Mentionsy

Szare Komórki
08.07.2025 05:00

#56 Zioła, dzika kuchnia i roślinne suplementy – jak mądrze korzystać z ich mocy?

Czy rośliny z łąki mogą stać się lekiem? Jakie zioła warto znać, jak zbierać je bezpiecznie i czym różni się napar od suplementu standaryzowanego?


W tym odcinku rozmawiam z dr hab. Karoliną Jakubczyk, profesor PUM w Szczecinie i autorką kanału edukacyjnego Fitoscience o tym, jak mądrze korzystać z mocy roślin. Od pokrzywy po dziurawiec, od zbiorów w Bieszczadach po laboratorium – to rozmowa o tradycji, nauce i ekologii.


Z odcinka dowiesz się:

• czym jest dzika kuchnia i jakie rośliny można zbierać w Polsce latem,

• jak bezpiecznie stosować zioła i suplementy roślinne,

• dlaczego „naturalne” nie zawsze znaczy „bezpieczne”,

• które formy roślinnych preparatów działają najlepiej (napar, wyciąg, macerat),

• jak rozpoznawać wysoką jakość w suplementach i unikać pseudonauki.


Partnerem podcastu jest marka Sanprobi.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 369 wyników dla "Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie"

bo poparzenia przez pokrzywę są dla nas prozdrowotne, więc jeżeli w ogóle ktoś ma problemy ze stawami, gdzieś reumatoidalne zapalenie stawów, czy w ogóle już czuć, że ta mobilność jest zupełnie inna, to dotykanie pokrzywy, która ma kwas mrówkowy,

działa pozytywnie.

Nie zrywajcie czegoś, czego nie znacie.

I słuchajcie, nawet bym powiedziała, nie dotykajcie czegoś, czego nie znacie, bo mamy rośliny fotouczulające.

I ruta jest na przykład taką rośliną, że jeżeli jest słoneczny dzień i ją dotkniemy, to ona może nam wywołać poparzenia.

wrzucamy sobie sól, świeże rośliny, ja ostatnio robiłam kurdybanek z czosnaczkiem i on wyszedł rewelacyjnie, słuchajcie, nie chcę sięgać po żadną inną sól, bo po prostu ta jest tak cudowna.

Można zrobić sobie sole, które będą gdzieś tam na przykład, nie wiem, z jakimiś kwiatami nagietka, będą pomarańczowe, więc na górę dania delikatnie, żeby też miało super kolor.

Można z sosną zrobić tak naprawdę, z tymi młodymi takimi w ogóle jakby igiełkami.

i one raz, że mogą być z okąpieli, bo może być z lawendą na przykład, dwa, mogą być normalnie spożywczo wykorzystywane i można dać jeden do jednego tak naprawdę, więc minimalizujemy sobie ilość soli w tej przyprawie, a zwiększamy po prostu ilość tych fitozwiązków.

My nie mamy pojęcia, myślimy sobie, to tylko napar, to jest tylko jakaś roślina, a nie mamy pojęcia, co to może spowodować i że czasami może nam właśnie znieść efekt terapeutyczny leków różnych.

Może wejść w taką interakcję, że na przykład zwiększy nam krwawienia na przykład.

Bo w ogóle powiem Wam tylko taką, może nie ciekawostkę, tylko bym powiedziała, że przestrogę, że jeżeli ktoś stosuje leki przeciwzakrzepowe, w szczególności tą starą walfarynę tak naprawdę, to większość ziół wchodzi w interakcję.

Cześć, z tej strony Zosia Wińczewska.

Witam się z Tobą w Szarych Komórkach, podcaście dedykowanym medycynie stylu życia w myśl zasady, że lepiej zapobiegać niż leczyć.

Mam nadzieję, że rozmowy z ekspertami wzbogacą Cię w wiedzę i rozruszają Twoje szare komórki.

Partnerem merytorycznym podcastu jest Sanprobi, lider celowanej probiotykoterapii i marka, która stoi za nauką i wspiera moje podcastowe rozważania.

Dzika kuchnia to styl gotowania i odżywiania wykorzystujący nieuprawiane na polach, ale właśnie takie dziko rosnące rośliny czy grzyby, które możemy znaleźć właśnie w lesie, nad rzeką, w górach czy na łąkach.

I z racji tego, że teraz mamy taki bardziej można powiedzieć zbieracki okres, bo lato w pełni, to chciałabym dzisiejszym odcinkiem przybliżyć nam wszystkim

możliwości jakie daje nam otoczenie w tym pięknym letnim czasie, zwłaszcza, że jedząc sezonowo troszczymy się o zdrowie, bo produkty zbierane są w naturalnym czasie dojrzewania, zawierają więcej witamin, minerałów, antyoksydantów, nie są też przechowywane przez jakieś długie tygodnie w chłodniach, ani transportowane gdzieś tam z drugiego końca świata,

I też dbamy poprzez tą sezonowość spożywania określonych produktów.

Spożywamy po prostu bardziej różnorodnie.

Jemy pokarmy, które też napędzają, co już wiemy, zróżnicowaną mikrobiotę, o której w tym podcaście tak dużo słyszycie.

No i też ukłon w kierunku ekologii czy środowiska, no bo też takim sposobem odżywiania zostawiamy mniejszy ślad, na przykład węglowy.

I w dzisiejszym odcinku goszczę ponownie już doktor habilitowaną nauk medycznych i nauk o zdrowiu Karolinę Jakubczyk, profesor Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, która bada zioła, edukuje farmaceutów i dietetyków na temat fitoterapii i prowadzi edukację w sieci na kanale FitoScience.

Cześć Zosiu, bardzo dziękuję za zaproszenie i bardzo się cieszę, że będę mogła się tą swoją pasją, ale też tą swoją stroną naukową podzielić dzisiaj w naszej rozmowie.

Ja też się ogromnie cieszę, zwłaszcza, że już kiedyś rozmawiałyśmy tutaj u mnie na kanale o kombuczy, o maczy.

To był w ogóle odcinek, który rozwalił system.

Było bardzo dużo wwietleń, ogromne zainteresowanie i też komentowaliście to w bardzo taki przyjazny sposób, więc odsyłam Was do tego odcinka, znajdziecie go sobie na kanale, drodzy słuchacze.

Tam się zadziało dużo właśnie inspiracji, takich ku zdrowszym nowykom, jak zrobić dobrze macze, Karolina tłumaczyła, co nam daje regularne spożywanie kombuczy.

No a dzisiaj, z racji, Karolina, Twoich zajawek fitoterapeutycznych, porozmawiamy sobie o tej dzikiej kuchni i właśnie suplementach roślinnych, bo też chciałabym, wiesz, tutaj te treści troszkę popchnąć, bo to są często pytania, które się gdzieś tam pojawiają.

Czyli po pierwsze, jak zbierać zioła mądrze i bezpiecznie, czy każdy może to robić, czyli jak sobie teraz pójdziemy na łąkę, to czy jesteśmy w stanie po wysłuchaniu tego podcastu znaleźć coś dobrego do naszej kuchni i jak wykorzystywwłaśnie te sezonowe dobra matury w celach takich stricte kulinarnych, prozdrowotnych.

czy właśnie jak wybierać suplementy.

Zacznijmy od początku, od Twojej historii z ostatnich tygodni, bo widziałam, obserwowałam, podglądałam Cię ostatnio na mediach społecznościowych i widziałam, że pojechałaś w Bieszczady uprawiać dziką kuchnię.

Widziałam, że nawet jadłaś mrówki, coś tam pisałaś o tych mrówkach, tak mi to zapadło w pamięci, zaraz do tego wrócimy mam nadzieję, ale powiedzmy najpierw, co możemy rozumieć przez definicję dzikiej kuchni, bo to brzmi tak nadal bardzo egzotycznie, co się de facto za tym kryje i czym to się je?

Tak, wiesz co, w ogóle miałam przyjemność brać udział w takich warsztatach profesora Łukasza Łuczaja, którego serdecznie też pozdrawiam.

No i tak naprawdę to jest taki guru w ogóle tej dzikiej kuchni, etnobotanik w ogóle, który właśnie bardzo...

bada tą roślinność, bada jej zróżnicowanie również w Polsce, ale w ogóle też prowadzi badania na całym świecie.

No i stwierdziłam, że jak już to jakby gdzieś uprawiać, że tak powiem, to faktycznie u jakby guru tego wszystkiego.

No i powiem szczerze, że od tego momentu zupełnie inaczej patrzę na żywność i na to, co mamy pod nogami.

bo faktycznie jakby po tym weekendzie z Łukaszem faktycznie mam tak, że jak idę gdzieś na spacer, to kiedyś sobie myślałam, że widzę kilka roślin leczniczych, a teraz sobie myślę, że wszystko możesz praktycznie zjeść.

Tylko musisz to odpowiednio przygotować i to jest klucz do tego wszystkiego.

No i właśnie jeżeli chodzi o tą dziką kuchnię...

To jest to taka kuchnia, która korzysta z zasobów, które daje nam natura, czyli coś, co możemy sami zebrać, tak jak nasi przodkowie tak naprawdę.

Nie jest to przetworzone, nie kupimy tego w sklepie, tylko sami to sobie nazbieramy.

W dzisiejszych czasach jest to trudniejsze, na przykład dziczyznę, którą moglibyśmy sobie pozyskać.

Więc coś, co byliśmy...

jesteśmy w stanie sobie upolować, złowić rybę, nie wiem, zapolować na jakieś mięso, więc dzika kuchnia to jest to, co możemy zebrać, no oczywiście w dzisiejszych czasach bardziej to przenosimy na tą kuchnię roślinną, więc są to po prostu dzikie rośliny, jadalne, które po prostu możemy sobie...

zebrać, przyrządzić, najlepiej na ogniu, czyli na ognisku, właśnie bez użycia jakiejś tam elektroniki, no ale oczywiście w dzisiejszych czasach to możemy przełożyć na nasze talerze, więc spokojnie z tej dzikiej kuchni możemy korzystać w takim trochę bardziej jakby współczesnej formie.

więc po prostu możemy iść na spacer, pójść na łąkę, do lasu, zebrać coś, co będziemy wiedzieć, że jest jadalne, to o tym też zaraz porozmawiamy, w jaki sposób w ogóle nasi słuchacze teraz będą mogli, mam nadzieję, że po naszej rozmowie, pójść właśnie na takie spacery, a potem nam wysyłać zdjęcia i do tego was zachęcamy, żeby się dzielić tym, co potem zebraliście i potem, co z tego zrobiliście, bo to też jest bardzo istotne.

Więc bez problemu możemy to zaaplikować do tego, co mamy teraz.

I to, co jest ważne, to tak naprawdę na tym spacerze możemy zebrać jedną czy dwie garstki.

Nie jest to w ogóle wymagające.

Po prostu rozglądamy się już wiedząc, czego mniej więcej szukać.

I to nie musi być mnóstwo roślin.

Nie musimy nic zmieniać, dodać to po prostu jako element jakiejś zieleniny, przyprawy i bez problemu tą dziką kuchnię możemy trochę przenieść na tą naszą i po prostu ją sobie spożywać na co dzień.

No dobra, ale pójdźmy w ten wirtualny spacer, bo tak mnie zachęciłaś i sobie zwizualizowałam tą łąkę.

Jak my powinniśmy podejść do tego zbierania ziół?

Jako laicy, bo myślę, że większość słuchających nie ukończyła żadnych kursów, czy właśnie takich nauk związanych ze zbieraniem bezpiecznym ziół.

Więc wiesz, jak rozpoznawać rośliny, żeby jednak nie doszło do tego zatrucia, czy jakichś tam problemów zdrowotnych?

Czy tu obowiązuje jakaś taka...

Takie, wiesz, BHP.

Mamy BHP właśnie takiego zielarza, powiedzmy.

I to jest naprawdę bardzo istotne.

No i powiedziałaś tutaj o tym, że nie korzystamy z jakimiś, mówimy o takiej kuchni czy zbieraniu dla laika, ale ja w ogóle bardzo Państwa zachęcam do tego, żeby obserwować, czy w Waszym mieście nie ma takich spacerków zielarskich.

Bo naprawdę uwierzcie...

idąc raz na taki spacerek, jesteśmy w stanie zapamiętać takie rośliny, które gdzieś są w naszym terenie, czy w naszej okolicy, posłuchać trochę od takiego fitoterapeuty, zielarza, trochę takiej wiedzy, a potem wyruszyć samemu na łowy, to w ogóle wciąga, więc od razu przestrzegam, bo potem się okaże, że chcemy chodzić na więcej takich spacerków, a Pan może się skończy tak jak w moim przypadku, że skończycie fitoterapię.

Ale tak naprawdę do tego zachęcam, to nie jest obowiązkowe, bo z taką wiedzą, którą myślę, że dzisiaj Wam przekażę i o tym sobie wspólnie porozmawiamy, to jakby już pierwsze koty zapłoty będą i będzie można na taki spacerek sobie pójść, ale to BHP jest bardzo istotne.

I teraz ja zacznę może trochę w odwrotną stronę, bo powiem nie gdzie zbierać zioła, ale gdzie ich nie zbierać, bo myślę, że to jest bardziej istotne.

Po pierwsze, wszyscy kojarzymy o tym, żeby nie zbierać przy drogach, bo to jest chyba taka podstawa, że to mają być tereny, które są niezanieczyszczone i o tym się głośno mówi, ale myślę, że rzadziej mówimy o tym, żeby nie zbierać przy polach uprawnych.

Jeżeli wiemy, że to jest pole sąsiada i ono jest ekologiczne, nie jest niczym nawożone, to nie ma problemu.

ale przy okazji właśnie mojego wyjazdu właśnie w Bieszczady mieliśmy idealny przykład roślin, które są piękne i tak naprawdę żywe, zielone, pięknie rosną i roślin, które było widać, że są spryskane po prostu jakimś pestycydem, bo ktoś jechał na pole i z boku po prostu opryskiwał swoje pole i to były po prostu żółte ślady i te rośliny były wręcz wypalone.

Więc pamiętajmy o tym, że to jest takie jakby działanie takie zintensyfikowane, no bo już polewamy tym środkiem jakby samą roślinność, ale nawet poprzez wiatr to będzie nam się przenosić mimo wszystko na te nasze rośliny.

Więc jeżeli widzimy, że po prawej stronie ścieżki mamy pole, a po lewej mamy piękne stanowisko, choćby pokrzywy, to przejdźmy kawałek dalej, niech to pole nam się skończy i dopiero wtedy sobie to pozbierajmy, bo to jest w sumie bardzo istotne.

O tym wydaje mi się, że rzadko się mówi, więc to też jest taka podstawa.

nie zbieramy przy ktorach kolejowych, więc tam też jest dużo zanieczyszczeń i generalnie też unikamy takich stanowisk, chociaż tam rosną fajne rośliny, ale no niestety lepiej szukać sobie czegoś innego.

No i tak naprawdę, jeżeli też idziemy w takie miejsce, tak jak powiedziałam, że idziemy sobie na spacer, to bardzo często tam spacerują ludzie ze zwierzaczkami i po prostu z psami.

więc też lepiej nie zbierać od razu przy ścieżce, wejść sobie, mieć dobre buty i po prostu długie spodnie, wejść sobie kawałek dalej, albo zobaczyć, że jest jakaś wydeptana ścieżka, że można odbić chociaż trochę, albo choćby się nachylić i sięgnąć ręką tą rosinę, która widać, że jest trochę bardziej w chaszczach, bo mimo wszystko, żeby...

no jakby zbierać takie rośliny, które nie będą zanieczyszczone również jeżeli chodzi o zwierzęta, no bo tam również mogą być jakieś pasożyty tak naprawdę, więc mówi się, że jeżeli mamy możliwość, na przykład w przypadku wysokich roślin, to też lepiej zbierać powyżej 40 centymetrów.

bo faktycznie tam mamy tą pewność, że zwierzę jakby nam nie zaatakuje tej rośliny, nic tam po sobie nie pozostawi.

Więc tutaj są to takie zasady o tym faktycznie, gdzie to zbierać albo gdzie nie zbierać.

Więc to nie jest skomplikowane, bo właśnie wystarczy na spacerze odbić w ścieżkę, którą widzicie, że jest mniej uczęszczana i automatycznie wtedy to już będzie taki teren, który będzie dla nas bezpieczny.

Ja teraz chodziłam i szukałam też fajnych terenów i widać ewidentnie, że są takie miejsca, w którym ludzie teraz koszą pokrzywy i widać, że są po prostu przyścieżce, są wykoszone wręcz takie pola malutkie, a my możemy sobie po tym wejść kawałek dalej, albo są udeptane z jakiegoś powodu i od razu sobie odciąć po prostu kawałeczek, który gdzieś tam mamy.

To jeżeli chodzi o samo zbieranie, tutaj pamiętajcie, bo to też jest bardzo ważne, zabezpieczamy się na kleszcze.

bo faktycznie jak wchodzimy w jakieś takie właśnie chaszcze większe, gdzieś tam w jakieś lasy, to też jest to bardzo istotne, są też fajne preparaty z olejkami eterycznymi, które są gdzieś tam bezpieczniejsze, tylko je faktycznie trzeba sobie częściej stosować, no ale to zabezpieczenie powinno być.

jak idziemy na spacer i mamy teren jakiś podmokły, no to kalosze, ale też myślę, że przy tym poziomie bardziej zaawansowanym, ale faktycznie fajnie mieć ze sobą tak naprawdę jakieś rękawiczki, które można wrzucić do torebki i w ogóle jakby nawet zapomnieć, że one w ogóle gdzieś tam są, żeby mimo wszystko jak zbieramy pokrzywę, nie chcemy się poparzyć, chociaż w przypadku pokrzywy to bym powiedziała, że próbujcie.

bo poparzenia przez pokrzywę są dla nas prozdrowotne, więc jeżeli w ogóle ktoś ma problemy ze stawami, jakieś reumatoidane zapalenie stawów, czy w ogóle już czuć, że ta mobilność jest zupełnie inna, to dotykanie pokrzywy, która ma kwas mrówkowy,

działa pozytywnie, w ogóle jakiś artretyzm, więc tutaj ja mam tak, mimo że czasami tylko zbieram bez rękawiczek, że jak dotknę, to czuję potem kilka godzin jeszcze to mrowienie na rękach, ale osoby, które są przyzwyczajone, to już potem nawet nie czują tego mrowienia, więc w ogóle możecie czasami zobaczyć, że ktoś zrywa, najczęściej to są osoby trochę starsze, w ogóle bez rękawiczek, na przykład pokrzywe,

No i też mamy sposób na jej zbieranie, bo jak chwycimy sobie tak od dołu, tak naprawwłaśnie w kierunku, żeby te włoski poszły nam do góry, to ona mniej parzy, więc jakby to też jest jakiś tam sposób na nią.

No ale faktycznie te nożyczki czasami się przydadzą i to też jest kwestia dbałości trochę o stanowisko, bo jak mamy nożyczki, to nie ma niebezpieczeństwa, że wyrwiemy roślinę z korzeniem.

Więc wtedy zostawiamy to stanowisko i to w ogóle poszanowanie stanowiska jest bardzo istotne.

Mamy też taką zasadę, że około 30% stanowiska albo danej rośliny powinno być tylko przez nas pozbierane, to jest taki maks.

I tak naprawdę, jak wizualnie patrzymy na tą roślinę, to po naszym odejściu nie powinno być widać, że my tam byliśmy.

Więc zbieramy sobie kwiatki na przykład czy liście z różnych fragmentów, nie tylko z jednego miejsca.

I to słuchajcie, jest dość proste, bo jak zrywamy sobie, nie wiem, czarny bez albo lilek tak naprawdę...

czy jakieś stanowisko, gdzie mamy dużo rumianku, to pozbieranie sobie trochę kwiatków z tego, trochę z tego, albo owoców naprawdę nie stanowi problemu, bo zazwyczaj właśnie rośliny rosną w stanowiskach, albo to jest jakieś drzewo, duży krzew, więc nie jest to dla nas problematyczne, więc dbajmy o tą roślinę, żeby po pierwsze jakby te pszczoły, wszystkie owady dalej jakby mogły z niej korzystać, żeby to była taka ciągłość w naturze, żebyśmy jej po prostu nie przerywali.

Tak samo jakby deptanie gdzieś tam roślin, żeby nie po prostu zniszczyć tego i szanować tą naturę, więc to jest też bardzo istotne.

No i też tak, że czasami się zdarza, i to jest takie walczenie z taką pokusą dla fitoterapeuty, dla zielarza, że zobaczymy jakąś rzadką roślinę,

No i widzimy, że to jest jedno stanowisko, że to jest jedna roślinka na przykład, która rośnie i na przykład, nie wiem, nigdzie nie ma żywokostu, a my zobaczymy, że ten jeden żywokost gdzieś tam jest, no i człowiek by pomyślał, dobra, zbieramy, będziemy mieli do atlasu, bo w ogóle bardzo Was zachęcam, żeby sobie robić na przykład swój zielnik, to w ogóle jest super zabawa.

Ja byłam poniekąd zmuszona, żeby zrobić swój zielnik tak naprawdę na te swoje studia fitoterapeutyczne, ale słuchajcie, to tak od...

i w ogóle można sobie tam popodpisywać te rośliny, potem do nich wracać, no ale tak naprawdę możemy też korzystać z różnego rodzaju aplikacji, o nich też zaraz jeszcze powiem.

Ale to powiem Ci, że my na pierwszym roku studiów na botanice farmaceutycznej, bodajże, jeżeli dobrze pamiętam, też musieliśmy jako część zaliczenia przedmiotu poza egzaminem przygotowwłaśnie...

zielnik, ale myślę, że wtedy chyba nie miałam takiej uważności na ten temat i myślę, że teraz z tej perspektywy chyba bardziej doceniłabym to, że mogę taki zielnik przygotować.

Wiesz co, tak czasami rozmawiam z osobami, które na jakichś różnych studiach ogrodniczych na przykład musiały robić zielniki, to było po prostu ponoć bardzo ciężkie zadanie.

W ogóle znam osoby, które do zielników, żeby te listki się nie zwijały, to monetami kładły, więc pozdrowienie dla kolegi Krzysztofa.

bo to on mi opowiadał faktycznie, że tak robił, żeby ta roślinka była taka równiutka, piękna, no i słuchajcie, teraz możemy zrobić tak, że te opisy, nie wiem, gdzieś tam szybciutko sobie stworzymy po prostu, w Wordzie wydrukujemy, a kiedyś było trzeba to wszystko pięknie kaligrafować ręcznie, więc...

Ale generalnie wiecie, nawet stworzenie takiego zeszytu, który będzie miał roślinki i nasze odręczne pismo, które ćwiczy też przy okazji nasz mózg, to jest naprawdę taka chwila uważności i właśnie tego kontaktu z nauką, w ogóle jakby tutaj pobudzenie tych funkcji kognitywnych i natura, więc to jest naprawdę bardzo fajne, nie trzeba się spinać, że on musi być jakiś idealny, bo to ma być...

po prostu coś dla nas, co nas potem jakby uratuje, jak będziemy na spacerze, sobie otwieramy zdjęcie, czy otwieramy sobie właśnie nasz zielniczek i sprawdzamy, czy faktycznie gdzie ta roślina na przykład rosła, bo to jest fajne, żeby sobie zaznaczać, słuchajcie, gdzie był dany zbiór i za rok wiecie dokładnie, gdzie wracać, więc to jest najważniejsze w ogóle dla zielarza, to poznać swoje stanowiska na różne rośliny i w jakich porach roku i w ogóle to też jest bardzo istotne.

Więc tutaj faktycznie to jest fajna zabawa.

Ale właśnie wracając do tej jednej rośliny, jak widzimy jedną czy dwie nawet, to ją zostawmy.

Bo wtedy dajemy szansę tej roślinności, żeby ona za rok stworzyła nam kilka, a potem kilkanaście, kilkadziesiąt takich roślin.

To się nam ładnie rozprzestrzeni, a jak my ją zerwiemy, to potem tego efektu...

tu nie będzie, więc to poszanowanie tutaj jest też bardzo istotne.

No właśnie to rozpoznawanie roślin, to jest w ogóle bardzo, bardzo ważne.

Nie zrywajcie czegoś, czego nie znacie.

I słuchajcie, nawet bym powiedziała, nie dotykajcie czegoś, czego nie znacie, bo mamy rośliny fotouczulające.

I ruta jest na przykład taką rośliną, że jeżeli jest słoneczny dzień i ją dotkniemy, to ona może nam wywołać poparzenia.

Więc to czasami trzeba uważać faktycznie, więc lepiej najpierw kilka roślin poznać, być ich pewnym, a potem je sobie dalej zbierać.

No i teraz to, co może nam pozwolić i upewnić się w tym wszystkim, to są różnego rodzaju spacerki zielarskie, prowadzenie swojego ziemnika, ale słuchajcie, są też świetne aplikacje.

Ja zawsze zachęcam, że jeżeli zaczynamy, to są takie aplikacje do rozpoznawania roślin, ale korzystajmy na przykład z dwóch na początku, bo one wwietlają nam, że mają 60% pewności.

Więc jak wam tak wwietli, że to jest 60%, to ja bym zostawiła i nie brała, spróbować ewentualnie drugą aplikacją, ale też znam takie fajne powiedzenie, zasłyszane od innej zielarki, nie znasz chaszczy, nie wkładaj do paszczy.

Więc tutaj faktycznie lepiej mniej i sobie to poszerzać, niż faktycznie się gdzieś tam zatruć.

Więc tutaj też trzeba naprawdę na to uważać.

Myślę, o czym jeszcze powinnam wam powiedzieć, jeżeli chodzi o takie zbieranie.

No na pewno ta identyfikacja jest super.

to chyba jeszcze zaraz porozmawiamy sobie, więc jak coś mi się jeszcze przypomni, to na pewno pomiędzy będę mówić, ale takie BHP Zielarza jest naprawdę bardzo istotne, żebyśmy potem przynieśli do domu coś, co faktycznie jest dla nas bezpieczne, jest pozyskane tak w szczególności, myślę, że teraz w tych czasach zwracamy mocno na to uwagę, żeby było bez zanieczyszczeń.

stanowiska są bardzo istotne, ale słuchajcie, nawet jak ja patrzę u nas w Szczecinie na różnego rodzaju parki, to park najczęściej, jeżeli jest spory, to te drogi ma naprawdę daleko, więc jak jesteśmy gdzieś w środku, albo jakiś puszczy, kawałka, to tych dróg, czy jakichś, nie wiem, pól uprawnych tam nie będzie, więc faktycznie nie trzeba jechać nie wiadomo gdzie, żeby to swoją przygodę po prostu z dziełami rozpocząć.

Czy to ma znaczenie, czy zbieramy rano, czy wieczorem?

Czy tutaj, wiesz, to stanowisko i operowanie słońca ma jakieś istotne, jakby ma istotny wpływ na te aspekty zbieracza?

Czy tutaj warto na coś zwrócić jeszcze uwagę?

Bo tak to mi przyszło jeszcze do głowy w kontekście tego, o czym powiedziałaś.

Wiesz co, tak naprawdę są nawet badania naukowe, które nam pokazują, że w poszczególnych porach dnia ta zawartość fitozwiązków może się nieznacznie zmieniać.

Ale generalnie, wiesz co, najlepiej, żeby je zbierać po rosie porannej, czyli one już po tej rosie trochę niech sobie obeschną i dopiero je zbieramy, jak nie ma pełnego słońca tak naprawdę.

Ale ja bym powiedziała, że jeżeli nie mamy takiego super pełnego słońca, to możemy je zbierać przez cały dzień, bo również popołudnie jest dobrym tak naprawdę już jakby porą, jak już wiemy, że ta roślina, tylko właśnie jeżeli jest pełne słońce, to tu trzeba uważać, bo roślina będzie...

bardziej taka zwiędnięta i jak my ją do domu zaniesiemy, a mamy pełne słońce, to ona nam zwiędnie do tego czasu, jak my ją doniesiemy tak naprawdę, więc jeżeli to jeszcze miało być na jakieś herbatki powiedzmy, że do suszenia, to myślę, że jeszcze pół biedy, ale właśnie lepiej jak to jest właśnie albo taki poranek właśnie do tego pełnego słońca albo popołudnie, gdzie tego słońca już dużego nie ma.

No i tak naprawdę przy okazji na przykład kwiatów to też jest istotne, bo na przykład jak mamy czarny bez, to te kwiaty pewnie możecie czasami zauważyć, jak ktoś gdzieś tam zrywał, dotykał, mają taki drobniutki pyłek, więc takich kwiatów nie zbieramy na przykład po deszczu.

I delikatnie wkładamy w coś sobie, nie wiem, w jakąś torbę, czy w jakiś pojemniczek, żeby faktycznie ten pyłek nam się za bardzo nie otrzepał, a potem tego nie myjemy.

Więc to też jest istotne, że jeżeli widzicie, że coś ma pyłek, to tak samo na sosnach, na świerkach gdzieś tam mogą być też takie pyłki, które są na tych młodych pędach.

to jeżeli nam na tym zależy, to ten pyłek też jest jakby taki, że nie zbieramy w deszczu, czy właśnie delikatnie sobie to wkładamy w coś, z czego potem bez problemu wysypiemy sobie.

Ja w ogóle jeżeli chodzi o takie zbieranie, to bardzo słuchajcie, lubię takie woreczki, które są z takich materiałów naturalnych, które są na owoce albo na warzywa w sklepie, te takie siatkowane.

więc one są super, bo cały czas roślina ma przewiew, one są gdzieś tam niewielkie, więc można sobie dzielić roślinę, że po prostu od razu sobie pokrzywę w jedno, podagrycznik w drugie, nie wiem, bez sobie wrzucimy w trzecie i spokojnie sobie to włożymy na przykład do jakiejś torby, nie zbieramy w plastiki, bo w ogóle w torbach plastikowych rośliny będą nam się zaparzać, więc ja wiem, że to jest generalnie dość szybkie i proste.

ale właśnie jak ktoś lubi być przygotowany, to te nożyczki, rękawiczki i tak naprawwłaśnie taka torba chociaż jedna, którą zwiniemy sobie na coś takiego malutkiego, to naprawdę są fajne, więc ja bym powiedziała, że tutaj dużo zilarzy na przykład, albo mamy dużo takiej wiedzy, która mówi, że tylko zbieramy rano.

Ja bym powiedziała, że ważne, żebyśmy zbierali...

a mniej ta pora dnia jest po prostu jakby znacząca, bo jak jesteśmy na spacerze i chcemy z tej kuchni korzystać na co dzień, to nie będziemy robić specjalnych wypraw, bo to się dla nas zrobi takie trudne, gdzieś tam będzie wymagało dużo czasu, więc jeżeli nie ma super słońca, bo wiemy, że na końcówce spaceru coś sobie zbierzemy,

to myślę, że tutaj na to aż tak bardzo nie musimy patrzeć, ale wiesz co, pora roku jest tutaj istotna, bo różne rośliny zbieramy w różnym czasie, ale też kwestia jest tego, że na przykład w liściach, liście będą dla nas najlepsze, jak roślina jeszcze nie zakwitnie.

Jak roślina kwitnie, to najwięcej związków tych fitochemicznych będzie w kwiatach.

Jak mamy jesień, wiadomo potem będą nasiona, a właśnie na jesień czy na wczesną wiosnę to będą korzenie.

Więc jeżeli właśnie pozyskujemy korzenie, to właśnie mówi się o wiośnie albo właśnie o takiej jesieni, bo wtedy tam ta roślina jakby już wiadomo zamiera sobie trochę, idzie w ten tryb wegetacji na zimę, więc najwięcej związków właśnie będzie w tym korzeniu.

Więc jeżeli na przykład chodzi o cykorię i chcemy pozyskać sobie inulina albo zrobić kawę z cykorii, no to właśnie...

czy na przykład z mniszka, bo w ogóle kawa z mniszka też jest bardzo fajna, bardzo prosty sposób, można ją zrobić z korzenia, więc tak naprawdę tylko podprażamy sobie na patelni, kroimy na takie mniejsze kawałki i potem sobie to podsuszamy i to w ogóle też jako taka alternatywa kawy, to też jest fajne rozwiązanie, to też żeby zwracać uwagę na to, kiedy co tak naprawdę.

Bardzo często jak mamy kwiaty, to liście też zbieramy, więc to też warto sobie sprawdzać, jak daną roślinę poznajemy.

I czasami jest różnica, słuchajcie, że na przykład bluszczyk kurdybanek, to jest taka roślina, która w ogóle kiedyś była nazywana polską pietruszką.

I słuchaj, co ciekawe, ona była sprzedawana na targach, normalnie w takich pęczkach i ludzie mogli ją kupować jako przyprawę.

Więc kiedyś, jeszcze za czasów, kiedy nie było pietruszki, bazylii u nas...

To ona była taką fajną rośliną przyprawową i w ogóle ją naprawdę zachęcam, żeby sobie sprawdzić, jak wygląda, bo to jest taka rzecz, która...

gdzieś w tym okresie od maja przez wakacje będzie gdzieś tam spokojnie mu znajdziemy i właśnie tam jest tak, że jeżeli zależy nam na przyprawie, to lepiej zbierać młode listki.

Jeszcze zanim zakwitnie tak naprawdę, bo wtedy naprawdę on ma smak czosnku, wcale nie trzeba szukać czosnku niedźwiedziego, tylko właśnie mamy czosneczek, który faktycznie będzie wpływał na to, że on jest taki czosnkowy w smaku i będą to liście.

Ale jak zakwitnie, to będzie się robił trochę goryczkowy, a z bluszczykiem, jak zobaczycie, że bluszczyk z tych pięknych zielonych liści, one się potem robią takie ciemnozielone, ale mogą się robić takie wręcz bordowo-czerwone.

I one wtedy będą miały najwięcej związków tak naprawdę fitochemicznych, więc będą miały najlepsze właściwości, na przykład takie na układ pokarmowy albo na oddechowy.

Bo wtedy...

Jak roślina zmiera kolor i robi się właśnie taka bardziej czerwonawa, gromadzi więcej antocyjanów.

Więc wcześniej mamy więcej chlorofilu, a potem mamy więcej antocyjanów.

Więc czasami jest tak, że w zależności czy chcemy, żeby to była roślina lecznicza czy jadalna, to musimy te pory sobie trochę różnicować.

No ale generalnie na początek myślę, że ważna jest znajomość, co można zbierać i w jaki sposób, a o tym już w jaki sposób powiedziałyśmy.

No ale powiedz mi jeszcze, kontynuując temat też tej sezonowości i tego właśnie spożywania, tego co jest dostępne, nie wiem, w czerwcu, lipcu, sierpniu, powiedzmy zazębimy do tych miesięcy wakacyjnych, kiedy rzeczywiście więcej eksponujemy się na naturę, spacery, co możemy znaleźć na tej łące, w tym lesie, albo nie wiem, uprawiać w ogrodzie, żeby potem móc przenieść to do kuchni, no bo to już...

W kuluarach rozmawiałyśmy o tym, że u Ciebie teraz na palniku zupa pokrzywowa, wiesz, takie ciekawe klimaty powiedziałabym.

Jak my możemy tutaj zazębić to do jakichś, nie wiem, może trzech, czterech roślin, które w Twoim odczuciu, w Twojej ocenie będą łatwe dla nas, dla słuchaczy, dla laików, żeby podjąć się tematu zbierania.

Pokrzywa, okej, no mnie trochę gdzieś tam ten temat...

Zbierania, przycinania pokrzywy do jakiegoś takiego indywidualnego zużycia jest trochę odpychające z uwagi właśnie na te takie aspekty kłucia i takiego uczucia podrażnienia skóry, ale to ma swoją argumentację, tak jak powiedziałaś, prozdrowotną.

czego my możemy korzystać, bo ta pokrzywa to jest jedno, nie wiem, krwawnik jest też takim ziołem, które wydaje mi się bardzo pospolity, być bardzo pospolitą rośliną, czosnek, o którym powiedziałaś.

W ogóle dałaś mi teraz zadanie takie, że mam się ograniczyć do kilku, a to jest naprawdę, słuchajcie, ciężkie, bo tych roślin jest naprawdę bardzo dużo.

Tak, pokrzywa tak, ale nawet mając takie podstawowe rękawiczki za 3-4 zł do ogrodu albo takie lateksowe, które są takie jednorazowe, to naprawdę bez problemu potem możemy pozbierać i z tą pokrzywą to taki tip jeszcze ode mnie, albo możemy ją zblanszować, czyli przelać wrzątkiem, a potem szybko do zimnej wody albo do wody z lodem, to ona od razu, te pęcherzyki z kwasem mrówkowym pękają.

i ona przestaje momentalnie parzyć i możemy ją potykać, kroić w ogóle bez żadnego problemu, a jeżeli chcemy ją wykorzystać na świeżo, to są takie sposoby, że po prostu rolujemy wałkiem i te pęcherzyki wtedy też pękają, więc to taki tip, żeby faktycznie sobie z nią trochę poradzić.

Zioło, które ja, roślina jadalna, którą ja uwielbiam, to jest podagrycznik pospolity.

O nim zaraz będziemy też rozmawiać.

To też jest podagrycznik twojego doktoratu, z tego co pamiętam.

Myślę, że wielu z nas z dzieciństwa bardzo kojarzy te właśnie takie baldaszki z białymi kwiatuszkami.

Ja bardzo dobrze to kojarzę, bo wszystkie moje wianki, które się przygotowywało na łące w ramach różnych zabaw, zawierały właśnie te rośliny.

Ale to za chwilę pewnie pogadamy, bo ci przerwałam.

Tak, tak, to o doktoracie wrócimy za chwilę, ale właśnie ja myślę, że to przez ten doktorat faktycznie, ale to jest roślina, która ma bardzo fajny taki pietruszkowo-selerowy smak, więc ona faktycznie się nadaje super na napary.

Możemy ją też stosować jak szpinak, do pesto.

na kanapki, słuchajcie, tak naprawdę, czy jako taki do sałatki, po prostu zamiennik sałaty i podagrycznik jest bardzo charakterystyczny, on rośnie bardziej przy lasach, przy takich przydrożnych drogach albo w parkach i to są takie łany, że jak widzicie, że jest jakaś rosina i jeszcze przed kwitnieniem, że jest nisko nad ziemią, powiedzmy, nie wiem, z 20 cm i tworzy taki po prostu łany, że jest zielono i widać, że to są jakieś liście.

to ja obstawiam na jakieś 90%, że to jest podagrycznik.

Więc bardzo łatwo sprawdzić, ale z podagrycznikiem jest tak, bo to jest roślina z selerowatych, więc dlatego też jest taki posmak selerowy, że w tej roślinie mamy kilka roślin, które są trujące.

Ja uważam, że podagrycznika nie możemy pomylić z niczym innym.

ale jak one kwitną i właśnie mają te takie białe kwiaty i one wtedy już rosną takie powyżej kolan, to zwracajmy uwagę, jak wyglądają liście, bo kwiaty wyglądają bardzo podobnie do innych roślin z tej rośliny, ale toksycznych, ale same liście są zupełnie inne.

i tam jest taka fajna charakterystyka, bo jak mamy liścia, to tu na górze jakby mamy trzy listki zawsze i jak jest łodyżka, to potem po bokach odchodzą nam jeszcze jakby dwie łodygi, ale tam są po dwa listki, więc mamy dwa, dwa po bokach i trzy na górze.

Jak przetniemy podagrycznik albo urwiemy łodyżkę, to w przekroju jest trójkącik, więc widać, że ona ewidentnie ma taką trójkątną łodygę, więc po tym możemy go spokojnie poznać i w ogóle to jest taki chwast

który w ogóle, ktoś ma ogródek, to go nienawidzi, bo on się bardzo szybko rozplenia, mam po prostu, zostawisz kawałek korzonka i tak on zaraz wyrośnie, więc słuchajcie, nie walczmy z nim, tylko go jedzmy, więc to chyba jest najlepsze rozwiązanie.

Ale czy my tą roślinę ścinamy jakby całościowo do ziemi, czy którą część my możemy wykorzystać, wiesz, do takich naszych kulinarnych jakichś tripów?

Wiesz co, korzystamy przed kwitnieniem, ale właśnie on jest taki, że on zaraz będzie odbijał, więc nawet jak macie wysoko kwiaty, to pod spodem gdzieś będą jeszcze młode liście tak naprawdę i zbieramy tak naprawdę po prostu liście, więc tą łodyżkę po prostu z listkami zbieramy.

więc bez problemu, potem można same liście na przykład wykorzystywać, zależy do czego potrzebujemy.

Jak komuś nie przeszkadza na przykład, nie wiem, ktoś jest przyzwyczajony i je pietruszkę z łodyżką, bo na przykład, nie wiem, do jakiejś sałatki z komosą sobie dodajemy...

to tutaj można w taki sam sposób nawet tą łodyżką posiekać i wrzucić sobie do właśnie sałatki, czy do zapiekania też podagrycznik jest świetny, więc jako taki szpinak tak naprawdę.

Więc tutaj całe liście.

I słuchajcie, zbiera się w trzy minuty, bo one rosną w tych grupach, więc zbierasz całą garścią, przycinasz nożyczkami i już masz taki bukiecik.

Więc naprawdę trzy minuty.

Krwawnik to jest coś, co ja polecam sobie zasuszyć, więc on ma też takie charakterystyczne piórkowe liście i potem kwiaty białe, ale można znaleźć różowe też kwiaty krwawniku.

Ja teraz dla naszych studentów założyliśmy takie skrzynie powiedzmy, które są z ziołami, z różnymi kwiatami jadalnymi.

Kupiliśmy też krwawnik ozdobny, który ma słuchajcie piękne, kolorowe kwiaty, więc można go mieć w swoim ogrodzie czy nawet na balkonie.

i faktycznie tam tą częścią zielarską jest całe ziele, więc łodyga, liście i kwiaty, więc też jest dla nas prosto, i to jest świetne zioło, które jest dla kobiet.

One też ma takie funkcje trawienne, napary są fajne do przemywania twarzy, na przykład jak ktoś ma, nie wiem, nastolatki w domu, czy w ogóle problem z trądzikiem, to można sobie naparami przemywać twarz.

Ale u mnie też na profilu znajdziecie taką rolkę właśnie naparu na PMS i słuchajcie, dla mnie on działa rewelacyjnie.

To był napar, który był zrobiony z tego, co miałam w domu i po prostu czułam, że potrzebuję i tam był rumianek, krwawnik i tak naprawdę był indir.

pewnie dość mocny, ale generalnie jakby to fajnie nas wszystko rozluźnia i na te mięśnie działa i przy okazji krwawnik reguluje krwawienie tak naprawdę, stąd też jego nazwa, która tutaj jest.

Więc jest to naprawdę fajna roślina, którą warto sobie zasuszyć.

Wiesz co, takie rzeczy, które są bardzo fajne, to jest też przytulia.

I przytulia bardzo często występuje z pokrzywą, więc jeżeli widzimy, że pokrzywa jest otulona w taką roślinę, która ma taką łodygę po prostu przez całość wijącą i takie listki, które takie po prostu języczkowate odchodzą na bokach,

Jak ją słuchajcie, dotkniemy sobie do ubrania, czy jesteśmy na jakimś spacerze i przechodzimy, czasami się coś do nas przyczepi i właśnie to jest taka dłuższa roślina, po prostu zielona z jakby tutaj takimi po prostu wianuszek opleconymi po prostu listkami, to to jest przytulia czepna i ona bardzo fajnie działa moczopędnie, jak mamy jakieś obrzęki,

napyt tak naprawdę gdzieś tam w medycznych jakichś takich schorzeniach, jeżeli mamy obrzęki, to przytulia jest bardzo fajna, bo ona działa tutaj na tą linfę i też właśnie działa moczopennie, więc to jest też taka fajna rzecz, którą akurat do naparów się super sprawdza.

Mamy też przytulię wonną.

Ten bluszczyk kurdybanek, to już też o nim mówiłam.

I bluszczyk kurdybanek jak kwitnie, to w ogóle ma takie piękne filetowe kwiatki.

Jak kwitnie, to już go nie można z niczym pomylić.

Mamy jasnotę białą, mamy purpurową, mamy też różowe, mamy żółtą, bo to jest gajowiec, więc jak sobie wygooglujecie, szkoda w sumie, tak sobie pomyślałam, że nie możemy tu teraz jeszcze pokazywać, mogłam się przygotować.

I tak naprawwłaśnie jasnoty wyglądają trochę jak pokrzywa, bo o jasnocie białej mówimy, że to jest głucha pokrzywa.

ale ona ma białe kwiatki pod listkami, więc jeżeli widzicie, że właśnie jest coś, co bardzo przypomina pokrzywę, ale ma białe kwiatki, to to jest jasnota biała i ona też jest świetna w problemach kobiecych, więc ona też bardziej tutaj do naparów, no i ona właśnie nie parzy, więc to jest też taka rozróżniająca, ale słuchajcie, taka ciekawostka, jasnota biała bardzo często rośnie przy pokrzywie i ona trochę tą pokrzywę udaje,

żeby różne owady, zwierzęta do niej nie podchodziły, bo pokrzywa normalna parzy i ona się ukrywa między pokrzywami.

Więc to jest też takie śmieszne i wtedy też się rękawiczki przydają, bo mimo wszystko jak zbieramy, to musimy zbierać między pokrzywą.

On też często rośnie na jakichś różnych polanach, więc też myślę, że wiemy jak te drobne kwiaty, takie białe z tym żółtym środeczkiem wyglądają, tylko rumianek możemy pomylić z maruną bezwonną.

Ona nie jest dla nas toksyczna, ale też w łatwy sposób sobie to jesteśmy w stanie rozróżnić, bo rumianek będzie pięknie pachniał, a maruna jest bezwonna.

Więc jeżeli was kusi, zobaczycie, o to jest rumianek, powąchajcie, można jeszcze ten środeczek, który mamy żółty, przepołowić sobie na pół i rumianek będzie pusty w środku.

Więc to też jest taka cecha charakterystyczna.

Co do kwiatów, bardzo fajna też jest dziewanna i ona właśnie będzie rosła w takim czasie, bardziej takie polane i to są takie dość wysokie rośliny, które są szersze na dole, potem się tak zwężają i mają mnóstwo żółtych kwiatków, takich bardzo gęsto utkanych tak naprawdę.

I dziewanna też jest fajna na przykład na drogi oddechowe.

W ogóle jak sobie spojrzymy na te rośliny, to bardzo często to w przypadku dziewanny tak jest, że to nazewnictwo wiąże się z jakąś taką legendami słowiańskimi na przykład, bo dziewanna od dziewczyny tak naprawdę, więc tutaj faktycznie takich roślin jest sporo.

Takie, które możemy spożywać, to właśnie myślę, że to mimo wszystko jest właśnie ten kurdybanek jako taka przyprawa, pokrzywa, właśnie podagrycznik, który może imitoww sałatkach sałatę albo jakiś szpinak tak naprawdę przy podgrzewaniu, właśnie ten czosnek niedźwiedzi, czosnaczek, które właśnie mają ten taki charakterystyczny czosnkowy posmak, to też jest super.

W ogóle ja też zachęcam, słuchajcie, żeby robić sobie sole takie aromatyczne do normalnie przyprawiania.

No generalnie głośno mówimy o tym, żeby tą ilość soli sobie redukować.

Więc teraz jak my mamy moździerz, albo nawet możecie to zrobić w jakimś młynku tak naprawdę, wrzucamy sobie sól, świeże rośliny.

Ja ostatnio robiłam kurdybanek z czosnaczkiem i on wyszedł rewelacyjnie.

Słuchajcie, nie chcę sięgać po żadną inną sól, bo po prostu ta jest tak cudowna.

Można zrobić sobie sole, które będą gdzieś tam na przykład, nie wiem, z jakimiś kwiatami nagietka, będą pomarańczowe, więc...

Można z sosną zrobić tak naprawdę, z tymi młodymi takimi w ogóle jakby igiełkami.

i one raz, że mogą być z okąpieli, bo może być z lawendą na przykład, dwa, mogą być normalnie spożywczo wykorzystywane i można dać jeden do jednego tak naprawdę, więc minimalizujemy sobie ilość soli w tej przyprawie, a zwiększamy po prostu ilość tych fitozwiązków.

Potem możemy sobie to po prostu rozłożyć gdzieś, żeby to nam wyschło, potem jeszcze raz przemielić, bo mogą być grudki, albo można zrobić tak zwaną sól mokrą.

czyli tak naprawdę od razu jak sobie tylko zblendujemy to razem, to przekładamy do słoiczka i w takim zamkniętym słoiczku przechowujemy, też raczej na świeżo wykorzystujemy, ale sól nam trochę konserwuje to wszystko, więc koło mieszkania spokojnie nam wystarczy, a cały czas mamy dobrodziejstwo tych związków, bo one przez temperaturę nam się nie będą degradować, więc to też są takie triki, że jak łatwo to wszystko w kuchni wykorzystać.

Jeśli lubisz słuchać mojego podcastu i chciałabyś lub chciałbyś dać mi o tym znać, oceń mój podcast lub zostaw komentarz pod odcinkiem.

Wiesz, w ogóle temat kwiatów jadalnych, bo też tego dotknęłyśmy, wchodzi teraz bardzo mocno na salony i wybrzmiewa i widzimy, że bardzo często sałatki nawet podawane są w okolicznościach jakichś tam różnych kwiatów.

To się też pięknie wpisuje w taki, wiesz, nurt czy ekologiczny, czy po prostu ten tryb zero waste.

I rzeczywiście mnie się to osobiście bardzo podoba i fajnie, że o tym rozmawiamy, w jak prosty sposób można przemycić te rośliny, kwiaty do naszej codziennej diety.

Ale to wiesz, to też jest taki pomost pomiędzy takim stosowaniem tradycyjnym ziół w kontekście zbierania, suszenia, przygotowywania naparów, odwarów, maceratów, czegokolwiek innego.

ale z drugiej strony mamy też tą fitoterapię popartą badaniami naukowymi, bo dzisiaj wiemy już, że fitoterapia to nie jest wróżenie z fusów, bo mam wrażenie, że wiesz, jednak wciąż gdzieś tam pokutuje takie przekonanie, bo zioła pełnią ogromną rolę i ogromne znaczenie w naszej kulturze, ale dzisiaj też widzimy już, że coraz więcej badań naukowych przybywa nam na tematy zastosowania konkretnych ziół w kontekście aspektów zdrowotnych.

Chciałabym się zatrzymać trochę przy tym aspekcie suplementacji roślinnej i zapytać Ciebie jako ekspertki, jak bezpiecznie stosować suplementy roślinne.

Co de facto warunkuje ich wysoką jakość i jak my możemy rozdzielić to stosowanie tradycyjne ziół, które fajnie wpisuje się w naszą codzienną kuchnię i ma pewien walor prozdrowotny, ale jednak suplementy dobrej jakości, które mają standaryzację, o której mam nadzieję też troszkę powiemy, to jest trochę inna działka.

jak tutaj się mądrze po tym poruszać i jak tą suplementację roślinną dobrze sobie wcielić, jeżeli jest taka oczywiście potrzeba.

Świetnie, że o tym mówisz, bo to jest bardzo ważny temat i ja też mam takie wrażenie, że fitoterapeuci zostają trochę zepchnięci do takiego kotła, że tam czary-mary i faktycznie trzeba sobie rozróżnić fitoterapeutę, który dobrze, rzetelnie bazuje na wiedzy,

od osoby, która może ma mniejszą umiejętność, mniejszą wiedzę i dzieli się jakimiś prostymi po prostu tipami, które nie mają odzwierciedlenia w nauce, ale mają odzwierciedlenie w jakimś takim ziołolecznictwie tradycyjnym, ludowym.

Tutaj w ogóle bym zaczęła od tego, że bez tego, co się działo set lat temu, nie byłoby obecnej fitoterapii.

Więc to ziołolecznictwo takie tradycyjne, ludowe, kiedyś opierało się na obserwacji, intuicji.

Więc nie było tak, że mogliśmy sobie przebadać daną roślinę, albo otworzyć książkę i wyczytać, na co ona jest.

Ewentualnie, jak nam się poszczęściło, to osoba wcześniej, która była taką zielarką wioskową, nam przekazała wiedzę, a tak to było trzeba bazować na obserwacjach i takim

Dowody anegdotyczne, prawda?

Ale bez tego nie byłoby współczesnej fitoterapii tak naprawdę.

Więc ja bardzo szanuję ten okres i naprawdę uważam, że mamy tam mnóstwo wiedzy, z której powinniśmy korzystać, ale właśnie...

z rozwojem lat, my mamy coraz większą wiedzę, mamy publikacje naukowe, mamy badania tak naprawdę, które nam pokazują w danej roślinie, jakie mamy fitozwiązki, co tam dokładnie jest, w jakie to może wchodzić interakcje, to już też sobie wcześniej rozmawiałbyśmy o tym, że...

My nie mamy pojęcia, myślimy sobie, to tylko napar, to jest tylko jakaś roślina, a nie mamy pojęcia, co to może spowodować i że czasami może nam właśnie znieść efekt terapeutyczny leków różnych.

Może wejść w taką interakcję, że na przykład zwiększy nam krwawienia na przykład.

Bo w ogóle powiem Wam jako taką, może nie ciekawostkę, tylko bym powiedziała, że przestrogę, że jeżeli ktoś stosuje leki przeciwzakrzepowe,

w szczególności tą starą walfarynę tak naprawdę, to większość ziół wchodzi w interakcję, więc nasila ryzyko krwawień.

To już jest bardzo niebezpieczne, ale faktycznie ta współczesna fitoterapia bazuje na tej wiedzy naukowej i my przez to, że mamy te badania, możemy określić dawki, które będą działać, mamy standaryzację, czyli tak naprawwiemy w danej roślinie, jaka jest ilość dokładnie konkretnych na przykład związków.

Więc to jest tutaj też będzie bardzo istotne, na przykład mamy slimarynę, która jest w ostropeście, więc jeżeli my będziemy mieć suszony ostropec, bo na przykład po prostu mamy te lesionka, które są zmielone i będziemy przyjmować jedną łyżkę dziennie, to my nie wiemy, ile przyjmujemy tej dawki slimaryny, czyli tej substancji, która w środku jest z grupa substancji tak naprawdę, która ma te największe efekty właśnie takie wspomagające leczenie.

A jeżeli mamy standaryzację, to jesteśmy w stanie każdą partię wyprodukoww ten sposób, żeby miała dokładną ilość, powiedzmy, że to będzie, nie wiem, 20 mg na kapsułkę, a w jakimś takim suszu nie mamy pojęcia, albo jak robimy tradycyjnie nalewki.

czy robimy napary, to dalej nie jest jakby standaryzowane.

Ja zawsze będę mówić, że napary są świetne, tylko musimy pamiętać, żeby napary na nas zadziałały, to najczęściej są to tygodnie stosowania, to jest taki łagodny efekt, no i bardzo często, jeżeli chcemy faktycznie osiągnąć efekt terapeutyczny, to musimy na przykład pić stale trzy napary dziennie.

A jeżeli mamy coś, co jest standaryzowane,

Mamy też większe bezpieczeństwo tych preparatów standaryzowanych, więc to też jest takie istotne, że jak sobie porównamy tą fitoterapię współczesną w kontekście tej ludowej, to tam nie było dowodów naukowych, nie było dawek, nie było interakcji, a my teraz w tej współczesnej fitoterapii faktycznie to wszystko możemy zobaczyć.

I tak anegdotycznie, żeby wam pokazać, jaki to jest ogrom wiedzy, żeby tą wiedzę sobie pouzupełniać, to ja na swoich zajęciach, które prowadzę ze studentami dietetyki, zadałam im zadanie, już wiem, że było bardzo ciężkie, żeby opracowali na takich dłuższych zajęciach, bo zajęcia trwały 4 godziny i to były 2 spotkania po 4 godziny, żeby opracowali po prostu dane schorzenie, na przykład zaburzenia snu,

w kontekście fitoterapii.

No i musieli sobie poprzeglądać napary, które są na rynku gotowe, takie mieszanki, suplementy diety.

W książkach, które im przyniosłam taką podstawę solidną, merytoryki takich badań naukowych, szukali sobie danych roślin, a potem opracowywali tak naprawwłaśnie, jakie dawki.

czy nie wchodzą rośliny w interakcję, tworzyli swoje mieszanki, więc bardzo często na przykład kupując jakąś gotową mieszankę, tam będzie tyle ziół ze sobą, że okaże się, że jedno z drugim będzie działać niekorzystnie.

Czasami będą działać synergistycznie, czyli będą jakby tutaj nasilać to swoje działanie i działać korzystnie, a czasami jedno będzie znosiło drugie na przykład.

To się w takich gotowych, sklepowych mieszankach czasami zdarza.

W naparach na pewno to będzie delikatniejsze,

niż w przypadku takich ekstraktów standaryzowanych, gdzie mamy wyższe dawki.

Ale naprawdę, słuchajcie, trzeba to dobrze posprawdzać.

Te interakcje, tak jak rozmawiałyśmy wcześniej, są bardzo trudne do znalezienia, ale też nie mamy wystarczających dowodów naukowych czasami na wszystko.

Więc...

no to naprawdę trzeba poświęcić bardzo dużo czasu, żeby opracować to w dobry sposób.

Więc jak idziemy do, nie wiem, powiedzmy dietetyka, fitoterapeuty, zilarza, to podstawą powinny być pytania właśnie o przyjmowane leki na stałe.

Więc to jest naprawdę coś, co jest bardzo istotne.

czasami nam się przyda na przykład farmaceuta do tego, bo na przykład się okaże, że my nie mamy takiej wiedzy, korzystamy z wiedzy kogoś, kto tą wiedzę będzie posiadał, więc czasami to jest po prostu takie podejście interdyscyplinarne tak naprawdę.

No ale faktycznie ja też bym chciała zwrócić uwagę, bo ja zawsze mówię o tym, że ta standaryzacja jest jakby mamy taką ważność, piramidę w suplementach diety, to na górze zawsze jest standaryzacja.

ale okazuje się, że wiele polskich naszych roślin nie będzie miało standaryzacji, albo będzie miało bardzo ogólną standaryzację, że na przykład nie będzie to standaryzacja na jeden konkretny związek, ale na przykład na grupę flawonoidów, czy proantocyjanidyny na przykład.

albo na przykład polifenoli w ogóle, czyli jeszcze większa grupa, bo po prostu czasami te nasze polskie rośliny nie są tak dobrze przebadane.

I to też chciałam o tym wspomnieć w kontekście badań, bo ja bardzo często słyszę od studentów, od osób, które gdzieś tam też się jakby zajmują tą fitoterapią, dlaczego nie ma badań na ludziach i na przykład takie z jasnotą białą.

która my wiemy, że działa rewelacyjnie, ale faktycznie badań na ludziach nie ma, no chyba, że są jakieś pojedyncze, mi się nie udało do nich jakby dotrzeć, ale tak samo jest z podagrycznikiem, to na 100% nie ma badań, bo to jestem pewna, no i mimo, że my wiemy, że jest bardzo taka dłuższy czas stosowania, że patrzymy do tyłu, wiemy, że jest mało interakcji na przykład, ale to jest roślina, która rośnie powiedzmy tylko w kilku krajach,

naukoww, którzy się zajmują fitoterapią jest generalnie w tych krajach, to też nie są miliony, tylko to jest na przykład, nie wiem, set osób i czasami jest tak, że potrzebujemy naprawdę bardzo dużo dużych środków finansowych, których uczelnie najczęściej nie mają aż takiego kalibru, żeby zrobić badania na ludziach.

Więc badania na ludziach, jeżeli chodzi o...

Takie zioła, które są niewystandaryzowane, też będą ciężkie, jeżeli chodzi o same komisje bioetyczne, czyli żeby zapewnić to bezpieczeństwo dla pacjenta.

Więc niestety ja w ogóle się bardzo cieszę, że wróciliśmy do tej natury bardzo, do tego ziołolecznictwa, do tej fitoterapii.

Ja mam wrażenie wręcz, że to się młody nas zaczęło robić i bardzo się z tego cieszę, bo ja myślę, że to pchnie naukoww do dalszych badań w tym wszystkim.

Więc myślę, że ciągle tych badań będzie więcej, będzie się poszerzać.

My teraz planujemy badać jasnotę tak naprawdę, więc trochę wracam do polskich naszych roślin, bo wcześniej była macza, kombucza, kaskara, jakieś herbaty różnego rodzaju, a teraz wracam do tych korzeni, czyli tak jak wcześniej, bo na magisterce badałam nasiona pokrzywy, też w hodowlach komórkowych, potem ten podagrycznik.

I chyba wracam z powrotem te nasze polskie zioła, bo widzę, że po prostu mało osób to bada, a ta wiedza jest naprawdę niezbędna.

I wracając jeszcze tak na szybko do tych kwiatów jadalnych, to u mnie na profilu jest tak naprawdę i na blogu tak naprawdę trochę takich artykułów, czy tam gdzieś tam zajawek o tych kwiatach jadalnych, bo my też je w zakładzie badaliśmy.

Badaliśmy ponad 40 gatunków kwiatów jadalnych, więc...

Jak poszukacie, to też tam znajdziecie trochę informacji, bo to osobny odcinek, chyba mogłybyśmy o tym nagrać, żeby o tym opowiadać.

I nawet badaliśmy, słuchajcie, coś, co jest takie mało popularne w przypadku kwiatów jadalnych, ale błonnik i tak naprawdę białko.

I to były kwiaty liofilizowane.

I okazuje się, słuchajcie, że pod względem i błonnika, i na przykład białka, to na 100 gramów kwiatów może być nawet 20 gramów, albo nawet ponad błonnika.

I do 20 gramów białka.

Więc to są takie rzeczy, których my w ogóle nie myślimy tak naprawdę.

Więc jak te susze będziemy sobie dodawać, bo słuchajcie, to w ogóle jest fajne, że takie suszone płatki kwiatów, czy suszone na przykład pokrzywe, można dodawać do ciast.

i sobie z tego po prostu robić, albo do wsianek, jak sobie to dobrze zmiksujemy na taki pył proszek, to bez problemu to możemy przemycić w koktajlach, więc musimy trochę tak wyjść spoza schematu i pomyśleć po prostu, gdzie te rośliny możemy sobie tak naprawdę spokojnie wykorzystać, tak żeby one z nami były na co dzień, więc to jest naprawdę fajne.

Jeszcze powiem Ci, tak pomyślałam o tym, sprzedam Wam jeszcze jeden patent na suszenie ziół.

jakby ktoś się wkręcił w to wszystko, no to wiadomo, że suszymy w takich przebiewnych pomieszczeniach, kiedyś się mówiło, że na jakichś stryszkach, z jakimś otwartym okienkiem, ale są, słuchajcie, takie kosze do suszenia roślin, one są piętrowe, są na zameczki po prostu z takich siatek, że jak nie potrzebujemy, to składamy, one są po prostu takie wąziutkie, po prostu nie zajmują nam miejsca.

a jak rozłożymy, a ja akurat mam takie spore, no i na przykład ostatnio nie miałam miejsca, w ogóle nie miałam gdzie tego rozłożyć, to na suszarce na pranie wisiało, na środku salonu i się suszyło, więc nie trzeba też jakichś, wiecie, albo można po prostu na gazetach porozkładać, czasami mi się zdarza, że na meblach gdzieś na przykład leżą, czasami gdzieś na działce się suszą, po prostu takiej altance przewiewnej, ale generalnie to nie jest problem, bo jak zbierzemy sobie tą garstkę czegoś, co wiemy, że będziemy stosoww postaci naparów, to

tak co jakiś czas sobie trochę dosuszać coraz więcej, żeby to nam, nie wiem, dwa talerze będą stały cały czas, w których coś tam się będzie suszyło, to nam w ogóle nie zrobi różnicy, dużo osób na lodówki kładzie, no tam też trzeba sprawdzać, czy nie ma temperatury wyższej przypadkiem, albo jakieś meble na górze, tylko nie zapomnieć o tym potem, więc faktycznie to w ogóle...

Myślę, że to w ogóle nie stwarza nam problemu, tylko musimy to włączyć po prostu do naszej codzienności.

Myślę sobie, że też podsumowując, spróbuję to, o czym powiedziałaś, na pewno podlinkuję Wam też bloga Karoliny do tych kwiatów jadalnych, o których wspomniałaś, ale chciałabym się też odnieść jeszcze do tej fitoterapii, bo nam bardzo często się wydaje, że...

I że nie musimy zwracać uwagi wtedy na inne niuanse, a tutaj nic bardziej błędnego, bo tak jak powiedziałaś, no zioła też mogą gryźć się z lekami i myślę, że z takiej mojej perspektywy farmaceutycznej i gryzienia się właśnie z różnymi farmaceutykami, ważnym aspektem jest na przykład miłosząb.

On jest bardzo często stosowany przez pacjentów w kontekście poprawy krążenia mózgowego, a wiemy, że on na przykład nasila właśnie działanie leków przeciwpłytkowych.

Zwykła aspiryna tutaj też wchodzi w grę.

leki przeciwzapalne z grupy NLPZ.

Tutaj może dojść do nasilenia efektów, tak samo wiesz dziurawiec, o którym wszędzie dużo się mówi jako taki przykład złoty, po prostu przykład na interakcje międzylekowe, no to choćby, nie wiem, dziurawiec może osłabiać działanie antykoncepcji hormonalnej.

skuteczność leków przeciwdepresyjnych.

Też pamiętajmy, że dziurawca nie powinniśmy łączyć z lekami w ogóle, na przykład z grupy SSRI, ale w ogóle z lekami z grupy tych antydepresantów, bo tutaj też może dochodzić po prostu do potencjalizacji działania ze względu na bardzo zbliżone mechanizmy działania.

Także temat rzeka, ale wydaje mi się, że też warto tutaj Karolina podkreślić te niuanse.

które być może czasami uciekają, czyli na przykład herbatka z dziurawca nie będzie działać tak samo jak wyciąg alkoholowy w kontekście mózgu.

Może rozwiniemy to, bo to też wydaje mi się jest taka informacja bardzo cenna, a nadal pojawiają się pytania, ale jak to?

Czyli herbata z dziurawca nie będzie działać na mózg?

Tak, w ogóle bardzo dziękuję, że mówisz Zosiu o tych interakcjach, bo w ogóle uważam, że to jest kluczowe i w szczególności na przykład tak jak powiedziałeś o tym miorzębie, on jest bardzo często stosowany przez osoby, które są trochę starsze, biorą mnóstwo leków na przykład, więc dlatego wcześniej też mówiłam, że o te leki zawsze pytamy i sami sprawdzamy, czy jeżeli coś bierzemy, to czy to jest bezpieczne, więc w ogóle tak samo aszfaganda na przykład, która teraz jest bardzo popularna, więc już odchodząc od naszych roślin.

Tam w ogóle powiem Wam, że szczerze, że mało jest takich roślin, że jak sprawdzamy, to zobaczymy informację, że jest totalnie bezpieczne.

Bo najczęściej albo gdzieś tam, nie wiem, nie możemy podawać u dzieci, u kobiet w ciąży w ogóle i jakby w trakcie laktacji, to w ogóle nie mamy badań, więc o ziołach mówimy, że raczej nie.

rumianek na przykład jest gdzieś tam bezpieczny, więc tutaj faktycznie trzeba na to uważać.

No i ta forma, to jest bardzo istotne, bo ja czasami widzę mieszanki na rynkach, które są jakby w kontekście tego zaparzania po prostu do naparów,

No i patrzę i sobie myślę, dobra, to nie będzie działało w wodzie, to nie będzie działało w wodzie, to nie będzie działało w wodzie, więc w sumie trochę taki efekt placebo gdzieś tam, bo faktycznie mamy różne związki.

Związki mogą się rozpuszczać w wodzie i wtedy robimy z nich napary, albo jeżeli to jest kora, takie twarde rzeczy, to robimy odwary, czyli gotujemy na przykład przez 30 minut i dopiero potem spożywamy.

więc kłącza, korzenie nigdy nie powinny być łączone w mieszankach z tymi delikatnymi rzeczami, czyli liście, kwiaty, to w ogóle zawsze powinno być osobno, bo wymaga innego czasu gotowania po prostu.

a w przypadku właśnie tych związków, które się nie będą rozpuszczać w wodzie, one bardzo często będą się rozpuszczać albo w oleju, albo w etanolu, czyli alkoholu po prostu i wtedy robimy nalewki, no ale to nam wchodzi kontekst alkoholu, teraz już wiemy, że każda dawka już jest dla nas tak naprawdę toksyczna, tego alkoholu przyjętego, więc rozwiązaniem takim, jeżeli nie chcemy stosować nalewek, chociaż tutaj od razu powiem, że nalewki stosujemy w kroplach, więc to nie jest tak, że tak jak mamy walerianę, którą kupimy w aptece,

czyli ten kozłek lekarski, to tutaj ten efekt taki relaksacyjny, uspokojenia będzie tylko w ekstrakcie etanolowym, wodnym minimalnie będzie ten efekt, a on się często pojawia w mieszankach, tak naprawdę do naparów, a w alkoholowym dopiero będzie miało tą swoją moc, bo te związki, które odpowiadają za te właściwości takie przeciwlękowe, uspokajające, będą przychodzić do alkoholu, więc to jest bardzo istotne.

I tak jak powiedziałeś przy tym dziurawcu,

Jak mamy dziurawcę i zrobimy z niego nalewkę, to tak samo będzie to działać właśnie na ten nasz ośrodkowy układ nerwowy, właśnie na nasze serotonina, dopamina, w ogóle będzie wpływać tak uspokajająco, relaksująco, przeciwdepresyjnie.

i bardzo często się o tym mówi, ale właśnie jeżeli zaparzymy sobie z tego napar, więc będzie to zwykła herbatka, to tam nam przejdą głównie polifenole, więc tam będą właściwości przeciwzapalne, antyoksydacyjne, generalnie z dziurawca jeszcze herbatki trochę trawiennie będą wpływać na przykład, bo tam trochę będzie też takich substancji, które będą tak działać.

A jak zrobimy sobie macerat i będzie to olej, to będziemy go stosować zewnętrznie, więc on już będzie fajny na jakieś różne stany takie, nie wiem, gdzieś tam trądzinkowe, jakieś takie zmiany skórne.

Więc tak samo słuchajcie, nagietek.

To w ogóle bardzo często czytam, że nagietek ma właściwości regenerujące.

Takie super na skórę tak naprawdę.

No oczywiście, ale nie w naparze.

W naparze dalej on będzie właśnie bardziej działał antyoksydacyjnie.

Dopiero jak zrobimy sobie taki macerat olejowy, więc po prostu skubiemy sobie te kwiaty, zalewamy olejem, zamykamy butelkę, tylko właśnie pamiętamy, żeby tego oleju było trochę więcej, żeby nam po prostu nie wystawały.

Ja mam złą rękę do maceratu z nagietka, bo co robię, to zawsze on w ogóle mi nie wychodzi, ale moi znajomi robią i działa i słuchajcie, warto po prostu spróbować.

Inne maceraty olejowe mi wychodzą, więc po prostu mam jakąś złą rękę tutaj do tego jednego.

I wtedy jak mamy w oleju, to to jest świetna baza do różnego rodzaju kremów, maści, czy nawet jak mamy jakieś zmiany skórne, to przecież możemy sobie jogę twarzy, po prostu masaż robić na takim oleju na przykład z nagietka.

I jak mamy takie drobne jakieś zaczerwienienia, ranki, jakieś blizny, to to też będzie świetnie tutaj jakby działać.

Więc ta...

kwestia rozpuszczalności i które związki w ogóle działają najsilniej w danej roślinie, to też jest z tą standaryzacją powiązane, ale do czego one będą przychodzić.

No i teraz, jeżeli my nie chcemy tej nalewki, to najlepszym jakby sposobem, żeby jednak wykorzystać to w dobrej formie, to są ekstrakty, więc tam wtedy normalnie jest to robione tak jak nalewka, że mamy właśnie tą fazę jakby taką płynną, więc mamy ten alkohol, mamy ten nasz jakby tutaj

naszą roślinę w różnych proporcjach, o tym też nam mówi DER tak naprawdę, czyli z ilu części rośliny potem powstaje nam też jakby sam ekstrakt potem i potem to odparowujemy.

Więc nie mamy alkoholu, to jest dla nas istotne, ale mamy ekstrakt, który był zrobiony na alkoholu, więc te związki rozpuszczalne w alkoholu tam będą.

Więc to naprawdę do tego zachęcam, żeby...

nie upierać się tylko, że napary, ale właśnie czasami ta rozpuszczalność jest tutaj istotna, czasami potrzebujemy pomocy po prostu specjalisty do tego, żeby sobie to dobrze zastosować, no bo tak jak powiedziałam przy okazji tych moich studentów, nie jest to proste, ale tak jak rozmawiałyśmy, te proste napary, w szczególności będziemy robić napary jednoskładnikowe czy dwuskładnikowe, to one będą dla nas bezpieczne, też jeżeli ktoś nie lubi tego posmaku takiego

powiedzmy, to słuchajcie, łączmy te napary na przykład z hibiskusem, z jakimiś ciemnymi owocami tak naprawdę, z miętą, z melisą, żeby to było dla nas smaczne i przyjemne, a żeby trochę ukryć ten smak, który gdzieś tam mamy.

Więc to też są takie fajne, proste triki, które możemy zrobić.

No i jedzmy te rośliny, więc też jest dla nas jakby ważne, że co możemy wrzucić do tej sałatki.

Teraz sobie jeszcze przypomniałam, mnóstwo mamy zawsze, gdzieś jak mamy jakiś ogródek i trawnik, to mamy mnóstwo stokrotki.

to stokrotka dodana na kanapki, w szczególności myślę, że dla dzieci nawet, myślę, że w szczególności dla dziewczynek, to w ogóle cieszy oko, od razu w ogóle startujemy z innym dniem, bo w ogóle widzimy te stokrotki takie piękne, kolorowe na tym talerzu i nie musimy kombinować, to może być nawet coś, co wrzucimy po prostu na kanapkę, czy do sałatki, czy właśnie też taką stokrotkę do jakiegoś bowla tak naprawdę, to też będzie pięknie wyglądać, a już te rośliny po prostu będziemy spożywać.

absolutnie i wiesz, wydaje mi się, że w ogóle ten odcinek dzisiejszy jest taki bardzo lekki i taki w klimacie właśnie wakacyjnym, który jest w moim odczuciu bardzo inspirujący i wiesz, zachęciłaś mnie do tego, patrzę przez okno, widzę te stokrotki, więc zaraz pójdę i to zrobię, zrobię sobie kanapki ze stokrotkami, ale myślę sobie, że w dobie, wiesz, ogromnego, tak jak powiedziałaś, zainteresowania, te tematy związane z powrotem do natury, do rytuałów takiego sezonowego jedzenia, będą miały przełożenie i takie, wiesz, inspirujące, wiedzowe, ale też w kontekście

po prostu promowania zdrowia, no bo też my tą naszą dietę, naszą pulę składników, które się w niej znajdują, po prostu rozszerzamy o nowe.

To jest też taki tryb trochę jedzenia zero waste, nie marnujemy tej żywności, wykorzystujemy to, co nam daje natura, także tutaj absolutnie

Wydaje mi się, że też nakreśliłaś nam bardzo szeroki kontekst tego, jak bardzo możemy skorzystać z otoczenia, zwłaszcza w sezonie, myślę, że letnim, no bo to jest taki czas, kiedy faktycznie więcej się na tą naturę eksponujemy i naprawdę udowodniłaś nam też, że nie trzeba jechać w Bieszczady, chociaż można, żeby uprawiać fajne rośliny, żeby zbierać ciekawe tutaj rośliny i móc je po prostu wcielać do naszych codziennych posiłków.

Czuję, że ta rozmowa nadal, jakby temat nie jest wyczerpany, to jest temat na kolejne rozmowy, ale Karolina, bardzo Ci dziękuję za dzisiejsze spotkanie.

Miło było się złapać po chyba roku albo i dłużej i porozmawiać sobie na tak ciekawy temat, jakim jest dzika kuchnia i właśnie ta suplementacja roślinna.

Wielkie dzięki.

Ja Was bardzo zachęcam naprawdę do stosowania tej dzikiej kuchni, czekamy na Wasze zdjęcia, może jakieś dania, które zainspirują inne osoby, więc jak będziecie nas oznaczać, to nam będzie bardzo miło i faktycznie to będzie inspiracja dla reszty, więc bardzo, bardzo dziękuję i mam nadzieję, że do zobaczenia.

Niech stokrotki idą w świat, buziaki.

Jeśli ten odcinek był dla Ciebie wartościowy, poczęstuj nim innych.

Dzielmy się wiedzą.