Mentionsy

Szkic Kryminalny
29.03.2025 16:31

Dolnośląskie: 2 sprawy - Mieszkanie przy Spokojnej i Wrocławska dziewiątka

Cz. 1: 8-letni Dominik wyprowadza się z mamą od dziadków. Wkrótce zaczynają się problemy.Cz.2: 19-letni Piotr ma problemy w szkole. Kiedy pojawia się ryzyko, że zostanie wyrzucony, nie wie co dalej robić.

--------------------------

Przygotowany materiał jest streszczeniem informacji  z ogólnodostępnych źródeł. | ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/1ILgj_pGzSX2M906rCdaan9CgxAkeppHUMKdbn2o10sM/edit?usp=sharing

JEDNORAZOWE WSPARCIE PODCASTU: buycoffee.to/szkickryminalny

KONTAKT: [email protected]

MUZYKA TŁO: Arthur Vyncke - Uncertainty https://www.youtube.com/watch?v=0RRWCxfkmtA&t=0s

MUZYKA INTRO: Soundridemusic - Countdown Cinematic Trailer https://www.youtube.com/watch?v=J3MTjOpLCxA&t=0s

MUZYKA POCZĄTEK: Dylan Owens - Black fingerprint https://www.youtube.com/watch?v=Uk5zngU-aAE

YT: https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 553 wyników dla "P"

Dzień dobry słuchacze, dziś po raz drugi przenosimy się do województwa dolnośląskiego, w którym swego czasu rozegrały się dwie bardzo ciekawe, a zarazem bardzo przykre sprawy.

W obu historiach wydarzenia kręcą się wokół młodych chłopaków w bardzo zbliżonym wieku, z których każdy znalazł się w trudnej sytuacji życiowej, z której nie wiedział jak ma wyjść.

Pierwsza sprawa rozegrała się w Bolesławcu, druga we Wrocławiu.

I więcej nie zdradzam, słowem wstępu to tyle, a teraz zapraszam do wysłuchania odcinka.

Sprawa pierwsza.

Mieszkanie przy spokojnej.

Przenosimy się do Bolesławca, czyli miasta leżącego w województwie dolnośląskim, niedużego, bo zamieszkiwanego przez niecałe 40 tysięcy osób, ale za to znanego w całej Polsce z produkcji charakterystycznej niebiesko-białej ceramiki.

Żeby dojechać do każdego z tych przejść granicznych trzeba pokonać około 50 kilometrów.

Z kolei, żeby dojechać do stolicy województwa, czyli do Wrocławia, gdzie swoją drogą przeniesiemy się w drugiej części odcinka, trzeba przejechać około 120 kilometrów.

Niestety Bolesławiec zyskał sławę nie tylko z racji produkcji ładnej ceramiki, bo w 2017 roku Polskę obiegła informacja o strasznej zbrodni, która się tam wydarzyła.

Jednej z tych nielicznych, gdzie właściwie sama zbrodnia nie jest nawet w połowie tak przykra, jak wszystko to, co ją poprzedzało.

Jest piątek 6 października 2017 roku, popołudnie mniej więcej godzina 16.

To wtedy operator numeru alarmowego odbiera niepokojące zgłoszenie.

Operator 113, w czym mogę pomóc?

Proszę o pomoc, pogotowie i policję.

Przez kogo?

Przez mojego syna.

Tak i proszę jak najszybciej, bo się wykrwawię.

Po zebraniu dodatkowych informacji operator wysyła ambulans oraz policję na ulicę Spokojną, bo jak mówi kobieta, właśnie tam doszło do zdarzenia.

Jako pierwsi na miejscu zjawiają się policjanci, którym drzwi otwiera młody chłopak.

Już na pierwszy rzut oka da się stwierdzić, że brał on udział w jakimś brutalnym zdarzeniu, bo mimo, że zachowuje się spokojnie, to ma brudne ubrania, a kolor tych zabrudzeń sugeruje jedno – to krew.

Mimo tych zabrudzeń on sam nie wygląda na rannego, jest można powiedzieć w pełni sił, przynajmniej fizycznych, bo ogólnie wydaje się trochę otępiały, zapewne dlatego, że jest w szoku, a gdy policjanci zaczynają rozmowę z nim, on tylko wskazuje na pomieszczenie w głębi mieszkania.

Jak się okazuje, w pomieszczeniu leży nieprzytomny mężczyzna z rozległymi ranami brzucha oraz kobieta, która jest przytomna, ale też ciężko ranna.

Podobnie jak mężczyzna została zraniona w brzuch, ale utrzymuje kontakt z otoczeniem, bo jak szybko udaje się ustalić, jest to ta sama osoba, która chwilę temu dzwoniła na 112.

Nie do końca wiadomo, czy jeszcze przed, czy po przyjeździe policji.

Z kolei kobieta, jako że wymaga pilnej hospitalizacji, zostaje natychmiast przewieziona do szpitala, gdzie zespół lekarzy rozpoczyna walkę o jej życie.

Trzeci z obecnych w mieszkaniu, czyli 20-letni chłopak, który, jak potwierdził lekarz, nie wymaga pomocy medycznej, zostaje zatrzymany i przewieziony na komisariat.

Nie stwarza przy tym żadnych problemów, nie jest agresywny, daje się zakuć w kajdanki, ale też przy tym nie jest zbyt rozmowny.

Mówi jedynie, że to wszystko jego wina, chociaż jednocześnie nie chce nikomu powiedzieć, co tak naprawdę się stało.

Nadzieja na wyjaśnienie pojawia się dopiero po kilku dniach spędzonych w areszcie, bo to wtedy chłopak zostaje poinformowany, że ma gościa.

To Wojciech Kasprzak, czyli radca prawny, który jak mówi ma go reprezentować w trakcie procesu.

Chłopak podobnie jak wcześniej odmawia rozmowy i widać po nim, że jest bardzo nieufny w stosunku do obcych, ale gdy prawnik wspomina, że został zatrudniony przez jego babcię, widać, że zaczyna rozważać możliwość współpracy.

Ostatecznie deklaruje, że opowie co zaszło, a w trakcie kolejnych spotkań ze szczegółami opisuje swoją historię, która doprowadziła go do tego miejsca.

Żeby mieć pełen obraz sytuacji Dominika, bo właśnie tak ma on na imię, musimy najpierw cofnąć się o wiele lat wstecz do końcówki lat 70.

Zaczynamy od państwa K, czyli małżeństwa.

Ona to Maria, on Antoni i właściwie nie wiadomo, gdzie w tamtym czasie mieszkają, natomiast wiadomo, że spodziewają się dziecka.

Pod koniec lat 70. na świat przychodzi ich córka Agnieszka.

Jej dzieciństwo nie należy do udanych, właściwie mówiąc wprost jest bardzo trudnym przeżyciem, bo jej ojciec Antoni regularnie nadużywa alkoholu, po którym często robi się agresywny i stosuje przemoc zarówno fizyczną jak i psychiczną względem członków swojej rodziny.

Dopiero po latach przechodzi metamorfozę, bo jego zdrowie zaczyna szwankować, przechodzi kilka ciężkich chorób, z których udaje mu się wyjść obronną ręką, ale te choroby przynoszą o tyle dobry skutek, że zmienia on swój styl życia, nie pije już wcale albo znacznie to ogranicza, więc też zachowuje się dużo spokojniej.

Niestety ta zmiana na lepsze następuje dopiero, gdy Agnieszka staje się już pełnoletnia, więc w kluczowym okresie dorastania nie było jej dane doświadczyć tej lepszej wersji ojca.

Mimo wszystko już po osiągnięciu dorosłości jeszcze przez jakiś czas mieszka w domu rodzinnym, bo gdy ma zaledwie 18 lat zachodzi w ciążę.

Wie, że w domu nie zostanie to dobrze przyjęte, nie ma pomysłu jak to zakomunikować rodzicom, ani co zrobić w tej sytuacji, więc z braku lepszych opcji tak długo jak się da ukrywa, że spodziewa się dziecka.

Sytuacji nie poprawia fakt, że jej ówczesny chłopak, z którym to zaszła w ciąże, zdaje się w ogóle nie być zainteresowany rolą ojca i gdy dowiaduje się, że wpadli, to od razu zrywa z nią kontakt.

Po upływie kilku miesięcy nawet pod bardzo luźnymi ubraniami brzuch staje się widoczny, więc Agnieszka musi wyjawić prawdę rodzicom, którzy, tak jak się spodziewała, nie przyjmują tego dobrze.

To znaczy nie wiadomo jak reaguje Maria, natomiast Antoni jest wściekły, zaczyna wyzywać córkę, co nie polepsza tej i tak patowej sytuacji.

W końcu, gdy emocje trochę opadają, przechodzą do merytorycznej rozmowy i ustalają, że Agnieszka póki co zostanie u nich do momentu aż jej syn, bo już wiadomo, że to będzie chłopiec, podrośnie, a ona będzie mogła pójść do pracy.

Dominik przychodzi na świat w grudniu 1997 roku i niestety nigdy nie poznaje swojego ojca, bo były chłopak Agnieszki nie zmienił zdania, nadal nie chce mieć z dzieckiem nic wspólnego.

Mieszkanie z dziadkami, mimo że żyli biednie, Dominik wspomina bardzo dobrze.

Mimo tego, że Maria i Antoni źle zareagowali na wieść o jego przyjściu na świat, to nigdy później nie dali mu tego odczuć.

Cieszą się z jego obecności, opiekują się nim, babcia przygotowuje mu obiady i ogólnie często się nim zajmuje, bo Agnieszka sporo przebywa poza domem.

Nie tylko ze względu na pracę, ale też imprezy, bo co prawda raz na jakiś czas, ale zdarza jej się wychodzić do klubów czy na domówki, gdzie sporo pije, co może nie wzbudza jakiejś aprobaty ze strony najbliższych, ale też jeszcze nie jest niczym bardzo alarmującym.

W końcu nadal jest młoda, wiadomo, że czasem chce gdzieś wyjść się pobawić, ale po imprezach zawsze znów wraca do porządku dziennego.

Przełom w ich życiu następuje w 2006 roku, kiedy to Dominik kończy 9 lat, bo to właśnie wtedy Agnieszka podejmuje decyzję o wyprowadzce.

Być może zrobiła to pod wpływem jakiejś sytuacji konfliktowej z rodzicami, bo wiadomo, że później ich kontakty nie układały się najlepiej i praktycznie ze sobą nie rozmawiali,

A może na przykład dostała mieszkanie od miasta, więc pojawiła się opcja przeprowadzki.

W każdym razie ona i Dominik zabierają swoje rzeczy i wprowadzają się do kamienicy przy ulicy Spokojnej w Bolesławcu.

Mieszkanie nie jest duże, ma jakieś 35 metrów i o tyle niefortunny układ, że jest tam tylko jeden pokój, ale Agnieszka cieszy się, że jest na swoim.

Niestety, mimo tego, że przeprowadzka to taki, można powiedzieć, nowy start, to Agnieszka nie wykorzystuje go zbyt dobrze.

Zaczyna pić coraz więcej, jeszcze nie codziennie, ale dużo częściej niż wcześniej, gdy mieszkała z rodzicami, a pije nie tylko w domu, ale też głównie poza, więc Dominik sporo czasu spędza sam.

To początek jego traumatycznych przeżyć, bo mama zostawia go w domu czasem nawet na kilkanaście dni, co już samo w sobie jest straszne, ale do tego zdarza się, że zostawia mu zbyt mało jedzenia, więc zdesperowany musi szukać jedzenia po śmietnikach.

Prawdziwy koszmar zaczyna się jednak kilka lat później, gdy Dominik ma jakieś 10 lat, bo to wtedy Agnieszka poznaje swojego przyszłego partnera, Daniela, który wprowadza się do nich to raz, a dwa, zostają oni rodzicami.

Agnieszka rodzi kolejnego syna, Dawida, przez co już kompletnie zaniedbuje Dominika i tu nie chodzi tylko o to, że go ignoruje, bo bywa też tak, że wprost mówi mu jak bardzo jej przeszkadza i że w sumie to w ogóle nie powinien się urodzić.

W 2010 roku Dominik zbliża się do ukończenia szkoły podstawowej i to właśnie wtedy zaczyna się nim interesować opieka społeczna.

Dzieje się tak głównie ze względu na jego budzące wątpliwości zachowanie w szkole.

W przeciwieństwie do innych dzieci nie ma żadnych kolegów, a na złośliwe zaczepki, które jak wiadomo w szkole są na porządku dziennym, od razu reaguje bardzo agresywnie.

Poza tym często nie przychodzi na lekcje, a jak już jest, to nigdy nie ma ze sobą potrzebnych podręczników.

Przez to, że zazwyczaj jest nieprzygotowany do zajęć, ma widoczne trudności z opanowaniem materiału, a w efekcie sporo ocen niedostatecznych.

Z kwestii niezwiązanych z nauką to jest jeszcze jeden problem, mianowicie rzadko kiedy widać, żeby Dominik wyciągał z plecaka drugie śniadanie.

Jest bardzo szczupły, w szkole nic nie je, więc też prawdopodobnie chodzi głodny.

Jeśli akurat nikt go nie zaczepia, to jest przede wszystkim cichy i grzeczny, jakby go w ogóle nie było, tak jakby za wszelką cenę nie chciał zwracać na siebie uwagi.

Szkoła zawiadamia MOPS, który przeprowadza kontrolę m.in.

w mieszkaniu przy spokojnej, gdzie warunki, delikatnie mówiąc, pozostawiają wiele do życzenia.

W efekcie MOPS kieruje wniosek o ograniczenie Agnieszce praw rodzicielskich.

Sąd zasięga w tej sprawie opinii m.in.

poradni psychologicznej, w której Dominik jest badany.

a wynik tego badania jest taki, jak można by się spodziewać.

On nie ma trudności w nauce ze względu na niskie możliwości umysłowe, wręcz przeciwnie, charakteryzuje się przeciętnym ilorazem inteligencji, tylko problem wynika z tego, że w domu panuje bardzo zła sytuacja.

Ze względu na warunki domowe on nie miał szansy ukształtować nawyków związanych z procesem uczenia się i stąd obniżone ambicje, brak motywacji, a także chęci do nauki.

Po zapoznaniu się ze sprawą sąd przydziela Agnieszce kuratorkę społeczną, która przez następne lata ma nadzorować proces wychowywania Dominika.

Zdawałoby się, że to jakoś poprawi sytuację, a Agnieszka i Daniel mając poczucie bycia pod kontrolą trochę się ogarną, ale nic z tego.

takie zapisy, tutaj cytuję Zostałam nadzorowaną śpiącą pod wpływem alkoholu.

Kolejny wpis.

Nie potrafił powiedzieć, gdzie jest jego matka.

Okazało się, że Agnieszka zostawia dzieci bez opieki nawet na noc.

Młodszy chłopiec powiedział, że widział kłótnię rodziców.

W trakcie awantury powrzucali sobie telefony komórkowe do ubikacji.

Młodszy chłopiec to naturalnie Dawid, którego po czasie niestety spotyka dokładnie taki sam los jak Dominika, to znaczy rodzice zupełnie przestają się nim interesować.

W związku z tym nastoletni Dominik przejmuje opiekę nad bratem i w rezultacie staje się takim młodym dorosłym.

Przygotowuje Dawidowi jedzenie, oczywiście tyle na ile jest to możliwe z produktów dostępnych w domu.

Głównie są to płatki z mlekiem oraz zupki chińskie.

Dodatkowo organizuje mu czas wolny, kiedy to wspólnie chodzą grać w piłkę, a także regularnie odprowadza go i przyprowadza z przedszkola.

Oczywiście to miło, że tak troskliwie zajmuje się bratem, tylko że to nie jest zadanie dla piętnasto czy szesnastolatka, żeby pełnić rolę opiekuna dziecka, plus do tego zajmować się swoją edukacją i trzymać w ryzach cały dom.

Zastanawiacie się pewnie, dlaczego Dominik nie powiedział komuś o tym, co się dzieje, ale po pierwsze dzieci najczęściej mają problem z donoszeniem na rodziców, bo jak słaby rodzic, by to nie był, to w umyśle dziecka i tak jest to jakiś gwarant bezpieczeństwa.

A po drugie, gdy raz poskarżył się babci, ona zadzwoniła do córki z pretensjami, a Agnieszka nie tylko nic sobie z tego nie zrobiła, ale dodatkowo wściekła się na syna i w szale mocno uderzyła go w głowę, więc na przyszłość zapamiętał, że lepiej po prostu siedzieć cicho.

Gdy w 2013 roku do szkoły zaczyna uczęszczać Dawid, sytuacja się powtarza.

Już od samego początku ma on spore problemy z nauką oraz z kontaktami rówieśniczymi, więc ponownie do sądu trafia wniosek o ograniczenie Agnieszce władzy rodzicielskiej.

Sąd ten wniosek rozpatruje pozytywnie, a jednocześnie kuratorka wnioskuje o umieszczenie dzieci w placówce opiekuńczej i tu następuje nieoczekiwany zwrot akcji, bo Agnieszka, której jak widać jest bardzo nie po drodze, żeby opiekować się synami i jak sama powtarza, są oni dla niej ciężarem, nagle stwierdza, że jednak nie chce, żeby zostali zabrani.

Na spotkaniach z kuratorką obiecuje poprawę, do tego rozstaje się z Danielem, który się od nich wyprowadza, więc w domu robi się trochę spokojniej, a sama Agnieszka nawet zapisuje się na terapię odwykową.

To wszystko w połączeniu z zeznaniami Dominika przed sądem sprawia, że ostatecznie nigdzie się nie wyprowadzają.

Te zeznania są na korzyść Agnieszki, bo pytany o sytuację w domu on mówi, tutaj cytuję, ja w domu sobie radzę, nie jest mi źle.

Mama dba o mnie, wstaje, pierze, gotuje.

Wcześniej piła, ale teraz nie sprowadza towarzystwa do domu.

Nie chciałbym trafić do placówki.

Już jestem prawie dorosły i potrafię o siebie zadbać.

Jednocześnie dziadkowie Dominika coraz częściej zaczynają mu proponować, aby się do nich wprowadził, ale on każdorazowo odmawia, bo jak mówi nie chce zostawiać Dawida.

Dziadkowie w tamtym czasie mieszkają w kawalerce, więc z tego co rozumiem nie ma możliwości, aby obaj się tam wprowadzili, chociaż może i możliwość by była, jakby się postarać, ale Dominik ma jeszcze jeden powód, dla którego nie chce opuszczać mieszkania przy spokojnej.

Gdy tam jest, to ma takie iluzoryczne poczucie kontroli, że jakoś panuje nad sytuacją i że w razie czego może uratować Agnieszkę, bo jeśli będzie obok, to ona nie zapije się na śmierć, czego on bardzo się obawia.

Mimo wszystkiego, co z nią przeszedł, nadal nie uważa ją za złą osobę.

W jego ocenie to nie mama jest zła tylko alkohol, a jakby przestała pić, to wszystko byłoby w porządku.

Przyjmuje w tym wszystkim dwie z takich typowych ról charakterystycznych dla dzieci alkoholików, mianowicie bohatera rodzinnego i dziecka we mgle.

Rola bohatera polega na tym, że przejmuje on obowiązki, które powinni realizować dorośli, czy też, tak jak w tym przypadku, dorosła, np.

opieka nad Dawidem, sprzątanie, przygotowywanie posiłków itd.,

Dominik przyjmuje to wszystko jako swoje zadania i ma poczucie odpowiedzialności za to, co dzieje się w domu.

Z kolei rola dziecka we mgle ujawnia się po części poza domem, a także w chwilach, gdy nie musi wszystkiego w cudzysłowie ogarniać, bo wtedy staje się wycofany, nieśmiały i nie zwraca na siebie uwagi, a to dlatego, że ucieka w świat fantazji, bo wolny czas lubi spędzać przede wszystkim grając w gry fabularne.

Niestety nadzieje odnośnie tego, że będzie lepiej, okazują się być złudne.

Agnieszka nie kończy terapii i chociaż w miarę dba o dom, to znów dużo pije.

Kuratorka w trakcie wizyt odnotowuje, że obiad jest zawsze ugotowany, dzieci wyglądają na zadbane, ale Agnieszka ma często szkliste i przekrwione oczy, co jest dość jednoznacznym sygnałem.

To w końcu doprowadza do tego, że jeden z synów zostaje jej zabrany, bo babcia Dawida, czyli mama Daniela, składa wniosek o ustanowienie jej rodziną zastępczą dla wnuka.

Chłopiec nieraz uciekał do niej, gdy w domu dochodziło do awantur, więc gdy dowiedziała się, że Agnieszka znów pije i sprowadza do domu jakieś podejrzane towarzystwo, postanowiła działać.

Sąd przyznaje jej opiekę, więc Dawid znika z mieszkania przy spokojnej, a Dominik zostaje sam na sam z matką.

Niestety faktem jest też to, że wyprowadzka Dawida równa się temu, że życie Dominika zmienia się w prawdziwy koszmar.

Agnieszka nie ma już praktycznie żadnych hamulców, sprowadza do domu każdego, kto tylko zaproponuje jej alkohol, a gdy jest bardzo zdesperowana i nikt nie chce jej dobrowolnie poczęstować, w zamian oferuje współżycia.

Czasem robi to w piwnicy, której nie sprząta, więc po podłodze regularnie walają się zużyte prezerwatywy, a czasem zaprasza gości do mieszkania i odbywa stosunki na oczach Dominika, któremu każe patrzeć, bo jak mówi, może się czegoś nauczy.

To jednak nie wszystko, bo po wyprowadzce Dawida Agnieszka zaczyna, mówiąc wprost, znęcać się nad Dominikiem.

Po alkoholu zawsze robiła się nerwowa, ale teraz jest wręcz agresywna.

Bije syna po głowie, szarpie, popycha, a także łapie za szyję, po czym nieraz zostają mu siniaki.

Wymyśla mu też różne kary, każe np.

klęczeć na grochu albo trzymać nad głową taborec z miską wody, która gdy Dominik jest już zmęczony i opuszcza ręce, wylewa się na niego.

To jest trochę zastanawiający wątek, bo poza tym, że jest to oczywiście straszne, to jest też dosyć niestandardowe.

W końcu jeżeli ktoś jest agresywny, to popychanie, bicie itp.

to są takie powiedzmy intuicyjne formy przemocy, które regularnie się widuje i są powszechnie znane, bo w filmach czy serialach ludzie często się biją czy nawet duszą.

Natomiast coś tak wymyślnego jak klęczenie na grochu czy trzymanie jakiejś miski nad głową nie jest raczej czymś, na co wpadnie każdy będąc w szale.

Dlatego też nasunęło mi się takie skojarzenie, czy Agnieszka sama nie doświadczyła kiedyś czegoś podobnego i stąd znała taką formę kary?

bardzo niebezpieczna sytuacja, którą sama inicjuje.

Wszystko dzieje się pewnego razu, gdy ona i Dominik są razem w domu, on siedzi w pokoju, z kolei ona w kuchni.

Nagle do Dominika dociera wyraźny zapach dymu.

Biegnie więc do kuchni sprawdzić, co się stało, a gdy tam wchodzi, widzi, że jest tam kompletnie czarno.

Zerka na kuchenkę, gdzie jak się okazuje pali się bluza Agnieszki, którą ona musiała podpalić intencjonalnie, więc pyta ją, czemu to zrobiła.

Na co ona, jakby to było oczywiste, odpowiada, chciałam nas puścić z dymem.

Co nie dziwi, Dominik znów bardzo źle radzi sobie w szkole, więc kuratorka poleca Agnieszce, aby ponownie zaprowadziła go do poradni psychologicznej.

Ona wbrew temu, czego można by się spodziewać, faktycznie z nim tam idzie, więc w sumie dobrze, tylko szkoda, że w trakcie tej wizyty jest kompletnie pijana.

Robi się z tego spory problem, bo pracownicy poradni znów informują MOPS, a Agnieszka zostaje skierowana na ponowne leczenie w poradni uzależnień.

Niestety Dominik, wtedy już prawie pełnoletni, przez to wszystko co dzieje się dookoła, żyje w takim poczuciu beznadziei i strachu, że odmawia każdej formy pomocy.

W szkole proponują mu paczki żywnościowe, ale on też odmawia.

Podobnie zresztą postępuje, jeśli chodzi o zapomogę z MOPS-u, bo mimo, że zostaje poinformowany o takiej możliwości, nie składa potrzebnego wniosku.

Gdy zostaje ponownie skierowana do poradni, Agnieszka ma 36 lat i to właśnie wtedy przechodzi detoksykację oraz rozpoczyna kolejną terapię, ale niestety tak jak poprzednio nie kończy jej.

Za to na zajęciach poznaje swojego przyszłego partnera o 3 lata młodszego Rafała.

Zacieśnienie ich relacji nie zajmuje dużo czasu, bo już niedługo po pierwszym zapoznaniu Rafał się do nich wprowadza.

Początkowo okazuje się to nawet dobrym wyjściem dla Dominika, bo Agnieszka znów przestaje się nim interesować, co na tym etapie jest znacznie lepsze niż ciągła przemoc.

Skupia się wyłącznie na Rafale, który podobnie jak jego partnerka nie poświęca Dominikowi większej uwagi.

Niestety wraz z upływem kolejnych tygodni sytuacja ponownie zmienia się na gorsze, bo Agnieszka znów robi się agresywna, a Rafał po tym jak się zadomowił też zaczyna się znęcać nad jej synem.

Przy każdej możliwej okazji wyzywa go, mówi, że ma zejść mu z oczu, najlepiej jakby się w ogóle wyprowadził, a do tego szturcha go, popycha i bije po głowie.

Niestety ma przy tym dużo więcej siły niż Agnieszka, więc Dominik kompletnie nie ma szans na obronę.

W najgorszych chwilach przechodzi mu nawet przez myśl, żeby namówić matkę, aby rzuciła Rafała, bo też nie jest tak, że między nimi układa się idealnie, często się kłócą, ale w końcu dochodzi do wniosku, że to bez sensu, bo Rafał i tak jest dla niej dużo ważniejszy niż on sam i i tak nic to nie da.

Odpuszcza więc całkowicie, a w kryzysowych sytuacjach przyjmuje taką taktykę, że stara się całkowicie schodzić im z oczu.

Zamyka się wtedy w swoim małym świecie gier komputerowych, które stanowią dla niego odskocznię od codzienności.

Najbardziej lubi grać w gry z rozbudowaną fabułą i zadaniami do wykonania, bo właśnie w takie wciąga się najbardziej, może w nie grać całymi godzinami, co pozwala mu chociaż na chwilę zapomnieć o jego beznadziejnej sytuacji.

Wcześniej, tak jak wspominałam, Dominik chodzi do zawodówki budowlanej, ale po ukończeniu 18 lat podejmuje decyzję, że chce zacząć pracę na pełen etat, dlatego też przenosi się do prywatnego liceum, gdzie uczy się w trybie zaocznym.

Powodów, dlaczego tak, jest kilka.

Po pierwsze, Agnieszka zagroziła, że jeśli nie zacznie się dokładać do czynszu, to ona wyrzuci go z domu, co teoretycznie, skoro jest już pełnoletni, może zrobić.

Po drugie, potrzebuje pieniędzy na zaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych, chociażby na zakup jedzenia, bo z tym niezmiennie w domu bywa ciężko.

Większość pieniędzy idzie na wódkę, a zakupy spożywcze są gdzieś daleko na liście priorytetów.

W końcu po trzecie, już od dłuższego czasu kuzynka Dominika, Natalia, przekonuje go, żeby się usamodzielnił.

Nie jest to łatwe zadanie, bo on nadal pozostaje w tym niezdrowym poczuciu odpowiedzialności za Agnieszkę, ale kuzynka tłumaczy mu, że z nią nigdy nie będzie miał normalnego życia i musi o siebie zawalczyć.

Jej starania w końcu przynoszą oczekiwany skutek, bo Dominik mimo tysiąca obiekcji, że sobie nie poradzi, że nie wie jak to zrobić i tak dalej, daje się zaciągnąć do urzędu, gdzie z pomocą kuzynki składa wniosek o mieszkanie socjalne.

We wniosku ze szczegółami opisuje, co się u niego dzieje, pisze, że ma trudną sytuację lokalową, mieszka z matką alkoholiczką, która regularnie przepija pieniądze i że przez to grozi im eksmisja.

Wniosek zostaje przyjęty, jednak na jego rozpatrzenie trzeba poczekać, dlatego też w międzyczasie Dominik zaczyna oszczędzać na meble.

Pieniądze z wynagrodzenia odkłada regularnie, a kwoty deponuje u dziadków, bo wie, że w domu nie są one bezpieczne.

A skoro ma z czego odkładać, to tym samym przechodzimy do wątku jego pracy, a pracę tą załatwia mu Rafał.

Początkowo pracują razem w tym samym miejscu, czyli na złomowisku, z tym, że Rafał szybko kończy swoją karierę, zostaje wyrzucony za picie, z kolei Dominik z czasem zyskuje przychylność szefa.

Ma opinię solidnego i spokojnego pracownika, który nigdy nie zaniedbuje swoich obowiązków.

Jedyne co, to czasem zdarza mu się zaspać, jeżeli w domu odbywała się całonocna impreza.

Ale mimo wszystko po każdorazowym spóźnieniu zostaje dłużej i odpracowuje godzinę, więc szef przymyka na to oko.

Jest też lubiany przez współpracowników, którzy uznają go za dobrego, lojalnego kolegę i chociaż Dominik ze względu na to, że jest bardzo zamknięty w sobie, nie opowiada im o sytuacjach z domu, domyślają się, że coś jest nie tak.

Starają się mu pomagać tak jak mogą, najczęściej po prostu dzieląc się z nim śniadaniem, co jest może drobnym gestem, ale dla niego wiele znaczy, zwłaszcza, że często chodzi głodny.

Bo ogólnie zdawać by się mogło, że skoro zarabia, no to coś tam odkłada, coś oddaje Agnieszce na czynsz, ale za resztę powinien kupować sobie jedzenie.

Tylko, że niestety to nie takie proste.

To znaczy on kupuje jedzenie, ale często gdy wraca z pracy, tego jedzenia już nie ma.

Bywa też tak, że matka zabrania mu brać cokolwiek z lodówki, co jest absurdalne, bo w większości to właśnie on robi zakupy, a oni je przejadają.

Rafał został wyrzucony z pracy, więc nie ma żadnego dochodu.

Ona też częściej nie ma pracy niż ma.

Jedynie w wakacje regularnie dorabia przy wykopkach, a tak to utrzymuje się z alimentów od ojca Dominika.

Swoją drogą z alimentów płaconych właśnie na utrzymanie Dominika, a nie jej samej.

Plus ma wypłacane jakieś środki z pomocy społecznej.

Poza tymi źródłami dochodu raz na jakiś czas udaje jej się złapać jakąś pracę dorywczą, czy to w piekarni, czy jako sprzątaczka, ale ze wszystkich prędzej czy później ją wyrzucają, bo po kryjomu pije w godzinach pracy, o czym pracodawcy szybko się dowiadują.

Agnieszka i Rafał nie tylko wyjadają jego zapasy, ale też mówiąc wprost okradają go, aby w ten sposób zyskiwać dodatkowe środki na wódkę.

Gdy babcia kupiła mu nowe buty, oni je komuś sprzedali.

Gdy Dominik kupił sobie nowy telefon, wynieśli go do Lombardu.

Podobnie było też z grami i paroma innymi rzeczami.

Dosłownie żadna rzecz w domu nie jest bezpieczna, nie mówiąc już o pieniądzach, bo chociaż większe kwoty trzyma u dziadków, to raz nierozważnie zostawia w swoich rzeczach 50 zł, które chce dać na komunię młodszemu bratu.

Nie trudno się domyśleć, że ta kwota znika równie szybko jak się pojawiła.

Dochodzi do tego, że Dominik każdorazowo po powrocie z pracy, zanim cokolwiek zrobi, umyje się czy zje, idzie najpierw sprawdzić, czy wszystkie jego rzeczy są na miejscu.

Nie tylko z tego powodu spieszy się zawsze z pracy do domu, bo bywa też tak, że jeśli przyjdzie zbyt późno, to Agnieszka i Rafał są już kompletnie pijani i nie otwierają mu drzwi.

Na takie wypadki ma rozłożony materac na strychu, ale spanie tam zdecydowanie nie należy do przyjemnych.

Od czasu do czasu dziadkowie podpytują go, co tam się dzieje w domu, ale Dominik jest bardzo skryty i zawsze ich zbywa, mówiąc, że szkoda gadać.

Wspierają go jak umieją, w każdą niedzielę zapraszają na obiady, a nawet biorą mu telewizor na raty, które Dominik obiecuje spłacać i z tej obietnicy się wywiązuje, ale tak czy inaczej oni nie mają pełnego obrazu sytuacji.

Jej ojciec, czyli Antoni, wspomina tylko, że raz poszedł do niej z opłatkiem w Wigilię, ale wizyta chyba nie przebiegła pomyślnie, bo ich relacje nie uległy poprawie.

Mimo tego, że praktycznie się nie widują, rodzice mają świadomość, że córka po alkoholu robi się porywcza.

W jednym z wywiadów dziadek mówi o tym wprost, wspomina również, że doradzał nawet wnukowi, tutaj cytuję, że jak znów będzie świrowała, to żeby ją złapał za czuprynę, ale Dominik odpowiedział tylko, że tak nie można, bo to przecież jego matka.

Poza dziadkami i kolegami z pracy Dominik nie ma właściwie żadnej bliskiej osoby, nigdy nie spotykał się z żadną dziewczyną, nawet nie rozważał takiej opcji, bo wstydził się swojej sytuacji domowej i i tak nie umiałby się przed nikim otworzyć.

Przez wiele lat nie miał też żadnych kolegów, dopiero w zawodówce udało mu się zaprzyjaźnić z jednym chłopakiem, Bartkiem, ale jemu też nie ze wszystkiego się zwierza.

Z wiadomych względów nie zaprasza go nigdy do siebie, zawsze siedzą u Bartka, któremu Dominik skrycie trochę zazdrości, że mieszka w tak dobrych warunkach, że ma mamę, która jest nim zainteresowana i która gotuje mu obiady, a przy obiedzie zawsze pyta, co u niego słychać.

Bardzo lubi go odwiedzać, ale po tym jak rzuca zawodówkę i idzie do pracy, nieczęsto zdarza się ku temu okazja, ale jeśli już się widzą, to zazwyczaj siedzą i oglądają filmy, bo mimo, że te lata, kiedy chodzi się do szkoły średniej, kojarzą się z takim imprezowym okresem, to Dominik czuje wstręt do alkoholu i właściwie w ogóle nie imprezuje.

Raz na jakiś czas, gdy widzi się z Bartkiem, to wypiją po piwie, ale nigdy się nie upija ani nie sięga po nic mocniejszego.

Skoro już macie pełny obraz jego sytuacji, oczywiście na tyle pełny, na ile dało się odtworzyć ze źródeł, to wracamy do początku, czyli do piątku 6 października 2017 roku.

Tego dnia Dominik jak zwykle wychodzi do pracy na siódmą, a kończy ją o piętnastej, po czym też tak jak zawsze spieszy się do domu.

Chwilę po piętnastej dociera więc do mieszkania przy spokojnej, gdzie Agnieszka i Rafał siedzą już kompletnie pijani.

Ten moment powrotu do domu to zawsze stresujące wydarzenie, bo raz, że nigdy nie wie, co tam zastanie, a dwa, nie wie też, czego nie zastanie, to znaczy, czy tym razem jego rzeczy będą na miejscu, czy coś zostało wyniesione na sprzedaż.

W ten piątek na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko jest w porządku, to znaczy konsola i telewizor stoją na miejscu, ale gdy Dominik zerka na swoją kolekcję gier, zauważa, że kilku brakuje, między innymi Batmana i jego ulubionej strzelanki.

Natychmiast biegnie do kuchni i pyta, gdzie jego gry, na co w odpowiedzi słyszy tylko spierdalaj.

Może dlatego, że te gry są dla niego czymś cenniejszym niż telefon czy buty, czymś co gwarantuje mu odskocznię od codzienności i tak jak zawsze znosił wszystko w milczeniu, tak teraz jest naprawdę wściekły i daje temu upust.

On jednak nie ustępuje, bo co prawda nadal do nich nie podchodzi, ale cały czas dopytuje, gdzie są jego gry, do czego oni podchodzą w bardzo lekceważący sposób, zbywając go machnięciem ręki.

Wtedy Dominik ze złości kopie drzwi do pokoju, co nigdy wcześniej mu się nie zdarzało, a to kopnięcie jest tak silne, że szyba w drzwiach roztrzaskuje się na drobne kawałki.

Jedną ręką łapie go za szyję, a drugą strąca z półki telewizor, ten, który dziadkowie wzięli mu na raty i który on od kilku miesięcy spłacał.

To sprawia, że w Dominiku coś pęka, w efekcie czego nożem, który nadal trzyma w ręce, zadaje Agnieszce cios w brzuch, a potem jeszcze kolejny, po którym ona krzycząc osuwa się na kanapę.

Wtedy do pokoju wbiega Rafał, który widząc co zaszło, rzuca się na Dominika, zaczynają się przepychać i chociaż w normalnych warunkach nastolatek nie miałby z nim szans, to tym razem uzbrojony w nóż ma przewagę.

Jak później zeznaje, zadał mu dwa ciosy, również w brzuch, po których Rafał upada na podłogę.

Potem Dominik wraca do Agnieszki, jest przerażony, każe jej zadzwonić po pogotowie, co jak wiemy ona robi, a następnie bierze telefon i wykonuje połączenie do babci, której mówi tylko, zabiłam ich, przepraszam.

W czasie, gdy karetka i policja jadą na miejsce, Dominik jakby nic się nie stało wraca do swojej codziennej rutyny, a skoro odhaczył punkt pierwszy z listy, czyli sprawdził czego brakuje, to przechodzi do punktu drugiego, czyli idzie się wykąpać.

Po umyciu się zakłada z powrotem ubrania, które wcześniej miał na sobie, a gdy do drzwi dzwonią policjanci, idzie im otworzyć.

Zaledwie trzy dni po tych wydarzeniach urząd wydaje decyzję, zgodnie z którą Dominikowi zostaje przydzielone mieszkanie socjalne.

Gdy Agnieszkę przewieziono do szpitala, miała we krwi 2 promile alkoholu.

Przeszła dwie operacje, po których lekarze przez dwa tygodnie utrzymywali ją w stanie śpiączki farmakologicznej, dzięki czemu, mimo poważnych obrażeń wewnętrznych, udaje się ją uratować.

Co do Rafała, to jak już wiemy, nie przeżył.

Po tym jak trafił do aresztu jego ciotka Joanna obdzwania wszystkich prawników w okolicy, pytając kto byłby skłonny mu pomóc.

Niestety wszyscy albo nie chcą podjąć się takiej sprawy, albo żądają takiego honorarium, że rodzina nie jest w stanie go opłacić.

Z Wojciechem Kasprzakiem Joanna kontaktuje się dopiero jako szóstym z kolei i to właśnie on daje jej cień nadziei.

Umawiają się na następny dzień, ale na spotkanie nie przychodzi tylko ona, ale też dziadkowie Dominika, wujek, a także jego kuzynki.

Wszyscy zgodnie powtarzają, że wiedzą jak to wygląda, ale tak naprawdę to nie on jest tym złym, tylko Agnieszka.

Już na początku Wojciech Kasprzak otwarcie mówi, że specjalizuje się w zupełnie innych sprawach, głównie w rozwodach i konfliktach rodzinnych, ale ich zaangażowanie tak go porusza, że chce im pomóc.

Całkowicie rezygnuje z wynagrodzenia, a na późniejszym etapie dobiera sobie do współpracy bardziej doświadczoną w takich tematach panią mecenas, która podobnie jak on chce walczyć o sprawiedliwość dla Dominika.

Na przesłuchanie do prokuratury Dominik zostaje doprowadzony jak najgroźniejszy przestępca, na głowie ma ochraniacz, a na rękach i nogach grube łańcuchy.

Po tym jak opowiedział swoją historię po raz pierwszy, coś się w nim odblokowało, więc przynajmniej o części trudnych doświadczeń jest w stanie opowiadać.

Niestety zanim informacje o tym, jak ta sytuacja wyglądała całościowo dochodzą do mediów, to sprawa jest przedstawiana bardzo jednostronnie, czyli nastolatek zaatakował matkę i jej partnera nożem, jeszcze domyślam się, że w nagłówkach pojawiają się dopiski typu poszło o gry komputerowe, więc wiadomo jakie to budzi skojarzenia.

W hierarchii więziennej taki obraz nie jest zbyt korzystny dla osadzonego, tam nie szanuje się tych, którzy za obiekt ataku obrali swoją rodzicielkę, więc Dominik jest regularnie gnębiony, popychany na spacerniaku, a na korytarzach krzyczą za nim matkobójca.

Dopiero gdy w mediach zaczyna pojawiać się coraz więcej informacji na ten temat, współwięźniowie się uspokajają.

Na początku tylko niektórzy go bronią, mówią innym, żeby odpuścili, że przecież on już swoje przeszedł, ale z czasem każdy zaczyna rozumieć, że Dominik jest ofiarą tej sytuacji, a nie sprawcą.

W międzyczasie rodzina nie ustaje w staraniach, aby jak najszybciej wyciągnąć go z aresztu, tylko że przy zarzucie zabójstwa jest to praktycznie niemożliwe.

Tak wpadają na pomysł, że dobrze byłoby jeszcze bardziej nagłośnić tę sprawę, bo może odzew społeczeństwa pozytywnie wpłynie na opinię sądu.

Tym sposobem w sprawę angażuje się Polskie Towarzystwo Psychopedagogiczne, które zaledwie miesiąc po aresztowaniu, w listopadzie, wydaje uchwałę Uwolnijmy Dominika.

W ramach tej uchwały publikują petycję z wnioskiem o łaskawy wyrok lub najlepiej uniewinnienie, a także organizują zbiórkę pieniędzy na nowy start.

Petycję podpisuje blisko 1500 osób, a na konto zbiórki wpływa 14,5 tys.

W pewnym momencie do organizatorów zgłasza się kobieta, która jak mówi nie ma żadnej rodziny, a historia Dominika poruszyła ją tak bardzo, że chciałaby przepisać na niego swoje mieszkanie, tak żeby po jej śmierci mógł się tam wprowadzić lub mieć jakiś dodatkowy kapitał.

Propozycja zostaje przekazana Dominikowi, ale on stanowczo odmawia przyjęcia tak kosztownego prezentu.

Prawnicy próbują go przekonać, aby dał sobie pomóc, ale on twardo obstaje przy swoim i mówi, że na mieszkanie trzeba sobie zapracować i nie dostaje się go od tak.

Trzy miesiące po aresztowaniu, w grudniu 2017 roku, niezależnie od sprawy zabójstwa rozpoczyna się proces oznęcanie.

Na ławie oskarżonych zasiada oczywiście Agnieszka, która ma odpowiedzieć za to, jak traktowała Dominika przez ostatnie lata.

Niestety zarówno w kontekście tego procesu, jak i tego dotyczącego zabójstwa jest problem ze świadkami, bo praktycznie ich nie ma.

Są oczywiście członkowie rodziny, ale oni znali problem raczej ze słyszenia.

W końcu do pewnego momentu mieszkał z Agnieszką i Dominikiem.

Tylko, że on nadal jest dzieckiem, nie wiadomo czy jego babcia w ogóle wyraża zgodę na to, aby był przesłuchiwany, więc to taki niepewny świadek.

Radca prawny reprezentujący Dominika wpada więc na inny pomysł.

Objeżdża wszystkie meliny w mieście, gdzie mimo wiadomego ryzyka podpytuje o Agnieszkę i jej synów.

I tak znajdują się ludzie, którzy bywali w mieszkaniu przy spokojnej, więc też widzieli jak traktowała ona dzieci.

Świadkowie w trakcie rozprawy zeznają m.in.

jak bardzo Agnieszka cieszyła się, że tutaj cytat, pozbyła się jednego problemu, czyli Dawida, jednocześnie mówiąc o tym, że marzy, aby Dominik też zniknął z jej życia.

W trakcie procesu dziennikarze nieraz kontaktują się z rodziną Agnieszki, która też nie przedstawia jej w zbyt dobrym świetle.

Babcia Maria w jednej z rozmów mówi wprost, że nie szkoda jej córki, że ona nie jest warta takiego syna i że zmarnowała mu młodość.

tutaj cytuję Wszystko to przez alkohol.

Byłam głupia, że piłam i znęcałam się nad synem.

To wszystko, co mogę powiedzieć w tej sprawie.

Trudno powiedzieć, czy jej słowa tak trafiają do sędziego, czy mimo wszystko po prostu materiał dowodowy był zbyt okrojony, ale Agnieszka zostaje skazana na bardzo łagodną karę, bo zaledwie na rok więzienia i to jeszcze w zawieszeniu na pięć lat.

Poza tym ma ukończyć terapię odwykową, a także zostaje na nią nałożony zakaz przebywania w środowiskach osób uzależnionych od alkoholu.

Tylko trudno powiedzieć po pierwsze jak to ma być egzekwowane, a po drugie co dokładnie oznacza uzależnione w tym kontekście, bo to równie dobrze nie muszą być ludzie, którzy jakoś skrajnie dużo piją i którzy żyją gdzieś na nizinach społecznych.

Chwilę przed sfinalizowaniem procesu Agnieszki u Dominika następuje nieoczekiwany przewrót.

Mówi, że to raczej pomyłka i zapewne chodzi o jego kolegę z celi, który siedzi tylko za narkotyki, a nie tak jak on za zabójstwo.

Strażnik nieco zaskoczony przytakuje, mówi, że jeszcze pójdzie sprawdzić, bo faktycznie z takimi zarzutami się nie wychodzi, ale po chwili wraca i potwierdza, że z całą pewnością chodzi o Dominika.

I to nie jest żadna pomyłka, bo sąd apelacyjny faktycznie podjął decyzję o zwolnieniu go z aresztu.

Złożyła się na to kilka czynników, po pierwsze dobra argumentacja obrońców, po drugie poręczenie Dawida Kołodzieja, czyli psychoterapeuty Dominika, do którego zaraz przejdziemy, a po trzecie petycja, którą podpisało blisko 1500 osób.

Po wyjściu z celi Dominik odbiera z depozytu 200 zł, które obrońcy zostawili mu, aby miał jak wrócić do domu, więc już bez przeszkód wyrusza w podróż z Zielonej Góry, gdzie czekał na proces, prosto do Bolesławca.

Nikt z rodziny nie został uprzedzony, że wychodzi, więc gdy zapukał do drzwi mieszkania dziadków, Antoni, który mu otworzył, nie mógł uwierzyć własnym oczom.

Gdy Dominik spytał, dziadek, mogę wejść?

Popłakał się ze szczęścia.

Dominik pojechał prosto do dziadków, bo dopóki nie zakończy się proces, zarówno prawnicy, jak i terapeuta doradzają mu, aby nie kontaktował się z Agnieszką.

On jak mówi bardzo za nią tęskni, ale powoli zaczyna rozumieć, że wszystko co się z nią działo na przestrzeni lat jest niezależne od niego i to nie jego zadanie, aby jej pomagać, to ona jest odpowiedzialna za siebie oraz swój proces zdrowienia.

Po powrocie na wolność Dominik wraca do pracy, gdzie szef przyjmuje go z otwartymi rękami, więc wszystko powoli zaczyna się układać, a on zaczyna żyć pełnią życia.

Nie tylko prawnicy rezygnują ze swojego wynagrodzenia, bo Dominik otrzymuje również bezpłatną pomoc psychologiczną, która, nie ukrywajmy, po tak trudnych przejściach jest wręcz niezbędna.

Dawid Kołodziej, czyli prezes Polskiego Towarzystwa Psychopedagogicznego, osobiście prowadzi psychoterapię Dominika, a kolejne spotkania przynoszą powolne, ale pozytywne efekty.

Terapia w tym wypadku nie kończy się tylko na spotkaniach w gabinecie, bo wspólnie sporo działają również na zewnątrz.

On do tej pory właściwie nie miał życia, kursował tylko pomiędzy domem, szkołą a pracą.

Okazjonalnie odwiedzał dziadków, jednego kolegę i chodził po zakupy, ale nic poza tym.

Gdy wyszedł z więzienia i przyjechał do Bolesławca, miał nawet trudności z trafieniem do dziadków z przystanku autobusowego, bo wcześniej nigdzie nie jeździł.

Terapeuta pomaga mu m.in.

zapisać się do biblioteki, bo w więzieniu Dominik zaczął sporo czytać, głównie książki fantasy, i chce kontynuować ten zwyczaj na wolności.

Gdy dowiedział się, że istnieje miejsce, gdzie za darmo można wypożyczać książki, nie mógł wyjść ze zdziwienia.

Innym razem, gdy Dawid Kołodziej zabrał go do jakiejś kawiarni i kupił świeżo wyciskany sok pomarańczowy, pił bardzo powoli, delektując się każdym łykiem, bo pił taki sok pierwszy raz w życiu.

To trochę tak jak małe dziecko, które dopiero zaczyna poznawać świat, ale taki normalny świat bez rysu patologicznego.

Terapeuta zabiera go więc na różne wycieczki, do kina, do muzeów, do galerii handlowych, w zwyczajne miejsca, gdzie każdy od czasu do czasu chodzi, ale gdzie Dominik wcześniej nie miał szansy bywać.

Te przyjemne momenty to jednak nie wszystko, bo oczywiście sam proces terapeutyczny i mierzenie się z trudnymi momentami z przeszłości jest w tym wypadku bardzo wymagające.

Dominik, jak mówi, przez całe życie dusił w sobie emocje i trudno mu przestać to robić.

Żył przede wszystkim w ogromnym poczuciu winy, że nie spełnia oczekiwań matki, że może to przez niego ona zachowuje się tak, a nie inaczej, a to wszystko blokowało go przed przyznaniem się przed samym sobą, że jego życie jest po prostu złe i skoro jest opcja, to może jednak warto byłoby rozważyć wyprowadzkę np.

Na szczęście nowe wnioski sprawiają, że coraz bardziej się otwiera, zdobywa kolegów, a także powoli zaczyna snuć jakieś plany na przyszłość.

Powoli, bo mimo wszystko nadal wisi nad nim widmo rozprawy, która nie wiadomo jaki będzie miała finał.

Jeszcze przed rozpoczęciem procesu sądowego na YouTubie pojawia się trochę dziwny filmik, bo portal istotne.pl, który wcześniej ze szczegółami opisywał sprawę Dominika, publikuje film z metamorfozą Agnieszki.

Ona tam krótko opowiada o swoich błędach, mówi, że jest już trzeźwa i faktycznie chyba jest.

Aczkolwiek mimo tego ciężko jej znajdować słowa i składać zdania, bo może to kwestia stresu, a może też tego, że nadużywanie alkoholu przez wiele lat siało spustoszenie w jej organizmie.

Co do tej metamorfozy, to na filmiku styliści dobierają jej ubrania, ma nową fryzurę i makijaż, wskutek czego oczywiście wygląda lepiej, tylko trochę nie wiadomo, co taka publikacja ma na celu.

Patrząc po komentarzach to odzew jest głównie negatywny, bo ludzie piszą, że portal robi z niej gwiazdę, a ona przecież tyle zła wyrządziła, ale oni bronią się tam w komentarzach, że Dominik widział ten filmik, że pochwalił to jak mama wygląda itd.

Sama Agnieszka podsumowuje tę metamorfozę słowami, że cieszy się z tego, że pokaże się Dominikowi jako zdrowa, zadbana mama i ogólnie fajnie, dobrze wyglądać na osobę zadbaną, tylko że w tym wszystkim jej wygląd zajmował ostatnie miejsce na liście problemów, które spowodowała, więc pozostaje mieć nadzieję, że zmiana wyglądu wiąże się też z tym, co ważniejsze, czyli z trwałą zmianą zachowania.

W kwietniu 2018 roku rusza proces.

Dominik w tamtym czasie nadal mieszka u dziadków, aczkolwiek w jednym z materiałów wideo jest pokazane to mieszkanie socjalne, które dostał, więc gdzieś w niedalekiej perspektywie przed nim jest przeprowadzka.

Mieszkanie z tego co widać jest dość małe, wymaga generalnego remontu, ale to zawsze dobry start mieć własne bezpieczne miejsce.

Zyskanie mieszkania to nie jedyna zmiana u niego, bo przez ostatnie miesiące zmienił się również jego wygląd, Dominik zapuścił włosy oraz brodę, wygląda zupełnie inaczej, także trudno go teraz poznać na ulicy.

W trakcie procesu jako jedna z pierwszych ma zeznawać Agnieszka, która korzystając z przysługującego jej prawa odmawia składania zeznań.

Płacząc mówi tylko, że naprawdę żałuje tego co się stało, a sam fakt, że Dominik zaatakował ją i Rafała to tylko i wyłącznie jej wina.

Dominik przed sądem również wyznaje, że żałuje.

Mówi, że kocha mamę, nigdy nie przestanie i nadal chce ją wspierać.

Ten miły ciąg wyznań przerywają słowa ojca Rafała, który twierdzi, że Dominik przez wszystko co mówi próbuje się wybielić i tak ogólnie on chyba nie do końca wierzy we wszystkie historie dotyczące przemocy domowej i tak ogólnie on chyba nie do końca wierzy we wszystkie wspomniane historie o przemocy domowej albo nie uznaje ich za coś aż tak znaczącego, żeby reakcja, którą zaprezentował Dominik miała być adekwatna.

Sam proces sądowy trwa kilka miesięcy, ostatnia rozprawa wstępnie zaplanowana jest na ostatni dzień sierpnia 2018 roku, ale sąd ten termin odracza, bo chce jeszcze raz zasięgnąć opinii psychiatrów.

Wyniki są gotowe po blisko roku, Dominik w międzyczasie zostaje dokładnie przebadany, a efekty tych badań trafiają do sędziego w czerwcu 2019 roku.

Według biegłych tamtego dnia nastąpiła silna reakcja stresowa, która przerwała automatyczny ciąg zdarzeń, który Dominik odtwarzał każdorazowo po powrocie z pracy, to jest sprawdzanie czy rzeczy są na miejscu, kąpiel, a na końcu włączenie telewizora.

Według biegłych fakt, że po zabójstwie automatycznie poszedł się umyć i założył z powrotem te same ubrania, które miał wcześniej, brudne od krwi.

Świadczy o tym, że nie do końca wiedział, co się dzieje, tak jakby nie odnotował, że coś przerwało jego codzienny rytuał.

Jak wynika z opinii, ma on nieprawidłowo ukształtowaną osobowość unikającą, a takie osoby najlepiej czują się w dobrze znanym otoczeniu, z kolei w sytuacjach nieprzewidywalnych.

tracą poczucie bezpieczeństwa.

Czyn, którego się dopuścił, jest całkowicie niezgodny z jego systemem wartości, ale przez te ostatnie dwa lata, kiedy był gnębiony, plus dokładając do tego wcześniejsze, traumatyczne lata zaniedbań, całkowicie wyczerpały się jego zdolności adaptacyjne.

Podsumowując wszystkie ustalenia, według biegłych Dominik w momencie popełniania zbrodni działał w stanie całkowicie zniesionej poczytalności.

Kilka dni przed ostatnią rozprawą babcia pyta go, czy idzie na ogłoszenie wyroku, na co on odpowiada, że tak, ale nie wie, czy wróci.

Praktycznie do ostatniej chwili zarówno Dominik, jak i członkowie jego rodziny żyją w silnym stresie, bo nie wiadomo, co będzie dalej.

W mowie końcowej prokurator, choć nie broni ofiary, mówi, że Rafał miał prawo żyć.

W związku z tym Dominik w jego ocenie powinien zostać ukarany, ale ta kara powinna zostać nadzwyczajnie złagodzona.

Ze względu na wszystkie okoliczności wnioskuje o 5 lat pozbawienia wolności.

Obrońcy z kolei powołują się na opinie biegłych i tym samym wnioskują o umorzenie sprawy.

Wyrok zapada w piątek 23 sierpnia 2019 roku.

Jeszcze przed ogłoszeniem Dominik opuszcza salę, bo znajduje się pod wpływem tak silnych emocji, że robi mu się słabo.

O tym, jaki zapadł wyrok dowiaduje się SMS-em, a treść tej wiadomości sprawia, że czuje się jakby ktoś zdjął z niego ogromny ciężar, bo sąd, tak jak wnioskowali obrońcy, orzeka o umorzeniu sprawy.

Jest jedynie zobowiązany do odbycia terapii, a właściwie jej kontynuowania, bo na spotkania z terapeutą uczęszcza od ponad roku.

Według lekarzy w tym czasie jego stan zdrowia uległ znacznej poprawie, a fakt, że mimo trudności dobrowolnie kontynuuje terapię, daje mocne podstawy, żeby sądzić, że Dominik nigdy więcej nie popełni podobnej zbrodni.

I to tyle na temat sprawy, ale na koniec jeszcze w ramach ciekawostki powiem, że swego czasu były plany, aby zrobić film oparty na historii Dominika.

W jego rolę lub w rolę analogicznego bohatera, bo nie wiem czy tam miały być np.

prawdziwe imiona, miał się wcielić Adam Zdrójkowski, z kolei rolę Agnieszki miała zagrać Małgorzata Kożuchowska.

Doniesienia na temat powstania tego filmu zdawały się nie być tylko luźnymi planami, a czymś pewnym, ale ostatecznie chyba nic z tego nie wyszło, bo wydaje mi się, że ten film nie powstał.

Przynajmniej nie z tymi aktorami, bo w ich dorobku filmowym nie znalazłam żadnej produkcji, która opisem odpowiadałaby sprawie Dominika, ale może ktoś z Was kojarzy taki film?

Jak tak to piszcie w komentarzach, a teraz przechodzimy do drugiej części odcinka.

Sprawa druga.

W ostatnim odcinku pod tytułem Dziewczyny z klasy 8b opowiadałam Wam o sprawie z Wrocławia i teraz znów przenosimy się do tego miasta.

Kto słuchał, ten zapewne pamięta, że była to historia z kategorii szkolnej, która mocno wstrząsnęła Wrocławiem i niestety zanim emocje po niej na dobre opadły, wydarzyła się kolejna tragedia.

Trochę ponad rok później, w marcu 1998 roku, w jednej z wrocławskich szkół średnich doszło do brutalnego ataku, gdzie ofiarami zostały aż trzy osoby, ale zanim przejdziemy do kluczowych wydarzeń, to od początku, jak to wszystko się zaczęło?

Zaczynamy od pewnej rodziny, rodziny P, która mieszka albo we Wrocławiu, albo gdzieś w bliskich okolicach.

Mama jest urzędniczką, pracuje w jakiejś instytucji państwowej.

Z kolei tata nie wiadomo gdzie, ale z dużym prawdopodobieństwem jakąś pracę ma, bo jest człowiekiem wykształconym, co wiadomo, kiedyś nie było tak powszechne, więc sam fakt posiadania papierka był większym gwarantem zdobycia pracy niż teraz.

Rodzina P cieszy się bardzo dobrą opinią, sąsiedzi nie zauważają, aby zdradzali na zewnątrz, że mają jakieś problemy, uchodzą za pobożnych, taka normalna katolicka rodzina jak mówią.

Nie wiadomo jak państwo P się poznali, ale wiadomo, że pan P nie jest rodowitym wrocławianinem, a pochodzi z zupełnie innej części Polski albo nawet nie Polski, bo w źródłach jest informacja, że wcześniej mieszkał gdzieś na wschodzie.

To można zinterpretować na dwa sposoby.

Albo, że mieszkał za wschodnią granicą, albo we wschodniej części Polski.

W każdym razie, która opcja by nie była prawdziwa, to efekt jest taki, że mówi on z dość charakterystycznym akcentem, co jeszcze będzie istotne w tej sprawie.

Imiona rodziców nie są znane, natomiast dzieci to Lucyna, czyli starsza z tej dwójki, oraz młodszy Piotr.

Gdy rozgrywają się kluczowe wydarzenia, Lucyna jest już dorosła, skończyła studia i podjęła pracę jako nauczycielka w szkole.

Jest na początku swojej drogi zawodowej, więc być może nadal mieszka z rodzicami i bratem, a może już całkowicie się usamodzielniła.

Piotr z kolei jest w wieku licealnym, jeżeli dobrze liczę, to przyszedł na świat w 79 roku, więc wszystko, co będę omawiać, a co działo się na przestrzeni wielu lat, miało miejsce, gdy on był mniej więcej pomiędzy 15 a 24 rokiem życia.

Zanim jednak dokładniej go opiszę, to jeszcze słowo o szkole, do której uczęszcza, bo to właśnie wokół tej szkoły będzie się wszystko kręcić.

Gdy nadszedł moment wyboru szkoły średniej, Piotr zdecydował się na naukę w IX Liceum Ogólnokształcącym, mieszczącym się w samym centrum Wrocławia.

Szkoła ta ma wyrobioną, bardzo określoną reputację, bo mimo, że uczy się w niej sporo uczniów, w oddziale dziennym blisko tysiąc, a w wieczorowym około sześciuset, to niezmiennie w szkole utrzymywany jest wysoki poziom nauczania.

W jednym z artykułów z tamtych lat jest takie określenie, że dziewiątka uchodziła za szkołę dla elit oraz zdolnej młodzieży i chyba mimo różnych perturbacji ten poziom się utrzymał, bo z tego co widziałam w tym roku szkoła otrzymała złotą tarczę w rankingu perspektyw.

Żeby w ogóle się dostać do tego rankingu, trzeba mieć średni wynik matur na jakimś określonym poziomie i też określoną liczbę uczniów, którzy zostali laureatami olimpiad przedmiotowych, więc to już jest coś, a skoro dziewiątka nie tylko jest w tym rankingu, ale ma też złote odznaczenie, to znaczy, że ten poziom musi być tam naprawdę dobry.

No i Piotr idzie do takiego właśnie renomowanego liceum, ale w sumie trudno powiedzieć dlaczego, bo jak sam mówi, nauka nie jest dla niego ważna.

Może wcześniej była i zmienił podejście, a może po prostu poszedł tam, bo rodzice mu kazali?

W każdym razie ta szkoła od początku zdaje się mu nie leżeć, daje się tam poznać jako taki outsider, jest raczej zamknięty w sobie, plus bywa też nerwowy.

Tak ogólnie mówiąc, on jest chyba po prostu nieufny wobec otoczenia, często chodzi lekko przygarbiony, a na ludzi dookoła, jak to się mówi, spogląda spodełba.

Na temat jego wyglądu nie ma zbyt wielu informacji, wiadomo jedynie, że Piotr jest dość niski i być może przez całe liceum, a może dopiero od którejś klasy, goli głowę na łyso.

Otóż Piotr pasjonuje się, nazwijmy to, survivalem.

Lubi naturę i jak sam o sobie mówi, chciałby być pustelnikiem, marzy o tym, żeby mieszkać w lesie, być wolnym i polować na dzikie zwierzęta.

Co się z tym trochę wiąże, to fakt, że nie raz, nie dwa przynosi ze sobą do szkoły różne niebezpieczne narzędzia, ale które w sytuacji konieczności przetrwania na łonie natury faktycznie mogłyby mu się przydać, jakieś toporki czy noże, tylko że w szkole są to przedmioty zbędne i raczej zakazane.

On jednak bez skrępowania pokazuje je kolegom, a przy tym chwali się, że sam je wykonał.

Inni uczniowie nie przechadzają się po szkolnych holach z toporkami i w ostatecznym rozrachunku to odstawanie od rówieśników nie przynosi Piotrowi popularności.

Niestety nie udaje mu się nawiązać w liceum żadnych relacji przyjacielskich.

Nie jest co prawda tak, że jest jakimś obiektem kpin ze strony rówieśników.

Może nawet go lubią, ale nie jakoś wyjątkowo i też przez większość czasu nie zwracają na niego uwagi, a on coraz bardziej zamyka się w sobie.

Ma opinię wyizolowanego, cichego i trochę jak mówią rówieśnicy, nijakiego.

Nikomu nie przeszkadza, ale też nikt nie garnie się do tego, żeby spędzać z nim czas.

Być może z tego powodu, a może z zupełnie innych przyczyn, już w pierwszej klasie liceum Piotr wykonuje bardzo desperacki krok, bo podejmuje nieudaną próbę odebrania sobie życia.

Nie wiadomo czy otrzymuje po tym stosowną pomoc, chociaż ze względu na czasy kiedy się to rozgrywa raczej wątpię,

W każdym razie mniej więcej w tym samym czasie, chyba już po tej próbie, robi kolejną ryzykowną rzecz, mianowicie ucieka z domu i realizuje swoje pragnienie o życiu na łonie natury, bo jak się okazuje po odnalezieniu go w czasie nieobecności mieszkał w lesie.

Ostatecznie wraca jednak do domu, skoro jest niepełnoletni, to nie ma za dużego wyboru, ale po tym wszystkim już nie wychodzi na prostą.

W szkole idzie mu coraz gorzej, ma trudności z opanowywaniem materiału, więc też coraz trudniej dosięgnąć mu wysoko stawianej poprzeczki.

Planowo do matury ma podejść w maju 98 roku, czyli jeszcze zgodnie ze starym i w sumie też obecnym tokiem nauczania po ukończeniu czwartej klasy, tylko że to wszystko staje pod znakiem zapytania, bo już na etapie trzeciej klasy Piotrowi idzie na tyle źle, że nie wiadomo czy w ogóle zda.

W domu bardzo często narzeka na nauczycieli, choć nie do końca wiadomo w jakim stopniu on sam przykłada się do nauki, ale przykłada się czy nie, to z tych jego opowieści wynika, że faktycznie niektórzy przedstawiciele grona pedagogicznego zachowują się w sposób co najmniej niestosowny.

Pierwszym przykładem jest zachowanie nauczycielki matematyki, Lucyny N., która, jak twierdzi Piotr, wyzywa go od debili i nieraz przy całej klasie mówi, że nadaje się on wyłącznie do wycierania tablicy.

Problemy ma też z panią od fizyki, Krystyną M.

która podobnie jak jej koleżanka po fachu pozwala sobie na różne niestosowne komentarze, a niestety fizyka również jest przedmiotem, z którym Piotr radzi sobie słabo, więc okazji do takich komentarzy jest sporo.

Gdy staje się jasne, że jest on zagrożony, jego tata idzie do szkoły, żeby porozmawiać z panią Krystyną i prosić ją, aby ostatni raz dała synowi szansę na poprawienie oceny niedostatecznej i wtedy dochodzi do pewnego nieprzyjemnego zdarzenia.

To czy Piotr faktycznie taką szansę dostaje nie zostało określone w źródłach, natomiast innym niespodziewanym skutkiem tej wizyty jest to, że nauczycielka zaczyna się z niego otwarcie wyśmiewać i tekpiny nie są ukierunkowane tylko na jego umiejętności tak jak wcześniej.

Ze względu na akcent jaki słychać w mowie taty Piotra, Krystyna opowiada potem wszystkim naokoło, że mają w szkole ucznia, który ma ukraiński charakter.

Piotr nieraz opowiada o tych nadużyciach nie tylko rodzicom, ale też swojej siostrze Lucynie i jej wydaje się, że jednym z powodów, dlaczego brat tak podpada nauczycielkom, jest ogólnie mówiąc aura, jaką wokół siebie roztacza, a dokładnie jego wyraz twarzy.

Jak mówi, Piotr ma tendencję, żeby przybierać taką kpiąco-drwiącą maskę, o której ona jako jego siostra wie, że to nic personalnego i nie ma w tym żadnych podtekstów, on tak po prostu ma.

Natomiast obce osoby mogą to odbierać różnie, na przykład jako objaw lekceważenia.

Innych powodów nie widzi, bo tak generalnie nie postrzega Piotra jako zaczepnego czy agresywnego.

Według niej brat jest spokojny i pomocny, chociaż delikatne wątpliwości mogą budzić też jego rysunki.

Piotr lubi rysować, rysuje często, ale te rysunki bywają niepokojące, bo często są to jakieś krwawe sceny, operacje albo wypadki, aczkolwiek w niczym poza rysunkami agresja się nie przejawia.

W szkole do Piotra nigdy wcześniej nie było zastrzeżeń, poza pewnymi wyjątkami, bo pierwszych kłopotów typu powiedzmy nauczycielskiego doświadczył już w podstawówce, kiedy to miał różne nieprzyjemne przejścia z panią od biologii.

Jak widać tego typu historie ciągną się za nim nadal, co może sugerować, że problem jest po prostu w nim, ale z drugiej strony on nie ze wszystkimi ma takie problemy.

Są nauczyciele, którzy go lubią, dlatego też trochę wygląda to tak, jakby część nauczycieli po prostu olewała jego sposób bycia i patrzyła na niego neutralnie.

Ale jak się trafiła jakaś wrażliwsza jednostka, bardziej może starej daty, z przeświadczeniem, że uczeń musi się zachowywać jakoś, to zaczynały się schody.

Niestety te schody w końcu doprowadzają do tego, że zgodnie z przewidywaniami Piotr nie zdaje do ostatniej klasy, więc od września 1997 roku ponownie rozpoczyna naukę w trzeciej klasie liceum.

Natomiast poza tym nie jest to sytuacja godna pozazdroszczenia.

W końcu w szkole, w której niespecjalnie mu się podoba, będzie musiał spędzić o rok więcej, a poza tym, tak jak wcześniej miał problem z przyswojeniem materiału, tak ma go nadal, bo matematyka i fizyka to przedmioty, które trzeba przede wszystkim zrozumieć, a nie tylko wykuć, a jemu chyba nikt nie umie tego wytłumaczyć albo brakuje takiego indywidualnego podejścia.

Sytuacji nie polepsza też wiadomość, którą tata przynosi z jednego z zebrań dla rodziców, mianowicie przekazuje synowi, że jeśli zdarzyłoby się, że znów nie zda, to zostanie wyrzucony ze szkoły.

Nie ma możliwości, żeby w dziewiątce przez trzy lata z rzędu chodził do tej samej klasy, a niestety patrząc po tym, jak idzie mu nauka, właśnie na to się zapowiada.

Ta informacja jest dla niego wręcz druzgocąca, kompletnie się po tym załamuje, nie wie co ma dalej robić i jak sobie z tym wszystkim poradzić.

24 marca 1998 roku przypada we wtorek.

Rano Piotr przychodzi do szkoły.

Na boisku wita się z kolegami, chwilę z nimi rozmawia, ale później nie pojawia się na lekcjach i właściwie nie wiadomo gdzie jest.

Piąta lekcja tego dnia zaczyna się przed godziną trzynastą.

Na tej lekcji jedna z klas, trzecia H, ma akurat geografię w sali 44, a zajęcia te prowadzi Władysława R., czyli wicedyrektorka szkoły.

Jakieś dziesięć minut po rozpoczęciu lekcji drzwi do klasy otwierają się, a staje w nich nikt inny jak Piotr, który wita się słowami dzień dobry.

Stoją i patrzą się na siebie, nauczycielka jest trochę zdezorientowana, ale wkrótce wszystkie emocje zostają stłumione przez strach, bo Piotr nagle wyciąga siekierę i biorąc zamach uderza ją.

Jak w szale zadaje kolejne ciosy, dookoła jest pełno krwi, a uczniowie przyglądają się temu wszystkiemu jak sparaliżowani.

Na szczęście dla Władysławy siekiera po kilku ciosach wplątuje się w jej sweter, więc Piotr nie mogąc jej wyplątać musi przerwać atak, chociaż ma jeszcze nóż, harcerską finkę, ale wyciąga ją dopiero po opuszczeniu sali.

Potem uzbrojony w kolejne narzędzie kieruje się na drugie piętro do sali od fizyki, gdzie Krystyna M. podobnie jak jej koleżanka niczego się nie spodziewa.

Przy pomocy noża zadaje jej rany w szyję oraz plecy.

Jest dużo bardziej brutalny niż przed chwilą i uderza tak długo, aż Krystyna upada na ziemię.

Potem wychodzi i idzie do ostatniej, znajdującej się obok sali od matematyki.

Lucyna N. w pierwszej chwili myśli, że to jakiś żart, ale jej pogląd na sytuację kompletnie się zmienia, gdy otrzymuje pierwszy cios.

Uczniowie znów, tak jak w poprzednich przypadkach, stoją jak w ryci, część z nich ucieka, a jeden z nich, gdy w końcu dociera do niego co się dzieje, postanawia biec na pomoc.

Wychodzi naprzód, staje między Piotrem a Lucyną, każąc mu natychmiast przestać, co przynosi efekt, bo Piotr chyba zdezorientowany tym, że ktoś odważył mu się postawić, faktycznie przestaje, wbija nóż w biurko, a następnie opuszcza salę.

Tym sposobem Lucyna zostaje najmniej poszkodowana z całej trójki, po pierwsze dlatego, że otrzymała mniej ciosów, a po drugie, jak później stwierdzono, ciosy te były zadawane z mniejszą siłą, bo Piotr zapewne nie miał już takiej mocy jak wcześniej, skoro był to trzeci atak z kolei.

Po czym zarządzono, że uczniowie mają nie wychodzić na przerwy, aby po pierwsze nie robić tłumu i nie ułatwiać Piotrowi ucieczki, a po drugie nie stwarzać ryzyka kolejnego ataku.

On sam nie był już jednak zainteresowany ani kolejnym atakiem, ani ucieczką, bo wraz z porzuceniem noża pozbył się wszystkich narzędzi zbrodni, nie miał już nic innego, a poza tym nie zależało mu na uniknięciu odpowiedzialności, więc po wszystkim usiadł na parapecie i czekał na przyjazd policji.

Zarówno policja, jak i karetka podjeżdżają pod szkołę bez włączonych sygnałów, aby nie wzbudzać dodatkowej paniki.

Piotr w trakcie zatrzymania jest spokojny, od razu daje się zakuć w kajdanki, po czym w towarzystwie funkcjonariuszy opuszcza szkolne mury.

Nawet bez zagłębiania się w materiał dowodowy nie ma wątpliwości, że to wszystko dokładnie zaplanował.

To nie było działanie spontaniczne, bo po pierwsze przyniósł ze sobą narzędzia, po drugie musiał wcześniej sprawdzić, w których salach interesującego nauczycielki będą mieć lekcje o tej godzinie,

A po trzecie, sama ta godzina możliwe, że też nie była przypadkowa, bo mógł wybrać taką, a nie inną lekcję, żeby odstępy między salami nie były zbyt duże i żeby mógł się szybko przemieścić, zanim ktokolwiek go zatrzyma.

A już w ogóle wszelkie wątpliwości odnośnie ewentualnego planu lub braku planu ostatecznie rozwiewa wpis w jego dzienniku, w którym to przy 24 marca napisał Wtorek, dzień długich noży.

Wszystkie nauczycielki zostają przewiezione do nieistniejącego już dziś szpitala imienia Babińskiego na ostry dyżur.

Dwie pierwsze są w bardzo poważnym stanie, natomiast z Lucyną jest trochę lepiej, aczkolwiek też jest ranna i wymaga pomocy zarówno lekarskiej jak i psychologicznej.

Po przetransportowaniu ich do szpitala pod szkołą pozostał jeden wóz policyjny.

Policjanci przez kolejne godziny prowadzą więc działania na miejscu, a pierwszym z nich jest wyprowadzenie z budynku uczniów i nauczycieli, tak aby nikt nie zniszczył dowodów.

W międzyczasie najciężej poszkodowana, czyli Krystyna, zostaje przewieziona do Dolnośląskiego Centrum Gruźlicy i Chorób Płuc przy ulicy Grabiszyńskiej, gdzie przechodzi bardzo trudną operację.

Łącznie przez 7 godzin lekarze walczą o jej życie, z czego aż 2 godziny zajmuje im tamowanie krwotoku.

Jej życie udaje się uratować, natomiast stan jej zdrowia pozostawia wiele do życzenia.

Jakiś czas po operacji Krystyna przechodzi badanie rezonansem magnetycznym, ponieważ medycy mają wątpliwości, czy z jej odcinkiem szyjnym kręgosłupa wszystko jest w porządku, a te wątpliwości są uzasadnione, bo jeden z ciosów zadanych przez Piotra trafił w kark i ten cios, jak się okazuje, gdyby nie szybka reakcja, byłby śmiertelny.

W najbliższej perspektywie jest przed nią jeszcze jedna operacja, która niestety nie przywraca jej pełnej sprawności, bo nawet mimo upływu czasu oraz rehabilitacji jedna z rąk Krystyny pozostaje bezwładna i w ogóle cała lewa połowa jej ciała jest bez czucia, przez co ma ona problemy m.in.

z utrzymaniem głowy w pozycji pionowej.

Wracając do Piotra, to w pierwszej chwili pojawiają się spekulacje, że w momencie ataku musiał on być pijany lub pod wpływem środków odurzających, ale po badaniach taka hipoteza zostaje wykluczona.

W trakcie śledztwa wychodzi za to najaw, że ten idealny obraz dziewiątki kształtujący się w opinii publicznej to jedynie iluzja.

W szkole jest poważny problem z narkotykami, do tego stopnia, że jak mówi jeden z uczniów, jakiś czas temu zmieniono im nawet godziny przerw, aby nie wychodzili na dziedziniec o tej samej porze, co uczniowie z sąsiadującego z nimi plastyka, z którymi najczęściej prowadzony jest handel.

Niestety nie zniwelowało to problemu w całości, nie wiadomo nawet czy jakkolwiek go zmniejszyło, bo w końcu ten kto chce, ten zawsze znajdzie sposób i nawet jeśli policja obstawiłaby każdy korytarz w szkole, to narkotyki pewnie i tak gdzieś tam by krążyły.

Mimo łatwej dostępności nie wydaje się, aby był to problem Piotra, bo raz, że badania wyszły negatywnie, a dwa, on zgodnie z zeznaniami kolegów nic nie brał.

Ze względu na czasy, w jakich rozgrywają się te wydarzenia, badany jest też oczywiście wątek satanistyczny i to nie jest chyba tak do końca ślepy strzał, jak to w większości przypadków bywało, bo akurat tutaj pojawia się taki komentarz jednego z prowadzących śledztwo na temat Piotra.

Nie wiadomo, czy należał do satanistów, lecz znaleziono u niego akcesoria wskazujące na to, że przynajmniej z nimi sympatyzował.

Czy miało to jednak ścisły związek ze sprawą?

Trudno powiedzieć.

A co mówi o całej sytuacji sam Piotr?

Przede wszystkim podkreśla, że nie chciał zabić tych kobiet, a jedynie je zranić i nastraszyć, tak żeby zapamiętały go do końca życia, a zależało mu na tym, ponieważ był przez nie dyskryminowany.

W tym miejscu przytoczę jeszcze dwa cytaty z jego wypowiedzi, które dokładnie obrazują jakie miał podejście do tej sprawy.

Wybrałem je, bo to właśnie one szczególnie pastwiły się nade mną.

Jestem osobą mściwą, pielęgnowałem w sobie nienawiść do tych nauczycielek, wreszcie uznałem, że czas zemsty nadszedł.

Kiedy na koniec zaatakowałem panią N, powiedziałem, to jest za wszystko.

Piotr nie sprawia wrażenia, jakby żałował tego, co się stało, nie okazuje skruchy w żaden sposób, mówi jedynie, że odreagował, teraz czuje się spokojniejszy i tak jakby została z niego zdjęta duża presja.

Jako, że jest już pełnoletni, to teoretycznie może rzucić szkołę i z tej opcji korzysta, bo jak mówi później jego adwokat, od czasu umieszczenia w areszcie Piotr nie kontynuuje nauki.

To, co chyba najbardziej zaskakuje w tej sprawie, to że on faktycznie, tak jak powiedział, musiał bardzo pielęgnować w sobie nienawiść i to przez długi czas, bo przecież nie zaatakował bezpośrednio po tym, jak któraś z nauczycielek się z niego wyśmiewała czy poniżała,

Tylko w marcu, czyli gdy rok szkolny trwał już od blisko 7 miesięcy i był to rok szkolny, w którym przypomnę, od początku żadna z zaatakowanych nie miała z nim już zajęć, więc też praktycznie nie mieli ze sobą styczności.

Uczniowie dziewiątki z kolei stanowiska co do tej sprawy mają różne.

Dwie osoby z byłej klasy Piotra, tej do której chodził zanim mnie zdał, twierdzą, że nie zauważyły, aby w trakcie lekcji był on jakoś szczególnie szykanowany, a na

Uczycielki raczej były wobec niego obiektywne, natomiast faktem jest, że pani od fizyki, czyli Krystyna M. lubiła udowadniać uczniom, że nic nie umieją, szczególnie jeśli byli to uczniowie, którzy mieli większe niż inni trudności z przyswajaniem materiału.

Wielu uczniów chwali atmosferę w szkole, a także samą dyrektorkę, czyli Izabelę Koziej, która swoją drogą chyba nadal pełni tą funkcję, bo w relatywnie nowych artykułach o szkole były o niej wzmianki.

I tak jedna z uczennic mówi np., tutaj cytuję, to, że nasza dyrektorka jest fajna i lubiana, rozumie nas, szanuje nasze poglądy i wie, co znaczy demokracja, wiedzą chyba wszyscy.

Jest też grupa nauczycieli o ugruntowanych, lecz przestarzałych poglądach i metodach pracy, co sprawia, że właśnie oni są przez nas, powiedzmy, kochani.

To dość pochlebna opinia, ale są też oczywiście osoby, które nie mają nic dobrego do powiedzenia na temat szkoły i w związku z tym z wiadomych względów chcą zachować całkowitą anonimowość.

A skoro tak, to jak się łatwo domyślić, miejscem, gdzie o taką anonimowość jest najłatwiej, przynajmniej w tamtych czasach, jest internet, w związku z czym na forach internetowych temat jest szeroko komentowany.

Naturalnie, jak wszędzie, opinie są mieszane, aczkolwiek da się zauważyć, że szczególną niechęć komentujący przejawiają wobec nauczycielki matematyki, to jest Lucyny N. I nawet jeśli ktoś chwali szkołę tak ogólnie, to ze wzmianką, że akurat relacje z tą nauczycielką nie należały do najprzyjemniejszych.

Zacytuję tu jeden z wpisów, który odnosi się do głównych zarzutów.

Trochę mi niezręcznie, bo jednak pani N solidnie oberwała, ale nie da się ukryć, że najlepszej opinii nie miała.

Tymczasem w bardziej oficjalnych mediach na światło dzienne zostaje wyciągnięta inna sprawa sprzed lat, w której znów Lucyna N. stoi w centrum wydarzeń.

Okazuje się, że 6 lat wcześniej, w 1992 roku, uczniowie jednej z klas, trzeciej G., zorganizowali strajk przeciwko Lucynie.

Nie wiadomo na czym ten strajk dokładnie polegał, czy nie przychodzili na lekcje, czy się nie odzywali w trakcie, czy jeszcze coś innego, ale strajkowali dlatego, że podobnie jak Piotr, czuli się dyskryminowani i nękani przez matematyczkę.

Być może w tej klasie nie było jakichś wybitnych uczniów, nie wiemy tak naprawdę jaki był tam poziom, natomiast jaki by nie był, to ci uczniowie jakoś dotarli do trzeciej klasy liceum w szkole o dobrym poziomie, więc też raczej nie byli całkowicie beznadziejnymi przypadkami.

Niestety pod koniec semestru okazało się, że aż 14 na 18 uczniów ma na koniec oceny niedostateczne, mimo że większość z nich nigdy wcześniej nie miała poważnych problemów z matematyką.

W szkole kolejno interweniowali więc rodzice, dlatego też dyrekcja szybko dowiedziała się o całej sytuacji i jakoś próbowała rozwiązać konflikt, ale chyba bez znaczących rezultatów.

Ostatecznie dopiero po tym strajku zmieniono nauczycielkę, więc klasa trzecia G znów odzyskała spokój.

Gdy te wydarzenia miały miejsce, Izabela Koziej nie była jeszcze dyrektorką, aczkolwiek i tak była wysoko w hierarchii, bo pełniła funkcję wicedyrektorki.

Natomiast zapytana o strajk sześć lat później twierdzi, że nic takiego nie pamięta.

Mimo wszystko nie przeczy, że zdarzają się konflikty między uczniami a pedagogami, ale wydźwięk jej wypowiedzi jest taki, że to przecież nic takiego.

A co mówi na temat Piotra?

Według niej był on przeciętnym uczniem, miał na koncie zarówno sukcesy jak i porażki, a ona sama nie znajduje logicznego uzasadnienia, dlaczego postąpił tak, a nie inaczej.

W czasie, gdy media szaleją, Piotr siedzi w areszcie w oczekiwaniu na proces.

Jego adwokat, jak zapowiada, będzie starał się o zmianę kwalifikacji czynu z próby trzykrotnego zabójstwa, za co grozi dożywocie, na ciężkie uszkodzenie ciała, za co z kolei Piotr może zostać skazany na karę do 10 lat pozbawienia wolności.

Jak zawsze przy sprawach tego typu oskarżony zostaje skierowany na obserwację psychiatryczną, w tym przypadku do szpitala w Stroniu Śląskim i wyniki tej obserwacji są takie nie do końca jednoznaczne.

To znaczy teoretycznie może być sądzony, umiał rozpoznać znaczenie czynu, ale w chwili popełniania zbrodni miał ograniczoną zdolność do kierowania własnym postępowaniem, co może wpłynąć na to, że sąd nadzwyczajnie złagodzi mu karę.

Dodatkowo zespół biegłych stwierdza, że nie można powiedzieć, aby Piotr był w dalszym ciągu niebezpieczny dla otoczenia, natomiast ma on zaburzoną osobowość, nie potrafi współczuć, nie ma rozwiniętej uczuciowości wyższej, nie uznaje powszechnych norm moralnych i też ma taką tendencję do wyolbrzymiania wszystkiego, co go dotyczy.

Po otrzymaniu wyników obserwacji psychiatrycznej zdaje się, że jest on już na ostatniej prostej do procesu i wyroku, ale jeszcze przed rozpoczęciem przeprawy sądowej w kwietniu 1999 roku jego stan zdrowia znacznie się pogarsza.

Z powodu dolegliwości kardiologicznych trafia do szpitala więziennego, po czym urywa się z nim kontakt.

Jego obrońca nie wie, co się z nim dzieje, więc do ostatniej chwili jest przekonany, że Piotr nie będzie uczestniczył w pierwszej rozprawie.

Niespodziewanie on pojawia się w sądzie.

Na salę przyprowadza go czterech policjantów, ale widać po nim, że nadal czuje się nie najlepiej.

Rusza przewód sądowy, w sądzie znajdują się oczywiście tłumy dziennikarzy ze względu na to, że sprawa jest bardzo medialna, więc pierwszym krokiem obrońcy jest złożenie wniosku o utajnienie procesu.

Sąd ten wniosek odrzuca, bo jak mówi, za tym żeby rozprawa była jawna przemawia ważny interes społeczny, więc adwokat składa kolejny wniosek, tym razem o odroczenie rozprawy z powodu złego stanu zdrowia Piotra.

Jak sugeruję, dolegliwości kardiologiczne u dwudziestolatka są efektem stresu oraz ogólnie mówiąc przeżyć w areszcie śledczym z ostatniego roku.

Sędzia pyta go więc wprost, jak się czuje, na co on odpowiada tylko fatalnie.

Jako, że jedyne osoby z wykształceniem medycznym obecne na sali to biegli psychiatrzy, to właśnie ich sędzia pyta o opinię.

Czy sądzą, że proces może być kontynuowany?

Na co lekarze przedstawiają jednoznaczne stanowisko.

Mianowicie stan zdrowia Piotra pozwala na uczestnictwo w rozprawach.

Natomiast mimo wszystko sędzia ma chyba wątpliwości, bo odracza termin na czerwiec, czyli do planowanego zakończenia leczenia kardiologicznego.

W areszcie Piotr zostaje umieszczony w jednoosobowej celi, kończy leczenie, więc proces rusza na nowo, ale potem znów następuje przerwa, bo ze względu na niejednoznaczną opinię psychiatryczną sąd znów kieruje go na obserwację, tym razem do szpitala w Lubiążu.

Ostatecznie dopiero w listopadzie 1999 roku sprawa rusza dalej, ale końcowy werdykt jest taki jak był, czyli że działał on w stanie ograniczonej poczytalności, więc może być sądzony, ale sąd ma możliwość zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary.

W trakcie postępowania Piotr sprawia wrażenie jakby był nieobecny, jedyne co mówi to, że przyznaje się do zarzucanych mu czynów, więc sąd posiłkuje się jego wcześniejszymi zeznaniami.

Żadna z poszkodowanych w początkowej fazie procesu nie pojawia się w sądzie, mimo że wszystkie wnioskowały o przyznanie im statusów oskarżycieli posiłkowych, ale za to pojawia się inna nauczycielka, taka o której przesłuchanie wnosił adwokat Piotra, natomiast ona w tamtym momencie już nie pracuje w dziewiątce.

Została zwolniona po tym, jak weszła w konflikt z dyrekcją, a powodem tego konfliktu miały być obiekcje, jakie miała ona odnośnie sposobu traktowania uczniów oraz to, że otwarcie o nich mówiła.

Niby nic takiego, ale kolejna mała szpileczka w stronę dziewiątki.

W ostatnich słowach przed wyrokiem Piotr mówi, że żałuje tego, co zrobił.

Sąd kieruje się zasadą, że wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego, w związku z czym uznaje, że Piotr działał z ewentualnym zamiarem pozbawienia życia.

Jego celem nie było zabójstwo, natomiast dopuszczał możliwość, że ciosy, które zadaje w teorii mogą skutkować śmiercią.

W związku z tym 28 lutego 2000 roku zostaje on skazany na 8 lat więzienia oraz 6 lat pozbawienia praw publicznych.

Na poczet kary zostaje mu wliczony areszt, będzie się też mógł ubiegać o wcześniejsze wyjście warunkowe, ale w źródłach nie znalazłam informacji po jakim czasie.

Wiadomo, że kilka miesięcy później w czerwcu ruszył kolejny proces przed sądem apelacyjnym, ale nie ma żadnej adnotacji o zmianie wyroku, więc widać utrzymał się on w takiej samej formie.

To jeszcze nie koniec historii, ani nie koniec zatargów Piotra z prawem, ale żeby przejść do dalszej części, to musimy przeskoczyć o kilka lat.

Jest lipiec 2003 roku, a wrocławski sąd rozpatruje wniosek o warunkowe, przedterminowe zwolnienie Piotra z więzienia.

Łącznie odsiedział on trochę ponad pięć lat, a w trakcie odsiadki zachowywał się nienagannie, nie łamał regulaminu ani nie wchodził w konflikty z innymi więźniami.

W związku z tym sąd decyduje się rozpatrzeć wniosek pozytywnie, dzięki czemu Piotr może na nowo cieszyć się życiem na wolności.

Z tej wolności korzysta w jakiejś podwrocławskiej miejscowości, do której się przeprowadza.

Nie wiadomo, czy mieszka tam sam, czy z kimś, ale prawdopodobnie wrócił do rodziny.

Po pierwsze dlatego, że to chyba taka najpewniejsza opcja na start, a po drugie z tego co wiadomo nie podejmuje w tamtym czasie żadnej pracy, a jedynie uczy się w szkole wieczorowej, więc musi być na czyimś utrzymaniu.

Informacja o tym, że Piotr wyszedł na wolność pojawia się w mediach, chociaż bez większego echa, natomiast tak się składa, że jedna z dziennikarek gazety Fakt postanawia zbadać ten temat trochę dokładniej.

Dzieje się to kilka miesięcy po tym, jak opuścił on więzienne mury.

Ta kobieta z ciekawości chce więc sprawdzić, czym były skazane zajmuje się na wolności, bo może uda się z tego skleić jakiś artykuł.

W związku z tym wrzuca jego dane do wyszukiwarki internetowej, gdzie ku jej zaskoczeniu w wynikach pojawia się strona prowadzona przez samego Piotra.

Preści na tej stronie są mówiąc wprost szokujące, a w dużej mierze oscylują wokół tematu zbrodni, za którą on dopiero co skończył odsiadywać wyrok.

Można tam znaleźć dokładny opis wydarzeń sprzed lat, rysunki przedstawiające Piotra stojącego z siekierą uniesioną nad głowami nauczycielek, a także jego, powiedzmy, wyjaśnienie tego co zaszło, bo jak pisze całe to zdarzenie to była ofiara dla księcia ciemności.

Generalnie ten opis nie sprawia wrażenia, jakby on czuł jakąkolwiek skruchę, bardziej wygląda to tak, jakby chwalił się tym, co zrobił.

Na stronie poza opisem zbrodni jest wiele treści, które w ocenie dziennikarki, podobnie jak ten Książę Ciemności, odnoszą się do satanizmu, a do tego wprost propagują przemoc.

Można tam znaleźć fotografie seryjnych morderców oraz krwawe obrazki, np.

taki przedstawiający mężczyznę z siekierą oraz ranną kobietę obok niego, a w tle jakże wymownie widać szkolną tablicę.

Dziennikarka informuje o swoim odkryciu szefową redakcji, ona z kolei składa zawiadomienie na policję i tak w błyskawicznym tempie Piotr znów zostaje zatrzymany.

Policjanci bukają do jego drzwi 24 marca 2004 roku, czyli dokładnie w szóstą rocznicę tragicznych wydarzeń w dziewiątce.

Przewożą go na przesłuchanie, zabezpieczają jego komputer, a także znalezione przy okazji płyty CD.

Strona internetowa dość szybko zostaje zamknięta, natomiast Piotr kończy z zarzutami propagowania treści faszystowskich w internecie oraz obrazy uczuć religijnych, za co grozi mu do dwóch lat pozbawienia wolności.

Po usłyszeniu zarzutów Piotr deklaruje, że chce się dobrowolnie poddać karze, ale co z tego wyszło, nie wiadomo, bo niestety informacji na temat finału tej sprawy brakuje.

Na koniec wrócimy jeszcze na chwilę do kwestii wpisów na forach internetowych.

Ciekawe jak ta sytuacja z Piotrem wpłynęła na wizerunek dziewiątki i tu mówię ogólnie zarówno o kwestii ataku, jak i o wszystkich niepochlebnych informacjach wyciąganych w mediach na fali tej sprawy.

Czy był jakiś spadek zainteresowania?

Czy mniej uczniów tam aplikowało?

Trudno powiedzieć, ale zdawać by się mogło, że po latach sinusoidy wszystko wróci do normy.

Zdawać to jednak słowo kluczowe w tym przypadku, bo zaledwie dwa miesiące po ponownym zatrzymaniu Piotra...

czyli 20 maja 2003 roku, na jednym z forów pojawia się kolejny wpis sygnalizujący, że w dziewiątce nadal nie jest tak idealnie, jak wygląda z zewnątrz.

Ponownie cytuję.

Nie wiem, dlaczego nie ma jeszcze tego wątku, a powinien już dawno się pojawić.

Dziś możemy przeczytać w gazecie o kolejnym samobójstwie popełnionym przez ucznia dziewiątego LO.

Na początku roku szkolnego również doszło do tragedii, uczeń dziewiątki spadł z dachu wieżowca.

Jak dobrze pamiętamy, pięć lat temu uczeń tego samego liceum ciężko ranił siekierą trzy nauczycielki.

A pani dyrektor twierdzi, iż to wina coraz to słabszej i mniej odpornej młodzieży.

Osobiście znam przykład nauczyciela z dziewiątego LO, który wybiera sobie z góry około trzech uczniów, którzy nie zdadzą do następnej klasy.

Pani dyrektor w momencie, gdy sprawa do niej trafiła, stwierdziła, że tak już jest i trzeba się z tym pogodzić.

Jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności wszystkie te wypadki w takiej skali spotkały tylko jedno LO we Wrocławiu.

No i cóż, pewnie w każdej szkole zdarzają się nadużycia, w odpowiedzi na ten wpis pojawiają się też głosy broniące szkoły, jak i całej kadry, ale pytania pozostają bez odpowiedzi.

Piotr niewątpliwie zachował się karygodnie, nie powinien na własną rękę wymierzać sprawiedliwości, o sposobie już nawet nie mówiąc.

Ale czy miał go temu podstawy?

Czy on faktycznie przesadnie odbierał niektóre reakcje?

Czy może zgodnie ze wszystkimi pojawiającymi się sygnałami w szkole rzeczywiście działo się coś złego?

Jeżeli chcesz wesprzeć moją dalszą podcastową działalność, możesz postawić mi kawę na buycoffee2.

Jak zawsze serwis nie wymaga rejestracji, można płacić blikiem, a link jest w opisie.

Do usłyszenia i pozdrawiam.

0:00
0:00