Mentionsy
Express: 200 metrów od domu | Justyna Mrozek
Pewnego kwietniowego wieczoru Justyna przed snem wychodzi spotkać się z koleżanką. Po kilkunastu minutach kieruje się do domu, a po raz ostatni widziana jest 200 metrów od wejść do bloku. --------------------------
JEDNORAZOWE WSPARCIE PODCASTU: https://buycoffee.to/szkickryminalny
--------------------------
Przygotowany materiał jest streszczeniem informacji z ogólnodostępnych źródeł. | ŹRÓDŁA: https://docs.google.com/document/d/1hduiyTcnGv9N8EtksuQFyJR7VU_xCrfVbB8d99eZw9g/edit?usp=sharing
MUZYKA TŁO: CO.AG Music - Left Alone https://www.youtube.com/watch?v=dr1zWPby7zc&t=21s
MUZYKA INTRO: Power Music Factory - Dark Suspense Mystery Investigation Background Music (No Copyright) https://www.youtube.com/watch?v=JNgEAVT8YwY&list=RDQMAEE6SGXex2g&index=2
YT: https://www.youtube.com/channel/UCCXBjEraOsVscigiY8Rszbg
Szukaj w treści odcinka
Przenosimy się do Wolsztyna, miasta leżącego teoretycznie w województwie wielkopolskim, ale w praktyce prawie że na granicy województw wielkopolskiego i lubuskiego.
Wolsztyn jest miastem powiatowym, dość małym, bo zamieszkiwanym przez trochę ponad 11 tysięcy osób, więc panuje tam raczej taki kameralny klimat.
Jeżeli chodzi o odległość od większych miast, to od centrum stolicy województwa wielkopolskiego, czyli od Poznania, Wolsztyn dzieli jakieś 70 kilometrów.
Z kolei, aby dojechać do Zielonej Góry trzeba pokonać około 50 kilometrów.
Ale poruszając się już tak typowo po terenie Wolsztyna, to kierujemy się na ulicę Garbarską, leżącą zaledwie kilkanaście minut spacerem od centrum.
Przy tej ulicy mieszka pewne małżeństwo, od którego zacznę dzisiejszą opowieść.
Są to państwo Mrozkowie, Włodzimierz oraz Elżbieta.
Małżeństwo mieszka w czteropiętrowym bloku, dokładnie przy ulicy Garbarskiej 8.
Jest to takie zwykłe osiedle, kilka bloków obok siebie, a dookoła domki jednorodzinne.
Pan Włodzimierz i pani Elżbieta pozostają w wieloletnim związku i nie mieszkają sami, bo doczekali się trójki dzieci.
Pierwsza była córka Anita, po niej syn Krystian i na końcu najmłodsza z nich, czyli Justyna.
To właśnie na Justynie najbardziej się dziś skupimy, ale zanim do niej przejdziemy, to jeszcze chwilę o całej rodzinie, żebyście mieli dokładniejszy obraz środowiska, z jakiego się wywodziła.
W 2008 roku, kiedy to rozgrywają się kluczowe wydarzenia, dzieci Państwa Mrozków są już dorosłe.
Justyna kończy w tym roku 18 lat, więc jej starsze rodzeństwo już jakiś czas temu osiągnęło pełnoletność.
Mimo tego jej siostra Anita nadal mieszka w domu rodzinnym.
Justyna oczywiście też, bo nadal się uczy, ale Krystian zdążył się już wyprowadzić.
Rozpoczął studia w Zielonej Górze, więc żeby codziennie nie dojeżdżać na uczelnię, przeprowadził się do tego miasta.
Rodzina Mrozków należy do tych bieżących, a szczególnie w życie kościoła zaangażowany jest pan Włodzimierz, który poświęcił się religii po tym, jak udało mu się zerwać z nałogiem.
To właśnie przez jego uzależnienie rodzina musiała w przyszłości mierzyć się z wieloma trudnościami, ale jakoś udało im się przetrwać ten kryzys.
Pan Włodzimierz był uzależniony od alkoholu.
Problemy miał już w młodości, później gdy poznał swoją przyszłą żonę, jakoś udało mu się odciąć od nałogu, ale niestety po latach problem wrócił.
Mężczyzna otwarcie przyznaje, że pod wpływem alkoholu zachowywał się wulgarnie.
W domu nieraz się awanturował, wszczynał konflikty z żoną, czego świadkami były wtedy kilkuletnie dzieci.
Na szczęście w 1997 roku, kiedy Justyna miała 7 lat, jej tata zdecydował się sięgnąć po profesjonalną pomoc i udał się na terapię.
Poza psychoterapią uzupełniająco uczęszczał też na spotkania AA i ostatecznie na dobre udało mu się zerwać z nałogiem, tym samym komfort życia rodziny zdecydowanie się poprawił.
W domu zrobiło się spokojniej i też stabilniej finansowo, bo rodzina przestała być na utrzymaniu tylko jednej osoby, to jest pani Elżbiety, ponieważ jej mąż z zawodu blacharz-dekarz otworzył własny zakład blacharski, więc też zaczął dość znacznie dokładać się do domowego budżetu.
A pomijając już ten aspekt finansowy, no to też relacje w rodzinie Mrozków zwyczajnie się poprawiły.
Ze źródeł wynika, że w tym 2008 roku byli już bardzo zżytą rodziną, a szczególnie silną więź dało się zauważyć pomiędzy Justyną a panem Włodzimierzem.
Tym samym przechodzimy do głównej bohaterki dzisiejszej historii.
Justyna Mrozek urodziła się 4 kwietnia 1990 roku.
Z kolei wydarzenia, które będę omawiać, rozegrały się dokładnie pod koniec kwietnia 2008 roku, więc Justyna była wtedy świeżo po ukończeniu 18 roku życia.
Urodziny obchodziła w lokalu, który z tej okazji wynajęli dla niej rodzice.
W imprezie uczestniczyli zarówno członkowie rodziny, jak i znajomi.
Zaraz po urodzinach Justyna złożyła też wniosek o dowód osobisty i też od razu korzystając z nowych możliwości zapisała się na kurs na prawo jazdy.
Ma w związku z tym kursem kolejny plan, zawodowy, ponieważ chciałaby pracować w firmie swojego taty.
Przychodzi do niego nawet z konkretną propozycją.
Oferuje, że początkowo mógłby ją zatrudnić do jakichś prostych zadań, np.
mogłaby zamiast niego codziennie rano jeździć po pracowników i odwozić ich na budowę, ale później, gdy zdobędzie wykształcenie, chciałaby poprowadzić księgowość w firmie.
Co do wyglądu Justyny, to jest ona raczej niska, ma 1,65 m wzrostu, poza tym jest drobnej budowy, ma długie, ciemne, lekko kręcone włosy i ogólnie jest ładną dziewczyną.
Chodzi do technikum ekonomicznego w Wolsztynie, gdzie nie ma większych problemów z nauką.
Czasem wpadnie jej jakaś gorsza ocena, ale nie ma trudności ze zdawaniem z klasy do klasy, nie wagaruje ani nic w tym stylu.
Na temat tego, jak spędza czas wolny, nie ma zbyt wielu informacji.
Wiadomo tylko, że jeżeli chodzi o Hobbie, to umie grać na kibordzie, więc zdarza jej się umilać różne rodzinne uroczystości swoimi występami.
Szczególnie w okresie Świąt Bożego Narodzenia tradycją jest to, że Justyna gra dla swojej rodziny kolędy.
Mimo młodego wieku Justyna pozostaje w związku z dość długim stażem jak na takie nastoletnie standardy, bo od trzech lat, czyli jeszcze od czasu w gimnazjum, spotyka się z Krzyśkiem, kolegą, którego zna jeszcze z podstawówki.
Krzysiek jest albo w tym samym wieku co ona, albo jest o rok starszy.
Chodzą do tej samej szkoły albo bardziej do zespołu szkół, bo to technikum Justyny jest częścią zespołu szkół zawodowych w Wolsztynie.
Krzysiek jest prawdopodobnie na jakimś innym profilu, ale w każdym razie uczą się gdzieś blisko, więc też spędzają ze sobą dość dużo czasu.
Gdy akurat są osobno, to też nie przeszkadza im to w utrzymywaniu regularnego kontaktu, bo komunikują się wtedy głównie przez smsy.
Związek, chyba jak wiele takich nastoletnich miłości, należy do dość burzliwych.
Między parą często dochodzi do sprzeczek, ale też nie są to tak znaczące kłótnie, żeby nie odzywali się do siebie np.
przez kilka dni, tylko bardziej w tak samo szybkim tempie, jak doszło do eskalacji emocji, dochodzi też do porozumienia.
Krzysiek ma najlepszego kolegę Mikołaja, nazywanego przez znajomych Mikim.
Znają się od lat, przyjaźnią i też mieszkają po sąsiedzku, a Krzysztof w jednej z wypowiedzi, żeby podkreślić jak bardzo są sobie bliscy, mówi nawet, że Mikołaj jest dla niego jak brat.
Mikołaj zna Justynę, bo cała trójka, to znaczy on, ona i Krzysiek chodzili do jednej podstawówki oraz do gimnazjum.
Mieli więc okazję się lepiej poznać, aczkolwiek nie można powiedzieć, żeby Justyna miała aż tak silną więź z Mikołajem jak jej chłopak.
Poza szkołą widywali się raczej rzadko, więc gdy poszli do innych szkół średnich, bo Mikołaj wybrał jakieś liceum, to ich kontakt zupełnie się rozluźnił.
Mimo tego, że to najlepszy przyjaciel jej chłopaka, Justyna przygotowując listę gości na swoją osiemnastkę zdecydowała, że nie chce zapraszać Mikołaja, ponieważ sprawia on kłopoty.
Co prawda wywodzi się z tak zwanego dobrego domu.
Jego tata jest znanym w Wolsztynie psychiatrą, mama też pracuje jako lekarka, chociaż nie wiadomo jakiej specjalizacji, ale no, jak wiemy, dobry dom o niczym nie świadczy.
Mikołajowi często zdarza się np.
nadużywać różnych środków odurzających, zarówno alkoholu, jak i różnego rodzaju tabletek, na które samodzielnie wypisuje sobie recepty, podkradając wcześniej druczki tacie.
Połączenie leków, których nie powinien zażywać z alkoholem sprawia, że bywa on agresywny, o czym Justyna doskonale wie i właśnie z tego powodu nie jest on mile widzianym gościem na jej urodzinach.
Nie chce tam żadnych awantur, zwłaszcza, że na imprezie mają być też członkowie jej rodziny, nie tylko znajomi, a gdyby Mikołaj się upił, no to prawdopodobieństwo wystąpienia jakiejś awantury jest spore.
Ostatecznie więc nie dostaje on zaproszenia, a impreza urodzinowa Justyny przebiega bez większych problemów.
Co do kwestii używek w kontekście samej głównej bohaterki, to z tego co wiadomo nie należała ona do imprezowych osób, nie chodziła często do klubów czy na domówki i też rzadko piła alkohol.
Jedyny nauk jaki miała to papierosy, o czym jej rodzina wiedziała, nie wiadomo czy to akceptowali, ale skoro była ona już dorosła, no to też nie mieli za dużego pola manewru.
To tyle na temat głównych bohaterów i antybohaterów dzisiejszego odcinka, więc przechodzimy teraz do przebiegu wydarzeń.
Jest poniedziałek 28 kwietnia 2008 roku.
Justyna jak co rano w dni robocze idzie do szkoły.
W ostatnim czasie ma trochę trudności z nauką, szczególnie z matematyką, bo na lekcjach przerabiają właśnie geometrię analityczną, którą ona nie do końca rozumie.
Niestety fakt, że nie opanowała materiału wyszedł na jaw podczas sprawdzianu pisanego tydzień wcześniej, z którego to Justyna jak się okazało dostała jedynkę.
Zależy jej na poprawie oceny, ale wie, że nie poradzi sobie sama i potrzebuje jakiegoś wsparcia, kogoś kto lepiej wytłumaczy jej ten temat i poświęci uwagę na to, żeby przerobić z nią zadania.
Wie, że Krzysiek kiedyś chodził na korepetycje z matematyki, więc po otrzymaniu wyników klasówki prosi go, aby skontaktował ją z jakąś korepetytorką.
Chłopak wysyła jej namiary do nauczycielki i po wstępnych ustaleniach okazuje się, że ma ona wolny termin właśnie w ten poniedziałek o 17.
Justyna kończy zajęcia około 15, więc ma jeszcze trochę czasu, który planuje spędzić razem ze swoją koleżanką.
Dziewczyny kierują się do mieszkania przy Garbarskiej, tam piją herbatę, rozmawiają, omawiają wspólne plany i około 16.40 wychodzą.
Koleżanka idzie na kurs prawa jazdy, z kolei Justyna jedzie do mieszkania korepetytorki.
Spędza u niej kolejną godzinę, nauczycielka tłumaczy jej kłopotliwe zagadnienia, Justyna rozwiązuje zadania, a na koniec umawiają się na kolejne spotkanie w następny poniedziałek o tej samej porze.
Po wyjściu z korepetycji Justyna znów kieruje się pod szkołę, bo o 18.20 zajęcia kończy Krzysiek, z którym chce się chociaż na chwilę spotkać i wymienić wrażenia z całego dnia.
Spotkanie trwa krótko, jakieś kilkanaście minut, bo Justyna chce się jeszcze tego dnia pouczyć, więc też śpieszy jej się do domu.
Przez tą krótką chwilę siedzą razem na ławce, wypalają po papierosie, rozmawiają, po czym żegnają się i każdy wraca do siebie.
Po powrocie Justyna odrabia lekcje, a gdy po dziewiętnastej do domu wraca jej tata, siedzi przy stole i je frytki.
Są w mieszkaniu sami, bo Krystian jest w Zielonej Górze, Anita miała nocować u swojego chłopaka, więc już wcześniej wyszła.
Z kolei mama jest na spotkaniu grupy wsparcia dla rodzin osób uzależnionych, w której działalność ze względu na dawne przejścia się angażuje.
Pan Włodzimierz pyta córkę, jak jej minął dzień, rozmawiają trochę o klasówce z matematyki, także o kursie na prawo jazdy i ogólnie poruszają takie zwykłe, codzienne tematy.
Po 20.00 siadają wspólnie przed telewizorem i oglądają na wspólnej, później Szymon Majewski show, ale Justyna nie jest do końca skupiona na tym, co akurat leci na ekranie, bo siedzi z telefonem i wymienia wiadomości z Krzyśkiem.
Przy pisaniu smsów czy ogólnie wymianie wiadomości przez komunikatory, jak wiadomo, łatwo czasem o nie porozumienia i nie inaczej jest w tym przypadku, bo między parą dochodzi do jakiejś sprzeczki.
Justyna jest więc trochę poddenerwowana, ale też nie jakoś przesadnie.
Po 21 do domu wraca jej mama.
Kończy się też program, który oglądają z tatą, więc pisze ona Krzyśkowi, że idzie się kąpać i że odezwie się później.
Około 21.30 zaczyna szykować się do kąpieli, zdejmuje pierścionki i ogólnie całą biżuterię, która jest stałym elementem jej stroju, zanosi sobie też piżamę do łazienki i następnym krokiem byłoby zapewne napuszczanie wody do wanny, ale Justyna nagle oznajmia rodzicom, że chce jeszcze na chwilę wyjść i wróci za kilka minut.
Rodzice nie są zdziwieni i nie poświęcają temu zbyt wiele uwagi, bo córka często tak robiła.
Na osiedlu mieszka wielu jej znajomych, więc nieraz wychodzi na chwilę się z nimi spotkać, przy okazji też zapalić, bo w domu, jak się domyślam, nie mogła tego robić i po takiej kilkuminutowej rozmowie na papierosie zawsze wraca do domu.
Tamtego dnia na fioletową koszulkę z krótkim rękawem zarzuciła na szybko brązową kurtkę, do tego założyła czarne sportowe buty i skierowała się do wyjścia.
Wzięła ze sobą jedynie swój standardowy zestaw na takie kilkuminutowe spotkania, czyli paczkę papierosów, klucze i dwa telefony, bo z jakiegoś powodu używała dwóch komórek, ale o tym wszyscy z jej otoczenia zdawali się wiedzieć.
Krótko po wyjściu córki pani Elżbieta i pan Włodzimierz kładą się spać.
Pan Włodzimierz w dni powszednie wstaje bardzo wcześnie, bo już około piątej rano, więc też z żoną nie mają w zwyczaju siedzieć do późna.
Justyna w tym czasie idzie spotkać się z koleżanką.
Rozmawiają chwilę, po czym nastolatka kieruje się z powrotem do siebie.
Z nim też rozmawia przez chwilę, spalają po papierosie, a gdy Kamil pyta, co Justyna robi na zewnątrz o tej porze, ona odpowiada tylko, że wyszła na chwilę i właściwie już wraca.
Od miejsca, w którym się rozstają, Justynę dzieli jakieś 200 metrów od jej klatki.
Kamil idzie w stronę swojego bloku, widzi, że koleżanka zmierza w kierunku swojego, ale nie obserwuje jej do końca, do momentu wejścia do bloku, tylko odwraca się i idzie w swoją stronę.
Gdy pani Mrozek już przysypia, ale ma jeszcze taki lekki sen, słyszy trzaśnięcie drzwi od klatki schodowej.
Przelotnie przechodzi jej przez głowę myśl, że to zapewne córka wraca do domu,
ale nie doczekuje już momentu jej wejścia do mieszkania, bo po chwili zapada w głęboki sen.
Jakieś dwie godziny później, około północy, pani Elżbieta nagle się budzi.
Wstaje do toalety i przy okazji zagląda do pokoju Justyny.
Ku swojemu zaskoczeniu odkrywa, że córka najprawdopodobniej nadal nie wróciła, ponieważ jej łóżko jest zaścielone, a piżama nadal leży w łazience.
Widać to nie Justyna te dwie godziny temu wchodziła na klatkę, a jakiś sąsiad.
Mama jest trochę zdziwiona tą sytuacją, bo do tej pory córce nie zdarzało się nocować poza domem bez wcześniejszego uprzedzenia.
Od razu więc do niej dzwoni, ale telefon jest poza zasięgiem sieci.
Uznaje więc, że Justyna może spotkała się z Krzyśkiem, skoro wcześniej się pokłócili i widać została u niego na noc.
Niedawno skończyła 18 lat, więc może na trochę więcej sobie pozwala i też nie było dla niej priorytetem, żeby informować rodziców o nocowaniu poza domem.
Ostatecznie nie podejmuje w tamtej chwili żadnych działań, uznaje, że Justyna pewnie odezwie się rano, więc ponownie kładzie się spać.
Jakieś 5 godzin później, pomiędzy 5 a 6 rano, wstaje pan Włodzimierz.
Żona nie budziła go wcześniej, aby poinformować o zniknięciu córki, więc gdy zagląda do pokoju Justyny, w pierwszej chwili jest trochę zaskoczony jej nieobecnością i pościelonym łóżkiem.
Później zakłada jednak, że może córka już gdzieś wyszła, bo od jakiegoś czasu zajmowała się sprzedażą perfum za prowizję, coś takiego jak Avon albo Oriflame,
I podejrzewa, że może pojechała odebrać towar, żeby jeszcze tego samego dnia w szkole przekazać zamówienia koleżankom.
Nie ma zresztą za dużo czasu na rozważania, bo sam niedługo musi wychodzić do pracy.
Jak co rano po kolei odbiera swoich pracowników i odwozi ich na budowę.
Gdy kończy kurs, dzwoni do niego żona, która jest już poddenerwowana i mówi, że Justyna nie wróciła na noc, a także, że od wczoraj nie może się do niej dodzwonić.
To, że z Justyną urwał się kontakt, zauważa również Krzysiek.
Początkowo nie jest tym faktem szczególnie zaskoczony, bo uznaje, że skoro się pokłócili, to może dziewczyna zwyczajnie się obraziła i nie chce z nim rozmawiać.
Gdy jednak nadchodzi kolejny dzień, a ona nadal nie odpisuje na żadne smsy ani nie odbiera telefonów, Krzysiek postanawia spotkać się z nią osobiście.
We wtorek rano idzie więc na Garbarską, gdzie drzwi otwiera mu pani Elżbieta.
Wyjaśnia, że sama nie wie, gdzie jest jej córka, że wyszła wczoraj i nie wróciła i razem z mężem próbują ją właśnie namierzyć.
Gdy słyszy, że Justyna nie nocowała tego dnia u Krzyśka i że chłopak od wczoraj nie miał z nią kontaktu, zaczyna się jeszcze bardziej denerwować.
Ruszają więc poszukiwania na pełną skalę.
Sprawa zostaje zgłoszona też policji.
Policjanci w pierwszej kolejności niezbyt chętnie podejmują działania, bo dziewczyna jest dorosła, dobrowolnie wyszła z domu itd., ale obiecują, że sprawdzą bilingi.
Wraz z upływem kolejnych dni bliscy odczuwają coraz większy strach, tym bardziej gdy docierają do Kamila, który jak informuję widział się z Justyną właściwie tuż przed zaginięciem i rozstał się z nią praktycznie tuż przed blokiem.
Oczywiście w pierwszej chwili staje się on głównym podejrzanym w związku z tym wszystkim, ale jego udział zdaje się szybko udało się wykluczyć, bo wątek Kamila w ogóle nie był dalej ciągnięty.
Bliscy Justyny analizując sytuację dochodzą do wniosku, że nie mogła ona zostać uprowadzona siłą sprzed bloku, bo jak mówi pan Włodzimierz, ten czas pomiędzy 21.30 a 22.00 to tak zwana godzina psa.
Jest to czas, kiedy wielu mieszkańców osiedla wychodzi na ostatni spacer ze swoimi psami, tym samym po okolicy kręci się wtedy sporo ludzi i gdyby doszło do jakiejś szarpaniny czy uprowadzenia siłą, to ktoś na pewno by to zauważył.
Wniosek z tego taki, że skoro nikt nic nie widział, a nie widział, bo z zeznań świadków nie udało się nic wyciągnąć, no to Justyna musiała dobrowolnie odejść, tym samym nie zwracając na siebie większej uwagi.
Swoją drogą sąsiadów przesłuchiwano dopiero po miesiącu, bo początkowo tak nie do końca poważnie podchodzono do tego śledztwa i w związku z tym świadkowie mogli nie pamiętać jakichś detali, ale wciągania kogoś siłą do samochodu raczej by nie zapomnieli.
W ciągu kolejnych tygodni rodzeństwo i przyjaciele Justyny nagłaśniają sprawę zaginięcia poprzez popularny w tamtym czasie serwis Nasza Klasa.
Szukają jej też ochotnicze grupy poszukiwawcze, a także strażacy i policjanci, którzy przeczesują park oraz okoliczne jeziora, niestety bezskutecznie.
Gdy poszukiwania się rozkręcają, policjantom udaje się zdobyć wyczekiwane przez wszystkich bilingi.
Gdy docierają do spisu połączeń, wydaje się, że dostarczy on przełomowych informacji i że zdobycie tych danych to był strzał w dziesiątkę.
Na spisie widać, że w dniu zaginięcia około 21.30 Justyna dostała dwa smsy, najpewniej ze znanego jej numeru, bo na wiadomości od razu odpisała.
O 21.38 zadzwoniła nawet na ten numer, ale rozmowa trwała krótko, bo jedynie 10 sekund.
Kolejny SMS z tego samego numeru przyszedł o 21.59, czyli gdy Justyna była już poza domem, a odpowiedź na niego została wysłana z jej telefonu blisko godzinę później, bo o 22.52.
Policjanci niezwłocznie przekazują te informacje rodzicom i pytają, czy wiedzą, czyj to numer.
Nie wiem, czy rodzice wiedzą od razu, czy dopiero ustalają.
W każdym razie okazuje się, że numer, z którym Justyna smsowała przed zaginięciem, należy do Mikołaja, czyli przyjaciela Krzyśka.
Policjanci kontaktują się więc z nastolatkiem, ale kontakt na własną rękę podejmuje też pan Włodzimierz.
Mikołaj w rozmowie z nim przybiera dość arogancki ton.
Rozmowa trwa krótko, chłopak mówi tylko, że ma dość tych pytań o zaginięcie Justyny, bo widać policjanci wcześniej się już z nim kontaktowali i właściwie to tyle, potem się rozłącza.
Wygląda to podejrzanie, że on jako ostatni podejmował kontakt z Justyną, no ale poza tym nie ma żadnych dowodów, żeby miał mieć coś wspólnego z jej zaginięciem.
Po kilku dniach następuje natomiast mały zwrot akcji, bo Mikołaj z własnej inicjatywy oddzwania do pana Włodzimierza wyjaśnia, że teraz ma czas na rozmowę, więc może się spotkać, jeżeli pan Włodzimierz nadal chciałby go o coś spytać.
Tata Justyny jest jak najbardziej zainteresowany spotkaniem, więc Mikołaj odwiedza go w jego mieszkaniu.
Przychodzi z jakimś kolegą, a po wcześniejszym zdenerwowaniu nie pozostał nawet najmniejszy ślad.
Tym razem nastolatek jest miły, spokojny i wyważony.
Mówi, że zdaje sobie sprawę jak to wygląda, ale on nic nie wie.
Pokazuje panu Włodzimierzowi smsy, wyjaśnia, że faktycznie prosił Justynę o spotkanie tego dnia.
Ona się nawet wstępnie zgodziła, ale ostatecznie do spotkania nie doszło.
O 22.52 napisała mu sorry, obiecałam kumplowi, że się z nim spotkam.
Mikołaj nie wie o jakiego kumpla chodzi, ale na dowód pokazuje panu Włodzimierzowi tego smsa.
Tata nie jest do końca przekonany, ale nie wie, co może więcej zrobić na ten moment, więc spotkanie dobiega końca.
Mikołaj z kolegą obiecują, że też będą szukać Justyny i jeżeli się czegoś dowiedzą, to się odezwą.
Gdy później rodzina Mrozków jest już razem i omawiają kwestie spotkania i tego smsa, nie zgadzają im się pewne detale.
Po pierwsze Justyna nigdy nie pisała sorry, a sorki.
Po drugie, nawet w smsach, mimo że to taka luźna forma komunikacji, zawsze stosowała interpunkcje, a w tej wiadomości, którą Mikołaj pokazał, znaków interpunkcyjnych nie było.
Podejrzewają, że w takim razie może to nie ona wysłała tą ostatnią wiadomość, ale z drugiej strony mogła ją po prostu pisać na przykład w pośpiechu i stąd te drobne różnice.
Nie wiedząc co dalej robić, Mrozkowie decydują się na wynajęcie prywatnego detektywa, ale ten nie wnosi żadnych postępów.
Przeskoczymy teraz o niecałe dwa miesiące.
Jest 18 czerwca 2008 roku.
Przenosimy się teraz do leżącego pod Wolsztynem lasku Turemby, czyli takiego małego kompleksu leśnego otoczonego polami uprawnymi.
To właśnie 18 czerwca w lasku pojawia się grupa gimnazjalistów, wśród których są dwie dziewczyny, Alina i Marysia.
Dziewczyny przyszły do lasku razem ze swoimi kolegami i koleżankami z klasy, ponieważ wspólnie zamierzają świętować zakończenie roku szkolnego.
W pewnym momencie jeden z kolegów oddala się w krzaki, ponieważ jak mówi idzie za potrzebą.
Chłopak woła innego kolegę, który od razu zmierza w jego stronę.
Po chwili chłopcy przerażeni wybiegają z krzaków.
Dziewczyny w międzyczasie wstały, żeby sprawdzić, co się stało, ale koledzy je zatrzymują i mówią, żeby absolutnie tam nie szły.
One są tym bardziej zaintrygowane, myślą, że to jakiś żart i podbiegają w stronę zarośli.
Alina i Marysia wbiegają w krzaki.
Wtedy ich oczom ukazuje się przerażający widok.
Mianowicie w krzakach leży ciało dziewczyny w zaawansowanym stanie rozkładu.
Ktoś z grupy od razu dzwoni pod numer alarmowy, a gdy na miejsce przyjeżdżają funkcjonariusze, każdy próbuje chaotycznie opowiedzieć, co się stało.
Dziewczyny od razu wpadają na to, że to może być zaginiona przed kilkoma tygodniami Justyna, bo innego takiego zaginięcia w ich okolicy nie było.
Część policjantów zostaje na miejscu, natomiast pozostali zabierają wszystkich zgromadzonych na przesłuchanie.
Nastroje są, delikatnie mówiąc, nerwowe, bo nastolatkowie boją się, że osoba, która odebrała życie Justynie, teraz będzie polować na nich, bo znaleźli zwłoki i to przez nich zbrodnia może zostać wykryta.
W tym samym czasie pan Włodzimierz jest w pracy.
W pewnym momencie odbiera telefon od swojej siostry, która mówi, że w lesie niedaleko Wolsztyna znaleziono ciało jakiejś dziewczyny.
Mężczyzna niezwłocznie kontaktuje się z żoną.
Oboje mają złe przeczucia, ale ustalają, że tylko on pojedzie na miejsce sprawdzić, czy to może być Justyna.
Około 21.00 ojciec dociera do oddalonego o zaledwie 2 km od ich domu lasku Turemby.
Zostaje dopuszczony do zwłok, znaleziona dziewczyna jak ocenia ma całkowicie zmasakrowaną głowę, natomiast po ubraniach i obuwiu rozpoznaje swoją córkę.
Nie ma wątpliwości, ale mimo wszystko konieczne jest wykonanie badań DNA, które żeby tu już nie przedłużać potwierdzają, że odnaleziona to zaginiona przed dwoma miesiącami Justyna.
Biegły właściwie od razu wyklucza zgon z przyczyn naturalnych, a w trakcie sekcji zwłok wstępnie udaje się ustalić, że zwłoki leżały w tamtym miejscu przez co najmniej 3 tygodnie.
Później ten termin zostaje doprecyzowany dzięki wykorzystaniu chyba dość niestandardowej metody, mianowicie biegli badają w jakim stopniu rozwinięte są larwy znajdujące się w ciele.
Chodzi o larwy, które pojawiają się w trakcie procesu rozkładu i na podstawie określenia fazy ich życia określono też dokładny czas zgonu.
Justyna zginęła najpewniej w tym samym dniu, kiedy po raz ostatni wyszła z domu.
Co do przyczyny śmierci to zmarła w wyniku obrażeń głowy zadanych narzędziem twardym o tępej krawędzi.
Sprawę teraz już zabójstwa prowadzi Komenda Powiatowa Policji w Wolsztynie.
Niestety mimo odnalezienia ciała śledztwo nieszczególnie posuwa się do przodu.
W związku z tym po krótkim czasie na oficjalnej stronie policji pojawia się komunikat, zgodnie z którym osoba, która przekaże istotne informacje mogące pomóc w śledztwie, otrzyma nagrodę w wysokości 10 tysięcy złotych.
Nagroda sponsorowana jest przez Samorząd Powiatu Wolsztyńskiego, jednak mimo dużej jak na tamte czasy kwoty nikt się nie zgłasza, a sprawa na następny rok staje w martwym punkcie.
Rok później, w kwietniu 2009 roku, sytuacja przedstawia się tak, że policja nadal nie postawiła nikomu zarzutów, natomiast mieszkańcy Wolsztyna zdążyli już samodzielnie wybrać sobie głównego podejrzanego.
Wiele osób podejrzewa, że to właśnie on stoi za zabójstwem, dlatego też spora część znajomych się od niego odwróciła.
Są też oczywiście tacy, którzy oferują mu wsparcie, ale jest to raczej grupa nielicznych.
W ciągu ostatniego roku Krzysiek bywał zaczepiany na ulicy, raz doszło nawet do pobicia, więc zmuszony okolicznościami ograniczył swoje wyjścia z domu do minimum.
Wielokrotnie tłumaczył, że to nie on zabił swoją dziewczynę oraz że za nią tęskni i przeżywa żałobę, ale to zdaje się na nic.
Mało jest takich, którzy faktycznie mu wierzą.
28 kwietnia, w rocznicę śmierci Justyny, rodzina zamawia mszę w jej intencji.
Msza odbywa się nie w kościele, a na cmentarzu.
Informacja, że takie wydarzenie będzie mieć miejsce jest ogólnodostępna, tak żeby pamięć o zmarłej mogli uczcić nie tylko najbliżsi, ale też jakaś dalsza rodzina, znajomi czy sąsiedzi.
Nietrudno wywnioskować, że w czasie nabożeństwa całej rodziny nie będzie w domu i ktoś postanawia skorzystać z takiej szansy, aby niepostrzeżenie zostawić rodzinie anonimowy list.
Mrozkowie znajdują anonim po powrocie i po jego zapoznaniu odkrywają, że autor listu podsłuchał rozmowy jakiejś grupki chłopaków, wśród których jeden przechwalał się, że to on odebrał życie Justynie.
Mimo, że autor chciał pozostać anonimowy, to podobno łatwo udało się go namierzyć i już po niedługim czasie dotarli do niego dziennikarze uwagi.
Oni nie tylko znaleźli tego mężczyznę, ale też udało im się nagrać materiał z jego udziałem, gdzie wystąpił z zamazaną twarzą i zmienionym głosem.
Mężczyzna w trakcie tej rozmowy podał trochę więcej informacji, opowiedział, że wszystko działo się w jednej z wolsztyńskich pizzerii, a grupka chłopaków, o których pisał w liście, siedziała dosłownie stolik obok niego.
Zwrócił na nich uwagę, bo treść ich rozmowy wydała mu się dziwna.
Jeden z chłopaków mówił o jakiejś Justynie, a mężczyzna, jak prawdopodobnie większość Wolsztynian, kojarzył sprawę zaginięcia Justyny Mrozek.
Nastolatek z pizzerii wspominał też coś o zemście, że była to zemsta za to, że Justyna chodziła z innym chłopakiem niż on.
Co uderzyło świadka to fakt, że tamten opowiadał o tym zupełnie bez skrępowania, śmiał się, wręcz przechwalał i nie wykazywał przy tym żadnych oznak poczucia winy.
Krótko po opublikowaniu tego materiału sprawą zaczynają interesować się też kolejne media i 4 czerwca 2009 roku ma premierę następny reportaż na ten temat.
W studiu pojawia się m.in.
pan Włodzimierz Mrozek, który apeluje do widzów o pomoc.
Wypowiada wtedy słowa mające, jak się później okaże, ogromne znaczenie dla śledztwa.
Tutaj cytuje Był to blef, rodzina miała jakieś podejrzenia, ale nie mieli całkowitej pewności, że osoba, którą typują jest winna.
Policja też nie miała w tamtym momencie żadnych twardych dowodów, ale wkrótce sytuacja miała się zmienić.
Niecałe dwa tygodnie po opublikowaniu materiału, czyli 17 czerwca, śledczy zatrzymują 19-letniego Mikołaja K. Wobec takiego obrotu sprawy teraz jeszcze słowo na temat Mikołaja oraz tego, co zeznał na pierwszym przesłuchaniu.
Mikołaj mimo niezbyt imponujących osiągnięć w nauce zdał maturę i w związku z tym miał w planach wybrać się na studia, ale życie jak widać zweryfikowało te plany.
To aresztowanie to nie była jego pierwsza styczność z murami aresztu, bo blisko dwa lata wcześniej został zatrzymany za udział w rozboju w jednym z wolsztyńskich sklepów spożywczych.
Tamta sprawa jakoś rozeszła się po kościach, bo został skazany jedynie na dwa lata pozbawienia wolności i to w zawieszeniu.
Tym razem po aresztowaniu próbował się jakoś wybielić, ale dość nieudolnie.
Początkowo przyznał, że faktycznie był tamtego dnia razem z Justyną w lasku Turemby, gdzie przyjechali skuterem pożyczonym od jego znajomego.
Chciał z nią porozmawiać, ale gdy usłyszeli jakieś dziwne odgłosy, przerwali rozmowę i zaczęli uciekać.
W panice się rozdzielili, Mikołaj po tym jak się uspokoił zaczął szukać koleżanki, ale gdy w końcu ją znalazł, ona leżała na ziemi z zakrwawioną głową.
Uznał, że nie żyje, dlatego postanowił uderzyć ją kamieniem w głowę.
Nie potrafi wyjaśnić dlaczego uznał takie działanie za logiczne.
Ale twierdzi, że później wpadł w panikę, zabrał jej oba telefony i z jednego z nich wysłał do siebie smsa o rzekomym odwołaniu spotkania, aby nikt nie kojarzył go ze śmiercią Justyny.
Następnie odjechał z miejsca zdarzenia, udał się na plażę w parku miejskim w Wolsztynie, gdzie wrzucił dowody obie komórki.
Śledczy konfrontują go z wersją przedstawioną przez anonimowego świadka.
Wspominają o rozmowie przy pizzy oraz o motywie, jaki miał wtedy paść, to znaczy zemsta z zazdrości.
Ale Mikołaj wszystkiego się wypiera.
Twierdzi, że nic takiego nie mówił, nie miał motywu, a cała ta sprawa to nieszczęśliwy wypadek.
Zdanie w tej kwestii zmienia bardzo szybko, bo już kilka dni później w trakcie posiedzenia sądu dotyczącego przedłużenia mu aresztu.
Na tym posiedzeniu Mikołaj w przeciwieństwie do wcześniejszych przesłuchań nie stawia się sam, a w towarzystwie obrońcy.
Odwołuje wszystkie wcześniejsze zeznania, mówi, że w ogóle nie widział się z Justyną tamtego dnia, a zeznał tak wcześniej tylko dlatego, że na przesłuchaniu policjanci mieli wywierać na niego presję.
Być może wywierali, ale mieli ku temu podstawy, bo przejdźmy teraz do tego, jaki przebieg wydarzeń udało się odtworzyć na podstawie całego zgromadzonego materiału dowodowego.
28 kwietnia około godziny 17, kiedy to jak pamiętamy Justyna zaczynała korepetycję z matematyki, Mikołaj spotkał się ze swoimi kolegami na wolsztyńskiej promenadzie.
W trakcie kilkugodzinnego spotkania wypili po kilka piw, a do tego zażyli jakieś substancje psychoaktywne.
Po jakimś czasie opuścili promenadę i bez celu szwendali się po okolicy.
Chwilę po 21.00 Mikołaj zadzwonił do kolegi, który nie uczestniczył w tym spotkaniu i zapytał, czy mógłby pożyczyć od niego skuter oraz dwa kaski.
Kolega się zgodził, więc około 21.30 spotkali się we wcześniej umówionym miejscu, skąd Mikołaj odjechał pożyczonym od niego skuterem.
Obiecał, że wróci za jakieś pół godziny.
W tym samym czasie wysłał Justynie dwa smsy, na które ona od razu odpisała.
Nigdzie nie zostało wspomniane, co dokładnie było w tych wiadomościach, czy oni się wstępnie umówili na spotkanie, czy jak to wyglądało, bo ona owszem wyszła z domu tak nagle, ale miała się też spotkać z koleżanką.
Później, jak pamiętamy, przypadkowo spotkała też kolegę Kamila i powiedziała mu, że wraca zaraz do domu.
Ostatecznie jednak do tego domu nie dotarła, bo o 21.59 dostała już ostatniego smsa od Mikołaja, po którym udała się w wyznaczone miejsce spotkania, to jest w okolice oddalonego o jakieś 300 metrów od jej bloku przedszkola.
Mikołaj już tam na nią czekał, razem wsiedli więc na motor i wspólnie odjechali w znanym nam już kierunku.
Nie wiadomo czy Justyna wiedziała dokąd jedzie, a jeżeli tak, to jaki miała w tym cel.
Nie wiadomo też co dokładnie stało się później, oprócz tego, że Mikołaj zadał jej w głowę kilkanaście uderzeń i to z całą pewnością z premedytacją oraz dużą siłą, a nie przypadkowo czy niepewnie.
Po wyrzuceniu telefonów odstawił skuter z opóźnieniem, bo to wszystko zajęło mu godzinę, a nie jakieś 30 minut, jak wcześniej deklarował.
Po powrocie do siebie zaczął organizować sobie alibi.
Zadzwonił do kumpla, którego poprosił, żeby ten w razie co potwierdził, że już o 22 wracał do domu.
Kolega się zgodził, nie dopytywał, a też Mikołaj z własnej inicjatywy nie zdradzał mu żadnych szczegółów.
Kilkanaście dni później ponownie skontaktował się z kolegą, od którego pożyczał skuter i tym razem zapytał, czy pojechałby on z nim w jedno miejsce.
Nie wyjaśniał szczegółów, kolega też nie był zbyt chętny na żadne wycieczki, ale ostatecznie się zgodził.
Tam Mikołaj zapytał, czy kolega zamieniłby się z nim na chwilę butami.
Na co ten się zgodził, więc nastolatek założył jego obuwie, a następnie skierował się w głąb lasu.
Stamtąd zabrał jakiś przedmiot, po chwili wrócił i pojechali z powrotem do Wolsztyna.
Jak się później okazało zabrał jakiś kawałek mebla, którego dotykał tamtego wieczoru, gdy zaatakował Justynę, bo bał się, że zostawił na nim jakieś ślady i chciał się go pozbyć.
Gdy jakiś czas później grupa nastolatków odkryła w zagajniku ciało Justyny, znajomi Mikołaja zaczęli go podejrzewać.
Słyszeli historię o dziwnej wycieczce, zamianie butów, więc zaczęli pytać, a niewygodne pytania sprawiły, że Mikołajowi trochę zaczął się palić grunt pod nogami.
Ostatecznie chyba przyznał się do wszystkiego temu koledze od skutera i nie tylko jemu, bo o tym, że jest on sprawcą, wiedziało też paru innych znajomych.
Kolega od skutera chciał pozbyć się kasków, bo uznał, że mogą na nich być jakieś ślady Justyny i przez to on zostanie wplątany w całą sprawę.
Jednak Mikołaj namawiał go, aby tylko porządnie je wyczyścił.
Jednocześnie deklarował, że jeżeli kolega zdecyduje się ich pozbyć, no to on może pokryć wszystkie koszty.
A jak ostatecznie wpadł?
Otóż po tym, gdy tata Justyny powiedział w telewizji, że znają już mordercę i to tylko kwestia czasu, aż dotrą do niego i do tych, którzy go kryją, znajomi Mikołaja zaczęli się powoli wykruszać z tej zmowy milczenia.
Obawiając się konsekwencji związanych z zatajaniem prawdy, zaczęli podejmować kontakt z policją i zdradzać kolejne szczegóły zbrodni.
Ostatecznie kilkoro z nich poszło na taką bezpośrednią współpracę i zgodzili się na zamontowanie w ubraniach urządzeń rejestrujących.
które miały nagrać reakcję Mikołaja na bezpośrednią konfrontację dotyczącą wieczoru 28 kwietnia.
Plan okazał się sukcesem, na nagraniu znajomi podpytywali go o to, co się stało, a podejrzany przyznał się do winy.
Proces przed sądem okręgowym w Poznaniu rozpoczyna się w marcu 2010 roku.
Mikołaj już na początku wycofuje wszystkie swoje zeznania i do końca procesu odmawia składania wyjaśnień.
Reprezentuje go trzech obrońców, którzy na wszystkie sposoby próbują umniejszyć jego winę.
Powołują się przede wszystkim na opinię biegłego psychiatry, który stwierdził u Mikołaja cechy osobowości dyssocjalnej i niedojrzałej,
co oczywiście nijak się ma do poczytalności, natomiast Biegły wskazał też, że w skutek zażycia substancji psychoaktywnych przed samym zdarzeniem nastolatek miał ograniczoną zdolność do rozpoznawania znaczenia swoich czynów.
Na temat przebiegu procesu nie ma zbyt wielu informacji, ale jeszcze w trakcie zbierania materiału dowodowego śledczy dokonali pewnego interesującego odkrycia.
Wiemy, że Mikołaj miał już na koncie wyrok za rozbój w sklepie spożywczym, ale okazało się, że w 2007 roku, rok przed zabójstwem Justyny, dokonał też skoku na solarium, gdzie w kominiarce z atrapą broni palnej wtargnął do lokalu i zabrał torbę z utargiem.
Ponadto w tym samym roku razem z dwoma kolegami napadł na jeszcze inny sklep, tym razem w podwolsztyńskim Komorowie.
Wychodzi więc na to, że ten rozbój to nie był jakiś jednorazowy wybryk, a bardziej były to cyklicznie organizowane akcje.
Wspominam o tym w ramach ciekawostki, ale też dlatego, że mimo wszystko niewyjaśniona pozostaje kwestia motywu, a podobno pojawiały się sugestie, że w napady na sklepy angażował się też Krzysiek, czyli chłopak Justyny.
Mikołaj miał go do tego usilnie namawiać, Justynie się to nie podobało, więc groziła, że powiadomi o wszystkim policja.
Z innych motywów to przewijała się też kwestia tego braku zaproszenia na osiemnastkę, ale czy ja wiem, czy to brzmi jak wystarczający motyw do zabójstwa?
Może, pewnie zabijano też z bardziej błahych powodów, ale jakoś tutaj mi to aż tak nie pasuje.
Osobiście, gdybym miała oceniać te wszystkie zgromadzone informacje, no to ten potencjalny donos na policję w sprawie rabunków brzmi jak dość dobry motyw, ale także to, o czym wspominał anonimowy świadek.
Być może faktycznie było tak, że Mikołaj był jakoś zazdrosny o Justynę, nie zdradzał tego za bardzo na zewnątrz, bo też świadkowie raczej nie wspominali o tym, żeby wykazywał on jakieś większe zainteresowanie koleżanką.
No ale nigdy nie wiadomo, co komu siedzi w głowie.
Miał to za złe Krzyśkowi i postanowił zemścić się na niej.
To też brzmi pokrętnie, ale już chyba bardziej logicznie niż zabójstwo z powodu braku zaproszenia na osiemnastkę.
Przed ogłoszeniem wyroku oskarżony podkreślał, że jest niewinny.
Powiedział, tutaj znów cytuję, nie mogę wziąć na siebie odpowiedzialności za coś, czego nie zrobiłem.
Wysoki sądzie, nie miałem żadnego motywu, żeby zabić Justynę i jej nie zabiłem.
Sąd mu nie uwierzył i skoncentrował się przede wszystkim na tych pierwszych zeznaniach, w których Mikołaj przyznał, że widział się z Justyną tamtego dnia, że uderzył ją kamieniem oraz że pozbył się dowodów.
Obrazu dopełnił cały zgromadzony materiał dowodowy, w tym nagrania, na których Mikołaj przyznał się do winy.
Z uwagi na to wszystko, ponad 4 lata po śmierci Justyny w sierpniu 2012 roku zapada wyrok, zgodnie z którym Mikołaj zostaje skazany na 25 lat pozbawienia wolności.
Jest to najwyższy możliwy wyrok, jaki mógł otrzymać, ponieważ w momencie zabójstwa nie miał jeszcze ukończonych 18 lat.
Kilka miesięcy później, w marcu 2013 roku, wyrok się uprawomocnił.
Do odsiadki zapewne wliczono Mikołajowi areszt, więc jeżeli będzie odsiadywał wyrok w pełnym wymiarze, to znaczy nie otrzyma możliwości skorzystania ze zwolnienia warunkowego, to na wolność wyjdzie za jakieś 10 lat, czyli w 2034 roku.
Jeżeli materiał Ci się spodobał i chcesz wesprzeć dalszą podcastową działalność, możesz postawić mi kawę na buycoffee2.
Serwis nie wymaga rejestracji, można płacić blikiem, nie trzeba podawać żadnych danych, link jest w opisie.
Za wszystkie dotychczasowe kawy bardzo, bardzo dziękuję i do usłyszenia.
Ostatnie odcinki
-
Gdzie zniknęła Mirella? Przez 26 lat zamknięta ...
21.01.2026 19:10
-
6 najgłośniejszych Polskich spraw kryminalnych ...
12.01.2026 19:50
-
U mnie zawsze jest do dna | Elżbieta W. Marek G...
13.12.2025 18:00
-
Chciał ją ukarać | Anna F., Daniel R.
06.12.2025 19:00
-
Zniknął w trakcie rejsu ekskluzywnym wycieczkow...
29.11.2025 18:00
-
Gdzie zniknęła matka i dwóch synów? | Władysław...
21.11.2025 19:15
-
Wszyscy zostali zmanipulowani | Renata i Tomasz N.
07.11.2025 19:00
-
Sąsiad z klubu Mensa - co było w butelce Coca-c...
24.10.2025 18:20
-
Była jedną z kilkudziesięciu ofiar? Ciało ukrył...
17.10.2025 19:07
-
Skazano go mimo braku dowodów | Piotr Mikołajcz...
10.10.2025 20:00