Mentionsy

Podcasty Crime+Investigation Polsat
11.12.2025 17:00

🎙 Otruła męża dla pieniędzy | Zakopane Ciało | Śledztwo po latach | Polskie Zabójczynie | PODCAST

Podcast przedstawia historie Polek, oskarżonych i skazanych za zabójstwa. Policjanci, psycholodzy, śledczy i świadkowie analizują najbardziej szokujące zbrodnie.1. ZATRUTE RELACJEW marcu 2009 roku w szpitalu w Bełchatowie zmarł, po zjedzeniu kanapek przygotowanych przez żonę, pracujący w tamtejszej kopalni – Stefan J. Sekcja zwłok wykazała zawał serca. Umorzono wówczas wszczęte śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci, a żonie, Grażynie J., wypłacono pokaźne odszkodowanie. Parę miesięcy później Grażyna zgłosiła policji, że została okradziona przez przyjaciółkę – Edytę R. Ta z kolei zeznała, że wdowa wraz ze swoim niepełnosprawnym synem Andrzejem R., otruła męża oraz, instruowała ją jak skutecznie pozbyć się swojego konkubenta.2. MORDERCZY DŁUGMonika K. wiodła z mężem Sławomirem i dwójką dzieci spokojne życie w Lubartowie. Kobieta nie przepadała za teściową, Janiną B. Nieporozumienia między nimi wynikały z różnic wyznaniowych, ale także – co istotniejsze – z przyczyn finansowych. Janina B., przebywając u męża w Niemczech, wysyłała synowej pieniędze na utrzymanie domu, ale po wizycie w Zakładzie Energetyki okazało się, że synowa nie regulowała zobowiazań i powstało zadłużenie. 26 września 2011, podczas sprzątania strychu z synową, Janina poruszyła temat nieuregulowanych płatności. Krótko po tej scysji Janina B. zaginęła.3. TOKSYCZNY ZWIĄZEKW listopadzie 2006 roku nieopodal cmentarza Batowickiego w Krakowie znaleziono ciało Tomasza N. Przypuszczano, ze mężczyzna zmarł z wychłodzenia. Żona Tomasza - Renata N. potwierdziła tożsamość męża. Zeznała, że małżonek był uzależniony od leków i alkoholu. Śledztwo w sprawie śmierci Tomasza N. umorzono. Po kilku latach na jaw wyszło, że Tomasz N. został otruty mieszaniną wódki i leków psychotropowych. Trzy lata później śledztwo rusza ponownie. Prokuratura zleca ekshumację zwłok, a Renata N., jej kochanek Artur B. oraz Mariusz B. stają przed obliczem wymiaru sprawiedliwości.W podcaście wykorzystano materiały pochodzące z serii dokumentalnej "Polskie Zabójczynie", emitowanej w telewizji Crime + Investigation Polsat.🎧 Jeśli interesują Cię prawdziwe zbrodnie, podcasty kryminalne, psychologia mordercy i głośne sprawy kryminalne, ten materiał jest dla Ciebie.📺 Subskrybuj kanał, by nie przegapić kolejnych historii opartych na prawdziwych wydarzeniach.Subskrybuj nasz kanał 👉🏻 / @crimeinvestigationpl Zapoznaj się z naszymi programami na 👉🏻 https://www.crimeinvestigation.pl/ Obserwuj CRIME+INVESTIGATION na Facebooku 👉🏻 / crimeinvestigationpolsat Obserwuj CRIME+INVESTIGATION na Instagramie 👉🏻 / crimeinvestigationpolsat Naszą stację znajdziecie tu:POLSAT BOX 32/80CANAL+ 227NETIA 97INEA 307ORANGE 42/463TOYA 354PLAY (MEDIABOX) 116PLAY (HORIZON/ 4K BOX) 405PLAY TV BOX 404T-Mobile (Magenta TV) 518Crime+Investigation Polsat to najchętniej oglądana w Polsce telewizja True Crime! Wejdź z nami do świata autentycznych zbrodni w poszukiwaniu prawdy, sprawiedliwości i lepszego zrozumienia przestępczych zachowań. Każda podróż ma charakter osobisty i emocjonalny, w której głos zabierają śledczy, specjaliści i osoby najbardziej dotknięte daną sprawą. Flagowe produkcje to m.in. "Opowiem ci o zbrodni", "Polskie zabójczynie" czy „Dożywotniacy”.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 390 wyników dla "Mariusz B"

Polskie zabójczynie.

24 marca 2009 roku umiera nagle Stefan J., pracownik Bełchatowskiej kopalni.

Wstępne ustalenia wskazują, że powodem śmierci mógł być zawał serca.

Sprawa zrobiła się głośna dopiero po jakimś czasie.

Była to kolejna śmierć człowieka w miejscu pracy.

Czy śmierć Stefana była wynikiem choroby lub fizycznego przemęczenia?

Czy mogła być efektem działania osób trzecich?

Stefan J. pracował w kopalni w Bełchatowie.

Był mechanikiem, zajmował się naprawą sprzętu.

Jego żona wcześniej również pracowała w kopalni, od kilku lat była jednak na emeryturze.

Byli ze sobą ponad 30 lat.

I wydawało się, że to jest model, taki model rodziny, gdzie są rodzice, dbają o swojego syna, a za drzwiami skrywała się tragedia.

Łukasz Wroński, biegły sądowy, Profiler.

Wiadomo, że ta rodzina była jednak dysfunkcyjna.

Mąż był osobą nadużywającą alkoholu, stosującą przemoc, psychiczną, wyzywającą na przykład swojego syna.

Wiemy też o tym, że kobieta była osobą, która nałogowo kupowała różnego rodzaju rzeczy, przez co wpadła w spiralę długów.

A tata nie będzie zły?

Bardzo intrygującą jest właśnie rola Andrzeja ***.

Był to mężczyzna w wieku 29 lat, cierpiący na lek i deficyt intelektu, tym niemniej nie wpływający na jakiekolwiek negatywne funkcjonowanie w społeczeństwie.

Natomiast jego problemem był pewien deficyt emocjonalny.

Bbardzo mocno uzależniony od matki, potrzebujący jej aprobaty i jej podporządkowany.

Pieniądze, które zarabiał Stefan J.,

Nie wystarczały na zaspokojenie potrzeb rodziny, a szczególnie Grażyny J., która zaciągała kolejne kredyty, aby spłacać poprzednie.

Kiedy jej zadłużenie sięgnęło 150 tysięcy złotych, nie była już w stanie na bieżąco regulować zobowiązań.

Dowiadywaliśmy się, że kobieta była posądzana przez męża o zakupoholizm.

Z kolei żona miała pretensje do męża, że przychodził bardzo często pijany, że znaczną część swojej pensji przepijał, a ona potrzebuje na życie i na leczenie swojego syna.

Tyle, ile było trzeba.

Nie rozmawiam z tobą jak jesteś pijany.

Ciężko sobie wyobrazić w sytuacji takiej, gdzie mamy do czynienia z przemoc psychiczną, alkoholizm w tle, problemy też tak najprawdopodobniej również z synem, który był osobą upośledzoną, więc z pewnością wymagał więcej uwagi i troski, że te wszystkie warunki, o których przed chwilą powiedziałem, sprzyjają temu, żeby ta rodzina się wspierała, była silna.

Wewnątrz tej rodziny musiały powstawać jakieś tarcia, różnego rodzaju silne napięcia, co świadczy, że te relacje między nimi tak naprawdę nie były zdrowe.

Jedną z niewielu odskoczni od codziennych problemów rodziny J, były ich spotkania towarzyskie ze znajomymi, Edytą i Andrzejem.

Proszę bardzo, od serca ci tu nalewam.

Jedna impreza, druga impreza, jakieś spotkanie towarzyskie, te więzi między nimi się zacieśniły na tyle, że można powiedzieć, że się zaczęli przyjaźnić, bywać u siebie w domach na różnego rodzaju spotkaniach.

Takie awantury mi robię.

Najbardziej to się Andrzejka boja, żeby mu jakieś krzywdy nie zrobił.

W sytuacjach konfliktów rodzinnych niejednokrotnie obydwie strony rzucają wobec siebie różne oskarżenia, że on chce mnie zamordować, że ona mnie otruła, on dusi dzieci, on mnie gwałci.

Niejednokrotnie obydwie strony konfliktu znacznie przerosowują agresywność strony drugiej.

Stefan J. jako pracownik kopalni miał wysoką polisę ubezpieczeniową.

Za wypadek w miejscu pracy ubezpieczyciel zobowiązany był wypłacić rodzinie około 200 tysięcy złotych.

Ile tych kredytów nabrałaś?

Ty zupełnie oszalałaś kobito!

Należy pamiętać o tym, że w takiej sytuacji, kiedy mamy do czynienia z osobą, która działa w stanie takiej poczytalności, czyli ma świadomość konsekwencji własnych czynów, ma świadomość przewidywania konsekwencji swoich działań, to jednak te czynniki osobowościowe są tak naprawdę tutaj najważniejsze.

Najlepiej jakby zginął w kopalni.

Uważam, że główną motywacją tej pani to jednak była chęć zaspokojenia tych potrzeb finansowych.

Natomiast łatwiej było jej podjąć tę decyzję, ponieważ nie kochała swojego męża z powodu jego charakteru.

Nie tylko Grażyna chciała się pozbyć Stefana J. W poszukiwania najlepszego sposobu na pozbycie się mężczyzny zaangażował się również jego syn.

Nie budzi wątpliwości, iż zarówno syn, jak i matka współdziałali to ściśle ze sobą, w ścisłym porozumieniu nad pozbawieniem życia swojego męża i ojca.

Kobieta wspólnie z synem podjęła decyzję, że coś trzeba z tym zrobić.

Takie informacje nam się przewijają przez różnego rodzaju zeznania, że syn też miał stwierdzić, że coś trzeba z tym zrobić.

A to już była kolejna próba podtruwania męża, bo wcześniej, jak zeznawała Grażyna, próbowała otruć męża trutką na szczury, trutką na myszy.

Cały czas ta trucizna była silniejsza, bo pojawił się tam płyn do mycia okien.

Tutaj, jeśli mielibyśmy analizować jej modus operandi, jak to się fachowo nazywa, czyli sposób działania, to na uwagę zwracają dwie rzeczy.

Pierwsza to to, że wybrała truciznę, czyli taki sposób, który miał w jej odczuciu zapewnić to, że mąd zostanie uznany za osobę zmarłą.

w wyniku bądź może nieszczęśliwego wypadku w kopalni, bądź może na skutek procesów naturalnych i dzięki temu uzyska tą policję.

Gdyby na przykład zleciła zabójstwo męża, wtedy tej policji by najprawdopodobniej nie dostała.

Druga sprawa to to, że dzięki temu, że chciała upozorować taki naturalny zgon, albo wynikający z jakichś okoliczności zewnętrznych, ale nie na skutek działalności osób trzecich, to dzięki temu zapewniła sobie poczucie bezpieczeństwa, że pozostanie bezkarna.

Kobieta dotarła do człowieka, od którego nabyła silnie trującą substancję.

W jednym z naszych miast oskarżeni kupili ten środek w ilości bodajże około 20 gram.

Sposób taki dokonania zbrodni jak użycie trucizny jest statystycznie rzadszy niż na przykład korzystanie z tak zwanych tępych narzędzi.

Po przeprowadzeniu testów trucizny na myszach Andrzej schował substancje w swoim pokoju.

Stefan pod wpływem alkoholu bił żony i ubliżał synowi.

Trzeba z tym skończyć.

Grażyna J. uznała, że otruje swojego męża, ale tak, żeby zmarł w pracy, co gwarantowało jej wypłatę odszkodowania.

Wieczorem 23 marca użyli zakupionej wcześniej drucizny, dodając jej do jedzenia, które Stefan zabierał rano do pracy.

Syn ofiary do dwóch kanapek nasypał białego proszku, a Grażyna przykryła go wędliną i jak zawsze spakowała mężowi śniadanie.

Kanapki te Stefan zabrał następnego dnia do pracy.

Rano zjadł jedną, bez negatywnych skutków dla siebie.

Pragnę zwrócić uwagę, że zjadł dwie kanapki, w których była podwójna śmiertelna dawka dla każdego człowieka.

Na terenie zakładu pracy skarżył się na bóle głowy, zawroty głowy, na pieczenie w gardle, pieczenie w żołądku.

Zarzucał lekarzowi, że żona najprawdopodobniej go otruła.

Lekarz był zaniepokojony.

Początkowo próbował wdrożyć leczenie charakterystyczne dla zatrucia nieświeżą żywnością.

Jednakże objawy narastały bardzo szybko, negatywne.

Przyspieszone było tętno.

Lekarz podjął decyzję, aby natychmiast wezwać karetkę pogotowia i odwieźć pokrzywdzonego do szpitala.

Chciała poprosić Stefana, aby wrócił wcześniej do domu.

Otrucie wybrają osoby, które mają umiejętność wykalkulowania swoich działań.

To wcale nie musi oznaczać, że są to osoby, które nie są skłonne do nagłych wybuchów silnych emocji.

To, jak zabijamy drugiego człowieka, zależy od naszej motywacji.

Jeśli w tym momencie człowiek jest strasznie zdenerwowany na drugiego człowieka, to nawet jak planował przez miesiąc czasu, żeby go otruć, to może się nie powstrzymać i go zadźgać nożem.

Dobrze.

Będziemy.

Jeśli człowiek ma bardzo dużą motywację do tego, żeby uzyskać gratyfikację finansową i przede wszystkim działa na skutek tego, a nie z tego powodu, że chce się pozbyć drugiego człowieka, bo on mu bruźni w jakiś sposób w życiu, no to będzie systematycznie go potruwał i herbatkę mu robił z jakąś trucizną i on tak powoli osłabnie na zdrowiu, będzie coraz bardziej chory, chora, że zejdzie z tego świata, on zgarnie pieniążki i będzie zadowolony.

Jeszcze tego samego dnia lekarz pogotowia, który jako pierwszy badał Stefana, zawiadomił policję o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

Powodem była rozmowa ze Stefanem, który przed śmiercią stwierdził, że gorzej poczuł się po zjedzeniu kanapek.

Badanie mikroskopowe tkanek narządów wewnętrznych pobranych po otwarciu zwłok pozwoliło ustalić występowanie miażdżycy naczyń krwionośnych w sercu, jak również drobne zwłóknienia mięśnia sercowego.

Ten obraz jest charakterystyczny dla wcześniej przeżytego zawału serca.

Ta trująca substancja w niewielkich ilościach jest trudna do wykrycia.

Nasz syn jest niepełnosprawny i to chyba było dla niego zbyt dużo.

Brak jakichkolwiek innych obrażeń, które mogłyby spowodować zgon oraz ustalenia dotyczące okoliczności wskazywały w pierwotnych ustaleniach na przebyty zawał serca.

I taką opinię wydał biegły patolog, który przeprowadzał sekcję zwłok.

Jesteśmy bogaci.

Grażyna po tak szczęśliwym zakończeniu dla siebie całej intrygi, którą uknęła, niewątpliwie poczuła się bardzo pewnie.

Niedługo później, podczas spotkań ze swoimi przyjaciółmi, Edytą i Andrzejem, Grażyna i jej syn, wcielając się w rolę ekspertów, doradzali Edycie o trucie swojego konkubenta.

Zawsze możesz coś z tym zrobić.

Zdawało jej się, że Edyta z Andrzejem ma podobne problemy.

Oni mieli dwójkę dzieci, ale nie byli małżeństwem, żyli ze sobą po prostu.

W tych rozmowach przebąkiwała, że chciałaby się męża pozbyć, co później zeznawała Edyta przed sądem.

Nawet padła propozycja ze strony Grażyny, że jeżeli Edyta chciałaby zrobić porządek ze swoim konkubentem, to ona ze swoim synem Andrzejem mogą im pomóc.

Chcąc pomóc swojej przyjaciółce w zdobyciu dla niej środków finansowych, zaproponowałaby również ona pozbawiła życia swojego konkubenta.

Ludzie się chwalą czasem rzeczami nawet takimi trywialnymi, że im dobrze ciasto się upiekło.

Więc w tym momencie, jeśli ta pani uniknęła odpowiedzialności karnej, uśmierciła męża, dodatkowo zarobiła na tym potężne pieniądze, czyli zrobiła coś, co inni sobie mogą pooglądać tylko w telewizji, to nic dziwnego, że też miała takie poczucie chęci pochwalenia się, a ponieważ jej instynkt samozachowawczy wynikający najprawdopodobniej w moim odczuciu...

z niezbyt daleko rozwiniętego intelektu był trochę zaburzony, to pochwaliła się koleżance.

Była zbyt pewna siebie, zbyt dobrze się w tym czuła.

Z trupią czaszką, taką charakterystyczną dla trucizny, którą znamy gdzieś chociażby z filmów czy programów telewizyjnych.

Na przełomie kwietnia i maja stosunki przyjacielskie między obydwoma rodzinami zostały zerwane.

Natomiast w sierpniu 2010 roku, nieoczekiwanie do mieszkania Edyty oraz Andrzeja, przybyła policja z celem dokonania przeszukania.

Podczas tej czynności Edyta i Andrzej dowiedzieli się, iż zostali oskarżeni przez panią j***** o dokonanie kradzieży złota i złotej biżuterii na jej szkodę.

Przyjaciółka zeznała, że Grażyna J. również jej doradzała pozbycie się konkubenta.

Poczuła się na pewno oszkalowana takimi zarzutami, bo jak to dwie przyjaciółki, a tu jedna drugiej zarzuca kradzież biżuterii na dużą pewnie kwotę pieniędzy.

Kiedy byli u Grażyny i Stefana swego czasu, to córka bawiąc się telefonem zarejestrowała rozmowę, w której Grażyna sugerowała pozbycie się Stefana.

I to nagranie też było kluczowe w dalszej części śledztwa, poza zeznaniami Edyty, no bo pojawił się już dowód materialny.

To nie było tylko słowo przeciwko słowu dwóch zwaśnionych przyjaciółek, ale pojawił się dowód, czyli materiał audio, dzięki któremu można było Grażynie już postawić jakieś zarzuty i ruszyć to śledztwo do przodu.

Zazwyczaj ludzie dobierają sobie znajomych na podobnej zasadzie, jak sami są, więc nie dziwnego, że koleżanka nie miała takiego moralnego obowiązku, żeby poinformować innych, że jej koleżanka dopuściła się zbrodni.

W trakcie zeznań Grażyna twierdziła, że nie wie, co jej syn zrobił z resztą trucizny.

Jednocześnie mówiła, że nie chciała otruć męża, a jedynie sprawdzić, jak działa ta silnie trująca substancja.

Biegły psycholog na podstawie analizy akt sprawy oraz po przeprowadzeniu badań oskarżonej stwierdził, iż cierpi ona na atrofię, zanik uczuć wyższych.

Potrafiła ona funkcjonować normalnie w społeczeństwie, jednak jej całe zachowanie było ukierunkowane na zaspokajenie potrzeb własnych.

Konieczność zdobycia pieniędzy, stąd też konieczność pozbycia się kredytów, spłacenia tych kredytów, pozbycia się obciążeń finansowych, zyskania wolności finansowej, no były elementem dla niej dominującym.

Resztę substancji dał Edycie R, żeby otruła swojego konkubenta.

Biegli psychiatrzy stwierdzili, że pomimo lekkiego upośledzenia umysłowego, Andrzej może odpowiadać za swoje czyny.

Najprawdopodobniej jednak prym w tym wszystkim wiodła oskarżona, która działając kalkulatywnie, kiedy już wyszło to, co wyszło, to próbowała uniknąć odpowiedzialności wszelkimi możliwymi sposobami, więc zrzucała to na swojego syna.

Natomiast syn mógł twierdzić to, co faktycznie miało miejsce, czyli że jednak osobą decyzyjną była matka.

Pojawiła się też jedna z wersji, że to Stefan sam sobie zrobił kanapki, zabezpieczono nawet baleron do badań, no ale sąd, mając takie, a nie inne dowody przed sobą, stwierdził, że kobieta i jej syn są winni.

Śledztwo w sprawie zostało zakończone skierowaniem aktu oskarżenia przeciwko Grażynie i Andrzejowi J. do sądu okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim o dokonanie wspólnie i w porozumieniu zabójstwa Stefana J. Drugim zarzutem było o nakłanianie przyjaciółki Edyty do dokonania zabójstwa jej konkubenta oraz jej matki oraz o wyłudzenie, czyli oszustwo od zakładów ubezpieczeniowych

Zapadły prawomocne wyroki wobec Grażyna J... 25 lat pozbawienia wolności, zaś wobec Andrzeja J... 15 lat pozbawienia wolności.

Chyba zabrakło tam szczerej miłości, empatii i zrozumienia.

bo wtedy nie mielibyśmy do czynienia z tragedią.

Nie ma dobrego sposobu na zbrodnię doskonałą z tego powodu, że zawsze człowiek popełniając jakieś przestępstwo i planując je, może popełnić jakieś błędy.

Stwierdzenie, że jedno poszło na ćwierć wieku, a drugie na 15 lat do pudła, stanowi chyba najlepsze podkreślenie zimnej, obiektywnej, morderczej pracy prokuratury, albowiem młyny sprawiedliwości mielą wolno, ale nieuchronnie.

Już za chwilę historia brutalnego morderstwa w Lubartowie.

Zbrodnia.

Bliżej niż myślisz.

Polskie zabójczynie.

26 września 2011 roku w Lubartowie doszło do tajemniczego zaginięcia Janiny B. Zdarzenie było bardzo głośne.

Lubartów to niewielkie miasto, więc odbiło się bardzo szerokim echem, było bardzo komentowane.

Prasa dosyć często informowała o kolejnych szczegółach, które jakby dodawały, jak bardzo niesamowita była ta sytuacja.

Rodzina oraz lokalna społeczność robili wszystko, aby dowiedzieć się co stało się z kobietą.

Dariusz Jędryszka, dziennikarz Wspólnota Lubartowska.

Na których były informacje o tym, że taka osoba zaginęła.

Było na nie zdjęcie tej osoby.

Przez kilka tygodni tak naprawdę nie było wiadomo, co się z tą panią stało.

Łukasz Wroński, biegły sądowy, profiler.

Wydaje się, że jak to była taka zwykła, cicha rodzina, to tam nie mogło dojść do tragedii.

Czy to możliwe, że rozwiązanie zagadki znajdowało się w domowym zaciszu wśród najbliższej rodziny?

Janina B. była właścicielką domu w stanie surowym, położonego w jednej z dzielnic Lubartowa.

Na tej samej działce w budynku obok mieszkał jej syn wraz z żoną Moniką.

Według opinii sąsiadów była to spokojna rodzina.

Nigdy nie było słychać awantur.

Sławciu, przynieś mi torebkę.

Idę do zboru z naszymi sąsiadami.

Mama Monika dzisiaj ma urodziny, pomyślałem, że może coś... Synku, przecież wiesz, że nie obchodzimy takich świąt.

I w związku z tym nawet jeśli my widzieliśmy symptomy, że coś tam może się dziać nie tak, to ignorowaliśmy je na wszystkie możliwe sposoby, tłumacząc sobie, że nic złego się nie stanie.

I w sytuacji, kiedy dochodzi do tragedii, nie chcemy się skonfrontować, więc sami siebie okłamujemy, a dodatkowo jeszcze innych, twierdząc, że wszystko było w porządku i nic nie wskazywało na to, że ktoś kogoś może tam zabić, albo że może dojść do jakiejś innej strasznej rzeczy.

Pomiędzy Moniką a jej mężem dochodziło do kłótni w związku z obecnością teściowej w ich domu.

Kobieta nie mogła znieść matki swojego męża.

To, że Twoja matka przeniesie się do domu obok, wcale nie załatwia sprawy.

Dalej będzie się wtrącać i afiszować z tą swoją wiarą.

Janina po pewnym czasie przeprowadziła się do nowego domu, który wybudowała obok domu Moniki i Sławomira.

To tam znienawidzona przez synową kobieta spędzała czas, gdy wracała z pracy w Niemczech.

Ten stół chyba tutaj lepiej wygląda.

Powodem wyprowadzki Janiny były ciągłe nieporozumienia z synową.

Na podstawie zgromadzonych materiałów można przypuszczać, że przyczyną sporów między kobietami był m.in.

fakt, iż Janina była świadkiem Jehowy.

Janina B. regularnie wyjeżdżała do pracy za granicą.

Przesyłała między innymi pieniążki, które miały być zużywane na opłatę instalacji elektrycznej.

Synowa odbierała pieniądze od teściowej, jednak nie wydawała ich zgodnie z przeznaczeniem, a na własne potrzeby.

Janina B. po powrocie do Polski podczas wizyty w zakładzie energetyki dowiedziała się o zaległych płatnościach.

26 września 2011 roku Monika poszła do domu swojej teściowej, aby pomóc jej w porządkach na strychu.

Kobiety segregowały stare ubrania.

Powiem Sławkowi, w rodzinie nie może być tajemnicy.

W toku czynności tłumaczyła się w taki sposób, że ta jej defraudacja została wykryta przez teściową i z tego powodu nagle wpadła na pomysł, żeby ją zamordować.

Ostrożnie, nie wzbudzając podejrzeń męża, poszła do kuchni i wzięła tłuczek do mięsa.

Narzędzie schowała do torebki i tak uzbrojona wróciła do domu teściowej.

O ile ona jeszcze by została złapana na tej defraudacji i w tym momencie na skutek szoku dokonała zabójstwa teściowej, to moglibyśmy mówić o tym, że ona działała w stanie silnego afektu.

Tutaj dochodzi do sytuacji, że przynajmniej oskarżona tak to tłumaczyła, że podczas kiedy przebywała z nią właśnie w tym domu, w którym ona mieszkała i teściowa jej wypomniała to, że te pieniążki po prostu są przez nią defraudowane,

to ona nie zrobiła nic, tylko udała się na spokojnie, na chłodno do swojego miejsca zamieszkania, gdzie przebywał mąż, wzięła tłuczek, udała się z powrotem na miejsce już zbrodni i tam dopiero dokonała morderstwa.

Monika po powrocie do domu teściowej, gdy ta była na schodach, uderzyła ją w głowę.

Jeśli używamy takiego narzędzia jak tłuczek i zastanawiamy się, czy to nie miało takiego wydźwięku afektywnego, czyli że ktoś na skutek silnych emocji dokonał zabójstwa, to należałoby zastanowić się nad tym, jak pozyskał to narzędzie.

W sytuacji, w której dana osoba jest skonfliktowana z drugą osobą, dochodzi do jakiejś kłótni, wymiany zdań i w tym momencie sprawca chce tę osobę uśmiercić na skutek tych silnych emocji, zazwyczaj sięga po coś, co ma pod ręką.

I na przykład, kiedy dochodzi do tej kłótni w kuchni, no to może być nóż, może to być tłuczek, gdyby do tego doszło na polanie, to mógłby być kamień, kawałek jakiejś gałęzi, albo w tym momencie sprawca mógłby się rzucić na ofiarę, pobawić ją, mógłby się rzucić gołymi rękoma.

Nie, sprawczyn nie odracza swoje działanie w czasie, bo idzie sobie spokojnie do domu, wybiera narzędzie i w tym momencie jednak wybór tłuczka w moim odczuciu świadczyłby o tym, że sprawczyn nie chciała mieć przewagę nad ofiarą, no bo pomimo tego, że

to była starsza osoba, to jednak zarówno sprawczyni, jak i ofiara są kobietami, więc dzięki temu sprawczyni mogą sobie zapewnić tak naprawdę skuteczną przewagę nad ofiarą.

Jej bliski, najbliższy w tym momencie mąż nie domyślił się po jej zachowaniu nawet, że dokonała tak okrutnej zbrodni.

U normalnego człowieka tak stresujące działanie wywołuje silne reakcje emocjonalne i bodźce emocjonalne.

Już nawet nie mówiąc o tym, że pozbawiło się długiego człowieka życia, ale też lęku związanego z tym, że możemy zostać wykryci.

I też zakładając, że faktycznie zbrodnia byłaby wypadową tego, że ta pani była tak zestresowana i zdenerwowana.

Po zabiciu teściowej Monika wróciła do domu.

To wszystko powinno być widoczne w działaniu tej pani.

Długo jeszcze będziesz tam siedzieć?

Ponieważ w dniu zabójstwa mąż Moniki pracował na nocną zmianę, dopiero po jego wyjściu spaliła ubrania, w których dokonała morderstwa.

A co tak bez uprzedzenia?

Kurde, musiałam ją gdzieś zgubić.

Kiedy mamy do czynienia z tym, że człowiek rozpłynął się w powietrzu, zawsze możemy gdybać, że z jakiegoś powodu zaginął, rozpoczął nową drogę życiową.

Tutaj pani oskarżona próbowała w taki sposób spreparować informacje świadczące o tym, że jej teściowa udała się do Niemiec.

Nagły wyjazd Janiny B. był prawdopodobny, ponieważ wraz ze swoim drugim mężem pracowali za granicą.

Nie wiem dlaczego do ciebie nie dzwoni.

Zabójczyni zapewniała, że wszystko jest w porządku.

Twierdziła, że Janina kontaktowała się z nią z budki telefonicznej w drodze do męża.

W momencie, kiedy zaginęła osoba, bo na początku ofiara została uznana za osobę zaginioną, a mieszkała tak naprawdę na tej samej działce, co oskarżona razem ze swoim mężem, w nowo budowanym domu, który zajmowała w momencie, kiedy wracała z pracy z Niemiec, to tak naprawdę nikt nie pofatygował się, żeby sprawdzić, czy tam ofiara na przykład z jakiegoś powodu się nie znajduje.

Gdy mąż Moniki był w pracy, ta udała się do domu teściowej, by posprzątać miejsce zbrodni.

Ciało Janiny leżało przez tydzień, zanim synowa postanowiła się go pozbyć.

Sprawczyni funkcjonowała przez ten czas, kiedy zwłoki zamordowanej leżały w tak bliskich odległości.

To powoduje, że ta sprawa jest tym bardziej niesamowita.

Fakt, że te zwłoki były tak blisko przez tydzień czasu, a sprawczyni nie liczyła się z tym, że będzie mieszkać tak naprawdę w sąsiedztwie zamordowanej teściowej, świadczy o wyrachowaniu zimnokrwistości tej kobiety, czyli o takich cechach antyspołecznych.

Nie była ona osobą na tyle uczuciową, żeby w jakiegoś powodu przejąć się tym faktem.

Ta pani była na tyle wyrefinowana, że na zasadzie tych działań oscykuracyjnych zakopała te zwłoki, więc była osobą, która w sposób przemyślany działała.

W tym momencie było to najbardziej rozsądne miejsce, biorąc pod uwagę to, że te zwłoki, gdyby pani

oskarżona chciała je ukryć gdzieś dalej, musiałaby być przez nią transportowana.

Tutaj w tym momencie stwierdziła, że będzie to takie miejsce, które będzie mogło być dla niej najbardziej w tym momencie dostępne do ukrycia zwłok.

Czasem też niektórzy sprawcy paradoksalnie ukrywają zwłoki blisko swojego miejsca zamieszkania, żeby mieć też dodatkową kontrolę nad tym, gdzie te zwłoki są, żeby nie bać się tego, że ktoś, jakiś przypadkowy człowiek na przykład je odkryje.

Proszę też pamiętać, że to był dom w stanie surowym, który był tak naprawdę dopiero budowany.

Niewykluczone, że gdyby zbrodnia nie wyszła na tym etapie najaw, to pani zadbałaby o to, żeby tam była jakaś wylewka, która by jeszcze bardziej utrudniła odnalezienie zwłok.

Więc nie było to wcale tak irracjonalne zachowanie.

Myślę, że to jedna z najbardziej nietypowych spraw, z którymi miałem do czynienia.

Miałem do czynienia z wieloma zabójstwami i ta sprawa utkwiła mi w pamięci jako taka bardzo szczególna właśnie ze względu na to, że rzadko się zdarza, że sprawczyni mieszka obok zakopanych zwłok, a ta osoba udaje, że ją poszukuje.

Zdjęcie i rysopis 64-latki opublikowano również na stronie internetowej Fundacji ITAKA.

17 października 2011 roku Sławomir wraz z bratem Stanisławem zgłosili na komendzie zaginięcie swojej matki.

Faktycznie te teorie dotyczące jej zaginięcia były na tyle skuteczne, niespreparowane przez oskarżoną, że rodzina i być może początkowo policja poszła tym tropem.

Bo około trzech miesiącach poszukiwań sąsiad i dobry znajomy pani Janiny ze zboru Świadków Jehowy zeznał, że według niego pani Janina nigdy nie opuściła swojego domu.

Janina była bardzo dobrym człowiekiem.

pobożnym, w życiu kierowała się zasadami moralnymi.

Była wspaniałą przyjaciółką.

Wiadomo, że w sytuacji, kiedy w jakiejś rodzinie pojawiają się wzajemne animozje, to może być to związkownym jakiejś tragedii.

Natomiast zdarza się również tak, że jest jakieś podskórne napięcie, które też bliscy wyczuwają, ale to też jeszcze nie znaczy od razu, że są w stanie stwierdzić, że skończy się to taką tragedią, że jedna osoba morduje drugą.

Tuż po zaginięciu również był wykorzystany na miejscu pies tropiący.

jak się okazało, zwłoki właśnie osoby zaginionej.

Z fotoreporterem byliśmy na miejscu.

Nie był głęboki, to było kilkadziesiąt centymetrów.

To było jakby tuż po znalezieniu tych zwłok.

Sąsiedzi byli zaskoczeni takim obrotem.

obrotem sprawy, zwłaszcza, że jakby rodzinę oceniali jako spokojną.

Monika K. była wielokrotnie przesłuchiwana.

Dzwoniła do mnie z budki telefonicznej, że wszystko jest okej.

Prokuratura podała, iż jakby przyznała się do zarzuconego jej czynu.

To jak było?

Zabiłam ją.

Zabiłam.

Oczywiście również niewykluczone, że jeszcze gdzieś w tle może być inny czynnik, o którym my nie wiemy, bo oskarżony tak naprawdę w trakcie procesu składa wyjaśnienia.

Przedstawia pewien obraz wydarzenia, który nie ukrywajmy jest korzystny dla niego z racji tego, że on ma świadomość, że poniesie odpowiedzialność karną i chce tak naprawdę najczęściej przynajmniej uniknąć tego, żeby ta odpowiedzialność była bardzo znacząca.

Odbiło się to samozatrzymanie dużym rezonansem.

Potem, gdy wychodziły kolejne okoliczności, w jaki sposób doszło do zabójstwa, co było motywem.

W przypadku, gdy jej zwłoki leżały na tej samej posesji zakopane, prawda, to wszystko powodowało, że była to tym bardziej nietypowa sytuacja i ten rezonans społeczny na pewno był jeszcze większy niż przy, powiedzmy, takim standardowym zabójstwie, które jakby takiej okoliczności nie ma.

Wyrok zapadł 13 stycznia 2013 roku w Sądzie Okręgowym w Lublinie.

W uzasadnieniu wyroku można przeczytać, że motyw, którym zabójczyni się kierowała, w obiektywnej sytuacji bbłahy i rażąco nieadekwatny do skutku, jaki spowodowała swoim zachowaniem.

Analizując ten konkretny przypadek, gdzie zabójczyni nie tylko była w stanie odroczyć gratyfikację swojego działania, czyli nie zaatakowała teściowej od razu, nie próbowała jej udusić, zerknąć ze schodów, nie poszerpała się z teściową, tylko udała się do swojego miejsca zamieszkania potłucze, którym potem uśmierciła teściową, oraz późniejsze działania asekuracyjne, kiedy ona tak naprawdę zakopała zwłoki, świadczy, że to raczej nie wynikało z tego, że ona emocjonalnie nie była w stanie skonfrontować się i zmierzyć z tym, co zrobiła, a czekała po prostu na dogodny moment,

żeby móc pozbyć się tych zwłok w taki sposób, żeby jak najdłużej pozostały one niewykryte.

Ciężko do końca stwierdzić, dlaczego dany sprawca przyznaje się do tego w sposób szybki, że popełnił daną zbrodnię, a inny długi okres czasu bawi się z organem ścigania.

Sprawcy, którzy szybko się przyznają,

czasem mają wyrzuty sumienia w związku z popełnioną zbrodnią.

Tutaj ciekawe jest to, że działanie pani związane z tym, że przez tydzień czasu akceptowała to, że teściowa leży na posesji, a potem jeszcze zakopała ją na tej samej posesji, może wskazywać, że te wyrzuty sumienia jednak nie były u niej tak daleko idące.

Wynika z tego, że Monika K. jawi się jako osoba nie wykazująca głębszych uczuć.

Jest skoncentrowana na sobie i swoich potrzebach.

Ma poważnie obniżoną zdolność przeżywania poczucia winy.

Monika K. za działanie w zamiarze bezpośredniego pozbawienia życia została skazana na 15 lat pozbawienia wolności.

Zaskoczone były osoby, które bezpośrednio zdały tę rodzinę, uważały ją za rodzinę spokojną i nikomu nie przyszło do głowy, że finał poszukiwań pani Janiny właśnie tak się zakończy, że sprawczynią okaże się osoba takiej bliska.

Przed Wami kolejny odcinek Polskich Zabójczyń.

Zbrodnia.

Bliżej niż myślisz.

24 listopada 2006 roku w okolicach cmentarza Batowickiego w Krakowie znaleziono zwłoki mężczyzny.

Dwa lata później został porwany syn nieżyjącego mężczyzny, a porywacz po odsiedzeniu wyroku popełnił samobójstwo.

Głównym powodem była główna bohaterka w cudzysłowie tego procesu, która rozpętała piekło w życiu trzech mężczyzn.

postać specyficzna, ktoś, kto zaplanował całe morderstwo, przeprowadził je, można powiedzieć, na raty, bo ono trwało kilka godzin, a potem nastąpił proces udawania, że to nie ja, oszukiwania wszystkich wokoło.

Renata i Tomasz N. byli małżeństwem od 1992 roku.

Renata z zawodu była pielęgniarką, ale po urodzeniu pierwszego dziecka zrezygnowała z pracy.

W pewien sposób można powiedzieć, że była to przeciętna rodzina, przy czym była to rodzina średnio zamożna.

Sytuacja materialna rodziny była dobra.

W tym miejscu następuje jakby początek całej sprawy, czyli tło konfliktu rodzinnego pomiędzy Tomaszem N. a Renatą N. Tomasz N. za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu spędził w areszcie dwa miesiące.

Tam też poznał Mariusza B., z którego rodziną małżeństwo z czasem się zaprzyjaźniło.

To był ostatni raz.

Dobrze już, Renatka, nie teraz.

Mariusz, zapraszam do siebie.

Przeprowadzka do domu w Baranówce oraz przyjście na świat drugiego syna nie zmieniły sytuacji w rodzinie Renaty i Tomasza.

Myślę, że nienawiść była obupólna.

To był taki związek, że nie mogli ze sobą żyć i nie mogli bez siebie żyć.

On oskarżał ją o zdrady i związki z innymi mężczyznami, ona z kolei zarzucała mu, że nadużywa alkoholu, jest brutalny, nie szanuje jej.

Więc jakby pretensje były z obu stron, chyba zasadne.

Bo inaczej bym cię zabiła.

Problem alkoholowy Tomasza narastał.

Renata postanowiła wyprowadzić się do swojego kochanka Artura B. Jednocześnie przy pomocy nowego znajomego Mariusza knuła intrygę przeciwko własnemu mężowi.

Tomasz N. i Mariusz B. nie byli przyjaciółmi.

Mariusz B. był tymczasowo aresztowany, był powiązany ze środowiskiem przestępczym, a Tomasz N. odbywał tylko karę pozbawienia wolności związaną z jazdą samochodem w stanie nietrzeźwości, więc ten status był tutaj zupełnie różny.

Mariusz B. nigdy nie poważał Tomasza N. Uważał go za drobnego pijaczka.

Tomasz oskarżał Renatę o groźby i kradzież samochodu.

Groziła pobiciem swojego męża.

Opowiadała w środowisku wspólnych znajomych, że jej mąż jest alkoholikiem i brutalem, który nie chce łożyć na rodzinę.

Albo w końcu ktoś ci nogi połamie, rozumiesz?

Tak, żeby zaczął płacić.

Było to podejmowane tylko i wyłącznie tym, aby nakłonić męża do przypisania majątku na żonę.

Co było jednym z kroków, które miały przybliżyć ją do wygodnego i spokojnego życia z kochankiem.

Dobrze się bawicie?

To jak chcesz, żeby tak zostało, to przepisz na mnie dom.

Renata obawiała się, że jej mąż sprzeda cały majątek.

W jej głowie zrodził się pomysł zabicia Tomasza N. i jego matki.

Podejrzewam, że gdyby nie to, że mąż Renaty był spadkobiercą domu, który był warty z pewnością kilkaset tysięcy złotych, to tragedii by nie doszło, no bo nie byłoby takiego powodu, żeby porywać się na zabójstwo.

Plan pozbycia się męża powstał wspólnie z Mariuszem B, z którym Renata przyjaźniła się coraz bliżej.

Renata N nakłoniła Mariusza B, aby pomógł jej pozbyć się męża w zamian za otrzymanie części spadku po mężu.

Kobieta wiedziała, że musi działać szybko, ponieważ jej mąż planował sprzedać dom.

Tomasz N. był umówiony z kupcem na sfinalizowanie transakcji 24 listopada 2006 roku.

To musi wyglądać, jakby zapił się na śmierć.

Zobacz, powinno wystarczyć.

W międzyczasie zmarła matka Tomasza N., tak więc wyeliminowanie Tomasza N. powodowało, że jedynym spadkobiercą była Renata N. oraz jej małoletnie dzieci.

Tomasz obawiał się o swoje życie i dzielił się tymi obawami ze swoimi znajomymi.

Podejrzewał, że jego żona ma złe zamiary i grozi mu niebezpieczeństwo.

W tym czasie, kiedy on opowiadał to swoim znajomym, pewnie nie wszyscy brali go na poważnie.

Był alkoholikiem, te problemy pewnie były codziennie w domu, więc wszyscy trochę machali ręką na to jego poczucie zagrożenia.

Nie wiem, boję się.

Tak, boję się, że coś się stanie.

Tomasz N. słusznie obawiał się o swoje życie, ponieważ na kilka miesięcy przed swoją śmiercią został pobity przez nieustalonych sprawców, przy czym w toku postępowania ustalono i sprawców tych prawdopodobnie wynajęła Renata N., aby wyegzekwować należności alimentacyjne od męża.

Renata N. dążyła do tego, aby razem z Mariuszem B. spotkać się z Tomaszem N. w taki sposób, aby bez udziału innych osób podać mu duże ilości alkoholu i środków psychotropowych.

Wiesz co, idź do kuchni przynieś, tam są paluszki i chipsy, dobra?

Wybrała taki właśnie sposób uśmiercenia męża, aby nie wzbudził on większych podejrzeń.

Umiejętny, krótko mówiąc, wykorzystując jej wiedzę i doświadczenie, co robić z osobą, której się podaje leki, jak podawać te leki, była jakby przygotowana do tego rodzaju przestępstwa.

Z jej punktu widzenia to na pewno miała być skuteczna forma wyeliminowania męża i przejęcia jego majątku.

Tutaj warto podkreślić, że pani Renata jest z zawodu pielęgniarką, czyli osobą, która ma ratować życie, tak?

A robiła odwrotnie, zawierała to życie i wykorzystywała zapewne...

wiedzę o lekach do tego, żeby podać do alkoholu odpowiednie środki, które zabiją jej męża.

O tak, bardzo ładnie.

Bardzo dobrze.

O 4 nad ranem Tomasz nadal żył, więc Renata wraz z Mariuszem postanowili przewieźć Tomasza do mieszkania Mariusza i Magdaleny, znajdującego się na osiedlu Stalowym w Krakowie.

Renata na pewno była specyficzną osobą pozbawioną empatii.

Jako pielęgniarka wydaje się to paradoksalne, bo lekarze stwierdzili, że jest poczytalna, czyli wszystko robiła świadomie, wiedziała co robi, co za to grozi, a mimo to się na to zdecydowała.

Ten zgon Tomasza N był poprzedzony pojeniem go, pomieszaniem alkoholu i leków psychotropowych.

Był pojony butelką ze smoczkiem, taką do karmienia niemowląt.

Najbardziej takie drastyczne jest to, że to zabijanie tego męża trwało kilka godzin.

To trzeba mieć, nie wiem, niesamowite nerwy, nie wiem, wstępione sumienie, żeby w pewnym momencie nie powiedzieć sobie dość i zacząć na przykład ratować tego człowieka, prawda?

To musiała być niesamowita determinacja tej kobiety, że nie robiła tego sama, tylko zaangażowała w to kilka osób, tak?

Praktycznie do momentu realizacji tego planu wiedziała o nim Renata N. i Mariusz B.

W międzyczasie w mieszkaniu Mariusza zjawił się partner Renaty, Artur B., który na jej polecenie przyniósł środki psychotropowe.

Trzeba to przerwać, zadzwonić po karetkę.

Dobrze?

Już przy samej realizacji, przy samym wykonaniu tego zabójstwa pojawił się udział partnera Renaty N., Artura B. oraz żony Mariusza B., Magdaleny.

Wszystko będzie dobrze.

Co będzie dobrze?

Wszystko będzie dobrze.

Wydaje mi się, że Renata N. jako świetna manipulatorka wiedziała, że nie da rady zrobić tego sam.

Po dokonaniu zabójstwa Renata i Mariusz uznali, że należy wywieźć ciało z mieszkania i porzucić je w ustronnym miejscu.

Jest kobietą, pewne fizyczne uwarunkowania nie pozwoliłyby jej tego dokonać, więc potrzebowała pomocy w postaci mężczyzny.

Wybrała tego mężczyznę i myślę, że cały plan wymyśliła ona, a on jej pomagał w tych rzeczach, których nie mogła zrobić sama.

Po takim zabójstwie też trzeba wszystko posprzątać, żeby policja, która pewnie nas odwiedzi jakiś czas później, na nic nie natrafiła.

Ciało Tomasza zostało porzucone koło cmentarza Batowickiego w Krakowie.

Sprawcy ułożyli je obok drzewa w pozycji wskazującej na to, że Tomasz upadł i zasnął.

Działanie Renaty N. minimalizowało możliwość wykrycia tego przestępstwa, wybór pory nocnej przy podawaniu alkoholu, przy porzucaniu ciała pokrzywdzonego, wybór miejsca odludnego i przede wszystkim upozorowanie śmierci osoby używającej alkoholu w terenie.

Osoby nadgrzewające alkoholu, zwłaszcza w porze takiej jesienno-zimowej.

Często się to zdarza, że taka osoba jest znajdowana martwa przy dużym stężeniu alkoholu, potem przy badaniu pośmiertnym.

Po powrocie do mieszkania Renata i Mariusz zaczęli sprzątać miejsce zbrodni.

Mariusz pociął smoczek, przez który pojono Tomasza i umył butelki.

Następnego dnia Renata, Artur i Mariusz pojechali na cmentarz Batowicki, ale zwłok już tam nie było.

Policji przedstawiała siebie w małżeństwie jako ofiarę męża alkoholika i takiego agresora, więc w jakiś sposób też potrafiła im wmówić, że on po prostu zapił się na śmierć, poszedł gdzieś i upadł i zmarł, prawda?

To się robi...

Renata N. wbrew wcześniejszym ustaleniom nie podzieliła się z Mariuszem B. majątkiem odziedziczonym po Tomaszu N. Sprawcy morderstwa prawdopodobnie uniknęliby odpowiedzialności, gdyby nie narastający między nimi konflikt.

Mariusz B. i Magdalena B.

pilnowali w pewien sposób Renaty N. w kwestiach majątkowych po śmierci Tomasza N. Byli obecni przy wycenach majątku.

Jednakże tutaj Renata N. zwodziła małżeństwo B, zwodziła przede wszystkim Mariusza B. Mariusz B. w pewnym momencie zaczął nachodzić Renatę N. w jej domu.

Pojawiły się groźby.

A w rzeczywistości było to tak, że Mariusz B. dopominał się swojej doli za udział w zabójstwie Tomasza N. To bierz dzieciaka.

Bierz go.

I w tym miejscu nastąpiła sytuacja ze stycznia 2008 roku, czyli dwa lata po zabójstwie Tomasza N. Renata N przekazała swojego syna, niejako w zastaw, małżeństwu B, Mariuszowi B. Jednocześnie złożyła zawiadomienie o uprowadzeniu syna na policji.

Małżeństwo B zostało zatrzymane, Mariusz B był tymczasowo aresztowany.

Mariusz B. za rzekome uprowadzenie syna Renaty został skazany na dwa lata i sześć miesięcy pozbawienia wolności.

Oczywiście żadnych pieniędzy Mariusz B. od Renaty N. nie zobaczył.

Mariusz B. po wyjściu z więzienia popadł w depresję, wdętrzyły go wyrzuty sumienia.

Doprowadziło to do jego samobójczej śmierci poprzez powieszenie się w miejscu zamieszkania.

Dzięki żonie Mariusza B. ta sprawa tak naprawdę ruszyła od nowa.

Po samobójstwie męża żona stwierdziła, że trzeba powiedzieć prawdę.

Kto zamordował, kto był głównym prowadyrem tej zbrodni.

Największe kontrowersje były związane, myślę, z osobą świadka, głównego świadka, czyli pani Magdaleny, która najpierw twierdziła, że widziała, jak wszystko przebiegało, jak odbywała się zbrodnia, jak wywożono później zwłoki mężczyzny, a po latach okazało się, że odwołuje wszystkie swoje zeznania, obciąża panią Renatę, też spróbowała w jakiś sposób manipulować tym postępowaniem.

Do końca jeszcze to chyba nie udało.

Prawdopodobnie dlatego, że straciła najważniejszą osobę w swoim życiu, czyli męża, który popełnił samobójstwo.

Nie uzyskali razem z mężem tych pieniędzy obiecanych, bo pewnie miała się z nim podzielić dosyć dużą kwotą.

To musi wyglądać, jakby zapił się na śmierć.

Brali udział w morderstwie i nic z tego kompletnie nie mieli, tylko same problemy.

Biegłe zakresy psychologii stwierdziły, że u Magdaleny B była ta motywacja w jednej strony, aby rozliczyć się z przeszłością, uspokoić sumienie, a z drugiej strony była kwestia motywacji odegrania się na Renacie N, jakby uzyskanie nad nią moralnej przewagi, przy czym...

Biegło jednoznacznie stwierdziły, że te zeznania Magdaleny B są psychologicznie wiarygodne, co również potwierdził sąd, wydając w tej sprawie skazujący wyrok.

Za całą zbrodnię obarczała odpowiedzialnością nieżyjącego Mariusza B.,

Sprawa zakończyła się wydaniem prawomocnego wyroku skazującego Renatę N. za zabójstwo męża na karę 12 lat pozbawienia wolności.

Partner Renaty N., Artur B., nie został skazany za zabójstwo.

aby uznać, iż te leki, które Artur B. dostarczył do miejsca zbrodni, posłużyły do zabójstwa pokrzywdzonego i skazał Artura B. na karę dwóch lat pozbawienia wolności za nieudzielenie pomocy pokrzywdzonemu oraz za udział w zacieraniu śladów przestępstwa, przede wszystkim poprzez wynoszenie jego zwłok i udział w porzucaniu ich w okolicach cmentarza batowickiego.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, co skłoniło Renatę N. do popełnienia tej wyrachowanej zbrodni, nieustające kłótnie z mężem uzależnionym od alkoholu, czy chęć przejęcia jego majątku i rozpoczęcie wygodnego życia u boku swojego kochanka.

Z renatą N po raz pierwszy miałem do czynienia po jej zatrzymaniu i przedstawieniu jej zarzutu, a także w trakcie eksperymentu procesowego, w którym przedstawiała przebieg zdarzeń według jej wersji.

Zrobiła wrażenie osoby zimnej, wyrachowanej, z dużym dystansem odnoszącej się do zabójstwa swojego męża i umniejszającej swoją rolę w tym zdarzeniu.

Każdy, kto planuje zbrodnię, wydaje mu się, że uniknie kary, ale to się udaje kimś promilowi ludzi, którzy kogoś pozbawili życia.

W tym wypadku popełniła mnóstwo błędów, zbyt dużo osób było w to zaangażowanych.

Tutaj dużą rolę odegrały pieniądze, bo ona się nie podzieliła tymi pieniędzmi ze swoim wspólnikiem i w sumie trochę przez to została zdemaskowana.

Była raczej osobą tragiczną, że nie umiała sobie poradzić w życiu w relacjach z mężem, z innymi mężczyznami.

Szukała jakiegoś szczęścia, ale było to takie błądzenie, krótko mówiąc, w życiu.

Myślę, że Renata N. wierzyła w to, że nie zostanie nigdy złapana, ponieważ osoby, które wiedziały o prawdziwym przebiegu zdarzeń, które doprowadziły do śmierci Tomasza N., były zainteresowane w tym, aby prawda nigdy nie wyszła na jaw.

A ponieważ krąg tych osób był ograniczony praktycznie do czterech osób, mogła liczyć na bezkarność, oczywiście w swoim mniemaniu.

Wydaje mi się, że morał jest taki, że żadna zbrodnia nie popłaca, że nawet po latach można dojść do sprawiedliwości i znaleźć dowody przestępczej działalności niektórych osób.

Jeśli jeszcze nie subskrybujesz naszego kanału na YouTube, to warto to zrobić, aby nie przegapić naszych podcastów i innych materiałów, które publikujemy.