Mentionsy

Olga Herring True Crime
29.07.2025 18:00

Autobus prosto do piekła

ULTIMO: https://www.klawo.io/podcast/strzelanina-w-ultimo/


Właśnie trwają wakacje. Wiktoria, która za niecały miesiąc skończy 19 lat, rusza z dwiema koleżankami na imprezę do jednego z katowickich klubów, a gdy nad ranem wraca do domu, w autobusie spotyka nieznajomego rówieśnika. Nie ma pojęcia, że ten zwyczajny chłopak, który oferuje swoją pomoc, nie jest tym na kogo wygląda.📩 Kontakt: [email protected] wysłuchać przed premierą? Zostań moim wspierającym.


Będzie mi bardzo miło jeśli zechcesz obserwować moje media społecznościowe, tam dowiesz się, kiedy pojawi się kolejny odcinek.


Instagram: https://www.instagram.com/olgaherring.yt/

Fanpage: https://www.facebook.com/olgaherring.yt/


Źródła: Reportaż własnyPomoc: Iga Świerżewska

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 703 wyników dla "Sądzie Okręgowym w Gliwicach"

Do piwnicy, która została zagospodarowana na salę sprzedażową, prowadziły wąskie, kręte, metalowe schody.

Pierwsza na dół skierowała się Natalia, a każdy jej krok odpowiadał metalicznym stukaniem.

Zeszła zaledwie kilka stopni i nagle zatrzymała się bez słowa i w szoku złapała się za usta, jakby chciała powstrzymać krzyk.

U stóp schodów zobaczyła Daniela.

Od razu wiedziała, że to on.

Leżał bezwładnie na brzuchu, a twarz miał zwróconą w stronę schodów.

Był siny, a dookoła niego było mnóstwo...

Ten dzień nigdy nie został przeanalizowany tak dokładnie.

Dzień, który grubą czcionką zapisał się w historii polskiej kryminalistyki.

Ta sprawa ciągle wraca, rodzi dyskusję i polaryzuje ludzi jak mało która.

Czy to historia o kobiecie, która straciła młodość za sprawą fałszywych oskarżeń, a może dramat ofiary, która z rąk koleżanki straciła męża, a sama cudem uszła z życiem?

Zapraszam Cię do wysłuchania mojego podcastu o zbrodni w Ultimo.

Najbardziej szczegółowy, oparty na wnikliwej analizie akt i rozmowach z osobami związanymi ze zbrodnią, zeznania, których nie znaliście, wątpliwości, które zostają rozwiane i analiza badania wariograficznego.

To i znacznie więcej czeka na Was w 3,5 godzinnym odcinku specjalnym, który dostępny jest już teraz na platformie Klawo.

Żeby go wysłuchać, kliknij w link w opisie tego filmu.

Sprawa, o której dzisiaj opowiem, wstrząsnęła całym Śląskiem, a w wielu ludziach historia zwyczajnej osiemnastolatki z Bytomia wywołała przerażające przemyślenia.

To równie dobrze mogła być moja córka, moja siostra czy moja koleżanka.

Bo kto z nas żegna wychodzące w piątkowy wieczór nastoletnie dziecko z myślą, że już nigdy więcej się nie zobaczymy?

Kto by przypuszczał, że pomocna dłoń wyciągnięta przez obcego nastolatka z autobusu okaże się być śmiertelną pułapką.

Wiktoria Kozielska przychodzi na świat 6 września 2004 roku.

Jest wyczekanym i pierwszym dzieckiem swoich rodziców, Mariusza i Agnieszki.

To dla młodego małżeństwa przełomowy czas, bo nie tylko witają na świecie wymarzoną córkę, ale też właśnie teraz wprowadzają się na swoje, do mieszkania na pierwszym piętrze pięknej kamienicy w samym centrum Bytomia.

I o ile kamienica jak i lokalizacja robią wrażenie, to samo mieszkanie jak i budynek wewnątrz niestety jest mówiąc wprost ruderą.

Państwo Kozielscy mają tu do dyspozycji tylko ubikacje.

Ściany są odrapane, a stary, ledwo działający piec kaflowy i drewniane okna sprawiają, że zimą jest tu zimno, a latem panuje ukrop.

Jednak pomimo tych wielu istotnych wad to ich miejsce, ich dom i miasto, które kochają.

Mieszka tu ponad 180 tysięcy mieszkańców.

Jest stąd też bardzo blisko do wielu dużych okolicznych miast.

I rzeczywiście...

Mama Wiktorii, pani Agnieszka, znajduje pracę w okolicznym warzywniaku, a jej tata, pan Mariusz, jest budowlańcem i nie brakuje dla niego pracy na wciąż rozbudowującym się Śląsku.

Rodzina żyje spokojnie, nie jest ani szczególnie bogata, ani też nie ma problemów finansowych, chociaż tu większość wydatków stanowi stopniowy remont zrujnowanego mieszkania.

Przynosi to efekt, bo pan Mariusz własnymi rękami wymienia okna, stawia nowy piec, wydziela też łazienkę, w której wreszcie mogą normalnie się kąpać.

Dzięki swojej ciężkiej pracy wreszcie zamieniają Ruderę w przyjemny, przytulny, własny kąt.

W końcu mają wszystko, a przede wszystkim mają Wiktorię, która od kiedy tylko pojawiła się na świecie, jest ich oczkiem w głowie.

Dziewczynka jest bardzo żywym i ciekawym świata dzieckiem.

Jest raczej grzeczna, w takim sensie, że nie sprawia rodzicom problemów, ale trzeba przyznać, że ma swój charakterek.

Lubi stawiać na swoim, wszędzie jej pełno i już teraz widać, że kształtuje się w niej silna osobowość.

I tak rzeczywiście jest, bo Wiktoria dorasta i buduje swój świat po swojemu, a jej relacje z bliskimi zacieśniają się i nieco zmieniają formę.

Mama Wiktorii, pani Agnieszka, urodziła ją dość wcześnie, gdy miała 18 lat, dlatego z każdym kolejnym rokiem ta różnica wieku między nią a córką wydaje się jakby mniejsza.

Razem spędzają mnóstwo czasu, a kiedy Wiktoria staje się nastolatką, to właśnie mama jest powierniczką jej sekretów i osobą, z którą Wiktoria najwięcej spędza czasu.

Jeżdżą na wycieczki, chodzą na basen, ale coraz częściej na pierwszy plan wysuwa się ten żeński pierwiastek.

Pani Agnieszka i Wiktoria uwielbiają urządzać sobie tak zwane babskie wieczory czy wyjścia.

Potrafią spędzać długie godziny wspólnie włócząc się po okolicznych galeriach handlowych.

I nie chodzi o to, żeby coś kupić, ale żeby pochodzić, pooglądać i po prostu porozmawiać.

To Wiktoria doradza jej co kupić, co się teraz nosi.

Razem wyglądają bardziej jak przyjaciółki niż mama z córką.

Jednocześnie wcale nie jest tak, że ze względu na bardzo bliską relację z mamą Wiktoria zamyka się na świat, wręcz przeciwnie.

Z natury jest bardzo towarzyska i nie lubi nudy ani siedzenia w domu.

Ma wrodzoną łatwość w nawiązywaniu nowych znajomości, co skutkuje tym, że z czasem tworzy wokół siebie zżytą grupę kolegów i koleżanek z okolicy.

Wszyscy mieszkają tu, w Bytomiu, chodzą do pobliskich szkół,

i budują taką mini społeczność młodzieży w podobnym wieku.

Ostatecznie najbliższe Towarzystwo Wiktorii to duża grupa, około 30 nastolatków, którzy wspólnie przesiadują na pobliskim boisku, grają w koszykówkę i jak to młodzi ludzie, po prostu dobrze się bawią.

Ale to nie tylko siedzenie na ławce.

Oprócz tego tworzą coś więcej, trochę namiastkę rodziny.

W grupie panuje stara jak świat zasada, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

To właśnie z rówieśnikami Wiktoria poznaje ten drugi świat, w którym raczej rodzice nie uczestniczą.

Pierwsze miłości, pierwsze imprezy, pierwsze piwo.

Na przykład, gdy ma 17 lat, za ich plecami robi swój pierwszy tatuaż.

Na początku go ukrywa, ale nie jest to łatwe, bo ma go na ręce i po jakimś czasie rodzice orientują się, że córka trochę zaszalała.

Jak mają się na nią gniewać?

Muszą powoli zacząć akceptować, że Wiktoria będzie dorosła i będzie podejmowwłasne decyzje.

Poza tym, gdy dowiadują się, co tak naprawWiktoria sobie wytatuowała, to są bardziej wzruszeni niż źli.

To z tego też powodu pan Mariusz i pani Agnieszka sami grają w jej grę.

Udają, że o niczym nie wiedzą, a Wiktoria chyba myśli, że skutecznie ukrywa swoją tajemnicę pod rękawem.

Wiktoria, jak to nastolatka, ma więc swoje szalone pomysły, ale są one raczej niegroźne.

Zresztą o zrobieniu tatuażu mówiła już od dawna i rodzice i tak czuli, że to się wydarzy.

Najważniejsze jest dla nich to, że i tak są blisko.

Wiktoria widzi, że jej mama i tata to naprawwyrozumiali ludzie, którym może powiedzieć wszystko.

To między innymi dlatego, że ma fajnych rodziców, to u niej najczęściej młodzież robi sobie posiadówki ze znajomymi.

Wiktoria regularnie organizuje w mieszkaniu wieczorki kinowe z popcornem i czymś ciepłym do picia.

Ma tu swój malutki pokój, ale może niedługo się to zmieni.

W mieszkaniu planowany jest duży remont,

włącznie ze zmianą rozkładu.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to właśnie jej przypadnie nowy, znacznie większy od obecnego pokój, który na dodatek będzie mogła sama urządzić i to od zera.

I taki przywilej to nie przypadek, a raczej pewnego rodzaju forma nagrody, bo Wiktoria mówiąc kolokwialnie zapracowała sobie na to.

Bardzo dobrze się uczy i przede wszystkim rodzice nie muszą stać jej nad głową.

Sama się pilnuje, jest zdyscyplinowana i samodzielna i najpewniej wynika to z prostej kwestii, ale nie do końca oczywistej dla kogoś w jej wieku.

Bo Wiktoria w zasadzie już od dawna doskonale wie, czego chce od życia.

Co prawda po podstawówce miała drobny dylemat, cukiernictwo czy fryzjerstwo, ale zawahanie trwało krótko i wybrała to drugie.

W szkole zawodowej, znowu, podobnie jak na wcześniejszych etapach edukacji, ma dobre stopnie, nie ma problemów z frekwencją i to, co lubi najbardziej, to chodzić na praktyki.

Dopiero tu uczy się prawdziwego zawodu i...

Okazuje się, że jest dobra w tym, co robi.

Ma pewną rękę i talent do wymyślnych fryzur.

Szykuje się też do niełatwego egzaminu zawodowego, który ostatecznie bez problemu zdaje i tym samym kończy szkołę fryzjerską.

Ten życiowy kierunek jest świadomym wyborem, ale nie zero-jedynkowym, bo samo fryzjerstwo to dla Wiktorii trochę za mało.

Bardzo o siebie dba, zawsze ma idealną fryzurę, ale też makijaż, rzęsy, brwi i paznokcie.

Dlatego jeżeli myśli o swojej przyszłości, to widzi się we własnym salonie, ale nie tylko skupionym na włosach.

Raczej w którym kompleksowo będzie mogła dbać o swojej klientki, dokładnie tak jak dba o siebie.

Dlatego po ukończeniu szkoły fryzjerskiej postanawia poszerzyć swoje kompetencje i rusza na szkolenie ze stylizacji paznokci.

Szybko też okazuje się, że i w tym jest naprawdę dobra, bo znowu po prostu robi to, co lubi.

Wiktoria zaczyna tym wręcz żyć.

Nie sposób określić kiedy dokładnie się to dzieje, ale nagle ustawiają się do niej kolejki na manikir czy stylizację brwi i w zasadzie kiedy własny salon wciąż znajduje się w strefie marzeń, Wiktoria ma już stałe klientki.

Ciągle ma też w głowie, że niedługo rozpocznie się remont mieszkania i że wreszcie będzie miała swój znacznie większy pokój, w którym teraz już wie, że m.in.

Wiktoria na własnej skórze orientuje się, że jej plany są coraz bardziej realne i sprecyzowane, a żeby otworzyć sobie jeszcze więcej dróg,

Po wakacjach 2022 roku dziewczyna rusza do liceum zaocznego w Piekarach Śląskich, gdzie kontynuuje naukę.

W tym samym czasie, bo na początku września, wreszcie też przychodzi dzień, na który tak długo czeka każdy nastolatek.

Jej osiemnaste urodziny i jednocześnie oficjalna, udokumentowana dorosłość.

Z tej okazji rodzice pomagają zorganizowWiktorii huczną imprezę dla jej licznej paczki znajomych.

Ale co ciekawe, dziewczyna chce wszystko sama sfinansować ze swoich odłożonych pieniędzy.

Sprawia sobie też prezent na całe życie.

Kolejny tatuaż, który z czasem rozrasta się i w efekcie pokrywa całą jej prawą rękę, tworząc tak zwany rękaw.

Wiktoria zaraża też swoją mamę pasją do tatuaży i na kolejne sesje chodzą już razem, a nawet razem przykuwają sobie języki.

Pełnoletność to dla Wiktorii otwarcie kolejnych drzwi, dlatego niemal od razu, gdy dowód osobisty trafia w jej ręce, zaczyna szukać pracy.

Wie, że nie pochodzi z bogatej rodziny i rodzice nie będą w stanie zafundować jej salonu z wyposażeniem, zdaje sobie sprawę, że cel celem, ale na biznes marzeń musi zarobić sama.

Najwięcej udaje jej się zarobić podczas koncertów i festiwali, gdzie zatrudnia się jako ochroniarka, ale to tylko praca od czasu do czasu, dlatego szuka dalej i trafia na ofertę, która wydawałoby się jest kompletnie z innej bajki.

Mimo wszystko Wiktoria ma zamiar spróbować i rozpoczyna pracę w hurtowni części samochodowych.

Razem z nią równolegle przyjmuje się jeszcze kilkoro jej znajomych, ale tylko ona zostaje tu na dłużej.

Chociaż sama marzy o salonie piękności, a nie warsztacie...

To znowu skupia się na celu i na tym, żeby dobrze wykonywać swoje obowiązki, dzięki czemu w hurtowni są z niej zadowoleni, a jej udaje się odłożyć gotówkę na spełnienie kolejnego marzenia i kolejnego punktu na mapie prowadzące ją do celu.

Sama opłaca sobie kurs na prawo jazdy, co budzi podziw jej rodziców.

Znowu pokazuje, że jest konsekwentna i że systematycznie realizuje obrane sobie cele.

Na dodatek będzie pierwszą osobą w domu z prawem jazdy, bo ani jej mama, ani jej tata nie posiadają takich uprawnień.

To, że Wiktoria wie czego chce i że idzie w obranym przez siebie kierunku, to coś co ogromnie szanują jej znajomi i czego też trochę jej zazdroszczą.

Jedna z koleżanek zwierza się nastolatce, że też by tak chciała, ale nie wie czego chce, ani jak znaleźć swoją drogę.

Wiktoria ma w sobie dwa bieguny, które jednak potrafi pogodzić.

Dalej jest szaloną nastolatką, która lubi pójść na imprezę i wrócić do domu nad ranem,

Pani Agnieszka i Pan Mariusz są naprawdę dumni z córki.

Nie mogliby sobie wymarzyć lepszego dziecka.

Bardzo jej kibicują i sami ją podziwiają, chociaż wciąż zaskakuje ich swoimi pomysłami.

Kiedy w pewnym momencie coraz częściej zaczyna mówić o psie i o tym, że marzy o swoim czworonogu, rodzice już wiedzą do czego to zmierza.

Tak samo jak z tatuażem, tak samo jest i w tym wypadku i pewnego dnia Wiktoria po prostu wraca do domu z małym szczeniaczkiem, stawiając wszystkich przed faktem dokonanym.

Znowu jednak zdaje test.

To ona opiekuje się psem, ona wyprowadza go na spacery i tak jak obiecywała, to jej zwierzę i nie zrzuci na rodziców kolejnego obowiązku.

Pani Agnieszka i Pan Mariusz wiele odpuszczają córce i często przymykają oko, ale jest coś, jedna drobna rzecz, która ciągle ich martwi.

Dla nich Wiktoria wciąż jest jeszcze dzieckiem i jak dziecko potrafi być ufna.

Nigdy nie podejrzewa innych o złe zamiary i bezgranicznie wierzy w ludzi i ich dobre intencje.

To oczywiście szlachetna cecha, ale dla młodej, atrakcyjnej i wchodzącej w dorosłość dziewczyny może być bardzo niebezpieczna.

Rodzice co prawda zawsze są informowani, gdzie wychodzi Wiktoria, kiedy wróci, a gdy się spóźnia lub zmienia plany, zawsze ich o tym informuje, ale to nie do końca ich uspokaja.

Wielokrotnie proszą córkę, żeby zawsze na siebie uważała i zwracała większą uwagę na to, komu ufa i z kim rozmawia.

Już za niespełna miesiąc Wiktoria skończy 19 lat.

Ma nadzieję, że uda jej się znowu zorganizować imprezę dla znajomych.

Może nie tak huczną jak rok temu, ale trudno nie mówić o hucznej imprezie, kiedy ma się tak duże grono znajomych.

Jest coś jeszcze, co wymarzyła sobie na swoją dziewiętnastkę.

Chciałaby w taki niekonwencjonalny sposób wejść w nowy rok swojego życia.

Do spełnienia marzenia zostały jej jednak jeszcze niecałe cztery tygodnie, a dzisiaj ma wolny wieczór, więc jako, że jest piątek, zaczyna planować swój czas.

Jej tata jedzie za moment oglądać nowe meble.

Powoli kończy się remont ich mieszkania w kamienicy w Bytomiu.

Tego, w którym Wiktoria mieszka od urodzenia i już niedługo będą mogli wprowadzić się z powrotem.

Od jakiegoś czasu żyją w tymczasowym lokum i odliczają dni do końca prac.

Wiktoria wreszcie też będzie miała swój znacznie większy wymarzony pokój.

Wybrała już wszystkie meble, dokładnie takie o jakich marzyła.

Tata jedzie więc dopinać ostatnie szczegóły, ale córka nie będzie mu towarzyszyć, bo ma na dzisiaj plany.

Tak naprawdę planowała z koleżankami ten dzień już od środy.

Jest piątek, zbliża się wieczór.

Wiktoria i jej dwie koleżanki mają ochotę się pobawić, potańczyć i coś wypić.

Tylko one, babski wieczór bez żadnych chłopaków.

Dziewczyny postanawiają, że przygotują się.

Zrobią się na bóstwo i późnym wieczorem ruszą na miasto.

Pojadą do oddalonych o kilkanaście kilometrów Katowic, gdzie znajduje się znany klub Energy 2000.

To tu co weekend i nie tylko zjeżdża się mnóstwo ludzi, żeby razem potańczyć do muzyki lub wysłuchać koncertu ulubionego artysty.

Wiktoria często tu bywa, więc wyjście do NRG nie jest niczym niezwykłym.

Zanim jednak dziewczyny ruszą na miasto, jeszcze około godziny 17 odwiedzają panią Agnieszkę w miejscu jej pracy.

Nastolatka informuje mamę, że ma na dzisiaj plany, ale nie mówi jej prawdy o klubie, tylko przekazuje, że spędzi czas z koleżankami na ogródkach działkowych.

Dlaczego tym razem nie mówi prawdy?

Być może nie chce martwić rodziców.

Impreza na działkach tylko z koleżankami brzmi spokojniej niż wielki klub z mnóstwem obcych ludzi.

Pani Agnieszka nie dostrzega kłamstwa.

A córka zapowiada, że nie będzie jej całą noc i że mogą spodziewać się jej dopiero w sobotę rano.

Dodaje też, że w sumie to jest zmęczona po pracy, a pani Agnieszka od razu to podchwytuje i zagaduje do córki, że może sobie jednak dzisiaj odpuści i zostanie w domu, wyśpi się, a rano pojadą razem na wspólne sobotnie zakupy.

Ale Wiktoria już postanowiła.

Wygląda pięknie, ma czarną, obcisłą sukienkę na ramionczkach i sportowe buty.

Idealnie zrobiony makijaż i włosy.

Obiecuje, że wróci rano, zdrzemnie się na chwilę i razem pojadą do sklepu.

Na odchodne mama jeszcze raz prosi Wiktorię, żeby uważała na siebie, na co córka całuje ją w policzek, mocno ściska i wychodzi.

Następnie nastolatki ruszają, żeby rozpocząć zabawę.

Najpierw spotykają się tam gdzie zawsze, na boisku przed szkołą.

Plan jest prosty, skoro idą do klubu, to tam wszystko będzie kilka razy droższe, dlatego na miejscu, w pobliskim sklepie, kupują butelkę wódki, którą wspólnie wypijają i która ma podbić atmosferę zabawy.

Gdy butelka jest już pusta, ruszają na przystanek i jadą prosto do centrum Katowic, a do klubu trafiają w okolicach północy.

Jest piątek, na miejscu jest mnóstwo ludzi.

Dookoła kręcą się też znajome twarze z Bytomia.

Jest też drogo, dlatego dziewczyny kupują sobie jedno piwo, a jednego drinka kupuje im jakiś znajomy.

Wszystkim dzielą się na trzy.

Chociaż w samym klubie nie piją za wiele, to opróżniona wcześniej butelka sprawia, że zaczyna szumieć im w głowach.

Tylko zamiast dobrej zabawy, Wiktorii robi się niedobrze.

Stańczenia nici, bo dziewczyna zaczyna walczyć, żeby nie zwymiotować.

Żeby poczuć się lepiej, kładzie się w loży, a koleżanki na zmianę jej doglądają.

Na szczęście, po godzinie i kilku szklankach wody, Wiktoria wreszcie czuje się lepiej.

Na tyle dobrze, że razem z przyjaciółkami wraca na parkiet.

Jest kolejny dzień i właśnie trwa sobotni poranek, ale w mieszkaniu rodziców Wiktorii od świtu panuje odrobinę nerwowa atmosfera.

Mimo wcześniejszych zapowiedzi i obietnicy złożonej w sklepie, Wiktoria jeszcze nie wróciła do domu.

że pewnie pojechała przenocować do jednej z koleżanek, ale dziwi się, że córka jej o tym nie poinformowała.

Zawsze, nawet w środku nocy, wysyła krótkiego smsa z informacją, że plany się zmieniły, a tym razem wyjątkowo tego nie zrobiła.

Pani Agnieszka próbuje dodzwonić się do córki, ale bez skutku.

Zakłada więc, że Wiktoria pewnie śpi, dlatego nie pozostaje jej nic innego jak cierpliwie czekać.

Zwłaszcza, że nic teraz nie zrobi.

Jednak gdy mija poranek, Wiktoria dalej milczy, podobnie jak jej telefon.

Jej mama zaczyna się już poważnie niepokoić i cały czas jest w kontakcie z mężem, który również nie rozumie sytuacji.

Małżeństwo próbuje więc dowiedzieć się o co chodzi i skoro telefon ich córki milczy, dzwonią do koleżanek, z którymi nastolatka bawiła się tej nocy, ale żadna nie odbiera.

Pewnie tak jak Wiktoria i one odsypiają imprezę.

Jednak gdy mija popołudnie, a razem z nim upływają kolejne godziny ciszy, pani Agnieszka i pan Mariusz nie potrafią myśleć już o niczym innym niż o tym, dlaczego Wiktoria ciągle się nie odzywa.

Znowu zaczynają wydzwaniać do koleżanek, które bawiły się z Wiktorią zeszłej nocy i w końcu udaje im się z nimi porozmawiać, ale te nie wiedzą, gdzie jest ich koleżanka.

Wiedzą, że Wiktoria bardzo lubi spać, ale żeby nie pojawić się i nie dać znaku życia tyle czasu, to nie jest do niej podobne.

Poza tym w domu czeka jej ukochany piesek.

To jej obowiązek i to ona zawsze wyprowadza go rano.

Nigdy wcześniej nie zaniedbywała swoich obowiązków.

I gdy rodzice zachodzą w głowę, jak rozwiązać tę zagadkę, niespodziewanie o 14.21 pani Agnieszka otrzymuje na swój telefon smsa, który przyprawia ją o szybsze bicie serca.

Wiadomość brzmi, dzień dobry, nazywam się Mateusz, Wiktoria jest u mnie i niedługo z pewnością wróci.

Pani Agnieszka w osłupieniu jeszcze przez chwilę trzyma telefon i patrzy na wiadomość.

Nie na takie wieści liczyła.

Dlaczego to jakiś Mateusz pisze do niej, a nie Wiktoria?

Dlaczego córka nie zadzwoniła?

Ten SMS, który chyba miał ją uspokoić, przynosi w rzeczywistości odwrotny skutek i pani Agnieszka zaczyna tym bardziej czuć, że coś tu jest nie tak.

Od razu próbuje zadzwonić na obcy jej numer, z którego przyszła wiadomość, ale czeka ją zderzenie ze ścianą, bo telefon jest już wyłączony.

Zaniepokojona mama natychmiast informuje o dziwnej sytuacji swojego męża i tylko utwierdza się w przekonaniu, że coś tu nie gra.

Znowu razem dzwonią do wszystkich koleżanek i kolegów córki.

Znowu każdego pytają, czy wiedzą, gdzie może być Wiktoria i czy znają jakiegoś Mateusza.

Może bawił się z nimi wczorajszej nocy, ale nikt nie wie, o kogo może chodzić.

Mają tylko jakieś szczątkowe informacje.

Wiktoria nie wróciła ze spotkania na działkach, potem zgłasza się jakiś chłopak, który pisze, że Wiktoria jest u niego, ale który od razu wyłącza telefon.

Wszystko jest dziwne i niezrozumiałe.

Chyba, że to oni panikują, a tak naprawdę nic wielkiego się nie dzieje.

Tego już nie potrafią sobie wytłumaczyć.

Zwłaszcza, że mijają kolejne godziny i nic się nie wyjaśnia, a Wiktoria nadal nie daje znaku życia.

Mało tego, sytuacja staje się jeszcze bardziej napięta, kiedy do mamy nastolatki dzwoni jej koleżanka.

Ma roztrzęsiony głos i nie wie, czy powinna to mówić, ale czuje, że musi.

Właśnie usłyszała od syna, że w Radzionkowie, mieście graniczącym z Bytomiem, odnaleziono ciało młodej dziewczyny i że już krążą plotki, że ktoś celowo odebrał jej życie.

Pani Agnieszka zamiera i w jednej sekundzie ogarnia ją niewyobrażalne przerażenie.

A co jeśli to Wiktoria?

Bo jak inaczej wytłumaczyć sobie to, że tyle godzin jej nie ma?

Mama, chociaż z całych sił próbuje odgonić od siebie tak potworną myśl, to nie potrafi tego zrobić skutecznie.

Po prostu z jakiegoś powodu, którego nie umie wyjaśnić, czuje, że to jej córka.

W jednej chwili ogarnia ją zimny dreszcz.

Przypomina sobie moment pożegnania z Wiktorią.

kiedy nastolatka w sklepie objęła ją i pocałowała w policzek.

Nigdy tak nie robiła i od razu zwróciło to uwagę jej mamy.

Teraz pani Agnieszka zaczyna uświadamiać sobie, co tak naprawdę poczuła w tamtym momencie.

To było coś dziwnego, jakby miały się nigdy więcej nie zobaczyć.

Chociaż złe przeczucie staje się tak uporczywe, że ledwo pozwala bliskim funkcjonować, to wiedzą, że muszą działać.

Rodzina i znajomi osiemnastolatki publikują posty na portalach internetowych, w których proszą o pomoc w szukaniu Wiktorii.

Piszą ile ma lat, ile wzrostu, że szukają jej i udostępniają zdjęcia, a na każdym z nich jest uśmiechnięta i radosna.

Świat wędruje udostępnienie za udostępnieniem,

A wieść, że zaginęła młoda, śliczna dziewczyna szybko obiega media społecznościowe.

Wszyscy mają nadzieję, że to przyniesie efekt i że zaraz zgłosi się ktoś, kto posiada ważne informacje bądź kto wie, co dzieje się z dziewczyną.

W tym samym czasie, w okolicach 19, już kompletnie przerażeni rodzice idą zgłosić zaginięcie swojej córki na policję.

Małżeństwo od razu zostaje przyjęte i wysłuchane z uwagą.

Wręcz gdy pojawiają się na komisariacie, mają wrażenie jakby ich obecność wywołała małe poruszenie.

Jednak może to tylko ich wyobraźnia, bo chwilę później pan Mariusz siada razem z dyżurnym i po prostu przekazuje wszystkie potrzebne informacje, a w tym samym czasie jego żona, pani Agnieszka, poproszona jest, żeby wróciła do domu, by tam czekać na Wiktorię w razie gdyby pojawiła się w mieszkaniu.

Kto wie, może już tam jest.

Gdy pani Agnieszka kieruje się do domu, w tym samym czasie tata opowiada, co wiedzą razem z żoną, kiedy ostatni raz widziano Wiktorię.

wi też, że wieczorem córka wyszła z dwiema koleżankami, z którymi spędziła czas na ogródkach działkowych.

Dlatego policjanci wzywają na rozmowę obie dziewczyny i wtedy wszystko się zmienia.

Najaw wychodzi, że nastolatki wcale nie bawiły się na ogródkach działkowych.

Poszły wczoraj we trzy do klubu, a wyszły z niego.

Tylko we dwie.

Zarówno tata Wiktory, jak i policjanci próbują zrozumieć o co tutaj chodzi.

Jak to wyszły tylko we dwie?

Ale koleżanki tłumaczą, że po prostu przyjaciółka w pewnym momencie im zniknęła.

Szukały jej czterdzieści minut, może nawet godzinę, ale bez skutku.

Gdy o czwartej nad ranem przyjechał po nie chłopak jednej z nich, nie miały wyjścia.

Po prostu opuściły lokal bez Wiktorii, zakładając, że poszła sobie do domu nikogo o tym nie informując.

To jednak nie wszystko.

Wiktoria zawsze miała taki zwyczaj, że gdy przychodziła do klubu, wszystkie swoje rzeczy, przede wszystkim torebkę z dokumentami, zostawiała w szatni, bo nie lubiła mieć niczego w rękach.

Przeszkadzał jej nawet telefon, dlatego zawsze prosiłaby jakaś koleżanka, która zabiera do klubu torebkę, brała jej go na przechowanie.

Wczoraj było tak samo.

Jedna z koleżanek miała przy sobie telefon Wiktorii przez całą noc i gdy zakończyła się impreza, wróciła z nim do domu.

Wychodząc z klubu, przyjaciółki poszły jeszcze do szatni i tam zauważyły, że w szafce, którą wzięły na trzy, wciąż leżała torebka Wiktorii, którą, zakładając, że ta już wyszła z NRG, także zabrały ze sobą.

To z kolei prowadzi do jednego wniosku.

Gdziekolwiek teraz Wiktoria jest, nie ma przy sobie pieniędzy, telefonu ani dokumentów.

Tacie Wiktorii od razu przychodzą do głowy najgorsze myśli.

Koniecznie trzeba sprawdzić ten trop i od niego zaczyna policja, ale szybko udaje się ustalić, że nikogo o podobnym wyglądzie czy wieku nie przyjęto wczorajszej nocy.

Dlaczego w ogóle dziewczyny się rozdzieliły?

Jednak najpewniej wpłynęło na to kilka czynników.

Przede wszystkim późna pora, efekt wypicia alkoholu, młody wiek, a także zjawisko rozproszenia odpowiedzialności.

Koleżanki po prostu pojechały do domu zakładając, że pewnie pijana Wiktoria wyszła już wcześniej bez słowa i one i tak już niczego nie zdziałają.

Poza tym na pewno nie stało się nic wielkiego, bo jeszcze około 6 rano Wiktoria kontaktowała się z nimi.

Pisała i dzwoniła z telefonu jakiejś obcej dziewczyny.

Pytała najpierw jedną z koleżanek, czy może do niej przyjechać, potem drugą.

W końcu jedna z nich się zgodziła, a Wiktoria zapisała sobie kod do domofonu, żeby wejść w razie gdyby koleżanka nie usłyszała dzwonka.

Niestety, mimo zapowiedzi, że pojawi się u niej, na miejsce nie dotarła.

Gdyby jednak wiedziały, że to wszystko tak się skończy, nie dopuściłyby do takiej sytuacji.

W tamtym momencie, gdy opuszczały klub, wszystko wydawało się takie niewinne.

Przecież nie miało prawa wydarzyć się nic złego.

Policjanci chcą zweryfikować słowa koleżanki i kontaktują się z młodą dziewczyną, z której telefonu korzystała Wiktoria.

Okazuje się, że rzeczywiście.

Wczoraj także bawiła się na mieście i nad ranem pod klubem zaczepiła ją wyraźnie pijana, czarnowłosa nastolatka z tatuażem na ręce i wytłumaczyła, że nie ma telefonu i nie ma jak skontaktować się z koleżankami, które gdzieś zgubiła.

Młoda dziewczyna nie widziała problemu i postanowiła pomóc.

Dała Wiktorii swojego smartfona, a ta zaczęła pisać i dzwonić do przyjaciółek.

Relacjonowała, że jest pod NRG i że tu na nie czeka.

Pałeczkę przejęła nawet ta obca dziewczyna i napisała do przyjaciółek Wiktorii, żeby przyjechały po nią, bo cytuję, jest źle.

W końcu dziewczynom udało się porozumieć.

Jedna z nich zgodziła się, by Wiktoria przyjechała do niej do domu, podała jej kod do domofonu i była gotowa ją przyjąć, ale ostatecznie ta się nie zjawiła, mimo że od celu dzieliło ją kilkanaście minut spędzonych w komunikacji miejskiej.

Jednak co w takim razie wydarzyło się dalej pod klubem?

Wielkie dzięki i do zobaczenia!

że oprócz tego, że wyraźnie sporo wypiła, to nie była smutna ani przestraszona i co chyba najbardziej istotne, była kompletnie sama i nikt jej nie towarzyszył.

W tym samym czasie, gdy na jaw wychodzi prawda o wyjściu do klubu i o tym, że Wiktoria wyszła z niego sama, bez dokumentów i bez telefonu, jej mama, pani Agnieszka, przegląda internet, w którym coraz bardziej huczy na temat rzekomego zabójstwa w Radzionkowie.

Przerażona śledzi coraz to nowe komentarze, aż w końcu trafia na takie, które wręcz nie tylko potwierdzają doniesienia, ale wskazują na to, kto to zrobił.

Gdy czyta, że to niejaki Mateusz zabił młodą dziewczynę, robi jej się słabo.

Przecież o 14.21 to właśnie chłopak o tym imieniu napisał do nich smsa.

A temat tajemniczego Mateusza wraca, bo jest jeszcze jedna istotna kwestia.

Chłopak o takim samym imieniu kontaktował się także z jedną z koleżanek Wiktorii, a raczej nie on, a sama Wiktoria.

Czyli godzinę po tym, jak rozmawiała z drugą nastolatką pod klubem, z messengera chłopaka o imieniu Mateusz, wysłana została wiadomość do jednej z bawiących się w klubie koleżanek, a brzmiała ona.

Tu Wiktoria.

Wiesz, gdzie mam torebkę?

W tym momencie zapada dziwna cisza.

Policjanci spoglądają na siebie, a potem na pana Mariusza, który zauważa ten wzrok.

Nie musieli nic mówić.

Zresztą nic nie powiedzieli.

Padło tylko zdanie, że czas wracać do domu.

Około godziny dwudziestej trzeciej do mieszkania w kamienicy w Bytomiu wraca pan Mariusz, a pani Agnieszka jest zaskoczona, gdy widzi, że nie wraca sam.

Towarzyszą mu funkcjonariusze, którzy wchodzą do środka i zakładają białe rękawiczki, ale nie są tu po to, by zabezpieczyć ślady czy komputer Wiktorii.

Przyszli w jednym celu, by pobrać od rodziców próbki biologiczne do badań genetycznych.

To właśnie w tym momencie do rodziców już na dobre, boleśnie dociera okrutna prawda.

Ich córka już nie wróci do domu.

Cała noc to jeden wielki koszmar.

Rodzicom Wiktorii nie udaje się zmrużyć oka ze stresu.

Ciągle nasłuchują, czekają aż córka stanie w drzwiach, ale nic takiego się nie dzieje.

Ciągle mają nadzieję i chcą wiedzieć co dzieje się w sprawie zaginięcia ich córki i wierzyć, że jednak wróci do domu.

Po długim oczekiwaniu na korytarzu w końcu zostają wezwani.

Nie słyszą jednak sprawozdania na temat tego, co ustalono, gdzie szukano i gdzie będą szukać.

Zamiast tego zostają zabrani do radiowozu, który zawozi ich do Zakładu Medycyny Sądowej na identyfikację ciała.

Kiedy wchodzą do pomieszczenia, w którym na zimnym stole leżą zwłoki, zamierają.

Pani Agnieszka z początku zaprzecza, że to nie Wiktoria.

Widzi tu kogoś, ale nie swoją córkę.

Widać, że przed odejściem przeżył wiele.

Ale chwilę później, gdy spod tkaniny wyjęta zostaje ręka, rodzice zamierają.

Kwiaty wplecione w nie wąż, czaszka i jej i męża daty urodzenia.

To z całą pewnością Wiktoria.

Bliscy nastolatki nie mogą uwierzyć, że ten koszmar to ich nowa rzeczywistość, że Wiktorii już nie ma i że nigdy nie wróci.

Miesza się w nich rozpacz i złość na tego, kto odebrał im ukochane jedyne dziecko.

Jego twarz widzieli już wczoraj, krążyła w sieci.

Chociaż mundurowi niczego jeszcze oficjalnie nie mówią, to oni wiedzą.

Ten potwór jest już w rękach śledczych.

To prawda.

Skończyła się nadzieja na odnalezienie nastolatki żywej, całej i zdrowej.

Teraz pozostaje ustalić, co tak naprawwydarzyło się w ten sobotni poranek.

A to wszystko pozwalają odtworzyć materiały z monitoringów, zeznania koleżanek, świadków, bliskich sprawcy i jego samego.

Jest szósta rano, gdy Wiktoria wychodzi z dyskoteki w Katowicach, w której nie ma już jej koleżanek.

W lokalu, w szatni zostawiła swoją torebkę z dokumentami.

Nie ma też telefonu, z którym do domu wróciła jedna z jej przyjaciółek.

Jedyne, co jej teraz pozostaje, to po prostu wrócić i wreszcie odespać.

Dlatego wychodzi z klubu.

Procenty sprawiają jednak, że jest zdezorientowana.

Pamięta, że przyszła z koleżanką i że z nimi ma wrócić, dlatego zaczepia obcą dziewczynę i prosi ją o pomoc.

Z jej telefonu próbuje skontaktować się z przyjaciółkami, ale już dawno ich tu nie ma.

Wiktoria rusza na przystanek, z którego odjeżdżają autobusy do Bytomia.

Z plebiscytowej kieruje się niespełna 900 metrów dalej, na ulicę Piotraskargi, pod obiekt handlowy Supersam, gdzie odjeżdża najwięcej połączeń.

Zmęczenie i alkohol dają jej się we znaki, kładzie się na ławce, jakby chciała na niej zasnąć, czym zwraca na siebie uwagę pewnej osoby.

To Mateusz, jej rówieśnik, niedawno skończył 19 lat.

Oboje czekają na transport, ale jego noc wyglądała zupełnie inaczej.

On, w przeciwieństwie do Wiktorii, nie wraca z imprezy, a z pracy, a dokładniej z nocnej zmiany.

Pracuje w fabryce plastikowych opakowań.

Robota załatwił mu wujek, ale jej nienawidzi.

Tak naprawdę, Mateusz wielu rzeczy nienawidzi.

Siebie, tego jak wygląda, innych ludzi.

Zaraz wsiądzie do autobusu, który zawiezie go do Radziankowa, którego też nienawidzi, gdzie wynajmuje mikromieszkanie,

A w zasadzie pokój z aneksem.

Po pracy wróci do domu, odeśpi, wstanie, zje coś półprzetworzonego i popije energetykiem.

Znowu rozpocznie kolejny dzień świstaka.

Dzisiaj jednak na przystanku zwraca uwagę na leżącą na ławce dziewczynę.

Ale on nie patrzy na nią w ten sposób.

Przez chwilę myśli nawet, że może powinien jej pomóc.

Widać, że ta noc była dla niej intensywna.

Zwraca uwagę na każdy detal.

Intrygują go też jej tatuaże, a przede wszystkim dziwne daty na ręce.

Nie ma pojęcia czym są, że to daty urodzin rodziców czarnowłosej dziewczyny, którzy za trochę ponad dobę od teraz będą ją opłakiwać.

Gdy na przystanek podjeżdża autobus linii M3, on wsiada pierwszy, wybiera tylną część autobusu i fotele skierowane tyłem do kierunku jazdy.

Gdy usadawia się, zauważa, że leżąca na ławce dziewczyna także wsiada do tego samego pojazdu.

Wchodzi ostatnimi drzwiami i przechodzi cały pojazd, po czym także siada tyłem do kierunku jazdy, ale po przeciwnej stronie autobusu, tuż za kierowcą.

Szybko zasypia, a głowa co chwilę opada jej i na zmianę się unosi.

Mateusz ciągle przygląda się ubranej na czarną dziewczynię.

Za każdym razem, by ją zobaczyć, musi odwracać się przez ramię, ale w pewnym momencie upewnia się, że dziewczyna śpi tak mocno, że niemożliwe, że nagle zniknie mu z oczu.

Z każdym kolejnym przystankiem w autobusie jest mniej pasażerów.

M3 kieruje się na dworzec w Tarnowskich Górach.

Z Piotra z Kargi to aż 25 przystanków.

Wiktoria powinna wysiąść mniej więcej w połowie trasy, ale Sen jest silniejszy.

Przesypia przystanek za przystankiem, a Mateusz zastanawia się, czy jedzie na sam koniec trasy, czy może już dawno przegapiła wysiadkę.

W pewnym momencie chłopak słyszy huk i szmer poruszenia.

To czarnowłosa dziewczyna upadła na ziemię i ktoś pomaga jej wstać.

Mateusz wykorzystuje chwilę, gdy wszyscy patrzą tylko w jednym kierunku i przesiada się bliżej wciąż śpiącej Wiktorii.

Potem siada naprzeciwko niej, a ostatecznie przesiada się obok.

Na zapisach z monitoringu widać, jak Mateusz budzi Wiktorię na końcowym przystanku, jak podaje jej rękę, by pomóc wstać, a potem obejmuje, by pomóc wyjść.

Wyglądają jak para, jak chłopak, który pod ramię prowadzi swoją dziewczynę.

Oboje tego sobotniego poranka trafiają na dworzec w Tarnowskich Górach.

Ale to ani nie jego miejsce docelowe, ani nie jej.

Ona przespała przystanek, ale Mateusz pojechał za Wiktorią.

To wcale nie przypadek.

Już w autobusie zaczęły budzić się drzemiące w nim demony.

Od dawna o tym myślał, dręczyły go te fantazje.

Chciałby kogoś zabić i być może to właśnie ten czas.

Na dworcu Wiktoria siada na ławce, a Mateusz wyraźnie zarzuca sieć.

Skraca dystans, ciągle coś do niej mówi, sprawdza na ile może sobie pozwolić i to dotyka jej kolana, to ramienia, sięga nawet ręką na udo.

W pewnym momencie jednak znika, a analiza monitoringu zdradza dlaczego.

Powód jest prozaiczny, idzie do toalety i gdy z niej wychodzi, niemal biegnie, jakby bał się, że Wiktoria mu ucieknie.

Wyraźnie rozluźnia się dopiero, gdy znowu ją widzi.

Już wie, że to ona przeprowadzi go na drugą stronę.

Mateusz perfidnie wykorzystuje fakt, że Wiktoria jest zmęczona i trochę pogubiona.

Zaprasza ją do siebie, mówi, że pozwoli jej się przespać, zebrać do kupy i jak odpocznie, to wróci do domu.

Wiktoria, widząc wątłego chłopaka o niewinnej buzi, na oko wyglądającego na młodszego od niej, nie czuje zagrożenia.

Analizuje swoją sytuację i dostosowuje ją do możliwości.

Rzeczywiście jest w Tarnowskich Górach.

Do domu w takim stanie wrócić nie może.

Koleżanki od dawna śpią.

Zgadza się pojechać z nieznajomym i razem ruszają do Radzionkowa.

To tu Mateusz wynajmuje swoje mieszkanie, w którym zaszywa się przed światem.

Rzadko ma gości, co widać po stanie tego miejsca.

Wszędzie walają się porozrzucane śmieci i puste opakowania, a w zlewie gniją resztki jedzenia na nieumytych od tygodni talerzach.

Gdzie nie spojrzeć, wszędzie widać niedopałki papierosów i puste paczki.

Są tu też opakowania po prezerwatywach, których nie wyrzuca po spotkaniach ze swoją dziewczyną.

Łazienka także pozostawia wiele do życzenia, a umywalki chyba nigdy nie czyścił.

Widok tego ciasnego, zagraconego i brudnego miejsca przytłacza, a wszystko potęguje półmrok, który serwują zaciągnięte na okna zasłony.

Wiktoria jednak kompletnie się tym nie przejmuje, bo jedyne o czym marzy, to żeby na chwilę się zdrzemnąć.

Przypomina sobie jednak o swoich rzeczach.

Trapi ją niewiedza, czy zostały w klubie, czy koleżanki pamiętały, żeby wszystko zabrać.

Prosi Mateusza o przysługę, by dał jej na chwilę dostęp do swojego messengera, znajdzie w wyszukiwarce koleżankę i zapyta ją, co z jej rzeczami.

Wiadomość zostaje wysłana, ale Wiktoria nie czeka na odpowiedź.

Chce już iść spać i tylko to ma w głowie, szczególnie, że Mateusz odstępuje jej swoje łóżko.

Prosi tylko nieznajomego, żeby obudził ją za godzinę, po czym zasypia, gdy tylko jej głowa dotyka poduszki.

Mateusz zostaje w swoim ciasnym, dusznym pokoju sam i nie sam jednocześnie.

Wie jedno, czuje się z tym nieswojo.

Zaczyna się denerwować, a w zasadzie denerwuje go jej obecność.

Odpala papierosa za papierosem, a Wiktoria śpi niewzruszona.

Wszystko zaczyna go drażnić.

Przede wszystkim to, że nie może robić tego, co chce, bo obudzi to Wiktorię.

Jest zły, że nie może wyjść, że nie może nic zjeść i że tak naprawdę sprowadził sobie do mieszkania problem.

Wzbiera w nim niepohamowana złość, która znowu budzi te same demony.

Od dawna chce kogoś zabić.

Niedawno był już tak blisko.

Spotkał człowieka w kryzysie bezdomności.

Zaprowadził go na ogródek działkowy dziadka.

Tam upił i już prawie to zrobił, ale w ostatnim momencie się wycofał.

Teraz te same myśli znowu niemal krzyczą mu w głowie.

Żeby je opanować, nie gasi papierosa w popielniczce, ale na swojej skórze.

Widok śpiącej Wiktorii z jednej strony go irytuje, z drugiej kusi.

Szturcha ją ciągnie za rękę, woła, żeby wstawała, ale śpi tak twardo, że nic jej nie wzrusza.

Znowu zalewa go fala złości, dlatego postanawia, by to los zadecydował za niego.

Nienawidzi podejmować decyzji, ale ma na ten problem swój system.

Kiedy nie wie, co obejrzeć w telewizji albo dręczy go inny, kompletnie błahy dylemat, zawsze rzuca wtedy monetą i robi to, na co wypadnie.

To jego stała metoda, ale nigdy jeszcze nie zdarzyło mu się posiłkować monetą przy tak poważnej decyzji, przy decyzji o czyimś życiu lub śmierci.

Ale Mateusz naprawdę to robi.

Chwyta za monetę i w głowie ustala zasady.

Wypadnie reszka.

Wiktoria przeżyje.

Ale jeśli wypadnie orzeł, demony dojdą do głosu.

Przez chwilę zatrzymuje się.

Myśli, co tak naprawdę chciałby, by wypadło.

Przed śledczymi i przed sądem wytłumaczy, że nie chciał zabijać i liczył, że moneta powie mu co innego.

Ale jest inaczej, wypada orzeł, a on nigdy nie nagina zasad.

Mateusz sięga do swojego plecaka, w którym zawsze nosi linkę z pętlą.

Nosił ją właśnie na wypadek takiego dnia jak ten, na dłonie wkłada skórzane rękawiczki, po czym siada okrakiem na śpiącej Wiktorii, przygniata ją kolanami i zaciska ręce na szyi.

Zaczyna dusić dziewczynę, ale chyba nie ma wystarczającej siły.

To z kolei powoduje, że rośnie w nim złość.

Zaczyna zadawać ciosy, rękami uderza w głowę.

Przytrzymuje też drobną, kruchą dziewczynę i wykorzystuje ją, a następnie próbuje odebrać życie plastikowym paskiem.

Wiktoria nie ma żadnych szans.

Wszystko dzieje się bardzo szybko, a Mateusz nie waha się nawet przez ułamek sekundy, co czyni go śmiertelnie niebezpiecznym.

W swojej determinacji i złości nawet jego wątłość nie ma znaczenia.

Chęć odebrania życia i chora żądza były silniejsze i dokonuje tego, co od tak dawna nawiedzało jego umysł.

I wtedy dociera do niego, co zrobił.

Sprawdza, czy Wiktoria żyje, szuka pulsu, ale pod palcami nie czuje nawet najdrobniejszego ruchu.

Ulgi, jakiej oczekiwał.

Był przekonany, że odebranie komuś życia uwolni go od tych wszystkich myśli, że poczuje się lepiej i że tym czynem odmieni swoje życie.

Ale nic takiego wcale się nie dzieje.

Wręcz przeciwnie.

Teraz dodatkowo ogarnia go strach przed konsekwencjami.

Zaczyna działać w popłochu i zastanawia się, jak pozbyć się ciała.

Rozbiera je do naga, zawija w pokrowiec na materac, potem owija jeszcze folią i używa pianki montażowej, by zatrzeć ślady.

Próbuje potem podnieść ten makabryczny pakunek, ale nie jest w stanie.

Poza tym mieszka w kamienicy, nie ma możliwości, żeby wyszedł stąd niezauważony, z tak nietypowym przedmiotem.

Kompletnie tego wszystkiego nie przewidział.

Znowu zalewa go uczucie paniki, które tylko potęguje się, gdy po trzynastej jego telefon wydaje krótki, dobrze znany dźwięk.

To wiadomość na Messengerze.

Mateusz chwyta za telefon i oblewa go zimny pot.

Przecież dał Wiktorii telefon, by napisała do koleżanki o torebkę i teraz ta koleżanka pisze do niego, czy Wiktoria poszła już do domu.

Mateusz z początku nie rozumie o co chodzi, ale po chwili łączy kropki.

W tym momencie w Bytomiu...

Rodzice Wiktory już od jakiegoś czasu wydzwaniają do jej znajomych i próbują ją zlokalizować.

Wszczęty został alarm, a koleżanka założyła, że albo nadal śpi u znajomego, albo wyszła i jeszcze nie dotarła do domu.

Mateusz nic jednak nie odpisuje i liczy, że koleżanka odpuści, ale tak się nie dzieje, bo 35 minut później dziewczyna pisze znowu, tym razem upomina się o odpowiedź znakami zapytania.

Mateusz znowu jednak postanawia nie odpisywać i kolejnych 30 minut później koleżanka pisze już bardziej stanowczo, gdzie ona jest.

Co jednocześnie jasno zaznacza, że właśnie teraz Mateusz znalazł się w kręgu podejrzanych.

Dziewiętnastolatek postanawia obrać strategię na przeczekanie i w końcu odpisuje.

Kłamie, że Wiktoria śpi, ale ma takiego kaca, że nie może jej dobudzić.

Liczy, że tym zbyje dziewczynę, ale nie.

Ta jest już stanowcza.

Nakazuje mu, żeby ją obudził, bo kontaktuje się z nią tata Wiktorii i nastolatka ma wrócić natychmiast do domu.

Mateusz, wiedząc, że to niemożliwe...

Sprzedaje dziewczynie pustą obietnicę, że postara się obudzić Wiktorię, ale koleżanka nie chce słyszeć, że postara się.

Mateusz zaczyna panikować.

Nie wie, jak z tego wybrnąć.

Pyta, czy w takim razie, jeśli jej tata dowie się, gdzie jest, to będzie spokojniejszy o córkę, na co koleżanka odpisuje krótko.

Dam ci numer do jej mamy i napisz, że jesteś Mateusz i Wiktoria śpi u ciebie.

Zgodnie z tym poleceniem o 14.21 pani Agnieszka otrzymuje smsa od mordercy swojej córki.

Mateusz czuje, że sytuacja wymyka się spod kontroli i przy okazji zaczyna odczuwać potrzebę powiedzenia komuś o tym, czego się dopuścił.

Dlatego też opuszcza mieszkanie i udaje się zaledwie kilkaset metrów dalej, na rodzinne ogródki działkowe Lepsze Jutro, gdzie dzisiaj czas spędzają jego bliscy.

Są tu jego babcia, dziadek, a nawet jego ojciec.

Wszyscy są też lekko zdziwieni widząc Mateusza.

On wychodzący gdzieś za dnia, na dodatek pojawiający się na rodzinnym spotkaniu, to nie jest codzienny widok.

Nie wygląda też za dobrze.

Trochę jakby był chory, więc babcia od razu pyta czy wszystko w porządku, a Mateusz kłamie, że tak.

Nie potrafi jednak skupić się, rozmawiać i dalej udawać.

Tak naprawdę przyszedł tu tylko dla babci.

Ona kojarzy mu się z bezpieczeństwem.

Babcia nie zwraca uwagi na jego dziwactwa i ich nie komentuje.

Widzi go bez tego wszystkiego, czego on w sobie nie lubi.

To ona kupiła mu dwie papużki, które mieszkają z nim w ciasnej kawalerce, żeby miał towarzystwo.

To ona wyciąga go do sklepów i to dla niej chodził na mszę, mimo że przerażają go zatłoczone miejsca.

Mateusz jakoś podświadomie czuje, że tylko babcia może mu pomóc.

Jedyne, czego pragnie, to żeby z nią porozmawiać sam na sam.

I w końcu się to udaje, bo razem ruszają do jej domu.

Jeszcze zanim docierają na miejsce, chłopak nie wytrzymuje i opowiada, co zrobił.

I chociaż tak bardzo ufa tylko babci, to i tak nie mówi jej do końca prawdy.

Zabił młodą dziewczynę, którą poznał dzisiaj rano.

Ale tłumaczy, że nie zrobił tego celowo.

wi, że to był wypadek podczas stosunku.

Za mocno ją ścisnął, gdy eksperymentowali w łóżku.

Babcia jest w szoku, ale chyba nie do końca wierzy, że to prawda.

Radzi wnukowi jedno, żeby o ile sobie z niej nie żartuje, to po prostu zgłosił się na policję.

I w tym momencie ma miejsce coś bardzo dziwnego.

Znowu jest rozczarowany tym, co się dzieje, a raczej co się nie dzieje, bo myślał, że powiedzenie prawdy, tak jak odebranie życia, rozwiąże problem.

Wszystko jest tak samo, jak było.

Postanawia więc porozmawiać z dziadkiem i ostatecznie jemu wyznaje prawdę, ale przede wszystkim po to, żeby poprosić go o pomoc w ukryciu zwłok i uniknięciu odpowiedzialności.

Dziadek, podobnie jak babcia, jest wstrząśnięty.

Radzi to samo, co jego żona i przede wszystkim nie ma zamiaru pomagać wnukowi w zacieraniu śladów.

Mateusz jest w coraz większej rozsypce.

Te najbardziej zaufane osoby w jego życiu nie są w stanie mu pomóc.

Zaczyna płakać i panikować.

Dzwoni do brata i jemu także mówi co zrobił i grozi odebraniem sobie życia.

Potem dzwoni do ojca, który kompletnie się dystansuje.

Mateusz już wie, z tym co zrobił jest sam jak palec, sam musi stawić czoła złu jakiego się dopuścił.

Żadna z tych osób, które poznały prawdę, nie interweniuje.

Nikt nie wybiera numeru na policję, nie zgłasza, że wydarzyła się taka tragedia.

Nikt nawet nie sprawdza, czy to rzeczywiście prawda.

A zanosi się na kolejną, bo Mateusz postanawia, że to czas, by wszystko zakończyć.

Kupuje wódkę, z mieszkania babci zabiera należące do niej tabletki i bierze wszystko naraz.

Dzwoni do swojej dziewczyny.

Jej także wyjawia, co zrobił, że ją zdradził, że zabił i że teraz sam chce odejść.

Dziewczyna, będąc z nim ciągle na linii, prosi swoich rodziców, tak by Mateusz się nie zorientował, by wezwali służby.

Nie wierzy jednak w przyznanie się do zbrodni, ale obawia się, że Mateusz ma jakieś załamanie i jeśli natychmiast nie otrzyma pomocy, to rzeczywiście zrobi sobie krzywdę.

Gdy kolejne już wyznanie prawdy nie przynosi ulgi, Mateusz w końcu podejmuje pierwszą sensowną decyzję.

Dzwoni na numer alarmowy.

Przedstawia się, mówi co zrobił i gdzie i bardzo długo rozmawia z dyspozytorem.

W trakcie tej rozmowy do mieszkania przy ulicy Kurzaja przyjeżdżają służby, które odkrywają makabryczną prawdę.

Gdy na Kurzaja zjeżdżają się kolejne samochody, a w spokojnej kamienicy zaczyna roić się od służb, wieść o zbrodni, ale też o tym, kto jej dokonał, roznosi się w ekspresowym tempie i przedziera do sieci.

Rozpoczyna się też walka z czasem, bo policja nie wie, czego może jeszcze spodziewać się po Mateuszu.

Także sytuacja wymyka się spod kontroli.

Coraz więcej osób zdradza nowe szczegóły na temat sprawy, podczas gdy trwają intensywne poszukiwania dziewiętnastolatka.

Niestety, Mateusz mimo, że przyznał się do tego, co zrobił, to teraz zwodzi służby, które usiłują go odnaleźć.

Od telefonu na 112, aż do niedzielnego poranka, ukrywa się w różnych miejscach i ciągle gdzieś się przemieszcza, tak by policja nie była w stanie go schwytać.

Ale i on po wielu godzinach tułaczki w końcu jest zbyt zmęczony.

O świcie znowu zjawia się na ogródkach działkowych.

To koniec i dodaje, by zniszczyć jego komputer bez sprawdzania i zająć się jego papugami.

Mateusz leży ukryty w wersalce i tak jak napisał, to koniec.

Od nieco ponad doby rodzice Wiktorii wiedzą, że ich dotychczasowe życie się skończyło.

Nie ma w nich już nadziei.

Tata Wiktorii, pan Mariusz, zamieszcza na swojej tablicy na Facebooku czarno-biały portret córki, na którym wpisane są dwie daty, jej urodzin i jej śmierci.

Pod postem sypią się kondolencje i słowa wsparcia, ale pojawia się też hejt.

Niektórzy piszą obrzydliwe komentarze, obrażają Wiktorię, jej wygląd, sugerują, że zasłużyła sobie na śmierć.

Mimo, że o sprawie nie wiadomo nic więcej poza plotkami, to i tak ferują wyroki.

Przecież piła, była w klubie, miała obcisłą sukienkę, poszła do niego do domu.

Niektórym tak łatwo i krytycznie przychodzi oceniać decyzje osiemnastolatki i rzucać nimi w twarz zrozpaczonych bliskich.

Cztery dni później, 18 sierpnia, w kościele św.

Jacka w Bytomiu odbywa się pogrzeb Wiktorii, a biała urna z jej prochami zostaje złożona w grobie na cmentarzu Jeruzalem.

W ostatniej drodze zamordowanej niespełna dziewiętnastolatce towarzyszą tłumy ludzi.

Masa osób żegna dziewczynę i każdy obecny zadaje sobie to samo pytanie.

I na to pytanie wszyscy mają nadzieję usłyszeć odpowiedź po zakończeniu śledztwa oraz w trakcie procesu.

Najważniejsze jest też to, żeby Mateusza odizolować od reszty, by już nigdy więcej nikogo nie skrzywdził.

To właśnie teraz rodzice Wiktorii po raz pierwszy widzą Mateusza na żywo na sali sądowej.

Pokazywano im wcześniej jego zdjęcia, ale być z nim tu i teraz, z człowiekiem, który odebrał im córkę w jednym pomieszczeniu, to wyjątkowo silne i bolesne przeżycie.

Mężczyzna, a właściwie chłopak, którego widzą, nie wygląda na mordercę.

Jest bardzo chudy, drobny i wątły.

Jego ręce są tak szczupłe, że aż niewiarygodne jest, że zdołały odebrać życie.

Widząc go na ulicy sami nigdy by nie pomyśleli, że jest zdolny do takiej brutalności.

Wygląda tak zwyczajnie, prędzej jak kolega z klasy niż zabójca.

Oni przyglądają się jemu, ale Mateusz nie patrzy na rodziców swojej ofiary.

Ma spuszczony wzrok, który podnosi tylko wtedy, gdy zwraca się do sędzi.

Mama Wiktorii, pani Agnieszka, nie odrywa od niego oczu.

Analizuje każdy gest, każdy ruch, próbuje dopatrzyć się w nim człowieka.

Nie jest w stanie spojrzeć na kogoś, kto tak skrzywdził jego córkę, ale mimo, że nie patrzy, to niestety słyszy.

Bo Mateusz mówi przed sądem wprost o wszystkim, co zrobił i co było jego motywacją.

W trakcie rozprawy opowiada o chęci zabicia człowieka, która towarzyszyła mu od dłuższego czasu.

Dodaje, że miał nadzieję, że po zbrodni zejdzie z niego towarzyszące mu na co dzień napięcie, bo tego właśnie oczekiwał.

Jest też nadwyraz bezczelny.

wi coś okropnego.

Dałem jej wybór, czy chce jechać do domu, czy do mnie.

Zdecydowała, że pojedzie do mnie.

Próbowałem ją obudzić.

Wypadł orzeł, więc ją zabiłem.

Nie wiem, dlaczego to zrobiłem.

Pewne rzeczy się dzieją, ale nie mam na nie wpływu.

Czasem rzucam monetą, gdy mam ciężki wybór.

Gdy padają te słowa, bliscy Wiktorii nie potrafią ukryć emocji.

Jej mama płacze, a tata spuszcza głowę w odruchu rozpaczy.

Myślałem, że mi ulży, gdy popełnię morderstwo.

To dla nich za wiele.

Nie spodziewali się, że będzie aż tak źle, aż tak trudno.

Dlatego rodzice Wiktorii są obecni tylko na pierwszej rozprawie.

Piekłem jest dla nich patrzeć na człowieka, który odebrał im ich jedyną córkę.

Cierpią słuchając o szczegółach okrucieństwa.

Na sali wspierają ich swoją obecnością znajomi Wiktorii.

Gdy jest okazja i na korytarzu sądu mija ich Mateusz, przez zęby życzą mu wszystkiego najgorszego.

Ale on w ogóle się tym nie przejmuje.

Nie widać po nim skruchy, wstydu, żadnych emocji.

Przed sądem odpowiada chętnie i beznamiętnie.

Ten dysonans pomiędzy jego niemal chłopięcym wyglądem, a słowami, jakie padają z jego ust, tworzy dziwaczny i niezrozumiały kontrast.

Sam jednak nie chce przedstawiać się jako bezwzględny zabójca.

Zarówno on, jak i jego pełnomocnik obierają linię obrony, która przede wszystkim skupia się na trudnej przeszłości Mateusza.

Przez większość swojego życia nie miał też stałego miejsca zamieszkania.

Ciągle z matką przeprowadzali się, krążyli po całej Polsce, a Mateusz wielokrotnie zmieniał szkoły i nigdy nie wiedział gdzie będzie za miesiąc.

Nie zawsze też udawało im się znaleźć lokum i często spali w przyczepach kempingowych czy nawet po prostu na kanapie w samochodzie.

W szkołach był wyśmiewany i nauczył się unikać interakcji z innymi.

Jak mówi przed sądem...

W moim domu było wiele złych rzeczy.

Widziałem, jak ojczym dusił matkę, brat też mnie bił.

Brutalność, nagłość i nieodwracalność mojego czynu była wielka.

Jego babcia wspomina też przed sądem o niepokojących i dziwnych zachowaniach wnuka.

Był bardzo wycofany i niemal bał się ludzi.

Nie potrafił też jeść przy kimś, nawet przy bliskich musiał odwracać się, by wziąć kęs.

Godzinami i dniami przesiadywał sam, w ciemnym pokoju, odwracał lustra, by na siebie nie patrzeć, zawsze chodził w długich spodniach i długich rękawach, nawet w upał.

Bo wstydził się swojego ciała.

Gdy już wychodził, to zakładał na nos ciemne okulary, na głowę kaptur, a na dłonie skórzane rękawiczki.

Chociaż chciał być niewidzialny, to wręcz przeciwnie, zwracał tym na siebie uwagę.

Gdy miał zaledwie 13 lat, zaczął sięgać po alkohol, który miał uśmierzać ból, a gdy miał 16 lat, w końcu poprosił babcię, by zabrała go od matki i jej partnera.

Dopiero wtedy, przy babci, zaznał normalnego życia.

Poczuł, jak to jest, gdy ktoś o niego dba, wręcz czuł się z tym dziwnie, nieswojo, gdy babcia otaczała go troską i opieką.

Nie rozumiał bezinteresownych gestów.

Ale miłość, której wreszcie zaznał, nie zatarła rys na jego psychice, które pozostały i były ogromne.

Jak opowiada babcia, Mateusz nie mógł spać, wszystkiego się bał, do teraz sam nie potrafi podejmować decyzji.

Począwszy od mieszkania, po pracę czy poprzez to, co zje na obiad, o tym decydują zawsze inni albo rzut monetą.

Mateusz jeszcze przed procesem został poddany obserwacji psychiatrycznej, jednak wykluczono, by w momencie popełnienia zbrodni był niepoczytalny, dlatego zdecydowano, że może odpowiadać przed sądem.

Biegli stwierdzili u niego osobowość dystsocjalną, uzależnienie od alkoholu i zaburzenia preferencji seksualnej.

Antyspołeczne zaburzenia osobowości, inaczej osobowość dysocjalna, to zaburzenie objawiające się impulsywnością, niską empatią i skłonnością do kłamstwa.

Osoby dotknięte tym zaburzeniem nie umieją tworzyć relacji międzyludzkich, często łamią normy społeczne i nie patrzą na uczucia innych osób.

Wyróżnia je też chłód emocjonalny i skłonność do obwiniania innych za swoje czyny.

Jak przed sądem zeznaje jeden z biegłych, seksuolog Dariusz Pysz-Waberski, dla oskarżonego satysfakcjonujące jest współżycie z osobą niewyrażającą na to zgody oraz z taką, której może zadawać ból psychiczny i fizyczny.

To stanowi wzorzec jego pobudzenia, ma zaburzenia parafilne o charakterze sadyzmu przymusowego.

Słowa eksperta potwierdzają też zeznania dziewczyny Mateusza, Kingi, która z kolei twierdzi, że była przez swojego chłopaka związywana linką, że Mateusz szarpał ją za włosy, uderzał w twarz i tylko w takich przypadkach był chętny na bliskość.

Kinga opowiada też o tym dniu, gdy odebrał życie Wiktorii i zadzwonił do niej, jak zeznaje Mówił, że sobie nie radzi i chciał przywrócić kontrolę nad swoim życiem Błagałam, żeby zgłosił się na policję, to była jedyna rzecz, którą mogłam zrobić Mateusz nie zgadza się jednak ze wszystkimi słowami swojej byłej dziewczyny

Jak twierdzi, czuł się przymuszany do kontaktów intymnych, a na zbliżenia zgadzał się dla niej, dla Kingi.

Przyznaje, co prawda, że tak, używał przemocy w kontaktach seksualnych z byłą dziewczyną, ale twierdzi, że to Kinga tego chciała.

Opowiada, że sama formułowała takie prośby i inicjowała takie zachowania, ale jednocześnie wszystko było pod kontrolą i za obustronną zgodą.

Duże, szczególnie medialnie zamieszanie wzbudza też relacja Mateusza, zgodnie z którą przyznaje się do wykorzystania Wiktorii, ale już po uduszeniu.

Temu przeczy jednak ekspertyza biegłego, który mówi wprost.

Kobieta żyła, choć być może była w trakcie agonii.

Zachowana była jednak jeszcze praca serca.

Chociaż Mateusz sam przedstawia się na sali sądowej jako człowiek skrzywdzony przez los i jego własną matkę, jako ofiara rówieśników i osoba, której nikt nie pomógł, to w taki obraz nie wierzą bliscy Wiktorii.

Zarówno oni, jak i znajomi zamordowanej nastolatki, czy nawet była dziewczyna Mateusza i jej obecny chłopak dostrzegają jego cynizm, który ukazuje się, gdy tylko sąd nie patrzy.

Po jednej z rozpraw, gdy na polecenie sądu Mateusz wychodzi z sali, na chwilę jego wzrok i wzrok nowego chłopaka Kingi spotykają się.

Wtedy też oskarżony robi coś szokującego.

Wyciąga rękę i układa palce na kształt broni, o czym wykonuje wymowny gest w stronę chłopaka.

Gdy fakt ten zostaje zgłoszony, Mateusz idzie w zaparte.

Tłumaczy, że wcale nie pokazał żadnego gestu, coś im się pomyliło.

On tylko poprawiał kajdanki.

Ale daje wyraz braku szacunku i kpiny z tego, co zrobił więcej razy.

Jak twierdzą rodzice Wiktorii, Mateusz, gdy mijał się z nimi na sądowym korytarzu, doskonale wiedział, kim są.

Tylko wtedy patrzył im w oczy i śmiał się prosto w twarz.

Jest 4 czerwca 2025 roku.

Właśnie dzisiaj w Sądzie Okręgowym w Gliwicach zapada wyrok w sprawie morderstwa ze szczególnym okrucieństwem Wiktorii Kozielskiej.

Wyrok jaki otrzymuje Mateusz to dożywotnie pozbawienie wolności, a młody mężczyzna o zwolnienie warunkowe będzie mógł ubiegać się po 40 latach.

W uzasadnieniu wyroku sędzia zaznacza, iż morderstwo to nie miało żadnego motywu i kierowane było jedynie wewnętrzną potrzebą Mateusza, który bezlitośnie pozbawił życia młodą, ambitną kobietę.

Specjaliści wskazali ponadto na wysokie prawdopodobieństwo, że mężczyzna może ponownie popełnić przestępstwo przeciwko wolności seksualnej i dodali, że wymaga on intensywnego leczenia w warunkach zakładu karnego.

Wyrok, najsurowszy jaki mógł, zapada, ale nie zwraca życia Wiktorii.

Pan Mariusz i pani Agnieszka już do końca swoich dni zmuszeni są żyć z dziurą w sercu, której nie sposób załatać.

Śmierć dziecka to dla rodziców zawsze gigantyczny szok i cierpienie, które potęguje się, kiedy młody człowiek odchodzi w tak potwornych okolicznościach.

Tata Wiktorii był w stanie wymagającym wdrożenia farmakoterapii.

Oboje zmuszeni są korzystać z pomocy psychologów, terapeutów i psychiatrów, aby swoje połamane życie złożyć z powrotem, aby nauczyć się funkcjonoww nowej, pustej rzeczywistości.

Niestety, dostęp do takich usług nie został im zapewniony z góry.

To o czym nie mówi się zbyt często, to że w takich sytuacjach rodziny muszą przeważnie na własną rękę szukać pomocy i ją organizować, a to kosztuje duże pieniądze i czasem wymaga sił, których człowiek nie ma.

Pełnomocnik państwa Kozielskich polecił im założenie zbiórki, co też zrobili.

Jej celem jest pokrycie kosztów leczenia i terapii, ale też rodzice Wiktorii nie chcą, żeby śmierć ich córki poszła na marne.

Z uzbieranych środków planują zorganizować ogólnopolską kampanię edukacyjną, mającą na celu edukowanie młodych kobiet i ich bliskich.

tak by wiedziały, jak dbać o swoje bezpieczeństwo i by już nigdy więcej nie doszło do sytuacji, jaka spotkała Wiktorię.

Pani Agnieszka do dziś zastanawia się, co by było, gdyby tamtej nocy Wiktoria wróciła jednak z koleżankami, gdyby dziewczyny, zauważywszy, że nastolatka zniknęła, szukały jej do skutku, gdyby trzymały się razem.

Nie jest w stanie ukryć tego, że ma do nich żal, że pozwoliły na to, by Wiktoria wracała sama.

Wybaczyła im, wie, że nie było to celowe działanie, a decyzje podjęte pod wpływem chwili, wypitych drinków i młodego wieku.

To nie one są odpowiedzialne za śmierć Wiktorii.

Warto jednak podkreślić, że ta historia i popełnione w niej błędy nie powinny być wyłuszczane po to, by kogoś krzywdzić i gnębić za decyzje, których nie sposób odmienić.

Żadna z dziewczyn będących na imprezie ani przez moment nie przypuszczała, że może wydarzyć się taka tragedia.

Jedyną osobą winną śmierci Wiktorii jest Mateusz, nikt więcej.

w tej historii wątki, z których płynie morał i z których warto wyciągnąć wnioski.

Gdy wychodzimy razem, razem wracamy.

Gdy ktoś nie jest w pełni sił i świadomości, nie zostawiamy go samego.

Opiekujmy się sobą nawzajem za wszelką cenę.

Koleżanki Wiktorii odwiedzają rodziców swojej zmarłej koleżanki do dzisiaj.

Pokazują im w ten sposób wsparcie i pielęgnują pamięć o zmarłej nastolatce.

Wszyscy cierpią tak samo i tak samo za nią tęsknią.

Trzeba jednak wspomnieć też o tym, że oprócz słów wsparcia i pomocy, rodzice Wiktorii musieli zmierzyć się z falą hejtu wycelowaną zarówno w nich, jak i w ich zmarłą córkę.

Pod postami dotyczącymi szczegółów śmierci dziewczyny aż roi się od komentarzy, które wyzywają Wiktorię i zrzucają na nią winę za los, jaki ją spotkał.

Ludzie komentują wszystko.

Od wyglądu, po fakt, iż zaufała nieznajomemu, zarzucają jej głupotę i lekkomyślność, snują insynuację i rozsiewają niczym niepoparte plotki.

Zjawisko obwiniania ofiary, tak zwany victim blaming, czyli przypisywanie ofierze winy za to, co ją spotkało, to niestety o wiele powszechniejsze niż nam się wydaje.

Z psychologicznego punktu widzenia wywołuje w nas potrzebę sprawiedliwości.

Podświadomie chcemy wierzyć, że dobrym osobom nic złego nie może się zdarzyć, dlatego szukamy powodu, dla którego ofiarę spotkała krzywda.

Zjawisko to ma też swoje źródło w stereotypach i uprzedzeniach, np.

ładna dziewczyna w krótkiej spódniczce sama prosi się o kłopoty albo pijąc sama naraziła się na niebezpieczeństwo.

Niestety, powszechność zjawiska victim blamingu prowadzi do sytuacji, w których osoby będące ofiarami przemocy czasem boją się prosić o pomoc z obawy przed społecznym ostracyzmem.

Co więcej, w głowach ofiar może wykształcić się przekonanie, że rzeczywiście one są winne krzywdzie, jaka je spotkała, a taki stan rzeczy z kolei prowadzi do pogorszenia się stanu psychicznego ofiar, ale i do utrwalenia się w społeczeństwie szkodliwych przekonań.

To wspieranie osób poszkodowanych i edukacja na temat przemocy to sposoby, które mogą pomóc w zmniejszeniu skali tego szkodliwego zjawiska.

Zanim napiszemy komentarz, zastanówmy się dwa razy, czy wiemy wszystko o osobie, której on dotyczy, czy na pewno nie wyrządzamy nim krzywdy.

Czy nie posługujemy się plotką, fałszywym komentarzem napisanym przez kogoś, kto kłamie,

lub kto przyszedł celowo zadać ból.

Nie dawajmy społecznego przyzwolenia na wszechobecną żółć.

Pamiętajmy, że słowa także ranią.

A podszyte złośliwością i nienawiścią komentarze to zwykła przemoc.

Obserwujcie mój drugi kanał Ślady, gdzie będziecie mogli zobaczyć reportaż o Wiktorii.

Zabiorę Was w miejsca, o których mowa, poznacie jej cudownych rodziców, przyjaciółkę Donatę, a o Victim Blamingu więcej opowie psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Kucewicz.

zajrzyjcie też na zbiórkę dla rodziców Wiktorii.

Może ktoś z Was zechce dołożyć swoją cegiełkę i w ten sposób pomóc osieroconym rodzicom na tej trudnej drodze do próby uleczenia złamanego serca.

Link do zbiórki znajdziecie w opisie tego filmu.

Mój szczegółowy podcast specjalny, w którym między innymi rozprawiam się z mitami na temat zbrodni w Ultimo i w którym poznacie szczegółowe zeznania świadków i przemilczane fakty, dostępny jest już teraz na platformie Klawo.

Sprawdź link w opisie i słuchaj dalej.

Zostaw subskrypcję i śledź mnie na Facebooku i Instagramie, żeby wiedzieć więcej.

Dziękuję wszystkim wspierającym na YouTube i Spotify.

Ten odcinek dedykuję właśnie Wam.

Ostatnie odcinki