Mentionsy

Kryminalne Szepty
28.09.2025 16:57

Zabójstwo Katarzyny Wieczorek

Katarzyna W. w wieku 20 lat wyszła za mąż za Marka w 1994 roku . W ciągu kilku lat dorobili się dwójki dzieci – Katarzyna zajmowała się wychowaniem córek i prowadzeniem domu, pomagając też wrodzinnym sklepie, podczas gdy Marek wspierał ojca w zarządzaniu masarnią . Finansowo niczego im nie brakowało – należeli do lokalnej klasy średniej z perspektywą dostatniego życia . W małym Kolnieuchodzili początkowo za udane małżeństwo. Niewielu jednak wiedziało, że za zamkniętymi drzwiami ich domu narastał poważny konflikt.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 33 wyników dla "Tadeusz Marek"

Również Katarzyna i jej mąż Marek byli tam dobrze znani.

Katarzyna zajmowała się wychowaniem córek i prowadzeniem domu, pomagając też w rodzinnym sklepie, podczas gdy Marek wspierał ojca w zarządzaniu masarnią.

Marek coraz więcej czasu spędzał w pracy, a w domu między małżonkami dochodziło do sprzeczek, które nie raz przeradzały się w awantury.

Jak wynikało z relacji bliskich, Marek miał stosować wobec żony przemoc fizyczną.

Marek podejrzewał żonę o zdradę, a atmosfera stała się na tyle gęsta, że dochodziło do gwałtownych kłótni i rękoczynów.

Marek oznajmił, że tej nocy będzie spał w salonie, na kanapie przy włączonym telewizorze.

Około godziny 6 rano, w sobotę 10 czerwca, Marek wykonał telefon do rodziców Katarzyny z niepokojącą wiadomością.

Podejrzewamy, że to Marek zrobił Kasi coś złego.

Marek oczywiście zaprzeczał.

Marek utrzymywał, że od chwili, gdy położył się spać w salonie, aż do rana nic nie widział ani nie słyszał.

Wiele wskazywało na to, że Marek mógł liczyć na pobłażliwość albo nawet ochronę ze strony niektórych funkcjonariuszy.

Śledczy z wyższego szczebla Tadeusz Marek, który ostatecznie przejął sprawę, również potwierdził, jednym z powodów przeniesienia śledztwa były podejrzenia bliskich relacji między rodziną podejrzewanego a lokalną policją.

Co na to Marek W.?

Nowy prowadzący, doświadczony prokurator Tadeusz Marek wraz z ekipą białostockich policjantów zaczął nadrabiać zaległości i szybko dokonał znaczących odkryć.

Marek nie mógł sam przenieść zwłok żony i pozbyć się ich tak, by nigdy ich nie odnaleziono.

Marek utrzymywał, że to nie on, że ktoś dzwonił z mojego telefonu, kiedy spałem.

Bardziej prawdopodobne, że Marek zadzwonił do ojca lub matki, być może po poradę lub pomoc, gdy wydarzyło się coś złego.

Marek i ewentualny pomocnik mieli dość czasu, by przemyśleć alibi i uprzątnąć to, co mogło ich obciążać.

Otóż we wrześniu 2009 roku Marek został nagle zatrzymany przez policję w związku z innym śledztwem prowadzonym przez prokuraturę w Białymstoku.

Ku zaskoczeniu wielu, Marek miał planować kolejną zbrodnię, tym razem na swoich teściach, Grażynie i Janie Siwikach, czyli rodzicach zaginionej Katarzyny.

Ta szokująca informacja sugerowała, że Marek mógł być gotów posunąć się bardzo daleko, by chronić siebie.

Według śledczych w 2008 roku, a więc gdy sprawa zaginięcia Katarzyny znów nabierała rozgłosu, Marek próbował nakłonić kogoś do zabicia Grażyny i Jana.

Nie wiemy komu Marek rzekomo zlecał tę zbrodnię, ani czy miało to bezpośredni związek ze sprawą Katarzyny.

Wiadomo jednak, że Marek trafił do aresztu tymczasowego, a śledztwo w tej sprawie przedłużono aż do marca kolejnego roku.

W momencie, gdy zaczynał się proces o zabójstwo Katarzyny, Marek siedział już w areszcie, a później w więzieniu z powodu zarzutów narkotykowych i tych dotyczących podżegania.

Na ławie oskarżonych zasiedli Marek, oskarżony o zabójstwo, oraz jego kolega Krzysztof B., oskarżony o pomoc w zatarciu śladów i ukryciu zwłok.

Marek W. został uznany winnym, lecz nie dokładnie tego, o co go oskarżono.

Innymi słowy, sąd przyjął, że być może w trakcie małżeńskiej awantury Marek działając w emocjach przyczynił się do śmierci żony, ale nie udowodniono mu zamiaru zabójstwa.

Z jednej strony Marek został skazany i oficjalnie uznano, że miał udział w tajemniczym zniknięciu żony.

Jednak Marek milczał, patrząc w podłogę.

Ten sąd, druga instancja w drugim procesie miał już definitywnie rozstrzygnąć, czy Marek W. jest winny czy niewinny zaginięcia swojej żony.

Nie można wykluczyć innych wersji, to znaczy takich, że sprawcą jej śmierci jest inna osoba, a nie akurat jej mąż Marek.

Marek po wyjściu z więzienia za substancje zabronione podobno wyprowadził się z kolna.