Mentionsy
jak jeść: w zgodzie z naturą w Południowym Tyrolu / Zofia Cudny
„Jak jeść” to cykl rozmów Karoliny Sobańskiej z ludźmi, którzy żyją jedzeniem — restauratorami, kucharzami, cukiernikami i smakoszami. Wspólnie odkrywają kulinarne destynacje, do których warto wracać, i smaki, które budzą emocje. To podróż przez kuchnie świata widziana oczami tych, którzy naprawdę wiedzą… jak jeść.
Gościem odcinka jest Zofia Cudny /
https://www.instagram.com/makecookingeasier_pl
Bądź na bieżąco :)
www.instagram.com/KarolinaSobanska
www.karolinasobanska.com
Współpraca: [email protected]
00:00:00 intro
00:04:22 tyrolski slowlife
00:15:49 Cook The Mountain
00:21:54 co się je w południowym Tyrolu?
00:30:06 autentyczność Tyrolczyków
00:32:54 wyjazdy rodzinne
00:37:07 Paryż
00:39:24 kurs Le Cordon Bleu
00:50:37 inne smaki Paryża
00:55:22 powrót do południowego Tyrolu
01:01:02 co dalej?
Szukaj w treści odcinka
W kolejnych odcinkach porozmawiam z ludźmi, którzy żyją jedzeniem.
Porozmawiamy o poszanowaniu natury i lokalnej tradycji oraz znajdziemy dowolny pretekst, by celebrować każdy posiłek.
Zajrzymy też na chwilę do Paryża, by upiec mistrzowskie croissanty w słynnej szkole Le Cordon Bleu.
Ja dałam taką naprawdę osobistą swoją cząstkę siebie w tej książce i w ogóle tak zakładam, że wszystko to, co tworzę, to, co robię, to chcę, żeby to było naprawdę moje i autentyczne i osobiste, bo tylko wtedy to spotka się z jakimś takim zaciekawieniem.
Moi czytelnicy, którzy są już ze mną od lat, może to szanują, ale na pewno to doceniają i to też widzę na spotkaniach z czytelnikami.
I dlatego tak sobie pomyślałam, ja się zakochałam w południowym Tyrolu, naprawdę, to jest takie wyświechtane słowo, ale...
Ale faktycznie tak było 8 lat temu, jak byłam zaproszona na taki wyjazd prasowy Cook the Mountain.
To w ogóle jest całe takie założenie, dość głębokie słowo.
Ile tu jest etyki w tym, ile takiej odpowiedzialności i już nie mówiąc o miłości do natury, no bo to oczywiste jest, spójne.
ale to mnie niesamowicie zaciekawiło i tak jakby dążyłam do tego.
I za każdym razem, jak przyjeżdżaliśmy przez granicę, bo zawsze jeździmy do południowego Tyrolu samochodem, nad ranem wyjeżdżamy i tam koło 16 już jesteśmy, przekraczamy tą przełęcz blenerską.
Ale to też jest niesamowite, że nawet widzisz, jak obserwujesz, że ludzie nawet zwalniają, że tak jakby każdy wie, że tam naprawdę już jest... To też jest ciekawe, to jest takie trochę zjawisko psychologiczne, ciekawe do obserwacji, ale no tam jest niesamowite to poszanowanie natury i tego obcowania właśnie z tym majestatem gór.
Może kiedyś byłam tam na nartach, ale to było wiele, wiele lat temu.
Nie sądziłam, że ten region jest tak na bieżąco i stopniowo poznając kolejne osoby i poznając kulturę i lokalne zwyczaje, zdałam sobie sprawę, że takie podejście jest wpisane w DNA ludzi mieszkających na tamtych terenach.
z czego to wynika, czy to są wartości z pokoleń na pokolenie przekazywane.
Dokładnie, przekazywane po prostu od pokoleń i myślałam sobie, co możemy zrobić, żeby zaszczepić w sobie, czy przenieść, czy u nas, czy w ogóle dalej do świata gdzieś dać te wartości i te praktyki, bo mi się wydaje, że ok, jeżeli to występuje jako trend, to nadal jest pozytywne zjawisko, ale trendy mają to do siebie, że przychodzą i odchodzą, są często wypaczane, a tutaj mam poczucie, że ok, południowy Tyrol...
jest bardzo modny w swoim podejściu do życia, ale to zostało z nimi, jest z nimi od tak dawna i zostało do dzisiaj.
Oni w ogóle mają tak, że to też rząd...
doskonale z nimi współpracuje i całe władze i cały ten system tak mądrze przeznaczony i wprowadzony, żeby chronić to dziedzictwo, które mają i też wzmacniać, wspierać.
starszy pan, już taki dziadziuś mógłby być moim dziadkiem, pokazywał mi właśnie, jak zarobić kajzerszman, jak jego dziadek, pradziadek, dokładnie jak tą pianę bił i to jest wszystko tak niesamowite, ta cała precyzja, to jest właśnie ich dziedzictwo i oni tak się tym szczycą i to jest też takie naturalne, tak jakby to nie snobizm, to jest ta cała przyjemność przekazywania z pokolenia na pokolenie, ale też turystom z zewnątrz, prawda, osobom, którego tego oni doświadczały, że to jest właśnie ich dziedzictwo i
Tam w ogóle zmysły działają w różnych przestrzeniach, więc nie masz widoki dolomity, które cię niesamowicie tutaj obejmują i masz smaki, które są rzeczywiście żywe i autentyczne i nigdzie tak nie smakują, ale to są bardzo proste składniki.
To nie jest jakiś fine dining niesamowicie, tylko to są proste, kluczowe składniki, którym nagle możesz wyczarować niesamowite dzieło.
I tam faktycznie, i to jest na każdym rogu, ja myślę, że naprawdę zwiedziliśmy wiele różnych schronisk i wiele różnych hoteli i takich mniejszych i większych i też super kuchnie właśnie na poziomie fine dining.
hodowli i to czuje się, jak ktoś ma taką gdzieś wrażliwość i wie, to to od razu wyczuwa, ale też jest ta bardzo ważna dewiza, że nie można marnować niczego.
Albo masz kąpiele w serwadce.
No to w ogóle jeszcze Sisi, czyli cofamy się do sprzed I wojny światowej, gdzie południowy Tyrol należał do Austriaków.
I to też się nadal czuje, no bo to pewnie mało osób o tym wie, ale południowy Tyrol miał taką burzliwą historię.
Tak jakby przez 500 lat należał do Austriaków.
Więc pewne elementy, bardzo takie widoczne one są nadal.
I to jest właśnie niesamowite w tym regionie, że one są połączone, ale jest też taka ich integralność, taka jest też ta całość i to pięknie współgra.
Włosi z kolei mają tą radość życia, taki urok.
I właśnie w jedzeniu, i w życiu, i w apreski, i nawet w chodzeniu po szlakach, czy zimowych, czy letnich.
Trochę może tak chaotycznie mówię, ale tak właśnie chciałam tą ich taką...
No ale tak ją podzieliłam na dwie pory roku, na lato i zimę.
Tak, żeby ukazać, że nie tylko w zimie są niesamowite przestrzenie i atrakcje, ale też w lecie, gdzie można się delektować szlakami górskimi.
No możesz zwiedzać winnice, sady jabłkowe, delektować się, jeździć na rowerach, zdobywać feraty.
Słuchaj, ja jestem rozmarzona, nawet gdybym tam nie była, to pewnie już bukowałabym bilet, bo w ogóle to jest ciekawostka.
Totalnie, słuchaj, mieć takiego przewodnika, ale teraz wiemy, że właśnie od grudnia tego roku w sezonie narciarskim będą realizowane loty Warszawa
Bolcano, więc to też jest myślę wspaniały znak dla wielu osób, że może to jest ten moment, kiedy warto ten region odwiedzić, ale powiem Ci, że dla mnie właśnie ta spójność w tej niespójności jest najbardziej urzekająca, bo odkrywając ten region głębiej, chociaż mówisz, no ja byłam tam przez kilka dni, więc myślę, że do odkrycia jeszcze jest bardzo wiele rzeczy i to mnie też niesamowicie ekscytuje, ale dla mnie jest to fenomen, że
kultury, tak, i tragiczne Rosje, jeśli ludzie są w stanie w względnym pokoju koegzystować, łączyć te tradycje i stanowić jakąś taką piękną, lokalną tożsamość, bo może te języki się mieszają, tradycje się mieszają, ale właśnie tak jak mówiłaś o tej precyzji w kuchni, która prawdopodobnie, chociaż też nie ujmujmy precyzji Włochom w ich kuchni, tak, ale też jest to jakaś
samnaleciałość austriacka.
Ale są punktualni na przykład.
Ale właśnie tak fajnie punktualnie, bo też rozmawiałam lokalnie z jednym panem, który właśnie mówił, że tutaj takie 5 minut spoko, 10 minut spoko, do 15 minut.
Czyli znowu nie tak, że musisz być za 5, ale nie jest to spóźnienie pod tytułem będę jak będę, tak?
Ja myślę, że tutaj jest masę pokory w tym, ale takiej mądrości i myślę, że też dużo skromności.
Więc z reguły to też jest niesamowite, że... Muszę ci przerwać, ale ja kocham słońce, myślę, że wiele osób kocha słońce, ale to nie znaczy, że chciałabym, żeby codziennie było lato.
Ale towarzyszy nam słońce, nawet kiedy jest śnieg, nawet kiedy jest chłodno, nawet kiedy liście zmieniają kolory.
Czy to nie jest w ogóle najlepsze miejsce do życia?
Ale życie tam jest też bardzo trudne.
Majestat góry jest cudowny, jest niesamowity, ale to jest bardzo duże wyzwanie.
Jak żeśmy realizowały zdjęcia, właśnie tak jak opowiadałam Ci, tych buchty, to z kolei zdjęcia były do letniego rozdziału.
Bolzano jest w ogóle w takiej dolinie i tam nie ma przewiewu, więc wyobraź sobie 43 stopnie, brukowane, Bolzano jest cudowne, ma brukowane uliczki, kamienice przepiękne, a naprawdę nie ma możliwości przejść, głównie starsi ludzie o tej porze byli, więc ta siesta jest wydłużona, ale teraz wyobraź, że rano musisz iść do, no nie wiem, podciąć winogrona, bo inaczej po prostu nie będzie dobrych winogron i zbior będą gorsze.
Żeśmy to właśnie realizowały zdjęcia w takich, no właśnie w całych poletkach w Winnicy, gdzie właśnie taki szczędziwy pan, no cudowny, opowiadał mi, gdzie mam podciąć dokładnie te pędy i...
Też miałam kapelusz, żeby się od słońca... Ale już byłam wykończona.
ale też, żeby jej aż tak nie eksploatować.
Jak ja się o tym dowiedziałam, mówię, Jezus, jakie genialne, jakie to jest proste rozwiązanie, ale jakie cudowne dla obu stron.
Tak jakby rolnik, który ma naprawdę mało, tam nie wiem, ma z pięć, sześć takich jabłoni, parę takich krzaczków, borówek, ale on potrafi dostarczyć...
Tyle właśnie produktów, ile szef kuchni stwierdził w odniesieniu do menu, które jest ustalone.
I teraz wiemy, że ta gleba nie będzie tak mocno męczona, eksploatowana.
Jak ja się tym dowiedziałam, to mówili sobie, jakie to jest cudowne, że każdy może wyżyć z tej ziemi, niezależnie od tego, czy ma właśnie cztery drzewka, czy parę krzaczków.
Ale wiesz, a to było prawie 8 lat temu.
Ja jestem w ogóle zafascynowana Robertem Niederkofflerem, który on w ogóle był założycielem tego hasła Cook the Mountain.
Czyli tak jakby zjeść góry, ale to na tej zasadzie, że podajemy wszystko to, co jest wokół, czyli to, co jest lokalne, to, co rośnie, ale też właśnie nie niszczymy tego.
Albo zupa cebulowa, która cebula była gdzieś tam w popiole i ten popiół też jest jakimś elementem tego.
Żeby później, jak już kończymy delektowanie się smakami, to żeby jak najmniej zostawić.
jak chcemy zostawić jakieś dobrodziejstwo i całą tą, to piękno naszym pokoleniom, to musimy po prostu zwracać na to bardzo uwagę.
Swoją drogą też niesamowicie połączył genialnie właśnie jej architekturę, więc jest cała przeszklona i możesz doznawać właśnie gór, Dolomitów, widzisz gdzieś tam marmolady i nagle masz właśnie na talerzu te rzeczy, które gdzieś tam wokół nas otaczają.
Te dania są też takie dla każdego, więc to też nie jest znów ten stowis, o którym wspomniałam, tylko właśnie ukazanie, że można się delektować tą przestrzenią, ale też właśnie w taki mądry i oszczędny sposób.
Jest ten cudowny region Alta Padilla, gdzie jest ten język ladyński, bo wiemy, że w Południowym Tyrolu są trzy języki, niemiecki, włoski i ladyński, to jest mały procent, ale oni też są bardzo tak jakby dumni z tego i właśnie z potraw i z ubioru i to też jest takie urocze, prawda, że tak nadal się tak właśnie zachowała ich, no ta
przynależność do właśnie... Tak, i że ta mniejszość w mniejszości funkcjonuje, nie?
Ja gdzieś uczyłam się niemieckiego, ale tak... Znaczymy sobie, że to jest nie do zrozumienia.
to ona jest, właśnie powiedziała, że jej mama jest Ladino, ja początkowo nie wiedziałam, co to znaczy, więc musiałam zrobić swój research, więc mówi, w domu się mówi po ladeńsku, jednocześnie oczywiście zna i niemiecki, i włoski, i oczywiście mówi też w dialekcie południowo-tyrolskim, angielski też wiadoma rzecz, więc mamy nagle pięć języków, więc to jest też fenomenalne, ale właśnie ona też nam opowiadała o tym w kontekście...
że to jest ścieżka gdzieś tam oczywista z punktu widzenia wartości dla ludzi, ale bardzo nieoczywista, jeśli chodzi o kwestie ekonomiczne, że to brzmi dla nas tak bardzo sielsko, że prowadzisz wspaniałą małą farmę z cudownymi widokami, ale tak jak powiedziałaś, to jest ciężka praca.
Ale dla mnie odwiedziny w jednej z winnic, która działa jako kooperatywa, też były niesamowicie inspirujące, bo znowu każdy z rolników ma jakiś swój udział, dokłada swoją cegiełkę, bo ma ten konkretny szczep winogron, ale potem jakby jest w ogóle dla mnie niesamowite i też takie wzruszające, że nie ma tej konkurencji, tylko każdy stara się...
Najbardziej jak może dowieść najwyższej jakości winogrona, jest oczywiście to nadzorowane, ale każdy chce, żeby to wypadło jak najlepiej, no bo potem z tych winogron jest robione wino, wspólne wino, którym dzielimy się, w zależności od tego, kto oczywiście ma jaką tam gramaturę.
No bo każdemu zależy, no bo każdy z tego wspólnego ciasta jakby potem je i uważam, że to jest też jakaś tak niesamowicie poruszająca dla mnie... Ale jakie to jest spaja, prawda?
No właśnie, ale powiedziałaś o smakach i to też jest ciekawe, bo znowu mamy ten faktor trudnych warunków życia, więc jedzenia, które musi być, zakładam, sycące, sprawić, że będzie właśnie tłuste, też pewnie dosyć tanie, z tego, co jest dostępne przez cały rok.
Ale tak sobie myślę, że mając ten pierwiastek włoski, celebracji życia, dlaczego mielibyśmy się
Tym jedzeniem nie delektować i nie robić z niego jakiegoś ważnego przedsięwzięcia w ciągu dnia, czy w ciągu jakiejś nawet, że tak powiem, nie wiem, jakiejś spontanicznej, czy zupełnie w cudzysłowie nieistotnej okazji, jaką może być po prostu wspólny posiłek.
To jest w ogóle nawet, to jest cudowne.
mówić po imieniu, więc ją uwielbiam i też zawsze celebrujemy ten dzień.
I teraz jak mój synek kończył 6 lat, 8 listopada i mieliśmy w ogóle w planie, bo on kocha Paddingtona i w związku z tym my też wszyscy kochamy Paddingtona i on w ogóle jest taki Paddington, taki kochany, pocieszny, to wymyśliliśmy, że pojedziemy na peron do Paddingtona do Anglii, no ale żeby wylecieć, to mieliśmy wczesne loty, więc żeby...
wyjechać z domu, to musieliśmy wyjechać o 4.30, no ale o 4.00 musiał mieć ten torcik z tą świeczką.
W ogóle nie było mowy, więc to są takie nasze urocze, małe takie tradycje, tak, to jest bardzo ważne, więc ja w ogóle wychodzę z takiego domu, gdzie tam naprawdę każdą rzecz mocno celebrujemy i ja też mam takie założenie i też to staram się na blogu przekazywać moim czytelnikom, że taki nawet szary, zwykły dzień, tak jak dzisiaj listopad, musi być ta codzienność szara też wyjątkowo celebrowana.
jakby to życie jest naprawdę jedno i ono tak szybko leci, to już zauważyłam po moich dzieciach, że nawet ten szary dzień musimy tak odwrócić, że on jest cudowny, jedyny i już się nam nie ujawi, prawda?
Ja wcześniej nie znałam tego stwierdzenia i nie będę je teraz jadła, ale pomyślałam, że jest to bardzo piękne przejście do tego, żebyśmy zgłębili się, co to za smaki są, no bo wiemy, że są proste, mają naleciałości i bardziej włoskie i te bardziej niemieckie, ale co oni tam de facto jedzą, mnie to fascynuje i może zacznijmy od tego, co my tutaj mamy, bo to wygląda jak takie wspaniałe maślane bułeczki posypane cukrem.
Tak, to są buchty morelowe, których recepturę poznałam właśnie z widokiem pięknym na masyw Szlern.
Koniecznie musicie sobie wygooglować Szlern Góra.
Ona jest majestatyczna, niesamowita i jak tylko dojedziesz do niej, to po prostu patrzysz i łzy mogą ci polecieć, bo ona jest naprawdę wyjątkowa.
Ale receptura polega na tym, że w środku zawijane są morele, bo w południowym Tyrolu oczywiście oprócz jabłek jest...
To jest zagłębie moreli, więc są nalewki, syropy, dżemy, konfitury i też knedle.
To właśnie na knedle też jest przepis w książce.
Ale wracając do buch, to właśnie środek jest wypełniony morelami.
Ale to są owoce, nie wiem, jakieś przesmażone, podduszone?
Tu akurat jest mus, tu już jest mus, już jest zrobiony, ale może być konfitura, mogą być też, jak są bardzo soczyste owoce, takie jak w czerwcu realizowaliśmy zdjęcia, no to po prostu zrywaliśmy z drzewa, z gałązki i kroiliśmy na ćwiartki, wkładałyśmy...
do ciasta drożdżowego i ono tam sobie momentalnie rosło, no bo przy tym upale 40-stopniowym to to ciasto eksploduje, ale później, żeby jeszcze tak było bardziej comfort food, to żeśmy smarowali roztopionym masłem.
W ogóle uważam, że ciasto drożdżowe powinno się jeść z masłem.
Najlepiej czy schłodzonym, albo takim solonym.
Po powrocie podgrzej leciutko w piekarniku i później tam daj, wiesz, flaser masła solonego.
Ale to, że ja je dostałam dzisiaj, to nie jest jakiś wyjątek, bo każdy z naszych słuchaczy może je przez jakiś czas...
No i ta buchta jest takim właśnie symbolem tego miejsca, gdzie żeśmy realizowali zdjęcia i ten przepis jest stamtąd właśnie oryginalny.
Oczywiście do buchty można ją wypełnić jabłuszkami czy konfitur z jabłek, ale to ciasto drożdżowe, maślane jest takim symbolem tego miejsca, tak jak knedle.
I knedle właśnie, i te takie wytrawne, czyli ze szpinakiem, z bułką tartą.
Ale powiem Ci, ja byłam w szoku, jak byłam ostatnio i próbowałam knedli, tych wytrawnych, że byłam przekonana, że tak jak znam knedle z Polski, będzie to wyglądało w ten sposób, że rozkrawam knedla wytrawnego i w środku jest szpinak, a się okazało, że ten szpinak był jakby wmieszany w ciasto i ugotowany w całości, że nie były nadziane, tylko po prostu takie...
Już jakby zblendowane.
Ten przepis jest też, tylko że on jest chyba w zimowej rozdziale, tak, w zimowym rozdziale.
wpływ i symbol, ale też są knedle na słodko.
I tutaj właśnie mamy też przepis na knedle, które są z... Czasami też dodają ricotty, to też jest ciekawe.
I do tych wytrawnych, czyli łączą szpinak z ricotą, ale też właśnie do tych słodkich, że morelek łączą z ricotą.
Ale też jest słynny szpek, czyli ta długo dojrzewająca szynka, która jest tutaj takim, no też głównym produktem.
No tam jest cały wachlarz różnych smaków i kozich, i krowich, łączonych, i długo dojrzewających, więc to bogactwo tego nabiału jest ogromne, ale też jest włoskie espresso.
czy też pana kota, która na przykład jest zrobiona z mleka krowiego i tam jest ten element siana też tak fajnie regionalnie był wypuklony, więc taki symboliczny.
Troszkę niemieckojęzycznymi wpływami, bo knedle to są właśnie i w Austrii, i w Niemczech bardzo popularne, więc ta kuchnia południowo-tyrolska, ona tak łączy tą lekkość śródziemnomorską z bardziej takimi cięższymi smakami właśnie krajów niemieckojęzycznych.
To jest, no właśnie, ale tak płynnie przechodząc do nart, no to Bombardino nigdzie tak nie smakuje jak na stoku.
z słońcem nad sobą, z obrusem, który jest rozłożony, chociaż jesteś na stoku, ale musi być obrus i to jest właśnie ten włoski, ta włoska finezja i ta dbałość o szczegóły.
Możesz być w butach narciarskich, prawda, ale jest biały obrus i serweta nakryta i sztućce i szkło, które czeka na ciebie, bo może przydłuży ci się to do późnej pory i wtedy już będzie aperitivo.
Tak, właśnie też rozmawiając z lokalsami, mieli oni te refleksje, że oczywiście ja nie chcę w żaden sposób umniejszać Austrii, bo ja już spędziłam całe dzieciństwo jeżdżąc do Austrii na narty.
Ale ta kiełbasa z frytkami jest też genialna.
Więc nic absolutnie nie mamy do austriackich stoków, ale właśnie wszyscy jednogłośnie mówili, że po co jechać do Austrii, jak można mieć to samo, tylko że ze słońcem i z lepszym jedzeniem i z dobrą kawą.
Śmiali się, że jako południowo-tyrolczycy, nie wiem, czy to się w ogóle tak odmienia, ale mają po prostu zawsze problem z tym, jaką kawę dostają w Austrii i to czym się szczycą, no że po prostu niedobro, że jednak w południowym Tyrolu jest włoska kawa, która dla nich jest też bardzo ważna, nie?
ożywają i to jest w ogóle szał, to jest szaleństwo.
Są pokazy świateł, melodie, różne happeningi, różne wydarzenia, święta, święta wina, święta strudla jabłkowego na przykład, albo teraz to już w ogóle jarmarki i te kluczowe w Bolzano, czy Merano, czy właśnie na tym...
wspomnianym jeziorem Kareca, ale też takie malutkie różne inicjatywy lokalnych właśnie sprzedawców, lokalnych restauratorów, którzy sami od siebie to robią, bo mają to we krwi.
No i stąd właśnie to ukochanie boskiego nastroju, no bo oni to potrafią niesamowicie zaczarować i tam ta celebracja każdego dnia jest taka właśnie wyjątkowa.
Ale dla mnie to było rzeczywiście, ta otwartość była fascynująca i myślę, że wiele narodów może się uczyć tego.
I tak jakby ja też, wiesz, ja uwielbiam rozmawiać o przepisach i w ogóle kocham zaglądać do kuchni i tam na zaplecze i już nie mówiąc o targach i tak dalej, no bo to już wiadomo.
To mi coś, oczywiście, to tutaj, wiesz, ale musisz to zrobić, musisz wziąć, koniecznie weź tą mąkę, bo inaczej ci nie wyjdzie.
Czyli ten turysta jest tak mile widziany, ale też tak jakby zapraszany do siebie, jak członek rodziny.
Ja w ogóle mam coś takiego, jak podróżuję, jestem bardzo wyczulona na takie właśnie drobne gesty, na aurę, na to serce i to jest tak, że jak wchodzisz, od razu wyczuwasz, czy jesteś mile widziany, czy w ogóle ja interesuję się tą osobą, czy ją słucham.
Już palicho częstuje mnie zwykłym chlebem z masłem, ale ten chleb jest właśnie od serca, z dziada, pradziada tej receptury tworzony i to wtedy wyczuwasz niesamowicie.
Tak jak staramy się z dziećmi jeździć wszędzie i pokazywać im ten świat, to było w ogóle moje takie marzenie od momentu, jeszcze jak nie byłam mamą, to tak sobie wyobrażałam, że tak moje macierzyństwo będzie wyglądać, że nie dość, że gdzieś tam razem pracuję z dziećmi, jeszcze jak nie chodziły do przedszkola, to...
podpatrują mamę, jak pracuje, to później w dalszym życiu to, co może mi przekazać, to właśnie tą możliwość podróżowania swobodnego, poruszania się i dostrzegania tego prawdziwego piękna, ale tego autentycznego piękna.
I to jest właśnie do czego nawiązuje, że tak jak cię goszczą i widać, że zależy im na tobie, no to właśnie to jest ta autentyczność.
Czy masz albo w ogóle macie jako rodzina jeszcze jakieś inne części świata, które wywołują w was podobne emocje?
Lubię w ogóle wiedzieć o tym regionie, o tym miejscu, o tym mieście, o tej osobie, bo mnie to zawsze wszystko ciekawi.
I tak właśnie było też z południowym Tyrolem.
I Sztefi, gdzie właśnie nad tym szlern, nad tym masywem szlern robiliśmy zdjęcia i oni mają cudowne to swoje miejsce.
No w zimie jest zamykane, bo oni wyjeżdżają, więc oni też, oni trochę też tak inaczej funkcjonują jak typowi lokalni hotelarze, ale też fajnie mają taki pomysł na siebie i właśnie obiecałam im, że jak książka wyjdzie, to koniecznie im wysyłam.
Południowy Tyrol, ja myślę, że jest no obowiązkowo w lecie przez nas odwiedzany.
I już to też właśnie było dla mnie bardzo ważne, żeby dzieci zaszczepić, co nie jest łatwe, bo w takich szlakach też wymaga takiego, to są wymagające pewne szlaki, ale też trzeba trochę trudu, trochę wysiłku, trochę poświęcenia, wyciszenia.
Nie ma też internetu, ani nie wiem, jakichś telefonów, więc to też jest wyzwanie, żeby dzieci zaszczepić właśnie takim...
No więc Włosi to oczywiście cudownie, oni kochają dzieci, wiadomo, więc są przygotowane fajne trasy dla dzieci, które są, nie wiem, po dwa kilometry, nie więcej, ale na tych trasach są różne punkty aktywności, tak też świetnie zrobione, bo są właśnie drewnie zrobione, różne zjeżdżalnie, albo na przykład trzeba zbierać różne oznaki, że tutaj była czarownica.
No bo w związku z tym, że ten właśnie masyw Szlernon tam ma różną taką historię, że czarownice są.
No więc jest ten element bajkowości, mistycyzmu i wtedy jak dziecko słyszy, że teraz musi to zdobyć i później to i na papi odhacza, to też jest zaangażowany.
I to nie są jakieś takie ogromne kilometry i długie dystanse, ale jest ta wspólna przyjemność, wspólna aktywność i możemy połączyć.
jesteś kolarzem i kochasz ciszę i spokój i sam uwielbiasz przekraczać dystanse, możesz się tam odnaleźć.
Jak masz dzieci i chcesz troszkę właśnie pobić z naturą, no to cudownie mogą się tam odnaleźć.
Ale powiedziałeś, że Polacy, i zakładam, wy również kochają Włochy i Włochów, ale czy właśnie poza południowym Tyrolem też są takie regiony, do których wracacie, czy raczej, nie wiem, lubicie też i lubisz jakby eksplorować nowe miejsca w tym kraju, czy może nie tylko Włochy, tylko jeszcze jakaś destynacja?
Mój dziadek studiował na Sorbonie, a z kolei pra-prababcia jeszcze jak nie wiem...
To były w ogóle dawne czasy, początek 1900 roku, czyli na przełomie wtedy, kiedy ta wystawa światowa była.
To one oczywiście nie mogły studiować, ale mogła kursy różne skończyć.
gdzie moja właśnie babcia Hanusia, po której moja córeczka ma imię, spędzała czas i czekała na Bolesia, czyli na mojego dziadka.
Myślę, że Paryż w ogóle jest takim słynnym miastem świata, ale też każda osoba, która ma jakikolwiek talent, albo nie ma go odkrytego jeszcze, jak przyjedzie do Paryża, no to go odkryje.
I też się właśnie zdecydowałam, znaczy dostałam w prezencie od męża kurs w Cordon Bleu, gdzie mogłam tam popróbować trochę, wiesz.
Brzmi to wspaniale.
Więc ja od razu jakoś tak wspomniałam te czasy studenckie, w związku z tym, że ja nie jestem zupełnie, nie mam wykształcenia gastronomicznego, jestem psychologiem klinicznym, ale nie praktykującym, nie pracującym w zawodzie, to tam słuchałam i notowałam, no oczywiście we Francji jest tak, że...
Już Francuzów, którzy chcą mówić tylko po francusku o tym, o czym oni chcą mówić, nie interesuje ich, kim jesteś, najchętniej by jednak wyplenili wszystkich tych języków.
Miałam taką Amerykankę, z którą się zaprzyjaźniłam, bo w ogóle super ludzie przyjeżdżają na tego typu kursy.
Ona też była taki ktoś korpulentnych kształtów, ale to też widać jej zmęczenie i pracę i ona mi powiedziała, że ona ma pierwszy raz urlop od, nie wiem, 20 lat.
Więc tylko czujesz, jak ten pot tam ci spływa, ale ty oczywiście nie możesz dać po sobie znać, więc wiesz, jesteś nienaganna, tutaj uczesana, związana.
I przyszedł szef takiej furażerce i on mówi, ok, on to widzi, ale proszę już tego drugi raz nie rób.
to jakby, wiesz, okej, ale już, więc my wszyscy po prostu, Jezu, ja już od razu poczułam, że to ja niby się spóźniłam, jakby moja empatia po prostu nie pozwoliła mi na, i musiałam odczuwać ten jej dyskomfort, ale tak, no tam są takie zasady.
Ale czy ten kurs był jakiś tematyczny?
I jak żeśmy robili notatki, to nawet kąt nacięcia bagietki, jakby musisz trzymać specjalnie tą, no nie gilotynę, tylko żletkę i jak ją nacinasz, to tak specjalnie, on mówi, okej, to teraz sobie wyobraź, oczywiście po angielsku, takim łamanym angielskim, no mnie mówił, wyobraź sobie, jeździsz na rowerze?
No ale no nic, no ja wiedziałam, że ja tu przychodzę, żeby się nauczyć.
Ale on tego nie widział, jak ja spróbowałam jeszcze raz nałożyć to ciasto.
Ale smakował cudownie i dopijałam swego i bardzo mi się to podobało.
Ale jakbym miała swoją cukiernię, piekarnię prowadzić, no to ten wypiek by nie mógł oczywiście być podany klientowi.
Tu też takie jest, ale tu są właśnie podwaliny, wiesz, fundament wiedzy, nauki, różnych reakcji chemicznych, które zachodzą i to musisz znać.
Ja może trochę to wyolbrzymiam, ale tak jest.
Tak jak ja nie lubię zazwyczaj wypieków bez dodatków, w sensie, że potrzebuję, jest dla mnie nośnikiem jakichś dodatków, tak w przypadku dobrej bagietki i masła, oczywiście lekko solnego.
Naprawdę niewiele trzeba i ja już też nie mam wtedy nic do zadania, ale jestem ciekawa, czy też po tym kursie czujesz, że właśnie wpłynęło to jakoś na twoje podejście do gotowania, albo zmieniło dzisiaj twoje postrzeganie francuskich kuchni?
Ale ty myślisz, że różni cukiernicy w Polsce czy w ogóle na świecie ściągają specjalnie masło, czy robią takie croissanty na miarę lokalnego masła?
My oczywiście mamy, ja tutaj broń Boże nie chcę wprowadzać takiej narracji, że nie mamy takich produktów, no ale jeżeli mamy zrobić naszą polską chałkę, to mamy nasze polskie młyny i mamy świetną mąkę, ale jak już próbujemy kruasanty, no to jednak warto spróbować tej mąki, wiesz, francuskiej.
Ile jest masła w jednym takim kruasancie?
Ale dwórze kostka?
Jakby, wiesz, ile centymetrów w poziomie, ile w pionie, żeby nie wypłynęło, jaka musi mieć...
Ale co jest najważniejsze?
Próbowaliśmy te nasze croissanty, które opiekliśmy, które szef, bo oczywiście szef, nie będą jego szef, więc szef przeciął i też widzisz, ile jest tych warstw, tak?
Ja na pewno jestem takim typem, ja unikam w ogóle takich bardzo kolorowych, pełnych przepychu piekarni cukierni.
Ja lubię bardzo takie skromne, mam taką ulubioną na Saint-Germain, tam gdzie właśnie mieszkałam, gdzie wynajmowałam mieszkanie i tam wiem, że no tam jest cudowne, ale wiesz, w tych takich właśnie małych piekarenkach, nie takich bardzo rozpuchanych, tam te croissants są wszędzie podobne.
Ale im bardziej jest taka malutka, taka, że wiesz, od tej piętnasty już prawie nic nie ma, no to ja właśnie takie wynajduję.
Tak jak widzę, że takie eleganckie babcie, które są, wiesz, wychodzą tylko i wyłącznie po bagietkę i po dwa croissanty, no to podążam za nimi i gdzieś tam, wiesz, wypatruję, bo wiem, że one wiedzą najlepiej.
Właśnie teraz mi się przypomniało, mam w głowie obraz takiej eleganckiej pani, wiesz, która jest tak ładnie uczesana, ubrana i ma taką...
To jest w ogóle, to bez dwóch zdań, szczególnie o tej porze roku.
No tatar to w ogóle też jest takim dość kontrowersyjnym daniem, bo oni tam, taki kultowy tatar, czyli w takiej słynnej Brasserie Lip na Saint-Germain, to tam jest tylko i wyłącznie podawany według receptur, które są 100 lat wcześniej jeszcze, które mają korzenie.
No ale są takie brasserie, które łamią taką menandzę i podają, wiesz, z parmezanem, z pieczarkami, czy z cornichonami.
że jeżeli chcesz takie bardzo kluczowe i takie oryginalne smaki, które właśnie są sprzed 200 lat, no to możesz, oczywiście, ale też są takie offowe i różne, wiesz, freestyle, który zakłada, że nie, że możemy zmienić tą tradycję i te korzenie i przełamać takimi różnymi nowymi smakami.
Ja jestem w ogóle takim bardzo, lubię te proste smaki.
który pewnie go kojarzysz z takich instagramowych, wiesz, niesamowitych wyświetleń, gdzie on czaruje i potrafi zrobić niesamowite cudo.
Więc są kolejki, wiesz, wzdłuż kamienic.
Ale on jakoś tak to teraz długo, tak to potrafi przekuć, że pod jego witryną są kolejki.
Ale tak, teraz jakbym miała być w Paryżu, to pewnie bym poszła do Cedrica i tak bym podpatrzyła, jak on to potrafi, wiesz, zrobić niesamowicie.
wiesz co, to jest właśnie problem na tych wyjazdach prasowych, bo ja wszystkiego zawsze chciałabym spróbować, przetestować i później te wyjazdy kończą się dwoma kilogramami, więc na szczęście zawsze tam jest ten element sportu i to jakoś musisz, wiesz, zrównoważyć i tą harmonię trzeba odnaleźć.
Już wiem, że bym lekkie śniadanie zjadła, tak jakby tylko espresso albo americano i bym poczekała do lunchu.
Na pewno zdecydowałabym się na te słynne pierożki Schlutz-Krapfen, które... Miałam nadzieję, że o nich powiesz, bo o nich nie mówiłyśmy, ale one są wspaniałe.
jakby są rewelacyjne i już nawet we wstępie do nich, jak opisywałam, bo przy każdym przepisie jest jeszcze taki mój osobisty wstęp, więc wspomniałam, żeby koniecznie, jak już jesteście na miejscu, to zamówcie dwie porcje, bo to w ogóle jest, one tak w sekundę lecą, więc to gorące masło, ten parmezan, ta likota w środku, no i szpinak, więc one są zawsze ze szpinakiem, ale ta likota jest tam taka właśnie, wiesz, kluczowa.
Ale ciasto jest też takie cieniutkie, ja uwielbiam, one po prostu się ślizgują do
Tak też muszę sobie pomyśleć, jest on, musieli specjalnie w czerwcu zerwać te płatki róż, ususzyć, żeby później w grudniu, wiesz, podać.
No właśnie, on jest popularny, ale podobno południowo-trolczycy mówią, że to jest od nich.
No więc to Hugo, niezależnie od pol roku, bo po nartach, kiedy wiesz, tam te 6-7 godzin szosujesz, to Hugo też jest genialne.
Pamiętam, żeśmy rozmawiał o gemknedlu, ale to jest ten austriacki taki symbol i on się przyjął w południowym Tyrolu.
Ale on jest genialny.
To jest taki pampuch w ogóle, bo to się niby nazywa, że to jest jakby z rodziny Knedli, ale to jest taki po prostu pampuch.
Jest podawany z bardzo drobnym szczypiorkiem pokrojonym i z ciastem naleśnikowym.
To jakby to ciasto naleśnikowe.
Ale ze szpeclami.
Bo szpecle też oczywiście.
Ja nawet szpecle też mam w książce, tylko że mam szpecle szpinakowe.
To jest w ogóle game changer.
Ale mówiłaś, że frittaten soup.
Są cienko pokrojone naleśniki.
Naleśnik jest zrolowany, bo to też jest ważne, jak go rolujesz.
I tak jakby rosł z naleśnikiem, to trochę tak jest.
Ale to jest świetne.
A, no i jest słynna polenta.
Tak jakby nie wszyscy lubią polentę i też nie we wszystkich regionach, miejscach, dolinach południowego Tyrolu jest polenta, ale jeżeli już trafisz, to polecam koniecznie z gęstym, dobrym, długodojrzewającym serem, z grzybami i z boczkiem.
Brzmi to wspaniale bardzo rozpustnie.
Ale to jest ciekawe, bo wiesz, z jednej strony masz Południowy Tyrol versus Paryż, dwa światy, ale jednocześnie to, co ich łączy, to co je łączy, to ta rozpustność, ten hedonizm, ta kaloryczność.
Co dalej?
Jestem ciekawa, czy jakiś kolejny region, czy jakieś kolejne miasto, czy jakieś kolejne miejsce, gdzieś rozpala emocje w tobie, że czujesz, że cię prowadzisz.
Słuchaj, no wiesz, ja jestem od paru lat, moja kochana bratowa Kasia tak naprawdę mi pokazała ten region południowej Francji i cały, wiesz, Aix-en-Provence, już pomyślałam o małym książę, ale właśnie i Aix-en-Provence i na okolicy Saint-Tropez
No z południowym Tyrolem wiedziałam, tak jakby to też był proces i dojrzewałam do tego i to też wymagało naprawdę długiego czasu.
Jakby 8 lat, 9 tak myślę, takich wyjazdów i właśnie w zimie i w wakacje, w lecie i na jesieni.
No tak jak Ci mówiłam, ja w ogóle wychodzę z tego założenia, że muszę naprawdę to tak poważnie zgłębić i tak się zauroczyć tym regionem i go tak poznać i to wtedy tę autentyczność znajdę.
Jestem w ogóle przecież z Trójmiasta, z Orłowa.
Ja się wychowałam w Orłowie, urodziłam i w Warszawie też miałam przyjemność przez cztery lata pracować i mieszkać, ale na szczęście jakoś udało mi się powrócić do Orłowa.
Ale wiesz co, to jest straszne, ale to jest też autentyczne, że większość widzę znajomych, którzy próbowali w Warszawie, a którzy mieszkają w Trójmieście, pracują w Warszawie, ale jednak wracają.
Okej, nie mam takiego, ale tak jak widzę po moich znajomych, którzy zaczynali na studiach już pracę i oczywiście byliśmy zafascynowani Warszawą.
Wy to wszystko macie, ale później jednak wracam do tego mojego spokojnego Trójmiasta, no bo tam są moje korzenie i tak jakby jestem, prawda, w genach to mam i gdzieś tam wychowana, ale tak właśnie też myślałam, czy to nie byłby dobry pomysł, żeby Trójmiasto właśnie zrobić, prawda?
Ale tak, no, Twój miasto jest też cudowne.
Myślę, że Gdańsk w ogóle na przestrzeni tych dziesięciu lat się niesamowicie rozwinął.
Też jest masa ciekawych twórców, no właśnie nawet Gawą, który widziałam, że był u Ciebie, którego oczywiście pozdrawiam i uwielbiam, bo on świetną robotę robi dla miasta Sopot, w ogóle dla nas, dla mieszkańców i tu jest jego właśnie ta autentyczność i to,
To my czekamy na Trójmiasto, potem w perspektywie na południe Francji, ale nie czuj presji, bo myślę, że najpierw musimy się nacieszyć i Paryżem, i południowym Tyrolą, a przede wszystkim ty musisz odpocząć i mieć też szansę, żeby sobie poeksplorować świat, też nie zawsze na misji pracowej.
Dla mnie była to czysta przyjemność i jestem przekonana, że nasi słuchacze mają już pokupowane bilety.
Szczególnie do południowego Tirolu, bo myślę, że Paryż jest zacznowanie bardziej popularną destynacją, ale Paryż od strony nauki gotowania też myślę, że jest bardzo kuszący.
Tak, jestem zapisana, no może nie croissant, ale może jakiś taki troszkę łatwiejszy deser, na croissanty przyjedź do mnie, to ja ci chętnie, wiesz, w Trójmieście, w Orłowie, ale w związku z tym, że jestem zapisana do newslettera, to dostaję informacje, jakie są najnowsze, wiesz, kursy i tylko tak patrzę, o Jezu, tu bym pojechała od razu, po parę godzin i to też jest świetne.
Jeśli podoba Ci się seria Jak Jeść, podaj ją dalej i daj znać, kogo chciałbyś posłuchać w kolejnych rozmowach o jedzeniu w podróży.
Ostatnie odcinki
-
TRENDY 2026: popkultura / elitarne media, Azja ...
02.02.2026 06:00
-
TRENDY 2026: astrologia / o roku ogromnych szan...
26.01.2026 06:00
-
TRENDY 2026: technologia / relacje w czasach AI...
19.01.2026 06:00
-
TRENDY 2026: świat / samotność, wellbeing & życ...
12.01.2026 06:00
-
inspiracje 7/2025: jak przetrwać zimę, czyli co...
15.12.2025 06:00
-
jak jeść: w zgodzie z naturą w Południowym Tyro...
08.12.2025 06:00
-
możesz nie lubić Świąt / odcinek specjalny z El...
06.12.2025 06:00
-
jak jeść: tapasy w Madrycie & Zakopane z dziećm...
01.12.2025 06:00
-
jak jeść: jak nonny z Sycylii / Kasia Rzepka
24.11.2025 06:00
-
jak jeść: przy wspólnym stole w Trójmieścia & A...
17.11.2025 06:00