Mentionsy

Zwierciadło Podcasty
24.11.2025 10:23

„Mówi się, że policjanci to wyuczeni psychopaci, ale to inaczej wygląda”. Katarzyna Wolwowicz o czytelnikach kryminałów i poprawności politycznej | „Rzecz gustu”, odc. 4

- Nie jestem fanką poprawności politycznej i tego całego skupienia na sobie - mówi autorka kryminałów, Katarzyna Wolwowicz w podcaście „Rzecz gustu”. Co napędza wyobraźnię tej pisarki i psycholożki, która pracowała przez lata ze służbami mundurowymi? Dlaczego las działa jak naturalny detoks, a poranne pisanie i wypowiadanie pomysłów na głos staje się rytuałem twórczej klarowności?

W podcaście „Rzecz gustu” magazynu Zwierciadło Magdalena Kuszewska rozmawia z Katarzyną Wolwowicz – autorką serii kryminalnej o Oldze Balickiej (Niewinne ofiary, Fałszywe tropy, Toksyczne układy, Bursa) oraz thrillera W otchłani – o emocjach, które prowadzą fabułę, o pracy z policjantami oraz o tym, dlaczego nie wierzy w poprawność polityczną. To rozmowa o pisaniu, które dojrzewa razem z człowiekiem.

„Czuję emocje ludzi, którzy nie istnieją”

Katarzyna Wolwowicz, pisarka i psycholożka kliniczna, nie ukrywa, że emocje są jej głównym paliwem twórczym. „Bardzo często czuję emocje ludzi, którzy nie istnieją” – mówi. I dodaje: „Mnie one zawsze inspirują. Pewnie wychodzi natura psychologiczna”.

To podejście sprawia, że jej bohaterowie stają się trójwymiarowi – są zbudowani nie tylko z akcji, lecz przede wszystkim z przeżyć. W jej powieściach napięcie rośnie nie tylko przez śledztwo, ale przez wewnętrzne zmagania postaci.

Poranek i myśli, które nie mogą uciec

Pisarką stała się, jak mówi: „późno, przed czterdziestką, kiedy do tego dojrzałam”. Jednak niezwykle płodną (ponad 20 książek na koncie), pewnie dlatego, że ma ustalony rytm pracy. „Lepiej mi się pisze rano i muszę wypowiadać moje myśli na głos, wtedy nie zapominam pomysłów”.

Mówi je do siebie, jakby testowała brzmienie scen i dialogów. To rodzaj autorskiego „głośnego pamiętnika”, który pozwala jej projektować rozdziały tak, jakby już istniały w realnej przestrzeni.

Ten proces – jak zaznacza – jest kruchy. Wymaga spokoju, przestrzeni i… odpowiedniego pejzażu. „Niektórzy boją się lasu, a mnie on uspokaja. To mój detoks” – dodaje.

Wolwowicz opowiada, że nie potrafi pisać, jeśli codzienność staje się za głośna, za szybka, zbyt wymagająca. Las – dosłownie – przywraca jej równowagę i pomaga „zresetować emocjonalne akumulatory”.

„Policjanci to nie psychopaci”. Prawda zza kulis

Przez lata Wolnowicz pracowała z policjantami, najpierw jako psychoterapeutka, a teraz w ramach konsultacji przy książkach. I jak mówi: mierzy się z największym stereotypem dotyczącym tej grupy zawodowej.
„Mówi się, że policjanci to wyuczeni psychopaci, ale rzeczywistość inaczej wygląda” – zaznacza.
„A jak z nimi pracowałam, to zauważyłam, że mają mnóstwo empatii i ogrom emocji, ale emocje ukrywają w środku”.

Ta obserwacja sprawiła, że jej literacki świat nie jest czarno-biały. Policjanci Wolwowicz to ludzie, którzy targają w sobie ciężar, często zbyt duży, by go wypowiedzieć.

A sama autorka?
„W życiu prywatnym często płaczę” – przyznaje.
To również część jej wrażliwości, której nie traktuje jako słabości. Raczej jako narzędzia do głębszego rozumienia świata.

Czytelnicy kryminałów chcą… tego samego?
Rynek kryminału jest ogromny, ale – jak zauważa Wolwowicz – paradoksalnie przewidywalny.
„Bardzo wielu czytelników kryminałów chce ciągle to samo” – mówi. Chodzi o pewien rytm, znany układ, krąg oczekiwań, które sprawiają, że powieść staje się „bezpieczną podróżą”, nawet jeśli pełną trupów i tajemnic. Wyzwaniem pisarza jest tchnąć świeżość w gatunek, który ma swoje ustalone szyny. Jednak pisarka się temu nie poddaje i nie kryje też swojego sceptycyzmu wobec współczesnej kultury nadmiernej ostrożności:

„Nie jestem fanką poprawności politycznej i tego całego skupienia na sobie”.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 14 wyników dla "boże"

Jak już tak się zastanawiałam, Boże, czy to mi się śni, czy ja kreuję teraz jakąś tam scenę, którą dzisiaj będę opisywała, to ja mówię, Kaśka, powiedz to na głos, powiedz to na głos.

I wiesz, potrafiły pisać, Boże, to jakiś poradnik ciążowy, albo Boże, i tu będzie troszkę ostro, żałuję, że nie pojechała do Czech i nie zrobiła aborcji w drugim rozdziale.

Boże kochany, hulaj dusza piekła nie ma, żyję, żyję, nie żyję, to trudno.

Mam takiego znajomego, słuchaj, i kiedyś właśnie w ogóle strasznie mnie rozbawił, bo miałam właśnie taki bardzo emocjonalny dzień i mówię do niego, boże, ja już jestem taka zmęczona, ja chyba sobie pójdę do wanny, napuszczę wody i sobie poryczę, nie?

I na przykład my sobie stwierdziliśmy, kurczę, no my nie możemy napisać, że to jest takie schronisko, bo nie daj Boże, wiesz, no teraz wszyscy powiedzą, dobra, dobra, spoko, fajnie, a wiesz, a nowy właściciel albo jeszcze nowy właściciel, albo za 10-15 lat ktoś powie, jak to, to wyszkalujecie nas, żeby kogoś tutaj...

Często na przykład widzę takie posty, Boże, mam deadline, muszę siąść.

Natomiast faktycznie często jest tak, Boże, ale kiedy Olga?

Ale wiesz, ale ja od razu, wiesz, ja mówię, Boże, Boże, Boże, no co to, wiesz, czy on uciekł z tych tutaj zabudowań, czy ktoś go wyrzucił, wiesz, on skakał.

Schronisko tam czynne od 11 do 16, wiesz, a jest ósma rano, myślę, Boże kochany, nie?

Bo wiesz, ja sobie też myślę, Boże, a jakby mój piesek niechcący uciekł, czegoś się wystraszył i tak przy drodze, wiesz, i nikt by go nie zgarnął i ktoś by go potrącił, nie?

Ale wiesz, jak tak cię słucham, to teraz sobie myślę, boże, też tracą pacjenci, którzy nie mają takiej fajnej pani psycholog.

I wiesz, Boże, co to ma być?

Mam też takie dni, że sobie mówię, o Boże, nie?

Ja kiedyś też czytałam takie, wiesz, kryminały, gdzie ja lubiłam, wiesz, myślę, boże, czy ja zamknęłam drzwi, nie?