Mentionsy

Podcast Wojenne Historie
14.08.2025 05:00

Dwa uderzenia przez Ardeny – porównanie niemieckich operacji w 1940 i 1944 roku

Jeżeli podoba Ci się odcinek możesz nas wesprzeć w serwisie 

🔶PATRONITE.PL🔶

https://patronite.pl/Podcastwojennehistorie

Albo postawić nam symboliczną kawę w serwisie

🔷BUYCOFFEE.TO🔷

https://buycoffee.to/podcastwojennehistorie

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 240 wyników dla "Grupy Armii B"

Witają Was Kamil Kawalec i Norbert Bączyk.

Co tydzień przybliżamy Wam szereg zagadnień oraz obalamy wiele mitów związanych z II wojną światową.

Nasze odcinki powstają na bazie własnych, długoletnich badań naukowych, wertowania tysięcy stron, zarchiwizowanych meldunków wojskowych, wreszcie publikowania książek i artykułów.

Ten podcast istnieje dzięki zaangażowaniu i niezwykłej hojności naszych patronek i patronów, za co im bardzo dziękujemy.

Norbert, Niemcy dwa razy w czasie II wojny światowej uderzali przez Ardenny i obydwa te wypadki przeszły do historii w sposób spektakularny.

Pierwszy raz to jest rok 1940, no Niemcy uderzają, przełamują francuską obronę w tym rejonie, no i po kilku dniach są już nad kanałem La Manche.

Niemieckie uderzenie wychodzi na słabą aliancką obronę w tym rejonie, a mimo to kończy się spektakularną porażką.

Norbert, co zatem w ogóle różni te dwie sytuacje?

Tak, to jest rzeczywiście bardzo szczególne i ciekawe zagadnienie.

Dlaczego w jakichś sztabach wojskowych, w jakichś dowództwach armii ktoś kiedyś postawił tezę, że Ardeny są trudnym terenem do prowadzenia walki i nie można Ardenami nacierać?

Chociaż Niemcy nigdy nie podzielali tego poglądu, z jakiegoś niezrozumiałego powodu, tak w XIX jak i w XX wieku obszar owej południowej Belgii i Wielkiego Księstwa Luksemburg był przez niektórych dowódców, oficerów i sztaby uważany za drugorzędny, trudny terenowo do przebycia i stąd mało efektywny w rozumieniu wykorzystania jako terenu do prowadzenia operacji.

Mając doświadczenie II wojny światowej wszyscy wiemy, że w rejonie Ardenów czy bezpośrednio w Ardenach można prowadzić z wielkim rozmachem wielkie działania bojowe w skali operacyjnej z użyciem setek tysięcy wojsk i teren ten jak najbardziej nadaje się do takiej walki, chociaż rzeczywiście tak lesistość, uboga sieć dróg czy pofałdowanie terenu nie premiują jakoś szczególnie Ardenów jako miejsca wielkiej bitwy.

Jak słusznie zauważyłeś Kamilu, w II wojnie światowej Niemcy dwukrotnie postanowili wykorzystać obszar południowej Belgii i Wielkiego Księstwa Luksemburg, czyli właśnie lesiste Ardeny, do przeprowadzenia własnej operacji zaczepnej w skali operacyjnej.

Najpierw w maju 1940 roku potężne zgrupowanie niemieckiej Grupy Armii A generała Rundsteda właśnie tamtędy przetoczyło się w kierunku na Francję, co skutkowało koniec końców niemieckim zwycięstwem w północno-wschodniej Francji, we Flandrii, Belgii i Holandii, o którym zresztą niedawno rozmawialiśmy.

W grudniu 1944 roku ponownie, tym razem już marszałek von Rundstedt, jako głównodowodzący na zachodzie, pchnął Wardeny, tym razem wojska grupy armii B, marszałka polnego modela, z zadaniem opanowania.

południowej Belgii, następnie sforsowania rzeki Mozy między Liege a Namur, uderzeniem w kierunku na Brukselę, a przede wszystkim na Antwerpie i tym samym wyjścia na tyły wojsk brytyjsko-amerykańskich walczących w rejonie Akwizgranu i Holandii.

Jedna w jedenastym dniu operacji, ta pierwsza, przyniosła niemieckie czołgi nad kanałem La Manche w rejonie Abbeville.

Ta druga po mozolnych wielodniowych bojach dała Niemcom 80 kilometrów donikąd.

Została zatrzymana przez przeciwników jeszcze bezpośrednio na obszarze Ardenów.

Wszystko było inne w 1944 roku, jeśli porównamy to z rokiem 1940.

Jakkolwiek będziemy porównywać te dwie operacje, będziemy szukać punktów wspólnych, to będzie to przede wszystkim opowieść o tym, jak Niemcy przez pięć lat II wojny światowej po prostu się wyczerpały, jak ta wojna ich wykończyła.

W grudniu 1944 roku ich ofensywa nie miała prawa się udać, tak jak w maju 1940 roku byli raczej skazani na zwycięstwo.

Wynikało to zarówno z ich sytuacji, jak i z sytuacji ich przeciwników, diametralnie odmiennych w obu tych przypadkach.

Niemcy się zbroją, Niemcy rosną w siłę, Niemcy przepojeni są duchem narodowo-socjalistycznej propagandy, wielu z nich wierzy w to, że jest rasą panów.

butni, są pewni swego i mają siłę.

Mają dostęp, szeroki dostęp do surowców także z obszarów odległych dzięki możliwości handlu z państwami neutralnymi.

Podporządkowali sobie gospodarczo Europę Wschodnią i Południowo-Wschodnią, w tym mają dostęp do rumuńskiej ropy naftowej.

Do tego właśnie szli, aby uderzyć na Francję, aby uderzyć na Belgię w walce z armią francuską, belgijską i brytyjską.

A w grudniu roku 1944, zanim bitwa i operacja w Ardennach

Ich przemysł w ciągu pięciu lat wojny przestawiony właściwie nie wiadomo w jakim kierunku, a to produkuje masowo samoloty myśliwskie, a to okręty podwodne, a to artylerię przeciwlotniczą, no zasadniczo broń defensywną bądź w przypadku okrętów podwodnych ofensywną.

Słowem uwikłani w wielofrontowe zmagania słabną z każdym miesiącem.

Armię Czerwoną mają nad Wisłą i pod Budapesztem.

Brytyjczycy są już w Holandii, Amerykanie na pograniczu francusko-niemieckim.

Nie mają paliwa, benzyny, ropy na podtrzymywanie potencjału tak wojska, jak i gospodarki w warunkach wojny totalnej.

Powie Hitlerowi, że powinniśmy Bogu dziękować, jeśli w ogóle zdołamy dotrzeć do Mązy takimi wojskami, jakie teraz mamy.

To jest rzecz fundamentalna, kiedy my postrzegamy każdą bitwę i każdą operację.

Na tym poziomie strategicznym Niemcy przegrały wojnę, ale podejmują ostatni desperacki wysiłek, aby odwrócić koleję wojny zwycięską kampanią.

A więc widzimy, że na poziomie strategii inicjujący bitwę Niemcy są zupełnie innym zawodnikiem.

To nie jest silny, pełen zapału, optymizmu bokser przed pierwszą rundą, tylko obity ze złamaną szczęką, ręką, niewidzący na jedno oko bokser przed rundą trzynastą.

Uważa, że Niemcy są na granicy upadku i stałe własne działania ofensywne, nawet o ograniczonym charakterze, wymuszać będą na nich stałe angażowanie swoich odwodów, co uniemożliwi im podejmowanie własnych działań zaczepnych w większej skali.

To myślenie Eisenhowera było potem po wojnie przez wielu historyków poddawane surowej krytyce.

Kiedy spojrzymy na niektóre niemieckie dywizje pancerne, które brały udział w ofensywie w Ardennach w grudniu 1944 roku, zauważymy, że nie udało się ich odtworzyć ani skompletować według etatów.

Dotyczyło to choćby dywizji Herr, które musiały brać udział w walkach w miesiącach jesiennych 1944 roku, czyli w miesiącach poprzedzających bezpośrednio własną ofensywę.

Poprawdzie żadna z niemieckich dywizji, która miała wziąć udział w walce, nie była dobrze odświeżona i dobrze przygotowana do nowych wyzwań.

Tak więc, jak powiedziałem, w wymiarze operacyjnym armia niemiecka nie ma swobody manewru, mimo bardzo licznych dywizji, korpusów armii i grup armii, które teoretycznie i w praktyce posiada Wehrmacht.

Tych elementów Niemcy nie mają już pięć lat później, bo po pierwsze nie panują w powietrzu, to nieprzyjaciel panuje w powietrzu, to nieprzyjaciel dysponuje potężnym ugrupowaniem lotnictwa bombowego, tak strategicznego, jak i taktyczno-operacyjnego.

A mało tego, przeciwnik Niemców, wojska amerykańskie i brytyjskie, nawet francuskie czy polskie, które walczą na froncie zachodnim, posiadają całkowity stopień mechanizacji, bądź strukturalny, bądź przydzielony.

Oznacza to, że w tej wojnie roku 1944 to Niemcy są słabszą stroną w wykorzystaniu wojsk mechanicznych, to Niemcy nie panują w powietrzu, a zatem w wymiarze operacyjnym nie mają atutów, które dały im zwycięstwo 5 lat wcześniej.

Potężne zgrupowania lotnicze, potężne w pełni zmotoryzowane zaplecze i możliwość szybkiej relokacji 100% własnych sił w warunkach pola bitwy.

Oczywiście Amerykanie mają swoje braki, Amerykanie mają swoje niedociągnięcia, ale one nie rzutują w wymiarze operacyjnym na efektywność amerykańskiej armii w czasie tej drugiej bitwy w Ardennach.

Ich dywizje, jak już powiedziałem, są słabe, są wykrwawione, cierpią na braki amunicji i paliwa, cierpią na niedobory w ludziach i sprzęcie, ale rzecz najważniejsza na poziomie taktyki, to cierpią na jakość wojska.

Wehrmacht w grudniu 1944 roku jest już cieniem samego siebie.

Najlepsi, najbardziej fanatyczni, najbardziej oddani sprawie żołnierze albo zginęli, albo stracili ducha walki.

Młodzi szesnasto czy siedemnastoletni żołnierze mogą próbować nadrabiać zapałem, fanatyzmem czy propagandą, ale na polu walki decyduje przede wszystkim wojskowe rzemiosło, a więc umiejętności są ważniejsze od rewolucyjnego zapału.

Ale czy to jest w ogóle prawda, że aż do czasów Ardenów Niemcy mimo tych porażek, jakie odnosili na froncie zachodnim, lekceważyli Amerykanów jako żołnierzy i nie uważali ich właśnie za dobrych żołnierzy i dopiero Ardeny to zmieniły.

Na poziomie taktycznym Niemcy będą bardzo zaskoczeni walkami w Ardenach, bo wcześniej, mimo pogromów, jakich doznali z ręki Amerykanów, choćby w Normandii...

Żołnierz amerykański, walcząc zawsze na bogato, zawsze w bardzo korzystnych warunkach taktyczno-operacyjnych, uważany był, że jeżeli zostanie skonfrontowany z trudną sytuacją, nie poradzi sobie w niej.

Że trudne, niekorzystne położenie obnaży słabość amerykańskiej armii.

Obnaży brak twardości zwykłego GI, czyli amerykańskiego piechura.

A zatem taktyka także premiuje Amerykanów w roku 1944, choćby także i z tego powodu, że wszystkiego mają jednak więcej.

Sprzęt to zresztą bardzo ciekawe zagadnienie.

Kiedy spojrzymy na ofensywę w Ardennach w roku 1940, to jak powiedziałem, zauważymy niezwykle skuteczne, efektywne niemieckie lotnictwo, w tym liczne jednostki sztukasów, artylerii latającej dalekiego zasięgu, która mogła skutecznie i bardzo precyzyjnie torować drogę swoim czołgom.

Zobaczymy, że Niemcy mają czołgi kawaleryjskie, czołgi lekkie bądź średnie, dobrze dostosowane do dalekich manewrów, zbalansowane w zakresie pancerza, uzbrojenia, masy w stosunku do zadań jakie im powierza się, to znaczy dalekich zagonów na duże odległości w krótkim czasie.

Niemcy mają sprzęt, który nazwijmy lekkim bądź średnim, wysoce mobilnym w roku 1940.

dobrze dostosowanych swoimi parametrami do systemu dróg, do systemu mostów saperskich.

Jak zauważył jeden z niemieckich dowódców w kontekście użycia czołgów Tiger II w Ardennach, 68-tonowy czołg na drogę dobrą dla roweru był raczej złym pomysłem.

45, 56, 68 tonowe czołgi są zupełnie innym wyzwaniem logistycznym w zakresie tankowania, w zakresie mostów saperskich, zabezpieczenia przejścia drogowego, scholowania w warunkach uszkodzenia.

Potrzebują innych wozów zabezpieczenia technicznego, innych kolumn amunicyjnych i paliwowych.

Spójrzmy na niemiecką armatę przeciwpancerną PAK 3,7 cm, jej możliwość przetaczania, jej ogólną mobilność, a porównajmy ją z armatą kal.

75 mm PAK 40 albo z potężnymi armatami jeszcze wyższych kalibrów.

Ich pojazdy nie są tak dobrze dostosowane do działań w roku 1944 jak w roku 1940.

Ale jednak czołgi lekkie i średnie armii amerykańskiej swoimi ogólnymi parametrami bardziej nadają się do operacji w Ardennach w roku 1944 niż ciężkie czołgi niemieckie.

One w gruncie rzeczy w zakresie masy, wielkości, zdolności pokonywania terenu, przywiązania do dróg, wytrzymałości mostów nie są w żaden sposób gorsze od amerykańskich maszyn, są podobnie użyteczne.

Ale jak powiedziałem, Niemcy obok czołgów średnich mają całą masę czołgów ciężkich, zwłaszcza panter, jachpanter, które są zdecydowanie mniej przydatne w warunkach ardeńskiego pola walki w grudniu 1944 roku.

Jeżeli w roku 1940 Francuzi mają problem z łącznością, Belgowie mają problem z łącznością, to w roku 1944 armie anglosasów tego problemu już nie mają.

Przeważają w zakresie wyposażenia w sprzęt radiowy, niczym nie ustępują Niemcom w zakresie uzbrojenia w sprzęt artyleryjski, a mają go więcej i mają lepsze systemy naprowadzania ognia, lepszą amunicję, lepszy system koordynacji.

obitym, ale także bokserem o coraz mniej zbalansowanej strukturze wewnętrznej.

Sami Niemcy w pewnym momencie doszli na podstawie doświadczeń wojennych do tego, że muszą zmienić strukturę swojej artylerii, szukać bardziej zbalansowanych kalibrów, choćby na podstawie doświadczeń z frontu wschodniego.

Stąd eksperymenty z zupełnie nowymi kalibrami, jak np.

Inna była wiosna roku 1940, inna będzie zima, jesień roku 1944.

Ale jednak Niemcy podejmą po raz drugi w 1944 roku próbę, ale ona jest zupełnie inna niż w roku 1940.

Kiedy śledzimy obie te operacje i Falgelb i jesienną mgłę, dostrzeżemy, że ta pierwsza jest wielką operacją na bogato, a ta druga jest w gruncie rzeczy improwizowanym działaniem skleconym trochę z przypadku.

To dlaczego mówisz, że to były działania na szybko kleconych sił?

Niemcy planowali do tej operacji świeżo odtworzone bądź zupełnie od nowa sformowane dywizje grenadierów lodowych, a więc dywizje piechoty nowego typu, które miały uzupełnić dywizje pancerne i niemiecka grupa armii B, marszałka Modela, miała przeprowadzić określoną operację.

Ale o ile w roku 1940 przewaga liczebna i przewaga decyzji znajduje się po stronie niemieckiej, tak w roku 1944 i przewaga liczebna i przewaga decyzji znajduje się po stronie angloamerykańskiej.

W roku 1940, kiedy poszli do natarcia, byli stroną inicjatywną i uruchomili jednocześnie dwie grupy armii, to jest grupy armii B i grupy armii A, przy bierności grupy armii C. Teraz na wszystkich innych odcinkach frontu zachodniego muszą pozostać bierni.

Do natarcia pójdzie tylko jedna niemiecka grupa armii, grupa armii B.

Próbują klasycznego manewru z wyjściem na tyły i to jest właśnie ta różnica, fundamentalna różnica, kiedy porównujemy to, co stało się w roku 1940 z tym, co stało się w roku 1944.

W zderzeniu czołowym z belgijską, francuską bądź angielską dywizją są w stanie ją zmielić w boju spotkaniowym, w metodycznej, wielodniowej walce.

Ale Amerykanie toczą walkę, można by powiedzieć, nieco bardziej metodycznie.

W związku z czym ich dynamika oddziaływania, chociaż skuteczna, jest bardziej powolna.

Niemniej Niemcy wiedzą, że w boju czołowym nie zmielą Amerykanów, a więc muszą znaleźć słaby punkt we froncie nieprzyjaciela, wybić w nim dziurę, przeniknąć na jego tyły i manewrem oskrzydlającym wymusić odwrót bądź porażkę nieprzyjaciela.

Innymi słowy, słabszy próbuje rzucić się na silniejszego i pokonać go nie siłą swoich rąk, lecz fortelem.

W roku 40. ruch zwany cięciem sierpa, fortel, był wyłącznie uzupełnieniem myśli zasadniczej, która sprowadzała się do tego, aby spotkać nieprzyjaciela i go po prostu zniszczyć w bitwie.

Łatwiej go bić ze skrzydła, łatwiej go bić, kiedy zostaje oskrzydlony, ale zasadniczo spotkać i pobić.

W roku 1944 Niemcy desperacko próbują wymusić manewrem odwrót bądź porażkę nieprzyjaciela.

Ale w ogóle, czy oni w 1944 roku mieli szansę wygrać bitwie manewrowej z aliantami?

Niemcy, kiedy nawet by się już przełamali i wyszli na tył Amerykanów, to z racji swojej słabości w mieleniu nie mieliby szans, nawet gdyby sforsowali mozę i wyszli gdzieś w rejon Antwerpii czy Brukseli, wówczas bez wątpienia w wydanej im bitwie manewrowej zostaliby rozbici przez dywizje brytyjskie i amerykańskie, może nawet polską I Dywizję Pancerną.

A więc Niemcy będą szukać słabego fragmentu frontu w roku 1944.

W roku 1940 wiedzieli, że Ardeny będą słabo obsadzone, głównie przez belgijskich strzelców ardeńskich, a potem, jak pokazała historia, spotkają tam francuską kawalerię, którą pobiją w boju spotkaniowym i dotrą do mozy.

Belgia nie jest do dnia poprzedzającego wojnę państwem neutralnym z nieobsadzoną granicą.

Front przetacza się przez Belgię, dociera do Niemiec w roku 1944 i ma charakter linearny i stały.

obsadzają linearnie dywizje piechoty bądź pancerne nieprzyjaciela.

Tu trzeba dokonać w pierwszej kolejności przełamania już istniejącego frontu.

No i Niemcy biorą pod uwagę front w Ardennach, który rzeczywiście z amerykańskiej perspektywy jest frontem drugorzędnym.

To jest front amerykańskiej pierwszej armii, generała Hodgesa, prawe skrzydło, ale to nie do końca jest tak, że to jest osłabiony amerykański front.

Oczywiście Amerykanie zapatrzeni są w akwizgran, który już zdobyli, oraz w konieczność przełamania obrony niemieckiej w rejonie rzeki Rur.

A więc ciążą ku obszarowi nieco bardziej na północ od Ardenów.

I tak naprawdę tylko ósmy korpus ma charakter bierny.

A więc nie ma mowy o znalezieniu w pełni słabego punktu w amerykańskiej obronie.

Ten amerykański VIII Korpus, bardziej na południu, Korpus generała Middletona, Korpus, który osłania m.in.

Wielkie Księstwo Luksemburg.

To rzeczywiście tam kilka amerykańskich dywizji trzyma dosyć szerokie odcinki frontu, ale bardziej na północ amerykański V Korpus znajduje się w bardzo korzystnym położeniu.

Niemcy nie mają więc możliwości znalezienia gdziekolwiek w amerykańskim froncie naprawdę słabego punktu.

Dotyczy to tylko pasa jednego korpusu jednej amerykańskiej armii?

Ale czy to przyłamanie obrony jednego amerykańskiego korpusu nie wystarczałoby Niemcom do zwycięstwa?

Gdyby to była wojna ze słabym przeciwnikiem, to mogłoby wystarczyć.

W klasycznym starciu z XIX wieku czy z początku XX wieku, przy walce równorzędnych nawet sił, przełamanie w pasie jednego korpusu może doprowadzić do zwycięstwa w bitwie i w operacji.

Ósmy korpus na pograniczu Belgii i Wielkiego Księstwa Luksemburg stoi w pierwszym rzucie trzema dywizjami piechoty.

Bardziej na północ piąty korpus z siłami 99, 2, 9 dywizji piechoty znajduje się w ugrupowaniu zagęszczonym.

I Niemcy zaatakują oba te korpusy siłami dwóch własnych armii.

6 Armii Pancernej, zwanej też czasami 6 Armią Pancerną SS, zaatakują pododdziały amerykańskiego 5 Korpusu 1 Armii, a siłami 5 Armii Pancernej i 7 Armii zaatakują 8 Korpus 1 Armii Amerykańskiej.

to w jakimś zakresie od razu ustawi tą walkę, ustawi tą bitwę.

Dlatego, że niemiecka 6 Armia Pancerna nie będzie w stanie przełamać się przez amerykański 5 Korpus.

Ale nie powinno nas to zaskakiwać, bo ta 6 Armia Niemiecka, 6 Armia Pancerna, ona jest słaba.

W ogóle wszystkie te niemieckie armie w Ardenach są dramatycznie słabe.

No ale dlaczego mówisz, że te niemieckie armie były słabe?

W pasie 6 Armii Pancernej Niemcy mają 4 dywizje piechoty, a w odwodzie 4 dywizje pancerne.

W pasie 5 Armii Pancernej Niemcy też mają 4 dywizje piechoty, a w odwodzie 3 dywizje pancerne.

W pasie natarcia 7 Armii Niemcy znowu mają 4 dywizje piechoty i żadnej dywizji pancernej.

Niemiecki plan zakłada, że w pierwszej kolejności dywizje piechoty wyrąbią front, a więc pobiją amerykańskie dywizje piechoty i otworzą wolną drogę ku mozie czołgom.

W roku 1940 niemieckie czołgi miały pędzić na złamanie karku, aby pobBelgów i jak najszybciej wyprzedzić francuską kawalerię w drodze przez Ardenny do mozy.

Niemieckie dywizje pancerne były awangardą, ale tuż obok w jednym rzędzie, w równych szeregach poruszały się też dywizje piechoty zmotoryzowanej oraz dywizje piechoty regularnej.

W Ardenach roku 1944 trzeba najpierw stoczyć klasyczną bitwę, a więc dywizje piechoty wsparte artylerią mają pobić Amerykanów, a po rozbiciu amerykańskich dywizji piechoty dywizje pancerne, których w pierwszej linii jest tak naprawdę pięć, mówię o Niemcach, mają wejść w wyłom.

W pasie 6 Armii Pancernej są to przede wszystkim 1 i 12 Dywizja Pancerna SS, a w pasie 5 Armii Pancernej 2 Dywizja Pancerna, Dywizja Pancerna Ler i 116 Dywizja Pancerna.

Są to siły, kiedy porównamy je do tego, co szło przez Ardeny w maju 1940 roku, bardzo skromne, bardzo nikłe, tak w zakresie dywizji pancernych, jak i dywizji piechoty, nawet uwzględniając istnienie odwodów.

Niemcy w roku 1944 kierują w Ardeny nieporównywalnie słabszy komponent uderzeniowy niż w roku 1940.

Nie dość, że bez wsparcia lotnictwa, nie dość, że na cięższych czołgach, bez odpowiedniej logistyki, z gorzej wyszkolonymi żołnierzami, to po prostu tych Niemców jest mniej i są słabsi.

W roku 1940 armia niemiecka szła przez Ardenny i szerzej przez całą Belgię dwoma grupami armii w paru ławach, w paru falach, po prostu jakby zalewając swoich przeciwników tam, gdzie Francuzi albo Anglicy albo Belgowie dali radę jednej niemieckiej dywizji.

Te kolejne niemieckie fale zalewały wszystko i to było właśnie to mielenie nieprzyjaciela.

W grudniu 1944 roku dowództwo niemieckiej grupy armii B ma bardzo ograniczone odwody, dosłownie pojedyncze dywizje.

Mają w Ardenach nieporównywalnie silniejsze zgrupowanie niż mieli Belgowie czy Francuzi, nawet jeżeli uwzględnimy ten nieszczęsny rajd francuskiej kawalerii przez Ardeny.

VIII i V Korpus mają tak naprawdę razem, na kierunku niemieckiego natarcia, bądź w pierwszej linii, bądź w bliskich odwodach, sześć dywizji piechoty, podczas gdy Niemcy mają tych dywizji piechoty trzynaście.

Niemcy uzyskają wyraźną przewagę liczebną tylko w pasie 5 Armii Pancernej i częściowo 7 Armii i tam, jak się okaże, w kolejnych dniach ofensywy rzeczywiście dokonają przełamania.

W pasie 6 Armii Pancernej tego przełamania w ogóle nie będzie, z racji braku przewagi liczebnej i niekorzystnego ukształtowania terenu.

Ale zasadniczym problemem na poziomie operacyjnym, jeśli chodzi o stronę niemiecką, jest to, że ten mimo wszystko początkowo korzystny układ, bo jednak miejscami Niemcy uzyskali przecież przewagę 2 do 1 w 1944 roku, ten miejscami korzystny układ do przełamania frontu amerykańskiego VIII Korpusu nie jest powiązany z szerszą myślą operacyjną.

Obok 7 Armii, 5 Armii Pancernej i 6 Armii Pancernej SS jest jeszcze bardziej na północy niemiecka 15 Armia.

A więc powinna przejść do własnej ofensywy w pasie głównego ugrupowania amerykańskiej pierwszej armii, związać ją walką, wymusić wprowadzenie amerykańskich odwodów i uniemożliwić prawidłową reakcję dowództwa amerykańskiej dwunastej grupy armii i amerykańskiej pierwszej armii na niemiecką ofensywę w Ardennach.

Ale Niemcy, chociaż w pasie piętnastej armii dysponują licznymi dywizjami, nie mają możliwości skutecznego przejścia do ofensywy wobec głównego ugrupowania wojsk amerykańskich.

Nie ma masy wiążącej w manewrze przez Ardeny w roku 1944, który wspomógłby masę oskrzydlającą, bo ta ofensywa w Ardenach ma być przecież ofensywą na oskrzydlenie.

Dlatego, że tym różni się rok 1940 od roku 1944, że Armia Amerykańska, czy szerzej Wojska Anglosaskie, czy to w XXI Grupie Armii, czy w XII Grupie Armii, prowadzą cały cykl operacji zaczepnych związanych ze stałą rotacją dywizji ofensywnych.

Nie tworzy więc odwodu operacyjno-strategicznego na obszarze.

Takiego właściwie nie posiada, oprócz pojedynczych dywizji, głównie spadochronowych, czy świeżo przybywających na kontynent europejski z USA.

ale dowódcy odcinkowi, dowódcy armii, dowódcy grupy armii w ramach własnych operacji zaczepnych tworzą stale odwody, dywizje niezwiązane bezpośrednio na froncie, a znajdujące się blisko niego.

To w roku 1944 bardzo charakterystyczne, że pełna mechanizacja wojsk angloamerykańskich pozwalała im w relatywnie krótkim czasie na szybkie, dynamiczne przegrupowywanie dywizji nawet na dużych odcinkach.

Rzeczą kluczową dla operacji ardeńskiej z roku 1944, czego nie widzimy w roku 1940, była możliwość swobodnego manewrowania odwodami szczebla armii bądź grupy armii przez dowódców amerykańskich.

I rzecz fundamentalna, to że Niemcy mieli tak mało dywizji do operacji zaczepnej w jej pierwszej fazie, skutkowało tym, że nawet pojedynczo rzucane do przeciwuderzenia bądź

Innymi słowy, konieczność przełamania frontu zbyt słabymi siłami, zbyt późne, jak się okazało, wprowadzenie dywizji pancernych, które musiały koniec końców po niemieckiej stronie dołamywać włamanie w pasie 5 Armii Pancernej przede wszystkim.

Twardy, zdecydowany opór wojsk amerykańskich, niesamowicie skuteczny przez krótki czas, bo Amerykanie nie przeszli do opóźniania, tylko przyjęli bitwę na twardo.

Dowództwo amerykańskiego VIII Korpusu nie przyjęło bitwy w warunkach opóźniania, bo nie było świadome, że Korpus został zaatakowany przez dwie niemieckie armie.

W związku z czym VIII Korpus bronił się na twardo.

To doprowadziło do tego, że drugiego, trzeciego dnia walk zaczął być rozbijany.

Amerykańska, zwłaszcza 28 Dywizja Piechoty została rozbita, 106 została częściowo okrążona i też rozbita.

Amerykanie pojedynczymi dywizjami musieli zmagać się w pewnym momencie z liczebną przewagą nieprzyjaciela, zwłaszcza kiedy on wprowadził dywizje pancerne wcześniej niż pierwotnie przewidział.

No to przegrali tą bitwę o przełamanie frontu, ale kupili czas Eisenhowerowi, Hodgesowi, Bradleyowi, ponieważ...

W związku z czym ta walka przybrała bardzo szybko w roku 1944 charakter dorzucania przez obie strony kolejnych dywizji do dosyć niemrawej w wymiarze manewrowym bitwy.

To znaczy pogoda w roku 1944 miała sprzyjać Niemcom, bo stracili atut panowania w powietrzu, ale ta sama pogoda z racji przede wszystkim wilgotności gruntu okazała się dla nich niezmiernie niekorzystna.

Bo jesienna mgła to jest jedna wielka improwizacja w warunkach operacyjnej i strategicznej inicjatywy nieprzyjaciela.

Falgelb to jest własne działanie przy całkowitej bierności wroga.

Zobaczmy jak ważne jest to, żeby nie dać przeciwnikowi złapać oddechu.

Eisenhower miał rację, a Gamelin nie miał za bardzo w roku 1940 pola manewru.

Gdyby armia francuska nawet w sposób demonstracyjny w kwietniu bądź na początku maja 1940 podjęła ograniczone działania zaczepne w obszarze Bramy Sary, w kraju Sary, to wymusiłoby to na Niemcach przerzucenie części odwodów z grup armii A i B, a więc ofensywnych, do biernej, defensywnej grupy armii C. A tak?

Eisenhower tego błędu w roku 1944 nie popełnił.

Oczywiście to, że Niemcy w ogóle zaatakują było dla niego zaskoczeniem, uważał, że już leżą na deskach, ale jednak stale gdzieś prowadził działania zaczepne.

Ale tak 5 Armia Pancerna, jak i 7 Armia po wywalczeniu przełamania w pasie prawego skrzydła amerykańskiej 1 Armii, potrzebowały dodatkowego wzmocnienia, jakby drugiego oddechu, czyli wprowadzenia z odwodu dywizji kolejnego rzutu, aby te dywizje, które zmęczyły się przełamywaniem frontu, wzmocnić dodatkowym ugrupowaniem kolejnych jednostek.

Posiadali kilka takich dywizji, ale one, w tym dywizje pancerne bądź grenadierów pancernych, nie były w stanie zająć dogodnych pozycji wyjściowych w drugim rzucie operacyjnego odwodu Grupy Armii B do bitwy.

Musiały przechodzić na pozycje wyjściowe, na pozycje wyczekiwania dopiero w ostatnich dniach przed ofensywą bądź bezpośrednio w jej trakcie.

A więc w wymiarze taktycznym i w wymiarze operacyjnym mówimy o dwóch zupełnie różnych bitwach, o zupełnie różnych operacjach, bo i charakter przygotowania tych operacji był zupełnie odmienny.

Relokowania własnych dywizji na obszar walki to rzecz fundamentalna z perspektywy szybkiego załamania się niemieckiej ofensywy w roku 1944.

No i zarówno w roku 1940, jak i 1944 olbrzymia koncentracja wielkiej masy wojsk niemieckich w obszarze Ardenów wytworzyła tam znamiona wielkiego drogowego korka.

Tyle tylko, że w roku 1940 Niemcy sobie z nim poradzili, a w roku 1944 nie.

I tutaj dochodzą znowu zagadnienia związane z szerokim obrazem operacyjnego i strategicznego pola bitwy bądź wojny.

Otóż w roku 1940 do poziomu granicy z Belgią niezwykle sprawnie działała niemiecka kolej, a armia niemiecka dysponowała rozbudowanymi kolumnami motorowymi, które mogły zapewnić bieżące zaopatrzenie logistyczne nawet dynamicznie przesuwającego się do przodu zgrupowania uderzeniowego.

Mogły to zrobić również dlatego, że nie tylko posiadały owe kolumny motorowe oraz sprawną kolej, ale także niemiecka dominacja w powietrzu zapewniała tej sieci logistycznej w miarę komfortowe warunki pracy.

W roku 1944 obserwujemy sytuację absolutnie odwrotną.

W wymiarze lotnictwa strategicznego niemiecki system kolejowy jest systematycznie osłabiany i paraliżowany.

Niemcy mają olbrzymi problem w czasie i przestrzeni, aby w odpowiednim momencie przesuwać swoje związki taktyczne, ich zaopatrzenie, amunicję itd.

Nie dostrzeżemy tego, jeżeli będziemy obserwować wyłącznie dywizje, które będą ze sobą zderzać się na mapach operacyjnych i taktycznych.

Jeżeli jednak spojrzymy szerzej, o kilkadziesiąt bądź nawet kilkaset kilometrów w głąb ugrupowań obu stron, zauważymy, że lotnictwo alianckie, nawet jeżeli ze względu na mgłę nie mogło oddziaływać bezpośrednio na pole walki przez wiele dni, rozpoczęło dosyć szybko.

Niezwykle zmasowane uderzenia celem izolacji pola walki to jest wybombardowania niemieckich systemów kolejowo-drogowych na zapleczu Grupy Armii B.

To zjawisko, które w żaden sposób nie wystąpiło w roku 1940 albo inaczej.

Przecież kiedy Francuzi próbowali zorganizować dywizję do własnych przeciwuderzeń, do zatrzymania Tarana, niemieckie lotnictwo paraliżowało szlaki komunikacyjne, drogi, węzły drogowe i kolejowe wojsk francuskich i Francji jako takiej.

W roku 1944 robili to Amerykanie i Anglicy.

Z bardzo dobrym skutkiem, tak dla Niemców w roku 1940, jak i dla Anglików i Amerykanów w roku 1944.

Dlatego do czołowych dywizji w roku 1944 często nie dochodziła amunicja, nie dochodziło paliwo, albo przybywały za późno i za mało, tak jak niemiecki drugi rzut Grupy Armii B w czasie owej grudniowej ofensywy.

Czyli zobaczmy, jak systemowe, połączone pole walki wpływa w sposób fundamentalny na efektywność szczebla taktycznego, szczebla dywizji bądź korpusu.

jak ogólne możliwości naszej armii, naszego państwa wpływają na zdolność do skutecznego toczenia bitwy i operacji.

Obie ofensywy niemieckie w Ardenach są tutaj przecież doskonałym tego przykładem.

Nie, Eisenhower i Bradley zatrzymali Niemców po prostu czołowo, wrzucając w Ardenny w kolejnych dniach kolejne dywizje, piechoty pancerne, spadochronowe i te dywizje dojeżdżając w kolejnych dniach koniec końców odtworzyły front, usztywniły go i zatrzymały niemiecką ofensywę, która wbiła się takim wąskim klinem na głębokość 80-90 kilometrów prowadzącym kompletnie donikąd.

I właściwie ta bitwa z roku 1944, ona potoczyła się dokładnie tak, jak spodziewał się tego marszałek Rundstedt, jak spodziewał się tego marszałek Model.

Jak tego spodrzewał się nawet generał SS Dietrich, dowódca 6 Armii Pancernej.

Hitler zapytał, czy jego wojska są gotowe, czy ta dywizja SS Leibstandarte, czy Hitlerjugend, czy I Korpus Pancerny SS, czy II Korpus Pancerny SS, w końcu ta elita Waffen-SS, czy oni są gotowi do ofensywy w Ardennach w 1944.

A Hitler, postawiony wobec faktów dokonanych, wobec prawdy, wobec szczerej odpowiedzi swojego paladyna, machnął ręką i powiedział, pan zawsze jest niezadowolony.

Bierzecie na swoje barki święty obowiązek, by dać z siebie wszystko i osiągnąć rzeczy przekraczające ludzkie możliwości dla naszej ojczyzny i naszego wodza.

A Dietrich w rozkazie dziennym do wojsk 6 Armii Pancernej pisał Żołnierze 6 Armii Pancernej, stoicie przed wielkim, decydującym wydarzeniem.

Pomimo terrorystycznych bombardowań, front wewnętrzny wyposażył w nas czołgi, amunicję, sprzęt.

Nie, to już jest świadomość, że się przegrało, ale idzie się na kolejną bitwę.

Bitwę, w której powodzenie się nawet nie wierzy.

13 dywizji piechoty, dwie dywizje pancerne w bezpośrednim planie ataku na Amerykanów i kilka jeszcze w odwodzie.

A Dietrich też nie był szczery ze swoimi SS-manami i żołnierzami Wehrmachtu.

Powiedział, że pomimo terrorystycznych bombardowań front wewnętrzny wyposażył nas w czołgi, amunicję, sprzęt.

A gdzież tam pierwsza dywizja pancerna SS Leibstandarte Adolf Hitler?

Z jednym batalionem pancernym eklektycznym złożony z kompanii czołgów Pantera i Panzer IV, bo niemieckie kierownictwo wojsk zapasowych nie było w stanie wyposażyć tej dywizji do ofensywy, mimo że czołgi nawet były.

Drugi batalion dołączony na Tygrysach II, które w ogóle nie nadawały się do walk w Ardenach ze względu na swoją masę.

Do skutecznych walk, bo oczywiście walczyły.

Niedobory w transporterach opancerzonych, brak paliwa, brak amunicji, brak wszystkiego.

Czyli jest olbrzymia różnica, bo inaczej wygląda sytuacja państwa, które tą operację prowadzi.

W roku 1944, pomimo licznych niedoborów, armia amerykańska, która przepłynęła przez ocean, była lepiej przygotowana do bitwy w Ardenach niż Niemcy, których okręgi uzupełnień zaczynały się na linii frontu.

Ale Niemcy, jak już powiedziałem, były po prostu na deskach.

I cała operacja w Ardenach w roku 1944 jest opowieścią o walce armii, która leży na deskach, a w roku 1940 wprost odwrotnie.

I jednocześnie te Ardeny z 1944 roku, to jest także w wymiarze taktycznym inna bitwa niż Ardeny z roku 1940.

To nie jest nagła ofensywa na kraj neutralny, to nie jest bój spotkaniowy z interweniującą armią francuską, z opóźniającymi strzelcami belgijskimi.

Nie ma atakującej północną Belgię jak wtedy grupy armii B, która by podała pomocną dłoń grupy armii A w roku 1940.

Wtedy dwie niemieckie grupy armii wzajemnie ze sobą współpracowały do wspólnego zwycięstwa.

Była masa wiążąca, była masa oskrzydlająca, ale poprawnie obie te masy po prostu mieliły wszystko na swojej drodze.

Ich masa oskrzydlająca jest słaba i słaba także w zakresie umiejętności przełamywania oporu nieprzyjaciela.

Ta powolność przełamywania frontu Korpusu generała Middletona będzie ostatecznym gwoździem do trumny idei wyjścia na wolną przestrzeń operacyjną, której to wolnej przestrzeni operacyjnej być nie mogło.

bo w miejscu jednej pobitej amerykańskiej dywizji za chwilę, parę kilometrów dalej, za kolejnym zakrętem, w kolejnym miasteczku, na linii kolejnej rzeki wyrastała kolejna amerykańska dywizja.

I ktoś może zawsze na koniec powiedzieć, że jak tak policzyć te dywizje, choćby pancerne, to koniec końców w 1944, na początku 1945 roku walczyło przecież w Ardenach więcej niemieckich dywizji pancernych niż w roku 1940.

W roku 1944 i na początku roku 1945 walczyło tych dywizji więcej, bo aż 8.

Ale jakość niemieckich dywizji pancernych była już nieporównywalna do tych z roku 1940.

To nie jest przypadek, że amerykańskie dywizje powietrzno-desantowe, czy to 101, czy 82, tak dobrze dały sobie radę w Ardenach, podobnie jak amerykańska 30 Dywizja Piechoty, czy Wielka Czerwona 1, czyli 1 Dywizja Piechoty.

Ze względu na amerykańską strukturę sił zbrojnych, chociażby liczne samodzielne pododdziały szczebla batalionu, bataliony czołgów, bataliony niszczycieli czołgów, uzbrojone w pojazdy samobieżne, to nawet amerykańska dywizja piechoty mogła liczyć na wsparcie komponentu pancernego.

Czyli widzimy, jak zmienił się wróg, jak zmienił się przeciwnik, z którym musieli się bić w roku 1944 Niemcy w stosunku do tego, z jakim bili się w roku 1940.

Byli bez szans na poziomie strategicznym, operacyjnym, taktycznym, na poziomie sprzętu i koniec końców na poziomie ludzkim.

No Norbert, no nie pozostaje mi nic innego niż podziękować Ci za ten odcinek, no i po raz kolejny chyba w naszych odcinkach zacytować Heraklita z Efezu, tym razem, że nie wchodzi się dwa razy do tych samych Ardenów.

Tak, nie wchodzi się dwa razy do tych samych Ardenów, bo już innym wojskiem się tam będzie wojować.

Dziękuję bardzo.

Dziękujemy, że byłeś z nami do końca tego odcinka.

Odwiedź nas na Facebooku, Instagramie, Twitterze lub TikToku.