Mentionsy
#10 Ciało - historia osobista - O PEŁNI podcast (seria nr 2)
Druga seria podcastu O PEŁNI jest w całości poświęcona ciału.
„Ciało – historia osobista” to opowieść o:
🌕 kryzysie jako punkcie orientacyjnym,
🌕 dystansowaniu się od własnych opowieści,
🌕 wysiłkowych cyklach towarzyskich i hiperczujności,
🌕 autodestrukcji jako woli życia (w pełni),
🌕 Somatic Experiencing — metodzie, dzięki której możemy skutecznie powiększać liczbę punktów odniesienia/ oparcia w sobie,
🌕 przywracaniu ostrości zmysłów,
🌕 odzyskiwaniu nagości i powolności,
🌕 miareczkowaniu i granicach tzw. doświadczeń naprawczych,
🌕 tym, dlaczego powinniśmy wystawiać się na „dziwne czucie” i o adaptowaniu się do tego czucia,
🌕 nieoczywistych i cennych doświadczeniach warsztatowych („warsztaty pracy z ciałem”, TRE, Feldenkrais, HAKA),
🌕 praktykach energetycznych (w oparciu o praktykę Chi Gong),
🌕 tym, dlaczego czasem trzeba odciąć się od ciała i o tym, dlaczego nie zawsze warto ufać własnemu doświadczeniu.
Dobrego odbioru!
Jeśli uznacie ten materiał za wartościowy — proszę, podajcie go dalej.
Na https://bio.site/AgaSowaOPELNI znajdziesz:
🔵 linki do wszystkich platform 🌜SŁUCHAJ🌛
🔵 transkrypcje wszystkich (in progress) odcinków 🌜CZYTAJ🌛
🔵 Instagram O PEŁNI 🌜OBSERWUJ🌛
🔵 kontakt do autorki 🌜NAPISZ🌛
🖐
Szukaj w treści odcinka
Cześć, tu Aga Sowa, a to jest czwarty odcinek drugiej serii podcastu O Pełni.
I to, co pamiętam z tamtego czasu bardzo dobrze, to powtarzający się w kółko tekst zaskoczonych tym nagłym kryzysem przyjaciół dotyczący mojej rzekomej, głębokiej świadomości siebie, którą, jak zdaje mi się, dzisiaj wysnuwali z mojej łatwości do tworzenia lekkich i zabawnych opowieści z życiowych historii ciężkiego kalibru.
I ja tak sobie dryfowałam jeszcze przez dłuższą chwilę, obserwując te wysiłkowe cykle towarzyskie.
Czasem widziałam światło, czasem ciemność, czasem robiło się lekko, czasem ciężko.
niby odmieniona przez wcześniejszy kryzys, ale jednak była to tylko kolejna koncepcja, niby odmieniona, ale wciąż zdeterminowana przez zinternalizowaną presję i oczekiwania innych, bez własnej woli, bez własnego sensu i bez własnej agendy.
Tych ćwiczeń było sporo, nie pamiętam wszystkich, a po każdej nowej sekwencji siadaliśmy w kręgu, żeby wymienić się wrażeniami.
Opowiada historię bardzo źle przeprowadzonej grupowej sesji TRE.
Dla jasności, TRE to Trauma Release Exercises, czyli ćwiczenia uwalniające napięcia i traumy.
Zastrzegam, że moja wypowiedź nie jest głosem przeciw tre jako metodzie, ale głosem przeciw mieszaniu tre z biurem matrymonialnym.
Salka, w której odbyła się grupowa sesja tre, wieczorową porą w okolicach lutego, była oklejona sercami.
Docelowe ćwiczenia poprzedzała seria ćwiczeń polegająca na wpatrywaniu się w osobę partnerską, w moim przypadku zupełnie obcą osobę i ewentualna rozmowa z nią.
Kulminacyjny moment sesji, w którym może, ale nie musi dojść do bardzo widocznego drżenia ciała, został przypieczętowany muzyką.
Tak oto dziesięć dorosłych osób leżało na plecach w malutkiej piwnicznej sali, trzęsąc udami do piosenki Bring Me to Life, Evanescence.
Nadal byłam pod przemożnym wpływem potęgi posępnego czerepu, nie schodząc do serca, nie schodząc do ciała, tego, które znajduje się poniżej głowy.
Mechanizm zwany hiperczujnością, ten sam, który wpasował mnie idealnie w profil wzorowej użytkowniczki szybkich treści, ten sam, który sprawił, że w pewnym sensie scrollowałam zanim w ogóle pojawiły się media społecznościowe, ten sam, który mnie przeciąża, a w rezultacie rozprasza, to ten sam mechanizm, który kiedyś ratował mi skórę, a więc działał na korzyść życia, a nie przeciwko niemu.
To, o czym teraz opowiem, nie wydarzyłoby się bez mojej terapeutki, która podczas naszego wspólnego procesu korzystała z metody Somatic Experiencing, którą dalej będę nazywać SE.
Reprezentanci środowiska psychologicznego i psychoterapeutycznego akcentujący w swoich publicznych wypowiedziach głównie na metodologię i mierzalność podważają SE jako legitną metodę psychoterapeutyczną, uznając jej efekty za niewystarczająco dobrze zbadane.
Na wypadek mojego nieprawidłowego osądu skieruję uwagę na moją terapeutkę, dając wyraz temu, że nie wykluczam, że gdyby moja terapeutka nie korzystała z SE podczas naszych spotkań, uzyskałybyśmy równie satysfakcjonujący terapeutyczny efekt, jaki uzyskałyśmy.
Czy to asekuracja?
Szczęściarze mogą spinać się tylko tyle, ile im potrzeba, bo wiadomo, że czasem trzeba coś podnieść, gdzieś podbiec lub wykonać zdecydowany skok w wybraną stronę.
Konsekwentnie sterowałam dalej ciałem do zaufania, próbując łagodnie rozpuszczać wszystkie niechciane napięcia, które udawało mi się wyłapać.
Starałam się wtedy poczuć całość, ten pierwotny prąd i jak się rozchodzi, lgnąc głęboko do żeber serca, krtani i żuchwy.
Nasze ciała i poszczególne części naszych ciał opowiadają historię, czasem znajome, w mig rozpoznawalne, czasem nowe, zaskakujące.
Bo ja wyraźnie odczuwam jakieś nadmierne poruszenie przy kanapce sera i jestem pewna, że to jest od tej piosenki.
Przetwarzanie bodźców zaczęło zabierać mi dużo więcej czasu niż wcześniej, co czasem skutkowało poczuciem całkowitego zanurzenia w doświadczeniu, takim fajnym flow, a czasem derealizacją.
Ostatnie odcinki
-
#10 Ciało - historia osobista - O PEŁNI podcast...
15.05.2026 16:10
-
#09 Ciało kobiety - odzyskiwanie dostępu do cał...
04.01.2026 07:00
-
#08 Ciało kobiety - odzyskiwanie dostępu do cał...
08.12.2025 07:00
-
#07 Czucie to nie rurki z kremem! - O PEŁNI pod...
05.11.2025 08:50
-
O PEŁNI (bonus track)
15.09.2024 19:00
-
#06 Ćwiczenia z pełni - O PEŁNI podcast (seria ...
18.08.2024 07:00
-
#05 - Opór przed codziennością - O PEŁNI podcas...
21.07.2024 08:45
-
#04 Ćwiczenia z pełni - O PEŁNI podcast (seria ...
22.06.2024 10:59
-
#03 Zaplątani w język (cz. 2) - O PEŁNI podcast...
23.05.2024 08:30
-
#02 Zaplątani w język (cz. 1) - O PEŁNI podcast...
24.04.2024 05:00