu pokojowego.
To był rodzaj nacisku, aby także od wschodu szachować Niemcy, które z jakiegoś powodu mogłyby koniec końców odrzucić traktat w Wersalu.
Ale jak wiemy Niemcy się koniec końców ugięli.
Kilka dni wcześniej, w pierwszej połowie czerwca 1919 roku, w transportach kolejowych przybył do Polski także pierwszy pułk czołgów.
Od czerwca 1919 roku mieliśmy na polskiej ziemi 120 pancernych maszyn bojowych.
Podstawową jednostką bojową była kompania, a w kompanii plutony.
Pluton czołgów liczył 5 wozów.
Były to czołg dowódcy plutonu uzbrojony w działo kaliber 37 mm oraz dwa półplutony bądź sekcje po dwa czołgi, każdy uzbrojony bądź w działo bądź w karabin maszynowy.
Plutonem dowodził oficer, sekcjami plutonu i czołgami sekcji podoficerowie.
Załoga każdego czołgu składała się ze strzelca i kierowcy, przy czym to strzelec był dowódcą czołgu.
Czyli kierowca kieruje, a dowodzi obserwator, strzelec, dowódca, siedzący częściowo w wieży, a częściowo w kadłubie za kierowcą.
Struktura polskiej kompanii czołgów obejmowała czołg dowódcy kompanii i trzy plutony, każdy po pięć maszyn, a więc można by policzyć trzy razy pięć i czołg dowódcy kompanii szesnaście czołgów.
Ale zgodnie z francuską modłą, na poziomie kompanii były też czołgi zapasowe.
Przy czym te czołgi zapasowe w liczbie ośmiu sztuk, one się dzieliły na pięć czołgów naprawdę zapasowych i tak zwany pluton eszelonowy.
Ten pluton eszelonowy trzyczołgowy to było coś bardzo nietypowego, dlatego że...
Zgodnie z regulaminem, te trzy czołgi służyły, tu cytat, do podwozów, smarów, materiałów pełnych i amunicji na polu bitwy dla czołgów walczących.
Czyli można by powiedzieć, że mamy 16 czołgów w linii, trzy czołgi zaopatrzenia technicznego, które są normalnymi czołgami bojowymi i pięć czołgów zapasowych.
Razem kompania ma 24 czołgi.
No i pierwszym domem polskiej broni pancernej była Łódź.
Ale dlaczego akurat to miasto?
dlatego, że to było wielkie, przemysłowe miasto, które jednak mocno ucierpiało w wyniku Wielkiej Wojny.
Załamał się system kooperantów, ale nie było co w nich produkować, a przede wszystkim dla kogo.
No więc były hale fabryczne, było trochę maszyn, mogących być przydatnymi w naprawie czołgów.
Wybrano więc Łódź.
Wielkie miasto przemysłowe.
Łódź stała się centrum i zapleczem technicznym pierwszego pułku czołgów.
I tak jak powiedziałem, zwróćmy uwagę na organizację kompanii.
Nasza organizacja kompanii
24 czołgi była nieco uboższą wersją kompanii francuskiej, gdzie tych czołgów było np.
28, gdzie był czołg łączności radiowej, gdzie był pluton czołgów wsparcia artyleryjskiego.
My takich maszyn nie dostaliśmy.
I szerzej tzw.
przydział czołgów na szczeblu dywizji był u nas okrojoną wersją francuskiego.
Francuzi...
chcieli używać i używali czołgów bardziej na bogato.
My dostaliśmy nieco okrojony pół czołgów z okrojoną strukturą batalionową, z okrojoną strukturą kompanijną, ale i tak jak na warunki frontu wschodniego, frontu wojny z bolszewikami, było to absolutne bogactwo.
To była jednostka supernowoczesna w zupełnie przestarzałej wojnie.
No i nasze czołgi, Francuzi i Polacy przybyli do Łodzi.
Dlatego, że kiedy podpisano traktat wersalski, było wiadomo, że armia francuska w przeciągu 6-9 miesięcy zacznie się demobilizować.
Żołnierze mieli dosyć wojny, chcieli wrócić do domu.
Francuzi kończyli swoją wojnę, my naszą dopiero zaczynaliśmy.
więc trzeba było w krótkim czasie przeszkolić nowe kadry i nowych żołnierzy szeregowych podowicerów i oficerów francuskich za kilka miesięcy musieli zastąpić Polscy.
Zaczął się więc wyścig z czasem.
Po pierwsze szkolić w czerwcu, w lipcu, w sierpniu polskie kadry.
Po drugie i na to naciskali Francuzi użyć czołgów w walce jeszcze zanim francuska kadra opuści stanowiska.
Pokazać Polakom jak walczą czołgi, nauczyć ich nie tylko na poligonach
ale na polu walki.
Bezpośrednio twarzą w twarz z przeciwnikiem.
Stąd w połowie sierpnia 1919 roku jedna z kompanii batalionowych, trzecia kompania, została wysłana z Łodzi do Rembertowa celem szkolenia z innymi rodzajami broni.
W Rembertowie od lata 1919 roku zaczęliśmy się uczyć czołgów na poligonie artyleryjskim.
Zaczęliśmy poznawać czołgi.
Ale znowu, szkolenie poligonowe to za mało.
Francuzi rzucili hasło Kompania na front.
Druga kompania w składzie 24 czołgów.
Kompania dowadzona przez francuskiego kapitana Dufour została załadowana na stacji kolejowej Łódź-Kaliska.
To było 18 sierpnia i tego dnia kompania kapitana Dufour siłami 9 oficerów, 107 szeregowych i podowicerów, 24 czołgów, kilku samochodów, kilku przyczepek, ciągników wyruszyła na front.
Kierowano ją w pas natarcia 2.
Wielkopolskiej Dywizji Piechoty generała Konarzewskiego na froncie litewsko-białoruskim.
27 sierpnia 1919 roku w godzinach wieczornych koleją 2.
Kompania Czołgów przybyła na stację kolejową Lida, gdzie znajdowała się w odwodzie, a 27 sierpnia wieczorem koleją przerzucono z Lidy ją na stację Jasień, celem bezpośredniej współpracy na polu walki z 2.
Batalionem 4.
Pułku Piechoty Wielkopolskiej.
Ale rzecz charakterystyczna i typowa dla naszego użycia czołgów w całej wojnie polsko-bolszewickiej.
Czołg w tej francuskiej doktrynie to jest broń, którą używa się w sposób planowy, bez improwizacji.
Czyli należy dokładnie zaplanować termin natarcia, zsynchronizować natarcie piechoty z artylerią i czołgami.
wcześniej prawidłowo sprawdzić teren, wytyczyć kierunek natarcia czołgów, stwierdzić czy teren się nadaje, zapewnić odpowiednie zabezpieczenie logistyczne, to jest zapasy amunicji, części zapasowe, paliwo itd.
Ta metodyczna francuska metoda zderzyła się z polską improwizacją wojny manewrowej na wielkich przestrzeniach.
Kapitan Wojska Polskiego, a porucznik francuskiego, Dafu, on nie był w stanie uzyskać w 2.
Batalionie 4.
Pułku żadnych konkretnych informacji o przeciwniku.
Nie potrafiono nawet określić, gdzie zaczyna się front, w związku z czym kompania ruszyła na pozycję wyjściową...
w otoczeniu własnych, spieszonych patroli bezpieczeństwa.
To znaczy, kompania idzie na pozycję wyjściową na natarcia, nawet nie wie, gdzie dokładnie jest linia frontu, więc czołgom towarzyszą piechurzy z karabinami, z bagnetami, żeby im jacyś bolszewicy zza krzaka nie wyskoczyli.
Nocny marsz w nocy z 27 na 28 sierpnia 1919 roku.
Kompania przebywa ze stacji kolejowej do miejscowości Osow 8 kilometrów.
No i to jest front wschodni.
Idzie piechota, wielkopolska piechota do natarcia, w sensie na razie kolumnami na pozycje wyjściowe.
Jadą czołgi, na końcu jadą samochody ciężarowe z zaopatrzeniem, oczywiście grzęzną, po 6 kilometrach wszystkie się zakopały.
Jeden z francuskich oficerów rekwiruje miejscowe furmanki i sekcja logistyczna składa się teraz z chłopskich furmanek i beczek z paliwem na furmankach.
Idą dalej na pozycję wyjściową, mostek na rzeczce, wjeżdża czołg na mostek, mostek się zawalił.
Ale saperzy rozebrali mostek, podkopali brzegi, czołg udało się wyciągnąć, rzeczka nie była duża, oddziały przemieszczały się dalej na pozycję wyjściową i 28 sierpnia o 2 w nocy nasze czołgi osiągnęły miejscowość Osów, a o godzinie 4.30 4000 litrów benzyny, 150 litrów smarów dojechało na końskich furmankach.
No i to było przygotowanie do natarcia na Bobrujsk.
Po drodze trzeba było opanować kilka wiosek oraz sforsować w walce rzekę Wołczankę.
Nieprzyjaciel bronił się w transzejach, w okopach, miał przeszkodę terenową naturalną w postaci rzeki, ale jeszcze przed świtem około 4.30 oddziały polskie, 2. batalion 4. pułku i 2. kompania 1. batalionu 1. pułku czołgów w ramach działań rozpoczęły natarcie na pozycję wojsk bolszewickich.
Rosjanie mieli artylerię, a z pobliskiej linii kolejowej wspierał ich nawet czasowo pociąg pancerny.
Rosjanie mieli ubezpieczenia przed Wołczanką, a główna ich pozycja obronna znajdowała się za rzeką.
Wraz ze świtem, a zwłaszcza około godziny 6 rozpoczęło się już pełne polskie natarcie.
Na szerokości 900 metrów nacierała jedna polska kompania piechoty i jedna kompania polskich czołgów.
Polskie czołgi i piechota sforsowały rzekę Wołczankę, zdobyły pierwsze bolszewickie okopy.
Co ciekawe, odnaleziono brud.
Polskie czołgi przeszły przez rzekę Brodem, tak rozjeździły brud, że kolejny pluton, próbując przejechać przed nimi, utknął w rzece.
Ale nie miało to znaczenia.
Zdobyliśmy okopy nieprzyjaciela, przeciwnik cofnął się znacząco.
Czołgi, które ukszęzły w rzece, która miała szerokość aż 5 metrów, można było łatwo wyciągnąć przy rzuciu innych czołgów.
Po opanowaniu przedpola i rzeki naprawiono także miejscowy most, po którym przeprawiła się część piechoty i polskich czołgów.
W kolejnych dniach przed południa 28 sierpnia polska piechota zdobywała kolejne wsie.
Bolszewicy stawiali ograniczony opór, wchodzenie do walki poszczególnych plutonów polskich czołgów.
wywoływało w nich po prostu panikę.
Rosjanie uciekali, kiedy wchodziły do walki plutony czołgów Renault.
Już o godzinie 10.30 podeszliśmy na kilka kilometrów bezpośrednio do miasta Bobrujsk.
Do Bobrujska, który miał być radzieckim przyczółkiem na Berezynie, z którego oni chcieli później wyprowadzić kontratak.
Operacyjnie to miasto, jego utrzymanie było bardzo ważne.
Nie spodziewali się jednak, że oddziały polskie użyją czołgów do przełamywania ich pozycji.
Nie wytrzymywali tego także w wymiarze psychicznym, moralnym.
O 10.30 natarcie czołgów wstrzymano, żołnierzom wydano posiłki, dowieziono zaopatrzenie, paliwo i o godzinie 12 w południe natarcie polskiej broni pancernej zostało wznowione.
Koniec końców do godziny 15 kilka polskich czołgów wdarło się do Bobrujska, pozostałe czasowo oczywiście zepsuły się po drodze.
Do wieczora 28 sierpnia 15 czołgów Renault FT było już na ulicach Bobrujska.
Przebywały te czołgi w Bobrujsku bardzo krótko, bo już 1 września 1919 roku na miejscowej zdobytej stacji kolejowej załadowano je na pociąg i odesłano do Wilna, gdzie wytypowano bazę czasową rejon odwodowego wyczekiwania kompanii czołgów, którą można by było wezwać na pole walki w ramach alarmu.
A jakie wrażenie na naszych oficerach zrobiły czołgi?
Czy oni byli w ogóle zadowoleni z efektów ich działania?
Generał Konarzewski był zachwycony użyciem czołgów.
Pisał Bobrujsk dnia 30 sierpnia 1919 do generała Henry, szefa misji francuskiej.
Panie generale, podczas ostatniej akcji mojej dywizji pod fortecą Bobrujsk miałem przyjemność pracowania wraz z kompanią tanków kapitana Dauphoux.
którą pan, panie generale, zechciałeś oddać do dyspozycji generała Szeptyckiego.
Jestem szczęśliwy, panie generale, że mogę wyrazić swój podziw nad ich wspaniałą organizacją, jako też z powodu ich wielkiej wartości taktycznej.
Kapitan Dufu, dowódca kompanii, złożył dowód wielkiej znajomości i ogromnej odwagi osobistej.
Byłbym szczęśliwy, gdyby piękna i wartościowa kompania kapitana Dafu mogła i w przyszłości pozostać w dyspozycji mojej dywizji.
Mam honor złożyć panu generałowi wyrazy najgłębszego szacunku.
Daniel Konarzewski, generał i dowódca dywizji wielkopolskiej.
Jednocześnie telegram gratulacyjny do żołnierzy swego pułku wystosował też jego dowódca, czyli podpułkownik Marais.
Dowództwo frontu litewsko-białoruskiego.
Grupa Wielkopolska rozpoczęła dnia 28 bieżącego miesiąca akcję na Bobrujsk.
Celem zdobycia fortecy tegoż dnia została doprowadzona do skutku.
Twierdza Bobrujsk została zajęta o godzinie 13.20 przy współudziale czołgów.
Zdobyto dwie armaty z amunicją i zaprzęgiem, kilkanaście karabinów maszynowych wraz z amunicją, kilkadziesiąt wagonów i wiele jeńców.
Dokładna zdobycz nie została jeszcze obliczona.
Nieprzyjaciel odchodząc spalił wszystkie trzy mosty i most kolejowy.
Straty jego są bardzo ciężkie.
W tej akcji brały również udział czołgi.
Praca ich była doskonała.
Wespół z oddziałami piechoty stanowiły zamkniętą całość, wobec czego bolszewicy nie mogli mimo największych wysiłków obronić twierdzy.
Dowódca I Pułku Czołgów, podpułkownik Marais.
A komunikat Polskiego Sztabu Generalnego podawał.
Warszawa, dnia 29 sierpnia 1919.
Front litewsko-białoruski.
Na odcinku wschodnim atak naszej dzielnej piechoty, skutecznie wspieranej przez oddziały czołgów, po raz pierwszy użyte w naszych operacjach, doprowadził mimo kilku rzędów zasiek i silnych fortyfikacji do zdobycia dnia 29 sierpnia miasta i twierdzy Bobrujsk.
No i ten nasz debiut zakończył się zerowymi stratami w ludziach i zerowymi stratami w czołgach, ale też wykazał wiele bardzo charakterystycznych rzeczy, które będą już potem i w 1919, kiedy we wrześniu czołgi zostaną skierowane na Dyneburg, a potem w ofensywie na Ukrainę.
wiosną 1920 roku w obronie Białorusi, Litwy, Polski Wschodniej, pod Grodnem, pod Łomżą, pod Białymstokiem, pod Warszawą wreszcie, pod Lwowem na południu.
Przede wszystkim polska kompania czołgów, jedna jak każda później inna, działa w jakimś zakresie jako broń samodzielna.
Piechota uczy się czołgów, uczy się współpracy z czołgami,
Ale nie jest to jeszcze współpraca zbyt doskonała.
Czołgi działają poniekąd samodzielnie.
Ich załogi, kompanie, plutony wsparcia, warsztatowy, zaopatrzenia, no toczą jakby swoją osobną wojnę.
I to niestety troszeczkę nam zostanie na całe 20 lat.
że u nas mamy tą współpracę z piechotą, z innymi rodzajami broni, ale ona jest chaotyczna, czasami przypadkowa.
Dowódcy piechoty, dowódcy kawalerii nie do końca rozumieją znaczenie i rolę czołgów na polu walki, a także ich ograniczenia taktyczne i techniczne.
Wielka improwizacja, fatalny stan dróg, pojazdy gąsienicowe przejdą, ale kołowe nie.
Czołgi rozjeżdżają drogi, czołgi rozjeżdżają brody, czołgi zrywają mosty, czołgi się psują.
Ponad połowa czołgów Renault FT, która brała udział w pierwszej akcji bojowej na Bobrujsk, popsuła się z przyczyn technicznych.
Na przykład zabrudzenia silników, na przykład problemy z układem przyniesienia napędu.
Ale rzecz charakterystyczna, te uszkodzenia wszystkie dawało się naprawić w przeciągu kilkudziesięciu minut, najdalej kilku godzin.
Posiadano części zamienne, posiadano sprawnych mechaników.
posiadano odpowiednie procedury.
Czołgi, które ugrzęzły w rzece, zostały wyciągnięte, scholowane przez inne czołgi.
Jeżeli czołg się jakiś zepsuł, holował go inny czołg.
To wszystko odbywało się w warunkach komfortowych polskiego natarcia, zdobywania terenu, czasu, strachu nieprzyjaciela, pozbawionego środków obrony przeciwpancernej.
Naprawdę niezwykle komfortowo.
W czasie akcji na Dyneburg we wrześniu 1919 roku została użyta druga kompania czołgów.
Wspierała 1 Dywizję Piechoty Legionów.
Działała w ramach grupy operacyjnej generała Rydza-Śmigłego.
Czołgi przydzielono do 1 Brygady Piechoty Legionów podpułkownika Tokarzewskiego.
I znowu był to szturm na silnie umocnioną pozycję przeciwnika.
Najpierw braliśmy Bobrujsk na Białorusi, a teraz braliśmy Dyneburg na Łotwie.
W walkach pod Dyneburgiem powtórzyła się sytuacja.
W nocy z 27 na 28 września...
W ciężkich warunkach nocnych, przy fatalnych drogach, kompania z trudem zajmowała pozycję wyjściową.
Znowu zepsuło się kilka czołgów.
Dopiero o 5.30 rano 28 września udało się zająć pozycję wyjściową.
I te walki z 28 września, one są charakterystyczne.
Mieliśmy znowu zniszczyć nieprzyjacielski przyczółek na przedpolu Dużej Rzeki.
I kiedy czołgi I Plutonu wspierały I Batalion, I Pułku Legionów, to zadanie wykonano poprawnie, częściowo rozbito bolszewików.
Ale potem miał wejść do walki drugi pluton, który miał wspierać drugi batalion pułku, ale nie wszedł do walki, bo nie dowieziono paliwa.
I kiedy czołgów zabrakło, natarcie piechoty się nie udało.
Stopniowo wprowadzano kolejne plutony kompanii.
Zresztą walką w rejonie Dyneburga przypatrywał się osobiście podpułkownik Mare, dowódca pułku.
Rotowaliśmy kompaniami.
Rosjanie walczyli w ten sposób, że kiedy ich przyczółki były likwidowane, wycofywali się za rzekę, niszczyli mosty.
Czasami próbowali utrzymać przyczółki, kontratakowali, wprowadzali armaty strzelające zza brzegów, kontratakowali ogniem pociągu pancernego, a nawet rzucili samochód pancerny.
Wtedy po raz pierwszy doszło do walki polskich czołgów z radzieckim samochodem pancernym.
Do pierwszych tego rodzaju starć broni pancernej obu stron.
Po raz pierwszy byli ranni.
Ogień intensywny, zwłaszcza artylerii za rzeki, ranił trzech żołnierzy, w tym podporucznika francuskiego w polskiej służbie Gattiera, dowódcę plutonu zaopatrzeniowo-warsztatowego.
Ostatecznie dwa dni walk z 27 i 28 września 1919 roku pozwoliły oddziałom polskim na pobicie bolszewików na południowym brzegu Dźwiny, zdobycie ich umocnień, wypchnięcie ich za rzekę.
Były to bardzo ciężkie walki, gdzie nieprzyjaciel używał samochodów pancernych, pociągu pancernego i ognia artyleryjskiego.
Trzech żołnierzy zostało rannych, jeden zginął.
Kiedy to ostrzał armat kal.
75 m spowodował bezpośrednie trafienie granatem kal.
75 m w czołg, nie uzyskał przebicia, ale deformacja pancerza doprowadziła do śmierci kierowcy.
Kapral Brzechczyk był pierwszą śmiertelną ofiarą poległym polskich wojsk pancernych.
Co ciekawe, w tym czołgu jechał i dowodził także podporucznik Jasiński.
Czołg miał defekt techniczny, w związku z czym należało go usunąć.
Podporucznik wysiadł z czołgu, zaczął naprawiać usterkę i w tym momencie czołg został ostrzelany, jego kierowca zginął, on jednak przeżył.
I to były ostatnie walki w roku 1919.
Można by powiedzieć jeden, półtora dnia w sierpniu, dwa dni ciężkich walk we wrześniu.
Całe użycie czołgów w 1919 roku.
Potem przyjdzie rok 1920.
Ciężkie walki, użycie czołgów tak we własnej ofensywie.
potem w kontratakach, wreszcie w defensywie, opóźnianiu wojsk radzieckich idących z Białorusi w kierunku na Podlasie, na Mazowsze, ciężkie walki o Grodno, o Łomżę, wreszcie pod Warszawą Radzyminem.
Ale kiedy spojrzymy na to użycie czołgów, to zauważymy, że one zawsze działały w pewnym rozproszeniu i w pewnym komforcie taktycznym i z ogromną dozą szczęścia.
Ta wojna 1920 roku była jedyna w swoim rodzaju.
Tak jak powiedziałem, w roku 1920 było można wycofywać się na tyłach bolszewików w kierunku własnych pozycji.
Można było naprawiać czołgi pod ogniem nieprzyjaciela, można było je scholowywać.
Czołg Renault FT okazał się zaskakująco łatwy w naprawie, także wynikało to z prostoty jego konstrukcji.
Norbert, no ale skoro mieliśmy takie pozytywne doświadczenia z wojny, no to dlaczego w latach 20. i 30. nastąpił taki regres w polskiej broni pancernej?
Byliśmy państwem biednym, dostaliśmy czołgi z dotacji francuskiej.
Była to broń droga i skomplikowana, w związku z czym my czołgi chcieliśmy posiadać, ale nie miały one dla nas charakteru priorytetowego.
Innymi słowy, czołgi i ich znaczenie na polu walki,
utonęły w naszej percepcji na mazie naszych doświadczeń roku 1919 i 1920, gdzie one się wprawdzie sprawdziły, ale miały charakter czysto pomocniczy.
I zostały uznane zgodnie z francuskimi regulaminami za broń wsparcia piechoty, mimo że wykazały na polu walki możliwości działania samodzielnego.
Po prostu nie było lobby pancernego w Wojsku Polskim, które mogłoby w sposób wyraźny właśnie lobbować za rozwojem tego rodzaju wojsk, niezwykle drogich i mimo wszystko złożonych, skomplikowanych, wymagających wysokiego stopnia politechnizacji społecznej.
No i jednocześnie do czołgów podchodziliśmy niestety już w wojnie 1919-20 z pewną nonszalancją.
To znaczy ta nasza potrzeba manewru, improwizacji powodowała, że nie znajdowali oficerowie wojsk pancernych zrozumienia swoich potrzeb, swoich ograniczeń i swoich możliwości w oczach wyższych dowódców.
Kiedy udał się atak na Bobrujsk w 1919 roku, wszyscy chwalili czołgi.
Ale przecież czołgi zdołały dotrzeć na pole walki w ostatniej chwili w warunkach kompletnego chaosu.
Nie zaplanowano prawidłowo ich marszruty i przygotowania.
Dowódcy wyższego szczebla nie rozumieli specyfiki walki czołgów.
To ujawniło się pod Dyneburgiem miesiąc później, kiedy niektóre polskie ataki załamały się, bo czołgi nie weszły do walki na czas, a nie weszły do walki na czas, bo nie dowieziono paliwa, a nie dowieziono paliwa, bo nikt nie potrafił w sposób prawidłowy
określić terminu natarcia i właściwej marszruty.
A potem dowództwo dywizji Legionów miało pretensje do dowództwa pułku czołgów.
Dlaczego czołgi na czas nie weszły do walki?
Przecież to czołgi miały się dostosować do warunków, jakie panowały na polu walki.
Nie rozumiano, że sprzęt mechaniczny ma swoje ograniczenia, ma swoje procedury.
Że trzeba planować pod możliwości sprzętu,
a nie próbować sprzętowi narzucić własnych ideałów czy własnych potrzeb.
Że to piechota musi się dostosować do osiągnięcia przez czołgi pozycji wejściowych i zabezpieczenia logistycznego.
Czołg musi mieć benzynę, inaczej nie pojedzie.
Musi mieć olej napędowy, inaczej nie ruszy.
Musi mieć smary, musi mieć amunicję.
Tak jak nie da się strzelić z karabinu, jeżeli nie jest załadowany.
Innymi słowy, już w roku 1919, a potem w roku 1920,
Widzimy pewne niezrozumienie technicznego pola walki i technicznych kwestii użycia czołgów na polu walki.
Chaos, improwizacja, wojna manewrowa, ale wojna w warunkach czasu i przestrzeni, który pozwala na wiele i wiele wybacza.
Walka w warunkach bezpiecznych tyłów albo możliwości przynajmniej ewakuacji sprzętu.
Walka w warunkach braku silnej obrony przeciwpancernej nieprzyjaciela.
Walka w warunkach strachu nieprzyjaciela przed czołgami.
To wszystko premiowało naszą broń pancerną w 1919 czy w 1920 roku.
Ale nie wynieśliśmy z roku 1920 obrazu, czy raczej nasza wyobraźnia operacyjna nam nie podpowiedziała, że czołgi...
sprawdzą się w warunkach wojny manewrowej frontu wschodniego.
Przecież marszałek Śmigły Rydz zapamiętał, że czołgi nie dotarły na czas, bo zabrakło im paliwa.
Dowódcy na innych odcinkach czasem pamiętali, że czołgi się spóźniły do natarcia, bo zaopatrzenie oparte o sprzęt mechaniczny ugrzęzło, że mosty nie wytrzymały, że czołgi są kapryśne, że mogą walczyć przez kilka godzin, a potem trzeba je wycofać do odwodu, że często się
że trzeba je naprawiać.
Taki obraz czołgów z roku 1919-1920 jest tylko do końca przecież prawdziwy.
Tak jak powiedziałem, nasze czołgi potrafiły po kilkadziesiąt kilometrów przejechać w określonych sytuacjach taktycznych, wyrywać się z okrążenia, ale inaczej się je oceniało, kiedy one się wyrywały z okrążenia.
Tego nikt nie widział oprócz dowódców odcinkowych, a inaczej, kiedy planowało się własne działania
także przy użyciu i wsparciu kompanii czołgów.
Można by powiedzieć, że nasi najwyżsi dowódcy nie dość dokładnie przeanalizowali użycie polskich czołgów w wojnie z bolszewikami.
Bo gdyby dosyć dokładnie przeanalizowali ich użycie, to by szybko mogli się zorientować, jaki potencjał drzemie w broni pancernej, także w warunkach wojny manewrowej.
No ale przeważyły inne doświadczenia i przeważyły francuskie regulaminy.
No i w koniec końców przeważyło to, że przez wiele lat, zgoła przez kilkanaście lat, jedynym naszym czołgiem bojowym był właśnie czołg Renault FT.
Przez pryzmat taktyczno-techniczny tej maszyny patrzyliśmy szerzej na czołgi bojowe, czyli czołgi lekkie jako takie.
co niestety było częściowo błędne.
Czyli użycie czołgów w wojnie polsko-bolszewickiej, dzisiaj skupiliśmy się na roku 1919, przyniosło niejednoznaczne wnioski i niejednoznaczne rezultaty.
Odnieśliśmy serię wspaniałych zwycięstw taktycznych przy użyciu czołgów, ale ich udział w walce był zbyt szczupły, zbyt ograniczony.
zbyt nieistotny na tle innych rodzajów broni, aby w umysłach naszych wojskowych decydentów dojrzała myśl, jak groźną i jak przyszłościową bronią będzie broń pancerna.
Norbert, dziękuję Ci zatem za tą bardzo ciekawą analizę.
No i do usłyszenia w kolejnym odcinku.
Dziękuję bardzo.
Dziękujemy, że byłeś z nami do końca tego odcinka.
Odwiedź nas na Facebooku, Instagramie, Twitterze lub TikToku.
Wszędzie tam znajdziesz nas wpisując podcast Wojenne Historie.
Do usłyszenia.
Ostatnie odcinki
-
Polacy na frontach drugiej wojny światowej
04.02.2026 06:00
-
Straty załóg okrętów podwodnych podczas II wojn...
02.02.2026 06:00
-
Ilu Polaków zginęło w czasie II wojny światowej...
01.02.2026 15:00
-
Paradoks amerykańskich strat w czasie drugiej w...
30.01.2026 06:00
-
Gość Podcastu Wojenne Historie: Paweł Przeździe...
28.01.2026 06:00
-
Betonowa tarcza. Czy umocnienia są potrzebne?
26.01.2026 06:00
-
Radzieckie wojska pancerne w inwazji na Polskę ...
23.01.2026 06:00
-
Dywizje. Zwodniczy symbol siły
21.01.2026 06:00
-
2. Armia Wojska Polskiego. Między propagandą a ...
19.01.2026 06:00
-
Plan Zwycięstwa. Amerykański plan na wygranie w...
16.01.2026 06:00