Mentionsy

Zwierciadło Podcasty
24.11.2025 10:23

„Mówi się, że policjanci to wyuczeni psychopaci, ale to inaczej wygląda”. Katarzyna Wolwowicz o czytelnikach kryminałów i poprawności politycznej | „Rzecz gustu”, odc. 4

- Nie jestem fanką poprawności politycznej i tego całego skupienia na sobie - mówi autorka kryminałów, Katarzyna Wolwowicz w podcaście „Rzecz gustu”. Co napędza wyobraźnię tej pisarki i psycholożki, która pracowała przez lata ze służbami mundurowymi? Dlaczego las działa jak naturalny detoks, a poranne pisanie i wypowiadanie pomysłów na głos staje się rytuałem twórczej klarowności?

W podcaście „Rzecz gustu” magazynu Zwierciadło Magdalena Kuszewska rozmawia z Katarzyną Wolwowicz – autorką serii kryminalnej o Oldze Balickiej (Niewinne ofiary, Fałszywe tropy, Toksyczne układy, Bursa) oraz thrillera W otchłani – o emocjach, które prowadzą fabułę, o pracy z policjantami oraz o tym, dlaczego nie wierzy w poprawność polityczną. To rozmowa o pisaniu, które dojrzewa razem z człowiekiem.

„Czuję emocje ludzi, którzy nie istnieją”

Katarzyna Wolwowicz, pisarka i psycholożka kliniczna, nie ukrywa, że emocje są jej głównym paliwem twórczym. „Bardzo często czuję emocje ludzi, którzy nie istnieją” – mówi. I dodaje: „Mnie one zawsze inspirują. Pewnie wychodzi natura psychologiczna”.

To podejście sprawia, że jej bohaterowie stają się trójwymiarowi – są zbudowani nie tylko z akcji, lecz przede wszystkim z przeżyć. W jej powieściach napięcie rośnie nie tylko przez śledztwo, ale przez wewnętrzne zmagania postaci.

Poranek i myśli, które nie mogą uciec

Pisarką stała się, jak mówi: „późno, przed czterdziestką, kiedy do tego dojrzałam”. Jednak niezwykle płodną (ponad 20 książek na koncie), pewnie dlatego, że ma ustalony rytm pracy. „Lepiej mi się pisze rano i muszę wypowiadać moje myśli na głos, wtedy nie zapominam pomysłów”.

Mówi je do siebie, jakby testowała brzmienie scen i dialogów. To rodzaj autorskiego „głośnego pamiętnika”, który pozwala jej projektować rozdziały tak, jakby już istniały w realnej przestrzeni.

Ten proces – jak zaznacza – jest kruchy. Wymaga spokoju, przestrzeni i… odpowiedniego pejzażu. „Niektórzy boją się lasu, a mnie on uspokaja. To mój detoks” – dodaje.

Wolwowicz opowiada, że nie potrafi pisać, jeśli codzienność staje się za głośna, za szybka, zbyt wymagająca. Las – dosłownie – przywraca jej równowagę i pomaga „zresetować emocjonalne akumulatory”.

„Policjanci to nie psychopaci”. Prawda zza kulis

Przez lata Wolnowicz pracowała z policjantami, najpierw jako psychoterapeutka, a teraz w ramach konsultacji przy książkach. I jak mówi: mierzy się z największym stereotypem dotyczącym tej grupy zawodowej.
„Mówi się, że policjanci to wyuczeni psychopaci, ale rzeczywistość inaczej wygląda” – zaznacza.
„A jak z nimi pracowałam, to zauważyłam, że mają mnóstwo empatii i ogrom emocji, ale emocje ukrywają w środku”.

Ta obserwacja sprawiła, że jej literacki świat nie jest czarno-biały. Policjanci Wolwowicz to ludzie, którzy targają w sobie ciężar, często zbyt duży, by go wypowiedzieć.

A sama autorka?
„W życiu prywatnym często płaczę” – przyznaje.
To również część jej wrażliwości, której nie traktuje jako słabości. Raczej jako narzędzia do głębszego rozumienia świata.

Czytelnicy kryminałów chcą… tego samego?
Rynek kryminału jest ogromny, ale – jak zauważa Wolwowicz – paradoksalnie przewidywalny.
„Bardzo wielu czytelników kryminałów chce ciągle to samo” – mówi. Chodzi o pewien rytm, znany układ, krąg oczekiwań, które sprawiają, że powieść staje się „bezpieczną podróżą”, nawet jeśli pełną trupów i tajemnic. Wyzwaniem pisarza jest tchnąć świeżość w gatunek, który ma swoje ustalone szyny. Jednak pisarka się temu nie poddaje i nie kryje też swojego sceptycyzmu wobec współczesnej kultury nadmiernej ostrożności:

„Nie jestem fanką poprawności politycznej i tego całego skupienia na sobie”.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 621 wyników dla "Urzędu Miasta w Bolkowie"

Magdalena Kuszewska, zapraszam was bardzo serdecznie na wyjątkowy odcinek z cyklu Rzecz Gustu.

I zobaczcie, kto jest moim i waszym gościem.

Katarzyna Wolwowicz, pisarka, autorka poczetnych kryminałów, thrillerów, która nie boi się, to ważne, tematów tabu i tematów społecznych.

Dzień dobry, witam cię serdecznie i państwa również.

I w ogóle zauważyłam, jak pięknie ci się głos zmienił, jak zaczęłyśmy tutaj.

Bo wcześniej taka rozkaskowa.

Rzeczywiście, naturalnie obniżam, pracuję nad tym.

Wiesz co, ja nie pracuję, ale ja to mam w ogóle jakąś taką wrodzoną smykałkę do tego i zawsze się ze mnie koleżanki śmiały, wiesz?

Jak byłyśmy nastolatkami, bo jak do mnie dzwonił jakiś chłopak, to ja po prostu, no cześć, co tam słychać?

I już miałam zupełnie inny głos i jeszcze ponoć miny robiłam, wiesz, takie...

I one się zawsze ze mnie śmiały z tego, nie?

Bo normalnie jak jestem z przyjaciółmi, to ponoć mam taki wysoki głos właśnie i jestem taka bardziej piskliwa.

Ale jak już wiem, że jestem nagrywana, to ten głos mi schodzi nisko.

Ale to się nazywa profesjonalizm.

I powiem ci, że to bardzo ładnie otwiera furtkę do naszej rozmowy, bo też chciałam cię o to zapytać.

Poznałyśmy się niewiele minut przed nagrywaniem.

Wcześniej rozmawialiśmy przez telefon.

Ale mam takie i pewnie czytelników wielu też ma taką niezwykłą obserwację i właśnie takie pytanie.

Jak to możliwe, że tak ciepło, pogodna, życzliwa osoba lubi pisać o tak nieraz mrocznych i trudnych rzeczach, tematach, wątkach?

Wiesz co, to są chyba dwie kwestie.

Pierwsza kwestia to jest taka, że ja w ogóle lubię pisać o emocjach, a emocje często są trudne.

I lubię pisać o tym, co ludzi spotyka i w jaki sposób oni to przeżywają.

Natomiast no wiadomo, że to są po prostu ciężkie wydarzenia, traumatyczne wydarzenia, bolesne wydarzenia.

Natomiast druga rzecz jest taka, że ja nie wybierałam kryminału jako gatunku dlatego, że chciałam pisać o mrocznych rzeczach, tylko chciałam mieć taki gatunek, w którym sama siebie będę mogła zaskakiwać.

Pięknie powiedziane.

Właśnie, bo wiesz, ja się zastanawiałam, jak podjęłam decyzję o tym, że dobra, chcę napisać tą pierwszą książkę, taką tradycyjnie wydaną, to zastanawiałam się, co to ma być za gatunek.

A swego czasu, powiem ci, że bardzo lubiłam czytać romanse kostiumowe.

I tak się zastanawiałam.

A może by tak pójść w romans?

Ale wiesz, to jest tak, że o ile ten romans czyta się jeden, dwa dni, o tyle pisze się książkę przez kilka tygodni albo miesięcy.

Ja stwierdziłam, że ja romansem się strasznie znudzę, będąc z romansem na co dzień.

Tam jest taki, wiesz, cały czas ten sam schemat.

A w kryminale zawsze możesz zrobić zwrot akcji.

Zawsze możesz sama siebie zaskoczyć.

Możesz przyspieszyć akcję, spowolnić akcję.

Jak już masz też dosyć, wiesz, tego trudnego momentu, takich trudnych emocji, to możesz zrobić, okej, miły, romantyczny wieczór Olgi i Kornela i odpocząć.

Więc tutaj masz dużo większe, wiesz, pole manewru.

I tak naprawdę rzeczywiście można wiele gatunków, wiele stylistyk umieścić.

Tak, wiele tematów tak naprawdę można umieścić.

Tak jak powiedziałeś teraz, rzeczywiście romantyczny wieczór.

O, Olgi kawa nie wykonała.

klucza herbaty, ale wciąż jest to mocna historia, mrożąca krew w żyłach.

Właśnie o to chodzi.

Prawda?

A jest tak, czasami jak rozmawiam z twórcami, bawi mnie takie sformułowanie, jednocześnie zaskakuje, czy też tak masz, chciałam zapytać, że gdy siadasz do książki, ja sobie wyobrażam i wiem, że masz zarys, wiesz o czym chcesz, jakie tematy poruszyć, ale czy czasami to jest tak, że symbolicznie bohaterowie wymykają cię spod kontroli?

Ja w ogóle nie mam tej kontroli.

Wiesz, o co chodzi?

I to jest właśnie to zaskakiwanie się na co dzień.

Ja nie wiem, o czym ja będę pisała.

Ja w ogóle mam pierwszą emocję, od której chcę zacząć.

To znaczy, wiesz, ja na przykład idę na spacer.

Ja ci powiem, jak zaczęłam Niewinne Ofiary.

Ja mieszkam w górach.

To właśnie, też o tym porozmawiamy teraz.

Tak, i na przykład bardzo dużo swego czasu morsowałam.

Teraz mam pewne problemy, tam puchną mi dłonie, więc staram się nie wchodzić do tej lodowatej wody, ale bardzo dużo morsowałam i morsowałam w wodospadach, głównie w Przesiece.

I tam jest taki wodospad w Podgórnej.

I wiesz co, i szłam tam, no wiadomo, morsuje się jesień-zima, więc wiesz, to jest las.

Idziesz do tego wodospadu, bo zatrzymujesz auto dużo wcześniej.

Widzę to.

Wyobrażamy sobie, słuchajcie.

Jest szac, wiesz, jest ten taki zimny wiatr.

Otulasz się tą kurtką puchową, zaraz się i tak rozbierzesz prawie do naga i wejdziesz do zimnej wody, ale wiesz, na razie się otulasz.

I powiem ci, że ja miałam taki moment, bo wiesz, tak rozglądam się po tym lesie i mówię, Jezu, nie?

I taki mnie dresz przeszedł, wiesz, taki jakiś złowieszczy po prostu powiew gdzieś przyszedł do mnie i mówię, a jakby za tymi drzewami stała grupka policjantów nad jakimiś ciałami.

I wiesz, ja po prostu tak poczułam takie coś wewnętrzne, ja nie jestem w stanie tego, wiesz, opisać, co to było, ale ja wiedziałam, że ja muszę od tego zacząć.

I wiesz, ja mam mnóstwo takich momentów.

Wiesz, wystarczy, że gdzieś pojadę autem i widzę oczyma wyobraźni po prostu na drodze leżącą matkę z dzieckiem zakrwawionym i ja nie wiem, czy tam był wypadek, czy ktoś strzelił do tego dziecka, czy cokolwiek się wydarzyło, ale czuję po prostu jej ból.

I ja bardzo często czuję emocje w ogóle ludzi, którzy nie istnieją, którzy są tylko w mojej głowie.

I od tego zaczynam zawsze książkę.

I nigdy nie wiem, jaka będzie ta fabuła, co dalej się potoczy, jacy będą bohaterowie nawet, nie wiem.

Chyba, że mówimy o cyklu już, który dobrze znamy, to wiemy, jacy będą ci główni bohaterowie.

I ja to uwielbiam właśnie w pisaniu, że ja codziennie mogę odkrywać coś nowego, codziennie stawiam sobie nowe wyzwania, codziennie sama siebie zaskakuję.

Świetnie o tym opowiadasz i powiem ci, że jak opowiadałaś o momencie drzew i zbliżania się do wodospadu, bycia w lesie, to ja też poczułam dreszczy.

Więc nie dość, że sugestywnie piszesz, to jeszcze sugestywnie opowiadasz.

Ale wiesz, ja na przykład zauważyłam, że mi jest trudno znaleźć słowa, bo ja tak dużo czasu spędzam w ciszy.

Bo owszem, jest taka opcja, wiesz, że możesz mówić i to się rejestruje, ale wtedy inne zupełnie obszary mózgu pracują i mi jest dużo łatwiej być w ciszy, myśleć i gdzieś tam tymi paluszkami nadążać za tym umysłem.

I ja zauważyłam, że odkąd ja tak bardzo dużo piszę i myślę, to mi jest dużo trudniej się wypowiadać też, wiesz.

Jakbyś tą uwagę kierowała już w pisanie.

Ja w ogóle, wiesz, kiedyś, ja tak uważam, że dużo elokwentniej się wypowiadałam.

Teraz wydaje mi się, że mój zakres, taki zasób słów, wiesz, jak mówię, jest ograniczony.

Natomiast myślę, bardzo, wiesz, w mnogiej postaci słów.

A masz tak, że, nie wiem, jesteś na przykład teraz w Warszawie, czy oczywiście w swoich ukochanych terenach Szklarska Poręba, Jelenia Góra, wodospady, natura i tam rzeczywiście cały czas odczuwasz

Powiem Ci tak, te tereny bardzo mi pomagają, bo tam jest dużo lasów.

A ja uwielbiam lasy.

Bo las to jest nie tylko piękna przyroda i cudowne widoki.

I to naprawdę daje możliwości, to pobudza wyobraźnię.

Zwłaszcza, że, przepraszam, no nie jest tak, dwa miesiące trwa lato, trochę wiosna, parę tygodni, ale generalnie jest mrok w tym lesie, prawda?

Ale wiesz, ale też popatrz jesienią, jakie mamy piękne tam krajobrazy leśne, nie?

Właśnie ta mgła chociażby, te takie, wiesz, drzewa, które są już bordowo-żółte, no to jest coś pięknego.

Tak, mnie uspokaja, tak, ja uwielbiam.

Znam parę osób, które się boją lasu, które nie lubią chodzić po lesie, bo właśnie czują ten niepokój.

Ja owszem, odczuwam ten niepokój, ale on jest taki artystyczny, że ja go przeradzam potem w kreowanie jakichś emocji, wydarzeń w moich książkach.

Natomiast mnie osobiście las wycisza i uspokaja.

Uwielbiam.

A powiesz troszkę o swoim rytuale pisania?

wiłyśmy, że masz ulubione kawy.

Jak to wygląda?

Kiedyś miałam taki swój rytuał i poza nim nie byłam w stanie pisać.

To znaczy zawsze musiałam usiąść w tym swoim gabinecie, przy tym swoim biureczku.

Musiałam mieć te kilka godzin, kiedy jestem sama w domu i wiem, że nikt mi nie przyjdzie, nie przeszkodzi, nie będzie czegoś ode mnie chciał.

I tylko wtedy potrafiłam pisać.

I też bardzo ciężko było mi wyjść, powiem ci, z tej sytuacji.

nie wiem, ugotować obiad, spotkać się ze znajomymi, cokolwiek, to ja cały czas byłam w tych emocjach bohaterów i bardzo często w ogóle mi ludzie mówili, Kasia, coś jest nie tak, czemu jesteś taka smutna, czemu jesteś taka zawieszona, bo ja nie potrafiłam, wiesz, przeskakiwać.

Ale faktycznie już z biegiem, może nie powiem lat, bo nie piszę od lat, nie wiadomo ilu, ale z biegiem książek, powiem ci, że jakoś tak dużo łatwiej jest mi i przeskakiwać, i pisać wszędzie.

To znaczy już nie potrzebuję kilku godzin, już nie muszę mieć tego swojego biureczka, chociaż faktycznie jest mi najlepiej.

I też jest tak, że bardzo często budzę się i jestem, wiesz, tak między jawą a snem jeszcze.

I tak nie wiem, czy coś, co myślę, to mi się śni, czy ja już to myślę i jestem już tak, że będę w stanie to zapamiętać.

I wiesz, nauczyłam się, bo to strasznie szybko potem znikało, ja to zapominałam.

I nauczyłam się powiedzieć to na głos.

Jak już tak się zastanawiałam, Boże, czy to mi się śni, czy ja kreuję teraz jakąś tam scenę, którą dzisiaj będę opisywała, to ja mówię, Kaśka, powiedz to na głos, powiedz to na głos.

I wiesz, ja mówię to na głos i ja wtedy tego nie zapominam.

Wspaniały, słuchajcie, dla wszystkich pisarzy tutaj mamy naprawdę know-how.

I powiem Ci, że dlatego też lepiej mi się pisze rano, faktycznie.

Jeżeli jestem w stanie usiąść rano o ósmej, to ja faktycznie w dwie, trzy godziny jestem po robocie.

Natomiast często nie mogę tak usiąść i często wyrywam sobie po prostu te chwile gdzieś tam, wiesz, jak wiozę dziecko na basen, siadam w poczekalni dwie godziny i też, wiesz, normalnie piszę i poczekam.

Kiedyś bym nie była w stanie.

A teraz ludzie mogą chodzić dookoła, ja już się, wiesz, zawieszam w mojej historii.

I też bardzo łatwo już mi jest przeskakiwać, zamykać, wchodzić, wiesz, otwierać, zamykać.

Że na przykład, nie wiem, właśnie poczekalnia, pociąg i przychodzi jakaś ciekawa twarz, coś inspirującego i mówisz, dobra, włączam to.

Nie, wiesz, dlatego, że mnie zawsze inspirują emocje.

I właśnie o to chodzi.

Albo, nie wiem, patrząc na kogoś, jak ktoś wygląda, bo ma, wiesz, ciekawy wizerunek.

Ja też nie chciałabym nigdy pisać, wiesz, takich true crime na zasadzie, że czytam akta i to opisuję, bo te akta mnie nie zainspirują.

Wiesz, akta to są same wydarzenia.

Wiemy, co tam się wydarzyło, od, do, w których latach i tak dalej, kto co powiedział, ale ja nie wiem, co oni czuli.

I ja muszę, wiesz, poczuć tą emocję i wtedy dopiero, czyli u mnie jest tak trochę na odwrót, ja najpierw czuję emocje, a potem dopiero kreuję te wydarzenia.

To jest bardzo ciekawy proces i właśnie ciekawe, bo zapytałam wcześniej przed naszą rozmową, czy mogę cię też przedstawić jako psycholożkę.

Powiedziałaś nie, no bo już nie uprawiasz tego zawodu, ale wciąż masz wykształcenie psychologiczne i lata doświadczenia.

Ja ci powiem, ja kochałam tą pracę.

I także ze służbami mundurowymi pracowałaś, co też to echa wszystkie.

znajdujemy w książkach.

Wiesz co, ja byłam psychologiem na oddziale dziennym dla służb mundurowych i cywili, takim pomieszanym i faktycznie było tak pół na pół, więc wiesz, ja trochę się też tych historii nasłuchałam, ale w tych historiach i tak najważniejsze były emocje, z którymi pracowaliśmy.

I być może właśnie dlatego ja tak teraz też podchodzę do tego pisania.

Wiesz, że ja tak myślę, że tutaj ta psycholożka wychodzi, ta natura psychologiczna.

Ale wiem, że pewnie zadają ci ludzie takie pytanie i słyszałam też już to powiedzieć, ale jestem ciekawa, może ci się zmieniło.

Czy to wykształcenie i doświadczenie, to jest ważne, bardzo szerokie psychologiczne, choćby ze służbami mundurowymi, co mnie też fascynuje, przeszkadza czy pomaga?

Pomaga, prawda?

z jednej strony masz tą wiedzę, czyli to wykształcenie i wiesz, jak pracuje ludzki mózg, jakie są zaburzenia, jakie są choroby psychiczne.

Przecież takie rzeczy też umieszczam w swoich książkach.

Z drugiej strony masz to doświadczenie, więc wiesz, jak ludzie faktycznie reagują, nie tylko książkowo, ale faktycznie jak reagują.

Jakie emocje odczuwają, jakie rzeczy robią, żeby sobie pomóc, jakie mają mechanizmy obronne, takie niewyuczone, tylko takie ich, naturalne, pierwotne.

Ale wiesz co, ja zawsze powtarzam, że

Ani to wykształcenie, ani to doświadczenie nie jest tak ważne jak taka empatia, czyli twoja zdolność do odczuwania tych ludzkich emocji i twoje doświadczenie życiowe.

Mi się wydaje, że wiesz co, ja generalnie jak byłam młodą dziewczyną, to bardzo dużo pisałam opowiadań.

Miałam nawet maszynę do pisania, ale ja nigdy nie chciałam być pisarzem.

To w ogóle nie było moim marzeniem.

I później zupełnie, wiesz, świat gdzieś tam zaczął sobie iść swoim torem, studia, studia, praca, praca, dzieci i tak dalej, rodzina, wiadomo, nie?

I wiesz co, ja dopiero poczułam, że ja chcę coś napisać, no gdzieś po 35. roku życia, gdzieś pod 40. nawet bym powiedziała.

Jak już trochę przeżyłaś w życiu, albo dużo nawet.

Ja przeżyłam bardzo dużo różnych skrajnych emocji i wiesz co, ja dopiero poczułam, że kurczę, ja w sumie jestem gotowa o tym pisać, wiesz, nie tylko z jednej perspektywy, tej swojej, czy tego...

pacjenta, w cudzysłowie, z którym rozmawiałam.

Tylko ja już rozumiem, że pewne rzeczy naprawdę są trudne, są głębokie, nie są czarno-białe, są wielowymiarowe.

I wydaje mi się, że ta dojrzałość taka już twoja, jako człowieka doświadczonego, takiego, który coś przeszedł, jest bardzo istotna w pisaniu.

To znaczy w pisaniu takich książek, które ja opisuję, bo ja też nie mówię, że każdy człowiek musi być dojrzały emocjonalnie, żeby coś pisać, bo są różne gatunki.

Nawet w kryminale są różne gatunki przecież.

Kryminał to może być zupełnie brutalny, krwawy, gdzie masz po prostu opisywane same sceny pościgów, bijatyk, a może być taki, jak mówicie, praktycznie w ogóle tego nie masz.

I tak naprawwszystko się koncentruje nawet nie wokół samego sprawcy i jego modus operandi, tylko wokół tego, co odczuwają ludzie, którzy doświadczyli tych złych rzeczy.

I wiesz, to naprawdę podejście do kryminału jest bardzo różne.

Czyli właśnie taki styl pisania, że suche akta też, prawda?

Mamy paru takich twórców, których inspirują te suche akta, prawda?

To jest niesamowite, że właśnie każdy z nas czerpie z innego źródła i ma taki swój styl.

Bo najważniejsze moim zdaniem właśnie w tym pisarstwie, żeby się też wiesz utrzymać gdzieś, zachęcić ludzi, jest mieć ten swój styl, który ktoś po prostu pokocha.

A to jest tak, że rzeczywiście większość kobiet cię czyta?

Oczywiście, że większość kobiet mnie czyta, bo większość kobiet czyta w ogóle.

To prawda.

No właśnie.

Więcej.

Jeżeli chodzi o taką literaturę, to nawet więcej.

No to tam więcej jest tych mężczyzn, powiedzmy te 30%.

Ale w takiej literaturze popularnej, komercyjnej nazwijmy to, czy emocjonalnej...

Myślę, że większość kobiet, ja bym powiedziała, że 85 do 15, zresztą to nawet widać po ludziach, którzy mnie obserwują na Facebooku.

Właśnie chciałam zapytać, czy przychodzą na spotkania autorskie, czy przyjeżdżają na festiwale kryminalne?

Obserwuje mnie tak 88% kobiet, 12% mężczyzn, można powiedzieć.

I myślę, że to jest tak samo właśnie z czytaniem mnie akurat.

Natomiast powiem ci szczerze, że panowie bardzo mnie zaskakiwali i rzeczywiście widzę, że panowie zwracają uwagę na inne rzeczy niż panie.

To jest bardzo ciekawe.

Ale wiesz co, ale ja się zdziwiłam i ja się bardzo mocno zaskoczyłam tym, że panowie okazują dużo większą wyrozumiałość i ciekawość a propos spraw związanych z emocjami kobiet, z życiem kobiet, bo wiesz, miałam taką książkę, mam.

Fałszywe tropy.

I tam główna bohaterka jest w ciąży.

Ona jest policjantką i prowadzi śledztwo, ale jest w ciąży.

Wobec czego oczywistym jest, że dawałam wstawki takie typowo, wiesz, kobiety ciężarnej, wiesz.

Różne dolegliwości, różne przemyślenia.

I słuchaj, ja byłam tak strasznie skrytykowana za tą książkę przez kobiety.

I wiesz, potrafiły pisać, Boże, to jakiś poradnik ciążowy, albo Boże, i tu będzie troszkę ostro, żałuję, że nie pojechała do Czech i nie zrobiła aborcji w drugim rozdziale.

Naprawdę, miałam takie, wiesz, takie głosy od kobiet.

Natomiast żaden mężczyzna czegoś takiego nie powiedział.

Co więcej, pisali do mnie mężczyźni w komentarzach i w wiadomościach i pisali, Pani Kasiu, ja Pani dziękuję, bo ja nie wiedziałem, że to tak jest.

Ja nie wiedziałem, że kobieta tak to przeżywa.

I nie wiedziałem w ogóle, z czym to się wiąże.

I ja nawet bym teraz takie ciarki, bo mówię, jakie to jest fantastyczne, że oni się tak otwierają i potrafią tak szczerze powiedzieć, że to jakoś ich zainteresowało.

Taki temat wydawałoby się kobiecy bardzo.

Tak, ale to jest fascynujące, że właśnie w takiej książce mężczyzna nie sięgnie po poradnik dla ciężarnych.

Ale więc dzięki twojej literaturze, akurat tej konkretnej książce, mógł się dowiedzieć tak niezwykłej sprawy.

No przecież sięgał zapewne po inne emocje.

To bardzo ciekawy efekt uboczny, ale jakże pozytywny, prawda?

Świetne.

Bo to jest bardzo ciekawa historia i przykład właśnie, jak zaskoczył cię jakiś odbiór losów albo... Może tak, jeszcze zacznę od tego, że ten wątek, że wiem, jak bardzo jest dla ciebie ważne i to właściwie widać w każdej książce, ewoluowanie bohaterów.

Czy głównej postaci, czy... To też moim zdaniem jest psychologiczny aspekt.

I wiesz co, ja ci powiem, Jezu, bo już tyle wątków w tym jednym pytaniu, że już chciałabym się zatrzymać.

I ja ci powiem, że to jest trudne w kryminale, dlatego, że ja mam takie doświadczenia, że bardzo wielu czytelników kryminałów lubi ciągle to samo.

Wiesz, to jest taki gatunek faktycznie, gdzie oni chcieliby mieć konkretny jakby schemat, w którym ty się poruszasz.

I nawet wiele osób, i to też piszą wprost, wiesz, że oni chcą cały czas tego samego bohatera.

Oni chcą taką, wiesz, ostrą babkę, bezkompromisową i w ogóle, żeby... Nie w ciąży.

Nie, nie przeżywającą nie wiadomo jakich emocji, wiesz.

Nie, ona ma tutaj, wiesz, jasno mówić prosto z mostu, co tam chce, nikogo tam prawie nie szanować, wiesz, wyciągać giwery jak trzeba.

I wiesz, ja mogłabym pisać coś takiego, ale ja sobie myślę, że życie tak nie wygląda.

I wiesz co, ja chyba trochę to też zauważyłam właśnie jak pracowałam ze służbami mundurowymi, z policjantami, że oni mają bardzo dużo emocji w sobie.

wi się, że policjanci to są tacy wyuczeni psychopaci, bo się uczy ich, żeby nie reagować emocjonalnie i oni też się uczą jako mechanizm obronny, żeby nie reagować emocjonalnie, bo mają styczność codziennie z okropnymi rzeczami.

Oni ciągle widzą zwłoki, ciągle widzą zabójstwa, ciągle widzą nawet ciała dzieci po wypadkach.

I taki człowiek uczy się, jak te emocje w sobie chować, nie pokazywać ich na zewnątrz.

Wobec czego uważa się, że nie mają emocji, bo są tacy zimni i tak dalej.

Muszą, ponieważ mają taką pracę.

Właśnie.

Natomiast wiesz, ja mimo wszystko zauważyłam właśnie, pracując z nimi, że mają w sobie mnóstwo emocji, ogrom emocji i bardzo potrzebują o tych emocjach mówić.

I oni też to przeżywają, tylko wewnętrznie i tego nie pokazują na zewnątrz.

I wiesz co, dla mnie było bardzo ważne, żeby właśnie ta moja policjantka i ci policjanci w książce, oni mieli swoje życie emocjonalne, oni mieli swoje przemyślenia, żeby każdy z nich był trochę inny i inaczej reagował na pewne rzeczy.

Dla mnie to było bardzo ważne.

Tak samo jak ważne jest dla mnie to, że człowiek w ogóle w ciągu życia się zmienia.

Wiesz, my nie jesteśmy tacy sami, jak byliśmy w wieku 20 lat.

Wiesz, ja 22 lata temu, bo mam teraz 42, byłam zupełnie innym człowiekiem.

Dokładnie, ale wiesz, też dzieci dużo zmieniają, wiesz.

Bo wiesz, jak nie jesteś za nikogo odpowiedzialna, to tak naprawdę niczego się możesz nie bać, tak?

Natomiast teraz wiesz, teraz to też jest inaczej.

I jeżeli ja mam bohaterkę kobietę, która na początku była samotną, samodzielną kobietą, korzystającą z życia, lubiącą się zabawwprost mówiąc,

wiesz, taką bezkompromisową, otwarcie mówiącą to, czego pragnie.

I niektórzy chcieliby, żeby taka pozostała zawsze.

Właśnie, a ona się zmieniła, wiesz, zaszła w ciążę i chociaż nigdy nie marzyła o tym, żeby mieć dzieci, męża i domać z ogródkiem, no to została jakby postawiona notabene, wiesz, w takiej sytuacji przez życie.

I okej, sprostała temu wyzwaniu i ona też dojrzewa, wiesz, razem z tymi dziećmi, razem z tym małżeństwem, razem z tymi latami, które lecą i ona się zmienia, ona musi się zmieniać.

Ona nie może być taka sama jak w pierwszym tomie, wiesz, ale też sporo osób mnie pyta, pani Kasiu, czy ta Olga w końcu odzyska taki pazur jak z pierwszego tomu?

Ja mówię, nie, chyba, że te dzieci wyjdą już na studia.

będą się same utrzymywały i ona będzie wtedy mogła być taka sama, powiedzmy, jak te 20 lat temu, chociaż i tak będzie już zmieniona.

No właśnie, ale to teraz pytanie, kto bardziej ciśnie, mówiąc kolokwialnie, o to, żeby Olga wróciła do siebie sprzed lat?

Bo właśnie chciałam zapytać o tę różnicę.

Kobiety, ale wiesz, co mi się troszeczkę też wydaje, biorąc te kobiety w obronę, że bardzo wiele z nas chciałoby coś zrobić, a się boi, a nie potrafi, a się krępuje, a zostało wychowanych w inny sposób i muszą być takie grzeczne i muszą być takie ugodowe i muszą być takie trochę, wiesz, pod pantoflem tego życia takiego, którego już jesteśmy nauczone od pokoleń.

Natomiast, wiesz, czytając o takiej kobiecie, która ma to gdzieś, to totalnie gdzieś i robi, co chce...

To one, wiesz, taką troszeczkę wolność też odnajdują, więc ja to rozumiem, nie?

Może takie alter ego wyśnione, prawda?

I to bardzo też ciekawe.

A mężczyźni co mówią o tej przemianie Olgi?

Wiesz co, mężczyźni w ogóle nie zwracają na to uwagi.

Naprawdę.

Ja powiem ci tak, mężczyźni oni mają taki prostszy odbiór.

Im po prostu się podoba albo nie podoba i albo faktycznie zwracają uwagę, że o, tutaj to jest ciekawe, oni o tym nie wiedzieli albo nie, ale naprawdę mężczyźni po prostu mówią, że kurczę, świetna kolejna, świetna książka, czekam na następne.

Więc wiesz, przeczytane, zaliczone, gdzie następna, nie?

Mniej tak zwracają na to uwagę.

Faktycznie mężczyźni bardzo mocno zwracali uwagę właśnie na temat tej ciąży.

I też jak miałam kilka takich, wiesz, krytycznych zdań, jak pisałam taki wątek właśnie o kobiecie ciężarnej, która umarła w szpitalu.

Oj, to też mi się, brzydko mówiąc, odpaliło paru mężczyzn, takich, wiesz, którzy mi

Powiedzieli, żebym może napisała o gaju gwałcącym dzieci, a nie o tym, że kobiety ciężarne umierają w szpitalach.

Ale to było kilka przypadków.

To nie była lawina komentarzy.

Tyle mam jeszcze pytań, bo chciałam zapytać, czy kiedykolwiek ktoś na przykład w spotkaniach na żywo powiedział...

Pani Kasiu, aż jestem wkurzony, czy wkurzona na to, że ten... Albo, nie wiem, jakaś historia osobista, która przyszła wraz z czytelnikiem, czytelniką.

To są już dwa różne pytania.

Mnóstwo osób jest i wkurzonych, i podekscytowanych, i trzymających kciuki za bohaterów.

Powiem ci, ja to uwielbiam.

Uwielbiam to w swoich czytelnikach, że oni się angażują, że oni już tych bohaterów, zwłaszcza tych, których już znają od wielu tomów,

Oni ich traktują trochę jak takich członków rodziny albo przyjaciół i trzymają za nich kciuki i chcą wiedzieć, co tam u nich i jak rozwiążą pewne problemy.

I wiesz, i nienawidzą mnie w cudzysłowie za to, jak ja wiesz, zakańczam te książki, bo ja zawsze zakończę tak, że to jest wiesz, coś powiedzmy no trudnego, traumatycznego albo zaskakującego, co jest jednocześnie punktem wyjścia do kolejnego tomu, na który muszą poczekać.

A przecież to nie jest romans, już ustaliłyśmy, że nie piszesz tych romansów.

Więc faktycznie, i to jest niesamowite, że tak przeżywają, bo wiesz, dla pisarki, dla której emocja jest punktem wyjścia, to, że ta emocja jest też na samym końcu, czyli ta emocja czytelnika i że ona jest naprawdę silna, jest niesamowite.

Natomiast jeżeli chodzi o takie historie utożsamiania się, to mam ich mnóstwo i one są czasem tak wzruszające.

I też już mówiłam, może nie będę mówiła już na których targach, ale na spotkaniu takim autorskim podeszła do mnie pani i akurat w książce Zło na końcu jedna z bohaterek pod prysznicem odkrywa, że ma guzka piersi.

No i dla niej to jest bardzo trudne przeżycie i wie, że będzie musiała zrobić badania i że prawdopodobnie jest chora.

I wiesz co, ja tego nie pisałam z żadnym konkretnym celem.

Po prostu chciałam też wprowadzić taki element trudny, zaskakujący i taki, wiesz, żeby też pokazać to zmaganie z normalnym życiem, bo przecież wielu z nas choruje na różne choroby.

I właśnie często się zaczyna od tego prysznica, prawda?

I wiesz co, i podeszła do mnie pani, zresztą bardzo wiele kobiet mi powiedziało, pani Kasiu, super, że pani to napisała, bo ja zapominam się badać.

Ale wiesz co, podeszła i znowu mam takie ciarki.

Dobrze, że mam długi rękaw dzisiaj.

Podeszła do mnie pani i mówi, wie pani co, ja pani coś powiem.

Ja, jak pani mi powiedziała, znaczy jak przeczytałam właśnie o tej bohaterce, która wykryła tego guzka i poszła na badanie, tak sobie pomyślałam, kurczę, chyba z 10 lat nie byłam.

I wie pani, ja poszłam na to badanie i powiem pani, że ja jestem w takiej sytuacji jak ta bohaterka.

I wiesz... Bardzo mocne.

Ale ta pani powiedziała mi to z taką wdzięcznością.

Nawet, wiesz, dla tego, co się wydarzyło.

Ja nie mówię, że do mnie, tylko dla tego, co się wydarzyło.

Bo ona wie, że to jest taki wczesny etap, że najprawdopodobniej wszystko będzie dobrze.

A gdyby nie to zdanie, nie ten wątek, który przeczytała, pewnie by tego nie było, prawda?

To by się nie wydarzyło.

I to jest niesamowicie.

Uratowanie...

Nie chciałabym iść tak daleko, bo ja nie chciałabym się uważać za taką osobę, ratującą tam życie.

Ale niesamowite jest właśnie to, że w takich książkach, które mają takimi być kryminałami, mrocznymi i odzbrodni, my możemy też odnaleźć siebie, odnaleźć coś dla siebie.

Możemy też zwrócić uwagę na coś, co kurczę, faktycznie już dawno o tym nie myśleliśmy, może warto by to zrobić.

Na przykład, wiesz, powiem ci, była taka książka bursa.

Tam na terenie starej bursy szkolnej odnaleziono trzy szkielety przy wykopaliskach, bo tam były roboty prowadzone.

I też odnaleziono tam jedno ciało, takie powiedzmy świeże, brzydko mówiąc.

I powiem ci, że ja miałam bardzo dużo, no kilkanaście takich wiadomości od rodziców dzieci z autyzmem, które mi mówiły, kurczę, wie pani co, ja pani dziękuję, bo ja miałem...

Taką samą sytuację, a już mówię jaka to była sytuacja.

Ta rodzina, i to był wątek bardzo poboczny, ta rodzina musiała się przeprowadzić, ponieww bloku, w którym mieszkali, sąsiedzi non stop wzywali do nich policję, że maltretują swoje dziecko, ponieważ to dziecko cały czas krzyczało i płakało.

I wiesz, i to jest też takie, wiesz, teraz, no kurczę, ale co, nie dzwonić na tą policję?

Cały czas się mówi, że jest znieczulica, wiesz, że jak ktoś bije dziecko, to sąsiedzi nie wzywają pomocy, że dzieci są maltretowane.

A z drugiej strony wyobraźmy sobie taką sytuację, że są rodzice, którzy bardzo kochają to swoje dziecko, którzy je wspierają, ale to dziecko ma autyzm i ono po prostu krzyczy i płacze, bo tak funkcjonuje na co dzień, nie może funkcjonować inaczej.

I oprócz tego, że tutaj jest w drugą stronę ta znieczulica, wiesz, no bo wystarczy też czasem porozmawiać z tymi ludźmi, zobaczyć, z czym oni się zmagają.

Zainteresować się, prawda?

To jednak wzywa się policja.

I wiesz, ja sama miałam taką sąsiadkę, która mi powiedziała, słuchaj,

On po prostu miał taki pierwszy rok, czy takie pierwsze półtora roku, wiesz, swojego rozwoju indywidualnego, gdzie bardzo mocno krzyczał, po prostu krzyczał non-stop, wydzierał się, można powiedzieć, nie?

I ci sąsiedzi naprawwyzywali policję.

I ona mówi, Jezu, powiem ci, ja byłam już taka załamana, ja sobie nie dawałam rady nawet wychowawczo, bo mówię, no co, ja źle robię, a naprawdę ze świetnym podejściem dziewczyna.

Ale okej, no raz przyjdzie ta policja i zobaczą, że wszystko jest dobrze.

Można też wtedy porozmawiać.

Ale to jest wyzwanie notoryczne.

I właśnie wracając do tego autystycznego chłopca w powieści Bursa.

Rodzice naprawdę to zauważyli.

I ja widzę, że te wszystkie tematy, które tutaj są takie trudne społecznie poruszane, a w każdej książce jest ich mnóstwo.

naprawdę mają świetny odbiór.

W sensie takim świetny.

To nie chodzi o to, że wszyscy uważają, że to jest fantastyczna książka, bo to nie o to chodzi.

Tylko, że odnajdują siebie w tych tematach.

Że widzą, że po prostu tutaj jest prawdziwe życie pokazane.

Oprócz tej fabuły, która musi być taka sama w każdym kryminale.

Mamy zbrodnie, mamy śledztwo, mamy policjantów.

To jest bardzo dużo takiego normalnego życia i dlatego ja też nie chciałam mieć tych bohaterów takich sztampowych, kryminalnych, ciągle takich samych.

Świetnie, że ty mówisz, bo mam też wynotowane... Rozgadałam się w ogóle, co?

Powiem ci, mnóstwo jest takich mocnych historii, naprawdę.

Trudnych tematów i też myślę dyskusyjnych, pewnie dla wielu czytelników.

Przemoc domowa, handel ludźmi, etyka medyczna.

To są te wątki, które poruszasz.

No to też myślę sobie o odwadze autorki, no bo takich wątków nie ma w większości kryminałów.

Czy miałaś taki na przykład, też wiesz, taki lęk, stres może?

Miałam przy niektórych rzeczach trochę lęku, ale to mogą być zwykłe rzeczy.

Wiesz, jaki miałam na przykład, nawet mówiąc o tym raku i opisywaniu osób z chorobami nowotworowymi, ja się na przykład bałam, że ktoś mi powie, że ja sobie przywłaszczam jakiś temat, który mnie nie dotyczy, wiesz.

Że ja chcę się wykreować nad cudzym nieszczęściem.

Albo bałam się na przykład tego, że na przykład takie osoby, które są chore, czytają książki, żeby się od tego oderwać, a znowu znajdą ten temat i że ja jej, wiesz, bardziej pogrążę psychicznie, niż podniosę na duchu.

Ale na szczęście to się nie sprawdziło.

Na szczęście właśnie odbierają to dobrze, ponieważ jakby, wiesz, widzą, że nie są same.

Odbierają to jako takie wsparcie, bo jeżeli uwielbiają jakąś postać, jeżeli traktują ją prawie jak siostrę, jak przyjaciółkę i ona przechodzi przez to, co one,

trochę wsparcie.

I to jest niesamowite.

I ty tak urealniasz rzeczywiście, teraz myślę o tym, te postacie, rzeczywiście.

Teraz rozumiem też, co miałaś na myśli, mówiąc, że jeszcze bardziej rozumiem, że potrafisz wczuć się w emocje bohaterów, których sama stworzyłaś.

Powiem ci, że to jest dla mnie najważniejsze.

To jest o tym wszystko, prawda?

Nie tylko tego głównego.

Nawet jak piszę jakieś wątki poboczne, to ja mam... Nawet jeżeli piszę jako, wiesz, z perspektywy tej takiej trzecioosobowej, jako ten narrator, taki stojący z zewnątrz, to i tak staram się, żeby ta narracja była trochę tak, jakby to opowiadał ten bohater.

I ja za każdym razem przeżywam ogromne emocje.

To jest rzeczywiście, to pokazuje proszę Państwa, jak się tworzy emocjonalne książki.

Ja Ci powiem, że ja w ogóle bardzo dużo płaczę sama na co dzień.

Ja w ogóle mam coś takiego, że sama też bardzo silnie przeżywam emocje, chociaż uważam, że przynajmniej staram się być osobą taką, wiesz, wyważoną i raczej nie mówię za dużo, raczej powiem mniej niż więcej i raczej nie okażę za dużo tych emocji i raczej okażę mniej.

to jednak na co dzień, tak w takim moim życiu prywatnym, sama dla siebie często płaczę.

Ale ja uważam, że te łzy są świetne, bo one są takie oczyszczające, uwalniające.

I ze śmiechu uwielbiam i z żalu.

Mam takiego znajomego, słuchaj, i kiedyś właśnie w ogóle strasznie mnie rozbawił, bo miałam właśnie taki bardzo emocjonalny dzień i mówię do niego, boże, ja już jestem taka zmęczona, ja chyba sobie pójdę do wanny, napuszczę wody i sobie poryczę, nie?

A on mówi, jak tak ryczysz, to ta woda ci się nie przelewa.

I chłopaki płaczą, i dziewczyny płaczą.

bohaterki, góry, o karkonosze i w ogóle o lokalizm.

Też w surfingu jest takie hasło jako lokalizm, to przywiązanie do miejsca.

U ciebie wiemy, że to są twoje tereny.

Już mówiłyśmy o lesie, mówiłyśmy o naturze, ale co sprawia mieć kiedyś takie pokusy, żeby akcje umieścić zupełnie gdzie indziej?

Już ci zaraz powiem, jakie to są, bo wiesz, ja mam 20 książek.

Wiem, że nie mogłaś wszystkich przeczytać.

Ale wiem, że głównym miejscem akcji w wielu książkach są karbonosze.

I jakby jest to dla mnie po prostu naturalne, bo ja tam mieszkałam większość życia.

Ja się wychowałam w Sztarskiej Porębie.

Wiesz co, ja się przeniosłam do Trójmiasta, a potem najpierw do Wrocławia na studia, do Trójmiasta.

Wiesz co, troszeczkę sobie podróżowałam, ale te dziesięć lat temu wróciłam w moje tereny, no akurat do Jeleniej Góry.

Natomiast to jest, wiesz, to jest dziesięć kilometrów od szklarskiej poręby, więc to jest to samo.

Ja po prostu dorastałam w takiej miejscowości cudownej, w której nie każdy może dorastać.

Ja jeżdżę na nartach praktycznie trzy razy w tygodniu, jak jest zima, to ja jestem na nartach.

Mój syn w ogóle jest lepszym narciarzem ode mnie, ma 12, chociaż ja też jestem dobrym, on jest w ogóle wyśmienitym.

Zresztą moja mama jest trenerem narciarskim, więc wiesz, on poszedł po babci, bo ja nie mam takiego talentu.

I powiem ci, no my jesteśmy często w górach, ale ja te góry traktuję tak jako swój dom.

Takie miejsce, gdzie ja po prostu, wiesz, był weekend, to się szło w góry, szło się na jagody, szło się na narty, szło się, wiesz, na wycieczkę.

I jakoś tak, wiesz, człowiek ma coś takiego, że jeżeli gdzieś tam wyrósł, to traktuje tylko taką normę.

I wcale nie traktuje tego jak to nie wiadomo jakie och i ach, nie?

Wiesz, dla mnie takie och i ach to jest jak jadę nad morze i tak w sensie och, Jezu, nie?

Taka w ogóle wzniosłość i tak mi tutaj się podoba.

Ja muszę powiedzieć, bo ja jestem z nadmorza.

I z kolei ja doceniłam to morze, gdy od dwudziestu paru lat mieszkam już w Warszawie i jak tam wracam, to właśnie mam ach i och.

A wcześniej było dla mnie normalnym, że morze szumi jak zasypiam.

A teraz ja się tym zachwycam, jak tam ciągle wracam.

Więc też rozumiem twoje emocje, jak zatoczyłaś koło i wróciłaś.

Ale z drugiej strony to są bardzo ważne dla mnie tereny, wiesz, bo ja tam dorastałam, ja tam zawierałam przyjaźnie, wiesz, ja tam często się bałam, wiesz, latając po tych lasach, po tych skałkach za dzieciaka, bo jakąś czaszkę się znalazło, zwierzęcia, wiesz, to już się dorabiało historię, uciekało z krzykiem do domu.

No to były niesamowite historie, wiesz, to były te pierwsze miłości, pierwsze przyjaźnie, to były super przygody tak naprawdę.

I ja te tereny znam świetnie.

I każdą tak naprawdę moją książkę, oprócz tego, że ta Olga mieszka w Jeleniej Górze i ten Wydział Komendy Miejskiej jest w Jeleniej Górze, to te wątki wszystkie poboczne, one się dzieją zawsze w innych miejscowościach podgórskich, przybocznych.

Wiesz, to są i Szklarska Poręba, i Świeradów, Kowary, Karszpacz, Podgórna.

Wiesz, to jest naprawdę mnóstwo, mnóstwo różnych miejscowości.

Ale przepraszam, znowu muszę zapytać, czy ludzie, którzy są z tych wszystkich miejscowości, mówią, sygnalizują, piszą do ciebie, o jak dobrze, że pani umieściła, albo niedobrze, że dlaczego tutaj jest akurat trup?

Jakie są odbiory lokaleczów?

Mi się wydaje, że to nawet nie ma takiego znaczenia, skąd ktoś pochodzi.

Ludzie generalnie w całej Polsce uwielbiają czytać o górach.

I nawet może bym nie powiedziała, znaczy lokalsi lubią z tego tytułu, że to jest lokalne.

Niekoniecznie dlatego, że to są góry, bo wiesz, to nie jest tak, że każdy, kto mieszka w górach, to chodzi po górach i jeździ na nartach.

Znam takie osoby, które mieszkają latami i nie były na plaży, naprawdę.

Właśnie o to chodzi.

Osoby, które w ogóle w górach to były za dzieciaka na wycieczce szkolnej, bo musiały.

Natomiast te lokalne wszystkie miejsca, te ulice, które znają, ta knajpa, do której chodzą, to faktycznie robi robotę, kolokwialnie mówiąc.

Natomiast generalnie w Polsce, gdzieś w tych innych miejscowościach, ludzie uwielbiają czytać o górach, bo też im się kojarzą z takimi wyjazdami, z wakacjami.

Z tym takim miejscem, w którym się zachwycały, które było magiczne.

Przecież dużo seriali też powstaje, prawda?

Gdzieś w zamglonych górach.

To daje takie niesamowite wrażenia, takie można powiedzieć artystyczne.

Czytając nawet, możesz sobie pięknie to w głowie wyobrażać.

Ale tak sobie myślę, nikt się nie obraził, że tu gdzieś akurat był pani Kasiu, no w naszym rejonie pani trupa nam nie, nie było.

No to dobrze, to ludzie super rozumieją i wiedzą, że to też jest literatura.

Natomiast ja się często tego bałam, słuchaj, wiesz, miałam taką sytuację, że napisała do mnie taka pani doktor kiedyś.

ponieważ ja w pierwszych kilku tomach dużo pisałam o szpitalu i ja nie chciałam, żeby to był konkretny, bo my mamy tylko jeden szpital, wiesz, taki ogólny w Jeleniej Górze.

Ja nie chciałam, żeby to był ten szpital, no ale kurczę, był w tej samej dzielnicy, co ten szpital, rozumiesz?

I chciałam tam umieścić kilku złych bohaterów.

I wiesz, jakaś pani doktor do mnie napisała, że w ogóle ona super, bardzo jej się podoba ta książka i tak dalej, ale następnym razem to ona się poleca na konsultanta, ponieważ już teraz nie pamiętam, które miejsce, ale tam powiedzmy SOR wcale nie jest na czwartym piętrze, tam gdzie interna, tylko gdzieś tam.

Ja mówię, wie pani co, ale dla mnie właśnie ja nie chcę pisać o konkretnym szpitalu i ja nie chcę tak dokładnie opowiadać, gdzie co jest, żeby właśnie ludzie nie pomyśleli, że to jest ten szpital.

Ja specjalnie piszę, że to jest w innym miejscu, bo ja nie chcę też nikogo zniechęcać do szpitala, bo ludzie różnie mogą zareagować.

A ta pani doktor, wiesz, taka bardzo przejęta i mogłabym powiedzieć lekko oburzona, mówi, jak to nie ten szpital?

Przecież interna jest na czwartym piętrze, tak jak u nas to jest ten szpital.

I ja tak wtedy oj.

I słuchaj, i w następnej książce ja ten szpital obudowałam drewnem w ogóle, napisałam, że to jest w ogóle szpital imienia tam chyba Mikołaja Kopernika specjalnie, wiesz, naprawdę.

Tak, wiesz, bo, ale wiesz, to też pokazuje, jak bardzo zaangażowała się w fabułę, jak bardzo emocjonalnie coś tam ją musiało ruszyć, że ona faktycznie trzymała się tego, wiesz, jak czegoś pewnego, że to jest ten szpital i to tam się dzieje.

Ale też zdaję sobie sprawę z tego, że muszę trochę uważać.

Tak jak miałam taką sytuację z wydawnictwem, zastanawialiśmy się, bo chyba w fałszywych tropach dochodzi do zabójstwa w górach w jednym ze schronisk.

I ja to schronisko musiałam nazwać zupełnie inaczej, ponieważ tam była taka akcja, że tam były kamery i że pracownicy podglądali turystów.

I na przykład my sobie stwierdziliśmy, kurczę, no my nie możemy napisać, że to jest takie schronisko, bo nie daj Boże, wiesz, no teraz wszyscy powiedzą, dobra, dobra, spoko, fajnie, a wiesz, a nowy właściciel albo jeszcze nowy właściciel, albo za 10-15 lat ktoś powie, jak to, to wyszkalujecie nas, żeby kogoś tutaj...

to ja się bardzo staram tego nie robić i zawsze zmieniam właśnie nazwy.

Czasem zmieniam wygląd danego miejsca.

I powiem ci, że na początku ludziom to przeszkadzało właśnie tym lokalnym.

I mówili, ale jak to?

Przecież to się tak nie nazywa.

A ja mówiłam właśnie, ale specjalnie nie ma.

I to rzeczywiście, jak pomyślałam o tym schronisku, w którym miałby być te kamery, oni mogliby mieć naprawdę problemy, jakby ktoś zbyt osobiście.

Gdyby ktoś za bardzo nie miał dystansu, powiedzmy.

No bo wiesz, to jest fikcja literacka.

Wszystko.

Ale już wiemy, że doktora Lubicza z Klanu ludzie proszą o wypisywanie recept.

No więc właśnie.

Nawet pani doktor dała się złapać.

Wspaniale, że zgłosiła się z chęcią konsultacji.

Ale też zobacz, jak trafiłaś, że czwarte piętro interna.

I jeszcze ci powiem, że miałam na przykład mnóstwo propozycji od policjantów, którzy do mnie pisali i mówili, że oni mają świetną, prawdziwą historię.

Oni pracowali z mafiozami, oni pracowali z przestępcami.

Oni mają niesamowite historie, takie, że w ogóle te wszystkie fabuły książek się chowają i oni by chcieli, żebym ja to opisała.

A ja im zawsze mówiłam, że bardzo dziękuję, ale nie.

I wiesz, i również właśnie z tego względu ja nie chcę pisać o prawdziwych wydarzeniach, o prawdziwych ludziach, o prawdziwych mafiach.

wnież z tego względu, że po co ja mam się narażać jakiejś mafii?

Słuchaj, dla mnie w życiu najważniejszy jest spokój.

Ja nie będę pisał o prawdziwym przestępcy.

Natomiast, jeżeli jakiś temat uważam, że jest wart pokazania, wart poruszenia, wart tego, żeby ludzie zaczęli o nim rozmawiać, bo może trzeba przestrzec, a może trzeba uwrażliwić, a może trzeba jakoś tak, to ja piszę o konkretnym temacie.

I ubieram go totalnie w fikcję literacką.

Ja nie opisuję prawdziwego mężczyzny, który bił żonę, nie określam go, że był politykiem takim, czy takim, czy kimkolwiek.

Natomiast pokazuje bardzo ważny, istotnie temat po to, żeby każdy mógł mieć swoje przemyślenia, żeby każdy mógł podyskutoww swoim własnym gronie rodzinnym o tym, żeby mógł jakieś zdanie swoje wyciągnąć.

Bo ja oczywiście mam swoje zdanie, ale ja też nie chcę tego zdania narzucać.

Nawet jeżeli coś jest dla mnie ważne społecznie, emocjonalnie, moralnie.

to ja opisuję te tematy w książkach, ale mam nadzieję, że robię to w sposób nienarzucający, tak, że każdy może sobie sam, wiesz, powyciągać swoje wnioski i mieć swoje zdanie.

Ale też super opowiadasz o tej ostrożności jako autorki, prawda?

Żeby właśnie, choćby w kwestii zmiany nazwy, schroniska, żeby jednak nikogo nie skrzywdzić.

To znowu wychodzi ta empatia, prawda?

Żeby nie urazić, nie skrzywdzić, na wszelki wypadek nikogo nie wpuścić w jakieś złe emocje.

Powiem ci, to jest naprawdę trudne, bo wiesz, z jednej strony chciałabyś napisać o ważnych rzeczach, ważnych społecznie, moralnie i takich, wiesz, dla nas jako dla społeczeństwa.

I wiesz, że ludzie też chcą o tym czytać, że bardzo wiele osób odnajduje siebie w tych książkach i chce siebie odnajdywać, ale teraz jak to zrobić, żeby też właśnie nikogo nie urazić, nie?

Bardzo trudne w dzisiejszych czasach.

Tym bardziej, że wiesz co, ja mam też takie wrażenie, że my troszeczkę idziemy za bardzo czasem w stronę poprawności politycznej takiej i my już nie możemy mówić tego, co tak naprawdę myślimy.

Tylko po prostu musimy mocno uważać na słowa i jest to naprawdę trudne, zwłaszcza dla ludzi, którzy posługują się słowem.

I to słowo powinno jednak wzbudzać jakieś emocje.

Ale to właśnie, a propos też tego wątku.

Został potrykotowany jako tabu i ktoś się oburzył?

Oburzyli się tylko na te kobiety, które umierały w ciąży w szpitalu.

Natomiast nie wydaje mi się, może tak było, ale nie przypominam sobie takiej historii.

Nie bezpośrednio, nie zwrócili się bezpośrednio.

Natomiast wiesz, o tych wiadomości też już dostałam przez te kilka lat dużo, natomiast na pewno nie była to taka wiadomość, którą bym zapamiętała, więc być może jej nie było.

Ale o tej przemocy domowej jeszcze wspomnę ci, że faktycznie w książce Chaos jest tam dosyć mocna, właściwie nawet nie scena, wiele scen.

Jest takie małżeństwo, w której kobieta jest najpierw psychicznie gnębiona przez męża,

I to jest takie, wiesz, trochę gnębienie w takich białych rękawiczkach, bo mąż jest na zewnątrz bardzo wspaniałym człowiekiem, poukładanym, każdy uważa, że jest cudownym mężem, księciem z bajki i w ogóle... I często tak jest.

Co więcej, no on ją też tak gnębi psychicznie w tym domu, że ona właściwie to już sama nie wie, wiesz, taki trochę gaslighting.

Czy w ogóle to on jest dobry, czy on jest zły, może to z nią jest coś nie tak, wiesz.

Ale opisałaś rzeczywiście typowe, takie bardzo popularne emocje.

Czy to ze mną jest coś tak, prawda?

Na pewno wiele osób się odnajdzie.

I też mam nadzieję, że tak pokazałam krok po kroku, jak do tego dochodzi w momencie, kiedy my nie powiemy stop.

Kiedy ten oprawca czuje się na tyle pewnie, bo on też tego nie robi od razu.

sprawdza, na co może sobie pozwolić.

I mam nadzieję, że to też gdzieś tam jest pokazane, wiesz, do czego może dojść i od czego się zaczyna tak naprawdę, co powinno być tym sygnałem ostrzegawczym i na co zwrócić uwagę.

I tutaj też miałam duży odzew ze strony kobiet zwłaszcza.

Prywatne rozumiem głównie wiadomości, prawda?

I takich, które mówią, że właśnie mają dużo takich znajomych.

I naprawdę ja cały czas słyszę, że to są bardzo ważne tematy, że warto o nich rozmawiać, warto o nich pisać.

Więc ja się rzadko spotykam z czymś takim, że to są bardziej moje obawy, że ja się boję o czymś powiedzieć właśnie, żeby kogoś nie urazić albo żeby komuś nie narzucić mojego zdania.

Natomiast odbiór zazwyczaj jest właśnie pozytywny, wiesz, że ludzie doceniają to, że to tak jest, nie?

Teraz a propos, pytanie a propos tego, że ludzie się przywiązują do swoich ulubionych bohaterów, bohaterek.

Czy w takim razie odczuwasz presję?

Ja tej presji nie odczuwam.

Ja będę pisała takie książki, które ja osobiście chciałabym czytać i które mi będą sprawiały przyjemność w pisaniu.

Często na przykład widzę takie posty, Boże, mam deadline, muszę siąść.

Ja nigdy nie byłam poza deadline'em, bo piszę bardzo szybko i u mnie naprawdę ten proces myślowy i to, wiesz, nadążanie tych palców, to idzie błyskawicznie.

Nie cierpisz na brak weny?

Nie, właśnie, ja cierpię na brak czasu, bo ja mam non-stop wenę, wiesz?

Świetne, świetne.

Pogratulować, słuchajcie.

To naprawdę jest gdzieś tam ten mój główny problem.

I faktycznie jest tak czasem, że ludzie na przykład najbardziej czekają na Olgę, ponieważ już się z tą Olgą zżyli.

I ja muszę sobie teraz napisać na przykład albo Tymona Huntera, albo Ruperta, albo coś zupełnie nowego, bo ja na ten moment jestem zmęczona Olgą i zmęczona nawet tą całą atmosferą, która tam panuje, która jest świetna.

Ale wiesz, może w pewnym momencie już to mnie zmęczyć, bo cały czas jestem w jednym i tym samym.

Ale to nie jest tak, że ja odczuwam presję.

I wiem, że oni też się ucieszą tymi książkami, które są po drodze, a mimo to czekają na Olgę, która będzie na przykład za pół roku, wiesz, albo za ileś tam miesięcy.

Natomiast nie odbieram tego w taki sposób, wiesz, że czuję presję.

Nie narzucam sobie tego w ogóle.

Przeciwnie.

To jest mobilizujące i radosne, że ludzie czekają, prawda?

Bo wywołałaś Tymona Huntera, bo chciałam też zapytać o ten wątek częsty w twoich książkach bycia w skutzie ze sobą.

To jest teraz dość modne hasło, mam poczucie w przestrzeni social mediów, w psychologii, ale co to tak naprawdę znaczy i co to znaczy?

Wiesz co, ja to jestem, może nie jestem dobrą osobą do rozmowy, dlatego że ja trochę tak, jak uważam, że ta poprawność polityczna jest przesadna, to uważam, że to takie bycie w zgodzie ze sobą i tu i teraz też często jest wykorzystywane nadmiernie.

To znaczy super jest być w zgodzie ze sobą.

Ale wiesz, ale to nie może iść w tym kierunku, że jestem egoistką, patrzę tylko na siebie, mam gdzieś innych i w ogóle tylko moje potrzeby się liczą.

Bo często jest to po prostu nadużywane.

I wypaczone trochę, prawda?

Bardzo wypaczone.

Bo jakby bycie w zgodzie ze sobą z samego założenia jest super.

Bo chodzi o to, żeby nie zmuszać siebie do robienia czegoś, co nam sprawiłoby dyskomfort, przykrość, co by nas zraniło.

Ale też nie ranić innych tak naprawdę, nie robiąc tego.

Natomiast ja trochę mam wrażenie, nie wiem, że my tak trochę też społecznie idziemy w takim kierunku własnego dobrostanu, dobrobytu i nie patrzenia na innych.

takiego podejścia społecznego, że super, jak na przykład jesteśmy dla siebie dobrze nawzajem.

Super, jak jesteśmy uważni na swoje, nie tylko swoje emocje, ale emocje też drugiego człowieka.

I super, jeżeli potrafimy coś zrobić, tak wiesz, dobrego dla społeczeństwa.

Ja nie mówię, że każdy musi chodzić, nie wiem, i tam wpłacać na konta albo takie rzeczy.

ale no nie wiem, taką nawet miałam ostatnio rozmowę, wiesz co, jechałam tutaj do Warszawy wczoraj i wiesz, padał deszcz, w ogóle ja miałam też auto całe zawalone w bagażnik, auta jechały jeden po drugim, wiesz co, i był taki piesek przy drodze skaczący gdzieś za tym.

Ja mówię, Jezu, nie?

I wiesz, i człowiek gdzieś tam przejechał po prostu, no bo się jechało, nawet gdybym się nagle zatrzymała, nie było żadnego pobocza ani niczego, to bym mogła spowodowwypadek, nie?

Ale wiesz, ale ja od razu, wiesz, ja mówię, Boże, Boże, Boże, no co to, wiesz, czy on uciekł z tych tutaj zabudowań, czy ktoś go wyrzucił, wiesz, on skakał.

wię, stanęłam, jak tylko mogłam gdzieś tam, wiesz, dalej stanąć, stanęłam, mówię, tak, dobra, schronisko.

No bo jestem w trasie, nie znam.

Ale to się okazało, że to jest tam świdnica, a to było za Bolkowem.

wię, świdnica trochę daleko, ale w sumie mogłabym nadłożyć drogę.

Dobra, może go zapakuję do tego auta, do bagażnika, ale leje deszcz, muszę te walizki przełożyć do środka, bo wiesz, nie wezmę psa obcego też jakby do środka, do auta, bo nie, wiesz, no skoczy na ciebie, nawet chcą się przywitać.

Będzie wypadek, wiesz, ugryzie się, będzie wypadek.

Więc musisz to jakoś zabezpieczyć, nie?

A ja mam fajny bagażnik, taki akurat do wożenia psów, z taką kratką, bo mam swoje dwa.

Więc mówię, dobra, ale mówię, no dzwonię do tego schroniska, czy im przywieźć.

Schronisko tam czynne od 11 do 16, wiesz, a jest ósma rano, myślę, Boże kochany, nie?

Ale jakby, co, kontaktuj się z odpowiednimi służbami.

Dobra, dzwonię do Urzędu Miasta w Bolkowie, słuchaj, nie?

No i ta pani była, pytam, czy ktoś jest odpowiedzialny właśnie za piski, które przy drodze są tam koło was, nie?

A może to się rzeczywiście urwał komuś z...

Mógł się urąć, a może ktoś go wyrzucił z auta, wiesz, to jest dla mnie dramat, nie?

I ten pies po prostu tak, wiesz, skakał, wiesz, patrzył, tak jakby chciał w tych autach zobaczyć, czy jest ktoś, kto jest mu znany.

Nie, to rzeczywiście chyba musiał wyrzucony zostać, potworna.

I, no, dodzwoniłam się w końcu do takiej pani, która się tym zajmuje, ona mi obiecała, że już wysyłają auto, bo oni mają taki oddział, który się po prostu tym zajmuje, wytłumaczyłam jej dokładnie, gdzie to jest.

Nie wiem, jak to się skończyło, wiesz.

Ale zadziałałaś, to jest ważne.

I wiesz, to nas nic nie kosztuje.

Bo wiesz, ja sobie też myślę, Boże, a jakby mój piesek niechcący uciekł, czegoś się wystraszył i tak przy drodze, wiesz, i nikt by go nie zgarnął i ktoś by go potrącił, nie?

I to już nie chodzi o to, że ja jestem na przykład, nie wiem, aż taką propagatorką tego, żebyśmy tak mocno, wiesz, dbali konkretnie o zwierzęta, a nie o ludzi, bo trochę też nie chcemy iść w tym kierunku.

Ale w ogóle, bądźmy dla siebie życzliwi.

To jest super i nie róbmy tego jakby nie w zgodzie ze sobą, poświęcając siebie, zapominając o sobie, no bo to nie o to chodzi.

Wiadomo, że póki nie jesteś zadbana tu wewnętrznie, no to też jakiejś tam radości wielkiej nie wniesiesz drugiemu człowiekowi.

Ale fajnie jak mamy ten balans, fajnie jak gdzieś to życie się toczy tak wielopłaszczyznowo, wielowymiarowo.

A, się znowu rozgadałam, dobra.

Ale wiesz, jak tak cię słucham, to teraz sobie myślę, boże, też tracą pacjenci, którzy nie mają takiej fajnej pani psycholog.

Ale wiesz co, ja też trochę tracę, bo ja uwielbiałam tą pracę, ja uwielbiałam kontakt z pacjentem.

Ja, powiem ci tak, ja wiedziałam...

bo ja pracowałam właśnie i w tym szpitalu, i prywatnie też.

Z mundurowymi, z cywilami mówiłaś.

I też pracowałam na nockiej takiej interwencji.

I powiem ci, że ja najbardziej, najlepiej wspominam tą pracę na oddziale właśnie państwowym, nie prywatne wizyty.

Bo tam byli tacy pacjenci, ludzie, którzy naprawdę chcieli jakiejś tej pomocy, którzy byli otwarci na to, co ty mówisz i potrafili docenić, że coś faktycznie mogą zdziałać, chcieli pracować, chcieli coś zmienić.

Bo bardzo często, ja miałam takie niestety doświadczenie, że jak przyjmowałam prywatnie, to wielu pacjentów przychodziło, bo chciało usłyszeć to, co oni myślą o sobie.

Żebym potwierdziła im to, co oni już mają gdzieś tam wygooglane albo ten.

A ja na przykład tego nie potwierdzałam.

I mówiłam, że moim zdaniem jest inaczej.

I wiesz, Boże, co to ma być?

I w ogóle, nie?

A już najgorzej, wiesz, jak przychodziło tam dopłacenia.

Na przykład też mi się, wiesz, to zawsze było niesamowite, nie?

I na przykład takie osoby, wiesz, które robią, wiesz, paznokcie za 200 co dwa tygodnie i włosy za 500, to 100 zł w ogóle?

I tak ci potrafią powiedzieć.

Więc ja rozumiem, że to też są właśnie te emocje, bo się zderzyli z tym, z czym się zderzyli.

I po prostu to jest taki mechanizm też obronny, żeby trochę temu zaprzeczać i żeby trochę deprecjonować mnie w tym momencie.

Natomiast wśród tych pacjentów w szpitalu była dużo większa otwartość.

I powiem ci, że ja też trochę straciłam, jakby odchodząc z tamtej pracy, bo to było niesamowite doświadczenie i niesamowita w ogóle taka satysfakcja wewnętrzna i taka radość widzieć, że komuś się mogło naprawdę pomóc.

Bo ktoś był otwarty.

Ale zobacz, ale teraz wspomagasz...

Teraz też to właśnie widzę.

Im więcej tych książek wychodzi, im więcej tych osób piszę i faktycznie im częściej wrzucam te społeczne tematy, które ktoś odnajduje w sobie, tym bardziej faktycznie widzę i mam tą satysfakcję, że kurczę, to było tym ludziom faktycznie potrzebne.

Aczkolwiek ja bym się też nie chciała przedstawiać jako taka autorka, wiesz, niosąca tam...

Rozumiem, żeby zachować bazę.

Tak, tak, wiesz, ja zdaję sobie sprawę z tego, że ja piszę kryminały, to jest taka literatura komercyjna, to nie ma cię uwznoślić, nawrócić, wiesz, do czegoś, ani nie wiadomo co.

Ale jeżeli przy okazji... Właśnie chciałam powiedzieć, ale jeśli... Odkryjesz coś takiego, co będzie dla ciebie ważne, to super.

No i jeżeli przy okazji, tak jak już to padło w naszej rozmowie, ktoś pomyśli o samobadaniu, kurczę, duża sprawa i słuchajcie, róbcie to i czytajcie książki.

Katarzyny Wolwowicz, szykujesz coś nowego oczywiście.

Jezu, ja non stop szykuję coś nowego.

A masz taką, już podsumowując naszą rozmowę, czy masz takie momenty, że potrzebujesz totalnie zostawwszystko, co ma związek z pisaniem i...

Ale na przykład, i właśnie, czy to na godziny, czy na dni?

Wiesz co, ja nie mam.

To znaczy, powiem ci tak, są takie dni, oczywiście to nie jest tak, że ja codziennie piszę, nie?

Dobra, bo to jest zdrowe chyba, nie?

Dla tego wszystkiego.

Powiem ci tak, dla mnie jest zdrowe, jeżeli ja na przykład piszę i w tym dniu zawodowo na przykład tylko piszę.

Bo jeżeli mam odpowiedzieć na jakiś wywiad, mam jakieś spotkanie autorskie, a jeszcze w tym dniu na przykład sobie wcisnę pisanie, no bo przecież ja to szybko zrobię,

No, to już nie jest, uważam, takie, wiesz, takie, więc staram się zachować taki zdrowy, wiesz, balans.

Mam też takie dni, że sobie mówię, o Boże, nie?

Love is Blind weszło na Netflix, to sobie obejrzę 18 odcinków.

Jesteśmy w tym teamie?

Powiem ci tak, ja się tak odmurzam przy tym.

Słuchajcie, nie wiem, to jest po prostu hit, naprawdę.

Co mówią ludzie, co piszą ludzie i co ty jako też osoba z psychologicznym, chciałabym powiedzieć backgroundem, ale powiem po polsku, doświadczeniem.

Co myślisz o tym fenomenie kryminałów, thrillerów?

Dlaczego ludzie, nie tylko w Polsce, przecież na całym świecie, kochają czytać?

Wiesz co, jest bardzo wiele odpowiedzi na to pytanie.

Bardzo wiele.

I można powiedzieć, że ludzie się lubią bać, ale tylko w sytuacji, kiedy wiedzą, że są bezpieczni.

To jest jedna rzecz, bo ludzie tak naprawdę nie chcieliby odczuwać tego strachu, który odczuwają bohaterowie.

Natomiast my potrzebujemy pewnego rodzaju ekscytacji, takiego wiesz, takiego dryszczyka.

I też jest wiele różnych wiesz, teorii na ten temat.

Jedną z takich jest na przykład to, że wiele, wiele tysięcy lat temu my po prostu tak funkcjonowaliśmy na co dzień wiesz.

Zawsze mógł ktoś nas napać, bo wrogie plemiona nas napadały, bo zwierzęta nas napadały i zjadały wiesz.

My generalnie tak funkcjonowaliśmy, więc to jest zapisane w naszych genach, że ta taka ekscytacja to takie wiesz, bycie w gotowości cały czas.

Jest po prostu dla nas taką naturalną koleją rzeczy i jeżeli żyjemy teraz w środowisku, które jest bezpieczne, w cudzysłowie nudne, no to potrzebujemy tego.

Jest mnóstwo różnych teorii.

Natomiast wiesz, ja generalnie nie lubię odpowiadać na to pytanie o fascynacji złem jako złem, dlatego że uważam, że moje książki w ogóle o tym nie są.

I jeżeli ktoś, bo są takie osoby, które uwielbiają krwawe kryminały.

które uwielbiają opowieści o psychopatach mordujących i one non stop chcą czytać, jak ten psychopata tam zamordował tego czy tamtego.

To możemy sobie powiedzieć szczerze.

Raczej nikt nie będzie się bał, bo ja nie piszę tych książek w ten sposób, żeby ktoś się bał.

Ale wiesz, odkrywanie, wiesz, właśnie, że nie chciał.

Ja kiedyś też czytałam takie, wiesz, kryminały, gdzie ja lubiłam, wiesz, myślę, boże, czy ja zamknęłam drzwi, nie?

Ale to też jasno mówię, że u mnie raczej nikt się nie będzie bał.

U mnie będziesz przeżywała różne skrajne emocje, jeżeli jesteś osobą empatyczną i zdolną do przeżywania emocji, ale to one nie będą bazowały na strachu o własne życie.

I tego, takich odbiorów emocjonalnych wam życzymy, a tobie, Kasiu, bardzo dziękuję za rozmowę.

W ogóle nie wiem, kiedy to zleciało, było przesympatycznie.

To zrobimy kolejną, prawda, drogie zwierciadło?

Pozdrawiamy, dziękujemy.

0:00
0:00