Mentionsy
Jak odbudować siebie po kryzysie? O sile w trudnych chwilach. Katarzyna Glinka
Katarzyna Glinka – aktorka i autorka książki „Mnie też zabrakło sił” opowiada o kryzysie, który przeżyła i drodze do odzyskania siebie.
W szczerej rozmowie mówi o stracie sił, radzeniu sobie z trudnymi chwilami, budowaniu poczucia spełnienia i odkrywaniu własnej siły.
W odcinku usłyszysz m.in.:
👉 co zabrało Kasi siły i jak pojawił się kryzys
👉 jaką różnicę dostrzega między byciem siłaczką a silną kobietą
👉 jaki wpływ miał kryzys na relacje z najbliższymi
👉 jak wyglądał jej proces terapeutyczny – oczekiwania vs rzeczywistość
👉 jak odbudowywała siebie i szukała równowagi w codziennym życiu
👉 o kryzysach zawodowych i tym, co najbardziej kocha w aktorstwie
👉 o macierzyństwie oraz o tym, co najbardziej ceni w swoich dzieciach
To odcinek o odwadze, sile i odnajdywaniu siebie na nowo - nawet w najtrudniejszych momentach.
Z czułością,
Alka i Patrycja
Nagranie i montaż: AeS Studio
Szukaj w treści odcinka
Cześć, z tej strony Alina Adamowicz.
I Patryca Gieracka.
Witamy w podcaście Obok siebie.
A dzisiaj z nami znana i lubiana Katarzyna Glinka.
Dzień dobry, cześć dziewczyny.
Dziękuję wam bardzo za zaproszenie.
Bardzo się dziękujemy, że jesteście z nami.
Kasiu.
Jesteś absolwentką Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi.
Czyli jesteś aktorką z kwitami.
Z kwitami, tak.
Z magistrem sztuki, słuchajcie, nawet.
Mama dwóch synków.
Adopcyjna mama Angel w Zambii.
Bardzo ciekawe.
Wróżka autentyczności, Akademii Pozytywnej.
I słuchajcie, autorka książki.
Mnie też zabrakło sił.
Jest to fantastyczna książka, która dodaje takiej dobrej energii do życia, nawet jak jesteśmy w czarnej D. Tak zwanej, tak.
I dzisiaj właśnie porozmawiamy o kryzysie, psychoterapii i odzyskaniu siebie.
Fajnie.
Dziękuję bardzo dziewczyny za zaproszenie.
Bo to jest twoja, taka emocjonalna podróż przez życie.
Że były w twoim życiu dobre momenty emocjonalne, ale też bardzo słabe.
Były sukcesy, były upadki, a dzisiaj tu jesteś, już uśmiechasz się do nas.
Uśmiecham się na nowo, na szczęście.
Jeździsz po Polsce ze swoim przesłaniem i tego też ci gratuluję, bo gdzieś tam sobie śledzę.
I robisz dobre rzeczy.
Dziękuję bardzo.
Czy czujesz się jako kobieta spełniona dzisiaj?
Czuję, że się realizuję, czuję, że się spełniam, czuję, że robię te rzeczy, które chcę robić, czuję, że bardzo mocno słucham swojej intuicji, co mnie naprowadza też na właśnie takie...
Dobre rzeczy, które chcę w tej chwili robić.
Przychodzi taki moment w życiu, że już czuję, że nie muszę i pewnych rzeczy po prostu nie robię, bo wypada, bo dobrze jest, może komuś coś się jakoś przypodobać.
I to jest takie uwalniające.
I to jest naprawdę fajny moment w życiu, kiedy tak bardzo wiem, że staję za sobą.
I to nie dotyczy tylko pracy, ale w ogóle też relacji z ludźmi.
A tak naprawdę do tego doprowadził mnie kryzys mój osobisty.
Bo wcześniej, tak jak powiedziałaś, były sukcesy, były właściwie z mojej perspektywy pasma sukcesów.
I to życie naprawdę pędziło takie rozpędzone zupełnie.
Jak szalone, jak lokomotywa.
I mój ten osobisty kryzys spowodował, że ja, żeby jakoś z tego wszystkiego ruszyć do przodu i nie zostać w tej ciężkiej energii, nie zostać w tej energii smutku, rozpaczy, odrzucenia, takiej porażki życiowej, nie chcąc tam być, postanowiłam zacząć jeszcze raz.
budować siebie od początku do końca.
Budować siebie i to mówię jeszcze raz z takim przekonaniem, że żeby ten świat ruszył do przodu i żeby go poustawiać tak, jak się chce na nowo, to trzeba bardzo pracować ze sobą, tylko i wyłącznie właściwie.
I dlatego też napisałam tę książkę, bo sobie pomyślałam, że wiele z nas kobiet przeżywa, przeżywamy różne momenty w życiu, różne tak naprawdę.
I każdy ten moment zwrotny czy kryzysowy może być wywołany z innych powodów, ale wiem, bo odzyw miałam też ogromny, że wiele z nas nie wie, co zrobić dalej, jak się podnieść, jak ruszyć, że takie poczucie, że nie dowiozłam, że nie dałam rady, że coś ze mną nie tak, jest tak silne, że dominuje nad tym, żeby właściwie zrobić ten krok do siebie.
No i sobie pomyślałam, kurczę, mam takie przekonanie, że mi się udało, to się tym podzielę.
Ale jeszcze wrócę do tego wcześniejszego czasu, bo ty byłaś zawsze na tak.
Ogarniałaś wszystko.
Wszystkim robiłaś dobrze.
Ale w pewnym momencie zabrakło ci sił.
I co się takiego wydarzyło?
Co ci odebrało te moce psychiczne do działania?
Wiesz, ja rzeczywiście byłam taką klasyczną siłaczką.
Dzisiaj się tego oduczam, bo to nie jest łatwe.
schemat jest tak silny, zresztą wiecie na pewno doskonale, schemat jest czymś, co jest tak silne, że nad tym trzeba właściwie każdego dnia pracować, a zwłaszcza jak jest się samodzielną mamą i rzeczywiście tych wyzwań organizacyjnych jest bardzo dużo, więc trudno odpuścić tą siłaczkowość.
Ale faktycznie bardzo mocno ogarniałam siebie, swoje życie.
Byłam zadaniowa, wiedziałam co, kiedy, jak.
I bardzo potrafiłam to wszystko spinać i pchać do przodu.
Jednocześnie sama sobie narzucając bardzo dużą presję tego, żeby dowozić, żeby nikogo nie zawieść, żeby być zawsze wzorową.
Bo to też miałam, takie bycie wzorową.
Bo jak jesteś nie okej, coś robisz nie okej,
Tak kiedyś było, że tak byliśmy wychowywani, że to bardzo źle o nas świadczy.
I w takim przekonaniu, jak się rośnie, to rzeczywiście później porażka, taki moment kryzysowy.
A u mnie to nałożyło się kilka bardzo trudnych momentów moich, prywatnych w życiu.
Czyli właśnie rozstanie, śmierć mojego taty, to były takie momenty, w których ja uznałam, że ja nie dowiozłam, że to jest głównie ze mną coś nie tak, że nie dałam rady, jeśli chodzi o tatę, to mimo tego, że zrobiłam wszystko według mnie, co mogłam zrobić, żeby mu pomóc, żeby miał najlepszych lekarzy, żeby był doopiekowany, to mimo wszystko...
Okazało się, że ja nie mam wpływu i że ta moja kontrola i sprawczość nie działają.
I to dla mojej głowy, uwierzcie mi, że to było nie do przejścia na tamten moment.
Że ja nie dałam rady.
Tak silnie miałam zakorzenione w sobie to poczucie, że ja muszę dowieźć.
No i również rozpad rodziny w tym samym czasie to się nałożyło, ale też w dużej mierze wzięłam winę na siebie i odpowiedzialność.
Bo wtedy byłaś mamą.
Tak, już byłam mamą i tę odpowiedzialność wzięłam na siebie.
Teraz już wiem, że to nigdy tak nie jest i nigdy nie dzieje się coś tylko i wyłącznie z jednej strony, ale zajęło mi to wiele lat.
I wiele lat takiego dokładania sobie i tkwienia w tym punkcie, właśnie z tym poczuciem, że ja nie jestem dość dobra.
I tak naprawdę to był punkt dla mnie, wyjście do tego, żeby stworzyć tę książkę, bo ja nigdy w życiu nie chciałabym wrócić do tego momentu, kiedy człowiek czuje się tak bardzo...
nieadekwatny, tak źle ze sobą, że nie jest dość dobry.
I każdemu, kto może kiedyś trafi na tę książkę, albo kto jest w takim momencie, to życzę, żeby stanął jakiś anioł na jego drodze, który mu podpowie i będzie mu wlewał to do głowy, że nawet jak się popełni najgorsze czyny, których ja nie popełniłam, ale nawet jeśli się popełniłam,
popełni, no to na koniec dnia dalej dobrze jest móc, wiecie, zrobić pokutę i jednak mimo wszystko żyć jakoś, przeżyć to życie w dobrostanie mimo wszystko.
Napisałaś, byłam siłaczką, dziś jestem silną kobietą.
Jaka według ciebie jest różnica między tymi pojęciami?
Ta pierwsza, ja, to ja mam wrażenie, że ja dużo mniej słuchałam siebie.
To wszystko było takie, wiecie, z siły, ale takiej męskiej siły.
Takiej dam radę, dowiozę, zrobię, wezmę na siebie.
Kto jak nie ja.
Tam nie było...
miękkości w tym.
Myślę, że byłam takim kapitanem, wiecie, po prostu okręt i generałem na własnym statku.
Pędzę, robię, działam, kolejny projekt, wsiadam, robię, którędy, nie tędy, tędy, dam radę.
I to jest oczywiście też bardzo fajne, ale nie pilnowałam wtedy tak naprawdę w ogóle swojego organizmu.
Nie pilnowałam swoich zasobów.
Robiłam wszystko ponad swoje siły tak naprawdę, albo wiele rzeczy ponad swoje siły.
A dziś moja siła polega również na tym, że ja potrafię odpuszczać.
Wtedy w ogóle nie umiałam odpuszczać.
To jakby po prostu azymut i jedziemy do przodu.
Trzeba dowieźć, trzeba zrobić projekt.
A dziś wiem, że nic się nie stanie, jak nie zrobię.
Wiem, że nic się nie stanie, jak nie dowiozę czegoś na już, że świat się nie zawali, nawet jeśli ktoś coś złego o mnie pomyśli.
Ja mam czyste intencje i zazwyczaj robię tak, żeby bardzo poważnie traktuję w ogóle ludzi i siebie i staram się być, wiecie, w porządku.
Ale daję sobie też ten margines błędu i daję sobie też ten margines na to, że jak czuję się, wiecie, że czuję, bo już dzisiaj czuję i mocno to podkreślam, że znam siebie na tyle, że wiem, że jak mi tej energii zaczyna brakować, to to jest ten moment, kiedy ja wiem, że trzeba wystopować.
Niezależnie od wszystkiego.
I trzeba rozkładać siły, żeby właśnie mieć moc z tego,
ze środka, żeby to, co robię, było dla mnie atrakcyjne, żebym ja czuła, że to jest fajne, co ja robię, a nie tak jak kiedyś często, oczywiście to były fajne rzeczy, super projekty, ale na koniec dnia ja padałam, słuchajcie, leżałam po prostu, wiecie, na łopatkach i czułam, że ja nie żyję, no bo byłam tak bardzo przebodźcowana i to było ponad moje siły, w związku z tym jestem przekonana, że to gdzieś tam...
dawało się odczuć w moim bliskim otoczeniu.
Bo człowiek, który jest przebodźcowany, który ma za dużo na głowie, to po prostu nie ma tej swojej miękkości.
Kobieta traci miękkość, traci taką, takiego wajba, wiecie, chyba miękkość to jest dobre słowo.
Lekkości.
Lekkości, tak?
I takiego...
Miękkość jest najlepszym słowem.
Czegoś, co powoduje, że ja sama dzisiaj czuję, że nie poszuję siebie samej, bo to chyba było też takie trudne dla mnie, że ja po prostu nie spałam po nocach, bo już sobie odpalałam w głowie, co ja muszę, jak ja muszę.
Tu muszę wypaść, tam muszę zrobić, tu muszę dowieźć, tu muszę zdać egzamin.
Wszędzie musiałam zdawać egzaminy i to najlepiej wzorowo, żeby wszyscy powiedzieli, że jest super.
A dzisiaj ta moja siła to jest też taka umiejętność powiedzenia sobie, że nie wszystko muszę.
Na ten moment mogę mniej.
Że czasem w ogóle nie mam siły i to też jest okej.
Kiedyś nie dopuszczałam w ogóle czegoś takiego.
Przyjmowałaś wszystkie propozycje?
Bo ten czas taki naprawdę... Sama piszesz w tej książce takiej świetności, robiasz wszystko.
Projekt za projektem, gra w serialu, w filmie.
Tak, tam tylko samoloty były po prostu meczowane, żeby wyrobić na zakrętach, żeby dolecieć, bo jeszcze pamiętam serial we Wrocławiu kręciłam w tamtym czasie i to po prostu doba miała 24 i naprawdę to były wykorzystane 24 tak bardzo porządnie.
Więc czy wszystko...
nie przyjęłam paru propozycji, które były stricte mocno nacechowane zdjęciami rozbieranymi, na które wtedy nie byłam gotowa.
I kilka ciekawych propozycji.
Nie wiem, ale w każdym razie jakieś propozycji bardzo takich, wydawało się też interesujących, ale mocno nacechowanych właśnie scenami rozbieranymi.
Na ten moment nie byłam na to gotowa, więc z tego zrezygnowałam.
Ale rzeczywiście brałam, wtedy brałam bardzo dużo, bardzo dużo na siebie.
Mnie bardzo wzruszył moment, kiedy leżałaś na ziemi bezsilna, a twój synek dwuletni przyszedł z pomocą.
To było bardzo wzruszające.
To jak ta sytuacja wpłynęła na twoje macierzyństwo?
W sensie mówisz o tamtej sytuacji?
Co sobie wtedy pomyślałaś?
Ja pomyślałam tak, że tutaj... Taki maluszek podchodzi do ciebie i mówi, mamoś.
To było trudne bardzo, ze względu na to, że ja mam bardzo dużą świadomość tego, że to ja powinnam zapewnić mu bezpieczeństwa, nie odwrotnie.
I wiedziałam, że...
No jest to jakiś punkt zwrotny, jakiś moment, w którym ja muszę wystopować i coś pozmieniać.
I to nie chodzi tylko o samą pracę, ale właśnie taką presję, którą sobie sama też wytwarzam.
No i jeszcze wtedy nałożyło się też na moją głowę
To poczucie tego właśnie, że ja nie dowiozłam i w związku z tym moja głowa cały czas to trawiła.
Więc ja miałam takie poczucie, że jestem cały czas bardzo zajęta, że ja... Ale twoje ciało też krzyczało.
I moje ciało wreszcie to tak skomunikowało, że mnie po prostu zwyczajnie odcięło, żeby już sobie tego więcej nie robić.
Więc ja czułam, że to jest taki sygnał, który do mnie trafił, że dziewczyno dalej już tak nie, bo po prostu nie, tak się nie da.
Natomiast to był też ten moment, kiedy ja zrozumiałam, że to ja powinnam sprawować opiekę nad moim małym synkiem, a nie odwrotnie.
I to był ten moment, kiedy ja wiedziałam, że ja po prostu muszę poukładać to wszystko zupełnie inaczej.
A dostałaś wsparcie od bliskich?
Bo kiedy byłaś w tym kryzysie, na przykład usłyszałaś od kogoś nie przesadzaj?
Głosy były bardzo różne, bo w takich momentach to też jest trochę sprawdzam, jakich mamy bliskich wokół siebie, czy oni są z nami i czy są szczerzy i jacy są tak naprawdę ci nasi bliscy.
Na koniec dnia oczywiście takie, że trochę przesadzam albo, że jestem nadreaktywna w tamtym momencie też się pojawiały, bo pewnie i byłam.
bo faktycznie to, że głowa nam cały czas pracuje i nie odpuszcza, no to gdzieś to musi się w organizmie odbić.
To jest naturalne dla mnie już dzisiaj, dlatego tak bardzo dzisiaj pilnuję balansu i tego, żeby sobie samej nie dokładać, kiedy nie trzeba.
A właściwie nigdy nie trzeba sobie dokładać.
Natomiast tak, głosy były bardzo różne.
W tamtym czasie pamiętam, że mi to bardzo robiło.
Ja byłam bardzo słaba, w związku z tym każdą tą uwagę traktowałam bardzo serio, bardzo do siebie, bardzo się nad nią pochylałam, bardzo się z tym nosiłam, dlaczego ktoś nie widzi mojego dramatu albo go ocenia.
A dziś wiem, że po prostu życie takie jest.
Ludzie są różni i oni patrzą swoją perspektywą, oni mają też swoje przekonania i im się wydaje.
To jest ewentualnie w takich momentach dzisiaj wiem, że to jest takie sprawdzam.
Czy na ile jakby z tymi osobami dalej chcę, na ile my się czujemy, na ile my rozumiemy, nadajemy na tym samym vibe'ie,
A na ile czasem to jest moment po prostu kolejnego pożegnania, które nie są łatwe, bo nie są, ale dziś też już wiem, że czasem są po prostu konieczne, żeby pójść dalej zdrowo.
A co było najtrudniejsze w twoim procesie terapeutycznym?
Najtrudniejsze dla mnie było nazywanie emocji na początku.
Kompletnie sobie z tym nie radziłam.
Słuchajcie, to w ogóle pamiętam, słyszałam od psychologa, co czujesz?
I ja miałam takie...
O co chodzi?
No czuję... Jak się dzisiaj czujesz?
No dobrze, ale coś więcej opowiedz.
Ale jakie są te emocje?
No nie wiem, no dobrze, ale w sumie to niedobrze.
Czyli jak?
I ja miałam tak, Jezu, ja nie wiem o co chodzi w ogóle.
Za trudne pytanie.
Jakiś inny zestaw.
A to cały czas chodziło o to, żebym ja się uczyła.
Dostałam paletę wielką z tymi buźkami, żeby w ogóle rozumieć, ile człowiek ma emocji.
Miałam złość, wkurzenie i ewentualnie, że jest okej.
Ale nie rozpoznawałam tego całego wachlarza.
I druga trudność dla mnie była taka, że ponieważ jestem zadaniowcem, a kiedyś byłam absolutnym zadaniowcem, to ja...
Ja chciałam dostać narzędzia, pójść do domu, wdrożyć je.
I po zadaniu.
I już po zadaniu.
I powiedzieć, już rozwiązałam, dziękuję.
Okazało się, że... To tak nie wygląda.
Ale byłam taka, słuchajcie, proszę powiedzieć, ile to potrwa.
Pani Kasiu, to tak nie jest, że to tak pani określi czas i już, ale ja to zrobię, tylko proszę mi dać jakieś narzędzia, ja tam sobie pogrzebię i będzie dobrze.
I tak chciałam, mamy dużo pracy, nie rozumiem, ja nie mam tego.
Ja strasznie chciałam, ja zawsze byłam w tempie i bardzo chciałam po prostu dostać narzędzia, mieć trzy miesiące i już za trzy miesiące być zdrową.
I mieć efekt.
I być zdrową, już psychicznie być zdrową.
Przerobić wszystko po prostu w pół roku.
A ile trwał twój proces zdrowienia?
On wciąż trwa.
Ale dzisiaj zaczęłam go 10 lat temu.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że ja się już sama nawiguję, w sensie ja rozumiem siebie i wiem, kiedy jest mi na przykład trudniej i mam gorszy czas, ale już dzisiaj też bardzo rozumiem, że następnego dnia, za dwa dni, jak ja sobie dam prawo do tego, że ja mogę też być w gorszej formie,
to po prostu ta forma automatycznie wraca.
Jeśli ja jestem w balansie generalnie w swoim życiu, to ta forma wraca.
I to moje nowe, dobre samopoczucie wraca.
A wtedy byłam w bardzo trudnym swoim momencie życia i to trwało bardzo długo, bo ja najpierw musiałam przeżyć tak naprawdę żałobę, której stracę, na którą sobie nie pozwalałam, ponieważ było małe dziecko i czułam, że praca, która też nie do końca pozwala na to, żeby się rozwalić i żeby...
No nie wiem, zawiesić wszystko na haku i powiedzieć, że wiecie co, od jutra nie przychodzę do pracy.
To tak nie działa.
Poza tym moja emocjonalność, moja ambicja nie pozwalała mi powiedzieć, że ze mną jest coś nie tak.
Ja sobie daję radę.
tak po wierzchu, wiecie, próbowałam to wszystko pozasypywać, tak wiecie, uśmiechać się, jest dobrze, jest dobrze, a im dłużej to robiłam, tym tak naprawdę w środku było gorzej, bo ja nie dopuszczałam tych trudnych emocji.
Nie pozwalałam im wybrzmieć w ogóle.
Ja tylko chciałam...
pozasypywać, bo jest fajnie, jest fajnie, poukładałam, że jest dobrze, jest dobrze, nic się nie dzieje.
No w środku się działo bardzo dużo i w związku z tym po latach, jak tego trwania z tą gardą, jak ja sobie wreszcie pozwoliłam na te łzy, no to tych łez po prostu było morze.
I sam ten czas w terapii nawet, takiego pierwszego wypłakiwania trwał rok, słuchajcie.
I wtedy dopiero wypłakałaś żałoby?
Mam wrażenie, że wtedy dopiero byłam gotowa do tego, żeby zacząć pracować.
Żeby zacząć dotykać tych wszystkich części we mnie.
Dlaczego się coś wydarzyło?
Dlaczego, co spowodowało, że na przykład funkcjonuję tak, a nie inaczej?
Że zaczął się jakiś taki powolny proces...
Rozumienia, że pewnych rzeczy nie umiem, bo na przykład czegoś tam nie dostałam, co jest naturalne, ale trzeba to zrozumieć i przyjąć, że to nie jest porażka, że to nie jest z tobą coś jest nie tak.
Tylko łatwiej jest zdjąć sobie ten plecak z pleców, kiedy rozumiesz, że czasem to są rzeczy, które były poza tobą.
Po prostu tak zostałaś skonstruowana i w związku z tym masz teraz szansę się tego nauczyć.
I to było dla mnie bardzo w terapii ciekawe, że ja zrozumiałam, że dobra, może przestanę się już, wiecie, biczować, że czegoś nie umiem, tylko że może teraz właśnie zbuduję.
mam szansę tak naprawdę na to, żeby zrozumieć, jak to może działać, jak ja mogę na przyszłe lata funkcjonować inaczej.
I to było, wiecie, to było uwolniające, że ja przestaję wreszcie sama sobie podkopywać dołki, tylko po prostu zaczęłam sobie mówić, okej, no dobra, no to nauczysz się, nauczysz się inaczej, też jest okej, no i...
I to były kolejne lata w tej właśnie pracy, że w takim bezpiecznym środowisku, gdzie nikt mnie nie ocenia i nie krytykuje, bo psycholog taką ma rolę.
Wiecie, jak ja to podważałam, słuchajcie?
Ja rozmawiałam z psychologiem i ja cały czas miałam takie...
Na pewno, na pewno.
Już on mnie tak akceptuje ze wszystkim.
Na pewno sobie potem idzie do domu i mówi, o, z tą glinką to jest dopiero.
Ja to tak robiłam długo, słuchajcie, ja po prostu taka byłam czujna, co on myśli, co ona myśli.
Tak mnie to interesowało, czy ktoś ma dobre zdanie na mój temat.
To niebywałe, ile mi to lat.
A dzisiaj się już całkowicie z tego wyleczyłaś?
zupełnie się z tego wyleczyłam, gdzie uznaję, że każdy może sobie pomyśleć o mnie, co chce.
No to takie jest życie.
Ja to też często sobie mówię.
Nie jesteś zupą pomidorową.
Nie każdy musi cię lubić.
I to też jest okej.
Tyle ludzi, tyle opinii.
Każdy ma swoje zdanie.
Każdy ma prawo mieć.
Nie wszyscy muszą cię lubić.
Tylko to jest dla mnie bardzo ważne.
Dopóki ja nikogo nie krzywdzę swoją postawą, tym jak mówię, czy wypowiadam się na temat świata, to ja mogę wszystko tak naprawdę.
No, ale tego się uczyłam dopiero właśnie w tym bezpiecznym środowisku, gdzie jest rozmowa, gdzie są argumenty, gdzie się nie przekrzykujemy, nie zwalczamy nawzajem, tylko po prostu uczyłam się tego, że można normalnie, bezpiecznie wypowiadać swoje myśli i w związku z tym nikt mnie za to nie zgani.
W terapii uczymy się tej dojrzałości emocjonalnej.
Ona polega na tym i bardziej rozumiemy, że nie każdy jest dla nas i my nie jesteśmy dla każdego.
I to jest tak uwalniające i tak łatwiej się żyje.
Nie każdy musi mnie lubić, nie każdy musi mieć takie zdanie jak ja.
Tak, że możesz też po prostu bezpiecznie wypowiadać swoje myśli i nie zostać za to ocenionym.
Dla mnie to było odkrywcze, naprawdę, że to nie jest jakieś przeciąganie liny cały czas, że to nie jest, że cię ktoś zaraz wyśmieje, albo coś z tym zrobi, albo obgada, albo jakoś to zdefiniuje.
Że po prostu, ja pamiętam, że na każde no to jest okej, no tak masz.
Ja miałam takie... Nie wiesz.
Nie wiesz, to jest niemożliwe.
Ale wierzyłaś w moc terapii, to powiedz, co byś powiedziała dzisiaj kobietom, mężczyznom, którzy boją się pójść na terapię, boją się, że zostaną ocenieni, że być może nie zostaną zrozumieni.
Też nie ufają.
Dokładnie.
Że nie zaufają, tak, terapeucie?
Że nie zaufają.
Co byś powiedziała właśnie osobom, żeby co?
Wiesz, ja to zawsze się trochę wzbraniam od takich dawania rad, bo to jest takie, że ja gdzieś generalnie też wiem, że każdy w momencie, w którym dochodzi do ściany, to po prostu zwyczajnie to jest ten moment, jak już sobie naprawdę nie radzimy, żeby jednak spróbować wyjść z tej swojej strefy komfortu.
Może inaczej, dzisiaj z twoją wiedzą, co byś powiedziała sobie 10 lat temu?
No właśnie, kurczę, sobie w tych 10 latach bym powiedziała, tak, bo być może gdybym to zrobiła szybciej, nie czekała, bo ja sobie przedłużyłam te geheny, które sobie sama robiłam i wyciętych mam parę lat z życia zupełnie.
Ten mój mały człowiek rósł, a ja tak, wiecie, dzisiaj szczerze mówiąc...
Pozać rany mam tamten czas bardzo mocno, dlatego właśnie, że ta głowa moja była tak bardzo zajęta, więc powiedziałabym, że jak ktoś bardzo czuje, że nie wie jak, ale że już jest mu strasznie źle z tym, co się z nim dzieje,
to warto szukać pomocy, dlatego że tutaj kłania nam się temat depresji, bo jakby przeciągniemy ten czas, to niestety za drzwiami stoi to, że to może być ten moment, kiedy nasz mózg się tak przyzwyczai do tej trudności, że niestety będą potrzebne leki, albo sytuacje są różne w życiu.
Więc warto to zrobić.
Warto się nie wstydzić.
Ja myślę, że wstyd jest też czymś, co nas tak strasznie hamuje.
I też ta, nie myślę, mężczyzn i kobiet również, to co ja miałam, że ja sobie poradzę.
Co to znaczy, że sama nie poradzę?
No życie mi pokazało, że jednak nie do końca sobie sama umiałam z tym poradzić, więc każdemu, kto...
Jest w takim momencie, tyle co mogę powiedzieć, to po prostu warto to zrobić, żeby nie cierpieć.
Żeby dłużej nie cierpieć.
Bo ja straciłam kilka lat.
To było nie życie.
To nie było życie.
Straciłam kilka fantastycznych lat, kiedy miałam te trzydzieści parę.
I one się już nie wrócą.
A nie wiemy, ile mamy dane na koniec dnia na tej planecie, więc warto skracać sobie ten czas cierpienia po prostu.
Bo życie warte jest rozmowy i czasami jedna rozmowa może uratować nie tylko komuś dzień, ale naprawdę polepszyć jego stan emocjonalny.
Wiesz, to oczywiście, ale też chcę tylko powiedzieć, bo to jest bardzo ważne, że nasza głowa też bardzo się do tego przyzwyczaja, do tych złych...
emocji, do tego złego stanu.
To działa jak uzależnienie.
I w pewnym momencie ja miałam takie wrażenie, że dokładnie też mnie to dopadło.
Że ja zaczęłam się łapać na tym, że ja widzę już świat tylko przez pryzmat trudności.
Że na tym się fokusuję.
I to trochę tak działa, że jakby im dłużej w tym tkwimy, no to z tym trudniej będzie nam z tego wyjść.
Pisałaś też o silnych stanach lękowych.
Nie miałaś już mocy, żeby cokolwiek zrobić.
Depresję się leczy.
I warto prosić o wsparcie.
Trzeba prosić o pomoc.
Myślę, że po tym dzisiaj takiej objazdówce, bo jeździsz po Polsce, byłaś już w wielu miastach i kobiety piszą do ciebie, Kaśka nie daje rady.
Co ja mam zrobić?
Piszą, fajne jest to, że też dzielą się swoją historią, to, że przychodzą, najbardziej cieszą mnie te, które podejmują wyzwanie, które pytają do jakiego psychologa pójść, co z tym zrobić.
Mieszkając w dużym mieście, nam się wydaje, że to już jest takie oczywiste, bo tak trochę jest, ale jak jeżdżę po mniejszych miejscowościach, dziewczyny mają tam naprawdę...
dużo trudniej, bo jest wciąż jakiś taki niezwerberalizowany lęk przed tym, żeby komuś opowiedzieć o swojej historii, żeby się tym podzielić, żeby jednak wyjść po pomoc, wyjść do ludzi, żeby...
puścić to po prostu, co tak siedzą i trzymają w sobie, żeby może nikt nie dotknął, to nie będzie bolało.
A to boli jeszcze bardziej, bo im dłużej to trzymamy w sobie, to na koniec dnia tak naprawdę przedłużamy sobie to cierpienie.
Więc bardzo jest mi za każdym razem miło, kiedy dziewczyny piszą, że zdecydowały się i że idą na terapię.
Tak myślę sobie, jest.
A co czujesz, kiedy kobiety ci piszą, że dzięki tobie właśnie się podniosły?
Wiesz co, cieszy mnie to bardzo i sobie myślę, że warto było to zrobić, bo każda taka dziewczyna, która wiem, że trafi do psychologa i zawalczy o siebie, no to jest wygrane życie, no bo do cholery, no każdy z nas popełnia błędy i na tym pole, ja tego też uczę moich synów teraz, że
Popełniamy błędy.
Na tym polega też nasze życie.
W dużej mierze uczymy się też przez błędy.
To nie są porażki.
I to, co my z tym zrobimy dalej, to ma znaczenie.
Ale to nas nie definiuje, że je popełniamy.
Tak się uczymy.
To jest też rozwój.
Nie jedna z nas gryzła pazury i płakała w poduszkę.
Ktoś by mógł powiedzieć, to jest słabość, ale słabość często jest naszą siłą.
No, można to bardzo fajnie przerodzić w moją siłę.
Wiesz, bo często jest tak, że my boimy się powiedzieć o tym komuś.
Boimy się nawet, tak jak do mnie przychodzą kobiety, no nie porozmawiałam z mamą, no nie pójdę nawet do przyjaciółki, bo boję się, że ona mnie oceni.
Ja nie mam z kim.
I nawet boję się z panią o tym porozmawiać.
Dopiero tam gdzieś na trzeciej sesji wylewa się wszystko.
Wszystko.
Tak, bo to wiesz, to tak jakby ci coś stało w żołądku.
Czasami trzeba wsadzić palca, żeby to puścić.
I jak one to puszczają...
to jest inna kobieta, to już ten pierwszy krok jest zrobiony.
Najtrudniej jest tak jakby balon przekuć, prawda?
I nagle się okazuje, że też no nic się nie dzieje, prawda?
Że jednak świat się nie zawalił, że tego nie trzeba tak trzymać w sobie, że warto poszukać takich ludzi wokół siebie, ja też to zawsze powtarzam dziewczynom, to szukajcie chociaż jednej, poszukajcie takiej przyjaciółki, koleżanki, kogokolwiek, nie wiem, ciotki, stryjenki,
Kogoś, komu możesz w zaufaniu powiedzieć, zwierzyć się, żeby z tym nie zostać samemu, bo to jest też bardzo moim zdaniem trudne, kiedy się zostaje samemu ze swoimi problemami.
No, a tego też nie umiemy bardzo często.
Więc cieszą mnie te kobiety, które na przykład przychodzą i mówią...
to my jesteśmy trzy przyjaciółki, wszystko sobie mówimy, dokładnie o to chodzi, żeby mieć tą swoją grupę wsparcia, żeby szukać kobiet, z którymi dokładnie podobnie rezonujemy i czujemy, że one nie są od tego, że powiedzieć, no jednak, no ona tak ma, to z nią nie tak, tylko, że po prostu rozumiemy siebie z tym, że czasem też nie dajemy rady, no po prostu, że sobie z czymś nie radzimy.
To powiedz, zrobiłaś w siebie takie porządki?
Takie relacyjne?
To znaczy, to się trochę działo samo, bo na koniec dnia czasem jest tak, że ty idziesz w górę, a druga osoba zostaje w tym samym miejscu.
W sensie, ty już na przykład wychodzisz z tych trudności i one są już za tobą i ty idziesz do dobrostanu i chcesz, wiesz, w tym dobrym vibe'ie mówić o fajnych rzeczach, a ta druga osoba na przykład zostaje w ciężarze.
I ona nie chce.
Ona nie chce tego przyjąć.
Ona się zaczyna boksować.
I ona chce o tych trudnych rzeczach.
No bo cały czas dzieliłyście ten trudny czas.
No i rzeczywiście tak było, że naturalną drogą tak naprawdę gdzieś po prostu te relacje osłabły.
Ja nie mówię, że być może one wrócą.
Być może tak też będzie.
Ale faktycznie, no, tak się u mnie też zadziało, że... I to nie bez trudu, no bo to z drugiej strony myślę sobie, kurczę, no tyle lat razem i to jest też trudne tak na koniec dnia, bo to są jednak rozstania, to też są odrzucenia, to nie jest fajne.
jak już coś czujesz, to tego się nie da jakby odczuć, wiecie, no jak z tym zobaczeniem, że nie da odzobaczyć, no po prostu jak czujesz, że ta druga energia cię spowalnia, ściąga, że jakby kogoś to wręcz denerwuje, że ty jesteś w tym miejscu, no to szczera rozmowa, trzeba o tym pogadać.
I albo znaleźć jakiś kompromis w tym, albo ktoś doskoczy, albo ktoś troszkę odejmie, ale jakby te rozmowy u mnie też miały miejsce.
No nie bez żalu, ale te znajomości też się niektóre niestety pokończyły.
Co dla ciebie oznacza słowo odzyskanie siebie?
To oznacza taki piękny stan, w którym jestem właśnie teraz.
Że wiecie, że ja mam coś takiego...
że ja sama potrafię stanąć za sobą, że kiedyś jak coś się działo złego, to ja szukałam ratunku, żeby ktoś usprawiedliwił, żeby ktoś stanął za mną, żeby ktoś temu drugiemu powiedział, że to jest okej, że Kasia jest okej.
Potrzebowałam kogoś, kto mnie ochroni, takiego rodzica, który przyjdzie i powie, tu proszę, Kasia jest w porządku.
I to jest taki piękny moment dzisiaj, że ja potrafię sama za sobą stanąć, sama siebie obronić, że potrafię sama sobie powiedzieć, jesteś okej.
Nie mówię o takim, wiecie, bałwochwalczym, czy takim jakimś narcystycznym umiłowaniu siebie i w ogóle mówię, że wszystko jest okej.
To mi chyba nie grozi, bo z kolei ja bardziej byłam w tej półce, wiecie, wszystko oglądać piętnaście razy, czy na pewno kogoś nie dotknę i czy jak ja powiem, czego ja potrzebuję, to czy się ktoś nie obrazi.
Ja raczej byłam w tej grupie, że bardzo przeżywałam.
A dzisiaj to bardziej rozumiem, że najważniejsza w tym wszystkim jestem ja, bo na koniec dnia rzeczywiście, jeśli ja nie stanę ze sobą, to ja i tak będę wkurzona.
Coś się będzie ze mną później działo takiego, że ja ten dyskomfort tego niestanięcia ze sobą odbiję się i tak gdzieś wyjdzie w innej przestrzeni, ale wyjdzie.
Więc jest dużo zdrowiej tak na koniec dnia przypilnować tego, żeby żyć w tej swoim
w swoim takim balansie, żeby rozumieć siebie i szanować te swoje zasoby.
Bo ja wiem, co to znaczy już leżeć na tej podłodze i nie móc wstać.
I ja dzisiaj staram się tak funkcjonować, żeby na tę podłogę nigdy już nie wrócić w takim długotrwałym stanie.
I też nie umiałam wyjść i dziś, mimo narzędzi, wolałabym już tam jednak nie trafić.
Oczywiście życie nie jest zero-jedynkowe i być może się to jeszcze przytrafi.
Cieszę się, że dziś mam te narzędzia i być może szybciej stamtąd już wyjdę.
Ale też wiem, jak to bolało bardzo, kiedy tam byłam.
Cudownie, że to mówisz, bo każdy dzisiaj z nas kroczy po takiej cienkiej linii, balansuje i czasami jedno zdarzenie i możesz tam wpaść.
Dlatego warto dzisiaj uczyć się dobrostanu, jak o niego zadbać, jak budować, jak go utrzymać, robić porządki w tych relacjach.
Dbać o siebie, to co powiedziałaś.
I jeszcze jedno, co tak mnie tknęło, co powiedziałaś właśnie, żeby też nie zawsze siebie lubić, bo tak jak Ewa Wojdyło powiedziała, jak jesteś wredną małpą, jesteś żmiją,
To nie lub się, bo nie masz za co.
To się zmień i naucz się kultury.
Ale słuchaj się, bo to jest ciebie pułapka, nie?
Tych wszystkich kaseł takich, że jesteś taka jesteś, jest okej.
Zaakceptuj siebie.
Okej, no ale jak jesteś... Wrednym człowiekiem.
Jak krzywdzisz najbliższych.
No to nie jesteś okej.
No to już... Mam się lubić, bo... I teraz ja czasem to widzę, wiecie.
Po prostu ktoś jest bezczelny, niefajny, nieprzyjemnie zwraca się do swoich dzieci i na koniec dnia mówi jestem taka, jaka jestem.
I mnie taką rodzinę wzięłam kiedyś.
No i ten tata próbował jakoś zwrócić mąż uwagę.
Uspokój się!
I proszę, akceptuj mnie!
No i to ja słyszę te hasła, które są, wiecie, przeczytane gdzieś, nie?
Których dzisiaj jest sporo.
Dlatego trzeba robić gwiazdki.
Wszystko jest okej, nie?
Tylko, że na koniec dnia oglądaj zawsze to, jakim ty jesteś człowiekiem.
Bo jednak jak dostajesz komunikaty, że ktoś przez ciebie nie czuje się dobrze...
to znaczy, że no nie do końca jesteś okej.
No właśnie.
I to jest coś, na co ja też zwykle staram się uczulać, że masz prawo być w każdym stanie i tak dalej, natomiast no zawsze jednak patrz na to,
czy ten twój stan nie przelewa się bardzo na innych, nie?
Czy inni nie cierpią w związku z tym, że ty funkcjonujesz tak i inaczej.
Zawsze warto o tym porozmawiać, zawsze warto usłyszeć jednak i w związku z tym się obejrzeć za siebie, nie?
I ty o tym mówiłaś, tak?
Żeby troszkę spojrzeć na siebie też tym krytycznym, ale tym waniliowym, jak dzisiaj Andrzej mówi, wzrokiem.
wiesz, musiałam pracować nad tym, żeby tego krytycznego nie było za dużo, bo ja do dzisiaj to mam, wsiadamy po tych moich wystąpieniach, wiesz, i ja wsiadam do mojego menadżera.
Nie no, dzisiaj to słabo, nie, to dzisiaj to ja czuję, że ja nie byłam w formie i tego nie powiedziałam.
I jeszcze, kurczę, to chciałam powiedzieć, cholera, a on tak siedzi i mówi, słuchaj, wszystko było tak jak zawsze.
To jest taki wewnętrzny krytyk.
Ale wiecie, tylko wtedy, gdy na przykład obraziłam moją córkę, albo pokłóciłam się z mężem, to nie jest tak, że on jest zły i to jest tylko jego wina.
Być może jak ta kłótnia wynikła, to dołożyłam coś.
O to chodzi.
Żeby jednak sobie też zainteresować.
I usłyszeć drugiego człowieka.
I przyznać się do błędu.
Przepraszam cię, kochanie, byłam niemiluchem dzisiaj.
Przepraszam cię.
Potrafisz się przyznać do błędu, że rozumiesz, że życie to nie jest tylko o tym, że jestem zawsze koncertowo wspaniała.
Ale każdy z nas popełnia błędy i będzie popełniał.
Nie ma tak, że podpisujemy umowę, nigdy nie popełnię błędu, nigdy się nie pomylę, będę zawsze wzorowa, wspaniała, cudowna, uśmiechnięta.
Nasz mózg tego nie wytrzyma.
W szkole jesteśmy trochę tak już na przykład wychowywani, przynajmniej ja pamiętam, że to głównie tak wyglądało, nie?
Do odpowiedzi i to już tym tonem widać było zemstę w oczach nauczyciela.
Adamowicz dotarł.
Będzie źle, źle.
albo wiecie, tu błąd, błąd, błąd.
Nie ma, że generalnie bardzo ciekawie podeszłaś do tematu.
Wiesz, bardzo mi się podoba sposób, w jaki patrzysz na świat.
Jednocześnie zwróć uwagę, że tu mogłabyś nigdy nie było komunikatów pozytywnych.
O tobie jako o człowieku i również takich, że coś jeszcze możesz zrobić inaczej albo zobacz, no jednak dzisiaj się nie udało, no wszystko źle, ale masz drugą szansę przyjść, nie?
Jakby ja nie przypominam sobie tak podawanych komunikatów, w związku z tym...
rosliśmy w takim przekonaniu, że trzeba być zawsze, wiecie, na sto procent.
Albo będziesz bardzo zły.
Od razu masz jeden, nie?
I nas za to ocenią.
I jeszcze dodatkowo będzie ha, ha i cała klasa.
Ty stoisz przy tej tablicy, biedny, tak?
I szłam do tablicy, słuchajcie, nic nie umiem.
Glinka, proszę bardzo.
I ja nie umiałam nic powiedzieć.
Ja zapominałam w ogóle, jak się nazywam.
I czy ktoś to brał pod uwagę?
Że wystarczyło, żeby może mnie do tej tablicy nie wytargać
Powiedz, a dzisiaj jak idziesz na scenę?
W ogóle się nie denerwuję.
W ogóle mi to przeszło, słuchajcie.
Kompletnie kocham scenę, uwielbiam na niej stać.
Ale to też nie było zawsze.
Przecież po swojej karierze zawodowej, no to stres, który generowałam całe swoje dzieciństwo, to taką sobie też pracę znalazłam, żeby jednak też czuć ten stres.
Żeby jednak cały czas były te emocje i adrenalina.
Ale dziś zupełnie jakby z innej półki to jest.
Ja też miałam taki moment, że chciałam odrzucić swoją pracę i też to negowałam, że to w ogóle wszystko jest źle.
Ale później sobie to poukładałam na nowo w głowie i pomyślałam, że ja to lubię, tylko być może w innych proporcjach, być może trochę inaczej.
Bo kojarzyła mi się też ta moja praca z tym, że to jestem właśnie cały czas wystawiona na przebodźcowanie.
I z drugiej strony uciekłam i przestałam pracować, bo też był taki moment w moim życiu, że się wycofałam i z teatru i z pracy w telewizji.
No to wiecie, no to tak usiadłam w domu i tak...
Co robić?
Co robić?
Ile po tym lesie będę chodzić?
Kocham las, kocham te chwasty, ale jednak coś bym chciała też jeszcze w życiu porobić.
No i później sobie myślałam, kurde, nie, czy ja to lubię, czy jednak rzeczywiście chcę robić coś zupełnie innego, ale mam ten zew.
I to była tylko kwestia tego, żeby pozmieniać proporcje.
Inaczej.
Powiedzieć sobie, czy ja...
Czy ja lubię grać taki repertuar, jaki gram?
Bo wiecie, to też jest, my mamy takie środowisko, o, komedie, no.
Komedie, no.
W narodowym to się gra, prawda?
Komedie.
I ja też tak pół życia swojego, no, gram te komedie.
Mogłabym pewnie w narodowym, chociaż grałam w Teatrze Polskim przez lata i potem poszłam grać właśnie do Teatru Kwadryskiego.
Kocham, po prostu kocham grać komedie.
Ja sobie właśnie to, wiecie, uświadomiłam, mówię,
Ty się, dziewczyno, wreszcie zacznij tym cieszyć, a nie sobie, wiecie, biczować się za to, że ale mogłabym narodowo.
I cudze przekonania sobie wkładamy do głowy.
I cudze, dokładnie.
I od tego momentu, jak ja sobie zdałam z tego dziewczynę sprawę, ja mam wrażenie, że po prostu stela to jest moje miejsce, ja mogłabym z niej nie schodzić.
Bo w ogóle nie jestem w pracy.
Po drugie, ja się tym autentycznie teraz cieszę i mam wrażenie też, że naprawdę
Pokazuje siebie.
I mam przede wszystkim radość z pracy.
A to jest tak piękne, że masz radość z tego, co się robi.
Żeby samemu sobie tego nie robić, bo ja sama sobie to robiłam, wiecie.
No nie, no ale mogłabym być gdzie indziej.
A jaką rolę wspominasz?
Jakbyś mogła, to byś była, ale nie jesteś.
Więc się ciesz z tego, co robisz i masz.
Kasiu, jaką rolę wspominasz najlepiej, która taka była zgodna z tobą?
którą lubisz.
Eee, jejku, dużo było już tych ról, bardzo, teatralnie zwłaszcza.
Ja, to może niedobrze zabrzmiło, bo nie, to nie będzie dobrze.
Ale ja siebie lubiłam, wiecie... Ale to może dlatego, że była w opozycji do mnie.
Ja bardzo lubiłam swoją postać w serialu Tancerze i tam grałam taką całkiem niefajną nauczycielkę tańca.
Taką, wiecie...
No ona nie, ale na koniec okazało się, bo fajnie było pokazane, z czego to się brało i co ona miała tam pod spodem i to też było ciekawe, ale zewnętrznie ona miała taki pazur, była energetyczna, była trochę zjadliwa i strasznie mi się to fajnie grało, bo ja jestem dość mocno utożsamiana z takimi postaciami, taka miła, z sąsiedztwa, więc to było super dla mnie, że mogłam zagrać taką dziewczynę z pazurem.
To fajnie wspominam, to był ciekawy etap, też fajna praca.
A dzisiaj możesz powiedzieć, że jesteś szczęśliwa?
dzisiaj na pewno mogę powiedzieć, że ja odczuwam szczęście, że rozumiem też, że życie to nie jest tak, że to tylko będzie o szczęściu samym i jakaś rzeka miodem płynąca non stop, że jakby to szczęście trzeba znaleźć, trzeba go odszukać każdego dnia w jakichś drobnych rzeczach i wiecie, nauczyć swoją głowę w ogóle myśleć w ten sposób,
Bo ja na przykład, no też jak większość z nas, no dziś jest słońce, no ale jutro będzie deszcz, nie?
No i już jest ten, bo jutro będzie deszcz.
No pięknie jest, ale wieje.
No i jakby to, że my sobie sami to robimy naszym głową, no to powoduje, że my nie odczuwamy tak tego szczęścia.
Programowani.
Programowani.
Jesteśmy uwięzieni w słowach nie tylko naszych rodziców, ale nauczycieli, znajomych.
Nie chwal dnia przed zachodem słońca.
Dzieci i ryby głosu nie mają.
Nie śmiej się jak głupi do sera.
No to już śmiech był taki.
Nawet to było.
Są takie nasze.
I tych schematów trzeba się pozbyć.
Tylko się pozbyć, ale też nauczyć się wysyłać do swojej głowy pozytywne komunikaty, ale też każdego dnia, ja na przykład pamiętam, że ja miałam, słuchajcie, gumkę, recepturkę i ja się strzelałam.
Tak, to jest piechowioralne ćwiczenie.
Rozumiesz?
Po to, żeby zobaczyć, ile razy myślisz negatywnie.
Dokładnie.
I potem to jest takie bardzo naoczne.
Widzisz, że twoja głowa nie będzie pracowała inaczej, jak ty tak bardzo cały czas wysyłasz negatywne komunikaty.
Więc dzisiaj to szczęście jest dla mnie tym, że
że ja naprawdę korzystam z każdego dnia.
Staram się wycisnąć z tego dnia takie piękne rzeczy typu moje dzieci i to, że są zdrowe.
To, że mój synek ostatnio leży, słuchajcie, on tak ma pięć i pół roku, mówi, najpiękniejsze mamusiu jest to, że ja mogę zasypiać i cię przytulać i trzymać cię za rękę.
No i myślę sobie...
No dobra, może jest mi ciężko, no bo mam lat tyle, ile mam małe dziecko w chacie.
Ale no wiecie, no.
To jest bezcenne, bo słyszę coś takiego.
U, tak zasipie ci tobie, to jest najlepsze, mama.
No i tak cię łapie za tą rękę i ci tak tuli.
No i...
No i ja wiesz, i uczę tego też moich chłopców.
Codziennie robimy sobie takie podsumowanie dnia, co było dobrego, co się dzisiaj fajnego przydarzyło.
Żeby oni też kodowali właśnie życie w ten sposób, żeby zapamiętywać.
Ale przecież jesteś fajną mamą, jak ciebie słucham, to to jest takie... Przyznaję się do błędów.
Przepraszam, moje dzieci słuchają.
Przepraszam, nauczyłam się tego.
No, zwłaszcza ze starszym, no tak mówię, ze synu, no przepraszam, no.
I to jest, wiecie, to też takie, no, uwalniające, że nie musimy być jakimś takim na piedestale.
Ten rodzic to jest jakaś taka, wiecie, że to tak sami się tam wstawiamy, że musimy być jacyś tacy nieomylni, nie?
Taka figura jakaś w osku, no.
Bez sensu, nie?
W związku z tym te dzieci stawiamy z kolei w rolę takiego, że ja jestem twój nauczyciel, a ty jesteś ten mały, co nie umie.
No, a tak na koniec dnia, no przecież my też często nie umiemy.
Dzieci też nas często uczą, prawda?
Moja celka ostatnio, ja coś tam robię, pranie, sprzątanie, ona mówi, a gdzie uśmiech?
Mówię, a, proszę.
Tak, no to prawda.
Ale chciałam jeszcze zaznaczyć tutaj to, co wcześniej powiedziałaś o tej nauce, że warto siebie nauczyć od nowa i tych pozytywów patrzeć.
Dokładnie.
Jestem przykładem tego, że naprawdę można.
I ty jesteś żywym przykładem badań neuropsychologicznych, że naprawdę można nauczyć się nowych nawyków, nowych przekonań, nowego myślenia i oczywiście nie zapominać o tym, że w życiu jest źle i czasami przyjdzie choroba i tak dalej, i tak dalej.
No tak, bo to nie chodzi o to, żeby się odcinać od tych negatywnych rzeczy, czy też uciekać od nich.
No bo ty dzisiaj, jak przyjdzie naprawdę trudny moment, lepiej sobie poradzisz od człowieka, który ciągle żyje w negatywizmie, widzi wszystko w czarnych barwach, bo on już na dzień dobry wchodzi z innym poziomem odporności psychicznej.
zdecydowanie.
Jak przyjdzie kolejne zdarzenie złe, kolejne, kolejne, w końcu upadnie.
A ty sobie poradzę.
I ty zrobiłaś kawał dobrej roboty i bardzo ci gratuluję.
I chciałam się jeszcze ciebie zapytać, Kasiu, jak ty sobie dzisiaj radzisz właśnie z problemami?
No bo to będzie, to jest.
Problemy są każdego dnia.
No właśnie.
No bo, nie wiem, tu się dziecko rozchoruje, tu nagle muszę z czegoś zrezygnować, nie dojechać do pracy, stoję w korku, tam już na mnie czekają, jest plener,
ludzie są zdenerwowani, no ja nie jadę, nie dojadę, pociąg gdzieś tam stanął w polu, no tysiące rzeczy, które powodują, że się stresujemy, stresujemy się o pracę, o byt, o to, czy pojedziemy na wakacje, no nawet wakacje nas stresują, nie, no to parado, że czy dam radę, nie, i tak naprawdę tych sytuacji jest bardzo dużo, są choroby, są, są...
Odchodzą nam rodzice, znajomi umierają.
Znajomi, przyjaciele.
Ktoś się okazuje był przyjacielem, a jednak na koniec dnia nie jest.
I to wszystko boli.
I odczuwamy to każdego dnia na koniec dnia.
Jak sobie z tym radzisz dzisiaj?
Wiesz co, po pierwsze nauczyłam, po prostu rozumiem, że tak wygląda życie.
Przestałam dążyć do jakiegoś...
ideału życia.
Takiej gonitwy za tym, że ja mam nie odczuwać lęku.
Ja kiedyś tak coś miałam takiego, wiecie, że jak odczuwam lęk, to jest niedobrze.
To trzeba coś zrobić, żeby nie czuć.
Swoje lęki trzeba oswoić.
Po prostu trochę się zaprzyjaźnić.
Tak naprawdę to też jest czasem...
Poza tym czasem nas przed czymś ostrzega, też jest dobrze, nie?
Ale gorzej jak przejmuje nad nami kontrolę, to tego jakby trzeba pilnować i się z tym nauczyć jakoś funkcjonować.
Ale na koniec dnia nauczyć się, że on jest.
A ja na przykład miałam poużycie takie, żeby jakoś może nie czuć, nie?
Może nie czuć, co się kończyło trzy razy gorzej.
I dziś rozumiem, że życie to jest szukanie rozwiązań.
Ja tego też uczę, zwłaszcza mojego starszego, który ma, nie da się.
Nie da się.
Wez, syno, poczekaj.
Magiczna różka.
Chodź, poszukamy rozwiązań.
No i nagle się okazuje, że da się.
I to jest, dla mnie samej to było po prostu mega odkrywcze, że nie trzeba od razu nurkować do piwnicy i znowu siedzieć tam trzy tygodnie, bo ktoś coś i jakoś.
Tak naprawdę na koniec dnia wszędzie, przepraszam was, na koniec dnia
Często się boimy, a szefa, rozmowy, a kto zareaguje, a co o nas powie, to są tylko ludzie też.
I jak my wyjdziemy ze sobą prawdziwym, autentycznym, bo wiemy, co czujemy, czy nawet, że się czegoś boimy, to nagle się okazuje, że to rozbraja mury.
Że po drugiej stronie są po prostu ludzie.
I ta właśnie nasza szczerość i autentyczność rozwiąże większości sytuacji i problemów tak naprawdę.
Czasem, być może nie po naszej myśli, bo czasem też tak jest w życiu.
Wiecie, ja się też oduczyłam kontroli, bo kiedyś też tak chciałam wszystko, wiecie, w pudełeczku skontrolować, żeby to życie takie było.
A dziś już rozumiem, że czasem się coś nie wydarzy.
Czasem coś przejdzie koło nosa.
Tak jest życie.
Powiedziałaś słowo autentyczność.
Czym dla ciebie to słowo jest dzisiaj?
No właśnie wyrażaniem siebie dokładnie taką, jaką jestem.
Nie udawanie, nie zakładanie masek, nie robienie z siebie kogoś, kim nie jestem.
Kiedyś, zwłaszcza mój zawód jest taki na to bardzo...
podatny i pamiętam sztaby ludzi, którzy mówili, uwierz się tak, zrób tak, siądź na pozój tak, albo się uczysz tak, albo... I to za każdym razem, jak ja robiłam tak, jak tam, wiecie, ja tego nie czułam od początku, nie?
Nie czułam, ale mówię, no dobra, no.
Tak mówię.
mówią, no mądrzy są, że oni wiedzą, znają się na tym.
I ja wychodziłam, no i to zawsze było źle, chociaż to było najlepsze, ten, to jak tego nie czujesz, to na koniec dnia, no nie czujesz się z tym dobrze i to widać, to na koniec widać.
I...
I kiedyś przez to, że ja tak bardzo chciałam na koniec dnia spodobać się wszystkim, a w Polsce to nie jest oczywiste.
To jest chyba nierealne.
Jest ludzi, którym raczej się nie spodobasz.
I wiecie, jak ja to zrozumiałam, że to ja mam być na koniec dnia zadowolona i z tym czuć się okej, kim jestem, co zakładam.
Nawet jak czasem nie jest trafione, so what?
Ja tak mówię.
I tego, wiecie, im więcej ja się tego nauczyłam o sobie, tym mam paradoksalnie dla innych ludzi też dużo więcej.
zrozumienia, bo tak to działa, że kiedyś też pewnie sama byłam dużo bardziej taka wyłapująca błędy, nawet nie tyle, że oceniająca, ale taka tu widać, że tu jeszcze tak zrobić więcej, lepiej, lepiej.
Na końcu to też było o mnie, że ja tu miałam w sobie bardzo, że to napięcie, żeby zrobić coś lepiej, lepiej się wypowiedzieć jakoś inaczej, żeby nikt słowa nie powiedział, że jest źle.
Dzisiaj tego nie mam.
To, co mamy w sobie, to widzimy na zewnątrz.
Jak się komuś nie podoba, to przecież trudno.
Co ja mogę zrobić?
W tej książce się mocno uzewnętrzniłaś.
Pokazałaś całą siebie, swoje trudności, zmagania, stany lękowe, presję sukcesu.
Jak odebrali tę książkę, te zapiski, twoi najbliżsi i przyjaciele?
Na koniec dnia bardzo dobrze.
Na początku chyba myślę jednak właśnie taki lęk, czy to przekonanie, że być może to będzie książka, za którą zostanę oceniona, właśnie skrytykowana.
Być może też takie głosy słyszałam właśnie, czy ja na pewno chcę, bo niektórzy spodziewali się, że to będzie troszkę pranie brudów.
Takie, że ja będę mówiła kto komu co i dlaczego i ja taka biedna, a ktoś mi coś zrobił.
Ja bardzo tego pilnowałam, bo na koniec dnia uważam i jestem o tym przekonana, że niezależnie od tego, czy wpadliśmy w jakieś złe środowisko, czy jesteśmy z niewłaściwym partnerem, to na koniec dnia od nas zależy.
Albo zadać zawsze należy sobie pytanie, dlaczego ja do tej grupy jednak przystąpiłam, prawda?
Dlaczego ja z tym partnerem przemocowym byłam?
To nie znaczy, że zdejmujemy ciężar gatunkowy, czy też rozgrzeszamy kogoś z jego przewinień, ale coś powodowało, że ja byłam.
W tym miejscu.
I to zawsze warto zadać sobie to pytanie, co jest we mnie, że haczę z narcyzami, tak?
Co ja mogę zrobić ze sobą, żeby mnie to nie kręciło na koniec dnia, nie?
No bo to też nie jest tak, że no tacy ludzie stają na mojej drodze.
No stają i tacy, i tacy, ale z jakiegoś powodu ci mi coś odpalają.
A ci inni nie.
Prawda?
No to coś ja mogę z tym zrobić, bo to, co jest najpiękniejsze, to ta świadomość dzisiaj, że ja mam wpływ.
Ja mam naprawdę wpływ na bardzo dużo rzeczy w moim życiu.
Ja uważam, że to jest w ogóle takie dobro.
Mieć wybór.
Właśnie, bo nasze życie jest o wyborach.
Dokładnie.
Każdy ma taką możliwość, a my dzisiaj, żyjąc w takim kraju, możemy się tu spotkać, porozmawiać sobie właśnie o takich rzeczach.
Mamy wybór.
No właśnie.
I kiedy ja, kiedy już ta książka została wydrukowana i została przeczytana przez moi bliskich, to rzeczywiście chyba odetchnęli z ulgą, że to też nie jest właśnie taka książka, w którym ja robię jakieś rozliczenie z ludźmi, tylko tak naprawdę piszę po prostu o swoich doświadczeniach.
Mieszam na koniec takie pytanie.
Jaki nawyk wprowadziłaś w swoją taką codzienność, który chroni twoją psychikę, twoją energię?
Nie analizuję.
Nie zadręczam się.
To znaczy, bo często w nocy to robiłam i to mi nie pozwalało spać i to było straszne, bo coś mi się nagle przypominało i robiłam, wiecie, rozkminę.
Albo planowałam.
planowałam, już, co, jak będę rozmawiała na tej rozmowie, co tam zrobię, jak powiem, a się wydarzy, a się nie wydarzy, wiecie, scenariusz układałam cały, północy zarwane i na drugi dzień już w ogóle jestem, od rana do tyłu chodzę, to dzisiaj umiem tak zdrowo odpuszczać, tak zdrowo sobie powiedzieć, i to naprawdę każdego dnia, bo ten mózg, wiecie, on jest tak, to silne jest takie kurde urządzenie, ono tak ciągnie do swojego, no niesamowite to jest.
A ja mu mówię stop, chill.
Idziesz teraz do lasu, idziesz na spacer i nie ma nic.
To w ogóle nie ma znaczenia.
Bo na koniec dnia tak naprawdę często jest, że to w ogóle te nasze myśli, to nasze zabijanie się w głowie, planowanie, a kto, co, a jak zrobi.
Potem to i tak życie przynosi swoje rozwiązania, swoje, wiecie, to się jakoś wszystko i tak rozwiązuje na koniec dnia.
Fajnie, jak mamy na to wpływ, jak się rozwiązuje.
Ale na tu i teraz potrafię sobie powiedzieć dość stop.
Czyli nie analizujesz, wiem, że chodzisz na spacery.
Co jeszcze robisz też dla ciała?
Chodzę, ćwiczę.
Ćwiczysz?
Jeżdżę na rowerze, chodzę na zajęcia takie wzmacniające core, bo to w pewnym momencie w życiu trzeba bać o zdrowie fizyczne, więc chodzę, ćwiczę, ale też to bardzo lubię.
Gram w tenisa, bo on z kolei też powoduje, że ja na przykład, wiecie, dużo ludzi, no jest moda i chodzi się na jogę i ja na przykład też miałam tak co ze mną, jest nie tak, że mi ta joga nie pasuje.
co jest nie tak, wszyscy lubią i mówią, że to takie dobre, a ja i próbowałam, no i wyjechałam nawet na tydzień, mówię, dłużej w tym pobędziesz, może się uda.
I się nie udało.
Trzeci dzień, a ja już po prostu, wiecie, zaatakowana głowa znowu, że Boże, nie da się, nie da.
Co ty Glinka, o co tu chodzi?
I ja sobie pomyślałam, że być może to jest o tym, że nie każdy relaksuje swoją głowę tak, jak mu to najlepiej pasuje w jego charakterze.
No nie ma co walczyć z tym, że jestem ADHD-owcem.
No i co ja mam, to zwalczyć w jeden dzień?
No nie da się.
Czyli tenis.
Więc tenis.
I tenis naprawdę...
To jest dla mnie super, bo ja tam się wyżyję, pobiegam, mam dużo endorfin jednocześnie.
W ogóle nie myślę, bo tam się nie da, bo cały czas trzeba atakować tę piłkę, być w gotowości, więc pasuje mi to charakterologicznie.
Więc robię takie rzeczy dla siebie, chodzę sobie na masażę i naprawdę znajduję na to czas.
I to nie jest tak, że ja tylko tak gadam.
Tylko ja naprawdę pilnuję kalendarz i ja siedzę z tym kalendarzem.
Mam takie ręczne, słuchajcie.
Dzisiaj już nikt tak nie robi, ale ja mam kalendarz.
Naprawdę?
Zawsze się mnie każdy pyta, dlaczego ty w ręcznym?
Ja lubię napisać.
A mnie się wszyscy śmieją, że to w Google wszystko trzeba.
Ja mam kalendarze, jeszcze jak byłam młodą dziewczyną, to ja mam z 20 lat każdy rok zapisany.
I do dziś mi to zostało, chociaż w telefonie.
Ja też normalnie A4, wiecie, jadę tam, sama robię, kreślę i wpisuję, słuchajcie, to są moje godziny i ja wiem, i ja chodzę, zapisuję się i robię rzeczy dla siebie.
Taki kalendarz jest później takim pamiętnikiem.
Wiesz co, jak łatwo też obejrzeć taki miesiąc, na przykład, co ty zrobiłaś dla siebie.
Czarno na białym.
Czarno na białym.
Wiesz, jak ja sięgam po kalendarz z 2012 roku i patrzę sobie, jakie myśli tam zapisywałam, jakie fajne spotkania miałam, jakich fajnych ludzi poznałam.
Mówię, wow.
I to też dla głowy jest, że jednak patrz, ile fajnych rzeczy się wydarzyło.
Ja też tak samo robiłam na przykład z... Jak byłam w ciąży, to pamiętam, miałam takiego lekarza, który mnie prowadził, kazał mi też robić właśnie kalendarz.
W sensie strasznie na to buntowałam, żeby zapisywać, co jem.
Ale potem ja, wiecie, jak obejrzałam ten miesiąc cały, co ja jadłam, to wiecie, to tak wychodzi czarno na białym wtedy, co my...
w ten organizm nasz sobie pakujemy, a czego nie pakujemy.
I tym bardziej to tak działało wtedy, no bo byłam w ciąży, więc zależało mi bardzo, żeby to było zdrowo, ale też nauczyłam się takiego właśnie nawykowo po prostu zdrowego odżywiania.
Ale to też dzięki temu, że to zapisywałam i że jakby zobaczyłam to w obrazku.
Bo tak to wiecie, no nie zapomnę, a to jutro, a zacznę pić wodę od poniedziałku, a potem tam.
Ale pisanie jest terapeutyczne, także ja też namawiam często.
plus po prostu zwyczajnie widzisz to później naocznie i już tego, no nie uciekniesz od tego, nie?
Trudno jest sobie wtedy powiedzieć, no nie udało się, no nie udało się, bo nie chciałaś tak na koniec dnia, nie?
Więc ja dzisiaj już tak sobie nie uciekam od tego, żeby dbać o siebie.
Fajnie.
Kasiu, dziękujemy ci za tą rozmowę.
Dziękuję wam bardzo za zaproszenie.
Dziewczyny, kochane, jak słuchacie, to zapraszamy do tej lektury.
Ona jest bardzo wartościowa, daje dużo nadziei, dużo siły, takiej wiary w siebie, odwagi, zrozumienia, akceptacji.
Bo dzisiaj akceptacja jest bardzo ważna, bo ona otwiera nam drogę do zmiany.
I od niej wszystko się zaczyna.
To, co najlepsze w życiu.
Dziękuję wam, dziewczyny, za zaproszenie.
Dzięki.
Ostatnie odcinki
-
Charakter nie rodzi się w ciszy. Paulina Andrze...
28.01.2026 16:30
-
Biznes bez lukru: emocje, których nikt nie poka...
21.01.2026 16:30
-
Co Twoje włosy mówią o Twoim zdrowiu? Anna Mackojć
14.01.2026 16:30
-
Cykliczna rewolucja. Dr Agnieszka Nalewczyńska ...
07.01.2026 16:30
-
ABC związku: jak nie „zagrzybić kanapy” w miłoś...
02.01.2026 16:30
-
Zmiana to wybór. Od czego zacząć? Oskar Wątorek
25.12.2025 16:30
-
Jak odzyskać siebie? Kobieca twarz depresji. Ma...
17.12.2025 16:30
-
Zdrowie holistyczne: konieczność czy moda? Dr M...
10.12.2025 16:30
-
Gdy psychika dziecka woła o pomoc. Diana Rychte...
03.12.2025 16:30
-
Jak odbudować siebie po kryzysie? O sile w trud...
26.11.2025 16:30