Mentionsy
"JOLKA" I WAMPIR [1/2]: Sezon grzewczy (1970)
Sezon grzewczy, płatna miłość kotłowniach centralnego ogrzewania i Wampir, uprowadzający radomskie nierządnice. Oto opowieść o operacji o kryptonimie „Jolka” prowadzonej przez radomską milicję w latach 70.
Jeśli chcesz subskrybować Zbrodnie Prowincjonalne na Spotify i otrzymać dostęp do dodatkowych materiałów, kliknij:
https://anchor.fm/zbrodnie-prowincjonalne/subscribe
Źródła: https://www.zbrodnie-prowincjonalne.com/post/jolka-i-wampir
Muzyka:
Purple Planet Music - Lazy Days
Creep - Emmit Fenn
Szukaj w treści odcinka
Ale z jakiegoś powodu, jak coś się dzieje w Radomiu, to się z tego można nabijać, dlatego pomimo, że Radom nie kwalifikuje się zasadniczo do tego, co określamy mianem prowincji, no to jakoś mimo wszystko do tych naszych prowincjonalnych klimatów mi pasuje właśnie z racji tego, w jaki sposób jest postrzegany w naszym kraju, że Radom to takie miasto żart.
były składane po upływie wielu miesięcy od momentu zaginięcia.
Kiedy ruszyło śledztwo o kryptonimie Jolka, była mowa o sześciu zaginionych.
Rodzina nie spieszyła się ze zgłoszeniem jej zaginięcia, no bo wiadomo, nie chcieli jej narobić problemów.
Nie zabrała ze sobą dokumentów ani żadnych osobistych drobiazgów, ale tego samego dnia odebrała z Wydziału Opieki Społecznej zapomogę w wysokości 700 zł.
Tak jej przypływ gotówki dawał oczywiście pewne możliwości, co tym bardziej sprawiało, że bliscy nie chcieli od razu zawiadamiać milicji.
I być może w tej sprawie nikt już by nic nie zrobił, ale nadszedł kolejny sezon grzewczy i radomska milicja zaczęła otrzymywać kolejne zgłoszenia.
Ojciec dziecka niespecjalnie się poczuwał dołożenia na jego utrzymanie, pomimo kilku spraw w sądzie, które mu wytaczała.
W momencie uruchomienia w 1967 roku kino było największym i najnowocześniejszym kinem w ówczesnym województwie kieleckim.
Natomiast nie wiadomo, czy to faktycznie ona pokwitowała, czy na przykład ktoś z kadr zobaczył, że nie było jej w pracy od dwóch czy trzech tygodni, nie stawiła się po wypłatę, więc po cichu odebrał ją sobie zamiast niej i sfałszował jej podpis.
Nie było to niemożliwe w tamtych czasach.
Może też odebrał tę wypłatę ktoś, kto wcześniej zrobił kobiecie krzywdę.
Chociaż wiadomo, że w przypadku zaginięć kluczowe są pierwsze godziny, pierwsze trzy doby tak naprawdę, bo później już ustalenie ostatnich kroków zaginionej osoby staje się praktycznie niemożliwe.
Jeśli komuś się wydawało, że bliscy Haliny długo czekali ze zgłoszeniem jej zaginięcia, to co dopiero powiedzieć o bliskich Ireny, o której zaginięciu milicję poinformowano 4 stycznia 1971 roku, po tym jak ostatni raz widziano kobietę 16 października 1969 roku.
Personalia tego mężczyzny pozostawały nieznane, wiadomo o nim tyle, że miał na sobie ciemną jesionkę, jak pewnie każdy w Radomiu o tej porze roku.
Kobieta nie mówiła też, dokąd się wybierali, poza tym, że na miasto, co mogło znaczyć wszystko.
Wielu palaczy było klientami prostytutek, ale niektórzy z nich też udostępniali im pomieszczenia na terenie kotłowni, w których pracowali, żeby mogły tam chodzić z klientami.
Zwykle to był taki handel wymienny, kobiety korzystały z ich kotłowni, a w zamian palacze mogli skorzystać z nich.
Ustalenie ostatnich kroków kobiety było już praktycznie niemożliwe.
nie kontaktując się z rodziną, no to może tak, ale jeśli zostałyby uprowadzone, zamordowane, no to niewiele mogłoby to pomóc przy szukaniu sprawcy.
i która widziała towarzyszącego jej mężczyznę, który potencjalnie mógł stać za jej zniknięciem, a może także za zniknięciem innych kobiet.
W tamtym momencie nie przejęła się tym zbytnio, takie krzyki nie były niczym niespotykanym w podobnych okolicznościach.
Ale teraz, skoro Janiny nie było od tamtej pory, skoro od tamtej pory nikt jej nie widział, no to może miało to jakieś znaczenie.
Czy tam dotarła, czy nie, tego nie wiadomo.
Nie wiadomo nawet dokładnie, jaki to był dzień.
Tak samo jak po pięciu pozostałych kobietach.
Raporty milicyjne dość okrutnie opisują powierzchowność wszystkich zaginionych kobiet, cytuję, wymienione kobiety trudniące się nierządem nie przedstawiały większej wartości estetycznej, pomimo że były one w wieku od 25 do 52 lat.
Także finansowo no to przy jednym kliencie dziennie miały taką samodniówkę jak inni za 8 godzin na takim dość dobrym stanowisku, no bo to była średnia pensja, czyli wiele osób na niższych stanowiskach zarabiało znacznie poniżej tej kwoty.
Ale w świecie płatnej miłości były to raczej stawki minimalne, z dolnej półki można powiedzieć.
Większość z nich nie była już najmłodsza, były zniszczone przez alkohol, zaniedbane, nie miały nawet własnych pokoi, czy mieszkań, w których mogłyby przyjmować klientów, dlatego robiły to w różnych przypadkowych miejscach, albo były skazane na miejsca, które wskazał klient z całym ryzykiem, z jakim to się wiązało.
I też trzeba powiedzieć, że ich klienci nie byli raczej dyrektorami, czy jakimiś wpływowymi członkami partii, przedstawicielami lokalnych władz, czy kimś takim, żeby można było podejrzewać, że tu w grę wchodziły jakieś tajemnice, jakaś groźba kompromitacji, czy inne takie grubsze tematy.
23 września 1971 roku w komendzie MO w Radomiu uznano, że tych sześć spraw należy rozpatrywać wspólnie.
W Radomiu może bowiem grasować wampir.
Śledztwo wszczęto w lutym 1972 roku po naradzie z przedstawicielami Komendy Wojewódzkiej, którzy na sprawę zapatrywali się dość sceptycznie, no bo seryjny morderca w Radomiu brzmiał trochę egzotycznie.
Wiadomo było na przykład, że latem wiele prostytutek wyjeżdża do Trójmiasta czy innych miejscowości chętnie odwiedzanych przez turystów, bo w tym czasie tam był większy zarobek i większe możliwości.
Istniała jeszcze jakaś niewielka szansa, że wyjechały za granicę, no ale legalnie tego zrobić nie mogły, bo zostałoby to odnotowane w dokumentach.
Ale istniały oczywiście różne sposoby nielegalnego przekraczania granicy, z których teoretycznie mogły skorzystać.
Nic nie potwierdziło tego, że wszystkie sześć kobiet zdecydowałoby się na taki właśnie krok, więc tę możliwość ostatecznie też odrzucono.
Kobiety parające się prostytucją prowadziły ryzykowny tryb życia, mogły im się zupełnie niezależnie od siebie przetrafić różne nieprzyjemne wypadki, czy to za sprawą jakiegoś agresywnego klienta, czy za sprawą alkoholu, który większość z nich spożywała w dużych ilościach, a w sezonie zimowym o takie wypadki jest zdecydowanie łatwiej.
Mróz i alkohol to jak wiadomo dwa czynniki, które wspólnie mogą dość łatwo przyczynić się do śmierci, nawet bez udziału osób trzecich.
Nie można było nawet z całą pewnością stwierdzić, że nie żyły, a co dopiero, że padły ofiarą morderstwa.
Władze PRL niechętnie przyznawały, że w Polsce Ludowej grasują seryjni mordercy.
Do tego seryjny morderca zabijający prostytutki to sprawa podwójnie kłopotliwa ze względów ideologicznych, cenzuralnych.
Narada w sprawie dalszych działań w związku z serią zaginięć kobiet na terenie Radomia odbywała się jednak w bardzo specyficznym momencie.
Miesiąc po aresztowaniu Zdzisława Marchwickiego, chyba najgłośniejszego seryjnego mordercy w PRL-u, wampira z Zagłębia, który też atakował właśnie kobiety.
Kwestionuję się bardzo mocno, czy to rzeczywiście Marchwicki był winien tych wszystkich zbrodni,
No ale w tamtym momencie takie wątpliwości oczywiście do opinii publicznej się nie przedostawały.
Chyba nigdy wcześniej w PRL-u nie było tak głośnej, tak szeroko też relacjonowanej sprawy seryjnego mordercy.
Także milicjanci z komendy wojewódzkiej mieli trochę takie mieszane uczucia, kiedy nagle im tu radą wyskoczył z pomysłem, że u nich też może grasować wampir.
Zaginione były alkoholiczkami o niskim rozwoju umysłowym i decyzja wyjazdu w nieustalonym kierunku mogła się zrodzić u nich pod wpływem namowy osób trzecich.
lub możliwości dalszego uprawiania nierządu z większym zyskiem.
Może trudno by je nazwać wzorowymi matkami, ale nigdy wcześniej nie zdarzało im się, żeby opuściły dzieci na wiele miesięcy, nikogo o tym nie uprzedzając i nie informując.
uprzedzały, że ich nie będzie, mogły zniknąć na dzień czy dwa, ale nie na miesiąc.
Z nich wszystkich ta Marianna, czyli ta ostatnia z zaginionych, najprędzej by mogła tak zniknąć, no bo ona rzeczywiście nikogo nie miała, nic jej w Radomiu nie trzymało.
Może nie były to idealne scenariusze, no ale nie były to takie totalnie zaniedbane, bezdomne osoby, którym już nic nie zostało i które się odwróciły całkowicie od społeczeństwa.
Także ich zaginięcia na pewno mogły budzić podejrzenia i należało potraktować je poważnie.
A jako, że przez wiele miesięcy żadna z nich nie dała znaku życia, można było podejrzewać, że już nie żyły.
Ostatecznie więc naczelnik Wydziału II, pomimo oporów ze strony kolegów z Komendy Wojewódzkiej, zdecydował o wszczęciu śledztwa w kierunku artykułu 148 Kodeksu Karnego, czyli kto zabija człowieka i tak dalej.
W sprawie części zaginięć zamieszczono wzmianki w lokalnej prasie i były to takie standardowe ogłoszenia MO poszukuje.
Bo milicja na wczesnym etapie śledztwa założyła, że kobiety mogły zostać zamordowane przez nieznanego sprawcę, a następnie ich ciała spalono w jednej z kotłowni centralnego ogrzewania na terenie Radomia.
Jak już zauważyliście, pewnie jak zauważyła milicja, do wszystkich zaginięć doszło właśnie w okresie jesienno-zimowym, czyli w sezonie grzewczym, a kotłownie centralnego ogrzewania były, jak się okazuje, powszechnie wykorzystywane do uprawiania nierządu w okresie zimowym w Radomiu.
Zimowa prostytucja w PRL-u.
Wrzucam te zdjęcia na Instagram i na Facebook zbrodni prowincjonalnych, żebyście mogli zobaczyć sobie, jeśli chcecie, jakie były to klimaty.
No ale nawet bez widocznych twarzy myślę, że te zdjęcia są interesujące, bo ich stylówki dość mocno się rozbiegają z tym, co pewnie większość z nas sobie wyobraża, kiedy myśli o tym, jak mogłaby wyglądać kobieta zarabiająca na życie prostytucją.
Raczej miały wspólnych znajomych, o co w takim środowisku nie trudno, albo znały się ze słyszenia, może niektóre z widzenia.
Ale co dokładnie miała na myśli, tego nie wiadomo.
To, co początkowo udało się milicji ustalić na temat potencjalnego mordercy, było wyjątkowo mało pomocne i mało imponujące.
Można przyjąć, że domniemany sprawca zabójstw kobiet jest mężczyzną w wieku średnim, wzrostu średniego, tęgiej budowy ciała, włosy w odcieniu ciemnym, ubrany w okresie zimy w jesionkę koloru ciemnego.
Jeśli chodzi o charakterystykę sprawcy i jego motywy i taki, nazwijmy to szumnie, profil psychologiczny, to opisano go następująco.
Motywem działania sprawcy może być sadyzm w podłożu seksualnym lub doznane w przeszłości krzywdy ze strony kobiet.
Nie można wykluczyć też u sprawcy zabójstw innych zaburzeń natury psychiatrycznej, dlatego też m.in.
Pierwszą osobą aresztowaną w tej sprawie był Jan O. Do aresztowania doszło 23 grudnia 1971 roku, a więc jeszcze zanim wszczęto dochodzenie, które łączyło te wszystkie przypadki zaginięć w jedną sprawę, sprawę, w której poszukiwano potencjalnego seryjnego mordercy.
Było wiadomo, że mężczyzna utrzymywał z nią kontakty, korzystał z jej usług, spotykał się też z innymi kobietami świadczącymi takie usługi, choć kiedy go aresztowano nie było jeszcze żadnych dowodów na to, że znał też inne zaginione kobiety.
Wiadomo było natomiast, że wobec kobiet, z którymi współżył, bywał agresywny, że traktował je brutalnie, podczas odbywania stosunków płciowych wykazywał skłonności do sadyzmu.
No i milicja musiała to sprawdzić, no ale mogło się też okazać, że hipoteza, że do wszystkich sześciu zaginięć doszło za sprawą tej samej osoby się posypie, jeśli uznają Jana Oza sprawcę zabójstwa Jolki i wtedy będzie trzeba te sprawy rozpatrywać niezależnie od siebie.
Jan O. był zatrudniony w warsztacie samochodowym pana Władysława w Radomiu i to miejsce nie było obce jednej z pań, które już się w tej historii pojawiły.
W pierwszej kolejności należało zweryfikować, czy w ogóle możliwe było spalenie ciał w tych piecach, w jaki sposób można to było zrobić, czy zostałyby po tym jakieś ślady, a że tu już milicja miała kilka konkretnych adresów w kotłowni, no to nic nie stało na przeszkodzie, żeby je poddać oględzinom.
Wyszło na to, że palacze mogli bez trudu wprowadzić kogoś do kotłowni, tak żeby nikt tego nie zauważył, co zresztą było już wiadomo wcześniej, no bo nie było żadną tajemnicą, że bywały tam prostytutki.
Kotłownie miały też zamykane pomieszczenia, w których można było kogoś ukryć, a nawet uwięzić na dłuższy czas, tak żeby nie wiedzieli o tym inni pracownicy i przełożeni.
Brano też pod uwagę, że w tym procederze mogło brać udział dwóch lub kilku mężczyzn, którzy nawzajem się kryli.
Po takim czasie resztki, które mogły się tam znaleźć w tym żużlu już dawno, by zostały stamtąd usunięte i gdzieś wywiezione.
Także gdyby morderca zrobił faktycznie to, co podejrzewali go milicjanci, no to byłaby to praktycznie zbrodnia doskonała.
Ale te pytania prowadzą nas do trzeciej hipotezy, która może się łączyć z drugą, ale nie musi.
Pewnie taki scenariusz byłby możliwy, chociaż w tym przypadku został wymyślony całkowicie w ciemno.
No i ten motyw był równie dobry, co każdy inny.
W Radomiu była cała masa rozmaitych melin, w których odbywały się schacki, także równie dobrze do zbrodni mogło dojść w melinie, w mieszkaniu, w pokoju, czy w dowolnym innym...
Następnie morderca musiałby się jakoś pozbywać ciał, więc należało założyć, że dysponował jakimś środkiem lokomocji, zapewne samochodem, który mógł później wywozić ciała gdzieś za miasto albo do jakiegoś innego miejsca, w którym się ich pozbywał.
Zawsze mogła się u niego nie tylko napić wódki, ale też porządnie zjeść, najczęściej kiełbasę, bo w tym wytwornym towarzystwie kiełbasa była najbardziej ceniona jako zakąska do wódki.
Jan K. posiadał też samochód, był to Ford Taunus.
W tamtych czasach takie auto było symbolem pewnego statusu, można je było sprowadzić tylko z Niemiec, bo w Polsce takie auta nie były produkowane i uchodziły za takie lepsze, nowocześniejsze, bardziej komfortowe niż te Syrenki czy Trabanty.
Także Jan K. był bardziej zamożny niż większość klientów tych kobiet, które przeważnie miały klientów z totalnych nizin społecznych.
Można się było zastanawiać, czemu zadaje się z tymi najtańszymi, najbardziej zniszczonymi prostytutkami, czy aby nie dlatego, że zniknięcia takich kobiet mogą łatwiej przejść niezauważone.
Otóż Marianna, czyli nasza zaginiona numer 6, w pewnym momencie zaczęła pojawiać się na ulicy w palcie należącym do Jolki, która zaginęła pół roku przed nią.
Kobiety świadczące usługi mężczyznom z nierdzin społecznych, z przestępczego półświatka, pijakom i awanturnikom z takimi i podobnymi sytuacjami spotykały się ciągle i przeanalizowanie każdej takiej awantury było po prostu niemożliwe, szczególnie, że ich uczestnicy zwykle nie za dużo pamiętali.
W 1971 roku, kiedy zginęła Elżbieta, Krystyna była mężatką, miała 35 lat i troje dzieci, które mieszkały w domu dziecka, bo kobieta nie była w stanie się nimi zajmować.
Choć można też domniemywać, że skoro poszedł siedzieć, to sam aniołem również nie był.
Jako, że urodziła się w 1936 roku, no to można zrozumieć do pewnego stopnia.
Wojna doświadczyła Krystynę bardzo boleśnie, jej rodzice zostali zamordowani w obozie koncentracyjnym w czasie wojny, także Krystyna wychowywała się w domu dziecka, no a te domy dziecka w latach 40-tych i 50-tych, no to umówmy się, nie były dobre miejsca.
Dzieci, które trafiały do tych zakładów często były zaniedbane w stopniu, który trudno sobie dzisiaj wyobrazić fizycznie, moralnie, intelektualnie.
Trudno się więc tak naprawdę dziwić, że Krystyna wyrosła na osobę dość mocno zaburzoną i aspołeczną.
Bez żadnego wsparcia rodziny, bez wykształcenia, bez pieniędzy, nie miała wielkich perspektyw, niewiele było prac, które mogła podjąć.
Krystyna poza tym, że sama zarabiała na życie nierządem, to była też sutenerką, czyli podnajmowała swoje mieszkanie przy ulicy Dzierżyńskiego innym prostytutkom, przy czym była dość bezwzględna, kiedy chodziło o rozliczenia finansowe.
Kilka kobiet mówiło, że zrzuciła je ze schodów, jedna dostała mocno po głowie jakimś ciężkim przedmiotem, także z Krystyną lepiej było nie zadzierać.
ale był u niej widywany i ludzie domyślali się, że byli w jakimś związku, chociaż pewnie ich rozumienie związku mogło się bardzo różnić od tego, co ja albo wy byście przez to rozumieli.
O tym, że z Elżbietą, czyli zaginioną numer 4, znały się, no to już wiadomo, od samego początku i od początku Krystyna była głównym świadkiem tego zaginięcia.
Jeśli chodzi o tę ostatnią, to w aktach możemy przeczytać następujący opis.
Wymieniona w okresie realizacji materiałów operacyjnych przez tutejszą komendę MO znajdowała się w stanie silnej depresji.
Systematycznie wprowadzała się w stan zamroczenia alkoholowego oraz nosiła się z zamiarem wypełnienia samobójstwa.
Ostatnie odcinki
-
"JOLKA" I WAMPIR [2/2]: Wyznania nositorby (1970)
23.01.2026 07:00
-
"JOLKA" I WAMPIR [1/2]: Sezon grzewczy (1970)
22.01.2026 19:00
-
Krzyki zza ściany (Szklarska Poręba 1983)
30.12.2025 19:30
-
Wampir z Tarnowskich Gór (1981)
15.12.2025 17:00
-
Zapomniana rodzina (Wawrzeńczyce)
01.11.2025 17:00
-
KRYMINALNA HISTORIA POLSKI: Zabójcza pomarańcza...
21.10.2025 18:00
-
Szybcy i wściekli. Najgłośniejszy pościg PRL (1...
24.09.2025 16:00
-
Tajemnica mirowskiej studni (Okleśna 1971)
22.08.2025 17:00
-
TAJEMNICE WANDERERA [2/2]: Fałszywy milicjant (...
07.07.2025 06:00
-
TAJEMNICE WANDERERA [1/2]: Lichtarz szewca Katz...
06.07.2025 16:00