Mentionsy

Pokój Zbrodni
16.11.2025 19:10

Odebrała życie synkowi, a później sobie. Młoda, wzorowa policjantka | Pokój ZBRODNI

Do tragicznego zdarzenia doszło pod Środą Wielkopolską. 30-letnia policjantka Sylwia N. zastrzeliła swojego 9-letniego syna, a następnie odebrała sobie życie, używając służbowej broni. Prokuratura po blisko dwóch latach śledztwa ustaliła, że nikt nie przyczynił się do tej tragedii.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 97 wyników dla "Prokuratury Okręgowej w Poznaniu"

Sylwia N. była wzorową policjantką, która od kilku lat zasilała szeregi mundurowych w Polsce.

Wydawało się, że prowadzi w miarę szczęśliwe życie.

Miała pod opieką ukochanego syna, 9-letniego Wiktora, który był oczkiem w jej głowie.

Nic dziwnego, że wszystkie policyjne jednostki stanęły na baczność, kiedy okazało się, że kobieta zaginęła w tajemniczych okolicznościach.

Niewyobrażalnie smutny finał tej sprawy do dziś pozostaje niezrozumiały.

Ja nazywam się Bartosz Wojsa, a to jest pokój zbrodni.

Niedawno minęła piąta rocznica tragicznych wydarzeń, które wstrząsnęły polską policją.

Dokładnie 15 września 2020 roku jedna z funkcjonariuszek, 30-letnia Sylwia N., zniknęła bez śladu.

Jej nieobecność w pracy od razu zaalarmowała koleżanki i kolegów.

Jak relacjonowali w późniejszych zeznaniach, do tej pory Sylwię uważano za wzorową policjantkę, bardzo pilną i pracowitą.

Na co dzień stacjonowała na komisariacie w Swarzędzu w województwie wielkopolskim, zasilając jeden z oddziałów prewencji.

Miała sześcioletni staż pracy i, jak wyliczał Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, zajmowała się m.in.

wypadkami, kolizjami, interwencjami drogowymi.

Kierowała też sprawy do sądu.

Nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się bez słowa zniknąć, a tym razem przestała odbierać telefony, nie odpisywała na wiadomości, nikogo nie uprzedziła o absencji.

Pierwsza skaza na jej idealnym wizerunku, jak mówili przełożeni, od razu zapaliła czerwoną lampkę nad ich głowami.

Była świetnie przygotowana do służby, wysportowana, profesjonalna, oddana swojej misji.

Ceniono ją nie tylko za umiejętności, lecz także za empatię i życzliwość wobec innych.

Dlatego kiedy Sylwia nie pojawiła się w pracy, zdenerwowani funkcjonariusze od razu zaczęli jej szukać.

Relacjonowali dziennikarze Superekspresu.

Szybko okazało się, że policjanci prowadzą poszukiwania nie tylko Sylwii, lecz również jej 9-letniego syna Wiktora,

który był oczkiem w głowie kobiety.

Nerwowa atmosfera dawała się wszystkim we znaki, a służby początkowo bardzo oszczędnie informowały media o przebiegu swoich działań.

Pojawiały się różne plotki i domysły.

Brano pod uwagę co najmniej kilka scenariuszy i potencjalne przebiegi zdarzenia.

Policjantka i jej syn mogli ulec wypadkowi.

Ktoś mógł ich porwać, zrobić im krzywdę.

Chyba nikt nie chciał wierzyć w to, że Sylwia N. z własnej woli dopuściłaby się czegoś złego.

A jednak to ten, wydawałoby się najbardziej nieprawdopodobny scenariusz, ziścił się na oczach mundurowych, kiedy natknęli się na samochód należący do ich koleżanki.

nika niedaleko Środy Wielkopolskiej.

Z ustaleń prokuratury, które prowadziła w tej sprawie postępowanie, wynika, że Sylwia N. zabrała Wiktora na przejażdżkę.

Tak przynajmniej musiała mu powiedzieć.

Nieświadome dziecko wsiadło do auta mamy.

Nie miało powodu, by jej nie ufać.

Tymczasem policjantka w pewnym momencie zatrzymała pojazd w środku lasu i tam, bez świadków, na leśnej ścieżce wyjęła służbową broń.

Najpierw zastrzeliła własnego syna, a potem w ten sam sposób odebrała sobie życie.

Biegły stwierdził u nich urazy czaszkowo-mózgowe, które doprowadziły do zgonu.

Potwierdzał prokurator Łukasz Wawrzyniak z Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Sekcja zwłok zweryfikowała wstępne ustalenia śledczych i przypieczętowała ostateczną diagnozę.

9-letni Wiktor zginął w wyniku strzału w skroń z policyjnego pistoletu, a jego matka Sylwia N. oddała śmiertelny strzał we własną głowę.

Przerażająca scena, którą zastali koledzy po fachu kobiety, do dziś pobrzmiewa w ich głowach.

Na ratunek było już zdecydowanie za późno.

Ofiary leżały w kałużach krwi, bez żadnych oznak życia.

Pozostał smutek, płacz i rozpacz, ale również kołatające się w głowach pytanie, dlaczego do tego doszło.

Niedługo po tragedii reporterzy Superekspresu dotarli do najbliższych Sylwii N., którzy w wielkich emocjach postanowili zabrać głos w tej sprawie.

Jeszcze kilka dni temu widziałam mojego wnuczka.

Był taki zadowolony.

wiła na gorąco pani Stanisława, babcia 9-letniego Wiktora od strony ojca chłopca.

Policyjne i prokuratorskie śledztwo, jak często bywa w historiach dotyczących funkcjonariuszy, było owiane tajemnicą.

Media nieoficjalnie ustaliły, że nic nie zapowiadało tego rodzinnego dramatu, choć przeszłość Sylwii N. wskazywała na jej problemy w życiu prywatnym.

Rozstała się z ojcem Wiktora, który wpadł w konflikt z prawem i samotnie wychowywała syna.

Pozostawała jednak w dobrych relacjach z rodzicami mężczyzny, którzy czasem opiekowali się wnukiem.

Niestety zła passa w życiu uczuciowym Sylwii nadal trwała.

Jej nowy związek także się rozpadł niedługo po zaręczynach.

W przeszłości, jak ujawniono, policjantka mierzyła się ponadto z rodzinną tragedią.

Brat kobiety także odebrał sobie bowiem życie.

Mimo tego wszystkiego Sylwia N. starała się być silna.

I choć służby robiły co w ich mocy, próbując znaleźć odpowiedź na pytanie dotyczące tego, co bezpośrednio doprowadziło do podjęcia przez Sylwię tej dramatycznej decyzji,

to właściwie nigdy nie poznaliśmy kulisów całego zdarzenia.

Nie udało się ustalić, czy ktoś namawiał lub udzielał pomocy w targnięciu się na życie kobiety.

Długa i żmudna praca wielu prokuratorów nie przyniosła wyczekiwanych rezultatów.

Przeprowadzono różne ekspertyzy, przesłuchano łącznie aż 97 świadków, niektórych kilkakrotnie, i nic.

Śledczy analizowali nawet sprawy kryminalne, którymi w pracy zajmowała się 30-latka, lecz to również nie doprowadziło do przełomu.

Prokurator Ewa Woźniak z jednostki w Koninie w rozmowie z Superekspresem rozkładała ręce tuż po tym, jak prokuratura zdecydowała o umorzeniu postępowania.

Nie ustalono powodów popełnienia zbrodni oraz odebrania sobie życia przez policjantkę.

Sylwia N. nie zostawiła po sobie żadnego pożegnalnego listu.

Nikomu nie powiedziała też, co ją trapi i co zamierza zrobić.

Wydawało się, jakby decyzję podjęła spontanicznie.

Czy rzeczywiście tak było?

Czy może funkcjonariuszka wcześniej wszystko zaplanowała?

Czy pojawił się jakiś impuls, który skłonił ją do ziszczenia wstrząsającego planu?

I czy życie musiało też stracić niewinne dziecko?

to zaledwie kilka z wielu pytań, najczęściej pojawiających się w tej sprawie, na które nigdy nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

Sylwia N. została pochowana wraz z synem w jednej trumnie.

Podczas ostatniego pożegnania ksiądz apelował do zgromadzonych, aby powstrzymali się od oceniania kobiety.

Teraz wspominamy nasze ostatnie rozmowy i gesty.

Patrzymy w kliszę swojej pamięci.

Okazuje się, że w życiu nie wszystko jest tak, jakbyśmy chcieli – mówił duchowny.

Nie zapomnimy o nich – deklarowali zgodnie mieszkańcy,

którzy wypowiadali się przed kamerami.

Pani Stanisława, babcia chłopca, wspomina, że w ostatni weekend przed tragedią, kiedy Wiktorek u niej spał, wszystko było dobrze.

Chłopiec zachowywał się tak jak zwykle.

Gdy Sylwia po niego przyjechała, też zachowywała się normalnie.

Co się stało w tamtym lesie?

Nie wiem.

Relacjonowała kobieta.

Na sam koniec głos zabrał jeszcze sołtys, który postanowił ukrócić wszelkie domysły w tej sprawie i plotki, które wśród mieszkańców zaczęły rosnąć na sile.

Na prośbę rodziny sołtys i rada sołecka wydali oświadczenie następującej treści.

Zwracamy się z prośbą do mieszkańców o zaprzestanie rozsiewania plotek związanych z tym wydarzeniem i pozwolenie bliskim w spokoju przeżywać żałobę.

Apelował sołtys Mateusz Ciołek w mediach społecznościowych.

Mimo, że nie dowiedzieliśmy się, co oficjalnie stało za tym, czego dopuściła się kobieta, to w kuluarach mówiło się o jej licznych problemach osobistych, w tym relacjach damsko-męskich, których nie potrafiła w swoim życiu ułożyć.

Nie możemy zrozumieć, dlaczego doszło do tej tragedii, powiedział młodszy inspektor Andrzej Borowiak.

Wydaje nam się, że gdyby nasza koleżanka podzieliła się z kimkolwiek swoimi osobistymi problemami, to być może udałoby się uratować życie jej i jej syna, podsumoww mediach wyraźnie poruszony.

Niestety wygląda na to, że prawda już nigdy nie ujrzy światła dziennego.

Z uwagi na charakter tego odcinka, za chwilę na ekranie wwietli się plansza z numerami telefonów wsparcia w sytuacjach kryzysowych i nie tylko.

Jeżeli czujesz, że z czymś nie dajesz sobie rady i potrzebujesz pomocy, zadzwoń.

To bardzo ważne, by nie bać się prosić o pomoc i reagować również wtedy, gdy tego wsparcia potrzebuje ktoś z naszego otoczenia.