Mentionsy

Kryminalne Szepty
28.09.2025 16:57

Zabójstwo Katarzyny Wieczorek

Katarzyna W. w wieku 20 lat wyszła za mąż za Marka w 1994 roku . W ciągu kilku lat dorobili się dwójki dzieci – Katarzyna zajmowała się wychowaniem córek i prowadzeniem domu, pomagając też wrodzinnym sklepie, podczas gdy Marek wspierał ojca w zarządzaniu masarnią . Finansowo niczego im nie brakowało – należeli do lokalnej klasy średniej z perspektywą dostatniego życia . W małym Kolnieuchodzili początkowo za udane małżeństwo. Niewielu jednak wiedziało, że za zamkniętymi drzwiami ich domu narastał poważny konflikt.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 79 wyników dla "Rzecznika Praw Obywatelskich"

Sprawa rozwodowa nabrała tempa.

Sąd wyznaczył termin pierwszej rozprawy w poniedziałek, 11 czerwca 2000 roku.

Na dwa dni przed wyznaczonym terminem rozprawy, w sobotę 9 czerwca 2000 roku, wydarzyło się coś, co na zawsze zmieniło losy tej rodziny.

26-letnia Katarzyna spędziła go prawdopodobnie zajmując się domem lub dziećmi.

Młodsze dziecko prawdopodobnie przebywało wtedy u dziadków lub spało w domu.

Ich córka nigdy nie zniknęłaby tak, zostawiając dzieci i nie dając znaku życia, zwłaszcza w przeddzień ważnej rozprawy.

Teraz znika bez słowa tuż przed rozprawą.

Czy fakt, że dziecko prokuratora bawiło się z córką zaginionej, mógł sprawiedliwać przerwanie tak ważnej rozmowy?

Sprawą zaginięcia zajmowała się początkowo prokuratura rejonowa w Kolnie, ta sama, którą od domu Katarzyny dzieliło tylko kilka kroków.

Rodzina i obserwatorzy po latach zgodnie ocenili, że dochodzenie od początku prowadzono nieudolnie, a może wręcz z oporami, jakby ktoś chciał zamieść sprawę pod dywan.

To ogromne opóźnienie było katastrofalne dla sprawy.

Dopiero po przejęciu sprawy przez wyższą instancję wykonano testy, które potwierdziły, że była to krew Katarzyny.

Użyto psów tropiących, przeczesywano teren, ale kluczowych miejsc jak sam dom Katarzyny nadal nie sprawdzono.

Te zaniedbania sprawiły, że pierwsze dwa lata śledztwa były tak naprawdę czasem straconym.

Rozpoczęła walkę o prawdę i ukaranie winnych, zarówno ewentualnych sprawców zaginięcia córki, jak i tych, którzy zaniedbali śledztwo.

Wysyłała pisma do wszelkich możliwych instytucji, do Ministerstwa Sprawiedliwości, do Biura Spraw Wewnętrznych Policji, do Rzecznika Praw Obywatelskich.

W tych skargach alarmowała o nieprawidłowościach w dochodzeniu, prosiła o pomoc i interwencję.

Sprawa utknęła.

Latem 2002 roku, dwa lata po zaginięciu, prokuratura rejonowa w Kolnie umorzyła śledztwo z powodu niewykrycia sprawcy.

Ich córka zniknęła, prawdopodobnie została zamordowana, a wymiar sprawiedliwości rozkładał ręce.

Bliscy Katarzyny zaczęli nabierać przekonania, że w tle tej sprawy mogły zachodzić nieformalne powiązania, które hamowały śledztwo.

To dlatego zwracał się on do przełożonych o przekazanie sprawy pozakolno, do prokuratury okręgowej w Łomży.

Śledczy z wyższego szczebla Tadeusz Marek, który ostatecznie przejął sprawę, również potwierdził, jednym z powodów przeniesienia śledztwa były podejrzenia bliskich relacji między rodziną podejrzewanego a lokalną policją.

Faktem jest, że podejrzenia o lokalną zmowę istniały i rzuciły cień na całą sprawę.

Dla rodziny Katarzyny było jednak oczywiste, że sprawiedliwości na miejscu w Kolnie raczej nie znajdą.

Zanim sprawa Katarzyny utknęła na dobre, nastąpił jeszcze jeden ważny epizod.

Bardziej prawdopodobne, że Marek zadzwonił do ojca lub matki, być może po poradę lub pomoc, gdy wydarzyło się coś złego.

W miarę jak nowi śledczy badali sprawę, obraz stawał się coraz bardziej ponury.

Wszystko wskazywało na to, że Katarzyna została tej nocy zamordowana, a następnie sprawca lub sprawcy dołożyli starań, by usunąć wszelkie ślady.

A może został celowo wyrzucony przez sprawcę, by upozorować rabunek?

Sprawa utknęła w martwym punkcie na kilka lat.

Dziennikarze zainteresowali się bulwersującą historią Skolna, w której zaniedbania organów ścigania wydawały się powtarzać znany z innych głośny spraw schemat.

Rzeczpospolita opublikowała artykuł porównujący zaginięcie Katarzyny do sprawy Olewnika, gdzie też doszło do poważnych błędów policji.

Materiał dla programu TVN Superwizjer przygotowała dziennikarka Magda Zagała, nagłaśniając dramat rodziny i wskazując na możliwe układy chroniące sprawcę.

Pod wpływem medialnych doniesień Prokuratura Krajowa zarządziła ponowne zbadanie okoliczności sprawy.

W 2009 roku sprawą Katarzyny zajęła się Prokuratura Okręgowa w Elblągu.

Prokuratura przyjęła w akcie oskarżenia, że Katarzyna została zamordowana w nieustalony bliżej sposób, a sprawcą zabójstwa jest jej mąż.

Po niemal dekadzie od zaginięcia Katarzyny sprawa miała wreszcie trafić na salę sądową.

Poczuli nadzieję, że prawda wyjdzie na jaw, a winni poniosą konsekwencje.

Według śledczych w 2008 roku, a więc gdy sprawa zaginięcia Katarzyny znów nabierała rozgłosu, Marek próbował nakłonić kogoś do zabicia Grażyny i Jana.

Nie wiemy komu Marek rzekomo zlecał tę zbrodnię, ani czy miało to bezpośredni związek ze sprawą Katarzyny.

Wiadomo jednak, że Marek trafił do aresztu tymczasowego, a śledztwo w tej sprawie przedłużono aż do marca kolejnego roku.

Sąd prawomocnie skazał Marka za handel substancjami zabronionymi w listopadzie 2011 roku.

Być może potencjalny wykonawca nie zeznawał, a cała sprawa opierała się na przykład na prowokacji lub po szlakach.

Jeśli jest prawdziwy, pokazuje desperację i mroczną stronę Marka.

Wiedział, że to my najbardziej dążymy do prawdy.

Oznaczało to, że na salę rozpraw był doprowadzany jako osoba pozbawiona wolności, co jednak w żaden sposób nie przesądzało o jego winie w sprawie żony.

W Kolnie mówiono o nim jako o najbardziej tajemniczej sprawie od lat.

Przewodnicząca składu orzekającego sama przyznała, że proces trwał 10 lat i trudno wyrok, który w nim zapadł, nazwać triumfem wymiaru sprawiedliwości.

W polskim prawie wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego, stąd zmiana kwalifikacji czynu.

Oni przede wszystkim pragnęli poznać prawdę o losie córki.

Co naprawdę stało się z Kasią?

Proces poszlakowy ciężka sprawa, mówiła pani Grażyna, nie kwestionując decyzji o lżejszej kwalifikacji czynu.

Bardziej niż o wyrok i długość kary, chodziło jej o odkrycie prawdy.

Wyrok z 2010 roku nie był prawomocny.

Prokuratura uważała, że kara jest zbyt łagodna i chciała ponownego rozpatrzenia sprawy jako zabójstwa.

W następnych miesiącach sprawa trafiła na wokalę sądu apelacyjnego w Białymstoku.

Uznano, że w postępowaniu pierwszej instancji doszło do uchybień i sprawę trzeba rozpoznać ponownie.

Sprawa więc znowu trafiła do sądu apelacyjnego w Białymstoku.

Wyrok stał się tym samym prawomocny, kończący możliwość dalszego ścigania męża Katarzyny.

Był to koniec długiej sądowej sagi, niestety nie przynoszącej odpowiedzi na pytanie, co naprawdę stało się z Katarzyną Wieczorek.

Sąd apelacyjny, kierując się zasadą domniemania niewinności i wymogiem pewności ponad uzasadnioną wątpliwość, uznał, że choć przeciwko Markowi istnieje wiele poszlak, to nie dały się one ułożyć spójną całość, pozwalającą bez wątpliwości wskazać go jako sprawcę.

Sędzia Halina Czaban w ustnym uzasadnieniu wyliczyła nawet wiarygodne poszlaki wskazujące na winę Marka, a wśród nich motyw nasilający się konflikt między małżonkami tuż przed rozwodem, który mógł pchnąć sprawcę do zbrodni w afekcie.

Przypadkowy sprawca zapewne porzuciłby zwłoki, a nie byłoby tak, że do dziś ich nie odnaleziono, zauważyła sędzia Czaban.

Tym samym zawsze pozostaje cień wątpliwości, kto tak naprawdę pozbawił ją życia.

Nie można wykluczyć innych wersji, to znaczy takich, że sprawcą jej śmierci jest inna osoba, a nie akurat jej mąż Marek.

Podkreślił, że poszukiwania prowadzone na szeroką skalę nie dały rezultatu, a hipotezy, jakoby Katarzyna żyła gdzieś w ukryciu, uznano za dalece abstrakcyjne i w realiach sprawy nieuprawdopodobnione.

Po 2012 roku, gdy sąd wydał prawomocny wyrok uniewinniający w sprawie Katarzyny Wieczorek, zapadła cisza.

Wyczerpano możliwości prawne pociągnięcia Marka W. do odpowiedzialności.

Ale oficjalnie mężczyzna jest wolny od zarzutów i ma prawo układać sobie życie na nowo.

Co pewien czas echa sprawy Katarzyny powracały w mediach, zwłaszcza lokalnych.

Prawdopodobnie były to stare szczątki być może jeszcze sprzed kilkudziesięciu lat i nie miały związku ze sprawą Katarzyny.

Niemniej umieszczenie jej w bazie zaginionych to dla bliskich symbol, że sprawa żyje i czeka na rozwiązanie.

Dopóki nie odnajdą ciała lub szczątków, to puty nie zaznają prawdziwego zamknięcia sprawy.

W głębi serca marzy już nie o wymiarze sprawiedliwości, ale o tym, by odnaleźć choćby najdrobniejszy ślad.

Czy ta sprawa się kiedyś wyjaśni?

To opowieść o miłości, która zmieniła się w nienawiść, o prawdzie, która zaginęła razem z ofiarą oraz o sprawiedliwości, która do dziś nie triumfowała.

Choć minęły dwie dekady, bliscy Katarzyny wciąż czekają na dzień, w którym dowiedzą się, co tak naprawdę stało się tamtej czerwcowej nocy.

Czekają naprawdę, bo tylko ona może przynieść ukojenie ich bólu.

0:00
0:00