Mentionsy

Radio Naukowe
30.10.2025 05:30

#273 Dziady – czas, gdy zmarli przychodzili do żywych | prof. Piotr Grochowski

Większość z nas wyruszy na groby bliskich i krewnych w tym tygodniu, w okolicach 1 i 2 listopada. To ważna tradycja, która wydaje się być z nami od zawsze. Tymczasem w dawnej kulturze ludowej (a dobrze udokumentowaną mamy dopiero z XIX wieku) dni, w których miał następować kontakt między światem żywych a umarłych, było w roku kilka. Wiele wskazuje na to, że jednym z ważniejszych (a być może najważniejszym) była Wigilia Bożego Narodzenia. – Jeżeli prześledzimy to, co dzisiaj się dzieje w trakcie wieczerzy wigilijnej, to znajdziemy dosyć dużo elementów zaduszkowych – mówi gość odcinka, dr hab. Piotr Grochowski, folklorysta i historyk literatury, profesor UMK w Toruniu. Rozmawiamy o dziadach, nie tylko w znaczeniu obrzędów zaduszkowych. Oraz szerzej: o kontaktach ze zmarłymi w polskiej kulturze ludowej.

Symbolikę zaduszkową podczas wieczerzy wigilijnej ma oczywiście puste nakrycie zostawiane dla gościa – albo dla zmarłego. W wielu rodzinach do dziś istnieje zasada, że nie wolno wstawać od wigilijnego stołu. To też zgodne z dawnym myśleniem o obecności zmarłych przodków. – Chodziło o to, żeby nie potrącić, nie usiąść na duszy, które, jak wierzyliśmy, tutaj przebywały, a były niewidoczne – wyjaśnia prof. Grochowski. Do tego mamy tradycję wkładania pod obrus wigilijny siana, a dawniej była to słoma. Są zapisy etnograficzne świadczące o wierze w to, że dusze zmarłych mieszkają w „kolankach” słomy. Słomę stosowano też, by pomóc odejść komuś, kto długo konał – wierzono, że słoma pomaga wyciągnąć duszę z człowieka.

W polskiej kulturze ludowej granica między światem żywych a zmarłych nie była ostra. Zmarli mogli ją przekraczać i chętnie to robili. Wierzono, że szczególnie związani są z miejscami, w których przebywali za życia. Stąd zwyczaj odprawiania dziadów w domu kupionym z drugiej ręki – nawet jeśli nikt z rodziny obecnych właścicieli jeszcze w nim nie umarł, to przecież mogą być z nim związane dusze rodziny, która żyła tam wcześniej. Zmarli mogli pomagać żywym, mogli im też szkodzić, więc ważne, by utrzymać ich przychylność. 

Z duszami starano się obchodzić ostrożnie. – W kulturze ludowej zwykle chowano ludzi bez butów. Miało to utrudnić zmarłym powrót na ten świat w sposób niekontrolowany – opowiada profesor. Były jednak wyjątki: jeśli umierała młoda matka, do trumny kładziono ją w butach, by mogła wracać karmić swoje dziecko.

A w powrotach kontrolowanych pomagały właśnie obrzędy zaduszne oraz dziady w sensie ludzi, żebraków. Wierzono, że jako wędrowcy są nieco bliżej zaświatów, a ich modlitwa ma wielką moc. Nie szczędzono im więc wsparcia i jedzenia, jeśli tylko warunki na to pozwalały. – Na terenach katolickich karmienie żebraków jest właśnie pewnym substytutem karmienia zmarłych bezpośrednio na grobach – wskazuje prof. Grochowski. Bo tam, gdzie dominującą kulturą była prawosławna, ludzie przynosili jedzenie i picie dla zmarłych na cmentarz.

W odcinku usłyszycie też, dlaczego jedzenie na wieczerzę dla zmarłych powinno być gorące, jak się różniło tradycyjne kobiece i męskie podejście do zmarłych i dlaczego wierzono, że odejście duszy w zaświaty to proces, który zajmował nawet trzy dni. Poruszamy też leciutko temat współczesnych rodzimowierców, o których profesor napisał swoją ostatnią książkę. W planach kolejny odcinek z prof. Grochowskim – właśnie na ten temat.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 16 wyników dla "RN"

Zapraszamy też na stronę naszego wydawnictwa RN, gdzie znajdziecie piękne, mądre książki.

Dzięki Wam możemy regularnie od blisko pięciu lat działać.

Jestem u doktora habilitowanego Piotra Grochowskiego, profesora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Te książki są dostępne na stronie wydawnictwa Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Prawdopodobnie nie, ponieważ ten moment, to znaczy przełom października i listopada, to były dziady, czy też obrzędy zaduszne mówiąc szerzej, bo one się bardzo różnie nazywały w różnych miejscach, stronach.

Tak, możemy mówić szeroko, ponieważ ten typ wierzeń i związanych z nimi obrzędów, on był w ogóle bardzo popularny, nie tylko na słowiańszczyźnie.

W tych rejonach, gdzie popularna była bania czy sauna, to tam również była taka praktyka, że rozpalano specjalnie dla zmarłych w tym dniu właśnie saunę.

Na terenach katolickich bardziej to zostało zredukowane, tak jak wspomnieliśmy już i tutaj można przyjąć taką hipotezę, że właśnie ten przełom października i listopada, dzień zaduszny, on jakby wyznacza ten główny punkt.

Czyli stąd byłoby takie myślenie, że te główne dziady były właśnie na przełomie października i listopada, stąd wszystkich świętych w tym czasie.

Ja tutaj nie mam jakiejś jednej odpowiedzi na to, dlaczego akurat w katolicyzmie ten punkt, przełom października i listopada, dlaczego on stał się tym głównym punktem.

odprawiane w czasach, kiedy było trochę cieplej, czyli wiosna na przykład, a ten przełom października, listopada, czy właśnie przesilenie zimowe, no to było w domach i że to wtedy były te uczty.

Myślę, że coś takiego jest widoczne w lamentach, zwłaszcza popularnych, czy praktykowanych szeroko na wschodniej słowiańszczyźnie.

Jeżeli pytamy o dramat, czyli dziady Mickiewicza, to ja bym powiedział tak, że pod kątem wierzeń to jest dosyć wierne.

Cały dosyć obszerny i też bardzo ciekawy nurt tzw.

Natomiast pojawiają się bardzo ciekawe różne pomysły, które w pewnym sensie jakoś kontynuują tę tradycję, bo na przykład można spotkać bramy weselne, w których osoby organizujące te bramy przebierają się na przykład za żołnierzy albo za czarnoskórych ludzi.

W tej chwili wydaje się, że to jest tylko zabawa, ale zaskakujące jest to, że właśnie ludzie się przebierają za osoby czarnoskóre.

0:00
0:00