Mentionsy
Skandaliczne zachowanie Policji. Czy w ogóle jej szukali?
Pewnego dnia Sabina Konradt mówi siostrze, że idzie do sklepu. Kiedy mijają godziny, a dziewczyna nie wraca, rodzina zaczyna się martwić i zgłasza jej zaginięcie. Policja jednak jedynie markuje ruchy i nie próbuje jej szukać. Czy ktoś za to odpowie? Czy poznamy jeszcze prawdę odnośnie tego, co stało się z Sabiną?
Chcesz nagłośnić swoją sprawę?
Zapewniamy stuprocentową anonimowość!
Skontaktuj się z nami pod adresem: [email protected]
Wpadnij do nas:
https://instagram.com/kanal.slady
https://www.tiktok.com/@kanal.slady
https://www.facebook.com/kanal.slady
Szukaj w treści odcinka
Ten dzień będę chyba pamiętać do końca swojego życia.
To był najgorszy dzień w moim życiu.
Siostra zgłosiła się do nas dopiero w czwartym dniu od wskazanego terminu, gdy oddaliła się zaginiona z miejsca zamieszkania.
Ja nie oczekiwałam jakiegoś wsparcia, Bóg wie jakiego, ale choć brzmi nawet przyjęcie sprawy jak człowiek, wysłuchanie człowieka.
Przyjąć sprawę przyjęli, ale z takim nastawieniem, jakby chcieli powiedzieć, no dobra, przyjdzie ona z młoda, po prostu za chwileczkę przyjdzie.
Nie jest czynnością obligatoryjną wszczynanie postępowań przygotowawczych mających na celu stwierdzenie, czy zaistniało przestępstwo w przypadku każdego zgłoszenia zaginięcia.
Ja co dzień o nim myślę, ale do tej pory nie wierzę, że ona żyje.
Każdy z nas czasem narzeka na swój los.
Porównujemy się do tych, którzy są młodsi, bogaci i piękniejsi i często nie dostrzegamy, jak wielki błąd popełniamy myśląc w taki sposób.
Sprawa, o której dzisiaj Wam opowiem, potrafi zmienić perspektywę, bo niektórzy nie mają większych szans ani na dobre życie, ani nawet na spokojną śmierć.
Poznajcie kobietę, której życie nie było łatwe ani przez moment i której zaginięcie nie wzruszyło organów ścigania.
Poznajcie rodzinę, której cierpienie nie wystarcza, żeby ktokolwiek spojrzał w ich stronę.
Poznajcie Sabinę Konrad, której los pozostaje jedną wielką niewiadomą.
Bardzo tęsknię za tobą i martwię się o ciebie.
O tym, gdzie jesteś, co robisz, czy jesteś bezpieczna, czy wszystko jest w porządku.
Pamiętaj, że bardzo Cię kocham i zawsze możesz na mnie liczyć.
To słowa z poruszającego listu, jaki napisała do Sabiny jej starsza siostra.
Lato sprzed kilkunastu lat wyryło się bardzo boleśnie.
W pamięć Anity wypaliło niezbywalne piętno.
Skromne życie sióstr z zapomnianego miasteczka na Dolnym Śląsku nigdy nie było usłane różami, ale przynajmniej było wspólne.
Może kojarzycie słowa, życie się toczy, choć świat się zatrzymał.
Mały świat Anity i Sabiny zmienił się bezpowrotnie w pewien sierpniowy poniedziałek.
Pierwszy sierpnia 2011 roku.
Nie mogłabym zapomnieć, szczerze mówiąc.
Ten dzień będę chyba pamiętać do końca swojego życia.
To był najgorszy dzień w moim życiu.
Chcę Ci powiedzieć, że przez te długie lata robiłam wszystko, aby Cię odnaleźć.
Kiedyś Ci powiedziałam, że...
Nigdy cię nie zostawię i będę się tobą opiekować.
Zawsze będziesz dla mnie moją małą siostrzyczką.
Wiązów wita mnie widokiem znanym z setek podobnych miejscowości rozsianych po całej Polsce.
Pośród pól wyrastają nagle kilkupiętrowe bloki, symbol minionej epoki, gdy lokalny PGR był żywicielem i tej nowej.
gdy jego zamknięcie ujawniło wszystkie uśpione problemy obecne w miejscach takich jak to.
W jednym z tych brunatno-szarych budynków mieszkały urodzone w latach 80. siostry.
1 sierpnia 2011 roku Sabina wychodzi z ciasnego mieszkania, które dzieli z Anitą od 25 lat i nigdy już do niego nie wraca.
Siostra pilnowała mi dziecka.
Ja zaczęłam gotować obiad.
Gabysia mi, Sabina mi zostawiła dziecko.
Ja mówię, dobrze, to ja gotuję obiad.
Jak gotuję obiad, to przyjdziesz, to cię zadzwonię i przyjdziesz.
Powiedziała, że dobrze.
W sumie zadzwoniłam, nie odbierała raz, drugi, trzeci zadzwoniłam, ale nie odbierała.
Myślałam, że po prostu, nie wiem, nie słyszę telefonu, że gdzieś to sobie odstawiła.
Dała mi spokój, mówię, przyjdzie, to coś zje.
Dwa małe pokoiki były domem dla trzech pokoleń.
Żyła tam również Gabrysia, córka Anity oraz Mirosław, ojciec sióstr.
Jako dziecko uległ wypadkowi, w wyniku którego utracił pamięć.
Miał kłopoty z nauką, nigdy nie nauczył się czytać ani pisać, ale przez całe życie walczył o zapewnienie bytu sobie i swojej rodzinie.
Dzisiaj pan Mirosław jest schorowanym człowiekiem, a jego sprawność nosi ślady problemów z krążeniem i przewlekłej cukrzycy.
Pan Mirosław z wielkim trudem przypomina sobie tamte dni i z jeszcze większym wysiłkiem mówi o chwilach, które zniszczyły jego rodzinę.
I mówi, na co ja się przejdę, abym wiedział, że już nie pozwolił.
Ale myślę, że nie stanie się, pozwoliłem iść na swacer.
Abym wiedział, że bym nie pozwolił.
Każdego roku w dniu Twoich urodzin
Modlę się o Twoje odnalezienie.
W święta zawsze Cię wspominam i wtedy łzy zalewają moją twarz.
Pan Mirosław nigdy nie opuścił mieszkania, w którym przeszłość jego rodziny wciąż jest namacalna.
Przez lata budował tu przyszłość, która jednak nigdy nie nadeszła.
Przyjechał w siedemdziesiątych latach.
I od tego czasu już wiązł stałe miejsce.
Czyli Ty tutaj się w zasadzie urodziłaś?
To był Wasz dom od początku?
I jaka to jest miejscowość?
To jest mała miejscowość.
Wszyscy się znamy.
Zaginięcie Sabiny oznaczało dla Anity koniec wspólnej drogi nie tylko z siostrą, ale również ze swoim miastem i co za tym idzie, ze swoim ojcem.
Dzisiaj wraca do Wiązowa z ciężkim sercem, bo jej rodzinny dom zamieszkują prawie same duchy.
Ja zaraz w sumie dwa lata później się wyprowadziłam z tego miasta i jestem tutaj rzadko, znaczy rzadko, na tyle dobrze często, żeby tacie pomóc, ale na tyle rzadko, żeby cokolwiek słyszeć.
Tym bardziej, że już nie mamy kontaktów ze znajomymi starszymi, bo my w sumie przyjeżdżamy tutaj do taty, idziemy na grób mamę i wracamy do siebie.
Dawny dom wywołuje w Anicie ból, budzi te najtrudniejsze wspomnienia, ale to też jedyne miejsce, które łączy ją z Sabiną i ich wspólnym życiem.
Jeśli istnieje cień szansy na odnalezienie siostry, rezygnacja nie wchodzi w rachubę.
No pewnie, że tak i będziemy szukać domu, przynajmniej ja, dopóki żyję, nie poddam się.
Tak bardzo brakuje mi naszych wspólnie spędzonych chwil, rozmów z Tobą, ale mocno wierzę, że jeszcze pójdziesz ze mną na spacer.
Twoja siostra Anika.
Czy to możliwe, żeby 25-latka zniknęła bez żadnego śladu, żeby przez 14 lat nie pojawił się nawet najmniejszy trop wskazujący na to, co mogło się z nią stać?
Do zaginięcia Sabiny Konrad doszło w 2011 roku.
Przecież żyjemy w erze elektronicznej inwigilacji.
Zresztą ktoś powinien nawet przypadkiem zauważyć zaginioną.
Tymczasem w uszach Anity i pana Mirosława rozbrzmiewa jedynie nieznośna cisza, która przez te wszystkie lata została przerwana tylko na jedną krótką chwilę.
Czy przez ten czas pojawiły się jakieś tropy, jakieś takie ukłucie, że może jesteście blisko poznania prawdy?
że widziała jakąś tam kobietę bardzo podobną do mojej siostry, więc poprosiłam o zdjęcie, bo chciałam zobaczyć, czy tak naprawdę to jest ona.
Miałaś pewność, że nie?
Dałabym 1000%, ponieważ moja siostra miała znamie, to jest pierwsze.
Fakt, te znamie niewidoczne, jeżeli by miała spodnie.
Po drugie, miała oparzenia na dwóch rękach, w sumie na jednym łokciu i na ramieniu drugim, plus trochę na twarzy.
Coś się wydarzyło?
Tak, graliśmy w piłkę w kuchni i niestety woda się na nią wylała.
Wrząca woda.
Później znów zapadła ta nieznośna cisza, która po pełnym nadziei momencie była jeszcze bardziej ogłuszająca.
Jak zawsze w przypadku rodzin tych, którzy przepadli bez śladu, cisza tylko potęguje niepewność i nie pozwala złapać oddechu.
Często pan w ogóle o niej myśli tak?
Ale do tej pory nie wierzę, że ona żyje.
A czemu pan nie wierzy, że może gdzieś jednak jest?
Ale to jakby nie znać, to nie wiem, co o tym myśleć.
To prawda, że najgorsza prawda jest lepsza niż ta niewiedza?
A wierzysz w to jeszcze, że się dowiesz prawdy?
Czy wierzę?
Słabo to widzę, bo nic nie bym przemawiała za to, że się dowiem, ale chyba w końcu tutaj jesteśmy teraz, w tym programie, żeby chociaż sama dla siebie powiedziała, że zrobiłam wszystko.
Chcielibyście po prostu poznać tę prawdę, prawda?
Znaczy, ja bym wiedział, że nie, że ciało się by znalazło, to bym chociaż pochował.
Zaskoczeniem może być fakt, że Sabina Konrad w lipcu 2023 roku została przez Sąd Rejonowy w Strzelinie uznana za osobę zmarłą.
Ale powód tego rozstrzygnięcia okazuje się prozaiczny, a sądowe postanowienie w żaden sposób nie przybliża do rozwikłania tajemnicy zaginięcia mieszkanki wiązowa.
To była wasza inicjatywa?
Tak, ponieważ wiadomo, że przy każdej dotyczącej sprawy rodzinnej, czyli typu mieszkania, spadku, urzędu, musimy mieć dostęp do siostry.
Siostra nie ma, więc musieliśmy ją uznać po prostu za zmarłą.
Nie ukrywajmy się z biegiem czas.
Na początku miałam nadzieję coraz większą i cały czas wierzyłam w to bardzo mocno.
Ale nie ukrywajmy się, po tylu latach ta nadzieja naprawdę gaśnie z każdym dniem.
Ja już nawet nie chcę wierzyć.
Ja po prostu obiecałam sobie jedno, że chcę ją po prostu znaleźć, żyłą czy martwą.
Ale ze względu na to, że jej obiecałam, że ją znajdę i że jeżeli ją znajdę, to ona musi leżeć koło mojej mamie, koło mojej mamie.
Pora, żebyście poznali Sabinę i zanurzyli się w świat, w którym przyszło jej spędzić 25 lat swojego życia.
Może gdzieś w tym wszystkim kryje się klucz do zrozumienia, dlaczego zniknęła i kto mógł się przyczynić do jej zaginięcia.
Halina i Mirosław Kondratowie mieszkają w Wiązowie, przy starym folwarku w Biskupicach, który po wojnie przyistoczył się w państwowe gospodarstwo rolne.
W PRL-u dawne majątki ziemskie stają się rolniczymi molochami, a całe poniemieckie ziemie odzyskane są nimi usłane.
Wiązów nie jest w tej dziedzinie wyjątkiem, jak wiele dolnośląskich miasteczek opiera się na rolnictwie i przemyśle.
W czasach Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej przybysze z kresów wschodnich zajmują miejsce wysiedlonych Niemców, ale okoliczne ziemie są tak naprawdę mozaiką ludzi z różnych stron.
Mirosław jest Kaszubem, Halina pochodzi z Małopolski.
On zarabia na rodzinę pracując w spalarni śmieci, PGR-ze oraz zakładzie komunalnym.
Ich małe mieszkanko na parterze dwupiętrowego betonowego klocka szybko wypełnia się śmiechem dwóch dziewczynek – Anity i Sabiny.
Dzieciństwo sióstr przypada na czas transformacji, który brutalnie weryfikuje socjalistyczną rzeczywistość.
Dwutysięczna społeczność wiązowa musi przyzwyczaić się do trudnych czasów, ale Anita i Sabina nie przejmują się problemami dorosłych, mają jeszcze na to całe życie.
Na początku lat 90. zajmują się przede wszystkim poznawaniem zakamarków biskupic i wiązowa.
Wiązów wie co u nas słychać, a my wiemy co i wy wiązowie słuchacie.
W mieście.
I tak było od zawsze.
Jak byliście jeszcze na przykład młodymi dziewczynami, jeżeli chodzi tutaj o, nie wiem, dzieciaki w podobnym wieku, to się zbieraliście razem.
To tak było, że wszyscy się z okolicy trzymali.
Do takiego małego mieszkania, w którym żyjesz, chyba na głowę.
No właśnie, bo tu, gdzie jesteśmy w tym mieszkaniu, no to tu żyliście całe życie, tak?
W tym pokoju?
Kto mieszkał w tym pokoju?
Dwie córki było tu, z żoną, a mój sam z małym się gniedził.
Innego wyjścia nie było.
Jak pan pamięta swoją córkę?
Jakieś takie miłe wspomnienie może?
W życiu nie narzekał.
Ani Słowa nic nie powiedziała na kogoś.
Aby nie w dobra była, to by... Ciężko mi wypowiedzieć.
A ile lat między Tobą i Sabiną było różnicy wieku?
Nie czułam tej różnicy wieku.
Czyli raczej jak rówieśniczkę traktowałaś Sabinę, tak?
Oczywiście, że tak.
To miałyście wspólne grono znajomych?
Jak to wyglądało?
Nie, niestety nie mieliśmy aż tak takiego grona znajomych, ze względu na to, że uczło się w szkole z internetem.
Czemu w sumie akurat tamta szkoła?
Nie dało się na przykład tutaj gdzieś w Wiązowie, żeby chodziła i nie musiała się wyprowadzać?
No niestety nie dało rady ze względu na to, że okazało się, że ona jest niepełnosprawna intelektualnie.
i potrzebna nauka specjalistyczna w Skoroszowicach.
Konieczność nauki w leżących o pół godziny od Wiązowa Skoroszowicach jest podyktowana niepełnosprawnością Sabiny.
Ale warto pamiętać, że w tamtych czasach szkoły z internatem są popularne, szczególnie na prowincji.
Stanowią często jedyną szansę na edukację dla dzieci pochodzących z peryferyjnych wiejskich terenów.
Urodzona w 1986 roku Sabina orzeczenie o konieczności realizowania obowiązku szkolnego w szkole specjalnej otrzymuje niecałe 8 lat później.
Czytamy, że dziewczynka jest upośledzona umysłowo w stopniu lekkim,
ma liczne dysfunkcje rozwojowe i nie posiada umiejętności szkolnych na poziomie sześciolatka.
Pomimo dobrego stanu zdrowia ma zaburzoną funkcję analizy i syntezy słuchowej, opóźniony rozwój integracji wzrokowo-ruchowej i poważnie zaburzoną mowę.
Po ukończeniu gimnazjum Sabina kontynuuje naukę w Szkole Zawodowej Specjalnej na kierunku Ogrodnik.
Pomimo tego, że nie uczy się dobrze, nauczyciele zwracają uwagę na jej talent do prac związanych z ogrodnictwem oraz spokojny i ułożony charakter.
W szkolnych dokumentach pojawia się także adnotacja o bardzo ciężkich warunkach mieszkaniowych i materialnych rodziny Konratów, które czynią z internatu niemal konieczność.
Niestety musieliśmy zadziałać, tym bardziej, że dojazd do szkoły nie był wygodny.
i dla bezpieczeństwa jej po prostu była w internacie.
Cały tydzień od poniedziałku do piątku chodziła do szkoły w Skoroszowicach w internacie, w piątek wracała do domu.
Po południu, no i weekend byliśmy już wszyscy razem.
Przyjeżdżała na weekendy do domu?
Na weekendy.
Jak wtedy te weekendy Wasze wyglądały?
Tęskniliście pewnie za nią po całym tygodniu.
To dziwiadomo.
Z dokumentów szkolnych i medycznych możemy wyczytać, że niepełnosprawność dziewczyny pogłębia się.
O ile w 1994 roku orzeczony był stopień lekki, o tyle w 2003 roku mowa jest już o stopniu umiarkowanym.
12 miesięcy później pojawia się orzeczenie o znacznym stopniu niepełnosprawności.
Ciekawa jestem, jak wygląda rzeczywistość dziewczyny z niepełnosprawnością, która żyje na polskiej wsi na początku XXI wieku.
A czym się objawiała ta niepełnosprawność?
Jak to wyglądało tak w praktyce?
W praktyce wyglądało to, że ona sepleniła, to, że miała pomysł z czytaniem, z pisaniem.
Znaczy pisała, wiadomo, ale to już nie było takie...
jak powinno być, miała problemy z nauką ogólnie.
W życiu już dorosłym, załatwienie sprawy urzędowych, no to już wiązało się z tym, że po prostu ktoś musiał z nią iść i po prostu to załatwić, bo ona nie rozumiała zagadnień, co tam pisało i tak dalej, więc... Tylko to było niepełnosprawnością, bo fizycznie była zdrową i życzliwą osobą.
No właśnie, a jak w takim kontakcie międzyludzkim, czy można było na przykład poznać Sabinę i nawet nie zorientować się, że tutaj jest jakiś może problem, że wymaga jakiejś tam specjalnej szkoły z rówieśnikami, czy ona odstawała na przykład od rówieśników też tak w kontakcie na przykład tutaj?
w okolicy, na podwórku?
Jedyną wadą, która była słuchać, bo to było słuchać, była straszna, straszne zaplanienie.
My jako rodzina już wiedzieliśmy, tak w sumie rozumieliśmy ją.
Już wiedzieliśmy, co ona mówi do nas, ale osoba taka, która przychodzi, no to miała problem ze zrozumieniem jej.
A miała dużo tutaj znajomych na przykład w swoim wieku, czy właśnie raczej się wolała trzymać z młodszymi?
Lepiej się z nimi dogadywała, co?
No właśnie.
Czy na przykład rówieśnicy też ją odrzucali, czy na przykład próbowali z nią?
Próbowali.
Ja to widziałam, próbowali cały czas.
Ja nie mówię, że ona nie była w ogóle w towarzystwie, bo była, chodziła na spacer i tak dalej.
tak by stroniła od nich tak naprawdę, nie lubiła kontaktu.
Mi się wydaje, że właśnie przez to, że przez tą wadę wymowy tak się bardziej wycofywała z tego, że po prostu no może miała dosyć, jak się ktoś pytał, co mówiłaś, co mówiłaś, powtórz.
Mi się wydaje, że tak, to po prostu było takie wycofywanie się ze względu na swój komfort.
Nauka Sabiny w szkole zawodowej zbiega się w czasie z okresem, który każdego z członków rodziny Konratów pozostawi poranionym już na zawsze.
Pod koniec 2004 roku na Sabinę, Anitę i Mirosława spada ogromny cios.
Po ciężkiej walce z rakiem odchodzi ich opoka Halina.
Mama wcześniej to wszystko trzymała w kupie.
Tata dużo pracował, prawda?
Tak, tato pracował bardzo dużo.
Mama nie pracowała ze względu na to, że to jest małe miesteczko.
W sumie nie było tak pracy.
Jak pracowała, to krótko.
Niestety później zachorowała bardzo ciężko i opiekowaliśmy się z Sabiną, mamą, jak tylko mogliśmy.
Tak, proszę Pani, było ciężko, bo to naprawdę była jedyna moja taka przyjaciółka, gdzie... Już nigdy nie będę miała takiej przyjaciółki.
Ból musiałam schować tak naprawdę w kieszeń, szybko wydorośleć i zająć się moją siostrą.
I przyszło ci stanąć w roli mamy trochę, tak?
Nie wiem, traktowałam w sumie jak córkę tak naprawdę.
A ten czas, kiedy pan został sam z dziewczynami, jak sobie radziliście?
W cel robił, w delegację.
Gdzie robota była, to się jechało i się nie wracało.
Dziewczyny musiały sobie trochę same radzić, tak?
No ale były zaradne, zawsze sobie radziły.
Bo mówi Pan, że pracował Pan różnie, najczęściej fizycznie, prawda?
Od rana do wieczora zbrojenie kręcić, osiarunki, beton wylewać, potem mosty.
To jest taki moment taki dosyć przełomowy dla Was wszystkich i dla Ciebie, bo Ty wchodzisz w dorosłość.
Sabina niedługo później też zaczyna kończyć szkołę, prawda?
Wraca do domu na stałe.
Jak wygląda ta codzienność wtedy?
Nie powiem, że była na początku.
No pierwsze miesiące były dla mnie trudne, bo...
Mimo tego, że byłam młoda, nie umiałam gotować dokładnie, więc tak naprawdę musiałam się nauczyć wszystkiego, ogarnąć to wszystko, mieć wszystko na głowie.
Plus jest siostra, która wymaga, jakby nie było, większej rozmowy.
No i ja już zaczęłam też pracować w sumie, więc też pracowałam, więc gdyby nie to, że tato wracając z delegacji bardzo pomagał, sąsiedzi też pomagali.
A Sabina jak się w tym odnajdywała?
Wiadomo, że to przeżyła bardzo mocno.
Nie mówię, czy mniej, czy więcej, bo to nie mi oceniać, kto przeżył mocniej, ale przeżyła strasznie.
Ja z nią dużo rozmawiałam.
Starałam się z nią jakoś tam pocieszać i tak dalej, być koło niej, trwać koło niej.
więc jakoś dała radę.
A ty mniej więcej wiedziałaś, jak wygląda to jej życie tam w internacie?
Co ona wtedy robiła w tamtym czasie?
Została z koleżankami, no to wiadomo, bo to nie tylko ona była w internacie, więc tak naprawdę drugą rodziną, można by tak położyć w sumie, była jej szkoła, więc spędzali tam razem, bawili, uczyli.
A lubiła swoją szkołę, Sabina?
Co mówiła?
Na początku tak, ale później mi się wydaje, że z biegiem lat po prostu już była zmęczona tak naprawdę i chciałaby po prostu być w domu tak naprawdę.
I już tak na końcu widziałam, że już po prostu nie chcę, no ale... Ale udało się.
Była cały czas w domu.
A gdzieś pracowała, czy raczej była cały czas... Miała rentę.
Jesienią 2006 roku Sabina otrzymuje orzeczenie o trwałym i znacznym stopniu niepełnosprawności.
Jest wydane na stałe, a 20-latka może otrzymywać rentę.
Jej pomoc w domu właśnie teraz okaże się nieoceniona, a Sabina udowodni siostrze, że ich role mogą się nieoczekiwanie odwrócić.
Halina Konrad odeszła dwa lata temu, a jej strata pozostawiła w każdym z członków rodziny ziejącą pustkę.
Ale nawet w tak trudnych warunkach, w jakich przyszło im funkcjonować, może pojawić się promyk, światełko w tunelu.
Sabina wraca do domu.
Ty też tutaj jesteś, zaczynasz pracować, no ale też niedługo później pojawia się twoje pierwsze dziecko, Gabrysia.
Tak, pojawia się moje pierwsze dziecko.
I tu właśnie był naprawdę duży problem, bo musiałam szybciej wrócić do pracy po porodzie.
I tutaj wkracza właśnie moja siostra.
Dobre serce, przecudowna kobieta, siostra, ciocia.
gdzie pomaga mi nieziemsko, bo w czasie, kiedy ja jestem w pracy, czy na nocy, czy na pierwszej, czy na drugiej, opiekuję się nim.
Siostra nie musiała iść do pracy, ponieważ dostawała rentę ze względu na jej niepełnosprawność.
I mieszkacie tu, w tym mieszkaniu?
Ona przede wszystkim naprawdę kochała dzieci i to było widać.
I się to wszystko układa.
I jeszcze ona jest szczęśliwa przy tym, prawda?
Bo jak oglądam zdjęcia, to ja widzę wszędzie właśnie Sabinę obok Gabrysi.
Prawie na każdym zdjęciu są razem.
Jedno i drugie za sobą przypadało, tak że nawet ciężko to wyrazić, bo córka moja uwielbiała ją.
I to było widać i czuć było na każdym kroku.
Czyli Sabina jest po prostu taką twoją drugą ręką, drugą mamą trochę dla Gabrysi.
Dokładnie, bym powiedziała, że to jest druga mama.
Czyli ta Sabina, którą ty musiałaś się opiekować, nagle robi to, co ty robiłaś dla niej.
Lubiła dzieci, opiekowała się tutaj młodszymi?
Dogadywała się z nimi?
Tu od sąsiadów każdego wychowała.
Oczywiście, w tej beczce miodu musi pojawić się łyżka dziegciu.
Tata Gabrysi nie uczestniczy w jej wychowaniu, więc Anita musi toczyć codzienną walkę z rzeczywistością, żeby zapewnić byt nie tylko sobie, ale również dziecku.
Sabina pomaga jak tylko może, chociaż w późniejszych zeznaniach świadków pojawią się informacje, że wcale nie jest zadowolona ze swojej roli drugiej mamy, a pomoc przy dzieciach niekoniecznie jest jej wielką pasją.
Siostry czasem nie są w stanie utrzymać nerwów na wodzy i Anita ze swoim wybuchowym charakterem potrafi naskoczyć na Sabinę.
Co więcej, uważa, że młodsza siostra jest faworyzowana przez ojca, który też nie jest człowiekiem bez wad.
Pan Mirosław szuka nieco zbyt często pocieszenia po zmarłej żonie w pełnym szkle.
Nie ma bliskich kontaktów z córkami z powodu ciągłych wyjazdów do pracy i swoich ograniczeń, ale podkreślmy jedno, nie ma żadnych powodów, aby wątpić w jego wielką miłość do córek.
Te wszystkie cienie nie są niczym dziwnym w realiach zapomnianego miasteczka z pierwszej dekady tego tysiąclecia.
Cała czwórka mieszka na 20 metrach kwadratowych, co musi rodzić konflikty.
Nierówny bój z codziennością, który na pewno pamięta każdy, kto dorastał na przełomie wieków w Polsce, każe skupić się na walce o przetrwanie.
Na szczęście obecność małej Gabrysi wlewa otuchę w serca wszystkich domowników.
Pamiętajmy o jednym – Sabina to młoda kobieta, której nie można odmówić urody, chęci poznawania świata i zwykłych pragnień.
Na pewno nie chce czuć się zamknięta w klatce przez własne ograniczenia i rodzinne nakazy.
No i jak Sabina zaczęła dorastać, była coraz starsza, to nie miałaś takiego poczucia, że może chce zacząć żyć tak trochę po swojemu, że może chce być dorosła?
To, że ona chciała być dorosła, to ja już od dawna wiedziałam.
Zawsze podkreślałam, że ona już chce być ta dorosła.
Na pewno.
Czy wiem jakie?
Na pewno chciała mieć rodzinę.
Do tego dążyła, poznawając innych ludzi.
Zawsze mówiła, że chce mieć właśnie męża, dwójkę, trójkę dzieci.
Odtworzyć to, co miała, co kochała najbardziej.
Że chciała ma się mieć szczęśliwą rodzinę.
Zawsze kochała dzieci, odkąd pamiętam.
A co Sabina lubi robić w wolnym czasie?
Ma jakieś zainteresowania?
W sumie to chyba tak nie miała takiego swojego hobby.
Jak już miała wolne, to wolała pójść na spacer po prostu.
Miała swoje miejsca, gdzie uwielbiała tam po prostu chodzić, siedzieć, patrzeć, obserwować.
Czyli potrafiła po prostu wyjść z domu?
Lubiła sama spacerować?
Nie, że zawsze, bo czasami się zdarzali tam znajomi, ale przeważnie to było tak, że po prostu lubiła chodzić sama.
To była Tama Zworowicka, rzeka, to było boisko, stadion piłkarski, to było miasto i do mamy.
I Ty znałaś te miejsca, wiedziałaś, że ona tam bywa, tak?
Każdy wiedział o tym, że... I każdy... Skąd to wiedziałaś?
Ona na przykład mówiła, że idę na przykład tutaj i zawsze informowała, że idę dzisiaj na tamę, idę na grób?
Tak, przeważnie mówiła, gdzie ona chodzi.
Więc po tych wszystkich miesiącach, latach już nauczyłam się, że tam woli najlepiej chodzić.
A właśnie, takie samotne wychodzenie.
Często Sabina wychodziła gdzieś sama?
Że na przykład mówiła, wychodzę i wrócę o tej i o tej godzinie.
I mówiła zawsze, kiedy wróci?
To było takie informowanie was?
Nie, nie mówiła, kiedy wróci.
Zawsze mówiłam, że jak będziesz coś to odpoczywać, no to radzę i do domu.
Wiadomo, że jak byłoby już późno i było ciemno, no to już mówiłam, masz wrócić.
I starała się nie przekraczać tam jakiejś tam godziny późnej, żebym się nie martwiła o nią.
No ale zawsze dzwoniła.
Dzwoniła, czyli miała telefon zawsze przy sobie, tak?
Tak, nawet dwa.
Nawet dwa.
Czemu dwa?
Nie wiem, szczerze mówiąc, do tej pory się nie dowiedziałam, dlaczego dwa.
Chciała dwa, kupiła sobie dwa, no i miała.
W ogóle po co jej te telefony były najczęściej?
Do czego ich używała?
No oczywiście, że tak, bo mimo tego, że już nie była w szkole, zawsze miała jakieś tam kontakty.
Tak przynajmniej podejrzewam, bo nie starałam się ją kontrolować moim zdaniem, że każdy ma mieć prawo do swojej prywatności.
Chciała to mówiła, nie chciała to nie mówiła.
Plany często gęsto słyszałam, albo pisałam, albo rozmawiałam, no to wiadomo, że to ze znajomi ze starej szkoły.
Czyli to nie byli znajomi związowa, tylko raczej ze szkoły, tak?
Z nimi się kontaktowała, mimo że już skończyła ją.
I tutaj właśnie zaczynają się schody, bo mimo tego, że mieliśmy bardzo dobrą relację i bardzo czuliśmy się dobrze w swojej relacji, ale ona była skryta.
Ciężko było wydobyć z niej jakiekolwiek informacje na cokolwiek.
I był moment, że coś tam pisała, uśmiechnęła się, ja mówię, no to co, poznałaś kogoś?
Nie twoja sprawa.
Więc tutaj było takie...
Tak, ona była, tak jak mówię, ona była strasznie skryta.
Nie lubiła wywlekać swojego takiego wewnętrznego ja na światło, ze mną rozmawiając.
Chyba, że już naprawdę bardzo się źle czuła w jakiejś tam sytuacji, no to przechodziła i wtedy rozmawialiśmy, ale...
Pewnie, że to tak.
Przecież to była młoda dziewczyna, jak nie było, więc zawsze jakieś tam rozterki były.
Zbliżamy się do dnia, kiedy Sabina na zawsze zniknie z wiązowa.
Owszem, w 2011 roku to już 25-letnia kobieta, jednak wyjątkowo podatna na wszelkie pułapki stawiane przez otaczający ją świat.
No i jak wygląda taka codzienność, taka typowa wasza przez te lata, jak Sabina już jest dorosła?
Codzienność jest taka, że się zawsze wymienialiśmy zadaniami, tak?
Raz ja sprzątałam, raz ona sprzątała, raz ja gotowałam.
No dobra, załóżmy się, że ona nie gotowała, no bo po prostu nie umiała.
Ja starałam się faktem i tam pomagać, ale no nie wychodziło, więc ja miałam te dobre serducho i mówię, no dobra, to zostawiam, gotuję.
No ale tak w sumie, no, wspólne wieczory, rozmowy.
Chcesz przerwę?
Potrzebuję po niebezpieczeństwo.
Wiem, wiem.
Właśnie te wspomnienia są najgorsze, prawda?
No ale dobra, Wiązów to jest mimo wszystko mała miejscowość.
To nawet jak Sabina się do czegoś nie przyznała, to nie było tak, że tam, a ktoś Ci tam może powiedział, że tam gdzieś Sabinę z kimś widział, a może tutaj, że ktoś powiedział, że z kimś się spotyka.
Może ze względu na to, że ja po prostu nie miałam czasu.
Wszystkie znajomości, które ja miałam, to odbywały się w tym gronie domowym, bo przychodzili do mnie.
No i skończyło się przecież wychodzenie na spacery z koleżankami, bo czas, dziecko, praca, obowiązki wszystkie.
Więc też nie miałam czasu na plotki tak naprawdę.
Z akt sprawy można wyczytać, że Sabina utrzymuje towarzyskie relacje głównie z jedną koleżanką ze szkoły specjalnej oraz z jedną koleżanką z sąsiedztwa.
Czasem kontaktuje się też z ciotką od strony mamy mieszkającą w centrum Wiązowa i z matką chrzestną żyjącą we Wrocławiu, czyli siostrą pana Mirosława.
Jednocześnie młoda kobieta ma tajemnice przed swoimi najbliższymi, oczywiście jeśli za takowe można uznać intymne relacje dorosłej kobiety z mężczyznami.
ktoś to wykorzystywał, że, nie wiem, albo że Sabina na przykład była ufna nad wyraz, że nie rozumiała na przykład, że ktoś może mieć złe intencje.
Czy widzieliście czasem takie zagrożenia, że mogą płynąć z tego, jaka jest?
Ale oczywiście, ona była strasznie naiwna, taka, może to jest brzydkie słowo, naiwna, ale była łasa na komplementy.
Kurczę, na pewno dałaby się zmanipulować komuś, kto by chciał jej zrobić krzywdę.
Nie baliście się czasem, że po prostu trafi się ktoś, kto będzie chciał to wykorzystać?
Ja przede wszystkim.
Rozmawialiśmy, tłumaczyliśmy, ja tłumaczyłam.
Tylko tu też właśnie ta niepełnosprawność działała w ten sposób, że ona nie wszystko przyjmowała tak jakby do siebie tak naprawdę, więc ona mam wrażenie, że żyła z dnia na dzień.
Że miała takie trochę podejście takiego dziecka trochę, że nic mi nie grozi, świat jest okej, nie ma złych ludzi, że mogła tak przez różowe okulary patrzeć na świat, tak?
Podejrzewam, że gdyby ktoś, mężczyzna jakiś podeszedł i powiedział, ale jesteś piękna, ładna i tak dalej.
chodź się zabierz ze mną, no nie wiem, no może by poszła, ale może nie, ale no na pewno by zrobił na niej bardzo duże wrażenie i już by na pewno ona szła w ten kierunek tamtego mężczyzny.
Jak się okazuje znacznie później, Sabina od wielu miesięcy spotykała się z żonatym mężczyzną, mieszkającym w odległości 4 km od jej domu, niegdysiejszym sołtysem.
Jest starszym o niemal 30 lat alkoholikiem z poważnymi problemami zdrowotnymi i głębokimi ograniczeniami umysłowymi.
Tak 52-latek opisywał znajomość z upośledzoną umysłowo 25-latką.
Chyba w 2010 roku poznałem młodą dziewczynę Sabinę, ale nie wiem jak ona miała na nazwisko.
Ja wtedy jechałem szambiarką i pomyślałem, że ona chce, żebym wyciągnął szambo i się zatrzymałem i zaczęliśmy rozmawiać.
Po około tygodniu umówiliśmy się na spotkanie.
My się spotykaliśmy przez rok czasu, ponad rok, a ruszaliśmy się dwa razy w miesiącu.
Jak my się spotykaliśmy, to nie rozmawialiśmy ze sobą.
Sabina tylko mówiła, że pilnuje dziecka siostry, że ma dość tego pilnowania, a siostra każe jej pilnować tą małą.
Ona mówiła też, że musi brać leki, bo jest chora.
Dodaję, że Sabina nigdy nie była wobec mnie wylewna.
Najczęściej to był tylko numerek i wszystko.
Można wysnuć mało ryzykowną tezę, że upośledzenie Sabiny odgrywa znaczną rolę w tym, że do kontaktów z tym czarującym mężczyzną w ogóle dochodzi.
Natomiast on sam zwraca później uwagę na inny trop związany z zaginięciem Sabiny.
Po tym jak była u mnie policja i było głośno w Jązowie o jej zaginięciu, to ja się dowiedziałem od kolegi, że Sabina była widywana z Ukraińcami, którzy robili chodniki na Biskupicach.
I możliwe, że z nimi gdzieś wyjechała.
Nie wiem, może ci robotnicy zabrali ją do ukraińskiego butelu.
Nie wiem, gdzie ona się podziała.
Anita od samego początku zwraca uwagę na ekipę, która latem 2011 roku remontowała drogę prowadzącą z domu Kondratów do Wiązowa.
W tamtym czasie, kiedy ona zaginęła, pracowała grupka Ukraińców i oni zaczepiali wszystkie młode kobiety.
I że każda inna by po prostu mogła sobie przejść dalej, ale Sabina mogła sobie wziąć to do serca.
O, Sabina właśnie, że nie.
Moja teoria brzmi jedno i ja to nie kryję, że te osoby mogą mieć coś wspólnego, ponieważ zaczepiali młode dziewczyny, ponieważ Sabina tam z nimi siedziała, ponieważ 1 sierpnia oni kończyli pracę i już ich nie było.
W ten sam dzień się po prostu ulotnili tak naprawdę, bo skończyli pracę, więc zakończyli i wyjechali.
W którym miejscu była ta budowa, na której oni pracowali?
Ta droga jest nawet połączona z jej ulubioną drogą.
Czyli musiała ich mijać wtedy, tak?
Czy stadion właśnie też tam oni.
Więc to jest w połowie, a w sumie ścieżki do tych miejsc, gdzie oni robili.
Pamiętasz, ilu to było mężczyzn, w jakim oni byli wieku, w ogóle jakiekolwiek informacje, które mogłyby przybliżyć nas do ich tożsamości?
Było ich około, nie wiem, 10, bo 10 na pewno.
Sabina by podała, prawda?
Ale oni wszystkich, wszystkie młode dziewczyny zagadawali.
Mnie już przestali, bo ja się nie dawałam.
Aha, w ten sposób.
Takie od razu one były nakierunkowane, tak?
Dokładnie, tak to już było wiadomo.
I Ty masz obawy, że Sabina by tego nie odebrała jako jakieś takie wulgarne zaczepienie, tylko jako wow, ja im się podobam.
Dla Ciebie to jest ta najbardziej prawdopodobna wersja, prawda?
Wiemy, że co najmniej kilka osób potwierdziło fakt zuchwałości ekipy remontującej główną drogę w Wiązowie.
Co więcej, Sabina była widziana w ich towarzystwie podczas przerwy śniadaniowej, którą codziennie spędzali przy starym młynie.
Ale prawdziwą rewelacją jest potwierdzony przez trójkę sąsiadów zażyły kontakt kobiety z jednym z budowlańców.
Gdy zarówno Anita, jak i pan Mirosław są w pracy...
PGR-owski blok odwiedza krótko ostrzyżony mężczyzna.
Przychodzi w okolicach 10 rano i udaje się wprost do mieszkania Kondratów.
Sąsiadka twierdzi, że... On chodził do niej w zasadzie każdego dnia.
W tym czasie w mieszkaniu nie było ani ojca, ani siostry.
Tylko ta siostrzenica, ale wtedy była mała.
Poza tym, że ten mężczyzna wchodził do ich mieszkania, to ja ich razem nie widywałam.
Gabrysia, pozostająca wtedy pod opieką Sabiny, wspomina coś dziwnego.
Pamiętam, że jak byłam mała, to miałam wrażenie, że u cioci śpi jakiś mężczyzna.
Ale ja nie wiem, czy to była prawda, czy mi się to śniło.
Jeszcze się pojawia inny wątek.
Wątek czarnego BMW na niemieckich tablicach rejestracyjnych.
Tylko, że z drugiej strony ja się faktem przestraszyłam, bo była sytuacja, gdzie siostra mi mówiła, że jeździ za nią te czarne BMW na niemieckich rejestracjach.
Nie jestem w stanie powiedzieć, czy to niemieckie, czy to zagraniczne, jakiekolwiek.
ale z drugiej strony sąsiedź całkiem niedaleko miał też BMW, nim jest czarny, czy jakikolwiek, bo on sprowadzał sobie na skup jakieś tam samochody zagranicę, więc nie oszukujmy się, tutaj tych samochodów było nawet sporo, jeżeli on sprowadzał, no to jeździli, więc to też mogło być
Ale Sabina to przedstawiła tak jakby, że bała się czegoś.
A czy Sabina w ogóle była osobą strachliwą?
Czy to było naprawdę takie nietypowe?
To było nietypowe, fakt.
Bo ona nie była z tych lękliwych.
I fakt, przestraszyłam się strasznie, ale staraliśmy się jakoś tak funkcjonować, wytłumaczyć sobie, że ja mówię, no ale może tam po prostu sąsiedzi kupili samochód kolejny.
Nie pamiętam dokładnie, ale podejrzewam, że kilka miesięcy.
Czy czarna beta na niemieckich blachach to dolnośląska wersja miejskiej legendy o czarnej wołdze?
Dla Sabiny może to być projekcja jej autentycznych lęków.
Jeden z sąsiadów przytacza historię z początku lat 90.
A zdarzało się, że Sabina na przykład gdzieś pojechała, nie mówiąc nikomu i zaskakując was?
No oczywiście, że tak.
Nieważne, że nie poinformowała, poinformowała mnie na trzy dni później.
Na pewno byłam już w pracy, bo po pracy przyszłam, patrzeń nie ma, no i zobaczyłam w domu, że późno jest, na pewno jej już nie ma, więc pierwsze co robiliśmy, zawsze patrzyliśmy, czy jest portfel dowód i tak dalej.
No to już nie było portfelu dowodu, no to już tak, no przypuszczaliśmy, że gdzieś tam pojechała.
Na początku była obrana moja ciotka, która mieszkała właśnie we Wrocławiu, więc byliśmy przekonani, że tam pojechała.
No okazało się, że nie, no i było już szukanie i martwienie fakt.
Była zgłoszona na policję, że zaginęła, no bo wiadomo, że jak już nie odbiera, nie wiemy gdzie jest, no to było zgłoszone.
Ale nie informowała mnie tylko dlatego, że się bała mnie poinformować.
Bo jej nie pozwolisz jechać.
I powiedziałam, że jak jeszcze raz mnie raz ucieknie, to ją przywiąże po prostu do nogi i będzie ze mną łazić.
Wróćmy do 1 sierpnia 2011 roku.
Jak wiemy Sabina jest na spacerze z Gabrysią, a potem postanawia wybrać się na jeden ze swoich samotnych spacerów, które tak uwielbia i przy okazji skoczyć do sklepu.
Po wyjściu Sabiny Anita zasypia jak kamień po nocnej zmianie, a wkrótce dołącza do niej pan Mirosław i Gabrysia.
Nie martwią się nieobecnością domowniczki.
Ma przecież swobodę, a wieczorne powroty nie są niczym nadzwyczajnym.
A chodziła często sama gdzieś, prawda?
Czyli to nie był jakiś wyjątkowy dzień, albo że ona chciała iść na te zakupy, to też nie było nic dziwnego.
No to pewnie.
Znaczy, a miałby Pan jej nie pozwolić iść na zakupy?
No nie przewidziałby Pan, że coś się złego dzieje.
Mija noc, która nie powinna się różnić od tysięcy jej podobnych, a jednak mieszkańcy bloku przy ulicy Biskupickiej woleliby pewnie, żeby 2 sierpnia 2011 roku słońce w ogóle nie pojawiło się nad horyzontem.
Rano zobaczyłam, że nie było jej tam, że łóżko w ogóle nie było tknięte.
Ja wyleciałam z tatą wtedy i szukałam wszędzie, po znajomych, po koleżankach, po wszystkich ulicznych tutaj w miasteczku, na naszej ulicy, czyli nie było nigdzie.
Że znowu pojechała zobaczyć może tym razem góry?
Nie pomyślałaś sobie, że to jest powtórka z rozrywki?
Tylko, że ja mam takie coś, że zawsze sprawdzałam, czy jest portfel.
I zobaczyłaś ten portfel w domu.
Z czym wyszła z domu tamtego dnia Sabina?
Tylko dwa telefony.
Tylko dwa telefony?
Ona o gotówki nie uznawała, zawsze miała na karcie.
Ta karta i dowód, karta ZUS-owska, przepraszam, ZUS-owska, bo tam musi mieć, zostały, zresztą cały portfel został w domu.
To było normalne dla Sabiny, żeby wychodziła bez portfela?
Jeżeli szła na spacer, tylko i wyłącznie na spacer, to tak zostawiła w domu.
Jeżeli planowała gdziekolwiek pojechać, wtedy zabierała sobie przynajmniej kartę i dowód.
Czyli dla Was to jest sygnał, że szła się przejść?
I coś po drodze się wydarzyło?
Wziąłam koleżankę, obudziłam, która miała w sumie jedyna prawo jazdy, więc pojechała ze mną na policję, bo już czułam, że jest coś nie tak, bo po pierwsze ona zawsze do mnie odzwaniała, nie odbierała to, zawsze odzwaniała.
Ale ona nie odzwoniła.
Czy już wiedziałaś, że minęło kilkanaście godzin tak naprawdę od twojej próby kontaktu?
I że ani jej nie ma, ani nie odzwania.
Pamiętasz ten moment, jak stawiasz się u dyżurnego i próbujesz zgłosić zaginięcie?
Niestety nie mogę powiedzieć, że pan policjant mi bardzo pomógł.
Ja nie oczekiwałam jakiegoś wsparcia, Bóg wie jakiego, ale choćby nawet przyjęcie sprawy jak człowiek.
Słuchaj, nie, człowiek człowieka.
A już na dzień dobry poczułam, jakby to był symptom, Boże, kolejna przyszła mi zatruwać.
Przyjąć sprawę przyjęli, ale z takim nastawieniem, jakby chcieli powiedzieć, no dobra, przyjdzie ona z młoda, poza chwileczkę przyjdzie.
Ale Ty wiedziałaś, że to nie jest normalne, że coś jest nie tak.
Ja to wiedziałam na 100%, że coś jest nie tak.
Jeżeli zna się swoją siostrę bardzo dobrze i mamy jakieś reguły ustalone, to już człowiek wie, na co może się spodziewać.
I już ten pierwszy moment kontaktu rodziny i policji jest gigantyczną kością niezgody.
Wersje obu stron diametralnie się różnią.
Anita i pan Mirosław są w stu procentach pewni, że pojechali na komendę w Strzelinie od razu, 2 sierpnia, bo zbyt wiele wskazywało na to, że Sabinie coś mogło się stać.
Natomiast w dokumentach policyjnych widnieje inna data, 4 sierpnia.
Ta zwłoka oznaczałaby niewybaczalne zaniechanie ze strony najbliższych zaginionej.
Rozpoczęcie poszukiwań ponad dwie doby po zniknięciu to przegapienie najważniejszych dla śledztwa momentów.
Oficjalne dokumenty potwierdzają oczywiście wersję policji, ale już nie raz przekonałam się, że papier przyjmie wszystko.
Jakie zdanie w tej kwestii przedstawi nam Aleksandra Bezrąg, która reprezentuje funkcjonariuszy z powiatowej komendy w Strzelinie.
Nastąpiło to w dniu 4 sierpnia 2011 roku.
Zgodnie z przekazem zgłaszającej, w dniu 1 sierpnia 2011 roku Sabina wyszła z miejsca zamieszkania po godzinie 16 i od tego czasu do niego nie powróciła.
Zaginięcie zostało zarejestrowane i prowadzone w kategorii drugiej zgodnie z wykładnią.
Co na to wpłynęło, zapewne Pani za chwilę spyta.
Przede wszystkim czasookres odgłoszenia.
Siostra zgłosiła się do nas dopiero w czwartym dniu od wskazanego terminu, gdy oddaliła się zaginiona z miejsca zamieszkania.
Ponadto wpływ miało na ta informacja, którą przekazywała zgłaszająca o zaginięciu, mianowicie to nie był pierwszy raz, kiedy takie oddalenie i niepowiadomienie o miejscu swojego pobytu nastąpiło.
Czyli na początku nie zakładano, że... Rodzina też miała wątpliwości.
Tak wynikało z przekazu, że mogła ponownie znowu gdzieś wyjechać, tak jak kilka miesięcy wcześniej pojechała nad morze, tak wynikało z relacji.
Rozpoczęliśmy czynności, żeby zweryfikować te podstawowe informacje, ale jednocześnie okoliczności wskazywały, że nie do końca rodzina była pewna, że nastąpiło zaginięcie.
Dlatego zwlekali z tym zgłoszenia?
Bo to jednak kilka dni, prawda?
Możemy śmiało stwierdzić, że konflikt dotyczy kwestii fundamentalnej.
Ponawiam pytania o rzeczywisty czas zgłoszenia wielokrotnie.
Za każdym razem siostra zaginionej z pełną pewnością wskazywała na 2 sierpnia.
Sugeruję, że w tamtych dniach była na komendzie wielokrotnie.
Nie wie czy podpisywała coś za pierwszym razem.
To oczywiście poważne oskarżenie rzucone w stronę policjantów, którym miało się po prostu nie chcieć podjąć czynności lub nie podejmowali ich z innych powodów.
Zastanawia mnie fakt, że przez dwa dni nie mamy żadnego zgłoszenia, a tymczasem 4 sierpnia Anita zgłasza zaginięcie aż dwukrotnie, równolegle na komendzie w Strzelinie i na posterunku w Wiązowie.
To niczego nie przesądza, ale skłania do pytań o logiczny powód działania zarówno ze strony dwa razy robiącej to samo siostry, jak i ze strony dwa razy wykonujących tę samą pracę policjantów.
Inna sprawa, że zaklasyfikowanie zaginięcia do kategorii drugiej w przypadku osoby, która ma orzeczone trwałe upośledzenie w stopniu znacznym jest co najmniej kontrowersyjne.
Nawet biorąc pod uwagę nadmorską wycieczkę Sabiny z jesieni 2010 roku.
Wtedy jednak zabrała niezbędne rzeczy.
Tym razem nie miała ze sobą w zasadzie niczego.
Z drugiej strony przyjmujący zgłoszenie w Strzelinie zapisał, że Sabina jest upośledzona lekko.
Czyżby nie chciał wykazać, że należało podejść do sprawy bardziej poważnie?
Przejdźmy do konkretów.
Jak wyglądają poszukiwania Sabiny w pierwszych dwóch dniach sierpnia 2011 roku?
Szukałam wszędzie, w każdym jednym miejscu, gdzie ona tam lubiła chodzić, gdzie nie lubiła chodzić.
Byłam na cmentarzu, pytałam się znajomych, to już wiedziałam, że jest coś nie tak naprawdę, a po tym już zgłoszeniu policji wydrukowałam po prostu już sama ulotki, wszędzie roznosiłam.
Sama zorganizowałam ludzi, faktycznie może nie w mieście tam głęboko, ale napisałam na drzwiach, w każdych jednych czterech, bo tyle mamy bloków, że ochotnicy, którzy mają ochotę poszukać ze mną siostry, są zaproszeni na dany dzień.
Więc chodziliśmy ze znajomymi i szukaliśmy.
Pewnie, że byli.
Było nawet sporo ich.
Tak, bo tutaj tak naprawdę to są sami swój.
A jak zaginęła Sabina, to mieliście jakieś wsparcie?
Czy policja wam pomagała?
Czy tutaj, nie wiem, zaangażowali się okoliczni mieszkańcy, którzy ją znali?
Tak, poszli szukać, co były, a związała, to nikt nie wiedział, że my poszliśmy szukać.
Nie wiedzieli nawet, tak?
Nie wiedzieli, bo pisemko tylko nazwia było.
Jedyną rzeczą, którą mi się udało tak naprawdę ustalić, to wiem już, kto tak naprawdę widział ostatnią, która była ostatnią osobą, która ją widziała.
To była moja koleżanka, która jechała do miasta po coś, nie wiem.
To wiem, że widziała ją ostatnio, jak szła w stronę miasta, bardzo szybkim tempem, tak jakby się spieszyła na spotkanie.
Tak by, nie wiem, może uciekała.
Ciężko opisać tak naprawdę ten krok, czy to by... To nie był typowy krok Sabiny.
Sabina nie chodziła jakoś szybko, tylko było widać, że gdzieś pędzi, tak?
Tak, by się śpieszyła, dosłownie.
Nie szła na spacer, tak jak powiedziała, że idzie na spacer, tylko dosłownie jakby śpieszyła się.
I to było ostatni raz, kiedy jesteśmy pewni, że Sabina była widziana cała i zdrowa.
W związku ze zgłoszeniem zaginięcia bezwłocznie zostały podjęte działania poszukiwawcze.
Nastąpiła penetracja, przede wszystkim zarejestrowanie Sabiny jako osoba zaginiona.
Poszukiwania były prowadzone od miejsca zamieszkania, w kierunku, w którym jak wynikało z przekazu...
mogła oddalić się zaginiona, czyli w kierunku rzeki Oława, w kierunku miejscowości Zborowice.
Poszukiwania skupiły się na tych informacjach, które zostały nam udzielone w pierwszej kolejności, czyli to, co siostra zdołała ustalić z chwilą, gdy nie powróciła zaginiona do miejsca zamieszkania, czyli od osób zaprzyjaźnionych.
w rodzinie, że była widziana, gdy oddala się w tym kierunku.
Poszukiwania w pierwszych dniach były prowadzone i kilkukrotnie wznawiane.
Udział w tym brali zarówno funkcjonariusze tutejszej jednostki, jak również zostały przybrani do tego funkcjonariusze oddziałów prewencji Komendy Wojewódzkiej we Wrocławiu.
Przy zaginięciu najważniejsze są te pierwsze godziny.
Te pierwsze 48 godzin jest kluczowe.
Czy wtedy policja coś robiła?
Czy była w tych miejscach, które były wskazywane?
Ja pani na to pytanie nie odpowiem, ponieważ ja nie mam takiej informacji.
A nie widzieliście tego, tak?
Nie widzieliście takiego zaangażowania, tak jak... Szczerze, z tego co wiem, co słyszałam, co wiem, moja informacja polega na tym, że nikt nic nie widział.
Żeby ktokolwiek był.
Ja nie widziałam.
Mimo tego, że sami przecież szukaliśmy w tamtych miejscach, więc ktoś z nas by musiał widzieć tak naprawdę policjantów chyba.
Fakt przeszukiwania przez mieszkańców okolicy, w której zwykle przebywała Sabina, potwierdzają sąsiedzi.
Jak to więc możliwe, że siostra i ojciec choćby przypadkiem nie trafili na funkcjonariuszy policji?
Pierwsza to działanie w sytuacji skrajnego szoku.
Rodzina bez wątpienia funkcjonowała w sierpniowych dniach 2011 roku na swojego rodzaju autopilocie, bo tak zwykle zachowują się ci, których bliscy znikają bez wieści.
Druga ewentualność to potwierdzenie tezy o zbagatelizowaniu zgłoszenia z 2 sierpnia i sporządzeniu właściwego przyjęcia zgłoszenia z datą 4 sierpnia, dwa dni później.
Trzecie wyjście jest równie skandaliczne, ale całkiem sensowne, jeśli popatrzymy na materiały zawarte w aktach śledztwa prowadzonego w 2024 roku.
Słyszeliśmy wersję obecnej załogi Komendy w Strzelinie wspominającej o udziale funkcjonariuszy z Wrocławia w poszukiwaniach.
W analizie sprawy poszukiwania wykonanej przed rokiem również jest mowa o dumnie brzmiącej penetracji terenu w okolicach Oławy, ale tym razem bez wrocławskich zastępów, za to z wykorzystaniem własnych sił i środków Komendy w Strzelinie oraz Straży Miejskiej Związowa.
Tymczasem w notatce z 4 sierpnia 2011 roku sporządzonej przez policjanta z posterunku w Wiązowie czytamy, że penetracja została dokonana siłami tegoż młodszego aspiranta z lokalnego posterunku oraz młodszego strażnika ze straży miejskiej w Wiązowie.
W sile dwóch funkcjonariuszy wykonują kilkukilometrowy pieszy patrol wzdłuż rzeki Oławy, bo tam właśnie widziano Sabinę po raz ostatni.
W tej wersji wspominana penetracja terenu nie brzmi już okazale.
Przywołuje bardziej na myśl letni popołudniowy spacer w wykonaniu dwóch młodych mężczyzn.
Jest wersja o rzece, która być może wpadła do rzeki.
Tam jest wody po kostki, w niektórych miejscach, no dobrze, może być po pas, ale tam nie ma nurtu.
To jest pierwsza kwestia.
Po drugie, tą rzekę przeszukaliśmy chyba wzdłuż i wszerz.
Wy przeszukaliście?
Czyli wtedy, co poszukiwałam ze znajomymi,
A nie wiesz, czy policja przeszukiwała rzekę?
Były tam jakiekolwiek prace?
Nie wiem, ale raczej nie, dlatego że ktoś by ich widział.
Mimo wszystko ludzie przecież jeżdżą na zakupy, jeżdżą do miasta.
To jest przecież środek wakacji jeszcze tak naprawdę, więc tam się kąpią dzieci, są wędkarze.
Ktoś by widział.
Pojawiła się też wersja, że Sabina mogła wpaść, wskoczyć do wody w pobliżu Tamy.
Czy jest możliwe, żeby przez tyle lat w takiej nie za wielkiej rzece znajdowało się ciało i nigdy nie zostało odnalezione, nie wypłynęło, zaczepiło się gdzieś o coś?
Pani redaktor, myślę, że może nie w tym kontekście były czynności realizowane.
Generalnie obligatoryjną czynnością jest przeszukiwanie terenu niezależnie, czy jest to akwen wodny, czy jest to teren otwarty, czy jest to las lub inne miejsca.
Wszelkie miejsca są sprawdzane.
Jeżeli chodzi o koryto rzeki, o ławak, które było w toku tych czynności sprawdzane, to oczywiście na ten czas...
Prawdopodobnie stan wody był taki, że by została odnaleziona, gdyby wpadła do tej wody, ale czynności mają również na miejscu ustalenie, czy w ogóle pozostają jakieś ślady, zarówno po osobie zaginionej, czy po osobach, które mogły się do tego przyczynić.
Dlatego są szczegółowo badane i przeszukiwane tereny, zwłaszcza w tych pierwszych dniach.
Opierając się jedynie na aktach, można wysnuć wniosek, że przeszukiwanie rzeki zawiera się we wspomnianym spacerze dwójki młodych funkcjonariuszy przy świetle popołudniowego sierpniowego słońca.
Policja powróci do tematu rzeki po 12 latach, o czym jeszcze powiem.
Brak jakiejś zwykłej ludzkiej inicjatywy ze strony funkcjonariuszy nie dziwi, szczególnie gdy okazuje się, że telefon do najlepszej przyjaciółki Sabiny, z którą ta chodziła do szkoły, został wykonany dopiero miesiąc po zaginięciu i to po tym, jak personalia koleżanki przekazała policjantom ciocia zaginionej.
Co więcej, podczas rozmowy koleżanka mówi o jakimś starszym mężczyźnie, który jeździł za Sabiną, co jest kolejnym sygnałem alarmowym.
Gdzie więc szukać odpowiedzi?
A może Sabina zostawiła po sobie jakiś ślad w przestrzeni internetowej?
Sabina ginie w 2011 roku.
To już jest taki czas, kiedy są te portale właśnie społecznościowe, Nasza Klasa, Facebook.
Niestety nie mam dostępu do tego, bo nawet tej platformy już chyba nawet nie mam.
A czy wtedy szukaliście, próbowaliście sprawdzić, czy z kimś pisała?
Ja patrzyłam się i nie było nic takiego, żebym mogła powiedzieć, że coś tam się działo nie tak.
To była taka czysta, normalna relacja między wszystkimi.
A czy sprawdzano na przykład komunikatory, z których korzystała Sabina?
Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie.
Jedynymi przedmiotami, które Sabina zabrała ze sobą, były dwa telefony komórkowe, więc to właśnie one mogą być kluczem do rozwiązania zagadki jej zniknięcia.
Czy tak jest w istocie?
A ten telefon był dalej aktywny jeszcze?
Już nie pamiętam dokładnie ile, ale wiem, że co najmniej z dwa dni były czynne te dwa telefony, gdzie ja codziennie dzwoniłam.
Sabina miała przy sobie, według relacji rodziny, dwa telefony komórkowe.
Czy udało się namierzyć te telefony, ustalić, gdzie było ostatnie logowanie, z kim się kontaktowała w ostatnim czasie Sabina?
Oczywiście, dzięki...
Bezwłocznemu zabezpieczeniu lokalizacji tych telefonów przede wszystkim zweryfikowano, że dość szybko przestały być urządzenia aktywne.
Weryfikacja natomiast historii połączeń w dalszych analizach wykazała, że ostatnie połączenia były w dniu pierwszego.
Pierwszego, czyli w tym dniu, w którym nastąpiło zaginięcie.
Czyli prawdopodobnie te telefony, kiedy rodzina próbowała się skontaktować z Sabiną, ją jej szukała?
A te wcześniejsze kontakty, one coś mówiły o tym?
Czy udało się na przykład odzyskać wiadomości smsowe z telefonów?
Nie wykonano tego, tak?
No, wówczas się nie wykonywało takich czynności.
zabezpieczenia danych polega na ustaleniu lokalizacji w oparciu o połączenia, czyli o BTS-ach, jaka była lokalizacja osoby, do której przyszedł sygnał.
Na terenie Wiązowa.
Niestety infrastruktura telekomunikacyjna na tamte lata była na tyle niedokładna, że wówczas BTSy z zasięgiem obejmowały kilkanaście kilometrów co najmniej.
W analizie sprawy poszukiwania zaginionej, jakiej dokonano w 2024 roku, wspomina się, że dokonano ustaleń odnośnie telefonów użytkowanych przez zaginioną.
Podobno telefony nie były aktywne, wyłączone, brak logowania w sieci po zaginięciu Sabiny Konrad.
To jednak nieprawda.
Numer rozpoczynający się od 696 był aktywny, nikt nie odbierał połączenia.
Numer rozpoczynający się od 721 był aktywny, ale zostało odrzucone połączenie.
Po ponownym wybraniu numeru abonent był poza zasięgiem.
To oznacza, że 3 tygodnie po zaginięciu telefony Sabiny nagle pojawiły się w sieci.
Okazuje się, że funkcjonariusze przez lata w swoich działaniach opierali się przede wszystkim na tropach, które wskazywała im siostra zaginionej.
Większość zapisków dotyczy tego, który funkcjonariusz w którym dniu odwiedził Anitę i zadał jej pytanie, czy może ustaliła coś nowego.
Mam z tym spory problem, bo przecież zwykle działa to w drugą stronę.
A jak tutaj inni ludzie reagowali na zaginięcie Sabiny?
Czy tutaj jakaś się pojawiła taka atmosfera takiej niepewności?
Wszyscy pytali się cały czas, czy jest coś wiadomo, czy ja coś wiem, czy ona się odnalazła.
Ja jedynie, co mogłam powiedzieć, nie ma.
Ja przez tyle lat nie miałam żadnych wiadomości, czy byli, czy szukali, czy byli psy, czy cokolwiek, jakieś działania nie miałam.
Oprócz jednego pana policjanta Krzysztofa, który z czystym sumieniem i z czystym sercem mogę mu podziękować za to, że jak mnie potraktował, bo był super człowiekiem, nie tylko policjantem.
Masz żal o to do policji, że nie powiedzieli wam, co zrobili?
Mam ogromny żal, bo myślałam, że właśnie policja jest od pomocy tak naprawdę.
Ale chyba każdy z rodzin oczekuje jakiejkolwiek.
Czy przekazali wam na przykład, jakie mają podejrzenia?
Albo czy biorą w ogóle kogoś pod uwagę?
Nigdy nie było takich rozmów?
Ta postawa jest bardzo daleka od ideału empatycznej służby skierowanej na człowieka.
Najgorsze, że chyba nikt nie widzi w tym niczego złego.
Przez dłuższy czas nie udało się odnaleźć Sabiny, też nie wszczęto żadnego postępowania w sprawie.
Tak, zgodnie ze zgłoszeniem przez wszystkie te lata Sabina była osobą poszukiwaną.
Czyli nie założono na początku żadnego wątku kryminalnego, że coś mogło jej się stać.
Dlaczego tak to wyglądało i dlaczego nie wszczęto żadnego śledztwa?
Nie było podstaw do wszczęcia śledztwa, ponieważ prowadzenie poszukiwań nie jest równoznaczne z czynaniem postępowań przygotowawczych.
A to na przykład nie miało znaczenia to, że jednak była w jakimś stopniu upośledzoną osobą, że może mogłaby sobie nie poradzić sama bez rodziny?
Niepełnosprawność nie świadczy o popełnieniu przestępstwa.
Ale znikąd to nie wynikała taka informacja dla nas przynajmniej, prawda?
Jeżeli rodzina by miała jakiekolwiek podstawy wnieść, że nastąpiło pospełnienie przestępstwa na jej szkodę lub byłyby jakiekolwiek przesłanki wcześniej, że doszło.
do zamachu na jej zdrowie życie byłyby po to mu podstawy.
W ramach gromadzonego materiału nic mi po podejmowanych działań nie świadczyło o tym, że zostało popełnione przestępstwo.
A na przykład brak jakiegokolwiek kontaktu z jej strony, brak aktywności z banku?
To właśnie służą postępowania poszukiwawcze w celu ustalenia.
Czyli jak ktoś nie wraca kilkanaście lat, to nie daje nam jakiegoś sygnału, że jednak coś się mogło tej osobie wydarzyć złego?
Może proszę inaczej zadać pytanie, ponieważ tak naprawdę nie zostało złożone zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.
To znaczy to rodzina musiałaby złożyć to zawiadomienie, tak?
Jeżeli byłyby przesłanki świadczące o popełnieniu przestępstwa.
To wynika trochę tak, jakby to rodzina musiała złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.
Dobrze, ale wielokrotnie osoby oddalają się z miejsca zamieszkania i niekoniecznie ma to związek z popełnieniem przestępstwa na ich szkodę, prawda?
Jest tak wiele czynników, które mogą decydować o tym, że w rodzinie jest niezgoda lub inne okoliczności i po prostu ludzie porzucają rodzinę, prowadzą nowe życie.
I to jeszcze nie świadczy o popełnieniu przestępstwa.
Te słowa mogą wskazywać, że wersją obowiązującą dla policji jest dobrowolna ucieczka albo odebranie sobie życia.
Świadkowie faktycznie wspominają o tym, o czym już wiecie.
Wybuchowym charakterze Anity i spokojnym usposobieniu Sabiny, niechęci zaginionej do pełnienia funkcji opiekunki czy alkoholowych epizodach pana Mirosława.
ale jednocześnie w zasadzie każdy z nich podkreśla, że nie były to sytuacje patologiczne i mogące doprowadzić do jakichkolwiek skrajności.
Z kolei ucieczka i rozpoczęcie nowego życia, czy tym bardziej odebranie sobie życia, to według świadków rozwiązania nie do pomyślenia w przypadku Sabiny.
Jedynie ciotka zaginionej dwukrotnie odwiedziła komendę w Strzelinie i mówiła, że jej siostrzenica chciała uciec z domu, ale jednocześnie nie podawała żadnego powodu, dla którego miałaby to zrobić.
Natomiast notatki z obu wizyt są opatrzone datami wcześniejszymi niż dzień zaginięcia, więc nie bardzo wiadomo, co o nich sądzić.
Poza tym oczywiście, że u funkcjonariuszy pomyłki w datowaniu jednak się zdarzają.
Ja natomiast czuję, że sugerowanie winy Anity i pana Mirosława to nieczysta zagrywka i bardzo głębokie nadużycie.
Spychanie odpowiedzialności, a zrobić więcej mogli przede wszystkim ci, którzy mieli ku temu narzędzia, na przykład policja.
Sabina zniknęła bez żadnych dokumentów.
Nie miała nawet dowodu osobistego, więc nie miałaby nawet za bardzo jak podjąć legalnej pracy, być ubezpieczona.
Nie miałaby jak założyć konta w banku.
Ale mogłaby wyrobić dokument.
Pani jak utraci dokument tożsamości, to idzie wyrobić nowy.
A czy da się to sprawdzić, czy Sabina mu wyrobiła przez ten czas dokument?
Weryfikacja...
danych zaginionej przez wszystkie kolejne lata nie potwierdziła, by nastąpiło gdzieś jej zgłoszenie.
Tak samo biorąc pod uwagę i było to weryfikowane w toku prowadzonych poszukiwań, przez wszystkie lata Sabina Konrad nie korzystała z świadczeń ambulatoryjnych.
Czyli co świadczy o tym, zwłaszcza w przypadku jej osoby i stanu zdrowia, że nie podejmowała żadnego leczenia.
I to nie był taki sygnał alarmowy, że przez tyle lat nie ma żadnego kontaktu od tej dziewczyny, nie tylko w stosunku do swojej rodziny, którą oczywiście mogła porzucić, ale przede wszystkim samej siebie.
Nigdzie nie ma śladu jej egzystencji, co może świadczyć o tym, że dziewczyna nie żyje.
Dla przykładu tak było w sprawie amigarskiej.
To są prowadzone poszukiwania.
Ale to nie było przesłanką, żeby na przykład rozpocząć właśnie, może zmienić kategorię i na przykład wszcząć śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci?
Prowadzenie postępowań poszukiwawczych, czynności poszukiwawczych jest oddzielną dziedziną prawa aniżeli prowadzenie postępowań przygotowawczych.
To może w przypadku jak jest w innych sprawach, że faktycznie co się musi wydarzyć, żeby ktoś pomyślał, że tej osobie mogła się stać krzywda i że trzeba to wyjaśnić.
Jakie są te takie sygnały alarmowe, na których policja nie może po prostu, czy prokuratura przemilczeć i po prostu coś zacząć robić.
Bo tutaj rozumiem, że cały czas policja zakładała, nie robiąc tego kroku do przodu, że dziewczyna zniknęła z własnej woli.
Policja w ramach prowadzonych postępowań poszukiwawczych wykonuje czynności dochodzeniowo-śledcze, operacyjne, administracyjne, które pozwalają na ustalenie miejsca jej pobytu, mające na celu odnalezienie osoby lub odnalezienie jej zwłok w przypadku gdyby nastąpiło do utraty życia.
Nie jest czynnością obligatoryjną wszczynanie postępowań przygotowawczych mających na celu stwierdzenie, czy zaistniało przestępstwo w przypadku każdego zgłoszenia zaginięcia.
W przełożeniu na potoczny język oznacza to mniej więcej tyle.
Policja może nic nie robić, jeśli dany funkcjonariusz uważa, że zaginięcie na to nie zasługuje.
A nawet więcej, jeśli policjant uważa, że nie zasługuje na to sama osoba zaginiona.
Prawdopodobnie policja może być bezczynna, bo nie pała sympatią do osoby, która zgłasza zaginięcie.
To też może się odbić na podejściu do poszukiwań.
O dziwo, po wielu latach dochodzi do przełomu.
Prowokuje go jednak nie rzetelna praca, ale działanie rodziny Sabiny.
Z racji toczącej się sprawy spadkowej w lutym 2023 roku sąd wszczyna postępowanie o uznanie zaginionej za zmarłą.
Miesiąc później w Wiązowie pojawia się ekipa polsatowskiej interwencji i realizuje krótki materiał, który w nie najlepszym świetle przedstawia działania organów ścigania ze Strzelina.
I nagle, po dwunastu latach bezczynności, senne brzegi Oławy wypełniają się szczekaniem psów policyjnych, bzyczeniem specjalistycznych dronów oraz nawoływaniem kroczących tyralierom funkcjonariuszy.
zastanawiający zbieg okoliczności.
Najbardziej wiarygodna wydaje się hipoteza, która świadczy o tym, że Pani Sabina wpadła do tej rzeki, być może została porwana przez prąd.
Mamy miareczkę, która wskazuje 75 cm i... Czyli poziom wody sięga mniej więcej do pasa?
No to może ktoś wrzucił ją nieprzytomną i nurt wody porwał ją?
No to sprawdźmy, jak ten nurt wody ciągnie.
I to jak to możliwe, że woda poniosła wielokrotnie cięższe ciało dorosłej kobiety?
Prokurator podjął decyzję o ponownym przeprowadzeniu wizji lokalnej.
Zostały do tego wykorzystane zarówno zespoły i patroli w celu przeprowadzenia ponownych poszukiwań i przeszukania terenu w celu ewentualnego ujawnienia zwłok.
Odbyło się to przy udziale zarówno psów służbowych, które są wykorzystywane do poszukiwania zwłok, jak i przy wykorzystaniu dronów, które w oparciu o badanie terenu są w stanie ustalić wystąpienie ewentualnych nietypowych kształtów terenu itd.
Ale przede wszystkim było przeprowadzane nakłuwanie terenu i w celu nawężenia przez psy przystosowane do poszukiwania zwłok.
Czyli pies po 13 latach też może wyczuć zapach ciała, tak?
W zasadzie już szkieletu pewnie po takim czasie.
A na jakiej podstawie wytypowano w ogóle ten teren, akurat ten, a nie inny?
W oparciu oczywiście o te materiały, które były wcześniej na etapie postępowań gromadzone, które wynikały zarówno z relacji świadków, jak i z ustaleń dokonanych uczonków rodziny, czyli co do sposobu życia zaginionej, gdzie się przemieszczała, gdzie lubiła uczęszczać, z kim otrzymywała kontakt.
Największa akcja w ramach postępowania poszukiwawczego odbyła się po 12 latach od zaginięcia Sabiny Konrad.
Półtora miesiąca po emisji materiału o Sabinie w dużej ogólnopolskiej telewizji.
Dwa miesiące po wniosku do sądu o uznanie Sabiny za zmarłą.
trudno uwierzyć w taki zbieg okoliczności.
Historia Sabiny to niestety potwierdzenie tego, że jeśli media jakimś tematem się nie zainteresują, to wtedy go zwyczajnie nie ma.
Mało się mówiło o tym zaginięciu w mediach.
Dzisiaj mam wrażenie, że gdyby zaginęła taka młoda dziewczyna, to by mówiła o tym cała Polska.
Dlaczego tak nie było wtedy?
Szczerze mówiąc wtedy to może i ja tak trochę zawiniłam ze względu na to, że to była mała mieścina.
Była fundacja, ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.
Ale tak czy inaczej starałam się jakoś pomóc i tak mówię.
Wtedy to była jeszcze nasza klasa.
czy szukałam jakichś tam osób zagranicznych, no wszędzie.
Ale same media się nie interesowały jakoś tak specjalnie, nie było tutaj pilgrzymek, dziennikarzy, którzy w różnych sprawach z czasem się potrafią pojawiać?
A było tak, że pan po jakimś czasie na przykład kogoś spotykał i ten ktoś nawet nie wiedział, że Sabina zaginęła?
Nawet ludzie mówili.
Myślisz, że to też może być powód, dla którego dalej dzisiaj nie wiemy, co się stało z Sabiną, że była za mało medialna, ta sprawa, że media w ogóle nie zainteresowały się jej losem?
Myślę, że tak, że może gdyby wszyscy huczali, że jej nie ma, że zaginęła albo cokolwiek, myślę, że ktokolwiek by ją zobaczył, tak?
Sabiny nie ma już od bardzo wielu lat.
Czy przez ten czas pojawiły się jakieś sygnały?
Ktoś kiedyś zadzwonił na policję, zobaczył plakat, skojarzył twarz?
W lipcu 2023 roku sąd podejmuje decyzję o uznaniu Sabiny Konrad za zmarłą.
Ta decyzja nie jest oczywiście podyktowana nowymi ustaleniami policyjnymi, bo w sprawie nic się nie zmieniło od sierpnia 2011 roku, ale nagle, ni stąd, ni zowąd do akcji wkracza uśpiona przez długie lata prokuratura.
W związku z uznaniem Sabiny Konrad za osobę zmarłą, co nastąpiło w trybie postępowania Sądu Rejonowego w Strzelinie, w oparciu o materiały Prokuratura Rejonowa w Strzelinie wszczęła postępowanie przygotowawcze w kierunku art.
155 Kodeksu Karnego, mianowicie nieumyślnego spowodowania śmierci Sabiny Konrad, której zgłoszenie nastąpiło w dniu 4 sierpnia 2011 roku.
Sprawę nadzorowała prokuratora Jana we Wstrzelinie, czynności pod jej nadzorem prowadziła Komenda Powiatowa Policji w Strzelinie.
Między innymi w toku czynności postępowania przygotowawczego ponowiono weryfikację DNA zaginionej, przesyłając materiały do Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego w Warszawie.
Jednak to również z wynikiem negatywnym.
Czyli porównywane były na przykład zwłoki odnalezionych osób NN, tak?
W bazie danych osób, których tożsamość nie została ustalona.
Zostały przysłuchane wszystkie osoby, które w toku prowadzonego zarówno i tego postępowania poszukiwawczego zostały ustalone jako osoby mające jakikolwiek związek, kontakt z Sabiną.
Pojawiała się informacja o kontaktach zaginionej
z mężczyzną narodowości ukraińskiej.
Był również ten wątek weryfikowany.
Z racji tego zwracaliśmy się za pośrednictwem Wydziału Wiadu Kryminalnego Zespołu do Spraw Współpracy Międzynarodowej celem ustalenia, czy na przykład miało miejsce pojawienie się zaginionej na terenie
Ukrainy, Czech, bo tak informacje bodajże przekazywała siostra.
Jednak wszystko z wynikiem negatywnym.
Ale w tym roku coś zaczęło się dziać.
Pierwszy raz po latach ciszy nagle przychodzi do Was policja.
Na początku myślałam, że coś zaczęło się dziać, ze względu, że może coś znaleźli, może mają jakiś trop, że coś wiedzą, że w końcu może chociaż cząstkę tajemnicy tego wszystkiego się dowiem.
Ta nadzieja jest jednak, znowu zapaliła się ta lampka, może w końcu coś się dowiemy, może oni coś wiedzą.
Wiemy, że były prowadzone różne prace.
Między innymi przeprowadzono badania na wariografię.
Tak, z uwagi na charakter sprawy, w celu zweryfikowania prawdomówności oraz zażyłości świadków i osób najbliższych, i osób typowanych w sprawie, zostało przeprowadzone badanie poligraficzne.
jednak mimo to nie przyniosło rezultatów, które pozwoliłyby na ustalenie nowych tropów.
Czyli można stwierdzić, że te osoby przeszły po myśli, nie te badania?
To jest odpowiednie stwierdzenie?
Nie można tego tak nazwać.
Stanowisko biegłego, który został przybrany do przeprowadzenia
tej czynności badania zawiązł swoje stanowisko w opinii.
Badania poligraficzne dotyczyły Anity, pana Mirosława i dwóch innych osób.
Mężczyzny z sąsiedniej wsi, z którym Sabina się spotykała oraz jego małżonki.
Badania pana Mirosława oraz drugiego mężczyzny dały wynik niejednoznaczny i nie mogą być uznane za podstawę do czegokolwiek.
Wpływ miał na to zapewne stan zdrowia obu panów, bo obaj mają z nim bardzo poważne problemy oraz stopień ich zrozumienia wobec poleceń wydawanych przez badającego.
Wedle opinii biegłego Anita odpowiadała w sposób szczery.
Nie wie, co stało się z Sabiną, a jedynie domyśla się, że została uprowadzona.
Z kolei żona mężczyzny spotykającego się z Sabiną odpowiadała na pytania w sposób charakterystyczny dla osób nieszczerych.
Wynik testu wspiera wersję śledczą, że osoba badana wie lub co najmniej podejrzewa, kto doprowadził do zaginięcia Sabiny Konrad, choć ze znanych sobie powodów temu przeczy.
Informacja o kochanku Sabiny wraz ze wskazaniem jego danych pojawiła się od razu po zaginięciu i został on wtedy przepytany na tę okoliczność.
Właśnie wtedy jego żona miała się dowiedzieć o romansie, bo podsłuchała rozmowę męża z policjantami.
Jak wspomina mężczyzna.
Dwa tygodnie się do mnie nie odzywała i nie dawała mi jeść.
Nawet wody mi nie dała, miałem przerażane.
Małżonka z kolei twierdzi, że o niczym nie wiedziała aż do 2024 roku, gdy policjanci po raz pierwszy z nią rozmawiali.
Jeden z policjantów powiedział mi wtedy, że to chodzi o jakąś dziewczynę związowa, która zaginęła i jej siostra domaga się odnalezienia jej.
Nawet nie słyszałam o takiej sprawie, o zaginięciu tej dziewczyny.
Nie dotarły do mnie takie informacje, nie interesowało mnie to.
Mąż nigdy nie przyznał mi się do zdrady, a ja nie poruszałam takich tematów, bo mnie to nie interesowało.
Czy można uwierzyć, że małżonka nie słyszała o zaginięciu kobiety z sąsiedniego miasteczka, mieszkającej 4 minuty od jej domu?
Czy prawdopodobna jest wersja, wedle której nic nie wiedziała o trwającym ponad rok romansie swojego niezbyt rozgarniętego, ciężko schorowanego po wylewie, nałogowo pijącego męża?
Dlaczego kobieta, która na badaniu wariografem nie była szczera, chce ukryć, że ma jakąkolwiek wiedzę na temat Sabiny Konrad, to ważne pytania.
Równocześnie z badaniem przeprowadzono oględziny samochodu należącego do mężczyzny.
Czy naprawdę nie można było tego zrobić wcześniej niż 14 lat po zaginięciu?
Zwróciliście uwagę, że policjanci powiedzieli kobiecie, że w sprawie Sabiny jej siostra domaga się odnalezienia jej?
W kontekście tego, co wiemy o sposobie prowadzenia sprawy, to naprawdę poruszające.
Jednak po tym wariografie dostaliśmy kolejny list, że niestety umarzają z nową sytuacją.
Czyli jakieś prace były, jakieś tropy były, ale nie poprowadził donikąd.
Na to przynajmniej by wychodziło.
Śledztwo zostało ostatecznie umorzone.
W tym roku zdaje się, tak?
Jaki jest aktualnie, zdaniem prokuratury i policji, taki najbardziej prawdopodobny scenariusz, co spotkało Sabinę?
Nie możemy tego założyć, ponieważ zgromadzony w toku zarówno postępowania poszukiwawczego, jak i postępowania prokuratorskiego materiał dowodowy nie wyprowadził jednoznacznych dowodów pozwalających na stwierdzenie,
Doszło do przestępstwa?
Czy osoby trzecie przyczyniły się do nieumyślnego spowodowania śmierci?
Czy nastąpiło to w wyniku innych zdarzeń, których następstwem mogła być śmierć pani Sabiny Konrad?
Czy również mogło dojść do jej samotności?
Czyli można powiedzieć, że Sabina w sierpniowy dzień po prostu wyszła z domu i rozpłynęła się w powietrzu i nie jesteśmy w stanie nic ustalić.
Na ten czas zgromadzony materiał nie pozwoli nam wyprowadzenie żadnych konkretnych wniosków.
Od momentu zaginięcia Sabiny Konrad policjanci prowadzili zakrojoną na szeroką skalę i niezwykle wnikliwą akcję poszukiwawczą.
Oczywiście, jeśli posłuchamy wersji policji.
Jeśli natomiast spojrzymy na sprawę nie okiem funkcjonariusza produkującego notatki urzędowe, a zaczniemy naprawdę wczytywać się w to, co w tych notatkach się kryje,
W 2016 roku teczkę Sabiny odkurza pewien policjant, który wcześniej nie zajmował się sprawą i przez chwilę węszy przy zaginięciu.
Ustala personalia najbliższej koleżanki Sabiny Związowa i rozmawia z nią jako pierwszy z policjantów.
Czyli nikt tego wcześniej nie zrobił, a kobieta mieszkała w bloku obok.
Pięć lat zajęło odkrycie osoby, która przecież mogłaby w sierpniu 2011 roku wskazać jakiś trop.
Zresztą koleżanka mówi, że podczas częstych spacerów nieraz rozmawiały z pracownikami, którzy remontowali drogę w Wiązowie.
A przecież Anita cały czas wierzy, że za zniknięciem Sabiny muszą stać właśnie ci mężczyźni.
A masz takie poczucie, że ktoś tu może wiedzieć coś?
Że jest jednak ktoś, kto zna prawdę?
Że ktoś komuś coś powiedział?
Przecież jesteśmy w naprawdę małej miejscowości, gdzie każdy każdego zna.
Szczerze mówiąc, nie.
Nie mam takiego poczucia, bo jak rozmawiałam ze wszystkimi, miałam wrażenie, że naprawdę się przejęli.
Czyli bardziej myślisz, że to jest ktoś zupełnie przypadkowy, ktoś obcy?
Tak, mogę się mylić, ja nie mówię, że nie, bo ludzie to też są niezłe gracze tak naprawdę życiowi, więc potrafią nieźle kłamać i ja mogłam się tylko po prostu zdać, jeszcze to były moje takie emocje, które tak naprawdę mogłam źle odczytywać tak naprawdę, no ale w dniu dzisiejszym myślę, że to musiał być ktoś obcy.
Tym bardziej, że to jest mała miejscowość.
Wszyscy się znają, naprawdę wszyscy się znają.
Wszyscy starają się być może nie zawsze uprzejmi i tak dalej.
To wiadomo, kiedyś było inaczej.
A udało się ustalić tożsamość tych mężczyzn, którzy pracowali przy robotach drogowych niedaleko miejsca zamieszkania Sabiny w tym momencie, kiedy ona zaginęła?
Mimo podjętych prób, ponieważ została ustalona firma, w której ci mężczyźni pracowali, niestety z racji upływu czasu nie zdołano już dotrzeć, gdzie oni mogą przebywać i ustalić ich relację.
Jedynie co zdołano ustalić, że z przekazu właściciela firmy właściciel nie potwierdzał relacji pani Sabiny z pracownikami.
Kilka faktów.
Ekipa Ukraińców skoczyła drogowe prace dokładnie wtedy, kiedy zniknęła Sabina.
Wcześniej widywano ją w ich towarzystwie, a jeden z nich regularnie odwiedzał Sabinę, kiedy miała wolne mieszkanie.
Po 1 sierpnia 2011 roku mężczyźni opuścili Polskę i nie da się ustalić ich personaliów.
Nie umie w tym pomóc ani szef firmy, która ich zatrudniała, ani straż graniczna, która w tamtym czasie sprawdzała legalność ich pobytu.
Po pierwsze, dane mężczyzn były przecież dostępne w 2011 roku, czyli policja wtedy ich nie sprawdziła, pomimo odnotowania, że siostra zaginionej wspomina o ich potencjalnym udziale przy zaginięciu siostry.
Po drugie, słowa szefa firmy z 2024 roku.
Rozmawiałem przez telefon z jakimś policjantem.
Pytał mnie, czy kojarzę, czy jakaś dziewczyna rozmawiała z moimi pracownikami i czy to możliwe, żeby któryś z moich pracowników spotykał się pod mostem z tą dziewczyną, ale zaprzeczyłem.
W sierpniu 2011 roku z szefem firmy rozmawiano jedynie przez telefon i gdy powiedział, że nic nie wie, temat został zakończony.
Po trzecie, szef firmy pamięta pracownika, który w jakiś sposób odpowiada rysopisowi mężczyzny odwiedzającego Sabinę.
Początkowo on dobrze pracował, a później zaczął popijać.
Pod koniec pracy w mojej firmie on już w zasadzie pił każdego dnia.
I z tego co wiem, to jego powrót na Ukrainę wyglądał tak, że pozostali pracownicy odwieźli go na pociąg, ponieważ nie było go stać, żeby wrócić z nimi autobusem.
Po czwarte, w notatce z 2011 roku jest napisane, że szef firmy powiedział, że żaden z jego pracowników nie zawierał kontaktu z zaginioną i nie wyjeżdżała ona z nimi związowa, a jednocześnie szef firmy mówi, o zaginięciu dziewczyny dowiedziałem się od policji.
Ja nawet nie znam jej danych i nie wiem jak ona wygląda.
Czyli nie wie o kim mowa, ale jest absolutnie pewny, że żaden jego pracownik nie ma z nią nic wspólnego.
Po piąte, wedle słów szefa firmy z 2011 roku, robotnicy mieszkają w wynajętym przez niego domu, wozi codziennie tam robotników, codziennie jest w tym domu.
Z kolei w 2024 mówi Z miejsca pobytu do Wiązowa oni dojeżdżali pracowniczym busem.
Początkowo to ja ich woziłem.
A jak już poznali drogę i miałem coś do załatwienia, to oni dojeżdżali sami.
Ja nie pamiętam, czy w ostatni dzień ich pracy to ja ich odbierałem z Wiązowa, czy sami wracali.
Ale wydaje mi się, że sami.
Niezrozumiałe, że z jednej strony policja twierdzi, że czynności poszukiwawcze to sprawdzanie tropów podrzuconych przez rodzinę.
Z drugiej, po zaginięciu Sabiny nikt się nawet trochę nie natrudził, żeby sprawdzić najpoważniejszy trop wskazywany przez rodzinę.
Tak, przestałam wierzyć.
Bo najważniejsze służby, które powinny być dla człowieka,
Nie dają człowiekowi bezpieczeństwa i wiar w nich.
Ale jako taki szary człowiek, żeby powiem, że po prostu tak czuję się, po prostu zaniedbana jako obywatel.
Czy w sprawie Sabiny Konrad zrobiono wszystko, by ustalić jej miejsce pobytu?
By wykluczyć wszystkie inne możliwości?
Oczywiście były prowadzone wszechstronne działania, ponieważ oprócz tego tych wszystkich czynności operacyjnych, które zostały przeprowadzone na wstępie, czyli penetracja terenu dość dużego obszaru, weryfikacja właśnie tych wykonywanych połączeń na zabezpieczenie i na mierzenie
kart używanych przez Sabinę Konrad.
Zostali rozpytani wszyscy możliwi członkowie rodziny, sąsiedzi, osoby z otoczenia, osoby typowane jako te, które miały kontakt z Sabiną jako ostatnie lub w miarę jako ostatnie.
W sprawie zbadano wiele wątków, które jednak nie pozwoliły doprowadzić do ustalenia jej miejsca pobytu.
Postanowienie o umorzeniu śledztwa zapadło w maju 2025 roku, po roku od jego wszczęcia.
Lektura tekstu dość dobitnie pokazuje, że pisała go osoba niemająca pojęcia o sprawie.
Dzięki temu na jaw wychodzą pewne nieścisłości.
W umorzeniu wspomina się, że Sabina była upośledzona w stopniu znacznym, a nie lekkim, jak było napisane w przyjęciu zgłoszenia.
Czyli może jednak jej zniknięcie powinno być potraktowane poważniej?
Jak się wreszcie okazuje, cała weryfikacja tropu zagranicznego, wedle którego Sabina mogła się pojawić w Czechach lub Ukrainie, polegała na wysłaniu pism do Komendy Wojewódzkiej we Wrocławiu z pytaniem, czy w podanych krajach przewijała się w materiałach Sabina Konrad.
Otrzymano odpowiedź negatywną, więc nie drążono tego wątku.
Jak czytamy dalej, przeanalizowano billingi, jednak uzyskane dane nie wniosły istotnych informacji do sprawy.
Z tym stwierdzeniem można śmiało polemizować, bo przecież okazało się, że numery Sabiny były aktywne.
Podobnie można dyskutować ze zdaniem odnośnie mężczyzny, z którym spotykała się Sabina i jego żony.
Przesłuchania tego małżeństwa odbywały się w napiętej atmosferze, jednak złożone zeznania pozostawały zasadniczo zgodne z relacjami składanymi na wcześniejszym etapie postępowania.
Ale prawdziwym pokazem dyletanctwa jest akapit o cyklicznym weryfikowaniu informacji na przestrzeni lat.
Pojawia się tam stwierdzenie, że dwie kobiety mieszkające po sąsiedzku widziały zaginioną 1 sierpnia 2015 roku.
Po pierwsze, chodzi oczywiście o datę 1 sierpnia 2011 roku, czyli dzień zaginięcia, nie o czas, gdy była już zaginioną.
Przez 14 lat nikt jej nie widział.
Informacja o obu kobietach pojawiła się w dokumentach już wcześniej, z adnotacją, że ich wersje są zgodne.
Minimalny wysiłek pozwoliłby na ustalenie, że niemożliwe, żeby te wersje się różniły, a to dlatego.
że te dwie różne według policji kobiety to jedna i ta sama osoba.
Uwierzcie, ustalenie tego nie zajmuje zbyt wiele czasu.
Po lekturze decyzji o umorzeniu możemy mieć przypuszczenie graniczące z pewnością, że na przestrzeni lat
Nikt nie weryfikował żadnych informacji.
Chyba zgodzicie się, że można było zrobić o wiele więcej przez tych 14 lat.
Co najmniej dwa tropy, ten związany z ukraińskimi robotnikami i ten związany z kochankiem zasługiwały na naprawdę dogłębną analizę przez śledczych.
Co więc sprawiło, że Sabina Konrad nie zasługiwała na odrobinę uwagi ze strony funkcjonariuszy policji?
Bo jeżeli jest ktoś, kto naprawdę skrzywdził Sabinę, to tobie nie chodzi o to, żeby tą osobę ukarać, żeby się zemścić, tylko ty chcesz po prostu poznać prawdę.
To jest dla ciebie najważniejsze.
Dla mnie tamten człowiek nie istnieje.
Nawet jeżeli ją skrzywdzi, mnie nie interesuje, jak są zobaczyć moją siostrę.
A Państwo, ktokolwiek, niech sobie z tamtym człowiekiem robi, co chce.
Bo mi nic nie da, że tamten człowiek pójdzie do więzienia, czy może nie.
Ja wiem, karma go złapie, tak czy inaczej, ale ja chcę wiedzieć, czy moja siostra żyje, czy nie żyje, czy ja mogę ją pochować, czy mogę ją przytulić.
To prawda.
Po zaginięciu Sabiny Anita wyjechała związowa z Gabrysią i rozpoczęła nowe życie.
Ma dwóch synów w szkolnym wieku, mieszka pod Wrocławiem, normalnie żyje.
Masz jeszcze synów.
Im opowiadasz o Sabinie?
Czasami się zdarza, że tam siadną i zapytają się właśnie, a gdzie twoja siostra, no to tam pokazuję zdjęcia, mówię zobacz, to jest to.
Fakt, nie powiedziałam synom, że zaginęła tak naprawdę, czyli nie synom, przepraszam, synowi jednemu, bo jest zbyt mały, więc tak naprawdę chcę...
A moje opowieści przeważnie kończą się tym, że płaczę i on płacze razem ze mną, więc staram się tak opowiadać lepszą historię, żeby nie płakać.
Fakt, starszy syn wie.
No oczywiście, aż opowiadałam, pytał się zawsze jaka była, jaka i co lubiała.
Gabrysia była niestety bardzo mała, bo mama miała pięć, całkiem niedawno sześć lat w sumie, jak ona zaginęła, więc pamięta.
Faktem to są urywki, ale zawsze pamięta, czy była na spacerze, że ją kochała, że ją zawsze przytulała, te wspólne zabawy.
Gabrysia okazała się kimś na kształt nowego wcielenia zaginionej Sabiny.
Jest do niej niezwykle podobna.
Przez to ma swoje kłopoty i szuka swojej drogi.
Dziecięce wspomnienie o cioci jest jednak dużo silniejsze niż można byłoby się spodziewać.
Ja pamiętam moją ciocię w takich urywkach.
Na przykład, że byłam z nią na placu zabaw.
My spędzałyśmy ze sobą w zasadzie dzień i noc.
Chodziłyśmy na spacery, nad rzekę, w jej miejsce, czyli na Czerwony Most w Jązowie, czy na plac zabaw.
Mówię jej miejsce, bo my często tam chodziłyśmy, dwa do trzech razy dziennie i czecia często też tam chodziła sama.
Nie wiem dlaczego, może lubiła być sama, a tam jest cisza i spokój.
Ona w tym czasie się z nikim nie spotykała, nie rozmawiała z nikim przez telefon.
Ja nie pamiętam, żebym była świadkiem jakichkolwiek awantur w naszym domu.
Myślę, że nawet jeśli się kłócili, to nie przy mnie.
Było to lato, ja była wtedy z ciocią na spacerze, na placu zabaw, ale przecięłam się wtedy w nogę i wróciłyśmy do domu.
Moja ciocia chciała jeszcze iść na spacer w swoje miejsce.
Mama jej powiedziała, żeby za pół godziny wróciła, bo będzie obiad, ale ciocia już nie wróciła.
Czasami ona coś do mnie mówi, ale ja nie słyszę, co do mnie mówi.
Różne, ale bywają sny.
A masz takie poczucie, że ci się jakieś znaki wysyła, że nie wiem, że masz dążyć do tej prawdy?
Nie wiem, czy to jest znak.
W każdym bądziasie często gęsto mi się śni z moją mamą, więc odczułam to taką przemowę, że to może po prostu mama mi daje źle, po prostu ona jest już z nią.
Więc podejrzewam, że to jest to, ale jakoś ta druga moja strona myśli, nie, może jest wszystko w porządku, ona żyje, tylko po prostu to trzeba czasu, żeby ją znaleźć.
Fakt, sądownie jest uznana już za zmarłą.
Dokumenty są, ale mi to nie wystarcza.
Ona ma być pochowana po prostu jak człowiek.
Ale jeżeli żyję, to przynajmniej chcę zobaczyć, że... Wiedzieć, muszę wiedzieć, ale wiedzieć, że jest szczęśliwa i zdrowa.
Że jest wszystko w porządku.
Historia Sabiny Konrad pokazuje smutną rzeczywistość.
Ludzie w niej żyjący także nie są traktowani w sposób równy.
W niektórych miejscach żyje się łatwiej, a podstawowe potrzeby są zaspokojone i nikt się nad nimi nie zastanawia.
W innych życie przypomina codzienną walkę, a jej ofiary nie mogą liczyć na łaskawość systemu i jego przedstawicieli.
Policja ma bronić życia i bezpieczeństwa każdego człowieka, bez względu na to, czy tego człowieka lubi, co sądzi o jego życiu i rodzinie.
Podobnie jest ze sprawiedliwością.
Nikt nie powinien się o nią domagać i błagać o nią łaskawych przedstawicieli państwa, którzy do akcji wkraczają tylko wtedy, gdy media następują im na odcisk.
Sabina Konrad, jakikolwiek jest jej los i jej rodzina, zasługują na sprawiedliwość, tak samo jak każdy z nas.
Odnoszę wrażenie, że w dość nachalny sposób policja chce zrzucić na rodzinę Sabiny winę za jej zniknięcie.
Odsunąć odpowiedzialność za lata bezczynności i zaniedbań, przykryć zwykły brak zainteresowania losem osoby, której mogła dziać się krzywda.
Wierzę jednak, że kiedyś poznamy tajemnicę dziewczyny związowa, za którą siostra i ojciec tęsknią niezmiennie od lat i której nigdy nie przestaną szukać.
Często temat Sabiny powraca, jak jesteście przy świątecznym stole.
Jak to wygląda?
To nie muszą być świąta.
Zawsze każde święta.
W takich dniach jest najgorzej.
Zawsze się pojawi ta myśl, gdzie jest, czy jest zdrowa, czy jest...
Ona zawsze będzie ta myśl.
Ona zawsze w sercu będzie.
Jak się wywilać z smuty, od razu do spłaczu.
Ciężko się to wspomina.
Taki reportaż jak ten mógł powstać dzięki wsparciu wspierających, a także sponsorów.
Dziękuję, że jesteście w imieniu swoim, a także całej ekipy Śladów.
Jeżeli znacie kogoś, kto potrzebuje pomocy lub sami chcecie nagłośnić swoją historię, czekamy na wasze maile.
Ostatnie odcinki
-
Czy kiedykolwiek odnajdziemy Iwonę? Ojciec nie ...
01.02.2026 20:00
-
Michał Fajbusiewicz: Nieznane kulisy programu M...
20.12.2025 19:00
-
Dariusz Janas: Legenda stołecznej dochodzeniówki
07.12.2025 19:00
-
Skandaliczne zachowanie Policji. Czy w ogóle je...
30.11.2025 19:00
-
Robert Małecki: Najciekawsze są sprawy nierozwi...
23.11.2025 12:19
-
Kasia Bonda: Pisanie książki nie może być łatwe
12.11.2025 17:00
-
W lesie czekała na nią śmierć
09.11.2025 19:00
-
Remigiusz Mróz: Polskie kryminały? Przecież to ...
16.09.2025 18:00
-
Zamordował ją na środku osiedla, na oczach ludzi
11.09.2025 18:00
-
O jej życiu zadecydował rzut monetą...
20.08.2025 18:00